Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Niebieski las
AutorWiadomość
Niebieski las [odnośnik]04.12.16 0:48
First topic message reminder :

Niebieski las

Niebieski las jest stosunkowo niewielkim, lecz wyjątkowo malowniczym zakątkiem ulokowanym gdzieś na południu Anglii. Wiosną jego dno porastają tysiące niebieskich dzwonków, skąd też wzięła się potoczna nazwa tego lasu. Miejsce to jest bardzo ciche i rzadko uczęszczane, wydaje się idealną lokacją dla artystów poszukujących inspiracji i spokoju, jednakże nie tylko artystyczne dusze znajdą tutaj coś dla siebie – w lesie, oprócz wszechobecnych dzwonków, można znaleźć także inne rośliny, w tym również zioła przydatne do warzenia eliksirów. Z tego powodu miejsce często przyciąga alchemików i zielarzy, którzy odwiedzają las poszukując ingrediencji. Najlepszą porą na zbiory jest wiosna i lato, lecz i w inne pory roku można znaleźć tutaj coś interesującego lub przynajmniej spędzić miły dzień na łonie natury.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Niebieski las [odnośnik]17.08.17 23:26
Patrzyłem na budzącą się kobietę. Nie miałem już wątpliwości co do jej płci. Wyglądała na znacznie słabszą niż ja. Uważnie przyglądałem się próbując ocenić zagrożenie. Ale nie wyglądało na to, żeby była w jakikolwiek sposób dla mnie niebezpieczna. Trzymałem jej różdżkę coraz bardziej wątpiąc w to, że jej zabranie miało jakikolwiek sens. Sam mogłem czuć się lepiej, ale i tak było ze mną zdecydowanie lepiej.
- Na które pytanie mam odpowiedzieć najpierw? - Oparłem się o pień jednego z rosnących w okolicy drzew i osunąłem się na ziemię ciągle rozmyślając o koszmarze, który mnie nawiedził. Przywykłem do tego, że prześladowały mnie po nocach. Czaiły się po wewnętrznej stronie moich powiek za każdym razem, gdy zamykałem oczy. Te wizje były jednak inne. I pomimo ich okrutnego końca, były przyjemne. Przerażające, ale wywoływały dziwną nostalgię, do której nie byłem przyzwyczajony. Twarze ludzi z przeszłości wciąż były świeże, kiedy przypatrywałem się tej obcej, znajdującej się tuż naprzeciw mnie.
- Upuściłaś różdżkę - wyciągnąłem w jej kierunku kawałek drewna, który jeszcze przed chwilą jej odebrałem. Po dokonaniu jednak szybkiego rachunku zysków i strat oraz wszelkich możliwych zagrożeń, doszedłem do jedynego słusznego wniosku, kobieta nie mogła zrobić mi krzywdy w swoim obecnym stanie. Pomijając oczywisty fakt, że...
- Nie próbowałbym tylko czarowania na twoim miejscu.
...Nikt nie wiedział, co dokładnie się stało. Nie wyglądało na to, żeby nieznajoma miała jakiekolwiek odpowiedzi. Wizje, nagłe znalezienie się daleko od miejsca, w którym byłem chwilę wcześniej, potężna, mroczna siła, którą porównać mogłem tylko z jednym. Czarny Pan. Ze wszystkich ludzi, o jakich mogłem pomyśleć, był obecnie jedyną osobą, która mogłaby cokolwiek rozjaśnić. Nieprzytomna kobieta nie mogła równać się z nim ani wiedzą, ani potęgą. Mroczna magia, którą wszak potrafiłem rozpoznawać całkiem nieźle, musiała pochodzić z jakiegoś znacznie groźniejszego i silniejszego źródła. Jakimś zrządzeniem losu, jego kpiną utknęliśmy razem w lesie pełnym dziwnych kwiatków. Czekałem nieruchomo aż poradzi sobie ze wstawaniem i odbierze swoją różdżkę z mojej niedbale wyciągniętej dłoni. Ani na chwilę jednak nie spuściłem jej z oczu, cały czas świdrując ją wzrokiem w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby zostać uznane za zagrożenie. Nie zwykłem nie doceniać przeciwników. A kobieta wszak zawsze mogła okazać się po prostu potężnym czarnoksiężnikiem w wybitnym kamuflażu. Miałem nadzieję, że nie stał przede mną Czarny Pan sprawdzający moją czujność. Test mógłby wypaść niezbyt pomyślnie. Mroczny Znak na przedramieniu jednak nie zachowywał się inaczej, jak zwykł czynić to w jego obecności. Może jednak pozory tym razem wcale nie myliły.
Ignotus Mulciber
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
Re: Niebieski las [odnośnik]27.08.17 21:59
Poppy Pomfrey z całą pewnością nie wyglądała na groźną. Była niewysoka, bardzo szczupła, by nie powiedzieć wręcz chuda, twarz także miała łagodną - i wciąż miała na sobie pielęgniarską szatę w barwach bieli i białej czerwieni. Zresztą: wyglądała teraz na tak udręczoną i zranioną, że nie miałaby jak uczynić mu krzywdy, nawet gdyby pozory miały w tym przypadku mylić. W szacie gdzieniegdzie miała dziury, zwłaszcza na ramionach, rękach i dłoniach. Rozległe poparzenia piekły niemiłosiernie, sprawiały fizyczny ból tak dotkliwy, jakiego jeszcze nie zaznała. Wiedzieć jak bardzo może boleć, to jedno, przekonać się o tym na własnej skórze to już drugie.
-Pie-pierwsze - powiedziała, jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie, nie potrafiąc jednako nawet ukryć zdziwienia.
W pierwszej chwili jęła odczuwać niepokój. Odpowiedź była w jej mniemaniu dziwna; normalny czarodziej po prostu by się przedstawił. W obecnych okolicznościach wszystko zdawało się jej podejrzane - czy to mogła być jego sprawka, że się tu znalazła? Nie mogła oprzeć się jednak wrażeniu, że żaden czarodziej nie dysponuje tak potężną siłą magiczną; a zresztą - jaki miałby cel, by zranić akurat ją?
On także zdawał się skonfundowany, a ponadto oddał jej różdżkę. Gdyby miał niecne zamiary, najpewniej by ją zatrzymał dla siebie, tak dla bezpieczeństwa. Oddaliła od siebie podejrzenia wobec czarodzieja, siedzącego pod drzewem, ganiąc się za nie w myślach.
-Dziękuję. Je-jestem Poppy - powiedziała już nieco mocniejszym głosem.
Z trudem wyciągnęła po różdżkę rękę, lecz dosięgnęła niej i ujęła wierzbowe drewno w palce; poczuła delikatne mrowienie w opuszkach. Różdżka odnalazła swojego właściciela.
-Cóż za ironia losu - powiedziała cicho, słabym, zbolałym głosem, próbując podnieść się do pozycji siedzącej. Było to nader trudne, bo plecy także miała poparzone; nie mogła oprzeć się wrażeniu, że każdy cal jej skóry był poraniony i z każdym uderzeniem serca znowu jej o tym przypominał -Być uzdrowicielem i nie móc uleczyć własnych ran.
Było ciemno, nie widziała prawie nic, prócz cienia sylwetki mężczyzny pod drzewem, blask rzucany przez gwiazdy był zbyt wątły, by dostrzec jego twarz - bądź własne rany. Musiała widzieć jak bardzo jest źle, dlatego wyszeptała: -Lumos!
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Re: Niebieski las [odnośnik]27.08.17 21:59
The member 'Poppy Pomfrey' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :
Niebieski las - Page 2 NV7c0Tq
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Niebieski las [odnośnik]10.10.17 23:28
Fakt, że byłem w lepszej kondycji niż moja niespodziewana towarzyszka niedoli był pewnym pokrzepieniem. Nie czerpałem może przyjemności z oglądania jej w stanie, w którym pewnie wolałaby nigdy się nie znaleźć, ale to, że to ona potrzebowała pomocy, a nie ja był pocieszający. W końcu mogliśmy znaleźć się w innej, odwróconej sytuacji. A tego naprawdę wolałbym nie doświadczyć.
- Raczej nie mieliśmy przyjemności - zgodnie z prośbą zająłem się odpowiadaniem na pierwsze z postawionych pytań. Przez chwilę warzyłem w myślach, którym imieniem powinienem się przedstawić. - Ignotus Mulciber - ostatecznie zdecydowałem się na prawdziwą tożsamość. Szansa, że młoda kobieta będzie pamiętała proces sprzed czasów, gdy była na świecie uznałem za równie wielką jak możliwość, że nad nami, wśród gwiazd krąży mały, chiński imbryczek. Innymi słowy, za bliską zeru, na tyle mało prawdopodobną, że wręcz nieistniejącą. Poppy była więc niegroźna z każdej strony. Skinąłem głową, ciągle nieco zdezorientowany, ale przede wszystkim zmęczony, więc w tym krótkim geście trudno dopatrzeć się było jakiejkolwiek gracji czy wyjątkowej grzeczności. Nawet jeśli w zamiarze gest miał wyglądać miło. Szczególnie, że była medykiem. Nawet jeśli w jej stanie nie była zdolna pomóc mi w czymkolwiek, zawsze mogłem trafić gorzej. Na przykład na aurora. Uzdrowiciel brzmiał znacznie lepiej.
- Nie wiem, co się stało ani gdzie jesteśmy - rzeczowym tonem zabrałem się do rozwiewania pozostałych wątpliwości, kiedy to moja towarzyszka zabrała się za próbę oświetlenia okolicy. Jej różdżka rozjarzyła się światłem, w którym mogłem wreszcie zobaczyć dokładnie, jak wyglądała. I utwierdzić się w przekonaniu, że była niegroźna. Poppy, nieco śmieszne imię, brzmiące bardziej jak zdrobnienie niż pełne miano, zdawało się pasować do jej wyglądu. Może to jedynie siła sugestii, a może rzeczywiście przypominała mak. Najpierw pobieżnie przyjrzałem się jej. Dopiero potem otoczeniu. Nie potrafiłem powiedzieć, gdzie się znajdowaliśmy. Było niebiesko. Podtrzymując się o pień drzewa stanąłem wreszcie na nogach i przy świetle lumosa spróbowałem dostrzec cokolwiek. Poza jednak błękitem na ziemi, otaczała nas ciemność i cisza. O tyle dobrze, że najwyraźniej nie kryły się tu żadne niebezpieczne stworzenia, nagła jasność nie wywołała większego poruszenia w lesie. Sądząc po ilości widocznych drzew, nawet na tak nielicznym obszarze, jaki oświetliło zaklęcie, z pewnością w jakimś byliśmy.
- Wszystko dobrze? - Upewniłem się mniej z dobroci sera, a bardziej z ciekawości, jak korzystanie z magii wpłynęło na małą uzdrowicielkę Poppy. Jeśli miało jej jakoś zaszkodzić, sam wolałem tego jeszcze nie próbować. Biorąc jednak pod uwagę, że dalej nie wiedziałem, gdzie jestem, coraz bardziej przeczuwałem, że może się to okazać konieczne. Cały czas starałem się dojrzeć coś, cokolwiek, co podpowie mi, gdzie jesteśmy. Nasłuchiwałem też odgłosów lasu licząc na to, że jeśli jednak zbudziliśmy jakiegoś smoka albo jednorożca, zorientuję się zanim nas zaatakuje. W razie potrzeby nie wahałbym się ani chwili, poświęciłbym życie Poppy, by ratować własne. Wolałem jednak oszczędzić sobie stresujących przeżyć. Martwe oczy z koszmaru ciągle mnie prześladowały śledząc każdy mój krok, czając się tuż za kręgiem światła. Nie chciałem dokładać im kolejnych, czyhających na chwilę mojej nieuwagi potworów.
- Jeśli dasz radę, powinniśmy iść - wróciłem błądzącym dotychczas po otoczeniu wzrokiem do uzdrowicielki.
Ignotus Mulciber
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
Re: Niebieski las [odnośnik]11.10.17 23:07
Skinęła mu głową, choć jeszcze mógł tego nie widzieć w mroku. Nie mylił się - jego nazwisko nie mówiło jej absolutnie nic. Ani nie miała do czynienia z aktami dawnych spraw, ani historia procesów Wizengamotu jej nie interesowała, do Nokturnu nawet się nie zbliżała - Poppy nie miała pojęcia kim jest ów mężczyzna, lecz jej naiwne, dobre serce, wolało wierzyć, że nie jest dla niej zagrożeniem. Tak łatwiej było oswoić się z tą sytuacją.
-Wró-wróciłam z pracy, otworzyłam okno, by wpuścić kota, a wtedy... - zaczęła cicho -Wtedy znikąd pojawiły się błyskawice, choć niebo było czyste i one... sięgnęły po mnie, jakkolwiek by to nie brzmiało. Wydarły mnie z domu, a potem... Obudziłam się tutaj. To było... przerażające.
Ledwie machnęła różdżką, wypowiadając najprostsze zaklęcie - a poczuła kolejną falę bólu. Nie mającego nic wspólnego z ranami po czarnomagicznych oparzeniach, lecz również niezwykle bolesnego. Czuła się tak, jakby ktoś zaciskał wokół jej czaszki stalową obręcz, coraz mocniej i mocniej niczym w okrutnej torturze. Gdyby tylko była w stanie skupić myśli, może i doszłaby do wniosku, że mogła to być jedynie upiorna migrena - lecz w tym momencie wszystko zdawało się jej podejrzane i dziwaczne. Była przekonana, że kolejny atak bólu miał związek z siłą, która porwała ją z mieszkanie - jednakże po chwili, ze zdziwieniem zauważyła, że towarzysz niedoli nie krzywi się z bólu, w przeciwieństwie do niej samej.
-Nie - wyznała szczerze Poppy. Nie potrafiła kłamać, to jedna, a drugie - była przekonana, że mężczyzna pyta z troski; nie powinni zatajać przed sobą podobnych faktów, jeśli chcieli się stąd wydostać -[b[To głupie, ale... ale przez chwilę miałam wrażenie, że to moja własna magia... Obróciła się przeciwko mnie...[/b] - powiedziała cicho kobieta, zmieszana i zawstydzona tym jednocześnie.
Co się, na sto piorunów, działo tej nocy?
Ból jął się rozmywać, przynajmniej ból głowy, pulsował jedynie przy skroniach, które potarła palcami, chcąc ulżyć sobie nieco.
-Muszę dać - bąknęła uzdrowicielka, z trudem dźwigając się na nogi. Zachwiała się, lecz utrzymała równowagę. Szatę miała gdzieniegdzie podartą i wszędzie brudną, a z dziur wyglądały paskudne oparzenia. Czuła niewyobrażalny ból przy każdym kroku, który postawiła zaczynając za nim iść i nie potrafiła powstrzymać się od syknięcia.
Szła za nim, a raczej - dreptała, próbując dotrzymać mu kroku. Nie chciała zostać tu sama - niebieski las zdawał się przyjemnym miejscem, nawet nocą, lecz w obecnej sytuacji, okolicznościach, jakie ich tu sprowadziły - była mocno wystraszona. Lękała się także zwierząt, które mogły tu na nich czyhać.
-Znajdźmy... Znajdźmy jakąś drogę. Spróbujemy wezwać Błędnego Rycerza... Nie jestem w stanie się teleportować... Ty lepiej także tego nie rób, jeśli nie chcesz zostawić tu kawałka siebie. - zaproponowała nieśmiało.
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Re: Niebieski las [odnośnik]14.10.17 22:32
Słuchałem uważnie opowieści uzdrowicielki, choć starałem się to robić z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Ułatwiał mi to panujący wokół mrok tylko nieco rozgoniony zaklęciem Poppy. Sam nie widziałem, co się stało. Musiałem zasnąć nad szkicem. Zdarzało mi się to całkiem często, sen nadchodził nagle, łapiąc mnie nieraz w najmniej spodziewanym momencie. A wraz z nim przychodziły koszmary. Zwykle takie same. Ciasne, odbierające dech w piersiach, ciemne pomieszczenia, głosy wszystkich, na których mi zależało i spojrzenia pełne wyrzutu. Może dlatego nie potrafiłem do końca otrząsnąć się z tej wizji, w której początkowo wszystko zdawało się być tak idealnie dobre. Jakbym wreszcie zapadł w sen, z którego po raz pierwszy odkąd pamiętam mógłbym obudzić się niechętnie. Nie lubiłem spać. Z przyjemnością skupiłem się na słowach uzdrowicielki Poppy. Niewiele mi póki co potrafiły powiedzieć. Zdarzyło się coś dziwnego. Coś, co wyrwało nas z łóżek i przeniosło daleko od domów. Magia, jakaś potężna jej emanacja, której nie potrafiłem nazwać ani rozpoznać.
- Gdzie mieszkasz? - Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że pytanie nie było najlepiej zadane. Zagubiony w swoich myślach, rozkojarzony niedawnym zdarzeniem bardziej niż mi się wydawało, straciłem nad sobą doskonałe opanowanie.
- To znaczy - uśmiechnąłem się lekko, przepraszająco, nieszczerze. - Zastanawiam się, na ile ma to związek z miejscem, w jakim się znajdowaliśmy, jak duże było... pole rażenia - wyjaśniłem zachowując ten sam ton. - Cokolwiek się nie stało z pewnością sięgnęło okolic Pokątnej, inaczej pewnie by mnie tu nie było.
Technicznie rzecz biorąc nie kłamałem. Technicznie rzecz biorąc. Nokturn wszak leży bardzo blisko Pokątnej, na której to żyje wielu czarodziejów. Powiedzenie pełnej prawdy było raczej nierozsądne, skoro chciałem dowiedzieć się od niej jak najwięcej. Może to wina słabego oświetlenia, ale kobieta naprawdę zdawała mi się ufać. Nie chciałem tego zmarnować, zdarzało się to rzadko.
- Potrzebujesz pomocy? - Obserwowałem jej nieporadne próby podniesienia się na nogi i nie czekając na jej odpowiedź, sam zdecydowałem, że tak. Złapałem ją pod ramię przejmując na siebie część jej ciężaru. Obtłuczone żebra zaprotestowały boleśnie, ale zignorowałem je, gdy pomału zaczęliśmy przesuwać się przed siebie.
- Wskaż mi - wyciągnąłem różdżkę, żeby nie zgubić się w ciemnościach i nie skończyć na błądzeniu w kółko. W słabym świetle lumosa starałem się odnaleźć ludzki ślady, wydeptaną ścieżkę, która doprowadziłaby nas bliżej jakiejś drogi. - Kominek też by się nadał - tylko gdzie my w środku lasu znajdziemy cokolwiek poza grzybami. Zastanowiłem się przez chwilę nad słowami kobiety, na które nie miałem jeszcze odpowiedzi, więc chwilowo postanowiłem je zignorować. Magia zwracająca się przeciwko niej. To by wiele tłumaczyło, tylko... dlaczego? Nie miało to żadnego sensu, jakiś atak? Może Czarny Pan o czymś nas nie poinformował? Albo Zakon Feniksa był potężniejszy niż się początkowo zdawało? A może to wszystko sprawa Gellerta Grindelwalda? Nic raczej nie wskazywało na to, że zdołam rozwikłać choć jedną zagadkę, porzuciłem więc na razie rozmyślania i skupiłem się na gromadzeniu informacji be wnikliwej ich analizy. Kiedy dowiem się czegoś więcej, może okazać się to przydatne.
- Cokolwiek to było, całkiem prawdopodobne, że napiszą o tym w nowym podręczniku do historii - a przy odrobinie szczęścia nawet dożyjemy, by o tym przeczytać. Wystarczy, jeśli dotrzemy do kominka podłączonego do sieci Fiuu.
- Nie wiem czy teleportacja nie okaże się to konieczna - skończyłem z głupim optymizmem. Kominki nie pojawiają się w pniach, a drogi na gałęziach. Zastanowiłem się nad wszystkim dokładnie. Nie było co iść do Cassandry, skoro ja padłem ofiarą magii, ona te mogła. Ale wtedy Lysandra zostałaby sama. Właśnie, Lysandra. Nagle poczułem chęć jak najszybszego powrotu do Londynu. Mogłem to zrobić na dwa sposoby, teleportacją albo czarną mgłą. Drugi pomysł wydawał się bezpieczniejszy, jeśli czemuś miałbym ufać, to właśnie magii Czarnego Pana. Problemem była jednak Poppy, która mojej przemiany nie mogła widzieć.
- Potrzebujesz uzdrowiciela - zawyrokowałem tonem nieznoszącym sprzeciwu. Było to bardziej niż oczywiste. Podobnie jak to, że i mnie by jakiś nie zaszkodził. Ale przynajmniej sam byłem w stanie odzyskać przytomność. Mógłbym Poppy w prawdzie zostawić w lesie, żeby radziła sama sobie, ale nawet ja miewałem ludzkie odruchy. Poza tym, moja skromna wiedza na temat zielarstwa pozwalała przypuszczać, że maki nie radzą sobie zbyt dobrze osamotnione w podobnych okolicznościach. Nie zmieniało to jednak faktu, że były rzeczy ważniejsze od uzdrowicielki potrzebującej w tej chwili fachowej pomocy.
Ignotus Mulciber
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
Re: Niebieski las [odnośnik]14.10.17 22:32
The member 'Ignotus Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :
Niebieski las - Page 2 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Niebieski las [odnośnik]19.10.17 12:35
Żywotność: 64/204, kara: -40

-W Londynie - odrzekła od razu pielęgniarka, było to zgodne z prawdą, lecz jednako ostrożne. Londyn był przecież ogromny. -Och, dziękuję Ci - bąknęła Poppy, gdy mężczyzna po prostu ujął jej ramię i pomógł jej wstać. To było uprzejme z jego strony. Najpewniej było to z jej strony wielką naiwnością, lecz przecież oddał jej różdżkę i starał się pomóc - nie brała go za człowieka niebezpiecznego. Nie mogła powiedzieć, że już ufa, to przecież oczywiste, lecz nie zakładała najgorszego. Siła, która wyrwała ich z domów była tak potężna i nienaturalna, że wątpiła, aby to on był jej sprawcą. Nie wiedziała jak potężny musiałby to być czarodziej... a najpewniej czarnoksiężnik, aby dokonać czegoś podobnego.
Podążała za nim, mając nadzieję, że jego magia wskaże im właściwą drogę. Byli w bardzo złej sytuacji; a raczej: to ona była w bardzo złej sytuacji. Idąc chwiała się i krzywiła z bólu, czarnomagiczne oparzenia pulsowały bólem i nie dawały o sobie zapomnieć. Była pewna, że jeśli podejmie próbę teleportacji, skończy się to rozszczepieniem. Najbliższa latająca miotła mogła znajdować się kilkadziesiąt mil stąd, kominki nie pojawiają się znikąd, a ona świstoklika stworzyć nie potrafiła i sądziła, że gdyby tylko Ignotus podobne umiejętności posiadał - już by je wykorzystał, a jednak wciąż tu tkwili.
-Mam bardzo złe przeczucia - przyznała Poppy i zacisnęła usta. Może i przeczytają o tym w podręczniku o historii magii, może powstaną na temat tej nocy już niebawem kilkuset stronnicowe dzieła, lecz nie pocieszało to jej ani trochę. Wcale to nie znaczyło przecież, że owa emanacja magii była czymś dobrym. Bolesne oparzenia raz po raz przypominały o tym, że nie miała nic wspólnego z dobrem. Nie chciała jednak zdradzać swoich podejrzeń, a podejrzewała, że miał z tym coś wspólnego najpotężniejszy czarnoksiężnik ich czasów, którego oblicze musiała znosić w Hogwarcie i którego się lękała - czy Gellert Grindelwald podjął próbę zniszczeni czarodziejskiego świata?
-Być może masz rację - przyznała panna Pomfrey -Widziałam jednak już wiele i wolę na własnej skórze nie doświadczyć rozszczepienia. Jeśli Ty możesz... teleportuj się i wezwij pomoc. Ja... ja chyba wiem gdzie jesteśmy - uniosła wyżej różdżkę i rozejrzała się wkoło. Od kilku minut stąpali po miękkim dywanie z niebieskich dzwonków. Nie było to naturalne, by tak by było ich tak wiele i wszędzie -To chyba... Niebieski Las. Byłam tu kilka lat temu, ze znajomą zielarką
Nie uszli wiele, a Poppy zatrzymała się w miejscu i zacisnęła mocniej palce na różdżce.
-Teleportuj się, a ja będę szła, dopóki nie odnajdę drogi. Może czarodziejskie pogotowie ratunkowe dzięki Tobie odnajdzie mnie wcześniej. Spróbuję... spróbuję się chociaż znieczulić. Subsisto Dolorem - szepnęła, kierując koniec wierzbowego drewna na lewe przedramię. Musiała choćby uśmierzyć ból, by spróbować się stąd wydostać.
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Re: Niebieski las [odnośnik]19.10.17 12:35
The member 'Poppy Pomfrey' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 56

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Niebieski las - Page 2 NI6jqor
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Niebieski las [odnośnik]20.10.17 21:32
Nie interesowało mnie zaufanie małej uzdrowicielki. Ograniczone czy też pełne, naiwne czy też nie. Dowiedziałem się od niej wszystkiego, czego prawdopodobnie dowiedzieć się mogłem. Teraz gdy była niepotrzebna już do niczego zostawienie jej w ciemnym lesie mamiąc obietnicą rychłego powrotu z pomocą zdawało się całkiem racjonalnym wyjściem. Ale była majowa noc, która równie dobrze mogła okazać się snem. A jeśli tak, dla odmiany mogłem być dobrą wróżką. Potrzebowałem pomocy, na którą nie mogłem liczyć samodzielnie. Wysłanie uzdrowicieli z Munga do Niebieskiego Lasu nie wymagało wcale wiele.
- Postaraj się nie stracić przytomności do tego czasu - doradziłem sucho, puszczając jej ramię pomału, upewniając się, że nie upadnie, gdy tylko stać będzie na nogach samodzielnie. - Przyślę medyków - zapewniłem pustymi słowami. Równie dobrze mógłbym rozwiać się w powietrzu i nigdy nie dotrzeć do szpitala. Niechętnie w dodatku musiałem przyznać, że teleportacja jest szybsza od czarnej mgły. Zakończyłem zaklęcie wskazujące właściwy kierunek i odszedłem dwa kroki od panny Pomfrey. Dawno nie czułem się tak nieswojo z teleportacją. Ciągle miałem wrażenie jakbym śnił, kiedy jak przez mgłę dostrzegłem krew pod nosem kobiety. Magia nie działała. Nie tak, jak zawsze. A ja z całych sił starałem się nie dopuścić do głosu strachu. To możliwość korzystania z niej sprawiała, że byliśmy lepsi od mugoli. Ktoś, kto próbował nas jej pozbawić musiał być wart mniej od szczura. Przebłysk gniewu przemknął przez moje myśli znikając równie szybko jak się pojawił. Musiałem zachować spokój. To było to, co zawsze gwarantowało powodzenie w czarowaniu - skupienie.
- Poczekaj tu - rzuciłem jeszcze zanim machnąłem różdżką w znajomym geście mającym pozwolić mi natychmiast zniknąć z jednego miejsca i teleportować mnie w następne. Znajome szarpnięcie w brzuchu spowodowało dodatkowy ból żeber. Miałem ochotę kaszleć. Magia jednak zaczęła działać i w tym momencie jedyne, co mogłem zrobić, to się jej poddać.
Ignotus Mulciber
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
Re: Niebieski las [odnośnik]20.10.17 21:32
The member 'Ignotus Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :
Niebieski las - Page 2 Jg4za6S
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Niebieski las [odnośnik]03.11.17 13:47
Żywotność: 64/204, kara: -40


Wiara w ludzi najpewniej była ze strony Poppy zwyczajną głupotą. Bardzo niebezpieczne i naiwne posunięcie. Nie wiedziała, nie przypuszczała nawet, że człowiek, z którym wędrowała przez Niebieski Las był sługą tego, który przed dwoma dniami zamordował szefa Biura Aurorów. Naiwnie chciała wierzyć, że to dobry człowiek, przecież niejako jej pomógł i nie sprawiał wrażenia, że chciałby uczynić jej krzywdę. Chciała wierzyć, że ludzie z natury są dobrzy. Chciała wierzyć, że w każdym, nawet w najgorszym draniu, gdzieś na dnie serca jest cząstka dobra. Tak łatwiej było jej znosić rzeczywistość. Łatwiej było budzić się rano z taką wiarą i znów funkcjonować w takim świecie, choć wiedziała, że jest coraz bardziej szary i ponury. Bez tej naiwnej wiary najpewniej po prostu dawno już utraciłaby zmysły - po stracie rodziców, Charliego, po objęciu władzy nad Hogwartem przez Grindelwalda, po tym, co robiła z tym krajem szalona Minister. Uparcie trzymała się światła nadziei, że będzie lepiej, że niektórzy wkroczyli na złą ścieżkę, ale Zakon zdoła ich jeszcze z niej ściągnąć - i dzięki temu funkcjonowała.
Pod wpływem zaklęcia ból zniknął i wyprostowała się z ulgą. Wiedziała, że zaraz znów wróci, dwukrotnie mocniejszy, bo nagły i minie dłuższa chwila, nim do niego przywyknie, lecz może zdoła dojść do drogi... Mężczyzna się odsunął, gotów do teleportacji. Nie miała mu tego za złe, tak będzie lepiej. Wędrówka z nią przez las mogła go tylko osłabić, nie wiadomo co jeszcze na nich czyhało... Miała bardzo złe przeczucia, które prędko się sprawdziły. W blasku Lums dostrzegła nowe plamy pod odsłoniętą skórą... Poczuła coś ciepłego pod nosem. Uniosła drżącą dłoń i ujrzała świeżą, jasnoczerwoną krew. Jęła drżeć na całym ciele, nie z bólu, lecz strachu.
Posłała Ignotusowi ostatnie, przerażone spojrzenie, nim rozwiał się w powietrzu - i natychmiast pożałowała, że została sama. Z magią było coś absolutnie nie tak, nie była jej posłuszna, a wątpiła, by nagle straciła moc panowania nad tak prostymi zaklęciami. W głowie pielęgniarki pojawiały się coraz czarniejsze myśli.
Szła dalej. Lepiej będzie, jeśli dotrze do drogi, polany, czegokolwiek - ratownikom trudno będzie odnaleźć ją w ciemnym lesie. Zdecydowała się jednak od czasu do czasu wystrzelać czerwone, ostrzegawcze iskry wysoko w powietrze, z nadzieją, że je dostrzegą.
Znaleźli ją, gdy ból powrócił, a Poppy czuła, że zaraz straci przytomność. Ignotus Mulciber nie kłamał. Wezwał pomoc i wiedziała, że ma wobec niego dług wdzięczności.
Ratownicy przetransportowali Poppy do Szpitala św. Munga.

/zt
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Re: Niebieski las [odnośnik]09.11.18 20:35
25.08

Charlie wciągnęła brzuch, przeciskając się obok faceta z brzuchem tak wielkim, że wyglądał, jakby połknął piłkę plażową. Naprawdę ogromną piłkę plażową. Krok za krokiem, mijając coraz to dziwniejszych pasażerów pociągu – kobietę o włosach mierzących pół metra, która musiała uginać kolana, by nie zaczepić o sufit fryzurą, skaczące po korytarzu jak małe kangury, identyczne blondwłose trojaczki i papugę, która wyleciała z przedziału z krzykiem fiu fiu napad rabunkowy! fiu fiu!
Trzeba było skorzystać ze świstoklika... pomyślała ponuro Charlie, kiedy kolejny przedział, do którego zajrzeli, okazał się zapchany po brzegi.
- Jeśli nie ten, to żaden! – Dziewczyna wzniosła ręce do góry, nie mając jednak większej nadziei na miejsce siedzące. Odetchnęli z ulgą, gdy ostatni wagon okazał się mieć tylko jedno miejsce zajęte przez chrapiącego w kącie brodacza z czarną walizką na kolanach. Zajęli miejsca naprzeciwko siebie, przy oknie. Charlie rzuciła torebkę na siedzenie obok, po raz kolejny ciesząc się z tego, że magia tak bardzo ułatwia życie, pozwalając jej nie taszczyć ze sobą tysiąca walizek i walizeczek. Wszystko, co było potrzebne do przetrwania miała w niewielkich rozmiarów skórzanej aktówce na długim pasku.
- Będzie cudownie, zobaczysz! – zaczęła Charlie, obdarzając rozpartego w siedzeniu Johnny’ego najszerszym z uśmiechów. – Pokażę ci całą okolicę i mój ukochany domek na drzewie. Właściwie nikt oprócz ciebie i mojego starego przyjaciela go nie widział. Nie wpuszczałam tam nawet rodziców – zaśmiała się na wspomnienie nocy przespanych pod kocem, z herbatą w termosie i gwiazdami na niebie. Teraz herbaty miała po dziurki w nosie, a i domek pewnie zrobił się nieco mniejszy od tamtych czasów. No, ewentualnie Charlie troszkę większa. – A właśnie, poznasz moich rodziców! – zawołała, lecz zaraz zmarkotniała i przez kilka chwil milczała w zastanowieniu, zerkając niepewnie na uśmiechniętego Johnny’ego. Widziała, że cieszy się na myśl o nowym, nieznanym miejscu i ona też nie umiała ukryć radości, jednak coś ją martwiło…
Pani od wózka z jedzeniem zastukała w drzwi ich przedziału. Na widok słodkości oboje podskoczyli; małe dzieci obudziły się w nich na myśl o słodkich przyjemnościach. Wkrótce zasili kieszenie sprzedawczyni pokaźną sumką, kupując wszystkie słodyczce, jakie zawsze jedli w drodze do Hogwartu. Charlie trochę tak się czuła; jakby znowu tam jechała, żeby rozrabiać, łazić po drzewach i dokuczać nauczycielom, jednak gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że zamiast nauczycieli zastanie rodziców – rodziców narzekających, że wciąż jest sama.
- Johnny - zaczęła pomiędzy jednym kęsem czekoladowej żaby a drugim. – Moi rodzice są trochę… tradycyjni. – Nie była do końca pewna, czy to dobre określenie. – Oni sami pobrali się, jak byli jeszcze młodzi, więc według nich ja, powinnam już  c o   n a j m n i e j  mieć chłopaka. Zawsze suszą mi o to głowę, gdy wracam do domu – westchnęła, przewracając teatralnie oczami. – Ich pytania nie mają końca i trwają dokładnie od mojego pierwszego kroku w progu domu do ostatniego, gdy wyjeżdżam. Wiem, że chcą dla mnie jak najlepiej, ale mnie to po prostu męczy. Nie dają mi żyć! Mama potrafi nawet przyjść do mojego pokoju i wciskać mi jakieś głupie „miłosne” ziółka – Charlie zrobiła naburmuszoną minę i zamachała przed sobą rękami, jakby oczami wyobraźni widziała filiżankę i próbowała ją odepchnąć. – I tak pomyślałam, w związku z tym, że już ze mną jedziesz… może chciałbyś poudawać przez parę dni mojego chłopaka? – uśmiechnęła się prosząco, wiedząc jednak, jak głupio musi to wszystko brzmieć. Oczywiście, że brzmiało głupio! Rodzice zawsze stawiali ją w takich zawstydzających sytuacjach przy swoich znajomych, a teraz jeszcze ona sama musi stawiać się w niej przy swoim przyjacielu. Z ich powodu! – Oczywiście po wyjeździe zatelefonowałabym do mamy z okropną wiadomością, że rozstaliśmy się, bo we wspólnym życiu kolidowały nam inne drużyny quidditcha, odmienne poglądy na tresurę nieśmiałków i różne ulubione kolory skarpetek. Wszystkie znaki na niebie i ziemi po prostu wskazałyby na to, że nasz związek musiał tragicznie się rozpaść i bla bla bla… - Charlie parsknęła śmiechem. – Plusem byłoby to, że w czasie pobytu nie musielibyśmy wysłuchiwać świętych rad mamy pod moich adresem typu nakładaj maseczki nawilżające, wtedy twoja cera będzie zawsze promienna i atrakcyjna, słonko!
Gość
Anonymous
Gość
Re: Niebieski las [odnośnik]14.11.18 19:12
Uff! Opadłem ciężko na siedzenie przy oknie, tylko przelotem rzucając okiem na naszego trzeciego towarzysza. Zdawał się pogrążony w głębokim śnie, więc szybko powróciłem do obserwowania Charlie, szczególnie, że usta jej się nie zamykały. I ja czułem rosnące podekscytowanie. Odwiedziny w nowych miejscach zawsze tak na mnie działały; jeżeli o to chodzi wciąż byłem dzieciakiem, który nie mógł zasnąć w przeddzień wyjazdu...! Przekrzywiłem głowę na jedną stronę, gdy nagle zmarkotniała, ale zdążyłem jeno rozchylić usta, zanim w okienko naszego przedziału zastukała starszawa kobieta pchająca przed sobą wózek załadowany... właściwie wszystkim. Już niebawem to wszystko wylądowało w moich kieszeniach - czekoladowe żaby i kwaśne żelki, słodkie pałki i butelka piwa kremowego, którą otworzyłem z hukiem. Pociągnąłem sporego łyka, na nowo wbijając w dziewczynę bystre, błękitne oczęta. W milczeniu słuchałem wszystkiego, co miała mi do powiedzenia, a musiałem przyznać, że z każdym kolejnym słowem byłem coraz bardziej ciekawy propozycji, chociaż gdzieś w połowie monologu wiedziałem już czego się spodziewać. Radosny uśmiech wygiął moje usta, zaś obie brwi powędrowały ku górze, prawie ginąc w gąszczu splątanych loków. Przez krótką chwilę sprawiałem wrażenie kogoś, kto głęboko się nad czymś zastanawia, a wreszcie potrząsnąłem łepetyną.
- Właściwie to może być całkiem niezła zabawa. Czemu nie! Obiecuję, że będę najlepszym chłopakiem pod słońcem, kim mam być? Uzdrowicielem, pracownikiem ministerstwa? Aurorem? O, a może jakimś magicznym bożyszczem? Wschodzącą gwiazdą Quidditcha? Tegorocznym laureatem najbardziej czarującego uśmiechu według magazynu Czarownica?... - jak na zawołanie posłałem jej taki właśnie uśmiech - najbardziej czarujący ze wszystkich, a zaraz parsknąłem śmiechem. Od zawsze wchodziłem w różne role, udawałem i odgrywałem, właściwie talent do kłamstwa miałem we krwi, od małego także bardzo go pielęgnowałem. Nie bałem się więc odgrywać chłopaka Charlie; pytanie tylko, czy okażę się na tyle dobrym partnerem, by zadowolić jej rodziców? Cóż, czas pokaże! Uniosłem butelkę do ust, spijając kilka kolejnych łyków, a później zerknąłem za okno, na rozmyty świat, który wciąż zostawialiśmy za sobą. Jeśli już wcześniej czułem się podniecony ową wyprawą, to teraz wydawała mi się tym bardziej ekscytująca, a cała intryga wyjątkowo pociągająca. Niechaj pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie lubił intryg! No właśnie!... Reszta podróży minęła nam na przyjemnej rozmowie o wszystkim i niczym, na radosnych chichotach i wymianie słodyczami. Dotarliśmy na miejsce w mgnieniu oka. I dzięki za to Merlinowi! Lubiłem jazdę pociągiem, ale po trzeciej godzinie naprawdę zaczynała się dłużyć...




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Niebieski las [odnośnik]16.11.18 11:48
Charlie i Johnatan wysiedli z pociągu na małej stacji pośrodku niczego. Dzień chylił się ku końcowi; słońce prześwitywało przez gęsto posadzone drzewa, a temperatura spadła z upalnej do przyjemnie ciepłej.
Chociaż dróżka, którą podążali, ukryta była pośród krzaków i wysokich traw, Charlie doskonale ją znała i mogłaby podążać przed siebie z zamkniętymi oczami. W dzieciństwie przemierzała ją tysiące razy, nierzadko bawiąc się z podchody z Ryanem. Musnęła palcami korę jednego z drzew; wszystko tu przypominało jej o nim i chociaż były to szczęśliwe wspomnienia, wywoływały jakiś rodzaj bólu – mieszankę tęsknoty i niewymownego żalu. W drodze przez las Charlie niewiele mówiła, ale cieszyła się, że Johnny dotrzymuje jej towarzystwa; jego wesołe usposobienie i historie z podróży, o których opowiadał, zmuszały Charlie na skupieniu się na tu i teraz, za co była mu cichutko wdzięczna.
Wkrótce też dotarli do domku stojącego pośrodku lasu; dwupiętrowego, z czerwonej cegły i z kominem, jakby żywcem wyciętego z rysunku pięciolatka. Charlie uśmiechnęła się na widok ogrodzenia z białych sztachet; gdy była mała nigdy nie otwierała bramki, zawsze przez nią przeskakiwała (co często kończyło się dziurami w sukienkach). Przechodząc przez podwórko ominęli niewielki stolik nakryty ceratą w kratę, na którym stał wazon z kwiatami. Charlie przystanęła na chwilę, dotykając stokrotek i fiołków. Wplotła jeden z kwiatów we włosy, dzieląc się z Johnnym niektórymi wspomnieniami związanymi ze stawem, który rozlewał się zaraz za ogrodzeniem. Dzikie kaczki, które moczyły w nim kuperki, zakwakały na ich widok.
Wspięli się po schodkach na białą werandę z bujanym krzesłem, na którym leżał do połowy przeczytany romans. Mama pomyślała Charlie, patrząc na książkę z czułością w oczach. Przypomniała sobie o rozmowie z Johnatanem w pociągu i ich małej konspiracji.
- Możesz być kimkolwiek zechcesz, Johnny, ale najlepiej po prostu bądź sobą. Moi rodzice są bardzo otwarci i kochani, więc to dla nich bez znaczenia czy jesteś czarodziejem czy nie, bogaty czy biedny; obyś był dobrym człowiekiem, a ja przecież już wiem, że taki jesteś, więc o resztę nie musimy się martwić – powiedziała z uśmiechem Charlie z dłonią uniesioną do kołatki w kształcie sowy i mrugnęła do przyjaciela.
Nie musieli długo czekać aż pospieszne kroki poprzedzą przekręcenie klucza w zamku; Grace Flume; wysoka i szczupła, z włosami zaplecionymi w długi, siwo-czarny warkocz, stanęła w drzwiach, przykładając dłonie do policzków z zaskoczenia, zupełnie tak, jak robiła to Charlie.
- Charlie! Co za niespodzianka! – porwała córkę w objęcia, na co ta zdołała jedynie wydukać, że się dusi. W końcu Grace oddaliła się na długość ramion, przypatrując się uważnie córce, jakby próbowała wychwycić wszystkie zmiany, jakie zaszły w Charlie od czasu jej ostatniej wizyty. Pokręciła głową i zacmokała.
- Zmizerniałaś! – wydała osąd, zatroskana. – Ale na wszystko zaradzimy! Zrobiłam dziś pierogi z jagodami, twoje ulubione! Widzisz? To musi być jakaś telepatyczna więź, zupełnie jakbym przewidziała, że dziś się zjawisz! Może ja też jestem trochę magiczna? – mrugnęła Grace i przeniosła wzrok na Johnatana.
- A kim jest ten przystojny mężczyzna? – zawołała z szerokim uśmiechem.
- No właśnie… to jest mój chłopak, Johnatan – Charlie wykręcała sobie palce za plecami. Nie lubiła kłamać rodzicom, ale to było przecież tylko takie małe, niewinne kłamstewko dla ich dobra, żeby w końcu przestali się martwić. I przy okazji czepiać.
Oczy Grace natychmiast zamieniły się w dwa, wielki spodki. Johnny nie zdołał uniknąć radosnych uścisków i buziaków, za co Charlie posłała mu przepraszające spojrzenie. Po jakże gorącym przywitaniu, cała trójka weszła do środka. W powietrzu unosił się zapach jagód i drewna, a gdy przeszli do salonu, w którym ogień wesoło buzował w kominku, Grace nalała każdemu po kubku owocowej herbaty własnej roboty. Jak twierdziła, byłoby głupotą kupowanie chemicznych świństw, mając pod ręką dary lasu. Charlie szepnęła Johnny’emu, że mama zawsze była trochę zakręcona na punkcie zdrowego jedzenia; co roku zbierała grzyby, owoce, zioła, miód i co tylko zdołała znaleźć w lesie, a potem siedziała w kuchennych oparach, zamykając w słoikach powidła.
Wkrótce też w domu zjawił się Cassius, postawny mężczyzna z gęstym zarostem i oczami tak samo niebieskimi jak Charlie, witając się z gośćmi nieco bardziej oficjalnie niż żona. Charlie mentalnie próbowała przygotować się na pytania dotyczące związku jej i Johnny’ego, lecz gdy wszyscy w końcu usiedli przy stoliku przy kominku, każdy z porcją jagodowych pierogów i herbatą, poczuła pustkę w głowie i czuła, że będą musieli improwizować.
Gość
Anonymous
Gość

Strona 2 z 25 Previous  1, 2, 3 ... 13 ... 25  Next

Niebieski las
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach