Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Polana Świetlików
AutorWiadomość
Polana Świetlików [odnośnik]17.07.17 1:30
First topic message reminder :

Polana Świetlików

Na obrzeżach Londynu, pośrodku sosnowego lasku znajduje się polana z pozoru podobna do innych. Jednak żadna inna nie może pochwalić się tym, co ta. Przy bezwietrznej pogodzie, trochę wilgotnej (po deszczu), ciepłym wieczorem można trafić na prawdziwy spektakl wystawiany przez naturę. To właśnie to miejsce upodobały sobie świetliki, które letnią nocą latają nad polaną. To doprawdy zachwycający widok, każdy choć raz powinien być świadkiem lotu tych malutkich robaczków.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana Świetlików - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Polana Świetlików [odnośnik]07.10.20 15:55
Podły śmiech wyrwał się z jego gardła, gdy chłopaczek zapytał o informatora. Och, z przyjemnością opowie mu historię wczorajszego wieczoru, wpierw jednak musiał zadać cios. Podły i najgorszy jaki mężczyzna mógł otrzymać. Z przyjemnością obserwował jak chłopak zwija się z bólu i pada na ziemię, pozwalając mu kontynuować przedstawienie. Wiedział, że ma dobrą chwilę nim ten będzie w stanie się ruszyć… O ile Friedrich będzie miał na to ochotę. Austriak czuł się teraz niczym pan i władca sytuacji, skłonny do nieczystych zagrań byleby tylko osiągnąć swój cel. Ciężki but spoczął lekko na szyi chłopaczka. Odznaczał swoją obecność, lecz jeszcze nie odbierał tchu z męskiej piersi.
- Znasz Betty i Maggie Smith? - Zaczął, zadając pytanie czysto retoryczne. Znał, na pewno doskonale znał, skoro razem planowali ukrycie. Złośliwy uśmiech odznaczył się na ostrej twarzy. - Złożyłem im wczoraj wizytę. Wystarczyło kilka odpowiednich uderzeń, w połączeniu z odpowiednimi nacięciami… Wyśpiewały mi wszystko.- Byli głupi, jeśli sądzili iż dwa podlotki będą w stanie odpowiednio zabezpieczyć tajemnice. Schmidt oraz jemu podobni doskonale znali sposoby wyciągania informacji… A zwłaszcza on, mający w tym doświadczenie od wielu, bardzo wielu długich lat. - Rozrysowały mi nawet dokładną mapkę. - Dodał z rozbawieniem, mocniej naciskając butem na jego gardło by odrobinę utrudnić mu branie oddechów. - Maggie spłonęła żywcem, Betty spotkał los dużo gorszy od śmierci… A później poszedłem do piwnicy. Ukrywały rodzinę mugoli pod swoją podłogą. Matce skręciłem kark. Ojcu roztrzaskałem czaszkę o ścianę… A trzylatek był szlamą, ujawniły się jego zdolności… Podzielił los rodziców. - Mruknął chłodnym tonem głosu. Zabił ich. Zabił ich wszystkich z wyjątkiem ślicznej Betty będącej prezentem dla jego kobiety.  Zmiótł z powierzchni ziemi nie pozostawiając po sobie żadnych śladów. Zabił już wiele szlam, nawet jeśli w Anglii nie był długo. I planował zabić jeszcze więcej, dopóki złoto za ich głowy będzie sypać się do jego skrytki.
Okrutny, nieprzyjemny rechot wyrwał się z jego gardła gdy groźba uleciała z jego ust.
- Próbuj. - Mruknął złowrogim, wyzywającym tonem. Nie wyglądał na kogoś, kto nosiłby krew na rękach, w przeciwieństwie do Schmidta, którego dłonie nadal naznaczone były krwią ofiar. Mężczyzna zmarszczył brwi, widząc jak chłopaczek próbuje szukać swojej różdżki. Nie czekał aż odnajdzie drewno, nawet jeśli wątpił, aby ten był w stanie wypowiedzieć jakąkolwiek inkantację poprawnie.
Ciężki but zsunął się z jego gardła tylko po to, by Friedrich mógł zamachnąć się, by spróbować wymierzyć mu kopniaka wprost w oko. Próbował ograniczyć jego wizję, jednocześnie chcąc odwdzięczyć się za wywrócenie na ziemię, jakby cios w krocze nie był wystarczającą nauczką. Jasne drewno jego różdżki przykuło uwagę spojrzenia to też, nadal obserwując chłopaka, Schmidt sięgnął po drewno, z którym nie zwykł rozstawać się na dłużej, niż było to koniecznie.

| Friedrich:211/224
Próbuję wymierzyć wyważony cios w oko


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Polana Świetlików [odnośnik]07.10.20 15:55
The member 'Friedrich Schmidt' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 36
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana Świetlików - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana Świetlików [odnośnik]08.10.20 0:06
Promieniujący w dole brzucha ból wciąż go paraliżował, częściowo zawężając pole widzenia – na brzegach nadal uparcie migotały jaskrawe świetliki, pozostawiając po sobie plamy nienaturalnie ciemnej czerni – gdy podeszwa męskiego buta dotknęła jego szyi, sprawiając, że przetoczył się na plecy odruchowo, by spojrzeniem ponownie odnaleźć twarz mordercy. Po raz pierwszy od momentu pojawienia się na polanie obok złości czując strach; upokarzający, mdlący, swoje źródło mający bezpośrednio w uginającej się pod stopniowo rosnącym naciskiem krtani. Zdawał sobie sprawę – z przerażającą jasnością – że wystarczyła sekunda, by sytuacja odwróciła się drastycznie na jego niekorzyść, a on znalazł się na łasce i niełasce stojącego nad nim mężczyzny, z trudem powstrzymując odruch sięgnięcia dłońmi do ciężkiego buta, mogącego w każdej chwili na dobre pozbawić go oddechu. Palcami nadal desperacko starał się na ślepo odnaleźć różdżkę, przesuwając rękę dalej, centymetr po centymetrze – zamierając dopiero, gdy z ust przeklętego szmalcownika padły dwa doskonale znane mu imiona. Na zawieszone w przestrzeni pytanie nie odpowiedział, ale musiała zrobić to za niego jego reakcja.
Dalsza część historii kazała mu poderwać się z ziemi, nogi zaszurały po opadłych igłach, ciało uniosło się na moment – zatrzymane jednak w miejscu naciśniętą mocniej podeszwą; zakrztusił się, ale cisnący się na usta kaszel zamarł gdzieś na poziomie strun głosowych. Czuł, że za chwilę zwymiotuje – jeśli nie od niesłabnącego uparcie bólu, to od podsuwanych mu przez wyobraźnię obrazów. Nie mógł w to uwierzyć, nie chciał w to uwierzyć – i gdyby zaledwie parę momentów wcześniej nie zobaczył na własne oczy odciętej głowy dziewczynki, pewnie by tego nie zrobił. Gdy mężczyzna wspomniał o zabitym trzylatku, William odniósł wrażenie, że być może jednak byłby w stanie go zabić. – Zapłacisz za to – wycharczał, czując, jak każde słowo zabiera mu resztki cennego powietrza – ale nagle wydało mu się to jakby mniej istotne. Wbił spojrzenie w majaczącą gdzieś ponad nim twarz, mając nadzieję, że kotłujący się w klatce piersiowej lęk nie odmalowywał się na jego własnej. – Wszyscy za to z-za-zapłacicie. Za każdego, kogo zabiliście. – Znów spróbował się przesunąć, uciec spod przytrzymującego go buta, ale bezskutecznie. – Znajdziemy was jednego po d-d-drugim – wyrzucił, nie precyzując, kogo dokładnie miał na myśli, ale nie miało to znaczenia: Rycerze Walpurgii, szmalcownicy, pieprzeni zdrajcy podstawowych wartości – wszyscy zasługiwali na ten sam los, na gnicie w zatęchłych celach do końca swoich dni.
Nie spodziewał się zalewającego go uczucia ulgi, gdy ciężar bez ostrzeżenia zniknął z jego krtani, nie tracił jednak czasu, biorąc głęboki, świszczący wdech – a zaraz potem przygotowując się na atak, tym razem już pewien, że za moment nadejdzie. Nie mylił się, ciężki but, który jeszcze sekundę wcześniej przygniatał go do ziemi, pomknął w stronę jego twarzy; przesunął głowę w bok, bo tylko na tyle pozwalało mu jego położenie, ale chociaż nie uniknął uderzenia zupełnie, to przynajmniej zniwelował jego cześć – wilgotna krawędź podeszwy przesunęła się poniżej oczodołu, zahaczając o łuk brwiowy, ale (chyba) nie uszkadzając oka – choć tego nie miał czasu sprawdzić, bo tym razem zareagował: ignorując ból i niesprzyjające okoliczności, podparł się rękami o ziemię, żeby unieść się nieco – a następnie zamachnął się, chcąc kopnąć mężczyznę w nogę – odebrać mu równowagę, przewrócić, zmusić do zachwiania – ale co najważniejsze, kupić dla siebie kilka cennych sekund.

| rzut na unik, wynik 22; siła ciosu Friedricha: 60 - 22 = 38 -> połowicznie udany lekki cios w oko, 5 PŻ
Billy: 213/218 (-5 do kości)

próbuję wymierzyć silny cios w kończynę dolną (ST 80-99), a co mi tam


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Polana Świetlików [odnośnik]08.10.20 0:06
The member 'William Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 78
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana Świetlików - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana Świetlików [odnośnik]10.10.20 22:49
Podły uśmiech nie znikał z męskich ust. Widział jego reakcję, był pewien, że mężczyzna doskonale wiedział kim są wspomniane przez niego kobiety. Nie było innej możliwości, oboje znali to miejsce, oboje powiązani byli z przemytem szlam oraz zapewne karaluchów, jakimi byli mugole. Nie szczędził więc opowieści o tym, co spotkało źródło jego informacji, nawet jeśli opowieść wysnuta była w jego stylu - lakonicznie, uwzględniając najważniejsze fakty. I tylko Betty uszła z życiem, skazana na los dojnej krowy, regularnie oddającej swoją krew ku uciesze czystokrwistych oraz szlachetnych czarownic. I był pewien, że był to los o wiele gorszy niż śmierć z jego rąk.
Nie czuł wyrzutów sumienia, nie czuł chociażby odrobiny współczucia względem zabitych szlam. Mężczyźni, kobiety, dzieci… Nie widział między nimi różnicy. Byli towarem, zwykłą zwierzyną którą należało odłowić oraz sprzedać, zapewniając stałe dochody do bankowej skrytki. Roześmiał się. Chłodnym rozbawieniem komentując jego słowa. Kwestią czasu pozostawało pozbycie się ich z powierzchni ziemi. W końcu zdechną niczym szczury w jakich śmierdzących zaułkach.
- Już się b-b-boję! Z-z-zanudzisz mnie na śmierć, nim skończysz wypowiadać zdanie? - Mruknął głosem przepełnionym złośliwością. W tym momencie, gdy stał ponad nim z nogą opartą o jego krtań czuł się górą. Garstka zawszonych, niedomytych rebeliantów nie była w stanie obalić całego Ministerstwa; tysięcy czarodziejów opowiadających się po stronie odpowiedniej czystości krwi. Konflikt trwał, a póki wrzało Schmidt doskonale się w nim odnajdywał. Nie znał pokoju, nie znał czasów pozbawionych przelewów krwi oraz oddechu śmierci, co jakiś czas powodującego gęsią skórkę.
Wystosował cios, chłopaczkowi udało się jedynak odrobinę uchylić przed podeszwą jego buta. Usta szmalcownika wykrzywiły się w niezadowoleniu. Chwilę później wyraz pogłębił się gdy pozwolił sobie na chwilę rozproszenia, by odnaleźć drewno swojej różdżki.
Uniósł się nieco i wystosował atak w jego kierunku. Schmidt spróbował uniknąć ciosu chłopaczka, przesunął nogę, jednak niedostatecznie. Stopa chłopaka spotkała się z jego ciałem wywołując silny ból. Wiązanka niemieckich przekleństw uleciała z jego ust, gdy sam przeniósł ciężar na drugą nogę, odruchowo unosząc tą, w którą chłopaczek wystosował atak. Złość ponownie przemknęła przez jego twarz. Ostrożnie ustawił bolącą nogę na ziemi, nie chcąc dawać chłopaczkowi więcej czasu. Jego pięść powędrowała w kierunku jego twarzy.

| rzut na unik wynik:16; siła ciosu Billy'ego: 103-16=87 -> połowicznie udany silny cios w kończynę dolną -12 PŻ (jak się pomyliłam, to krzycz)
Friedrich:199/224 (-5 do kości)

Próbuję wymierzyć wyważony cios w oko.


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Polana Świetlików [odnośnik]10.10.20 22:49
The member 'Friedrich Schmidt' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 26
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana Świetlików - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana Świetlików [odnośnik]13.10.20 15:24
Gotowało się w nim - bezsilny gniew rozpalił jego wnętrzności już na dobre, mieszając się z bólem, walką o oddech, łzami napływającymi powoli do oczu; chciał odsunąć od siebie to wszystko, obrazy malowane podłym głosem mężczyzny, podsuwane przez wyobraźnię, wyrzuty sumienia, że pojawił się za późno, żal, że kolejni ludzie zginęli bez żadnego sensu i bez litości - ale widział tylko ten przepełniony satysfakcją uśmiech, i w tamtej chwili nie chciał niczego innego, jak tylko zetrzeć go z twarzy przeklętego szmalcownika. Kiedy więc spoczywający na jego szyi but odsunął się zaledwie na moment, nie tracił czasu - kopniakiem starając się (dosłownie i w przenośni) wytrącić przeciwnika z równowagi. Udało mu się, atak sięgnął celu, choć zapłacił za niego kolejną falą rozlewającego się po obolałym ciele bólu; nie czekał jednak na kontratak, zamiast tego unosząc się na łokciach, rozglądając się wokół siebie - i wśród opadłych igieł wreszcie dostrzegając własną różdżkę.
Widział kątem oka, że mknie w jego stronę pięść, ale tym razem nie próbował nawet uchylić się przed ciosem, cenne sekundy wykorzystując zamiast tego na wyciągnięcie ręki po różdżkę; widział, że ta należąca do szmalcownika już spoczywała w jego dłoni i nie mógł pozwolić sobie na to, by dłużej pozostawać bezbronnym. Zakrwawione knykcie uderzyły go w oko, drażniąc nerwy, wyciągając spomiędzy warg stłumiony krzyk, sprawiając, że jego głowa odskoczyła do tyłu - ale w tej samej chwili jego palce zacisnęły się na znajomym drewnie.
A w jego uszach znów zadźwięczał ten sam, złośliwy śmiech. - Tylko na tyle cię st-t-tać? - warknął; czuł ból na wysokości prawej powieki, już napuchniętej, pulsującej nieprzyjemnym gorącem i częściowo ograniczającej mu pole widzenia, ale póki co go ignorował, głównie dzięki krążącej w żyłach adrenalinie; splunął na ziemię, gdy jego usta znów napełniły się krwią wypływającą z przygryzionego języka. - Takie kpiny robiły na mnie wrażenie p-p-piętnaście lat temu. - To nie była do końca prawda, żarty wymierzone w wadę wymowy wciąż czasami wprawiały go w skrajną irytację, ale nie miał zamiaru dodatkowo pogłębiać odmalowującej się na twarzy czarodzieja satysfakcji. W ogóle nie chciał go oglądać - minuty mijały nieubłaganie, było tylko kwestią czasu, nim odgłosy walki ściągną mu na głowę patrol magicznej policji; skierował więc odzyskaną różdżkę w jego stronę. - Obscuro - wypowiedział, wkładając w to jedno krótkie słowo wszystkie emocje, które kotłowały się właśnie za jego mostkiem; miał nadzieję, że to wystarczy - w innym wypadku sam wydrapie mu oczy, nawet jeśli będzie miało kosztować go to życie.

| nie bronię się, wykorzystuję ruch na podniesienie różdżki -> obrywam połowicznie udanym lekkim ciosem w oko (moc uderzenia weszła na 45); 208/240 (-5 do kości)

(i wydaje mi się, że cios Billy'ego w nogę był udany w całości (mierzyłam w silny, wypadło - po redukcji za unik - 87, więc ST silnego ciosu jest wciąż osiągnięte <3)


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Polana Świetlików [odnośnik]13.10.20 15:24
The member 'William Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 77
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana Świetlików - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana Świetlików [odnośnik]14.10.20 1:55
Potyczka zdawała się być dziwnie wyrównana, jednocześnie niezmiernie upierdliwa. Nie znosił szlam, nie znosił również ich zwolenników próbujących utrudniać mu pracę. Czy był sens? Czarny Pan oraz jego zwolennicy mieli przy sobie Ministerstwo. Ich siły były większe, a wybicie szlamu zdawało się być jedynie kwestią czasu. On sam posiadał już całkiem niezłą kolejkę zabójstw na koncie. A takich jak on, było wielu. Zapewne więcej, niż chłopaczek był w stanie sobie wyobrazić.
Ból zdawał się podsycać płonący w nim ogień. Był wściekły, złość wykrzywiała ostre rysy. Noga po której promieniował ciężki do zniesienia ból ostrożnie stała na ziemi, nie utrzymując chociażby połowy ciężaru jego ciała. Stracił na chwilę rezon, wystosował uderzenie które nie ominęło twarzy chłopaczka. Zadowolenie na chwilę wykrzywiło jego twarz; chwilę gdyż zauważył podłużne drewno w jego dłoni. Czyżby mieli przejść do pojedynku na magię?
- Czyżby? - Nie wierzył. Ani odrobinę nie wierzył w słowa, jakie ulatywały z jego ust. Zbyt mocno wcześniej złośc wykrzywiła twarz chłopaczka, aby był w stanie uwierzyć w jego, jakże bohaterskie zapewnienia. Chętnie jednak pomógłby mu pozbyć się wady wymowy, odcinając zwodniczy język. Chciał jego cierpienia. Chciał zbroczyć własne dłonie jego krwią by powoli obserwować, jak ulatuje z niego życie... Ten moment był tym, w którym Friedrich Schmidt obrał sobie za jeden z celi, pozbawienie go życia.
- Protego! - Wypowiedział, widząc wiązkę zaklęcia, która wędruje w jego kierunku. Magia zdawała się jednak odmawiać posłuszeństwa. Kilka soczystych, niemieckojęzycznych przekleństw uleciało z jego ust, gdy na oczach pojawiła się zasłona. Paskudne coś zakrywające jego oczy, nie pozwalające zobaczyć nic, po za głęboką czernią. Rozjuszony Schmidt zatrząsł się pod wpływem emocji, które nie mogły znaleźć ujścia. - Ich bring dich um! - Wysyczał chłodno, w ojczystym języku który zapewne nie był dla chłopaczka zrozumiały.
Coś zdawało się zmieniać w otoczeniu. Z oddali dało się słyszeć kroki - pospieszne, zapewne stawiane w biegu; kogoś, kto zbliżał się do polany. I Friedrich miał nadzieję, że będzie to ktoś ze znanych mu czarodziejów. Czy szmalcownik czy funkcjonariusz magipolicji - to już nie miało najmniejszego znaczenia.
- Oculus. - Wypowiedział inkantację, mając nadzieję, że zobaczy w którym kierunku począł zwiewać chłopaczek. Bo to, że usłyszał obce kroki wydawało mu się oczywiste; tak samo jak fakt, że ten ucieknie chowając głowę w piasek. Nie czuł jednak w tej kwestii żalu, doskonale wiedząc, że go znajdzie. Rysy jego twarzy wyryły się w jego głowie, a odnalezienie chłopaczka będzie kwestią czasu. A wtedy z pewnością mu nie ucieknie, oddając swoją głowę do jego torby.


| rzut na protego
Friedrich:187/224 (-5 do kości)


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.



Ostatnio zmieniony przez Friedrich Schmidt dnia 14.10.20 2:02, w całości zmieniany 1 raz
Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Polana Świetlików [odnośnik]14.10.20 1:55
The member 'Friedrich Schmidt' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 64
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana Świetlików - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana Świetlików [odnośnik]17.10.20 17:20
Na moment stracił go z oczu, gdy wiązka zaklęcia – dziwnie jasna na tle otaczającego ich półmroku – prawie go oślepiła, bez trudu przedzierając się przez pulsujące bólem powieki. Dostrzegł jednak charakterystyczny, niknący zbyt szybko blask magicznej tarczy, usłyszał wiązankę słów – spośród których nie zrozumiał żadnego – i wiedział, że mu się udało, a na oczach przeklętego szmalcownika musiała pojawić się czarna opaska. To ten moment wykorzystał, żeby wstać; dźwignął się na własne nogi, choć przyszło mu to z większym trudem, niż się spodziewał – jego ciało wydawało się protestować, dziwnie ociężałe i słabe; od uderzeń kręciło mu się w głowie, zachwiał się – ale zachował równowagę, rozkładając ręce na boki, ciesząc się w duchu, że stojący naprzeciw niego mężczyzna nie mógł obserwować tych zmagań.
A przynajmniej – nie mógł robić tego przez chwilę; rozpoznał inkantację następnego zaklęcia, nim jednak zdążyłby skierować różdżkę w stronę oka, które zawisło ponad ziemią, przez dźwięk obcych, ostro brzmiących słów przedarło się coś innego: szmer kroków, więcej niż jednych, szybkich – i z całą pewnością zmierzających w ich stronę. Zaklął pod nosem, robiąc krok do tyłu, przez moment się wahając – spoglądając to na częściowo oślepionego czarodzieja, to na prześwit pomiędzy drzewami, z którego docierały odgłosy pościgu. Nie miał pewności, czy był to patrol, Rycerze Walpurgii czy członkowie działającej pod rozkazami Harolda Longbottoma bojówki, ale w tym wypadku podjęcie ryzyka i sprawdzenie tego na własnej skórze wydawało się nieuzasadnione. Już i tak przegrał – rodzina, po którą przyszedł, była martwa, kryjówka spalona. Morderca… Mordercę mógł dopaść innym razem.
Aeris – wypowiedział, kierując różdżkę w stronę wroga; już nie licząc na to, że tego wieczoru zdoła zrobić mu większą krzywdę, ale chcąc przynajmniej go przewrócić i uniemożliwić ruszenie za nim w pogoń. Zdawał sobie sprawę, że w obecnym stanie doścignięcie go nie byłoby trudne – poruszanie się wciąż powodowało ból, promieniujący na nogi i brzuch, rozlewający się na nowo przy każdym uderzeniu stopą o ziemię – ale liczył na to, że po jego kopnięciu mężczyzna będzie przynajmniej utykał.
Nie czekał, żeby sprawdzić, czy jego zaklęcie odniosło jakikolwiek skutek – nie zwracając już uwagi na zawieszone w powietrzu oko, ruszył w stronę przeciwną do tej, z której docierały do niego dźwięki, najpierw tyłem, później – wyjątkowo niechętnie – odwracając się do szmalcownika plecami; miał zamiar kluczyć między drzewami do momentu, w którym upewni się, że nikt nie siedzi mu na ogonie – a później jakimś cudem przedostać się na ulice, mające doprowadzić go do przycupniętej na obrzeżach, kwatery głównej Zakonu Feniksa. Co dalej – tego jeszcze nie był pewien, na razie nie zastanawiając się jeszcze, w jaki sposób wróci do Oazy – ani czy w obecnym stanie w ogóle powinien do niej wracać.

| 208/240 (-5)


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Polana Świetlików [odnośnik]17.10.20 17:20
The member 'William Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 36
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana Świetlików - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana Świetlików [odnośnik]18.10.20 1:47
Ze wszystkich rzeczy na tym świecie, Friedrich Schmidt chyba najbardziej nie lubił być pozbawionym wzroku. Opaska, jaka pojawiła się na jego oczach rozjuszyła szmalcownika, tym samym wpisując chłopaczka na jego czarną listę. Znajdzie go. Z pewnością. A wtedy, gdy przyjdzie odpowiedni czas, ten pożałuje, że matka wydała go na świat. To nie było pierwsze polowanie w jego wykonaniu. Zaczął już jako mały chłopiec, z ojcem tropiąc wpierw zające, później sarny i dziki. Doskonale wiedział, że czasem myśliwy musiał poczekać; odpuścić na chwilę by uderzyć w najlepszym ku temu momencie. I był pewien, że tak było i tym razem. Jak każdy Schmidt miał to do siebie, iż zwyczajnie w świecie nie odpuszczał, jeśli obrał sobie jakiś cel.
Wypowiedział inkantację, mającą na celu umożliwić mu jakąkolwiek wizję. Tym razem magia była posłuszna, a on już chwilę później mógł zorientować się w sytuacji. Chłopaczek postanowił zwiać. Nieudane zaklęcie wyrzucić chwilę przed tym, nim ruszył biegiem w jakimś kierunku. Friedrich uniósł własną różdżkę, nie pewny czy w ogóle będzie w stanie rzucić celne zaklęcie.
- lamino! - Wypowiedział inkantację, magia jednak znów przestała być posłuszna. Wiązka zaklęcia rozprysnęła się w powietrzu, nim magiczne noże zdążyły się zawiązać. Kolejna wiązka przekleństw opuściła jego usta. Popchnął lewitujące oko za czarodziejem, mrok jednak nie sprzyjał obserwacjom.
Adrenalina uciekająca z jego ciała dopuściła do głosu ból oraz zmęczenie. Oko powróciło do mężczyzny a ten, nadal odrobinę na ślepo, przeszedł kilka kroków w kierunku chaty. Przystanął jednak, zaciskając zęby gdy ból mocniej rozlał się po jego ciele.
Nie czekał długo. Ledwie kilka chwil później na polanę wpadł patrol magipolicji. Funkcjonariusze pomogli mu pozbyć się paskudnej przepaski zasłaniającej wizję, a ten w zamian wyjaśnił im kim jest oraz czym przyszło się mu zajmować. Streścił przebieg wydarzeń, wskazał kierunek, w którym uciekł chłopaczek, by później z pomocą jednego z nich powrócić do Londynu. Paskudny dzień, paskudna walka. Żałował, że głowa chłopaczka również nie znalazła się w torbie… Chociaż dzisiejszy łup, wcale nie był najgorszy. Trzy głowy, trzy nagrody które zapełnią jego skrytkę.
Po powrocie do miasta wpierw udał się do znajomej uzdrowicielki, by później odnieść trofea w odpowiednie miejsce oraz otrzymać zapłatę.

| zt.x2 :pwease:


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Polana Świetlików [odnośnik]21.02.21 1:14
Para nr 16

Po ugryzieniu zaklętego ciastka padliście ofiarą niechcianej teleportacji – a po krótkiej chwili wylądowaliście tutaj: postać A na nieco podmokłej trawie, postać B – tuż obok niefortunnie ślizgając się na śliskiej nawierzchni. Postać A może pomóc uchronić postać B przed upadkiem, łapiąc ją za rękę i przyciągając do siebie. W innym wypadku postać B obtłucze sobie boleśnie siedzenie.

Gdy tylko wasze spojrzenia się spotkają, ogarną was silne emocje, do złudzenia przypominające miłość: będziecie mieć wrażenie, że dla drugiej osoby zrobicie absolutnie wszystko, poczujecie oddanie, szczęście i tęsknotę do czegoś, czego nie będziecie potrafili określić; wyda wam się najpiękniejsza na świecie; będziecie gotowi poświęcić wiele, by spędzić z nią resztę życia.

Waszą uwagę zwróciły rozświetlające powoli ciemność świetliki, unoszące się wokół was w tanecznej harmonii. Niedaleko zamajaczył duch, dłońmi dyrygujący małymi stworzonkami, by wpasowały się w rozbrzmiewającą z magicznego gramofonu muzykę. Nie mieliście pojęcia, skąd się tam pojawił, ale pochłonięci sobą nawzajem nie skupialiście się na tym zbyt mocno. Nawet nie zauważyliście, gdy świetliki ułożyły się w kolię na szyi postaci A, a na piersi postaci B stworzyły piękną broszę. Mieliście ochotę skorzystać z okazji i pozwolić nieść się tanecznej magii. Romantyczny klimat zapowiadał równie romantyczną noc.



Rzut kością
W dowolnym momencie trwania wątku możecie wykonać rzut na dodatkowe zdarzenie kością podpisaną jako Kupidynek.

Konsekwencje
Efekty zjedzenia zaklętego ciastka ustąpią następnego dnia, wraz ze wschodem słońca; po romantycznej schadzce pozostaną wam wspomnienia i potężny ból głowy, który ustąpi dopiero po 24 godzinach.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana Świetlików - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana Świetlików [odnośnik]21.02.21 12:59
31 października 1957 r.

Już pół godziny temu powinna chociaż zacząć przygotowywanie paszy na kolację dla aetonanów, zamiast tego jednak biegała po budynku szukając największego złodzieja i oszusta, jakiego przyszło jej dotychczas spotkać – Rufus, łajzo mała, pomiocie przeklęty, gdzież na litość schował ten klucz od paszarni?! – Zaglądała w szafki, wiadra, boksy, w każdą szparę w którą mógł się zakopać niuchacz w obawie o swoje życie w nawiązaniu do nadchodzącej furii, zwanej potocznie Evelyn. Kruczowłosa nie miała dziś ochoty na żarty, była zmęczona i chciała czym prędzej zapaść się w wygodnej kanapie i pogrążyć w lekturze, która zabrałaby ją chociaż na chwilę do innego świata. Zamiast tego, podczas poszukiwań dostrzegła… Ciastko. Zdębiała, wpatrując się w skrzynię, której wieko drżało, z pewnością to właśnie tam znajdował się mały oszust, pomiot diabelski, powód tych całych poszukiwań i miała go na wyciągnięcie ręki, ale przecież na drodze do sukcesu pojawiła się ta nieszczęsna tartaletka. Despenser została wyprowadzona z równowagi. – Cóż za baran zostawił tu to… - zamarła, marszcząc brwi i pociągając nosem, gdy uderzyła ją mieszanka, ta jedna, ta idealna mieszanka, będą jej amortencją. Świeżość mięty i świerku, bryza po burzy, stare księgi i rozlany tusz… Nie, to nie było możliwe, ale przecież tak kusiło, otumaniało, że kobieta musiała, była wręcz zmuszona do choćby skosztowania ów ciastka. Chwyciła słodycz w dłonie tak delikatnie, jakby od samego dotyku miała się rozpaść i mało myśląc, zatopiła zęby w ciastku, czując rozchodzącą się po kubkach smakowych słodycz i nie zdążyła nawet przełknąć kęsa, a już poczuła to szarpnięcie, które zwiastowało, że z wieczoru z książką wyszły nici. W głowie jej zawirowało, jednak było to jedynie przelotne, nieprzyjemne uczucie, w większe niezadowolenie wprawiło ją lądowanie w podmokłej trawie, gdzie szczęśliwie od razu złapała przyczepność. Już miała złorzeczyć na świat, na zabranie jej w to zimno, na przeklętego Merlina, Rufusa, kogokolwiek, gdy wtem dojrzała, że coś się zbliża z nierozsądną prędkością. Nie zdążyła się przyjrzeć, jak zwykle nie potrafiąc wytłumaczyć sobie, że nie każdego warto ratować, szczególnie potencjalnych nieznajomych i bez rozmysłu wyciągnęła tę nieszczęsną dłoń, próbując złapać i przyciągnąć do siebie prawdopodobnie drugą ofiarę tego całego zamieszania. Skrzywiła się pod szarpnięciem myśląc tylko o tym, że znów wpakowała się w tarapaty, które na dobre jej zapewne nie wyjdą, w końcu już sama zaczęła robić z siebie bohatera, a to przeważnie kończy się bólem, kontuzją, niechybnym uszczerbkiem na zdrowiu. Z zaciętą miną podniosła wzrok stalowoniebieskich oczu na postać, którą właśnie uratowała, próbując pochwycić kontakt wzrokowy, znaleźć wytłumaczenie tego, co właśnie miało miejsce, choć zupełnie nie miała pojęcia co ów spojrzenie wywoła…
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 13
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Polana Świetlików - Page 3 Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Polana Świetlików
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach