Wydarzenia


Ekipa forum
Trybuny
AutorWiadomość
Trybuny [odnośnik]10.10.16 16:55
First topic message reminder :

Trybuny

Część boiska przeznaczona dla publiczności. Najbardziej zapaleni fani Quidditcha rezerwują z wielomiesięcznym wyprzedzeniem najlepsze miejsca. Pomimo to czarodzieje, którzy na mecze przychodzą wyłącznie z ciekawości lub dla bliskich sobie osób, wciąż mogą cieszyć się podziwianiem mniej lub bardziej pasjonujących rozgrywek. Trybuny chronione są przed oczyma mugoli, a odpowiednie zaklęcia sprawiają, że dostosowują się do ilości widzów.

Trybuny przeznaczone są dla widowni podczas meczów Quidditcha.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Trybuny - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Trybuny [odnośnik]21.10.16 12:33
Akurat wszystko podchodzące pod to co rodzinne było Piwce bardzo znajome. Rozumiała jak to jest, kiedy w rodzinie jest coś co przekazuje się z pokolenia na pokolenie. U nich to było umiłowanie do natury, zielarstwa, eliksirów i zwierząt. To co przyjmowali w pewien sposób później nakreślało ich sposób życia. W końcu mało kto się z tego po prostu wycofał. Pomyślała teraz o tych wszystkich złych rzeczach jakie ludzie przyjmują od swoich rodzin. Cieszyła się, że jest tylko Sproutem. A Quidditch? Wydawał się być całkiem dobrą rodzinną tradycją. Pełną rywalizacji, śmiechu, zabawy i emocji. Więc całkowicie w tym momencie nie rozumiała dlaczego kobieta mówi to w sposób jakby ten sport już jej nie dotyczył. Jednak nie miała zamiaru tego drążyć. Nie była ciekawska. Bardziej zaciekawiona. Zresztą… przecież bardzo dobrze wiedziała jak to jest, kiedy wszyscy chcą od ciebie usłyszeć o twoim życiu, a ty nie chcesz nikomu o nim opowiadać. Uśmiechnęła się szeroko. Wtedy młody oznajmił, że wraz z Artis nauczą ich wszystkiego. Peony wybuchła śmiechem. To było urocze. To było zdrowe. Patrzeć na swojego syna i nie zastanawiać się chociaż raz czy wszystko z nim w porządku. Dobrze było to w nim widzieć. Przeniosła spojrzenie na rozgrywający się mecz. Właśnie ktoś dostał tłuczkiem, a Peony zasyczała. To musiało boleć. Kolejna rzecz, której Peony w tym sporcie nie rozumiała.  - Nie wiem jak oni są w stanie podnieść się po takim uderzeniu i jeszcze grać? - uniosła brew nie odrywając wzroku od latających zawodników. Spojrzała na Cartera, który przybył z odpowiedzią na jej pytanie. Na Merlina gdyby wiedziała, że to pytanie ma o wiele więcej na dnie niż tylko zwykłe poznanie to na pewno by o to nie zapytała. Zaśmiała się na jego słowa. - Czemu nikt nie zakłada fundacji dla samotnych Mandragorek? - zapytała i uniosła brew z uśmiechem. - Szczerze to nawet nie wiem czy jest takie słowo. - dodała. Nachyliła się w stronę blondynki by ta ją usłyszała.- Więc pracujesz w Ministerstwie? Mam do czynienia z dwoma funkcjonariuszami policji jednego dnia? - zapytała choć słysząc „doprawdy” z ust blondynki domyśliła się, że prawda jest trochę inna niż ta przedstawiona przez Cartera. Oczywiście jak dla Piwki to było naturalne… jego głupie podsumowania przy ewentualnym szczerzeniu się do tematu.


