Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wyjście z kanałów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Wyjście z kanałów   17.07.17 1:12

Wyście z kanałów

Odór nie tylko zastałej i zastygłej w błocie wody, ale rozłożonych resztek jedzenia, szczątków małych zwierząt i przede wszystkim szlamu, to podstawa, którą każdy wyczuwa, próbując przedostać się przez kanałowe przejście.
Łukowate, ale niskie sklepienie ciągnie się przez kilka metrów od ciasnego wyjścia. Ściany oblepione śliską materią zmurszałych glonów i skraplanej wody, idącej z oddalonego portu. Dno zaścielone jest stojącą wodą, a chlupot zamulonej, chwilami gęstej wody towarzyszy każdym krokom potencjalnego przechodnia. Zazwyczaj zalegająca brejowatą mazią, kanałowa ścieżka miewa miejsca głębsze, każące zanurzyć się przynajmniej do pasa w śmierdzącej brei. Od czasu do czasu można znaleźć nadpróchniałe deski, które ktoś zapobiegawczo ułożył dla mniej mokrej podróży.
Spostrzegawcze oko może od czasu do czasu dostrzec na ścianach niewyraźne, bordowe ślady, czy też dziwne nacięcia, odłupywane fragmenty skalne. Tylko zaznajomieni ze światkiem przestępczy wiedzą, że prowadzi tędy jeden z wielu przemytniczych szlaków. Równie brudnych... co śmierdzących.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 02.11.18 15:26, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   02.08.17 17:46

To był maj1 maja 1956 roku
Postać A: W nocy, z ostatniego dnia kwietnia na maj, całym twoim ciałem przeszły spazmatyczne dreszcze; nie potrafiłaś nabrać oddechu i czułaś, jakby niewidzialne macki wciągały cię głęboko pod gęstą, ciężką wodę, choć przecież wokół było sucho. Czułaś siłę tych macek: oplatały się wokół twoich kostek i wciągały cię pod posadzkę, pod ziemię, do wnętrza wszystkiego. Ocuciłaś się przysypany ziemią i wypluwając jej grudy zmieszane z wodą. Bolało cię całe ciało. Nie wiesz, co się wydarzyło.
Obrażenia: trudności z nabraniem oddechu, potłuczenia (60) od czarnej magii

Postać B: Otworzyłaś oczy w nocy, z kwietnia na maj. Widziałaś okno, na niebie grzmiało wiele wyładowań, choć nie wyglądały na zwykłe wyładowania atmosferyczne. Nagle dostrzegłaś pajęczynę splecionych błyskawic, które pochłonęły wszystko w okół ciebie; uderzyły w celę, w której się znajdowałaś. Wpierw poczułaś przeszywający ból, dopiero potem utraciłaś przytomność. Ktoś musi cię ocucić.
Obrażenia: oparzenia (120) od czarnej magii, cięte (75)


Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t5044-skrytka-bankowa-nr-1142 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
Zawód : aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
In the end, we’ll all become stories.
OPCM : 5
UROKI : 14
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   06.08.17 9:50

Noc wydawała się być spokojna kiedy, pomimo późnej pory, przechadzała się po ogrodzie za domem. Wsłuchując się w panującą wokół ciszę, starała się wyciszyć myśli. Od jakiegoś czasu miała z tym problem - kwiecień był dość dziwnym miesiącem obfitującym w przeróżne spotkania i wydarzenia. Te zaś miały później odbicie w jej myślach, w których wielokrotnie próbowała przypomnieć sobie każdy szczegół i rozważyć swoje zachowanie bądź kogoś innego. Stopniowo wszystko to jednak narastało, a ona coraz częściej miała problemy z zaśnięciem. Nie sposób przecież było oddać się odpoczynkowi, gdy w twojej głowie panuje istny chaos. Podobnie było też i tej nocy, toteż kobieta postanowiła udać się w jedno ze swoich ulubionych miejsc, by tam się wyciszyć. Chadzając alejkami pośród delikatnie bujających się pąków kwiatów, delikatnie szumiących drzew i grających w trafie świerszczy, powoli dawała się oddać chwili, zapominając o rzeczywistości. Nie doskwierał jej nawet delikatny wiatr, który jednak, ze względu na późną porę, był dość chłodny. Przejęta panującym dookoła spokojem, napawała się nim. Nie spodziewała się tego, co miało za chwilę nastąpić.
Nagle kobieta poczuła dreszcze, które zaczęły przeszywać jej ciało. Uczucie to było tak nagłe, iż w pewnym momencie pozbawiło ją tchu. Gdy zaś Belle przypomniała sobie o oddechu, odkryła z przerażeniem, że nie może nabrać powietrza. W oczach kobiety pojawiły się łzy strachu, spływające po jej bladych policzkach. Do tego pojawiło się dziwne uczucie jakby tajemnicze macki wciągały ją pod wodę, a przecież takowej wokół jej nie było. A jednak wszystkie te odczucia i wrażenia były na tyle silne i realistyczne, że uwierzyła w nie. Poczuła jak powoli upada przez macki, ciągnące ją za sobą. Wówczas nie ważny był ból, który przeszył jej ciało w skutek uderzenia. Jedynym co czuła był strach, przeszywający ją aż do kości. Chciała krzyczeń, lecz nie było to możliwe - wciąż próbowała złapać oddech z marnymi skutkami. Dookoła niej panowała ciemność i o ile wcześniej dostrzegała w oddali światła z domu, to teraz wszystko to zniknęło. Nie było już nic.
Ocknęła się nagle, niemalże od razu starając się nabrać powietrza. Zamiast tego jednak poczuła w ustach gorzki smak ziemi zmieszanej z wodą. Gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej, próbując wypluć tą nieprzyjemną mieszankę. Trwało to dłuższą chwilę, a gdy już skończyła, ponownie spróbowała zaczerpnąć głębiej powietrza. Wówczas to też poczuła przeszywający jej ciało ból - prawdopodobny skutek wcześniejszego upadku. Nie wiedziała też co się z nią działo po tym, jak straciła przytomność - czy długa trwała w stanie nieświadomości?
Cattermole podniosła się do pozycji siedzącej, krzywiąc się w skutek bólu. Je oddech był nieregularny - miała problem z oddychaniem, co wywoływało nieprzyjemne uczucie w klatce piersiowej. Zaczęła się rozglądać dookoła. Chwilę zajęło jej zorientowanie się, że już nie znajduje się w ogrodzie za domem. Jej ubrania były przemoknięte, a dookoła panował dość przykry zapach, którym zdążyła przesiąknąć. Nie dusiła się za tym odorem, wydawało się, iż odrobinę przywykła do niego. O wiele trudniej było kobiecie przyzwyczaić się do półmroku. Wytężając dookoła wzrok z trudem dostrzegała wyraźnie własnej otoczenie. Starała się przy tym ignorować natrętne pytania w stylu: "Gdzie ja jestem?", "Jak się tutaj znalazłam?", "Dlaczego się tutaj znalazłam?". Postanowiła zostawić je na później, by teraz móc nieco się rozejrzeć. Spróbowała wstać, lecz pierwsza próba nie zakończyła się pomyślnie. Wylądowała na kolanach, a rękoma oparła się o ziemię, która okazała się być mokra i pełna nieokreślonych rzeczy. Błądząc palcami przed sobą natrafiała na różne rzeczy miękkie bądź twardsze w dotyku. Z obrzydzeniem cofnęła dłonie. Zaczęła ponownie gwałtownie oddychać, a z jej oczu pociekły pojedyncze łzy. Zacisnęła jednak usta. Jej wzrok zdążył już się przyzwyczaić do półmroku, toteż dostrzegała wszystko wokół o wiele wyraźniej. Ponownie spróbowała wstać i tym razem z o wiele lepszym skutkiem. Chwytają się ściany, stanęła na nogi. Chwilę jednak musiała tak stać zanim normalnie zaczęła oddychać. Znowu rozejrzała się dookoła, a im dłużej patrzyła, tym bardziej przekonała się, iż musi znajdować się w jakiś kanałach. Wygląd miejsca, zapach i dziwne w dotyku rzeczy dookoła, jedynie utwierdzały ją w tym przekonaniu. Powoli ruszyła przed siebie, uważając pod nogi. Nie chciała się poślizgnąć, bowiem ponowny upadek mógłby się skończyć o wiele gorzej. Jedno wiedziała - nie chciała tutaj umrzeć, a nie sądziła, by ktokolwiek miałby ją tutaj odnaleźć.
Nagle dostrzegła leżące w pobliżu ciało, a jego widok ją sparaliżował. Zatrzymała się, wpatrując się intensywnie w... no właśnie, co? Osobę śpiącą? Nieprzytomną? Zwłoki?
Chwilę stała w miejscu, by ruszyć w kierunku ciała, wbrew strachowi. Chciała się przekonać czy osoba żyje, a jeśli tak, musiała coś zrobić. Gdy w końcu doszła do wyznaczonego sobie celu, usiadła obok, nachylając się nad osobą. Jej dłoń powędrowała w kierunku ręki nieznajomej postaci, gdzie próbowała wyczuć puls. Jakże ogromną ulgę poczuła, gdy pod palcami wyczuła tętno. To zaś skłoniło ją do postanowienia, iż powinna ocucić osobę. Najpierw zaczęła od mówienia do postaci, co nie było łatwe. Trudności z oddychaniem oraz chłód sprawiły, iż z początku jej głos był mocno zachrypnięty, a wręcz piszczący. Chrząknęła kilka razy, wzięła kilka spokojnych oddechów i ponownie zaczęła o wiele głośniej mówić znane zdania w stylu "obudź się" czy "wstawaj". Dłonią zaczęła klepać postać po policzku, mówiąc coraz głośniej. Robiła to jednak coraz bardziej nerwowo w skutek braku reakcji.
- Proszę, obudź się - powiedziała, próbując potrząsnąć postacią. Nie miała jednak siły, a ciągły ból przeszkadzał w podobnych zabiegach. A jednak dalej próbowała.

| 200 - 60 = 140 (-15 do rzutów)




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.




Ostatnio zmieniony przez Belle Cattermole dnia 09.08.17 19:41, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   06.08.17 14:02

Zdawało jej się, że w ostatnim czasie trwa jedynie chwilami po których na nowo atakuje ją ciemność. Otaczająca zewsząd czerń, kładąca się cieniem na umyśle, ale i uwalniająca na kilka chwil od bólu, który towarzyszył jej z każdym wdechem i nie opuszczał wraz z wydechem. Za każdym razem, gdy myślała, że to teraz, właśnie w tej chwili zakończy swoje życie, los zdawał się z niej kpić, na nowo przywracając świadomość, wrzucając ją do obolałego, pokiereszowanego ciała, które zdawać by się mogło – nie powinno być w stanie dalej funkcjonować. A jednak działało za każdym razem, za każdym też razem trochę słabiej, przynosząc coraz więcej bólu. Czy to chęć życia była w niej tak silna? Czy też po prostu okrucieństwo świata nie miało końca każąc jej ponownie przechodzić kolejne katusze? Nie wiedziała.
Znów śniła. I tylko z początku był to dobry sen. Na stole stał talerz pełen kanapek, a obok potrawka, którą Ben podsuwał jej pod nos. Śnieżka chodziła po parapecie, by w końcu leniwie na nim zasiąść. Margaux opowiadała coś o pogotowiu w kuchni roznosił się zapach malinowej herbaty która stanęła przed nią już po chwili. Nieopacznie popchnęła kubek ręką rozlewając jej zawartość na stół. Czerwonawy płyn sprawił, że wnętrzności skręciły się w środku, wszystko zawirowało; zmieniła się też sceneria. Widziała ciało matki, widziała jak wampir wgryza się w nie, widziała błysk w jego oku gdy na nią spojrzał. Widziała też palącą się Eileen, choć nie była tego świadkiem. Widziała spadającą z balkonu Pomonę – widok tak przeraźliwie realny, że Just zaczęła zastanawiać się czy nie wydarzyło się to naprawdę. I w końcu widziała Samuela, posyłała mu uśmiech – uśmiech straceńca, czekając na spotkanie z przeznaczeniem. Śmiercią, która zbliżyła do niej swoje szpony i kły – a jednak, to też przeżyła. Tylko po to, by przebudzić się w zatęchłej celi, odnaleźć mały dźwięk nadziei w głosie kuzynki. Tam też zaraz wszystko spowiła ciemność. Śniła dalej, a przynajmniej taki wniosek doszedł do jej głowy, gdy dostrzegła na niebie wyładowania elektrycznie kompletnie niepodobne do innych. Ten wniosek towarzyszyły jej, gdy wyładowania pomknęły w jej stronę – była jednak zbyt słaba, bby spróbować przed nimi uciec. Ból ponownie odebrał zdolność myślenia i trwania, ciemność po raz kolejny zdawała się jedynym towarzyszem.
Dlaczego los pozwalał jej trwać, z tak wieloma otwartymi ranami, skoro samo istnienie teraz zdawało się ciężkie do zniesienia?
Najpierw usłyszała kapanie; przypominało te przeklęte krople spływające z ich kranu w kuchni, które czasem (przeważnie, gdy miała zły humor) tak okropnie ją irytowało. Potem dotarł do niej zapach – całkiem inny niż smród celi w której była wcześniej, całkiem inny niż zapach w wieży. Jako trzecia zaatakowała świadomość – dotyk na policzku, potrząśnięcie ramionami. Skrzywiła się, nadal nie otwierając oczu, bojąc się, że to wszystko nie było jedynie snem, a rzeczywistością. Realnym stanem rzeczy, światem pozbawionym jej matki. Kolejny dotarł do niej ból. Wstrząsnął całym ciałem napinając je, wykrzywiając plecy, upuszczając z ust nieartykułowany dźwięk. Skóra piekła i paliła, organizm domagał się pokarmu, głowa pulsowała nieznośnym, wbijającym się bólem.
Z trudem uniosła powieki. Dopiero przy trzeciej próbie udało jej się je lekko odchylić. Oddech miała urywany, łapała powietrze haustami, jakby bojąc się, że za chwile znów je utraci. Klata pulsowała bólem przy każdym wdechu, brzuch palił ostrzem starych ran. A Tonks nadal nie potrafiła się odnaleźć, zrozumieć co była prawdą, a co jedynie snem. Spojrzała na postać nad sobą nie rozpoznając jednostki. Zerknęła nad jej głowę próbując złapać ostrość, rozpoznać miejsce w którym się znalazły. Chciała o coś zapytać. Coś powiedzieć. Ale gardło jedynie charczało nieprzyjemnie by w końcu wypuścić w kilku głoskach imię
- Eileen? – serce tłukło się nieprzyjemnie w piersi obijając o każde z żeber. Gdzie byłam? Gdzie ona była? Czy nadal żyła? – Gsdzie..? – spróbowałam, ale odpuściłam słysząc swój głos, jego brzmienie. Charczał, jak dawno nie nastrojony instrument. Spojrzałam na powrót na kobietę – kim była? Co tutaj robiła? Czy i ona pracowała na Grindelwada, a to był jeden z kolejnych sposób na złamanie mnie? Spróbowała dźwignąć się na ramiona chcąc odsunąć się jak najdalej. Ale dłonie ugięły się pod nią. Upadła, obijając sobie plecy. Z ust wydając bezdźwięczny odgłos bólu. Przez myśl jej przeszło, że doprawdy musi wyglądać okropnie. Rozorana na brzuchu bluzka, spod której wystawały zaróżowione blizny układające się w krzywą gwiazdę. Na piersi rany po wampirze, twarz umazana krwią, brudem i… brokatem. Wątpiła, by dało się ją rozpoznać pod swoistego rodzaju, dziwaczną maską, którą miała na sobie. Ale musiała być ostrożna. Jeśli istniała szansa, że jakimś cudem dostała się na wolność… Musiała… Myśli rozbiegały się w wielu kierunkach nie będąc pewnymi jaki krok należało podjąć jako pierwszy. Zapominając, że najpierw powinna się podnieść, by być w stanie dojść gdziekolwiek.


PŻ: 27 | -60





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t5044-skrytka-bankowa-nr-1142 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
Zawód : aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
In the end, we’ll all become stories.
OPCM : 5
UROKI : 14
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   07.08.17 21:33

Z początku nie dostrzegała w jak okropnym stanie znajduje się osoba, którą próbowała obudzić. Skupiła się na swoim oddechu, który brzmiał tak nierównomiernie. W skutek problemów ze złapaniem powietrza, jej serce biło wciąż ze zmienionym tempem, boleśnie obijając jej klatkę piersiową. Siedząc nie czuła jednak tych trudności aż tak dokuczliwie jak w momencie, gdy próbowała wstać. Również i ból poobijanego ciała nie był na tyle nieprzyjemny, lecz w jej głowie, gdzie panował strach, wszystkie te odczucia były znacznie większe. Nie sposób było się nimi nie przejmować w podobnych warunkach, kiedy nie miało się pojęcia, gdzie się znajduje. Zapach i wygląd miejsca mówił oczywiście sam za siebie, ale "kanały" było zbyt ogólnym określeniem.
Budząc nieznajomą robiła to niesiona dość egoistycznymi pobudkami. Nie chciała być sama w tym nieprzyjemnym miejscu. Potrzebowała czyjejś obecności, głosu, a nawet dotyku by wiedzieć, że nie jest sama. Nie zależało jej na rycerzu w srebrnej zbroi, choć z pewnością byłby dość wdzięcznym towarzyszem i obrońcom. Nie przejmowała się również posturą towarzysza, a jedynie na tym, by takowy był. We dwójkę raźniej, prawda?
Skupiona na próbie obudzenia postaci Cattermole nagle drgnęła, dostrzegając reakcję na jej starania. Zaalarmowana przez nieokreślony dźwięk zwróciła uwagę na sam wygląd leżącej persony. Przyzwyczajony do półmroku wzrok szybko dostrzegł wszystkie przesłanki, świadczące o fatalnym stanie zdrowia osobnika. Oszołomiona tym widokiem poczuła się podle przez swoje egoistyczne myśli i tak gwałtowne próby spełnienia swoich pragnień. Miała do siebie żal, bo wiedziała, iż każdy jej dotyk mógł być źródłem nowego bólu, a tego z pewnością nieznajoma miała już zanadto. Belle nie była uzdrowicielem, lecz nie trudno było dostrzec tak wyraźne rany. Dodatkowo wolontariat w Mungu również wzbogacił jej umysł o przykłady przeróżnych ran, które co jakiś czas miała okazję oglądać. Musiała jednak przyznać szczerze przed samą sobą, iż podobnego widoku jeszcze nie miała okazji oglądać.
Nagle podniosłą głowę, skupiając wzrok na samej twarzy. Tak gwałtowny ruch wywołał na jej twarzy skrzywienie spowodowane bólem, który poczuła. Przestała jednak zwracać na niego aż tak wielką uwagę. Wszak wobec nieznajomej jej "cierpienie" było niczym. Nieco zmarszczyła czoło, próbując odszyfrować dwa słowa, które padły z ust postaci. O ile pierwsze było dla niej całkowitą zagadką, tak drugie już nie. I chociaż nieznajoma osoba nie dokończyła myśli, to Belle mogła się domyślić o co chodziło. Sama też zadawała sobie podobne pytanie.
- Znajdujemy się w jakiś kanałach, ale niestety nie mogę powiedzieć gdzie dokładnie - odpowiedziała cicho, robiąc przy tym przerwy co któreś słowo. Trudności z oddychaniem przyprawiały ją o dość szybką zadyszkę, lecz starała się chociaż uspokoić własny głos. Gwałtowne ruchy towarzyszki niedoli nie pozwalały jej jednak na całkowity spokój, a wręcz przyprawiały o nagłe bicia serca. Nie powinna narzekać w obecności tak pokrzywdzonej osoby, lecz trudno było zignorować ból. Postarała się jednak nie skrzywić, a delikatnie położyć dłoń na klacie osoby, przy tym starając się nie dotknąć żadnej rany. Gest ten miał na celu uspokojenie kobiety i jednoczesne powstrzymanie jej przed podnoszeniem się z miejsca.
- Nie, nie ruszaj się - powiedziała jednym tchem, przez co musiała zrobić dłuższą pauzę przed kolejnym zdaniem. - Twoje rany nie wyglądają dobrze, a próby podniesienia się i jakiekolwiek podobne ruchy wcale tego nie polepszą.
Nie była uzdrowicielem ani medykiem i prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu tego pożałowała. Gdyby władała magią leczniczą z pewnością znałaby sposób na ulżenie postaci w cierpieniach. A jednak była tylko sobą i nie miała pojęcia co robić. Warunki, w których się znajdowały nie dawały żadnej sposobności nawet by przemyć rany nieznajomej. Belle nie mogła nawet wezwać pomocy, bo nie miała pojęcia gdzie się znajduje. Zawsze miała sposobność pójść i spróbować znaleźć wyjście, ale obawiała się zostawić kobietę samą.
- Nie wiem co się stało - powiedziała po chwili spuszczając wzrok. Nie do końca znając powód wyznania. Może chciała tym samym uspokoić kobietę albo siebie samą? - Byłam w ogrodzie, gdy nagle dopadło mnie to dziwne uczucie. Później była już tylko ciemność i znalazłam się tutaj...
Jej wiedza na temat wydarzeń z tej nocy była niezwykle uboga, co nie pomagało w obecnej sytuacji. Dodatkowo zmniejszało poczucie własnej wartości. Przeniosła spojrzenie z powrotem na twarz nieznajomej, starając się znaleźć jakiekolwiek dobre rozwiązanie.
- Gdybym tylko wiedziała co robić... - powiedziała cicho, nieświadoma faktu, iż słowa padły na głos. W głowie błądziła pomiędzy kolejnymi zaklęciami, które mogłaby użyć. Niby możliwości było wiele, ale ich działanie nie było bezpośrednio lecznicze. A jednak nagle wpadła na kilka rozwiązań.
- A może mogłabym przemyć nieco twoje rany? Myślę, że jestem w stanie wyczarować chociaż odrobinę wody, która przemyłaby te rany. Z pewnością ulżyłoby ci to w cierpieniu odrobinę...
Patrzyła na kobietę, szukając wzrokiem jakiejkolwiek reakcji. Możliwe, że gadała za dużo, lecz była zdenerwowana. Nigdy wcześniej nie znajdowała się w podobnej sytuacji, a jedynie wyobrażała je sobie. Spisywała na kartce papieru, ozdabiając ładnymi słowami. Kimże ona była? Aktorką, pisarką, nie znającą prawdziwego życia.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   08.08.17 22:52

Sekundy mijały, świadomość powracała do ciała Justine razem z bólem, który atakował każdą możliwą komórkę. Nie była wskazać miejsca, które jej nie bolało – i gdyby ktoś zapytał była w stanie stwierdzić, że nawet włosy zdawały się ciążyć niemiłosiernie niosąc nieprzyjemne uczucia. Ale głowa, myśli, w szaleńczym tempie uderzały jedna o drugą lawirując głównie wokół jednej osoby. Wzięła w płuca urywany oddech. Kanały.
- Miasto? Co to za..? – urwała krztusząc się, spazmatycznie próbując nabrać powietrza w obolałe płuca. Trwało to kilka chwil w czasie których marszczyła twarz w wyrazie bólu, który rozprzestrzeniał się po niej z każdym kaszlnięciem okupionym charczeniem. Oddychała nierówno, serce raz biło jak szalone, by nagle zwolnić. Naprzemiennie atakowała ją ulga jak i panika, nad wszystkim przeważało wycieńczenie.  – Data? – pytałam dalej, przymykając na chwilę powieki, próbując zlokalizować się w czasie i przestrzeni. – Który jest? – dodała nadal charcząc, z trudem wypluwając słow. Chciała się podnieść, próbowała się unieść i tylko słowa nieznajomej zatrzymały ją w pół gestu. Zawiesiła na niej zmęczone, rozedrgane niebieskie spojrzenie. Nie ruszać się? Nie mogła przecież bezczynnie leżeć. Nie mogła też tutaj zostać. Nie mogła pozostać w jednym miejscu na dłużej. Nie sama, nie teraz, kiedy ponownie odzyskała wolność. Rany? Zerknęła w dół. Zdarzenia z wieży zdawały się mało realnym snem. Przez twarz przemknął grymas rozpaczy…
Wieża. Przeklęta wieża. Warga zadrgała Tonks lekko, gdy przed oczami na nowo pojawił się obraz matki. Nie zdołała jej uratować, nie zdołała uratować siebie. Wiedziała, że nigdy sobie tego nie wybaczy, nie będzie umiała. Gdyby dotarła na górę wcześniej, wtedy, wtedy byłaby jeszcze szansa… na co? Nie miała różdżki. Ale dostałaby ją, sekundy później, ale też i najwięcej warte chwilę wcześniej. Albo znalazłaby jakieś, przecież widziała je w owalnym pomieszczeniu. Gdyby tylko… Gdyby tylko myślała mocniej, składniej, lepiej. Gdyby nie musiała walczyć ze zbroją. Wtedy… wtedy wszystko wyglądałoby inaczej.
Z odmętów rozpaczy w które wpychał ją własny umysł wyrwał ją głos. Dobiegał z daleka i wcale nie brzmiał jak Nits, która siedziała cicho od wielu dni. Może dlatego, że co chwilę była jedną stopą w drugiej krainie – a przecież tego zawsze chciała.
- Nie. – zaprotestowała spokojnie, ale z mocą o której można by jej nie podejrzewać. Przemywanie ran nie miało sensu. Już nie. Potrzebowała zaklęć leczniczych, woda nie była  wstanie nic naprawić, blizny i tak miały pozostać. A co ważniejsze, Just bała się, że Mung może współpracować z Ministerstwem, ona była teraz zbiegiem. Nigdzie nie była bezpieczna. Ale też, jeśli to zdarzenie które wyrwało ją z celi, wyrwało więcej osób i poraniło je jak kobietę obok, szpital musiał pękać w szwach. Tylko… czy w ogóle była w Londynie? I czy nie byłoby bezpieczniej iść do któregoś ze znajomych uzdrowicieli?
Prawie zaśmiała się do myśli. Iść? Ona? Nie była pewna, czy podniesie się do siadu bez pomocy drugiej osoby, ale musiała spróbować. Eileen też mogło wyrzucić gdzieś, kompletnie samą, w jeszcze gorszym stanie niż ona. Musiała iść. Krzywiąc się i sapiąc łapczywie nabierając przez nozdrza powietrza ułożyła dłonie po bokach, by dźwignąć się. Krótki jęk wydobył się z ust, chociaż nie był w stanie opisać jej bólu. Cięcia na splocie słonecznym zapiekły. W głowie się zakręciło. Ale liczyło się jedno – udało jej się usiąść.
Właśnie, co robić? Czy była w stanie się ruszyć skoro podniesienie się do siadu było takim wysiłkiem.
- Posłuchaj. – powiedziała Just spoglądając jej w oczy, nie potrafiła ani kłamać, ani pięknie składać słów, postanowiła jednak powiedzieć prawdę, licząc, że otrzyma pomoc, że w tych czasach – ciemnych i mrocznych nadal można pokładać wiarę w ludzi. – Przeżyłam rzeczy, których nie powinnam. Widziałam rzeczy, których nie zapomnę. Boli mnie wszys… - znów straciła oddech. Ciałem wstrząsnęły dreszcze, ból znów rozlał się po ciele obrazując swoje jestestwo w grymasie na twarzy. Mówiła prawdę - nie mogła powiedzieć całej. Wątpiła, by ktokolwiek uwierzył w to co widziała.  – Za towarzyszkę miałam kuzynkę. Jest w gorszym stanie niż ja – muszę ją znaleźć. – nachalnie wbijałam w nią spojrzenie, chcąc by dostrzegła w nich prawdę, którą mówiłam. Smutek który mi towarzyszył, troskę, ale i panikę. Nawet nie zauważyła, kiedy zacisnęła dłonie w pięści, prawa zdawała się dziwnie pusta. Obróciła się, powoli, tak, że znów znajdowała się na kolanach, drżącymi dłońmi. – Muszę iść. – wymamrotała do siebie, podwijając jedną nogę, przygotowując się, do dźwignięcia ciała. Nie liczył się ból, już nie, paradoksalnie zdawało jej się, że zaczyna się do niego przyzwyczajać.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t5044-skrytka-bankowa-nr-1142 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
Zawód : aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
In the end, we’ll all become stories.
OPCM : 5
UROKI : 14
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   10.08.17 19:57

Literatura była ważnym elementem w życiu rozmarzonej Belle. Dzięki nieistniejącym bohaterkom i bohaterom, mogła trwać porównywać napotkane wydarzenia z tymi, z którymi mierzyły się dzielne kobiety z książek. Potrafiła na ich przykładzie brnąć przez życie wierząc, iż w ten sposób uda jej się trwać cały czas. Sama także pragnęła pisać, by kiedyś inna osoba podobna do niej mogła odnaleźć wzór w postaciach przez nią stworzonych. To było jedno z jej ogromnych marzeń. A jednak gdy teraz siedziała w kanałach dusząc się ze smrodu i niemożności poprawnego oddychania, nie potrafiła wskazać dzieła odpowiedniego do tej sytuacji. Gdyby sięgnęła pamięcią z pewnością znalazłaby wiele wspaniałych tomów pełnych pięknych słów i wzorów postępowania. Te jednak były niczym w porównaniu z rzeczywistością. Nawet gdyby na głos czytała ich treść, nie odnalazłaby w nich pomocy. A prawda była taka, że nie miała pojęcia co powinna zrobić. Nigdy w życiu nawet nie myślała, iż kiedykolwiek postawiona zostanie w takiej sytuacji. A nawet jeśli to wątpliwym byłoby, czy umiałaby napisać idealny schemat działania, który krok po kroku mówiłby co powinna robić. Słusznie Gustaw określił kiedyś książki jako zbójeckie. Te idealizowały rzeczywistość, tworząc świat, który nawet pomimo bólu i smutku, wydawał się być lepszy niż ten, w którym żyła. Niczego jednak nie uczyły. Naturalnie płynęły z nich piękne morały, mówiące o tym, że należy być dobrym człowiekiem. Okazuje się jednak, iż to wciąż za mało.
Cattermole zacisnęła usta, obserwując kobietę. Podobne przemyślenia bolały ją o wiele bardziej niż obicia, których dzisiaj doświadczyła. Na szczęście nie miała czasu, by zagłębić się w swoich myślach. Musiała skupić się na rzeczywistości, na "tu i teraz".
- Nie wiem. Chcę wierzyć, iż jesteśmy w Londynie lub okolicach, ale nie wiem co to za miasto - odpowiedziała. - Co się zaś tyczy daty... kiedy byłam w ogrodzie rozpoczynał się pierwszy dzień maja.
Odpowiadając zmarszczyła lekko brwi. Patrząc na kobietę kolejny raz zaczęła zastanawiać się przez co za przeszła. Wcześniej mogła sądzić, że rany są wynikiem jakiś przykrych zjawisk, które tamta z pewnością doświadczyła podobnie jak Belle. A jednak z każdą chwilą zaczynała wątpić, a to głównie przez pytanie o datę. Przyjrzała się ranom nieznajomej. Nie znała się na magii leczniczej, lecz niektóre nie wyglądały na świeże. Naturalnie mogła się mylić, ale chciała wierzyć, iż jednak ma rację. W końcu dość długo przebywała w Mungu, a tam na co dzień stykała się z osobami chorymi. Nie dopuszczano jej do tych skrajnie cierpiących, lecz miała wiele sposobności by widzieć różnego rodzaju rany. Zazwyczaj sama próbowała domyślić się ich pochodzenia, czasami zaś udawało jej się poznać diagnozę od uzdrowiciela. Żałowała jednak, iż w tym momencie żadnego nie było w pobliżu. On z pewnością wiedziałby co począć, użyłby specjalnych zaklęć, których Belle nie była w stanie nigdy poznać.
Nagłe ruchy kobiety wyrwały ją z myśli i otrzeźwiły. Energicznie mrugnęła oczami, obserwując jej poczynania. Z jej ust wyrwało się kilkakrotnie powtórzone "nie", mające na celu powstrzymanie tamtej od prób wstania. Tamta jednak nie słuchała, była uparta. A może po prostu zdeterminowana? Belle przypomniała sobie tajemnicze imię, które jako pierwsze pojawiło się na ustach nieznajomej. Domyślała się, iż ta martwiła się o tamtą. Kolejne słowa rannej jedynie potwierdziły te przypuszczenia. Cattermole kiwnęła głową, patrząc tamtej w oczy. Może była naiwna, ale nie miała podstaw by nie uwierzyć w wypowiadane przez tamtą słowa. Wzięła głębszy wdech, a raczej próbowała, bowiem w dalszym ciągu czuła dyskomfort przy nabieraniu powietrza. Teraz jednak nie zwracała na to aż tak dużej uwagi, przejęta ruchami towarzyszki.
- Poczekaj - powiedziała patrząc, jak tamta usilnie próbuje wstać. - Nie wierzę, byś w tym stanie umiała przejść choćby kroku.
Słowa wypowiadała dość głośno. Chciała by te do niej dotarły i powstrzymały. Może nie była uzdolniona w dziedzinie magii, może nie potrafiła leczyć zaklęciami. Było jednak kilka rzeczy, w których przebijała niejedną osobę i jedną z nich była retoryka.
Wstała gwałtownie, co z pewnością nie było odpowiednim posunięciem. Dostała lekkiej zadyszki w skutek tak nagłego ruchu, a przed oczami przetańczyły ciemne plamy. Udało jej się jednak otrząsnąć i w dość pokrętny sposób delikatnie chwycić ramię kobiety obok, chcąc być dla niej podporą.
- Nie powiem, że rozumiem co przeszłaś, bo nie. Nie umiem sobie wyobrazić okropności przez które musiałaś przejść ty i twoja kuzynka. Rozumiem, że się o nią martwisz, ale nie uda ci się do niej dostać, bo jesteś ledwie żywa. Pozwól mi sobie pomóc! Powiedz tylko co powinnam zrobić? Bo jedyne co przychodzi mi do głowy do przetransportować cię do Mungu, ale o wiele trudniej jest mi wymyślić na to sposób. Chyba, że... uda mi się znaleźć dla Ciebie uzdrowiciela, który przybędzie tutaj. Nie jestem jednak w stanie teleportować się po jednego i jednocześnie próbować powstrzymać cię przed wstaniem.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   13.08.17 15:41

Pierwszy dzień maja. Just ciężko było w to uwierzyć, ostatni czas odliczany był w odzyskiwaniu świadomości i kolejnej jej utraty. Strasznych koszmarach i jeszcze straszniejszej rzeczywistości. Spotkaniu z przyjaciółmi i rozłąki, gdy wszystko poszło nie tak, kolejnemu odzyskaniu świadomości w celi i utraty jej.
Pierwszy maja. Siedem dni. Tydzień, od kiedy ostatnio chodziła po ulicach Londynu jako wolna, nieskrępowana lękiem jednostka. 168 godzin w czasie których walczyła o każdą chwilę, każdą chwilę, każdą minutę. O życie, swoje i Lili, czy zabrali ją stamtąd, czy im samym udało się uciec? Nie wiedziała, ostatnim co pamiętała była Eileen i głuche uderzenie w czaszkę. Potem była już tylko ciemność.
Teraz znów czuła docierający do kanałów wiatr, który oplatał jej poranione ciało. Czuła zatęchły odró, którym sama zaczynała przesiąkać. Ciało atakował ból, który utrudniał myślenie. Ale musiała myśleć, musiała znaleźć wyjście, znaleźć Eileen.
Uniosła spojrzenie na swoją towarzyszkę. Miała rację, Just wiedziała, że nie jest w stanie iść, że jeden krok na nowo wciągnąłby ją w odmęty ciemności. Ale musiała spróbować, chociaż spróbować, chociaż było to działanie z góry skazane na niepowodzenie. Musiała spróbować, bowiem nie zamierzała się poddawać, miała tylko jedną drogę, jedną myśl jaśniejącą w głowie.
Pochyliłam głowę gdy znów zaczęła mówić. Nie mogła zrozumieć, nie chciałam by musiała zrozumieć przez co przeszłam. Nikt nie powinien musieć przez to przechodzić. Nikt nie powinien być dyskryminowany przez swoje pochodzenie, więziony za to jaki się urodził. Dłonie ugięły się pod ciężarem ciała, musiałam walczyć, by nie upaść twarzą o ziemię.
Westchnęła lekko, ciężko czując bezsilność. Nie mogła się ruszyć, nie miała siły iść. Dusza paliła się do tego, by ruszać, ciało buntowało się przed jakąkolwiek dalszą drogą. Usiadła, krzywiąc się, gdy przeciągły ból rozszedł się po ciele.
- Znajdź kogoś. – poleciła jej spokojnie. Musiała jej zaufać, choć serce drżało, choć umysł nalegał, by iść dalej, by nie zatrzymywać się teraz, by nie ryzykować tym, że ktoś może ją złapać. – Wyjdź i znajdź kogoś. – powiedziała słabo w końcu godząc się z tym, że nie może w tej chwili być niezależna, że potrzebuję pomocy. – Znajdź kogoś kto pomoże mi iść. – poleciła jej po raz trzeci, czując że kręci jej się w głowie, że oddycha ciężko a macki ciemności na nowo wyciągają po nią swoje szpony. Spojrzała na nią – czy nie wymagała zbyt wiele? Czy powinna prosić o cokolwiek obcą osobę? Tak cholernie brakowało jej różdżki. Gdyby ją miała… gdyby ją miała mogłaby spróbować uleczyć się sama. Mogłaby… mogłaby wysłać patronusa do kogoś.
Samuel. Na nowo przetoczył się przez jej myśli. Tak bardzo tęskniła za jego twarzą, zmartwioną, lekko ponurą i poważną miną, ciepłymi ramionami, które odpędzały wszystkie złe mary. Czy dane będzie jej jeszcze zatopić się w nich ponownie?
Nie miała pojęcia. Jedyną nadzieją, jedynym ratunkiem Justine w tej chwili była ta dziewczyna, kobieta które musiała zaufać.
- Jak masz na imię? – zapytała, przypominając sobie że nie padło to pytanie wcześniej. Poczuła się głupio, że myślała tylko o sobie, że nie pomyślała że i ona może się bać, że i ona może być zraniona. – Nic ci nie jest? – w jej oczach zapaliła się znajoma troska. Tak mocno bała się o Eileen, Samuela, Lilę, Garretta, Pomonę i dzieci, że widok ten przysłonił jej cały świat. Świat, a w nim ludzi, których miała przecież ratować, za których zdecydowała się ginąć. Westchnęła ciężko. – Gdybym… Gdybym miała swoją różdżkę mogłabym pomóc nam obu. – powiedziała cicho, czując bezsilność i palącą złość, jednocześnie zdając sobie sprawę, że tylko część z tego była prawdą. – Przepraszam. – dodała raz jeszcze. – Idź, znajdź kogoś. Proszę. – wymówiła na koniec. Fakt, że nie mogła zrobić nic, że każdy gest przyprawiał ją o ból irytowała ją, doprowadzał do złości. Nie umiała siedzieć w miejscu.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t5044-skrytka-bankowa-nr-1142 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
Zawód : aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
In the end, we’ll all become stories.
OPCM : 5
UROKI : 14
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   22.08.17 14:09

Z początku próbowała zrozumieć przez co przeszła kobieta. W jej głowie pojawiały się przeróżne domysły, napędzane jej wyobraźnią. Gdyby usiadła i snuła przypuszczenia z pewnością ułożyłaby wiele scenariuszy, których koniec miałby miejsce właśnie w tych momencie i miejscu. Jego bohaterką zaś byłaby nieznajoma, której ciało naznaczone było licznymi ranami, a oczy bólem. Czy był jednak sens w przypuszczeniach, kiedy nie mogła mieć pewności że są one prawdziwe? Świat był okrutny i chociaż Belle zawsze próbowała temu w jakiś sposób zaprzeczyć, przykryć to swoimi pogodnymi wizjami, to w tym momencie musiała to zrozumieć. Musiała skonfrontować tworzony przez siebie świat z tym, który istniał naprawdę. Nie było czasu na zadawanie pytań, na rozmowy i podbudowujące przemowy gdy liczyła się każda minuta. Musiała działać i zrobić wszystko co w swojej mocy, by jej towarzyszka trafiła pod odpowiednią opiekę.
Słysząc słowa tamte, nakazujące znalezienia pomocy, kiwnęła głową. Powoli wstała, łapiąc się za jedną z pobliskich ścian. Skrzywiła się czując lepką maź pod palcami, której pochodzenia nie chciała znać. Z pewnością cały jej ubiór pokryty był przeróżnymi substancjami, których w życiu nie chciała dotykać. W jej głowie nagle odezwał się cichy głos, karcący ją za chęci wyjścia na zewnątrz w takim stanie. Brzmiał on jak głos matki. Zdusiła go, bo przecież jej stan i wygląd nie miały żadnego znaczenia.
Rozejrzała się dookoła, zastanawiając się w którą stronę powinna pójść. Tak naprawdę jednak nie miała dużej możliwości wyboru - mogła pójść albo do miejsca, w którym się ocknęła lub pójść w przeciwną stronę.
Nagle usłyszała jeszcze głos kobiety. Przeniosła na nią wzrok, wyrwana z zamyślenia. Jej słowa dopiero po chwili do niej dotarły, wywołując na twarzy delikatny uśmiech. Zapomniała, że się nie przedstawiła. Imiona i nazwiska wydawały się być bez znaczenia w obecnej sytuacji, a jednak jej serce zalało przyjemne uczucie, gdy padło pytanie o jej tożsamość.
- Belle - odpowiedziała. - Nie musisz się o mnie martwić. Pilnuj się tutaj, a ja zaraz wrócę.
Po tych słowach wahała się jeszcze chwilę, patrząc na kobietę. Obawiała się ją zostawiać. Bała się, że ta pomimo wszystko dalej będzie próbowała wstać, robiąc sobie tym samym jakąś krzywdę. A może wręcz przeciwnie? Będzie cierpliwie na nią czekać i zamiast zdąży wrócić, przyjdzie tutaj ktoś inny? Różne osoby kręcą się na świecie i chociaż Cattermole sama nigdy z własnej woli nie udałaby się do tego miejsca, to nie mogła mieć pewności co do innych osób.
Westchnęła, przenosząc wzrok na przejście obok. Na początku zapomniała o jeszcze jednej możliwości wydostania się z nieprzyjemnych kanałów. Mogła się teleportować, skupić myśli na Mungu i udać się tam po pomoc. Wystarczyło jedynie zapamiętać widok, który miała dookoła siebie.
Ostatni raz rozejrzała się, próbując wryć w swoją pamięć obrazek roztaczający się wokół. A raczej okropną karykaturę. Gdy to uczyniła, wzięła głęboki wdech. Chwyciła mocno swoją różdżkę, którą na szczęście nie zostawiła w domu i zamknęła oczy. Skupiła własne myśli na Mungu, a bardziej na terenie w jego pobliżu. Wiedziała, iż nie ma możliwości przenieść się bezpośrednio do środka, lecz w pobliżu budynku znajdowała się mała uliczka, do której czasami się przenosiła. Przywołała przed oczami jej wygląd, koncentrując się na woli bycia w tamtym miejscu. Nic innego w tym czasie nie miało znaczenia - najważniejsze, by być w niej i czuć powietrze tak inne niż to, którym teraz miała nieprzyjemność oddychać. Stanęło się to dla niej jedynym pragnieniem.
I wtedy poczuła to. Charakterystyczne szarpnięcie i cichy trzask. Otworzyła oczy, a przed nimi ukazała jej się znajoma alejka. Spojrzała na swoje ciało w obawie przed rozszczepieniem, do którego na szczęście nie doszło. Odetchnęła z ulgą, przypominając sobie jednak swoją misję. Szybko ruszyła do szpitala. Nie trwało to długo, ledwie kilka minut, które dały jej jednak dość miłe, a wręcz niezwykłe uczucie. Poczuła się jak bohaterka książek, które czytała. Jak ktoś gotowy uratować inną osobę, a nawet świat nie bacząc na własny ból i problemy z oddychaniem. Czuła się niezwykle, ale nie mogła dać się temu pochłonąć. Skupiła się na rzeczywistości. Popchnęła szybko znajome drzwi, wchodząc do znajomego wnętrza. Rozejrzała się dookoła, zaskoczona obserwując istny chaos, który powstał w budynku. Zatrzymała się, rozglądając dookoła. Zmarszczyła czoło zdezorientowana. Wiele osób chodziło po korytarzu, a niejedna miała widoczne obrażenia. Wyglądało to jakby nadchodziła istna zagłada, a szpital stał się jedynym azylem.
Jej wzrok padł wtem na jednym z uzdrowicieli, który szybko kroczył korytarzem. Znała go.
- Chris - krzyknęła z całej siły, biegnąc w jego kierunku. Z początku nie usłyszał jej, ale po kilku powtórzeniach przystanął, patrząc za siebie. A gdy ją spostrzegł, spojrzał na nią wyraźnie zaskoczony. Z jego ust popłynęło wiele pytań o wyjaśnienia jej stanu. Nie mogła jednak na nie odpowiedzieć, bo wówczas ponownie poczuła trudności z oddychaniem. Nagła aktywność fizyczna nie była dla niej wskazana, toteż chwilę musiała odczekać, by móc w spokoju, ale zwięźle opisać wydarzenia tej nocy. Starała się streścić wszystko, a dużą część historii skupiła na napotkanej kobiecie. Okazało się jednak, iż łatwo jest prosić o pomoc i przekonać młodego uzdrowiciela do jej udzielenia. Trudniej było przedostać się z powrotem do tajemniczego miejsca, w którym znalazła się Belle i nieznajoma. Zajęło to kolejne minuty pełne tłumaczeń i opisów tego, co dostrzegła dookoła. Najwyraźniej miała szczęście, bo jeden z obecnych obok pacjentów, przysłuchujących się ich rozmowie, wtrącił wzmiankę o kanałach znajdujących się dokach. Belle nie mogła być pewna czy to na pewno to miejsce, a jednak wydawało się tak prawdopodobne. Postanowili podjąć ryzyko i udać się tam. Zależało jej na czasie, bo zdawała sobie sprawę, że upłynęło go zbyt wiele odkąd przybyła do szpitala. Nie było czasu do stracenia. Wraz z uzdrowicielem opuścili budynek, udając się z powrotem do alejki, z której mogli się teleportować. Belle oraz uzdrowiciel skupili się na kanałach.
Po chwili ponownie poczuła charakterystyczne szarpnięcie i cichy trzask, a w jej nozdrza ponownie uderzył nieprzyjemny zapach. Skrzywiła się, otwierając oczy. Rozejrzała się szukając swojego towarzysza, który był tuż obok. Kiwnęła głową, po czym zaczęła szukać wzrokiem rannej nieznajomej. Widok jej pokiereszowanego ciała przyniósł Belle ulgę.
- Mówiłam, że zaraz wrócę - powiedziała, zbliżając się do kobiety.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   01.09.17 18:03

Nie wiedziała, czy kolejny dzień przyniesie ulgę. Nie wiedziała, czy uda dostrzec jej się jeszcze piękno skryte w chwilach, momentach i uśmiechach. Nie była nawet pewna, czy jej własne usta wygną się kiedykolwiek jeszcze w tym geście, czy nie było to zbrodnią przeciw matce, której zabrano tą możliwość już na zawsze?
Dzisiaj była więcej niż pewna, że nie.
Ich spojrzenia się spotkały, Tonks mierzyła ją spokojnym uważnym spojrzeniem na którego dnie nadal spoczywał ból i trudna do wypowiedzenia strata. Tak też było, miała wrażenie, że w Wieży straciła wszystko, tym bardziej teraz kiedy ostatnim co pamięta była cela – nie wiedziała, co działo się z Eileen, nie wiedziała czy Pomona, Garrett, dzieci i Lila uciekły. Co najważniejsze, nie wiedziała co z Samuelem i myśl o nim bolała mocniej niż każda jedna rana na jej ciele.
- Tonks. – przedstawiła się też. Nie musisz się martwić rozbrzmiało w jej głowie cichym echem. Czy właśnie nie dlatego wstąpiła dla Zakonu? Bo martwiła się o ludzi, o świat, o to co wisiało ciężkimi ciemnymi chmurami nad Londynem? – Just Tonks. – dodała jeszcze nie wiedząc właściwie po co. Patrząc za oddalającą się sylwetką, po chwili już zlewającą się z ciemnością.
Czas oczekiwania mijał mozolnie i powoli. Justine zdawało się, że co jakiś czas traci kontakt z rzeczywistością. Próbowała kilka razy podnieść się do pionu, udało jej się nawet na czworaka przemierzyć kilka cali, ale tylko na tyle było ją stać. I właśnie gdy po raz kolejny przenosiła ciało o centymetry do przodu poczuła przy sobie obecność. Odepchnęła się ciężko, by upaść na bok i być w stanie spojrzeć ku górze.
- Mówiłaś. – przyznała spokojnie, wykrzywiając usta w czymś na kształt uśmiechu. Krzywego, niczym nieprzypominającego właściwego gestu. Oddychała ciężko od wysiłku, któremu nieustannie poddawała swoje ciało. Nawet teraz, nie chciała przestać. Nie mogła przestać.
A może zwyczajnie w świecie nie umiała? Zapętlona w jakimś dziwnej pętli ciągłego parcia na przód tak długo, jak długo była w stanie pokonać choćby milimetr.
Spojrzenie przesunęło się na sylwetkę obok mierząc ją spod przymrużonych powiek, dopiero po chwili wiążąc twarz ze wspomnieniem. Ze zdziwieniem uświadomiła sobie, że zna go. Kilka głębszych w barze i przelotnych spotkań, gdy zostawiała na jego oddziale jakiegoś poszkodowanego z akcji. Zdawkowe docinki, chwila czegoś więcej i przejście na totalnie neutralny grunt. Nie powiedziała jednak nic, wyciągając w jego stronę dłoń którą pochwycił dźwigając ku górze, mamrocząc krótkie „cholera Tonks” na które wcześniej z pewnością miałaby odpowiedni komentarz. Wcześniej, bo dziś nie wiedziała co powinna mówić, ani co robić. Ciągle drżała w obawie, że ktoś znów ją pochwyci, pojmie, a potem wrzuci do ciasnej, zatęchłej celi zamykając za grzechy, którym nie była winna, których nie popełniła.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t5044-skrytka-bankowa-nr-1142 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
Zawód : aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
In the end, we’ll all become stories.
OPCM : 5
UROKI : 14
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   31.10.17 20:33

Nie powinna się dziwić, że kobieta próbowała po raz kolejny. Że starała się pokonać przeszywający jej ciało ból i iść dalej dla czegoś, co najwyraźniej było dla niej w tej chwili najważniejsze. Głęboko w młodym umyśle Belle pojawił się cichy głosik, wyrażający podziw dla tej nieustępliwej, walczącej niczym lwica nieznajomej. Może i w tym wszystkim było jakieś szaleństwo, brak rozwagi, lecz musiał być w tym jakiś sens. A przynajmniej ona, patrząc na ściągniętą bólem twarz Tonks, wierzyła, iż tak właśnie jest.
Pochłonięta przez tak nagłe myśli, zamilkła na chwilę. Czy musiała jednak coś mówić? Zrobiła już wszystko co mogła i teraz nie była już dłużej potrzebna. Przyprowadziła uzdrowiciela, który teraz przejmie jej zadanie i zajmie się ranną najlepiej, jak będzie umiał. Na dodatek dwójka wydawała się znać nawzajem, co tym bardziej spychało Belle na margines wszystkiego. Pozwoliła więc sobie skupić się na sobie. Zaczęła analizować swój stan fizyczny i psychiczny. W dalszym ciągu czuła ból związany z licznymi obiciami. Nie były one jednak tak dokuczliwe, jak ciągłe trudności w oddychaniu. Przez jej głowę przebiegła nieśmiała myśl, że może to samo minie. Była to jednak jedna z tych głupich nadziei, które szybko zdusiła. Prawie nic nie polepszyło się od czasu, gdy pojawiła się w kanałach w sposób również jej nieznany. Nie mogła ignorować niczego, co było związane z tą nocą, bowiem ta była jedną wielką niewiadomą. Do tej pory przecież nie wiedziała, co tak naprawdę się wydarzyło i co było przyczyną tych wszystkich wydarzeń. Jak wielu przeżywało podobne historie i czy dotknęło to kogoś, kogo zna.
Nagle przeniosła uwagę z powrotem na Tonks, jedynie utwierdzając się w przekonaniu, iż powinna całkowicie "zejść ze sceny". Wiedziała, że gdyby była potrzebna, uzdrowiciel już dawno by ją zawołał. Chociaż świadomość ta przychodziła do niej z ciężkim sercem, to doszła do wniosku, że może bez obaw przenieść się do Mungu i tym samym zakończyć tą osobliwą historię. Chwilę zastanawiała się jedynie czy powinna coś powiedzieć, lecz nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów. Wydawały jej się banalne i bez znaczenia, toteż ostatecznie po prostu uśmiechnęła się blado i teleportowała do Mungu, w duchu życząc nieznajomej powodzenia.

|zt




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   11.11.17 22:06

Drżałam i nie potrafiłam zrobić nic, by przestać. Mięśnie zdawały się jednoznacznie domawiać posłuszeństwa, wręcz wyjąc i błagając o chwilę ulgi. Ale wiedziała, że dzisiejszy dzień jasno naznaczył jej ścieżkę, że nie miała się już więcej zatrzymać. Od dziś jednostajnie zamierzała przemierzać się do przodu, ciągle i bez ustanku, po to, by to nigdy się nie powtórzyło, by nie zginął więcej nikt bliski, by żadne mugolak nie musiał przechodzić przez to piekło, które zgotowano jej. Tak, nie zamierzała się poddać, czując jak w drżącym ciele, liche pozostałości serca nadal pompują oddech do piersi, okrutny, bolący, dławiący wręcz świadomością, że jej mama nie weźmie kolejnego w swoje płuca. Musiała iść, musiała... musiała sprawdzić co z resztą, choć nie wiedziała od czego zacząć, jednak silne ramie Chrisa znacząco przywołało ją do tu i teraz.
- Dawno cię nie widziałem, Just. - odezwał się mierząc ją uważnym spojrzeniem, które jedynie wzbudziło większy strach. Zadrżała mocniej, jakby w obawie, zwalczając chęć wyrwania się i rzucenia do tępej ucieczki w dal. Nie zrobiła tego tylko dlatego, że zdawała sobie sprawę, że nie jet w stanie sama postawić choćby kroku. Nie jadła od tygodnia co najmniej, była odwodniona a żołądek już dawno przestał domagać się jedzenia najprawdopodobniej pożerając sam siebie. Musiałą się opamiętać, pozwolić sobie pomóc, a jednak strach pożerał ją całą. Więc po prostu stała milcząc, szczęśliwie dla niej Chris przejął inicjatywę dźwigając ją na dłonie. - Przejdziemy, Tonks. Nie ufam dzisiaj teleportacji. - stwierdził wzdrygając się lekko i ruszając. Zdawało jej się, że nic dla niego nie waży, a może nie ważyła już nic dla nikogo? Co miała powiedzieć ojcu, gdy wróci w końcu do domu? Jak miała na nowo wrócić do życia, gdy w tej chwili prawdopodobnie była zbiegiem. Trudno było poskładać myśli, jak więc miała poskładać życie.
Droga minęła w milczeniu, choć mężczyzna próbował kilka razy coś do niej odpowiedzieć. Próbowała odpowiadać, jednak nie szło to najlepiej. A gdy znaleźli się w dużej sali i gdy już miał odchodzić by wrócić z powrotem na oddział złapała go za nadgarstek, zdecydowanie zbyt mocno.
- Nie mów nikomu, że mnie widziałeś. - poprosiła spokojnie, jednak zdecydowanie błagalnie, jakby od tego zależało jej życie, bo właśnie zdawało jej się, że tak jest.

| duża sala





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   02.11.18 15:40

Okresowo przelewające się przez kanały fale wody nie były w tym miejscu niczym niezwykłym, rzadko zdarzało się jednak, by niosły ze sobą coś więcej niż muł i drobne przedmioty. Tym razem fala była większa, pojawiająca się niespodziewanie - a gdy opadła, pozostawiła po sobie dwie męskie sylwetki, leżące bez życia na dnie kamiennego korytarza. Obaj mężczyźni byli nieprzytomni, odziani w ciemne barwy, lecz nic w ich wyglądzie nie zdradzało ich prawdziwej tożsamości.

Zauważył ich przypadkowy przechodzień, bezimienny, straszy mężczyzna, który kanałowym skrótem przechodził regularnie. Chociaż zdarzało mu się kraść, to z zasady stronił od kłopotów, nie ośmielił się więc zbliżyć do materializujących się znikąd czarodziejów, zamiast tego wspaniałomyślnie wzywając pomoc - i rozpływając się w nicości zanim owa pomoc zdążyła nadejść.
obrażenia:
 
ekwipunek:
 

Mistrz Gry nie kontynuuje z Wami rozgrywki, chyba, że jego arbitraż będzie konieczny. Powodzenia!


Powrót do góry Go down
Cecily Hagrid
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6548-cecily-hagrid https://www.morsmordre.net/t6560-slepohulk https://www.morsmordre.net/t6559-piesc-hagrida https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6562-skrytka-bankowa-nr-1658#167375 https://www.morsmordre.net/t6561-cecily-fallon-hagrid
Zawód : Ratownik w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You have not lived today until you have done something for someone who can never repay you
OPCM : 6
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 18
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   02.11.18 19:37

7 września
Dlaczego to zawsze musi się zdarzać mi? Z taką myślą Cecily Hagrid związywała niesforne, krótkie loki wstążką po dosyć męczącej wycieczce w dół kanalizacyjnej drabiny. Pomyśleć, że miała ten dzień spędzić tak cudownie, na przyjemnej kolacji ze znajomym znajomej, która uznała, iż wspaniale do siebie pasują, mimo iż nigdy nie zamienili ze sobą więcej niż dwa słowa. Typowo dla siebie, podeszła do sprawy dosyć sceptycznie, ale jednocześnie starając się zachować pozytywne podejście do życia, poświęciła całkiem sporo energii żeby dobrze się przyszykować. Pożyczyła kosmetyki od Tangie, wyprasowała wyjściową spódnicę i wyciągnęła nawet z otchłani szafy szyfonową bluzkę o pięknych, wyszywanych zdobieniach.
- Szyfonową koszulę, cholibka. – Wymamrotała do siebie, stawiając kolejny krok na obślizgłych od zatęchłej wody kamieniach. Wezwanie dostała w momencie zamykania drzwi wejściowych ich mieszkania. Zdążyła jedynie przebrać się w spodnie i narzucić roboczy płaszcz. Kilkanaście minut potem, zamiast raczyć się dobrym posiłkiem w restauracji, brnęła po kostki w obrzydliwej cieczy i nawet nie próbowała identyfikować wszystkich przedmiotów, na jakie natrafiała podeszwą kozaków. Marszcząc nos od swądu zgniłych zwłok zwierząt, resztek jedzenia czy innych tego typu atrakcji, jednocześnie Cecily wytężała wzrok w poszukiwaniu opisanych rannych. W miejscach takich jak te trzeba było zawsze się mieć na baczności, żeby nie skończyć  w podobnej pozycji co ci, do których miała właśnie trafić. Różne charaktery wybierały podróż kanałami i zazwyczaj nie mieli na sumieniu dobrych intencji.
Interwencja została zlecona przez anonimowego „przechodnia”, który nie powiedział centrali wiele więcej niż tylko pobieżny opis dwójki nieprzytomnych mężczyzn, prawdopodobnie wyrzuconych przez napływające falę ścieków. Cecily nie wiedziała zatem praktycznie nic, a w dodatku zirytowana wyrwaniem ze swoich spraw, pragnęła jak najszybciej wrócić do domu. Wreszcie, posługując się zbutwiałymi deskami jako drogą, dotarła do końca kanału, skąd dało się słyszeć szum spływającej wody.
- Na brodę Merlina... – Wyszeptała lustrując uważnie poszkodowanych. Nie wyglądało to na zwykły wypadek. Oboje odznaczali się wieloma różnorakimi ranami, zarówno ciętymi, jak i tłuczonymi. Strach było pomyśleć o obrażeniach wewnętrznych, które dopiero miała zbadać. W takich chwilach zniszczenie ulubionej części garderoby schodziło na dalszy plan. Dziewczyna rzuciła się na klęczki przy tym, który wyglądał na poważniej rannego. Nie miała pojęcia, czemu wytypowano tylko jednego ratownika, ale to, co zapamięta na przyszłość, to fakt żeby nigdy nie lekceważyć wezwań. Nigdy nie wiadomo na co trafisz, a ona musiała teraz uratować życie nie jednej, ale dwóch istot, z wyglądu balansujących już na cienkiej granicy bycia. Rozerwała ubranie na klatce piersiowej i otworzyła szerzej oczy ze zdumienia. Skóra czarodzieja była nie tylko pełna posiniaczeń, ale też odznaczała się wyraźnymi ugryzieniami, charakterystycznymi dla zatruć jadem. Za te postanowiła zabrać się pierwsze.
- Curatio Vulnera Horribilis – Wypowiedziała stanowczo treść zaklęcia w nadziei, że uda jej się szybko zagoić ukąszenia.
|Przechodzę do szafki zniknięć
[bylobrzydkobedzieladnie]




Our hearts
become hearts of flesh when we learn where the outcast weeps


Ostatnio zmieniony przez Cecily Hagrid dnia 04.11.18 18:11, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   02.11.18 19:37

The member 'Cecily Hagrid' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 53

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
 

Wyjście z kanałów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Ale kanał
» Kanały miasta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Doki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18