Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pracownia alchemika

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pracownia alchemika   24.03.16 2:42

Pracownia alchemika

Obszerne, skryte w półmroku pomieszczenie, w którym pracuje jeden z zatrudnianych przez Munga alchemików. Znajdujące się w nim obszerne, strzeliste regały mieszczą niezliczone zakurzone woluminy, słoje czy buteleczki różnych kształtów i kolorów. Na mocnym, dębowym stole ustawionym w centrum ulokowane zostały kociołki mniejszych rozmiarów, stojaki na drobne, kryształowe fiolki czy moździerze i niewielkie, służące do krojenia ingrediencji nożyki. Z boku, nad dużym, okrągłym palnikiem, zawieszony jest miedziany kocioł numer pięć – przydatny do masowej produkcji antidotów czy lekarstw.
Okna zostały przesłonięte ciężkimi materiałowymi zasłonami, gdyż niektóre z przygotowywanych tutaj specyfików muszą dojrzewać w ciemnościach. Alchemicy pracują przy blasku świec, zazwyczaj samotnie, spędzając całe dnie w oparach bulgoczących cicho wywarów.


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   01.11.16 12:18

4 marca
Musiał wyjść z domu, chociaż naprawdę nie miał takiego zamiaru. Najchętniej zostałby w swoich komnatach i dalej tkwił zarówno z alkoholem jak i ze swoimi książkami. Bo teraz miał przynajmniej czas, żeby się nimi zająć, a dawno tego nie robił. Pogłębianie wiedzy o czarnej magii przeszło na dalszy plan, gdy w grę chodziło życie i zdrowie jego matki. Zupełnie zapomniał o samodoskonaleniu się w tej dziedzinie, a całą uwagę poświęcił gonieniu ducha, który był odpowiedzialny za cierpienia Beatrice. Jak się okazało nie tylko on był za nie odpowiedzialny, a w tak krótkim czasie zdarzyło się naprawdę wiele. Zaklęcia rzucane przez niego, a potem spotkanie Rycerzy Walpurgii, gdzie Czarny Pan pokazał swoją potęgę, chociaż zapewne był to jedynie jeden mały procent jego prawdziwych umiejętności. W pewien sposób przeraził swoich popleczników, ale równocześnie zainspirował i dał odpowiednią motywację, by nie przestawać się uczyć. By stawać się jeszcze lepszymi, a Morgoth miał dużo czasu, by to zrobić. Im młodziej mógł się na tym skupić, tym lepiej dla niego. Tym z większym zaangażowaniem mógł się poświęcić zadaniom zlecanym mu przez... Lorda Voldemorta.
Ale do tego wszystkiego potrzebował być nie tylko dobrym czarodziejem. Utrzymanie ciała w homeostazie było równie ważne. Na co jakiemu generałowi świetny, ale niezdolny do walki żołnierz? W dodatku dawno nie zaglądał do swojej uzdrowicielki, która powinna była mu pomóc w powrocie do odpowiedniej formy. Chociaż nie było to takie proste. Z każdym rokiem Morgoth zapadał się w sobie, czując jak klątwa Ondyny przejmuje kontrolę. Ale póki co nie było to nic strasznego ani specjalnie dominującego. Razem z nadchodzącą misją musiał być gotowy na każdą ewentualność. A to oznaczało wizytę w szpitalu Świętego Munga. I może nie było to jego marzeniem, myśl, że spotka się z kimś zaufanym w jakimś sensie była pokrzepiająca. Miał dosyć tych starych, umierających praktycznie prywatnych uzdrowicieli kręcących się od zawsze w pałacu. Czuł wtedy, że sam zaraz umrze. Dlatego też zostawienie ich za sobą było dobrym pomysłem i gdy tylko pojawiła się taka możliwość, zrobił to.
- Szukam Marianny Goshawk - rzucił jedynie w izbie przyjęć, a siedząca tam kobieta pokierowała go do odpowiedniego miejsca. Tego dnia szpital, a przynajmniej ten oddział był wyraźnie wyludniony. Można było pomyśleć, że wraz z początkiem nowego miesiąca pacjenci poznikali lub poumierali. Yaxley skrzywił się na widok przechodzącej grupy szlam, od których praktycznie było czuć odór ich krwi. Miał nadzieję, że tam, gdzie czekała na niego Marianna, takich atrakcji nie miało być. Jednak gdy dotarł na miejsce, okazało się, że uzdrowicielka udała się do pracowni alchemicznej.
- Znaleźć ją dla pana? - spytała młoda kobieta, patrząc uważnie na Morgotha.
- Sam ją znajdę - odparł i odszedł, mając nadzieję, że tym razem Goshawk nie poszła gdzieś indziej. Wysłał do niej list, oznajmiający, że pojawi się tego dnia z samego rana, by załatwić formalności. Raczej nie powinna nigdzie odchodzić. A przynajmniej chciał w to wierzyć.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Marianna Goshawk
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
24
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
3
10
0
13
3
10
6
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   19.11.16 19:29

Marianna wiedziała, że dzisiejszego dnia ma mieć specjalnego gościa. Po pierwsze, to swojego pierwszego pacjenta, jakiego dostała pod opiekę od Raphaela. Po drugie, członka organizacji, do której niedawno dołączyła. To do czegoś zobowiązywało. Czuła pewnego rodzaju obowiązek, że musi dbać, aby byli w jak najlepszej formie. Skoro póki co nie mogłam pomóc w bardziej aktywny sposób, to chociaż dbanie o dobre zdrowie niektórych z nich traktowałam bardzo poważnie.
Nie mogła jednak czekać na niego w swoim gabinecie, dlatego poświęciła się swoim obowiązkom. Na tyle jednak, aby nie opuszczać miejsca pracy i w razie czego być w gotowości, że Morgoth może przyjść.
Trafiła w końcu do pracowni alchemicznej. Pracownia ta była niezwykle ważnym miejscem na punkcie młodego uzdrowiciela, przynoszenie nowych zapasów lekarstw, smarowanie nimi schorowanych czarodziejów. Tak pięknie wykorzystywało się młodych adeptów medycyny. Tym razem była tam jednak w stricte prywatnych sprawach, aby po prostu poplotkować z kobietą tam pracującą.
Drzwi były uchylone, a przez nie mogła spokojnie spoglądać w stronę korytarza, aby sprawdzić, czy osoba której dzisiaj oczekuje właśnie nie idzie. I jak się okazało, właśnie się pojawiła.
- Lordzie Yaxley - zawołała za nim.
Zdawało się, że mężczyzna jej nie zauważył. Już chciała wychodzić i zaprosić mężczyznę do gabinetu, kiedy jej towarzyszka stwierdziła, że i tak musi zrobić sobie przerwę, a oni niech tu zostaną. Tak więc się stało, alchemiczka opuściła pomieszczenie, zostawiając całe dla Marianny i Morgotha. Dziewczyna więc zaprosiła go do środka, po czym zamknęła drzwi, aby nikt im nie przeszkadzał.
To pomieszczenie może nie należało do najlepiej urządzonych i zamiast kozetki stały tu krzesła i stoły z kociołkami, ale za to był pełen dostęp do leków i jeśli lord Yaxley będzie czegoś potrzebować, to na pewno tego dostanie.
- Przepraszam, że nie w gabinecie, ani żadnej sali, ale z tego co wiem, wszystko dzisiaj zajęte - wytłumaczyła, kolejnym ruchem ręki zapraszając do skorzystania z siedzenia. - Jak się pan czuje?
Zapytała w końcu. Z listu zrozumiała, że niedługo lord Yaxley wyjeżdża i było to jednym z powodów, dla którego dzisiaj do niej zawitał. Musiała więc przeprowadzić pełny wywiad, aby sprawdzić, czy nic mu nie będzie grozić, gdy wyruszy w swoją wyprawę.




A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   21.11.16 21:16

Chciał to załatwić jak najszybciej. Zależało mu na czasie pod każdym względem i nie tylko dlatego, że nie cierpiał tego miejsca. Kojarzyło mu się jedynie z jego słabością i równoczesnym ograniczaniem swobód. Gdyby nie klątwa Ondyny, może mógłby pracować na wyższych obrotach, nie musiałby się kontrolować co chwila jak jakiś dzieciak. Ale takie były uroki tego paskudnego przekleństwa starszych pokoleń, które dotykały część szlachciców. I to o wiele znaczniejszą niż kiedykolwiek mógł ktoś przypuszczać. O zmianie uzdrowiciela został powiadomiony odpowiednią notą listowną, która została starannie podpisana przez oboje medyków - starszego odchodzącego na emeryturę Rolanda Rowle'a i młodszą Mariannę Goshawk. Kojarzył jej nazwisko z twarzą znaną mu ze spotkań Rycerzy Walpurgii. Wiedział, że była tam od niedawna i prócz zawodu jak i czystości krwi, nic o dziewczynie nie wiedział i raczej nie był skłonny dowiedzieć się niczego więcej. Łączyły ich poglądy, a teraz również jego dolegliwość.
Idąc korytarzem Świętego Munga, usłyszał swoje nazwisko, po czym odwrócił się, by zatrzymać spojrzenie zielonych oczu na rysach twarzy Marianny. Podszedł do kobiety, która chyba nie spodziewała się, że dane im będzie zostać w pracowni alchemicznej. Przejechał spojrzeniem po pomieszczeniu, a charakterystyczny ostry zapach niektórych eliksirów mieszał się tworząc dziwny obłok dostający się do nosa przebywających. Nie skrzywił się jednak - przyzwyczajony do mocnych ziołowych naparów nie widział, aż takiego problemu z przetrawieniem tychże zapachów. W ciszy odprowadził wzrokiem przebywającą tam wcześniej pracownicę szpitala, czekając, aż zapadnie cisza. Nie trwała ona jednak długo. Przerwana przez młodą uzdrowicielkę i jej słowa przeprosin. Nie zostały jednak skomentowane. Morgoth zareagował dopiero, gdy spytała o jego stan zdrowia.
- Bez zmian - odpowiedział krótko i rzeczowo. Panna Goshawk powinna dostać od jego poprzedniego uzdrowiciela kartotekę z zapiskami, a jeśli się z nią zaznajomiła, wiedziała, że ostatni poważniejszy nawał choroby nastąpił na przełomie stycznia i lutego, kiedy spędził dosłownie kilka godzin w szpitalu, jednak było to związane bardziej z tym, że i tak musiał się wybrać po zapas eliksirów. I załatwić coś w samym Londynie. Rozumiał jednak jej zakres obowiązków. Przecież ile już razy przeprowadzano z nim identyczne rozmowy. - Chciałbym się jednak zaopatrzyć również w silniejsze mieszanki. Nigdy nie wiem co się wydarzy podczas pracy - dodał, wpatrując się przez chwilę dość wymownie w kobietę. Miał nadzieję, że oboje dość szybko wrócą do swoich poprzednich zajęć.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Marianna Goshawk
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
24
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
3
10
0
13
3
10
6
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   03.12.16 19:39

Marianna oczywiście zapoznała się z kartoteką pacjenta, tym bardziej, że nie był to byle jaki pacjent, a sam lord Yaxley oraz jej… kompan? Jeśli można było to tak nazwać, w organizacji do której należała. Na co dzień nie było widać, że posiada skrajne poglądy, miła, uprzejma, dobrze traktująca ludzi. Można wręcz powiedzieć, że idealnie udawała, aby jej osoba nie rzucała się w oczy. W jej mniemaniu nie było potrzeby, aby emanować swoimi zainteresowaniami wśród osób, które nie powinny być o tym poinformowane.
- Rozumiem - odpowiedziała jedynie.
Ruchem ręki poprosiła lorda Yaxley’a, aby ten usiadł na jednym z krzeseł. Skoro już tutaj był, to przecież nie zmarnuje szansy na to, aby go przebadać. Musiała dbać o swoich pacjentów, tym bardziej, jeśli byli oni ważnymi nabytkami innej osoby. Dotarło do niej to, co stało się z lordem Averym na jednym ze spotkań, na którym jej nie było. Miała wrażenie, że mężczyzna stracił na zaufaniu, a kobieta znalazła w tym swoją szansę na wybicie się. Chociaż trochę, kosztem innej osoby.
- Zanim cokolwiek mocniejszego przepiszę, muszę cię zbadać, lordzie - dodała.
Zwracała się do niego z należytym szacunkiem, znała swoje położenie i wiedziała jak powinna zwracać się do Yaxley’a, aby go nie urazić. Może łączyły ich wspólne ideały, to jednak byli dla siebie niemal obcymi ludźmi i póki co za takich się uważali. O ile Morgoth nie będzie chciał zejść z formalnego tonu. Jednak po jego głosie, Marianna spodziewała się, że nie będzie to zbyt szybko.
- Pozwolę sobie… Diagno Halito - rzuciła na niego zaklęcie.
Przez chwilę obserwowała jaki dym wydobywa się z ust lorda Yaxley’a, by zapamiętując dokładnie w swojej pamięci, móc potem dokładnie przenieść wszystko do karty, gdy będzie już w niej wszystko zapisywać. Kolor był odpowiedni, może trochę zbyt żółtawy, jednak mieściło się wszystko w odpowiedniej skali i póki co nie było potrzeby, aby się martwić. Tak było bardzo często u osób chorych na Klątwę Ondyny.
- Czy zażywa lord odpowiednio często swoje inhalacje? Chyba nie muszę upominać, że jest to bardzo ważne? Możesz zwiększyć ilość dodawanego specyfiku o jedną kroplę, jesteś chyba trochę osłabiony, lordzie - stwierdziła, obracając w dłoniach różdżkę. - Oddycha ci się dobrze? I czy jest coś, o czym powinnam jeszcze wiedzieć?
Spojrzała na niego wyczekująco, mając nadzieję, że jeśli jest coś na rzeczy, to powie. Chociaż wolałaby, aby wszystko było w jak najlepszym porządku.




A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   05.12.16 22:36

Czuł jak czas ucieka mu dosłownie przez palce. I nie było to związane z osobą Marianny. Nie. Mimo że zachowywał zewnętrzny chłód szlachcica, umiał dostrzec człowieka, który poświęca się swojej pracy i nie zaniedbuje jej. Nie do wszystkich rycerzy miał szacunek. Trudno było mu się dziwić, gdy była to zbieranina przeróżnej maści od wilkołaków, przed degeneratów, na córach Koryntu kończąc, ale Goshawk jeszcze nie potrafił określić czy naprawdę uzna ją za swoją towarzyszkę. Potrzebował czasu. Czasu i obserwacji. Na razie zdarzało im się jedynie widzieć na spotkaniach Rycerzy Walpurgii i to był jedyny kontakt, jaki mieli. Pomimo młodego wieku miała być naprawdę zdolną młodą uzdrowicielką, ale nie miał jeszcze okazji, by się o tym przekonać. Morgoth od kilku już dni dość silnie łączył się ze swoim postanowieniem wyjazdu. Miał też już ustalone spotkanie z kimś zaufanym z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, wyszukanego dobrego kapitana i umówione plany po przybyciu na miejsce. Chciałby się tam już znaleźć, ale niestety musiał odczekać dziesięć dni. Długich dziesięć dni.
Dał wskazać sobie miejsce, gdzie miał usiąść i poddał się zabiegom Marianny. Owszem. Przynależność do tej samej organizacji zapewne powinna ich do siebie przekonać oraz dać podstawę do dbania o swoje tyły. Morgoth jednak wiedział, że prawdziwych sojuszników trzeba było szukać gdzie indziej. Może i miała rację, co do wybicia się kosztem Samaela. Ciężko było obudować zaufanie, ale wiedział, że Avery zrobi wszystko by wrócić do łask. I to w pewien sposób napełniało Yaxley'a niepokojem. Potępiony i upokorzony rycerz nie miał już nic do stracenia, dlatego był jeszcze bardziej nieprzewidywalny i niebezpieczny. Rzucił spojrzenie spod pochylonej lekko głowy na Goshawk jakby próbował wyczytać z jej twarzy wszystkie myśli. Wyprostował się, gdy wyciągnęła różdżkę i nakierowała ją w jego stronę. Nie znosił tych wizyt i badań, ale musiał je przechodzić i to dość regularnie. Nie miał wyjścia.
- Tak - odparł po dłuższej chwili ciszy, która zapadła po pytaniu kobiety. I znowu spojrzał jej prosto w oczy, patrząc na nią dość intensywnie. Widział doskonale te brązowe tęczówki, które idealnie wpasowywały się w postać uzdrowicielki. - Oddech zawsze już będzie problemem - dodał, przenosząc wolno spojrzenie na bulgoczące eliksiry obok. Udał, że nie słyszał ostatniego pytania. - Kiedy będą gotowe następne porcje?





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Marianna Goshawk
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
24
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
3
10
0
13
3
10
6
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   15.12.16 20:16

Miała tą głupią wiarę, że magomedyk cieszy się pewnego rodzaju szacunkiem i zaufaniem, jednak gdy widziała osobę, którą niespecjalnie z nią współpracowała, miała pewne obawy. Nie do końca wiedziała czy powinna takiej osobie wierzyć, że jest wszystko dobrze, czy też być bardziej dociekliwą. Brakowało jej jeszcze trochę doświadczenia i pewnego rodzaju wyczucia, aby wiedzieć kiedy jest okłamywana, a kiedy nie. Za to dokładnie wiedziała, kiedy jej pytania były ignorowane i to tym bardziej się jej nie podobało. Była jego magomedykiem i magomedykowi powinno mówić się wszystko. Może, gdyby była mężczyzną, to sytuacja przedstawiałaby się inaczej?
- Nie ignoruj moich pytań - zwróciła mu uwagę. - Jak mam przepisać ci mocniejsze lekarstwa, jeśli nie wiem czy na pewno są ci potrzebne, sir? Jeśli coś ci się po nich stanie, odpowiedzialność spłynie na moje barki…
Nie chciała być nieuprzejma, ani zbyt natarczywa. Jednak oprócz należenia do organizacji rycerzy była również magomedykiem i jak poważnie traktowała swoją działalność jako rycerka, tak jako megomedyczka także. Cmoknęła pod nosem widząc jego spojrzenie i odwróciła wzrok, nie bardzo wiedząc czemu. Odsunęła się od mężczyzny, przeszła się po sali, zaglądając do kociołków, by zaraz się od nich odsunąć i poszperać po szafkach.
- Nie mamy aktualnie na stanie niczego, co by ci odpowiadało - zwróciła się do niego ponownie.
Odwróciła się do niego przodem, oparła plecami o wysoką półkę i teraz to utkwiła w nim swoje spojrzenie. Wspomniał coś o wyjeździe, więc na pewno to na ten okres potrzebował tych medykamentów. Przez głowę Marianny przebiegały myśli, czy jego podróż jest jakoś związana z organizacją, do której oboje należeli, szybko jednak się ich pozbyła wiedząc, że, póki co, nie powinno jej to interesować. Dowie się, gdy zajdzie taka potrzeba.
- Poproszę alchemika o przygotowanie dodatkowych porcji, musisz mi tylko powiedzieć, lordzie, na jak długo wyjeżdżasz, abym mogła dobrać odpowiednią ilość lekarstwa - poinformowała go.
Korzystając z zasobów stołu, przy którym pracowała alchemiczka pozwoliła sobie skorzystać z wolnego pergaminu i jej pióra, który nadal był zamoczony w atramencie. Z zawieszoną dłonią w powietrzu czekała na podanie przez Morgotha odpowiednich informacji. Od tego ile będzie tego potrzebować będzie zależeć czas, w jakim otrzyma swoje “zamówienie”.




A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   17.12.16 11:22

Nie gardził nią. To że nie był wylewnym, paplającym człowiekiem nie znaczyło, że nie posiadał szacunku do drugiej osoby. A na pewno nie jeśli była kobietą i uzdrowicielem. Morgoth był znany ze swojego braku otwartości czy współgrania z innymi jak zresztą każdy Yaxley, ale ostatnie wydarzenia na pewno odcisnęły na nim piętno, które nie miało tak łatwo zniknąć. Jego oschłość jedynie się pogłębiła, a Marianna trafiła właśnie na ten czas. Ale nigdy by jej tego nie powiedział, zatrzymując wszystko w sobie i trzymając niedogodności z daleka od obcych ludzi. Mogli o nim mówić, co chcieli, a on nie zamierzał się usprawiedliwiać z tego co robił. Ani teraz ani nigdy później. Dlatego też przemilczał tę i wiele innych kwestii.
- Wolałbym nie schodzić z oficjalnego tonu, jeśli to by pannie odpowiadało - odparł, słysząc jej bezpośrednie zwroty. Nie znali się, aż tak dobrze. W sumie to w ogóle się nie znali, dlatego nie było to stosowne z jego strony przystać na podobne przejście na bezpośredni kontakt. - Nie - odparł jeszcze na zadane przez nią wcześniej pytanie a propos kolejnych powikłań. - Bez zmian.
Gdy odeszła od niego, wodziła za nią spojrzeniem jakby próbując poznać odpowiedź zanim padła. I po jej delikatnych zmarszczkach przy oczach, mógł wywnioskować, że miała dla niego inne wieści niż te, które chciał usłyszeć. Cóż. Nie było to najgorsze. W końcu miał jeszcze jakiś zapas mocniejszych leków, chociaż były one zdecydowanie uwarzone w czasach, gdy nie planował żadnych wyjazdów. Ale czasy się zmieniały. Gdy usłyszał jej odpowiedź, nie poruszył się.
- Rozumiem - odparł jedynie, czując na sobie jej spojrzenie. Nie podniósł jednak wzroku, poprawiając za to zapięcie marynarki, gdy wstawał. Jego podróż była związana z wieloma czynnikami, a efekty tego, po co wyjechał, sam miał poznać dopiero po powrocie. Chwilę jeszcze panowała cisza przerywana jedynie gotowaniem się eliksirów. Gdy Marianna przerwała to milczenie, pytając dokładnie o wyjazd, nie ominął tego pytania. Było mu to potrzebne, by nie martwić się brakiem odpowiednich leków. Podszedł do niej i stanął za jej plecami, by móc podyktować jej ogólny zarys tego, co miało go czekać.
- Wyjazd będzie trwał miesiąc. Może dłużej. Raczej nie będzie tam problemu z eliksirami, ale wolałbym nie radzić się obcych uzdrowicieli. Klimat będzie zróżnicowany. Nie zamierzam przebywać tylko w jednym miejscu - odpowiedział zgodnie z życzeniem, wierząc, że to powinno jej starczyć.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Marianna Goshawk
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
24
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
3
10
0
13
3
10
6
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   29.12.16 22:50

Miała ochotę zakląć pod nosem, widząc jego wyraz twarzy. Mówiła do niego, a on zdawał się albo jej nie słuchać, albo ignorować. Czy była w stanie coś na to zaradzić? Absolutnie nie. Jedyne co, to wyprostowała się na jego słowa i z niechęcią kiwnęła głową.
- Jak sobie życzysz, lordzie - odpowiedziała. - Wybacz…
Powiedziała to, czego zapewne od niej oczekiwał i nie miała zamiaru więcej wracać do tego tematu. Miał rację, że nie byli sobie na tyle bliscy, aby przejść między sobą na ty, a Marianna zapomniała się, co było jej błędem. Ach ta szlachta, zarozumiała.
Czuła na sobie jego spojrzenie, jednak nie odważyła się, aby spojrzeć na niego. Nie bała się go, czy też nie czuła wstydu, aczkolwiek to jak wodził za nią wzrokiem dziwnie na nią działało. Nie rozumiała tego, wszakże przed chwilą kazał jej wrócić do oficjalnego tonu, a teraz jak gdyby nigdy nic podążał za nią wzrokiem. Jak głodny kot, polujący na swoją zdobycz. O tak, dokładnie tak się czuła, chociaż nie śmiała podejrzewać go o coś podobnego. Nawet, gdyby była zdobyczą, którą należało później zabić.
Gdy ona natomiast zwróciła na niego swój wzrok, ten zajął się zapinaniem swojej koszuli. Teraz to ona pozwoliła sobie na to, aby go poobserwować, w ciszy przyglądała się jego ruchom. Zadała pytanie, na które na pewno będzie chciał odpowiedzieć. Ruszył w jej kierunku, a ona tylko podążała za nim wzrokiem. Pozwoliła mu, aby stanął za jej plecami i wtedy dopiero wsłuchała się w jego odpowiedź.
Była… wystarczająca. Może nie wyczerpywała tematu w stu procentach, bo na pewno znalazłoby się jeszcze coś, co mógłby rozwinąć, jednak termin oraz ogólny zarys miejsca jej wystarczył, aby dobrać ilość lekarstw i ich siłę.
- Rozumiem - przytaknęła. - Poproszę cię jeszcze, abyś określił, lordzie, jak spory będzie twój wysiłek fizyczny w tym czasie. Skoro prosisz o silniejsze eliksiry, sądzę, że i wysiłek będzie większy? Pragnę jedynie przypomnieć, że nawet najsilniejsze eliksiry nie zniwelują ataku całkowicie…
Przypomniała mu, obracając głowę tak, aby móc spojrzeć na niego kątem oka. A ten nadal stał za jej plecami?




A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   30.12.16 22:24

Ignorowanie w jego wykonaniu wyglądało zupełnie inaczej, ale Marianna tego nie wiedziała. Gdyby naprawdę chciał jej dosadnie dać do zrozumienia, że to spotkanie nigdy nie powinno mieć miejsca, wyczułaby to o wiele dosadniej. Niestety do Yaxley'ów trzeba było przywyknąć. Szczególnie do mężczyzn. Można było z łatwością powiedzieć, że w ciałach dwudziestolatków tkwili czterdziestolatkowie doświadczeni życiem.
- Nie przepraszaj - odparł tym samym tonem, poprawiając kołnierz koszuli. - Nie znamy się najlepiej, panno Goshawk - dodał jedynie, kryjąc w tym całe wyjaśnienie. Nie należał do osób, które mówiły wiele, a na pewno nie obcym osobom. Marianna mimo że należała do Rycerzy również taka była. Morgoth zresztą nie brał popleczników Riddle'a za godnych uwagi. A przynajmniej w większości. Wystarczyło, że wierzył w sprawę, za którą walczył. Reszta się nie liczyła. Zresztą nie był tam dla znajomości. Chodziło o ideę, a nie był pewien czy wszyscy byli zdolni do poświęceń. Może się mylił, ale czas miał pokazać, kto potrafił się na to zdobyć. Czas był równocześnie i ich sojusznikiem i wrogiem. To od nich zależało jak chcieli go wykorzystać. Dlatego też zdecydował się na wyjazd. Nie znał przyszłości, ale pogłębienie pewnych tajników wiedzy było niezbędne do dalszego funkcjonowania. Zaplanował już sobie wszystko i zamierzał się tego trzymać.
Wciąż stojąc za kobietą, słuchał jej słów z uwagą.
- Zasadniczo nie powinien przekraczać tego, który mam teraz - odpowiedział, przez chwilę wpatrując się w stojący na stole kociołek, ale przeniósł wzrok na Mariannę. Wiedział, jednak że zwykła praca nie wchodziła jedynie w rachubę. - Przewiduję jednak przeciążenia - wytłumaczył. Skinął głową na zrozumienie jej ostatniego ostrzeżenia. Gdyby takie eliksiry istniałyby, zapewne mógłby normalnie pracować. A za to oddałby wiele. Przejechał dłonią we włosach, po czym poprawił marynarkę. - Prosiłbym o sowę z informacją, kiedy eliksiry będą gotowe do odbioru. Zapłatą nie musisz się martwić - odezwał się w końcu, czując, że wizyta dobiegła końca. Odczekał chwilę, gdyby uzdrowicielka chciała jeszcze o coś spytać, ale nie zareagowała. - Panno Goshawk - powiedział, skłoniwszy się, po czym wyszedł z pracowni alchemicznej, zostawiając Mariannę samą.

|zt
[bylobrzydkobedzieladnie]





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed


Ostatnio zmieniony przez Morgoth Yaxley dnia 01.01.17 14:28, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Marianna Goshawk
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
24
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
3
10
0
13
3
10
6
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   31.12.16 19:49

Marianna słuchała dokładnie tego co mówił. Zastanowiła się na chwilę przy przeciążeniach, czasami te były zdecydowanie gorsze niż sam podwyższony wysiłek, jednak mężczyzna zdawał się rozumieć o co jej chodzi. Był mądrym człowiekiem, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie, więc była niemal pewna, że na pewno zadba o swoje zdrowie, a wszystkie eliksiry będzie brał prawidłowo. Zresztą, gdyby tak miało nie być, to by go tutaj nie było.
- Wyślę sowe niezwłocznie po otrzymaniu informacji, kiedy będą do odebrania - potwierdziła. - Postaram się, aby były jak najszybciej.
Obserwowała go jeszcze przez chwilę jak doprowadzał swój wygląd do stanu nieskazitelnego, poprawiał włosy, zapinał marynarkę. Ich spotkanie dobiegło końca. Dygnęła delikatnie, ledwo zauważalnie, na pożegnanie.
- Lordzie, proszę na siebie uważać - dodała jeszcze.
Yaxley mógł nie do końca wiedzieć, czy Marianna powiedziała to ze względu na bycie jego magomedyczką, która powinna dbać o swoich pacjentów, czy może dlatego, że zależało jej na tym, aby Czarny Pan nie stracił żadnego ze swoich popleczników. Jeśli chodzi o genetyczne choroby wśród szlachty, to panna Goshawk czuła się bardzo odpowiedzialna, aby utrzymywać ich w dobrym zdrowiu. Ich Pan nie potrzebuje trupów i niezdolnych do niczego czarodziejów.
Gdy Morgoth zniknął z pracowni, Marianna w niej została, aby poczekać na alchemika i złożyć zamówienie na dodatkową porcję eliksirów.

zt




A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Powrót do góry Go down
 

Pracownia alchemika

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pracownia alchemika
» Pracownia alchemika
» Pracownia malarska
» Pracownia Nanaś~
» Prywatna pracownia/Komnata Hiro [pierwsze piętro]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: VI piętro: Choroby wewnętrzne-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18