Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Poczekalnia
AutorWiadomość
Poczekalnia [odnośnik]02.07.15 20:20
First topic message reminder :

Poczekalnia

Poczekalnia na czwartym piętrze Ministerstwa Magii, które zajmuje Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami została utworzona z myślą o petentach, którzy to mieli tłumnie nawiedzać podległe biura. Zamysł faktycznie był szczytny, wykonanie jednak nieco gorsze. Całkiem szeroki korytarz wyłożono wyblakłym dywanem, pod ścianami upchnięto zaś po rzędzie krzeseł przerwanych od czasu do czasu stoliczkiem, na którym osoby chcące wpisać się na jedną z list bądź załatwić inną niezwykle ważną sprawę w departamencie, miały zapewne stawiać filiżanki z herbatą. Obecnie stoją tam jednak jedynie puste wazony na kwiaty. Na końcu korytarza, na ścianie wisi płaskorzeźba przedstawiająca uroczo wyglądającego cherubina, pieszczotliwie ochrzczony przez pracowników Złotoustym Johnem. Każdy petent winien na początku udać się do niego i wyjawić cel swojej wizyty. Następnie John niezwykle niskim, jakby zapijaczonym głosem wywarkuje numer w kolejce, który wzywa, gdy przychodzi kolej na daną osobę. Jedno z zaklęć ożywiających płaskorzeźbę nie wyszło, stąd cherubin zamiast uroczego, miłego i pełnego szacunku młodzieńca został starym, zapijaczonym zgredem.
Ustawione bezmyślnie stoliki skutecznie uniemożliwiają przejście szerokim przecież korytarzem więcej niż jednej osobie. Na szczęście nie stanowi to dużego problemu. Niezwykłe pomysły list dla wilkołaków, animagów, a także rzeszy magicznych stworzeń nie spotkały się z ciepłym przyjęciem w magicznym świecie. W efekcie niewiele osób odwiedza czwarte piętro ministerstwa, a jeszcze mniej marnuje swój cenny czas w coraz brzydszej poczekalni.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Poczekalnia - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Poczekalnia [odnośnik]19.09.17 8:30
The member 'Louvel Rowle' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 62
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Poczekalnia - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Poczekalnia [odnośnik]29.12.17 19:54
Może nie należała do osób zwyczajnych, które na co dzień można spotkać na swojej drodze. Jej sposób patrzenia na świat ukierunkowała sztuka, toteż można ją było nazwać artystyczną duszą w dosłownym tego słowa znaczeniu. Lubiła przyrównywać codzienność do powieści, dostrzegając w nich podobieństwa. Przepadała za układaniem mnóstwa scenariuszy dla jednej chwili - od tych najbardziej prawdopodobnych, po te niemożliwe. Potrafiła jednak od czasu do czasu spojrzeć na świat w sposób bardziej realistyczny nawet pomimo faktu, iż za tym szczerze nie przepadała. Wolała schronić się w świecie swoich fantazji, gdzie czuła się bezpieczna i odporna na krzywdy niesione przez życie. W obecnej sytuacji była jednak daleka od stwierdzenia, iż trwający deszcz żab jest darem dobrej wróżki, która pragnęła by wszyscy obecni w Ministerstwie odnaleźli swoją prawdziwą miłość w osobie małych, zielonych stworzonek. Nie zgodziła się na podsuwaną przez podświadomość myśli, że te wszystkie żaby to zaklęte dla Louvela księżniczki, które mogłyby pocieszyć jego zgryźliwą i niedostępną duszę, choć to by tłumaczyła tą niekończącą się ilość pojawiających się zwierzątek.
- Mogę stać, skakać, a nawet tańczyć - to i tak nie będzie miało żadnego znaczenia, toteż równie dobrze mogę siedzieć - odpowiedziała, starając się ukryć nagłe rozbawienie spowodowane własnymi myślami. By ukryć uśmiech na twarzy, zakryła usta dłonią, udając iż zastanawia się nad rozwiązaniem obecnej sytuacji. Tak naprawdę jednak walczyła sama ze sobą, nagle pochłonięta przez własną, zbyt wybujałą wyobraźnię. Na szczęście, albo i nie, już po chwili otrząsnęła się z kolejnych, coraz to dziwniejszych wizji, gdy poczuła na karku uderzenie chłodnego, oślizgłego ciała jednej z żab. Wzdrygnęła się, chwytając małą istotę. Nie była skłonna do skrzywdzenia istoty, toteż delikatnie odłożyła ją na sąsiednią ławkę. Ponownie zaczęła rozważać przyczyny tego zjawiska, lecz nie musiała długo się nad tym głowić. Kolejna inkantacja wypowiadana przez lorda, zwróciła jej uwagę. Najpierw spojrzała na mężczyznę, a następnie na miejsce, w które celował różdżką. Z początku nie potrafiła dostrzec niepasującego do pomieszczenia przedmiotu - dopiero po chwili to spostrzegła. I w tym właśnie momencie ilość żab spadających z sufitu nagle się zmniejszyła, by po chwili wszystko całkowicie ustało. Z wyrazem zdziwienia spojrzała na mężczyznę, powoli podnosząc się z miejsca.
- Chyba się udało - powiedziała, a na jej twarzy zaczął pojawiać się uśmiech. Chwilę odczekała, lecz nic się nie działo. A zatem rzeczywiście zaklęcie przyniosło pożądany skutek. Pozostał jeszcze jeden problem - co z żabami? A może to nie był już ich problem?


Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Belle Cattermole
Zawód : aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
In the end, we’ll all become stories.
OPCM : 5
UROKI : 14
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t5044-skrytka-bankowa-nr-1142 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
Re: Poczekalnia [odnośnik]10.02.18 18:12
Louvel podchodził do życia niezwykle pragmatycznie, wręcz niesamowicie książkowo oraz przykładnie i nigdy nie pozwoliłby sobie na przesadne fantazje. Kwestia wychowania, gdzie lordowie Cheshire woleli poddawać swoje dzieci pod surowe, pożyteczne wychowanie. Te wszystkie sztuki czy opowieści wydawały mu się produkcją nudzącego się, niewykwalifikowanego człowieka. Jedynie spektakle teatralne czy operowe jak i sama muzyka mogła wzbudzić weń sympatię, ponieważ pozwalały się odprężyć nie prezentując przy tym wyssanych z palca bzdur. To, co działo się wtedy w poczekalni Ministerstwa Magii również zaliczyłby w poczet fantastyki. W dodatku wyjątkowo przykrej oraz frustrującej. Petenci rozmyli się jak cukier w wodzie, a oni wpadli jak śliwka w kompot. Czyli czarodzieje w deszczu żab. Metaforyczne bajorko sięgało już do pasa, przypominając Rowle'owi o jego braku cierpliwości. Nie znosił sytuacji, które go przerastały - z prostego powodu - obnażały jego wady, a tego na pewno nie chciał. W oczach innych winien uchodzić za idealnego arystokratę, wspaniałego mężczyznę, godnego rozmówcę oraz nieskazitelnego osobnika. Wymykająca mu się z szorstkich rąk sytuacja przeczyła jego nadziejom, wykrzywiała obraz i zwyczajnie ośmieszała.
W oczach przeklętej Belle, która już dość się z niego naigrywała. Nie powinien dostarczać jej kolejnych powodów do śmiechu i gdyby tylko wiedział co kobieta wyprawiała siedząc na ławce, jego gniew mógłby nie skończyć się tak łagodnie jak jeszcze podczas ich ostatniego spotkania. Mógłby ją wręcz zadusić tymi płazami, zaś ona nie mogłaby nic z tym zrobić. Świadków jak dotąd nie było żadnych.
Na szczęście udało mu się rozgryźć zagadkę powstającej, zwierzęcej ulewy. Zaklęcie dezorientujące pomknęło do przedmiotu czyniąc go bezużytecznym. Lou obrócił go kilkukrotnie w dłoni. przyjrzał mu się uważnie. Nie wiedział cóż to takiego, jednakże zamierzał się dowiedzieć. Skrzętnie schował tajemniczą rzecz do kieszeni, decydując się nie odpowiadać Cattermole ani słowem. Dostatecznie wyprowadziła go już z równowagi. Jego piorunujące spojrzenia nie robiły na niej żadnego wrażenia, zatem nie kłopotał się już patrzeniem na nią.
Otwarcie okien było dobrym pomysłem. Żaby raz po raz zaczęły wyskakiwać z okien. Część z nich rozbryzgiwała się na dole, wszakże znajdowali się na czwartym piętrze. Niektóre, bardziej sprytne, skakały etapowo, ginąc wreszcie w inny sposób.
Zanim zdołali jednak opróżnić poczekalnię, z sali wyszedł przełożony Louvela zaalarmowany brakiem następnych interesantów. Zdenerwował się mocno, lecz chyba uwierzył w tłumaczenia szlachcica. Wspólnie wezwali odżabiające służby i wszyscy wrócili do pracy. Rowle skinął Belle głową - płytko, od niechcenia. Musiał mimo wszystko zachować doskonałą etykietę. Po tym wszystkim zniknął w swoim gabinecie, zapominając nawet po co z niego wychodził.

zt x2


When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is not the end

Louvel Rowle
Zawód : łącznik z duchami w MM
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Death is not the end.
OPCM : 10
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle https://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 https://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 https://www.morsmordre.net/f75-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t4473-skrytka-bankowa-nr-1156#95529 https://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
Re: Poczekalnia [odnośnik]21.10.20 14:55
8 lipca

Ministerstwo wciąż było przepełnione różnymi petentami, Forsythia odnosiła wrażenie, że po tych wszystkich wydarzeniach na ulicach Londynu, urząd miał o wiele więcej roboty. Panował wszędobylski bałagan, a rąk do pracy wiele nie było przez absurdalne zwolnienia. Miała wiele pretensji do obecnego zarządu, lecz na swoim szczeblu mogła jedynie krzywo patrzeć na napływające kolejne ustawy. Niemniej jednak zdarzały się także te bardziej rozsądne, za którymi była skłonna zaprzeć się rękami i nogami, aby zostały uchwalone. Dekrety amerykańskiego Ministerstwa Magii zdecydowanie bardziej szanowała, wszak tam prawo było bardzo surowe względem polowania na magiczne stworzenia. Nie pierwszy raz też myślała o ziemi za oceanem jako o czymś, co mogłoby być jej osobistą idyllą, która przyniosłaby jej zbawienie i błogość. Wspomnienia, jakie przemykały przez jej myśli względem tamtejszych krajobrazów, fauny i flory zachwycały ją niezmiennie od wielu lat. Zresztą Ameryka była krajem ludzi wolnych, tam nie ograniczały nikogo, aż tak bardzo konwenanse, a przynajmniej jej - jako turystce - tak się wydawało, wszak w ciągu podróży nie miała możliwości zagłębienia się w problemy tamtejszego społeczeństwa. Najpewniej, gdyby obierać je z kolejnych warstw, okazałoby się ono tak samo przegniłe, jak to w jej rodzinnym kraju.
Westchnęła, przekładając teczkę z dokumentami i odprawiła petenta, który tak usilnie próbował się ubiegać o zezwolenie na hodowlę. Było jej okrutnie przykro, gdy powodem, dla którego musiała odmówić był brak dokumentu b45 z zarządzenia 91/100, które prawiło o tym, że każdy czarodziej półkrwi, musiał ubiegać się o dodatkowe zaświadczenia uprawniające go do opieki nad magicznymi stworzeniami. Nawet na takim polu nierówność między czarodziejami o różnym statusie krwi, musiała niszczyć jej rzeczywistość. Uprzątnęła biurko i wyszła do poczekalni na upragnioną przerwę, a gdy z niej wróciła… czekało już kilka kolejnych osób, które najwyraźniej miały jej wiele do powiedzenia. Zerknęła na statuę, która zarządzała kolejno petentami, lecz w spojrzeniu jednej z osób, dostrzegła to, że nie będzie jej dane dziś obsłużyć kolejki w wyznaczonej kolejności. Szczęściem było, że nie pełniła dyżuru sama, toteż jej kolega mógł przejąć część czarodziejów i odciążyć Forsythię. Przynajmniej w tym…


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Poczekalnia [odnośnik]22.10.20 9:27
Wokół przeciwsłonecznej parasolki w rodowych barwach odziane w rękawiczki dłonie lady Selwyn zaciskały się wręcz nienaturalnie mocno, choć spod materiału nie było widać jej zaciśniętych mięśni. Spojrzenie arystokratki było ostre i bezkompromisowe, a mina zdecydowana. Szła przed siebie, nie interesując się tymi, którzy mijali ją obok niej. Widząc jednak jej stanowczy krok wszyscy wręcz odskakiwali jak oparzeni. Absolutnie nikt nie miał zamiaru wejść pod nogi lub w jakikolwiek sposób narazić się i tak już poirytowanej, dobrze urodzonej kobiecie.
Bo że dobrze się urodziła, nikt nie mógł mieć wątpliwości. Barwna szata nawiązująca swoimi kształtami do płonących salamander, diamentowe kolczyki, dokładnie spięte włosy, przyozdobione kapelusikiem i jadeitową ozdóbką – wszystko w Wendelinie Selwyn mówiło otoczeniu, kim jest. Nie trzeba było nawet się zastanawiać.
Miedzianowłosa stanęła na samym środku, rozglądając się wokół. Nie miała najmniejszego zamiaru stać w kolejce, jak jakiś szary obywatel! Nie dość, że wyblakły dywan nie był czymś, po czym powinna stąpać lady to jeszcze miałaby pozwolić się… fuj… dotykać ludziom odzianym w najtańsze z szat, nie mający pojęcia o otaczającej ich rzeczywistości. Ignoranci, bez odpowiedniej dykcji i wiedzy. Wystarczały jej pojedyncze słowa trafiające do uszu, by wiedzieć, że większość z nich to zwyczajni pracownicy, imigranci z terenów wiejskich oraz osoby, które nie powinny w ogóle przekraczać progu Ministerstwa. Jakim cudem ona, chcąc załatwić swoje bardzo ważne sprawy, musiała przebijać się przez ten tłum.
Tylko baczne oko mogło dostrzec drobną kobietę, odzianą skromnie lecz czysto, w barwy rodowe Selwynów. Caren szła krok w krok za swoją panią i gdy ta nie widziała, rozsyłała wszystkim wokół przepraszające spojrzenia.
Gdy oczy Wendeliny padły na Forsythie, kobieta natychmiast ruszyła w jej kierunku. Nieznajoma wyglądała na urzędniczkę. Jej strój i zachowanie wydawały się jasno mówić, że znała miejsce, w którym się znajdowała i że czuje się tu stosunkowo pewnie. Lady Selwyn nie miała więc wątpliwości, że to do kogoś takiego, jak panna Crabbe (której nazwiska oczywiście nie znała) powinna podejść.
Pani jest tu magizoologiem? – spytała, bez zbędnego witania się, gdy stanęła przed kobietą. Opuściła swoją parasolkę o kilka centymetrów, choć wciąż trzymała ją przy lekko zgiętym łokciu. W jej tonie bez problemu dało się usłyszeć irytację połączoną z pewnością, że kogo jak kogo, ale jej kolejka absolutnie nie obowiązuje: – Czy może asystentką? Chcę n a t y c h m i a s t rozmawiać z kimś kompetentnym – podkreśliła.


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 38
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Poczekalnia [odnośnik]24.10.20 2:31
Spojrzenie ciemnych oczu porozumiewawczo wymieniło się niemą umową wraz ze współpracownikiem, który zajął się „zwykłymi” petentami. Zaś tą „niezwykłą” osobistością, błyszczącą na tle szarych ścian i szarych ludzi, zająć miała się panna Crabbe. Niektóre głosy niezadowolenia pociągnęły się jak smród po z lekka obskurnym korytarzu. Nie był to pierwszy przypadek, ani też nie ostatni – mimo to, takie sytuacje ani trochę nie polepszały stanu, w jakim znajdowało się i ministerstwo, i nastroje polityczne, tak szczególnie ważne dla całokształtu społeczeństwa.
Roszczeniowość słów damy, była godna płomieni w jej oczach, tlących się niczym salamandry, a dumny krok mógł doprowadzić osoby o słabszych nerwach o skurczenie się do poziomu pędraka. Jednak Forsythia stała wyprostowana z dłońmi splecionymi za sobą, czekając cierpliwie, aż szlachcianka wypluje z siebie ogień goryczy. Natychmiast, to pani może wyjść – zaszczebiotały myśli młodej kobiety, ale twarz miała niewzruszoną, jakby syk był dlań przyjemnym śpiewem, w który mogła wsłuchać się z radością. Czasem nie rozumiała, dlaczego niektórzy szlachcice i szlachcianki potrafili wykazywać się pokorą i ludzkim zachowaniem, zaś innych mogłaby określić czymś w rodzaju chodzących skał, noszących na sobie bogate zdobienia, a po ich zdjęciu wciąż pozostawali skałami, bez malowniczych kryształów wrażliwości, a to właśnie nią, tę wrażliwość, Forsythia uznawała za zbawienną dla świata. Dlatego tak ciężko było jej zrozumieć bezduszne czyny i absurdalne decyzje podejmowane przez członków arystokracji. Jednak musiała im w jakiś sposób służyć, mogła ich nie popierać otwarcie, mogła się nie wypowiadać, lecz sprzeciw był absolutnie zakazany na jakimkolwiek polu.
- Dzień dobry. Tak, tak, jestem magizoologiem – przywitała się, wskrzesiwszy z siebie, choć odrobinę pozytywnego podejścia do tej sytuacji. - Lady pozwoli za mną? – zapytała miłym głosem, niemal anielskim, kojąco spokojnym tonem. Wiedziała, że niczego nie będzie załatwiać na korytarzu, a zresztą dama mogła uznać przepytywanie o sprawę w progu za nietakt. Szczególnie przy tłumie gapiów, ewidentnie niepocieszonych przewrotnym wydarzeniem, jakim było zjawienie się lady. Tylko cóż to była za lady? Sądząc po rodowych barwach, ognistych wzorach, temperamencie i całej galerii ozdób miała swoje przypuszczenia, zresztą kojarzyła tę twarz i sylwetkę.
Przeszła kawałek dalej, otwierając przed szlachcianką drzwi, przy okazji kiwając na powitanie do służącej. - W czym mogę Lady pomóc? – dodała, wciąż pilnując swojego tonu i mimiki. Zerknąwszy na krzesło stojące na biurku, wskazała je damie, oferując tym samym spoczynek. Nie był to wygodny fotel godny arystokratki, niemniej jednak musiał wystarczyć. Kawy, herbaty czy ciastek, również nie była w stanie zaoferować, więc po prostu skupiła się na samej wzburzonej kobiecie.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Poczekalnia [odnośnik]27.10.20 12:16
Lady Selwyn wołałaby rozmawiać z kimś nieco bardziej… dojrzałym, niż ciemnowłosa kobieta. Co prawda sama nie była wcale od niej starsza, przynajmniej oceniając po pierwszym spojrzeniu, ale to nie miało znaczenia. Wendelina preferowała osoby od siebie starsze, jako że jej pokoleniu zwykle brakowało oglądy. Zwłaszcza w sferach gorszych od arystokracji, chociaż biorąc pod uwagę zachowanie członków jej rodziny i ich to nie omijało.
Na szczęście przynajmniej na razie kobieta przywitała ją z grzecznym uśmiechem. Wendy brakowało w jej zachowaniu większej dawki pokory, ale przynajmniej na razie uznała to za wystarczające. W miarę.
Wendelinie nie wydawało się, aby w takim miejscu, jak Ministerstwo Magii musiała się przedstawiać. Jako sojuszniczka Rycerzy Walpurgii oraz krewna wielkiej i niezwykłej lady doyenne Morgany Selwyn w tym miejscu była praktycznie u siebie. Jej strój, rysy twarzy i postawa powinny wystarczyć za jakiekolwiek dowody na taki stan rzeczy. Londyn właściwie w całości należał do takich, jak ona, a to, że ciemnowłosa magizoolog mogła stąpać po tym terenie było ta naprawdę tylko ich łaską.
Ruszyła za panną Crabbe, wcale nie wyglądając spokojniej. Ruchy lady Selwyn były pewne siebie, ale jednocześnie pełne opanowanej irytacji. Wendy nie mogła sobie pozwolić na to, aby urzędniczka potraktowała ją z góry i miała zamiar wyraźnie dać jej do zrozumienia, jak ważna, pilna i karygodna jest sprawa, z która przychodzi.
Caren została przed drzwiami, wyraźnie nie chcąc wchodzić w drogę Wendelinie.
Usiadła przy krześle, nieco zaskoczona tym, że w tej samej chwili nikt nie spytał się jej o chęć napicia się herbaty, bądź też po prostu nie postawił przed nią imbryka. Postanowiła jednak nie skupiać się na tym w tej chwili, bo to nie była rzecz najbardziej istotna. Przynajmniej nie w tym momencie.
Chce się dowiedzieć, szanowna panno…? – zawiesiła głos, czekając aż kobieta się przedstawi: – Chce się dowiedzieć, dlaczego ktoś postanowił zakazać dostępu do gryfów zamieszkujących wschodnie Dorset? To niedopuszczalne, rozumie panna? – Uniosła brew. – Tylko tamte gryfy mają w swoich piórach adekwatne składniki, które pozwalają nadać eliksirom złotą barwę. To absolutna konieczność, bez której moja praca jest niewyobrażalnie utrudniona. Nie rozumiem, czemu to ma służyć? – Lady Selwyn przechyliła delikatnie głowę, czekając na tłumaczenie pracownicy Ministerstwa.


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 38
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Poczekalnia [odnośnik]27.10.20 15:45
Usiadła po drugiej stronie biurka, wyciągając stosowny druk do składania zażaleń. Coś jej podpowiadało, że ta sprawa nie będzie ani łatwa, ani przyjemna, ani pozbawiona nerwów.
- Forsythia Crabbe – kiwnęła pokornie głową, przymykając na chwilę powieki, a na jej ustach wciąż widniał urzędniczy uśmiech. Nawet nie oferowała damie, aby to ona go wypełniła, po prostu wybrała samopiszące pióro i pozwoliła mu notować słowa Lady Selwyn, a sama z uwagą jej słuchała. W głowie tworzyły się różnorodne odpowiedzi, niekoniecznie godne wypowiedzenia w kierunku tak nadobnej damy.
- Lady Selwyn – zaczęła, lustrując bacznie jej reakcję, czy aby na pewno dobrze trafiła. Niemniej jednak najwyraźniej jej przypuszczenia były słuszne. - Rozumiem, że nie została Lady zaznajomiona z nową ustawą? Spieszę z wyjaśnieniem – zaczęła, wyciągając z szuflady biurka plik papierów. – Jak wiemy, gryfy są klasyfikowane w czwartym stopniu zagrożenia. Decyzją podjętą przez departament uznano, że należy wprowadzić zakaz wstępu na tereny zamieszkane przez stworzenia klasyfikowane powyżej trzeciego stopnia, bez stosownego zaświadczenia, uprawniającego Lady do połowu ingrediencji lub innych upoważniających dokumentów wymienionych w artykule 7, w podpunktach c1 i c2. – tłumaczyła, przekartkowując plik papierów, szukając odpowiedniego druku. – A z tego, co wiem, prowadzone są rozmowy próbujące włączyć w tę ustawę trzeci stopień – dodała, wyjmując w końcu upragniony papier. Odchrząknęła nieznacznie, śledząc linijki tekstu wzrokiem. – Proszę, może się Lady zapoznać z nowymi przepisami - podała kobiecie plik papierzysk z nową ustawę. - Wschodnie Dorset zostało również uznane częściowo za teren łowiecki, a także przydzielono mu konkretnego zarządcę z Ministerstwa, który zajmuje się tym terenem. W artykule 8a ma Lady sprecyzowaną działalność inwentaryzacji zwierzyny, w podpunktach jasno zostało wyjaśnione, czym zajmuje się konkretny zarządca. W obecnej sytuacji to od niego powinna Lady otrzymać informację o możliwości połowu ingrediencji na tamtejszym terenie, lecz bez ukazania zaświadczenia, o którym mówiłam wcześniej, nikt Lady nie wpuści na ten teren. Te zwierzęta są niebezpieczne, proszę mieć to na uwadze i pragniemy zadbać o państwa bezpieczeństwo. Wie Lady, ile skarg wpłynęło do Ministerstwa za czasów poprzedniego zarządu względem naruszania prywatności tych zwierząt? Już nie wspomnę o ilości zgonów z powodu niedoświadczonych śmiałków… Wierzę, że Lady rozumie, iż jest to dobra zmiana – uśmiechnęła się, kończąc swój długi wywód. Takie decyzje Ministerstwa ceniła, choć zaostrzały pewne reguły prawne, tak naprawdę chroniły nie tylko magiczne stworzenia, ale przede wszystkim czarodziejów. – Myślę, że po zdobyciu konkretnych zaświadczeń, będzie mogła Lady zdobyć upragnione pióra. Osobiście proponowałabym wynająć łowcę ingrediencji niemniej jednak... jeśli Lady pragnie wybrać się sama, to mogę wytłumaczyć jakich zezwoleń i uprawnień Lady potrzebuje. Uprzedzam również, że do towarzyszenia konkretnemu łowcy, również wymagane jest konkretne zaświadczenie. – Ułożyła dłonie na biurku, splatając ze sobą palce, a jej ciemne oczy śledziły uważnie reakcje arystokratki.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Poczekalnia [odnośnik]29.10.20 11:57
Crabbe. Nazwisko mówiące coś, lecz nieszczególnie wiele. Lady Selwyn, jako wychowanka francuskiej szkoły magii, nie miała w nastoletnich latach wiele czasu na poznawanie osób gorzej urodzonych, a z powodu poglądów poprzedniego nestora, raczej nie bywała aż tak często na salonach z czystokrwistymi o konserwatywnych poglądach, toteż nie było niczym dziwnym, że kobiety po prostu nie znała najlepiej. Właściwie wcale jej nie znała. Z historii magii wiedziała jedynie, że Crabbe powinien mieć konserwatywne poglądy, co w oczach Wendy było niemal równoznaczne z odczuwaniem uwielbienia, szacunku i pokory względem takich, jak ona. Szlachetnych kamieni, których zdanie winno być prawem.
Słowa urzędniczki brzmiały jednak… wątpliwie w tym względzie. Lady Selwyn uniosła brew, słysząc coraz to kolejne wyjaśnienia związane z ustawą, z nowymi prawami, z wyjaśnieniem, co powinna zrobić, a czego nie. Na Merlina, czy ta kobieta oszalała? Oczywiście, lady Selwyn zgadzała się co do tego, że magiczne stworzenia należało chronić, ale przed mugolakami oraz innymi… niewprawnymi rękami, które to jej próbowały odciąć dostęp do cennych składników. Czy ta kobieta nie wiedziała z kim ma do czynienia? Jako sojuszniczka Rycerzy Walpalurgii Wendelina koniecznie musiała mieć dostęp do najlepszych możliwych ingrediencji, aby móc wspierać jeszcze lepszą zmianę. A Crabbe najwyraźniej chciała jej to utrudnić. Czy to oznaczało, że wspierała rebeliantów? Czy była po prostu niewyobrażalnie głupia?
Wysłuchała litanii ciemnowłosej kobiety, jednak nie miała absolutnie najmniejszego zamiaru dać się jej w ten sposób traktować. W trakcie przemówienia twarz miała niemal kamienną, wyłączając jedynie uniesioną brew, nie mając zamiary przerywać, ale gdy pracownica Ministerstwa zamilkła, lady Selwyn spojrzała na nią swoimi chłodnymi, szarymi oczyma. Pochyliła się delikatnie w jej stronę, a jej głos nie znosił sprzeciwu:
Nie sądzę, aby niedoświadczeni śmiałkowie dotyczyli mnie lub moich współpracowników, panno Crabbe – zaczęła. – Nie wiem, czy zdaje sobie panna sprawę, że utrudniając mi dostęp do ingrediencję utrudnia mi panna pracę, tym samym umyślnie czy też nie, popierając całą tą knuta nie wartą rebelię. Jeśli więc nie chce panna, abym posądziła ją o umyślne wspieranie tejże sprawy w tym momencie z a ł a t w i panna mnie i wszystkim wskazanym przeze mnie osobą dowolny wstęp na te tereny. W t y m m o m e n c i e. Czy wyrażam się wystarczająco jasno? Jestem zapracowaną kobietą, panno Crabbe. Jeśli pannę interesują podpisy: proszę bardzo. Ale obawiam się, że to panny, a nie moje zmartwienie.
Wystarczyło w końcu jedno słowo. Jedno podejrzenie. Ministerstwo nie mogło pozwolić sobie, aby w murach Ministerstwa Magii mógł pracować ktokolwiek, kogo w jakimkolwiek stopniu podejrzewano o współpracę z rebelią i Crabbe powinna o tym doskonale wiedzieć.


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 38
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Poczekalnia [odnośnik]29.10.20 14:39
Wysłuchała tego, co miała do powiedzenia szlachcianka, nie przerywając jej i dając w pełni możliwość do wylania tego bezsensownego jadu.
- Nie twierdzę, że dotyczą. Było to stwierdzenie statystyk, które zmusiły nas do podjęcia takich decyzji. Jeśli poczuła się Lady urażona, to przepraszam – zaczęła, starając się godnie reprezentować swój urząd. Przekrzywiła głowę z uśmiechem, analizując tok myślenia lady Selwyn i naprawdę nie potrafiła zrozumieć jakim cudem kobieta zdążyła połączyć tak osobne wątki. W dodatku Forsythii wydawało się, że dama wcale jej nie słuchała lub może nie zrozumiała? Wszak odpowiedziała na jej pytania jasno i klarownie, wytłumaczyła to, co powinno rozwiać jej wątpliwości, a lady Selwyn postanowiła próbować ją zastraszyć czy czymkolwiek była ta próba pokazania swojej wyższości. W końcu Forsythia ani razu nie wspomniała o tym, że tych dokumentów i zaświadczeń nie załatwi, ani nie będzie próbować Lady przed tym powstrzymywać, więc irracjonalność zachowania szlachcianki była co najmniej widowiskowa, aż żal było pannie Crabbe, że nikt inny nie mógł uświadczyć tej komedii. - Droga Lady Selwyn, jeśli uznaje Lady, że moje słowa oraz udzielanie informacji, o jakie Lady prosiła, są utrudnieniem, pragnę zwrócić uwagę, że podważa Lady w ten sposób decyzję Ministra Magii o objęciu tą ustawą każdej osoby, nawet prominentów jak Lady. Nie chodzi o utrudnianie Lady pracy, a o bezpieczeństwo oraz ład i porządek, jakiego nie mogliśmy uświadczyć wcześniej – zauważyła, wyciągając z szuflady stosowne papiery. Ład i porządek – dobre sobie, Ministerstwo było, nieskromnie mówiąc, burdelem, który próbowano przykrywać sylwetką Ministra o szlacheckim urodzeniu. – Niemniej jednak, jak już mówiłam poprzednio, wytłumaczę, czego konkretnie Lady potrzebuje, a potem będzie Lady mogła złożyć odpowiednie podania do wyznaczonych urzędów. Chyba że woli Lady mi zaufać i udamy się od razu do stosownych biur, gdzie pomijając kolejki petentów, dopełnimy odpowiednich formalności osobiście. Nie powinno to zająć dłużej niż pół godziny – jej ton był nadzwyczajnie uprzejmy i spokojny. Nie był to pierwszy raz, gdy ktoś zadzierał nosa, grożąc skargami, jednak tak na dobrą sprawę o ile słowo Lady mogło być znaczące, tak po przedstawieniu sytuacji przed przełożonymi najpewniej zostałaby oczyszczona z zarzutów. Zresztą okazywanie strachu w takich sytuacjach wiązałoby się z czymś na sumieniu, a poza prywatnymi poglądami i dawnymi znajomościami, obecnie nie miała żadnych konotacji z zakonnikami, co więcej, po stronie ojca, jak i matki, posiadała szereg pracowników Ministerstwa, którzy mogli poświadczyć o jej braku zainteresowania współpracą z rebelią, a słowo Blacków było jednak znaczące. – Najprawdopodobniej wówczas, Lady wyjdzie z zezwoleniami oraz zaświadczeniami, z którymi będzie Lady mogła wkroczyć na teren wschodniego Dorset. Czy takie rozwiązanie Lady odpowiada? W innym przypadku czas oczekiwania na dokumenty może znacznie się wydłużyć, nawet do kilku dni, przez wzgląd na brak potwierdzenia in persona. Wówczas moja skromna osoba nie posiada autorytetu, z którym mogłaby przyspieszyć ten proces – wytłumaczyła, wciąż z nienagannym uśmiechem na twarzy, pamiętając nauki przełożonego. Uprzejme traktowanie oraz taktowne tłumaczenie było w tej chwili jedynym rozwiązaniem zaistniałego problemu. Wiele więcej Forsythia tak naprawdę zrobić nie mogła, ale cóż więcej mogła zrobić? Przecież oferowała dosyć dogodne rozwiązanie, jeśli nie najdogodniejsze, choć podejrzewała, że dama może uznać to za kolejną stratę czasu.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Poczekalnia [odnośnik]30.10.20 14:38
O n a podważa zdanie Ministra? A to ci żart. Lord Malfoy na pewno nawet nie wiedział o istnieniu tego typu ustawy. Wendelina nie posadzałaby go o zajmowanie się tak drobnymi i nieistotnymi kwestiami w obliczu rebelii, która regularnie próbowała (nieskutecznie) przejąć Londyn. Do czujnych uszu lady Selwyn regularnie dobiegały glosy o ludziach próbujących przejmować władze nad niektórymi punktami w mieście. Wendelina miała jednak nadzieję, że Ministerstwo prędko się z tym upora. Nie miala z resztą wątpliwości, że to będzie miał prędzej czy później miejsce. Tyle że lepszym wyjściem jednak byłoby prędzej.
Panno Crabbe, panna chyba kompletnie nie rozumie powagi sytuacji, prawda? Nie mam zamiaru nigdzie więcej iść. Wystarczy, że fatygowałam się do panny przez cały ten stojący w poczekalni tłum. Nie sadze przy tym, aby Minister pochwalał w jakimkolwiek stopniu ograniczane działań takiego alchemika, jak ja, szanowna panno. – Nie musiała się przecież tłumaczyć, ale dla lady Selwyn jasnym było, że dostarczane przez nią specyfiki są kluczowe dla działalności Rycerzy, a to im podlegał lord Malfoy.
Wzięła głęboki oddech, starając się zachować cierpliwość oraz spokojny głos:
Posłucha teraz panna, jak załatwimy tę sprawę, dobrze? Ja za chwilę opuszczę ten gabinet, wracając do moich ważnych spraw. Panna, jako szanowna urzędniczka, załatwi samodzielnie wszelkie potrzebne zgody na nazwisko moje oraz nazwisko poniższych łowców – mówiąc, sięgnęła po kawałek pergaminu i najbliżej stojące pióro, nie przejmując się, że papier pokryty był cyframi wygalającymi na całkiem czyste i istotne. To nie interesowało lady Selwyn. – Gdy w ciągu kilku najbliższych dni załatwi panna wszystko, co jest konieczne, do mojej komnaty w Beaulieu wleci sowa, informującą mnie o tym. Wtedy zapomnimy o problemach, z którymi musiałam się przez pannę borykać, a panna nie straci swojej cennej w tych czasach posady. Czy to jest jasne? – Uniosła brew.
Była gotowa, aby wstać i wyjść. Jej ton głosu nie znosił sprzeciwu i była absolutnie przekonana, że siedząca przed nią urzędniczka po prostu przytaknie. W końcu propozycja Wendeliny była wprost nie do odrzucenia, a ona sama naprawdę nie miała zamiaru spędzać ani chwili dłużej, siedząc na tym niewygodnym krześle i wpatrując się w tą domniemaną zdrajczynie swojej własnej krwi. Poza tym naprawdę miała jeszcze dziś wiele do zrobienia. Musiała odwiedzić jeszcze astronomiczną wieżę, pokazać się chociaż na chwilę w jakimś teatrze i omówić detale wystawy kostiumów teatralnych, które przygotowywała jej rodzina. Och, to naprawdę była ogromna ilość zadań jak na jeden dzień z życia cierpiącej na osłabiającą organizm chorobę lady!


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 38
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Poczekalnia [odnośnik]01.11.20 13:30
Urzędniczy uśmiech nadal widniał na jej pełnych ustach, a oczy wpatrywały się w damę, która po raz kolejny próbowała udowodnić, jak bardzo poważną sprawą były te nieszczęsne gryfie pióra. Forsythia wsłuchiwała się w kolejne oczywistości, jakie sypały się z ust lady Selwyn, choć mogłaby przysiąc, że kobieta już zaczyna nad wyraz wyolbrzymiać. Mogła mieć to zezwolenie w ciągu trzydziestu minut, a nie chciało jej się ruszyć szlacheckich czterech liter? Najwidoczniej pióra chyba nie były, aż tak pilną sprawą. Nie komentowała tego jednak w żaden sposób, uznając, że tak będzie zdecydowanie lepiej – nie tylko dla niej samej, ale też dla współpracowników, którym mogła oszczędzić spotkania z wybuchową damą.
Bawiło ją, że kobieta zaczęła przedstawiać drugą opcję jako swój pomysł, niemniej jednak urzędniczka nie protestowała. Jedynie na widok pergaminu, który lady Selwyn zaczęła ozdabiać swym pismem, obcas Forsythii zaczął wżynać się w wykładzinę w nerwowym geście. Próbowała to zignorować, zastanawiając się jakiego zaklęcia powinna użyć po wyjściu kobiety, aby odzyskać dokument. Zastanawiało ją również czy dama była niespełna rozumu, czy po prostu chciała prezentować swoją wyższość, wszak samopiszące pióro notowało przecież każde słowo – czemu nie wypowiedziała tych nazwisk na głos? Paranoja…
Kilka najbliższych dni było wystarczające, spodziewała się z ust damy terminu „na jutro” lub „dziś wieczorem”, ale „kilka najbliższych dni”? Niewymowny spokój opatulił jej ciało, wiedząc, że podoła temu zadaniu bez żadnej skargi ze strony lady. Po wysłuchaniu tych „rozkazów” odezwała się spokojnie, niespiesznie artykułując każde słowo z należytą pieczołowitością. - Oczywiście. Jeśli tak lady sobie życzy, postaram się, aby w ten sposób sprawa została załatwiona najprędzej jak to możliwe – ujęła miłym tonem, kiwając w geście zrozumienia, jednocześnie podsuwając pod kobietę jedynie drobny druk. – Proszę w takim razie o złożenie zaledwie jednego podpisu, abym mogła poświadczyć działanie w imieniu lady – skoro kobieta wciąż miała pióro w dłoni, to chyba nie powinno być problemem, aby nakreślić jeszcze kilka linii, a przynajmniej w to chciała wierzyć panna Crabbe. Była gotowa na kolejną salwę narzekania, lecz tak naprawdę bez tego podpisu może mogłaby się obejść, ale wtedy musiałaby nagiąć niektóre reguły, a tego robić nie chciała, już wystarczająco naginała je dla krewnych. – W czymś jeszcze mogę lady pomóc? – dodała grzecznościowo, sądząc raczej, że dama prędzej rzuci w nią pantofelkiem, niż będzie skłonna załatwić jeszcze jakąś sprawę.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Poczekalnia [odnośnik]03.11.20 13:47
Lady Selwyn westchnęła, poirytowana tym, że ta kobieta wymaga od niej czegokolwiek więcej. Poza tym skąd mogła mieć pewność, że jej pismo nie zostanie niecnie wykorzystane przez tą wątpliwych poglądów urzędniczkę? Faktycznie miała już jednak w ręce pióro, więc choć pokręciła głową po szybkim przeczytaniu druczku po prostu go podpisała.
Odłożyła pióro nieco gwałtowniej, niż to było konieczne, aby po raz kolejny podkreślić swoją władzę i irytacje. Panna Crabbe na pewno nie powinna mieć wątpliwości co do tego, z kim ma do czynienia.
Mam taką nadzieję, panno Crabbe. Proszę pamiętać, że sowa z Londynu do Beaulieu leci co najmniej dzień, a nie będzie mnie interesowało, że zajęła się tym panna wcześniej, jeśli panny wiadomość dotrze do mnie później – zwróciła uwagę, aby kobiecie nie przyszło na myśl odkładania sprawy na ostatni z kilku dni w które ciemnowłosa miała załatwić pozwolenia. – Panna? Nie. Choć nie… Proszę zanotować, aby w dni, w które planuje przybyć do Ministerstwa, na stanowisku znajdował się ktoś bardziej kompetentny od panny. Nie mam zamiaru po raz kolejny tracić mojego cennego czasu na czcze dyskusje – powiedziała. Och, na miejscu tej młódki powinien znajdować się jakiś z jej przełożonych. Lady Selwyn nie sadziła, aby ktoś taki jak ona naprawdę wiedział, co robi. Zwłaszcza, że pracownicy tego wydziału Ministerstwa z natury mieli w sobie cos dzikiego, nieokrzesanego, pozbawionego naukowego podejścia. Wendelina nie bez powodu nie przepadała za zwierzętami, traktując je jedynie jako narzędzia w ludzkich rękach.
Wstała z teatralnym wręcz rozmachem, obrzucając po raz ostatni ubogie pomieszczenie swoim łaskawym wzrokiem, po czym nie żegnając się nawet odwróciła się na pięcie. Ktoś taki jak Forsythia nie zasługiwał na wyrazy uznania i pożegnania i lady Selwyn miała absolutnie przekonanie, że magizoolog zdaje sobie z tego sprawę.
Nacisnęła na klamkę, a gdy tylko otwarła drzwi, jej spojrzenie skierowało się w stronę Caren:
Idziemy – rozkazała, od razu ruszając przez korytarz i nie oglądając się za siebie. Wiedziała, że dziewczyna po prostu pójdzie za nią: – Musimy prędko odwiedzić Pokątną. Odwiedzisz aptekę, inaczej zabraknie nam czasu – wyjaśniła, już wkrótce wchodząc w tłum. Nie znikała w nim jednak: bogato zdobiona suknia i prosta, dumna postawa sprawiały, że i wśród ogromu ludzi lady Selwyn nie umykała niczyjemu spojrzeniu.

| zt dla Wendy


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 38
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Poczekalnia [odnośnik]03.11.20 15:28
Panna Crabbe wciąż wyglądała na promiennie nastawioną względem lady Selwyn, próbując nie zdradzić, jak bardzo miała już dosyć jej szanownego marudzenia. Nerwy strzępiły się z każdą głoską wyplutą z ust damy i zniecierpliwionym gestem. Ulżyło jej natomiast gdy podpis znalazł się na druczku, oszczędziło jej to kilku godzin biegania za postawionymi wyżej rangą urzędnikami. Przynajmniej to chociaż jej ułatwiła, jędza. – Niezwłocznie zajmę się tą sprawą – uprzejmie dodała, względem dopilnowania czasu przesłania dokumentów. Spodziewała się, że już następnego ranka, będzie posiadała zbiór papierów z odpowiednimi zezwoleniami, szczególnie gdy wyruszy na łowy zaraz po wyjściu płomiennej damy.
Kiwnęła mechanicznie głową na wskazanie, aby znajdował się ktoś bardziej kompetentny na jej miejscu przy kolejnej wizycie… Cóż, najwyraźniej lady Selwyn nie znała poziomu innych urzędników i nie wiedziała, jak głęboko mogła wdepnąć w niedoinformowanych pracowników lub mogących znacznie mniej od samej Forsythii. I choć pierwsza myśl panny Crabbe była złośliwa, tak potem zdała sobie sprawę, że patrząc na to wszystko z innej strony, to chętnie zniknęłaby z tego budynku na rzecz zdawania raportów z pracy w terenie, może nie teraz... ale coraz częściej odczuwała potrzebę wyrwania się z miasta. – Rozumiem, przekażę przełożonym – podsumowała, choć nie wiedziała, jak im to przedstawi lub czy w ogóle będzie próbowała opowiedzieć to inaczej niż zabawną anegdotę. – Miłego dnia! – rzuciła za wychodzącą damą, a gdy drzwi się za nią zamknęły z panny Crabbe zeszło powietrze, uśmiech zmienił się w grymas, a dłonie przesunęły się po biurku, tak aby głowa ostatecznie mogła spocząć na drewnie. Parsknęła śmiechem, a potem westchnęła w rozgoryczeniu, psiocząc pod nosem na irracjonalne zachowanie kobiety.
Po kilku minutach błogiego leżakowania usłyszała charakterystyczne pukanie do drzwi i nawet nie zdążyła odpowiedzieć, a jej współpracownik wychylił się, zaglądając do środka. Przez chwilę sądziła, że to królowa fajerwerk postanowiła wrócić i dalej uprzykrzać jej życie, ale potem dotarło do niej, że ona by nie pukała…
- Przeżyłaś? – zapytał mężczyzna, najwyraźniej z lekka zmartwiony stanem, w jakim zastał kobietę. Forsythia leniwie uniosła się z biurka, łapiąc potrzebne papiery. – Jak widać – zauważyła, przeglądając listę nazwisk. – Później ci opowiem o wybuchowej damie – zagaiła, trochę weselej, na co współpracownik roześmiał się lekko, a potem wrócił do swojego gabinetu, zająć się kolejnymi petentami. Natomiast panna Crabbe rozpoczęła swoją wędrówkę po biurach, załatwiając stosowne zezwolenia w imieniu lady Selwyn.

| zt


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Poczekalnia [odnośnik]19.11.20 12:48
/ 29 sierpnia ‘57

Nigdy nie rozumiała biurokracji. A może wcale nie chodziło tu o brak zrozumienia. Zwyczajnie jej nienawidziła. Na samą myśl, że musi użerać się z papierkami, stemplami i kolejkami doprowadzała ją do szewskiej pasji. Dlaczego to wszystko musiało być tak skomplikowane? Dlaczego urzędnicy sami sobie tak utrudniają pracę? Z jednym druczkiem do jednego okienka, po pieczątkę do drugiego, a w trzecim brakuje jeszcze podpisu prababki ze strony ojca. To wszystko przypominało jej kiepski film i choć zapłaciłaby za to by nie przekraczać drzwi Ministerstwa o tej szatańskiej porze to wiedziała, że nikt tego za nią nie załatwi.
Odkąd przejęła obowiązki ojca wszystko zaczęło być bardziej skomplikowane. Czarę goryczy przelewała wojna, która wcale nie interesowała się upadającymi przedsiębiorstwami. Zbierała żniwo z ciał i ludzkiego cierpienia. Zwykła egzystencja w aktualnej sytuacji wydawała się być niemożliwa. Luna nie marzyła o cudzie. Nie myślała, że w ciągu roku będzie w stanie postawić na nogi gospodarstwo, które już od dawna nie prosperowało tak jak powinno. Szlag ją tylko trafiał, gdy marnowała czas. Kto wiedziała ile im jeszcze go pozostało?
Luna od godziny krążyła po korytarzach Ministerstwa. Nawet jeśli przed przyjściem tu obiecała sobie, że wszystko pójdzie z nurtem to nie mogła przewidzieć tego jak bardzo zmienił się magiczny system administracyjny. – Proszę Panią – zaczęła szatynka ściszając głos do szeptu. Jeden ton wyżej i zacznie krzyczeć. – Tłumaczę Pani, że odesłali mnie z tego departamentu właśnie tutaj. Mam znowu tam iść? Po co? – zapytała choć odpowiedź wcale jej nie usatysfakcjonowała. Z ciężkim sercem i kotłującą się głową odeszła od okienka kierując swe kroki do następnego. Starała się nie zaciskać mocniej dłoni by nie pognieść świstku. Jakby kazali jej to jeszcze przepisywać to wyszłaby z siebie.
Krążyła tak od kolejki do kolejki. Wierzyć się nie chciało, że to wszystko jest takie skomplikowane. Burczało jej w brzuchu, bolały ją nogi i głowa od tego ciągłego latania. Kiedy więc odesłano ją po raz setny do innego działu zwątpiła. Nie wierzyła, że uda jej się coś dzisiaj załatwić. Właściwie chyba przestawała już wierzyć w ludzi. Za co ci wszyscy urzędnicy dostają swoje pensje? Skoro w ich obowiązku nie ma nawet rozpatrywania tego typu wniosków. Wchodząc do poczekalni w Departamencie Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami poczuła się jak w więzieniu. Nie wytrzymując dłużej zaczepiła idącą w kierunku wyjścia pracownicę. – Przepraszam – zaczęła nie przyglądając się zbytnio twarzy kobiety. Była już na skraju wyczerpania. – Nie, właściwie to nie przepraszam. Czy tutaj w ogóle ktoś pracuje? Jestem tu od rana, staram się coś załatwić, ale nikt nic nie wie. Jak wygląda rekrutacja na stanowisko urzędnika, bo chyba wszyscy jesteście tu wzięci z ulicy. – wybuchła. Niepotrzebnie, bo kobieta nie była nic jej winna. Doprowadzili ją jednak do tej szewskiej pasji.
Dopiero po sekundzie od swoich słów przyjrzała się bardziej kobiecie. Poskładanie puzzli w całość zajęło jej kolejne dwie. – Na Merlina – zaczęła zdziwiona. – Forsythia? – rozpoznanie dawnej znajomej przyszło jej nad wyraz łatwo. Zwykle miała problem z twarzami. – Przepraszam za mój wybuch, ale… to jest jakiś cyrk. – dodała. Zrobiło jej się głupio, ale co miała zrobić? Czasu już nie cofnie.


no one can say what we get to be so why don't we rewrite the stars?
Luna Lupin
Zawód : właścicielka farmy, dawna solistka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We li­ve, as we dream – alo­ne
OPCM : 11
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8986-luna-lupin?nid=2#270434 https://www.morsmordre.net/t8996-azra#270488 https://www.morsmordre.net/t8995-to-the-moon-and-back#270465 https://www.morsmordre.net/f75-north-yorkshire-farma-lupinow https://www.morsmordre.net/t8998-skrytka-bankowa-nr-2117#270564 https://www.morsmordre.net/t8999-luna-lupin#270567

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Poczekalnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach