Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Izba przyjęć
AutorWiadomość
Izba przyjęć [odnośnik]30.03.15 23:49
First topic message reminder :

Izba przyjęć

Wezwanie z Munga przyszło do Ciebie nagle, zupełnie niespodziewanie, na dodatek było jeszcze na tyle zawiłe, że miałeś/miałaś problem ze zrozumieniem go, co tylko spotęgowało Twój strach. Czyżby komuś z Twoich bliskich stało się coś złego? Pędem wpadasz na izbę przyjęć, rozglądając się dookoła dzikim wzrokiem dopóty, dopóki nie zauważasz podstarzałej kobiety w niestarannie zrobionym koku, która siedzi za podniszczonym kontuarem z jasnego drewna. Podchodząc do niej pospiesznie, nie spodziewasz się, że odbiegać będzie ona od tak pochwalanego przez Ciebie obrazu miłej starszej pani. Tymczasem jednak kobieta ostentacyjnie Cię ignoruje, choć wyraźnie nie umykasz jej uwadze, a gdy już się odzywa, skrzekliwy głos wdziera Ci się w uszy tak, że z pewnością przez co najmniej tydzień będzie on Twoim towarzyszem niedoli. W sidłach nieprzyjemnego monologu o wyrywaniu sobie żył dla tych niewdzięczników nie widzisz szansy na ratunek. Po chwili pomaga Ci jednak miła stażystka, osobiście wszystko sprawdzając i zabierając Cię z tego domu wariantów... Ostatnim, co widzisz, są jeszcze białe ściany i drewniana podłoga oraz inni, bardziej nieszczęśliwi potrzebujący. Pikanie aparatury miesza się z chaotycznymi wypowiedziami.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Izba przyjęć - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Izba przyjęć [odnośnik]04.08.19 14:58
Nie wiedziała, jak to jest mieć dzieci i jak trudne bywa ich upilnowanie. Sama w tym wieku była dość rozsądna i rzadko robiła coś lekkomyślnego, bo choć była pogodnym i radosnym dzieckiem, już wtedy unikała działań naprawdę ryzykownych, a z wiekiem jej spokojna natura stawała się coraz bardziej widoczna, coraz częściej można ją było znaleźć uczącą się czegoś i przedkładającą naukę ponad zabawy z dziećmi z rodziny na świeżym powietrzu. Zdecydowanie przeważały u niej cechy Leightonów niż Wrightów.
Była w wieku, w którym jej matka miała już męża i dziecko, podczas gdy ona, pochłonięta nauką, przespała początek swojej młodości i nadal była sama, jeśli nie liczyć powiększającej się gromadki kotów. Koty także bywały niesforne, ale mimo wszystko nie tak pomysłowe, jak ciekawskie dzieci, a do swojej alchemicznej piwnicy ich nie wpuszczała w obawie przed postrącaniem fiolek pełnych eliksirów oraz opakowań z ingrediencjami.
W Mungu czasem pojawiali się rodzice lub opiekunowie z dziećmi, które w porywach ciekawskości robiły różne rzeczy, także zażywały przypadkowe eliksiry. Warzyła już antidota na bańkotrucie i wiedziała, jak należy to robić, choć potrzebowała wiedzy o tym, jakie eliksiry zatruły organizm chłopca, by odpowiednio dobrać składniki, które miały go uleczyć.
Heath w bibliotece Macmillanów był bardzo gadatliwy, prawdziwe żywe srebro, a teraz jedynie wybąkał powitanie i nic więcej nie mówił. W odpowiedzi na pytające spojrzenia czarownicy zdecydowała się wyjaśnić, skąd znali się z chłopcem.
- W listopadzie byłam w waszej posiadłości, warzyłam eliksiry dla Anthony’ego. To wtedy poznałam Heatha, ale był dużo bardziej ciekawski i wygadany niż teraz – wytłumaczyła, choć nie zdradziła, że chłopiec wleciał w nią na miotle. Była to w końcu ich mała tajemnica, jak mu wtedy obiecała i kiedy udało jej się na moment złapać jego spojrzenie, dyskretnie do niego mrugnęła, próbując poprawić mu humor. – Jest pani matką chłopca? Ciotką? – dopytywała. – Dlaczego pozwolono mu samemu sięgnąć po te eliksiry? – Była to w końcu skrajna nieodpowiedzialność, do której jego krewni nie powinni dopuścić, ale mleko już się rozlało.
Gdy przyszła uzdrowicielka udali się na izbę przyjęć. Tam obie pracownice Munga obejrzały listę eliksirów, które mógł wypić Heath, a były to głównie proste eliksiry lecznicze i parę bojowych, łącznie kilka mikstur, których zmieszanie w krótkim czasie u dorosłego mogłoby doprowadzić do poważnego zatrucia lub przynajmniej rozstroju żołądka. Odkryła, że były wśród nich te, o których mu w listopadzie opowiadała, gdy próbowała go przekonać, że eliksiry wcale nie są nudne, a mogą robić wiele ciekawych rzeczy. Pozostawało jej tylko westchnąć nad chłopcem i jego brakiem rozwagi, który jednak był czymś normalnym w jego wieku. Takie dzieci nie rozumowały jak dorośli, nie myślały jeszcze o konsekwencjach i możliwych powikłaniach, więc to ich opiekunowie musieli pilnować, by nie doszło do żadnego wypadku. Ale szczęście w nieszczęściu, że to było tylko bańkotrucie; uzdrowicielka po zbadaniu i przepytaniu apatycznego chłopca potwierdziła wstępne przypuszczenia Charlie.
Gdy wraz z uzdrowicielką i opiekunką chłopca ustaliły, co zażył, uzdrowicielka poleciła Charlie uwarzyć antidotum, co musiała uczynić w pracowni, a więc wymagało to chwilowego opuszczenia izby przyjęć.
- To nie potrwa długo, to nie jest skomplikowane antidotum. Myślę, że niedługo będzie mogła pani zabrać Heatha z powrotem do domu – powiedziała uspokajającym tonem, choć ostateczna decyzja o wypuszczeniu chłopca będzie należeć do uzdrowicielki.
Udała się do pracowni alchemicznej.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Izba przyjęć [odnośnik]24.08.19 17:57
Serafina kiwnęła tylko głową słysząc wyjaśnienie Charlene.
- Ach, pamiętam. Anthony faktycznie potrzebował wtedy eliksirów. Ma Pani rację. Zazwyczaj Heath jest dużo bardziej energiczny niż dzisiaj. - zerknęła na Heatha, który nie wyglądał najlepiej. Chociaż kiedy Charlene puściła do niego oczko lekko się uśmiechnął. Na moment, ale jednak. Po tej krótkiej chwili, gdy wydawało się, że Heath poczuł się nieco lepiej, kolejna zatruta bańka wydostała się z jego ust i chłopiec znów zrobił się bardziej apatyczny. Ciężko, żeby było inaczej. Tak naprawdę to najchętniej wróciłby do domu, zwinął się w kłębek pod swoją kołderką i poszedł spać. Nic dziwnego, w końcu czuł się raczej słabo. Coś mówiło Seraphinie, że najbliższe dwa, trzy dni w posiadłości Macmillanów będą wyjątkowo spokojne. Chociaż, tak naprawdę wolałaby, żeby było inaczej. Nie chciała, żeby najmłodsi Macmillanowie się męczyli, nawet taki rozrabiaka jak syn Aydena. Już lepiej by było, żeby wywracał dom do góry nogami.
- Ciotką, Serafina Macmillan- przedstawiła się od razu alchemiczce, żeby ta wiedziała z kim ma do czynienia. - Ojciec Heatha był akurat niedostępny więc uznałam, że szybciej będzie jak wezmę go od razu ze sobą, a on najwyżej do nas dołączy jeśli byłaby taka konieczność - – dodała jeszcze przy okazji tłumacząc nieobecność Aydena. - Och, wcale mu nie pozwolono. Musiał się zakraść do składziku gdzie są trzymane i wykorzystać czyjąś nieuwagę, żeby się do niego dobrać – wytłumaczyła i spojrzała z ukosa na dzieciaka. Normalnie pewnie czekałaby go niezła awantura po powrocie do domu, ale coś jej mówiło, że Heath miał całkiem niezłą nauczkę na przyszłość. O wiele skuteczniejszą niż zakazy i kary.
Gdy kobiety ustalały co się wydarzyło, chłopiec został posadzony na pobliskim krzesełku i tym razem wyjątkowo nie miał zamiaru nigdzie odchodzić. Chociaż tyle.
Uzdrowicielka zdaje się, że tylko kiwnęła głową na potwierdzenie słów Charlie. Bańkotrucie nie było na tyle poważne by trzymać tutaj małego Macmillana. Pewnie po zażyciu odtrutki będzie chciała, żeby jeszcze zostali parę minut, tak na wszelki wypadek, a potem będą mogli śmiało wrócić do Puddlemere.
Heath Macmillan
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t6233-bo-jak-nie-my-to-kto https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112
Re: Izba przyjęć [odnośnik]24.08.19 21:45
Charlie uśmiechnęła się, choć pamiętała, w jak przykrych okolicznościach odwiedzała Anthony’ego w posiadłości. Mężczyzna podjął brzemienną w skutkach decyzję, na której mocno ucierpiała jego psychika i musiał zażywać eliksiry, by dojść do siebie po tragedii w Stonehenge. Panna Leighton pomogła mu i nadal troszczyła się o zaopatrywanie go w mikstury. Ostatni raz spotkali się nie tak dawno temu, gdy akurat była w Kornwalii. Prosił ją wtedy, by zrezygnowała z pracy w Mungu, ale nadal tu była, bo sumienie nie pozwalało jej zostawić tych wszystkich potrzebujących czarodziejów.
Wysłuchała wyjaśnień kobiety odnośnie jej tożsamości, powiązań z Heathem i okolicznościami, w jakich doszło do tego, że chłopiec wypił eliksiry i zapadł na bańkotrucie. Czuła się trochę winna, bo obawiała się, że to jej słowa o fajności eliksirów mogły nakłonić go do tego, by spróbować, czy miała rację.
- Dobrze pani zrobiła, zabierając go do Munga – powiedziała. – Nie można lekceważyć takich sytuacji. Szczęście w nieszczęściu, że jego organizm sam się przed tym obronił i skończyło się tylko na bańkotruciu – mówiła, chcąc pokazać kobiecie, że niewłaściwe używanie eliksirów naprawdę mogło się dla dziecka źle skończyć i jego opiekunowie powinni pomyśleć o lepszym zabezpieczeniu mikstur i innych potencjalnie niebezpiecznych przedmiotów.
Uzdrowicielka została z chłopcem i jego ciotką, a Charlie, wysłana do pracowni, po wejściu do środka od razu zabrała się do pracy nad odpowiednim antidotum. Zapoznała się z listą mikstur, które chłopiec zażył, myśląc sobie, że to naprawdę cud, że nie stało mu się nic gorszego. Heath nie zażył na szczęście żadnej trucizny, były to eliksiry lecznicze i bojowe, ale przy zmieszaniu ich w krótkim czasie mogły mocno zaszkodzić. Charlie dobrała składniki antidotum w opozycji do składów zażytych specyfików, pracowicie dodając je do kociołka. Na sam koniec warzenia dodała także trzy ząbki świeżego czosnku; jako że małoletnie ofiary bańkotrucia były na tym oddziale dość częstym widokiem, pracownia na piętrze zatruć eliksiralnych i roślinnych była zaopatrywana również w świeży czosnek. Po dodaniu czosnku Charlie zaczęła dokładnie mieszać zawartość kociołka, a gdy po kilku minutach wywar był gotowy, przelała go do fiolek.
Wróciła na izbę przyjęć niosąc w dłoni flakoniki. Podała jeden uzdrowicielce, która odmierzyła dla chłopca odpowiednią dawkę i dopilnowała, by wszystko przełknął. Chwilę później jednak czarownica została wezwana do kolejnego przypadku, który przybył na izbę, więc poprosiła alchemiczkę, by ta udzieliła ostatnich instrukcji.
- Dziś powinien dużo leżeć i wypoczywać. Proszę położyć go do łóżka, porządne wygrzanie się i odpoczynek przyspieszą powrót do zdrowia. Wieczorem powinien przyjąć kolejną dawkę antidotum, a jutro rano jeszcze jedną, skoro zażył tyle eliksirów – powiedziała Charlie na prośbę uzdrowicielki, która badała teraz innego pechowego czarodzieja który podejrzewał że czymś się zatruł, i podała ciotce Heatha pozostałe fiolki, które przygotowała.
Potem zbliżyła się do chłopca.
- No cóż, nic ci nie będzie, niedługo wrócisz do zdrowia – zapewniła go, dzielnie się uśmiechając. – A kiedy następnym razem będziesz chciał wypróbować jakiś eliksir, poproś swoich opiekunów – dodała, starając się nie strofować go ani nie ganić, bo to często przynosiło odwrotne skutki. Chciała by zrozumiał, że nie tak powinien zaczynać przygodę z eliksirami i że póki co nie powinien dotykać fiolek bez pozwolenia dorosłych.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Izba przyjęć [odnośnik]25.08.19 9:08
Charlene nie powinna się zbytnio obwiniać, bo było wielce prawdopodobne, że Heath prędzej czy później wpadłby na podobny pomysł. Powiedzmy, że rozmowa z czarownicą w bibliotece jedynie przyspieszyła nieuniknione. Mały Macmillan był dość ciekawski i na pewno w końcu wpadłby na genialny plan spróbowania eliksirów, najlepiej kilku na raz, bo nie wiadomo który fajniejszy. Dobrze, że Macmillanowie wpadli na to, żeby dużo groźniejsze specyfiki trzymać gdzie indziej. Dzięki temu Heath uniknął groźniejszego w skutkach zatrucia.
- Heath nawet nie wie ile ma szczęścia…- stwierdziła Serafina wzdychając cicho. Nie chodziło jej tylko o sytuację z eliksirami, ale kiedy jeszcze anomalie dawały wszystkim popalić, Heath często miał czkawkę teleportacyjną. Cud, że trafił w takie miejsca i na takich ludzi, którzy chcieli mu pomóc, a nie skrzywdzić.
Jeśli zaś chodzi o samo zabezpieczenie mikstur i różnych przedmiotów, do których dzieci nie powinny mieć dostępu, to wcale nie było takie łatwe, gdy po posiadłości krążyła banda żywiołowych i ciekawskich dzieciaków, które zawsze były skłonne coś zmalować. Dobrze, że część z nich już wróciła do Hogwartu. Nad młodszymi było trochę łatwiej zapanować.
Gdy Charlene poszła przygotowywać odtrutkę Heath siedział razem z ciotką i czekał, aż antidotum zostanie zrobione. W pewnym momencie nawet się w nią wtulił i wyglądał jakby za chwilę miał po prostu zasnąć. Na szczęście długo nie musieli czekać, bo już po chwili Charlie była z powrotem. Heath wcale nie był tak do końca przekonany co do picia eliksiru, rychło w czas. Trochę trzeba było go namawiać, żeby jednak wypił podany mu specyfik. Cóż, zbyt szczęśliwy nie był, a sam wywar do smacznych nie należał. W domu będą mieć trochę zabawy, żeby namówić do go wypicia pozostałych porcji. Dobrze, że dość łatwo można go było przekupić. - Dobrze- powiedziała tylko i schowała fiolki w bezpieczne miejsce.
-Uhm… dobrze… chociaż pewnie i tak nikt się nie zgodzi…- mruknął tylko. Heath dzisiaj był wyjątkowo mało wygadany. Całkowicie inny niż gdy spotkali się w bibliotece, kiedy szalał na miotełce. -Dzięki…- powiedział jeszcze do Charlene. W końcu przygotowała dla niego antidotum, może nie było zbyt smaczne, ale z tego co zrozumiał miało mu pomóc na te okropne bańki. W sumie to miał wrażenie, że poczuł się nieco lepiej. Szału nie było, ale zaczął zadawać pytania… Charlene oczywiście. -Czy w tym eliksirze był czosnek? Jest okropny…- skrzywił się pokazując język. Zdecydowanie nie był fanem czosnku.
Heath Macmillan
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t6233-bo-jak-nie-my-to-kto https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112
Re: Izba przyjęć [odnośnik]25.08.19 14:14
Dzieci często miały więcej szczęścia niż rozsądku. Bardzo często przed urazami ratowała je ich spontaniczna, nieświadoma magia, bardzo użyteczna na etapie ciekawskiego poznawania świata. Pozostawało jej się cieszyć, że Heathowi nie dolegało nic poważniejszego, a z bańkotrucia powinien szybko wyjść i mieć nauczkę na przyszłość, by nie wlewać w siebie przypadkowo znalezionych eliksirów jak popadnie. Gdyby był starszy, już w wieku kiedy dziecięca magia zanika i czarodziejskość znajduje ujście w różdżce, mógłby się zatruć poważniej.
Uwarzyła antidotum w mieszczącej się na tym piętrze pracowni alchemicznej i wróciła z nim do sali, gdzie pierwsza dawka zaraz została podana chłopcu. Napar wydzielał zapach czosnku i nie był zbyt miły w smaku, ale niestety konieczny. Skoro uzdrowicielka musiała udać się do pilniejszego przypadku, to Charlie na jej polecenie przekazała ciotce dalsze instrukcje postępowania z eliksirem, który powinien przyjąć Heath w późniejszym czasie, by usunąć resztki zatrucia.
Później skupiła się na samym Heathu, by nie czuł się pomijany i lekceważony przez dorosłych, którzy omawiali dotyczące go sprawy. Pamiętała że sama nie lubiła być w tym wieku lekceważona i traktowana jakby jej w danym pomieszczeniu nie było albo jakby była za mała żeby pewne rzeczy rozumieć. W swoim mniemaniu była przecież bardzo mądrym dzieckiem i uważała, że rozumie więcej niż zakładali dorośli.
- Może za jakiś czas, jak będziesz grzeczny, to sprawią ci taką nagrodę i pozwolą wypić jakiś fajny eliksir? Oczywiście w rozsądnej ilości – zastrzegła, ale pozorną surowość złagodził ciepły, miły uśmiech pojawiający się na jej twarzy. Delikatne dziecięce organizmy mimo wszystko nie powinny przesadzać z miksturami. Jej matka także pilnowała, co i w jakich ilościach dawać dzieciom, by oczarować je światem alchemii, ale nie doprowadzić do zatruć. I rzeczywiście udało jej się oczarować alchemią Charlie i Helen, choć ta druga niestety zmarła w wieku dziewięciu lat. Z pozostałej przy życiu trójki Leightonów tylko Charlene kontynuowała pasję do eliksirów i została zawodowym alchemikiem, wyprzedzając matkę w zdolnościach.
- Jest, i wiem, że jest okropny w smaku, ale niestety konieczny, żeby te bańki zniknęły i żebyś mógł się znowu bawić tak jak wcześniej. A chyba chcesz móc znowu latać? – powiedziała, wiedząc że wizja odzyskania chęci i energii do zabawy na pewno poprawi Heathowi humor i osłodzi konieczność zażycia niedobrego lekarstwa, w którym jest nielubiane przez niego warzywo. – Ja też nie lubię czosnku, ale jest zdrowy. Czasem żeby być zdrowym i silnym trzeba jeść i pić to, czego nie lubimy.
Tak tłumaczyła jej przed laty matka, kiedy nie chciała czegoś jeść lub zażywać niedobrych medykamentów.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Izba przyjęć [odnośnik]29.08.19 8:54
Gdyby nie to jego szczęście, to istniałoby prawdopodobieństwo, że mały Macmillan byłby znacznie częstszym gościem w Mungu. Dobrze, że tak się nie działo jego dziecięca magia robiła swoje. No i pozostało tylko mieć nadzieję oby nic w tym względzie się nie zmieniło.
To ciekawe, no bo skoro dzięki magii można było tak bardzo sobie uprościć życie, to dlaczego ciągle nikt nie zabrał się za pracę nad tym by eliksiry, a przynajmniej ich część, nie smakowała tak okropnie? No albo chociaż, żeby poprawić smak tych które są podawane najmłodszym czarodziejom.
Normalnie Heath nie dałby o sobie zapomnieć ale dzisiaj było mu trochę wszystko jedno. Po wypiciu specyfiku poczuł się nieco lepiej ale szału dalej nie było. Pewnie dopiero za jakieś dwa może trzy dni dojdzie całkiem do siebie. Wcale nie tak długo, biorąc pod uwagę ile tego wypił.
-Oooo, na przykład taki po którym się znika?- ożywił się na moment kiedy Charlie wspomniała o jakimś fajnym eliksirze. Cóż, teraz było już wiadomo czego szukał w składziku z różnymi miksturami w posiadłości Macmillanów.
-No chcę…- zgodził się bez większego entuzjazmu w głosie -Ale wolałbym, żeby tam nie było czosnku… a jeśli już musiałby być, to żeby go było zdecydowanie mniej- pomarudził jeszcze chwilę. -A nie można jeść tego co jest pyszne i zdrowe?- nie dawał się tak łatwo przekonać słowom alchemiczki. - Szkoda, że czekolada nie jest zdrowa… albo toffi…- rozmarzył się na moment. Tak w zasadzie to z Heathem nie było tak najgorzej, bo o ile mały lord nie cierpiał warzyw, tak nie miał problemów z jedzeniem różnych owoców i nie upierał się przy jedzeniu samych słodyczy.
Ciotka Serafina nie wtrącała się do rozmowy między chłopcem a alchemiczką, a jedynie uważnie obserwowała swojego podopiecznego. Heath zdecydowanie rzadziej puszczał bańki nosem i był bardziej ożywiony niż wcześniej. Ewidentnie antidotum zaczynało działać.
- Pożegnaj się Heath, będziemy się zbierać powoli do domu - zakomenderowała w końcu i zaczęła wstawać ze swojego miejsca, a potem zgarniać małego lorda. Nie było potrzeby, żeby musieli tutaj siedzieć dłużej.
Heath Macmillan
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t6233-bo-jak-nie-my-to-kto https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112
Re: Izba przyjęć [odnośnik]29.08.19 12:52
Charlie zdawała sobie sprawę, że przez anomalie życie dzieci jeszcze miesiąc temu było znacznie bardziej przepełnione różnymi nieszczęśliwymi incydentami często kończącymi się nieprzyjemnie dla samych dzieci lub ich opiekunów. Teraz już tego nie było, więc wypadki które pojawiały się w Mungu, to zwykłe przypadki dziecięcej ciekawości świata, a bańkotrucie też było jednym z jej skutków. Było jednak tylko czasową niedogodnością dla Heatha, która odpuści po zastosowaniu leczenia i odpoczynku, i nie będzie nękać go miesiącami jak anomalie.
- Tak, na przykład – potwierdziła z uśmiechem. – Ale zanim go zażyjesz, poproś opiekuna, by podał ci odpowiednią fiolkę. – Kiedyś, za kilka lat, będzie mógł już sięgać po eliksiry sam. W Hogwarcie zacznie się o nich uczyć i przestaną być nieznaną tajemnicą. – To tylko kilka porcji, nie będziesz musiał zażywać tego lekarstwa długo – pocieszyła go. Nie będzie skazany na czosnek przez tydzień albo więcej. Nie będzie musiał zażywać go tak długo, jak Anthony zażywał swój eliksir uspokajający. Po kilku fiolkach antidotum jego objawy staną się wspomnieniem. – Ale jestem pewna, że będziesz tak dzielny jak twój wujek i dasz radę je wypić, prawda? – zapytała cicho, znów do niego mrugając. Przypomniała sobie znowu ostatnie spotkanie z Anthonym w Kornwalii i zdała sobie sprawę, że myślała o nim z pewną nostalgią, że brakowało jej jego towarzystwa. – Jest dużo rzeczy, które są pyszne i zdrowe, ale czasami niestety trzeba zmusić się do tego, by zjeść coś mniej pysznego. Na szczęście tylko w szczególnych okolicznościach, gdy wymaga tego nasze zdrowie.
To było takie typowe. Sama w dzieciństwie też nie lubiła niektórych warzyw i odkładała je na bok. Do niektórych przekonała się z czasem, innych nie polubiła nigdy, ale w dorosłości mogła sama decydować o tym, co jadła, a także o wielu innych rzeczach.
Także mogła odnieść wrażenie, że antidotum powoli zaczyna działać, bo chłopiec nieco się ożywił i rzadziej puszczał bańki, choć do pełnego wyzdrowienia musiał jeszcze minąć dzień lub dwa.
- Tak, myślę że może go pani zabrać, resztę kuracji może przejść w domu, w znajomym sobie otoczeniu – zgodziła się, taka też była wcześniej sugestia uzdrowicielki, którą przekazała Charlie zanim odeszła do kolejnego chorego. Nie było potrzeby przetrzymywać dzieci z bańkotruciem na oddziale, antidotum mogło być im podawane w domu, a wypoczynek w znanych warunkach i wśród rodziny mógł zdziałać większe cuda niż obskurne, szpitalne sale i dobiegające zza ścian jęki innych chorych. Zdawała sobie sprawę, jak pobyt tutaj mógł stresować najmłodszych. – Gdyby coś jeszcze się działo proszę zgłosić się znowu, ale mam nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby – dodała jeszcze. – Do widzenia, Heath, i głowa do góry, niedługo będzie dobrze. – Pożegnała się z chłopcem, a potem z jego ciotką. Następnie opuściła izbę przyjęć i wróciła do pracowni alchemicznej, do swoich przerwanych obowiązków.

| zt. x 2




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Izba przyjęć [odnośnik]16.02.20 14:49
14 marca 1957
Ostatnie dni marca stanowiły dla Zachary'ego okres na dokonanie niezbędnych uzupełnień w brakującym zaopatrzeniu eliksirów oraz ingrediencji. Obowiązki te pełnił niemal dobrowolnie, wypełniając swój zwyczajowy zestaw zajęć czymś, co zapewniało mu odetchnięcie od wojennej mgły z wolna roztaczającej się także w szpitalu. Miał wrażenie, że zrobił wszystko, co mógł, aby uniknąć tej atmosfery. Od początku stycznia przysłuchiwał się bliżej innym pracownikom oddziału, na którym pracował, oraz na tych, na których zjawiał się, odpowiadając na prośbę o konsultację bądź diagnozę zidentyfikowanego zatrucia. Nie potrafił jednak zapobiec ludzkiej ułomności do przyjmowania jako dogmatów słów wygłaszanych przez fanatyków. Liczył, że tego rodzaju fanatycy nie będą długo gościć w murach jego oddziału.
To konkretne miejsce swojej pracy, swojego powołania traktował wyjątkowo szczególnie i pragnął uchować je od około wojennych starć tak długo, jak tylko było to możliwe. Każdego ranka, nim większość uzdrowicieli oddziału przybyła do pracy, sprawdzał każdy przypadek, nad którym mógł pochylić wzrok. Szukanie niedociągnięć tak wśród własnej jak i cudzej pracy stanowiło dla niego podstawę do bycia prawowitym wzorem, jaki winien kroczyć pośród zwykłych ludzi. Namacalny przykład opanowania oraz profesjonalizmu w trudnej sztuce uzdrawiania – nawet jeśli chodziło o wprowadzenie w obowiązki nowego alchemika.
Wytyczne otrzymane w krótkiej notatce były niekoniecznie oczywiste dla niego samego. Przez moment zastanawiał się nad bazgrołami w postaci dwu linijek, stojąc wyprostowanym przy ladzie opustoszałej jeszcze izby przyjęć. Wzrokiem omiatał pergamin raz po raz, oczekując na przybycie podopiecznego, jakby usilnie szukał wskazówek co do nowej osoby, mającej na stałe zagościć na oddziale. Odejście jednego alchemika oznaczało pojawienie się zastępstwa – czy takiego samego, miał nadzieję; co do tego, czy lepszego, nie potrafił wyrazić jednoznacznej myśli. Potrzebował czasu na wyrobienie sobie choćby szczątkowej opinii, świadomie powstrzymując się przed wyrażaniem jakichkolwiek rekomendacji. Mając przed sobą zaledwie nazwisko oraz poranną godzinę przybycia, stawił się w izbie i uzupełniał listę potrzebnych eliksirów – tych ogólnych, jak i tych przeznaczonych do stosowania przy najcięższych przypadkach zatruć. Starannie kreślił kolejne oznaczenia będące znacznym przyspieszeniem, niż gdyby miał zapisać pełną nazwę wraz z miejscem przeznaczenia. Usprawnienie to nie funkcjonowało idealnie i zdarzały się pomyłko, na które reagowano wyjątkowo sprawnie. Miał więc w sobie nadzieję, że nowy alchemik przyswoi sobie ten system albo – w najgorszym przypadku – chociaż spróbuje działać z nim w harmonii, nie chaosie kreowanym przez nieopierzonych stażystów.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Izba przyjęć [odnośnik]20.02.20 22:35
Åsbjørn osiadał w szpitalnej rzeczywistości niczym zatopiony statek na dnie fiordu. Ciężko było mu zebrać się na to, aby jeszcze raz napisać list do zarządu szpitala świętego Munga po tym, jak za pierwszym razem odmówili mu miejsca. Uniósł się po tym dumą. Postawił na swoim. Nikt go nie potrzebował, a on tym bardziej nie musiał polegać na kimkolwiek. Liczył na siebie i jak na razie nie przeliczył się. A przynajmniej nie za bardzo. Dopiero kiedy założył na siebie szpitalne szaty alchemika i poczuł znajomy zapach leków i środków dezynfekcyjnych przyznał przed samym sobą, że tęsknił za szpitalem. Tęsknił bardziej, niż był w stanie to powiedzieć. Od razu przypomniały mu się lata spędzone na stażu w Oslo. To był chyba najlepszy czas w jego życiu. Najspokojniejszy. Z dala od nieprzyjemności tkwiących w skałach z rodzinnych stron. Poza zmartwieniami, przed chorobą siostry. Bez smutków, z przyjacielem, który wtedy żył i który był w stanie odpowiedzieć na każdy jego list.
Ingisson otrząsnął się z tych myśli, skupiając się znów na kociołku, w którym warzył antidotum na niepowszechne trucizny. Miał czas na uwarzenie jeszcze jednego eliksiru przed wyznaczoną mu godziną spotkania z uzdrowicielem, który miał Norwegowi objaśnić resztę jego obowiązków. Nie wiedział czego się spodziewać: standardy pracy przyjmowane w Norwegii różniły się od tych Angielskich, tyle już zdążył zauważyć. Wszystko było o wiele bardziej formalne.
Wrzucił ostatnią ingrediencję do kociołka i zamieszał, po czym obrócił klepsydrę i czekając aż eliksir się uwarzy zaczął sprzątać pracownię. Pozmywał noże i nożyki, wyczyścił moździerz i deskę do krojenia. Odstawił wszystko na suszak, zgasił ogień pod kociołkiem i rozlał antidotum na porcje. Nie zakorkował fiolek wiedząc, że mikstura musi ostygnąć. Odstawił je więc na półkę, napisał notatkę i zdążył jeszcze tylko zalać kociołek wodą. Musiał już wyjść.
Zamknął dokładnie kanciapę i ruszył w dół korytarza, prędko odnajdując odpowiedni gabinet. Był minutę przed czasem. Zapukał i wszedł, kiedy usłyszał na to pozwolenie.
Dzień dobry uzdrowicielu Shafiq – powiedział. – Åsbjørn Ingisson. Alchemik. Miałem się pojawić – oznajmił, czekając na to, co nastąpi dalej. Wiedział, że ma do czynienia z kolejnym szlachcicem, a ci pozostawali dla niego najbardziej nieprzewidywalnymi z Brytyjczyków. No, może poza Szkotami. Szkoci byli wybitnie dziwni.
Asbjorn Ingisson
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Re: Izba przyjęć [odnośnik]22.02.20 0:28
Nie wiedział, w którym momencie zagościł w zajmowanym gabinecie. Poranki zwykle spędzał na przemierzaniu korytarzy oddziału i doglądaniu tych z pacjentów, którzy wymagali stałej opieki. Najrozmaitsze przypadki zatruć potrafiły zajmować znacznie więcej czasu niż by sobie tego życzył, lecz dzięki temu zachowywał pożądany przezeń rytm wykonywanych obowiązków. Pliki z dokumentacją, lista zaopatrzenia, notatka o nowym alchemiku na szczycie – niemal standardowe wyposażenie Zachary'ego, nie licząc tej ostatniej. Była czymś nowym, odmianą po niekończącej się stercie papierów, które po całym dniu pracy był w stanie wyrywkowo recytować z pamięci, co w perspektywie czasu stanowiło jedynie dodatek. W trakcie rozmów o pacjentach zaglądał do teczek tylko wtedy, gdy wymagało tego skorygowanie dawek oraz poruszenie treści całkiem nowej, aby jak najszybciej znaleźć dla niej miejsce (bądź nie) pośród tego, co już istniało w rzeczywistości.
Tworzenie bezcelowych zapisów tylko po to, by przy najbliższym obchodzie je wykreślić, uważał za całkowicie zbędne. Stosowny formalizm musiał być zachowany; dokumentacja pacjenta miała zawierać diagnozę oraz obrane kierunki leczenia, nie dywagacje czy osobiste przemyślenia ledwie zahaczające o studium przypadku. Przynajmniej w jego przypadku, bowiem dbał o zachowanie należytej transparentności w tym, co zapisywał. Nigdy nie wnikał w powody, dla których to robił. Traktował to jako część swojej pracy, a przede wszystkim dziedzictwa pielęgnowanego każdego dnia.
Siedząc już w fotelu za biurkiem, jednocześnie zażywając spokoju oraz przeglądając ostatnie poprawki do zaopatrzenia w stosowne eliksiry, na moment odpłynął od nadchodzącego spotkania. Nie zastanawiał się nad tym, jaki był, jaki miał być nowy alchemik. Z pewnością został już wprowadzony w obowiązki i spełniał je najlepiej, jak potrafił. Spotkanie to pozostawało w sferze formalności, które należało załatwić, by symbioza między alchemikami a uzdrowicielami tego oddziału mogła funkcjonować tak jak zawsze.
Na pukanie do drzwi odpowiedział krótkim Wejść, nie podnosząc wzrok znad listy z zaopatrzeniem do chwili, gdy usłyszał własne nazwisko. Dość krótko przyjrzał się mężczyźnie, przyjmując lekkim skinieniem głowy do wiadomości fakt przedstawienia się oraz potwierdzenie, że rzeczywiście znalazł się we właściwym miejscu.
Usiądź — odpowiedział, jeszcze przez moment poświęcając uwagę karcie z wypisanymi eliksirami, którą odłożył i uważnym spojrzeniem obdarował alchemika. — Zakładam, że nie miałeś problemów z objęciem obowiązków po poprzednim alchemiku. Chciałbym poznać bieżący stan antidotów, które są w pracowni — odezwał się, wznawiając konwersację do spółki z sięgnięciem po pióro, by informacje odnotować. Stanowiły dla niego kluczowe zagadnienie, które chciał poruszyć nim wskaże mężczyźnie pozostałe kierunki działań oddziału.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Izba przyjęć [odnośnik]22.02.20 16:54
Ingisson nie był pewien co myśleć o uzdrowicielu, którego miał przed sobą. Nie wyglądał na typowego Anglika, nawet jeżeli na takiego brzmiał. Poza tym wydawał się mu na pierwszy rzut oka taki jak większość. Bardzo zaangażowany w swoją pracę, bardzo poważny, bardzo formalny. Bardzo standardowy uzdrowiciel, ale może krył w sobie jakieś ciekawostki. Czas pokaże.
Alchemik ni to skinął, ni to wzruszył ramionami na wydane polecenie – bo jak zachęta do zajęcia miejsca to nie zabrzmiało, zwłaszcza że ani nie został uraczony spojrzeniem, ani powitaniem. A to nawet dla wychowanego na niezbyt kurtuazyjnej północy Norwega wydało się nie do końca w porządku. Usiadł jednak, bo co miał zrobić. Nie będzie tak sterczał jak kamień. Usiadł i poczekał, aż uzdrowiciel skończy cokolwiek by nie miał do skończenia. Poprawił przy tym rękawy szaty – wciąż upewniał się, czy nie podwijały się za daleko za nadgarstki. Nie miał ochoty świecić tatuażami w tym miejscu. Kiedy w końcu uwaga czarodzieja skupiła się na Åsie padły kolejne zdania. Nie pytania. Po prostu zdania. Na pierwsze skinął głową, bo faktycznie nie miał problemów z rozeznaniem się co i jak. Szpital to w końcu szpital, a zatrucia eliksiralne zatruciami eliksiralnymi. Parę razy pytał jednak Charlene co i jak, kilka pytań zadał też Archibaldowi, który był bardziej niż chętny, żeby rozwiać wątpliwości Norwega. Patrząc teraz na Shafiqa Ingisson doszedł do wniosku, że nawet jeżeli Prewett był niemiłosiernie gadatliwy to zdecydowanie wolał rudzielca. Nie strzępił też za bardzo języka, kiedy padło zdanie numer dwa. Ponownie po prostu skinął głową i odpowiedział.
Właśnie skończyłem warzyć antidotum na niepowszechne trucizny, sześć porcji, jest z zapasem trzech fiolek ponad zapotrzebowanie. A wczoraj... – powiedział, po czym zaczął z pamięci wyliczać cały stan eliksirów leczniczych z kategorii antidotów. Miał doskonałą pamięć, chociaż rzadko kiedy się do tego przyznawał. A już w ogóle nie przyznawał tego wprost, nigdy. Kiedy zamilknął spojrzał na Shafiqa z całkowicie neutralnym wyrazem twarzy. Nie wiedział, co tak właściwie było celem dzisiejszego spotkania. Liczył, że zostanie mu to wyjawione prędzej niż później.
Asbjorn Ingisson
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Re: Izba przyjęć [odnośnik]24.02.20 20:54
Miał w sobie coś ze starożytnego myśliciela, gdy spoglądał w oblicze Ingissona. Obaj w sobie coś mieli. Nie wiedział, skąd brało się to dziwne uczucie, że dzieliło ich tak wiele spraw, a łączyła zaledwie pasja powiązana z eliksirami. Jedna, wątła nić, wokół której dostrzegał zrozumienie, ale tym samym widział jeszcze mocniejszy akcent konfliktu mogącego jasno i gorąco zapłonąć w każdej chwili. Nie było mu to w żadnym wypadku obce ani wrogie, podchodził jednak obojętnie do spraw mających miejsce w szpitalu, a przynajmniej do pewnego momentu był w stanie trzymać się neutralności na tej jednej ścieżce. Nie miał żadnych przeczuć, dokąd mogłoby go to zaprowadzić, tak jak nie wiedział o siedzącym przed nim alchemiku wiele, a w zasadzie nic.
Mężczyzna wydawał mu się znacznie bledszy od innych Anglików i wzbudzał przekonanie, że Anglikiem nie był wcale. Jego pochodzenie z pewnością miało znacznie w toczących się rozgrywkach i zamierzał to wedle własnych możliwości sprawdzić, lecz teraz interesowały go wyłącznie alchemiczne talenty czarodzieja pomimo zionącego oschłością braku powitania. W zrozumiałym dla samego siebie logicznym wywodzie uznał je za zbędne, postanowiwszy trzymać się okrutnej rzeczywistości.
Doskonale — stwierdził, skreślając dwie linijki na liście zapotrzebowania. Zaraz też dopisał kolejną, ale i ją skreślił, uznając za nie wartą większej uwagi. — O twoich umiejętnościach mówi się dobrze, Ingisson. Chciałbym, byś w miarę możliwości doglądał stanu eliksirów na oddziale. Wskażę ci wszystkie miejsca warte uwagi, byśmy zaoszczędzili czas na niepotrzebnym mijaniu korytarzy. — Odpowiedział już całkiem jasno we własnych oczach, proponując alchemikowi objęcie dodatkowego obowiązku. Nie miał jeszcze wyrobionego o nim zdania, był mu czystą kartą, którą mógł zapełnić jednie poprzez odnajdywanie go poza pracownią alchemików, nie nieustannym nawiedzaniem pomieszczenia skąpanego w oparach mogących przyprawić o zawrót głowy, gdy nie nawykło się do ich obecności.
Jak twoja znajomość zielarstwa? — zapytał, wstając z miejsca, by pokonać odległość dzielącą go od drzwi i gestem ręki zaprosić Ingissona do wspólnej przechadzki po oddziale. Nie musieli tkwić w gabinecie, gdzie mógłby słowami mamić, skoro był w stanie pokazać cel.
Poprowadził alchemika korytarzem do jednej z sal odosobnionych. Nawet jeśli nie posiadał fenomenalnej wiedzy, chciał ją sprawdzić, zapisać pierwsze słowa o jego wiedzy. I poczynić choćby jeden krok do przodu w zagadce, która pętała jego umysł od przynajmniej tygodnia, bowiem zdołał zatrzeć we własnej pamięci moment, w którym pacjent trafił na oddział. Fatalne w skutkach zatrucie przedstawiało niemal trupa żyjącego dzięki kolejnym dawkom eliksirów. Żadna terapia nie przynosiła dotychczas skutków na tyle pomyślnych, by uznać ją za skuteczną.
Starłeś się z objawami tego rodzaju? — zapytał, gdy wreszcie znaleźli się w izolatce, mogąc obserwować pochłoniętego przez własny umysł czarodzieja spętanego chorobą. Nikłe ruchy gałek ocznych oraz dość równomiernie poruszający się tors stanowiły jedyne oznaki, że wciąż żył. — Żadne antidotum w swym podstawowym składzie nie poprawiło stanu. Wszelkie modyfikacje co do receptury są spisane przez poprzedniego alchemika. Jakieś spostrzeżenia? — Podał alchemikowi niewielki zwój od góry do dołu zapełniony tą samą recepturą wraz ze wszelkimi zmianami, które w niej poczyniono. Być może jego oko potrafiło dostrzec coś w samym przepisie, czego on, jako wyspecjalizowany w innym kierunku, nie był w stanie zauważyć.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Izba przyjęć [odnośnik]26.02.20 22:07
Był ciekaw. Tego chociażby, co o stanie zapasów eliksiralnych stwierdzi Shafiq. Albo tego, jaką sobie o nim wyrobi opinię. I Shafiq o Ingissonie, i Ingisson o Shafiqu. Nie polubił go od pierwszego wejrzenia, ale nie musiał lubić swoich współpracowników. Chodziło o podział zadań, wypełnianie ich i komunikację. Pełen profesjonalizm, chociaż nikt nie zabraniał na bocznym torze obserwować sobie innych rzeczy. Zadowolenie uzdrowiciela dawało pewne nadzieje na to, że będzie dało się go lubić. Może współpraca będzie przyjemna, może jak Norweg otaczał się skorupą. Może; morze jest wielkie i głębokie. Nikt, albo prawie nikt nie był w stanie przewidzieć tego, co miało się im przydarzyć w przyszłości, czy ich szanse na dogadanie się będą owocne czy skazane na porażkę. Åsbjørn był jednym słowem ciężki w relacjach poza zawodowych. Dwoma słowami: bardzo ciężki.
Patrzył bez słowa, jak uzdrowiciel coś poskreślał, napisał, a później znowu poskreślał. Pokiwał potwierdzająco głową, nie ociągając się ze wstaniem z krzesła i ruszeniem za Shafiqiem, gdziekolwiek by go on nie prowadził.
Wystarczająca – mruknął, chociaż zrobił to odrobinę mniej mrukliwie niż to miał w zwyczaju. Podsyciło to jednak trochę mocniej ciekawość Norwega, spychając na dalszy plan lekki stres, który poczuł w momencie otrzymania notatki. Był profesjonalny, tak, ale nie znaczyło to, że nie czuł nerwów. Milczał, kiedy szli korytarzem. Milczał też, kiedy został zaprowadzony do izolatki. Popatrzył na leżącego na łóżku mężczyznę i zazielenił się z lekka. Nie dlatego, że był delikatny i nie mógł patrzeć na chorych ludzi. Jakby tak było to nie pracowałby w szpitalu. Norwegowi zrobiło się niedobrze, ponieważ zbyt dokładnie wiedział, czym ten człowiek się zatruł. Po tym, jak aurorzy wykurzyli go z Nokturnu parę sekretów Norwega rozpełzło się po Nokturnie za sprawą jego byłej dziewczyny. Przepis na szpikowicę najwyraźniej też. Alchemik spojrzał na kartki, zapoznając się z ich treścią.
Po takim czasie zwykła trucizna powinna zostać zwalczona – powiedział, zerkając na Shafiqa. Szybko jednak wrócił do notatek. – Znam tę truciznę i ona nie jest zwykła. To nie trucizna zabija, tylko ciało. Trucizna atakuje szpik kostny i atakuje śledzionę. Śledziona wyrzuca do żył martwe krwinki. Krwinki nie pełnią swojej funkcji. Powoli organy obumierają z braku tlenu, a człowiek umiera – zatrzymał się, żeby wziąć oddech – w męczarniach – skończył, znów patrząc na Shafiqa. Niepewność w jego oczach mówiła tylko o jednym: bał się, że właśnie się wymądrzył przed uzdrowicielem.


Asbjorn Ingisson
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Re: Izba przyjęć [odnośnik]26.02.20 22:59
Machinalne przytaknięcie na odpowiedź wobec zadanego pytania było jedyną reakcją widoczną dla Ingissona. Dla Zachary'ego stanowiło wystarczający punkt zaczepienia, aby nie żałować wprowadzenia go w temat pacjenta–warzywa. Miał jakiekolwiek pojęcie o zielarstwie, więc był w stanie spojrzeć na nurtującą go kwestię z zupełnie innej strony niż czynił to Shafiq. Spędzał długie godziny na analizowaniu wszelkich właściwości ziół i grzybów, jakie znał ten świat, próbując dopasować je do dostrzeganych objawów, skutków wejścia dwu całkiem odrębnych roślin w interakcję, czy finalnie przewidzieć wszystkie potencjalne konsekwencje dla pacjenta po zażyciu antidotum wytworzonego wobec niestandardowej procedury. Jego perspektywa koncentrowała się wokół przypadków, z którymi stykał się każdego dnia i w znacznej mierze odbiegała od standardowych procedur, wiedzy, którą wnikliwie stosował w trakcie warzenia własnych eliksirów. Dlatego spojrzenie alchemika mogło być cenne z punktu szczególnego zainteresowania tym, jakie trendy obowiązywały w przygotowywaniu wszelakich specyfików oraz co z czym wykluczało się, bądź powodowało niemiłe konsekwencje.
Powinna — przytaknął krótko, rzucając alchemikowi uważne spojrzenie, gdy ponownie wrócił do notatek. Z równym zaangażowaniem wysłuchał jego słów, ściągając nieco brwi wobec tak dużej wiedzy co do tego, co rzeczywiście dolegało nieprzytomnemu pacjentowi. — Fascynująca wiedza w dziedzinie trucizn — skomentował jeszcze, będąc wyraźnie zaintrygowanym, gdzie i kiedy mógł wejść w jej posiadanie. Całej postaci Ingissona nadawało to wymiar, którego Shafiq nie spodziewał się ujrzeć. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że alchemicy w równych miarach sięgali po eliksiry lecznicze jak i trucizny, ale nigdy nie sądził, by ktoś z taką pewnością i przekonaniem mówił o przypadku jedynym w swoim rodzaju. Póki co, bowiem każdy mógł paść ofiarą nieznanej nikomu trucizny i zajmować to miejsce, w którym Zachary tworzył we własnej głowie zalążki kuracji mającej doprowadzić pacjenta do zdrowia.
Przygotuj możliwie jak najszybciej eliksir wzmacniający krew, najlepiej z wykorzystaniem pijawek — polecił mężczyźnie, wiedząc już, że taki kierunek przy posiadanej właśnie, całkowicie nowej wiedzy dawał im czas na przygotowanie odpowiedniego antidotum. — Pobudzenie produkcji elementów morfotycznych wzmocni organizm i spowolni postępowanie trucizny. Jaki skład antidotum zaproponujesz przy tej truciźnie? — Zapytał, ścierając się z niepewnym spojrzeniem alchemika. Wciąż patrzył na niego obojętnie, ale wargi drgnęły, jakby ich właściciel chciał uśmiechnąć się, odpowiednio szybko powstrzymując przed wykonaniem gestu. Prawdopodobnie wyglądał tak samo, gdy podejmował decyzję o zachowaniu milczenia wobec przemyślenia, którego nie traktował jako wartego uwagi. To, co pomyślał o nim Ingisson było w tej chwili całkowicie bez znaczenia.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Izba przyjęć [odnośnik]27.02.20 19:38
Ingisson stąpał tu po bardzo cienkim lodzie. Nie potrafił kłamać, dlatego wolał mówić prawdę. Ta jednak w tym konkretnym przypadku stawiała go na świeczniki. Chociaż jego wiedza z zakresu trucizn została okrzyknięta jako fascynująca to sam Norweg nie był pewien, czy słowo to nie powinno zostać zamienione na sformułowanie budząca podejrzenia. Już wiele lat temu życie nauczyło go, że od zwracania na siebie uwagi i przysłowiowego błyszczenia bardziej bezpieczne jest asekuracyjne pozostawanie w cieniu. Nie zwracając na siebie uwagi mógł robić więcej, nikt bowiem nie przyglądał się wtedy jego rękom. W ten sposób wkradł się na Nokturn i na nim odnalazł. Działał w miarę cicho, z początku bardzo kontrolując kto i co o nim wiedział. Z biegiem miesięcy zaczął być czymś na kształt miejscowej legendy (przy czym legenda to określenie grubo na wyrost). Zaczęły wokół niego narastać historie, a on ich nie dementował. Im gęstszy las stwierdzeń tym trudniej dostrzec prawdę.
Dziękuję – odpowiedział gdzieś z głębi brody, wciąż czując się niezręcznie z tą śliską pochwałą. Miał ochotę schować się w jakiejś dziurze, byle jak najdalej od tej przeklętej izolatki i przeklętego głupca, który dał się zatruć szpikowicą. Najchętniej uciekłby do pracowni alchemicznej. Albo lepiej, do domu, do szopy, w której miałby zapewniony spokój i ciszę.
Polecenie Shafiqa przyjął skinięciem głowy – przygotowanie eliksiru powinno mu zająć dosłownie moment. Dyspozycja ożywiła jednak w Norwegu nadzieję, że będzie mógł czmychnąć i pobyć trochę w samotności. Niestety, to nie był koniec. Zapytany o opinię Åsbjørn zerknął raz jeszcze na notatki i przeczesał brodę palcami. – Poza nową śledzioną – mruknął w zamyśleniu – roztwór zawiesinowy popiołu feniksa i podawane dożylnie antidotum na niepowszechne trucizny – powiedział, oddając uzdrowicielowi notatki i patrząc się wyczekująco. Nie wiedział, czy był potrzebny do czegoś jeszcze poza uwarzeniem wywaru wzmacniającego krew. Nie był pewien, czy Shafiq miał taki dziwny wyraz twarzy, bo bardzo się cieszył z nowej poszlaki w uzdrowicielskiej zagadce czy też dlatego, że miał niecne zamiary.
Asbjorn Ingisson
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Izba przyjęć
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach