Wydarzenia


Ekipa forum
Magiczna menażeria
AutorWiadomość
Magiczna menażeria [odnośnik]26.03.15 20:11
First topic message reminder :

Magiczna menażeria

★★
Jest to obszerne pomieszczenie zajmujące niemalże cały parter jednej z niewielkich kamienic usytuowanych przy Pokątnej. Pod każdą ze ścian, a także i na sklepowej wystawie, piętrzą się klatki oraz pojemniki pełne najróżniejszych magicznych stworzeń: sów, kotów, myszek, ropuch, węży oraz szczurów - i choć wiele z nich wygląda doprawdy uroczo, już od progu w nozdrza uderza ostra woń mieszająca się z zapachem karmy oraz odchodów. Podłoga wyłożona jasnymi kaflami lśni w blasku unoszonych w powietrzu świec. Dębowe drzwi wejściowe skrzypią charakterystycznie, gdy do środka co rusz wkracza jakiś nowy klient. Ogromna półka tuż za sklepową ladą pełna jest wszelkiego rodzaju książek, poradników, akcesoriów oraz lekarstw i różnych mikstur dla zwierzaków.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Magiczna menażeria - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Magiczna menażeria [odnośnik]30.06.19 19:19
Choć może się tak nie wydawało, również miała własne zmartwienia i problemy. Ci, którzy należeli do plebsu, często narzekali na to, jakie szczęśliwe mieli życie arystokraci, nierzadko się jednak mylili. Bulstrode miała dopiero dwadzieścia lat, a już zdążyła zasmakować goryczy zdrady, samotności i rozłąki. I wiedziała, że szykowały się kolejne, jeszcze gorsze kłopoty, którym niewątpliwie musiała będzie również stawić czoła.
Chociaż szczerze tęskniła za zabawą pod tysiącem świec rozpalonych jak niebo gwiazdami, musiała przyznać, że lubiła, gdy była sama bądź jedynie z najbliższymi. Może czasem doskwierał jej brak towarzystwa, tłumy jednak kompletnie jej nie pociągały. Kiedy wychodziła na bale to tylko w towarzystwie zaufanych osób albo trzymała się zupełnie na uboczu. Chyba że akurat ojciec kulturalnie zwracał jej uwagę, że powinna trochę się otworzyć i z kimś porozmawiać – wówczas odpowiednio reagowała.
Dlatego też znacznie lepiej czułaby się przy Isabelli w którejś z zamkowych komnat niżeli w sklepie pełnym ciekawskich przechodniów. Mniejszy hałas, więcej przestrzeni… a przede wszystkim znajome strony! Ten sklep ewidentnie nie był jej domem, znacznie częściej przebywała w obcych domach na herbatkach niż na kupowaniu tutaj zwierząt. Gdyby był nieco większy, na pewno nie odnalazłaby się w tych wszystkich korytarzach i zakamarkach. Bywała tutaj stanowczo rzadko.
Uniosła kąciki ust, słysząc wypowiedź Isabelli. W punkt. Una również nie widziała, nie licząc tej z rodziny Slughornów. Mogła się za to pochwalić znajomością z jednym z najstarszych nestorów i to w dodatku nieśmiertelnym. Mało kto może pochwalić się nadal obecnym protoplastą w postaci ducha!
Nie masz pojęcia, jak ci jej zazdroszczę. – skwitowała na wzmiankę o Balbinie.
A więc tak się nazywa…
Przynajmniej jednej z nich się wiodło. Ciemnowłosa cieszyła się jednak ze szczęścia przyjaciółki, nie pozostało jej nic innego tylko życzyć jej jak najlepiej. Bo gdyby któraś zniknęła to co by się stało? Musiały się wspierać.
Entuzjazm Isabelli ewidentnie osłodził ten szary dzień. Una nie mogła powstrzymać uśmiechu, słysząc jak blondynka chwali jej pomysł. Przynajmniej tyle z tego wszystkiego wyniosły.
Kończąc rozliczać się ze sprzedawcą, usłyszała raz jeszcze jak sowa wydaje z siebie energiczny okrzyk. Naprawdę musiało jej się nudzić. Albo po prostu to jej krzyk rozpaczy, bo nie chciała trwać przy takiej właścicielce jak Una? Kto wie. Od tego momentu były jednak na siebie skazane. Żaden podniesiony płacz czy wrzask nie mógł tego zmienić.
Och, rozumiem. – odparła Una uprzejmie, choć z wątpliwym zainteresowaniem. – To zapewne anomalia. Mnożą się niemiłosiernie ostatnio.
Kiwnęła głową w odpowiedzi. Owszem, los sowy właśni został przypieczętowany. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że jest posłuszna i nie przyjdzie jej do głowy brawurowo wpaść na kogoś podczas balu. Gdyby zwierzęta tak często wpadały na czarodziei, na pewno liczba przyjęć jeszcze bardziej by się uszczupliła.
Ach, właśnie, Isabello. – zagaiła dziewiętnastolatka. – Ostatnimi czasy brakuje mi bardzo wszelakich bankietów i bali… Jeżeli będziesz tak miła, by dotrzymać mi towarzystwa na jakimkolwiek przyjęciu, będę ogromnie ucieszona.
Nie zamierzała się otwarcie przyznawać do swojej słabości – bycie introwertykiem wśród szlachty było niezbyt ciepło widziane. Bulstrode’owie nie byli rodem salonowym, Una wolała jednak nie przynosić swojej rodzinie wstydu. Od dłuższego czasu nie bywała na urodzinach i ślubach, więc trochę odzwyczaiła się od bardziej towarzyskiego życia. Przewidywała, że jeżeli dalej tak będzie, może popełnić znaczącą gafę. Wolała więc sobie tego oszczędzić.
Idźmy najlepiej na pierwsze przyjęcie, na które będziemy mogły. – dorzuciła z uśmiechem.
Powędrowała wzrokiem za Isabellą. Faktycznie, okropne oberwanie chmury. Pozostało jej tylko mieć nadzieję, że cała ta szalona pogoda długo nie potrwa. Nie tylko dzisiaj, ale i w ogóle.
Na to wychodzi. – westchnęła nieco zrezygnowana. – Odprowadzę cię.
Jeśli Bulstrode nie wróci do zamku późną porą, a w tyle dalej będzie za nią podążać jej służąca, nestor raczej nie powinien być niezadowolony. Poza tym umacnianie kontaktów między rodami było w porządku, prawda? Nawet bardziej niż w porządku – zwiększało wpływy i otwierało bramy do nowych sojuszy. Nie mógł jej mieć przecież tego za złe.

[z/t]



How long ago did I die?


Where was I buried?

Una Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
You know the penalty if you fail.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I'm not yours to lose.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7119-una-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7199-una-czyta#192496 https://www.morsmordre.net/t7175-kneel-before-me https://www.morsmordre.net/f237-gerrards-cross-bulstrode-park-dwor-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7202-skrytka-bankowa-nr-1758 https://www.morsmordre.net/t7201-una-bulstrode
Re: Magiczna menażeria [odnośnik]16.01.21 23:41
3 października

Zachęcona niezbyt radosnym pozwoleniem lady Aquili Celine nie traciła czasu, już następnego dnia powędrowała do magicznej menażerii, by ziścić swoje marzenie. Te przepiękne, malutkie stworzenia fascynowały ją już od dzieciństwa, bo jak to możliwe, że radziły sobie zarówno w powietrzu, jak i w wodzie? Co sprawiało, że rozwijały swoje skrzydełka, kiedy zrobiły to po raz pierwszy by wznieść się do góry, ponad linię fal i wygrzewać się w słońcu? W ogóle przepadały za promieniami słonecznymi czy wręcz przeciwnie? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi...
Po Pokątnej poruszała się raczej ze spuszczoną głową. Tak dużo w tych budynkach czaiło się wspomnień, lecz teraz cegły oklejały plakaty spoglądających na nią ludzi, którym dobrze patrzyło z oczu, a za których głowy wyznaczono wysokie nagrody. Przydałyby się jej dodatkowe fundusze, ale nie tym sposobem. Nie kosztem kogoś, kto poświęcał się sprawie, o jaką prawie nikt już nie walczył. Na próżno było szukać w Londynie mugoli. Niegdyś dodawali temu miejscu kolorów, specyficznej, niezrozumiałej dla niej aury zagadki, natomiast teraz wszędzie królowało mylne zapewnienie, że jest dobrze, miło i spokojnie. Ceny wszystkiego poszybowały w górę, a Celine dziękowała Merlinowi w duchu za to, że żywiła się u Blacków. Ich spiżarka nie wiała pustką, jej żołądek był pełniejszy niż kiedykolwiek wcześniej, choć wciąż jadła mało, jak wróbelek, wtedy, kiedy ciało zaczynało domagać się energii boleścią. Częściej sięgała za to po pył.
W pszenicznej barwy włosy miała dziś wplecione kilka wstążek różnych kolorów; większość z nich bazowała na fioletowawych tintach, pasujących pokracznie do bezkształtnego, zbyt dużego swetra w popielatym kolorze. Sięgał połowy ud, zwieńczony długą, ciemnoniebieską spódnicą i parą dużych, brązowych butów, z których wystawały szare skarpetki. Wszystko to przykrywał wysłużony płaszcz, purpurowy, z dziwnymi naszywkami skrytymi pod rozległym kołnierzem, były niewidoczne, ale Celine zawsze wiedziała, że tam są. Prezent od babci. To cud, że wytrzymały tyle lat bez poprucia każdej nitki.
Kiedy dotarła w końcu do menażerii, jej oczom ukazał się chłopczyk stojący nieopodal witryny prezentującej wnętrze sklepu. Musiał obserwować oferowane przez sklepik zwierzęta, bo co innego? Półwila uniosła wreszcie głowę i przyjrzała mu się uważnie, wzrokiem omiatając również pobliską okolicę. Nie wyglądało na to, by młodzieńcowi towarzyszyli rodzice. To wydawało się jej niepokojące. Na wojnie wiele dzieci traciło opiekę - oby ta tragedia nie sięgnęła również jego.
- Dzień dobry - zagadnęła go pogodnie, wyjmując dłonie z głębokich kieszeni płaszcza i pochylając się nieznacznie; był niższy od niej o zaledwie dwadzieścia kilka centymetrów, niczym mały gigant. - Jestem Celine. A ty to kto? - Na ustach dziewczyny zawitał uśmiech, przyjazny, ciepły, sugerujący, że wcale nie zamierzała zrobić mu krzywdy, choć właściwie była nieznajomym zagadującym go na ulicy w niepewnych czasach - nieważne, czy Ministerstwo zapewniało, że Londyn był teraz miejscem wzajemnej miłości i magicznego szacunku. Spojrzenie różnokolorowych oczu przeniosło się potem na szeroką szybę sklepowej ekspozycji. - Wypatrujesz swojej pierwszej sowy? Wyglądają na całkiem dobrze ułożone ptaki, tak myślę. Może chcesz wejść ze mną do środka i dać im po smakołyku? - zaproponowała. Taki mały chłopiec sam wśród obcych czarodziejów na handlowej dzielnicy, och, dlaczego był tu sam? Niech chociaż skryje się we wnętrzu menażerii do czasu powrotu opiekunów.


looking in the mirror i see someone that i don't recognize. the light that showed the way is gone and darkness takes control - it's as if the path to isolation is littered with
the dreams that lay destroyed.

Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
wszystko to co mam
to ta nadzieja,
że życie mnie poskleja
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Magiczna menażeria [odnośnik]17.01.21 12:20
Hjalmar przez pewien czas starał się nie sprawiać problemów ciotce i czas spędzał głównie w domu Goyle’ów raz na czas wychodząc załatwić jakieś sprawunki w najbliższej okolicy w porcie. Sama zmiana miejsca zamieszkania całkiem przypadła mu do gustu. Na pewno port był lepszy od Nokturnu to raz. A dwa… dawniej Hjalmar mógł spędzać całe dnie na oglądaniu wpływających i wypływających statków. Lubił to miejsce. No ale to chyba rodzinne.
W każdym razie chłopiec jednak przez ostatni rok zdołał poczuć nieco „wolności” i teraz ciężko mu było usiedzieć w miejscu. Poza tym coraz bardziej miał ochotę odwiedzić Ulicę Pokątną. Dawno nie korzystał z umiejętności, które mu pokazał swego czasu jeden z czarodziejów w zaułku. Nie żeby mu czegoś brakowało, ale… dlaczego miałby nie pozbawić części majątku tych którzy byli mało ostrożni?
Szczęście mu jednak nie sprzyjało ludzi wcale na Pokątnej nie było tak dużo by mógł się skutecznie wtopić w tłum. Nic dziwnego zresztą, w końcu trwała wojna, nie? Na razie w Londynie zrobiło się spokojniej, ale komu w głowie teraz były zakupy? Brakowało tłumów rozbawionych czarodziejek, które były zajęte obserwowaniem witryn. No a powiedzmy sobie szczerze, Hjalmar nie był na tyle głupi, żeby próbować zwinąć sakiewkę jakiemuś groźnie wyglądającemu czarodziejowi.
Nie pozostało mu nic innego jak tylko porzucić pierwotny plan i po prostu przespacerować się po ulicy Pokątnej. Na dłużej zatrzymał się przy witrynie Magicznej Menażerii. Przypomniał sobie kruka, którego mieli niegdyś przy Grimmauld Place. Miał wrażenie, że to było dawno temu. Liczył na to, że ptaszysko sobie jakoś poradziło, zresztą nie było głupie.
Miał w sumie już pójść dalej, gdy zaczepiła go jakaś czarownica. Raczej marne szanse by udało jej się dostrzec opiekunów młodego Goyle’a w końcu wybrał się tutaj sam.
Młodziak zerknął uważnie na czarownicę. Wyglądała całkiem nieszkodliwie. Kto wie, może właśnie znalazł tutaj swój cel? Co prawda nieznajoma nie wyglądała jakby miała pełną sakiewkę, ale pozory czasem mylą. Tak czy siak nie zaszkodzi mu wejść do środka i rozeznać się nieco bardziej w sytuacji. Zmyć się może przecież w każdej chwili.
-Hjalmar- przedstawił się krótko. -Jakoś… nie przepadam za sowami. Wolę Kruki- odpowiedział prosto z mostu. -Chociaż żadnego tutaj nie widzę. Może są głębiej- dodał jeszcze, bo zdecydowany był i tak wejść do środka. Nic co prawda nie kupi, ale może faktycznie będą kruki? No i w ciasnym wnętrzu może uda mu się pozbawić Celine jej własności.
Hjalmar Goyle
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6246-hjalmar-goyle#155131 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Magiczna menażeria [odnośnik]17.01.21 19:02
Co za przedziwne, magiczne imię; Celine wertowała wspomnienia poszukując w nich jakiegoś wsławionego w historii Hjalmara, po którym chłopczyk mógłby je otrzymać, ale wiedza sprzed zaledwie kilku lat dziś wydawała się mglista. Pamiętała tematy co trudniejszych prac domowych, zagadnienia, których kilkakrotnie musiała uczyć się do powtarzanych sprawdzianów, by prześlizgnąć się z klasy do klasy niezauważoną, a znamienite postaci nie były tym, co spędzałoby jej sen z powiek. Trudno. Najwyraźniej imię to miało należeć dziś tylko i wyłącznie do niego.
- Bardzo mi miło - skinęła doń głową, a złote włosy zakołysały się lekko na tańczącym z nimi wietrze. Kilka niewielkich warkoczyków podtrzymywanych przez owe fioletotawe wstążki odsłoniło swą obecność spod pszenicznych pukli. Aż dziwne, że żadne z nich nie miało jeszcze zarumienionego nosa od październikowego chłodu. - Mogę mówić do ciebie Hjal, czy tego nie lubisz? - spytała z równie przyjaznym co wcześniej uśmiechem, chcąc zrobić wszystko w swej mocy, by odegnać jego myśli od wszelkiego zła czy samotności, po czym znów spojrzała na klatki widoczne zza leciwej szyby. Przesiadywały w nich sowy różnych gatunków, jedne wyglądały pochmurniej, z piórami przypominającymi zmarszczone brwi, a inne prezentowały się wręcz... To niemiłe, ale, dość głupkowato; miały szeroko otwarte, okrągłe oczy i rozdziawione lekko dzióbki, drepcząc po metalowej powierzchni ich małych królestw zamiast po prostu przesiadywać na krokwi. - Och, wiesz, że kruki potrafią mówić? Chyba nie wszystkie i nie tak wyraźnie jak papugi, ale widziałam kiedyś takiego jednego. Plótł ze swoim właścicielem o czymś jak najęty - zamyśliła się i uniosła dłoń wyżej, palcem wskazującym delikatnie stukając o swój podbródek. Kruków rzeczywiście nie było stąd widać. W dalszej części sklepu majaczyły inne klatki, lecz żeby przekonać się co kryło się w środku należało przekroczyć próg. - Warto sprawdzić, może mają tu jakieś śliczne okazy. I mądre. Chodź - Celine dziarsko skinęła głową do boku i sięgnęła klamki, otwierając drzwi przed nimi obojgiem. Najpierw chciała wpuścić tam Hjalmara, na wszelki wypadek; może i nie była jego opiekunką, a koleżanką od zaledwie dwóch minut, lecz nie mogła pozwolić, by znów został sam na ulicy. Jeszcze o to spyta, później, nie teraz, nie chciała przecież stracić jego zaufania, narazić na dodatkowy ból, jeśli rzeczywiście był sierotką. Te coraz częściej błąkały się po Londynie. Trafiały do nieprzyjaznych miejsc, zimnych, surowych, próbując jakkolwiek walczyć o swe przetrwanie, choć brak siły i łatwość łapania infekcji z góry stawiały je na nierównej pozycji. Ach, gdyby tylko półwila mogła je wszystkie przygarnąć, zapewnić ciepło... Jednak lady Aquili raczej nie było to po drodze. Wystarczyło, że z ulicy wzięła już jednego przybłędę, ją samą. - Hm... Powiedz mi, proszę, jeśli zobaczysz gdzieś uskrzydlone koniki morskie - poprosiła gdy znaleźli się w przytulnym wnętrzu bogato zastawionym klatkami, kojcami, akwariami i terrariami. Tyle tu było wszystkiego! Powietrze przepełniał ciężki zapach sierści, od kąta do kąta wędrowały dźwięki miauknięć, popiskiwań, rechotów czy ptasich pohukiwań, a jej uwagę momentalnie przyciągnęła widoczna za szkłem brzękotka mieniąca się pomarańczowym blaskiem. Jaka piękna.


looking in the mirror i see someone that i don't recognize. the light that showed the way is gone and darkness takes control - it's as if the path to isolation is littered with
the dreams that lay destroyed.

Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
wszystko to co mam
to ta nadzieja,
że życie mnie poskleja
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Magiczna menażeria [odnośnik]18.01.21 12:48
-Może być Hjall- zgodził się. W zasadzie jego imię często było tak skracane i chłopiec przyzwyczaił się i do takiej wersji. Na szczęście nie należał do tych osób, które nie lubiły swojego pełnego imienia. No a skrót był tylko jeden i też brzmiał nieźle. Nie miał co narzekać na swoje imię, nawet jeżeli nie było mu nadane po nikim sławnym. Kto wie? Może to on kiedyś w przyszłości będzie tym sławnym Hjalmarem?
-Mówić?- tym razem spojrzał z większym zainteresowaniem na dopiero co poznaną czarownicę. -Nie wiedziałem. Wiem, że gwarki potrafią całkiem nieźle mówić, ale to chyba jakiś rodzaj szpaka, a nie kruka- w końcu Celine mogła usłyszeć od niego jakąś dłuższą wypowiedź. Chociaż Hjalmar nigdy nie był gadatliwy, no z drobnym wyjątkiem. Jak pojawiał się jakiś interesujący go temat to lekko się ożywiał. Na moment się zamyślił nad problemem. Czy taki gwarek dałby radę przenosić listy? Niektórzy czarodzieje korzystali z małych sów, więc może akurat? Będzie musiał kiedyś kogoś o to zapytać.
-Uhm... - mruknął jedynie i wszedł do środka. W końcu i tak miał taki zamiar. Poza tym popatrzeć zawsze można. Może za jakiś czas tutaj wróci i faktycznie sprawi sobie kruka? Chociaż chyba dalej się łudził, że jego Riun się odnajdzie. Co prawda były na to marne szanse, bo i Hjalmar nie mieszkał tam gdzie dawniej, a i minął już ponad rok. Pewnie miał nowego właściciela. No chyba, że wybrał wolność, mądry był powinien sobie poradzić.
Rozejrzał się z ciekawością po wnętrzu sklepu. Czasem zastanawiał się jakim cudem sprzedawcy mieszczą tak dużo rzeczy w swoich sklepach. Może to jakaś tajemna wiedza, którą się zdobywa przy otwarciu własnego lokalu? Wcale by go to nie zdziwiło.
-Uskrzydlone koniki morskie?- pierwszy raz słyszał o takich stworach, ale zaczął się za nimi rozglądać. Nie żeby jakoś specjalnie chciał pomóc kobiecie ale po prostu ciekawiło go jak wyglądały. -Pewnie będą gdzieś koło ryb, prawda?- podzielił się swoim przypuszczeniem i ruszył w głąb sklepu na poszukiwania.
Hjalmar Goyle
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6246-hjalmar-goyle#155131 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Magiczna menażeria [odnośnik]18.01.21 22:38
Celine kiwnęła radośnie głową na wspomnienie ptaków posługujących się ludzką mową. Sama była solidnie zdziwiona tym faktem, ale kruk rzeczywiście powtarzał po swoim właścicielu wybrane frazy, akcentując je zabawnym, piskliwym głosikiem. Aż szkoda, że nie mogła pokazać tego zjawiska Hjalmarowi. Dorosły, mistycznie odziany czarodziej zabawiał dzieci na ulicy Pokątnej podczas jej pierwszych zakupów, to było tak dawno temu, że dziś nie rozpoznałaby zapewne ani jego, ani upierzonego towarzysza.
- Powtarzał słowa, które mówił do niego pan w wysokim kapeluszu. Tak mu siedział na ręce - by lepiej zobrazować argument półwila uniosła własną kończynę ku górze i zgięła ją w łokciu, prawie jak doświadczony sokolnik, - i gawędzili sobie przed gromadą gapiów. Sama nie wiem, może tylko takie wytresowane potrafią mówić? - zastanowiła się głośno, gdy w końcu przekroczyli wspólnie próg menażerii i dostali się do ciepłego środka. Kasjerka zza lady przywitała ich grzecznym skinieniem głowy, zaraz jednak wracając do pary czarodziejów, którzy akurat dokonywali zakupów. Musieli zapłacić za kilka plumpek pląsających w przezroczystej torebeczce i langustnika; większe zwierzę doczekało się także większego pojemniczka, w którym miało zostać przetransportowane do nowego lokum w czyimś akwarium.
- Tak, z samej nazwy są już cudowne, prawda? - snuła z rozmarzonym uśmiechem, choć spojrzenie Celine nie mogło oderwać się od młodziutkiej brzękotki, która przylgnęła do szyby. Z kolorowymi, pomarańczowej barwy skrzydłami i puchatym korpusem wyglądała tak uroczo. - Zobacz, Hjall. Znasz takie stworzonko? To brzękotka. Ćma - czarownica ułożyła palec wskazujący na szkle, wodząc po nim opuszkiem, a uskrzydlony insekt zaczął wdzięcznie podążać za wyznaczonym przez nią torem, kuszony ciepłem ciała. Dźwięki wzniecone przez trzepot, ten specyficzny, figlarny chichot, były ledwo słyszalne, ale przy uważnym wsłuchaniu się w nie chłopiec mógł je rozróżnić bez przeszkód. - Ach, ale dobrze, chodźmy dalej... - z bólem serca odsunęła się od ćmiego królestwa i ruszyła w głąb sklepu, ręce znów pakując do kieszeni. Celine rozglądała się uważnie dokoła; póki co nie było tu śladu uskrzydlonych koników morskich i ich akwariów, ale kilka dorodnych, dumnych kruków spoglądało na nich z klatek w jednym z kątów. Marzenie młodego Goyle'a najwyraźniej miało się ziścić.


looking in the mirror i see someone that i don't recognize. the light that showed the way is gone and darkness takes control - it's as if the path to isolation is littered with
the dreams that lay destroyed.

Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
wszystko to co mam
to ta nadzieja,
że życie mnie poskleja
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Magiczna menażeria
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach