Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Grota Krzyku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Grota Krzyku   17.07.17 1:58

Grota Krzyku

Grota Krzyku jest miejscem powszechnie znanym wśród młodych czarodziejów, którzy lubią zakładać się o to, kto wytrzyma w niej najdłużej. Znajduje się w niegościnnej części Durham w miejscu do którego trudno jest dostać się inną drogą, niż poprzez teleportację. Wejście do niej jest dość duże, a jeśli zbliży się do niego człowiek pochodnie osadzone w skale samoistnie rozbłyskają płomieniami.
Pierwsze kroki stawiane w środku są dla czarodzieja zwykle zawodem - po plotkach traktujących o tym jak przerażające jest to miejsce trudno uwierzyć, że widzi się jedynie kamienne ściany. Echo stawianych kroków odbija się głośno, sugerując, że grota ciągnie się dość głęboko.
Powoli jednak, im dalej od źródła światła, tym bardziej wyrazista staje się ciemność - ciemność, której nie da się rozproszyć żadnym zaklęciem. A w owej ciemności każdy widzi inne kształty. Prawdopodobnie wyczuwając strach, którym mogą się karmić, dotarły tutaj liczne boginy, jest to jednak tylko jedna z teorii - którą obala w oczywisty sposób fakt, że zaklęcie Riddiculus w niczym nie pomaga, a przerażających istot przybierających przeróżne formy jest więcej i więcej.
I w chwili, kiedy śmiałek ma dość - chce już tylko uciekać, dociera do niego, że zgubił drogę, a grota wcale nie ma zamiaru zbyt łatwo go uwolnić.
Niewątpliwie jest to wspaniałe miejsce na kryjówkę - jednak tylko dla tych, którym nie są drogie ich zmysły.

Wszystkie istoty czy osoby, jakie widzi tu postać są wyłącznie wytworami jej wyobraźni, nie są w stanie jej realnie skrzywdzić. Postać może słyszeć głosy, może widzieć wyraźne kształty, nawet zbyt wyraźne jak na panującą dookoła ciemność. Postać nie jest w stanie racjonalnie patrzeć na to, co widzi i słyszy - między innymi na tym polega klątwa tego miejsca.
Opuszczenie lokacji jest możliwe, kiedy postaci wyrzucą łącznie 400 oczek (k100, wszystkie rzuty sumują się), do rzutu dodaje się biegłość jasny umysł.
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander https://www.morsmordre.net/t5083-paladyn https://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t5082-skrytka-bankowa-nr-1276#110210 https://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Zawód : Badacz i ilustrator flory magicznej
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

once there was a tree,
and she loved a little boy


OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz
you have a nice heart

PisanieTemat: Re: Grota Krzyku   09.03.18 12:19

7 czerwca '56
     To była jedna z nich, na pewno, pomyślał, przysuwając dłoń do czoła i tworząc daszek nad swym łukiem brwiowym. Słońce zaszło kilka godzin wcześniej, co w żadnym razie nie ułatwiało mu zadania; to wciąż było zaskakujące – jak bardzo odmienny wydawał się świat po zapadnięciu wzroku, jak porozrzucane muszle przybierały kształt wrogo nastawionych chropianków, a majaczące się w tle wzgórza  udawały przyczajone do ataku, groźne smoki. Im dłużej stał w tym samym miejscu, tym głębiej w mokry piach zapadały się jego ciemne sztyblety, których wewnątrz ukryte futerko powoli nasiąkało brunatną wodą. Nie miał czasu wypominać sobie, że nie rzucił na nie odpowiedniego uroku, gdyż zwyczajnie nie był przyzwyczajony do takich anomalii pogodowych. Gdyby nie one, zjawiając się w tym miejscu rano, aby się rozejrzeć, założyłby niewielki obóz i zaczekał aż do samej północy na swojego towarzysza, zanim wyruszą wgłąb jaskini. Przy jego zdrowiu wystawianie się na niską temperaturę na tak długo było zgoła nierozsądne, Ollivanderowie nie pozwoliliby mu zniknąć na cały dzień, zwłaszcza, iż mieli wobec niego sporo planów. Wszystko wokół przysypał senny proszek ukojenia i uspokoił nieco zszargane nerwy, Lancaster Castle stało się bezpieczną twierdzą i choć nie było d o m e m, nawet on musiał przyznać, że sprawdzało się jako stan przejściowy. Po cichu, półszeptem, zastanawiano się czy można przypisać jego skupienie się na pracy oraz na pielęgnowaniu nie tylko rodzinnych okazów w oranżerii, lecz także, pomalutku, szlacheckich zwyczajów. Miało to więcej wspólnego z jego desperackimi próbami odwrócenia toków myśli, znalezienia nowego punktu zaczepienia i potwierdzenia tożsamości jako godnego młodego lorda. Na razie to się sprawdzało, a i jego bliscy wydawali się częściej spuszczać go z oczu, dając mu na kredyt swobodę. Zgodzili się więc wypuścić go do Durham po tym, jak otrzymał list od sędziwej zielarki, z którą łączyła go wyjątkowa więź sympatii odkryta, kiedy jeszcze jako uczeń Hogwartu wpatrywał się w przyniesione przez nią na gościnną lekcję magiczne rośliny – był tak zaaferowany próbą słuchania i szkicowania kolejnych kwiatów, że nie zauważył nawet jak zbliżyła się do niego i pochwaliła jego prace, zabierając jednak ze sobą zeszycik, ponieważ mógł przeoczyć coś ważnego z jej wykładu. Z pewną nostalgią przywoływał swoje zawstydzenie, które prędko zostało wymazane przez jej pełną serdeczności naturę. Profesor Pepperidge zawsze potrafiła wyczuć, co było najlepsze dla jej uczniów, tak jak i teraz zwracając się właśnie do niego z tym zadaniem umiała stwierdzić, że potrzebował tych małych powrotów do normalności, a wybieranie się po rzadki gatunek do badań czy kolekcji bardziej doświadczonych czarodziejów sięgało początków jego kariery botanika, dawało mu szansę zwiedzenia niezwykłych miejsc i nacieszenia się naturą. Podążanie szlakiem flory różniło się od poszukiwania magicznych stworzeń przede wszystkim stopniem zagrożenia, dlatego odpowiadało to jego obciążonemu klątwą ciału. Nie miał zamiaru wybierać się sam, już ostatnio tak zadecydował i nie chciał tego powtarzać, a korzystając z okazji wymieniania zatroskanych listów z bliższymi jak i dalszymi kuzynami, zaproponował spotkanie jednemu z nich. Nie mógł wiedzieć, co nastąpi pod koniec miesiąca, z jego perspektywy Rhysandowi przydałoby się więcej świeżego powietrza, tak właśnie w przesłanej sową wiadomości żartobliwie argumentował zachęcanie do przybycia w te okolice.
Odkleił stopy od ciągnącej się ziemi, by zadreptać nerwowo, ponownie obrzucając wzrokiem otoczenie. Nie wyciągał kieszonkowego zegarka, było zbyt ciemno, by dostrzec przesuwające się po niewielkiej tarczy wskazówki. W pewnym momencie usłyszał trzask łamanych gałązek i zwrócił się w tamtym kierunku.
Jest tu kto? — odezwał się bez drobiny obawy, nie oczekując nikogo innego niż młodego arystokraty. Kątem oka dostrzegał migające światełka, to pewnie pochodnie płonące przed grotą!, co musiało oznaczać, że trafili pod odpowiednią nadbrzeżną jaskinię.
Przyspieszył nieco, ściskając w dłoni różdżkę, będąc przygotowanym na ewentualną potrzebę jej użycia. Nie był do końca świadomy tego, co czekało w środku, aczkolwiek niedługo miał się przekonać czy był gotów zmierzyć się ze swoimi obawami.





oh i'm scared of the middle placebetween light and nowhere
Powrót do góry Go down
Rhysand Crouch
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5204-rhysand-crouch https://www.morsmordre.net/t5250-lyonesse#117101 https://www.morsmordre.net/t5254-aut-vincere-aut-mori#117405 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5251-skrytka-bankowa-nr-1307#117104 https://www.morsmordre.net/t5312-rhysand-crouch
Zawód : Służby administracyjne Wizengamotu, znawca prawa
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Meet the time as it seeks us

OPCM : 5
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
 aut vincere aut mori

PisanieTemat: Re: Grota Krzyku   10.04.18 21:36

Być może mam naprawdę bladą karnację, a być może wyglądam na ukrytego fanatyka roślin, ale nie odmawiam spotkania. Ostatnio wszystko dzieje się tak szybko… Czas pędzi. Ironio. Nie mam go zbyt wiele, zwłaszcza zaś na spotkania z rodziną – korzystam zatem z nadchodzącej okazji. Przy obecnej szalonej sytuacji politycznej, czuję, że szczególnie ta część krewnych zaczyna mi być bardziej odległa niż bliższa: choć otwarcie mógłbym krytykować postępowanie Ollivanderów, nie robię tego. Uważam, że znają się na różdżkach, na polityce niekoniecznie. I nie mogę odmówić tego, że do kuzynów żywię jak najbardziej ciepłe uczucia: czemu miałoby być inaczej?
Opuszczenie rutyny domu i pracy wydaje się jednak o wiele cięższe, i na brodę Merlina, niemal zapominam o wszystkich zegarkach świata. Spóźnienie się nie wchodzi w grę: zbieram się szybko i sprawnie, ale również z pewnością niedbale. Moje myśli zaprząta teraz tak wiele rzeczy, że mógłbym zapomnieć własnej głowy i różdżki, gdybym tylko potrafił.
Nie do końca pojmuję pełnie celu tej małej wycieczki, ale nie pytam. Grota Krzyku kojarzy mi się z głupimi młodzikami, którzy robią głupie zakłady. Trochę jak my. Powietrze wiruje od odgłosu teleportacji, kiedy moje stopy dotykają gruntu. Błotnista, grząska ziemia. Od wejścia do jaskini dzieli mnie jednak jeszcze mnóstwo kroków – teleportacja nie jest już tak wygodnym i niezawodnym środkiem teleportacji, kiedy magiczne anomalie zmieniają nas wszystkich w mugoli. Żałosne. Żałosne i uciążliwe.
Wtykam ręce w kieszenie płaszcza, pozwalając jasnym włosom na opadnięcie na twarz. Z pewnością nie wyglądam teraz jak wystawny młody lord, wprawny polityk, ale znawców prawa nieczęsto raczej spotyka się w jaskiniach. Zakładam, że ostatnio odwiedziłem conajmniej kilka dziwnych miejsc dla przedstawicieli mojego zawodu. Coś jednak ciągnie mnie ku sprawdzeniu, czy plotki o tym wytworze natury są prawdziwe. Ciekawi mnie co mógłbym zobaczyć i usłyszeć w środku. Wymysły wyobraźni, pokręcone, monstrualne. Jaką formę przyjmą przed moimi zmysłami? Zaraz się przekonamy, na to wygląda.
Słyszę charakterystyczne chrupnięcie i spostrzegam, że na coś nadepnąłem. Gałąź, podstarzałe kości przypadkowych kretynów, którzy uciekali ze strachem – nie wiem i nie chcę wiedzieć. Po prostu mnie to nie interesuje. Wciąż z rękoma schowanymi w płaszczu i zgiętą sylwetką obracam się w Twoją stronę.
To tylko ja. A może oboje już oszaleliśmy i jesteśmy w środku, kto wie – rzucam luźno i wzruszam ramionami.
Jestem nieco zmęczony tym co dzieje się dookoła i potrzebuję odrobiny adrenaliny. Nowego doświadczenia. Uśmiecham się w półmroku, witając się z Tobą, po czym przechylam głowę, spoglądając na palące się pochodnie.
Bardzo zachęcające – mówię i mimowolnie czuję lekkie dreszcze przebiegające przez moje ramiona.
Stawiam krok do przodu, kierując go w stronę nieznanej ciemności i czegokolwiek co może w niej czekać. Może niczego. Może armii boginów. Może oparów dziwnych eliksirów. Nie byłbym na tyle głupi, ani zuchwały, by zapuścić się tutaj sam. Ale z kuzynem, co może pójść nie tak? Wszystko wskazywało na to, że wciąż jesteśmy młodzi i głupi, nic poza tym. Tego właśnie bym się spodziewał. W myślach widzę już dziwny grymas, udający uśmiech, malujący się na twarzy najstarszego z moich braci. Niemal słyszę jego śmiech. Powinienem zajmować się poważniejszymi rzeczami, nie marnować siły na potencjalnie niebezpieczne przechadzki. Nikt nie musi wiedzieć: nikt nie musi oceniać, mam w końcu tego dość. Jednego jestem pewien – o wiele łatwiej będzie wejść tam, w objęcia ciemności, niż wrócić teraz do domu.


Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander https://www.morsmordre.net/t5083-paladyn https://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t5082-skrytka-bankowa-nr-1276#110210 https://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Zawód : Badacz i ilustrator flory magicznej
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

once there was a tree,
and she loved a little boy


OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz
you have a nice heart

PisanieTemat: Re: Grota Krzyku   12.04.18 15:01

     Tego chciał. Przed własnymi oczami mieć dowody na to, że wszystko jest w porządku. Nawet jeśli rzeczywistość była jeszcze bardziej krucha niż się spodziewał, jeszcze bardziej skłaniająca się ku upadkowi niż podpowiadała mu niepokojąca natura jego daru jasnowidzenia. Chronił się jednak niemal poddańczo za tym mechanizmem obronnym, tylko tak potrafiąc sobie radzić z prześwitującą kurtyną zdarzeń poza jego kontrolą; nie sięgając po jej rąbek, nie przekraczając na razie granicy, bytował w mirażu przyciągając do siebie nie to, co odznaczał rangą priorytetów, lecz to, co znajdowało się w bezpiecznej odległości komfortu. Wciąż było dla niego ważne, chodziło przecież o jego rodzinę jak i potencjalne wspinanie się po szczeblach odkryć i kariery, ale w pewien sposób przyduszało głos jego serca. Wydawał na to zgodę pewnie dlatego, że samo nie umiało zdecydować, gdzie ośmieli się dalej dążyć; czy poczuje się jeszcze kiedyś na swoim miejscu wśród szeregów Zakonników, czy wtopi się w tło pędzącej szlacheckiej polityki, a może przewędruje cały świat zanim stwierdzi, iż tak naprawdę wcale nie ma domu. Nie uchylał się przed żadnym obliczem prawdy, od pierwszych anomalii aż pod lawirujące wesoło płatki śniegu nabierał przekonania, że powinien być przygotowany na wszystko. Nawet na odmowę ze strony kuzyna, choć ta ku jego uldze nie nadeszła. Obierając pewne spojrzenie na życie, nie dawał mu ulegać prądom ciągnącym większość czarodziejów, i tak jak wiele lat wcześniej zdecydował się postrzegać mugoli na równi z czystokrwistymi członkami społeczeństwa magicznego, tak i teraz trwał w tym postanowieniu. Był świadom pojawiających się wahań nastrojów, wszak nie ukrywano się z nimi po kątach – mówiono o tym głośno, pisano do gazet bez przebierania w słowach i, jak słyszał z niejasnych pogłosek, podejmowano pierwsze akcje – jednak odmawiał aktywnego uczestniczenia w wymianie poglądów, skupiając się na tym co miał tuż przed sobą. Wciąż miał w głowie wizje dyskusji na temat neutralności i konsekwencji lichej bierności; paradoksalnie wywoływały w nim większe uczucia przywiązania do swoich bliskich, których wolałby trzymać z daleka od jakiejkolwiek potyczki niż zachęcały do wciągnięcia ich w wir swoich moralnych pobudek. Miał nadzieję, że przypadkowo nie wtrąci dziś Rhysanda w nieprzewidziane niebezpieczeństwo. Ufał mu, brał za świadomego swych zdolności i granic, a ze względu na czas, który z nim spędził w dzieciństwie, nabierał przy nim opanowania, wywodzącego się ze spokoju i nostalgii wspomnień budzących się na sam jego widok. Raczej nie mieli wielu okazji do spotkań sam na sam, przynajmniej nie od kiedy oboje opuścili Hogwart. Zajęci sprawami prywatnego wymiaru, widywali się na uroczystościach, wymieniali wiadomościami skierowanymi na troskę i niewiele więcej. Majowe tragedie służyły jako adekwatna wymówka do odnowienia wygasłych znajomości, co znowuż Constantine brał na swoją korzyść, być może nie zdając sobie z tego sprawy. Powrócił do pisania listów, do odwiedzin, do podobnych wycieczek jak ta. Grota Krzyku nie pasowała do lokacji, które sam by wybrał, takie wyjście przypadłoby do gustu raczej Titusowi czy Bertiemu, aczkolwiek to te współrzędne, nie żadne inne, widniały w wiadomości od związanej z ministerstwem profesor Pepperidge, więc miał na to wpływu. Mógł jedynie liczyć na to, że wyrwą się ze sztywnych ram dojrzałości, zapomną o zmartwieniach związanych z dniem powszednim.
Mrok skrywający w swoich czeluściach jaskinię nadawał atmosferze posmaku gotyckiej powieści; pewnie dlatego nawet pojawienie się Croucha miało w sobie coś tajemniczego.
Wybacz, ostatnio gdzie nie pójdę krążą za mną cienie... — odezwał się, opuszczając różdżkę i przeczesując włosy nieco bardziej nerwowo niż zwykle. W blasku padającym z zapalonych nieopodal pochodni dostrzegł lekki uśmiech i odruchowo go odwzajemnił. Było trochę chłodno, miał za to przeczucie, iż nie będzie im to szczególnie przeszkadzało, kiedy w swoje szpony pochłonie ich klątwa złudzeń i wytworów ich wyobraźni. Powoli ruszyli w stronę wejścia, chociaż zanim weszli do środka, zatrzymał się jeszcze by w łunie światła wyciągnąć małą ilustrację.
To dla mnie ważne — zaczął trochę odchylając się do kontekstu ich przybycia. Poprawił uwierający go pas torby, po czym kontynuował, przesuwając palcem po narysowanej roślince. — Szukamy kwiatu nietoperza, pojawia się niezwykle rzadko, bo to tak naprawdę nie jego klimat. Do tego ta grota, wiesz, odstrasza wielu potencjalnych śmiałków. Myślę że… no cóż, tak słyszałem, że może się nam zdawać, iż będzie lewitował w powietrzu czy coś podobnego. — Wcześniej przesłał mu część notatek sporządzonych własnoręcznie, chociaż wątpił by kuzyn miał czas przeglądać je wszystkie. Miał za to dzięki nim podstawową wiedzę. Jeśli dadzą radę poradzić sobie ze strachami ukrytymi w wilgotnym, mało zachęcającym wnętrzu tej legendy Durham, to ten okaz pewnie sam stanie na ich drodze.
Powodzenia, wymówił bezgłośnie, klepiąc jasnowłosego mężczyznę po barku i postępując do przodu. Łagodny wiatr ustał, gdy zaczęły ich chronić ciągnące się wysoko poza zasięg wzroku ściany. Podmuchy świeżego powietrza zjawiały się w nierównych okresach, szamocząc jego marynarką i wzburzając płomienie pochodni. Obcasy pozostawiały po sobie echo, podobne raczej do dźwięków kroków tłumu ludzi niż ledwie dwóch osób. Przez moment wahał się nad rzuceniem zaklęcia, które zatrzymałoby przy nich jasność, jednakże wyczytał, że tu magia nie jest zbyt przydatna. Na wszelki wypadek schował różdżkę do kieszeni, żeby mu nie wypadła, gdyby podejmował się szamotania z jakimiś duchami.
Tutaj — szepnęło coś, co nie pasowało do tonu Rhysanda.
Odwrócił się, lecz za sobą dostrzegł tylko ciemność.

| rzut (jasny umysł I)
[bylobrzydkobedzieladnie]





oh i'm scared of the middle placebetween light and nowhere


Ostatnio zmieniony przez Constantine Ollivander dnia 13.05.18 17:11, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Grota Krzyku   12.04.18 15:02

The member 'Constantine Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 96


Powrót do góry Go down
Rhysand Crouch
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5204-rhysand-crouch https://www.morsmordre.net/t5250-lyonesse#117101 https://www.morsmordre.net/t5254-aut-vincere-aut-mori#117405 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5251-skrytka-bankowa-nr-1307#117104 https://www.morsmordre.net/t5312-rhysand-crouch
Zawód : Służby administracyjne Wizengamotu, znawca prawa
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Meet the time as it seeks us

OPCM : 5
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
 aut vincere aut mori

PisanieTemat: Re: Grota Krzyku   12.05.18 15:11

Nic nie było w porządku. Cały świat dookoła kruszył się wciąż i wciąż, tak bardzo, że aż przestało to mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Nie obchodziło mnie – nic właściwie już prawie mnie nie obchodziło, poza samym sobą i tym, co sobą reprezentowałem. W tym rodziną. W świecie takim jak ten w którym przyszło nam żyć, wszystko z czasem traci jednak swoją przydatność.
Nie wiem sam do końca, czemu wciąż tu jestem. Ostatnio moje życie nie było proste, więc chodzenie po ciemnych nawiedzonych jaskiniach z pewnością nie powinno mi służyć. A jednak, czego to się nie robi dla kuzynów. A może i dla chwili przerwy, odmiany. Ale ufam Ci na tyle, żeby sądzić, że nie pakujesz nas w jakieś niebezpieczeństwo, a przynajmniej nie aż tak niebezpieczne.
Czuję się trochę jak w jakiejś powieści, niemal słyszę też dziwną muzykę, która w przedstawieniach zwiastuje kłopoty. Najwyraźniej przyjmuję je z własnej woli.
Wielu ludzi ma ostatnio ten problem – mówię, sympatycznym głosem, jednak wzruszam ramionami.
Maj nie dał nikomu spokoju. Tym bardziej mnie, nie lubiłem nie mieć pojęcia o tym, co dzieje się dookoła mnie. Nie mówiąc już o okropnym poczuciu bezczynności, strachu związanym z sięgnięciem po różdżkę. Prawie tak jakbym był taki jak oni. Te wstrętne, bezużyteczne kreatury.
To dla Ciebie ważne, zatem dla mnie też. Nawet jeśli nigdy nie zrozumiem miłości do roślin.
W porządku. Znajdziemy go jakoś – nie jestem wprawdzie botanikiem, ale mam przecież oczy.
Jeśli roślina tam jest, to może ją zauważę. Nie rozumiem, jak może pojawiać się i znikać, na lekcjach Zielarstwa zwyczajowo przyglądałem się koleżankom, a może myślałem o jakiś trudnych zaklęciach. Z pewnością nie o temacie zajęć.
Rany. Ta roślina wydaje się przynajmniej tak irytująca, jak mój brat – wywracam oczyma, mając nadzieję, że ten niezbyt śmieszny żart rozjaśni jakoś atmosferę.
Jestem zatem przygotowany na wszystko, w końcu swoje lata przeżyłem już z Viserysem. Uśmiech jakoś rzednie mi nieco, kiedy klepiesz mnie po ramieniu i życzysz powodzenia. Wciąż mam w końcu nadzieję, że to tylko głupia legenda, bo co takiego może kryć się we wnętrzu? Niemniej jednak decyduję się i wkraczam w głąb, mimowolnie czując jak temperatura spada. Mało śmieszne. W krótce ciemność niemal brzęczy w mojej głowie, kiedy skupiam się i rozglądam dookoła. Wszędzie widzę jednak niemal tylko mrok, jak to zapewne bywa w mrocznych jaskiniach. Odruchowo sięgam po różdżkę, jednak coś mnie zatrzymuje. Kto wie, co głupia anomalia mogłaby zrobić w takim miejscu? Nie chcę nawet o tym myśleć. Dlatego mrużę ślepia, starając się przyzwyczaić do niecodziennych warunków. W końcu zaczynam nawet dostrzegać zarysy czegoś. Na swoje nieszczęście, geolog też ze mnie marny. Chcę się obrócić na pięcie, wypatrzeć kuzyna, ale coś mnie zatrzymuje. Gdzieś z tyłu jaskini dostrzegam dziwny blask. Czy to on zapalił różdżkę?
Śmiało – słyszę głos, ale nie brzmi on wcale znajomo.
Jest wysoki i zdecydowanie kobiecy, świszczy w moich uszach. Cała ta sytuacja powoli wymyka się spod kontroli. Wbrew zaciekawieniu, chcę ruszyć w stronę wyjścia, które, jak mi się wydaje wciąż znajduje się przede mną.
Dokąd zmierzasz? – rozlega się w jaskini jak echo, ale nie jednej osoby, a co najmniej setki.
Czuję, jak te dźwięki powoli rozchodzą się w mojej głowie. Jako legilimenta wiem, że coś jest nie tak. Czy ta jaskinia podświadomie oddziałuje na mój mózg? Czy to przypadek, czy to ciemność wpatruje się we mnie? Niechętnie obracam się jeszcze raz, gubiąc zupełnie jakiekolwiek poczucie kierunku. Coś popycha mnie w stronę światła, dlatego decyduję się nie opierać. Może zwyczajnie pomyliłem się, może to światło pochodzące z wyjścia. Nie wiem tak naprawdę ile czasu minęło, odkąd się tu zjawiliśmy. W mroku zginęła też świadomość czasu.

jasny umysł, poziom zero :c


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Grota Krzyku   12.05.18 15:12

The member 'Rhysand Crouch' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 49


Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander https://www.morsmordre.net/t5083-paladyn https://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t5082-skrytka-bankowa-nr-1276#110210 https://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Zawód : Badacz i ilustrator flory magicznej
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

once there was a tree,
and she loved a little boy


OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz
you have a nice heart

PisanieTemat: Re: Grota Krzyku   14.05.18 10:13

     A on za to ufał bardziej doświadczonym botanikom – przecież troszczyli się o jego kondycję, dbali też o to, by przecierał własny szlak, spoglądając na badane okazy z punktu widzenia nienaruszonego wskazówkami istotnych dla niego autorytetów; wiedział też, że jego brat nie pozwoliłby mu na wyprawę kierowaną chwilowym pragnieniem serca, zawsze przyjmując rolę głosu rozsądku, hamującego zbyt trudne do przewidzenia w skutkach decyzje nieznającego umiaru rycerza, który nie mógł spocząć, jeśli nie miał w dłoniach czegoś do naprawy; i, przykładając do jego życia pewną miarę wykraczającą poza tereny namacalności, wierzył też swojej intuicji, chciał znajdować w niej, a tym samym w sobie, ostoję. Nigdzie nie mogli być teraz bezpieczni, tak prezentowała się rzeczywistość rozrywana przez anomalie, więc czy trwoga miała ich dosięgać za wątpliwym schronieniem ścian szlacheckich posiadłości, czy daleko poza nimi. Jeśli miał mieć jednak wybór, wolał mierzyć się z czymś realnym, obecnym, możliwym do pokonania niż podejmować nieprawdopodobną walkę ze strapieniami oraz problemami leżącymi w strefie prawdopodobieństw oraz oczekiwań. Niepokój wynikający z niepewności trawił go od środka, zabarwiał na tysiąc ponurych odcieni jego myśli oraz spędzał sen z powiek. Świat czekał, oni na coś czekali, rzeczywistość przemieniła się w jedną wielką poczekalnię i oni – bez wolnej woli – poddawali się szarości, okrutnej niewiedzy, naiwnie żywiąc nadzieję, iż ktoś im to wszystko wyjaśni, nadając sens i rangę wcześniejszym cierpieniom. I tkwienie w odrętwieniu było pewnym rodzajem ucieczki, wymówką, ubieraną w ładne słowa, i wędrowanie nosiło w sobie początki poczucia winy, lecz przynajmniej podnosiło na duchu w danym momencie, przynosiło satysfakcję postawienia pierwszego kamienia milowego na mglistej drodze do stabilności. O ile jeszcze mogli ją osiągnąć, o ile nie było na to za późno.
Ale warto było spróbować, prawda?
Nieco zawstydzony uśmiech przemknął przez twarz młodego badacza, co w dziwnie płynnym, rozlewającym się wątłymi pasami świetle tworzonym przez pochodnie, musiało prezentować się dość osobliwie. Czuł się jak rzeźba, której kreator nadał konkretną emocję, a która wbrew dobrym radom swoich towarzyszy by pozostać w ramach tego, do czego ją stworzono, próbowała wyrwać się i przejąć kontrolę nad swoim przeznaczeniem. To nie był pierwszy raz, nie będzie też ostatni. Coś się zbliżało i być może tylko razem, zjednoczeni, czarodzieje mogli stawić temu czoła. Anglia formowała większy obraz, a dwóch kuzynów, nieświadomych tego, iż zajmowali pozycje po przeciwnych stronach konfliktu poglądów, stanowiło jego detal, w którym przeplatały się paradoksy. Błogosławieni przez ignorancję, nie mogli wiedzieć, co się wkrótce zdarzy. — Już nawet nie pamiętam, kiedy byłeś częścią mojej przygody… ale mam wrażenie, że ostatnim razem na urodzinach mojej siostry, a może na jakimś letnim festiwalu to ty pierwszy sięgnąłeś po ukryty skarb, więc zobaczmy, kto dziś zyska przewagę. — Dziecięce zabawy, poszukiwanie zakopanych przez służbę skarbów czy podążanie za skomplikowanymi wskazówkami Ulyssesa, należało do minionych dni. Skończyły się one wraz ze śmiercią Ophelii, usypiając pewną przegrodę jego duszy. Był jednak na tyle w zgodzie z losem, by przyznać, że coś takiego kiedyś miało miejsce. Sam Rhysand, trochę starszy, jeszcze wcześniej oddzielił się od młodszej gromadki rodziny, porzucając ich z mrzonkami na temat rycerzy i bestii do pokonania, lecz był taki drogocenny czas, gdy i on dokładał swoją część do wspomnień związanych z posiadłością w Lancashire. Podobnie jak Crouch, on tą wzmianką starał się przejaśnić atmosferę. Nie było tu nikogo prócz nimi, tylko oni mogli sobie z tym poradzić. I, w pewnym sensie, może tak właśnie miało być.
Upchnąwszy swoje obawy zaraz obok notesu zielarza, szedł przed siebie. Z ciekawością charakterystyczną dla Ollivandera w obliczu natury, przyglądał się bez pośpiechu swojemu otoczeniu. Nie mógł powstrzymać mrowienia, które przebiegało przez jego ramiona, lecz pozostawał spokojny; nic nie pomogłoby szarpanie nerwów. Ciemność nie powinna go już przerażać, nie raz się z nią spotkał w obrębie minionego miesiąca, prawie zaczynała już przybierać kształt starego przyjaciela. Obejmowała go chłodem, zmuszała do ostrożnego stąpania – wyciągnął przed siebie rękę, chcąc wymacać różnicę między realnością a złudzeniem, aczkolwiek przez chwilę wydłużającą się tu w nieskończoność na nic nie natrafiał. Dopiero kiedy podążył za tym cichym głosem, który być może sobie jedynie wyobraził, to natrafił na coś paskudnie wilgotnego. Zamarł, sądząc przez moment, iż to jego własny oddech stał się dość chrapliwą imitacją jego zwykłego tonu, ale kiedy coś błysnęło, spostrzegł, że trzymał dłoń w poplątanej sierści stworzenia wyglądającego jak zdeformowana wersja lwa.
Chimera.
Chodź, zagram ci coś. — Gęste powietrze wypełnił znajomy głos, wdzierając się z zapalczywym uporem do jego umysłu, sięgając po najcenniejsze wspomnienia.
Ophelia? — wypowiedział, a to jedno słowo wzruszyło jaskinią w posadach. Stracił grunt pod stopami, nie bardzo orientując się jak to się stało i czekał, wbijając pusty wzrok w przybliżający się pysk swojego bogina. — Nie chcę. Ciebie przecież nie ma.





oh i'm scared of the middle placebetween light and nowhere
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Grota Krzyku   14.05.18 10:13

The member 'Constantine Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 8


Powrót do góry Go down
 

Grota Krzyku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Niedźwiedzia Grota
» Grota Kuvi
» Morska grota

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Durham, Beamish-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18