Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Przed sklepem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Przed sklepem   02.06.17 0:51

Przed sklepem

Mało kto w niespokojnych czasach ma ochotę na zatrzymywanie się przed witrynami sklepów, zdarzają się jednak wyjątki, tkwiące dobrą chwilę za przykurzonymi szybami, przyglądające się eksponowanym różdżkom. Witryna ciągnie się od ziemi do piętra, litery znakujące sklep są już nieco przetarte i wyjątkowo rzadko odświeżane pociągnięciem pędzla, ale od lat nie zmienia się dzwonek przy drzwiach, zwiastujący przybycie nowego klienta. Nikt, poza samymi Ollivanderami, nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego dźwięk ma ogromne znaczenie i na wstępie pomaga oszacować różdżkarzowi, jaka różdżka może pasować klientowi przekraczającemu próg.


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed sklepem   14.02.18 0:35

24. maja
W miarę upływu czasu sytuacja, choć wziąć niepewna i przynosząca ogromne szkody, zdołała się nieznacznie unormować, przynosząc Ollivanderom choć trochę wytchnienia. Tłumy pod sklepem zelżały, z dnia na dzień robiąc się coraz mniejsze i choć klientów nie brakowało, wszak było ich wciąż więcej niż zazwyczaj, przynajmniej nie było tak skrajnego tłoku, jak w pierwszej połowie miesiąca. Anomalie nieprzerwanie męczyły biedne różdżki. Ulysses zdążył naprawić ich wiele, często otrzymując do rąk także te, które w przeszłości wykonał - nadanie im nowego życia, przywrócenie do świetności i w miarę poprawnego - kto mógł dziś zapewnić, że magia nie zacznie kaprysić w ciągu najbliższych trzech minut? - działania, przynosiło ulgę i poprawiało na moment humor. Gorzej, gdy trafiał się egzemplarz, przy którym niewiele dało się już zrobić, a i takich przypadków niestety nie brakowało w sklepie na Pokątnej.
Tego dnia było wyjątkowo spokojnie, gdyby nie piętrząca się sterta pracy do wykonania, można by nawet rzec - leniwie. Słońce przygrzewało, wprawiając w ogromne zdumienie - przecież w nocy temperatura spadło bardzo grubo poniżej zera. Czarodzieje najwyraźniej postanowili skorzystać z okazji i czerpać z dobrej pogody, utrzymującej się (za dnia, oczywiście, w nocy marzło się niemiłosiernie) od paru dobrych dni, zostawiając zakupy oraz obowiązki na inną datę - Pokątna prawie świeciła pustkami.
Ulysses wychylił więc nos za drzwi zakurzonego, zagraconego różdżkami sklepu, by zażyć choć trochę słońca na zewnątrz. Oparł się o szybę, przymknął na moment oczy, po kilku sekundach słysząc kroki. Spod uchylonych powiek spojrzał na dziewczę, przyglądające się szyldowi. Najwyraźniej przyciągnął klientkę, opuszczając zacienione wnętrze.
- Czym mogę służyć, madame? - zapytał spokojnie, zerkając na nią jednym okiem, drugie mrużąc od słońca, wpadającego prosto między wachlarz rzęs. Miał nadzieję, że tym razem nie ujrzy kolejnej złamanej różdżki. Te zabiedzone, przetarte, wymęczone dało się wszak naprawić. Brak rutynowej kontroli był w maju najmniejszym z problemów, gorzej, że wszyscy borykali się z anomaliami.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-skrzynka-gwen#135985 https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
malarka, przewodniczka
20
Mugolska
Panna
Nie chcę być symbolem czegokolwiek. Jestem tylko sobą.
6
13
12
0
3
0
3
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Przed sklepem   14.02.18 10:54

Gwen szukała ciekawych plenerów: pogoda dopisywała, więc zamiast malować z wyobraźni w domu, w ciągu ostatnich kilku dni, gdy tylko miała wolne, wychodziła na dwór, szukając ciekawych miejsc. Tym razem nogi zaniosły ją w jakiś zaułek na Pokątnej, gdzie rozłożyła swoją sztalugę, farby i pędzle, sprawiając, że cała okolica śmierdziała terpentyną. Rudowłosa jednak w żadnym razie się tym nie przejmowała i po prostu malowała swoje. Gdy jej niewielki obraz wymagał tylko dopracowania zaczęła wszystko pakować, co nie było takie łatwe, biorąc pod uwagę fakt, jak długo schnie farba olejna. Dziewczyna była jednak na to przygotowana: obraz delikatnie włożyła do specjalnie przygotowanej niewielkiej walizki, a poskładaną sztalugę i większość przyrządów włożyła do plecaka. Gdy wiec szła Pokątną, wyglądała jak załadowany wielbłąd: poza plecakiem i walizką miała wszak swoją torebkę, równie wypchaną, co reszta jej ekwipunku. Na sobie miała tylko lekką, jasną sukienkę sięgającą jej do kolan, całą wybrudzoną farbą. Z resztą, dłonie dziewczyny również pomalowane były w liczne kropki, podobnie jak twarz, a cała jej postać już z daleka pachniała terpentyną.
Szła spokojnie niemal pustą Pokątną, w pewnym momencie zatrzymując się przy szyldzie sklepu Ollivanerów, w którym nie była od lat. Spojrzała na szyld. Jest otwarty? Właściwie... może powinna wejść do środka? We Francji różdżkę używała tylko od święta, a biorąc pod uwagę obecne anomalie, o których cały czas piszą w prasie, może warto byłoby ją sprawdzić? Sama nie wiedziała: nie znała się na tym i obawiała się, że wewnątrz zostanie wyśmiana.
Zapewne postałaby jeszcze chwilę i uznała, że jednak idzie dalej, gdyby nie usłyszała, jak ktoś się do niej zwraca. Głos nie mógł mówić do nikogo innego, bo tylko ona stała w okolicy sklepu.
Gdy odwróciła głowę ujrzała eleganckiego, raczej młodego mężczyzny. Stał zaraz przy wejściu do sklepu, więc prawdopodobnie to z niego właśnie wyszedł.
Och, – wyrwało się jej przez zaskoczenie – witam! Nie zauważyłam pana! Ja tak tylko... zastanawiam się... czy jest coś takiego jak kontrole różdżek? Przechodziłam obok i tak jakoś...
Nie dokończyła zdania: mimo szerokiego uśmiechu rudowłosej wyraźnie widać było, że sprawy dotyczące różdżek to nie jest coś, na czym się szczególnie zna. W tonie jej głosy brzmiała niepewność.





Poświęcić siebie? To właśnie siebie nie można i nie wolno poświęcać.
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed sklepem   17.02.18 20:41

Charakterystyczny zapach terpentyny opornie przedarł się do nozdrzy różdżkarza, idealnie zgrywając się z postacią, jaką widział teraz tuż przed sobą. Krótkim spojrzeniem obadał plamki farby, zdobiące dziewczynę w chaotycznym sposobie, charakterystycznym dla artystów. Może minął ją kiedyś na Pokątnej, nie zwracając uwagi - czyżby była uliczną malarką? Nie zastanawiał się zbyt długo, niespecjalnie tym zainteresowany. Ciekawsze wydawały się słowa, jakie po chwili wyszły z ust rudowłosej - musiała być naprawdę niedoinformowana, skoro pytała o tak oczywistą kwestię. To prawda, często zapominał się, ludzie wszak nie wiedzieli o różdżkach tyle co ich twórcy albo sprzedawcy, mający na co dzień do czynienia z tymi specyficznymi magicznymi tworami, lecz on sam starał się zawsze przypominać o istotnych kontrolach, gdy klienci opuszczali sklep z nowym nabytkiem, mającym służyć im przecież przez lata. Wyglądała młodo, mogła zapomnieć albo to sprzedawca nie zadbał dostatecznie o przekazanie informacji i wskazówek. Mogła mieć góra dwadzieścia dwa lata, ale Ulyssesowi wydawało się, że ledwo skończyła szkołę.
- Owszem. Co więcej, to bardzo powszechna i przydatna praktyka, lepiej o tym pamiętać - zwłaszcza podczas tak niecodziennych wydarzeń, jak ostatnio - uraczył dziewczynę rzeczową odpowiedzią, mając nadzieję, że wyjdzie ze sklepu Ollivanderów bardziej uświadomiona. Prawdę powiedziawszy, podobne wydarzenia nie dotknęły wysp tak długo, jak sięgał pamięcią - a nawet zdecydowanie dłużej. Mieli mnóstwo zgłoszeń na temat niepoprawnie działających różdżek, co chwila uszkodzenia, bunty, nietypowe działania. - Zapraszam - dodał jeszcze, otwierając przed nią drzwi i wskazując dłonią wejście, by przeszła pierwsza, nim sam znajdzie się we wnętrzu.
Było tu zdecydowanie chłodniej niż na pełnym słońcu, tylko wąska linia słonecznego światła wpadała przez szyby, pozostając na parapetach skromnych witryn, ozdobionych pojedynczymi różdżkami i ciężkimi, czerwonymi kotarami. Mężczyzna przeszedł kawałek wgłąb pomieszczenia, zatrzymując się przy kontuarze, o który oparł się swobodnie i wyciągnął rękę w kierunku Gwendolyn, pytając równocześnie - Mogę obejrzeć różdżkę? Jak długo jest użytkowana, panno...? - przeciągnął po kontuarze księgę, znajdującą się kawałek dalej, odwrócił ją do siebie i zatrzymał końcówkę pióra nad stroną. Zapisywali skrupulatnie wszelkie sprzedaże oraz przeprowadzone przeglądy, by mieć szerszy obraz historii różdżki, gdy zachodziła taka potrzeba. - Rozumiem, że od zakupu nie była sprawdzana - wysnuł wniosek, dosyć oczywisty, lecz wciąż potrzebujący konkretnego potwierdzenia.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-skrzynka-gwen#135985 https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
malarka, przewodniczka
20
Mugolska
Panna
Nie chcę być symbolem czegokolwiek. Jestem tylko sobą.
6
13
12
0
3
0
3
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Przed sklepem   20.02.18 0:06

Och, to wspaniale! – odparła, z nadmiernym wręcz entuzjazmem: gdyby nie była tak obładowana, prawdopodobnie delikatnie podskoczyłaby z radości. Jednak sprawdzenie różdżki nie było aż tak głupim pomysłem!
Przyjęła zaproszenie różdżkarza, wchodząc za nim do sklepu. Była w nim ostatnio tak dawno… przed pierwszym rokiem w Hogwarcie. Ile to już? 9 lat? Chyba tak. Mimo tego wydawało się, jakby czas stanął tu w miejscu. Ciasny sklepik, ciągle ta sama lada i ciągle te piętrzące się stosy różdżek. To miejsce miało swój zupełnie nietypowy klimat. Ciekawe, jak to było zajmować się różdżkami zawodowo? Ile w tym było czystej nauki, a ile artyzmu? Biorąc pod uwagę to, jak różne potrafiły być te magiczne przyrządy Gwen podejrzewała, że jednak całkiem sporo. Ale to w końcu nie jedyna dziedzina, w której nauka łączy się ze sztuką.
Gwendolyn. Tak, tak, oczywiście… – powiedziała, zapytana o różdżkę i natychmiast zaczęła grzebać w swojej torebce. – Od pierwszego roku w Hogwarcie… czyli jakieś dziewięć lat. Och, przepraszam, mam tu taki bałagan.
Podeszła do lady, na której prędko pojawiły się wyjmowane przez dziewczynę pędzle. Dużo pędzli. Część pokrytych w połowie zaschniętą farbą.
Pojemnik na pędzle pękł mi po drodze – wyjaśniła. – Nie, nie była sprawdzana… po prawdzie… nie byłam w tym miejscu od tamtego dnia, ale… mam wrażenie, że nic a nic nie zmienił się przez te wszystkie lata – podzieliła się swoim spostrzeżeniem, posyłając Ulyssesowi ciepły uśmiech.
W końcu znalazła różdżkę na dnie swojej torebki.
O, proszę! Oto ona!
Gwen podała różdżkarzowi przedmiot, który – o dziwo – był zupełnie czysty. Jakimś cudem udało mu się uniknąć spotkania z farbami. Dziewczyna natychmiast zaczęła pakować pędzle z powrotem, zbierając bałagan z blatu.
Pomyślała, że po drodze będzie musiała skoczyć do sklepu, w którym kupi coś do przenoszenia pędzli. Noszenie ich w torebce było zdecydowanie złym pomysłem: chowając je do niej zauważyła, że ta od środka była cała w kolorowej farbie, której już prawdopodobnie nie zmyje… Ech, trudno, najwyżej przemianuje tę torebkę na roboczą. Co z tego, że większość posiadanych przez nią przedmiotów zasłużyło sobie już na to miano...





Poświęcić siebie? To właśnie siebie nie można i nie wolno poświęcać.
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed sklepem   28.02.18 23:34

Nienachalnie obserwował młodą artystkę, mimowolnie analizując jej reakcje - mowę ciała, mimikę, intonację. Nie wyglądała mu na jedną z tych niebywale pokrzywdzonych przez anomalie osób, w przedziwny sposób tryskała energią, bił od niej entuzjazm, z jakim dawno nie miał okazji się spotkać, szczególnie w tym sklepie. Większość przynosiła tu różdżki przemielone na stosik drzazg, strzelające iskrami w niekontrolowany sposób, będąc na skraju załamania nerwowego, spowodowanego ogólnym obrazem maja. On sam wypalał raz za razem papierosa, tym paskudnym nawykiem odpowiadając na zmęczenie i zmartwienia. Utknąwszy w przyzwyczajeniu do ponurych twarzy, osnutych delikatną mgiełką obaw oraz wyraźnym odbiciem licznych tragedii, przyjął czyjąś swobodę i lekkość z prawdziwym zaskoczeniem. Nie dał po sobie tego poznać, wybrnął tylko nieznacznie w rozmyśleniach - zastały ich dziwne czasy, skoro beztroska potrafiła wzbudzić w nim zdumienie, prawie zapomniał o istnieniu tej cechy. Tym lepiej dla... Gwendolyn. W zasadzie pytał o nazwisko, dlatego uniósł lekko brwi oraz dłoń, którą wykręcił sugestywnego młynka w powietrzu, mającego skłonić dziewczynę do dodania końcówki do kompletu, by faktycznie mógł odszukać ją w spisach i dopisać dzisiejszą kontrolę. Wewnętrznie skonsternowany i niemalże zatrwożony ignorancją, choć zewnętrznie niewzruszony, obserwował, jak z torby rudowłosego dziewczęcia wyłania się coraz więcej pędzli - czy naprawdę trzymała różdżkę w takim bałaganie, pomiędzy przyborami artystycznymi, bez żadnego zabezpieczenia, specjalnego miejsca? Nie miała jej pod ręką, nie dbała o to, by zapewniała jej bezpieczeństwo? Poczuł, jak pojedynczy mięsień twarzy drgnął w oszołomieniu, przez ułamek sekundy zdradzając jego myśli na ten temat, ale założyłby się, że nawet tego nie zauważyła, pochłonięta poszukiwaniami różdżki. Powoli odliczał w myślach - jedna sekunda, dwie, siedem... j a s n a c h o l e r a, gdyby przypadkiem trafiła na szaleńca w okolicach Nokturnu, byłaby martwa już trzy razy. Posłał jej uprzejmy uśmiech, subtelnie sparaliżowany brakiem poszanowania dla drewnianego przedłużenia dłoni. Pękł pojemnik na pędzle. Nie pierwszy raz spotykał się z takim podejściem, zawsze jednak doznawał małego, wewnętrznego szoku. Różdżka nie była pędzlem. Otrzeźwił się prędko, wyciągając dłoń po grabowy twór. Uniósł go lekko do światła, obracając sprawnie w palcach. Dziesięć cali, ocenił, skrzydło żądlibąka. To wiele wyjaśniało - uznał, spoglądając krótko na właścicielkę tej charakterystycznej osobliwości. Opuszkami przejechał po drewnie, któremu zdecydowanie przydałoby się lekki szlif, gdzieniegdzie raziło szorstką fakturą i maleńkimi zadziorkami, co przy połączeniu grabu oraz niedbalstwa nie zdziwiło go nawet minimalnie. Rdzeń wydawał się siedzieć w strukturze mocno i stabilnie, obstawiał więc, że głównie trzeba będzie zająć się zewnętrzną prezencją oraz kondycją drewna, którego stan mógł się pogarszać. Nietrudno było zauważyć, iż różdżka nie pojawiała się wcześniej na kontrolach.
- Czy w związku z anomaliami zachowywała się niecodziennie? - zapytał krótko. Z tego co zdążył zauważyć, dla grabowych dzieł najbardziej charakterystyczne były problemy z wilgocią. Woda wypływała z nich ciurkiem, przez co - jeśli niezadbane - zaczynały gnić. Świetnie, idealnie, najlepiej było więc trzymać podniszczoną różdżkę z mokrymi pędzlami.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Przed sklepem   Yesterday at 13:22

Wpadł w ogromne, oj ogromne kłopoty. Każda kolejna lekcja z różdżką w takim stanie groziła śmiercią mu, a ponadto wszystkim dookoła. Teddy śmiał nawet sądzić, iż narzędzie było groźniejsze niż same anomalie: większość prób jej użycia kończyło się gwizdami, wybuchami oraz efektami diametralnie innymi od oczekiwanych. Ostatnio na transmutacji, kiedy usiłował przemienić czajnik do herbaty w żółwia, nagle na środku klasy zmaterializował się zdezorientowany kojot, wyraźnie będący w połowie posiłku, jak sądzić po jego zakrwawionych kłach. Nie mylił zaklęć, a pomyłek podobnego kalibru nie należało ignorować. A na pewno nie po tym, kiedy ten paskudny kojot pogryzł jedną z uczennic, nim nauczyciel zdołał zareagować. Teddy był zrozpaczony, lecz długo wzdragał się przed wizytą u specjalisty, przede wszystkim dlatego, że wówczas musiałby mu opowiedzieć, jak do tego doszło. Różdżka nie oszalała wszak bez powodu, który chłopak znał. A przynajmniej podejrzewał. Wolał nie obarczać się winą za głupotę, a jedynie domniemywać.
W drodze specjalnego wyjątku otrzymał pozwolenie na opuszczenie Hogwartu, profesorowie również musieli być zmęczeni ekscesami jego różdżki i usuwania śladów po jej nieposłuszeństwie, i raźnym krokiem maszerował ku znanemu szyldowi. Ostatni raz naturalnie odwiedził Ollivanderów blisko pięć lat temu i wówczas sądził, iż to zarazem jego jedyna wizyta w tym przybytku. Szkolne figle obróciły jednak rzeczywistość i Teddy musiał zmierzyć się z wstydem. Ogromne wyzwanie dla przeciętnego, dorastającego chłopaka, który widząc stojącego za ladą mężczyznę o srogim wyrazie twarzy, już przeczuwał, co się święci. W gęstych tłumaczeniach nigdy nie czuł się dobrze, a zasadniczy ton Ollivandera i jego lordowska godność przytłaczały go niemal zupełnie.
-Panie lordzie, to znaczy, panie Ollivander - krztusił się z nerwów i plątał język, nie potrafiąc wydobyć z siebie składnego zdania - moja różdżka ostatnio straszliwie kaprysi. I jest ogromnie nieposłuszna - zdołał wydukać, kładąc na kontuar swoją własność. Czystą, zadbaną, lśniącą - wizualnie prezentującą się tak znakomicie, jak gdyby przed chwilą wyszła spod ręki mistrza w swym fachu. Jednym niepokojącym szczegółem załączonego obrazka była cienka smużka miętowego dymu, sącząca się wesoło i niefrasobliwie z jej końcówki.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przed sklepem   Yesterday at 14:32

Szybko doszedł do wniosku, iż czasu na rozwodzenie się nad stanem różdżki panny Grey jest zdecydowanie za mało - pojawiali się kolejni klienci, przerywając krótką falę spokoju. Przyjrzawszy się jeszcze raz grabowemu tworowi stwierdził, że zatrzyma go na przegląd oraz zadba o to, by wrócił do właścicielki w jak najlepszym stanie. Nie wątpił, że różdżka będzie po ich interwencji wyglądała oraz współpracowała, jakby ledwo wyszła z warsztatu. Dziewczynie podsunął jedynie formularz, konieczny do wykonania usługi. Zaliczka nie była potrzebna - któż o zdrowych zmysłach zostawiłby różdżkę i nie myślał po nią wracać?
Tuż po rudowłosej klientce trafił mu się jegomość jeszcze młodszy. Zerknął na niego, nie pozwalając podejrzliwości dostać się do jasnego spojrzenia. Może po prostu wyglądał młodziej niż wskazywałaby na to rzeczywistość? Odebrał ostrożnie dzierżoną przezeń różdżkę, aktualnie przypominającą bardziej kadzidło niż magiczny artefakt, po czym pociągnął dyskretnie nosem, sprawdzając, czy miętowa woń przypadkiem nie uderza w spaleniznę - przepalenie rdzenia należało do nie lada wyczynów. Dereniowe drewno wyglądało na nieruszone, własność chłopaka była czysta, nie nosiła też rażących śladów użytkowania. Pod palcami Ollivander wyczuł charakterystyczną dla rogu dwurożca reakcję, różdżka rozgrzewała się pod wpływem dotyku, świadoma, iż to nie właściciel obraca ją w dłoni. Nie chcąc przeciążać uszkodzonego dzieła, położył je na otwartej dłoni, usypiając na chwilę czujność rdzenia. Drewno drgnęło, upewniając Ulyssesa w charakterze zranienia.
- Nie powinieneś być w Hogwarcie? - zapytał twardo, zerkając na gościa. Dwóch pozostałych klientów posłało chłopakowi ciekawskie spojrzenia, różdżkarz własnego także nie odpuszczał. - To nie wina anomalii, zdecydowanie. Jakiś pomysł, w jaki sposób mogła zostać uszkodzona, panie Foss? - uniósł brwi. Teddy Foss, kilka chwil obcowania z dobranym drewnem i pamięć odżywała. Nie szukał w nim niewiniątka, nie bez powodu to dereń postanowił spleść z nim swój los. Mógł domyślać się, jak liche efekty osiągał przy pomocy wymęczonej różdżki - nie było najmniejszej szansy na powodzenie w takich okolicznościach. Czekał na wyjaśnienia, zwlekając z przekazaniem różdżki do góry, bowiem prawda mogła wskazać inną drogę niż kompletna wymiana rdzenia.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
 

Przed sklepem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Różdżki Ollivandera-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18