Wydarzenia


Ekipa forum
Komnaty Evandry
AutorWiadomość
Komnaty Evandry [odnośnik]17.12.17 13:39
First topic message reminder :

Komnaty Evandry

Sypialnia Evandry sąsiaduje bezpośrednio z komnatą zajmowaną przez Tristana. Przestronna i jasna dzięki wysokim na całą ścianę oknom, została wykończona w ciepłych, pastelowych kolorach, jak większość pomieszczeń w dworku. Na ścianach wiszą leśne pejzaże, zas podłogi otulają miękkie futra z białego lisa. Obszerne łoże z baldachimem kryje się za kaskadą puszczonego luźno, zwiewnego materiału. Rzeźbiona toaletka pełna jest flakoników perfum, kobiecej biżuterii i mazideł oraz pojedynczych, ususzonych bukietów kwiatów. Z sypialni przejść można do garderoby pękają w szwach od sukien, szat i peleryn oraz do łaźni. Przeszklone drzwi prowadzą na balkon, gdzie po czarnej barierce wspinają się pnącza kwiatów.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Evandry - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Komnaty Evandry [odnośnik]06.06.24 5:05
Mogłaby zachowywać się inaczej, łagodniej, sprytniej. Wślizgnąć się w łaski Evandry niczym złudnie ciepła w dotyku żmija, opleść ją czułymi objęciami, wyssać z informacji, wpływów i tajemnic, wykorzystać - do cna. Umacniając swoją pozycję u boku Tristana, jednocześnie subtelnie podkopując rolę żony, z zadowoleniem obserwując jej opadanie na dalszy, szary plan. Znajdowała się w idealnej ku temu pozycji, tak bliska małżeństwu, jak było to w ogóle możliwe, teraz także fizycznie. Potrafiła kusić i wabić, mężczyzn oplatała wokół palca bez jakichkolwiek trudności, z kobietami nie miała wielu niepłatnych doświadczeń, lecz półwila niemal własnoręcznie podawała się na złotym talerzu. Tak naiwna, tak przekonana o ukrytym w każdym czarodzieju okruchu dobroci, tak łasa na okazane uczucie i zrozumienie. Wszystko splatało się w jeden korzystny obraz, niemal błagający o wykorzystanie okazji do własnych celów, a mimo to Deirdre nie podążała za krzykiem zdrowego rozsądku, nakazującemu powrót do wenusjańskich praktyk manipulacji. Tak naprawdę - co mogła osiągnąć w większej skali? Miała władzę, najpotężniejszą, jaką zdołałaby sobie wyobrazić; miała pieniądze - choć nie na własność - cieszyła się nienaganną reputacją. Tristana mieć nie mogła, z tym pogodziła się - czy aby na pewno? - już dawno; dzielenie się nim z inną kobietą bolało. W ten inny, głębszy sposób; sama przynosiła mu w zębach kochanki i ofiary, nie czuła cielesnej zazdrości, lecz świadomość, że ona, Śmierciożerczyni, nie jest jedyną kobietą, która cieszy się całkowitym zaufaniem Rosiera, dotykała ją do głębi. To ona walczyła z nim ramię w ramię, to ona nosiła Mroczny Znak, to ona schodziła razem z nim prosto w piekielne czeluście - a mimo to z własnym życiem i rozterkami zwracał się ku byle arystokratce, pięknej blondynce, która nigdy nie poznała prawdziwego świata. Nie potrafiła tego przeboleć - i uraza ta stała na drodze pogłębienia relacji z Evandrą. Uroczą, otwartą, troskliwą. Stanowiącą żywe i intensywne przeciwieństwo Deirdre, wycofanej, dzikiej, wyniosłej, przywykłej do stawiania czoła życiu na własnych warunkach.
- Nigdy nie czuję się samotna - odparła więc spokojnie, nieświadoma, że takimi krótkimi odpowiedziami, często nieco chłodnymi i pozornie obojętnymi, zdradza o sobie Evandrze naprawdę wiele. Nie potrzebowała przyjaciółki i powierniczki, nie łasiła się do pocałunków i uścisków; potrzebę bliskości zaspokajała w prymitywny, ostry, bolesny sposób. Odkąd spełniali się we troje, nigdy sama nie wpraszała się w objęcia półwili. Do dziś? Dziś też była tu na zaproszenie jednego z Rosierów, wkraczając tam, gdzie nie powinna. Śmiało rozglądając się po najbardziej prywatnej przestrzeni półwili. - Ale twoje towarzystwo to zawsze przyjemność - złagodziła ton dalszej wypowiedzi, wchodząc w głąb pomieszczenia, biorąc głębszy, słyszalny oddech. Świeżość, kwiaty, francuskie perfumy, drogie materiały: czuła to wszystko na końcu nozdrzy i koniuszku języka, pewna, że gdyby polizała odkryty kark Evandry ten smakowałby intensywną słodyczą, pozbawioną goryczy i słonego twistu. - Nie chcę się napraszać. Masz wiele obowiązków - kontynuowała niezbyt zgodnie z prawdą, ciężarną żonę nestora skrywano pod kloszem, to namiestniczka Londynu zjawiała się w Chateau Rose późnym wieczorem, razem z brzaskiem powracając do pracy w stolicy. I nie tylko; odbudowa miasta była przecież tylko częścią jej codzienności. - A ja nie jestem teraz najlepszym towarzystwem - o ile kiedykolwiek nim była, ostrożna, drapieżna; gdy przestała przywlekać najbardziej oczywiste maski, dając Evandrze zajrzeć pod spód nienagannej prezencji, przestała być ujmującą rozmówczynią. - Imponujący budynek, nie zgłębiam jednak jego tajemnic. Jestem tu gościem, poruszam się tylko tam, gdzie muszę - wyjaśniła rzeczowo, nigdy nie zapuszczała się do prywatnych komnat Rosierów, nie próbowała też odnaleźć drogi do biblioteki, wewnętrznych ogrodów, bawialni czy sal bankietowych; ostatnio pracowała bez ustanku, skupiona na ograniczaniu szkód wywołanych kataklizmem. - Nie jestem tu też przesadnie mile widziana - nie skarżyła się, stwierdzała fakt; była kimś obcym, a lojalni Rosierom służący szybko łączyli fakty. Wkrótce do tego grona mieli dołączyć kuzyni, wujowie i reszta krewnych. Wolałaby temu zapobiec. - Szampana - zawsze była na niego pora, nawet jeśli nie mieli powodów do celebracji. Była też ciekawa, jak Evandra poradzi sobie z otworzeniem butelki bez magi, chyba, że ta została już napoczęta. Rzucając nowe światło na umiłowanie rozkoszy przez półwilę.
- Jak się czujesz? Kiedy spodziewasz się rozwiązania? - spytała łagodnie choć - w swoim stylu - do bólu rzeczowo, przysiadając na brzegu łóżka. Węższego od tego należącego do Tristana, mieliby tu trudność z pomieszczeniem się, najwidoczniej więc to względy praktyczne nakazywały spotkania we trójkę w komnatach należących do władcy tej posiadłości. Uczyniła to tylko na chwilę, jakby sprawdzając sprężystość materaca; później szybko wstała, przystając za plecami Evandry. Zdecydowanym gestem odbierając jej szczotkę. - Naprawdę ci mnie brakuje? - dodała niemal na tym samym wydechu, pozornie obojętnie, sięgając po kolejne pasmo srebrzystych włosów. Przeczesała je zaskakująco delikatnie, zabierając się od razu za kolejne. Kątem oka przyglądając się siedzącej przy toaletce arystokratce uważnie, widząc odbicie jej twarzy w pozłacanym lustrze. Wyglądała więcej niż pięknie - nawet uwzględniając zmęczenie i szarość niemagicznej codzienności.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : namiestniczka Londynu, metresa nestora
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +8
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t12147-deirdre-mericourt https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]07.07.24 2:32
Sztywno stawiana przez Deirdre granica jest czymś tak naturalnym, że Evandra zdziwiłaby się, gdyby było inaczej. Jest wyniosłą, zdystansowaną górą lodową, którą podziwiać można tylko na odległość. Wiążąc się z Tristanem, poczuła się pewnie, jakby stała się jego własnością, do której nikt inny nie ma praw — także ona sama. Półwila usilnie stara przedrzeć przez te wszystkie warstwy, nie do końca zadowolona z rezultatów. Potrafi być cierpliwa, ale oczekiwanie staje się z czasem męczące.
- Wiele obowiązków - powtarza za nią z rozbawieniem. - Wiesz, że kobiety w sytuacji podobnej do mojej, zamykają się w komnatach, których nie opuszczają do rozwiązania? Powtarza się nam, że nie należy się przemęczać, najlepiej nie myśleć o niczym ważnym, a już na pewno nie pokazywać się w towarzystwie w stanie odmiennym od zwyczajowego. - Przesuwa dłonią po zaokrąglonym brzuchu. Brzemienność jest czymś normalnym, a jednak wstydliwym, zmuszającym, by trzymać się na uboczu. Także i ją stale się uprasza, aby przystanęła wreszcie, zajęła muzyką, haftem, czy literaturą w domowym zaciszu, lecz dla półwili bezczynność jest prawdziwym utrapieniem. Zwłaszcza że z Evanem zmuszona była spędzić cały czas przykuta do swego łoża w komnacie, zamknięta wyłącznie z własnymi myślami. Odwiedzający ją przyjaciele byli drobnymi chwilami ukojenia, pozwalającymi poczuć się, jakby świat wcale nie stanął dla niej w miejscu, jakby nie została zepchnięta od towarzystwa na dalszy plan, aż przestanie wszystkich gorszyć swoim wyglądem, a zdrowie pozwoli podnieść się na równe nogi i przejść z jednego krańca pałacu na drugi bez utraty tchu. Tym razem Evandra nie zamierza dawać zamknąć się w domu i trzymać pod kloszem. Pozwala jej na to tytuł doyenne i znacznie szersze możliwości, niż u zwykłej arystokratki. Chce czerpać ze wszystkiego, co świat ma do zaoferowania, bo kto wie, czy jeszcze kiedyś będzie miała do tego szansę.
- Sądzę, że Rosierowie muszą przyzwyczaić się do twojej obecności. Przyciągasz spojrzenia, a rzadko bywasz w pałacu. Nic dziwnego, że wszyscy podchodzą do ciebie z ostrożnością - stwierdza gładko i bez dłuższego zastanowienia, bo wcale się temu nie dziwi. - Może dołącz do nas przy herbacie? Pozwól się poznać, zdejmij woal tajemniczości i pokaż, że ich obawy są bezcelowe.
To ostatnie jest naturalnie kłamstwem, o którym obie wiedzą, że nie może zostać odsłonięte. Deirdre jest czarownicą zupełnie innego stanu, która pomimo lat obcowania w towarzystwie osób szlacheckich, nadal nie wypracowała w sobie płynności w obyciu. Czy to dlatego, że Tristan trzymał ją na uboczu, nie chcąc chwalić się butną kochanką, nie uważając za gotową do zderzenia się z ich rzeczywistością? Potrafi ładnie składać zdania, posiada znaczną większość manier niezbędnych dobrze urodzonym, ale faktem jest, że brakuje jej ogłady i potrafi dać się szybko wyprowadzić z równowagi.
Wodzi wzrokiem za krążącą po pokoju czarownicą, nie wyrażając sprzeciwu, gdy zamiast na szezlongu, zdecydowała się przysiąść na jej łożu. Czyżby sądziła, że tej nocy zalegną w nim obie?
- W listopadzie, może w grudniu - mówi, zastanawiając się na głos, bo nie dostała od uzdrowiciela jednoznacznej odpowiedzi. Byłoby zabawnie, gdyby Estelle i Evan mieli urodziny jednego dnia, lecz młodzi pewnie nie byliby z tego zadowoleni, dzieląc się przyjęciem.
Widząc, że Deirdre zmierza już w jej stronę, sięga po szczotkę, podając ją czarownicy. Okręca się nieznacznie na niskim, podbitym jasnym aksamitem krześle i jakby od niechcenia przesuwa dłonią po blacie toaletki. Dotyk na skórze głowy wiąże się z ogarniającym ciało łaskotaniem. Przyjemne ciepło rozlewa się po nim, nawet jeśli gdzieś skrzą się ciche myśli, by w jej obecności nie czuć się tak bezpiecznie. Spogląda w lustrzaną taflę i sięga wzrokiem jasnej twarzy Śmierciożerczyni.
- Mam odpowiedzieć zgodnie z prawdą, czy tym, co chcesz usłyszeć? - Bo na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi, takiej, która zadowoliłaby je obie. Mericourt chce żyć w kłamstwie, bo jest łatwiejsza do przyswojenia. Evandra zaś chciałaby być szczera, zwłaszcza mając w świadomości, że gdyby ona i Aquila ośmieliły się nieco wcześniej, ich relacja wyglądałaby zupełnie inaczej. - Chyba wciąż nie pogodziłam się z myślą, że rozmawiasz ze mną wyłącznie ze względu na Tristana. Nadal uważasz, że to twój obowiązek?



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]11.07.24 5:00
- Zazdroszczę - odparła od razu, gdy tylko Evandra rozpostarła przed nią codzienność brzemiennych szlachcianek. Pielęgnowanych, chronionych, rozpieszczanych. Gdzie ona przebywała w ciąży? Jakie okropieństwa i niewygody musiała znosić? - Gdy nosiłam bliźnięta, wieczorami musiałam zabijać karaluchy, by te nie wpełzły mi do łóżka, wcześniej zaś barykadować drzwi przed pijanymi awanturnikami - kontynuowała łagodnie, miękko, bynajmniej oskarżycielskim tonem. Ufała lady Rosier na tyle, by móc obdarzyć ją szczerością, nawet tą najbrutalniejszą. - Zaś chwilę przed rozwiązaniem zostałam zgwałcona - ciągnęła tym samym, niemal niefrasobliwym tonem, jakby dzieliła się opowiastką o pogodzie w dniu porodu, a nie jedną z dziesiątek traum autorstwa Tristana Rosiera. Deirdre naiwnie sądziła, że Evandra nie wie o jego ojcostwie, nic też nie wskazywało na to, że zadana jej krzywda naznaczona była ręką Rosiera, czuła się więc dość swobodnie opowiadając o tym, co ją spotkało. Nie by wyśmiać kaprysy półwili, ale by przekonać ją, że zamknięcie w prywatnych komnatach było dobrym rozwiązaniem. Gwarantującym jej i nienarodzonemu dziecku nie tylko wygody, ale przede wszystkim bezpieczeństwo. Chciała tego dla niej - i dla kolejnego potomka mężczyzny, którego kochała. Mogącego dorastać w luksusach, obok kochających rodziców i wśród gwardii guwernerów. Odkąd zamieszkała w Chateau Rose, boleśniej przekonywała się o odmiennym starcie dla Evana i bliźniąt. Starcie tymczasowo zrównanym - jak jednak będzie wyglądało ich życie, gdy powróci do Białej Willi? Wolała o tym teraz nie myśleć, skupiona na tym, by przetrwać każdy kolejny dzień na świeczniku, wśród ludzi, dla których była kolejną rozrywką; orientalną zabawką na świeczniku.
Słysząc łagodne słowa Evandry uśmiechnęła się lekko, trochę krzywo, trochę - prowokująco. Zdjęcie woalu tajemniczości brzmiało łatwo, ale na Merlina, jak miała to zrobić, nie powodując u wszystkich tych łagodnych żon i godnych mężów zawału serca? - To chyba nie jest najlepszy pomysł. Pod pozorami madame Mericourt nie kryje się nic przyjemnego czy ciekawego, wiesz o tym - wyjaśniła ciszej, niemal pokornie. Dla większości społeczeństwa nie miała zbyt wiele do zaoferowania. Odgrywała osobę towarzyską, wpływową, skrzącą się urokiem, lecz tak naprawdę była tylko sobą. Wygłodniałą krwi i prymitywnej namiętności wiedźmą, która bezpowrotnie zaprzedała serce i rozum mrocznej magii. O skali tego szaleństwa półwila mogła nie wiedzieć, lecz z pewnością poznała jego zarysy.
A mimo to - pozwalała przebywać jej blisko siebie. Zapraszała do najbardziej intymnego miejsca w swoim domu. Ufnie odwracała się plecami. Szczerze odsłaniając się przed kimś, kto powinien być dla niej wrogiem. I kogo z pewnością nie powinna dopuszczać do rozmów o wyczekiwanym potomstwie.
- Boisz się? Czy bardziej nie możesz doczekać się wolności od ciąży? - pytania dotyczące terminu rozwiązania były krótkie, zdawkowe, ale odbite w zwierciadle spojrzenie Deirdre lśniło niespotykaną dotychczas łagodną ciekawością. Chęcią uzyskania prawdziwej odpowiedzi. Srebrzyste włosy prześlizgiwały się między jej palcami - czesała je z niepasującą do żołnierskiego zachowania łagodnością, nie powodując najmniejszego bólu. Część bardziej krnąbrnych kosmyków przytrzymywała tuż przy skórze głowy, nad karkiem, zdecydowanymi ruchami palców masując skalp. Efektywne, ale przede wszystkim: przyjemne. O dawkowaniu rozkoszy niebanalnymi sposobami wiedziała naprawdę wiele.
O głębi relacji między dwiema kobietami - wręcz przeciwnie. Kochała Cassandrę, wdzięczna za jej opiekę, zafascynowana medyczną wiedzą, zaintrygowana wróżbickim talentem, lecz tamta relacja była podyktowna czymś innym. Wdzięcznością. Zagubieniem. Może i niemoralną wariacją na temat tęsknoty za własną matką; kimś, kto się nią opiekował, kto obdarzał brutalną szczerością, kto stanowił wzór postępowania. Evandra znajdowała się na przeciwległym spektrum, z zwielokrotnionym odbiciem jeszcze intensywniejszych emocji.
- Zgodnie z prawdą - odparła od razu, bo przecież wybrały szczerość. O ostrych krawędziach, potrafiących zadać głębokie rany - była jednak na nie gotowa.
- Nie jesteś moim obowiązkiem - wyznała w końcu, po długiej ciszy, gdy każdy najmniejszy kosmyk pięknych włosów półwili został wypieszczony i rozprostowany perłową szczotką. Odłożyła ją na blat, tuż obok dłoni szlachcianki. Nie ruszyła się jednak zza jej pleców, drobnymi dłońmi dalej przesuwając wzdłuż srebrzystych pukli. W prostych słowach próbując opisać coś, czego nie potrafiła ułożyć nawet w komforcie swych własnych myśli. - Jesteś piękna. I jesteś jego - a ona naśladowała Tristana, podążała za nim, syciła się tym, czym i on się karmił - i kochała to, co poruszało i jego serce. Nie było to proste; gdy muskała kark półwili wyczuwała głęboką potrzebę skręcenia go, zaciśnięcia dłoni na łabędziej szyi, ukrócenia tego idealnego życia - nie ulegała jednak tym podszeptom, a jasne dłonie spłynęły na ramiona Evandry, rozpoczynając delikatny masaż. - Gdybym nie chciała z tobą przebywać, nie robiłabym tego - wyznała w końcu niemal bezgłośnie, palce umiejętnie naciskały spięte mięśnie, a wzrok czarnych oczu nie odrywał się od jasnego odbicia półwili w obramowanym złotem lustrze. - Ale to nie jest łatwe. Ja nie jestem łatwa w bliższej relacji - a przynajmniej nie, gdy jestem szczera - bo przecież mogłaby ją okłamywać, przymilać się, uwodzić. Rozgrywać zaufanie Evandry z korzyścią dla siebie, manipulując nią w każdym aspekcie. Karmiąc ułudą, byleby tylko zyskać jej poklask. Nacisk na ramionach półwili nasilił się, mógł być nieprzyjemny, ale po kilku ruchach - na pewno przynosił rozluźnienie. - I chyba ciągle nie mogę w pełni rozumieć, dlaczego nie kazałaś mu się mnie pozbyć - więc instynktownie czekam na jakiś finalny cios - przemawiała w zamyśleniu, pierwszy raz tak wnikliwie i szczerze; obnażając się z może coraz łatwiejszym do zrozumienia lękiem. Półwila była wnikliwa, mogła połączyć niektóre strzępki informacji - los nie był dla Deirdre łaskawy.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : namiestniczka Londynu, metresa nestora
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +8
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t12147-deirdre-mericourt https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Komnaty Evandry
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach