Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ogrody
AutorWiadomość
Ogrody [odnośnik]08.08.17 18:36
First topic message reminder :

Ogrody

★★★★
Ogrody nie są duże, ale dostosowane do spacerów i wzniesione nie tylko z myślą o damach z klatkami piersiowymi ściśniętymi ciasnymi gorsetami albo dzieciach, ale i pozostałych gościach. Kręte ścieżki usypane drobnym czarnym kamieniem snują się wzdłuż tylko pozornie dzikich różanych krzewów i prowadzą prosto do zamkniętego labiryntu z żywopłotu, pośrodku którego szemrze kamienna fontanna z rzeźbami trzech syren. Bliżej wejścia, na rozległym półotwartym tarasie otoczonym najpiękniejszymi krwistymi różami, znajdują się trzy stoliki, a na nich oprawione w skórę karty dań oraz win z mieszczącej się na piętrze restauracji: za sprawą magii spełniane są nawet najciszej wypowiedziane życzenia, dania materializują się na stołach. Kafle tarasu mają barwę modrej wody, gdzieniegdzie rozjaśniane czerwonymi akcentami. W powietrzu unosi się zapach róż oraz nektaru fioletowych kwiatów o płatkach wielkości pięści, które ustawiono wzdłuż ścian budynku w wysokich porcelanowych wazonach. Przed wejściem na tereny ogrodu czarodzieje proszeni są o podanie nazwiska - jeśli nie jest to oczywiste - które jest następnie weryfikowane jako czystokrwiste.
Wstęp wyłącznie dla postaci krwi czystej. Muffliato.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:23, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ogrody [odnośnik]03.03.21 11:34
Spuściła spojrzenie, krzywiąc się wewnątrz na jego słowa. Traktował ją na równi, tylko dlatego, że jej matką była szlachcianką, a jeśli byłaby ciut niżej w hierarchii? Byli rodziną, a mimo to poczuła się, jakby ktoś personalnie postanowił wbić jej sztylet. A może źle czytała jego słowa? Przemilczała jego wypowiedź, a jej zdenerwowanie, na szczęście można było czytać, jako zgodę z jego słowami. Chyba… przynajmniej tak jej się wydawało, więc grała tak dalej.
Też tego nie rozumiem, powinien dziękować za taki dar, całować Blacków po rękach – wysyczała, chociaż na sam dźwięk tych słów zrobiło jej się niedobrze. A może to papieros? – Tchórz – powtórzyła. – Pasożyt – dodała inwektywę, dla podkreślenia własnej niechęci do tejże zagadkowej osoby. – I jeszcze ta cała afera… Gdybym w porę nie rzuciła zaklęcia, to ta… ta… nie, nie mam słów – pokręciła głową na wspomnienie tego incydentu. – Jakiś mężczyzna… ech… nie wiem co próbował zrobić, ale mu nie wyszło, iskry potoczyły się po podłodze gdy wypadła mu różdżka i podpaliła szaty. Było to zaraz po tym klaskaniu… Co to w ogóle było? I ta wypowiedź Craiga… A Edgar, nestor… To był szczyt wszystkiego. Rozumiesz, że zapytał swojej żony „Czyj to pogrzeb?” – właśnie to sobie przypomniała. Histerycznie zaśmiała się, a potem potarła po czole, wierzchem dłoni. – Nestor… pytający się… Czyj. To. Pogrzeb. Co za brak szacunku. I rozumiem, że szanowny Craig Burke mógł się oburzyć, lecz wydzieranie się na całą kryptę do tej… ewidentnie obłąkanej kobiety było poniżej pasa. Wystarczyło ją wyprowadzić, po prostu. Jeśli odnosiłby się w ten sposób do przyszłej żony... Wyobrażasz sobie… no nie wiem, chociażby Aquilę pod jego ręką? Jestem oburzona zachowaniem Burke’ów… Nie wiem co w nich wstąpiło. Prim pisała mi, że tamtej nocy wrócili poobijani. I Edgar, i Craig… A co jeśli to jeden z nich został uratowany przez… no wiesz… Święta Roweno… - pokręciła głową, sama zszokowana słowotokiem, który wylał się z jej ust. Nie było w tym kłamstw, zaledwie przypuszczenia i sama prawda.
Potem znów go słuchała, lecz, ani trochę jej to nie uspokoiło. Niesamowicie stare, tylko co… – Krwawe ofiary? Ale po co? Dla wygrania wojny? Można to zrobić normalnym sposobem, a nie – urwała, nie mogła już dokończyć. – Europa też miała swoje bóstwa rządne podobnych rytuałów – a jednak zainteresowanie historią, na coś się jednak jej przydało. – Czy to już nie jest fanatyzm? Nie robimy bożka z kogoś, kto nim nie jest? – choć ewidentnie, Czarny Pan budził lęk i grozę, tak nie był niezniszczalny.
Kolejne słowa kuzyna sprawiły, że poczuła się, jakby ziemia zaczęła się pod nią zawalać. A więc to tak ich rekrutowali? Tak tworzyli mięso armatnie? – Nie. Nie, nie, nie… - zaprzeczała w pierwszej chwili, czując panikę w sercu. Nie, nie on. Nagle to wszystko stało się tak realne i bolesne. Kręciła głową w zaprzeczeniu, lecz wiedziała, że nic nie wskóra. Nic. Zdania nestora nie zmieni mogła jedynie próbować zaczerpnąć z tego ochłapów dla siebie. Czy to była właśnie gra o wysoką stawkę? Zamrugała kilkakrotnie, odganiając łzy i skupiła spojrzenie na ciemnych oczach kuzyna, gdy ponownie zaczął mówić. – Prawda. Nie… nie poprę tej decyzji, wiesz, że nie chcę abyś tam szedł – przymknęła na chwilę powieki, biorąc głębszy oddech, a on mówił dalej. Możliwości? Potęga? Zadrżała. Brzmiał jak jej ojciec… jak perfidny i dążący do potęgi egoista. Zagryzła wargi, odwracając na chwilę spojrzenie. – Cokolwiek jest tą mocą… nie chcę żebyś skończył jak Alphard. Nie chcę byś poświęcał się za kogoś, ani za… - głos jej zadrżał, a wymowne spojrzenie wróciło na oczy kuzyna. – Proszę, nie daj im się zabić. To jest obosieczny miecz…  
Słuchała go dalej, lecz to wszystko zdawało się rysować w jeszcze gorszym świetle. Brzmiało jak okrutnie napisana tragedia, z której jedyną opcją ucieczki, mogła być śmierć. – Mógł zostać zmuszony… - wyszeptała, zdając sobie sprawę, że przecież istniały zaklęcia, które mogły złuszczać innych do pewnych czynów. A jeśli to zrobią z Rigelem? A jeśli część z popleczników Czarnego Pana nie ma wyboru? – Może to Rosier, a może nie. Może Burke… tak jak mówiłam wcześniej. A może tego kogoś nawet nie było na pogrzebie – prychnęła załamana, a zaraz potem zerknęła badawczo na kuzyna.
Wiem… Och, Rigel… Jaka ja byłam głupia, że poleciałam na widok chorego smoka. Cholera jasna… Jeden z przyjaciół również mówił mi, że oni mogą być… niebezpieczni. Nie pojadę tam, jutro napiszę wypowiedzenie… T-tak, znajdziemy lepsze miejsce – przyznała, kiwając głową. Już nie wiedziała czy to co czuła i mówiła względem pracy w Kent było prawdą czy nie, a może te wszystkie wątpliwości pogłębiły się jeszcze bardziej? – Może otworzę szkołę tańca – parsknęła gorzkim śmiechem, odnosząc się do propozycji kuzyna, którą zaoferował na potańcówce. Nie, teraz nie otworzyłaby szkoły tańca, chyba że taką, w której mogłaby otwarcie zatańczyć na śmierć Czarnego Pana. Co za durny pomysł…
Pokręciła głową z niedowierzaniem. Starożytne klątwy, legendy, niesamowicie stare… coś… Co robili słudzy Czarnego Pana? Czy dążyli do odkrywania tak chorych artefaktów, jak jej ojciec? – Starożytne klątwy, może jeszcze pogańskie zaklęcia, tak jak mówiłeś. Nie mają od tego badaczy czy innych… pionków, tylko muszą poświęcać… - słowa ugrzęzły jej w gardle. Właściwie to miała Alpharda za równie chorego co cała reszta towarzystwa oddanego Voldemortowi. Czy tak łatwo można było przerwać przywiązanie? Spoglądała na Rigela, zastanawiając się czy byłaby w stanie go uratować, odsunąć od tego, lecz przecież już się zgodził. A czy byłaby go w stanie wykorzystać? Rodzina… Pusty zwrot. Jednak to wciąż był Rigel, ten sam, z którym przesiadywała w dormitorium. Ten sam, który również miał swoje… problemy z innością. Już próbowała wierzyć w Aquilę, a co z nim? Co z Rigelem? Westchnęła gorzko i zaczęła zwijać woalkę, a potem składać ją, tak aby stanowiła zaledwie kulkę w jej drobnej dłoni. Na żart uniosła lekko brew i pokręciła głową. – Spokojnie – zaśmiała się, chociaż jego reakcja była dosyć… specyficzna. Czy podejrzana? Forsycja tego akurat nie wyłapała, skupiona wciąż na tym co padło wcześniej. Wysłuchała w spokoju jego odpowiedzi, kiwając głową, chociaż część tych informacji ledwo do niej dochodziła. – Brzmi fascynująco… to… twoje badania czy departamentu? Jeśli twoje… Rigel, mógłbyś się na tym wybić – przyznała, starając się wykrzesać uśmiech. Gdyby tylko zajął się tymi badaniami i nauką, ile lżej byłoby jej na sercu. Westchnęła ciężko, kolejny raz, starając się wyzbierać myśli. – Dam ci znać, dobrze? Podejrzewam, że to może nam zająć kilka godzin, więc zarezerwuj sobie pół dnia, a ja te pół dnia postaram znaleźć u siebie, w porządku?


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Ogrody [odnośnik]03.03.21 11:38
-Albo przynajmniej przyjść, przyznać się i podziękować. Ma u nas dług życia. - zamknął oczy, próbując się uspokoić. Czy prawda o tożsamości osoby, która przeżyła dzięki Alphardowi i jej opowieść ukoiła by ich ból? Pomogła lepiej zrozumieć sytuację? Możliwe. Na pewno to było o wiele lepsze niż setki kłębiących się w nieskończonym chaosie pytań. - I nie rozumiem zupełnie... dlaczego Czarny Pan nic nie zrobił.
Ostatnie powiedział bardzo cicho, wpatrując się w drobne kamyczki na ziemi. Przecież nie mogło być tak, że On na to pozwolił. Nie mógł. W końcu wiedział, jak ważna jest czystość krwi, pochodzenie.
Może go tam nie było, żeby zareagować? Albo nie zdążył…
Nie mogło być innej opcji. Z drugiej strony, czego Rigel w ogóle mógł oczekiwać. W końcu to tylko człowiek. Potężny mag, ale nadal tylko człowiek - nie bożek, za jakiego inni go biorą. Czarny Pan nie był cudotwórcą. Nie mógł wszystkich ocalić.
-Co? - Black uniósł brwi wyraźnie zdumiony. Kojarzył jakiś popłoch na tylnych rzędach, ale nie był w stanie wypatrzeć, kto i co tam robił. Westchnął. - Wiem, że ten krzyk był kompletnie nie na miejscu, lecz nawet sobie nie wyobrażasz, jak mi wtedy ulżyło. Pewnie sam bym tam zaczął krzyczeć albo zrobiłbym coś innego i równie niestosownego. Ale klaskanie? Na Merlina, dlaczego tych ludzi nie uczą w domu zasad dobrego wychowania. To powinno być obowiązkowe.
Przeczesał dłonią włosy.
-Możliwe, że tamta noc wielu zmieniła… -zamyślił się. - Słyszałem, jak Pani Mericourt pouczała Pannę Rookwood, żeby ta się zachowywała właściwie. Nie znam dobrze Panny Sigrun, ale nigdy nie sprawiała wrażenia osoby, która nie wiedziałaby jak się zachować na pogrzebie. Może… Może jednym zabrało życie a innym rozum?
Przekrzywił głowę i spojrzał na kuzynkę.
-Klątwa mogła również ich dosięgnąć, ale w inny sposób. Cholera, trzeba było bardziej uważać na historii magii. Chociaż... Alphardowi jego wiedza nie pomogła.
Znowu się zasępił.
-Oczywiście, że można. Ale wiesz… -chwile wahał się jak by to lepiej ująć. - Trudniej jest myśleć niestandardowo. Dla niektórych.
Na słowa o bożku Rigel tylko kiwnął twierdząco. Miał podobne zdanie. Zatracenie się w pełnej wierze do jednej osoby może się skończyć katastrofą. Dlatego mimo zaufania i miłości, jaką darzył ojca, wolał sprawdzać i analizować jego decyzje, a nie ślepo za nimi podążać.
-Spróbuje dowiedzieć się jak najwięcej. I obiecuję, że będę ostrożny.- uśmiechnął się do Forsythii uspokajająco. - Jeszcze będziesz bawić moje dzieci i pokażesz im, jak tańczą lunaballe.
Chciał zażartować, żeby w jakiś sposób poprawić i tak ciężka i przygnębiającą atmosferę.
-Jak mówiłem, byłabyś znakomitą nauczycielką tańca. Ale jeśli będziesz chciała robić coś jeszcze innego - możesz liczyć na moje wsparcie. Może przychodnię dla magicznych stworzeń? Taką porządną. Azyl?
Kolejne pytanie o rejestr nadal go niepokoiło, ale jak już wszedł w to kłamstwo, to musiał brnąć dalej. W końcu nie było innego odwrotu.
-Moja inwencja. Miałem myśl, że prawdopodobnie nie doczekam się żadnego poważniejszego zadania, więc uznałem, że zwyczajnie wymyślę własne. Zrobię badania i przyniosę im ładnie oprawione, a do tego z kokardką na wierzchu.
W sumie mógłby to zrobić. Wtedy upiecze dwie pieczenie przy jednym ogniu, jak wszystko pójdzie pomyślnie.
-Dziękuję! Jak będziesz tylko coś wiedziała, to ślij mi sowy. Porozmawiam z przełożonymi.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Ogrody [odnośnik]03.03.21 11:41
Pokiwała głową, absolutnie zgadzając się w tej kwestii z kuzynem. Niezależnie od tego co miała w głowie, to jednak ten, za kogo Alphard oddał życie, z pewnością powinien się do tego przyznać i podziękować. Wymagał tego chociaż szacunek, a jeśli nawet tego, ten ktoś, nie był w stanie zrobić, wówczas pokazywał tylko swój brak wychowania, brak odpowiedzialności i brak ogłady. Żałosne zachowanie, dziecinne wręcz – a jeśli to była ta obłąkana kobieta od klaskania? Najpewniej myśli Forsycji pobiegłyby dalej, lecz słowa kuzyna nieco zszokowały młodą czarownicę. Zmarszczyła lekko brwi, a zaraz potem westchnęła. – Może go tam nie było, a może… cóż… - wymownie pokręciła głową, wskazując, że może po prostu tak komuś było na rękę.
Wylewanie z siebie emocji, nawet w tak zakłamany sposób, nieco ostudziło wulkan, którym była panna Crabbe od pogrzebu. Wyrzucenie z siebie tego co działo się wokół niej, również zahamowało odrobinę tę narastającą agresję, a słowa kuzyna uświadomiły ją, że tak naprawdę zachowanie jej sąsiadki z rzędu, było jeszcze gorsze, niż sądziła. Zagryzła wargi, już nie panując nad tym odruchem – będzie musiała zaopatrzyć się w balsam do ust, który jakoś zniweluje dzisiejsze skutki gniewu. – Być może, lecz tym powinien zająć się ktoś inny, ktoś z obsługi pogrzebu, a nie lord – zauważyła, wzdychając lekko. Być może organizacja nawaliła? A może po prostu nikt nie spodziewał się takiego zachowania. – Sigrun Rookwood… Obiło mi się to nazwisko o uszy kiedyś, lecz nie wiem, o kim mówisz, ale twoja teoria brzmi… sensownie. Może wszyscy zapłacili tam jakąś cenę, a te… dziwaczne zachowania, pokazują, kto brał w tym udział… – myślała na głos, odrobinę zagubiona. Czy w takim razie pogrzeb opływał w Rycerzy Walpurgii? – Może oklaski były po prostu… kolejnym efektem ubocznym – rzuciła w eter, zerkając na przestrzeń wokół, jakby chciała dopatrzeć się tam czegoś więcej. Potem już tylko ponownie pokiwała głową i przytuliła kuzyna jeszcze raz, oplatając dłonie wokół jego szyi. Nie chciała właściwie tego robić, lecz przecież kiedyś by tak zrobiła, prawda? I to nie tyle, że czuła do niego nienawiść czy niechęć, po prostu… czuła ból, który rysował jej ciało i duszę, za każdym razem gdy uświadamiała sobie, jak zepsuta była jej rodzina i otoczenie. Oczywiście, mogłaby sprawić, aby ten ból zniknął, wystarczyłoby zapomnieć z pomocą zaklęcia, jednak dlaczego chciałaby zapomnieć, skoro ten ból i ta strata, stanowiły wszystko, co po jej dotychczasowym życiu pozostało. Pochowała coś razem z Alphardem, nareszcie to zrobiła.
Odsunęła się, czując niewymowne ukłucie w sercu na wzmiankę o lunaballach, o azylu… jej oczy zaszkliły się i choć chciała powiedzieć mu prawdę, że tak nigdy nie będzie, to kiwnęła głową. Ciężka kropla pociekła po policzku, tego wszystkiego było dzisiaj zbyt wiele. Czuła się wykończona i tylko pragnęła ułożyć się w miękkiej pościeli, oddając objęciom Morfeusza. – Może kiedyś – kiwnęła głową, ocierając policzek. – Choć wolałabym odkrywać te nowe, wiesz… – przyznała się nieśmiało, pijąc do swych marzeń. Tak, nadal chciała podróżować, nadal chciała poznawać i odkrywać.
Pokiwała głową z uznaniem na słowa kuzyna i uśmiechnęła się na tyle na ile potrafiła. – Myślę, że to naprawdę wyjątkowo ciekawy temat do badań. Jeśli po tym cię nie docenią… to popełnią poważny błąd – stwierdziła dosyć butnie, a zaraz potem zerknęła do tyłu na dźwięk uchylających się drzwi od budynku. Ktoś postanowił naruszyć ich własny, prywatny, mały świat… – Oczywiście, jak tylko się czegoś dowiem, to natychmiast ci napiszę – kiwnęła głową, przytulając kuzyna ostatni raz. – Chodźmy, robi się zimno – zaproponowała, odsuwając się i robiąc kilka kroków w tył, aby zachęcić Rigela do wspólnego powrotu na salę.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Ogrody [odnośnik]03.03.21 11:44
-Może... po prostu nie mógł. - spojrzał gdzieś w szare jesienne niebo. - Wielu zastanawiało się, jak pokonać śmierć. Ale nawet z bajek wiemy, że to bardzo sprytny przeciwnik. I nawet najpotężniejszy czarodziej od samego początku jest na przegranej pozycji. Samemu jest... arcytrudno wyśliznąć się z jej łap, a co dopiero pomóc innej osobie.
Myślenie o tym sprawiało, że Rigel czuł się spokojniejszy. Łatwiej było wytłumaczyć niemoc Czarnego Pana w obliczu nieuniknionego, niż w ogóle brać pod uwagę możliwość, że tamten nie chciał interweniować i pozwolił Alphardowi umrzeć w tak przerażający sposób, uznając jego życie za mniej warte.
-Tak, masz rację, to by było najlepsze wyjście - kiwnął. - Smutno jest patrzeć na to wszystko… Nawet nie wiem, czy ktokolwiek się nimi wszystkimi zajął. Pomógł. Czy to również jest wielki sekret? I co - teraz wszyscy ci skrzywdzeni czarodzieje muszą udawać, że wszystko jest w jak największym porządku? I wystawiać się na te wszystkie krępujące i nietaktyczne sytuacje, narażające ich reputację na szwank? Przecież to się może skończyć katastrofą… Kto wie, czy to nie będzie ewoluować… jak choroba?
Black urwał, jak tylko kuzynka przytuliła się do niego. Nie spodziewał się tak nagłej reakcji z jej strony, ale dzień był ciężki, a smutek mógł zaatakować w najmniej odpowiednim momencie. Pogłaskał ją delikatnie po plecach, próbując pocieszyć przynajmniej takim drobnym gestem.
-Na pewno tamte nowe ścieżki będą równie wspaniałe, co te już znane.
Ostatecznie zamilkł. W końcu czasami cisza i gest były lepszym wsparciem niż źle ułożone słowa.
-Będę dobrej myśli. Jeśli moje badania będą mogły w przyszłości komuś pomóc - to tym bardziej będę w to iść. - uśmiechnął się do Forsythii. - Jeszcze raz dziękuję.
Tak, to będzie dobry pomysł. Poczuł drobne wyrzuty sumienia, że chciał w tak chamski sposób wykorzystać dostęp do rejestru. Tylko po to, by znaleźć tą jedną konkretną osobę. Nie, nie mógł tego zrobić. Powinien tę wiedzę wykorzystać do czegoś pożytecznego, przydatnego, dobrego dla innych. Czy gdyby rzeczywiście spróbował przeprowadzić to badanie, zrozumiał mechanizmy działania i wpływ na umysł, to czy by był w stanie znaleźć sposób, jak ulżyć w bólu osobom zmagającym się z tym nieszczęściem?
Zwykłe kłamstwo zaczęło ewoluować. I już nie chodziło o awans. Tylko faktyczną pomoc.
-Tak, chodźmy. Wino stygnie. - lekko zamyślony, chwycił pod rękę kuzynkę i razem weszli do sali.

| ztx2 tears


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Ogrody
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach