Wydarzenia


Ekipa forum
Pokój muzyczny
AutorWiadomość
Pokój muzyczny [odnośnik]03.05.15 1:17
First topic message reminder :

Pokój muzyczny

Obszerny pokój na piętrze, w zachodniej części dworku. Okna rzucają widok na pejzaż klifów nad Dover, za dnia oświetlając pokój pełnią słonecznego blasku blasku. Jasne, pastele i bogato zdobione ściany zdobi magiczny gobelin będący drzewem genealogicznym rodu Rosier; gałęzie krewnych ozdobione są czerwonymi różami, które bielą się w chwili śmierci. Dzieci oznaczone są drobnymi pąkami, a zdrajców krwi - ostatni trzy pokolenia temu - zwiędłymi kwiatami pozbawionymi imion. Nowe gałęzie wyrastają i dojrzewają wraz z pojawianiem się kolejnych pokoleń, cały czas znajdując się w sercu drzewa. Najmocniej wyeksponowanym fragmentem komnaty jest czarny fortepian, przy którym ustawiono szeroką ławę - dość szeroką, by przy instrumencie mogły przysiąść dwie osoby. Wśród na stojaku, znajdujących się pod ręką, najłatwiej znaleźć romantycznych kompozytorów, w tym Chopina, oraz suity baletowe w fortepianowej transkrypcji. Na okrągłym kawkowym stoliku nieopodal, przy którym ustawiono wygodne, obite kremowym aksamitem krzesła, znajduje się antyczny porcelanowy wazon, w którym zawsze czerwieni się bukiet świeżych róż. Nieopodal błyszczy stalowa harfa zdobiona morskimi motywami. Miękka, szeroka kanapa niewątpliwie sprzyja odpoczynkowi oraz relaksacji przy popisach artystycznych utalentowanej rodziny. Błyszczący parkiet zdobią jedwabne arabskie dywany, część podłogi jest naga - przystosowana do tańca.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pokój muzyczny - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pokój muzyczny [odnośnik]17.11.23 8:54
- Spróbujemy wobec tego je odnaleźć. Podpytałam już lady Cedrinę, w którym miejscu należy ich szukać, więc zadanie powinno być ułatwione. - Teściowa pomaga lady doyenne w codziennych pracach, jednak tylko wtedy, kiedy ta się doń zwróci. Od kiedy podczas przygotowań do ślubu Mathieu i Corinne zrezygnowała ze wskazówek starszych, są w stanie swoistej zimnej wojny. Matka Tristana, mimo iż od zawsze stroni od wylewności i wyrażania entuzjazmu, jest osobą chętnie stającą w pozycji mentorki. Problem polega jednak na tym, że lubi wdawać się z Evandrą w dyskusje, w których ta, zwłaszcza w ostatnim czasie, nie ustępuje.
- Dziękuję Wendelino, jesteś bardzo łaskawa - odpowiada uśmiechem. - Obejdzie się jednak bez eliksiru prawdy, choć przyznaję, iż byłoby to niemałe ułatwienie. - Przodkowie potraktowani veritaserum mogliby dopomóc w licznych interesujących lady Rosier kwestiach, nie tylko tych związanych z zielarstwem, ale i historią rodu. Evandra interesuje się nią od niedawna, ale już teraz czuje głód wiedzy, który nie jest do końca nasycony. Ale czy nie tak powtarza Tristan, że najlepsze pragnienia są tymi, których nie da się do końca zaspokoić?
Lady Selwyn nie dziwi półwili swoją próbą uspokojenia jej entuzjazmu. To nie pierwszy raz, kiedy spotyka się z podobnym, połowicznie sceptycznym nastawieniem. Szczęśliwie salamandra nie jest tą, którą trzeba długo namawiać.
- Naturalnie rozumiem - kiwa głową na potwierdzenie tych słów. - Jestem ci niezwykle wdzięczna za pomoc. Przyznam, że byłaś pierwszą osobą, która przyszła mi na myśl w tej kwestii. Twoje umiejętności, nawet jeśli nie do końca związane z interesującym mnie tematem, będą tu niezwykle pomocne, zwłaszcza że z pewnością znasz osoby, u których można by zasięgnąć języka. Napisałam też do lorda Rigela Blacka, który jest biegły w dziedzinie zielarstwa, lecz także nie miał dotąd doświadczenia z różami.
- [b]Jak najbardziej, zostaną ci spakowane, gdy będziesz opuszczać pałac. Nie muszę pewnie nadmieniać, że proszę o wyjątkową uważność. To wyjątkowa pamiątka
- mówi o starych tomikach, jakie pełne są alchemicznych zapisków. Przez pewien moment zastanawiała się jeszcze, czy to aby na pewno dobry pomysł, żeby dzielić się z Selwynami tajemną wiedzą, niektórzy mogliby doszukiwać się powodów do sprzeciwu, lecz Evandra zwykła zwracać się z prośbą o pomoc tam, gdzie jej rzeczywiście potrzebuje.
Subtelnie zerka na filiżankę Wendeliny, chcąc sprawdzić, w którym momencie picia naparu jest. Nie przystoi wszak przeszkadzać gościowi w trakcie.
- Przejdźmy się wobec tego, skorzystajmy z rewelacyjnej pogody - podsuwa uprzejmie, będąc już podekscytowaną wizją spaceru, jak i nieco zmęczoną czterema ścianami. Gdy zbyt długo przebywa w pomieszczeniach, łapią ją duszności, a nie wypada przy gościu zatrzymać się pod oknem i stamtąd też doń wołać. Odczekuje chwilę, iż lady Selwyn podniesie się z miejsca i wspólnie ruszają w kierunku ogrodów.

| zt x2



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]30.01.24 15:11
| 18.08

Ostatnie dni należały do najtrudniejszych w dotychczasowym, krótkim życiu Corinne. Młódka nie przeżyła w swoim życiu zbyt wielu przykrych zdarzeń, jeśli nie liczyć wybuchu anomalii oraz wydarzeń sprzed kilku dni. Od urodzenia była otoczona szczelnym ochronnym kloszem rodu, izolowana od wszelkich bolączek, które mogły spotykać zwykłych czarodziejów. Nigdy niczego jej nie brakowało, a materialne zachcianki były szybko spełniane. Nie zaznała nigdy biedy ani niedostatków, męscy członkowie rodu dbali o to, by włos nie spadł jej z głowy.
Kilka dni temu pojawiły się jednak rysy na bezpiecznym szklanym kloszu. Corinne chyba nigdy nie bała się tak bardzo jak wtedy, kiedy Mathieu wyciągnął ją z jej komnat i pospiesznie sprowadził do podziemi, gdzie przez całą noc wszyscy mieszkańcy dworu chowali się przed lecącym z nieba niebezpieczeństwem. To było coś wykraczające poza zwykłe ramy, wobec zagrożenia tego rodzaju wszyscy byli tak samo bezsilni i słabi bez względu na pochodzenie. Corinne po raz pierwszy w życiu poczuła się tak marna i nieznacząca wobec potęgi żywiołu, świadoma tego, że nawet nie byłaby w stanie skutecznie się przed nim obronić. Czy w ogóle ktoś był w stanie temu zapobiec?
Całe szczęście dwór przetrwał, choć nie całkiem bez szkód, jednak rola zatroszczenia się o ich naprawę spoczywała na mężczyznach oraz służbie. Niestety uszkodzony dach nie był jedynym problemem; od tamtego dnia różdżka zupełnie nie chciała jej słuchać i Corinne czuła się niczym charłak. Co, jeśli naprawdę nim została? Ta myśl budziła w niej przerażenie. Nigdy nie była szczególnie uzdolnioną czarownicą, jej umiejętności magiczne prezentowały poziom dość podstawowy i adekwatny do kogoś, kto ledwie rok temu ukończył Hogwart i nie był pilnym uczniem, ale i tak czuła się naprawdę dziwnie, jakby czegoś jej zabrakło. Na co dzień zazwyczaj używała różdżki do przywoływania sobie różnych przedmiotów gdy nie chciało jej się po nie wstawać, czasem bawiła się drobnymi transmutacjami, a gdy malowała, używała magii do ożywiania swoich obrazów, a teraz nie mogła robić nawet tak prostych i kiedyś oczywistych rzeczy. Jej służka także nie mogła czarować, ale dalej z poświęceniem usługiwała swojej pani pomimo braku magii, każdego ranka przygotowując jej ubiór oraz włosy, zachęcając ją do tego, żeby w ogóle wstała z łóżka i udawała się na wszystkie posiłki. Ale Corinne była bardziej apatyczna niż zwykle, bardziej wylękniona i niepewna przyszłości. Najchętniej szczelnie zawinęłaby się kołdrą i w ogóle nie wychodziła z łoża, ale służka każdego dnia cierpliwie ją z niego wyciągała, nie zważając na kaprysy, narzekania i płacze młódki, która wciąż przeżywała koniec świata. Nocami dręczyły ją koszmary pełne spadających meteorytów i zgliszcz jej do tej pory idealnego życia. Budziła się z nich z krzykiem, żałując że w tych trudnych momentach nie może przytulić się do mamy jak wtedy, kiedy była małą dziewczynką.
Teraz jednak była już dorosła, była pod opieką męża i jego rodu, ale nieustannie martwiła się także o ród panieński, mimo że jeszcze parę dni temu wysłała list do brata z zapytaniem o to, jak tamtą feralną noc przeżyto w Ludlow. Corinne nie należała do najmądrzejszych osób pod słońcem, więc nie rozumiała, co tak naprawdę się stało i dlaczego, a że jeszcze nie wystawiła nosa poza obręb dworu, to nie wiedziała też, jak mocno ucierpiała reszta kraju, i że tak naprawdę oni i tak mieli sporo szczęścia.
Nadszedł dzień jej dziewiętnastych urodzin, ale były to chyba najbardziej przygnębiające urodziny w jej życiu. Gdyby nie to, co stało się pięć dni wstecz, z pewnością przeżywałaby je mocniej i ciekawiej, w końcu nie codziennie kończyło się dziewiętnaście lat. Miała szczęście urodzić się w letnie wakacje, więc zawsze osiemnastego sierpnia znajdowała się w Ludlow i świętowała ten dzień z bliskimi oraz przyjaciółmi z zaprzyjaźnionych rodów. Te urodziny miały być pierwszymi w nowej rodzinie, i w minionych tygodniach wielokrotnie zastanawiała się, jak będą wyglądać, ale niestety los zadrwił z niej i zrzucił na barki wszystkich problemy znacznie poważniejsze, przez co święto Corinne zeszło na dalszy plan i mogła zapomnieć o choćby małym przyjęciu i odwiedzinach kuzynek i koleżanek, tak jak to miało miejsce w poprzednich latach. Osoby z którymi spędzała poprzednie urodziny miały teraz własne problemy w swoich dworach, i jedyne czym mogły Corinne uraczyć, to listy z życzeniami, choć i te dotarły jedynie od kilku osób. Było jej przykro, ale nie mogła mieć pretensji. Sama też nie miałaby teraz głowy do wizyt ani dobrej zabawy.
Najlepszym lekarstwem na smutki i ucieczką od trosk rzeczywistości zawsze była dla niej sztuka. Ale przez problemy z magią nie miała ochoty malować, więc wybór padł na muzykę. Udała się do pokoju muzycznego, ciesząc się, że był cały, i że do gry na fortepianie nie potrzebowała różdżki. Zasiadła na ciężkiej ławie, układając na niej ostrożnie poły swojej sukni. Całe szczęście jej stroje też nie ucierpiały. Otworzyła ciężką pokrywę i po chwili zastanowienia zaczęła grać jedną z najbardziej smutnych i nastrojowych melodii, jaka akurat przyszła jej do głowy. Wybór repertuaru w jej przypadku często zależał od nastroju; kiedy miała dobry humor wybierała bardziej żywe utwory, a kiedy była smutna, zdenerwowana lub zlękniona, jej muzyka także to odzwierciedlała. W Ludlow większość jej krewnych zdążyła to zauważyć, zwłaszcza jej brat i matka, którzy zawsze byli osobami dla niej najbliższymi; jej brat wręcz bezbłędnie odgadywał nastroje siostry po tym, jak grała. Muzyka wydobywająca się teraz spod jej palców zdradzała targający nią strach, niepokój i smutek, a oddając się jej, starała się odpłynąć myślami i nie wracać nimi do tamtego dnia.
Corinne Rosier
Corinne Rosier
Zawód : dama
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
...
OPCM : 4 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11795-corinne-rosier-avery https://www.morsmordre.net/t11797-listy-do-corinne https://www.morsmordre.net/t12113-corinne-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t11798-corinne-rosier
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]03.02.24 9:39
Nie istnieje sposób, by w kilku prostych słowach opisać widok sypiących się z nieba płonących gwiazd. Zatrzymujące serce przerażenie, niepewność względem przyszłości, stopy zamieniające się w kamień i niepozwalające ruszyć się z miejsca. Evandra doskonale pamięta moment, w którym stojąc na balkonie i wyglądając na ogrody wieczorową porą, ściągnęła jasne brwi w zastanowieniu. Jest wierną czytelniczką Horyzontów Zaklęć, poznała więc treści jego artykułów traktujące o zbliżających się ku ziemi gwiazdach. Także eksperci nie mieli pojęcia czym jest Corpus caeleste levitans, ani jakie będą jej bezpośrednie efekty. Rozpisywano się na tematy flory, ostrzegając jedynie, że to, co wystarczy zrobić, aby uchronić się przed jaśniejącą siłą gwiazdy, to zasłonić okno. Wtedy, wybałuszając oczy na rysujące się na niebie obiekty, była pewna, że firanki w niczym tu nie pomogą.
Gdy tylko usłyszała pierwszy huk wbijającego się w ścianę budynku kamienia, zerwała się z miejsca, wybiegając ze swoich komnat. ”Do podziemi!”, brzmiał komunikat, jaki dotrzeć miał do wszystkich mieszkańców oraz gości pałacu. Wybrzmiało jeszcze kilka uderzeń, jakby na potwierdzenie słów Evandry, nim wszystkich w Château Rose ogarnął chaos. Wspięła się na szczyt swoich możliwości, tłumiąc w sobie wszechogarniający strach. Jako lady doyenne winna nieść przykład i utrzymać dom w ryzach. Na domiar złego zamknięta pod piersią istota zbudziła się i wierciła niespokojnie, wzmagając u półwili poczucie słabości. Coraz ciężej jej się oddychało i łapało równowagę. Chwiała się na pantoflach na niewysokim obcasie, co rusz chwytając się wystających rzeźb czy blatów, by wydając kolejne dyspozycje, utrzymywać pion. To musiał być wpływ wysokiego czynnika stresu, ale wyjątkowo każdy rzucany na przechodzącego obok mężczyznę zdawał egzamin. Rzucała proste i jasne polecenia, zmuszając każdego do zgarnięcia innych osób i zaciągnięcia ich do podziemi. Sypiące się z nieba kamienie trzęsły domem w posadach, a zamknięci w krypcie czarodzieje mieli wrażenie, że ten zaraz wali im się na głowę. Jasnowłosa kobieta siedziała tylko na kamiennej ławie z przyciśniętym do piersi synem i nuciła pod nosem uspokajającą pieśń, nie pozwalając, aby strach znalazł odbicie na jej twarzy.
Czuje się doskonale, znacznie lepiej, niż przez cały czas trwania ciąży. Ma przypuszczenia, że jest to związane ze wbijającymi się w dach i ściany pałacu odłamkami meteorytów, które dziwnym trafem wyssały z Château Rose wszelką magię. Problem jest to olbrzymi, na który Evandra wyłącznie załamuje ręce i szlocha w skrytości, martwiąc się o jutro, jednak ta jedna, pozytywna rzecz sprawia, że czasem nie potrafi zetrzeć uśmiechu z twarzy. Oddycha pełną piersią, nie słania się na nogach, z trudem utrzymując pion, nogi nie są jak z waty, z łatwością unoszą ciężar jej i dziecka. Nawet koloryt skóry się poprawił, piękno lica półwili wcale nie zgasło, nawet jeśli wszystko wskazuje na to, iż krew matki i babki przestała pchać w nią swoją moc. Z podobną sobie lekkością przemierza korytarze, starając się obdarzać każdego ciepłym uśmiechem. To niezwykle trudny czas dla każdego z nich i wszyscy potrzebują podniesienia na duchu.
Odziana w jasną, luźną na brzuchu suknię znajduje się w korytarzu na piętrze. Wychodząc ze swoich komnat, od razu skierowała się ku pokojowi muzycznemu, trafnie odgadując preferencje młodej kobiety.
- Domyśliłam się, że tu cię znajdę - stwierdza, podchodząc nieco bliżej czarownicy i przystaje obok instrumentu, układając dłonie na klapie fortepianu. Spojrzeniem pełnym smutku, acz wyrozumiałości, obdarza szwagierkę. Sama tu przychodziła w chwilach kryzysu, przygrywając smętne melodie, przywodzące na myśl żal. Nie od razu pogodziła się z harfą, której dźwięki, choć zupełnie różne, zawsze kojarzą się Evandrze z silnymi przeżyciami, od podbudowujących serce radości, po głębokie przygnębienie. - Jak się czujesz, Corinne? Zauważyłam, że wydarzenia z ostatnich dni trochę tobą wstrząsnęły. - Jest już mistrzynią w sileniu się na spokojny ton. Melodyjność głosu wzbudza zaufanie, przywodzi na myśl matczyne ciepło. - Nie myśl, że zapomniałam, jaki dziś jest dzień. - Na półwilą twarz wnika szerszy uśmiech. Sięga do kieszeni spódnicy, wyjmując zeń niewielkie pudełeczko zawinięte w czerwony papier z motywem złotych róż. - Wszystkiego, co dobre, z okazji twoich urodzin. - Nachyla się nad instrumentem i wyciąga ku czarownicy pakunek. W środku znajduje się owinięta cienką bibułką cienka bransoletka, idealnie prezentująca się na szczupłej dłoni. Stworzona ze stopów klasycznego i białego złota ozdoba poprzetykana jest pnączami z drobnymi, błyszczącymi kolcami, wraz z kwiatami klasycznych róż. - Wiem, że nie tak sobie wyobrażałaś ten dzień. Aby ci to wynagrodzić, jestem dziś dostępna na twe zachcianki i potrzeby. Czy jest coś, co mogłabym dla ciebie zrobić? - oferuje się z sercem na dłoni i duszą na ramieniu. W ostatnim czasie niewiele miały ze sobą wspólnego, darząc się absolutnie różnymi zdaniami na temat tych samych kwestii. Dziś zamierza podać jej gałązkę oliwną, sprawdzić, czy uda im się odnaleźć nić porozumienia.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]04.02.24 2:58
Szczęście w nieszczęściu, że wrócili wcześniej z festiwalu. Corinne i Mathieu opuścili wydarzenie wtedy co Evandra, nie pozostali na końcowych obchodach, i w momencie końca świata pozostawali w dworze, mogli znaleźć ukrycie łatwiej niż w lasach Waltham. Corinne spanikowała, ale na szczęście jej mąż miał głowę na karku i zatroszczył się o jej bezpieczne sprowadzenie do podziemi, gdzie dotarli też wszyscy inni mieszkańcy, poza tymi, którzy nie wrócili z obchodów. To była najbardziej przerażająca noc w jej życiu, chyba nawet gorsza niż ta, kiedy wybuchły anomalie; wówczas była jeszcze w Hogwarcie. Spędziła jej większość kuląc się ze strachu między swoim mężem a służką, do głębi przerażona tym wszystkim, co się działo. Była tylko młódką, w dodatku chowaną całe życie pod kloszem, chronioną przed wszelkimi zagrożeniami, z którymi nie umiała radzić sobie sama, bo nikt nigdy tego od niej nie wymagał. Pragnęła wtedy wierzyć, że to tylko bardzo realistyczny koszmar, z którego wkrótce się wybudzi, ale niestety przebudzenie nie nadeszło.
Kolejne dni były spokojniejsze, bo już nic nie leciało z nieba, ale Corinne wciąż była wystraszona i przygnębiona tym wszystkim. Martwiły ją konsekwencje tych zdarzeń, także dla jej własnej magii, bo co, jeśli ten incydent uczynił ją charłaczką? Przecież pan ojciec nigdy by jej nie wybaczył, gdyby została charłakiem. Zawsze uczono ją, że charłacy są gorsi, niepełnowartościowi. Bała się także zburzenia swojego ochronnego klosza, była jak delikatny, szklarniowy kwiat, jak najdelikatniejsza odmiana róży, która marnieje i ginie po pozbawieniu szklanej osłony. Twardy chów Averych tworzył konserwatywne jednostki o silnym kręgosłupie światopoglądowym, ale w przypadku dam, nie przekładał się szczególnie na ich wytrzymałość na fizyczne niedogodności. Ojciec wychował ją w bardzo silnie patriarchalnym systemie, była przygotowywana do roli dodatku do męża i matki jego dzieci, nie zaś do roli osoby potrafiącej sobie radzić samodzielnie w trudnych sytuacjach. Ponadto niezwykle mocno umiłowała sobie luksusy i wygodę, i odarta z nich byłaby głęboko nieszczęśliwa. Tamtej nocy wizja odarcia z wygód i utraty swojego uprzywilejowanego statusu naprawdę ją przerażała.
Muzyka niosła spokój i ukojenie. Zawsze tak było, odkąd tylko nauczyła się grać pierwsze melodie jeszcze jako dziecko. Jej matka postępowała podobnie, kiedy ją coś trapiło. Mathieu zapewne był w rezerwacie; zdziwiłaby się, gdyby było inaczej. Była więc sama ze swoimi myślami i muzyką, ale nie na długo.
Głos Evandry wyrwał ją z zadumy, a palce zamarły nad klawiszami, melodia urwała się. Odwróciła się w jej stronę, mając wrażenie, że mimo okoliczności półwila wyglądała zdrowiej niż zwykle, coraz bardziej zauważalna była też jej brzemienność. Choć ich relacje nie zawsze układały się idealnie, Corinne ucieszyła się na jej widok. Nie chciała być sama. Wtedy w podziemiach chyba by zwariowała, gdyby była sama. Tamtego dnia była pod wrażeniem opanowania Evandry, tego że nie straciła głowy, kiedy przyszła chwila grozy, i że to prawdopodobnie dzięki niej nie było żadnych ofiar.
Powitała ją, a na jej bladej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Przesunęła się na ławeczce, było dość miejsca, by mogły usiąść obie.
Nie zawsze we wszystkim zgadzały się ze sobą w stu procentach, co zapewne było spowodowane różnicą w wychowaniu, pochodziły w końcu z rodzin o zupełnie różnych obyczajach i miały różne doświadczenia. Być może też Evandra nie była wychowywana tak mocno patriarchalnie jak Corinne. Młodszą z dam zawsze zniechęcano do wszelkiego wychodzenia poza sztywne ramy, od najmłodszych lat była w nie wdrażana, co przejawiało się nawet tym, że podczas gdy jej brat uczył się obchodzenia z trollami i innych męskich aktywności, Corinne uczyła się jak być damą i ozdobą męża. Ojciec i guwernantka zawsze powtarzali jej, że nie może być mądrzejsza od brata czy przyszłego męża i stępili w niej prawdziwą ciekawość świata nim mogła się na dobre narodzić. Zawsze była niczym koń z klapkami na oczach, prowadzony określoną ścieżką przewidzianą dla niej przez ród. Avery byli też rodem wyznającym dewizę „Niech nienawidzą, byle by się bali”, i przez wieki zmuszali poddanych do posłuszeństwa strachem, a ci, którzy się buntowali, często kończyli jako kamienne posągi na placu Ludlow. Wspaniałomyślność i troska, z jakimi podchodziła do poddanych Evandra, była więc dla Corinne nowością, czymś postępowym, świeżym, na przyzwyczajenie się do czego potrzebowała więcej czasu. Ale może żyli aktualnie w czasach, kiedy sam strach to za mało, żeby utrzymać lud w ryzach, i może to Evandra miała rację w tym, że próbowała wyciągnąć do nich rękę i okazać im dobroć?
- To było naprawdę… okropne – przyznała szczerze. – Tamta noc… Bałam się… Myślałam, że… to już koniec z nami wszystkimi. – Jej głos zauważalnie drżał, kiedy mówiła o trudnych przeżyciach. Nie osiągnęła jeszcze biegłości Evandry w panowaniu nad nim. Czym innym było udawanie jakichś emocji w normalnych okolicznościach, a czymś innym odnoszenie się do doświadczeń traumatycznych. Była młoda i niedoświadczona życiowo, ale kim nie wstrząsnęłyby tamte wydarzenia?
Uniosła lekko brwi, nie spodziewała się, że ktokolwiek w obecnym czasie pamiętał o jej urodzinach poza jej matką i bratem, i paroma najbliższymi kuzynkami i przyjaciółkami. Zauważalnie się ożywiła.
- Dziękuję – powiedziała, przyjmując pudełeczko i otwierając je. – Jest naprawdę piękna – pochwaliła podarek; bransoletka była delikatna, ale ładna, dobrze wpisywała się w gusta Corinne. Młódka niezwłocznie zapięła ją na swoim nadgarstku, podziwiając detale wykonania. – Miło mi, że pamiętałaś, mimo tych… parszywych okoliczności ostatnich dni.
Corinne doceniała podarek i dobry gest Evandry, zwłaszcza w obecnych okolicznościach. W czasach takich jak teraz budowanie rodzinnych więzi było szczególnie ważne, a Corinne nie mogła koncentrować się tylko i wyłącznie na tworzeniu ich z Mathieu, musiała nawiązać nić porozumienia także z innymi mieszkańcami dworu. Zdawała sobie też sprawę, że poprawa relacji z Evandrą jest ważna, bez względu na to, w jak różnych rodach zostały wychowane.
- Zanim wydarzyły się te okropności, wyobrażałam sobie dzień urodzin trochę inaczej. Miało być tak pięknie i beztrosko, myślałam o małym przyjęciu w ogrodach dla kuzynek i przyjaciółek, ale teraz… każda z nich ma z pewnością własne problemy. Wątpię, żeby ktokolwiek teraz miał ochotę na świętowanie. – Kto teraz nie miał trosk i zmartwień? Poza tym, ta magia… Corinne nie chciała pokazywać się krewnym i znajomym jako charłaczka, której różdżka była aktualnie tylko kawałkiem drewna i nie reagowała na żadne próby rozbudzenia mocy. – Będę wdzięczna, jeśli po prostu… będziesz. Ostatnie dni… były pełne nie tylko lęku, ale i osamotnienia. W dodatku martwię się też o swoją rodzinę, zwłaszcza o matkę i brata. I… o magię. Nie chcę być charłakiem – wyznała, wyrzucając z siebie część swoich lęków towarzyszących jej w dniach po deszczu spadających gwiazd. Czymkolwiek one tak naprawdę były. Czy to możliwe, że meteoryty mogły pozbawiać czarodziejów mocy?
Corinne Rosier
Corinne Rosier
Zawód : dama
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
...
OPCM : 4 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11795-corinne-rosier-avery https://www.morsmordre.net/t11797-listy-do-corinne https://www.morsmordre.net/t12113-corinne-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t11798-corinne-rosier
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]04.02.24 10:17
Jeśli Evandra miałaby porównać noc spadających gwiazd do anomalii, trudno byłoby jej te emocje zestawić. Podczas tych drugich nie była w pełni sił, zupełnie pochłonięta bezsilnością, przykuta do łoża na długie miesiące, nie była w stanie podjąć jakichkolwiek działań. Dziś ma znacznie większą sprawczość, więcej siły do radzenia sobie w trudnych chwilach, tylko czy to wystarczy?
- Rodzące się dziecko też krzyczy wniebogłosy, bo jest to dlań swoisty koniec świata. Nie ma pojęcia, co na nie czeka, jak wyglądać będzie przyszłość. Tak jak i my, obawia się o swoje życie, a jednak wszystko jest tylko etapem całości - podchodzi do tematu filozoficznie, zgodnie zresztą z własnymi przekonaniami. Wątpi, że będzie mogła sobie z młodziutką lady Rosier na ten temat podyskutować, ale nie byłaby sobą, gdyby nie rzuciła kilku pocieszających słów. Otacza młodą kobietę ramieniem i wzdycha ciężko, chcąc być dla niej podparciem. - Byłaś niezwykle dzielna, Corinne. Niewielu potrafi w podobnej sytuacji zachować spokój, nie siać szerszej paniki. - Tak, chociaż tyle dobrze, że nie krzyczała w szale i nie mdlała, jak jedna z kuchennych. Tamto dziewczę telepało się na równych nogach i szlochało w kącie, pocieszane przez resztę służących, zresztą równie mocno przestraszonych. Evandra działała inaczej, zupełnie zresztą swoimi odruchami zaskoczona. To nie pierwsza taka okazja, by pochwalić się siłą woli. Wyćwiczona już w trzymaniu swoich nerwów na wodzy wiedziała, że nie należy poddawać się tak skrajnym emocjom. Nie, gdy wokół spoglądają nań ludzie, oczekujący wsparcia. Lady doyenne zapragnęła być tym głosem, musi się nim stać, jeśli zamierza zdobyć serca ich wszystkich.
Obserwuje pojawiające się na twarzy czarownicy ożywienie. To wspaniałe, móc przynieść komuś odrobinę szczęścia, promień słońca w głębokiej czerni dnia, nadzieję na radość w ponurym nastroju. Ozdoba pięknie błyszczy na przegubie dziewczęcego nadgarstka, podkreślając dodatkowo niewinną urodę szlachcianki.
- Na przyjęcia jeszcze przyjdzie czas - rzuca pogodnym tonem, nie chcąc pogłębiać pogrzebowego nastroju. Gdyby jeszcze kilka dni temu wiedziały, że ograniczenie magii tyczy się wyłącznie terenów wokół pałacu, dziewczęta mogłyby się umówić poza jego granicami. Teraz jest już zwyczajnie za późno, a Corinne nie wygląda na dziewczynę, która poddaje się szalonym zmianom planów. - W chwilach przykrości jest przestrzeń na to, aby się rozchmurzyć. To niezwykle istotne, aby nie dać się im pochłonąć, przygnębiającym myślom. Wiem, że rzeczywistość do tego nie zachęca, ale musimy być silne, bo kto, jeśli nie my, dałby temu radę?
Półwila sama chciałaby, aby ktoś zwrócił się do niej tymi słowami i pocieszył w trudzie, przyniósł wsparcie. Tristan jest tym, który stale podnosi ją na duchu, nawet w beznadziejnej sytuacji znajdując promień nadziei. To zaskakujące, że tak świetnie się w tym uzupełniają, stając się sobie nawzajem podporą. Pomimo ostatnich trudnych tematów, Evandra nie zamierza znów poddawać się marazmowi. Zbyt długą drogę przebyła i zbyt wiele pracy wykonała, aby się teraz poddawać; ale czy tak jest na pewno?
- Oczywiście, że przy tobie będę. Dlaczego miałabym odejść? - pyta zatroskanym tonem i jeszcze przez moment gładzi dziewczynę po ramieniu, by wreszcie spleść ze sobą palce dłoni. Słowa Corinne są bolesną prawdą, wypowiedzianymi na głos obawami, jakie zaprzątają też jej głowę. Evandra także nie chce zostać charłaczką. Nie ma pojęcia, jak ta zmiana może wpłynąć na nią, a tym bardziej na dziecko. Co, jeśli zaburzy się jego rozwój, jeśli nie urodzi się w pełni sił? Wprawdzie stara wiedźma podczas rytuału mówiła inaczej, proroczy sen nie dawał wątpliwości, a mimo to serce spowija ciężar strachu. - To prawdziwie przerażająca chwila, Corinne, lecz nie ma powodów do obaw. - Kręci głową, siląc się na łagodny ton. - Sprawa ta wkrótce zostanie rozwiązana. Powzięto już pierwsze kroki, aby przeciwdziałać temu zjawisku, ale jest to coś zupełnie nowego i niespotykanego, więc nie wiemy, jak długo to może potrwać. - Nie ma zamiaru jej okłamywać, nie w każdej sytuacji. Powinna zdawać sobie sprawę w tego, jak poważna ona jest, zwłaszcza jeśli ma w przyszłości stać się podporą dla lady doyenne. - Proponuję ci, abyś starała się żyć dalej, nie zaprzątając sobie nazbyt głowy troskami. Może nowe zajęcie okazałoby się dla ciebie satysfakcjonujące? Z chęcią przyjęłabym twoją pomoc w kilku kwestiach. Jak sądzisz, dałabyś sobie z nimi radę? - Woli jej nadto nie naciskać, ale też nie widzi powodu, dla którego miałaby podtrzymywać kruszący się klosz.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]05.02.24 3:06
Tamtej nocy w podziemiach Corinne była tak struchlała ze strachu, że nawet nie miała siły miotać się pomiędzy grobami, a spędziła większość czasu kuląc się, wdzięczna losowi za to, że jej mąż był obok, a nie poza domem, i że przynajmniej o jego bezpieczeństwo mogła być spokojna. Mogli się nie kochać, ale dobrostan męża był kluczowy także dla jej dobrostanu. Bez niego byłaby nikim. Poza tym było coś kojącego w tym, że ten zwykle chłodny i niedostępny, skupiony głównie na smokach mężczyzna nie zawiódł jej tamtej nocy i był obok niej, co miało duży wpływ na to, że mimo strachu, jakoś przetrwała tę noc.
- Bałam się cały czas, ale dzięki obecności Mathieu było… łatwiej. Doceniam to, że przy mnie był – powiedziała, zdając sobie sprawę, że męża Evandry przy niej nie było. Na pewno musiała się okropnie bać o jego bezpieczeństwo, nawet jeśli trzymała emocje w ryzach. Losy tych, którzy zostali w Waltham dłużej, pozostawały nieznane aż do ich powrotu. – Gdyby go nie było, na pewno bałabym się jeszcze bardziej. I raczej nie dałabym rady tak sprawnie ogarnąć tego wszystkiego, jak ty to zrobiłaś, mimo że pewnie też się bałaś, tylko ukrywałaś to lepiej niż większość z nas…
Lęk był naturalną ludzką rzeczą, tylko głupcy nie bali się niczego. Corinne tamtej nocy była tak skupiona na swoich przeżyciach i lękach, że chyba nie znalazłaby w sobie siły, żeby jeszcze uspokajać innych. Ale dobrze, że koniec końców dwór przetrwał i jego mieszkańcy też. Uszkodzony dach pewnie będzie się dało naprawić, choć bez magii było to na pewno mocno utrudnione; nagłe charłactwo nie dotknęło przecież tylko i wyłącznie jej, i nie było wiadomo, czy było stanem permanentnym, czy może tylko czasowym. Miała nadzieję, że moc niedługo wróci, że to tylko chwilowe zakłócenia.
- Może kiedy wszystko się uspokoi, znajdzie się jakiś powód do świętowania – zgodziła się, dłonią delikatnie obracając bransoletkę na swoim nadgarstku, żeby lepiej ją obejrzeć. – Mam nadzieję, że te… problemy, wkrótce znikną. I że nigdy nie powtórzy się już nic podobnego. Na początku sierpnia, kiedy Mathieu zabrał mnie do rezerwatu, zastanawiał się nad tym, czym jest kometa i jej wpływem na smoki… Ale kto by pomyślał, że już wkrótce zgotuje nam ona takie okropności?
Czy ktokolwiek mógł to przewidzieć? Ale to już się stało, nie dało się tego cofnąć, i mogły tylko próbować sobie z tym radzić i wierzyć, że jakoś to będzie. Że ród przetrwa i wyjdzie z tego obronną ręką, równie silny jak wcześniej. Corinne i tak trzymała się lepiej niż myślała; gdyby choćby parę miesięcy temu ktoś jej powiedział, że coś takiego się stanie, to byłaby pewna, że chyba umarłaby ze strachu, a jednak żyła i trwała pomimo pewnych niedogodności.
- Pewnie masz też swoje problemy i obowiązki – zauważyła. – No i dziecko… - Rozwiązanie zapewne miało nadejść jeszcze w tym roku. Corinne nie miała jednak pojęcia, że od pierwszego sierpnia sama była brzemienna, było na to jeszcze o wiele za wcześnie, by zauważyć jakieś oznaki.
Wcale nie zazdrościła Evandrze pozycji, wiedząc z czym ona się wiąże. Bycie lady doyenne nie było tylko prestiżem, jak mogło jej się wydawać kiedyś, kiedy była dzieckiem, ale przede wszystkim bagażem wielu obowiązków i trosk, a przecież półwila nie była od niej wiele starsza. Pomimo tego, że czasem nie rozumiała niektórych jej poglądów, to były i kwestie, w których mogła ją podziwiać i zastanawiać się, jak ona to robiła i skąd brała tyle sił i zapału pomimo swojej choroby i brzemiennego stanu. Corinne zawsze miała raczej bierną naturę, od maleńkości uczona tego, że działanie to domena mężczyzn, i mająca za przykład takiej postawy swoją matkę, przy której bądź co bądź wychowywała się całe życie aż do ślubu, i proces zmiany myślenia nie był czymś, co mogło dokonać się w tydzień czy nawet w miesiąc. Wtedy, na jarmarku, jej zachowanie nie było wynikiem złośliwości, a zwykłego braku doświadczenia i nieumiejętności odnalezienia się w całkowicie nowej sytuacji, w jakiej nigdy nie znajdowała się, kiedy jeszcze była lady Avery.
Przyjęła jednak życzliwe gesty z jej strony, była otwarta na próby poprawy relacji. Być może to tamta noc była takim momentem przełomowym, uświadomieniem, że teraz to tu była jej rodzina, to z Rosierami przechodziła przez chwilę próby, i że Evandra w gruncie rzeczy dla nikogo w tym domu nie chciała źle, bo wydawała się być po prostu dobrą osobą, która przejmuje się losem wszystkich dookoła. Corinne była z natury egocentryczna, dlatego rzadko przejmowała się ludźmi spoza grona rodziny i przyjaciół. Avery nie należeli w końcu do najbardziej przyjaznych i otwartych rodów, choć jak na ich standardy, Corinne i tak była osobą towarzyską i artystycznie usposobioną, ale nie ustępowała krewnym w konserwatyzmie.
- Myślisz, że komuś uda się naprawić te wszystkie szkody bez magii? I że sama magia też kiedyś wróci, że nie straciłyśmy jej na zawsze? – zastanowiła się. Oby rzeczywiście zgodnie ze słowami Evandry dało się to rozwiązać. - Tak bardzo pragnę, żeby było po prostu... normalnie. Tak, jak jeszcze choćby tydzień temu.
Może nigdy nie było tak, że używała dużo magii, ani tym bardziej nie była w niej bardzo biegła, tym bardziej że przecież ledwie rok z kawałkiem temu opuściła szkołę i była w niej przeciętną uczennicą, ale często wystarczała świadomość, że ma tę różdżkę, że w razie potrzeby może rozwiązać z jej pomocą proste problemy dnia codziennego, typu przywołanie czegoś, co leży w drugim końcu pokoju. Ale wyglądało na to, że Evandra wie w tej materii niewiele więcej niż ona, i mogły jedynie się zastanawiać, co będzie i co przyniosą nadchodzące dni. Trudno było jednak zupełnie się nie kłopotać i udawać, że nic się nie stało, że wszystko jest w normie. Wiele rzeczy było teraz dalekich od normalności, a Corinne bała się myśleć, jak wyglądały inne miejsca w kraju.
Zastanawiała się też, jakie mogłoby to być zajęcie, biorąc pod uwagę że aktualnie żadna z nich nie mogła czarować, sprawy związane z życiem salonowym także musiały poczekać na lepszy czas, i pewnie najbliższe dni, może nawet tygodnie, przyjdzie im spędzać głównie w Chateau Rose, w obrębie Rosierów.
- Jakie to kwestie? – zapytała. – W czym mogłabym ci pomóc?
Corinne Rosier
Corinne Rosier
Zawód : dama
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
...
OPCM : 4 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11795-corinne-rosier-avery https://www.morsmordre.net/t11797-listy-do-corinne https://www.morsmordre.net/t12113-corinne-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t11798-corinne-rosier
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]08.02.24 9:20
Corinne robi to nieświadomie. Przywodzi znów na myśl tragiczne okoliczności, rozrywa zasklepiającą się powoli ranę, każe sobie przypomnieć o bólu oraz strachu, od których nie była przecież wtedy wolna. Towarzyszyło jej przerażenie, ściskało brzuch oraz gardło, odbierając głos, zatruwając umysł. Okrutnie bała się wtedy o całą rodzinę, zarówno tą obecną w pałacu, jak i znajdującą się poza domem. Czy odnaleźli schronienie i zamknęli się w bezpiecznym miejscu? A może zostali trafieni pierwszym z odłamków meteorytów i nie cierpieli zbyt długo, ginąc w obszernym kraterze? Evandrze łzy cisnęły się do oczu, powtarzała w myślach błagania o ich rychłym i bezpiecznym powrocie, ale musiała być silna dla innych domowników. Wszyscy wpadli w panikę, nie mogła ich ot tak zostawić na pastwę losu. Przewodzenie rodzinie jest jej obowiązkiem, jak mogliby jej zaufać ponownie, wiedząc, że nie potrafi pomóc swoim bliskim?
- Mathieu to dobry czarodziej, będzie ci towarzyszył w trudzie życia - potrafi tylko z siebie wydusić, nawet jeśli nie jest to do końca związane z prawdziwymi jej przekonaniami. Szwagier wiele razy ją zawiódł, lecz ma on w sobie pewną odpowiedzialność za rodzinę, nie pozwoli jej nikomu skrzywdzić.
- Nikt nie wiedział, co nadchodzi i z jakimi problemami przyjdzie nam się borykać - nawiązuje do ich rozważań o komecie. - Dziś już wiemy, że stajemy w obliczu licznych wyzwań, a pokłosie tego zdarzenia będzie z nami jeszcze przez dłuższy czas. Nie pozostaje nic innego, jak wspierać się nawzajem. - To oczywistość, ale musi wybrzmieć.
Kiwa też głową na kolejne pytanie, szczerze wierząc, że rozwiązanie pojawi się w najbliższym czasie. Musi w to wierzyć, bo nie ma przecież innego tropu ani innej ścieżki, jaką mogliby podążyć.
- Wierzę, że wkrótce ze wszystkim się uporamy. Nie znamy jeszcze prawdziwej natury tego niszczycielskiego żywiołu, ale mogę cię zapewnić, że nad neutralizacją jego skutków pracują odpowiednie do tego osoby. - Także do nich zawitali już specjaliści, aby ocenić poziom strat. Mówi się, że widziano już podobne efekty w innych rejonach Anglii, co jest tylko nieznacznym elementem podnoszącym na duchu. - Jeszcze będzie normalnie, kochana. Wszystko powróci na właściwe tory - mówi z wybrzmiewającą głosie mocą. Nie ma innej możliwości.
- Wiadomo nam, że nie jesteśmy jedynym domem, który ucierpiał podczas nocy spadających gwiazd - mówi, kiedy Corinne pyta o możliwość pomocy. - Silne trzęsienie ziemi sprawiło, że liczne gospodarstwa nieomal zrównały się z ziemią, ludzie nie mają dachów nad głowami, ani jedzenia do przeżycia. - Głos Evandry zmienia się, zdecydowanie poważnieje, kiedy wspomina o targających ją troskach. - Jeden z meteorytów spadł w okolicach Dover i zniszczył zabytkową budowlę, pozbawiając życia całą odwiedzającą ją wycieczkę. Do tego Maidstone zmaga się z powodzią. Naszym zadaniem jako panów Kent jest odpowiednio się nimi zaopiekować. Nie możemy zostawić ich samych sobie tylko dlatego, że sami borykamy się z problemami. Jako doyenne muszę myśleć o nich globalnie, każdemu poświęcając należytą uwagę. - Unosi jedną dłoń i szczupłymi palcami przesuwa po klawiaturze, nie wciskając żadnego z klawiszy. - Poza Château Rose magia zdaje się działać wciąż normalnie, powinno to przynieść ci większy spokój ducha, a ja chętnie przyjmę pomoc w działaniu na rzecz cierpiącej społeczności.
Półwila ma zaś mieszane odczucia względem opuszczania pałacu. Z jednej strony doskonale czuje się w domu, gdzie choroba nie daje się już we znaki, pozwalając zwyczajnie cieszyć się życiem, z drugiej zaś życie bez magii jest przerażające, za to z trzeciej jeszcze straszniejsza wydaje się być rzeczywistość poza tymi murami. Z całą pewnością są ludzie, którzy na kosmicznych anomaliach chciałyby coś ugrać. Ignorując wszelkie własne przeciwności losu, korzystałyby z okazji, aby wrogowi działo się jeszcze gorzej. Może i nie spodziewa się spotkać tuż za bramą Justine Tonks, tak szaleńców jej podobnych jest w świecie wielu.
- Przyjazd rodziny z Francji musimy nieco odsunąć w czasie, właśnie dlatego, że nie wiemy, jak długo będziemy mieć problem z magią. Możesz za to w ramach rozrywki zastanowić się, jakim aktywnościom moglibyśmy się oddać, kiedy już tu przybędą. Zaangażuj ogród, będzie o wiele lepszy dla kameralnych spotkań od sali balowej. W razie niepogody należy znaleźć konstruktora, który nałoży odpowiednie zaklęcia, jednak tym mogę się zająć już sama. - Na twarzy czarownicy pojawia się nagły grymas. Układa ona dłoń na krągłym brzuchu i oddycha nieco ciężej dla zrównoważenia wrażenia kręcenia się w głowie. Pomimo braku objawów serpentyny, nie jest wszak wolna od zwyczajowych trudów macierzyństwa. - Przepraszam, kochana, podasz mi proszę wody? - Odwraca się przez ramię i wskazuje dłonią na ustawionej na stoliku karafce. Normalnie wykorzystałaby do tego różdżkę, przywołała szklankę prostym zaklęciem; nie tym razem.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]08.02.24 14:38
Trudno było zapomnieć. Te wspomnienia będą dręczyć młódkę jeszcze długo, powracać w koszmarnych snach. Nieszczęśliwe wydarzenia miały to do siebie, że wypalały się w pamięci i niemal niemożliwym było pozbycie się ich, tym bardziej, jeśli do tej pory żyło się bardzo spokojnie i nie znało się trudów życia. Jedynym pocieszeniem było to, że nie była w tym sama, że to dotyczyło wszystkich domowników w tym samym stopniu, i pewnie nie tylko ich, bo przecież meteoryty nie spadły tylko w tej okolicy. Ale i tak mieli dużo szczęścia, nikt z Rosierów ani ich służby nie zginął, dwór też stał. Zniszczenia zostaną naprawione, ale wspomnienia zostaną długo, pewnie na zawsze.
- Naprawdę się starał tamtej nocy. I pogodził się wreszcie z matką – przyznała. Bo choć wiedziała, że Mathieu miał swoje wady, to nie mogła powiedzieć, że zostawił ją samą na pastwę losu. To właśnie on przybiegł po nią i zabrał do podziemi, i zaopiekował ją na tyle, na ile potrafił. Wychodząc za niego liczyła się zresztą z tym, że wśród małżeństw aranżowanych trudno szukać związków idealnych, i że jej małżeństwo nie będzie wolne od wad. Ich związek nie służył uszczęśliwieniu Corinne czy Mathieu, a dobru obu rodów.
- Pozostaje wierzyć, że już niedługo uporają się z tymi wszystkimi… komplikacjami. – Corinne się na tym nie znała, ale skoro lady doyenne zapewniła, że zostali zaangażowani odpowiedni fachowcy, to tak na pewno było. Może tęższe umysły poradzą sobie z usuwaniem skutków ubocznych skuteczniej, a Rosierowie zapewne mieli dostęp do najlepszych specjalistów w kraju. Mieszkańcom dworu pozostawało po prostu czekać na efekty ich prac i starać się przetrwać niedogodności. – Bardzo czekam na normalność. Żeby było tak jak do tej pory. Teraz jeszcze bardziej doceniam wiele rzeczy, na które wcześniej nie zwracałam uwagi i uważałam je za oczywistość…
Słuchała Evandry w skupieniu, choć nie wiedziała, jak sama miałaby pomóc. Jej znajomość trosk i bolączek ludu pozostawała na niskim poziomie, bo całe życie egzystowała w hermetycznej bańce, zadając się głównie z ludźmi równymi sobie urodzeniem. Jej rodzice za jej życia nie wychodzili do ludu i zwykłych mieszkańców ziem, więc w rodzinnym domu nie zaszczepiono jej wzorców zainteresowania życiem poddanych. Kompletnie nie wyobrażała sobie siebie opatrującej rany (przecież na widok nawet odrobiny krwi od razu by zemdlała!) albo nalewającej zupę dla wieśniaków. Brzemienna Evandra raczej też się do takich rzeczy nie nadawała. Do spraw wymagających brudzenia rąk czy siły fizycznej pewnie zawsze można było oddelegować kogoś ze służby. Ale może istniały inne sposoby, by pomóc i pokazać wspaniałomyślność, a nie wyjść z roli lady? Coś przyszło jej do głowy.
- Mam jeszcze trochę obrazów, które stworzyłam zanim… zniknęła magia. Chętnie ofiaruję je na jakąś aukcję dobroczynną, z której dochód mógłby zostać w całości przeznaczony na pomoc ludności Kent i odbudowę zniszczeń. Czy to dobry pomysł? – zaproponowała. Pewnie istnieli jacyś kolekcjonerzy, którzy mogliby nabyć obrazy i wspomóc szczytny cel, ich galeony wspomogłyby odbudowę zniszczonych domostw i wlałyby odrobinę nadziei w serca poszkodowanych. Słyszała że w przeszłości takie wydarzenia miały miejsce. Może nie była żadnym wielkim malarskim objawieniem, ale miała nazwisko. – Poza dworem magia działa? – zdziwiła się. Jeszcze nie opuszczała dworu, więc nie miała pojęcia, jak było poza nim. Czy to możliwe, że jej charłactwo było ograniczone tylko do tego obszaru? Niemniej jednak, trochę bała się opuszczenia względnie bezpiecznego obszaru, nawet jeśli nie było tu aktualnie magii. Pogrążony w chaosie kraj nie należał na pewno do bezpiecznych dla delikatnych dam, ale nawet ona zdawała sobie, że pewnie Rosierowie muszą pokazać ludowi swoje zainteresowanie i troskę o ich los w czasie kryzysu, żeby wzmocnić ich wierność i zapobiec szerzeniu się zwątpienia czy szkodliwych postaw. Lud musiał pozostać po ich stronie. – W jakim stanie są ogrody różane? Przyznam szczerze, że bałam się tam iść, przerażała mnie myśl, co mogło się stać z różami… - wyznała po chwili. Jak delikatne kwiaty zniosły tamtą noc? Czy może szczęśliwie nic nie uderzyło w szklarnie? Bała się widoku strzaskanych szyb i połamanych, zrujnowanych kwiatów, dlatego jeszcze nie zmierzyła się ze stanem faktycznym. Choć nie minęły jeszcze dwa miesiące od jej zamieszkania tu, róże były drogie jej sercu, przed tamtą nocą spędzała w rosarium przynajmniej trochę czasu praktycznie codziennie. – Może lepiej, żeby rodzina z Francji przyjechała, kiedy już wszystko zostanie przywrócone do normalnego stanu? Oby tylko pogoda jeszcze pozwalała na aktywności na zewnątrz – zastanowiła się; nie wiadomo, jak będzie wyglądać aura we wrześniu czy październiku, a listopad to raczej zbyt późno na zabawy na zewnątrz, było zimno, ponuro i dni stawały się krótkie. Ale lepiej, żeby rodzina nie ujrzała zniszczeń ani braku magii, a przybyła kiedy wszystko już będzie naprawione. – Mogę dla nich zagrać na fortepianie, gdy już przybędą, może Timothee także zgodziłby się na czymś zagrać? Moglibyśmy wystąpić w duecie, jeśli miałby ochotę. – Pamiętała, że młody Lestrange grał na jakimś dziwnym instrumencie. Zawsze wydawało jej się, że czarodzieje z Francji musieli lubić sztukę, skoro w Beauxbatons jej nauczano. Więc może zadbanie o ich doznania artystyczne będzie dobrym pomysłem? Corinne zawsze lubiła grać dla rodziny. Nie wiedziała jednak, jak liczni będą ci goście, nic o nich nie wiedziała.
Kiedy Evandra się skrzywiła, Corinne spojrzała na nią z niepokojem.
- Wszystko w porządku? Czy to dziecko daje o sobie znać? – zapytała, mając nadzieję, że to nic poważnego, i że półwila nie zacznie zaraz rodzić. Nie wiedziała ile jeszcze czasu pozostało do planowanego rozwiązania ani czy stresy ostatnich dni go nie przyspieszą. Nie znała się na takich sprawach, ale zdawała sobie sprawę, że jako dobra żona też pewnego dnia będzie w ciąży (nie wiedziała, że już jest), i że też będzie musiała dźwigać przed sobą wielki brzuch i niepokoić się o to, co dzieje się z maleństwem.
Normalnie też użyłaby magii, zaklęcie przywołujące należało do używanych przez nią najczęściej, ale aktualnie nie mogła się wspomóc nawet najprostszymi czarami. Pospiesznie podała jej wodę z pobliskiego stolika, gdzie wcześniej służka pozostawiła karafkę i szklankę na wypadek, gdyby Corinne zachciało się pić podczas gry. Zdawała sobie sprawę, że z takim brzuchem poruszanie się na pewno było utrudnione, poza tym wolałaby, żeby dziecko nagle nie wypadło jej na ziemię. W swojej ignorancji i niewiedzy odnośnie tego, jak dokładnie wygląda poród, taka wizja i obawa mogła pojawić się w jej głowie. Bądź co bądź była osobą, która aż do nocy poślubnej była przekonana, że dzieci zostają poczęte wskutek pocałunków, i że to między innymi dlatego aż do ślubu nie wypadało być sam na sam z żadnym mężczyzną spoza rodziny, nie mówiąc o całowaniu się z kimkolwiek. Dopiero od tamtego czasu zaczynała pojmować, jak pewne sprawy działają, ale ciąża i poród były wciąż przed nią.
Corinne Rosier
Corinne Rosier
Zawód : dama
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
...
OPCM : 4 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11795-corinne-rosier-avery https://www.morsmordre.net/t11797-listy-do-corinne https://www.morsmordre.net/t12113-corinne-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t11798-corinne-rosier
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]Wczoraj o 11:35
Do tej pory wszystkie wypowiedzi Corinne traktowała jak nieprzemyślane słowa rzucane w eter, niewiele mającego wspólnego z sensem, czy czymkolwiek, czym warto byłoby się zainteresować. Tym razem jednak młoda czarownica używa zwrotów, które alarmują półwilę, zwracając jej uwagę na byłą lady Avery.
- Doprawdy? - interesuje się nagle Evandra, a błękit jej oczu błyska. - Co to za rzeczy, które doceniasz bardziej? Co brałaś do tej pory za pewnik, a zaczęłaś przykładać doń większą wagę? - Nie traci okazji, aby wyciągnąć coś więcej z Corinne, kiedy ta ma jakiś przebłysk dorosłości, wszak żelazo należy kuć, póki gorące. A nuż okaże się, że dziewczyna ma w sobie więcej pomyślunku, niż wszystkim pokazuje.
Kiwa zaraz głową potakująco, wychwytując od szwagierki interesujący pomysł. Wprawdzie aukcja obrazów nie jest niczym nowym, czy zaskakującym, ale pomoc biednym ludziom także nie jest. Evandra wychodzi z założenia, iż należy sięgnąć wszelkich dostępnych sposobów na poprawę bytności innych. Tylko czy w obliczu takiej ogólnokrajowej tragedii, znajdzie się ktoś, kto będzie teraz zainteresowany malarstwem?
- To bardzo dobry pomysł, Corinne - chwali jej pomysłowość, zastanawiając się już, w jaki sposób to wykorzystać. - Tyle że musielibyśmy je zaprezentować szerzej, niż samej Anglii. Tutaj może być ciężko z funduszami, jak i miejscem, by te obrazy przedstawić. Zastanów się, które dzieła chciałabyś na ten cel przeznaczyć. - Chce zachęcić młodą czarownicę do zainteresowania się poważniejszymi tematami, choć nadal orbitującymi wokół jej pasji. Skoro sama wyszła z propozycją sprzedaży obrazów, może tych raczkujących pomysłów ma znacznie więcej.
- Działa, zupełnie, jakbyśmy tkwili w jakiejś dziwnej, antymagicznej bańce - mówi ze spokojem, bo z tą myślą już udało jej się oswoić. Nadal istnieje nadzieja, że wszystko powróci do swojego normalnego trybu, do zwykłej codzienności. Co innego mieliby zrobić? Przenosić Château Rose kamień po kamieniu? Należy czekać.
- Róże… - urywa wpół zdania, wahając się, w jaki sposób przekazać fatalne wieści czarownicy. - Są w opłakanym stanie. Odłamki meteorytu były dla nich okrutne, źle to wygląda. - Nie zamierza owijać w bawełnę i karmić jej miłymi, wygładzonymi słówkami. Musi zderzyć się z rzeczywistością, z taką, jaka jest. - Ogród wymaga sporo pracy, do jakiej czym prędzej musimy się zabrać, aby zdążyć przed zimą. - Wzdycha ciężko, przesuwając palcami po białych klawiszach fortepianu, nie wydostając zeń żadnego dźwięku. - Będziemy potrzebować wszystkich rąk do pracy, więc jeśli tylko będziesz mieć czas oraz siłę, chętnie zobaczę cię wśród róż.
Kiedy młoda czarownica zwraca jej uwagę na temat, o jakim rozprawiały jeszcze przed miesiącem, półwila rozszerza powieki, zupełnie jakby o czymś zapomniała, coś sobie uświadomiła. W tym całym zamieszaniu zdążyła zapomnieć, że na pierwszą połowę września zdążyła zaprosić krewnych do Kent.
- Masz rację, w takich okolicznościach nawet nie ma, co ich zapraszać - godzi się z jej słowami względem przyjazdu rodziny z Francji. - Nie możemy ryzykować, że coś im się stanie, kiedy mamy tak niepewne warunki do ich ugoszczenia - myśli na głos, przyjmując słuszność tych słów. - Jeszcze dziś poślę do nich sowy, choć pewnie wiedzą już, co się stało.
Czy tragedia objęła swymi bezwzględnymi ramionami wyłącznie Wyspy Brytyjskie, a może inne kraje także ucierpiały? W swym orędziu do ludności Minister Magii zawierzył Amerykanom, że udzielą im pomocy. Czy mają ku temu narzędzia?
- Już w porządku, dziękuję - uspokaja ją z bladym uśmiechem, przyjmując szklankę z wodą i upijając łyk. - Dziecko powoli zaczyna się niecierpliwić, ale musi trochę poczekać. Ma przed sobą jeszcze kilka miesięcy. Chcesz zobaczyć, jak kopie? - Wyciąga wolną rękę, by przyciągnąć do siebie dłoń Corinne i ułożyć na swoim brzuchu. Maleństwo porusza się w jego wnętrzu, wiercąc się i domagając atencji.
- Wprost nie mogę się doczekać, aż wy z Mathieu doczekacie się potomstwa. Chciałabym, aby w Château Rose wybrzmiał chóralnie dziecięcy śmiech, ale potrzebuję do tego twojej pomocy - śmieje się perliście, dzieląc się z Corinne swoim małym marzeniem. Pałac powinien wreszcie zalśnić pełnią swojego blasku, jednak nie składa się ona wyłącznie z różanego ogrodu i wystawnych przyjęć. To rodzina tworzy jego jedność, łączy moc i pozwala jej wybrzmieć z całą siłą. Do tego w ciągu ostatniego roku dąży Evandra, aby wszyscy Rosierowi stanęli pod wspólnym sztandarem, mówili jednym głosem.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Pokój muzyczny [odnośnik]Dzisiaj o 3:40
Tamta noc pokazała jej, że nawet w ich życiu nic nie jest stuprocentowo pewne, że nawet protekcja rodu nie jest w stanie zapobiec wszystkim niebezpieczeństwom. Że czasem działo się coś, co jest większe i silniejsze od nawet najpotężniejszego i najbardziej wpływowego czarodzieja, bo na kataklizmy naturalne nie było żadnej prostej rady. Nikt nie był w stanie zatrzymać komety i zapobiec temu, co jej fragmenty zrobiły z całym krajem. Wcześniej zawsze wydawało jej się, że ramiona męskich członków rodu uchronią ją, delikatną damę, przed całym złem świata, ale nie zakładała nigdy, że może wydarzyć się coś podobnego. W to pozwalano jej wierzyć kiedy była dzieckiem i nastolatką, ale nawet Averych nie ominęły teraz nieszczęścia. Fizycznie nic jej nie dolegało, ale ucierpiała jej psychika, nocami wciąż dręczyły ją koszmary, po których budziła się z krzykiem.
- Zawsze czułam się… bezpiecznie. Wydawało mi się, że ojciec, a później mąż uchronią mnie przed złem świata. Że to wszystko co mam jest stałe, niezmienne i pewne. Ale zrozumiałam, że przed tym, co zdarzyło się kilka dni temu, nie byliby w stanie mnie uchronić, choć i tak doceniam to, co zrobił dla mnie Mathieu – wyznała, nie wiedząc jednak dokładnie, jak ubrać swoje myśli w słowa. – I doceniam to, jak dobre i szczęśliwe życie wiodłam przed tamtym dniem, i mam nadzieję, że to wróci.
Lubiła czuć się bezpiecznie, spokojnie i dostatnio. Nie wyobrażała sobie żyć tak jak zwykli czarodzieje, bez luksusów i udogodnień. Bycie lady ją definiowało, bez tytułów i bogactw byłaby nikim. Kochała bycie lady oraz wszystko co było z tym związane, tym bardziej, że to dawało jej poczucie stabilności i bezpieczeństwa, a tamtego dnia zrozumiała, jak bardzo te niewidoczne gołym okiem i wcześniej tak oczywiste, że nie wymagające wielkiego zastanowienia aspekty były ważne.
- Może ta rodzina z Francji miałaby jakieś dojścia wśród tamtejszej śmietanki towarzyskiej? Jeśli Francja nie ucierpiała tak mocno, może właśnie tam znajdą się jacyś hojni kolekcjonerzy – zastanowiła się. Pytanie tylko, czy we Francji nazwisko Rosier niosło ze sobą taką wartość i prestiż jak w Anglii? Corinne nie była żadną wybitną mistrzynią malarstwa, miała pewien talent i umiejętności, ale największą wartością jej twórczości póki co pozostawało nazwisko. Była zbyt młoda, by osiągnąć tyle, ile osiągali artyści tworzący i doskonalący się przez wiele lat. – Mogę oddać wszystkie moje obrazy, jeśli będzie taka potrzeba, oczywiście poza portretami członków rodziny. Gdy magia wróci, namaluję nowe.
To nie był problem, żeby stworzyć nowe obrazy. Te które miała, szczęśliwie były schowane w garderobie czekając na oprawę, i przetrwały. Było ich kilkanaście, część stworzyła jeszcze przed ślubem i zabrała ze sobą po zmianie miejsca zamieszkania. Mogła oddać pejzaże i malunki kwiatów, tych miała najwięcej. Może będą mogły pomóc społeczności Kent, a dochód z ich sprzedaży przeznaczony na odbudowę domostw pomoże w pozyskaniu lojalności ludu wobec Rosierów. A Corinne wolała wybrać taką formę pomocy i zaangażowania, która zarazem nie zmuszałaby jej do brudnych czynności takich jak opatrywanie rannych czy podawanie im zupy, czy do nadmiernego spoufalania z gminem. Działalność artystyczna odpowiadała jej o wiele bardziej.
- Czyli to nie my zostaliśmy charłakami, tylko została zaburzona magia wokół posiadłości? Oby wkrótce do nas wróciła… - To było pocieszające, że to nie w niej tkwił problem i nie utraciła mocy, oby ktoś mądrzejszy od niej był w stanie uporać się z tym, żeby na terenie dworu wszystko wróciło do normy. Bardzo zmartwił ją jednak los róż, zdążyła się przywiązać do tutejszego rosarium i było to jedno z jej ulubionych miejsc w posiadłości. – Oby udało się je przywrócić do dawnej świetności po tym wszystkim... – zastanowiła się. Ale ostatecznie rośliny miały niesamowitą zdolność odrastania i regeneracji, jeśli przetrwały korzenie, mogły wypuścić świeże pędy i za jakiś czas znów zakwitnąć. – I tak raczej w najbliższych dniach nie będę opuszczać dworu, więc pomogę w zajęciu się różami. Może Vivienne też będzie chciała? Muszę ją o to zapytać… – Zawsze byłoby im raźniej. Ostatecznie wszystkie damy Rosierów musiały umieć obchodzić się z różami, i każda inna mieszkanka dworu miała w tym dłuższe doświadczenie niż mieszkająca tutaj półtora miesiąca Corinne, dlatego doświadczenia innych kobiet będą cenne i potrzebne, a Corinne im pomoże, przecież i ona kochała te róże i czuła się dobrze w ogrodach różanych, bardzo chciałaby, żeby jak najszybciej odzyskały świetność. Poza tym Evandra miała rację, znalezienie sobie jakiegoś zajęcia dobrze jej zrobi, bo może odciągnie jej myśli od rozpamiętywania tamtych wydarzeń i zamartwiania się o przyszłość.
- Może lepiej niech przybędą trochę później, kiedy dwór zostanie już doprowadzony do porządku? – Lepiej żeby krewni nie oglądali szkód ani nie musieli znosić braku magii, który utrudniał również pracę służby, przez co wszystko trwało dłużej i stwarzało pewne niedogodności. Poza tym Corinne w swej charłaczej wersji czuła się niepełnowartościowa, i nie miała zbytniej ochoty pokazywać się komuś poza domownikami. Może w późniejszych miesiącach nastanie lepszy czas na wizyty.
Zmartwiła się o Evandrę, bo nie wiedziała jak ta znosi swój brzemienny stan i kiedy nadejdzie moment narodzin dziecka. Dobrze jednak, że nic poważnego się nie działo i że to jeszcze nie był ten dzień.
- Bardzo chętnie – zgodziła się i pozwoliła poprowadzić swoją dłoń, delikatnie dotykając zaokrąglonego brzucha półwili, i mogła przysiąc, że poczuła lekkie kopnięcie. Aż uniosła brwi i uśmiechnęła się szerzej. Czy ona też kiedyś tego doświadczy? – Naprawdę kopie! I pewnie Evan już czeka na brata lub siostrę. – Spojrzała na Evandrę, jednocześnie rozmyślając o swoim pragnieniu macierzyństwa. – Też bardzo chciałabym dać Mathieu dzieci, najlepiej więcej niż jedno. – Jego życie jedynaka musiało być smutne, dobrze chociaż że miał kuzynostwo i nie był całkowicie sam. Corinne w dziecięcych czasach spędzała mnóstwo czasu z bratem i z kuzynami, więc doceniała wagę rodzinnych więzi. – Może pewnego dnia nasze dzieci będą razem dorastały i spędzały ze sobą czas? Byłyby rodziną, więc byłoby cudownie, gdyby w przyszłości nawiązały bliską więź. – Kiedy już się pojawią, to chciałaby, żeby nawiązały jak najlepsze relacje z dziećmi Evandry. Rodzina musiała trzymać się blisko i się wspierać. – Pokładam nadzieje w rytuale, w którym uczestniczyliśmy na początku Festiwalu Lata. Ale pewnie miną jeszcze tygodnie nim przekonamy się, czy rzeczywiście się udało.
Minęło zbyt mało czasu by wiedzieć, czy kiełkowało w niej nowe życie. Ledwie osiemnaście dni. Ale miała gorącą nadzieję, że się powiodło. Wciąż pamiętała tamtą noc po rytuale, to jak Mathieu zupełnie inaczej na nią spojrzał, i jak ona sama spojrzała na niego. Było zupełnie inaczej niż podczas drętwej i niezręcznej nocy poślubnej. Bardzo chciała zajść w ciążę i tym samym złączyć się z nową rodziną krwią, a także udowodnić swoją wartość i płodność. Sam ślub był dopiero połową sukcesu, brakowało jeszcze dzieci. Chciała także mieć małą, delikatną istotkę do kochania. Im szybciej się uda tym lepiej, zwłaszcza że im mniejsza będzie różnica pomiędzy dziećmi Evandry a jej dzieckiem, tym większa szansa na dobre i bliskie relacje między nimi. Po to były zawierane małżeństwa, żeby rodziły się dzieci, które będą kontynuować linię rodu i jego tradycje, które będą ich przyszłością, a zanim się nią staną, będą wnosić w mury dworu życie i radość. Dzieci mogłyby scementować jej relację z mężem (przynajmniej na to miała nadzieję), ale także stanowić czynnik, który poprawi jej relacje z Evandrą. Kiedy obie będą matkami, będzie je łączyć jeszcze więcej niż teraz, a początkowe różnice zdań może z czasem zostaną odsunięte na bok. Narodziny dzieci poprawią także jej pozycję w rodzie i może przestanie być postrzegana jako obca, która ledwie niedawno się wżeniła. Ale nie była też wolna od obaw. Bała się bólu porodu, tego że po ciąży jej ciało nie będzie już tak smukłe i idealne, ale też tego, czy znowu nie wydarzy się jakieś nieszczęście, które mogłoby zagrozić jej potomstwu.
Corinne Rosier
Corinne Rosier
Zawód : dama
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
...
OPCM : 4 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11795-corinne-rosier-avery https://www.morsmordre.net/t11797-listy-do-corinne https://www.morsmordre.net/t12113-corinne-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t11798-corinne-rosier

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Pokój muzyczny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach