Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wyjście z kanałów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Wyjście z kanałów   17.07.17 2:12

First topic message reminder :

Wyście z kanałów

Odór nie tylko zastałej i zastygłej w błocie wody, ale rozłożonych resztek jedzenia, szczątków małych zwierząt i przede wszystkim szlamu, to podstawa, którą każdy wyczuwa, próbując przedostać się przez kanałowe przejście.
Łukowate, ale niskie sklepienie ciągnie się przez kilka metrów od ciasnego wyjścia. Ściany oblepione śliską materią zmurszałych glonów i skraplanej wody, idącej z oddalonego portu. Dno zaścielone jest stojącą wodą, a chlupot zamulonej, chwilami gęstej wody towarzyszy każdym krokom potencjalnego przechodnia. Zazwyczaj zalegająca brejowatą mazią, kanałowa ścieżka miewa miejsca głębsze, każące zanurzyć się przynajmniej do pasa w śmierdzącej brei. Od czasu do czasu można znaleźć nadpróchniałe deski, które ktoś zapobiegawczo ułożył dla mniej mokrej podróży.
Spostrzegawcze oko może od czasu do czasu dostrzec na ścianach niewyraźne, bordowe ślady, czy też dziwne nacięcia, odłupywane fragmenty skalne. Tylko zaznajomieni ze światkiem przestępczy wiedzą, że prowadzi tędy jeden z wielu przemytniczych szlaków. Równie brudnych... co śmierdzących.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 02.11.18 16:26, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Chwilowo bezrobotny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   04.11.18 18:38

Słyszał ich dźwięk. Wyrażany pod postacią inkantacji. Znał je dobrze. Znał je jakby na pamięć, choć nigdy dotąd nie zrobił nic, aby zrozumieć, co właściwie oznaczają. Powtarzane jak mantra, powtarzane w kółko, tuż nad jego głową, nad uchem. Magia, której nigdy nie pojął, daleka, znajdująca się poza jego zasięgiem. Słyszał te same głoski tańczące na jego piersi, po których spokój jakby wnikał w jego ciało. Przeskakiwał synapsa po synapsie, krążył siatką cienkich nerwów, aż docierał do mózgu i informował go, że już jest wszystko w porządku, że już będzie tylko dobrze. Że może być spokojny. Tylko dźwięk głosu się nie zgadzał. Sposób dzielenia słów, wyrażania inkantacji. Nie zgadzał się potem też zapach. Nie było ani szałwii, ani bergamotki, ani miodu, ani mięty. Był za to nieprzyjemny smród wilgoci, stęchlizny. Czuł się mokry, brudny. Włosy lepiły mu się do czoła, a materiał stroju do podrażnionej skóry. Pomiędzy nią, a koszulą znajdowały się jakieś drobiny, które wgniatały mu się w plecy nieprzyjemnie. Po skroniach spływała woda, wprost do uszy i za nimi, smyrając go przy tym lekko. Rozchylił oczy powoli i lekko, przyglądając się spod wpółprzymkniętych powiek najbliższemu otoczeniu, czernią, głębią przed sobą, ciemnością. Czuł się źle. Czuł się jak uszkodzona materia, niezdatna do samodzielnego życia, wadliwa, pełna ubytków, których nie potrafił wyczuć, ani nad nimi zapanować. Jakby znalazł się nagle w obcym ciele, jakby coś zjadało go od środka.
Nie znajdował się w Mungu. Nie rozpoznawał tego miejsca, prawdopodobnie nie był tu nigdy wcześniej. Przypominało coś, gdzie największym zagrożeniem będzie napadniecie przez bandytów, ale i to w tej chwili jawiło się jak poważne zagrożenie. Czuł się z każdą chwilą coraz gorzej. Nie wiedział, co się stało, jak tu trafił. Nie wiedział, jak zakończyła się walka, gdzie podział się Wright i Weasley. Obrócił głowę, dłonią próbował odszukać różdżkę, z którą się nie rozstawał, ale nie było jej nigdzie. Podniósł głowę, obrócił się — choć z trudem — na bok, z gardłowym warknięciem. Wymagało to od niego sporo siły, zakręciło mu się w głowie. Dostrzegł dziewczynę, zajmującą się Magnusem. Przyjrzał jej się, była sama.
— Kim jesteś?— spytał słabo, wspierając cały swój ciężar na lewym łokciu. Powoli podniósł się do pozycji siedzącej, rozglądając ukradkiem za różdżką. Źle czuł się bez niej. — Gdzie jesteśmy? Co się stało? — Musiał się tego dowiedzieć, nim cokolwiek postanowi. Spojrzał po sobie - jego koszula była rozerwana, ale pierś, choć mokra, brudna z zaschniętej krwi, wyglądała dobrze. Jakby mógł lada moment wstać i wrócić do walki.

| 61/215 cięte (4), zatrucia (140), tłuczone (10)





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Cecily Hagrid
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6548-cecily-hagrid https://www.morsmordre.net/t6560-slepohulk https://www.morsmordre.net/t6559-piesc-hagrida https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6562-skrytka-bankowa-nr-1658#167375 https://www.morsmordre.net/t6561-cecily-fallon-hagrid
Zawód : Ratownik w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You have not lived today until you have done something for someone who can never repay you
OPCM : 6
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 18
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   04.11.18 19:50

Nie miała pojęcia ile czasu minęło. Po szyi i czole spływały jej kropelki potu, a duszna atmosfera i okropny zapach bynajmniej nie wspomagały cyrkulacji powietrza w kanałach. Dziewczyna zrzuciła z siebie płaszcz i podwinęła spodnie by dać ciału, chociaż odrobinę przewiewu. Mimo wystąpienia kilku anomalii Cecily udało się przywrócić obu mężczyzn do przytomności, więc mogła teraz wziąć sobie chwilę należnego oddechu. Chociaż wymagało to od niej ogromnego wysiłku, efekty stanowiły wystarczającą nagrodę. Z zadowoleniem zauważyła też, że bezproblemowo poradziła sobie ze zdjęciem Petrificus Totalus, oraz jego wykryciem. Po raz kolejny sprawdzało się tutaj przysłowie, praktyka czyni mistrza, nawet ze średniorozgarniętego czarodzieja. Wyciągnęła ręce do góry i złączyła je w palacach, żeby rozprostować zasiedzone kości. Była to też idealna okazja do przyjrzenia się całej sytuacji dokładniej. Z pewnością nie miała tu do czynienia ze zwykłym wypadkiem. Tak duży splot okoliczności istniał tylko w wyobraźniach magicznych bajkopisarzy. Wyrzuceni przez fale wody w kanalizacji, ubrani w już rozerwane na strzępy, ale i tak, szaty dobrej jakości – nie byli przypadkowymi przechodniami. Niewiele było rzeczy, które wyzwalały w pannie Hagrid strach. Zwyczajnie zastanawiała się, czy teraz skoro doprowadziła obojga do akceptowalnego stanu, przypadkiem nie ryzykowała sprowadzenia ich kłopotów na samą siebie. Oczywiście, podstawowa pomoc była przydatna, ale obu panom brakowało jeszcze wiele do całkowitej sprawności. Cily miała nadzieję, że zgodzą się wraz z nią grzecznie dotrzeć do Munga i nie będzie musiała wygłaszać wyuczonej na kursach tyrrady odnośnie bezpieczeństwa i jakości lokalnej opieki medycznej. Wielokrotnie miała do czynienia ze skrajnymi przypadkami, najczęściej starych czarodziejów, ale zdarzali się też młodsi ranni, całkowicie odrzucających możliwość udania się do lekarza. Powodów bywało wiele. Oczywiście, mogli zwyczajnie nie wierzyć w jakość usług uzdrowicieli i dlatego kategorycznie odmawiać podróży. Częściej jednak chodziło o prywatne pobudki. Rzeźmieszkowie zajmujący się na co dzień szemranymi interesami, w wyniku których odcięto im palec lub inną kończynę, pokątni alchemicy i inne typy spod ciemnej gwiazdy. Persony te unikały szpitala jak ognia, przysparzając ratującym ich sporych problemów administracyjnych. Nie wspomniawszy już o zagrożeniu życia medyków. Ci tutaj nie wyglądali wprawdzie na pierwszych lepszych złodziejaszków, ale daleko im było do ucieleśnień aniołów. Inna sprawa – pojedynek. Cecily nigdy jeszcze nie widziała tak poważnych obrażeń od uroków używanych do walki. Nie była ratowniczką długo, ale widok ten przyprawiał ją o dreszcze. Z kim toczyli walkę? Czy tamci przeżyli? A może kwestią czasu jest kolejne wezwanie do łatania jakiś omdleńców? No i oczywiście, nie mogła zapomnieć o jednym pytaniu, czającym się gdzieś z tyłu głowy, w artykłach różnorakich gazet, podszeptach kumoszek dyskutujących gdzieś w kawiarni. O co właściwie walczyli?
Z zamyślenia wyrwał ją cichy, gardłowy jęk. Wyglądało na to, że poszkodowany nareszcie się obudził. Zerwała się z ziemi i ruszyła w jego stronę, kucając obok czarodzieja i przyglądając się uważnie efektom zaklęć leczniczych.
- Cecily Hagrid, ratownik Czarodziejskiego Pogotowia, do usług. – Odpowiedziała dziarsko, dodając nawet lekki uśmiech dumy, z tak wzorowego poradzenia sobie w trudnej sytuacji. Jeśli teraz mnie zabiją, przynajmniej umrę z czystym sumieniem, że dałam z siebie wszystko.
Rozglądnęła się po kanałach, przykładając do brody zwiniętą pięść w geście zastanowienia.
- Wygląda na to, że jesteśmy w kanałach. – Stwierdziła z prostotą, ale jednocześnie zmarszczyła zmartwiona brwi.- Ma pan kłopoty z pamięcią? Miałam nadzieję, że to pan mi powie co się stało... – Zapytała nieco zaniepokojona, ale zachowując radosny ton. Nie było sensu dodatkowo go niepokoić. – Pamięta pan swoje imię? Miejsce zamieszkania, lub zawód? – Rzeczywiście, wszystko układało się zbyt wspaniale, żeby coś jeszcze się nie zepsuło. Gdyby biedaka dosięgła dodatkowo amnezja, Cecily musiałaby wyłożyć wszystkie swoje uzdrowicielskie umiejętności na stół.
|Magnus: 93/280 elektryczne (20), cięte (19), tłuczone (3), zatrucia (140), psychiczne (5) [Petrificus Totalus zdjęte]
|Ramsey: 61/215 cięte (4), zatrucia (140), tłuczone (10)




Our hearts
become hearts of flesh when we learn where the outcast weeps
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Chwilowo bezrobotny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   05.11.18 20:42

Dotknął dłonią piersi, badając, czy jest prawdziwa, czy wszystkie żebra pod skórą są na miejscu, czy to jego własne ciało, czy obce, cudze, niechciane. Nie podwinął rękawa prawej ręki, by spojrzeć na Mroczny Znak i upewnić się, że wszystko jest tak, jak być powinno; nie mógł uczynić tego przy niej, powstrzymał instynktowny odruch, siadając i opierając się o lodowaty beton. Jego chłód przeszył go na wskroś, wywołał ciarki na plecach, dreszcze. Pot spłynął mu ciurkiem wzdłuż kręgosłupa. Rozglądał się w koło, gorączkowo, słabym wzrokiem sunącym, jak cień po mokrym wnętrzu kanału, w którym zalegały resztki wody, szukając swojej różdżki, która powinna gdzieś tu być. Być może zniknęła pod taflą śmierdzącej wody, pełnej resztek jedzenia, śmieci, zginęła gdzieś po drodze - jakkolwiek się tu dostali. Wyciągnął ręce i włożył je do ciągnącej się wąskiej kałuży. Prócz szczurzych kostek, nie odnalazł niczego interesującego. Dziewczyna, która kucnęła przy nim dopiero po chwili go zainteresowała. Wiedział, że mu pomogła - była przysłana przez kogoś, przybyła z Munga. Wiedział, że teraz z pewnością tak nie wróci, będą musieli oddalić się od szpitala jak najdalej. Teraz to najważniejsze, teraz, gdy są tak osłabieni. Zaintrygowała go. Jej nazwisko. Spojrzał na nią, kiedy się przedstawiła i powstrzymał głuche westchnięcie. Znał jednego Hagrida, znał ze szkoły, pamiętał kim był i co robił. Pamiętał, jak został wydalony z Hogwartu za trzymanie groźnej bestii, a raczej, jak to wszystko zostało skrzętnie ukartowane przez Tego, Którego Imienia dziś Nie Wolno Wymawiać. To nazwisko nie było mu przychylne, nie wróżyło wielkiej pomyślności. Musiał poradzić sobie sam, wybrnąć z sytuacji tak, by uniknąć dodatkowych szkód. Zmierzył ją spojrzeniem dobiegającym z mętnych, jasnych oczu. Biała były pożółkłe i przekrwione od krążącej we krwi trucizny, od wężego jadu, który szczęśliwie nie zatruwał ich organizmu silniej. Nie odpowiedział jej uśmiechem. Był zbyt słaby i zmęczony, by udawać w tej chwili — musiał myśleć o przetrwaniu, o tym, jak się stąd wydostać, wrócić do domu, zaszyć się w czterech ścianach. Choć i tam nie był bezpieczny, nie w tym stanie. Jeśli śledztwo już się toczyło w każdej chwili jego mieszkanie mogli zabezpieczyć aurorzy. Powinien zniknąć.
— Vasily — przedstawił się, kiedy powiedziała już wszystko, co miała do powiedzenia. Pokiwał głową słabo na znak, że pamięta. Nie zamierzał jednak zdradzać jej szczegółów, nie musiała wiedzieć. Kiedy poda jego dane nie powinni podważyć jej słów. Nikt nie wiedział, że jego brat nie żyje. — Zaatakowali nas — odpowiedział jej jeszcze, obracając się w kierunku Magnusa. Zebrał się w sobie, aby zbliżyć się do niego na kolanach i go przeszukać. Szybko natrafił na swoją maskę. Obrócił się lekko, by sprawdzić, czy dziewczyna za nim mu się przygląda. Korzystając z rozmiarów luźnego, choć mocno potarganego płaszcza, zabrał maskę i schował ją do kieszeni. Odszukał też swoją różdżkę, którą zamknął w mocno zaciśniętych palcach, a później wymierzył Magnusowi siarczysty policzek, by się ocknął. Nie pora na leżakowanie. Odpocznie, gdy trafi już do swojego wielkiego dworu, gdzie zagubi się na wiele dni, gdzie padnie nieprzytomny i zregeneruje swoje siły. Tu nie byli bezpieczni. Mogli ich szukać. Nie wiedział, jak zakończyła się ta walka.
— Dobry z ciebie dzieciak. Ale musisz zrobić coś jeszcze — odpowiedział jej, oglądając swoją różdżkę. Sprawdzając, czy nie jest zniszczona, nadłamana. Powoli spróbował się podnieść, podpierając ręką o ścianę. — Zdasz w protokole, że nie przeżyliśmy. Naszymi ciałami zajęli się bandyci, a ty musiałaś uciekać.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Cecily Hagrid
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6548-cecily-hagrid https://www.morsmordre.net/t6560-slepohulk https://www.morsmordre.net/t6559-piesc-hagrida https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6562-skrytka-bankowa-nr-1658#167375 https://www.morsmordre.net/t6561-cecily-fallon-hagrid
Zawód : Ratownik w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You have not lived today until you have done something for someone who can never repay you
OPCM : 6
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 18
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   09.11.18 19:08

Pierwsze na myśl przychodziło jej porównanie do wypożyczanych z biblioteki starych książek naukowych. Te używane przez pokolenia adeptów uzdrowicielstwa charakteryzowały się pomocnymi dopiskami, strzałkami i ręcznie rysowanymi schematami, dla ułatwienia życia czytającemu i zarazem ku uciesze kolejnych studentów.
- Vasily? I nic więcej mi nie powiesz, rozumiem? - Takie wrażenie właśnie sprawiał Vasily. Kimkolwiek był skrywał pełno sekretów i nadpisanych przez doświadczenia zagadek. Podobnie jak trudny naukowych żargon, nie dało się go szybko odczytać, a tym bardziej już zrozumieć sens poczynań. Cecily była inna, dzieliło ich zresztą dziewięć lat żmudnie zbieranych chwil. Jej książka pachniała nowością i zachęcała do czytania, nienadszarpnięta przez obce ingerencje dusza wciąż jeszcze żywiła nadzieję do ludzi, którą większość realistów dawno już zatraciła. Chociaż istotnie mogła sprawiać wrażenie młodej trzódki, nie była naiwna. Krótkie, ale intensywne przeżycia dały się dziewczynie we znaki i podchodziła do obcych ludzi z bezstronną energią, owszem, mając jednak w pamięci jak okrutni potrafią być. W milczeniu obserwowała jak zbliża się do drugiego leżącego i obszukuje go. Mogła mieć tylko nadzieję, że się znali i byli po jednej stronie barykady. Chwilę grzebał po jego kieszeniach, aby następnie, ni stąd ni zowąd wymierzyć nieprzytomnemu siarczyste uderzenie w policzek. Czyli się znają.
- Wiesz, że istnieją lepsze sposoby na ocucenie go? Idziesz na łatwiznę. – Stwierdziła zdawkowo, wciąż pilnując by ciało nie zdradziło rosnącego niepokoju i pozostawało rozluźnione. Otrzepała się z błota, wstała i odkleiła mokrą od potu koszulę od klatki piersiowej, by dać sobie odrobinę przewiewu. Na szczęście peleryna nie przylegała ściśle do rękawów, toteż z łatwością, podczas gdy brunet zajęty był swoim towarzyszem, ona sama zdołała dyskretnie wsunąć własną różdżkę w rękaw koszuli. Przezorny zawsze ubezpieczony. Nie zamierzała oczywiście nikogo atakować, wystarczył rzut okiem żeby wiedziała, jakie są jej szanse. Chociaż osłabieni, oboje czarodzieje zdawali się znacznie potężniejsi od panny Hagrid. I zdolni do wielu rzeczy. Mimo tego, że Cily wierzyła, iż na coś trzeba umrzeć, to nieszczególnie uśmiechała się ratowniczce wizja dołączenia do gnijących zwłok w brudnej wodzie. Mało heroiczne, ale i tak śmierci się zdarzają. Nigdy nie wiesz, kiedy się to stanie się. Prędzej czy później, w najbardziej nieprzewidywalnym momencie.
W milczeniu pokiwała głową analizując te dwa proste słowa: Zaatakowali ich. Nie widziała sensu w dociekaniu szczegółów, tak czy siak nie uzyskałaby więcej informacji, a nawet jeśli coś by powiedział, nie miała żadnej gwarancji o prawdziwości słów. Obserwowała z założonymi rękami jak Vasily bada swoją różdżkę z nabożną wręcz ostrożnością. Wyglądała niesamowicie i w niczym nie przypominała tej należącej do Cecil. Nigdy zresztą nie spotkała się z kimś kto posiadał, jak ona drzewiec z mango – wyjątkowo nietypowej na ich strefę klimatów rośliny. Nigdy nie zapomniała słów sprzedawcy, kiedy poczuła przyjemne, mrowiące ciepło w dłoni podnosząc ją z pudełka. Taka różdżka wybiera nieustraszonych i żądnych wrażeń. Uważaj jednak czasami brakuje im zdrowego rozsądku, dlatego szczególnie musisz baczyć na własne postępowanie. Życie na krawędzi ma swoje plusy, ale każda krawędź kiedyś się kończy.
Skrzywiła się na słowo „dzieciak” skierowane w jej stronę. Słyszała je już wielokrotnie, od wielu ludzi. Lekceważące, zbywające, jak machnięcie ręką na irytującą muchę, która lata komuś obok ucha. Tak zwracali się do niej niektórzy wykładowcy lecznictwa, kiedy widzieli, że ma trudność z jakimś tematem, to słyszała na miejscach wypadków, od starszych ratowników mówiących jej by trzymała się z tyłu i nie przeszkadzała. Nie odpowiadała wtedy słowami, zawsze wybierała wówczas milczenie. Zupełnie satysfakcjonowały kobietę ich miny, kiedy pisała egzamin na jeden z najlepszych filmików, biegała do rannych szybciej niż reszta i sprawniej zabezpieczała rany.
- Nic nie muszę, wszystko mogę. – Odpowiedziała mu powoli, spokojnym tonem, patrząc się prosto na mężczyznę. Nie znała go. Nie wiedziała nic. Co robił, dlaczego, czy przysłużył się komukolwiek innemu niż samemu sobie. Czy miał żonę, rodzinę, o którą się troszczył? A może należał do tych kroczących przed siebie w samotności. Jak ja. Niezależnie od tego, jaka była prawda, Cecily kierowała się jedną zasadą: Nie oceniaj ludzi, jeśli nie znasz ich myślenia i wartości, które wyznają. Dla nich Ty też możesz być głupcem.
- Mogę to zrobić, ale potrzebuję, żebyś coś mi obiecał. Jedna drobna obietnica dla nic nieznaczącego dzieciaka.




Our hearts
become hearts of flesh when we learn where the outcast weeps
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Chwilowo bezrobotny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Wyjście z kanałów   12.11.18 12:24

Nie odpowiedział jej w żaden sposób, nawet wzrokiem innym niż dotychczas. Uniósł tylko tylko spojrzenie szarych oczu na jej młodą, wręcz dziecięcia twarzyczkę. Wydawała mu się tak młoda, że aż trudno było uwierzyć, że była uzdrowicielem. Na pewno licencjonowanym. Wiedziała, że nie odpowie, nie zdradzi swej tożsamości, personaliów. Nie zamierzał ukartować swej śmierci, ale nie chciał, aby jego nazwisko rozbrzmiało w aktach, by przemykało pomiędzy rozmowami w Mungu. Nie dziś, gdy musiał wrócić do domu i nabrać utraconych sił. Aurorzy już wszczęli śledztwo w jego sprawie, pójdą za ciosem, będą działać szybko — on na ich miejscu właśnie tak by zrobił. Potrzebował czasu i zamierzał go sobie kupić w tej chwili, a może wziąć bezczelnie na kredyt u tej młodej dziewczyny. Zatrzymał tą chwilę na moment, zamroził ją pomiędzy nimi, uważnie wpatrując się w jej tęczówki. Patrzył na nią tak, jakby czekał na jej ruch, a przecież było odwrotnie. Szukał w jej twarzy zapewnienia, że nie uczyni nic wbrew niemu, że go nie zdradzi, że pomoże w sposób, jaki jasno określił.
Magnus był nieprzytomny — nie budził się, nie reagował na jego próby ocucenia. Zacisnął zęby, czując lekką irytację tym faktem. Nawet gdyby chciał go przenieść za pomocą magii, nie miał na to wystarczających sił, podobnie jak na zaciągnięcie go gdziekolwiek bez niej. Zerknął przez ramię na dziewczynę, ale jej użycie również nie wchodziło w grę. Nie był w stanie wziąć ją pod kontrolę. Był wyczerpany, doskwierały mu dreszcze. Cokolwiek się wydarzyło w Mungu odczuwał tego skutki.
— Obudź go — bo on sam nie był w stanie. Rowle leżał rozłożony na ziemi, zupełnie nic nie robiąc sobie z niebezpieczeństwa, jakie im groziło. Jeśli Weasley i Wright powstrzymali anomalię, jeśli wyszli z tego starcia cało, z pewnością uczynią wszystko, aby ich odszukać. Wiedzieli, że im szybciej ruszą na poszukiwania tym większe szanse na to, że ich dopadną, a zgłoszenie do Munga, na które odpowiedziała towarzysząca im uzdrowicielka łatwo ich doprowadzi do celu. Czas działał na ich niekorzyść, musieli szybko się stąd wydostać.
Mała, szczwana i butna. Tak właśnie o niej pomyślał, kiedy znów się odezwała. Powstrzymał chęć wywrócenia oczami — kontrolował siebie i swoje emocje, musiał kontrolować również mimikę. Tylko ona w tej chwili mogła im pomóc i jej życzliwość i kierunek rozwoju tej rozmowy zadecydują o tym, co się wydarzy za kilka, kilkadziesiąt minut. Oparł się ręką o wilgotny mur, zakręciło mu się znów w głowie, lecz skierował się twarzą w jej stronę. Oddychał powoli, spokojnie, ale niepokój szalał w nim, jak dopiero co zainicjowana burza.
— Oczywiście, możesz— poprawił się łagodnym tonem, nie próbując na niej niczego wymuszać. To źle by się skończyło. Po jej słowach już wiedział, że owa jedna drobna obietnica wcale taką nie będzie. Obejrzał się na Magnusa, z nadzieją, że siłą woli uda mu się go ocucić, by mogli spróbować zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu. Nie mógł pozostawić go na pastwę losu. — Co to takiego? Nie lubię składać obietnic, których nie mogę spełnić — skłamał gładko, zamierzając tymi słowami wzbudzić jej zaufanie. Zbliżył się do niej powolnymi krokami, cały czas podpierając się dłonią o ścianę. Włożył sporo wysiłku w to, by jego twarz wyglądała jak twarz ofiary, kogoś, kto boi się o własne życie i patrzy na nią z nadzieją, że pomoże odmienić los.
— Cecily — podjął cicho, wzdychając tuż po tym. Wokół było zimno i wilgotno, ale czuł ciąg powietrza, wiatr. Próbował wypatrzyć ponad jej ramieniem to, co czaiło się po drugiej stronie, ciemności, dokąd wychodził kanał.— Możesz mnie całkowicie uzdrowić?— Spojrzał znów na nią. Kiedy stanął przy niej zdał sobie sprawę, że wcale nie była taka mała. Stojąc wyprostowana była niespełna głowę niższa, a nawet nie. Nie wiedział, co mu dolega, ale ona na pewno znała odpowiedź na to pytanie. Może ocknął się byt wcześnie  — Nie czuję się najlepiej.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
 

Wyjście z kanałów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Ale kanał
» Kanały miasta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Doki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18