Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Malinowy las
AutorWiadomość
Malinowy las [odnośnik]16.07.16 18:20
First topic message reminder :

Malinowy las

Choć o lesie na obrzeżach Londynu od stuleci mówi się "malinowy", najpewniej nie uświadczy się w nim żadnych owoców. Niezwykły teren ciągnie się na obszarze kilkuset stóp - to nie za dużo, ale także nie za mało na krótką przechadzkę i nacieszenie wzroku wyjątkowymi barwami. Drzewa kwitną tutaj już na początku marca, a ich zielone liście wraz z kolejnymi słonecznymi dniami nabierają... malinowej barwy. Amatorzy tej części lasu mówią, że trzeci miesiąc roku jest jedynym okresem, gdy można usłyszeć tu śpiew ptaków i inne dźwięki leśnego życia. W dzień równonocy wiosennej wszystkie liście opadają, a konary wcześniej zapierających dech w piersiach drzew, przypominają ciemne, martwe szkielety natury z opustoszałymi gniazdami ptaków. Za to runo leśne... Runo leśne czaruje piękna malinową barwą liści, które będą zachwycać przechodniów przez cały rok.
W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Rycerzy i +10 dla Śmierciożerców.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 28.08.18 20:17, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Malinowy las - Page 20 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Malinowy las [odnośnik]07.02.20 17:16
The member 'Gwendolyn Grey' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 21
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Malinowy las - Page 20 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Malinowy las [odnośnik]07.02.20 18:54
Słysząc rozważania Gwen, skinął lekko głową. Cóż, to była bardzo ważna kwestia.
- Właściwie są na to sposoby, choć to już bardziej dziedzina obrony. Festivo wykrywa przedmioty związane z czarną magią. Jak różdżka takiego czarodzieja. - stwierdził. - Jest jeszcze mallus, powie ci wprost czy ktoś się na czarnej magii zna, ale to już trudniejsze bo musisz dotknąć tej osoby. - dodał. Pierwsze z zaklęć wydawało mu się bardziej praktyczne, ale nie był wcale przekonany, czy bycie psychopatą i znajomość czarnej magii są nieodłączne. W dziedzinie zwykłych uroków jest w końcu mnóstwo czarów, które zadają okropną krzywdę drugiej osobie. Wszystko zależy od tego w jaki sposób się je wykorzysta, w jakim celu.
- Najwyraźniej mówisz teraz, jak starasz się podnosić głos, już to trochę zaburzasz. To, na którą sylabę położysz akcent, czy będzie odpowiedni w stosunku do reszty słowa. - wzruszył ramionami. Nie chciał się wtrącać za mocno, w sumie to głupio się czuł ucząc drugą osobę, bo wcale nie czuł, żeby sam był jakimś geniuszem. Był w tym dobry, ale był omylny i jako, że sam miał własne sposoby na naukę różnych rzeczy, nie lubił się wtrącać w to, jak uczą się inni.
- Wyobraź sobie, że czasem się nie udaje. - uśmiechnął się lekko i wzruszył ramionami. To zaklęcie było akurat względnie łatwe, ale wystarczy się rozproszyć i już nie wyjdzie. - Byłem. Znaczy w cukierni piekę głównie przy pomocy magii. Ale poza tym... chyba po prostu lubię mieć poczucie, że w razie potrzeby dam sobie radę. - Wzruszył lekko ramionami. Nie mógł twierdząco odpowiedzieć na zadane pytanie, ale też nie kłamał. Świadomość, że potrafi walczyć działała na niego dobrze, uspokajała go, dodawała mu pewności siebie w tych czasach i przy tym, co potrafiło się dziać dookoła nich.
Kolejna próba Gwen zakończyła się fiaskiem. Bertie powtórzył własny ruch nadgarstkiem.
- Na początku staraj się nie poruszać całą ręką. W większości zaklęć wystarczy drobny gest. Tutaj dla przykładu tak właśnie jest. - dodał, pokazując ruch ponownie.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Malinowy las - Page 20 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Malinowy las [odnośnik]07.02.20 19:35
Przygryzła wargę, słuchając słów Bertiego.
A gdyby ktoś opracował czar obszarowy? To byłoby możliwe? – spytała.
Uroki, owszem, potrafiły być śmiertelne, ale wykluczenie osób władających czarną magią to już połowa sukcesu, czyż nie? Chociaż być może wtedy złoczyńcy po prostu sięgaliby po inne zaklęcia, jeszcze trudniejsze do wykrycia… Czarna magia przynajmniej zostawiała wyraźny ślad. Gwen nawet w swoich zbiorach miała eliksir, który mógł ją odkryć i doskonale wiedziała, że był prosty do uwarzenia.
Pokiwała głową.
Naprawdę? Może w Hogwarcie powinny być zajęcia z samej inkantacji zaklęć… chyba nie jedyna robię taki błąd – powiedziała, drapiąc się po głowie.
Na pojedynkach jej przeciwnicy zwykle wykrzykiwali czary. Może to była kwestia emocji, a nie niewiedzy, kto wie. Ale czary na arenie również często nie wychodziły. Być może poprawna inkantacja, wypowiadana spokojnie i dokładnie, poprawiłaby jakość czarów wszystkich członków klubu?
Tak… tak jest chyba lepiej. Ja… ja niby wiesz, nic takiego nie robię, malarstwo to nie bojowe zaklęcie… a ostatnio i zostałam napadnięta przez jakiegoś wąsatego typa… i miałam… eee… bliższe spotkanie z wilkołakiem… I dlatego… chyba też naprawdę powinnam się za sobie wziąć…  ale jak widać… Nie wiem, co się dziś dzieje, naprawdę, ledwo wczoraj czarowałam bez problemu! – zwierzyła się, machając przy tym gwałtownie trzymaną w dłoni różdżką. Niepostrzeżenie, z przedmiotu wyleciał drobny płomień, podpalając leżące pod ich stopami liście. Gwen wciągnęła nerwowo powietrze, natychmiast przydeptując zalążek pożaru.
Niech to szlag. To chyba nie mój dzień, Bertie – mruknęła. O ile chwilę wcześniej starała się zachować pozytywne spojrzenie na świat i prowadzić spokojną rozmowę, tak teraz chłopak mógł przyuważyć, że Gwen naprawdę nie ma sił mierzyć się z porażkami tego treningu.
Wzięła głęboki oddech.
Jeszcze raz? I kończymy może? Dziękuję za pomoc, naprawdę. Ale coś dzisiaj… ech. – Pokręciła głową. Ponownie wycelowała różdżkę między drzewa, starając się słuchać słów Botta. Nie sądziła, by tym razem urok jej wyszedł.  Była zbyt poirytowana, co źle wpływało na jej skupienie. – Prohinaraneo!


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Malinowy las [odnośnik]07.02.20 19:35
The member 'Gwendolyn Grey' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 14
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Malinowy las - Page 20 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Malinowy las [odnośnik]16.02.20 6:08
- Nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Choć jestem w stanie zrozumieć, że ktoś może uczyć się podstaw czarnej magii w celu zrozumienia jej i zwalczania. Poza tym to za bardzo ułatwiłoby życie ludziom o nieczystych intencjach którzy czarnej magii nie znają. Uroki bywają nie mniej brutalne. - stwierdził po krótkim zastanowieniu. Bardzo popierał pomysł, by aurorów uczyć czarnej magii. Nie zbyt daleko, sam obawiałby się tego co ta dziedzina robi z ludzkim umysłem, ale podstaw. Wierzył, że są rzeczy które lepiej trzeba zrozumieć, żeby je pokonać. Sam z resztą bywał bardzo brutalny w walce i nie był przekonany czy jego działania stają się o wiele lepsze tylko dlatego, że magia z której korzysta nie jest stricte nazwana czarną. Nie czerpie siły z nienawiści, to fakt, ale także zadaje ból.
- Możliwe, że to by miało sens, ale nie wiem kto miałby to zrobić. - dodał zaraz, nie był szczególnie dobrym strategiem z resztą i nie lubił negować pomysłów, szczególnie że wbrew swoich wątpliwości musiał przyznać, że w przeważającej ilości przypadków sama znajomość czarnej magii jest niemal jak niezbity dowód.
- Możliwe. Choć każde zaklęcie wypowiada się inaczej, każdy czar ma swoje małe ale, więc taki przedmiot byłby bardziej przerażający niż numerologia. - uśmiechnął się lekko, bo i ta dziedzina faktycznie długo go przerażała, całkiem niesłusznie jak się okazuje i wielu jego znajomym spędzała sen z powiek.
- No i to jest coś co ja odbieram jako błąd. A nie jestem nauczycielem, czy coś. Dawniej odbierałem uroki jako coś bardzo energicznego i intuicyjnego, więc krzyki powinny je oddawać. W ciągu roku kompletnie zmieniłem zdanie, więc i może za rok powiem coś innego. Chyba po części to jest rzecz, którą trzeba u siebie obserwować. Wyczuć. - podsumował, wzruszając przy tym ramionami. - Musisz odkryć własne tendencje w magii i obserwować czy ci pomagają.
Słuchał jej dalej i nie mógł się nie uśmiechnąć. W pamięci miał wiele chwil, kiedy sam kompletnie nawalał z magią i choć dawał z siebie wszystko, ta go po prostu nie słuchała.
- Czasem po prostu jest trudniej. Możemy do tego wrócić za kilka dni. - zaproponował luźno. - Jaki wąsaty typ?
Zmarszczył zaraz brwi i uniósł je lekko na wzmiankę o wilkołaku. Gwen musiała mieć poważnego pecha. Na ponowne niepowodzenie skinął lekko głową.
- Tak, uznajmy że to była rozgrzewka i na spokojnie wrócimy do tego za kilka dni. - zaproponował, zanim faktycznie się rozeszli. Trzeba przyznać - też potrzebował odpoczynku.

zt.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Malinowy las - Page 20 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Malinowy las [odnośnik]02.07.20 16:35

Malinowy las który wcale nie był malinowym (co wiązało się sporym zawodem lorda, gdy pierwszy raz postawił stopę na różowych liściach) zdawał się być idealnym miejscem do... W zasadzie większości rzeczy które mężczyzna był w stanie wymyślić. Mogli się tu pojedynkować, zgłębiać tajniki magii ofensywnej czy defensywnej bądź zacieśniać więzi - na co tylko przyjdzie im ochota. On sam póki co miał ochotę rozprostować zastałe od siedzenia za biurkiem mięśnie, rozruszać starzejące się kości oraz urozmaicić trochę czas. Nie był przyzwyczajony do spokojny dni, ostatnie dziesięć lat spędził na morskich przygodach w najdalszych krainach, jakie tylko można sobie wyobrazić. Nawet przepełniony ludźmi port w Cromer, pełen najróżniejszej pracy zdawał mu się cholernie nudny w porównaniu do jego poprzedniego życia.
Mężczyzna przeszedł kilka kroków by przystanąć przy jednym z drzew o które oparł się plecami. Morskie drewno jego różdżki spoczywało w kieszeni tuż koło jego dłoni, gotowej by w razie czego po nią sięgnąć. Szaroniebieskie spojrzenie uważnie wodziło po otoczeniu w poszukiwaniu drugiej sylwetki. Po za nim jednak, na razie nie było tu żadnej innej, żywej duszy. Nie słyszał śpiewu ptaków, nie widział wiewiórek tym bardziej nie widział innych czarodziejów. Spojrzenie mężczyzny na chwilę spoczęło gdzieś na linii nieba, jeśli dobrze odczytywał jego położenie (a na morzu z pewnością było to łatwiejsze) do zmierzchu pozostały im ledwie dwie godziny...
O ile Wren go nie wystawi.
Odpowiednim egzemplarzom pośród swoich ludzi przekazał imię kobiety oraz opisał jej wygląd, aby zasięgnęli języka wśród znajomych, chętnie mówiących bywalców nie tylko portu w Cromer, ale i portu w Londynie oraz kilku innych, pomniejszych miejscach w kraju. Nazwisko Travers zdawało się otwierać drzwi wszędzie, gdzie czarodziejom zależało na handlu morskim i jego gadzie języki doskonale o tym wiedziały - zadania takie powierzał najbliższym oraz najpewniejszym współpracownikom, jakich tylko posiadał.
Szelest dotarł do jego uszu sprawiając, że jego głowa przekręciła się w tamtym kierunku. Kąciki ust Vernona Ravens uniosły się delikatnie ku górze podkreślając bliznę, znajdującą się na jego twarzy. Widok zmierzającej w jego kierunku kobiety przyjął z wyraźnym zadowoleniem, głównie przez fakt, że posiadał już pewność, iż dzisiejszy wieczór nie okaże się zmarnowany.
- Myślałem, że stchórzyłaś. - Mruknął w formie osobliwego przywitania, kiwając przy tym głową. Uważne spojrzenie zlustrowało dziewczynę od stóp zanurzonych w różowych liściach po sam czubek ciemnej głowy. Nie zawiodła. A to oznaczało, że mężczyzna mógł dopisać jej plus w wyimaginowanej listy zasług oraz przewinień. - Zaczynamy od praktyki czy od teorii? - Spytał, unosząc z zaciekawieniem brew ku górze. Nie wiedział, jaki Wren miała plan. Wiedziała, że zapewne nie jest na tak wysokim poziomie, co ona miał jednak nadzieję, że w tym wszystkim nie przyjdzie mu zanudzić się na śmierć.


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Malinowy las [odnośnik]02.07.20 19:11
Wskazówki zegara ślamazarzyły się niemożebnie. Tego dnia od samego ranka Wren zajmowała się przygotowywaniem zamówień do wysyłki, skrobała treści listów, przypominała o planowanej zapłacie, załączała dokładnie zabezpieczone pudełeczka chroniące cenną zawartość. I we wszystkim tym, co znała przecież dobrze, co wypraktykowała wielokrotnymi powtórzeniami, ciężko było się skupić. Zauważyła z niechęcią, że jej umysł dryfował do umówionej godziny. Wyobraźnia gnała do obiecanej ekscytacji, do eksploracji zaklęć na miarę szkolnych podbojów ofensywnej dziedziny magii - tym razem jednak bez podręcznikowych formułek, ilustracji, wyjaśnień. To ona miała być podręcznikiem. Zaklętą w umyśle wiedza spamiętana słowo w słowo z wielu woluminów, gromadzoną latami. Plany na wieczór odwracały jej uwagę; jeden z listów musiała wyrzucić do kosza, gdy wyjaśnienie zaplątanych szyków zdań okazało się niemożliwe, a złość na własne rozkojarzenie mniejsze niż miarodajne. Karciła się odliczaniem w myślach, sposobem najbardziej przyziemnym, działającym głównie na dzieci i młodzież, a jednak w jej przypadku ciągle skutecznym. Nie mogła popełnić błędu obcując z cudzą krwią. Karmazynowy płyn wypełniał magicznie schłodzone fiolki, jakie następnie umieszczała między twardawą, gęstą gąbką, przykrywała wieczkiem z następnej gąbczastej warstwy i całość obwiązywała sznureczkiem. Ciasno. Tak, by przesyłaną zawartość - kolejno umocowana w drewnianym pojemniku - nie miała możliwości spotkać się ze zbyt wielką siłą potencjalnych turbulencji, uderzenia. Dopiero gdy wszystkie zawodowe obowiązki miała za sobą, czarownica pozwoliła ponieść się emocjom. Przywoływane przed oczy wyobrażenia sprawiały, że jej palce drżały z podekscytowania, gotowe w każdym momencie sięgnąć po różdżkę; szybki, zimny prysznic ochłodził tylko cząstkę podniecenia. Ubrała się szybko, włosy spiąwszy w niedbały kok, i gdy w końcu wskazówki poddały się presji, wybiły godzinę adekwatną do opuszczenia mieszkania, wydawało jej się, że gna na złamanie karku.
Nigdy wcześniej nie była w malinowym lasku. Kolor zalegających na ziemi liści był jej obcy, złowrogo górujące nad głową konary dopełniały idealnej atmosfery. Spotkany tamtej nocy mężczyzna miał dobry gust. W porównaniu do dokowych alejek, miejsce ich spotkania było o wiele bardziej magiczne, odpowiednie do tego, co weń miało się zadziać. Gdy sylwetka Vernona zamajaczyła na horyzoncie, Wren zwolniła kroku. Zjawił się. Do tej pory nie mogła być pewna jego prawdomówności, tego, czy nie wystawił jej do wiatru, czy nie zakpił sobie z jej dobrodusznej oferty. A jednak był tu, oparty o jedno z drzew, w świetle powoli ulatującego dnia mogła zobaczyć go wyraźniej niż w kuźni.
- Myślałam, że stchórzyłeś - powtórzyła jego słowa beznamiętnie. Ach, ile siły woli wypełniało spokojny ton głosu; nie musiał wiedzieć o jej prywatnych odczuciach względem tego spotkania. Było to nawet niewskazane. Życie nauczyło ją, że emocje manifestują słabość, coś, czego nie miała zamiaru ukazywać mężczyźnie. Były łatwe do wykorzystania.
Na dźwięk zadanego przez niego pytania instynkt zadziałał właściwie samoistnie. Do tej pory ściskała różdżkę pod połami czarnego płaszcza, gdy ją odsłaniała jej ruchy były szybkie, zwinne, podyktowane adrenaliną: uniosła broń w kierunku Veronona i nie wahała się ani chwili, wypowiadając zaklęcie z precyzją, z premedytacją: - Saggitia. - Subtelne powitanie miało za zadanie postawić go na nogi, orzeźwić, przelać na niego bulgoczącą w jej żyłach euforię. Miała nadzieję, że nie uda mu się obronić, jeżeli w pogotowiu miał przygotowaną własną różdżkę i spodziewał się niczym niezwiastowanego ataku. W tych kilku sekundach mógł zauważyć, że użyty przez nią urok zgoła różnił się od tego, który sam posłał w kierunku mordercy swojej córeczki; fala wydawała się większa, bardziej precyzyjnie skierowana w jego kierunku, magia uformowała ją szybciej.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Malinowy las [odnośnik]04.07.20 0:36
Mężczyzna prychnął jedynie śmiechem, przypominającym astmatyczne harr-harr-harr, gdy osobliwe powitanie powędrowało w jego kierunku. On przynajmniej zjawił się na miejscu o czasie, nawet jeśli nie określili dokładnego punktu zbiórki. Nigdy nie należał do osób strachliwych, nie potrafiących ryzykować. Wręcz przeciwnie, za czasów częstych podróży regularnie stawiał swoje życie na szali, aby  poczuć adrenalinę pulsującą w jego żyłach oraz urozmaicić wszechobecną nudę związaną z poukładanym, szlacheckim życiem. Siedzenie na kanapie, popijanie herbatki oraz wymienianie się najnowszymi, towarzyskimi ploteczkami z pewnością nie było dla niego. Haverlock istniał po to, aby działać - stale w ruchu, stale czegoś szukając, nawet jeśli nie wiedział, czym dokładnie to coś było.
- Nie jestem tym chłystkiem z kuźni. - Mruknął, a wilczy uśmiech ponownie zagościł na jego ustach, informując o zaspokojeniu pragnienia zemsty. Co prawda prawdziwe jego powody znacznie odbiegały od pomszczenia zmarłej córki, nadal jednak był przekonany, że było warto obrać sobie obcego młodzika za cel - tamtego wieczoru bawił się przednio.
Był przygotowany. Życie Vernona jak i Haverlocka nauczyło metamorfomaga przezorności oraz braku zaufania do osób, których nie przyszło mu jeszcze poznać. Jego dłoń, będąca ledwie kilka niewielkich centymetrów od rękojeści różdżki pewnie złapała za morskie drewno, wyciągając je w momencie, gdy w jego kierunku pomknęło zaklęcie. O ile uroki nie były mu bliskie, tak obronę przed czarną magią opanował całkiem przyzwoicie. Będąc osobą, która nie raz narażała się innym zwyczajnie w świecie grając na ich nerwach, w dodatku prowadzącą bardzo intratne interesy musiał wiedzieć, jak się bronić.
- Protego! -  Wypowiedział zaklęcie, które przywołało przed nim tarczę, odbijającą zaklęcie dziewczyny. Uśmiech zamajaczył na jego ustach gdy udało mu się obronić przed skierowanym w jego kierunku atakiem. Co prawda według wszelkich zasad uprzejmości powinni ustalić najpierw odpowiednie zasady, jakie będą obowiązywać podczas tego, małego treningu... Nie przeszkadzał mu jednak ich brak, pozwalający mu rozwinąć skrzydła swojej wyobraźni. I przez jedną, krótką chwilę przyszło mu na myśl, że może powinien przerzucić się na dziedzinę, z której jest mocny, szybko jednak uznał, że lepiej nie zdradzać wszystkich swoich asów...

Idziemy do szafki!


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Malinowy las [odnośnik]05.07.20 23:29
wracamy z szafki

Poddał się. A jednak. W normalnych okolicznościach najpewniej piałaby z zachwytu nad zdeptaniem męskiej dumy, jednak tym razem jej priorytety znajdowały się zupełnie gdzie indziej - zamiast z wyniosłością unieść głowę i oznajmić, że w takim razie ona zwyciężyła (nawet jeśli w dziedzinie zaklęć Vernon był nowicjuszem i zwycięstwo nad nim byłoby średniej klasy wyczynem), po prostu ruszyła w jego kierunku na odrobinę chwiejnych nogach, bez słowa. Podeszwy stóp paliły ją nieprzerwanie. Kilka razy wykorzystał tę inkantację, jak pamiętała, z różnym skutkiem, jednak te udane zaklęcia z pewnością mocno utrudniły jej życie i zdolność koncentracji. Przynajmniej okrutny, kakofoniczny dźwięk w końcu zatarł się w ciszę po oddaleniu się od swojej pojedynkowej lokacji. Czy nicość melodii zawsze była taka zbawienna? Wren doświadczała jej nieczęsto zważywszy na miejsce zamieszkania na ulicy Pokątnej, teraz mogła w końcu odetchnąć z ulgą i zatopić się wyłącznie w dźwiękach lasu oraz ich przyspieszonych oddechach. Pośród malinowych liści ani śladu było innych stworzeń; pojedynkiem musieli skutecznie odstraszyć wszystkie żyjątka z najbliższej okolicy.
- Nieźle jak na kogoś, kto nie pała miłością do uroków - zauważyła z pewnym zadowoleniem, pozwoliła, by podniecony adrenaliną uśmiech znów rozkwitł na jej twarzy. To prawda, Vernon poradził sobie zaskakująco dobrze. Kto wie, może jego następne treningi okażą się jeszcze ciekawsze, a ona w efekcie zyska kompana do częstszych, nieoficjalnych praktyk? - Co sprawiło ci najwięcej problemów? Obserwowałeś swoją magię, to, kiedy zaklęcia ci się udawały, a kiedy je partaczyłeś? W poprawnie rzuconych widziałam więcej szczęścia niż zrozumienia, dlaczego ci wychodzą. - Czarownica z błogim wydechem usiadła obok niego, w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu mężczyznę powaliło zaklęcie. Przynajmniej zakończyli pojedynek z kontem udanego zaklęcia.
Różdżka nie wylądowała jeszcze na swoim miejscu w kieszeni płaszcza - Wren miała wobec niej inne plany. Siadając po turecku zminimalizowała kontakt spodu stóp z podłożem, ale to nie pozbyło się permanentnie problemu, jakim Vernon uraczył ją wcześniej; wobec tego kobieta bezceremonialnie ściągnęła buty z nóg, odstawiając je na bok, po czym skierowała drewno kasztanowca na zaczerwienioną skórę. Miejsce podrażnienia sięgało od palców aż po pięty.
- Cauma Sanavi Maxima - wypowiedziała cicho, stanowczo, by po chwili przymknąć oczy i znów westchnąć z wyraźną ulgą. Zaklęcie łagodziło otrzymane w walce oparzenia, pozbywało się czerwieni okalającej delikatną skórę, przynosiło wyczekiwane poczucie błogości. Magia lecznicza była cudem; choć Wren z początku uczyła się jej głównie do zajęcia się mugolkami dostarczającymi jej dziewiczej krwi, chętnie korzystała z jej zasobów również w tego typu sytuacjach. Vernon spisał się na medal serwując jej te obrażenia: ból był częścią adrenaliny, jaką się żywiła, sprawiał, że była tak słodko świadoma swojej kruchej egzystencji. - Tobie też pomogę, jeżeli poprosisz - dodała po chwili z buntowniczym błyskiem w oku.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Malinowy las [odnośnik]06.07.20 23:10
Mężczyzna kiwnął głową w niemym podziękowaniu na komplement, jaki padł z jej ust. Nie raz korciło, aby rzucić pod jej nogi starą, dobrą Dunę bądź zamienić dziewczę w uroczego króliczka. Obiecał sobie jednak, że nie odkryje wszystkich swoich kart, jednocześnie mając okazję aby potrenować uroki które zawsze zdawały się mu być… Nudne. Do krzywdzenia innych czarodziejów wolał wykorzystywać odpowiednią mieszankę transmutacji oraz czarnej magii. Może gdyby przyszło mu uczęszczać do Hogwartu bardziej zainteresowałby się pojedynkami, w Durmstrangu jednak funkcjonowało coś, co porwało serce Traversa - Akademia Morska. To tam się spełniał, jednocześnie zadowalając rodzinę, od wieków parającą się handlem morskim.
Męska pierś unosiła się szybko, gdy on brał głębsze, szybsze oddechy. Nigdy nie mógł narzekać na swoją kondycję - surowe wychowanie Durmstrangu oraz zamiłowanie do aktywności sprawiały, że zawsze szczycił się dobrą formą. Teraz jednak odczuwał zmęczenie od ciągłego latania w powietrzu bądź przeszywania zaklęciami. Niebieskie tęczówki powiodły w kierunku dziewczyny, przez chwilę uważnie się jej przyglądając. Ach, nie był w humorze na odpowiadanie na trudne pytania, zwłaszcza te, które wymagały odsłonięcia kawałka swojego, jakże zawiłego umysłu… Ta rozrywka przypadła mu jednak do gustu i chwilowo nie miał zamiaru z niej rezygnować.
- Nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Widzisz, uroki nigdy nie były moją dziedziną, dopiero zaczynam się w nie zagłębiać. Cieszyłem się, gdy udawało mi się rzucić jakieś zaklęcie, gdy jednak mi nie wychodziły… Cóż, zauważyłem, ile jeszcze powinienem nadrobić aby móc dopiąć swego celu… - Wyjaśnił dość dyplomatycznie, na chwilę uciekając wzrokiem gdzieś, w kierunku ciemnych konarów drzew. Ach, uznał swoją odpowiedź za niemal idealną, przecież nie mogła nie przypaść dziewczynie do gustu.
Zaciekawienie pojawiło się w jego oczach, gdy ta zaczęła zdejmować buty oraz wypowiadać inkantacje. Nie znał magii leczniczej, nie raz jednak miał okazję wizytować u uzdrowiciela a słowa, wypowiadane przez nią zdawały się dziwnie znajome. Chwilę później, jego usta wykrzywił wilczy uśmiech. - Ja nie proszę, gołąbeczko. Dam sobie radę. - Mruknął, kręcąc z rozbawieniem głową. Kości przypominały o swoim istnieniu, nieznośnie poobijane przez kilka wylotów w powietrze, był jednak pewien, że nie było to nic, nad czym nie umiałby zapanować rodowy uzdrowiciel.
- No,to skoro już mieliśmy okazję popraktykować magię, może zechcesz zdradzić mi odrobinę teorii? Zapewne wtedy nasz kolejny, mały sparing będzie… ciekawszy. - Uważne spojrzenie przemknęło po buzi dziewczyny. Bić się umiała (chociaż Travers zastanawiał się, czy podobnie dałaby sobie radę na pięści), jeśli była również skora, aby podzielić się z nim dorobiną wiedzy… Cóż, z pewnością zyskała by odrobinę w jego oczach.


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Malinowy las [odnośnik]06.07.20 23:55
Gołąbeczko, nawet po kilku wylotach w powietrze i uderzeniu plecami o wilgotną glebę skrytą pod pierzyną malinowych liści - miał tupet. Ciche prychnięcie wyrwało się z jej ust na dźwięk osobliwego określenia; czy tak mocno załomotał głową w trakcie jednego z upadków, że dostrzegł w niej małe ptaszysko z dziwną tendencją do defekowania na każdą z najbliższych powierzchni? Gust mężczyzn pozostawał dla niej zagadką, czasem do sytuacji dobierali słownictwo tak abstrakcyjne, że nie sposób było nie pochylić się nad nim filozoficznie - coś, co Wren chętnie uczyniłaby każdego innego dnia, gdyby na celowniku nie znajdował się temat dużo istotniejszy. W końcu rozmawiali o urokach. Pragnął zaczerpnąć z jej doświadczenia, z jej lat sumiennego zapamiętywania, praktyk, doszkalań, i o ile mag nigdy nie powinien zdradzać swoich sekretów, tym razem nie widziała przeciwwskazań w udzieleniu kompanowi kilku wskazówek. Zapewniał, że przyświecały mu szczytne cele, zamierzał pomścić zamordowaną w katuszach rodzinę i zadośćuczynić przelanej krwi, która pchnęła jego życie w wir tragedii. Ile w tych słowach było prawdy - nie miała pojęcia, nie rozmyślała nad nimi też przesadnie, nie widząc sensu w doszukiwaniu się weń fałszerstwa. Ważnym było tylko to, że chciał się uczyć. Że chciał z nią walczyć, parzyć jej stropy zaklęciami, posyłać na metrowe odległości uderzeniem fali energii uformowanej przez wewnętrzną magię, Merlin wie co jeszcze.
- Odpowiedziałeś mi nijaką oczywistością, Vernonie - zauważyła beznamiętnie, neutralnie, choć ciemnobrązowe, niemal czarne oczy błyszczały podekscytowaniem. - A nie o to tutaj chodzi. Zaatakowałam cię z zaskoczenia, to ty wiesz jednak, jak twoje ciało reagowało gdy wypowiadałeś poszczególne zaklęcia. Jak poruszały się mięśnie. Co zachodziło w twojej głowie, na ile byłeś skupiony. Jak zachowywała się twoja różdżka, czy współgrała z umysłem, z twoją wolą. To, że w urokach nie jesteś specem już wiem, widziałam to na własne oczy. - Choć słowa były kąśliwe, melodia jej głosu nie zmieniła się na złośliwą. Wręcz przeciwnie, oferowała mu swoje uwagi ze skupieniem, z pewnym wypracowaniem, w tym samym czasie pozwalając stopom wsunąć się między malinowe listki. Były zroszone późnopopołudniowym tchnieniem, przyjemnie wilgotne, szczególną troską otaczały skórę wciąż pamiętającą ból wyleczonych oparzeń. Wren westchnęła z nieukrywaną przyjemnością, powieki opadły powoli, gdy do płuc nabrała powietrza przesiąkniętego leśną harmonią. Byli z daleka od płomieni w centrum Londynu, jeszcze dalej od rozgwaru ulicy Pokątnej, cieszyła więc słuch ciszą panującą dokoła jak najdłużej tylko mogła. W czasach wojny to rzadkie dobro.
- Większość czarodziejów myśli, że robota kończy się na machnięciu różdżką i wypowiedzeniu inkantacji, a tak nie jest - podjęła niebawem. Z wciąż zamkniętymi oczyma uniosła rękę dzierżącą broń, wyprostowała ją, lecz mięśnie nie były spięte. - Uroki są eleganckie, przebiegłe, trochę jak samodzielne istoty: mają odrębne wymagania, inaczej reagują na okazaną im uwagę, ton twojego głosu, czystości, z jaką wypowiesz ich nazwę. Nie będą ci posłuszne jeżeli twoje starania będą na pół gwizdka. - Dopiero po tych słowach ponownie spojrzała na Vernona. - Zaklęcie może okazać się nieudane przez wiele czynników: ruch nadgarstka nie był dostatecznie precyzyjny, koncentracja została zaburzona przez - tak naprawdę - cokolwiek, słowa zniekształcone nawet w minimalnym stopniu, zaakcentowana nie ta sylaba. Może po prostu nie byłeś pewien działania zaklęcia, jakie chciałeś rzucić. Może magia w twoim ciele nie była w gotowości, kiedy próbowałeś jej użyć. Musisz skupiać się na detalach, by jednak to zrobić, powinieneś od nowa poznać podstawy podstaw. Odśwież sobie pamięć z lat szkolnych, sięgnij nawet do podręczników z tamtych czasów i przewertuj strony, byle z uwagą.
Gdzie jego ruchy mogły być przypadkowe, jej własne były wchłonięte w pamięć mięśni. Słowom towarzyszyły teraz delikatne gesty, Wren obracała przegub dłoni w finezyjny sposób, lekki, zupełnie jakby różdżka i złączone z nią palce były jednością niż kończyną trzymającą przedmiot do zabijania czy siania bezmyślnego chaosu.
- Możemy przerobić kilka przykładów teraz, jeżeli masz ochotę i jeszcze trochę sił w tym starym ciele - zasugerowała, jeden z kącików ust uniósł się ku górze. - Pozwolę ci nawet wybrać zaklęcie, taka ze mnie hojna gołąbeczka.  
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Malinowy las [odnośnik]08.07.20 10:41
Kąciki ust mężczyzny uniosły się do góry, gdy ta zaczęła mówić, gdzieś w środku zastanawiając się, czy wszystkie kobiety aż tak wszystko roztrząsają. Im więcej mówiła, tym bardziej uważał jej gadania za… co najmniej nie potrzebne. Trochę głupie i zbyt emocjonalne. Czego jednak mógł się spodziewać? W jednej chwili nabrał przekonania, że ocenił Wren odrobinę za wysoko. Może i radziła sobie w urokach całkiem nieźle, może w jakiś sposób (lecz nadal nie w pełni satysfakcjonująco) chciała odwdzięczyć mu się za popsutą zabawę zemstę, nadal jednak była kobietą. Emocjonalną istotką roztrząsającą wszystko co tylko przyszło jej do głowy rozdzielając to na najmniejsze czynniki, jakie tylko mogła. I na co to wszystko? On działał w zupełnie inny sposób, nie roztrząsał, nie zastanawiał się tylko działał gnał przed siebie niczym na złamanie karku, byle dalej, byle więcej, byle mocniej pozostawiając rozmyślania damom spędzającym całe dnie w przytulnych salonikach. On był czarodziejem czynu, nawet w masce Vernona nie potrafił wyzbyć się najważniejszej, najcenniejszej cechy potwierdzającej jego przynależność do rodu Travers.
Niebieskie spojrzenie powędrowało ku górze w odrobinę lekceważącym wywróceniu oczu.
- Nie jestem poetą, nie zwykłem również analizować każdego, najmniejszego ruchu. To nie pierwszy raz, gdy ktoś atakuje mnie z zaskoczenia, w takich chwilach po prostu się działa zamiast analizować każdy, niewielki szczegół. - Mruknął wzruszając ramionami. Skoro uważała, że pod wpływem adrenaliny jest w stanie się zauważyć każdy szczegół, każdą myśl czy każde drżenie mięśni z pewnością nigdy nie miała okazji pojedynkować się na poważnie, w sytuacji zagrożenia, gdy druga osoba ewidentnie chciała pozbyć się jej życia. Haverlock Travers miał okazję doświadczyć tego nie raz, tak samo jak Vernon Ravens którego wizerunek przybrał.
W końcu… szukał zemsty za zabitą rodzinę, wieści zwykle rozchodzą się szybko a i miejsca w których bywał Vernon z pewnością nie należały do tych, które można by zaliczyć do przyjemnych. Wszystko się zgadzało.
I już, już miał coś dodać, gdy dziewczyna rozpoczęła kolejny monolog. Na Merlina, czy buzia nigdy jej się nie zamykała, gdy w chodziła w pół-filozoficzne rozważania? Na usta cisnęło mu się kilka zdań bądź propozycji w jakie można wykorzystać ten fakt, zapewne o wiele bardziej przyjemniejszych, niż wykład dotyczący rzucania zaklęć. I już otworzył nawet usta by w ostatniej chwili je zamknąć. Jeszcze nie czas.
- Nie tylko przy urokach liczy się ruch nadgarstka, brak koncentracji bądź niewyraźną inkantację. Może uroki nie są mi dobrze znane, jestem jednak biegły w innych dziedzinach magii. - Mruknął wyraźnie urażony jej słowami. Doskonale wiedział, jak rzucać zaklęcia! Może i nie do końca rozumiał naturę uroków, jednak w innych dziedzinach magii radził sobie całkiem nieźle! Miał wrażenie, że sama nie do końca była pewna, o czym powinna mówić. Zakładanie z góry, że nie zna najmniejszych podstaw dotyczących rzucania zaklęć, które przy każdej dziedzinie były takie same uznał za obraźliwe oraz odrobinę nie na miejscu. Nie po to w końcu się spotkali, czyż nie?
Vernon przekręcił się trochę, wykrzywiając przy tym mięśnie twarzy oraz bliznę przebiegającą przez jego twarz. Odczuwał nieprzyjemny ból z obitych mięśni, nie był to jednak najgorszy ból, jaki przyszło mu odczuwać.
Przez chwilę zastanawiał się, od jakiego zaklęcia powinni zacząć. Te prostsze zdawały mu się jako-tako wychodzić, zapewne brakowało mu wprawy, nie czuł się jednak z tym na tyle źle, by rozkładać je na czynniki pierwsze.
-Ciekawi mnie, jak bardzo hojna potrafisz być. - Mruknął z wilczym uśmiechem malującym się na jego twarzy. Przez chwilę przyglądął się jej, próbując przypomnieć sobie inkantacje, jakie padały z ich ust. I już, już miał się oburzyć o sugerowanie, co by jego ciało było stare, szybko jednak zaniechał tych słów.
- Lancea. - Rzucił krótko, wskazując inkantację od której chciał zacząć i która wydawała mu się najbardziej interesująca oraz zabawna.


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Malinowy las [odnośnik]08.07.20 17:41
Pewnego dnia spotkam podobnego mi pasjonata, pomyślała, gdy jej słowa zdawały się ulatywać na marne, w odległe krainy odrzucenia i ignorancji, Vernon nie był jeszcze gotowy do docenienia prawdziwego piękna drzemiącego w umiłowanych jej inkantacjach. Nie wiedziała zbyt wiele o Chinach, o geografii czy tradycji kraju, z którego pochodził jej ojciec, jej dziadkowie, przodkowie, ale Yong Chang wielokrotnie opowiadał o istnieniu yin i yang; o tym, jak umysł i brawura musiały iść ze sobą ramię w ramię by stworzyć świadomego wojownika. W jej towarzyszu, w dobranych słowach odpowiedzi, wręcz wrzało od niecierpliwości drugiej z cząstek antycznej koncepcji. Przypominał jej szkolnych kompanów z klasy, którzy w podobny sposób traktowali zajęcia z rzucania uroków - pragnęli już teraz, szybko, szybko, natychmiast rzucać zaklęcia na oślep i liczyć, że któreś z nich okaże się udane, zamiast zrozumieć ich podstawy, wypracować w sobie doń szacunek. Z cieniem nieodgadnionego uśmiechu kobieta westchnęła cicho, pod nosem, do siebie niźli w odpowiedzi na słowa towarzysza. Czego mogłam spodziewać się po dokowym zabijace?, spytała samą siebie, postanawiając jednak nie tracić jeszcze wszelkiej nadziei. Może los miał w zanadrzu dla nich coś więcej niż tylko wzajemne rozczarowanie.
- W takich chwilach - owszem. Ale to nie znaczy, że trzeba to robić jak ślepy, narwany głąb, prawda? - podjęła już chłodniej, ostudzając pierwsze podekscytowanie przepływające przez żyły, starając się wyzbyć śladów fascynacji i miłości, uczuć jakimi darzyła wybraną przez siebie dziedzinę magii jako tę dominującą, najchętniej praktykowaną. - Jeżeli po walce nie dasz sobie chwili na refleksję, równie dobrze mogłeś cały ten czas walić głową w mur, bo tyle samo z tego wyniesiesz. Dlatego pytam, czy teraz nasuwają ci się jakieś myśli, które możemy wykorzystać. - Nie kazała przecież snuć podobnych opowieści w trakcie pojedynku, gdy ciało nowicjusza reagowało bezwolnie, automatycznie, zaklęcia przychodziły na myśl z zamierzchłych czasów, bardziej przypominały próbę, eksperyment, niż świadome staranie. Miała wrażenie, że zależało jej bardziej niż samemu Vernonowi - a chyba nie tak przebiegać miało to spotkanie.
Skinęła głową gdy zapewnił ją o biegłości w innych magicznych dziedzinach, nie zamierzała strzępić języka na komentowanie ów gwarancji; obrona przychodziła mu przecież dużo płynniej niż ofensywa, to było widać już po pierwszym rzuconym protego, resztę asów w rękawie mógł zachować dla siebie. Nie po to tu przyszli. Nie po to rozmawiali, nie po to zafundowali sobie nawzajem siniaki mające rozkwitnąć niczym karmazynowe kwiaty dnia następnego, nie po to poświęcała mu swój czas. Pomijając pierwszą przyjemność towarzyszącą już samej myśli, która przywiodła ją do malinowego lasu - teraz nie było po niej prawie ani śladu.
- Lancea - powtórzyła ze zgodą, zignorowała jego słowa o hojności. Na takową nie zasłużył, pierwsze zaimponowanie rozmyło się obojętnością na widok ignorancji, w innym wypadku rozmowa mogłaby potoczyć się inaczej, a ukryte wśród słów zaproszenie - podjęte. - W wypadku tej inkantacji akcent pada na ce, Lancea, musi być wypowiedziana twardo, pewnie. To ciekawe, przynajmniej dla mnie, jak działanie uroku zmienia się zależnie od umiejscowionego nacisku. - Ponownie uniosła różdżkę i wycelowała ją w pobliskie drzewo, odchrząknęła cicho. - Lancea. Lancea. - Zaklęcia wystrzeliły jedno po drugim. Pierwsze z nich było zdecydowanie mniej świetliste od następnego, sam grot włóczni wizualnie wydawał się bardziej tępy, sama forma mniejsza i, po uważniejszym przyjrzeniu się, dziwnie koślawa. Jej ślad na drewnie odłupał kawał kory, lecz to tyle. Drugi przykład był już książkowy, z impetem uderzył w cel a suchy konar drzewa runął pod jego siłą, złamany w połowie. Liczyła, że Vernon obserwował przy tym jej ruch nadgarstka. Był inny od tego, który sam zaprezentował, mniej kanciasty. - Jeżeli poświęcisz temu wystarczająco mocy, możesz nakierować wektor włóczni już po jej uformowaniu. Przytrzymać, wycelować, wypuścić. Nie zmienisz tym drastycznie jej lotu, ale jeżeli cel próbuje się przemieścić czy zrobić unik, to praktyczne rozwiązanie. - Spojrzała na mężczyznę. Może sam chciał podjąć tę próbę, skoro oferowana przez Wren teoria nie spełniała jego oczekiwań. - Nie jest to jednak osiągalne przy niepoprawnym akcencie.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Malinowy las [odnośnik]08.07.20 23:34
Coś w Haverlocku zgrzytnęło nieprzyjemnie, gdy kolejne słowa uleciały z jej ust. Nie lubił być oceniany bądź podawany jakimkolwiek osądom, nawet jeśli w tej skórze nie był nikim wielkim. Nie dało się jednak oddzielić tego lorda, od jego lordowej duszy, pewnej o tym, że to on winien oceniać zamiast być ocenianym. I to jeszcze z tak indywidualnych spraw jak poglądy na daną sprawę.
Też mu coś!
Mężczyzna prychnął pod nosem, wyraźnie poirytowany jej czczymi słowami. Za kogo ona się miała? Był pewien, że w Anglii znalazłby co najmniej tysiąc lepszych, bardziej uzdolnionych od niej czarodziejów.
- Sama jesteś głąb, jeśli sądzisz, że każdy myśli w dokładnie ten sam sposób. - Dodał nieco złośliwie, pewien jednak znaczenia swoich słów. Może ona potrzebowała na przemyślenie pojedynku ledwie kilku chwil, co w pojęciu jego ojca z pewnością możnaby uznać za nierozsądne. Tak samo jak jego gnanie na oślep, nie to jednak było w tej chwili istotne. - Po walce nigdy nie daję sobie chwili na refleksję, niezależnie od tego czy walka toczy się na zaklęcia czy pięści. Wrażenia po walce mogą być mylne, zmącone przez emocje, adrenalinę, wygraną bądź przegraną… Nie, ja tak nie robię. Wolę wrócić do tego po kilku dniach, gdy prawda oddzielona jest od adrenalinowych iluzji grubą linią. Dopiero wtedy mogę mieć pewność, że oceniam to, co powinienem. - Ach, gdyby tylko usłyszał go ojciec! Był niemal pewien, że byłby zachwycony słowami padającymi z jego ust. W tym wszystkim Haverlock był przekonany, że i Vernon mógłby przyjąć zachowanie, o jakim nie raz mówił mu ojciec. On sam często obiecywał podobne zachowanie, zapominając o nim gdy tylko ojciec opuszczał komnaty. Ponoć taki był jego urok.
Słuchał słów jakie padały z jej ust, co jakiś czas zerkając w jej kierunku i nie wiedząc, jak tak dynamiczną dziedzinę można było przedstawiać w tak monotonny sposób. Nigdy nie umiał siedzieć w miejscu, nie potrafił również skupiać uwagi na jednym punkcie dłużej, niż ledwie kilka minut.
- W urokach ta różnica bywa… Wybacz za określenie, ale nudna. Zdają się być dość dynamiczną dziedziną magii, różnica polega głównie na mocy zaklęcia, w czasie gdy w dziedzinie, która najbardziej mnie ujęła, nieodpowiednia intonacja zaklęcia potrafi przynieść naprawdę intrygujące i nieprzewidywalne skutki. Osobiście stwierdziłbym, że różnica skutków, jakie wywołują złe inkantacje, między różnymi dziedzinami jest ciekawa. Jeden skutek jest się w stanie mniej więcej przewidzieć, gdy inny pozostaje losem na loterii. - Odpowiedział, wzruszając ramionami, nieświadomie wdając się w głębsze rozważania. Nie znał się na urokach, wyciągał więc wnioski odpowiednie dla kogoś, kto nie miał okazji zagłębiać się w temat uroków. Może, gdyby kobieta przedstawiła to w inny, bardziej odpowiedni dla świeżego w tej dziedzinie umysłu sposób myślałby inaczej? Albo, gdyby na przykład prowadziła lekcję bez tych łachów, jakie miała na sobie. Tak, taka lekcja z pewnością przykułaby pełnię jego uwagi.
Nie był jednak aż tak nieuważny, jak Wren mogła sądzić. Niebieskie spojrzenie wodziło po jej postaci, co jakiś czas zerkając na dłoń dzierżącą różdżkę. W końcu, gdy jej słowa zamilkły mężczyzna wyciągnął swoje drewno, skupiając resztki uwagi na tym, co miał zrobić. Ruch jego nadgarstka zdawał się być płynniejszy, zapewne brakowało mu gracji, jaka jawiła się w kobiecych dłoniach, zdawał się jednak trochę mniej kanciasty.
- Lancea. - Wypowiedział inkantację imitując sposób, w jaki i ona wypowiedziała zaklęcie. Zdawało się to dać całkiem niezłe rezultaty - wyczarowana włócznia przypominała tę drugą, jaką wyczarowała Wren, o ostrym końcu, a gdy uderzyła w drzewo stojące nieopodal udało jej się odłupać spory kawałek kory i zapewne nie tylko, nie był w stanie stwierdzić, nie do końca znając się na roślinach. W zasadzie, nie znając się w ogóle.
- W takich chwilach - owszem. Ale to nie znaczy, że trzeba to robić jak ślepy, narwany głąb, prawda? -- Jeżeli po walce nie dasz sobie chwili na refleksję, równie dobrze mogłeś cały ten czas walić głową w mur, bo tyle samo z tego wyniesiesz. Dlatego pytam, czy teraz
- O to chodziło? - Zapytał unosząc z zaciekawieniem brew ku górze, a wilczy uśmiech pojawił się na jego ustach. - Mówisz bardzo monotonnie, to trochę odbiera uroku Twoim słowom. Co teraz? -Ach, wspaniałomyślnie pozwolił jej wybrać kolejne zaklęcie, jakie przerobią.


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Malinowy las [odnośnik]09.07.20 0:17
Płynnie przeszli od gołąbeczki do głąba; oznaką jej momentalnego rozbawienia był fakt głośniejszego wypuszczenia większej ilości powietrza nosem: nie był to śmiech, nie chichot, nie prychnięcie, raczej dziwny dźwięk lawirujący między zgrzytnięciami wpijającymi się w wymieniane przez oboje słowa. Wysłuchała go później uważnie; był więc typem, który myśli odkładał na później, gdy były absolutnie nieuniknione i ciążyły dotychczasowym zapomnieniem, zamiast pochwycić je w ułamku chwili. Nie miała zamiaru tłumaczyć dlaczego podobne podejście uważała za mylne - pewnie znów nazwałby ją głąbem zamiast pochylić się nad faktem, że upływ dni zacierał szczegóły, pamięć mogła okazać się zawodna, fakty zatarte wyobraźnią i tym, co być mogło, z kolei nie tym, co rzeczywiście było. Po kilku dniach mężczyźni zwykle widzieli siebie jako herosów niezależnie od okoliczności, w pojedynkach i użytkowaniu zaklęć zapewne nie było inaczej. Sama Wren - szczęśliwie - nie miała o tym praktycznego pojęcia. Bycie mężczyzną, tą silniejszą i bardziej uprzywilejowaną społecznie jednostką, musiało być okrutnie trudne do zrozumienia.
- Transmutacja? - spytała z bylejakim zainteresowaniem, wychowana na tyle, by nie pozostawić wszystkich jego słów bez jakiegokolwiek komentarza. Wnioskując po losie na loterii zapewne miał na myśli właśnie tę dziedzinę - przynajmniej takie były jej wyobrażenia na temat magii, której dogłębną znajomością nie mogła się poszczycić; w latach jakie należało spędzić na szkolnej praktyce jej oddanie ukierunkowane było gdzie indziej. Zamienianie czary w ptaka czy rzemyka w jaszczurkę pozostawało poza obrębem hobby młodziutkiej czarownicy - choć przepadała za momentami, gdy w zasięgu jej wzroku uczniowie płatali sobie przeróżne figle za pomocą inkantacji tego pochodzenia. Pamiętała jak jeden z zaprzyjaźnionych uczniów domu węża magicznie powiększył ropuchę pewnego krukona do ponadprzeciętnych rozmiarów w trakcie kolacji. Z niezrozumiałego powodu widok przerośniętego płaza, lepkiego, pokrytego brodawkami, skaczącego po stole Ravenclawu i przewracającego przy tym zastawę wydawał się jej całkiem zabawny. I wciąż był. Podobnie jak pisk przestraszonych pierwszorocznych dziewcząt.
- Jeżeli nie pasuje ci sposób w jaki mówię, proszę, uczyń mi tę przyjemność,  zaoszczędź strun głosowych - zamień sam siebie w włócznię i spieprzaj, Vernon. - Uśmiech na jej ustach był niewspółmiernie uprzejmy, przesycony sztuczną słodyczą. Czarne włosy dotychczas opadające kaskadą na plecy rozwiał delikatny podmuch wiatru, zbliżał się zachód słońca. - Lanceę pojąłeś, na resztę znajdź sobie kogoś, kto ciekawiej opowiada - mruknęła tonem znów zimnym, wyraźnie urażonym. Duma nie pozwalała kontynuować. Nie doceniał jej chęci pomocy, jej sposobu przekazywania wiedzy, tego, że po jednej praktycznej próbie pieczętującej krótki instruktarz już radził sobie lepiej, a to przelewało we Wren czarę goryczy. Pomyśleć, że miała go za kogoś bardziej kompatybilnego; zbyt wiele oczekiwała jednak po portowym zabijace i teraz było to widać jak na talerzu.
Nim zdążył odpowiedzieć czy ruszyć w swoją stronę - pozwoliła ciału opaść miękko na ziemię, uniosła rękę w górę, krańcem różdżki celując gdzieś między pozbawione liści korony drzew na rubinowym niebie. Jak mogłam tak bardzo się pomylić, tak zmarnować czas? Jedynym dobrem był przyjemny skurcz mięśni pozostający po pojedynku i fakt, że w napiętym zleceniami tygodniu przynajmniej chwilę poświęciła na ponowne zgłębienie uroków.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Strona 20 z 21 Previous  1 ... 11 ... 19, 20, 21  Next

Malinowy las
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach