Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Szarodrzewo z Nuneaton
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Szarodrzewo z Nuneaton

Szarodrzewo z głębi lasów pod Nuneaton to jedno z najstarszych magicznych drzew w Anglii, a może i całej Europy: ponoć zawsze, gdy zbliżali się do niego drwale lub myśliwi, jego gałęzie ożywały i straszyły mugoli, którzy chcieli się do niego dostać – w ten sposób przetrwało już ponad 1600 lat. Ma sześć metrów średnicy i jest wysoki na czterdzieści, a jego kora przypomina kolorem angielską szarugę. W dotyku wydaje się szorstka, a przyłożona do niej dłoń delikatnie piecze. Sękate gałęzie rozchodzą się na wszystkie strony, niepostrzeżenie zamieniając się ze sobą miejscami, kiedy wiatr delikatnie kołysze wiecznie zaschniętymi burymi liśćmi. Dawno temu angielscy druidzi wsłuchiwali się w ten szelest, odnajdując w jego dźwiękach odpowiedzi na dręczące ich problemy.
Dziś czarodziejska młodzież za test męskości uznaje wdrapanie się na jego szczyt, gdzie można ułamać jedyne kwitnące gałązki szarodrzewa - od dołu tego nie widać, lecz ponoć mają przepiękną, bladobłękitną barwę i płatki delikatniejsze od jedwabiu stanowiące niepowtarzalny okaz dla każdego zielarza. Zasuszone bywają składnikami perfum - słyną z wyrazistego zapachu, który każdemu czarodziejowi wydaje się inny, powiązany z jego ukrytymi pragnieniami i kojarzące się z najpiękniejszymi wspomnieniami.

k100: ST wspięcia się na szczyt wynosi 70, do rzutu dodaje się podwojoną statystykę uników lub sprawności.
Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szarodrzewo z Nuneaton - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Rozłąka wycinała przed nimi coraz to nowsze koncepcje wspólnego bytowania; rozkoszowania się chwilami dzielonymi na dwoje; bo choć kuzyn ominął dwa lata jej wkraczania w dorosłość malowaną barwami ognistymi i żywotnymi, wiedziała, że to w nim odnajdzie opokę pewnego szarego, listopadowego dnia, w którym uśmiech bezwiednie wkroczy na oblicze pokryte siateczką piegów. Marszczyła nos w sposób zabawny, acz idealnie przystający jej zadziornej uwerturze, a wargi ściągała zupełnie jakby chciała naprostować ku rogom prześcieradło; bo było w niej coś, co nakazywało niemym gestem oddanie; może był to niepokalany błękit jej oczu, które barwą przypominały pianę morską, z której wyłaniała się sama bogini piękna, słynny obraz Botticelliego? A rodzina była dlań nader ważna, gotowa wskoczyć w niszczycielskie języki ognia za każdym z nich. Budowało to oddanie malujące się pośród miriad myśli, któremu nic nie było w stanie zaprzeczyć.
Melodyczne brzmienie głosu, zupełnie jak jej imię, przecięło przestrzeń.
Ach, już się wystraszyłam, że moje spóźnialstwo – z którym, musisz wiedzieć, walczę wyjątkowo mocno! – dało o sobie znać. – W jego ramionach odnalazła się nader miękko, nader właściwie, czując uścisk, który niósł za sobą piękno oddania.
Bo była nader wysoka jak na kobietę swoich czasów; uśmiech tańczący na ustach, przechodzący od chłodu lichwiarki do ciepła tancerki budował obraz kobiety o umyśle kalanym przez ambiwalencję. Szukała siebie pośród barwnych metafor, potwornych jak orchidee i równie okrutnych w kolorycie. Bo każdy dzień ostatnio umykał jej niezamieszkany; każda godzina przelatywała jej przez palce. Może dlatego z tak wielką gorliwością szukała siebie?
Na pewno? Nie chciałabym, abyś mówił to z grzeczności! Z drugiej strony, nigdy nie podejrzewałabym cię o puste słowa! – rzekła pogodnie, krzyżując ręce na falującej w rytm oddechu piersi.
Mam nadzieję, że jednak częściej jest „na wozie”. Ja sama ostatnimi czasy walczę z samą sobą, wiesz jak jest, trochę brakowało mi świeżego powietrza i… – urwała, wiodąc wzrokiem za nim, moszcząc go ostatecznie na nader wysokim, rozłożystym drzewie. – Oho! Czy to wyzwanie? Nie podpuszczaj mnie, jestem gotowa wspiąć się na sam czubek. Jeśli jednak się połamię, obiecaj, że mnie poskładasz – rzekła entuzjastycznie.
W akwenie milczenia patrzyła na niego spod welonu jasnych rzęs, aby po urwanej chwili bezsłownej zacząć wspinać się na konar. Chwyciło ją jednak coś w trzepoczącym w klatce płuc sercu; może to te chwile beztroski, które nasuwały się na samotne myśli?
Melody Weasley
Melody Weasley
Zawód : Łamaczka klątw
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Je viens te retrouver comme les oiseaux
OPCM : 20
UROKI : 7
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9817-melody-weasley https://www.morsmordre.net/t9849-astrolabium https://www.morsmordre.net/t9843-love-of-my-life-fire-of-my-loins https://www.morsmordre.net/

Powrót do góry Go down

Ciężko było nie odczuwać braterstwa, które niosła również główna myśl ich rodziny, bo tam, gdzie zgoda, tam zwycięstwo, a to było mocno wyczuwalne pomimo lat rozłąki i braku jakiegokolwiek kontaktu. Jako jedyna nie próbowała drążyć, jakby to, co się wydarzyło, nie miało w rzeczywistości tak ważnego znaczenia teraz, kiedy mogli razem uczyć się siebie na nowo i odnajdywać tę stałość w pokrzepiającym, ciepłym, rodzinnym uścisku, gdzie chciał ją schować od wszystkich tych okropności świata. Każdy z nich zasługiwał na lepszy świat, którego sam nie był w stanie zbudować, a tym bardziej odnaleźć do niego drogę i chyba tylko w tych krótkich momentach, kiedy znajdowali się tuż obok jako jedność, ta wspólnie zbita pięść, mogli próbować przebić całą ciemność oplatającą z każdej strony. Powracały dobre wspomnienia, powracała ta pewność trwałości, powracało wszystko, co Devon i rodzina znaczyło dla tego młodego chłopaka, jako który wyjechał z rodzimego kraju. Teraz było jakoś inaczej, choć nie był w stanie powiedzieć co. Nieuchwytna cząstka, jakby pewna niedoskonałość, która pogłębiała się na tyle, by zostać dziurą bez dna, gdzie każdy był w stanie coś wypatrzyć na siebie. Cały dom wiedział, że coś się zmieniło, on sam miał o tym doskonałą świadomość, a jednak nadal starał się to skrzętnie ukrywać, bo przecież jak mógłby im powiedzieć, że mieszka w Londynie? Że zamiast jednoczyć się ze swoimi on... no właśnie, co? Szuka własnej ścieżki? Do czego? Szybkiego pochówku? Był przekonany, że oni by nie zrozumieli, skoro sam gubił się w tych własnych tłumaczeniach, lepiej było milczeć. Wypuścił ją z uścisku, stając w odległości na tyle przyzwoitej, żeby móc patrzeć na jej całą twarz, tak bardzo brakowało mu obrazu rudości i piegów, bo przecież sam w lustro nie patrzył, już dawno było tylko siecią pajęczyn po jego wyrzuconej frustracji przez własną pięść. Przed spotkaniem nasmarował ręce maścią, czego oczy nie widziały, temu serce nie żałowało.
- Przecież wiesz, że poczekałbym nawet do jutra. - zaśmiał się z przebłyskiem czułości w oczach, bo wspaniale było słyszeć, jak pewne rzeczy się nie zmieniają. Brakowało tej szczerości, bo gdzież w porcie zdołałby wymienić się tak prostymi, choć ważnymi komunikatami? Tam wydawało się, że każdy kłamie, on sam przecież nosił całkiem inną twarz!
- Melodyyyyyy - jęknął przeciągle, jak to nieco bezradny gość - przecież wiesz, że dla mnie nawet jako potworzyca wyglądałabyś dobrze. Jesteś moją kuzynką w końcu! - stwierdził zwyczajnie, przewracając do tego oczami, bo przecież to niemożliwe, żeby miał jej tłumaczyć takie oczywistości, jako kuzynka musiała przecież być piękna, mama go uczyła, że każda kobieta była ładna, a te z rodziny, to najbardziej. Pewnie już wtedy powinien wyczuć w tym jakiś haczyk, ale po dziś dzień wierzył w te słowa całym sobą, a że był człowiekiem wielkiej wiary i małego rozumu nawet nie przykuł uwagi do tego, że jego słowa brzmiały dość... kontrowersyjnie. Potworzyca i Melody w jednym zdaniu? Chyba powinien już brać nogi za pas, matka by mu tego nie przepuściła.
Chyba trochę zrozumiał, nie była zbyt w dobrym stanie, a to wymagało naprawy! Jeden z niewielu sposobów, jakie znał, to rozbawianie i wprowadzanie nieco akcji, wydawało się dość roztropnym, żeby wykorzystać to ponownie w tej małej propozycji, a może nawet wyzwaniu. - Jasne, że poskładam, o ile sam się nie połamię! - stwierdził szczerze z słodko-gorzko miną, bo przecież jego znajomość w spinaczce była co najmniej zerowa w teorii, a co dopiero w praktyce! Coś tam chyba było z tymi grubymi gałęziami, tak? Idąc jej krokiem, zbliżył się do drzewa i ustawił się po drugiej stronie, dając jej możliwość wystartowania jako pierwszej. Wydawało się, że czeka na znak. - No to start! Kto pierwszy na górze ten... pomaga gotować w niedzielę! - zawołał do niej całkiem donośnie, aż palce mu płonęły, kiedy myślał o tym, że zaraz będzie miał okazję wesprzeć się po drzewie, ależ mu tego brakowało, trochę szczeniackiej rywalizacji i mnóstwo ryzyka, jedyne, o co faktycznie się martwił, to jej zdrowie, dlatego niby będąc po drugiej stronie, starał się iść tak, by mieć ją na oku, tak w razie czegokolwiek.


| 14+k100


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

The member 'Reggie Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 61
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szarodrzewo z Nuneaton - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Uśmiech, przykrywający każdą spośród trosk kłębiących się na proscenium myśli, rozciągnął jej wargi w geście urokliwym ponad wszelką miarę. Istotnie, rodzina znaczyła dlań nader wiele, rozpościerając przed nią drogę gładką jak niepokalany pas startowy, beztroskę lat dziecięcych, gdy zbierała stokrotki wraz z matką, obecnie moszczącą swoją niszę tam, gdzie wzrok istnień żywych nie sięgał. Rozbrajająca wręcz szczerość, zakomponowana subtelnie z poczuciem jedności niewątpliwie budowała; ukazywała miriady nieodkrytych możliwości; drgała jej sercem niejednokrotnie, bo familia stanowiła dla niej wartości nadrzędną i niekrycie najważniejszą. Kuzyna darzyła miłością nieposkromioną, złączoną ze szczyptą troski o jego nieprzemyślane wybryki – nigdy jednak otwarcie go nie krytykowała, uznając każdy z jego figlarnych pomysłów za nieodłączny obraz rudego psotnika.
O! Zatem następnym razem spóźnię się o równą dobę. Wiem, że nie kłamiesz, więc nawet nie silę się na nazywanie cię kłamcą! – rzekła radośnie, uśmiech rozciągając na barwionych – w akcie dorosłości – karminem wargach. – Reggie, jesteś dla mnie ważny – rzekła poważniej, uginając kąciki pod ciężkością, prawdą wypowiedzianych słów. Prędko jednak jej wargi ponownie rozpięły się w uśmiechu, a w błękicie ocząt zabłyszczały ogniki.
Potworzyca, mówisz? – zabrzmiała retoryką, aby po chwili zanurzyć się w akwenie lichych, nienachalnych przemyśleń. – To następnym razem nie uczeszę włosów. I ubiorę się jak wariatka. Jak mnie zobaczysz, to od razu będziesz chciał mnie holować do lecznicy dusz! – Zaśmiała się perliście, puentując nagły paroksyzm śmiechu cichym westchnięciem. – To bardzo ładnie z twojej strony, że tak bronisz urody panien z rodziny.
Kolejny uśmiech umościł się łagodnie na jej nieprzejednanych wargach, gdy topiła spojrzenie w jego tęczówkach, tak doskonale znanych – każdą plamkę barwiącą je umiałaby wymalować bez zbytku spojrzenia; każdy szkopuł zapisał się lata temu dokładnie w pamięci, gdy kładła się na soczyście zielonej trawie przy domostwie Ottery, a ten broił, jak na niepokorne dziecko przystało. Tak sobie odlegli, a tak bliscy zarazem.
Zatem jedno z nas będzie składało drugie! Ostrzegam, moje zdolności lecznicze są żałosne, mogę zrobić większą szkodę, niż pożytek. – Nie była nader wysportowana, a jej sylwetka, daleka od kobiecej, bardziej przywodząca na myśl dorastającego chłopca, niepozbawiona kantów, podkreślała wielokroć brakiem mięśni, iż w spinaczce nie przodowała. Czy jednak mogła się poddać, nie spróbowawszy sięgnąć celu? Naturalnie, że nie. Jej lekkomyślność łączyła się w iście diabelskim tańcu z jego pochopnością, co mogło mieć opłakane skutki.
- O nie, nienawidzę gotować! – jęknęła, podejmując rzuconą w jej kierunku rękawicę, aby po chwili zacząć wspinać się ku czubku drzewa.


(4+k100)
Melody Weasley
Melody Weasley
Zawód : Łamaczka klątw
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Je viens te retrouver comme les oiseaux
OPCM : 20
UROKI : 7
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9817-melody-weasley https://www.morsmordre.net/t9849-astrolabium https://www.morsmordre.net/t9843-love-of-my-life-fire-of-my-loins https://www.morsmordre.net/

Powrót do góry Go down

The member 'Melody Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 75
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Szarodrzewo z Nuneaton - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Mina mu zrzedła, choć starał się to ukryć nagłym poprawieniem włosów, po których przemknęła jego dłoń przykryta różnymi maściami. Na polikach pojawił się delikatny róż bardzo prawdopodobne, że była to jedna z oznak tego cholernego zakłopotania na jej kolejne słowa. Głupio żyło się z oszustwami, nie potrafił nawet odpowiednio dobrać tych wszystkich wyrazów, gubił się, zwyczajnie tracił poczucie jakiejś rzeczywistości. Jednorazowe wizyty ze wszystkimi postaciami z przeszłości dawały pewne poczucie komfortu i powrotu, jednak nic już nie było takie samo, a jednak się starał, żeby zapomnieli, i ona i on, niezależnie co wydarzyło się w przeszłości. Jako rodzina powinni poznać się na nowo, prawda? Też mu zależało, tylko jakoś tak nie był w stanie wyjaśnić tego wszystkiego co było i jest.
- Jesteśmy rodziną. - przytaknął na jej słowa z jakąś taką mocą, a może i nawet silnym poczuciem przynależności? Nie było to zbyt częste, niełatwo było mówić tak proste, choć wartościowe komunikaty z byle kim, dotychczas jeszcze nie wyciągał tego argumentu, jakby kompletnie nie docierało do niego, że faktycznie pomimo wszystko byli razem. O dziwo to właśnie Melody dawała to poczucie wspólnoty. Nigdy przecież nie mieli specjalnie bliskich stosunków. Może jako jedyna była w stanie zrozumieć, że nawet pewna odległość i inność od normalności ustawionej przez rudzielców jest też tym, co można zaakceptować? Przy jej boku nie miał problemu z nazywaniem się Weasleyem. Neala potrafiła suszyć uszy prawie tak dobrze, jak kiedyś matka! Ria była w tym mistrzynią, a Melody była tą, która nie naciskała. Nigdy nie spodziewał się, że to właśnie ona spowoduje tę chwilę pełnej wiary w to, co dotychczas tylko śnił. Był w stanie przez kilka minut wyrzucić z głowy te wszystkie zdarzenia i zwyczajnie być.
- Ja.... ej! - momentalnie próbował zaprzeczyć, poddając się tej próbie wyjaśnienia na rzecz śmiechu, który wydobył się z jego piersi. Wtórował jej, zaraz cichnąc, kiedy wyraziła aprobatę. Nie potrafił zrozumieć sarkazmu, a może zwyczajnie nie chciał, żeby te słowa były nim przesiąknięte, w końcu to prawda! Każda rudowłosa Weasley'ówna była pięknością! - Oczywiście, że tak! - przytaknął gorliwie, wypowiadając swoje czyste myśli, bo przecież mówili o kanonach piękna, to poważna sprawa. Jemu wystarczyła największa z możliwych kobiecych prostot, czyli to ciepło, którym potrafiły otulić zwyczajnym spojrzeniem, rodzina na szczęście nie wzbudzała tak żywych sensacji jego organizmu, pewnie dlatego był w stanie je komplementować!
Przytaknął jedynie głową, potwierdzając jedynie jej słowa, że się wzajemnie poskładają. W oczach wciąż tliła się ta niepewność i obawa, ale nie mógł jej zbyt rozwijać na rzecz nagłej wspinaczki, w której faktycznie uczestniczyła! Cały czas starając się ją asekurować, całkowicie zapomniał o duchu rywalizacji, a może zwyczajnie był zbyt ciężki lub źle stawiał stopy? Wytłumaczeń mogłoby być wiele, jednak żadne z nich nie było w stanie przekreślić jej zwycięstwa! Wynurzył głowę nad gałęzie potężnego drzewa, uczepiając się jednej z nich, blisko kuzynki. Zaczerwieniona twarz miała już wyrazić sprzeciw, kiedy zorientował się, jak wspaniały widok ma przed oczami. Z otwartą buzią zaczął rozglądać się ujawnionemu horyzontowi, który sięgał o wiele dalej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.
- Łał! - wydusił z siebie w końcu, obracając się do niej bokiem w miarę możliwości. Niesamowite. Kto by pomyślał, że natura tak potrafiła zaskoczyć? - Ale widok! - mruknął do niej, choć nie śmiał nawet na chwilę oderwać wzroku od malowniczego obrazu przed oczyma. Nawet przestała się liczyć ta kuchnia i zakład.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

Topniejąca rozłąka, przelewająca się przez biel ich smukłych palców, paliła w serce gwałtownie trzepoczące w klatce żeber. Rozumiała go na każdej płaszczyźnie nieomal; gotowa skoczyć zań w ogień i utopić w łyżce wody każdego, kto zechciałby sprawić, że zawadiacki uśmiech opuści jego wargi, tak podobne kształtem i pełnią do jej. Miękli w meandrach niewyjaśnionych, igrając z czasem, który przesypywał się przez dłonie. Wojna odciskała piętno solidności na ich życiorysach przędzonych przez okrutne Mojry; każdy dzień mógł odciskać się miarą ostateczności. Dlatego musieli się trzymać razem; dlatego musieli splatać palce, wypowiadając niemą obietnicę oddania. Może było to pompatyczne, może przesadzone – w jej lotnym umyśle jednak przybierało barwę naturalnej kolei rzeczy i właściwości. Każdy jego oddech zamierał w pamięci, czerpała pełnię kalejdoskopu kosmosu będąc w jego towarzystwie, mogąc wreszcie wydusić z siebie zastygłe westchnienie, bo czuła się bezpieczna.
Bo gotowa była skoczyć za nim w ogień.
Tam gdzie płomienne języki smagałyby jej wątłe ciało; tam gdzie doświadczyłaby bólu okrutnego w swej arii, a jednak wartego poświęcenia. Niewiele rzeczy było dlań istotnych poza rysami rodziny, ich rudymi, tożsamymi włosami, siateczką piegów zdobiących lico i lwiej dumie przemawiającej przez rodzinny schemat, tak dokładnie pielęgnowany na rozciągłości mętnych lat. Rozumiała go na każdej płaszczyźnie, stanowiąc wzajemną opokę wobec okrucieństwa wszechrzeczy.
Jesteśmy rodziną – powtórzyła po nim jak mantrę, aby po chwili unieść palec do góry. – Obiecaj, że już nigdy mnie nie zostawisz. Na mały paluszek. – Zmarszczyła brwi, lecz na jej wargi wstąpił urokliwy uśmiech.
Mogli dzielić sny, dzielić ambicje, dzielić wątłe chęci wyrwania się z padołu ziemskiego na rzecz migotliwych gwiazd. Kimże byliby w masie kosmosu? Czy nadal trzymaliby się za dłonie, na jednym wdechu szepcząc mistyczne jesteśmy rodziną? Bo nigdy nie naciskała; nigdy nie dusiła go własną ciekawością, pozwalając potokowi słów płynąć wartko i miękko. Mówił jej to, co chciał rzec, a ona nie oponowała.
Piękno rozpościerające się przed nimi, znajdującymi się w koronie drzewa, kreśliło malowniczy krajobraz, który zapewne niejeden zechciałby przelać na ramy płótna. Ciche westchnięcie opuściło różane wargi, gdy odwracała spojrzenie na jego oblicze. Mimowolny uśmiech zakwitł na jej ustach, a roziskrzone oczy wróciły do jesiennego piękna, rysowanego wyłącznie dla nich.
Nawet się nie połamaliśmy, co przy mojej wątpliwej gracji ruchów jest niemałym sukcesem – rzekła, a po chwili jej wargi zadrżały. – Chciałabym tu zostać na zawsze. Nie schodzić na dół, nie wracać do problemów, po prostu zastygnąć przy tym widoku.
Melody Weasley
Melody Weasley
Zawód : Łamaczka klątw
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Je viens te retrouver comme les oiseaux
OPCM : 20
UROKI : 7
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9817-melody-weasley https://www.morsmordre.net/t9849-astrolabium https://www.morsmordre.net/t9843-love-of-my-life-fire-of-my-loins https://www.morsmordre.net/

Powrót do góry Go down

Ciężko było spojrzeć nań z naganą, bo przecież był w stanie wybaczyć wszystko, a przynajmniej takie miał wrażenie. Nie wyobrażał sobie, cóż takiego musiałaby zrobić, aby przekreślić całą wierność i ufność, jaką obdarzał jej postać i pewnie dlatego wyciągnął dłoń w jej kierunku, obiecując na ten mały, śmieszny paluszek. Przyrzeczenie nie potrzebowało żadnego czarodziejskiego zaklęcia, bo przecież promyk, który rozprowadził się po ciele, mówił sam za siebie. Po wsze czasy i jeszcze dłużej innych obietnic nie znał. Oznaczało to tylko jedno - wieczną zgodę, że nigdy jej nie zostawi. Obiecywał to zarówno jej, jak i całej rodzinie, którą tak wręcz barbarzyńsko pozostawił bez żadnych słów wytłumaczenia. Niektórzy rozumieli, znając zasady Drugiego Piętra w Ministerstwie Magii, jednak damska część rodziny zwykła przeżywać wszystkie te decyzje w sposób nadzwyczaj szczególny. Nigdy nie sądził, aby Melody przejęła się równie mocno, jak jego siostra, czy też matka. Ta świadomość dobijała jeszcze bardziej, niż powinna, szczególnie kiedy mógł oddawać się przyjemności zwykłego bycia, jakby nic się nie zmieniło, może poza wszystkim.
- Obiecuję - potwierdził, jakby sam ruch nie był wystarczający, bo przecież to jedno słowo musiało zostać wypowiedziane. Pokwitowanie, które miało go ścigać na każdym kroku, a on nie bał się kroczyć przed siebie. - Postaram się zawsze być. - przytaknął, szczerze wierząc w to, że faktycznie zdoła dopełnić tych słów, jakby miał na to wpływ. Często wydawało mu się, że wszystko zostało już wcześniej spisane, a on jedynie podąża za tymi ścieżkami, jak ten głupiec. Tylko nikt nigdy nie mówił, że był mądry. Wolał mieć trylion wiary i naiwności niż te tony marudności i niezadowolenia, choć słów starał się nie rzucać pusto, bo przecież znaczyły wiele.
Zapierający dech w piersi widok faktycznie pozwalał oderwać się od ziemi i to w sensie dosłownym. Uważność w trzymaniu się gałęzi i odpowiednim rozkładaniu ciała na nogach zakleszczonych w gałęziach pozwalał na chwilę tego niesamowitego oderwania. Londyn był daleki i nawet przez chwilę w jego myślach nie pojawiła się wizja brudnych kamienic i śmierdzących ulic. Tutaj oddychało się pełną piersią, dlatego ciężko było utrzymać usta w zastygnięciu. Rozciągał je w uśmiechu, odbijając zadowolenie widoczne również na jej twarzy.
- Chyba radzisz sobie coraz lepiej - zauważył sympatycznie, bo przecież nie przegoniłaby go, gdyby nie te pełne gracji ruchy! - Ja też - dodał krótko, wracając oczami do dalekiego horyzontu, który krył w sobie nie tylko wiele natury, ale również magii. Jakieś ptaszyska w oddali zaczęły tworzyć klucz, wydawało się nawet, że nie są tak wysoko, jak zwykle miało to miejsce, czyżby nadchodziła ulewa?
- Szkoda, że nie może być taki spokój już zawsze. - stwierdził dość swobodnie, zachwycając się nad ciepłem barw zimnego, jesiennego okresu, może w rzeczywistości miał nieco przekrzywiony widok? Był przecież typowym facetem o dosyć wątłym pojęciu na temat kolorów.
- Myślisz, że zdołalibyśmy wytrzymać bez konfliktów? - spytał nieco rozmarzony wizją jakiegoś większego pokoju. Nie zamierzał przerywać ich sielanki, a jednak pewne kwestie nieubłaganie wracały do jego głowy, bo nawet teraz musieli być przygotowani na wszystko.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

Nie patrzyła nań z naganą, nie ubierała jego poczynań w smukły, definiujący welon hańby, porzucenia, miski pełnej goryczy. Bo choć tęsknota za nim rozdzierała jej serce na drobne kawałki, gdy każdego ranka podziwiała zieleń trawy w Ottery, na której mościli się jako raptem dzieci, gdy wszystko było łagodne, bezbłędne, wycinało przed nimi otwarty pas startowy. Wojna brutalnie pokryła ich całunem przerażenia i niezaprzeczalnej troski o bliskich. Jego zaś nadal nie było, ona jednak nie porzuciła okrutnej, dojmującej pewności, że przecież wróci; że nie mógł odlecieć jak te sójki krążące nad soczystą zielenią murawy. Każdy dzień jednak zasiewał ziarno wątpliwości w drżącym sercu, obijającego się o klatkę żeber. Nie winiła go, nie potrafiła.
Może dlatego, że sama snuła mrzonki o dalekich wybrzeżach, palących promieniach słońca, złocie piasku przesypującego się przez palce i wzburzonych falach można, tak doskonale odbijających się w tafli jej błękitnych tęczówek. Czy gdyby mogła, to sama nie uleciałaby na skrzydłach fantazji, szukając miejsca, w którym mogłaby rozciągnąć swoją niszę, dożyć znaczącej zmarszczkami starości na piegowatym obliczu? Jakże w takich okolicznościach mogła piętnować jego wybory, podrygiwania jego serca?
Jeśli gdziekolwiek przede mną uciekniesz, ostrzegam, poruszę niebo i ziemię aby cię znaleźć – rzekła, grożąc palcem. Kąciki ust jednak zadrżały w niewypowiedzianym, rozważając uchylenie różanych warg. – Jeśli jednak kiedykolwiek zechcesz… – urwała, przełykając ciężko ślinę – …ucieknij ze mną – dokończyła niepewnym tonem.
Widok zapierający ostatnie tchnienie w piersi, ostatni głębszy wydech ocieplający chłodnawą jesienną aurę. Zmrużyła oczy, spoglądając na świat topiący się pod czujnym okiem wschodzącego słońca, topiącego wszechrzecz, błyszczącego blichtrem rdzawych liści drzew. Czy tak wyglądała beztroska?
Jego słowa zapłonęły w umyśle, czyniąc płomienny bałagan. Czy istotnie byli w stanie zachować idyllę spokoju, nieskalania wojną, śmiercią i lękiem? Jedno było pewne, ogień goszczący w ich sercach, przelewany na pomarańczową toń upadających liści, był zdolny do wszystkiego; a nic nie stanowiło dla niej wartości równej rodzinie.
Zawsze są konflikty – westchnęła lekko, na żołądku zaś poczuła kulę skłębionych nerwów. – Chciałabym… Chciałabym zostać tutaj już na zawsze. Nie schodzić z konaru drzewa, przyglądać się wszystkim porom roku. Uśmiechać się szczerze i nie być krzywdzoną. Och, Reggie, dlaczego przyszło nam żyć w tych czasach?
Melody Weasley
Melody Weasley
Zawód : Łamaczka klątw
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Je viens te retrouver comme les oiseaux
OPCM : 20
UROKI : 7
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9817-melody-weasley https://www.morsmordre.net/t9849-astrolabium https://www.morsmordre.net/t9843-love-of-my-life-fire-of-my-loins https://www.morsmordre.net/

Powrót do góry Go down

Weasleye przeżyli wiele strat. Począwszy od Garretta, zniknięcia Brendana, aż po przejście Samanthy na drugą stronę. Śmierć, zaginięcie oraz zdrada. Rodzina wojowników stała się mieszanką trudną do wychwycenia, ponieważ każde indywiduum kierowało się w inną stronę, choć przecież wychowywani byli tak samo – w zgodzie z naturą i ludźmi, niezależnie od ich stanu sakiewki oraz czystości krwi. Zwykle to właśnie oni byli szkalowani za ten brak reguł, dlatego nikt nie zamierzał przyjaźnić się z tymi, którzy nie spoglądali zbyt przychylnie, mąciło to jedynie krew. Pamiętał, jak wiele razy stawał naprzeciw głupot, które wypowiadali Ślizgoni i zmuszony był do bronienia niczym lew, choć wciąż nie uznawał się za jednego z odważniejszych członków rodziny, wręcz przeciwnie! W porównaniu do postaci, które były aurorami, zdawał się niczym więcej jak śmiesznym gościem o nieszczęściu godnym swoich włosów. Zdarzało się, że przychodziła do niego zabawne refleksja, którą tłumaczył swojego pecha zebraniem wszystkich niefartów krewniaków na siebie.
Wiesz, że nie ucieknę. Nigdy nie uciekam, a wtedy… – zawahał się na chwilę, bo wciąż tajemnica zawodowa ciążyła na jego piersi, choć niemal dwa lata nieobecności nie powinny przejść bez echa, coś w końcu im się należało. Mówił to już nie raz i nie dwa, a jednak żal pozwalał na wspominanie bez liku – wtedy tego nie chciałem… – wciąż nie chciał, tylko bieg historii nie mógł się odwrócić. Już nie. Dopiero po chwili dotarło do niego, co proponowała. Raptownie spojrzał na nią z niemałą mieszanką zdziwienia i zmartwienia wypisanym na twarzy. – Melody… co się dzieje? – spytał praktycznie szeptem, bo nie potrafił uwierzyć, że mówi do niego w ten sposób, jakby faktycznie myślała o takich kwestiach. Od czego chciała uciec? Gdzie? Po co? Dlaczego? Milion pytań przeleciało przez jego głowę. – Przecież masz wszystko. nie mając nic, a jednak rodzina całą swoją siłę czerpała z bycia razem. Chciała się od tego odciąć? Nie rozumiał, nie on, ten, który tak usilnie próbował przełamać własne bariery, by w pełni powrócić do łask krewniaków, bo czuł, że swoim zniknięciem zrobił im wielką krzywdę. Ona planowała to zrobić umyślnie? Zagubiony szukał w jej twarzy odpowiedzi. – Ja… ja… chciałbym wrócić.nie uciekać, przyznał się w końcu, tęsknym spojrzeniem odnajdując jej błękitne tęczówki. W obliczu jej słów widok nie był tak ważny, wolał obserwować ją i te niedorzeczeństwa, które wypowiadała.
Widocznie świeżość powietrza na szczycie drzewa ułatwiała wypowiedzenie niektórych słów.
Tak… – przytaknął zamyślony, już nawet nie łudził się, że zdoła ponapawać się widokiem horyzontów, kiedy mówiła coś ważnego. – Pozostawanie obojętnym… uciekanie… to nie jest droga. – stwierdził dość śmiało, stając niczym protoplaści Weasleyów w pełnej krasie. Wojownicze serce równało się ognistym włosom, które posiadali oboje. Nie był to obowiązek, a spuścizna, która być może jeszcze w niej jeszcze się nie obudziła. Widocznie zbyt mało krewniaków zginęło lub zaginęło dla polepszenia tej sytuacji w rodzimym kraju.
Jesteśmy wojownikami, niezależnie od tego, co mówią. Dlatego, że musimy dbać o ludzi, o których inni zapominają. Dlatego, że jest w tym jakiś cel, do którego musimy dotrzeć… troszcząc się o siebie wzajemnie i patrząc na bliźniego. Zbyt wiele ludzi cierpi… szczególnie teraz. Pomóżmy im... – nie było to lisie serce z herbu Weasleyów, bardziej włócznia, która po raz pierwszy od dłuższego czasu nakreśliła niewypowiadane dotychczas słowa precyzyjne niczym ostrze. Przeżyte wiosny odcisnęły na nim swoje piętno, choć sam nie spodziewał się tak rozsądnych słów po sobie, tym który przecież nie potrafił samemu wziąć się w garść. On chciał pomagać innym, bo któż inny spróbowałby tego wysiłku? Pomogłaby mu? Błyszczące się od emocji oczy łapały błękit jej tęczówek, szukając szczerej odpowiedzi, na którą mogła się wysilić, pytanie tylko, czy faktycznie równie czyste i ogniste było jej serce? Czy nie chciała zatopić się we własnych sidłach i granicy, którą odgradzało się od problemów innych?


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Szarodrzewo z Nuneaton

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach