Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Liquid Paradise

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Liquid Paradise   05.06.16 17:46

First topic message reminder :

Liquid Paradise

Jako jeden z lepiej znanych lokali czarodziejskiego Londynu, "Liquid Paradise" cieszy się stosunkowo stałą klientelą i dobrą renomą. Pośród gości, będących w znakomitej większości przedstawicielami szeroko pojętej klasy średniej, nierzadko można dostrzec członków arystokracji czy też zwykłej klasy wyższej, dla których specjalnie wydzielono osobną część dużej sali, wybitnie pilnując, aby nie zawędrował do niej ktokolwiek niepowołany. Wysoko urodzonym często przypisuje się swoiste polowania na wschodzące gwiazdy, które można by wziąć pod swój patronat - "Paradise" słynie z występów na żywo, dawanych zwykle przez niemal całkowicie nieznanych (acz uprzednio dokładnie sprawdzonych!) artystów. Niejedna wielka osobistość współczesnego świata muzycznego przyznaje, że swoje pierwsze kroki do sławy stawiała właśnie w tym miejscu. Dla zwalczenia wrażenia nadmiernej podniosłości, przed wspomnianą sceną rozciąga się parkiet, na którym spragnione zabawy pary mogą do woli wywijać w tańcu. Z reguły jest on w większości zajęty przez młodych tancerzy, będących świeżo upieczonymi absolwentami Hogwartu. Rzadko kiedy, ba, właściwie nigdy nie widuje się tu w akcji jakichkolwiek arystokratów.
Z samą nazwą lokalu wiąże się też pewna legenda, która stale przyciąga coraz więcej osób. Otóż wielu zakłada, iż "Liquid Paradise" ma bezpośrednie powiązanie z Felix Felicis, którego kilka złotych kropel ma być rzekomo dodawane do co droższych z drinków, jakie się tu serwuje. Oczywiście jest to dalekie od prawdy, tym niemniej efekt placebo już niejednemu gościowi zawrócił w głowie na tyle, że rzeczywiście przez pewien czas jego życie nabrało trochę radości i powodzenia.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
łowczyni talentów
28
Półkrwi
Panna
pain shapes a woman
into a warrior
25
10
0
0
0
0
5
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Liquid Paradise   17.04.18 11:05

Zupełnie jakby w przeciwieństwie do Alpharda, rozmowy z ludźmi nie sprawiały pannie Diggory większego problemu. Lubiła poznawać nowe osoby, odkrywać ich charaktery, słuchać o pasjach i sprawdzać, czy pod względem poczucia humoru są do niej w jakiś sposób dopasowani. Tematy błahe i poważne, całkiem trywialne i te wymagające dłuższej dyskusji – nie czuła się źle, gdy wymieniała się opiniami z innymi lub nawet konfrontowała swoje poglądy. Rozmowa była zazwyczaj lepsza od milczenia, a Jessa z reguły nie tchórzyła i wolała podjąć nawet trudny temat, nic zamieść go pod dywan. Niechlubny wyjątek od tej reguły stanowiło właśnie wspomnienie tego, jak potraktowała Alpharda w przeszłości; teraz dałaby wiele, by znów zanurzyć się z nim w szczerej rozmowie, odartej z wrażenia, że traktują się nawzajem niczym jajka, których za żadne skarby świata nie można zbić. A przecież oboje byli dorośli – być może zimny kubeł wyrzutów wylanych przez Blacka na rudowłosą dobrze by jej zrobił. Zamiast tego uprzejmie dodawał jej otuchy, a ona poczuła się lekko nieswojo, rozmawiając o swojej kondycji; zupełnie jak gdyby było w tym coś dwuznacznego, a przecież nic takiego nie miało miejsca.
- Od lat nie latałam zawodowo – pokręciła głową, ale nie bez uśmiechu, powoli odnajdującego się na jej ustach i planującego rozgościć się tam na dobre – Rekreacyjnie patroluję swoją wioskę, niczym jednoosobowa samoustanowiona straż sąsiedzka, a kondycję trzymam tylko dzięki nadążaniu za wyjątkowo aktywnym sześciolatkiem – nie należała do rodziców, którzy wyciągają z portfeli zdjęcia swoich dzieci i chwalą się nimi na prawo i lewo, ale gdy mówiła o Amosie, w jej słowach zawsze słychać było dumę.
Nie zdziwiła się, gdy wspomniał o pracy dla Ministerstwa. Sama miała kiedyś ambitne marzenia, ale zweryfikowało je życie; z Alphardem zapewne było tak samo. Prawdziwy Black nie zbrukałby przecież nazwiska parając się pracą zawodowego gracza Quidditcha.
- Daleko podróżowałeś? Opowiedz najdziwniejszą rzecz, która ci się przytrafiła – poprosiła, wpatrując się w niego wyczekującym spojrzeniem.
W młodości zawsze lubiła go słuchać, niezależnie od tego, czy czytał jej na głos wyjątkowo trudny w zrozumieniu fragment książki, czy opowiadał o przyziemnych dla siebie sprawach, które dla niej zawsze brzmiały wyjątkowo ekskluzywnie, a przy tym interesująco. Być może teraz trochę go idealizowała, ale gdyby zdecydował się na opowieść, na pewno byłoby to coś szalenie ciekawego. Zawsze chciała zwiedzać świat, a perspektywa ujrzenia go czyimiś oczami była nader kusząca.
Uśmiech na moment zszedł jej z twarzy, gdy dowiedziała się, jak dawno temu Alphard odłożył swoją miotłę w kąt. Grymas współczucia zabłądził na jej ustach i w spojrzeniu, bo przecież pamiętała doskonale, ile znaczył dla niego Quidditch. I chociaż na przestrzeni lat ludzie naprawdę się zmieniali, ciężko jej było wyobrazić sobie tak nagłą i radykalną przemianę Blacka; musiały za tym stać obowiązek i powinność, Jessa nie wyobrażała sobie innej opcji. Nawet złota klatka wciąż była klatką, a ceną za życiowy status było posłuszeństwo wobec tych, którzy o tym statusie decydowali.
Ciche westchnięcie wyrwało się z ust rudowłosej chwilę przed nieoczekiwaną nawet jak na nią propozycją.
- Gdybyś jednak znowu chciał spróbować, nikomu nie powiem, że widziałam Cię w powietrzu. Wciąż jestem dobra w odnajdywaniu całkiem odludnych miejsc – kąciki ust znów uniosły się ku górze, zanim przywitały brzeg szklanki, a Diggory pociągnęła kolejny łyk bursztynowego trunku.
Na komplement w swoją stronę zareagowała kolejnym przechyleniem naczynia i ani się obejrzała, a było ono puste. Przez moment wpatrywała się jego spód, zanim nie zdecydowała się zaryzykować i nie poprosić o kolejną kolejkę. Ostatnią, na pewno ostatnią, bowiem właśnie niebezpiecznie przekraczała swoją granicę.
Ale przecież alkohol pomagał choć w nikłym stopniu znieść to palące uczucie, że kiedyś zawiodła swojego szkolnego znajomego i zachowała się tchórzliwie, zupełnie jak nie ona.
- Ty też, sporo urosłeś – choć zdecydowała się na żartobliwy ton, nie żartowała wcale, bo w gruncie rzeczy miło było zobaczyć Alpharda i przekonać się, że świetnie sobie radzi. Zupełnie tak, jak wspomniane przez niego Katapulty – Jeśli do tego dojdzie, ojciec na pewno prześle mi bilety na to wydarzenie, więc może znów przyjdzie nam spotkać się na trybunach.





Be brave enough todream

Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
27
Szlachetna
Kawaler
I need someone to show me my place in all this.
10
9
2
0
3
11
9
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Liquid Paradise   18.04.18 0:03

Był bliski spytania o tego wyjątkowo aktywnego sześciolatka, ale na całe szczęście zdołał ugryźć się w język w ostatniej chwili przed udzieleniem sobie pozwolenia na otwarcie ust. Czy naprawdę chciał upewniać się co do tego, że ta niegdyś niepokorna, wojująca z całym światem i niechętnie podchodząca do uczenia się teorii z książek Gryfonka stała się żoną i matką? Czy chciał widzieć w niej ukochaną jakiegoś całkowicie obcego mężczyzny? Na samą myśl zmarszczył brwi w wyrazie niezadowolenia. Z wielkim trudem przychodziło mu maskowanie szczerych reakcji, nie nauczył się tak dobrze przy niej udawać, nigdy zresztą nie czuł takiej potrzeby. Kiedyś był z tego całkiem zadowolony, że może w jej obecności rezygnować z masek, a teraz żałował tej jednej rzeczy z całego serca, bo rozpaczliwie potrzebował gry pozorów.
Czyli jak zawsze jesteś skora do działania.
Obawiał się, że w obecnych czasach angażowanie się może nie przynieść jej nic dobrego. Mimo wszystko, rozczarowania, jakie go spotkało z jej strony, nawet jeśli nieuniknione, życzył jej jak najlepiej. Wolał nie mówić o swoich wątpliwościach w tej materii, dlatego odetchnął z ulgą, gdy wypłynął temat jakże mu bliski. Nie był w stanie odmówić jej prośbie, a przecież powinien, może nawet potraktować ją jak największą obelgę i pod takim pretekstem obrócić się na pięcie i odejść.
Francja, Włochy, przez bardzo krótką chwilę Grecja – zaczął swą wyliczankę, najbardziej ulubioną, całkiem spokojnie, a w kącikach jego ust czaił się uśmiech, przez który przebijała się tęsknota za czasem beztroskich podróży, podczas których mógł przymykać oko na wpajane mu przez lata zasady. Sam odkrywał świat, kształtował własne idee. A potem wrócił i znów dał się zakuć w kajdany złożone z tego, co wypada a co nie. – Gibraltar, z którego bardzo chętnie umykałem do Hiszpanii – wymienił kolejną pozycję z listy podróży, a jego uśmiech przybrał na zadziorności, gdy tylko wspomniał ten etap wędrówki po Europie. – Kilka dni w Maroko, Bułgaria i Niemcy – w pełni świadomie pominął wizytę w Polsce, bardzo krótką, nie chcąc powracać do chwili, kiedy o mały włos nie stracił życia. Szczytem głupoty było posługiwanie się głośno niemieckim na polskich ziemiach, gdy tak wiele słyszał o napiętej sytuacji politycznej pomiędzy sąsiadującymi ze sobą państwami. – Karnawał z hiszpańską bohemą – zdecydował bez jakichkolwiek wątpliwości. – Niewiele pamiętam z tamtych trzech tygodni, ale wciąż nie opuszcza mnie przeświadczenie, że było to jedno z najlepszych doświadczeń w moim życiu.
Do dziś jednak nie może zapomnieć ferii barw, całej gamy zapachów i symfonii dźwięków. Nie podzielił się zbyt wieloma szczegółami, jak i nie zważał na to, że to wcale nie było najdziwniejsze, co mu się przydarzyło. Raczej najwspanialsze i pamiętne, choć samo zdarzenie, a właściwie ciąg zdarzeń osnuty był mgłą niepamięci.
Wszyscy chodzili z pomalowanymi twarzami i śpiewali donośnie. Rozbijali o ściany zaklęcia i nie zawsze opróżnione do końca butelki. Pełno było wszędzie wina, miodu – w końcu drgnął, przypominając sobie coś jeszcze, kolejną ciekawą opowiastkę. – Rabat jest niesamowitym miastem. Zwiedziłem minaret, którego wnętrze było całe wysadzane szlachetnymi kamieniami. Po nich przemykały zaczarowane iskry, cały czas tworząc ruchome obrazy i symfonie. Te dźwięki. Pachniało tam mirrą, ciepłe powietrze unosiło zapach pod sam strop. Była jeszcze inna wieża, o wiele bardziej okazała w środku niż na zewnątrz. Ściany porośnięte zielonymi pnączami, pokryte kolorowymi kwiatami, a przestrzeń wypełniona tysiącem różnych motyli. Nie było dwóch takich samych skrzydlatych istot.
Tak łatwo przyszło mu za pomocą słów malować przed nią barwne wspomnienia. Chciał podarować jej chociaż odrobinę swojego entuzjazmu, jaki czuł wówczas, gdy przeżywał to wszystko. Ale ta radość w końcu z niego wyparowała, powróciła gorycz.
Do pewnych rzeczy lepiej nie wracać – wyrzucił z siebie stanowczo, po wypowiedzeniu chłodnych słów zaciskając mocno usta. Nie tylko latanie na miotle miał na myśli, lecz nigdy by tego nie przyznał. Próbował wykrzesać z siebie więcej uprzejmości, lecz szło mu kiepsko. Silenie się na konwersacyjny ton nie było jego mocną stroną.
Sporo urosłeś, te słowa zabrzęczały mu w uszach, przez co te zapiekły. Chwycił za podsuniętą ku niemu szklanicę, w międzyczasie zwracając uwagę na tę pustą w dłoni swojej znajomej z dawnych lat. I dla niej zamówił kolejną Ognistą, jakoś nie przejmując się tym, że mogłaby odmówić kolejnego drinka. Nie odmówi, jeśli ma podobną tendencję co on i raz na jakiś czas zapija własne zdenerwowanie. W tej chwili alkohol pomagał, topił uczucia.
Naprawdę chciałabyś znów mnie spotkać na swojej drodze?
Nie chciał z niej kpić, ale trudno mu było pozostać spokojnym. To jedno spotkanie to już było dla niego za wiele. Zbyt wiele skrajnych uczuć w kilka chwil i ta ciągła niezręczność. Dla spokojności wypił porządny łyk trunku.
Wiele myślałem o…
Już myślałam, że całkiem gdzieś wsiąknęłaś – przerwał mu radosny głos kobiety, która przystanęła obok rudowłosej. Nie chciał czuć na sobie jej ciekawskiego spojrzenia, nieprzyjemnie oślizgłego, przez które czuł się niczym okaz w zoo. Gdy jednak w tych paskudnych oczach dostrzegł błysk czegoś na kształt zdumienia, wiedział, że to raczej on powinien gdzieś wsiąknąć. Został rozpoznany, z kolei cała rozmowa ta rozmowa trwała już zbyt długo. Dlaczego więc nie potrafił jej zakończyć bez cienia żalu?
Dobrze było cię zobaczyć – wypowiedział w myślach. Powiedz to, do cholery, Black!




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
łowczyni talentów
28
Półkrwi
Panna
pain shapes a woman
into a warrior
25
10
0
0
0
0
5
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Liquid Paradise   22.04.18 16:05

Dopiero gdy sama poruszyła temat Amosa, zdała sobie sprawę, że jej towarzysz może nie mieć zielonego pojęcia o istnieniu chłopca; gdy zerwała ich znajomość, zaprzestała poszukiwania jakichkolwiek wzmianek na temat Alpharda i on najprawdopodobniej zrobił to samo. Cóż, przynajmniej ona na jego miejscu na pewno wolałaby odciąć się od wszystkiego, co mogłoby przypominać szkolne czasy. Czy nazywał je teraz błędem, czy żałował? Nie mogła pozwolić sobie na luksus zadania tego pytania, bowiem Black nie był jej winien żadnych wyjaśnień. Mógł więc mieć w głębokim poważaniu jej życie i nie dotarły do niego wzmianki o zakończeniu kariery czy życiu prywatnym w cieniu skandalu. Zresztą, Jessa zadbała o to, by nie pisali o niej zbyt często, wykorzystując posiadane w redakcji wpływy swojej matki.
- Staram się. Bezczynność to mój największy wróg, sam najlepiej o tym wiesz – odwoływanie się do przeszłości być może nie było najlepszym zagraniem, ale w tym momencie Diggory czuła, że niemalże igra z ogniem.
Jakaś część jej kazała prowadzić tę rozmowę dalej, wplatać wspomnienia i sentymenty z dawnych lat i testować tym samym Alpharda; po jakim czasie pęknie i zmrozi ją spojrzeniem, odwróci się i odejdzie? Podskórnie czuła, że na to właśnie zasługiwała i wciąż nie mogła nadziwić się, że mimo wszystko stoją właśnie obok siebie i piją whisky, jakby nie dotyczyły ich żadne podziały. A może po tych wszystkich latach on po prostu wydoroślał i postawił uprzejmość ponad wszelkie niesnaski, kiedy ona wciąż sięgała pamięcią do skradzionych chwil i ich gwałtownego końca?
W opowieści z podróży, jaką chwilę później przed nią roztoczył, kryła się tęsknota za przygodami, które dane mu było przeżyć. Choć Jessa podróżowała tak daleko tylko palcem po mapie, mogła sobie wyobrazić jak wiele cudownych rzeczy zobaczył i czego był świadkiem, nic więc dziwnego, że szary Londyn kontrastował depresyjnie z tym, co Alphard zostawił za sobą. Mogła tylko gdybać o łańcuchach, które przykuwały go do ministerialnego biurka, ale z dużą dozą pewności obstawiała, że gdyby naprawdę mógł, zostawiłby to wszystko w mgnieniu oka i ruszył na południe.
Lubiła go w takim stanie – uśmiechniętego, podświadomie radosnego i dzielącego się dobrymi wibracjami. Alkohol na pewno miał tu swój wkład, ale nie wypili przecież aż tyle, by nie potrafić powstrzymać się przed szczeniackim szczerzeniem w swoją stronę. Diggory oczywiście uśmiechała się, słuchając wszystkich historii, niegroźnie zazdroszcząc mu ich przeżycia.
- To brzmi naprawdę cudownie – skomentowała, już niemalże wystawiając rękę w jego kierunku, jak to miała w zwyczaju, lecz na szczęście udało jej się powstrzymać w ostatniej chwili. Poufały gest położenia dłoni na ramieniu nie zrobiłby dobrze ich wizerunkowi w pubie – Mam wielką nadzieję, że to nie koniec Twoich przygód i nie raz przyjdzie ci jeszcze odwiedzić wspaniałe miejscaOtterton jest latem niezwykle malownicze.
Posłała mu jeszcze jeden pokrzepiający uśmiech, zanim nie zamoczyła ust w alkoholu i nie pociągnęła ze szklanki kolejnego łyka. Wiedziała, ze na następną kolejkę nie będzie już szansy, lecz nie było to spowodowane jedynie jego słowami. Ich wspólny czas boleśnie szybko dobiegał końca.
- Bzdura. Jeśli dzięki tym rzeczom było się szczęśliwym to zawsze warto zaryzykować – odpowiedziała, nie zgadzając się z Alphardem i odważnie spoglądając mu w oczy – Przeznaczenie to bajka dla dzieci, ale skoro spotkaliśmy się tu dziś, to chyba oznacza, że los subtelnie podpowiada ci, byś dobył miotły. Wypiłam zbyt dużo, by obdarować się teraz jakąś patetyczną przemową, ale po prostu… zrób to, Alphardzie i nie oglądaj się na innych.
Gdyby tylko stosowała się do własnych rad, jej życie byłoby teraz sto razy łatwiejsze.
Westchnęła, dopijając ostatnie krople bursztynowego trunku, po czym odstawiła szklankę na barowy blat i dzięki temu poczuła przypływ odwagi. Już miała zaatakować go szczerą odpowiedzią na ostatnie pytanie, gdy ich rozmowa została przerwana przez pojawienie się obok kobiety, z którą Jessa zajmowała wcześniej stolik. Phyllis przystanęła obok i radośnie wtrąciła się między dwójkę starych znajomych, lecz jednocześnie ostrożnie studiowała Blacka wzrokiem. Jej ciekawska mina nie uszłaby uwadze nikogo, więc rudowłosa musiała działać, zanim stałoby się coś, czego wszyscy zebrani pożałowaliby sekundę później.
- Odnosiłam szklankę, bo będę się zbierać, Phyllis. Dziękuję za dziś, było naprawdę bardzo miło – na chwilę skupiła się tylko na koleżance, ale zaraz potem wróciła spojrzeniem do Alpharda i odszukała ciemne oczy – Lordzie Black, dziękuję, że poświęcił mi lord chwilę – nie mogła przecież kontynuować zwracania się do niego po imieniu, chociaż to całe lordowanie niemalże szczypało ją w język – Życzę dobrej nocy, do zobaczenia.
Ostatni raz przyjrzała się wyrazowi jego twarzy, pragnąc zapamiętać go jak najlepiej, w razie czego, gdyby jej ostatnie życzenie miało się nie spełnić. A później złapała Phyllis pod ramię i odeszły do reszty znajomych; skłamała koleżance, że zaczepiła Blacka z pytaniem o transfery między krajowe, jako iż specjalista najlepiej orientuje się polityce i umowach. Nie chcąc przeciągać swojego kłamstwa w nieskończoność, szybko pożegnała się ze wszystkimi i faktycznie opuściła lokal z zamiarem szybkiego powrotu do domu. Przy drzwiach raz jeszcze spojrzała w kierunku baru, lecz nie dostrzegła już znajomej, czarnej czupryny.

zt x 2
serce





Be brave enough todream

Powrót do góry Go down
 

Liquid Paradise

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

 Similar topics

-
» Old Paradise Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18