Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ławki nad Tamizą

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Ławki nad Tamizą   02.05.15 12:58

First topic message reminder :

Ławki nad Tamizą

Alejka ciągnąca się wzdłuż wysokiego muru wzniesionego nad brzegiem Tamizy upstrzona jest niewielkimi, drewnianymi ławeczkami o metalowych zdobieniach. Wieczna mgła nad miastem, a także wilgoć siąpiąca od rzeki,  sprawiają, że ławeczki nie pełnią szczególnie praktycznych funkcji, wciąż są jednakże pełne romantycznego uroku. Mury ozdobione są wysokimi latarniami, dodatkowo obwieszonymi lampkami. Widok po drugiej stronie rzeki ledwo przebija się przez mleczną mgłę, tylko w naprawdę słoneczne dni widać kamienice znajdujące się na przeciwległym brzegu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Kieran Rineheart
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f101-hartlake-road-18-1 https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : auror
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   18.11.18 23:36

Choć starał się przy powitaniu przynajmniej brzmieć bardziej łagodnie niż zwykle, jego głos i tak brzmiał szorstko, nie przyzwyczajony zbytnio do subtelnych i delikatnych nut serdeczności. W jego przypadku to co w sercu rzadko znajdowało się na ustach. Okazywanie emocji zawsze uważał za kłopotliwe. W tej chwili było to jeszcze bardziej trudne, w końcu do przekazania miał wieść tragiczną, na jaką nikt nigdy nie jest w stanie się przygotować. Pytanie zadał po to, bo jeszcze się łudził, że być może Manfreda i Poppy nie będzie łączyło żadne pokrewieństwo. Jego nadzieje w tym zakresie nie spełniły się, przeciwnie, jego największa obawa została potwierdzona i kazała mu dokonać przykrej powinności aurora. Spoglądał na Poppy ze znikomą ilością współczucia w niebieskich oczach, bo nawet jego spojrzeń nie dosięgały emocje. Źle zrobił, że próbował odłożyć złą wiadomość.
Szlag – mruknął pod nosem, marszcząc przy tym jeszcze mocniej brwi, ukazując w ten sposób swoje niezadowolenie, które kierował tylko do siebie samego. Chciał być jak najbardziej subtelny, lecz dobór słów sprawił, że jedynie wzmógł niepokój czarownicy. Normalnie o wiele bardziej nieczule układał zdania, więc i tym razem, pomimo wszelkich chęci, przeszedł do konkretów, ujawniając przykrą prawdę szybciej niż zamierzał. Ale szybkie mówienie o kimś w czasie przeszłym łatwo wchodziło w nawyk, kiedy wielokrotnie widział się śmierć na własne oczy. Zbyt wiele razy miał do czynienia ze zmarłymi. Nie wszystkim rodzinom mógł rzec, że sprawca morderstwa został ujęty. Tylko z zabójstwami miał styczność, taki miał już fach.
Wysłuchał młodej kobiety, pozostając niewzruszonym na jej zmartwione oblicze, rozdygotane gesty, nawet na drżący nieco głos przy tłumaczeniu pokrewieństwa. Ale w środku odczuwał żal, ponieważ nie chciał być posłańcem nieprzychylnego świata dla ludzi o dobrych sercach.
Nie chciałem cię bardziej denerwować – wyrzucił z siebie lekko zachrypniętym głosem, lecz w końcu odchrząknął, po czym powstał z miejsca. – Chciałem się upewnić – dodał ciszej, przez co i jeszcze bardziej mrukliwie. Zaraz jednak wyprostował się, nie chcąc się posępnie garbić, kiedy wyzna wreszcie powód ich spotkania. – Manfred Pomfrey nie żyje – rzekł niczym wyrok, surowy i  ostateczny, bo właśnie taka była sama śmierć. – Jego ciało zostało odnalezione kilka dni temu w jego domu na obrzeżach Sheffield.




When one must fight, he had to do it without hesitation, according to his own nature
Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

hope
is the only thing
stronger than fear

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 35
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   03.12.18 19:08

Wbrew pozorom panna Pomfrey zdążyła już przywyknąć do szorstkiego stylu bycia pana Rineheart, jego chłodu i powagi. Takie zachowania nie były jej do końca obce, choć może nie aż w tak silnym stopniu. Spędziła w końcu pół życia u boku ciotki Euphemii, którą trudno nazwać było ciepłą, czy serdeczną kobietą; nie zaznała od niej ni czułości, ni uczucia. Dziw brał, że nie spaczyło to Poppy na zawsze, lecz miłość i ciepło, które otrzymała od własnych rodziców były zbyt silne. Ona sama miała naturę łagodną i miękką, choć dosyć sztywną. Zazwyczaj trzymała nerwy na wodzy, uchodziła za osobę spokojną, zrównoważoną i rozsadną. Musiała taka być, choć czasami dłonie drżały jej z emocji, a dusza cierpiała - jako uzdrowicielka musiała nauczyć się nad sobą panować. Daleko jej było, rzecz jasna, do spokoju Kierana, który zdawał się być mężczyzną wykutym z kamienia, lecz zazwyczaj nie rozklejała się znowuż tak łatwo.
Ale teraz nie potrafiła zapanować nad sobą. Nie, gdy pan Rinehart ostatecznie potwierdził jej najgorsze obawy.
Manfred Pomfrey nie żyje.
Te słowa wbiły się w serce Poppy niby ostre sztylety wyczarowane dzięki zaklęciu Lamino. Och, nie. Raz dostała tym zaklęciem i ból od zadanych przez nie ran nie mógł równać się z tym, który teraz czuła. Najpierw los odebrał jej rodziców, zdecydowanie zbyt wcześnie i brutalnie, dziecko nie powinno wychowywać się bez matki i ojca. To straszna tragedia, która rzutowała na jej dalsze życie, lecz to wciąż było za mało. Gdy dorosła i po raz pierwszy pokochała, tę miłość także jej odebrano. Łowcy wilkołaków rozerwali Charlesa na strzępy, choć klątwa, która nad nim wisiała nie była jego winą. W pewnym momencie z jej życia odeszła także Valerie, przed kilkoma tygodniami także i Sally. Kobiety, które uważała za siostry. A teraz także i Manfrey...
Czy los naprawdę pragnął, aby została na tym świecie sama, samiutka jak palec? Pozbawiona rodziny i bliskich? To było już dla niej zbyt wiele. Starała się trzymać, starała się być silna, ale teraz pękła. Kolejna śmierć członka rodziny, która kurczyła się w zastraszającym tempie, była dla niej zbyt silnym ciosem.
Spoglądała na pana Rineheart oczyma wielkimi jak talerze. Prędko stały się szklane i przeraźliwie puste. Piegowate policzki spłynęły gęstymi łzami. Zamrugała kilkukrotnie, zła i zrozpaczona jednocześnie; nie wiedziała dlaczego Kieran wypowiadał te słowa takim tonem - surowym i zimnym. Czy nic nie obeszła go ta śmierć? Poppy poczuła złość na cały świat.
Milczała chwilę, po czym ukryła twarz w dłoniach. Zaczęła drżeć na całym ciele i cicho szlochać, nie potrafiła tego powstrzymać. Nie byli z Manfredem nie wiadomo jak blisko, lecz to wciąż była rodzina, nieliczna jaka jej pozostała.
- Jak... Jak to się stało? Dlaczego...? - spytała, nie unosząc spojrzenia.
Czy został zamordowany, panie Rineheart?





I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn't quite loud enough


Powrót do góry Go down
Kieran Rineheart
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f101-hartlake-road-18-1 https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : auror
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   06.12.18 0:40

Spoglądał prosto w te serdeczne i ufne oczy, lecz tym razem musiał się mierzyć z tym, jak szeroko były otwarte z powodu zdumienia, które sam przecież wywołał, gdy wypowiedział ostateczny wyrok, jaki zapadł nad Manfredem. W milczeniu obserwował jak w kilka sekund w niebieskich oczach zbudowały się w pierwsze łzy, na które nie potrafił nic zaradzić. Pocieszanie ludzi nigdy nie było jego domeną i zazwyczaj nie myślał o tym, żeby drobnymi gestami czy skromnymi słowami umniejszać cudze cierpienie. W pracy było mu to obce, łatwiej było w jakimś stopniu wyłączyć uczucia, aby nie mierzyć się z bólem wywołanym przez złą stronę świata. Ale w tej chwili wcale nie był w pracy, to było spotkanie prywatne, ponieważ chciał, żeby Poppy w przypadku pokrewieństwa nie dowiedziała się o odejściu krewniaka z suchego wpisu w rubryczce z nekrologami. Żałował tylko, że nie potrafił jej tej informacji przekazać łagodniej. Sądził, że jeden szybki i mocny cios będzie lepszy niż przeciąganie wyjawienia prawdy. Czyż panna Pomfrey nie zasługiwała na szczerość? Zasługiwała w pełni. Ale serce się krajało na widok jej zranionego oblicza. Choć Kieran w swoim życiu widział wiele zapłakanych młodych kobiet, trudno mu było patrzeć na płacz młodej sojuszniczki, z którą połączyła go misja walki z rozprzestrzeniającym się złem w ramach działalności Zakonu Feniksa.
Został zabity – odpowiedział bez choćby cienie zawahania, choć gdzieś w głębi rosło w nim współczucie, które przy dostarczaniu takich wieści, informowaniu o najgorszym możliwym końcu, było bardzo kłopotliwe, wręcz uwierało duszę i raniło podskórnie. – Morderca wciąż jest poszukiwany, ale nie ma zbyt wielu dowodów – dodał z lekkim niesmakiem, dobrze już wiedząc, że zabójca nie zostanie zapewne pochwycony, skoro nie zostawił po sobie żadnych śladów na miejscu zbrodni. Zacisnął dłonie w pięści ze złości, ale szybko je rozluźnił, nie chcąc swoją postawą bardziej stresować młodej pielęgniarki. – Przykro mi – dodał z wyraźnym brakiem wprawy w wypowiadaniu kondolencji. Nie za bardzo wiedział co zrobić, aby ją wesprzeć.
Przypomniał sobie o złożonej chustce, od lat nieużywanej, którą energicznie wyciągnął z kieszeni płaszcza, ale podał ją już z wyraźnym ociąganiem.
Otrzyj łzy, Poppy – chciał poprosić łagodnie, lecz z powodu wrodzonego chyba braku subtelności wypowiedź zabrzmiał niczym rozkaz, za co szybko się skarcił w myślach. – Nie płacz już – dodał w końcu bardziej mrukliwie, ledwo słyszalnie, wzrokiem uciekając od jej sylwetki gdzieś w bok.




When one must fight, he had to do it without hesitation, according to his own nature
Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

hope
is the only thing
stronger than fear

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 35
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   09.12.18 14:59

Został zabity. Oderwała spojrzenie od poważnej twarzy Kierana, skupiając je na bliżej nieokreślonym punkcie gdzieś we mgle, kłębiącej się nad spokojną taflą Tamizy. Czas na chwilę się dla niej zatrzymał, jakby niewidzialny czarodziej, stojący gdzieś obok, rzucił zaklęcie Horatio; jednocześnie świat wokół stał się zimny i ponury, jeszcze trudniejszy do zniesienia niż przedtem. Spodziewała się tego, co usłyszała; musiał przecież istnieć powód, dla którego tę straszną wieść przekazał jej akurat auror, a nie funkcjonariusz czarodziejskiej policji, czy choćby auror. Spodziewała się tego, ale wcale nie było jej łatwiej tego znieść.
Pamięć podsuwała Poppy obrazy z przeszłości, wspomnienia piękne i pełne wzruszeń, co tylko sprawiło, że strużki płynących łez po upstrzonych piegami policzkach zgęstniały. Przypomniała sobie te chwile, gdy latem odwiedzał ich Manfred z młodszą siostrą, a ciotka Euphemia pozwalała im bawić się w ogrodzie do zachodu słońca. Manfred i synowie cioci Diggory zawsze chcieli odgrywać wojnę czarodziejów, łapali drobne patyki i udawali, że to ich różdżki; Poppy zawsze im powtarzała, że wojna to nie temat do zabawy i odmawiała udziału. Czasami odpuszczali i ulegali dziewczynkom, zgadzając się na zabawę w dom dla świętego spokoju, a czasami musiały z Albertą zająć się sobą. Niejednokrotnie się na nich złościła, ale dziś wszystkie te chwile wspominała z sentymentem.
Nie mogła uwierzyć, że dziś Manfreda już z nimi nie było.
- Dziękuję - odpowiedziała zbolałym głosem; nie wątpiła w to, że panu Rineheart było przykro. Może i był jaki był. Może i był aż zbyt szorstki, poważny i trudny, ale miał przecież dobre serce, po właściwej stronie. Przekonała się już o tym nie raz i nie dwa. Jego praca wymagała, aby taki był - by nie poddawał się emocjom, nie ulegał słabościom. Przyjęła od niego chusteczkę i zaczęła ocierać łzy, choć ramiona wciąż drżały od silnych emocji.
Łatwo było mówić, by przestała płakać.
Starała się to zrobić, naprawdę starała; nie dlatego, że nie czuła już smutku, raczej dlatego, że nie chciała dokładać mu kolejnego ciężaru na barki - miał z pewnością sporo własnych problemów, nie powinna była być kolejnym ze zmartwień.
- Myśli pan, że są szczęśliwi tam... dalej?
Pociągnęła nosem, podążając za spojrzeniem Kierana, gdzieś w stronę rzeki, a zaraz potem wzniosła oczu ku niebu - ku szarym, ołowianym chmurom, za którym krył się błękit. Naprawdę chciała wierzyć w to, że w miejscu, do którego odeszli wszyscy jej bliscy - rodzice, Charles, Manfred - było bezpieczne, ciche i ciepłe, że było im tam dobrze.
- Chciałabym wierzyć, ze czekają tam na nas - powiedziała cicho, nie bardzo zastanawiając się nad tym co mówi; była zrozpaczona, przejęta i przeraźliwie smutna. Chyba potrzebowała pocieszyć samą siebie.





I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn't quite loud enough


Powrót do góry Go down
Kieran Rineheart
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f101-hartlake-road-18-1 https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : auror
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   09.12.18 18:55

Cóż mógł jej tak właściwie powiedzieć? Nie przychodziło mu nic do głowy poza zwykłym przykro mi, wyrażeniem nader często wykorzystywanym przez ludzi. Ale nigdy nie był erudytą, dobierał jedynie słowa proste, pozostając przy tym jak najbardziej szczerym. Rzeczywiście było mu przykro, w głębi serca współczuł przecież Poppy straty. Jednak musiał trzymać fason, nie pozwalając sobie rozsypać się w środku, a potem na zewnątrz. Widział wiele bólu, doświadczał go często, na całe szczęście nauczył się przekuwać go na wewnętrzną siłę. Cierpienie innych było dla niego najlepszą motywacją. Robił wszystko, aby kolejny osoby nie stawały się ofiarami czarnoksiężników, dlatego z taką zaciekłością próbował ująć każdego, kto praktykując czarną magię stanął mu na drodze.
Gdy Poppy zadała mu pytanie, tak bardzo ufnie i rozpaczliwie zarazem, spojrzał na nią z trudem. Nie był pewien, co właściwie myślał w tej materii. W głowie stworzył już tyle teorii i snuł kolejne domysły. Myśli o życiu pozagrobowym kontynuował od dzieciństwa, kiedy po raz pierwszy śmierć dotknęła go osobiście – odebrała mu matkę. Potem pożegnał ojca, lata później żonę. Jakże pragnął, by dobrzy ludzie po śmierci odczuwali tylko szczęście.
Abigail… – zaczął bezmyślnie i przerwał nagle, sam nieco zaskoczony tym, że w ogóle wymówił to imię, poruszony łzami Poppy i ulegając nagłej tkliwości, co chwyciła go za serce i nie chciała puścić. Bardzo ostrożnie zajął miejsca na ławce obok Poppy i sam spojrzał w niebo, w te ciężkie chmury, które zwiastowały im deszcz. Wciąż jednak na ziemię nie spadła ani jedna kropla. Tylko łzy Poppy spływały po jej policzkach. – Moja żona – doprecyzował w końcu, nie mogąc ukryć przy tym bolesnej nuty, która rozbrzmiała w tych dwóch słowach. Nigdy nie pogodził się z jej odejściem. Nie potrafił. Przecież niegdyś tak bardzo wierzył w to, że pisane jest im długie i szczęśliwe życie. – Chcę wierzyć, że gdziekolwiek teraz jest, nadal uśmiecha się łagodnie, jak to kiedyś miała w zwyczaju – odparł cicho. – Wierzę, że jest szczęśliwa i czeka na mnie, że nadal myśli o mnie ciepło.
Nigdy nie odważył się na podobną szczerość wobec Jackie. Przed nią chciał być zawsze mężczyzną twardym, aby wiedziała, że zawsze ma w nim oparcie. Zaś panna Pomfrey… Ona potrzebowała teraz takiego pocieszenia.




When one must fight, he had to do it without hesitation, according to his own nature
Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

hope
is the only thing
stronger than fear

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 35
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   12.12.18 17:36

Nie było takich słów, które mogłyby w tej chwili Poppy pocieszyć, one nie przyniosą ukojenia, choćby najpiękniejsze i wypowiadane z najszczerszym żalem płynącym z głębi serca. Straszna wiadomość musiała przebrzmieć, a ból strawić trzewia, nie pozwolić nocą zasnąć, nie dopuścić by zaznała spokoju. Musiała to po prostu przepłakać, przeżyć, przetrawić. Będzie płakać tak długo, aż zabraknie jej łez, aż łzy wypalą ból, wartkim strumieniem utworzą rzekę, w której zechce się utopić. Ale będzie musiała żyć dalej. Z tym bólem, ze wspomnieniami, dojść do porządku dziennego. Stare ludowe porzekadło mówiło, że czas leczył rany - wystarczyło dać czasowi czas. Nie bardzo w to wierzyła. Minęło tyle czasu, ale jej nic nie minęło. Tęsknota za rodzicami, za Charliem - to wszystko było w niej żywe. Rany zasklepiały się, ale nie goiły, nie zabliźniały. Wystarczyło je podrażnić, pogłębić, by potok łez popłynął znów, by rozkleiła się, rozpadła na drobiny. Składała się na nowo, bo musiała, ale nigdy nie była już tą samą konstrukcją, co wcześniej.
Trzymała się jakoś, bo musiała, bo trzeba było żyć dalej, nieistotne ile razy runęło niebo - żyła dla innych. Poświęcała się w całości. Nie miała męża, nie miała dzieci, nie miała nikogo. Cały swój czas wolny spędzała nad książkami, doskonaląc swoje umiejętności, warząc eliksiry dla Zakonu Feniksa, prowadząc badania - byleby zająć czymś myśli, byleby nie zostać z nimi sam na sam zbyt długo
Uniosła na Kierana wilgotne spojrzenie, gdy padło imię Abigail. Nikt konkretny nie przychodził jej do głowy, ale nie miała odwagi zapytać, dziwnie przekonana, że zaraz wszystko się wyjaśni - i nie myliła się. Mężczyzna usiadł obok niej, a w jego oczach dostrzegła coś, czego nie widziała nigdy wcześniej. Na kilka chwil zniknęła kamienna maska, przez te kilka uderzeń serca widziała pogrążonego w cierpieniu, pełnego bólu i tęsknocie człowieka - i współczucie chwyciło ją za serce, gdy wyjaśnił, że Abigail była jego żoną.
Nieśmiało, nieporadnie wyciągnęła rękę, by ująć prawą dłoń aurora i ścisnąć ją lekko.
- Z pewnością tak jest, proszę nie sądzić, że mogłoby być inaczej. Myślę, że jest z pana bardzo dumna - wyszeptała Poppy; nie znała tej kobiety, może i nie powinna była tak mówić - ale kobieta, która stopiła serce Rinehearta musiała być wyjątkowa. Cudowna, dobra, ciepła. A taka kobieta nie mogłaby nie być dumna z mężczyzny, który tak uparcie walczył o światło, który poświęcał życie, by innym żyło się lepiej.
Nie wątpiła w to, że oni gdzieś są. Nie wątpiła w życie pozagrobowe. Codziennie widywała wszak duchy w Hogwarcie, na ulicy Pokątnej po zmroku, dowody na to, że dusze istniały, że było coś dalej - jedynie nikt nie wiedział co. Bardzo chciała wierzyć, że zmarli byli tam szczęśliwi i spokojni.
- Pewnego dnia znowu się znowu się z nimi spotkamy - mówiła cichutko dalej, nie wiedząc, czy bardziej do siebie, czy też do Kierana.





I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn't quite loud enough


Powrót do góry Go down
 

Ławki nad Tamizą

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18