do not cry because it is over
smile because it happened

Peony Sprout
Peony Sprout
Zawód : własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout https://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 https://www.morsmordre.net/t4139-skrytka-bankowa-nr-856#82343 https://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
Re: Trybuny [odnośnik]21.10.16 16:15
Nie byłem fanem tego sportu. Siedzenie na latającym kiju i fruwanie za piłkami - co w tym takiego emocjonującego? Już większej adrenaliny szło doznać zamawiając w Wywerie taniego drinka, a jednak byłem tutaj, a nie na swoich nokturnowych śmiechach. Dlaczego? Bo mimo wszystko choć wątpiłem w to, że zaznam tu chwili grozy to wizja oglądania Skamandera jak się tłucze wydała mi się całkiem zabawna. Właśnie kupowałem paczkę prażonych orzechów, gdy kątem oka dostrzegłem Mathildę. Wyszczerzyłem się drapieżnie czując nagłą potrzebę zmiany miejsca.
- To się dobrałyście. Przegrałyście jakiś zakład? - Siadłem nagle obok Mathildy. Bez ostrzeżenia, bez zapowiedzi, wykorzystując jej chwilę nieuwagi i być może przerywając im tym samym rozmowę. Mało mnie to interesowało. Byłem bardziej rozbawiony faktem, że jasnowidz i ślepa przyszły na mecz i...było to słychać w moim głosie. - Och, nie patrz tak na mnie jakbyś się mnie tu nie spodziewała, Thildo. Co prawda nie jest to moja ulubiona rozrywka, lecz z dwojga złego lepiej patrzeć jak ktoś strzela w obręcze, a nie w ciebie. Przyznasz mi rację? - uśmiechnąłem się pakując sobie garść orzechów do ust. Nie przypuszczałem, że dzisiejszy dzień może być jeszcze zabawniejszy.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 8+2
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 17+3
SPRAWNOŚĆ : 24+6
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Trybuny [odnośnik]21.10.16 21:04
Nie przejął się słowami o kulturze, bo nie zawsze trzeba było być spiętym i sztywno trzymającym się zasad. Chociaż on się w ogóle ich nie trzymał, a jednym z dowodów na to była siedząca obok niego Artis. Szansa, że ktoś by ją wypatrzył w nocy i to w nie swoim sektorze była naprawdę mała. Miał nadzieję, że Macmillan zdawała sobie z tego sprawę. Chociaż pewnie gdyby nie, nie poszłaby z ni na ten mecz. Albo usiadła na końcu ławki jak najdalej od niego. Ta wizja naprawdę go rozbawiła, chociaż możliwe, że nie była wcale taka nieprawdopodobna.
- Cieszę się, że jestem twoim kuzynem i nigdy nie założę takiej fundacji - odparł w odpowiedzi na słowa Peony, rzucając jej tajemnicze spojrzenie, ale zaraz się roześmiał. Jego uwagę jednak zwróciła Artis, gdy szybko zabrała dłoń z jego uścisku po jego wypowiedzi i zaczęła niby to zajmować się swoim płaszczem. Gdy mruknęła Doprawdy, Raiden spojrzał na Nate'a, otwierając szerzej oczy i wyginając usta jak najmocniej w dół, wiedząc, że coś przeskrobał. Mały Sprout zasłonił usta dłonią, widząc jego minę i starając się nie zaśmiać. Była to jednak poważna sprawa i Carter nie mógł sobie pozwolić na zostawienie tego obrażania się za głupi żart. Nate zaczął wesoło rozmawiać z Macmillan, ale po kilku minutach wrócił do wujka, który nachylił mu się nad uchem i spytał czy mu pomoże. Chłopiec mocno zaczął potakiwać, czekając na zadanie. Zostawili kobiety na chwilę samym sobie i zeszli z ławek, by stanąć zaraz przy balustradzie, gdzie stali gęsto zapaleni kibice. Raiden wziął jeszcze Nate'a na barana, żeby wszystko mógł zobaczyć. Kibicowali zajadle jakieś piętnaście minut. W odpowiednim momencie też złapali lecące od czasu do czasu w stronę publiczności fanty związane z meczem. Trafił im się pluszak z trollem górskim i jeszcze śmieszna trąbka z odgłosami tego stworzenia. Wtedy też Nate kazał się postawić na ziemi i z zabawką w dłoni, podniósł głowę na policjanta.
- Działamy? - spytał Nathaniel, patrząc na Cartera z uwagą.
- Działamy - potwierdził Raiden, skinąwszy głową z równie poważną miną co młodszy Sprout. Zaraz też dzieciak z uśmiechem na ustach pognał w stronę Artis i podał jej pluszaka, wskazując później wciąż stojącego w dole wujaszka. Gdy blondynka na niego spojrzała, Carter rozłożył ręce i uśmiechnął się, by posłać jej nieme Przepraszam. Kobiety.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Trybuny - Page 3 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Trybuny [odnośnik]21.10.16 22:30
Lubił Quidditcha - sam trochę latał na miotle, choć w drużynie nigdy nie był, bo wielu okazało się lepszych od niego. Trudno! Tak to już w życiu jest! Niemniej nie mógł opuścić wiosennego meczu, szczególnie, że w jednej z drużyn miał grać jego kuzyn Percy, którego przecież darzył szczerą sympatią oraz przyjaciel - Marcel, na którego był pewnie trochę zły za wycieczkę do burdelu, ale ostatecznie był to przecież Parkinson... Nie potrafił się gniewać na tego hultaja. Jak się później okazało szeregi Gnomów zasilała również kolorowowłosa Just Tonks, którą wciąż ścigał za statuetkę. Kto wie? Może uda mu się złapać ją po meczu? Okaże się! W każdym razie zajął miejsce odpowiednio wcześniej, zaś gdy pierwszy gwizdek przeciął powietrze, Ollivander zawył wraz z tłumem, dopiero po chwili parskając głośnym śmiechem - ech, cały Parkinson! Zawsze do wszystkiego pierwszy... Titus nieznacznie pokręcił głową, a gdy mecz rozpoczął się na nowo, na nowo zawył jak wilkołak do księżyca. Co rusz wychylał się ze swojego miejsca, gwizdał albo klaskał - ot, takie tam normalne zachowanie każdego kibica. Zresztą dzięki tym swoim energicznym podrygiwaniom dostrzegł w końcu sylwetkę znajomego rudzielca - gdyby się tak nie wychylał i nie rozglądał na boki to pewnie wcale by jej nie zauważył, a tak? Tak już przepychał się w kierunku pani Travers, przepraszając każdego potrąconego czarodzieja lub czarownicę. Gdzieś tam w jednym z rzędów pewnie nawet minął Polkę i jej zgraję, więc się wesoło przywitał, a później ruszył dalej, w końcu docierając do Lyry oraz jej towarzyszki.
- Lyra! Nie wiedziałem, że tu będziesz. - stwierdził, choć wcale nie powinien się dziwić - ostatecznie jej małżonek śmigał w powietrzu przewodząc drużynie Trolli - może trochę dlatego Titus im wcale nie kibicował.
- Stawiam dziesięć galeonów, że Gnomy dokopią Trollom. - wyszczerzył zęby, w końcu zerkając w kierunku jej blond towarzyszki - i ją obrzucił delikatnym uśmiechem - Przedstawisz nas? - zapytał pani Travers, wciąż z ciekawością przyglądając się drugiej dziewczynie o tym samym zresztą nazwisku.


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Trybuny [odnośnik]22.10.16 0:18
Uśmiechnęła się do Peony i pokręciła głową.
- Adrenalina, po prostu nie czuje się bólu. Ja nie musiałam się tym aż tak przejmować, pałkarze najrzadziej dostają tłuczkami, mało kto uważa za ważne wykluczenie ich z gry – tylko na boisku i sali treningowej mogła okazywać jakąkolwiek agresję. Mogła się założyć, ze gdyby teraz usiłowała cokolwiek ćwiczyć, choćby szermierkę, Carter przybiegłby w te pędy zabrać jej narzędzie zbrodni. W sumie nie powiedziała mu, że jedną z rzeczy które zabrała z dworu rodzinnego była szabla, którą dostała na siedemnaste urodziny od ojca. Było na niej nawet wygrawerowane motto rodzinne, teraz gorzkie przypomnienie trudów jakie musiała przejść, a może i tych, które wciąż na nią czekały.
- Inny wydział. Jestem aurorem, pracuję z Sophią, choć jestem troszkę starsza stażem. Byłyśmy na tym samym roku w Hogwarcie, znałyśmy się więc już wcześniej – wyjaśniła spokojnie, sama nie wiedząc czemu tyle mówi o sobie tej kobiecie. Nie było to do końca związane z faktem, że była rodziną Carterów. Raczej miało wiele wspólnego z bezpośredniością i zupełnym brakiem oceniania ze strony Peony.
Ze zmarszczonymi brwiami obserwowała jak Raiden kradnie małego Sprouta, najpewniej mając jakiś plan. Przyglądała się im przez dłuższą chwilę, ale kiedy nie zauważyła nic podejrzanego, wróciła do obserwowania meczu. Po fali radości jaka przetoczyła się przez kibiców została zaskoczona przez chłopca maskotką. Pokręciła głową z niedowierzaniem, ale przyjęła prezent dziękując małemu i obiecując, że nie uszkodzi jego wujka za bardzo. Zmrużyła lekko oczy, a później uniosła brwi w wyraźniej sugestii, że Carter nadal jest podpadnięty. Ostatecznie jednak uśmiechnęła się i wskazała mu miejsce obok siebie.
- Do tego poproszę jakiś pyszny obiad – powiedziała do niego szeptem, kiedy usiadł. Z jej rosnącym apetytem oczywistym było, że przeprosiny muszą się wiązać z jedzeniem. Dopiero odkrywała zalety prostszej kuchni, wciąż poznając nowe, przepyszne potrawy. Carter musiał się więc wykazać, znów wymyślając coś nowego.
- Umiesz piec? – spytała po chwili namysłu. W jej głowie zrodziła się wizja ciasta czekoladowego.
Artis Finnleigh
Artis Finnleigh
Zawód : Auror
Wiek : 25
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 https://www.morsmordre.net/t3359-balou https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3411-skrytka-bankowa-nr-848#59024 https://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Re: Trybuny [odnośnik]22.10.16 14:38
Lyra z całą pewnością nie spodziewała się tutaj Titusa. Jej samej pewnie też by nie było, gdyby w meczu nie grał jej mąż, którego miotlarskie popisy koniecznie chciała zobaczyć. Razem z siedzącą obok Cressidą obserwowała go z takim zapałem, że nawet nie zauważyła, kto przeciskał się w jej stronę przez trybuny, póki ten ktoś nie pojawił się tuż obok i nie odezwał do niej.
Dopiero po chwili oderwała wzrok od Glaucusa, który mknął z kaflem przez boisko w strugach zacinającego deszczu i spojrzała w bok, zauważając sylwetkę szkolnego przyjaciela.
- Titus! – przywitała go entuzjastycznie. – Ale mnie zaskoczyłeś! Nie wiedziałam, że tu będziesz!
Wciąż nieświadoma uczuć, jakie żywił do jej męża, uśmiechała się szeroko, zadowolona z tego nieoczekiwanego spotkania i tego, że spędzi mecz z dwójką swoich przyjaciół, razem z nimi obserwując zmagania zawodników.
- Titusie, to jest Cressida, siostra Glaucusa. Chociaż pewnie już się znacie, prawda? Cressido, na pewno dużo razy opowiadałam ci o moim przyjacielu z Gryffindoru, Titusie Ollivanderze – dokonała prezentacji, zerkając to na Cressidę, to na Titusa. – A stawiam oczywiście na drużynę mojego męża. Wierzę, że Trolle jeszcze pokażą Gnomom, na co ich stać.
Nie mogło być inaczej. Nawet gdyby szala zwycięstwa przechylała się na stronę przeciwników, Lyra oczywiście kibicowała swojemu mężowi, ponadto grała z nim jeszcze dwójka jej dobrych znajomych, więc nie miała żadnego dylematu.
Po tym krótkim przerywniku znowu zwróciła twarz w stronę boiska, zauważając, że w kierunku jej męża pomknął tłuczek.
- O jejku! – westchnęła, zaciskając drobne dłonie w piąstki; miała nadzieję, że Glaucusowi uda się uniknąć trafienia przez złośliwą piłkę. Gra i tak była wystarczająco trudna przez warunki; ciemności, wiatr i zacinający coraz mocniej deszcz. Nawet ona na trybunach marzła, a co dopiero gracze latający na miotłach, w pełni wystawieni na warunki pogodowe?




come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Lyra Travers
Lyra Travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Trybuny - Page 3 Ba3e6d5d7f4fbeb7824016f18b6a4c28
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Re: Trybuny [odnośnik]23.10.16 12:06
Pokiwała głową jakby nagle zaczęła rozumieć (chociaż wcale nie tak do końca) tę brutalną grę. - Teraz już rozumiem te zapełnione skrzydła szpitalne, kiedy na boisku wydawało się, że nic nikomu się nie stało. - adrenalina napędzała ich ignorując ból i to w pewien sposób zrobiło na Peony wrażenie. Nie ignorowanie bólu, a pewien rodzaj poświęcenia jaki można było tu zobaczyć. Spojrzała na syna, który z widocznym zafascynowaniem patrzył na wszystko co robi jego wujek. A ona przecież tak bardzo chciałaby, żeby zajął się czymś bezpiecznym. Żaden Quidditch i żadna policja. Zioła! Eliksiry! Chociaż również niebezpieczne dla niedoświadczonych to przecież po nauce staje się całkowicie bezpieczny. Jednak nie miała wpływu na to jak jej syn odbiera różnego rodzaju pasje i zawody. Musiała się pogodzić z tym prędzej czy później. Słysząc słowa kobiety znowu skupiła na nią swoją uwagę. - Ah...rozumiem. Czyli tak naprawdę masz o wiele ciekawszą pracę od niego. - odparła z uśmiechem patrząc na Cartera. - Ale na nieszczęście równie niebezpieczną. - to całe referendum tylko jej przypomniało o tym jak niebezpieczne może to wszystko być i choć ich praca i tak jest trudna już teraz to nawet ciężko jej było sobie wyobrazić co mogłoby się stać później. Kiedy to referendum wejdzie w życie. Widząc jak Rai porywa jej syna nie zareagowała choć jej wzrok mówił bardzo dosadnie, że ma na niego uważać gdziekolwiek go zabiera. Nadal ciężko jej się było przyzwyczaić do tego, że ktoś inny zajmuje się Nathanielem. Zawsze była tylko ona. A teraz patrzy jak ten człapie za większą wersją siebie i musiała jakoś się z tym pogodzić. Uśmiechnęła się szeroko widząc to ich całe „przedstawienie”. No romantyk jak się patrzy. - Od wieków wszem wiadomo, że pluszowe trolle stworzone są do rozwiązywania wszelkich sporów. Ucz się młody, ucz. - powiedziała posyłając szeroki uśmiech kobiecie, a potem posyłając całusa synowi, któremu chyba niezbyt spodobał się fakt małpowania słów po wujku. Kolejna fala braw rozbrzmiała na stadionie. - Wygrywamy? - zapytała chcąc przekrzyczeć tłumy. Wzrok utkwiła w latającej po stadionie Sophi. - Aaaa… - zagadnęła szeptem do siedzącego kuzyna. - Czyli Twój napięty grafik spotkań uwolni nas od domowego aresztu? - zapytała i był to głównie żart. Już dawno się przyzwyczaiła do tego, że parę godzin w ciągu dnia spędza u nich w domu. Już zrozumiała, że tak naprawdę nie miał wyjścia, a już na samym końcu tej całej historii wolała jego niż jakiegoś obcego policjanta. Na obcego nie wypadałoby jej krzyczeć.


do not cry because it is over
smile because it happened

Peony Sprout
Peony Sprout
Zawód : własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout https://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 https://www.morsmordre.net/t4139-skrytka-bankowa-nr-856#82343 https://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
Re: Trybuny [odnośnik]23.10.16 13:38
Zawsze zastanawiał się jak będzie wyglądać jego relacja w przyszłości z najbliższą i tą dalszą rodziną. Bo jakby nie patrzeć po powrocie nie miał zbyt dużo z nią kontaktu. Na pogrzebie rozpoznała go jedynie Judith, a tak to wszyscy pozostali w dziwnym nieokreślonym wobec niego stosunku. Cieszyli się, że wrócił czy woleli w ogóle nie zawracać sobie tym głowy i twierdzić, że on wcale nie był ponownie wśród nich? Mimo to dziwnym trafem okazało się, że najlepsze relacje miał z synem wojującej z nim od zawsze kuzynki. Nate był świetnym dzieciakiem i Raiden żałował, że nie poznał go wcześniej. Ale lepiej późno niż wcale, prawda?
Nie zwracał uwagi na to, o czym rozmawiały obie kobiety, bo był zbyt zajęty otwieraniem ust i słuchaniem strzelających drażetek, które razem z małym Sproutem wpychali sobie do buzi. Mogły sobie mówić co chciały. Oni wiedzieli swoje! A już na pewno wtedy, gdy kibicowali na dole, rozpychając się między resztą ludzi. Z dzieciakiem na ramionach Raiden wczuł się w grę jeszcze bardziej i nawet wiedział gdzie i kto zdobywa punkty. Chwila z zapalonym fanem tego sportu była niezwykle pouczająca. Jednak musiał wracać do drugiej fanki i byłej zawodniczki. Gdy usiadł obok Artis, zamknął na chwilę oczy, oddychając jej charakterystycznym zapachem. Kojarzył mu się teraz z jej uśmiechniętą twarzą, którą widywał coraz częściej. I miał nadzieję, że to zostanie już na zawsze.
Przykucnął przy niej i zaczął coś szukać w torbie, gdy odezwała się, wspominając o obiedzie. Podniósł na nią spojrzenie.
- Moja droga, będziesz miała wszystko, czego zapragniesz - odpowiedział, już w myślach układając menu. Powinien udać się na targ do portu... - Próbowałem piec, ale kto powiedział, że nie mogę spróbować jeszcze raz?
Usiadł koło niej i zaraz też usłyszał obok siebie pytanie Peony.
- Nigdy się mnie nie pozbędziesz - odparł, rzucając jej tajemnicze spojrzenie. - Dalej będę ci wyjadał spiżarnię - dodał, mrugając do Nate'a. No, tak... Jeszcze niedawno młody przynosił mu kotlety w kieszeniach. Nagle jednak zdecydował spytać o coś kuzynkę. - Boisz się, że odgonię jakiegoś fajnego sąsiada?


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Trybuny - Page 3 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Trybuny [odnośnik]23.10.16 14:13
Roześmiała się przypominając sobie, że rzeczywiście po meczu ciężko nie było spotkać choć jednego zawodnika w skrzydle. Na szczęście nieczęsto zdarzało się by obrażenia były bardzo poważne. Na ogół wystarczyło kilka eliksirów, może zaklęć i uczeń wracał na noc do dormitorium.
Zaczęła się zastanawiać, czy może Peony martwi się, że jej syn będzie pragnął zostać graczem. Była w stanie ją zrozumieć. O ile jej własne obrażenia nigdy nie były przez nią traktowane poważnie, to czuła w głębi serca, że umierałaby ze zmartwienia gdyby jej dziecko miało się tak narażać. Sama siebie zaskoczyła tym jak zdecydowana była w tej kwestii, dopiero się przyzwyczajała do myśli o potomku.
Słysząc o ciekawej pracy pokręciła gwałtowni głową.
- Ostatnio siedzę przy biurku, nie jest to zbyt fascynujące - wzruszyła ramionami, ale uśmiech, który wciąż gościł na jej twarzy świadczył o tym, że jej to nie przeszkadza. Najważniejsze było, by nie narażała się na niebezpieczeństwo, zarówno w pracy jak i w Zakonie. Dlatego raczej brała udział w badaniach niż w akcjach.
Kiwnęła głową z ukontentowaniem, słysząc obietnicę obiadu. Może i w tej chwili nie była głodna, ale coś czuła, że gdy tylko wrócą, sytuacja się zmieni i będzie gotowa zjeść wszystko co znajdzie się w zasięgu rąk. Zdziwiona uniosła brwi na wieść, że Carter stołował się u Peony. Nie zauważyła tego, być może nie zwracała uwagi, a może po prostu nie robił tego w ciągu tych dni kiedy już zamieszkała na Overbury Avenue.
Nie przerwała ich rozmowy, ale z ciekawością słuchała przekomarzań. Nie znała sytuacji Sproutów, nie wiedziała gdzie podziewa się ojciec chłopca. Z tego wszystkiego zrozumiała, że najwyraźniej go nie ma. Z jeszcze większym podziwem patrzyła na kobietę, wiedząc, że wychowała tak dobrze swojego syna, nie mając właściwie żadnej pomocy.
Jej uwagę na chwilę odwróciła piękna akcja trolli, które uratowały swoją bramkę. Uznała, ze może powinna dać Peony i Carterowi trochę pola do rozmowy, wychyliła się więc w stronę małego Sprouta i zaczęła z nim rozmawiać na temat meczu i na bieżąco dyskutować o jego przebiegu.
Artis Finnleigh
Artis Finnleigh
Zawód : Auror
Wiek : 25
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 https://www.morsmordre.net/t3359-balou https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3411-skrytka-bankowa-nr-848#59024 https://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Re: Trybuny [odnośnik]23.10.16 21:50
- Dla Aurora to musi być zdecydowanie ciężkie do zniesienia. - powiedziała całkowicie rozumiejąc. Na pewno kobieta chciałaby robić coś więcej niż siedzieć nad papierkową robotą, ale widocznie nawet w takim zawodzie czasami nie ma co robić. Tak przynajmniej na daną chwile jej się wydawało. W końcu nie miała pojęcia czym może być spowodowane to, że blondynka nie działa aktywnie tylko zajmuje się sprawunkami aurorskimi zza biurka. - Ale nie chce życzyć Ci więcej fascynującej pracy, bo no niestety to łączy się z niebezpieczeństwem, a mój syndrom mamy mi na to nie pozwala. - dodała i uśmiechnęła się szeroko. Chciała dodać, że jak kiedyś będzie matką to to zrozumie, ale ugryzła się w język. I to dowód na to, że własnej intuicji naprawdę warto wierzyć. Naprawdę tak miała! Tą opiekuńczość w stosunku do ludzi zyskała właśnie dzięki macierzyństwie. Chociaż z drugiej strony to zawsze robiła za mamę. Nawet dla swojego rodzeństwa. Nawet wtedy, kiedy sama powinna być dzieckiem. Na słowa kuzyna parsknęła śmiechem. - Mam jednego fajnego sąsiada i nie… w takim znaczeniu jak myślisz. Boje się, że przestraszysz sąsiadki, ich dzieci, ich dzieci dzieci, a nawet ich zwierzęta. Jesteś strasznym człowiekiem, Carter. Nawet sowę mi ostatnio przestraszyłeś. - powiedziała unosząc brew, a jej mina mówiła „zrób coś z tym”. No dobra może nie tyle przestraszył co sowa niekoniecznie była gotowa oddać mu listy właścicielki domu pod jej nieobecność, ale to nie jej wina, że ma taką kochaną sowę. - Chyba tylko mojego syna nie przestraszyłeś, bo mnie też przestraszyłeś. - dodała i choć później ją to nawet rozbawiło to moment, w którym dowiedziała się, że to Raiowi jej syn zanosi domowe zapasy był dla niej chwilą grozy. Ileż to się mówi o tych czyhających na dzieci niebezpieczeństwach! Uśmiechnęła się i znowu wróciła do oglądania meczu. Ciekawe ile to miało jeszcze potrwać. Choć czuła się w ich towarzystwie dobrze i cieszyła się, że poznała Artis i choć liczył się w tym wszystkim tylko Nate i jego urodziny to naprawdę, ale naprawdę nie lubiła tej gry. Wyciągnęła z torebki paczkę czekoladowych żab i westchnęła widząc, że kilka z nich już zdążyło wyskoczyć jej z opakowania. Powinni je jakoś lepiej zabepieczać.


do not cry because it is over
smile because it happened

Peony Sprout
Peony Sprout
Zawód : własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout https://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 https://www.morsmordre.net/t4139-skrytka-bankowa-nr-856#82343 https://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
Re: Trybuny [odnośnik]24.10.16 0:05
- Uuu. To może kiedyś go poznam czy to też zakazane, mamo? - rzucił w stronę kuzynki z pełnymi ustami drażetek. W pewnym momencie podskoczył, gdy jednak wybuchła mu tuż przed nosem. Nate zaśmiał się zaraz też zamykając sobie usta dłonią, by nie wyjść na niewychowanego, ale zamiast tego Raiden zaserwował mu porządną porcję łaskotek. Zaraz jednak odgarnął lekko przydługawą krzywkę na bok i zerknął ponownie na Peony, która najwidoczniej odezwała się do niego większą ilością słów niż dotychczas. Cóż za przemiana. Ciekawe czy mówiła prawdę z tym sąsiadem. Co zabawne Carter znał go dość dobrze i zapewne nie spodziewałby się, że człowiek, który potrzebował od niego pomocy był tym tajemniczym mężczyzną. Cóż. Poprawniej należało mówić chłopcem. Bo Bertie właśnie nim był. - Wcale nie wystarczyłem - odpowiedział, prostując się, jednak nie puszczając Nate'a, którego głowę trzymał pod ramieniem, a chłopiec ciągle się śmiał. Chciał się wydostać z uścisku, ale słabo mu to wychodziło w porównaniu do niezbyt przejętego sprawą Raidena. W końcu jednak policjant lekko poluzował uchwyt, by młody zdołał wyciągnąć głowę i zadowolony z osiągnięcia wskazać na swojego prześladowcę palcem i powiedzieć, że przegrał. - No, tak! Merlinie uchowaj przed moim kolejnym wykroczeniem! - zawołał, unosząc ręce w geście poddaństwa.
Chwilę później chłopiec przesiadł się, by być między Carterem a Artis, która chyba zdobyła jego zainteresowanie, co wzbudzało w pewnym sensie lekkie ukłucie zazdrości. Bo przecież nikt nie mógł być fajniejszy od niego! Prawda? Przez chwilę oglądał mecz, aż zerknął na Peony, która pochwyciła jego spojrzenie i delikatnie się uśmiechnął. Zanim zadała pytanie z czego się szczerzy, uprzedził ją:
- Przypomniał mi się dzień referendum.
Ktoś obok niego zawył głośno, aż Raiden się odwrócił i rzucił, żeby kibic spuścił z tonu, ale ten się obruszył i zwyczajnie zszedł na dół drzeć się jeszcze głośniej. Wywrócił oczami i zajął się resztą jedzenia. W pewnym momencie kolejny wybuch ekscytacji przetoczył się przez ich trybuny. Zmarszczył lekko brwi i odwrócił się do Artis.
- Już cię poderwał? - spytał, patrząc z góry na małego Sprouta.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Trybuny - Page 3 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Trybuny [odnośnik]24.10.16 14:00
Pokiwała głową zgadzając się z Peony, ale zrobiła przy tym dziwną minę, na szczęście ledwo widoczną. Kuzynka Cartera była wyjątkowo przenikliwą kobietą. Podobno to normalne kiedy zostaje się rodzicem, ale Artis naprawdę przerażało jak zupełnie przypadkiem byłaby w stanie się wygadać. Tak po prostu, wyszłoby w rozmowie. Z jakiegoś powodu nie spodziewałaby się po Peony oceniania, a właśnie zrozumienia, choć nawet kiedy to sobie uświadomiła, brzmiało w jej głowie idiotycznie. Nie nauczyła się jeszcze ufać ludziom do tego stopnia, co było takiego w tej kobiecie? Na szczęście Carter zajął ją rozmową, a Macmillan mogła przestać martwić się swoim ewentualnym gadulstwem. Nie, żeby mówiła dużo, więcej potrafiła przemilczeć niż powiedzieć, ale to jak łato jej przychodziło prowadzenie konwersacji z obojgiem Sproutów było poważnym przełomem.
Nate zwrócił jej uwagę na miotłę jednego z zawodników, rozpoczęli więc ożywioną dyskusję na temat jej zalet i wad. Zdołali omówić chyba każdą miotłę widoczną na boisku, kiedy zmienili temat na samą grę. Była szczerze zaskoczona wiedzą chłopca i tym, jak dobrze im się rozmawiała. Dlatego właśnie, kiedy usłyszała pytanie Cartera, roześmiała się w głos.
- Myślę, że jesteśmy bratnimi duszami - mrugnęła do młodego - Nie jesteś mi już potrzebny, wiesz? - zażartowała, nie mogła jednak znów sięgnąć po jego rękę, dzielił ich mały Sprout. Zamiast tego wyciągnęła ją za nim i pogładziła delikatnie plecy Raidena.
- Poczekam aż osiągnie pełnoletność i weźmiemy ślub - dodała już niemal zwijając się ze śmiechu. Pokręciła w końcu głową słysząc protesty Nate'a - Koniec żartów? - spytała z uśmiechem, na co chłopiec przesiadł się spomiędzy niej i Cartera bliżej swojej mamy i pokazał jej ukradkiem język.
- Widzisz, nasz związek rozwija się świetnie - szepnęła przysuwając się bliżej policjanta i tym razem łapiąc go za rękę. Sama siebie zaskoczyła tym, jak swobodnie się czuła i jak często się śmiała. Mogła z powodzeniem stwierdzić, że to jeden z lepszych dni w jej życiu.
Artis Finnleigh
Artis Finnleigh
Zawód : Auror
Wiek : 25
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 https://www.morsmordre.net/t3359-balou https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3411-skrytka-bankowa-nr-848#59024 https://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Re: Trybuny [odnośnik]24.10.16 15:13
Nie chciałam już marnować czasu na słowne pastwienie się nad wątpliwymi umiejętnościami Parkinsona, skupiłam uwagę na reszcie zawodników, zostawiając jej trochę dla Lyry, stojącej obok mnie i z zapałem śledzącej poczynania swojego męża. To była prawdziwie rodzinna wycieczka do Puddlemere i niezmiernie mi się ona podobała. Po ostatnich wydarzeniach należało nam się trochę swobody i dobrej zabawy, bo szara codzienność tylko czekała, by nas dopaść.
- Pomyśl tylko, że najdłuższy w historii mecz trwał trzy miesiące – zachichotałam, chociaż na dobrą sprawę nie wyobrażałam sobie, by i dzisiejszy miał trwać choćby kilkanaście godzin. Były to w końcu amatorskie potyczki nikt nie bawiłby się w wieczne szukanie znicza kosztem zdrowia czy honoru. A przynajmniej taką miałam nadzieję.
Obserwowałam sylwetki śmigające w powietrzu i ściskałam rękę Lyry za każdym razem, gdy to Glaucus przejmował kafla. Niesamowite, że mogłam tę radość dzielić z kimś, kto cieszył się tak samo, jak ja.
- Kominek, herbata… Lyro, nie używaj tych magicznych słów, gdy tak tu stoimy i mokniemy, bo jeszcze stracimy zapał i pobiegniemy do domu na ciasto – to było bardzo niebezpieczne, kusić mnie łakociami i wizją siedzenia przed kominkiem do samego rana, zwłaszcza w tak dobrym towarzystwie.
O właśnie, o wilku mowa, towarzystwa zaczęło nam przybywać. Obok nas pojawiła się kolejna postać w szczelnie zapiętym płaszczu, wesołym tonem witająca się z moją rudowłosą koleżanką. Wychyliłam głowę, ciekawa przybysza, obdarzyłam go też ciepłym uśmiechem gdy okazało się, że kojarzę go z widzenia.
- Ależ oczywiście, słyszałam same dobre rzeczy o Waszym szkolnym duecie – przywitałam się z młodym Ollivanderem, a jego słowa o meczu tylko mnie podjudziły – Chętnie przyjmę ten zakład! Wygrają Trolle, bez dwóch zdań – zamiłowanie do wszelkich zakładów mogło odbić mi się po kieszeni, jednak w tej chwili byłam bardzo pewna swego.
A jakby na potwierdzenie moich słów Glaucus popisał się właśnie niesamowitym zagraniem!
- Widzieliście to?! – chyba aż zakrzyknęłam, podekscytowana zadzierając głowę do góry – Tak ograć profesjonalistkę! – na dodatek z mojej ulubionej drużyny, ale o tym już nie wspominałam. Na tych trybunach istniała rywalizacja jedynie między kibicami Trolli i Gnomów, nie było sensu rzucać nazw profesjonalnych drużyn i wszczynać kłótni.
- Ale pogoda robi się taka, że kremowe piwo po meczu chyba nie wystarczy – nie wypowiedziałam nazwy ognistego trunku na głos, ale moi towarzysze wiedzieli chyba, co mam na myśli. Nie miałabym też nic przeciwko towarzystwu Titusa, gdyby Lyra zdecydowała się go zaprosić, ale tę decyzję pozostawiałam jej.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Trybuny [odnośnik]25.10.16 16:40
Na słowa kuzyna wywróciła oczami. Oczywiście, że stwierdzenie „fajny sąsiad” ma dla niego tylko jedno znaczenie. - Uuu… - zaczęła tym samym mało przenikliwym tonem co on. - … możesz zacząć chodzić po Dolinie i wypytywać ludzi o mojego fajnego sąsiada. Ode mnie się nic nie dowiesz, Carter. - odpowiednio zaakcentowała wypowiedziane słowa i uśmiechnęła się szeroko z nutką złośliwości. Bądźmy ludźmi! Naprawdę myślał, że mogłaby sobie ot tak szybko znaleźć kogokolwiek? To już nie było takie proste. Teraz musiała myśleć o dwóch osobach, a nie tylko o sobie. Zresztą po tym co przeżyła niełatwo jej było spojrzeć na innego mężczyznę bez rosnącego nie tyle przerażenia co dystansu. Chyba na kolejne niewypowiedziane „a nie mówiłem” nie miała ochoty. A przynajmniej tak teraz jej się wydawało. Widząc jak Nate zaciekle próbuje się wyrwać z uścisku wujka zaśmiała się. - Nie martw się skarbie. Jak będziesz tak stary jak wujek to poradzisz sobie bez większego wysiłku. - powiedziała. Dla matki zobaczenie w oczach dziecka szczęścia jest najważniejszą rzeczą. Ważne aby widzieć je nie tylko w takich momentach jak ten, ale także w normalnych dniach i Peony mogła z ulgą powiedzieć, że widziała w małym to co raz częściej. Uśmiechnęła się widząc jak mężczyzna unosi ręce w obronnym geście. Dalej nie do końca rozumiała jak to się stało, że ta dwójka tak dobrze się dogadała. Przecież wiedziała, że jej malec nie należy do najbardziej ufnych na ziemi. A jednak. Wyszczerz na ustach mężczyzny lekko ją zdezorientował. Słysząc o czym mówi parsknęła śmiechem. - Przyznaj się, Rai… zapisałeś sobie w kalendarzu ten dzień jako pierwszy, w którym byłam dla Ciebie miła? - zapytała unosząc brew. To było dziwne. Naprawdę dziwne. Przecież zwykle nie dogadywali się w niczym. A może właśnie dogadywali się, ale nie mogli znaleźć tego złotego środka. Spojrzała na debatującego z Artis Nate'a. Ucieszyła się, że młody ma z kim porozmawiać na temat Quidditcha bo przecież Piwką nie mógł sobie tak rozmawiać o miotłach, bo ona kompletnie nie miała o nich pojęcia. Słysząc odpowiedź kobiety skierowaną w stronę Cartera pokiwała palcem z matczyną uwagą. - Uważaj, uważaj… ja wszystko słyszę. - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko. - Trochę za wcześnie na szukanie synowej. - dodała z zamyśleniem. Matko… ona będzie kiedyś teściową!


do not cry because it is over
smile because it happened

Peony Sprout
Peony Sprout
Zawód : własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout https://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 https://www.morsmordre.net/t4139-skrytka-bankowa-nr-856#82343 https://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
Re: Trybuny [odnośnik]28.10.16 16:44
- Zdrajca - mruknął Raiden, patrząc na Nate'a szeroko otwartymi oczami. Ten najwidoczniej nieco zlękniony słowami Artis i jak również spojrzeniem Cartera, szybko uciekł z daleka od blondynki. Serdecznie rozbawiło to nie tylko Macmillan, ale również i jego. Obserwował jak malec wytyka język do dziewczyny, po czym szybko zareagował:
- Tak to żadnej nie zdobędziesz, młody.
Spojrzał na niego z ukosa, unosząc brwi i przekrzywiając głowę. Zupełnie jakby szukał potwierdzenia u syna Peony. Ona w sumie też była zajęta dzieckiem, a nie oglądaniem meczu, który w ogóle jej nie wciągnął. Co innego Raidena. Ale on zrzucał to na fakt, że na boisku znajdowała się jego siostra i on miał obowiązek jej kibicować. I to tak żarliwie, że praktycznie zapomniał o tym, że miał quidditch za głupią grę. Zaraz jednak jego uwagę od Nate'a i gry odwróciła Artis, gdy znowu znalazła się tuż przy jego boku i odnajdując jego dłoń. Carter spojrzał na nią pytająco, zupełnie jakby zaskoczyło go jej zachowanie, chociaż oczywistym było, że wcale nie. W tej samej chwili fala ekscytacji przeszła przez tłum, a Raiden po prostu schylił się i pocałował blondynkę dość długo i głęboko. Dookoła nich ludzie się cieszyli z najwidoczniej dobrego zagrania, ale on był w swoim świecie. Szkoda, że nie mógł powiedzieć o dziecku Peony, chociaż nigdy się nie dogadywali. I zapewne powiedziałaby mu parę rzeczy o tym jak to on nie zna życia i nie patrzy na konsekwencje. A on by się tym nie przejął jak tysiące razy wcześniej. Zapomniał o kuzynce i przez chwilę po prostu skupił się na towarzyszącej mu kobiecie. Gdy się odsunął, oparł czoło o jej i mruknął do niej ponownie:
- Jak stoimy z punktami?


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again



Ostatnio zmieniony przez Raiden Carter dnia 28.10.16 22:03, w całości zmieniany 1 raz
Raiden Carter
Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Trybuny - Page 3 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377

Strona 3 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Trybuny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach