Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ogrody
AutorWiadomość
Ogrody [odnośnik]08.08.17 18:36
First topic message reminder :

Ogrody

★★★★
Ogrody nie są duże, ale dostosowane do spacerów i wzniesione nie tylko z myślą o damach z klatkami piersiowymi ściśniętymi ciasnymi gorsetami albo dzieciach, ale i pozostałych gościach. Kręte ścieżki usypane drobnym czarnym kamieniem snują się wzdłuż tylko pozornie dzikich różanych krzewów i prowadzą prosto do zamkniętego labiryntu z żywopłotu, pośrodku którego szemrze kamienna fontanna z rzeźbami trzech syren. Bliżej wejścia, na rozległym półotwartym tarasie otoczonym najpiękniejszymi krwistymi różami, znajdują się trzy stoliki, a na nich oprawione w skórę karty dań oraz win z mieszczącej się na piętrze restauracji: za sprawą magii spełniane są nawet najciszej wypowiedziane życzenia, dania materializują się na stołach. Kafle tarasu mają barwę modrej wody, gdzieniegdzie rozjaśniane czerwonymi akcentami. W powietrzu unosi się zapach róż oraz nektaru fioletowych kwiatów o płatkach wielkości pięści, które ustawiono wzdłuż ścian budynku w wysokich porcelanowych wazonach. Przed wejściem na tereny ogrodu czarodzieje proszeni są o podanie nazwiska - jeśli nie jest to oczywiste - które jest następnie weryfikowane jako czystokrwiste.
Wstęp wyłącznie dla postaci krwi czystej. Muffliato.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:23, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ogrody [odnośnik]05.11.20 23:39
| 8 września 1957 r.

Jesień powoli zaczęła zadamawiać się w Londynie. Wrześniowe powietrze powoli zdawało się wilgotnieć, jakby miało być zwiastunem nie tylko deszczu, ale i czegoś większego. Spokój Angelici nie był jednak ani trochę zmącony w sposób, w jaki powinien. Na egzekucji wszak ostatecznie się nie pojawiła. Sama była tym zdziwiona, ale jej decyzja była wiążąca – nawet jeśli z reguły półwile cierpiały na nagłe zmiany zdania.
Nie było jej tam jednak, co oznaczało, że nie napawała się widokiem ścinanych głów. Nie widziała fontanny krwi ani nie dołączyła do władz w ferworze walki. O całym wybryku niejakiej Justine dowiedziała się wyłącznie z gazety i plotek, które każdy powtarzał na ulicy. Musiała przyznać, że przez chwilę na wzmiankę o stawianym przez buntowniczkę oporze poczuła niesmak i gniew, że w ogóle ktoś taki śmiał się pokazywać. Emocje jednak przeminęły, kiedy przeczytała, że odpowiednim służbom udało się pojmać kryminalistkę, która – jeśli złotowłosa dobrze usłyszała – nie zdążyła wyrządzić wiele złego. Miała nadzieję, że tak się to potoczy. I się nie zawiodła. Mordercy wszak nie zasługiwali na litość czy drugą szansę – trzeba było działać szybko. Zatruwali serca każdego, komu wtłaczali do żył swoje puste słowa.
Ledwie przekroczyła ramę prowadzącą do ogrodu, a już usłyszała dość znajomy kobiecy głos. Nie należał on jednak do żadnego z członków jej rodziny. Inaczej od razu poznałaby odbiorcę, nie patrząc nawet na twarz.
Jej wzrok zarejestrował w końcu właściciela, którym naturalnie nie mógł być nikt inny niż małżonka lorda Rosiera – lady Evandra. Blythe wyrzucała sobie nawet trochę, że od razu nie poznała, czyj on jest, bo obie miały w sobie niepodważalną lekkość i grację, ale po chwili przestała. Nie znały się w końcu tak dobrze. Kojarzyła ją z okładek pierwszych gazet, była wszak uważana w niektórych kręgach za celebrytkę, między innymi dzięki swojej wyjątkowej urodzie. W dodatku zdaje się, że dość często pojawiała się w Fantasmagorii. Poza tym jednak Angelica nie za dobrze ją znała i mogłaby przysiąc, że tak było wręcz ze wzajemnością.
Ach, naturalnie, lady Rosier – odpowiedziała krótko, ale grzecznie. Przedtem dygnęła lekko, jak ją uczono od dziecka. W końcu miała przed sobą przedstawicielkę arystokratycznych rodów. Niezaprzeczalnie cieszyła się jednak, że nie musiała kłaniać się w jakimś środku ogrodu a na ścieżce – inaczej ciężka łososiowa suknia okazałaby się zapewne nie lada problemem.
Słysząc pytanie, ogarnęła ją wątpliwość. Jej pojawienie się w Fantasmagorii nie było przypadkowe – czasem tu bywała, żeby przejść się po cudownych korytarzach czy by podziwiać oszałamiające spektakle. To miejsce nie było wszak takie zwykłe, słynęło z naprawdę inspirującego środka. Było dla niej prawdziwym skarbem jak szkatułka matki pełna błyskotek, którą znalazła kiedyś w dzieciństwie. Codziennie odkrywała w niej coś innego. Ale przede wszystkim panował tutaj pewien spokój. Fantasmagoria na tle wszystkich tych lokali w Londynie obecnie przypominała istną ostoję bezpieczeństwa – wolną od trosk i wszelkich obaw. A dla niej – jako artystki spragnionej ukojenia – nie mogło być nic lepszego od tego miejsca.
Jednak powód, dla którego Blythe trafiła akurat do ogrodów, gdy liście miały już barwę brunatną, był inne, niż przewidywała Evandra. Zgubiła się pośród tych wszystkich krętych korytarzy i pięknych pomieszczeń… Czuła się tu czasem, jak w zamku, którego nigdy nie posiadała. Mogła uciec gdzieś, gdzie nikt by jej nie znalazł.
Można tak to ująć – odparła pogodnie. Nie chciała wyjść na zawstydzoną, więc delikatny uśmiech od pierwszych jej słów do lady Rosier nie schodził z jej twarzy. Wiedziała, że ktoś pewnie uznałby za urocze to, że się zgubiła… Ale nie wypadało się do tego przyznawać. Nikt by jej teraz nie pobłażał, bowiem od dawna nie była już małą dziewczynką, choć zachowała niektóre nawyki z dzieciństwa.
Tak po prawdzie wpadła tutaj na spektakl, ale pomyliła godziny. Co więcej, chodziło o inny spektakl niż sądziła Evandra… Angelica jakoś chyba wolała oglądać starsze rzeczy. Ciężko było jej się przekonać do nowych.
Zajęła wskazane miejsce, wysłuchawszy słów Evandry. Zadbała o to, by suknia o nic nie zahaczała, choć był to wysiłek żmudny. W końcu ubrała dzisiaj dość wystawną sukienkę.
Hm, nastroje… – Zamyśliła się przez chwilę, walcząc z chęcią przyłożenia smukłego palca do ust. – To zależy, o którą sferę pytasz, lady. Paryżanie mają jednak obecnie na pewno mniej zmartwień niż my, Anglicy, bywalcy Londynu. – Potrząsnęła głową, jakby nie do końca pewna odpowiedzi. Francuzi w wielu dziedzinach różnili się od mieszkańców Wysp Brytyjskich. Inne poglądy, sposoby patrzenia na świat… Dzieliły ich nie tylko kilometry, ale przecież i historia.
Spłonęła delikatnym rumieńcem, kiedy została wymieniona jej kariera. Nie mogła się od tego powstrzymać, to było jak odruch, który rzadko się objawiał. W końcu inna kobieta chwaląca ją – jak się domyślała – tak szczerze, ocierała się niemal o niemożliwość. Reszta reprezentantek jej płci wszak zwykle ją gnębiła, będąc zazdrosnymi lub zbyt dumnymi, by uczciwie ją komplementować. Nie wspominając już o całej rzeszy szlachcianek w murach szkoły nienawidzącej Angelici za jej nazwisko – jakby to ona wybrała, by urodzić się w rodzinie, w której tak chętnie aranżuje się małżeństwa ze szlachcicami. Nie mogła więc zaprzeczyć, że to co powiedziała Evandra, odrobinkę jej pochlebiało.
Trudno mi się znowu zaaklimatyzować, ale myślę, że zmierza w dobrym kierunku – odparła zgodnie z prawdą. Nie było sensu jej okłamywać, gdy Blythe uważała, że intencje jej towarzyszki są szczere. – Chociaż raczej ciężko wytyczyć jakiś dalszy cel w tym wypadku, skoro jestem już solistką. – Była w naprawdę dużej rozterce. Nie wiedziała nadal, czy powinna poszukać jakiejś innej pracy, czy może starać się o posadę jakiejś mecenaski sztuki. W końcu poza marzeniem posiadania na własność pysznego dworku, nie myślała o niczym więcej. Może rzeczywiście powinna zastanowić się nad jakimiś pobocznymi pracami? W ten sposób na pewno zarobiłaby więcej.
Kątem oka zauważyła kapelusik na głowie lady Evandry. Rzeczywiście, te były ostatnio bardzo modne. Angelica jednak uparcie obstawała przy kwiatach we włosach zmieniających się wraz z porą roku. Dzisiaj wybrała dalie – królowe jesieni.
Wybacz, lady, ale dość długo nie było mnie w Anglii… Słyszałam o naprawdę sporych obostrzeniach, które po przyjeździe, zresztą sama musiałam regulować – zagadnęła swobodnie, licząc, że wyciągnie z rozmowy trochę więcej niż z gazet. – Czy więc lady skora byłaby opowiedzieć mi, co się stało w lutym i marcu? Sporo czytałam, ale wydaje mi się, że ty, lady Rosier, możesz wiedzieć znacznie więcej.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : 3
UROKI : 11
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila
Ogrody - Page 5 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Ogrody [odnośnik]21.11.20 14:01
Kwiaty wpięte w gęste włosy Angelique przypominały o dziewczęcości i niewinności, z jaką lady Rosier przez długi czas się utożsamiała. Dalie to królowe jesieni, symbolizowały piękno i subtelność, a ich śnieżnobiała odmiana zajmowała szczególne miejsce w sercu Evandry.
- W lutym i marcu? - Pojedyncza zmarszczka wpełzła na jej czoło, przedstawiając zamyślenie, powrót do wspomnień z tamtego okresu nie był dla Evandry najłatwiejszy, choć wedle własnych zapewnień zdążyła już pogodzić się z myślą zmarnowania ostatnich miesięcy. Niechętnie opuszczała wtedy swoje komnaty i nie interesowała tym, co działo się w świecie. Skupiona na własnym smutku, poddała się pogłębiającej depresji i dopiero teraz mogła z czystym sumieniem stwierdzić, że wreszcie na nowo odżyła.
Nie bez oporów wróciła myślami do tamtych dni i omawianych przy stole tematów. Radość po sukcesie wuja i wyzwoleniu Anglii od niebezpieczeństw związanych z anomaliami nie trwała długo. Korupcja w Ministerstwie Magii, śmierć szlachetnie urodzonych położyły się cieniem na dobrze zapowiadającej się wreszcie przyszłości. Niektóre twarze widniejące na listach gończych wydawały się znajome, widywane niegdyś na szkolnych korytarzach czy parkietach sabatów. Mieszkając w Kent nie miała bezpośredniej styczności z tym, co opisywano w gazetach. Spojrzenie zatrzymane na pomniku zamordowanych lordów uświadomiło ją jak wiele ominęła. Morgotha pamiętała jak przemykał w zamyśleniu pokój wspólny Ślizgonów, zamknięty we własnym świecie, tak usilnie nad czymś pracujący. Z Dorianem byli na jednym roku, lecz za bardzo się różnili, by mieć wspólne wspomnienia. Bijący od niego chłód odstręczał samą Evandrę, ale przecież nie mógł być złym człowiekiem. Tacy nie otrzymują pomników.
- Nie ma potrzeby powrotu do tamtych wydarzeń. Obostrzenia wprowadzono ze względu na nasze bezpieczeństwo. Wszystkim przyświeca jeden, wspólny cel, dzięki czemu nie musimy się niczego obawiać. - Łagodny głos w towarzystwie ciepłego uśmiechu mogącego rozwiewać wszelkie troski. Po co dokładać tej młodej damie, wrażliwej na krzywdę artystce dodatkowych zmartwień? Zresztą skoro i tak najgorsze mieli już za sobą, należało skupić się na pozytywach, a nie rozgrzebywaniu dawnych ran. - Lord Cronos Malfoy jest wybitnym czarodziejem, niejednokrotnie dał dowód swego zaangażowania. Zebrany wokół niego rząd dokłada wszelkich starań, by wypełnić złożone obietnice. Widziałaś już zapewne, mademoiselle, jak stolica nabrała kolorytu dzięki pracy, jaką wykonał Wydział Architektoniczny. Przyznam szczerze, że w ostatnich dniach nic tak nie napawało mnie radością, jak myśl o wieczornym spacerze po odbudowanej części Londynu. - Sięgnęła po filiżankę i oparła się wygodniej na ogrodowym krześle. Zgrabnie ominęła temat zakłóconej w sierpniu egzekucji, choć jeśli Angelique była w tamtym czasie w Londynie, to na pewno o tym wiedziała. Jej obecność w tym miejscu świadczyła o tym, że podziela tradycyjne przekonania i zasługuje na słowa wsparcia. Czy Tristan nie mówił o świeceniu przykładem i wskazaniu właściwej ścieżki? Evandra wzięła sobie jego słowa do serca, zdecydowała się dać mu szansę i zaufać otrzymanym radom. Ich kraj zasługiwał na to, by naprawić błędy przeszłości, przynajmniej w ten sposób mogła zaangażować się w sprawę i zabrać z barków swojego męża choć jeden z problemów.
Zawiesiła zaciekawione spojrzenie w swojej towarzyszce, przechylając przy tym nieco głowę, jakby się nad czymś zamyśliła. Delikatny rumieniec, jaki zapłonął na policzkach panny Blythe wskazywał na to, że nie przywykła do komplementów. Dla Evandry dostrzeganie piękna i dzielenie się nim było rzeczą naturalną. Doświadczyła niegdyś przykrości, ale zawsze wynikało to z popełnionych przez nią błędów, a nie przez pochodzenie. A przynajmniej taką miała nadzieję. - Czy solistom trudniej jest walczyć o uznanie? - spytała, upijając łyk herbaty. - Myślę, że twemu talentowi nie oparłby się żaden znawca sztuki. Może pod czyimś patronatem udałoby ci się odnaleźć inspirację i na nowo wyznaczyć cele? Nie powinno się rezygnować z marzeń, zwłaszcza gdy przynoszą nam radość. - Celowo zwróciła uwagę na umiejętności, chcąc dać jej do zrozumienia, że są nie mniej ważne, niż uroda i czar.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Ogrody [odnośnik]11.12.20 0:25
Luty i marzec spędziła w letargu. Z dala od domu, z dala od informacji. Jedynych wiadomości zasięgała z płotek, a wiedziała, że im nieszczególnie należy ufać. Nic dziwnego, że zapytała więc o te dwa miesiące niemal odruchowo. Kiedy w końcu przyjechała do ojczyzny, zastała ją w niemalże kompletnej ruinie. Zastanawiała się, czy było to winą zaniedbania obywatelskiego obowiązku przez obecne władze czy może niszczycielską działalność buntowników. Zapewne jedno i drugie, choć mało kto zechciałby przyznać.
Nie sądziła, by szlachta przez ten czas dobrze się bawiła. Zakładała, że nawet jeśli mieli różne przyjęcia i bale, w dobie wojny raczej ciężko byłoby im się cieszyć z tak przyziemnych rozrywek. Arystokratki – choć większość tych, które zdążyła poznać w Beauxbatons, była pusta i próżna – musiały również bardzo się zamartwiać. Nawet jeśli nie walczyły bezpośrednio na froncie, to przecież strzegli ich bracia, mężowie, ojcowie, kuzynowie… a także synowie. Oddawali życie, by zapewnić bezpieczeństwo swoim bliskim. I chociaż niezaprzeczalnie należało to do bohaterskich czynów, ich rodziny zawsze na tym cierpiały. A prawda przecież była nieugięta – ich poświęcenie było kroplą w morzu potrzeb, które prędko zostało zapominane. W wyższych sferach być może długo ich pamiętano. W średniej czy niższej – łatwo zaś zapominano. I nie miało zbytniego znaczenia to, czy ktoś był za życia dobry czy nie. Kiedy serce przestawało bić, każdy – żebrak, gwałciciel, kieszonkowiec, lord – zamieniał się po prostu w nieboszczyka. Jedyna różnica była taka, że ci o większym szczęściu spoczywali w kryptach. Pozostali zaś na cmentarzach, przy swoim domach lub – zdecydowanie najgorszy koniec ze wszystkich – w zbiorowych mogiłach. W życiu nie chciałaby podzielić takiego losu i wizja śmierci trochę ją przerażała. Tym bardziej więc cieszyła się, że nie wyszła za szlachcica i nie musiała znosić równie zapalczywej osobowości swojego męża co jego poglądy. W przeciwnym wypadku któregoś dnia na pewno pękłoby jej serce, gdyby się okazało, że – w ramach obrony swoich konserwatywnych poglądów – jej partner życiowy został ugodzony do żywego w walce.
To były jednak jej luźne spekulacje. Mogła tylko próbować domyślać się, co czuła przez ten czas Evandra. Nawet jeśli jej mąż był – jak sądziła Angelica, w końcu każdy Rosier sporo znaczył w czarodziejskim świecie – potężną personą, nie mógł przecież oszukać śmierci. Jeżeli trafiłby na odpowiednią osobę, pewnie również by zginął. A półwila zostałaby wówczas wdową. Stałaby się samotna, jeśli wcześniej nie pękłoby jej jak Angelique serce.
Słowa Evandry uspokoiły młodą Blythe, ale nie do końca. Niezupełnie jej ulżyło, bo domyślała się, że nawet jeśli z miastem dzieje się coś niedobrego, arystokracja będzie starać się utrzymywać, że wszystko idzie w dobrą stronę. Cóż, nie żeby nie szło pod ich panowaniem, bo szanowali tradycję jak mało kto i nigdy nie chcieliby się bratać z tymi okropnymi mugolami, ale – z trudem musiała to przyznać – tak uwielbiana przez szlachcianki „Czarownica” nie zawsze mówiła wiele na temat bieżących wydarzeń. Oczywiście – jeśli chodziło o najnowsze trendy w modzie czy w muzyce, czytelnicy tego czasopisma dowiadywali się o tym jako pierwsi. Ale kiedy mieszkańcom coś zagrażało? Autorzy gazety poświęcali temu może jeden wpis, a gdzie pozostałe informacje, fakty? Myśleli, że dadzą radę przejść niezauważalnie z tak poważnego tematu na jakiś drugi, związany ze sławą czy mariażami? Ale może ona po prostu tak dobitnie widziała teraz to czasopismo, bo dopiero co przyjechała do Londynu? Nie zdziwiłaby się. Kiedyś w ogóle jej ono nie przeszkadzało. Może była rozdrażniona, bo akurat to ostatnimi czasy aż nazbyt często jej się zdarzało.
To prawdziwa ulga, lady Rosier – odpowiedziała zdawkowo z lekkim uśmiechem. Nie musiała dodawać nic więcej – były damami, a damy przecież kryły przed sobą wiele tajemnic. Zresztą, niezupełnie skłamała – przecież częściowo jej ulżyło dzięki temu zapewnieniu.
Nie znała prywatnie obecnego ministra magii, a przez ten czas raczej niewiele bywała w Londynie, więc trudno było jej ocenić jego wysiłki. Niemniej doceniała to, że Evandra starała się wyjaśnić jej wszystko na tyle, ile umiała. Gdyby Angelica trafiła na jakąś inną przypadkową szlachciankę, mogłaby się założyć, że ta sam jej widok nagrodziłaby pogardliwym prychnięciem i minęła ją w progu, zostawiając ją samej sobie. Nie mogłaby nawet o nic zapytać, tylko stać głupio ze spiętym wyrazem twarzy.
Lord Malfoy? Chciałabym go poznać. Z twoich opowieści, lady Evandro, wynika, że jest naprawdę wybitnym czarodziejem – odparła w zamyśleniu. Nie chodziło tu o żadne zaloty czy perspektywę ewentualnego małżeństwa – po prostu. Chciała go poznać. Wydawał się ciekawą postacią. Bardzo zaangażowaną w politykę i wiedzącą być może najwięcej na temat obecnych reform. Szkoda jedynie że był szlachcicem – większość z nich, kiedy spotykała Angelicę, albo z miejsca chciała uczynić z niej swoją kochankę, albo zrobić z niej podopieczną w obszarze sztuki, zasypując ją błędnie odbieranymi przez wszystkich prezentami. Chociaż skoro jest Malfoyem to może ma jakiś większy szacunek do tak uzdolnionych istot jak ona?
Pytanie zadane przez Evandrę było całkiem dobre. Problem jednak leżał w tym, że Angelica – świadoma swojego pochodzenia – nie do końca wiedziała, gdzie jest granica między jej własną pracą a genami. Jak poznać, że ktoś uznał jej śpiew za cudowny a nie otaczającą jej aurę? Taki biedaczyna przecież nieustannie mówił, że to jej głos jest piękny, a to jej misternie układane włosy czy wiedza o muzyce… Choć nie wiedziała o niej nazbyt wiele.
Myślę, że to zależy od nas samych – wypowiedziała słowa, uciekając w bok wzrokiem w zamyśleniu. – Jeśli soliście doskwiera pycha to nawet z ogromną publicznością nigdy nie będzie zadowolony. Zawsze będzie mu czegoś brakowało. – Odpowiedź była nieco wymijająca, ale naprawdę nie wiedziała, jak ma odpowiedzieć. W końcu nie mogła przecież powiedzieć: „Sądzę, że ja akurat mam sporą widownię dzięki swoim wilim genom”. To zabrzmiałoby arogancko. I mało bezpiecznie.
Rzeczywiście, mecenas sztuki, który objąłby ją swoim patronatem, ale nie wykorzystując tego, by zapraszać ją nieustannie na kolacje, mógłby być dla niej podporą. Sprawiać, że chciałaby się jeszcze bardziej doskonalić… i występować dla czegoś więcej niż głównie dla pieniędzy, które zamierzała przeznaczyć na budowę swojej samotni.
W istocie, to wspaniały pomysł – westchnęła nieco dramatycznie, jakby delektując się goryczą w ustach. – Ale dotąd nie udało mi się znaleźć kogoś odpowiedniego. – Był pewien Crouch, ale on się nie liczył. Może była mu muzą, natchnieniem, które chciałby uwiecznić i wznieść na piedestał… Ale to kompletnie nie taka relacja! Potrzebowała kogoś starszego, kto doglądałby jej kariery jak swojej.




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : 3
UROKI : 11
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila
Ogrody - Page 5 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Ogrody [odnośnik]25.12.20 0:03
Gdyby tylko Evandra usłyszała o rozmyślaniach panny Blythe o życiu pozagrobowym, chętnie rozwinęłaby temat w szerszą dyskusję. Do kwestii własnej śmierci podchodziła już z dystansem, a raczej tak twierdziła (albo twierdziłaby, gdyby ktoś chciał z nią o tym rozmawiać). Objawy ciężkiej, nieuleczalnej choroby nasiliły się w zeszłym roku, gdy szalały anomalie, zbierając sute żniwo. I o ile wizja śmierci z zasady nie napawała radością, to lady Rosier twierdziła, iż nie ma się czego obawiać, gdy jest się pogodzonym z samym sobą. Jednakże jeśli w grę wchodzili jej najbliżsi… Oczywiście, że bała się każdego dnia, gdy Tristan opuszczał pałac, zwłaszcza kiedy oznajmił jej do jakiej organizacji przystąpił - nazwa Śmierciożerców nie brzmiała zbyt zachęcająco. Wierzyła w zapewnienia o tym, że czynią to, co słuszne, że walczą o lepsze jutro, przywrócenie ładu i porządku, nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Mimo iż Evandra wciąż nie była pewna uczuć, jakimi darzyła swojego męża, to jej serce rozsypałoby się na milion drobnych kawałków, gdyby dowiedziała się o jego śmierci. Podobnie wyglądała sytuacja z Francisem, któremu kilkakrotnie zdarzyło się doprowadzić ją na skraj szaleństwa swymi nieroztropnymi decyzjami. Jak będąc tak bardzo przywiązanym do drugiego człowieka, darząc go tak wielką miłością, nie odchodzić od zmysłów?
Czarownica była magazynem na pań, dla których najważniejsze były aktualne plotki towarzyskie, dział z modą. W artykule poświęconym polityce zapisano kilka złotych zasad, które rzeczywiście warte były zapamiętania, ale czy między nimi, kobietami, należało się tak oszukiwać? ”Nie odzywaj się niepytana”, “zmień temat”, “usługuj innym”. To prawda, że wiele pań na jakąkolwiek polityczną wzmiankę zaśmiałoby się nerwowo, uznając próbę poruszenia tego tematu za iście dowcipną.
O lordzie Malfoy’u można było mówić długo, a przynajmniej tak się Evandrze wydawało. Czym tak naprawdę wyróżniał się na tle innych arystokratów? Ułożony, konserwatywny, oddany, można było go określić większością sztampowych komplementów i zdawałby się być ideałem, gdyby pominąć wydziedziczonego syna… Z Fredrickiem nie mieli okazji się poznać, stał się zdrajcą krwi, gdy była jeszcze małą dziewczynką i nie rozumiała zasad rządzących tym światem.
- Nie wiem niestety jaki ma on stosunek do sztuki, ale słyszałam, że jest stałym bywalcem Złotego Znicza. Polecam zakręcić się w okolicach Kensington and Chelsea. Mieszczą się tam także Galeria Sztuki Averych, jak i Dom Mody Parkinson, może będą zainteresowani współpracą? - podsunęła, zawieszając na półwili wzrok. Nieczęsto miała okazję spotkania osobą tak podobną do siebie. Czy zmagała się z tymi samymi problemami? Jak wyglądały jej doświadczenia?
Jej samej kariera muzyczna nie była pisana. Praca była przecież niedostępna dla arystokratek. Mogły parać się drobnymi zajęciami, hobbystyczną alchemią czy klasycznym zbieraniem owadów, ale żeby zaraz występować na scenie? Evandra grywała na rodzinnych uroczystościach, w domowym zaciszu, ale też nie czuła, by muzyka miała być głównym celem jej życia. Interesowało ją nie tylko muzyka, ale i literatura oraz taniec. Wciąż nie zaprzestała także ćwiczeń transmutacji, którą uznała sobie niegdyś za najpiękniejszą z dziedzin magicznych, ale przecież żadna z tych dziedzin nie nadawała się na prawdziwą pracę. - Dlatego soliści powinni dążyć do poszerzania cudzych horyzontów, do uwrażliwiania na estetykę. Inaczej nigdy nie odnajdzie szczęścia, zawsze będzie czuł się niepełny. - Sława i uznanie, zapisanie się na kartach historii, kto by tego nie chciał? - Zdążyłam zatęsknić za naszymi wspólnymi wizytami w teatrze. Zawsze ceniłam sobie twoje interpretacje, pamiętasz ten molierowski spektakl? Odważna krytyka konserwatystów przysporzyła mu wielu nieprzyjaciół, ale przyznasz, że był dość zabawny.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Ogrody [odnośnik]28.12.20 0:17
Nigdy nie przypuszczałaby, że spotka na swojej drodze kogoś takiego jak ona. To znaczy, nie licząc jej matki i reszty rodziny. Myślała, że ćwierćwile i półwile stoją już na skraju wymarcia. Bijąca od Evandry aura była jednak specyficzna i w żadnym wypadku do przeoczenia. Angelica domyślała się więc, że muszą być obdarzone podobnymi genami – arystokratka czy nie, Blythe widziała w niej teraz swoją krewniaczkę. Zastanawiała się nawet przez chwilę, czy mogły być spokrewnione. Jak właściwie wyglądały więzy krwi u wil? Z każdego miotu rodziło się po kilka identycznych powabnych istot czy jak? Nie znała się na tym zbytnio.
Była jednak pewna, że w jednej kwestii mogły być zgodne: życie ich gatunku nie było tak łatwe. Kompletnie odbiegało od wyobrażeń czarodziejów, którzy myśleli, że nic im nie zagraża, a władzę mają w małym palcu. Po pierwsze: zagrażało i to dużo, choćby chciwi handlarze, którzy ich prochy chcieli przerobić na używki. Po drugie: naprawdę? Ich urokowi ulegali głównie mężczyźni, a to i tak często prowadziło do rękoczynów z ich strony. Wszystko, co było piękne, społeczeństwo chciało zagarnąć dla siebie. Nie liczyło się to, że potomkinie wil to żywe stworzenia o takich samych prawach jak czarownice. A to sprawiało, że czasami Blythe miała ochotę płakać, choćby to i tak nic nie dało.
Możliwe że była to kwestia tego, że ostatnio w ogóle nie było jej w Anglii albo po prostu nie przebywała wśród arystokratów aż tyle, ale zupełnie przeoczyła fakt, że ich przywódca miał wydziedziczonego syna. Nie kojarzyła ani młodszego Malfoya ani tym bardziej jego ojca – w końcu uczęszczała do nieco mniej popularnej szkoły, którą było Beauxbatons – więc nie za wiele mogła o kimkolwiek z nich powiedzieć, bo niewiele wiedziała (choć nawet jeśli by coś wiedziała, raczej nie wspomniałaby o czymś niemiłym przy Evandrze). Z uwagą więc słuchała słów żony nestora. Chłonęła je, notując w pamięci wszelkie przydatne informacje.
Hm, jak dotąd lady Avery nie złożyła mi żadnej propozycji, tak samo nikt z rodu Parkinson – odpowiedziała szczerze z delikatnym uśmiechem, lekko potrząsając głową. – Ale być może to dlatego, że bardziej utożsamiam się z muzyką. Nie sztuką wizualną w każdym tego wyrażenia znaczeniu – dodała po chwili namysłu. Prawda jednak zapewne była zgoła inna: kobiety nie chciały widzieć przy boku męża czy ojca nawet w sferze zawodowej atrakcyjnej półwili. Zagrażało to ich pozycji, były zazdrosne. Angelica mogłaby zostać dziewicą do końca życia, a i tak paranoicznie wszystkie kobiety świata bałyby się jakiegoś wyimaginowanego romansu każdego mężczyzny z nią.
Wszystko wydawało się idealne, ale wiedziała, że jej szanse na wejście wyżej były niewielkie. Dotarła do punktu, z którego ciężko byłoby znaleźć na samym szczycie. Owszem, była półwilą. I była utalentowana. Ale nie należała do arystokracji i nieprędko miało się to zmienić. Nikt nie chciał wpuścić w swoje kręgi kogoś, kto tam nie pasował. I ona sama wolałaby, żeby tak było zawsze. Prawda jednak była taka, że nie wiedziała, za kogo wyjdzie. Zrobiłaby to, by nie zawieść rodziny i ich oczekiwań. Choć póki co starała się odrzucać kandydatów, ile mogła, zdawała sobie sprawę, że nie mogło to trwać w nieskończoność. A jej mężem mógł być każdy o konserwatywnych poglądach. Mógł trafić się jej kolekcjoner, właściciel hodowli, uzdrowiciel czy ktoś inny, nawet arystokrata.
Zmarszczyła przez chwilę brwi, próbując przypomnieć sobie, o którym spektaklu była mowa. Nigdy nie była w dziedzinie teatru zbyt obeznana.
Ach, masz na myśli „Chorego z Urojenia”, lady Rosier? – zapytała, a jej twarz odzyskała dawny wyraz. Nie kojarzyła sztuk w ogóle, chodziła na nie prawie zawsze z przymusu. Była jednak na tyle spostrzegawcza, że po przeczytaniu jakiegoś rzucającego się w oczy tytułu, przez jakiś czas go pamiętała. – Hm, szczerze mówiąc, lady Rosier, wolę opery, bo dają mi więcej wolności, więc mogę sobie pozwolić na znacznie więcej. Niemniej cieszę się, że moje interpretacje ci się podobają. – Uśmiechnęła się, dziękując w ten skromny sposób za komplement.




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : 3
UROKI : 11
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila
Ogrody - Page 5 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Ogrody [odnośnik]06.01.21 12:28
Narodziny wil były zagadką nie tylko dla Angelique. Matka Evandry reprezentowała ród Malfoy, pochodzenie babki było jednak owiane większą tajemnicą, przedstawiane małej dziewczynce jako magiczne i baśniowe. Tyle że wszyscy doskonale wiemy, że nic, co bajkowe, nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Wile można było znaleźć w niemal całej Europie, czy czarodzieje traktowali je jak równe sobie? Chciałoby się wierzyć w wielką miłość, którą to ogarnięty mag rzucał dla swej wybranki wszystko, by złożyć świat u jej stóp. Niestety rzeczywistość była bardziej brutalna, a pożądanie i chęć posiadania brały górę nad pięknem uczuć. Porywane, gwałcone, szlachtowane, a wszystko to dla kilku drogocennych włókien serca, które miały zbliżyć ludzi do boskości tych magicznych stworzeń, dać im radość, miłość, spełnienie, poczucie wartości, jakiej od zawsze im brakowało. Budziło to w Evandrze skrajny sprzeciw i burzyła się przy każdej, najmniejszej wręcz wzmiance na ten temat. Czy posiadanie w sobie podobnej krwi oznaczało to, że mogą nazywać się krewnymi? Nigdy nie myślała w ten sposób, zawsze uważała się bardziej za czarownicę, niż wilę, szlachetność magicznej krwi i przywiązanie do rodu były wszak ważniejsze.
Wydawałoby się, że utalentowana kobieta o tak wielkiej urodzie może przebierać w ofertach, jakimi zasypują ją liczni wielbiciele. Czy Bella nie wykorzystała wszystkich swoich umiejętności, by znaleźć się w miejscu, jakim obecnie jest - wielbioną przez miliony sławną artystką? Evandra nie polecałaby oczywiście sięgania po skandale, ale dlaczego Angelique miałaby być od niej gorsza?
- Ah wobec tego może pomów z madame Mericourt? - zaproponowała po krótkim namyśle. La Fantasmagorie straciło niedawno jedną z tancerek, może zamiast niej przyjmie nową solistkę? - Mieliśmy już okazję zobaczyć cię na tutejszej scenie, publiczność doceniła twój talent. - Co w sytuacji, gdy rzeczywiście zostanie przyjęta? Czy Evandra pogodzi się z myślą, że nie jest już jedyną półwilą tego niezwykłego miejsca? Wrodzona próżność wznosiła już sprzeciw, ale rozum podpowiadał, że to na rozwoju La Fantasmagorie zależało jej przecież bardziej, niż na kulcie swojego uwielbienia. - Doceniam, że odnalazłaś swoją ulubioną dziedzinę sztuki. Muzyka zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, lecz wciąż interesuje mnie tak wiele, że nie wiem czy potrafiłabym skupić się tylko na jednej z nich.
Jak długo można odrzucać kandydatów na męża? Kiedy nadchodzi moment, by porzucić panieństwo i pełnoprawnie stać się częścią ich magicznego społeczeństwa? Evandra była zdania, iż dla szlachetnie urodzonej damy górną granicą są dwadzieścia cztery lata. Ma ona na tyle wolnego czasu, by przygotować się do nowej roli i dać się poznać w towarzystwie. Czy zmieniłoby się nastawienie zazdrosnych żon, gdyby panna Blythe znalazła własnego małżonka, czy poczułyby się bezpieczne?
Dopiła herbatę i skinęła głową, odstawiając filiżankę.
- Czy w trakcie swojego pobytu w La Ville-Lumière odkryłaś godne wystawienia na angielskich scenach perełki? - spytała z uśmiechem w nawiązaniu do wspomnianej opery. Evandra nie miała okazji, by poznać Paryż, zawsze chłonęła więc nowinki ze stolicy sztuki, zastanawiając się jak przenieść jej cząstkę do siebie. Lady Rosier szukała inspiracji w twórczości innych, na pewno nie była w tej kwestii odosobniona.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Ogrody [odnośnik]15.01.21 1:00
Być może powinna bardziej starać się o swój sukces. Może nawet podążać do celu po trupach, jeśli wymagałaby tego sytuacja. W końcu była ćwierćwilą, musiała być wyjątkowa i stworzona do nadzwyczajnych rzeczy. Problem w tym, że wcale tego nie chciała. Owszem – kiedy życie jej to oferowała, z wdzięcznością wszystko przyjmowała. Sama jednak nie określiłaby się mianem ambitnej. Nigdy nie łaknęła sławy i respektu wśród innych, nawet jeżeli czasem powinna.
Pomówić z madame Mericourt? Uniosła brwi w geście zdziwienia. Cóż, brzmiało to całkiem dobrze, ale… Czy propozycja nie powinna wyjść nie od solistki, a od kierownika całego tego przedsięwzięcia? Fantasmagoria wszak była bardzo majestatyczna, ogromna. A Angelica nie chciała się narzucać komuś, kto znaczył w czarodziejskim świecie o wiele, wiele więcej od niej.
Mm, tak zrobię. Dziękuję – odpowiedziała ze skromnym uśmiechem. Rzeczywiście, jeśli Evandra tak stawiała sprawę, to może warto byłoby udać się do kobiety na rozmowę. Blythe nie wyszłaby na niegrzeczną, jeżeli powołałaby się na rekomendację od samej lady Rosier, prawda?
A więc tak to się przedstawiało. Angelique pokiwała głową w skupieniu. Sama co prawda czuła się najbardziej obecnie związana z muzyką i to jej oddała całą swoją duszę, niemal każdy dzień spędzając na śpiewie i słuchaniu klasycznych utworów... ale nie powiedziałaby, że jest zainteresowaną tylko jedną dziedziną sztuki. Wręcz przeciwnie – nawet jeśli darzyła mniejszym uwielbieniem dramaty i malarstwo, chętnie otaczała się dziełami z tych kategorii. Nie rozumiała ich, ale to dlatego właśnie były dla niej tak fascynujące. Nie bez powodu w końcu za czasów szkolnych próbowała swoich sił nie tylko w chórze, ale też i w kółku teatralnym.
Doskonale to rozumiem – odparła na to z przejęciem. – Mówi się popularnie, że jeśli cały czas tkwi się w jednym miejscu, zaczyna się nim przesiąkać. I sądzę, że podobnie jest z pasjami – chociaż pałam prawdziwą miłością do muzyki każdego rodzaju, nie wyobrażam sobie mieć z nią do czynienia przez cały czas. Czasem potrzebna jest jakaś odmiana, inaczej życie staje się szarą rutyną. – A półwile przecież nie cierpiały się nudzić.
Zamyśliła się przez chwilę na pytanie zadane przez towarzyszkę. To prawda że Paryż był definitywnie inny. Właściwie to pod każdym względem, bo nikt nawet nie kazał jej rejestrować różdżki, jakby była jakimś podrzędnym czarodziejem czy szemranym typem… Ale mimo wszystko nie potrafiła znaleźć czegoś, co tylko na francuskiej lub angielskiej scenie nadawałoby się do wystawienia. Bo co różniło francuskich artystów i angielskich? Kolor włosów, oczu? A może ubrań? Tak naprawdę to właśnie nic i w tym tkwiła cała zagwozdka. Nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić, czy francuska interpretacja była lepsza czy gorsza, bo każdy występujący tworzył sztukę na swój własny, niepowtarzalny sposób.
Hm, zadałaś dość trudne pytanie, lady Rosier – odparła, nie kryjąc zakłopotania pomimo wciąż grzecznego uśmiechu. – Wydaje mi się, że każdy spektakl, każdy utwór jest określany tylko przez tego, kto go prezentuje. Nie ma sztywnego podziału na francuski punkt widzenia czy angielski… Co artysta, to interpretacja. Nie istnieje taka sama dla wszystkich.
Nie chciała jej jednak urazić, więc dodała szczerze:
Chętnie jednak zobaczyłabym współpracę francuskich i angielskich artystów wystawiających „Fausta”. Być może opera dostałaby nowe życie… może jakieś świeże spojrzenie na sprawę, bo często – jako kompas moralny – bywa niedoceniana.
Utwór, o którym mówiła, nie był w jej opinii łatwy do interpretacji. I dlatego właśnie rada byłaby zobaczyć zmagania innych w tej kwestii – może ich wyobrażenia będą takie same albo zupełnie będą od siebie odbiegać? Kto wie, wyobraźnia jest przecież bezgraniczna.




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : 3
UROKI : 11
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila
Ogrody - Page 5 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Ogrody [odnośnik]22.01.21 9:53
Artysta był skazany na łaskę i niełaskę swoich odbiorców. Musiał wprawiać w zachwyt, walczyć o atencję, siłą wydzierać zainteresowanie, jakie skupiało się na innych, a nie na nim samym. Dla Evandry oczywistym było, że jeśli artysta nie potrafi zawalczyć o własną karierę, to po żadnych stopniach sławy nigdy się nie wespnie. Sam talent nie był wystarczający, potrzeba siły, uporu i samozaparcia, by sięgnąć po to, co najbliższe sercu. Sława była istotnym elementem kariery artysty, bez niej trudno było zapełnić skrytkę w Gringocie, a ta była przecież niezbędna do jakiegokolwiek życia. Panny miały ten plus, że mogły zawsze wyjść bogato za mąż i nie przejmować się finansami, zwłaszcza jeśli brano je za żony wyłącznie dla ozdoby. Pytanie tylko co musiał mieć w głowie szanowny kawaler, by pozwolić swej małżonce na obnażanie własnej duszy. Evandra była zdania, iż sztuka była najlepszym sposobem na przedstawienie uczuć. Dzielenie się radością, smutkiem i namiętnością, zdradzanie najskrytszych sekretów i tajemnic ze świadomością, że wystawiane są one na publiczny świecznik. Jako osoba o wysokiej wrażliwości zawsze bardziej przychylnie spoglądała na tych, którzy odważnie mówili o własnych emocjach, starała się ich poznać i zrozumieć - co zresztą nie zawsze było dla niej najlepszym rozwiązaniem...
- To prawda, nadzwyczajność staje się zwyczajna, tracąc swój blask - przytaknęła z uśmiechem, doskonale wiedząc o czym Angelique mówi. - Dobrze słyszeć, że młodzi ludzie dążą do równowagi, nie zatracając się bez opamiętania w jednej z pasji. Zawsze ceniłam sobie rozwagę. - Już pomijając fakt, iż między nią a panną Blythe wcale nie istniała wielowiekowa przepaść, to nigdy nie przyznałaby się do pragnienia, które często odzywa się w jej duszy, próbując przeciągnąć ją w skrajność. Chciała się mu oddać, rzucić w ramiona i przepaść choć na krótką chwilę, czy jeszcze kiedyś będzie to możliwe?
Trudne pytania. Po co zadawać te błahe? Oczywistości były nudne i nierozwijające, zresztą jak przed chwilą same stwierdziły, półwile potrzebowały różnorodności i ciągłych wyzwań. Evandra starała się nie wiązać swojej ciekawości z cechami krwi, lecz nie można było temu odmówić ziarenka prawdy. Rzucała kontrowersją, sprawdzając w którym momencie napotka na opór. Czy przeciąganie struny i badanie granic, to przywilej szlachetnego urodzenia, dzięki któremu mogła sobie pozwolić na więcej, niż inni? Chciała znać opinię panny Blythe, sprawdzając nie tylko jej spojrzenie na sztukę, ale i umiejętność radzenia sobie w niecodziennych sytuacjach, do jakich to ich spotkanie z pewnością należało.
- Fausta? - powtórzyła zaraz za nią, bardziej zaintrygowana, niż zdumiona. - To popularny tytuł, sądzisz, że w końcu sięgnie po niego ktoś, kto nie będzie chciał powielać schematów? - myślała na głos, już zastanawiając się który ze znanych jej reżyserów i choreografów mógłby podjąć się tego zadania i nie polec z kretesem. - Czy będzie celował w skandal, a może spróbuje sięgnąć głębiej, by uświadomić nam w jaki wielkim tkwiliśmy dotychczas błędzie? - zasugerowała nieco ściszonym głosem, nie tyle obawiając się czyjegoś negatywnego skojarzenia z podsłuchanym słowem ‘skandal’, a teatralnie podkreślając kontrowersyjność poruszanego przez nie tematu.
Nieopodal ich stolika pojawiła się sylwetka pracownika restauracji, którego wzrok natychmiast spotkał się ze spojrzeniem Evandry. Lektura w ogrodach była tylko przystankiem przed następnym umówionym spotkaniem, a obecność kelnera świadczyła o przybyciu jej rozmówcy. Wystarczyło krótkie, porozumiewawcze skinienie głową, by lady Rosier zwróciła się do Angelique.
- Cieszę się, że miałyśmy szansę porozmawiać. Liczę na to, iż nadarzy się kolejna okazja do wymiany przemyśleń. Nie mogę się doczekać, by móc zobaczyć cię znów na scenie. - Choć nadmierne używanie uprzejmości było dla Evandry częścią jej jestestwa, to jej słowa nie były sztucznie wypracowanym kłamstwem. Zawsze ceniła sobie dobre towarzystwo, a obecność panny Blythe okazała się być bardziej satysfakcjonująca, niż początkowo zakładała. Zapisała sobie w myśli, by następnym razem umówić się ze śpiewaczką na mniej przypadkowe spotkanie.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Ogrody [odnośnik]22.01.21 21:10
Evandra – choć nie znały się jeszcze zbyt dobrze – wydawała jej się osobą całkiem miłą. I przede wszystkim szczerą – coś, czego brakowało większości społeczeństwa. Różniła się od tych, którzy patrzyli często tylko na piękną okładkę reprezentowaną przez Angelique. Umiała słuchać i mówić prosto z serca. A przynajmniej takie sprawiała wrażenie.
Nie mogła zareagować zbyt wyraźnie na słowa Rosier, będąc dobrze wychowaną domu w przestrzeni publicznej. Odpowiedziała jej zatem lekkim, wdzięcznym uśmiechem. Był on jednak na tyle skromny, że Angelica była pewna, iż tylko ona i jej towarzyszka go zauważą. A to czyniło go jeszcze bardziej wyjątkowym.
Zresztą, nie czuła, że powinna powiedzieć coś więcej. Prawdziwym darem było nie nadmierne wymienianie się uprzejmościami a rozumienie się bez słów. Kiedy spotykały się dwie podobne do siebie osoby, mogłyby milczeć nawet przez połowę czasu. Angelice wcale by to nie przeszkadzało.
Uciekła wzrokiem w bok, zamyślając się na chwilę na pytanie Evandry. Czy tak popularny tytuł da się pokazać od innej strony? Cóż…
Wszystko zależy nie od tego, co mamy, ale jak na to patrzymy. Myślę więc, że dalej istnieje… może nawet nieskończenie wiele aspektów tej sztuki. Wystarczy po prostu się uważnie przyjrzeć, nie trzeba być do tego nawet wybrańcem, a co dopiero skandalistą – zaczęła, po czym utkwiła wzrok w kwiatach na pobliskim stoliku. Wystawały z wazonu, więc oczywistym było, że były martwe, ale zapewne dzięki magii pozostawały w najlepszym stanie. – I tak samo jest z życiem. Nawet wiodąc spokojny żywot, nie wiemy, co przyniesie nam los. Ani jak wpłynie na niego osoba, która się w nim pojawi.
Ich historie miały wiele zakończeń i perspektyw. Były jak baśni, które matka opowiadała jej w dzieciństwie. Nawet jeśli wydawało się z początku, że bohater będzie miał łatwe i nudne życie, każdy dzień mógł przynieść coś nowego. Coś pozytywnego lub negatywnego – z bardzo różnym skutkiem.
Uśmiechnęła się w duchu. Co gdyby na przykład jej matka nigdy nie wyszła powtórnie za mąż? Ćwierćwila nigdy by nie wiedziała, co to znaczy mieć ojca… Ani braci. Zabawne że kiedyś tak się nie lubili. Teraz nie mogła wyobrazić sobie bez nich życia.
Zrozumiała dyskretny gest ze strony pracownika i nie miała za złe Evandrze tego, że ją opuszcza. Sama też powinna się w jakiś grzeczny sposób ulotnić. To była całkiem przyjemna rozmowa, ale jako solistki operowej nie omijały ją przecież obowiązki.
Ja również, lady Evandro. Rzadko miewam tak interesujących rozmówców. Nie będę lady już zajmować – odpowiedziała z gracją. – Ale mam nadzieję, że jeszcze przyjdzie nam się spotkać. – Uśmiechnęła się, po czym wstała od stołu i ukłoniła się na pożegnanie. Rozstając się z Evandrą, podążyła w tylko znanym sobie kierunku.

[z/t x2]




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : 3
UROKI : 11
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila
Ogrody - Page 5 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Ogrody [odnośnik]03.03.21 11:20

5 października 1957 - stypa po pogrzebie Alpharda

- Tu jesteś – odetchnęła z ulgą, dostrzegając kuzyna między krzewami. Jednym ruchem ściągnęła woalkę z twarzy i bezceremonialnie rzuciła się w ramiona Rigela przytulając go mocno. Lecz czy było to wszystko szczere? Wciąż buzowała w niej złość, wciąż chciałaby zostawić całe towarzystwo, lecz obiecała z nim porozmawiać. Odsunęła się w końcu i zerknęła na papierośnicę w jego dłoniach, dosyć sugestywnie i wymownie. – Czy mogę? – zapytała, a w jej tonie, choć usilnie spokojnym, przedzierały się wirujące emocje. Choć mogło to wyglądać, jak pewna faza utraty bliskiej osoby, tak panna Crabbe piekliła się z tylko sobie znanych powodów. Kilkoma sprytnymi ruchami odpaliła papierosa, a zaraz potem zaciągnęła się dymem, wypuszczając nerwowo kłęby dymu. Zwykle nie paliła, zwykle na używki marudziła, zwykle nie pogrążała się w myślach mogących popchnąć ją do nieodwracalnych w skutkach czynów. Strzepała popiół z papierosa i stanęła w kontrapoście, badawczym wzrokiem lustrując przestrzeń wokół. W oczach skrzył się płomień, który ciężko było ugasić. Rzadko kiedy pozwalała, aby najprawdziwsze rozgoryczenie i gniew przejęły jej umysł, pragnący przez to natychmiastowego działania i akcji. Zupełnie jak gdyby adrenalina stała się równie esencjonalna co tlen, jakiego mogłoby jej zabraknąć gdyby nie luźno zasznurowany gorset. Nie miała potrzeby się nim ściskać czy prezentować, jak damulki, nęcące nawet w czasie żałoby niezamężnych kawalerów.
W końcu dotarła ciemnymi oczami do źrenic kuzyna i odnalazła w nich coś, co zdawało się jej mówić o tym, że mogli czuć się podobnie. Być może każde z nich miało inne powody, lecz zdenerwowani byli niemal identycznie, godni rozbuchania szatańskiej pożogi na rzecz ukojenia swych emocji. Tylko kto by przetrwał? Kogo by oszczędzili? Wypuściła kolejny obłok dymu na bok, a zaraz potem odchrząknęła, mając wrażenie, że dopiero teraz udało jej się opaść na ziemię, na strzępy normalności.
- Nie musiał ginąć – rzuciła, zerkając na kuzyna i zastanawiając się czy ten cokolwiek więcej wiedział o śmierci Alpharda. Znał więcej szczegółów niż Aquila? Irytowała ją ta niewiedza, sądziła, że miała prawo wiedzieć o jakich czynach mówił Czarny Pan, Pollux i inni… Wszystko stało za zamkniętymi drzwiami, do których klucza nie posiadała. Mogła jedynie zerkać przez szpary w pękniętym drewnie. Powiedz mi Rigelu, powiedz co się do cholery stało, bo wątpię już w jakiekolwiek dobro płynące z tej obłudnej rodziny. Zbaw mnie. Uskrzydl, powiedz, że się mylę.I wszyscy milczą lub mówią, że zginął jak bohater… To znaczy? Nigdy nie dostajemy konkretów, czuję się jak jakieś dziecko, któremu nie wolno wiedzieć więcej bo się wystraszy – zgrzytnęła zębami w zdenerwowaniu. Właściwie nie kłamała, tak się po prostu czuła, a to wszystko potęgowała samonakręcająca się pętla negatywnych uczuć. Strzepała popiół z papierosa kolejny raz i westchnęła. – Przepraszam, po prostu… Ech… Zresztą wiesz – zerknęła na niego porozumiewawczo, odszukując w oczach nić porozumienia. – Pamiętasz tę noc przed… z Francisem i Evandrą… czuję się przez to okropnie… Ech... Byłeś przy tym gdy go…? - nie dokończyła, zacisnęła usta mocno, odwracając na chwilę spojrzenie. Czy ty naprawdę jesteś tak perfidna, Forsycjo?Już nie wiem kogo obarczać winą za to wszystko.
Przeniosła ciężar na drugą nogę i pokręciła głową z lekkim niedowierzaniem dla całej tej paranoi. Czy Rigel też brał w tym udział? Przez dłuższą chwilę analizowała go badawczo, zastanawiając się nad ich wspólnymi doświadczeniami oraz nad tym jakiego Rigela Blacka znała. – O co chodziło z tym listem?

| zużywam sobie tytoń Blacków Smile
[bylobrzydkobedzieladnie]


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak



Ostatnio zmieniony przez Forsythia Crabbe dnia 03.03.21 12:26, w całości zmieniany 1 raz
Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Ogrody [odnośnik]03.03.21 11:22
Ceremonia dobiegła końca i Rigel w końcu mógł odetchnąć, czyli pobyć na świeżym powietrzu i zapalić. Tytoń nie należał do najlepszych, ale w obecnej sytuacji wojennej trzeba było zadowolić się tym, co było.
Jak się nie ma, co się lubi… i tak dalej.
Deszcz, który towarzyszył im podczas ostatniej podróży Alpharda, zdążył z powrotem zmienić się w paskudną mżawkę.
-Forsythia? Co się… - urwał i po prostu przytulił kuzynkę. Nie było potrzeby pytać. Pogrzeb, i wszystko, co wydarzyło się przed nim, wszystkim mocno dał w kość. Dlatego Black bez słowa podał jej papierośnice, w której trzymał przygotowane fajki. Nie były specjalnie równe, ale spełniały swoje zadanie.
Rigel widział, że nie tylko jego roznosiła wściekłość - zamieszkała ona również w duszy panny Crabbe. Dało się to zauważyć w jej ruchach: w tym, z jaką wściekłością pozbyła się woalki, jak zaciąga się dymem - zupełnie, jakby miała to być ostatnia rzecz w jej życiu. W jej spojrzeniu, które mogłoby zabić.
Słuchając pytań kuzynki, zacisnął mocno wargi na papierosie. W tamtej sekundzie rzeczywiście wyglądali jak rodzina. A nawet bliźnięta.
-Nie musiał umierać. - powiedział cicho. Złość nadal w nim kipiała, rozdzierała na strzępy umysł i wnętrzności. Odruchowo potarł zmęczone oczy. - To wszystko… Jest takie… Nieprawdziwe… Sztuczne.
Ostatnie słowo prawie wysyczał i podniósł na nią wzrok. To było takie niesprawiedliwe. Gdyby sam nie powiedział Aquili, czego się dowiedział, ona sama nie usłyszałaby prawdy. Nawet od ojca. Rigel wiedział też, że tam było coś jeszcze, o wiele więcej niż te okruchy informacji, jakie otrzymali od delegacji Rosierów.
-Tak, byłem tam. Słyszałem, co mówili. To... były ogólniki. Piękne słowa, za którymi było ukryte "nie drążcie, cieszcie się tym, co wam mówimy". Puste. Nie przekazali nam prawie niczego konkretnego. No, może z jednym wyjątkiem. - zamknął oczy. Czuł, jak z wściekłości zaczyna piec go skóra. - On nie zginął w walce z wrogiem. Tylko zastąpił innego Rycerza. Oddał się Śmierci zamiast niego. A ten ktoś nadal chodzi po tej ziemi.
Zgrzytnął zębami.
Oby zdechł w męczarniach… - dodał w myślach.
Jego ręka zadrżała, kiedy ponownie przystawił papierosa do ust.
-Widziałaś, jak wyglądał w tej trumnie, prawda?
Na słowa dotyczące listu zaschło mu w gardle. Potrafił kłamać, jednak zawsze lepiej odnajdywał się w niedopowiedzeniach, lekkiej korekcie faktów. Przecież nie mógł powiedzieć Forsythii, po co tak naprawdę jest mu potrzebny ten rejestr. To byłby straszny wstyd, a wolał, żeby tylko jedna osoba wiedziała - i to nie do końca - co zrobił podczas ostatniego pijackiego wypadu za miasto.
-Próbuję zająć się pewnymi nietypowymi badaniami do awansu. Ojciec nalega, żebym w końcu zaczął być… użyteczny.

|palimy 15gr tytoniu niskiej jakości.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.



Ostatnio zmieniony przez Rigel Black dnia 08.08.21 13:08, w całości zmieniany 1 raz
Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Ogrody [odnośnik]03.03.21 11:23
Rigel zawsze był inny od reszty rodziny, już nie tylko przez wzgląd na samą jego otwartość na innych. Czasem wydawało jej się, że mógłby ją zrozumieć w tych kwestiach, bardziej niż ktokolwiek inny z rodziny – nawet bardziej niż Aquila. Ona… miała swoje ugruntowane poglądy, które wydawały się nie do zburzenia, gdy podtrzymywała je paskudna propaganda Ministerstwa. I chociaż wciąż ją kochała, tak w rozzłoszczonym spojrzeniu młodego Blacka dostrzegała wizję odbicia cząstki tego co sama miała w głowie. Nie zgadzała się na ten mord, na stratę, na niesprawiedliwość.
Paskudny dym zatruł jej płuca, a ona zakaszlała w końcu od wilgoci i słabej jakości tytoniu. Grymas niesmaku przebiegł po jej ustach, a wzrok powędrował na twarz kuzyna, jakby przez chwilę oczekiwała wyjaśnienia, dlaczego Rigel truje się takim syfem, przecież był Blackiem… stać go było na lepsze, czyż nie? Lecz zaraz potem odpuściła sobie, zwalając winę za tak dziwne myśli na swój stan - usprawiedliwiając samą siebie w myślach.
Nie musiał umierać, rozbrzmiało, a młoda czarownica podniosła spojrzenie na kuzyna, wpatrując się w niego iskrzącym spojrzeniem. Powieki drgały od naporu drobnych kropel sypiących się z nieba, a usta po raz kolejny zostały przygryzione w mimowolnym geście. Czerwień warg nasilała się za każdym razem, na tyle mocno, że panna Crabbe nie potrzebowała już szminki. – Patetyczne na siłę – dodała zaraz za kolejnymi słowami Blacka, a jednocześnie czubkiem trzewika kopnęła jeden z ciemnych kamyków na ścieżce. Woalka, którą trzymała w wolnej dłoni, już dawno szlajała się po ziemi, wszak o niej Forsycja nie potrafiła już myśleć, gdy nie przysłaniała jej widoku.
Lecz nie był to koniec nowości, a kolejny obłok dymu przemknąć się między wargami, snując się gęsto w kierunku krzewów. Zacisnęła mocniej wargi i choć zdenerwowanie kuzyn mógł odbierać przez pryzmat własnych uczuć, w jego kuzynce kotłowało się znacznie więcej. – Jak to… nie powiedzieli niczego konkretnego? – wzburzyła się, ściszając głos i pochylając się bliżej młodego Black, tak aby niemal wyszeptać mu słowa do ucha. – Do jasnej cholery, to jest rodzina, a oni… - lecz nie dokończyła, wszak czarodziej mówił dalej. Skrzyżowała z nim spojrzenia, będąc niemal za blisko, nawet jak na rodzinę. – Jak to… zastąpił innego Rycerza? Kurwa, kogo? – ogień w jej oczach zapłonął, jak gdyby była gotowa wymierzyć sprawiedliwość temu, kto pozbawił Alpharda życia, lecz w rzeczywistości… Była również zła na zmarłego Blacka. Dał się omotać, omamić, złudnej idei, tracąc życie i zostawiając Aquilę, Rigela i Cygnusa samych. Zostawiając swoją narzeczoną! Był tak pochłonięty oddaniem czarnoksiężnikowi, aby dobrowolnie oddać się Śmierci, jak to ujął jego brat? Odsunęła się, kręcąc głową z niedowierzaniem. I skoro zastąpił Rycerza, to naprawdę… Należał do nich. Zazgrzytała zębami, a potem ponownie przytknęła papierosa do ust, zaciągając się mocniej dymem. – Czyli co? – zaczęła, przysuwając się ponownie, uprzednio rozglądając wokół, aby upewnić się, że nikt ich nie słyszał. – Skoro to nie była walka, to poświęcili go do czego? Tego też wam nie powiedzieli? – szeptała z oburzeniem. – Mamy teraz ginąć w ten sposób? My? Nie dość już śmierci? Straciliśmy zbyt wielu bliskich… A mamy płacić jeszcze taką cenę? To jest po prostu niesprawiedliwe. To Alphard powinien żyć, Alphard winien przetrwać, a nie jakiś… nikt – wycedziła, a jej słowa były już mieszanką i prawdy, i kłamstw. Sama nie wiedziała, gdzie zacierała się w końcu ta granica. Miała wrażenie, że w tej chwili oboje chcieli zamordować tego Rycerza – być może z innych powodów, lecz ten wewnętrzny ogień płonął w ten sam sposób.
Na kolejne pytanie pokręciła lekko głową, strzepując popiół z papierosa i spuszczając spojrzenie. – Nie, nie mogłam… Rozkleiłam się jak idiotka nad trumną… Na pewno wyglądał pięknie, jak za życia – przyznała, próbując wyrównać oddech. Próbując wziąć coraz więcej powietrza, odnosiła wrażenie, że jednak gorset był zasznurowany zbyt ciasno…
Samo pytanie z listu nie wzbudzało w niej wielkich podejrzeń, przecież było niewinne, chociaż… nie mogła zignorować dziwnego ukłucia w żołądku. Jeśli ktoś o to pytał, to zwykle o siebie. Odetchnęła więc na jego odpowiedź i pokiwała głową ze zrozumieniem. – Ech, ojcowie… Rozumiem. Wiesz… wczoraj przed snem myślałem, że ktoś cię „ugryzł” - przyznała sugestywnie, pijąc do klątwy wilkołactwa. – Jeśli chodzi o badania, cóż… Mogę spróbować udostępnić ci rejestr. Zależy ci na aktualnym czy może na archiwalnym?


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Ogrody [odnośnik]03.03.21 11:25
Obrzydliwy smak papierosów idealnie pasował do tej rozmowy. Równie gorzkiej i duszącej, co ten zleżały tytoń, który właśnie palili.
“Patetyczne” to bardzo dobre słowo, które opisywało te wszystkie rzeczy, tak mocno irytujące Blacka. Większość rodziny potrafiła doskonale się w tym odnaleźć, jednak we krwi Rigela zawsze silniejszym był pierwiastek Flintów. Może dlatego w tego typu sytuacjach, czuł się kompletnie nie na miejscu.
Smutno spojrzał na ubrudzoną błotem woalkę.
-Poszliśmy wykonać powierzone zadanie, było wymagające, Alphard umarł, przybliżając nas do celu, jego poświęcenie było godne podziwu…- wycedził zjadliwie, odwołując się do tych wszystkich słów, jakie usłyszał tamtej nocy, kiedy do ich domu zostało wniesione ciało ich brata. - Tyle. Przeklęci Rosierowie.
Skrzywił się, jakby przełknął źle uwarzony eliksir. Złość siostry rezonowała z jego własną, a rzucone przekleństwo zabrzmiało jak muzyka.
-Polityka. Zależności. To wszystko zaczyna zastępować rodzinę. A my dostajemy tylko echa. Jakbyśmy byli gorsi. Absurd! Nie mogę na to patrzeć. - wypuścił cienką strużkę dymu przez ledwo uchylone wargi. - Gdybym tylko wiedział kto to. Gdybym tylko wiedział…
Zmieniłbym jego życie w najgorsze z możliwych Piekieł.
-”Przybliżyło nas do celu i zwycięstwa w wojnie”. Tyle. - lekko drżały mu ręce ze złości. - Mamy ginąć... bo tak. Składani w ofierze jakimś pradawnym mocom. Nasza krew już się nie liczy. Jeśli najlepsi z nas umierają, to jaki to ma sens?
Zacisnął mocno pięść.
-Nawet nie wiem, czy to prawda, czy kolejne brednie Rosierów i ich pachoła. Mówię ci, to oni próbują nas załatwić. Jeden po drugim. Stawiają warunki, wmanewrowują naszą rodzinę w jakieś niepojęte gówno.
Pozwolił sobie na przekleństwo, przypominając sobie rozmowa, w której Pollux wyraźnie zasugerował, że żąda, aby jego najmłodszy syn również walczył. A Rigel zupełnie się do tego nie palił.
-To może i dobrze, że nie widziałaś. Ale o wiele gorzej wyglądał, kiedy go przynieśli. Jakby zamiast krwi w jego żyłach znalazła się jakaś czarna maź… - powiedział bardzo cicho i gorzko.
Słowa Forsythii o “ugryzieniu” wywołały na jego twarzy zakłopotanie i… rumieniec? Rigel miał nadzieje, że kuzynka tego nie zauważy.
-N-nie. Coś ty. - zaśmiał się nerwowo. - Oczywiście, że nikt mnie nie pogryzł.
Prędzej ja kogoś… na Merlina, jakie to żenujące.
-Chyba… - zastanowił się chwilę. - Tak, ten najnowszy powinien wystarczyć.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Ogrody [odnośnik]03.03.21 11:27
Powierzone zadanie? – prychnęła z dezaprobatą, zaraz za nim, kręcąc głową z niedowierzaniem, zaś w głowie widziała już własną dłoń, która kreśliła słowa na papierze. – Cele, poświęcenie… tylko czy nasze – westchnęła. – Nasze czy kogoś innego? – zmarszczyła brwi, porozumiewawczo wpatrując się w kuzyna. – Rosierowie… - powtórzyła, krzywiąc się jeszcze bardziej, jakby sam dźwięk tego nazwiska smakował niczym obrzydliwie kwaśne wino, chyba że to ten paskudny tytoń. W nerwowym geście zaczęła wkręcać obcas w kamyczki, szurając przy tym donośnie, lecz komu miałoby to przeszkadzać, skoro póki co w okolicy byli sami. Jej myśli pobiegły do słów Aquili na lodowisku, ona też krzywo spoglądała na lordów Kent. Może w tym wszystkim istniało jakieś większe połączenie, które ostatecznie zbiegało się do nienawiści, jaka toczyła od zawsze Blacków i Rosierów. Będzie musiała się w końcu zwolnić z rezerwatu w takim razie. O ile przez kilka tygodni smoki stanowiły dla niej odskocznię, tak teraz nie będzie w stanie postawić już tam stopy. A jeśli to za Rosiera Alphard oddał życie? Jakbyśmy byli gorsi. Spuściła spojrzenie na swoje buty, wyciągając obcas trzewika z ziemi i zasypując wydrążoną dziurę kamyczkami ze ścieżki. Nie chciała wspominać kuzynowi, kogo oni uważali za gorszych.
Nie możesz na to patrzeć? A spoglądałeś na trupy mugoli na ulicach? Spoglądałeś na cierpienie niewinnych osób, które chciały po prostu żyć?  
- Gdybyś wiedział, to bym ci pomogła – przyznała gorzko, odnajdując porozumiewawcze spojrzenie z kuzynem, zaciągając się kolejnym obłokiem gorzkiego dymu. Pomogłaby nie ze względu na to, że ten ktoś pozbawił Alpharda życia, pomogłaby… bo był to Rycerz. Zgrzytnęła zębami kilkakrotnie, wzdychając ciężko i podnosząc lekko woalkę, aby owinąć ją wokół ręki, tak aby nie zahaczała już o mokre podłoże.
„Przybliżyło nas do celu i zwycięstwa w wojnie”, wzniosła brwi w zdumieniu, a zaraz potem przygasiła papierosa czubkiem buta i pochwyciła wolną dłoń Rigela w swoje własne, wplatając w końcu palce jednej z nich i zaciskając pięść razem z nim, we wspólnej złości. Składani w ofierze jakimś pradawnym mocom. Pytające spojrzenie ugrzęzło na oczach młodego Blacka, a oddech przyspieszył. Oblizała spierzchnięte usta, ponownie rozglądając się wokół. – W ofierze? O czym ty mówisz… Czy oni… – była przejęta ze zbyt wielu powodów. – Poświęcają… – ściszyła głos. – Szlachciców? Czy może był to przypadek? Jakie pradawne moce…? – głos jej zadrżał na ostatnie pytanie, a zaraz potem przełknęła głośno ślinę, przysuwając się ponownie i odważyła się wyszeptać coś, czego mogła potem żałować. – To nie ma sensu. Oboje o tym wiemy.
Odsunęła się zaraz potem i spojrzała głęboko w oczy swojego kuzyna, próbując odszukać w nim cząstki siebie. – Rigelu… Proszę… Obiecaj mi, że tak nie skończysz, że się w to nie wplączesz. Proszę… Nie chcę tracić kolejnego kuzyna – wyrzekła smutno, wpatrując się wyczekująco. Chciała tej obietnicy, jednak powody, dla których to powiedziała, szarpały wciąż jej wnętrzem. Może powinna mu pozwolić? Zamrugała kilkakrotnie. – Chyba że zrobisz to tylko po to, abyśmy wiedzieli, kto odebrał nam rodzinę – poczuła się nieswojo, wypowiadając te słowa, lecz złość wciąż w niej buzowała. Czy nie powiedziała zbyt wiele, a może coś nie tak? Zacisnęła usta, słuchając jego kolejnych słów. – Jeśli Rosierowie za tym stoją, jeśli oni… - wciągnęła głośniej powietrze. – Jeśli Alphard oddał życie za Rosiera… - zatrzęsła się lekko. Nieprawdziwie, lecz chyba… przekonująco? – Cholera jasna… - wysyczała, puszczając kuzyna i odsuwając się na moment, aby przetrzeć mokrą od mżawki twarz. Czujnym spojrzeniem przemknęła po okolicy raz jeszcze, a zaraz potem odwróciła się powoli do Rigela ze zbolałym wyrazem twarzy. – Przecież ja u nich pracuję. Nie… Nie mogę. Zwolnię... zwolnię się i moja noga nigdy nie postanie w ich przeklętym rezerwacie – wysyczała. I dobrze.
I sądziła, że przez dłuższą chwilę zazna spokoju, jednak to się nie wydarzyło. Zamiast tego w lekkim przerażeniu, przyglądała się kuzynowi, próbując przypomnieć sobie zamglony obraz Alpharda. Ale o wiele gorzej wyglądał, kiedy go przynieśli. Jakby zamiast krwi w jego żyłach znalazła się jakaś czarna maź… Zmarszczyła brwi, a potem wypuściła powoli powietrze i choć teraz nie wydychała już dymu papierosowego, tak chłodne powietrze zmieszane z gorącym oddechem spowodowało powstanie obłoczku pary. – Czarna magia? – zapytała wprost. – Brzmi jak… jak paskudna klątwa – wyszeptała, starając się przypomnieć sobie teorię, którą nauczał ją jej brat.
Temat rejestru wilkołaków stanowił tę odskocznię, której potrzebowała. Jakimś cudem udało się jej pominąć rumieniec, lecz zakłopotanie i nerwowy śmiech, nie umknęły jej uwadze. – Na pewno? – zapytała zmartwiona.
- Najnowszy… rozumiem – pokiwała głową porozumiewawczo i westchnęła wreszcie. – Rigelu, to długa lista, podejrzewam, że nie wezmę całej do domu. Jeśli chcesz… mogę spróbować wprowadzić cię ze mną do departamentu i przejrzysz listę, w porządku? – zaoferowała, starając się wykrzesać z siebie, choć lekki uśmiech, jednak w obecnej sytuacji było to wyjątkowo ciężkie.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Ogrody [odnośnik]03.03.21 11:30
-No właśnie. - westchnął. - Obawiam się, że zboczyliśmy ze ścieżki już dawno temu. Manipulują nami, pozwalają szlachcie umierać. Tak być nie powinno. Jak mamy pielęgnować historię i tradycję, jak za chwilę wszyscy poginiemy? Kto za nas to zrobi?
Strząsnął popiół na wilgotną ziemię i dając upust wściekłości, rozgniótł go butem.
-Nie rozumiem, dlaczego ten ktoś nie raczył podejść i przyznać się, że to on zawdzięcza Alphardowi życie. Aż tak ma nas w dupie? Na prawdę?
Miał ochotę coś rozwalić. Albo spalić. Zmienić w drobny pył.
-Tchórz. Pierdolony tchórz.
Sam był zaskoczony tym poziomem bluzgów, jaki padł z jego ust, leczy tylko takie słowa - pasujące bardziej do najgorszych spelun dzielnicy portowej, mogły we właściwy sposób opisać te wszystkie ostre emocje, jakie czuł.
Patrzył, jak Forsythia wywierca obcasem dziurę w ogrodowej ścieżce, stworzonej z drobnych kamyczków i ziemi, i wyobrażał sobie, że właśnie to samo zrobi z osobą, która jakimś cudem przetrwała kosztem ich brata. Pewnie było to głupie, bo ofiara i poświęcenie Alpharda poszłyby jak krew w piach… jednak młody Black wiedział, że tylko wtedy sprawiedliwości stanie się zadość. Równowaga powróci. Krwiożerczy bogowie nie sięgną po więcej.
Zamknął oczy.
-Nie wiem więcej… tylko tyle, że spotkali coś, co rządziło się swoimi prawami. I było niesamowicie stare. - patrzył, jak dym z papierosa wije się w powietrzu. - Nie wiem, ile w tym jest prawdy. Czy tamta moc wymagała konkretnej krwi, czy nie… Wiesz, w religiach południowoamerykańskich, kiedy była susza, albo inna katastrofa, to składano w ofierze najznamienitszych przedstawicieli tamtejszych rodów, żeby przebłagać tamtejszych bożków. Mam nadzieje, że to nie jest sytuacja tego typu...jednak…
Szybko dopalił papierosa i zgniótł w palcach peta. Ból był mu potrzebny, żeby nie zatracić się w gniewie, w bólu, strachu, a opowiedzieć wszystko do Forsythii.
-Mój ojciec… kazał mi wspomagać walczących. Zaproponowałem, że mogę… ale swoją wiedzą i innymi umiejętnościami... - zaśmiał się nerwowo. - Wiesz przecież, że żaden ze mnie wojownik, a z uroków jestem w miarę dobry tylko po to, żeby rozumieć mentalną magię. No ale… on powiedział, że muszę iść walczyć, jak tylko zajdzie taka potrzeba.
Kiedy to wypowiedział, poczuł, że jest w pułapce bez wyjścia. Jednak mimo strachu nie mógł się rozkleić. Nie mógł wyjść na słabeusza… chociaż już pewnie jest za późno.
- Przecież nie mogłem mu się przeciwstawić. Sama doskonale wiesz, co by zrobił… - powiedział prawie bezgłośnie. -Więc się zgodziłem... I tu widzę, że wielkie umysły myślą podobnie.
Postarał się, żeby to zabrzmiało wesoło i uśmiechnął się do kuzynki. Wyszło trochę blado i sztucznie.
-Uznałem, że to jedyna możliwość dowiedzenia się prawdy. I zbadania tamtej mocy. Jeśli to coś jest tak dziwne, potężne i brzmi, jak wyciągnięte z legend… tylko wyobraź sobie, jak można to wykorzystać. Ile to jest najróżniejszych możliwości! Ci wszyscy ślizgoni i inni pseudo-francuzi nawet by tego nie zauważyli, skupieni na czubkach własnych nosów.
Black cenił mądrość Salazara i tych, których tiara wybierała na uczniów jego domu. Niestety często widywał, jak wspaniały potencjał, jaki posiadali był wykorzystywany w bardzo ograniczony sposób. Toporny. Nie w sposób gryfoński, oczywiście, lecz brakowało temu wszystkiemu wyobraźni i jakiegoś polotu.
-Mam nadzieję, że to nie Rosier. - zmarszczył brwi. - W końcu… nie wyobrażam sobie, co by się musiało stać, żeby taka sytuacja miała miejsce. Chyba że… został zmuszony do tego!
Musiał wziąć głęboki wdech i wydech, żeby się uspokoić.
-Pomogę ci znaleźć lepsze miejsce niż tamten rezerwat. Tam może być niebezpiecznie. I nie chodzi tu o smoki… - przygryzł dolną wargę. - Nie możemy mieć pewności, że to nie jest dopiero początek.
Na jej słowa tylko pokiwał głową.
-Albo coś jeszcze innego. Starożytne klątwy mogą mieć różne oblicza.
Na pytanie “na pewno” uniósł brwi.
-No przecież! Mam się rozebrać i pokazać, czy co? - spróbował obrócić to w żart, chociaż czuł, że wyszło głupiej, niż zakładał.
-No dobra. Chodzi o to, że chcę sprawdzić, w jaki sposób likantropia wpływa psychicznie na osoby. Przeprowadzić wywiad. Bo słyszałem różne plotki o tym… ale żadnych porządnych badań. Jakby wszyscy sądzili, że wystarczy wlać w taką osobę wywar tojadowy i już - wszystko z głowy.
Lekko się skrzywił.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Ogrody
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach