Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Boczna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Boczna ulica   02.05.15 13:10

First topic message reminder :

Boczna ulica

Jedna z wielu bocznych uliczek Londynu, mniej zatłoczona, cichsza, otoczona raczej budynkami i kamienicami mieszkalnymi, niż sklepikami i restauracjami. Wzdłuż chodnika piętrzy się rząd przepięknych latarni, rozświetlających nocą gęste mroki nieprzeniknionej londyńskiej mgły. Raz na jakiś czas przejedzie mugolski samochód, kiedy indziej drogę przebiegnie dziecko. Wysoka zabudowa uniemożliwia rozpoznanie jakichkolwiek orientacyjnych punktów miasta w oddali, nie da się dostrzec stąd Big Bena. Łatwo się zgubić, jeśli nie zda się dobrze miasta.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   07.12.15 21:37

Jeśli chodzi o pamięć Lyry, było z tym bardzo różnie. O ile była w stanie bardzo dokładnie odtwarzać szczegóły podczas szkicowania lub malowania, tak posiadała też tendencję do spychania na margines mniej przyjemnych wspomnień, woląc przeżywać mocniej te dobre. Dzięki temu łatwiej jej było nie myśleć o okresie po wypadku, który zdecydowanie nie należał do najlepszych okresów jej życia. Poszczególne dni wydawały się zacierać, twarze zlewać. Ale kilka z nich pamiętała. Oliver należał do nich, choć pewnie gdyby nie odświeżyłby jej pamięci kilka tygodni temu i gdyby teraz jej nie zawołał, nawet nie zwróciłaby na niego uwagi na ulicy.
Lustrując go bystrym spojrzeniem zielonych oczu, mogła dojść do wniosku, że był raczej niepozorny. W takich miejscach jak Pokątna, a nawet mugolski Londyn, zdecydowanie nie był kimś, kto z daleka rzucał się w oczy i był łatwy do zapamiętania. Ciemnowłosy, niezbyt wysoki jak na mężczyznę (ale i tak dużo wyższy od niej, jak niemal każdy z wyjątkiem dzieci), będący w podobnym wieku do jej brata. Może nawet się znali? Chociaż Garrett nigdy nie wspominał jej o kimś takim, więc ich ewentualne relacje pozostawały dla niej tajemnicą. Jego wygląd nie zdradzał też na pierwszy rzut oka pochodzenia ze szlachetnego rodu. Zresztą, Lyry także nie; znoszona, chociaż zadbana sukienka, sfatygowana torba i zakurzone od ulicy buciki na płaskim obcasie sugerowały wyraźnie, że w domu dziewczyny się nie przelewało. Jedyną piękną, cenną rzeczą, jaką miała, był pierścionek zaręczynowy, od razu mówiący, że to niepozorne dziewczę o nakrapianej buzi, które dopiero skończyło szkołę, już zostało uwikłane przez rodzinę w odpowiednio zaaranżowany związek.
Może była naiwna, ale właśnie na to liczyła, malując. Że ktoś ją zauważy, doceni, pomoże jej zaistnieć, dzięki czemu Lyra nie będzie musiała już nigdy zarabiać na ulicy, zamiast tego przyjmując zamówienia we własnej wymarzonej pracowni, malując na zlecenie przedstawicieli zamożnych rodów, dzięki którym już nie zazna biedy, w której się wychowała. Nie była może próżnym, materialistycznym dziewczęciem pragnącym błyskotek i innych zbytków, ale chciała osiągnąć w życiu coś więcej, chciała spełniać swoje marzenia i czerpać satysfakcję z nawet drobnych sukcesów. Za życia, w końcu co jej przyjdzie z pośmiertnej sławy? Może co najwyżej jej rodzinie, jeśli będzie ją miała. A chciała mieć.
Prawdą było też, że bardzo potrzebowała eliksirów, mniej niż kiedyś, bo czuła się znacznie lepiej niż rok temu, ale nadal nie potrafiła ich całkowicie odstawić. Może to już nałóg? Jej ciało każdego ranka potrzebowało nowej dawki, a gdy jej nie dostarczała, protestowało bólami mięśni, stawów i głowy, które nie pozwalały skupiać się należycie na codziennych czynnościach, o malowaniu nie wspominając.
- Właściwie to... zależy – odparła, gdy zapytał o pracochłonność malowania. Lyra najbardziej lubiła malować pejzaże i krajobrazy, choć to portrety cieszyły się szczególną popularnością wśród zamożnych rodów, więc tym bardziej musiała włożyć w nie dużo pracy, by być zadowoloną z efektu. Czasami wykonanie jednego obrazu wymagało długich godzin wytrwałego malowania. – Niektóre obrazy praktycznie malują się same. Nad innymi trzeba zastanowić się dłużej i starannie wyczuć to, co chcę uchwycić. Podejrzewam, że to trochę jak z eliksirami, choć niestety nigdy nie nauczyłam się tej zawiłej sztuki w odpowiednim stopniu.
Warzenie eliksirów także w pewnym sensie było sztuką, choć tą jej nie obdarzono; Lyra co prawda zaliczyła wszystkie egzaminy w Hogwarcie, ale z pewnością nie odważyłaby się samodzielnie próbować uwarzyć potrzebnych jej mikstur leczniczych.
- U mnie... wszystko w porządku – rzekła ostrożnie. I oczywiście, nie mówiła mu wszystkiego. Nawet bratu, a może zwłaszcza jemu, nie przyznawała się do pewnych rzeczy. – Na pewno lepiej, niż w zeszłym roku. Ale dziękuję za zainteresowanie, to miłe z twojej strony.
Uśmiechnęła się blado. Skoro ją zaczepił, musiał ją pamiętać. Nie wiedziała jednak, że teraz już nie robił eliksirów dla Munga, a zajął się działalnością nieco innego rodzaju. Skąd miała wiedzieć?
- Jak idzie warzenie eliksirów? – zapytała więc, uznając, że zapytanie o coś leżącego w zakresie jego zainteresowań nie zostanie źle odebrane. Była po prostu ciekawa jego pracy.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Oliver Burke
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://morsmordre.forumpolish.com/t1843-oliver-thomas-burke http://morsmordre.forumpolish.com/t1857-oliver
Zawód : alchemik, pracuje u Borgina&Burke'a
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Potem wkradasz się cicho, by nikt cię nie widział,
Musisz uderzyć bez wahania, gdy nadejdzie odpowiednia chwila
OPCM : 1
UROKI : 2
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   09.12.15 12:34

Zrozumienie ludzi zawsze przychodziło mi z pewnego rodzaju trudnością. Nie potrafię trafnie odgadnąć, co dzieje się wewnątrz ich głów, kiedy ze mną rozmawiają, nie rozumiem ich pobudek do podjęcia konkretnych decyzji, a miejscami nawet nie mam ochoty się nimi zajmować. Nie, żeby coś, ale mam ważniejsze sprawy na głowie niż zabawa w psychoanalizę - w końcu od tego są specjaliści w Mungu, niech się wykażą. Czasem jednak odczuwam wrażenie, jakbym natrafiał na ścianę, zupełną i nieprzeniknioną, zza której nie jestem w stanie dojrzeć nawet zarysów kształtów. Widzę, jak mur wznosi się, roztacza, kompletnie odcinając mnie od drugiej osoby i pozostawiając na uboczu. Całe szczęście, że działa to w obie strony - już dawno temu zdołałem odkryć, że ludzie niezbyt są w stanie odczytać szereg moich intencji. I miejscami jest to dobre, bo daje mi przewagę. Mogę ubierać w czułe słówka prawdziwe cele tak, by postępowali bez najmniejszej wiedzy i czynili zgodnie z każdą moją najmniejszą sugestią. Uwielbiam to oglądać i widzieć potem ich zaskoczenie, gdy już dawno jest po wszystkim. Naprawdę, niewiele rzeczy jest w stanie dać tak dużą satysfakcję.
Obserwowałem Lyrę uważnie, lecz bez nachalności, którą mogłaby rzecz jasna błędnie odczytać. Czułem na sobie spojrzenie jej ciekawych świata, zielonych oczu, z tęczówkami uniesionymi nieco ku górze, ze względu na dzielącą nas różnicę wzrostu. Na drobnej dłoni zauważyłem już wcześniej pierścionek - czy wszyscy w moim pobliżu muszą się zaręczać? Nieuchronnie ogarnęło mnie zmartwienie przypominające, że ja również będę musiał wypełnić rodowy obowiązek. Prędzej czy później. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi propozycja później, choć mój wiek wskazuje ewidentnie na to, że zostało mi już niewiele czasu. Ech. Nie powiem, nie czuję się z tym dobrze. Nie jestem zainteresowany związkiem, bo od kobiet o wiele bardziej pociąga mnie nauka. Wszystko w porządku, ustatkuję się, ale najpierw wolałbym spełnić swoje priorytety. Jedynym, co dodaje mi tutaj otuchy, jest świadomość podobnego stanu starszego ode mnie kuzyna. Czuję jednak, że to nie potrwa długo. Zarówno w moim, jak i jego przypadku.
- Teraz rozumiem. - odpowiedziałem, kiwnąwszy przy tym głową. - Na malowaniu się nie znam, ale skoro tak mówisz, jest w pewnym sensie podobne. Są łatwiejsze i trudniejsze receptury. Jak wszędzie. - Wzruszyłem ramionami.
Im dalej w rozmowę, tym bardziej ogarniała mnie ochota, by jednak jakoś się pobawić. Nie chodziło tu o samą propozycję, ale o liczne domniemania, które póki co krążyły po mojej głowie przyćmione, stłumione i jakby nieobecne. Nasilały się jednak z każdą chwilą, postępując i tym samym ujawniając. Zmrużyłem odrobinę oczy. Cóż, chyba warto się przyznać, że absolutnie n i c mojej osobie nie umknie. Jeśli ktoś myśli, że pojawi się w moim zasięgu niezauważony, będę zmuszony go rozczarować. Szczury wiedzą i widzą wszystko, a wraz z nimi widzę i wiem wszystko ja. Jestem chodzącym zbiorem informacji. Słowne oszustwo Lyry zdałem się puścić mimo uszu, jednak w rzeczywistości postanowiłem odrobinę dłużej ją pomęczyć. Oczywiście nie bezpośrednio, aż taki grubiański nie jestem.
- Cieszę się. - Nadal nie pozwalam uśmiechowi opuścić mojej twarzy. - Bo miałem właśnie nadzieję, że o s t a t n i o wszystko przebiega bez zarzutów. - Drobna sugestia, płomiennowłosa malarko. Bardzo, bardzo drobna, ale kłująca niczym igiełka. Nie pozwolę ci czuć się w tej sytuacji tak pewnie, bo wszystko może wyjść na moją korzyść. Nie pokażę ci, że całkowicie zignoruję puszczony przez ciebie ogólnik. Aby jednak nie podsycać i nie zagęszczać zbyt bardzo atmosfery, nadal zdecydowałem się prowadzić luźną konwersację. Nikt mi nie zabroni.
- Bardzo dobrze. Rozpocząłem własną działalność - oświadczyłem ze spokojem. Sam nie wiem, czy jej zdawała sobie sprawę czy nie, ale nie miało to większego znaczenia. Akurat tutaj nie mam nic do ukrycia, więc mogę być spokojny.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   09.12.15 19:52

Tak na dobrą sprawę Lyra wciąż wiedziała o świecie i ludziach żałośnie niewiele. Miała zaledwie osiemnaście lat i niedawno skończyła szkołę, świat dorosłych dopiero się dla niej otwierał, a wiele rzeczy było dla niej tajemnicą. Poszczególne zawiłe relacje, układy... Była z boku tego wszystkiego. Nie dość, że młoda, to jeszcze z niezbyt liczącego się rodu. Nie była też aurorem, jak jej brat. Musiało minąć sporo czasu, żeby zdobyła większe obycie, a teraz jeszcze mogła cieszyć się ostatnimi chwilami beztroski. Ostatnimi, bo pierścionek zaręczynowy na palcu przypominał jej, że została komuś obiecana i w ciągu najbliższych miesięcy (kiedy dokładnie, tego jeszcze nie wiedziała), spadną na nią nowe powinności. W jej przypadku najwyraźniej nie było mowy o żadnym „później”, to było przywilejem rodów posiadających pewniejszą pozycję. Matka, próbując zapewnić im lepsze życie, uparła się zaaranżować związki swoich dzieci w tradycyjny sposób, nie pozwalając im na dokonanie własnego wyboru. A że sytuacja jej rodziny była kiepska... To tłumaczyło cały pośpiech pani Weasley, szczególnie w przypadku Lyry.
- Właśnie tak to wygląda – potwierdziła. Pod pewnymi względami malowanie było jak eliksiry. Jedne obrazy były proste do stworzenia, inne skomplikowane. Jedne mikstury potrafiłaby przygotować sama mimo przeciętnych umiejętności w tym zakresie, a innych... Cóż, wolała nie tykać. Nie chciała przecież się przez przypadek otruć lub wysadzić w powietrze podczas warzenia. Ale do malowania, jak wierzyła, miała talent. Musiała mieć odwagę podejmować się coraz trudniejszych wyzwań, by ten talent rozwijać. Ale mimo wszystko malarstwo było obarczone dużo mniejszym ryzykiem niż robienie eliksirów.
Wyczuła jednak, jaki nacisk położył na słowie „ostatnio”. Po jej plecach mimowolnie przebiegł dreszcz, a wcześniej lekko zarumienione policzki pobladły pod piegami. Poruszyła się nieco niespokojnie, choć miała nadzieję, że nie zauważył żadnej dziwnej reakcji. Jednak po tych jego słowach mimowolnie zaczęła się zastanawiać; czy Oliver mógł coś wiedzieć o jej małej „przygodzie” ze schwytaniem przez Wooda i z późniejszym poszukiwaniem niejakiej Melanie Karkarov, ukrywającej się na Nokturnie czarownicy, która przez jakiś czas podszywała się pod nią? To była jej pierwsza myśl, pierwsza obawa, która pojawiła się w jej głowie, zasiewając w niej niepokój. Ale, z drugiej strony, może tylko była przewrażliwiona i niepotrzebnie doszukiwała się w jego wypowiedzi jakiegoś drugiego dna? Może odnosił się do tego, czy czuła się lepiej w porównaniu ze stanem po wypadku, kiedy to zetknęli się ze sobą w Mungu? Nie potrafiła go rozgryźć.
- Tak, wszystko jest w jak najlepszym porządku, dawno nie czułam się tak dobrze. Dziękuję za troskę. – Znowu nie była do końca szczera. Co prawda teraz było w porządku, nic odbiegającego od normy się nie działo, ale od lipcowych wydarzeń wcale nie minęło tak wiele czasu. I jeszcze ta zagadkowa utrata wspomnień, jaka miała miejsce parę tygodni przed sytuacją z Melanie Karkarov i aurorem Woodem?
Wciąż była blada, niespokojna. Obejrzała się przez ramię, jakby się nad czymś wahała, ale ostatecznie znowu zwróciła się w stronę Olivera. Wykręcając się od rozmowy i odchodząc, wzbudziłaby w nim jeszcze większe podejrzenia, że w jej życiu faktycznie coś się wydarzyło. Chociaż zaskakujący był sam fakt, że w ogóle tak się nią interesował. Z pewnością nie tylko dla niej warzył eliksiry w przeszłości.
- Własną działalność? Więc już nie pracujesz w Mungu? – zapytała, unosząc lekko brwi. Mógł wyczuć, że próbowała prawie na siłę zmienić temat na bardziej neutralny. I rzeczywiście nieco się zdziwiła jego późniejszymi słowami, w końcu takie posady były uważane za pożądane, ale własna działalność niewątpliwie zapewniała więcej swobody. A mężczyzna wyglądał na kogoś, kto cenił sobie niezależność w tym, co robił. – Mam nadzieję, że interes jakoś się rozwija i masz dużo ciekawych zamówień. Teraz sama wiem, że początki są trudne. Przez pierwsze dni malowania na ulicy miałam wrażenie, że wszyscy obserwują mnie ukradkiem... Musiało upłynąć trochę czasu, zanim pojawili się pierwsi klienci, którzy dali mi szansę, bym w ogóle mogła się wykazać twórczo.
Do tej pory wspominała ze stresem te pierwsze dni, swój lęk, że nigdy nie zostanie prawdziwą malarką i przygnębienie, gdy wracała do domu bez zarobku i musiała polegać wyłącznie na pomocy brata.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Oliver Burke
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://morsmordre.forumpolish.com/t1843-oliver-thomas-burke http://morsmordre.forumpolish.com/t1857-oliver
Zawód : alchemik, pracuje u Borgina&Burke'a
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Potem wkradasz się cicho, by nikt cię nie widział,
Musisz uderzyć bez wahania, gdy nadejdzie odpowiednia chwila
OPCM : 1
UROKI : 2
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   10.12.15 13:15

Na sporządzonej przeze mnie liście wad króluje głupota i niemal równoważna z nią naiwność. Niedostosowanie się do obowiązujących na świecie reguł to najgorszy cios, jaki można sobie zadać, oczywiście w moich oczach. Nie współczuję jednak takim ludziom, wychodząc z założenia, że idealnie zasługują na los, jaki ich napotkał. To jak specjalne zamówienie, składane dużo wcześniej i przychodzące w odpowiednim czasie. Tragedie wśród ludzi rzadko kiedy mnie wzruszają, chyba obojętnieję już zupełnie na tle tej rzeczywistości. Przynajmniej tracę mniej czasu, nie roztkliwiam się, widząc szereg nekrologów w gazetach i opisy poszczególnych tragedii. Co ja myślę, przecież ja w ogóle gazet nie czytam. Jeśli już to przelotnie, sam jestem sobie codzienną prasą i to, muszę przyznać, nad wyraz szczerą i autentyczną. Drugiej takiej nie da się znaleźć.
Osoba Lyry mnie bawi. Będę szczery, zdążyłem ją polubić jeszcze podczas wizyt w Mungu, choć nigdy nie przypisywałem jej szczególnej inteligencji, która - nawet jeśli gdzieś była obecna - została zupełnie stłamszona przez brak doświadczenia życiowego. Może nawet jej współczułem, taką odrobinkę. Nie mam pojęcia, ale fakt faktem ledwo powstrzymywałem się teraz od śmiechu. Utrzymywałem usta nadal w tej samej pozycji, czyniąc z twarzy dobrze spreparowaną, urzekającą w swoim wyrazie maskę. Nie do odgadnięcia, żadnego drgania powieki, absolutne n i c , co mogłoby wskazywać na zmianę mojego nastawienia do dziewczyny. Drobną zaczepkę słowną, którą ją uraczyłem. Przyglądałem się jej zachowaniu z pewnego rodzaju pobłażliwością, na którą jednak nie mogłem sobie pozwolić na zewnątrz, kontemplując wszystko jedynie w myślach. Widziałem, jak dziewczę popada w stan zachwiania, nieomal nie tracąc wewnętrznej równowagi, gdy zostało zbite z tropu przez moje niejednoznaczne słowa. Ale to było zakłamanie. Jestem pewny, że oboje wiemy, o co chodziło. Lyra jedynie nie chce tego do siebie dopuścić, cóż, prędzej czy później zstąpi na nią oświecenie, już ja się postaram, wierzcie mi, potrafię. Kiepska z niej aktoreczka, o zgrozo, nawet zdesperowany Rogogon nie wziąłby jej pod swoje skrzydła. Nie wróżyłbym jej szczęścia nawet w Ministerstwie. Z tą swoją prostolinijnością... Mogłem z niej czytać jak z otwartej książki. Każdy by mógł, nawet największy imbecyl świata, mógłby stać się przy niej mistrzem oszustwa. Jeśli się nie dostosuje, nie wróżę jej dobrej przyszłości. Całe jednak rozważania zostawiam tylko i wyłącznie dla siebie, skupiając się na rozmowie i dalej kontynuując niewinną - przynajmniej z pozoru - konwersację.
- Ależ proszę. - Uśmiechnąłem się odrobinę szerzej. Cała przyjemność po mojej stronie. - Widzisz, po prostu chciałem powiedzieć, że w razie czego moja oferta jest wciąż aktualna. Wydawałaś się trochę blada. A może ja mam przewidzenia. - Zamilkłem na moment, niby się zastanawiając.
A to niespodzianka! Wiem, że temat mojej osoby będzie jej na rękę, bo próbuje sobie wmówić, że ucieknie od tego, co właśnie nad nią wisi. A co ma wisieć, nie utonie, jak mawia jedno z pięknych przysłów i nim mam zamiar kierować się, słuchając słów panny Weasley z wyraźnym zainteresowaniem. Czyli nie wiedziała. Może i lepiej, całe jej szczęście w tym, że nie musi przebywać cały czas w szpitalu. Patrząc na konieczność brania eliksirów nadal po kuracji, szczęście to powinno dotyczyć również jej portfela, a raczej jego braku. Nigdy bym nie powiedział, że to niewinne i nieśmiałe stworzenie będzie zdolne do jakiś rozbudowanych wypowiedzi. Podobne jej osoby z reguły palą się rumieńcem i na tym cała rozmowa ulega zakończeniu. Ewentualnie wypuszczają z siebie pojedyncze wyrazy i choć mnie samemu do elokwencji daleko, przy nich wychodzę na prawdziwego krasomówcę. Może jeszcze coś z ciebie będzie, panno Weasley.
- Nie pracuję tam mniej więcej od roku, a powodzi mi się całkiem przyzwoicie - stwierdziłem, czując we wnętrzu lekką dumę. Cóż, nie wyszedłem z samego Munga na ślepo. Miałem wszystko przygotowane, kuzyn przyjął mnie bez większych komplikacji. Pod tym względem powodziło mi się lepiej niż Lyrze. - I tego samego życzę tobie. Mam nadzieję, że szybko znajdziesz sobie jakiegoś... - tu zatrzymałem się na ułamek dłużej, szukając odpowiedniego słowa - mecenasa, dobrze mówię? Kiepsko idzie mi obracanie się w tematach sztuki - przyznałem szczerze. Ale raczej mecenasa nie miała, skoro wciąż kurzyła się na Pokątnej, pozbawiona nawet prawdziwej pracowni.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   11.12.15 12:51

Niestety, była naiwna. Mimo biedy i licznych braków w życiu, toczyło się ono spokojnym, stabilnym rytmem (nie licząc wypadku oraz tych paru incydentów z lipca), więc Lyra nie została zmuszona do szybkiego dorośnięcia i pojęcia najciemniejszych stron życia. Miała kochającą rodzinę, co w świecie starych rodów, gdzie najważniejsza była czystość krwi i gra pozorów, było rzadkością i miała swoją pasję, w której się realizowała. Już prawie nie myśląc o tym, że jeszcze jakiś czas temu malarstwo było tylko pasją, tylko planem awaryjnym. Teraz było i pasją, i źródłem jej utrzymania. Na razie na tyle skromnym, że musiała korzystać również z pomocy brata. Choć pewnie byłoby łatwiej, gdyby nie eliksiry. Lyra wolałaby nie musieć ich już zażywać, jednak wiedziała, że jej organizm będzie się ich rozpaczliwie domagać, nie mogąc bez tego poradzić sobie z późnymi skutkami klątwy. Dzięki nim funkcjonowała normalnie, nawet udało jej się skończyć Hogwart mimo prognoz uzdrowicieli, że nie będzie w stanie tak szybko kontynuować nauki.
Jego wcześniejsza uwaga spłoszyła ją. Mimo upływu czasu, wspomnienia o Woodzie i Melanie Karkarov nadal były nieprzyjemne. Przywodziły na myśl kłujący cierń, który wbił się w nią i odzywał się nieprzyjemnie za każdym razem, gdy został podrażniony przez wspomnienia, nawet niewinne aluzje, mogące jej sugerować, że ktoś wie o tamtych wydarzeniach. Tylko Samuelowi opowiedziała całą historię, jednak Oliver mógł poznać sprawę z zupełnie innych źródeł. Cała historia z pewnością krążyła wśród aurorów (w końcu jeden z nich zginął, a drugi został uszkodzony), ale możliwe, że i na Nokturnie była znana. W końcu większość tych wydarzeń rozegrała się tam, nie licząc samego schwytania Lyry i zabrania jej przez Wooda w podziemia Tower. Bardzo daleko idący krok, biorąc pod uwagę niewinność nastolatki, ale najwyraźniej aurorzy woleli dmuchać na zimne. Swoją drogą, ciekawe, czy jej brat kiedyś stanie się tak zafiksowany, jak Wood? Miała nadzieję, że nie.
Skąd wiedziałby o tym Oliver? Jeśli, oczywiście, wiedział; bo może Lyra po prostu także stała się na swój sposób nadmiernie przewrażliwiona. Niemniej jednak, zaczęła się zastanawiać, czy wiedział, a jeśli tak, to ile. A może kiedyś spotkał Karkarov? Jeśli tak, jeśli coś o niej wiedział... Wtedy to Lyra, mimo całej nieprzyjemności tej sprawy, zapewne by się zainteresowała. Bojąc się tej kobiety, jednocześnie chciała dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Ta ciekawość miała zakazany posmak; w końcu obiecała, że już nie będzie pakować się w żadne tarapaty.
- Naprawdę? – zapytała; rzeczywiście była bardzo blada, ale to było u niej normalne, zwłaszcza w ciągu ostatniego roku. Uczepiła się kurczowo myśli, że tylko o to mu chodziło; o jej stan zdrowia, nie o sprawę z Karkarov. Oszukiwała samą siebie? Tak było łatwiej, ale czy lepiej? Okaże się. – Ja... To znaczy... Rzeczywiście, chociaż czuję się lepiej, wciąż muszę zażywać eliksiry. I nie mam swojego stałego źródła, więc może... Jeśli nie masz nic przeciwko, mogłabym przyjąć twoją propozycję i zgłosić się do ciebie, kiedy będę potrzebować nowej porcji.
Zawsze to jedno potencjalne źródło więcej, do którego mogłaby się zwrócić w razie potrzeby. Mimo tej konsternacji, którą w niej wzbudził, postąpiłaby głupio, odrzucając jego ofertę.
- To dobrze – rzekła. Cóż, rzeczywiście miał więcej szczęścia niż ona; Lyra była zupełnie sama, nikt z rodziny nie mógł przetrzeć jej szlaków. – Bardzo bym tego chciała, Oliverze. To bardzo ważne dla początkującego artysty, mieć kogoś, kto wprowadziłby mnie w ten zawiły artystyczny świat. Jestem kompletnym samoukiem, nikt w rodzinie nie zajmuje się sztuką.A na prywatnego nauczyciela nie było ich stać, dodała gorzko w myślach. Elizabeth obiecała jej pomóc, ale do tej pory poza obietnicami nie zrobiła zbyt wiele. Może nie miała czasu? Lub po prostu uznała, że Lyra nie jest dostatecznie dobra? Ta myśl nie była przyjemna.
Nadal nie potrafiła go rozgryźć. Jego twarz nadal sprawiała dość dobroduszne wrażenie. Nie ulegało wątpliwości, że miał w udawaniu dużo większą wprawę niż panna Weasley. Tylko jakiś nikły głosik w głowie szeptał w jej ucho obawy, że sympatyczność mężczyzny i troska o jej stan mogą okazać się tylko pozorem, i że Oliver wie dużo więcej, niż mówi. Mogła tylko czekać na dalsze słowa, które wypowie, spróbować dopatrzeć się w nich dalszych oznak sugerujących jego zainteresowanie sprawą.
- Znasz może kogoś, kto potrzebowałby jakichś obrazów? – zapytała jeszcze; mimo swego zaciekawienia, zaczynała kluczyć, odciągając jego uwagę od wiadomej kwestii. Poza tym, nowe zlecenia zawsze były pożądane przez Lyrę; nie tylko w kwestii zarobku, ale i nabywania nowych doświadczeń, rozwijania się.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Oliver Burke
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://morsmordre.forumpolish.com/t1843-oliver-thomas-burke http://morsmordre.forumpolish.com/t1857-oliver
Zawód : alchemik, pracuje u Borgina&Burke'a
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Potem wkradasz się cicho, by nikt cię nie widział,
Musisz uderzyć bez wahania, gdy nadejdzie odpowiednia chwila
OPCM : 1
UROKI : 2
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   11.12.15 18:13

Poczeka. Wszystko może poczekać. Odłożyłem myśli o Melanie Karkarov w kąt mojego umysłu, dla pewności przykrywając je cieniem, aby nie miały prawa podświadomie się wydostać. To jeszcze nie była odpowiednia chwila, a całe przedstawienie prezentowało wyłącznie p r e l u d i u m tego, co mogło nastąpić w przyszłości. Nie, żebym był specjalnie zaangażowany w całą sprawę, ale swoje wiem i nie zamierzam ukrywać, że jest inaczej. Już porzuciłem myśli o wewnętrznym terrorze sprowadzonym przez moje słowa na dziewczynę. Ale naprawdę, jej rozchwianie sprawiało mi przyjemność. To jak patrzenie na niknącą gdzieś sylwetkę, która tańczy na krawędzi przepaści, potyka się - i z góry wiesz, że runie w ciemne odmęty, ale mimo tego ta chwila zdaje się nieubłaganie wydłużać, jej malujące się na twarzy zdziwienie, rozszerzone oczy i wydobywający się z gardła krzyk, który po ułamku sekundy zostaje pożarty przez nieprzeniknioną otchłań. Tak właśnie wygląda. Wiesz, że upadnie, nikt nie musi tobie powtarzać, a mimo tego patrzysz się jak zahipnotyzowany. I czekasz. Czekasz, aż całkowicie zniknie. Niemniej jednak zmieszanie Lyry w ogóle mnie nie dziwi, bowiem co taka młoda, niedoświadczona dziewczyna, mogłaby słyszeć o nokturnowym półświatku? Zapewne mama ją ostrzegała, by nie zapuszczała się w owe miejsca,  ponieważ są niebezpieczne. Koniec. Poniekąd wcale nie uważam tego za złe, bo sam chronię moją drogą kuzynkę Maire przed różnymi ciemnymi stronami otaczającego świata, podobnie jak i nie sądzę, że obecność panny Weasley w tej skrytej za Pokątną ulicy byłaby jakkolwiek pożądana - zarówno przez nią jak i przez innych. Całość moich rozważań postanowiłem jednak zostawić na później. Jeszcze będę miał ku temu wystarczającą ilość czasu, bo zdawało mi się, że zdołaliśmy nawiązać nić porozumienia.
- Na tyle, abym wolał się upewnić - przyznałem bez większego zawahania, wychodząc z pewnością na całkowicie szczerą osobę. Bo i szczerze mówiłem, Lyra naprawdę wyglądała na dość, jakby to ująć, poszkodowaną. Wydawała się słaba i krucha. Byłem alchemikiem w Mungu, umiem rozpoznać, kiedy coś nie do końca jest w porządku. Jak się widuje osoby z problemami, wyczuwa się je na odległość. - Bardzo dobrze, zgłoś się, gdy zajdzie taka potrzeba. Często bywam na Pokątnej, więc nie ma problemu - powiedziałem. Nie chciałem jej mówić, gdzie pracuję, pewnie tylko bardziej bym ją zniechęcił. Swoją drogą, ciekawe czy słyszała, czym zajmuje się jej drogi brat Barry. Zakładam, że nie. Weasley na Nokturnie, cóż, to dość nietypowa sprawa i nie sądzę, aby rodzina pochwalała to w jakikolwiek sposób. Ale to akurat nieszczególnie mnie obchodzi i równie szybko poruszam owe rozważenie.
Widziałem, jak bardzo chce zmienić temat. Pozwoliłem jej na to, ledwo powstrzymując się od skrzywienia przy opiece nad artystami. Będę szczery, w mojej rodzinie sztuka praktycznie była nieobecna. Alchemia, eliksiry, handel - owszem. Ale na pewno nie obrazy i kwestie mecenasów. Od tego są choćby Fawley'e, za którymi akurat mój ród nie przepada. Wolę nie wywoływać wilka z lasu.
- Niestety nie znam - odpowiedziałem więc, starając się nadać tonowi możliwie największą obojętność. - Ale jeśli poznam, wspomnę mu o tobie - dodałem, żeby nie wyjść na całkowicie ignorującego poruszoną przez nią sprawę.
Postanowiłem też dodać coś od siebie, zanim odwrócimy się i ruszymy w zupełnie innym kierunku. Nie miałem czasu, by stać tutaj godzinami i zapuszczać korzenie między łączenia kostek na chodniku. Byłem cały czas w ruchu, choć mogłem sobie pozwolić na chwilę zatrzymania.
- Przede wszystkim zajmuję się interesami i nauką. Nie myślałaś nad inną pracą, czy zawsze chciałaś być malarką? - zapytałem, bo nie dawało mi to spokoju. Trochę dręczyło mnie, czemu nie podjęła się innego zawodu. Co prawda to jej sprawa, ale niektóre postępowania ludzi wydają mi się niepojęte.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   12.12.15 0:53

Oliver niechcący (a może celowo?) podrażnił tę zadrę, która, choć na co dzień tak uparcie ignorowana przez Lyrę, w głębi duszy nie potrafiła zupełnie zniknąć. Nic dziwnego, że była rozchwiana, że jego słowa wzbudziły właśnie takie skojarzenia, chociaż równie dobrze, mógł mieć na myśli po prostu jej stan po wypadku.
To świadczyło o tym, że nadal nie do końca uporała się z tamtymi wydarzeniami, skoro nadal wyzwalały w niej takie reakcje.
- Oczywiście, zgłoszę się. Dziękuję za propozycję. Jestem na Pokątnej prawie codziennie, więc... będę cię wypatrywać – Kiedy jednak przyjdzie co do czego, pozostanie jeszcze kwestia zobowiązań Lyry w zamian za wyświadczoną jej przysługę. Podczas tej rozmowy Oliver jednak ani razu nie nawiązał do tej kwestii, ograniczając się do zaproponowania dziewczynie, że może jej pomóc. Jednak czas na dokładniejsze negocjowanie warunków przyjdzie, kiedy Lyra złoży mężczyźnie swoje pierwsze zamówienie. Jeszcze nie wiedziała, kiedy to nastąpi. Zapasik eliksiru, który miała w mieszkaniu, powinien wystarczyć jeszcze na mniej więcej dwa tygodnie.
Oczywiście, że nie wiedziała, czym zajmował się Barry. Odkąd się wyprowadził, jego poczynania były owiane tajemnicą w jeszcze większym stopniu, niż wcześniej. Była jednak pewna, że unikał ich po tamtej kłótni z Garrettem, i po prostu zamieszkał gdzieś i kontynuował praktyki różdżkarskie u Ollivandera.
- Każde zainteresowanie jest dla mnie bardzo cenne – powiedziała. Szkoda, że Oliver nie znał nikogo obeznanego ze sztuką, jednak nie wyglądał na kogoś szczególnie zainteresowanego malarstwem i artystami. – Kiedyś myślałam. Niestety, wypadek pokrzyżował moje wcześniejsze plany... Musiałam znaleźć coś innego – zawahała się na moment, myśląc przelotnie o strzaskaniu młodzieńczych marzeń, o dniu, kiedy dowiedziała się, że nie będzie mogła pójść w ślady brata, bo nawet, jeśli jej stan się poprawi, nigdy nie pozwoli na przejście kursu aurorskiego. Była zbyt drobna, zbyt słabowita, żeby sobie z nim poradzić, a zdolność metamorfomagii oraz dobre wyniki w nauce to za mało, żeby stać się aurorem. Musiałaby być silniejsza, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie (z tym byłby problem nawet bez wypadku) i musiałaby mieć inne podejście do życia. Miała jednak duszę artysty. Więc może dobrze się stało, jak się stało. – Więc postanowiłam wykorzystać swoją pasję i zaczęłam malować. Lubię to.
Mogło się jednak okazać, że będzie musiała rozejrzeć się za konkretniejszym zajęciem, ale oby nie. Miała też nadzieję, że nie straci tej pasji, którą w sobie miała, skoro teraz malowanie stało się poniekąd obowiązkiem.
Rozmawiali jeszcze przez kilka minut. Później jednak każde z nich ruszyło w swoją stronę. Lyra jeszcze przez chwilę patrzyła na oddalającego się Olivera, po czym odwróciła się na pięcie. Idąc chodnikiem, wciąż rozmyślała o tym spotkaniu i o słowach mężczyzny, zastanawiała się intensywnie nad tym, ile wiedział, a ile się domyślał.

/zt.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : 6
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   12.12.15 20:21

Zanim tutaj dotarł z nieprzytomną siostrą minęło z piętnaście minut. Musiał upewnić się za każdym razem, że nikt za nim nie idzie, jak i to że nikogo przed nim nie ma. To nie było łatwe zadanie. Ba, wręcz hardcorowe. Zarówno technicznie, jak i psychicznie. W końcu pozbawił siostry wspomnień i dał jej narkotyki. Tego sam sobie nie wybaczy. Nie ważne, ile razy będzie powtarzać, że zrobił to dla jej dobra. To będzie jemu ciążyło na sumieniu, a ona będzie nieświadoma tego, co odkryła. Może to i lepiej, że tak będzie.
Gdy doszedł na miejsce, położył delikatnie siostrę na zimnym chodniku. Poprawił swój kaptur chcąc, aby zakrył równie jego oczy i wyjął różdżkę z kieszeni. Źle mu z tym było, że musiał rzucać zaklęcia na własną siostrę. Chciał stąd uciec, ale nie mógł. Gdyby ją tak zostawił, Garrett mógłby się domyśleć, że jest zamieszany w narkotyki. Zaraz by się wszystko wydało, a Barry byłby na straconej pozycji. Z tą myślą wycelował ponownie dzisiejszego wieczora swą różdżkę na bezbronne ciało Lyry.
- Regressio.- wyszeptał. Zdążył rzucić zaklęcie, gdy usłyszał czyjeś kroki, więc czym prędzej deportował się do swego mieszkania. Nie ważne, że ma blisko, nie chciał zostać złapany.

z/t





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   18.12.15 0:09

Nocny patrol na, nie należał do codzienności. Jednak ostatnio, Samuel chętnie podejmował się takich wypadów, czasem przejmując wartę zmienników. Oczywiście była w tym znajoma, Skamanderowa buta, czy utopijna wręcz zapalczywa chęć..kopania tych złych. Z drugiej strony, aż się prosił o burdę, do której wciąż go ciągnęło. Nawet treningi czasem nie były wystarczające, więc kumulujące się emocje - eksplodowały w działaniu..i zarywanych nocach. Wciąż szukał wskazówek, które poprowadzą go na trop Melanie Karkarov, choć - powoli coś zaczynało się dziać i - prawdopodobnie, będzie miał towarzystwo w planowanej misji.
Nieco przygarbiony, z postawionym kapturem czarnego płaszcza, z dopalającym się, kolejnym papierosem w ręku, przemierzał ciasną, obskurną uliczkę pełną kamienic, ze ścianami nadgryzionymi przez czas...i chyba nie tylko, patrząc po pozostałościach zębów w brunatnej cegle.
Co jakiś czas, przemykały gdzieś w oddali ciemne sylwetki, gdzieś przebiegł wyleniały pies, czy kot...ale tego konkretnego, czarnego z charakterystycznym naderwanym uszkiem - nie widział. Choć  w głowie Samuela ciężko było teraz o pozytywną myśl, drgnienie kącików ust sugerowało, że wspomnienie Ślicznoty, wywoływało u niego niemała wesołość.
Zatrzymał się przy jednej z uliczek, opierając brudną ścianę starego budynku, by rzucić niedopałek pod ciężka podeszwę, gdy na skrzyżowaniu z kolejna alejką, mignęła mu kolejna sylwetka. I byłby zignorował, jak wszystkie pozostałe, ale...fakt, że postać niosła drobną i w dodatku rudowłosą dziewczynę, niemal natychmiastowo spięło jego ciało, zmuszając do reakcji. Dłoń automatycznie powędrowała do kieszeni i ukrytej w niej różdżki, by nie zatrzymując się, postąpić do przodu.
zanim dotarł na miejsce, dostrzegł, jak jegomość ułożył delikatnie ciało nieprzytomnej? martwej dziewczyny i z wyciągniętą różdżką wyszeptać zaklęcie. Niemal warknął przez zęby, by skoczyć do przodu, ale zakapturzona postać zerwała się i używając teleportacji, zniknąć z charakterystycznym bliknięciem. Zanim jednak magia pochłonęła nieznajomego, kaptur płaszcza odsłonił całkiem znajome oblicze i równie - co u leżącej dziewczyny, czuprynę ognistej czerwieni.
- Weasley - zdążył tylko wysapać, nim klęknął obok - jak się okazało - Lyry. Ciężka do przełknięcia gula, załomotała w krtani, gdy klękał nad dziewczyną, pochylając się, by sprawdzić, że najgorsze przewidywania..jednak tym razem go ominęły. Malarka była całkowicie nieprzytomna, ale - żyła, co Skamander przyjął z cichym westchnieniem ulgi - na wszystkie bahanki świata, w co się znowu wpakowałaś Maleńka? - wsunął różdżkę do rękawa, by unieść bezwładne ciało Lyry. Nie miał zamiaru bawić się przenoszenie jej gdziekolwiek, dopóki nie będzie pewien, że nic jej nie jest. Potrzebny mu był uzdrowiciel, natychmiastowo.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 17.01.16 20:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : 2
UROKI : 15
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   18.12.15 9:45

Nocne wycieczki nie były dla mnie. Rzadko można było mnie spotkać na ulicach po zachodzie słońca, a jeśli już, to w czyimś towarzystwie. Dzisiejszego wieczoru, a raczej już nocy, szłam przez Pokątną, starając się jak najszybciej dostać do Dziurawego Kotła i stamtąd, korzystając z sieci Fiuu, jak najszybciej pojawić się w domu. I tak byłam już spóźniona.
Miałam na sobie czarny płaszcz i kaptur zarzucony na głowę, o tej godzinie mało kto pokazuje swoje oblicze. Tym bardziej, jeżeli jest się młodą, blondwłosą kobietą, która mogłaby zainteresować sporą grupę mężczyzn. A tak, nikt na mnie specjalnie nie zwracał uwagi.
Idąc tak spokojnie, mając w pogotowiu różdżkę, tak w razie czego, przechodziłam obok jednej z uliczek. Przed chwilą słyszałam jakiś harmider i cichy dźwięk teleportacji, nie powiem, aby uszło to kompletnie mojej uwagi. Nawet lekko skręciłam w tamtą stronę, aby sprawdzić co się dzieje.
Zamiast ujrzeć w uliczce zamaskowanych mężczyzn, jakieś niepoprawne towarzystwo, zauważyłam mężczyznę klęczącego nad ciałem dziewczyny. Otworzyłam szeroko oczy, nagle kwestia szybkiego pojawienia się w domu odeszła na dalszy plan. Zrzuciłam kaptur ze swojej głowy i mocniej uderzając obcasami o chodnik, podeszłam bliżej.
- Przepraszam? Coś się stało? - zapytałam.
Spojrzałam na mężczyznę, potem na dziewczynę. Ruda czupryna, charakterystyczne rysy twarzy, piegi. Na brodę Merlina, przecież to siostra Garreta i Barryego! Jak nie przepadałam za Weasley’ami, tak nie mogłam jej przecież tak zostawić!
- Przecież to Lyra - szepnęłam i podskoczyłam do niej sprawdzając, czy żyje. - Co tu się stało? Co jej zrobiłeś?
Zapytałam wyciągając różdżkę. Nie wiedziałam, czy kierować ją w niego, czy w dziewczynę i starając jej się pomóc. Hm… Lepiej upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Podniosłam się i skierowałam w niego swoją różdżkę.
- Połóż ją i odsuń się. Jeśli jej coś zrobiłeś, to pożałujesz - warknęłam.
W tych ciemnościach nie rozpoznałam mężczyzny. A nawet gdybym już widziała dokładniej jego twarz, to i tak go chyba nie znałam. Co jakiś czas zerkałam na Lyrę, chciałam jej pomóc, ale musiałam najpierw zapewnić jej i sobie bezpieczeństwo. Ten mężczyzna przecież mógł być niebezpieczny.




Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   18.12.15 11:56

Kolejne kroki, jakie usłyszał, były zdecydowanie delikatniejsze, bez charakterystycznego dla mężczyzn cięższego chodu. Odwrócił głowę, zaciskając palcami, końcówkę różdżki schowaną w rękawie. Ukazała mu się smukła sylwetka, która odznaczała się nawet po płaszczem. Spojrzał wyżej, akuratnie, gdy dziewczę zsunęło kaptur, odsłaniając jasne lica niezwykle urodziwej kobiety. Przez chwilę - nie wiedzieć czemu, przeszedł go niekontrolowany impuls, który zniknął, gdy się odezwała. Ciemne źrenice Samuela zatrzymały się na dziewczynie, obserwując, czy jej pojawienie, nie jest związane z nieprzytomną Weasley. Dłonią wciąż przytrzymywał głowę Lyry, początkowo, z zamiarem uniesienia jej w ramionach. Nieznajoma, która się pojawiła, wbiła go z rytmu, ale nie trzeba było chwili, by naturalne, aurorskie odruchy wzięły górę.
- Jest nieprzytomna - odpowiedział krótko, wsuwając rękę po plecy dziewczynę. Głos miał już spokojny. Teraz na pewno musiał ją podnieść, a przybyła, może będzie w stanie mu w tym pomóc. Zanim jednak cokolwiek uczynił, głos nieznajomej się podniósł, gdy rozpoznała - tak jak i on - rudowłosą - Znasz ją? - zdążył zapytać, zanim w ręku jasnowłosej nie pojawiła się różdżka, a na ustach zarzut. Wykrzywił wargi z niedowierzaniem, a brwi automatycznie pomknęły ku górze. Az tak źle wyglądał, by brać go za przestępcę? Nie przerywając swojego działania, ignorując nakaz półwili, podniósł Lyrę - schowaj różdżkę dziewczyno - odparł, mierząc chłodnym wzrokiem przybyłą, w którym też kryła się niewerbalna nagana, ale i - troska, której ślady wciąż się trzymały, od momentu, gdy znalazł Lyrę. Mógłby się zaśmiać, na kolejną salwę wyrazów, jaka w niego została wystrzelona, ale tylko mocniej zacisnął usta. Pocieszającym był fakt, że trafił na istotę, która bez wahania, odważnie (choć odrobinę głupio) postanowiła "ratować" swoją znajomą, nawet nie bacząc, na kogo trafiła - jestem aurorem, więc uspokój się i pomóż mi znaleźć najbliższego uzdrowiciela. Dopiero ją znalazłem - jedna dłoń wciąż zaciska się na fragmencie różdżki. Chociaż był opanowany, nie był pewien, czego miał się spodziewać po dziewczynie. Choć nigdy walki nie unikał, miał przy sobie Lyrę, a nie wybaczyłby sobie, gdyby przez jego zapędy, bądź pomysły nieznajomej, stałaby się jej jeszcze większą krzywda. Wciąż nie wiedział...co jej dolegało i czemu zostawił ją tutaj własny brat. Nijak nie trzymało się to sensownej wersji. I zdecydowanie miał zamiar dorwać Barrego, choćby schował się na samym Nokturnie.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : 2
UROKI : 15
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   18.12.15 13:33

Słysząc jego słowa, jakoby był aurorem, moja różdżka drgnęła lekko obniżając się. Prawdę mówiąc, odetchnęłam z ulgą, ponieważ nie chciałam zawracać sobie głowy walką czy przepychankami teraz, gdy Lyra jest w potrzebie. Nie chowając różdżki, obniżyłam ją kompletnie i nie spuszczając wzroku z mężczyzny ponownie kucnęłam przed dziewczyną.
- Znam ją, Weasley’e, to znajomi rodziny. Moja siostra ma pozytywne relacje z jej bratem, więc poznałam też kiedyś i Lyre. Tym bardziej, że chodziłam z nią do Hogwartu - wyjaśniłam mężczyźnie.
Chwyciłam jej głowę, nie powinien jest unosić. Jest nieprzytomna, ale powinna leżeć płasko na ziemi, żeby nie było problemów z oddychaniem. Teoretycznie powinien też unieść jej nogi do góry, aby poprawić krążenie.
- Puść ją, trzeba położyć ją płasko na ziemi. Unieś jej lekko nogi… nie patrz tak na mnie, wiem co mówię - teraz to ja go skarciłam głosem.
Może nie byłam dobra w leczeniu, podstawową wiedzę jednak miałam. Ucząc się zaklęć leczących, musiałam poznać też i podstawy. Może nie zrobię operacji, ale raczej nieprzytomnej dziewczynie powinnam umieć udzielić pomocy.
- Znam się trochę na magii leczniczej, ale prawdopodobnie będzie trzeba po tym odwiedzić świętego Munga, bo moje umiejętności mogą nie wystarczyć. Jednak na tę chwilę, powinnam się przydać - dodałam jeszcze, tym razem kierując różdżką w stronę Lyry.
Przez chwilę zastanawiałam się od czego zacząć. Zanim rzuciłam jakiekolwiek zaklęcie, delikatnie odsunęłam różdżką kawałek jej ubrania, aby sprawdzić, czy nie ma siniaków, jakiś zranień, od których trzeba byłoby zacząć. Nic takiego na pierwszy rzut oka nie zauważyłam, a przy tym mężczyźnie, nie chciałam jej bardziej rozbierać. Westchnęłam cicho, postanowiłam zacząć od zwykłego wybudzenia. Kiedy już będzie przytomna, łatwiej nam będzie zabrać ją do uzdrowicieli no i dowiemy się co się stało.
- Uprzedzam, może nie zadziałać. Pauperies - powiedziałam kierując w nią.
Było to zwykłe zaklęcie wybudzające. Powodowało lekkie ukucie bólu, które nie zrobi jej krzywdy, a powinno obudzić. Liczyłam na to, że zaklęcie się powiedzie, bo jeśli nie, to tylko będziemy tracić czas, próbując ją wybudzić ponownie, kiedy w środku jej organizmu, może się coś dziać.
Niestety, zaklęcie nie przyniosło pożądanego efektu? Być może ukucie bólu było zbyt słabe? Spojrzałam na mężczyznę, układając usta w cienką linię.
- Próbować jeszcze raz? - zapytałam.




Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem


Ostatnio zmieniony przez Rosalie Yaxley dnia 18.12.15 13:34, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   18.12.15 13:33

The member 'Rosalie Yaxley' has done the following action : rzut kością

'k100' : 40


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   20.12.15 14:35

I w dodatku mądra dziewczyna. Byłby się i uśmiechnął, ale sytuacja wciąż nie napawała optymizmem. Nie wiedział co się działo z Lyrą i czemu do cholery zostawił ją tutaj Barry. O co w tym chodziło? Skupił uwagę na nieznajomej i różdżce, którą w końcu przestała w niego celować. Przymknął na kilka chwilę oczy, by odwrócić się do wciąż nieprzytomnej dziewczyny.
- Wiem, że Garret to jej brat, pracujemy razem - dopowiedział, potwierdzając ty samym swoje wcześniejsze słowa. Skoro dziewczyna znała się z rodziną Weasley, wiedziała, czym zajmował się brat Lyry.
Ostatecznie pozwolił się pokierować Rosalie, wykonując jej prośbę i ponownie układając nieprzytomną na ziemi, jednak wcześniej, podpierając ją jedną rękę, ściągnął swój płaszcz, by wsunąć go pod ciało rudowłosej. Tym samym pojawiła się w jego reku różdżką, którą wsunął do rękawu - tym razem czarnej koszuli.
- Trzeba znaleźć przyczynę jej stanu - kiwnął głową z ulgą, gdy półwila wspomniała o swoich uzdrowicielskich umiejętnościach - i będę musiał wezwać jej brata - przyglądał się w skupieniu, gdy - wciąż nieznajoma - wypowiedziała formułę zaklęcia. Nie znał się na magii medycznej, dlatego słowo brzmiało mu raczej obco. Zapewne, gdzieś, kiedyś - w czasach szkolnych, ktoś próbował wbić mu do głowy podstawową znajomość, która - wyparowała szybciej niż się pojawiła. Samuel był specjalistą w magii ofensywnej, choć całkiem możliwe, że próbując posługiwać się uzdrowicielskimi urokami, wyrządziłby więcej krzywdy niż swoimi klątwami.
Nie dostrzegł efektu, który zapewne chciała osiągnąć szlachcianka. Niestety zdawał sobie sprawę, że każdy typ magii potrafił być kapryśnym towarzyszem.
- Zaczekaj chwilę, coś mi przyszło do głowy... - zawiseł głos, sięgając dłonią do twarzy dziewczyny. Że też nie wpadł na to wcześniej. Barry...z tego co wiedział miał dostęp do pewnych środków, które mogły doprowadzić Lyrę do takiego stanu. No i - pamiętał imprezę, z której musiał zabierać swoją siostrę i malarkę. Obie były wtedy pod wpływem narkotyków - jesteś w stanie stwierdzić, czy jest czymś odurzona? - odwrócił głowę do panny Yaxley. Prawdopodobnym też było, że Barry zdążył rzucić na siostrę zaklęcie, tylko..jakie? I czy rzeczywiście chciał ją skrzywdzić? Nic z tego nie miało sensu, chyba, że...dziewczyna znowu wpakowała się w coś, czego nie przewidziała.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : 2
UROKI : 15
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Boczna ulica   20.12.15 21:31

Przyzwanie Garreta byłoby dobrym pomysłem, tylko jak go tu tak szybko ściągnąć? Trzeba by znaleźć gdzieś sowę, którą można było by wysłać list. W końcu nie wiadomo czy jest u siebie w domu. Chyba że Samuel umie się teleportować, to by rozwiązało problem.
Coś mu przyszło do głowy, zapytał czy mogłabym stwierdził, czy Lyra jest czymś odurzona. Najpierw spojrzałam na niego zdziwiona, bo cóż to miało oznaczać? Po chwili zaczęłam w umyśle szukać zaklęcia, którym mogłabym to sprawdzić. Naprawdę się starałam coś wymyślić, ale przekraczało to chyba moje umiejętności.
- Niestety, ale chyba nie znam takiego zaklęcia. Znam zaklęcie, które płucze żołądek. Jeżeli została czymś odurzona i nie wchłonęło się jeszcze w całości, to mogę spróbować się tego pozbyć - powiedziałam. - Znaczy, nigdy nie miałam okazji wcześniej używać tego zaklęcia, ale… zanim sprowadzimy pomoc, może być już za późno.
Nie miałam pojęcia czym Lyra miałaby być odurzona. Może był to zwykły środek nasenny, a może trucizna? Płukanie żołądka na pewno jej nie zaszkodzi. Chwilę wahałam się nad tym wszystkim. Co jeśli jej zaszkodzę? Z drugiej strony chciałam jej pomóc, w gruncie rzeczy to była dobra dziewczyna i przynajmniej z nią nigdy nie miałam żadnych nie przyjemności.
- Jak chcesz sprowadzić pomoc i Garreta? Jeżeli Weasley ma tu w czymś pomóc, to trzeba go szybko znaleźć - dodałam jeszcze.
Skierowałam różdżkę w jej brzuch. Chwilę zastanawiałam się, czy nie mylę zaklęć, czy pamiętam ruch, którego się uczyłam. Potem spojrzałam na mężczyznę niepewnie. Chciałam pomóc, ale bałam się, że w ogóle się nie przydam.
- Jeśli to nie wyjdzie, to najrozsądniej będzie zabrać ją do magomedyka. Bo wydaje mi się, że gdyby było to coś mało poważnego, typu zwykły środek nasenny, to już by się wybudziła - stwierdziłam. - Venter.
Rzuciłam zaklęcie czekając na reakcję organizmu.




Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Powrót do góry Go down
 

Boczna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Boczna uliczka
» Boczna Głównej
» Boczna uliczka
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18