Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Niebieski las
AutorWiadomość

Niebieski las

Niebieski las jest stosunkowo niewielkim, lecz wyjątkowo malowniczym zakątkiem ulokowanym gdzieś na południu Anglii. Wiosną jego dno porastają tysiące niebieskich dzwonków, skąd też wzięła się potoczna nazwa tego lasu. Miejsce to jest bardzo ciche i rzadko uczęszczane, wydaje się idealną lokacją dla artystów poszukujących inspiracji i spokoju, jednakże nie tylko artystyczne dusze znajdą tutaj coś dla siebie – w lesie, oprócz wszechobecnych dzwonków, można znaleźć także inne rośliny, w tym również zioła przydatne do warzenia eliksirów. Z tego powodu miejsce często przyciąga alchemików i zielarzy, którzy odwiedzają las poszukując ingrediencji. Najlepszą porą na zbiory jest wiosna i lato, lecz i w inne pory roku można znaleźć tutaj coś interesującego lub przynajmniej spędzić miły dzień na łonie natury.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

|z ruin

Z Yorku przeniósł się już w bardziej znane sobie miejsce. Niebieski las w Peak District nie można było pomylić z niczym innym nawet w nocy. Niebieski kolor dosłownie wyłaniał się jakby z ciemności, emanując dziwnym blaskiem. Morgoth nigdy nie przepadał za tym miejscem, ale musiał przyznać, że w tej chwili prezentowało się naprawdę... Magicznie. Skrzywił się lekko, czując irytację tą teleportacyjną czkawką. Doskonale wiedział, że to zapewne nie koniec podróży, chociaż zawsze mógł mieć nadzieję. Interesujące, że wylądował wcześniej w miejscu, gdzie spędzał tak dużo czasu z Majesty. Czy było to jakieś powiązanie? Peak District było jego miejscem pracy, dlatego może podświadomie się tutaj przeniósł, ale z Carrow nie widział się tak długo... Na moment jakby zupełnie zapomniał o tym, że jest mu zimno, że stoi w nocy pośrodku lasu, ale dzisiejsza przypadłość nie dała mu o sobie zapomnieć.
- Na Merli... - nie dokończył, gdy zniknął już trzeci raz w mrokach.

|zt



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : 13
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390

Powrót do góry Go down

|3 kwiecień

Nareszcie nadeszła wiosna i choć to maj był wyczekiwaną przez nią porą roku, to z kwietnia cieszyła się równie mocno. Lubi zimę z wielu powodów. Między innymi jest to krajobraz, czy aura, którą roztacza. Niestety w tym okresie przez całe jej życie przytrafiło jej się tak wiele złych chwil, że teraz z uśmiechem wita wiosnę.
Na tym ponurym świecie jednak żyje osóbka, która jeszcze bardziej cieszy się z powrotu tej pory roku. To właśnie teraz wszystko budzi się ponownie do życia. Rośliny i zwierzęta wybudzają się z zimowego letargu aby móc ponownie cieszyć jej syna. 
Chłopiec był już starszy, a Bagna go ograniczały. Jej brat ma rację. Powinna dać mu więcej swobody. Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Tobias za zaledwie kilka lat trafi do Hogwartu. Powinien więcej czasu spędzać z rówieśnikami i oczywiście spędzać ze swoją matką jak najwięcej czasu poza Fenland. Póki jeszcze mogli, póki jeszcze mieli czas.
Niebieski las jest tak nazywany nie bez powodu. Wszędobylskie dzwonki usłane wśród traw właśnie taki roztaczają przed osobami tu przychodzącymi krajobraz. Uśmiechnęła się kątem oka spoglądając na syna.
-Podoba ci się? - Zapytała już w pełni przenosząc wzrok na Tobiasa. Czasem aż ją zadziwia fakt jak bardzo jej syn jest podobny do swego ojca. Nie chodziło nawet o wygląd, co o charakter. Tak samo uparci, tak samo dobrzy i tak samo niesforni. Nie narzekała jednak. Oby Tobias nigdy się nie zmienił, a ta dziecięca iskra niech już na zawsze w nim pozostanie. 
To wszystko co się naokoło nich działo. Cała Anglia stoi teraz na głowie i ostatnią rzeczą jaką by chciała jest to aby ta cała sytuacja dosięgła Tobiasa. Lepiej aby chłopiec żył w nieświadomości jak bardzo ten świat potrafi być okrutny. Jak najdłużej się tylko da...


Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Rowan Yaxley
Rowan Yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Niebieski las 950bdbd896f0137f2643ae07dec0daf4
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley

Powrót do góry Go down

Tak! Wreszcie się uwolni od smrodu docierającego do jego nosa każdego wieczora. Nie za bardzo wiedział co się na tych bagnach każdej nocy wyprawia, ale nie był z tego powodu ani odrobinę zadowolony. Może to był test! Tak sobie zawsze mówił, że to był test na prawdziwego mężczyznę i prawdziwego Yaxleya.

Wooow! – Krzyknął pełnym zdumienia głosem widząc pojawiające się znad pagórka niebieskawe kwiatki tworzące najróżniejsze wzory. Jakie one były piękne! Błyskawicznie wypuścił ze swoich rąk Lucky'ego, który popędził przed siebie, a zaraz za nim Tobias, który jako pierwszy chciał dotknąć tych przepięknych roślinek i rozkoszować się ich zapachem. Szybkim ruchem zerwał jeden z kwiatuszków i włożył sobie go wręcz do nosa. – Ale ła... A PSIU. – Kichnął na cały głos, rzucając przed siebie przed chwilą zerwanego kwiatuszka. Szybko wytarł sobie nos lewą dłonią, a następnie spojrzał na swoją matkę i wesoło uśmiechnął się w jej kierunku.

Pięknie tutaj jest! Bajecznie wręcz – krzyknął do swojej rodzicielki, a następnie zakręcił się delikatnie na pięcie, aby móc szybciej wypatrzyć swojego kota, który już sobie znalazł odpowiednie miejsce pomiędzy fioletowymi kwiatuszkami. – Nie r... – Przecież jak mu powie to na pewno się ruszy. Szybko złapał się za buzię, aby nie wydukać nic więcej i wyciągnął powolnym ruchem aparat z tylnej kieszeni, a następnie powoli przybliżał się do swojej ofiary, aby móc lepiej ją uchwycić w obiektywie.
Gość
Anonymous
Gość

Powrót do góry Go down

Dobrze zdaje sobie sprawę, że Tobias nie przepada za bagnami. Niestety, oboje są tam uwięzieni. Jeśli tak teraz o tym myśli to chłopcu zapewne dużo bardziej spodobałoby się w Durham. Jedynie pozornie jest to mroczne miejsce, tak naprawdę ma dużo więcej barw niż bagien. A maki kwitnące w maju i okalające całe połacie pól... to był dopiero widok.
Słysząc krzyk chłopca nie mogła ukryć uśmiechu wykwitającego na jej ustach. Wiedziała, że mu się spodoba. Tak wiele rzeczy chciałaby mu jeszcze pokazać, tak wiele miejsc, a bała się, że nie zdąży, że zabraknie jej czasu. Dlatego też muszą brać to co mają. Pełnymi garściami.
Obserwowała przez jakiś czas kota, który manewrował między roślinami w poszukiwaniu dogodnego miejsca do leżakowania. Cieszyła się, że Tobias tak dobrze wywiązywał się z opieką nad kotem. To odpowiedzialne zadanie, które ma nadzieje czegoś go nauczy.
Widząc poczynania jej syna pokręciła głową wzdychając i podeszła trochę bliżej lawirując zupełnie tak jak kot wcześniej między roślinami nie chcąc zniszczyć żadnej z nich.
Zatrzymała się nagle zauważając jak Tobias sięga po aparat i skrada się w stronę kota aby zrobić mu zdjęcie. Nie miała wątpliwości, ze mały sierściuch dobrze zdaje sobie sprawę ze zbliżającego się w jego kierunku chłopca, ale po prostu nic sobie z tego nie robi dalej leżąc wygonie na trawie i grzejąc się w słońcu. 
Zbliżyła się do jednego z drzew opierając się o niego plecami i wciąż obserwując poczynania młodzieńca. 
-Chciałabym abyś był równie zaangażowany w trakcie nauki etykiety, co teraz. - Musiała sobie ponarzekać oczywiście. Zwierzęta, szermierka, fotografia, zielarstwo, latanie na miotle to wychodziło mu całkiem dobrze. Niestety do nauk etykiety, czy historii magii nie podchodził już z tak wielkim zaangażowaniem.


Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Rowan Yaxley
Rowan Yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Niebieski las 950bdbd896f0137f2643ae07dec0daf4
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley

Powrót do góry Go down

Kucnął pomiędzy dzwonecznikami, aby lepiej uchwycić swojego kociaka i przez kolejne kilka sekund bawił się ujęciem. Kompletnie nie wiedział czym różni się jedno położenie aparatu od drugiego, ale widział na różnych bankietach, że znani fotografowie tak robią. To on też musi tego spróbować! Wyciągnąwszy delikatnie język na wierzch, bo to dodawało niewiarygodnego skupienia, wreszcie mógł przystąpić do naciśnięcia przycisku. Tylko teraz nic nie zepsuj... Przeleciało mu szybko przez myśl, a już po chwili pomiędzy kotem a Tobiasem, ujrzeć można było niewielki błysk światła i wylatującą z dziury fotografię.

Haha, mam Ciebie! – Krzyknął do zwierzaka, a złapawszy mocno fotografię, podskoczył na równe nogi i zaczął ją podziwiać z uśmiechem na ustach. – Byłem niczym ofiara i Ciebie złapałem, Lucky! – Ym... ofiara... Roześmiał się ze swojej głupoty, bo przecież to jakoś inaczej chyba szło. A w sumie to nie było takie ważne. Schował szybkim ruchem aparat do kieszeni, a z fotografią w łapce zaczął biec czym prędzej w kierunku swojej rodzicielki, która gdy tylko się koło niej pojawił, musiała rzucić swoją kąśliwą uwagę. Znowu to samo...

Etykietka jest w domu, mamo. A tutaj mamy drzewa i lasy! Może zamieszkamy tutaj? Byłoby fajnie! – Uśmiechnął się w jej kierunku i dopiero po chwili przypomniał sobie o celu, w którym musiał się niestety pofatygować do swojej mamy. Błyskawicznie wysunął prawą rękę do przodu pokazując mamie czarno-białą fotografię, na której Lucky podgryzał jeden z kwiatków. Może akurat ten go wyjątkowo zdenerwował... Czasami Tobias się zastanawiał czy przypadkiem nie wziął do domu psa, który najchętniej zjadłby wszystkie jego zabawki. – Popatrz jak ładnie tutaj wyszedł! A jeszcze niedawno był taki mały! W sumie dalej do wielkich nie należy, ale już jest taki większy. No ale i tak mógłby być jeszcze bardziej wielkszy. – Może tymi swoimi dziwnymi przemyśleniami odwiedzie mamę od zbędnego gadania o sytuacji w domu?
Gość
Anonymous
Gość

Powrót do góry Go down

Cieszy ją fakt, że chłopiec interesuje się tak wieloma rzeczami. Choć szczerze mówiąc fotografia ją nieco zdziwiła. Nie sądziła początkowo, że jej syn mógłby być estetą. Z drugiej jednak strony, tak jak na przykład teraz zachwycony jest otaczającym go światem. Podziwia kolory, cieszy się promykami słońca rozgrzewającymi skórę, wchłania wygląd i odczucia jakie przynosi otoczenie ciesząc się małymi rzeczami. Jest to godne pozazdroszczenia. 
-Niczym drapieżnik Tobiasie. - Poprawiła syna uśmiechając się lekko. Czy jej syn potrafiłby być naprawdę drapieżnikiem? Być subtelny, szybki, przebiegły, zaatakować z zaskoczenia, bez litości. Nie wyobraża sobie go takiego. Nie chce aby kiedykolwiek musiał być taki. Oczywiście, nie pragnie dla niego również losu ofiary. W tym przypadku potrzebne jest coś pomiędzy. Równowaga.
-Teraz to ty mnie pouczasz?- Zapytała rozbawiona kierując swój wzrok na fotografię trzymaną kurczowo w dłoni przez Tobiasa. Była ładna. Kot na niej co chwilę zmieniał pozycję głowy aby móc podgryźć nieszczęsny kwiatek z każdej strony, widoczny był też lekki ruch trawy oraz kwiatów rosnących naokoło małej bestii.
-Bardzo dobre zdjęcie. -Nie chwaliła nigdy Tobiasa bez powodu. Nie popierała tego typu wychowania, gdyż już nieraz mogła zaobserwować jego efekty. Butne, narcystyczne i zuchwałe dzieciaki. Na pochwałę trzeba sobie jednak zapracować, tak samo jak i na sukces. Dlatego też dzieci już od najmłodszych lat powinny się uczyć, że to co osiągną mogą zawdzięczać jedynie sobie.
-Musisz je pokazać wujkowi. -Najwyraźniej nie tylko pasja do quidditcha łączyła jej syna z Craigiem, ale również ta do kotów.
-Będzie większy, o to nie musisz się martwić. -Uniosła dłoń i przeczesała blond włosy syna lekko je mierzwiąc. - Nie licz jednak, że urośnie do rozmiarów pantery, bo mógłbyś się rozczarować. 


Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Rowan Yaxley
Rowan Yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Niebieski las 950bdbd896f0137f2643ae07dec0daf4
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley

Powrót do góry Go down

Nie miał żadnych planów na ten ładnie rozpoczęty dzień. Chciał jedynie pobiegać po lesie, co nie zdarzało mu się ostatnio często. Praca w Ministerstwie Magii przy biurku nie była zbyt ekscytująca, a do tego na poziomie czwartym w Departamencie Kontroli Nad Magicznymi Stworzenia na złość nie było ostatnio ruchu. Tak to mógł przynajmniej popatrzeć na ludzi na korytarzu, ale nawet i to było mu odebrane. No, cóż. Biuro Przemieszczania Skrzatów Domowych nie cieszyło się wieloma sprawami. Dlatego nie dziwne, że jego pracownicy w liczbie trzech umierali z nudów, czekając na cokolwiek. Nawet sufit wydawał się ciekawy, gdy cały dzień nikt do nich nie przyszedł. Arnold podskoczył dosłownie, gdy pewna zgrabna kobieta zapukała do jego biura i rozejrzała z zainteresowaniem. Dopiero gdy spojrzała na niego i marnie prezentujące się wnętrze, wykrzywiła lekko usta i zmarszczyła brwi. Dopiero po chwili spytała się czy to aby przypadkiem nie jest Biuro Doradztwa w Zwalczaniu Szkodników. Musiał obejść się smakiem i poinformować, że ów miejsce znajduje się po przeciwnej stronie korytarza. Nawet te paskudne robaki miały milszą pracę od niego. Każda minuta dłużyła się tam jak wieczność, a sekunda niczym dekada. Nic dziwnego że potrafili w połowie dnia zamknąć Biuro i nikt tego nawet nie zauważył. Dlatego zrobił dzisiaj coś szalonego. W ogóle nie zjawił się w pracy! Serce szalało mu w klatce piersiowej, gdy unosił się nad wejściem do Ministerstwa Magii i wciąż miał wątpliwości czy się tam wybrać czy uciec. Mały koliber machał skrzydełkami z charakterystycznym dźwiękiem przez dłuższą chwilę, aż zobaczył na dole młodą kobietę, która wsiadła do taksówki i skierowała się na obrzeża. Jako czarodziej pochodzenia mugolskiego Arnold doskonale znał ten świat, dlatego znał wszystko co się z nim wiązało. Taksówki również. Kobieta tak go zaciekawiła swoją urodą, że poleciał za nią. Nie miał pojęcia jak to się stało, ale zgubił ją po drodze i wyleciał o wiele dalej niż zamierzał. I tak nie było poco wracać. Musiał jednak odetchnąć przed zwiedzaniem. Usiadł w pięknym miejscu na gałęzi drzewa i obserwował dwójkę osób pod sobą. Matka z synem. Myślał, że nie dostrzegą tak małej istoty, ale mylił się. Chłopiec dostrzegł nietypowego ptaka i zaczął coś do niego krzyczeć. Arnold jednak był zbyt zmęczony, by odlecieć, więc musiał tam zostać.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Niebieski las 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Doceniała chwile takie jak te. Rzadko mogła spędzać z synem czas sam na sam... tak naprawdę sam na sam. Zawsze ktoś obok nich był. To przechodnie, sprzedawczyni w sklepie, teściowie, Craig, służący... teraz byli tu razem, tylko ona i on. Oglądali kwiaty, wygrzewali się w słońcu, które starało się przecisnąć przez korony drzew, pozwalali rozwiewać swoje włosy delikatnemu wiatru. Chciałaby, aby jej syn już zawsze czuł taki spokój. Niestety, czasy były niepewne, Ministerstwo słabe, czarodzieje podzieleni. Cień kolejnej wojny wisiał nad nimi wszystkimi. A czego pragnie każda matka? Aby jej dziecko było bezpiecznie. Czy ukryte wśród bagien takie właśnie było? Miała nadzieje, że tak. Fenland to trudne tereny, zresztą rodzinę Yaxley chronią trolle i w dodatku rodzina siebie nawzajem. Jeśli jej syn ma być gdzieś bezpieczny, to właśnie tam.
Będzie musiała pomówić z Craigiem... to o czym rozmawiali niedawno mocno ją zaniepokoiło. Brakuje jej jeszcze tego, aby on się w coś wpakował. Jej brat czasem naprawdę był sto razy gorszy i mniej odpowiedzialny od Tobiasa. Poza tym musi mu jeszcze powtórzyć słowa matki. Raczej nie będzie zadowolony z faktu, że jego kawalerskich lat pomału dobiega kres. Jako szlachetnie urodzony czarodziej musiał się z tym liczyć i w końcu nadszedł czas, gdy będzie musiał spełnić swą powinność. Czy tego chce, czy nie...
Jej potok myśli przerwał głęboki wdech Tobiasa. Spojrzała na chłopca, aby zobaczyć co wywołało w nim taką reakcję.
- Popatrz mamo, jaki dziwne stworzonko. Jaki jest on mały i kolorowy. To ptak? Wygląda bardziej jak owad. - Słysząc słowa syna przeniosła wzrok na wspomniane stworzonko.
Koliber? Niemożliwe. Te ptaki nie występują na terenie "Starego Świata". A przynajmniej nie w sposób naturalny. W takim razie... Nie czekając dłużej wyrwała się, aby stanąć przed Tobiasem mogąc go zasłonić i skierowała różdżkę w małe zwierzątko, które prawdopodobnie nim nie było. Nie miała pewności. Nie mogła jej mieć, ale lepiej dmuchać na zimne. Animag obserwujący ją i jej syna? Po co? Niczym nikomu się nie naraziła... a przynajmniej nic jej o tym nie wiadomo.
- Veritas Claro - Wypowiedziała inkarnacje, a zaklęcie pomknęło w kierunku małego ptaszka.


Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Rowan Yaxley
Rowan Yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Niebieski las 950bdbd896f0137f2643ae07dec0daf4
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley

Powrót do góry Go down

Nie rozumiał dziwnego zachowania kobiety. Wyglądała jakby co najmniej mały ptaszek miał zadziobać tego chłopca na śmierć. Ale jak to mówił dziadek Archiego kto broi, ten się boi. Tak. Była w tym pewna mądrość, której wiele osób nie rozumiało. Przecież nie chciał zrobić nic strasznego. Po prostu trafił na to miejsce zupełnym przypadkiem. Szczególnie że tajemnicza kobieta z taksówki, rozpłynęła się w powietrzu. To za nią poleciał, to ją chciał znaleźć. Nie tą dwójkę. Zresztą komu on się tłumaczył? Samemu sobie? Pięknie. Jeszcze rozdwojenia jaźni mu brakowało do tego wszystkiego. Gdy chłopiec się odezwał, Archibald zaśpiewał po ptasiemu w jego kierunku:
- Owad? Lepiej niech ktoś cię nauczy gatunków ptaków, młody człowieku!
Jeszcze będą obrażać tak wspaniałe stworzenia jak kolibry i nazywali owadem. Nie był żadnym podrzędnym robakiem! W jego rodzinie dziadek, który był czarodziejem miał patronusa w takiej formie. Archibald mógł być tylko dumny z tego, że jako animag przybrał taką formę. Nie był żadnym groźnym psem czy zabójczym wężem, ale był szybki i wszędzie się wcisnął. Zaraz jednak musiał zareagować na skok kobiety. I po co te nerwy? Chciał jedynie odpocząć, a zamiast tego ciskano w niego zaklęciami! Serce, które i tak pracowało na wysokich obrotach, przyspieszyło, powodując tym samym, że Arnold odchylił się i spadł z gałęzi. Nie przemienił się w czasie spadania tylko potwornie się połamał. Miał nadzieję, że upadek nie spowodował żadnych okropnych obrażeń, szczególnie że był daleko od domu i musiał się do niego jakoś dostać. Bolało go jednak skrzydło i nóżka przez co nie mógł się oderwać od ziemi. Zamiast tego zaraz podbiegło do niego coś ogromnego i wyciągnęło w jego stronę ręce.
- Zostaw mnie! - krzyknął, starając się zbiec, ale wiedział, że dziecko go nie rozumiało. Ani jego matka, chociaż czy pod tym zaklęciem również go rozumiała? - Chciałem odpocząć, a ty mnie zrzucasz z drzewa! - krzyczał dalej, uciekając ile sił w tych drobnych ptasich nóżkach. Rannych do tego. To było paskudne. Przebijał się jak szalony między trawą, chcąc jak najszybciej zniknąć z pola widzenia.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Niebieski las 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Niestety jej zaklęcie chybiło, a mały ptaszek chcąc się ratować spadł na ziemie. Zapewne wolałby być teraz kotem. W tej formie był bezbronny. Tobias nie czekając dłużej podbiegł do ptaka, aby mu pomóc nie rozumiejąc dlaczego matka chciałaby skrzywdzić to stworzenie. Będzie musiała mu to wytłumaczyć.
Zanim ptak był wstanie zbiec zdążyła złapać ze stworzeniem kontakt wzrokowy i wypowiedzieć szybkie legilimens. Nie szukała emocji, czy wspomnień z nie wiadomo jak odległej przeszłości, chciała odkryć jego obecne myśli. I odkryła. Równie szybko co weszła do jego umysłu, tak samo z niego wyszła. Skoro legilimencja jej się udała nie zostawia to już chyba żadnych wątpliwości, że osoba ta, a raczej ten mężczyzna faktycznie jest animagiem. Na szczęście żadna z jego myśli nie wskazywałaby na jakieś niegodziwe powódki dlaczego się stu znalazł. Westchnęła krocząc pomału za ptakiem wymierzając w niego ponownie różdżkę, wypowiadając przy tym inkarnacje.
- Fractura Texta. - Tym razem zaklęcie trafiło w cel, który nie był obecnie w stanie robić szybkich uników. Choć tyle może dla niego zrobić. W rzeczywistości jego los nie powinien jej obchodzić, ale to w końcu z jej winy jest w takim stanie, w jakim jest. Powinna choć trochę wziąć odpowiedzialności za to.
- Chodź Tobiasie. - Odwróciła się w kierunku syna, aby zaraz później podejść do niego i dotykając jego ramienia. Jego mina nie wskazywała w żadnym stopniu na to, że zrozumiał co tu się właśnie wydarzyło. Jakoś to ją nie powinno dziwić, chłopak nie wiedział nawet, że jego matka jest legilimentką.
- Nic tu po nas. - Stwierdziła odchodząc i nie oglądając się za siebie. Tobias przez chwile stał w miejscu zerkając to raz na ptaszka skrytego w zaroślach, to raz na odchodzącą matkę.
- Nic mu nie będzie? - Zapytał doganiając ją i krocząc teraz przy jej boku.
- Nic. - Odpowiedziała zwięźle wciąż patrząc przed siebie. Ostrożność to najlepsza forma obrony. Jeśli ktoś jej nie zachowuje jest po prostu głupcem i prędzej, czy później skończy marnie.

|zt


Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Rowan Yaxley
Rowan Yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Niebieski las 950bdbd896f0137f2643ae07dec0daf4
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley

Powrót do góry Go down

Pisnął. Pisnął jak każde cierpiące zwierzę. Czuł rozrywający mu wnętrze ból, a przy okazji również obecność w swojej głowie kogoś, kogo tam nie chciał. Rozpalony pręt wbijał mu się w mózg przez nos i nie chciał wyjść. Niech przestanie! Niech odejdzie i skończy to wszystko! Jak on nienawidził legilimencji... Jeszcze chwila i skończy jako szaleniec, któremu wydaje się, że mrówki wchodzą mu przez ucho do wnętrza czaszki. Wił się przy okazji na podłożu, pragnąc jedynie skrócenia tego cierpienia i wrócenia do domu. Po co on się tutaj w ogóle pojawiał?! Kretyn! Głupiec! Trzeba było pójść do pracy i siedzieć tam i się nudzić. Ale jednak ominęłaby go ta interakcja z paskudną kobietą i jej niedouczonym dzieciakiem. Proszę cię. Przestań! Nie wiesz jak bardzo to boli, krzyczał na tyle na ile jego delikatny głosik mógł pozwolić drobnemu jak koliber zwierzątku. Gdyby mógł, zapewne by płakał i łkał. Tak to jedynie mógł się wić pod paskudnym zaklęciem, które wpełzało mu do umysłu i wyszarpywało wspomnienia. Jego wspomnienia! Nikt nie powinien tam zaglądać, bo myśli należały tylko do danej osoby. Czy ta ruda pryka byłaby zadowolona, gdyby ktoś tak jej szalał w głowie?! I w pewnym momencie wszystko się skończyło, chociaż ból jeszcze miał szaleć w tym drobnym ciałku. Archie był na tyle przytomny, by dostrzec przed nosem wciąż wyciągniętą w jego kierunku różdżkę i gdy chciał zbiec, wiedźma wypowiedziała zaklęcie. Nie! Nie chcę już żadnej magii! Zostaw mnie!, zaćwierkał. Usłyszał jednak coś, co brzmiało jak leczenie, ale gdyby mógł, uniknąłby takiej pomocy. Warta tyle samo, ile maniery tej kobiety i jej rozwydrzonego dzieciaka.
W końcu jednak odeszli. Zniknęli z tego pięknego lasku, który stał się równocześnie jego zgubą. Leżał jeszcze długi czas, patrząc się w niebo nad głową i próbując się uspokoić. Dość. Na pewno miał jeszcze tu zostać, aż nie przestanie mu się kręcić świat... Paskudna decyzja, paskudne spotkanie paskudnych ludzi. Eh... A trzeba było pójść do pracy.

|zt


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Niebieski las 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

To był maj1 maja 1956 roku
Postać A: Tej nocy, z kwietnia na maj, na niebie grzmiało wiele wyładowań, choć nie wyglądały na zwykłe wyładowania atmosferyczne. Nagle dostrzegłaś pajęczynę splecionych błyskawic, które pochłonęły wszystko w okół ciebie; uderzyły w pomieszczenie, w którym się znajdowałaś lub otoczyły cię na zewnątrz. Znalazłaś się w samym centrum dziwnego zdarzenia, nie miałaś szans na ucieczkę - wpierw poczułaś przeszywający ból, dopiero potem utraciłaś przytomność. Ktoś musi cię ocucić.
Obrażenia: oparzenia (120) od czarnej magii

Postać B: To działo się w nocy, z kwietnia na maj. Musiałeś zasnąć, to wyglądało jak sen: dziwne obrazy, symbole, widoki z przeszłości i twarze martwych dziś ludzi, których kiedyś znałeś; początkowo pogodni, spokojni, po chwili - rozerwani na strzępy przez niewidzialny wybuch, pośrodku którego się znajdowałeś. Mimowolnie obejrzałeś się wokół siebie, stałeś w nicości, która nagle zaczynała się spłaszczać - i miażdżyć cię. Obudziłeś się daleko od miejsca, w którym tamtego dnia spałeś.
Obrażenia: psychiczne (40) od czarnej magii, tłuczone (40) od czarnej magii
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Coś było mocno nie tak, a po chwili znalazłem się w zupełnie innym miejscu. W międzyczasie widziałem pochód ludzi z mojej przeszłości. Przechodził koło mnie mój ojciec Uśmiechał się. Nie widziałem go takim od lat, czasem już nawet nie mogłem przypomnieć sobie jego twarzy. A teraz stał przede mną dziwnie pogodny, spokojny, jakby ukontentowany faktem, że od prawie czterdziestu lat jego zebrane resztki gniją pod marmurową płytą głęboko w ziemi. Za nim była moja matka z ciepłym uśmiechem na ustach, który dla odmiany pamiętałem doskonale. Pełen uwielbienia i łagodności. Teraz to widziałem, zawsze patrzyła na mnie jakbym był całym jej światem, coś lśniło wtedy w jej wiecznie nieprzeniknionych oczach. Był też Corentin. Taki, jaki pamiętałem go z młodych lat. Wyniosły, pewny siebie, opanowany, ale jego twarz wykrzywiała się w lekkim, przyjaznym grymasie. Nie wiem czy ktokolwiek inny potrafiłby wyczuć tę różnicę, na pewno nie nikt obcy, ale ja znałem go od tak wczesnego dzieciństwa, że widziałem, że jego też cieszyło spotkanie. Śniłem o Eilse stojącej u boku brata. Młodej, dużo młodszej niż wówczas, gdy widziałem ją po raz ostatni. Opierała się o ramię Corentina i obdarzyła mnie jednym powłóczystym, wszystkowiedzącym spojrzeniem zanim poszła dalej ciągnąc Rosera za sobą. Alexandra poznałem dopiero po śmiechu. Wyłowiłem jego jasne włosy z tłumu maszerujących ludzi. Przechodzili w chaotycznym tańcu mieszając się między sobą. Między twarzami starych znajomych dostrzegłem także oblicza synów. Vasyl i Graham szli ramię w ramię dyskutując o czymś zawzięcie. Na mój widok przerwali rozmowę i pomachali mi z uśmiechami na twarzach. A potem wrócili do toczonej dyskusji. Wszystko to było czymś tak drastycznie innym od snów, jakie zwykle miewałem. Nie było śladu Tower, żadnych wyrzutów, spojrzeń przepełnionych nienawiścią. Nie było śmierci. Do czasu, gdy nagle wszystko wybuchło. Wszyscy ci ludzie uśmiechający się z radością na mój widok przestali istnieć w jednej chwili. Rozpadli się w przerażającej eksplozji, której zdawałem się być przyczyną. Stałem pośrodku niczego. Nie było więcej uśmiechów, machania dłońmi, nie było łagodnych spojrzeń i iskierek w oczach. Nie było nawet ciemności. To był pustka, wielkie nic, które próbowało pochłonąć i mnie. Nie rozpadałem się, ja się kurczyłem, zapadałem do środka, traciłem oddech. Aż wreszcie się obudziłem. Leżałem na trawie, czułem mocną woń kwiatów wypełniającą nozdrza. Byłem obolały. Spróbowałem usiąść, ale zawroty głowy szybko położyły kres moim szalonym wysiłkom. Dopiero po chwili, gdy mroczki zniknęły mi sprzed oczy dałem radę się podnieść. Byłem w lesie, przede mną rozciągał się dywan z kwiatów. Nie byłem pewien ich nazwy, ale znałem je na tyle dobrze, by nie wpadać w panikę. Gdziekolwiek mnie przeniosło, cokolwiek się stało, ktokolwiek to zrobił, nie trafiłem w miejsce, w którym mógłbym sobie nie poradzić. Dopiero po chwili zwróciłem uwagę na bezwładne ciało leżące nieopodal. W zasięgu wzroku nie było nikogo więcej. Podniosłem się na nogi i otrzepałem z resztek trawy, która wczepiła się w moją szatę. Na wszelki wypadek upewniłem się, że mam ze sobą różdżkę. Postawiłem kilka chwiejnych kroków zanim zacząłem poruszać się ze swobodą. Czułem się słaby i obity, ale nie było ze mną bardzo źle. A w każdym razie, bywałem w gorszym stanie. Klęknąłem przy bezwładnym ciele, sprawdzając oddech przypadkowego towarzysza. A może wcale nie tak przypadkowego, jak sądziłem. Przeszukałem dokładnie wszystkie kieszenie rekwirując różdżkę i chowając ją do wewnętrznej kieszeni szaty. A potem potrząsnąłem lekko ramię nieprzytomnej osoby.
- Żyjesz? - Mruknąłem przyglądając się uważnie twarzy, czekając na pierwsze oznaki wybudzenia.
Ignotus Mulciber
Ignotus Mulciber
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza
Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512

Powrót do góry Go down

Tamtej nocy wróciła bardzo późno. Razem z panią Findley pochylały się nad chłopcem, który doznał poważnego złamania, a później cicho dyskutowały nad tym, co miało miejsce przed kilkoma dniami w szkole, tak by nikt ich nie usłyszał. Poppy starała się brzmieć na zaskoczoną, lecz głównie po prostu milczała. Pani Findley oznajmiła, że musi się położyć i spodziewała się, że Poppy skorzysta z drugiego, przeznaczonego dla niej łóżka - lecz nie chciała tego zrobić. Nie chciała zostać w zamku na noc, nie dzisiaj. Bezszelestnie przemierzała korytarze zamku, później błonia, noc była paskudna. A może po prostu działo się ostatnio zbyt wiele złych rzeczy i wszystko wokół jawiło jej się gorszym, niż w istocie było? Minęła bramy Hogwartu, zaklęcia ochronne tu nie działały, obróciła się więc w miejscu i osunęła w nicość. Poczuła pod stopami chonik i nagle... zrobiło się jasno. Niebo raz po raz roziskrzały błyskawice, choć wcale nie padało. Czarodzieje zamieszkujący jej kamienicę stali w oknach przyglądając się temu dziwnemu zjawisku. Poppy czuła, że coś jest nie tak, to nie było naturalne. Szybko przemknęła przez próg, przemierzyła schody i dotarła do swojego mieszkania. Poczuła się tu bardziej bezpieczna. Pragnęła położyć się do łóżka i spróbować zasnąć, zrobiła krok w kierunku sypialni, lecz usłyszała przeraźliwe miauknięcie. Winnie siedział na parapecie za oknem i płakał po kociemu. Często wygrzewał się w słońcu na parapecie, rano musiała go nie zauważyć, gdy zamykała. Poczuła się winna i natychmiast podbiegła do okna, by otworzyć je na roścież. Winnie natychmiast czmychnął, wpadł do mieszkania i zniknął z zadziwiającą zwinnością jak na tak grubego kota. Poppy spojrzała w niebo... a potem zobaczyła. Pajęczynę błyskawic, które splotły się nie naturalne i nagle zaczęły mknąć w jej kierunku. Chciała cofnąć się o krok, lecz były szybsze, szybsze niż cokolwiek innego, niż światło, nie podołałaby takiej sile. Ból był oszałamiający, a potem... potem była już tylko ciemność.
Żyjesz?
Chyba słyszała czyiś głos. Sama nie wiedziała. Miała wrażenie, że nie żyje. Przez chwilę nie czuła nic jakby dryfowała w bezdennej, zimnej toni. To było na swój sposób dobre uczucie, choć przerażające - nie czuła jednak lęku. Nic właściwie nie czuła, dopóki nie została dotknięta. Wtedy do przytomności przywrócił ją ból. Ból okrutny, dojmujący, przenikający aż do kości. Jęknęła głośno, mimowolnie, nie otwarła jeszcze oczu. Czuła, że poranione ma całe ciało, nie potrafiła jeszcze sklasyfikować tego bólu, wiedziała, że cierpienie jest przerażająco realne.
Rozchyliła powieki, spróbowała się poruszyć, choć czuła się słaba, bardzo słaba i obolała. Nie miała pojęcia co się stało, gdzie jest, kim jest ten człowiek? Czy to on był przyczyną jej stanu? Czy to on ją skrzywdził?
-K-kim jesteś? C-co się stało? G-gdzie jesteśmy? - wydusiła z siebie cicho, z najwyższym trudem, bo nawet mówienie sprawiało ból.



Żywotność: 84/204, kara: -30
Poppy Pomfrey
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 36
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 23 1, 2, 3 ... 12 ... 23  Next

Niebieski las

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach