Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Szmaragdowy Zakątek

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime10.03.12 23:10

First topic message reminder :

Szmaragdowy Zakątek

Szmaragdowy Zakątek mieści się w głębi lasu, niedaleko matecznika. Nazwę zawdzięcza wyjątkowej roślinności, żyjące tutaj rośliny nie przypominają krzewów, drzew, ani traw rosnących w żadnej innej części magicznej kniei. Ich liście lśnią, jakby wciąż były pokryte poranną rosą, a barwy mają tak jaskrawe, że aż wydają się nienaturalne, niepokojąco nienaturalne. Podobnież z płatkami polnych kwiatów, piękno ich szkarłatów, błękitów i żółci aż zapiera dech w piersi. Parę kroków dalej szemrze krystalicznie czysty strumyk, a całości obrazka dopełnia drżenie melodyjnego ptasiego śpiewu. Jest to miejsce równie przerażające, co zniewalająco piękne. Nietrudno sobie wyobrazić, iż w tradycji ostało się częstym miejscem potajemnych schadzek kochanków, a także ukrytą samotnią wrażliwców - poetów, artystów. Problem może stanowić jedno: złośliwe chochliki, które ów teren również sobie z lubością przypodobały.
Zdarza się, iż zbłądzi tu zgubiona mugolska stopa; czasem taka stąd nie wyjdzie, padając ofiarą różnorakich magicznych bestii, które zwęszą bezbronną ofiarę. Zdarza się, iż pozostanie znaleziona kilka dni później, na skraju lasu, wycieńczona, wymęczona... i oszalała.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime20.04.20 12:25

The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 18

--------------------------------

#2 'k10' : 9


Powrót do góry Go down
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime21.04.20 19:44

Teraz mogła zacząć nowe życie w zgodzie ze sobą. Nienawiść i pogarda do własnego statusu krwi już nie musiały podcinać jej skrzydeł. Nie musiała już być tamtą dawną, wycofaną dziewczyną stłamszoną przez gardzącego nią ojca, desperacko próbującą stać się kimś więcej, wybić się ponad określające ją określenie „półkrwi”. To była już przeszłość. Potem przyszła pora na poznanie prawdy o sobie, na cudowne oczyszczenie i możliwość zaczęcia od nowa. Jako czarownica czystej krwi już nie musiała czuć się od nikogo gorszą. Nie musiała już dłużej pozostawać obywatelką niższej kategorii, skazaną na stanie w cieniu tych lepszych.
Nic dziwnego, że nawet jej krok był bardziej sprężysty i pewny, a wyraz twarzy bardziej dumny. Tak wiele mógł zmienić jeden dzień, jedna wiadomość i spełnienie najskrytszego pragnienia jej serca, w którego ziszczenie już lata temu przestała wierzyć. Ale los ją zaskoczył, była czarownicą czystej krwi. Dokumenty, które przetłumaczył dla niej Alphard, były autentyczne, więc z ich pomocą mogła zalegalizować swój status w Ministerstwie Magii i czystość jej krwi stała się już faktem oficjalnym.
Nie była już zatem czarownicą półkrwi walczącą o świat lepszych, czystokrwistych, a czarownicą czystej krwi walczącą o swój świat, którego była pełnoprawną częścią i nie musiała już spoglądać na niego z zazdrością.
Najwyraźniej również czarna magia pulsująca w jej ciele wyczuwała tę zmianę i większą pewność Zabini. Może to wcześniejsze wewnętrzne skonfliktowanie i poczucie niższości miały wpływ na ponoszone w misjach porażki. Może teraz miało być lepiej. Uniosła różdżkę bez lęku, i choć z pewnością brakowało jej umiejętności Deirdre, uformowała swą magię w celną wiązkę, która pomknęła w kierunku ofiary. Mężczyzna nazwany Theo nie próbował się bronić, nie mógł. Czarna magia ugodziła go w sam środek ciała, zmuszając do zgięcia się w pół pod wpływem bólu. Lyanna nie była typem sadystki, jednak nie mogła nie poczuć satysfakcji, widząc odniesiony sukces. Czarna magia była potęgą. Była czymś, co mogli posiąść tylko silni czarodzieje, bo słabi nie mieli szans jej okiełznać. Choć nie było widać żadnych ran, mężczyzna z pewnością poczuł skutki zaklęcia, o czym świadczył zbolały wyraz twarzy. Zabini wiedziała jednak, że to zaklęcie to i tak jedno z łagodniejszych, jakie oferowała czarna magia. Istniały dużo gorsze i bardziej niszczące.
Skinęła głową, zadowolona z pochwały Deirdre.
- To imię kogoś, kto mną wzgardził. Wybrałaś je zatem naprawdę trafnie, sama również nazwałabym go właśnie tak – zdecydowała się odpowiedzieć na jej pytanie. Może i Deirdre niegdyś skrzywdził ktoś o tym imieniu, dlatego nazwała nieznajomego blondyna właśnie tak? Lyanna kiedyś kochała tamtego prawdziwego Theo, a jednak on porzucił ją, gdy dowiedział się, że była półkrwi. Tak przynajmniej to wyglądało w jej oczach. Mężczyzna, przy którym czuła się tak dobrze, który przedostał się przez jej mury i wkradł się do jej serca, nie chciał wiązać się z ledwie mieszańcem. Kto, jeśli nie liczyć wstrętnych szlamolubów, chciałby, by jego ewentualne dzieci były półkrwi? To złamało jej serce do tego stopnia, że nigdy już nikogo za swój mur nie wpuściła i pogodziła się z faktem, że pisany jej był los starej panny, kobiety samotnej, ale za to oddanej sobie i swojemu własnemu rozwojowi. Wmówiła sobie skutecznie, że nie potrzebuje mężczyzny – ani Theo, ani żadnego innego. A emocje porzuconej, wzgardzonej kobiety były czymś, co dało się przekuć na coś niszczącego. Choć od porzucenia przez Theo minęły lata, by wykrzesać z siebie silniejszą czarną magię chciała przypomnieć sobie przeszłość, tamte chwile, kiedy Theo ją odrzucił, kiedy zniknął z jej życia po poznaniu prawdy o jej statusie krwi. Czy raczej czegoś, co wtedy uważała za prawdę, a co niedawno okazało się kłamstwem.
Ugięła łokieć tak, jak zasugerowała Deirdre, rozluźniając rękę i nie trzymając jej tak sztywno jak przed chwilą.
- To dobry pomysł – zgodziła się. Skoro miało być bardziej krwawo, niechaj tak będzie. – Z ciekawości... Jak dawno zaczęła się twoja fascynacja czarną magią? – zapytała. Deirdre była młoda, młodsza nawet od niej, nawet jeśli tylko parę miesięcy, a już posiadła tak ogromny poziom umiejętności. Musiała zacząć bardzo wcześnie, albo po prostu miała wybitny talent. Czy kiedyś też ćwiczyła tak jak ona, na zwierzętach, a potem na ludziach takich jak Theo, ofiarach które miały nieszczęście stać się obiektem nauki dla czarnoksiężniczek? Ciekawiło ją to także dlatego, że pamiętała Deirdre z Hogwartu, i nigdy nie pomyślałaby wtedy, że jej ścieżki potoczą się właśnie tak. Pamiętając ambitną prymuskę ze Slytherinu można było raczej pomyśleć, że czekała ją wielka kariera w ministerstwie. Dotąd nigdy nie pytała jej o te początki, bo gdy dołączyła do rycerzy, Deirdre już była jedną z zaszczytnego grona śmierciożerców i ich drogi nie przecinały się często.
A teraz były tu same, jeśli nie liczyć kogoś, kto i tak miał wkrótce umrzeć, a więc zabierze ich sekrety do grobu.
Obserwowanie Deirdre w akcji robiło wrażenie. Jej ruchy zdradzały niezwykłą płynność i pewność, na jaką Lyanna musiałaby pracować jeszcze bardzo długo. Mistrzostwo w magii, jakiejkolwiek, było czymś, na co należało zapracować. Jednym przychodziło to szybciej, innym dłużej, a Zabini dopiero od niedawna naprawdę przysiadła nad nauką czarnej magii, gdyż wcześniej bardziej absorbowały ją starożytne runy i nauka zawodu, jakim było łamanie klątw. Dopiero od niedawna zaczęła zarabiać również na przeciwieństwie tego, czego nauczono ją w ministerstwie, i zaklinała przedmioty. Rozwijała się i co za tym idzie, poruszała się coraz pewniej na tym niegdyś obcym, ale kuszącym gruncie. Dlatego też uniosła różdżkę bez lęku ani bez presji, nie był to pojedynek w której druga strona mogłaby się aktywnie bronić i w jakiś sposób jej zagrażać, mogła więc skupić się lepiej niż podczas prawdziwej walki. Z drugiej strony chciała jak najlepiej wypaść przy Deirdre, by odciąć się od łatki stłamszonej przez ojca panienki półkrwi, która dopiero odkrywała swoją moc. Chciała pokazać się jako czarownica rozkwitająca w swej sile, wreszcie dumna z tego, kim była.
- Gladium – powtórzyła zaklęcie Deirdre, widząc, że minimalnie chybiła. Skupiła się, chcąc zobaczyć, jak na nadgarstkach mężczyzny powstają cięcia, z których zacznie sączyć się krew, powoli, ale nieuchronnie pozbawiając go sił.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime21.04.20 19:44

The member 'Lyanna Zabini' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 35

--------------------------------

#2 'k10' : 2


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
One more time for my taste

I'll lick your wounds
I'll lay you down
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime26.04.20 12:38

Spoglądała na Lyannę kątem oka, badawczo, ale nienachalnie, jak na wdzięczny obiekt obserwacji, który nie wymagał jednak surowego wzroku. Nie chciała jej ani zawstydzić ani przytłoczyć, wiedząc, że pierwsze próby z silniejszymi zaklęciami rzadko kiedy się powodziły: sama musiała ćwiczyć wiele godzin, by osiągnąć perfekcję, a i tak czasem tajemnicza siła czaru kumulowała się w nieprzewidziany sposób. Jak teraz, gdy z pewnością siebie unosiła różdżkę, ale na przedramionach Theo pojawiły się tylko zaczerwienienia, powierzchowne, nieczyniące mu większej krzywdy. Skarciła się w myślach, przeszedł ją nieprzyjemny prąd, nienawidziła porażek, nawet tych o niewielkiej skali. - Nie skupiłam się wystarczająco mocno - czarna magia wymaga twojej całkowitej koncentracji, pełni magii, zewu krwi, inaczej nawet najdoskonalsze umiejętności nie wystarczą, by przerwać czyjąś aurę ochronną - pouczyła ją na swym przykładzie, niechętnie akceptowała swe potknięcia, ale potrafiła wyciągać z nich wnioski i to samo chciała przekazać Zabini: by zawsze próbowała się ulepszyć, zmienić wady w zalety, sięgnąć po to, co wydaje się zbyt trudne lub niebezpieczne, bez rozpamiętywania stłamszonej przeszłości. Będącej - nic dziwnego, historie stare jak świat - wynikiem więzi z mężczyzną.
Nie okazała zdziwienia słysząc o Theo, a coś w napiętym głosie Lyanny nakazywało zapamiętać to imię. Dociekanie oraz swobodną konwersację na temat męskich wad zostawiła jednak na później - lub na nigdy, nie pojawiła się tu przecież po to, by stać się przyjaciółką i powierniczką sekretów, a by wzmocnić szansę Rycerzy Walpurgii. I siłę tej drobnej, ale odważnej dziewczyny, próbującej zerwać z ciężarem przeszłości. Doskonaląc samą siebie. To zawsze była najlepsza droga, prowadząca ku jedynemu słusznemu celowi.
Dla samej Mericourt, wbrew logicznym przypuszczeniom Zabini, nie zaczęła się ona niezwykle wcześnie. Przestrzegała zasad, szanowała regulaminy, była posłuszna wszelkim wytycznym, przez lata tłumiła więc dziwne, niepokojące pragnienie, sporadycznie dając mu upust, gdy sięgała po woluminu z Działu Ksiąg Zakazanych. Fascynowały ją potęga i porządek, a ten doskonały ład oraz moc można było osiągnąć tylko niebanalnymi sposobami; zgłębianiem wiedzy, która przerażała, ale jeśli celą za wielkość miał być lęk i ból, Deirdre była w stanie ją zapłacić. Początkowo niewielkimi kwotami, lecz te rosły wraz z każdą podjętą przez nią decyzją, z każdym wieczorem, który spędzała z Blackiem, podsycającym pragnienie czarodziejskiej niezłomności popartej wyjątkowym kunsztem.
Mogłaby więc Lyannę przestrzec, powiedzieć, że czarodzieje nie są dobrą inwestycją, że mężczyźni zawsze posiadają ukryte intencje - lecz zamiast lęku wolała popierać jej siłę, wspierać w tym, by stawała się pewna swych umiejętności bez potrzeby dopatrywania się uznania w męskich oczach. Tak też chciała przedstawić swoją historię, wybielając ją od krwawych plam po zbyt ostrych, różanych kolcach. - Niedawno - odpowiedziała zdawkowo, bynajmniej niemile: wcale nie ucinała tematu, opierając się na konkretach. - Zaledwie kilka lat temu - uściśliła, nie chcąc, by Zabini odebrała odpowiedź jako zbywającą. - Ale poświęcałam jej każdą wolną chwilę, każdą myśl, każde działanie. I dzięki temu dostąpiłam zaszczytu walki u Jego boku - dokończyła z powagą oraz specyficzną mieszanką dumy i pokory, machinalnie gładząc lewe przedramię, skryte za materiałem czarnego rękawa. Mogłaby powiedzieć Lyannie wiele więcej, obnażyć swą drogę ku wielkości, ale nigdy nie była typem ekstrawertyczki, zresztą, miały na ten wieczór inny, ważniejszy cel.
Od razu dostrzegła, że próba dziewczyny się nie powiodła, a przy okazji - że czarna magia odebrała swą zapłatę. Krew popłynęła z nosa Zabini, najpierw cienkim, potem szerszym strumieniem, a jej świeży zapach rozniósł się po polanie, przywołując same miłe wspomnienia. - Czujesz to? Drżenie, osłabienie, dygot, szybciej bijące serce....Z tego też możesz czerpać, zmieniając słabość w siłę - kontynuowała lekcję niewzruszona, nie zamierzając gruchać nad ranną brunetką. Dopóki stała na nogach, mogły kontynuować. - Włóż w inkantację nieco więcej siły, mocniej zaznacz też zgięcie nadgarstka przy ostatniej sylabie - pouczyła cierpliwie, mając nadzieję, że tym razem uda się jej rzucić udane zaklęcie. - Gladium - wyartykułowała poprawnie, licząc na zaprezentowanie działania uroku na przerażonym mężczyźnie spętanym Niewybaczalną klątwą.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime26.04.20 12:38

The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 47

--------------------------------

#2 'k10' : 7


Powrót do góry Go down
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime28.04.20 19:35

Skinęła głową. Wiedziała, że mimo tej pomyłki Deirdre jest potężną czarownicą, ale czarna magia była kapryśna nawet wobec tych władających ponadprzeciętną mocą. Nikomu nie dawała ujarzmić się w pełni, może jedynie Czarny Pan był zdolny do nadludzkich czynów, obdarzony niewiarygodną mocą, jaką jego Rycerze Walpurgii mogli podziwiać. Lyanna też podziwiała i była dumna z tego, że mogła znajdować się w szeregach jego zwolenników. A że były to nie tylko przywileje, ale i obowiązki, musiała dołożyć starań, by wypełniać je jak najlepiej. Lepiej niż do tej pory. Dlatego tu była, by skorzystać z nauk kogoś, kto zaszedł dużo dalej od niej na ścieżce wiodącej do potęgi płynącej ze znajomości czarnej magii.
Ich, kobiet rycerek, było niewiele. Te, które przewijały się przez organizację, często okazywały się zbyt słabe, by podołać narzucanym zadaniom. Ale Lyanna nie chciała być słaba. Chciała stać się silna i sprawić, by skrzydła latami podcinane przez ojca wreszcie uniosły ją w górę, wynosząc ponad status, który nosiła jeszcze kilka tygodni temu, nim poznała prawdę o swoim pochodzeniu.
O kilka lat za późno, by ocalić relację z prawdziwym Theo. Gdyby już wtedy wiedziała o swojej czystej krwi, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. Niestety wówczas myślała, że była półkrwi, a przemilczany fakt wyszedł pewnego dnia na jaw, w jednej chwili przekreślając to, co ich łączyło. Bo przecież szanujący się czystokrwisty czarodziej nie chciałby takiej kobiety, niezdolnej do przedłużenia jego czystej linii. Nieważne, jak bardzo była piękna, uroda nie mogła zrekompensować braku odpowiedniego statusu.
Wciąż była w niej gorycz i złość, zapomniane przez ostatnie lata i na nowo odkryte niedawno. Teraz jednak próbowała wykorzystać te uczucia i emocje, by przelać je w czarnomagiczne inkantacje spływające z ust. Czarna magia karmiła się negatywnymi uczuciami, nie lubiła zaś miękkości i słabości.
Wysłuchała słów Deirdre; naprawdę niesamowite, że w tak krótkim czasie zaszła tak daleko, dalej niż większość pozostałych rycerzy. Nawet mężczyźni w szeregach organizacji musieli liczyć się z jej zdolnościami i zdaniem. Ciekawe, dokąd ona sama zabrnie za kilka lat? Bo choć poznała czarną magię już dłuższy czas temu, dopiero niedawno zaczęła ją rozwijać ponad podstawy poznane w Norwegii pod okiem pierwszego mentora. Zdawała sobie też sprawę z tego, co znajdowało się pod rękawem na lewej ręce Deirdre, którą ta odruchowo pogładziła. Znak będący symbolem tych najbliżej Czarnego Pana, najbieglejszych w czarnej magii. Tych, których słusznie bały się szlamy i ich miłośnicy. Zabini nie miała jednak pojęcia, jak wyglądało stanie się śmierciożercą.
- Chcę potrafić więcej niż już potrafię. Dla siebie, a także dla Niego – powiedziała, akcentując ostatnie słowo w odpowiedni sposób. Czy i Deirdre przyświecały niegdyś takie ambicje? Musiała być w nich bardzo wytrwała.
Próbowała rzucić zaklęcie, ale czarna magia upomniała się o swoje. Była kochanką niezwykle wymagającą, i czasem odbierała swoją cenę za praktykowanie jej. Lyanna poczuła nagłą falę osłabienia i narastającego ćmienia w skroniach, po czym z jej nosa zaczęła sączyć się strużka krwi, spływając po ustach i podbródku, skapując na przód czarnego płaszcza. Ale nie był to pierwszy raz, kiedy tak się stało. Kiedy uczyła się czarnej magii, ta często zwracała się przeciw niej, powodując rozmaite dolegliwości, na które musiała być przygotowana. Już mentor z Norwegii uprzedzał ją, że za potęgę trzeba zapłacić swoją cenę, bo taka moc nie przychodziła za darmo i bez wysiłku. Nie czuła strachu, wiedziała, że to się czasem dzieje.
- Czuję – wyszeptała; ta moc wypełniała ją, wysysała z niej siły, ale to była nieodłączna część nauki. Otarła więc krew z twarzy, mocniej zaciskając palce wiodącej dłoni na amboinowym drewnie. Musiała przekuć słabość w siłę i skupić się na tym, by magia uformowała się w zaklęcie zdolne zaszkodzić Theo. Była czystej krwi, jej magia nie była skalana żadnymi mieszanymi naleciałościami. Mogła zostać kimś. A dziś, tego wieczoru, mogła stać się sprawczynią zguby tego pechowego mężczyzny, którego nadgarstki po efektownym zaklęciu Deirdre zaczęły mocno krwawić, a krew skapywała z jego palców na leśną ściółkę. On zaś stał w miejscu i nie bronił się, choć niewątpliwie odczuwał silny ból. – Haemorrio – wypowiedziała, kierując na niego różdżkę. Miało być krwawo, więc będzie, jeśli magia znów nie zwróci się przeciw niej.

202-30=172 (-5)


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime28.04.20 19:35

The member 'Lyanna Zabini' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 64

--------------------------------

#2 'k10' : 9


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
One more time for my taste

I'll lick your wounds
I'll lay you down
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime30.04.20 15:53

Nic nie mogło równać się z kobiecą ambicją - wiedziała o tym od dawna, powoli zauważając, że życie w patriarchalnym społeczeństwie pozwoliło wydobywać z czarownic to, co najlepsze. Tylko te najzdolniejsze, najsilniejsze, najbardziej wytrwałe cokolwiek znaczyły; magiczny dobór naturalny sprawiał, że tylko wyjątkowe jednostki przeskakiwały przez przepaść mogącą zagwarantować im prawa równe mężczyznom. I choć wśród wielkich czarodziei było wiele wiedźm, to wydawało się, że czasy potężnych czarownic powoli mijały; że im współcześniejszy stawał się świat, tym trudniej było wskrzesić pradawne czary buzujące siłą płci. Deirdre czytała w jednej z ksiąg, że był to wynik postępu, że oddalenie się od przyrody osłabiło więzi kobiet z ziemią, a one, płodne i dające życie, właśnie z magią tego żywiołu związane były najmocniej. Sama nie wiedziała, czy w to wierzy: ona osiągnęła przecież potęgę dzięki sobie, coś jednak ciągnęło ją dalej do prawie zapomnianych rytuałów, do prymitywnego zapachu ziemi zalanej krwią. To nic, że tak naprawdę cała potęga Mericourt została stworzona przez mężczyznę, ociosana surowymi naukami Rosiera, szlifowana jego zadowoleniem lub pogardą. Dziś Dei pragnęła przekazać Lyannie wiarę we własne siły.
- I staniesz się potężną czarownicą, Lyanno. Ciężka praca, poświęcenie, oddanie i posłuszeństwo wobec rozkazów - krok po kroku, osiągniesz to, o czym marzysz - odparła powoli, bez patetycznego tonu, prawie sucho, ale w tym trzeszczeniu zgłosek kryła się wiara w to, co mówiła. Zabini nie pojawiła się przy stole Rycerzy Walpurgii bez powodu, nie wszczynała bezsensownych dyskusji, nie prowokowała, nie dąsała się, wykonywała rozkazy, dając z siebie wszystko. Stanowiła jeden z cenniejszych nabytków, solidny trybik w naoliwionej machinie, mającej przynieść Wielkiej Brytanii nowy, sprawiedliwy porządek. Oblany krwią tych, którzy zawodzili lub chcieli kontynuować chaotyczny upadek czarodziejskiej potęgi.
Lubiła ten zapach. Aromat słusznej kary, udanego ćwiczenia, aurę czarnomagicznej klątwy rozrywającej skórę. Z zadowoleniem spoglądała na rozrywaną tkankę, która chwilę później buchnęła jeszcze mocniejszą czerwienią. Nieźle, Zabini nie podążała ślepo za wskazówkami a wykazywała się taktycznym myśleniem. - Dobrze - pochwaliła brunetkę, przyglądając się przerażeniu widocznemu w oczach mężczyzny. Nie mógł krzyczeć z bólu, ale otwierał usta w niemym wrzasku, co wykrzywiało twarz w jeszcze wyraźniejszym grymasie lęku. - Zaklęcia warto łączyć, budować na ich połączeniu siłę swych działań - kontynuowała lekcję, znów kładąc dłoń na ciele Lyanny, tym razem na jej barku. - Teraz spróbuj czegoś mniej materialnego, krzywdzącego nie tylko tkanki, ale i psychikę. Spraw, by się dusił, by nie mógł zaczerpnąć tchu, by każdy wdech był cierpieniem a nie łaską przedłużenia życia. Plumosa- zniżyła głos do prawie czułego szeptu, nie chwytając za własną różdżkę, a pomagając w odpowiedni sposób zwerbalizować mroczny czar Lyannie. Krew powoli zasychała na ustach pilnej uczennicy, słabość mijała, a brunetka mogła zbudować na tym zachwianiu coś nowego. - Później - zwiększmy ostrze, znów przedrzyj skórę, rozerwij tkanki, rozetnij mięśnie. Vulnerario - poleciła, przystając tuż za Zabini, by w odpowiednim momencie jej pomóc lub odpowiedzieć na ewentualne wątpliwości. - Najtrudniejsze jest skupienie, utrzymanie na wodzy tej silnej magii. Nieposłusznej, groźnej, na zawsze scalającej się z pulsującą w tobie intencją. Jeśli się zawahasz, sięgnij głębiej w siebie, w swój czarodziejski potencjał, w najboleśniejsze doświadczenia. Wykorzystaj je - mówiła spokojnie i stanowczo, cicho, melodyjnie, wpatrzona ponad ramieniem Rycerki w powoli wykrwawiającego się mężczyznę, za moment mającego zasmakować jeszcze większego cierpienia.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime01.05.20 23:00

Pod pewnymi względami dobrze się stało, że ojciec spisał ją na straty i nie była nigdy przeznaczona na niczyją żonę, dzięki czemu mogła się rozwijać i skupiać na sobie. Teraz okazało się że była czystej krwi, ale ojciec nie żył, więc nie było nikogo, kto mógłby ją zawrócić z obranej ścieżki i wepchnąć w przyrodzony czystokrwistej czarownicy z tradycyjnej rodziny schemat. Owszem, był kiedyś taki czas, kiedy w jej życiu pojawił się Theo i wydawało jej się, że może wcale nie musiała wiecznie być sama, ale to skończyło się równie nagle jak się zaczęło i uświadomiła sobie, że była zdana tylko na siebie, a męska miłość jest wybiórcza i warunkowa. A skoro była zdana na siebie, to musiała być silna, by przetrwać w świecie zdominowanym przez mężczyzn.
Nie była jednak typem głośnej, ekstrawertycznej krzykaczki domagającej się swego. Pracowała na swoje sukcesy starannie i w ciszy, była introwertyczką, osobą wręcz aspołeczną, ale potrafiącą zaangażować się w sprawy ważne, nawet jeśli nie pchała się przed szereg i znała swoje miejsce w nim. Na spotkaniach rycerzy nie zwykła odzywać się bez potrzeby, mówiła niewiele, będąc osobą z natury niezbyt wygadaną. Być może i to miało korzenie w jej dzieciństwie i tym, że ojciec nie pozwalał jej się za wiele odzywać niepytanej. Lub po prostu taki już miała charakter.
Czarna magia tym razem poprawnie przepłynęła przez jej dłoń i różdżkę, sprawiając, że z ran Theo wydostało się jeszcze więcej krwi. Wiedziała, że nie ma już wiele czasu do końca treningu, bo choć mężczyzna był silny i postawny, i jego siły wkrótce się wyczerpią, gdy krwi umknie z niego zbyt wiele. Gdyby było zupełnie jasno, na pewno wyraźnie widziałaby czerwień znaczącą plamy na mchu. A gdyby się skupiła, mogłaby wychwycić ten żelazisty aromat unoszący się w powietrzu.
- Co czułaś, gdy zrobiłaś to pierwszy raz? Gdy wiedziałaś, że to od ciebie zależy czyjeś być albo nie być? – zapytała, poruszając kwestię może osobistą, ale ciekawa była, czy początkowe doświadczenia Deirdre były zbieżne z tym, co sama czuła. Szczególnie zastanawiało ją to, co czuła Deirdre, gdy pierwszy raz zabiła. Lyannie ta sztuka jeszcze się nie powiodła (przynajmniej z człowiekiem, bo zwierzęta to inna sprawa), choć podczas misji pod koniec marca próbowała użyć niewybaczalnego zaklęcia, ale bez sukcesu. Może jej moc była jeszcze zbyt niska, albo wkradło się zawahanie; w końcu nie tak łatwo było odebrać życie, przynajmniej to pierwsze, bo później, gdy pokonało się tę ostateczną granicę, pewnie było już inaczej. Lyanna pokonała już w swoim życiu trochę granic, ale tej jeszcze nie, ten moment dopiero miał nadejść – w każdym razie moment uczynienia tego niewybaczalną klątwą. Ale i inne, odpowiednio użyte, mogły zabić, i to nie tylko te czarnomagiczne. Nawet celnie wymierzone Lamino, dozwolone w Klubie Pojedynków, mogło odebrać życie. Nie tylko czarna magia bywała niebezpieczna.
Czuła obecność Deirdre tuż za sobą. Słuchała jej rad i poleceń, wiedząc, że może się od śmierciożerczyni wiele nauczyć. Ale sama nie mówiła wiele, zamiast tego koncentrując się. Wzięła głęboki oddech i subtelnie poruszyła różdżką, skupiając się na swoim zamiarze i na tym, by utrzymać w ryzach czarnomagiczną moc, tak aby zwróciła się ona przeciwko jej ofierze, nie przeciw niej. Znów przywołała w myślach bolesne doświadczenia, szczególnie te związane z odrzuceniem przez prawdziwego Theo, z tym jak boleśnie zawiodła się na jedynym mężczyźnie, którego pokochała.
- Plumosa – użyła zaklęcia, które może nie zadawało ran, ale z pewnością przysparzało ofierze cierpienia, utrudniając normalne oddychanie. Może nawet mogłoby doprowadzić do uduszenia, gdyby potrzymać je odpowiednio długo.

(-5 do rzutu)


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime01.05.20 23:00

The member 'Lyanna Zabini' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 49

--------------------------------

#2 'k10' : 2


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
One more time for my taste

I'll lick your wounds
I'll lay you down
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime04.05.20 13:16

Obserwowała napięte mięśnie sylwetki Lyanny, skoncentrowanie wypisane na twarzy, ogień w spojrzeniu, już mniej zachowawczym czy strapionym, a pełnym werwy. I podobało się jej to, co widziała, bo cieszył ją każdy przejaw siły wśród czarownic. Początkowo do Rycerzy Walpurgii dołączały chodzące pomyłki: dziewczęta piękne, owszem, lecz pozbawione determinacji bądź talentu. Naiwna lady Bulstrode przypłaciła głupotę życiem, inne także powoli szły w ślady uwalniającej ciemności, a w końcu przy wspólnym stole w Białej Wywernie pozostały tylko kobiety najwytrwalsze, oddane sprawie, nieprzynoszące wstydu Czarnemu Panu. Zmycie ciężaru współodpowiedzialności za hańbę przedstawicielek słabszej krwi nie należało do zadań łatwych, musiały więc starać się jeszcze silniej. A jeśli mogła choć trochę pomóc Zabini w przezwyciężaniu własnych ograniczeń na drodze ku czarnoksięskiej potęgi, to zamierzała to robić.
Także dzieląc się doświadczeniami. Nie przywykła do mówienia o własnych uczuciach, do opisywania ścieżki, jaką podążała, zamilkła więc na moment, odpowiednio dobierając wypowiadane słowa. - Podniecenie - odparła w końcu swobodnie, bez zawstydzenia, ale i bez specjalnej nonszalancji. Ofiarowywała Lyannie szczerość, prostą, może oburzającą, ale obydwie stały właśnie naprzeciw torturowanego mężczyzny - pruderyjność mogły włożyć między moralne bajki, do jakich nigdy już w swym życiu nie miały powrócić. - Krew wrzącą w żyłach. Absolutną władzę. Głód - wymieniała rzeczowo, metafory nie pasowały do obojętnego, obdartego z emocji sposobu wypowiadania się nawet o tak ostatecznych, fascynujących kwestiach. - A to wszystko sprawia, że twoja magia jest silniejsza. Lecz nie - pokorniejsza. Im więcej potrafisz, tym trudniej zapanować nad buzującą w tobie mocą - wielkie działania wymagały wielkiego skupienia i poświęcenia. Wbrew logice, każda kolejna mroczna klątwa nie była łatwiejsza, nie stawała się rutyną, a wręcz przeciwnie, urastała do rangi niepowtarzalnego wyzwania. Deirdre była więcej niż pewna, że oszałamiający blask szmaragdowego promienia morderczego uroku nigdy nie wyblaknie, wiążąc się z ekstremalnymi reakcjami ciała i psychiki. Kochała czarną magię, pozwoliła się w niej zatopić, na dobre, dosłownie, oddała przecież swe życie, wiążąc duszę Wieczystą Przysięgą, tracąc sprawczość - a jednocześnie ciesząc się wielkością, wiedzą, potęgą niedostępną dla zwykłych śmiertelników. Oni obawiali się śmierci, ona ją tworzyła, czerpała z niej, i to właśnie pragnęła przekazać Lyannie, tak śmiało podążającej za wskazówkami śmierciożerczyni.
- Łokieć sztywniej, różdżka wyżej, skoncentruj się na trafieniu prosto w pierś - pouczyła ją spokojnie, gdy kolejne zaklęcie okazało się niecelne, a twarz brunetki potwornie pobladła. - Spróbuj też wypowiedzieć pierwszą głoskę miękko, ochryple - tak łatwiej było przywołać dym, skondensować pogardę i złość w wiązkę zaklęcia. Suche powtarzanie inkantacji nic nie dawało, co początkowo drażniło urzędniczą Mericourt. Dopiero z czasem nauczyła się słuchać swego instynktu, podążać za nim, opierając magiczną siłę nie tylko na beznamiętnej wiedzy, ale i na uczuciach, których przez wiele lat tak panicznie się wystrzegała. - Zaklęcia związane z ostrzami, z ingerencją magii w skórę, mogą brzmieć krócej. Vulnerario - postanowiła pokazać różnicę, akcentując finalną inkantację, wypowiedzianą tuż po ostatniej próbie pozbawienia Theo tchu, tak, by rozciąć mu brzuch, głęboko, razem z wnętrznościami. Wisienka na torcie, oby smaczna, a nie gorzka od porażki. Mericourt nie osiadała na laurach, musiała się szkolić, powtarzać, przełamywać własne granice, szlifować umiejętności. Nie po to, by łechtać własną dumę, lecz by stać się przydatnym wzorem dla tych, którzy mieli ruszyć w wojenną zawieruchę, by ponownie wprowadzić w Wielkiej Brytanii sprawiedliwość i pokój. Bez brudu, bez zagrożeń, bez słabości; bez ludzi takich jak cierpiący na ich oczach Theo.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime04.05.20 13:16

The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 62

--------------------------------

#2 'k10' : 7


Powrót do góry Go down
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Szmaragdowy Zakątek - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Szmaragdowy Zakątek   Szmaragdowy Zakątek - Page 6 I_icon_minitime06.05.20 22:16

Lyanna nie chciała być taka jak tamte kobiety, które należały do organizacji przed nią. I mimo niepodważalnie czystej krwi w wielu przypadkach okazywały się słabe. Mimo dość feministycznego podejścia do życia Zabini zdawała sobie sprawę, że nie każda kobieta ma potencjał stać się silną. U niektórych wrodzony charakter lub stłamszenie w rodzinnym domu powodowały nieodwracalną słabość, przykładem była choćby większość szlachcianek. Niewiele z nich nadawało się do czegoś więcej niż bycia ozdobą męża i rodzenia mu dzieci. Oczywiście znała wyjątki, ale większość lady, które poznała w Hogwarcie, była właśnie taka – beznadziejne, wydelikacone mimozy pozbawione ambicji, nie potrafiące znieść trudów życia. A czarownice czystej krwi, choć bez rodowodu to inna sprawa, choć i wśród nich trafiały się mimozy.
Lyanny życie nie rozpieszczało. Nie dostawała niczego na tacy, jak panienki z wysokich rodów, które i tak w większości nie potrafiły dobrze wykorzystać tego, co otrzymywały za sam fakt noszenia odpowiedniego nazwiska i statusu krwi, o wszystko musiała zawalczyć – o umiejętności, o szacunek, o wszystko co obecnie miała. A robiła to, bo nie zamierzała do końca życia być wyrzutkiem.
Była ciekawa odczuć Deirdre, więc spijała każde słowo spływające z jej ust, zastanawiając się jednocześnie nad tym, jak sama czuła się, kiedy pierwszy raz użyła jakiejkolwiek czarnomagicznej klątwy na człowieku, a nie tylko zwierzęciu. Czy czuła podniecenie? W jakiś sposób tak. Na pewno ekscytację, a także siłę i moc, jakich nie czuła nigdy przedtem. Poczucie władzy nad czyimś życiem, kontrolę, której w przeszłości tak często jej brakowało, gdy przez lata ojciec miał władzę w domu i nie traktował jej zbyt dobrze. Teraz, patrząc na krwawiącego Theo, też to czuła. Nie sadystyczną rozkosz z jego bólu, a raczej poczucie mocy, władzy i sprawczości, świadomość, że to od niej (i Deirdre) zależał jego los, że to ona była górą, a to było najważniejsze. Nie ból ją cieszył, a poczucie bycia silniejszą i możliwość decydowania o tym, jak skończy się dla niego ta noc. Choć nie wiadomo, czy byłoby tak, gdyby nie był spętany Imperiusem. Nie wiadomo, czy był silnym czarodziejem, czy nie, choć raczej na pewno nie tak silnym jak Deirdre, skoro pozwolił, by go zaczarowała i przyprowadziła tu jak prosię na rzeź. Czy jej udałoby się w podobny sposób nim zawładnąć? Prawdopodobnie nie, do tego musiała uczyć się znacznie więcej i staranniej. Zaklęcia niewybaczalne były zupełnie inną sprawą niż zwykłe klątwy.
- Też to teraz czuję – wyszeptała. Każde udane zaklęcie napełniało ją satysfakcją, bo wiedziała, że przez ostatnie miesiące dokonała pewnych postępów, choć nadal nie była z siebie w pełni zadowolona, perfekcjonizm by jej na to nie pozwolił. Zawsze mogło być lepiej, prawda?
Potrafiła rzucić zaklęcie Plumosa, już kiedyś zdarzało jej się go użyć, ale teraz najprawdopodobniej to wcześniejsze osłabienie miało wpływ na to, że choć już wydawało jej się, że różdżka zadrżała prawidłowo i mężczyzna zacznie się dusić, poczuła słabość wędrującą od jej ręki w głąb ciała. I zamiast Theo, to ona na moment poczuła duszność, a jej ciałem targnął spazm. Jednocześnie znów doświadczyła zawrotów głowy, krew ponownie zaczęła sączyć się z nosa, czuła jej metaliczny posmak również w ustach. Czarna magia znów zebrała żniwo, przypominając o tym, jaka była cena za oferowaną przez nią potęgę.
Dopiero po chwili zaczerpnęła głęboki oddech, ale osłabienie nie ustąpiło. Mimo to stała pewnie na nogach, nawet wtedy, kiedy zaklęcie Deirdre ugodziło mężczyznę w brzuch, przebijając jego trzewia. Parujące wnętrzności zaczęły wylewać się z rany i wypadły z plaśnięciem na ściółkę pod jego stopami, a pod nim samym zaraz ugięły się nogi i upadł prosto na nie. Nawet Imperius nie był już w stanie dłużej trzymać go w pionie. Lyanna dostrzegła jeszcze błyskające białka oczu, świszczący oddech po chwili się urwał, a ciało, po krótkich konwulsjach, znieruchomiało. I już wiedziała, że nie miała po co rzucać swojego zaklęcia, bo mężczyzna po kilku czarnomagicznych zaklęciach i ostatecznym, potężnym Vulnerario umarł. Pozostało jej zapamiętać sposób, w jaki Deirdre wypowiedziała zaklęcie i machnęła różdżką – następnym razem zamierzała sama tego spróbować.
Przez cały ten czas Zabini nie odwróciła wzroku, nie pozwoliła sobie na okazanie odrazy, choć widok bez wątpienia był paskudny. Jej piękna twarz nadal przypominała maskę, pomijając fakt, że była szkarłatna od krwi, co nadawało jej wyglądowi makabrycznego, wręcz nieco groteskowego wyrazu, kiedy czerwień krwi i lodowy błysk błękitnych oczu kontrastowały z pięknem jej rysów.
- To była bardzo pouczająca lekcja – powiedziała, spoglądając na zwłoki niegdyś zapewne przystojnego czarodzieja, dziś bezwartościowej sterty mięsa, która wkrótce stanie się pokarmem dla leśnych zwierząt. Wyjętą z kieszeni chustką starannie otarła twarz, by jej wygląd nie zwrócił niczyjej uwagi po wyjściu z lasu. – Jestem ci wdzięczna za ten pokaz. Następnym razem zaprezentuję więcej.
Ich rola tutaj się jednak skończyła, już nie było na czym ćwiczyć, a zwierzęta nagle wydały jej się nudnym obiektem treningu. Mogły wrócić do swojego normalnego życia, do fasady młodych i pięknych kobiet, jak gdyby właśnie nikogo nie zabiły. A choć starała się stwarzać pozory siły i zadowolenia, ciało osłabione czarną magią domagało się regeneracji i spoczynku.

| zt.?


Powrót do góry Go down
 

Szmaragdowy Zakątek

Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest :: Las-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20