Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

William Moore
AutorWiadomość

William Moore

Data urodzenia: 1 marca 1929
Nazwisko matki: Carter
Miejsce zamieszkania: Irlandia, Góry Derryveagh
Czystość krwi: mugolska
Status majątkowy: ubogi
Zawód: były szukający Jastrzębi z Falmouth, obecnie łapie się wszystkiego - głównie prostych prac remontowo-wykończeniowych
Wzrost: 179 cm
Waga: 76 kg
Kolor włosów: kasztanowe; słońce ma w zwyczaju wyciągać z nich cieplejsze, rudawe tony
Kolor oczu: błękitnozielone
Znaki szczególne: wada wymowy; skóra na dłoniach zgrubiała od latania; nieliczne piegi latem obsypujące nos i kości policzkowe; nieregularne rumieńce rozlewające się po twarzy i szyi, wyciągane na światło dzienne przez chłód, wysiłek lub silne emocje; nerwowy tik – odkąd na jednym z meczów dorobił się pękniętej czaszki, co kilka minut nieświadomie odwraca się przez ramię



I. Nauka latania

Kiedy myśli o dzieciństwie, w pierwszej kolejności przypomina sobie matkę. Z ciemnymi, wysoko upiętymi włosami, niepoprzetykanymi jeszcze siwizną; z rękawami prostej sukienki podwiniętymi do łokci; z ciepłem w szarobłękitnych tęczówkach, z dołeczkami w policzkach i z uśmiechem na ustach, całkowicie nieświadomą białej, szerokiej, mącznej smugi, ciągnącej się od brwi aż do skroni. W jego wspomnieniach powietrze ma ciężki, słodki zapach smażonych jabłek z cynamonem, lasek wanilii i pierwszych tamtej wiosny śnieżyczek, wetkniętych do prostego wazonu o wyszczerbionej szyjce, który przez przypadek strącił ze stołu, próbując wepchnąć nos w niegotowe jeszcze ciasto. Od zawsze uwielbiał przyglądać się, jak pracowała, bez względu na to, czy rozwieszała akurat na rozciągniętych przed domem sznurkach świeże pranie z gigantycznego, wiklinowego kosza (razem z Lydią często testowali jej cierpliwość, bawiąc się w chowanego wśród wilgotnych jeszcze prześcieradeł), czy załamywała ręce na widok podartych spodenek i oderwanych od koszul guzików. Wiedział, że była czarodziejką, zanim jeszcze jego lewitujący pod sufitem starszy brat zmusił ją do wyjawienia skrywanego przez lata sekretu; musiała mieć magiczne moce, skoro dzień po dniu udawało jej się utrzymywać w całości ich siedmioosobową rodzinę, zwłaszcza kiedy jej dzieci – jedno po drugim – zaczęły na nowo wprowadzać do domowej rzeczywistości tę samą magię, której lata wcześniej dobrowolnie się wyrzekła.


Jak z tym zderzeniem dwóch światów poradził sobie ojciec – nie ma pojęcia; to, co dla matki było normalnością, a dla dorastających dzieciaków ekscytującym zwrotem wydarzeń, dla niego musiało stanowić zaprzeczenie wszystkiego, co znał i w co wierzył, a jednak żadne z nich nigdy nie usłyszało od niego ani słowa dezaprobaty czy skargi. Cichy i niewzruszony niczym skała, zachował wewnętrzny spokój i siłę nawet wtedy, gdy cała reszta zdawała się kruszyć i rozpadać na jego oczach. To właśnie on pokazał Billy’emu jak wbija się gwoździe, łata dziury w dachu i przymocowuje własnoręcznie wykonane półki do ścian, on też nauczył go pływać w pobliskim jeziorze, a gdy (wtedy siedmioletni) syn zaliczył swój pierwszy wybuch czarodziejskich umiejętności, wieszając go za kostkę u nogi na najwyższym drzewie w sadzie, tylko się roześmiał – choć to ostatnie mogło mieć coś wspólnego z faktem, że dokładnie tej samej sztuki kilka lat wcześniej dokonał najstarszy z chłopców, tym samym przecierając magiczny szlak reszcie rodzeństwa, chociaż to właśnie Billy od samego początku stąpał po jego śladach najwierniej. Starszy brat był dla niego czymś w rodzaju niedoścignionego wzoru, do którego zawsze odrobinę mu brakowało; był trochę wyższy, trochę szybszy, rzucał piłką trochę dalej i skakał trochę wyżej, a jednak ten kochał go całym sercem, tak samo zresztą jak każde spośród licznego rodzeństwa.


II. Spadanie

Gdy myśli o dorastaniu, widzi szkolną klasę. Nie jedną z tych w Hogwarcie, jeszcze nie; cofa się do wiejskiej, mugolskiej szkoły, maleńkiego, rozpadającego się budynku z jedną jedyną salą lekcyjną o nieszczelnych oknach, sprawiających, że zimą temperatura w środku była zaledwie o kilka stopni wyższa niż na zewnątrz. Te wspomnienia pachną mokrą kredą, krochmalonym materiałem mundurka i naftaliną, której woń pojawiała się na lekcji na kilkanaście sekund przed nauczycielką, niczym ponury zwiastun nadchodzących katuszy. Bo tym właśnie były dla Billy’ego wczesne lata edukacji; wychowany w sielankowej izolacji rodzinnego gospodarstwa, przeżył zderzenie z rzeczywistością wyjątkowo boleśnie, nie odnajdując się wśród rówieśników zupełnie i nie potrafiąc w żaden sposób zatrzeć zbyt ostro zarysowanych różnic. Przyzwyczajony do otwartych przestrzeni i całych dni spędzanych na zewnątrz, źle znosił bezruch, a zamknięte ściany klasy wydawały się go więzić. Konieczność ukrywania magicznych zdolności również nie pomagała, najgorsze okazały się jednak słowa; wrodzona skłonność do jąkania, przez rodzinę całkowicie ignorowana, dla innych dzieci stała się nieustannym powodem do żartów, sprawiając, że Billy przestał odzywać się niemal wcale, z każdym dniem wznosząc wokół siebie coraz szczelniejszą barierę milczenia. Nie ze względu na niechęć do rozmów; z natury otwarty i przyjacielski, uwielbiał towarzystwo innych, z jakiegoś powodu jednak wyrazy przestały się go słuchać, zatrzymując się gdzieś na poziomie gardła, dławiąc go i dusząc, ale za żadne skarby nie chcąc wydostać się na zewnątrz.


Jego największy koszmar, ten dręczący go do dzisiaj, wygląda właśnie tak; przeklęta, szkolna sala, świdrujące go świńskie oczka nauczycielki, mokra tablica za jego plecami i ten durny wierszyk, którego za nic nie był w stanie wydukać, mimo że tydzień wcześniej dokładnie nauczył się na pamięć wszystkich wersów; niecierpliwe stukanie drewnianej linijki o matowy blat biurka, stuk, stuk, jak zegar odliczający sekundy do upokorzenia absolutnego. To wtedy stał się głupim Billym; ciszę najłatwiej było w końcu utożsamiać z niewiedzą i tak też się stało, a sam zainteresowany nie próbował nawet walczyć z fałszywymi przekonaniami, wyrabiając za to w sobie głęboką pogardę do nauki w jakiejkolwiek formie, mimo że wcale nie brakowało mu inteligencji; nadal uczył się szybko, zwłaszcza rzeczy, które go interesowały, ale przestał się starać, posłusznie wchodząc w rolę, którą świat zewnętrzny tak ochoczo mu przypisał. Do porządku dziennego weszły wagary, symulowane choroby i niegroźne bójki, w które wdawał się już dla samej zasady, każde krzywe spojrzenie czy podejrzany uśmiech traktując jako prowokację. Gdy więc w szybę jego okna zastukała wreszcie bura sowa, niosąc w dziobie list zapisany szmaragdowozielonym atramentem, z ulgą odetchnęli wszyscy – a najbardziej chyba sam Billy.


III. Pościg za zniczem

Myśląc o Hogwarcie, wraca pamięcią głównie do szkolnego boiska, choć tu wspomnienia nie są jednolite. Nie przywołuje jednego, konkretnego obrazu, a raczej całą ich kliszę: ziemisty zapach wilgotnej trawy, błotniste smugi na ciemnoczerwonej szacie Gryffindoru, pęcherze na dłoniach, trzepot maleńkich, złotych skrzydełek, przede wszystkim jednak – obezwładniające poczucie nieograniczonej niczym wolności, które po raz pierwszy poczuł podczas lekcji latania, i do którego nigdy już nie przestał tęsknić, zaczynając marzyć o powrocie w przestworza dokładnie w momencie, gdy jego stopy dotykały ziemi. Opanowanie gry w Quidditcha przyszło mu łatwiej niż nauczenie się poprawnego wypowiadania jego nazwy, bardzo szybko znalazł się więc w szkolnej drużynie, początkowo grając u boku starszego brata jako ścigający, a niedługo później – gdy okazało się, że lepiej idzie mu łapanie piłek niż ich podawanie – zajmując pozycję szukającego. To właśnie na szkolnym stadionie odnalazł swoją drugą, przyszywaną rodzinę, poczucie przynależności i zduszone przez mugolską szkołę pokłady pewności siebie, i to dzięki nim niestraszne mu były przeciwności losu; czymże w końcu były docinki Ślizgonów i niezliczone szlabany, skoro miał swoją drużynę, na której zawsze mógł polegać?


Niestety, nie od wszystkich niedogodności udało mu się uciec (choć oczywiście próbował); Hogwart, mimo całej swojej niezwykłości, wciąż był szkołą, a przyswajanie skomplikowanej i rozległej wiedzy teoretycznej było czymś, do czego Billy stanowczo nie miał smykałki. Na historii magii zasypiał po piętnastu minutach wykładu, transmutacja była dla niego sztuką kompletnie niezrozumiałą, rośliny zdawały się z niewyjaśnionych powodów usychać pod jego opieką, a nauczyciel eliksirów przez moment chyba poważnie rozważał zabronienie mu wstępu na zajęcia, bo po kilku katastrofalnych porażkach szkolny woźny kategorycznie odmówił zdrapywania szczurzych ogonów z sufitu. Jedynymi przedmiotami, z którymi radził sobie lepiej niż przeciętnie, była obrona przed czarną magią oraz zaklęcia – i to dlatego tylko, że odkrywszy w drugiej klasie Klub Pojedynków, zaczął namiętnie ćwiczyć ofensywne i defensywne uroki, zgarniając po drodze kilka dodatkowych szlabanów za dewastację szkolnego mienia. Skomplikowane formuły okazały się co prawda wyzwaniem samym w sobie, nieustępująca wada wymowy sprawiała, że początkowo zawieszał się nawet na tych najprostszych, ale tu z pomocą przyszła mu magia niewerbalna, zapewniając mu przy okazji dodatkowy element zaskoczenia i fundując pierwsze miejsce w trakcie jednego z turniejów.


IV. Gwizdek sędziego

W trakcie wspominania młodości, wszystko nagle przyspiesza; obrazy nie są już stateczne, nie promieniują ciepłem i bezpieczeństwem, choć wciąż daleko im do czającego się w zbyt długich cieniach mroku. Z jakiegoś powodu wśród zamazanej mozaiki najwyraźniej odznacza się rodzinny dom, do którego wrócił na krótko po ukończeniu szkoły, czekając na nabór do drużyny i ćwicząc do upadłego na zakupionej za pierwsze oszczędności miotle. Te fragmenty przeszłości pachną rozgrzanym, letnim powietrzem, pastą Fleetwooda i maściami leczniczymi, których intensywna woń zaczęła unosić się wszędzie tam, gdzie pojawiała się mama, wciąż z niegasnącym uśmiechem i wciąż silna, ale coraz częściej nieświadomie rozmasowująca obolałe plecy. Wiedział, że była chora – termin rozrost albioni pojawiał się w listach i cichych rozmowach już od dawna – ale wtedy jeszcze nie myślał o tym jak o realnym niebezpieczeństwie, nie dopuszczając do siebie możliwości, że cokolwiek mogłoby pokonać kobietę, która bez zająknięcia wychowała piątkę dzieci. Ponure rokowania wisiały więc gdzieś na krawędzi jego pojmowania, przypominając o sobie od czasu do czasu, jak ostry kamyk w ulubionym bucie, nie przebijając jednak jego wygodnej bańki zaprzeczenia. Nie brakowało mu zresztą pretekstów do ignorowania zmartwień, odpowiedzialność związana z wkraczaniem w dorosłość zajmowała sporą część jego myśli, a gdy w październiku czterdziestego siódmego pomyślnie przeszedł rekrutację do Jastrzębi z Falmouth (oficjalnie stając się ich rezerwowym szukającym), na dłuższą chwilę całkowicie zapomniał o pachnącym szarlotką folwarku przycupniętym dziesiątki mil od Londynu.


Nie zachłysnął się sukcesem, być może dlatego, że początkowo nie smakował on wcale jak sukces; mordercze treningi niewiele miały wspólnego z chwałą zwycięstwa, a fakt, że w trakcie meczy praktycznie nie miał okazji do wstania z ławki, dodatkowo zaprawiał goryczą spełniające się marzenie. Kibicował jednak zdobywającemu punkty bratu, coraz mniej przekonująco udając – głównie przed samym sobą – że pozostawanie w jego cieniu mu nie przeszkadzało, podczas gdy w rzeczywistości zerkał na niego z rosnącą z dnia na dzień zazdrością. Theo zdawał się mieć wszystko; przystojny i wygadany, miał talent nie tylko do przerzucania kafla przez obręcze, ale również do zjednywania sobie ludzi – ci z kolei zdawali się go uwielbiać, niezależnie od tego, czy akurat święcił triumfy na boisku, udzielał wywiadów, czy krwawił obficie ze złamanego tłuczkiem nosa. Billy, ku swojemu własnemu rozczarowaniu, był jego przeciwieństwem: choć trudno było mu odmówić umiejętności, gdy chodziło o Quidditch (wbrew złośliwym opiniom, nie dostał się do drużyny tylko ze względu na nazwisko), tutaj podobieństwa się kończyły; wylądowawszy na ziemi, tracił całą lekkość i grację, nabierając jakiejś dziwnej niezdarności, a gdy w trakcie przerwy reporter zapytał go o opinię na temat pierwszej połowy, zaciął się w środku wypowiedzi, po czym milczał tak długo, aż gwizdek sędziego ogłosił wznowienie rozgrywki. Gdyby Theo nie był jego bratem, zapewne w końcu by go znienawidził; choć nigdy nie życzył mu źle, skłamałby twierdząc, że nie zdarzało mu się zaklinać rzeczywistości, modląc się, by kiedyś zająć jego miejsce.


Jak się okazało, nie musiał czekać długo, bo jedynie do krajowych mistrzostw Quidditcha w czterdziestym dziewiątym – a konkretniej do meczu z Nietoperzami z Ballycastle, który zarówno zawodnikom, jak i fanom, miał zapaść w pamięć już na zawsze. Niewielu wie, co dokładnie stało się przed wkroczeniem drużyn na boisko, wszyscy widzieli za to sieczkę, która rozegrała się tuż po tym, gdy sławny pałkarz Jastrzębi zaatakował Theo, po czym obaj pobili się brutalnie, nie zważając na próbujących rozdzielić ich zawodników, ani na przeciwników, którzy w tym czasie zdobyli dziesięć bramek, po czym zakończyli mecz, łapiąc znicza. Przegrana w mistrzostwach stanowiła jednak najmniejszy problem ośmieszonych Jastrzębi: pozbawieni dwóch utalentowanych zawodników (jednego dyscyplinarnie usuniętego ze składu, drugiego wykluczonego z gry przez poważną kontuzję będącą następstwem bójki), musieli zmagać się z konsekwencjami skandalu, odpierając setki pojawiających się w prasie oskarżeń i ledwie unikając dyskwalifikacji z dalszych rozgrywek. Nastroje były ponure, a morale tak niskie, jak nigdy, jednak to właśnie wtedy dla Billy’ego wiatr się odwrócił – zaledwie kilka dni po feralnym meczu szukający Jastrzębi przeniósł się – oficjalnie za zgodą i aprobatą obu stron – do Zjednoczonych z Puddlemere, a jego pozycja przypadła młodemu Moore’owi, z jednej strony zachwyconemu takim obrotem spraw, z drugiej – nie mogącemu oprzeć się wrażeniu, że i ten sukces, doprawiony wyrzutami sumienia, smakował w jego ustach jak popiół.


V. Pikowanie

Dorosłość kojarzy mu się przede wszystkim z nauką: radzenia sobie z presją ryczącego na trybunach tłumu; umykania przed reporterami, próbującymi namówić go na wywiad po wygranym meczu; odpowiedzialności, gdy zdecydował się w końcu przeprowadzić do Londynu; wreszcie – dzielenia rzeczywistości z kimś innym, kiedy w jego życiu pojawiła się ona. Piękna i roześmiana, przybyła do jego świata niepostrzeżenie, przynosząc razem ze sobą słodką woń przebiśniegów, garść szalonych pomysłów i niecichnącą muzykę, którą kochała najmocniej. Po raz pierwszy poznał ją w szpitalu, gdzie składała go w całość po kolejnej kontuzji; obdarzona jakąś magiczną, naturalną życzliwością i otwartością, potrzebowała dokładnie dwóch minut, żeby wciągnąć go w rozmowę oraz mniej więcej dwóch miesięcy, nim poprosił ją, by się do niego wprowadziła. Urządzili niewielkie mieszkanie razem, wspólnie wieszając firanki w oknach i malując wapnem ściany oraz dzieląc się ze sobą przeszłością i teraźniejszością; on nauczył ją mocować półki i składać meble, ona jego gotować i śpiewać, nie zwracając uwagi na to, że mimo przestróg wciąż przypalał jajecznicę, a jego zachrypnięty głos tylko zakłócał brzmienie jej – dźwięcznego i ciepłego, absolutnie najpiękniejszego na świecie. Upojony własnym szczęściem, bardzo szybko zaczął wierzyć, że będzie trwało wiecznie; niestety, spostrzegawczość, która pozwalała mu na wypatrzenie maleńkiego znicza wśród śnieżnej zamieci, nie wystarczyła, by dostrzec, jak krucha była bajka, którą dla siebie napisali – i jak łatwo mogła zdmuchnąć ją rzeczywistość.


Śmierć zapukała do jego drzwi cicho i łagodnie, pojawiając się w salonie pod postacią niepozornej koperty zaadresowanej pismem ojca (choć utkwiła w jego pamięci głównie w formie ciężkiego zapachu mokrej ziemi, do której opuszczono trumnę z ciałem matki). Z samego pogrzebu nie pamięta wiele ponad to, że padał deszcz – i że lodowate krople rozmyły atrament na pergaminie, na którym zapisał sobie kilka pożegnalnych słów. Reszta to zamazane twarze i niewyraźne rozmowy, podobnie zresztą do tygodni, które nastąpiły później: smutnych i monotonnych, owiniętych mgiełką otumanienia, zaprawiającą głos obojętnością i ruchy mechanicznością. Podpierając się kiepskim wytłumaczeniem, przeniósł się z powrotem do rodzinnego domu, teoretycznie na chwilę, tak naprawdę – na niemal rok, w czasie którego głównie trenował, wolne chwile spędzając z ojcem i pomagając mu w prowadzeniu gospodarstwa. Nie mówili wiele, powoli odbudowując dawną więź, opierając ją na zgodnym milczeniu i pracy fizycznej, która – co Billy odkrył z niemym zaskoczeniem – przynosiła ulgę, pozwalając mu na przebrnięcie przez wszystkie pięć faz żałoby. Może chodziło o samo zajęcie się czymś produktywnym, może o świadomość budowania czegoś z niczego, ale w ciągu tych przeklętych miesięcy po śmierci matki szlifował meble tak długo i zbijał gwoździami deski tak zaciekle, aż razem ze zniszczonym naskórkiem na dłoniach zszedł z niego cały ból oraz poczucie niesprawiedliwości. Niestety, gdy wrócił wreszcie do dawnego mieszkania w Londynie, zastał je puste – ona zniknęła z jego życia tak samo niepostrzeżenie, jak się w nim pojawiła, zabierając ze sobą zapach przebiśniegów i wszystkie szalone pomysły, ale za to zostawiając muzykę, od tej pory już zawsze w chwilach samotności goszczącą na ustach Billy’ego.


VI. Pokora

Teraźniejszość ma dla niego słodko-gorzki smak cierpkich jabłek, nadziei przemieszanej ze strachem, młodzieńczej radości zaprawionej ciążącą coraz dotkliwiej odpowiedzialnością. Choć podwójne uczucie utraty wyblakło przez lata, otworzyło mu oczy na rzeczy, których wcześniej nie zauważał, pozwalając na dostrzeżenie kłębiących się na horyzoncie chmur, zanim jeszcze cała magiczna Anglia pogrążyła się w chaosie. Kierowany nowoodkrytą przezornością, powrócił do zaniechanego po szkole pojedynkowania się, dołączając do Brytyjskiego Klubu Pojedynków, a w wolnych chwilach ćwicząc magię obronną. Wciąż pamiętał, jak pachniała wojna (choć gdy ta Wielka wstrząsała mugolskim światem, był zbyt młody, by w pełni ją pojąć) i podskórnie przeczuwał, że nadchodziła kolejna; widział to w rzucanych mu ukradkiem spojrzeniach, które pojawiły się, gdy prasa w jednym z artykułów napomknęła o jego mugolskim pochodzeniu, słyszał jej echa w noworocznej przemowie, którą wygłosiła (już teraz była) Minister Magii, zapowiadały ją wszystkie tajemnicze zniknięcia, niewyjaśnione morderstwa i pozbawione sensu dekrety – a jeśli miałby być szczery sam ze sobą, pierwszym jej zwiastunem była już dawno zapomniana śmierć małej Marty (w którymś momencie zaczął mieć sobie za złe, że tak szybko przeszedł nad nią do porządku dziennego, mimo że był wtedy dopiero lekkomyślnym drugoklasistą). Na szczęście, nie był jedynym, który połączył ze sobą fakty; w marcu pięćdziesiątego szóstego jeden z najbliższych przyjaciół opowiedział mu o Zakonie Feniksa, do którego dołączył bez mrugnięcia powieką, obiecując sam sobie, że prędzej umrze, niż pozwoli, by szerzący się mrok dotknął jego rodzinę.


Nie poprzestał jednak na tym; kwietniowe przesłuchania i idące za nimi odsiecze pozostawiły po sobie nie tylko polityczny bałagan, ale przede wszystkim rozbitych, pogrążonych w poczuciu straty czarodziejów i mugoli, więc Billy (samemu cudem uniknąwszy wywiezienia Merlin-wie-gdzie, dzięki otrzymanemu w porę ostrzeżeniu) w tajemnicy zaczął odnajdywać jednego mugolaka po drugim, oferując pomoc i – czasami – wsparcie finansowe. Sam nie miał wiele, zbyt duże jak dla jednej osoby mieszkanie (którego jednak nie potrafił się pozbyć) od tygodni stało zadłużone, a wynajmujący je właściciel coraz bardziej tracił cierpliwość, ale Moore, nadal wyznając zasadę jakoś-to-będzie, nic sobie z tego nie robił, zastanawiając się jedynie, co powie jego kapitan, gdy się dowie, że w ostatnim porywie dobroci serca sprzedał własną miotłę. Póki co ma jednak istotniejsze rzeczy na głowie – majowy wybuch magii po raz kolejny wywrócił świat do góry nogami, choć sam Billy nie zdaje sobie jeszcze sprawy z tego, jak bardzo zaskoczy go wkrótce jego własny.


Patronus: Bernardyn to pies łagodny, wierny i przyjacielski, wykazujący się ostrożną nieufnością wobec obcych, jednak względem bliskich lojalny, gotowy bronić ich w razie niebezpieczeństwa; skory do zabawy niezależnie od wieku, nigdy nie wyrasta z młodzieńczej natury - nic więc dziwnego, że to właśnie tę formę przyjmuje świetlisty opiekun Billy'ego. Przywołując patronusa, myśli o szczęśliwych chwilach w Hogwarcie - meczach Quidditcha, beztroskich popołudniach z przyjaciółmi i tych ulotnych momentach, w których absolutnie wszystko wydawało się możliwe.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 25 +5 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 15 +1 (pazur gryfa)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 5 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 16 +4 (waga), +3 (czarna perła)
Zwinność: 25 +3 (bransoleta z włosów syreny)
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia magiiI2
ONMSI2
SpostrzegawczośćIII25
SkradanieI2
Zręczne ręceI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Wytrzymałość fizycznaII5
MugoloznawstwoII0
EkonomiaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon FeniksaII14
Rozpoznawalność (list gończy)II0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Muzyka (śpiew)I½
MajsterkowanieII7
Magiczne budownictwoI½
GotowanieI½
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleIII25
QuidditchI½
PływanieII7
Wyścigi na miotłachI½
JeździectwoI½
ŁyżwiarstwoI½
Walka wręczI½
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak-0
Reszta: 0

Wyposażenie

różdżka, pies


[bylobrzydkobedzieladnie]


but I will hold as long as you like

just promise me we'll be alright


Ostatnio zmieniony przez William Moore dnia 23.07.21 11:54, w całości zmieniany 16 razy
William Moore
William Moore
Zawód : lotnik na usługach Macmillanów
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył

OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 25
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore

Powrót do góry Go down


Maj '56 - Czerwiec '57

Orientacja polityczna: Jego poglądy nie uległy zmianie – nadal czynnie działa w szeregach Zakonu Feniksa. Wierzy w świat, w którym czarodzieje i mugole mogą żyć obok siebie, nie walcząc ze sobą, a wspierając się wzajemnie.
Ścieżka kariery: Prześladowania, które dotknęły czarodziejów mugolskiego pochodzenia oraz wprowadzenie obowiązku rejestracji różdżki, zmusiły go do porzucenia dotychczasowej kariery szukającego. Aktualnie szuka dla siebie stałego zajęcia, w międzyczasie pracując dorywczo jako przysłowiowa złota rączka: pomaga w naprawie uszkodzonych przez anomalie budynków, remontach, nakładaniu prostych zabezpieczeń. Planuje budowę boiska w Oazie i zorganizowanie rozgrywek Quidditcha dla ukrywających się tam dzieci; chce zapewnić im miejsce, w którym będą mogły odzyskać przynajmniej skrawki normalności.
Rozwój: Jeśli chodzi o dziedziny magiczne, to Billy skupił się przede wszystkim na ćwiczeniu magii defensywnej, chcąc być w stanie – w razie konieczności – obronić siebie i swoich bliskich. Treningi i praca fizyczna pomogły mu się zahartować: stał się szybszy i silniejszy.
Więzy krwi: W maju zeszłego roku dowiedział się, że jest ojcem, a w jego życiu pojawiła się Amelia – sześcioletnia córka, o której istnieniu nie miał wcześniej pojęcia. Pomimo początkowej niepewności, pokochał ją jednak całym sercem, a ona stała się najważniejszą osobą w jego rzeczywistości – to dla niej kupił i wyremontował chatę w bezpiecznej Oazie, i to głównie dla niej walczy – chcąc zapewnić jej świat, w którym nie będzie musiała ukrywać się ze względu na swoje pochodzenie.
Zyskane znamiona: -


Kurz po wybuchu anomalii nie zdążył jeszcze opaść, kiedy jego własny, starannie poukładany świat również zadrżał w posadach: początkiem maja dotarł do niego list informujący o śmierci kobiety, którą kiedyś kochał – oraz o tym, że w związku z jej odejściem stał się jedynym prawnym opiekunem Amelii, sześcioletniej córki, o której istnieniu dotychczas nie miał pojęcia. Pojawienie się dziewczynki pod jego dachem zmusiło go do przeorganizowania własnej rzeczywistości, już i tak skomplikowanej dołączeniem do Zakonu Feniksa – organizacji, w której szeregach działał już wtedy od kilku tygodni, a która za cel obrała sobie okiełznanie wprowadzającej chaos, niestabilnej magii. Billy, do niedawna za jedyne zmartwienie mając to, czy jego drużynie Quidditcha uda się zdobyć puchar w ligowych rozgrywkach, musiał szybko nauczyć się funkcjonowania w nowej, zupełnie obcej sobie codzienności – takiej, w której nie był już wschodzącą gwiazdą sportu, a stał pewnie na ziemi, wchodząc w rolę ojca oraz członka nielegalnej grupy czarodziejów walczących o przywrócenie w Wielkiej Brytanii spokoju.

Nie poszło mu zbyt dobrze, zagubił się w tajemnicach i sekretach, stopniowo odsuwając od siebie ludzi, którym powinien ufać najbardziej, nie zdając sobie jeszcze sprawy, że odrzucenie ich wsparcia nie mogło nikomu wyjść na dobre. Prowadzenie nierównej walki z anomaliami oraz codziennie niespodzianki związane ze sprawowaniem samotnej opieki nad niepanującą nad własną magią córką, sprawiły, że zaniedbał treningi – na boisku pojawiał się coraz rzadziej, a jeśli już to robił, to częściej niż złotego znicza, łapał kontuzje. Przez cały czas niezmiennie angażował się jednak w działania Zakonu Feniksa, pomagając w odbudowie zniszczonej przez kataklizm kwatery głównej, oraz wyciszając źródła niestabilnej, czarnomagicznej energii: w Londynie i poza nim. Brał też udział w misjach, pomagając organizacji w wykorzystaniu skupisk białej magii, i w zdobyciu fragmentów kamienia wskrzeszenia. Chociaż szczęśliwie udawało mu się unikać bezpośrednich starć z wrogiem, to starał się na takowe przygotowywać, podejmując się nauki porzuconych po szkole dziedzin defensywnych.

Pomimo starań, po kilku miesiącach przerósł go ciężar spoczywającej na jego barkach odpowiedzialności. Bez względu na ilość opanowanych źródeł, anomalie wciąż trwały w najlepsze, coraz bardziej zagrażając podatnej na ich działanie córce Williama. Nie będąc w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa w kraju, zdecydował się wyjechać za granicę, zabierając ze sobą również pozbawionego magicznych zdolności ojca. Wstyd związany z porzuceniem walki oraz przyjaciół sprawił, że zrobił to po cichu, nie usprawiedliwiając się przed nikim i znikając praktycznie bez słowa – naiwnie licząc, że z daleka od panującego w Wielkiej Brytanii chaosu zdoła zbudować nowy dom dla siebie i swojej rodziny. Przez kolejne tygodnie nad tym właśnie pracował, ręcznie remontując stary, odkupiony za bezcen budynek, i ucząc się od ojca podstaw sztuki budowlanej. Choć jednak praca fizyczna skutecznie zajmowała jego dłonie, to nie udało jej się tego samego zrobić z umysłem i sercem. Francja nie przyniosła mu spokoju – mimo że pozornie znajdował się daleko, przez cały czas śledził wydarzenia wstrząsające rodzinnym krajem, wielokrotnie w ostatniej chwili powstrzymując się przed powrotem.

Kroplą, która przelała czarę, były przerażające wieści o Bezksiężycowej Nocy, wyrywające go z budzącej wyrzuty sumienia bezczynności, i zmuszające do sięgnięcia po spakowaną znacznie wcześniej walizkę. Chociaż powrót do rozdartego wojną kraju nie był prosty, początkiem kwietnia udało mu się przekroczyć granicę i ponownie stanąć na angielskiej ziemi. Nie mogąc wrócić do znajdującego się w zamkniętej strefie mieszkania, początkowo zatrzymał się u mieszkającej w Dolinie Godryka kuzynki, za ciepły kąt odpłacając się głównie wdzięcznością – i wchodząc na długą ścieżkę naprawiania własnych błędów i wyjaśniania nieporozumień. W odnalezieniu się w zmienionej rzeczywistości pomogła mu Hannah; to dzięki przyjaciółce dowiedział się o losach ich wspólnych przyjaciół, i to ona powiedziała mu też o istnieniu Oazy, wskazując tym samym miejsce, w którym mógł odnaleźć pracę i schronienie. Bez zawahania wydał ostatnie oszczędności na zakup jednej z nowo wybudowanych chat, by po jej wyremontowaniu móc zamieszkać tam razem z córką; oprócz tego pomagał, gdzie tylko mógł, wznosząc kolejne budynki i bez zawahania powracając w szeregi Zakonu Feniksa – tym razem pełnię sił poświęcając działaniu w organizacji. Pogodzenie się z niechybnym zakończeniem kariery sportowej przyszło mu z trudem, żal związany z koniecznością porzucenia drużyny przekuł jednak w pracę, za cel obierając sobie wyrwanie stolicy z rąk Rycerzy Walpurgii, i bez zawahania idąc tam, gdzie do posyłano – bez względu na to, czy była to wioska olbrzymów, czy pogrążone w wojennej zawierusze ulice miasta. Okropności, których był tam świadkiem, napełniły go determinacją – choć zdawał sobie sprawę, że nie był w stanie samodzielnie pokonać popleczników Lorda Voldemorta, to poprzysiągł sobie ochronić przed nimi tyle istnień, ile tylko zdoła.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 18.09.20 16:24, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
William Moore Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Wada wymowy, dotyk meduzy (wczesne stadium, niezdiagnozowana).
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: Hereward Bartius
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 18.09.20 16:23, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
William Moore Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down



KOMPONENTY jaja widłowęża, krew reema, włosie akromantuli, księżycowy pył, czułki szczuroszczeta

[09.06.18] Ingrediencje (lipiec/sierpień)
[22.08.20] Kryształ (lipiec/wrzesień)
[22.01.21] Komponenty (październik/grudzień)

BIEGŁOŚCI
[30.09.18] Wsiąkiewka (maj/czerwiec): +2 PB do reszty
[20.08.20] Wsiąkiewka (kwiecień/czerwiec): +1 PB
[04.09.20] Nauka biegłości zręczne ręce (na poziom I), -2 PB z reszty
[18.09.20] Minął fabularny rok +1 PB
[22.01.21] Wsiąkiewka (lipiec/wrzesień): +3 PB
[26.01.21] Rozwój biegłości (Ekonomia 0 -> I); -2 PB z reszty
[12.03.21] Rozwój biegłości: magiczne budownictwo (I); - 0,5 PB
[17.07.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień); + 3 PB
[18.07.21] Zakupy: +3 PB do reszty (-150 PD); Zapomnienie Quidditcha (II na I): + 6,5 PB do reszty; Rozwój biegłości: Latanie na miotle (II na III) - 18 PB z reszty

HISTORIA ROZWOJU[11.11.17] Karta postaci: [G] pies -75 PM; sowa -50 PD
[18.11.17] Zakup zaklęć ochronnych (Abscondens, Cave Inimicum, Repello Mugoletum, Tenuistis vivere), -0 PD
[19.12.17] Klub pojedynków (czerwiec), +10 PD
[11.02.18] Nagroda dla drużyny zwycięskiej w wydarzeniu "Śnieżki w dusznej atmosferze": woreczek ze skóry wsiąkiewki
[13.05.18] Podsumowanie napraw anomalii (maj/czerwiec): +15 PD
[21.05.18] Wykonywanie zawodu (majoczerwiec) +50 PD
[24.07.18] Spotkanie Zakonu Feniksa, +5 PD
[18.09.18] Wykonywanie zawodu (lipiec/sierpień) +50 PD
[27.09.18] Udział w wydarzeniu: Odbudowa starej chaty, +5 PD, +1 PB organizacji
[30.09.18] Wsiąkiewka (maj/czerwiec): +60 PD, +2 PB
[15.10.18] Podsumowanie napraw anomalii (lipiec/sierpień): +25 PD
[18.10.18] Zakupy (czarna perła, bransoleta z włosów syreny, pazur gryfa zatopiony w bursztynie), -265 PD
[14.03.19] Wejście na poziom I biegłości Zakonu Feniksa, +3 statystyki OPCM
[14.03.19] Podsumowanie napraw anomalii (wrzesień/październik): +30 PD, +1 PB organizacji
[07.05.20] Przywrócenie rangi po nieaktywności
[09.05.20] [G] Zakup chaty, -150 PM
[12.05.20] Osiągnięcia: Masakrator, Nieugięty, Na głowie kwietny ma wianek, Ostrożny sprzymierzeniec, Światło w Ciemnościach I, Wilk z Pokątnej Street, Syn marnotrawny, +215 PD
[20.05.20] Wykonywanie zawodu +50PD
[29.07.20] Spokojnie jak na wojnie: +25 PD
[04.08.20] Osiągnięcie (Partia nigdy cię nie zdradzi): +60 PD
[05.08.20] +2 OPCM, +1 U, +2 Z, +2 S: -560 PD
[20.08.20] Wsiąkiewka (kwiecień/czerwiec): +60 PD, +1 PB
[29.08.20] Jednorazowa darmowa zmiana wizerunku
[30.08.20] Zdobycie osiągnięć: Wodzirej II, Genealog, Chłopiec z placu broni; +150 PD
[30.08.20] [G] Zakupy: lusterko dwukierunkowe, -200 PM
[02.09.20] Zdobycie osiągnięcia: Mały terrorysta; +30 PD
[04.09.20] Rozwój postaci: zakup 3 punktów statystyk do zwinności, -240 PD
[02.11.20] Rozwój postaci: zakup 1 punktu statystyki sprawności, -80 PD
[06.11.20] Otrzymano od Hannah: miotła bardzo dobrej jakości
[11.01.21] Wydarzenie: księżniczka na wieży, +2PB, +75 PD
[14.01.21] Spokojnie jak na wojnie: +50 PD
[15.01.21] Aktualizacja postaci
[22.01.21] Wsiąkiewka (lipiec/wrzesień): +120 PD
[25.01.21] Wykonywanie zawodu (lipiec/wrzesień): + 20 PD
[25.01.21] Osiągnięcia (Do wyboru do koloru, Wór pełen ziół, Wodzirej I, Architekt): +120 PD
[26.01.21] Rozwój postaci: +5 Uroki; -400 PD
[11.06.21] Wykonywanie zawodu: październik-grudzień, +20 PD
[17.06.21] [G] Zakupy: dom wolnostojący
[06.07.21] Osiągnięcia (Weteran, Lekką ręką, Dziurawe kieszenie, Recydywista, Szklany pantofelek, Błędny rycerz): +280 PD
[17.07.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień); +120 PD
[18.07.21] Rozwój postaci: +5 transmutacja; -400 PD
[23.07.21] Spokojnie jak na wojnie: +151 PD, +4 PB organizacji
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
William Moore Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

William Moore

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach