Wydarzenia


Ekipa forum
Komnaty Evandry
AutorWiadomość
Komnaty Evandry [odnośnik]17.12.17 20:39
First topic message reminder :

Komnaty Evandry

Sypialnia Evandry sąsiaduje bezpośrednio z komnatą zajmowaną przez Tristana. Przestronna i jasna dzięki wysokim na całą ścianę oknom, została wykończona w ciepłych, pastelowych kolorach, jak większość pomieszczeń w dworku. Na ścianach wiszą leśne pejzaże, zas podłogi otulają miękkie futra z białego lisa. Obszerne łoże z baldachimem kryje się za kaskadą puszczonego luźno, zwiewnego materiału. Rzeźbiona toaletka pełna jest flakoników perfum, kobiecej biżuterii i mazideł oraz pojedynczych, ususzonych bukietów kwiatów. Z sypialni przejść można do garderoby pękają w szwach od sukien, szat i peleryn oraz do łaźni. Przeszklone drzwi prowadzą na balkon, gdzie po czarnej barierce wspinają się pnącza kwiatów.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Evandry - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Komnaty Evandry [odnośnik]13.09.21 9:07
Ostatnim razem, gdy pantofle Aquili przekroczyły próg Château Rose miał miejsce w lipcu, gdy to Alphard sięgnął po pierścionek wręczając go prosto w dłoń Melisande. Dzisiaj tamten wieczór pozostał jedynie wspomnieniem, tak samo jak narzeczeństwo tych dwojga i tak samo jak kruche życie jej starszego brata. Spojrzeniem podążała za ścieżką prowadzącą do Sali Burz, gdzie ostatnio dziesiątką uśmiechów rozjaśniała przestrzeń, kroki kierując jednak w stronę, w którą prowadziła ją Evandra. Wieczór pełen emocji wywołał swoiste piętno, choć z pewnością nie smutek i nie gorycz, a ekscytacja na myśl o zbliżającym się kresie tyrani mugolskiej, której to Aquila mogła być świadkiem. Teraz ściskała drobną dłoń przyjaciółki, mijając zdobione korytarze, czując się niemal tak samo jak kilkanaście lat wcześniej, gdy w podobny sposób kroczyły przez Thorness Manor podskakując wesoło. Dwudrzwiowe przejście do komnaty Evandry uderzyło ciepłym blaskiem świec, leśnymi pejzażami na jasnych ścianach i przestrzenią za przeszkloną niemal ścianą. Skrzat został skierowany, aby usłużyć swojej pani alkoholem i przekąskami i rzeczywiście już po chwili Aquila sięgała po kawałek bagietki z oliwą i plaster pleśniowego sera najlepszej jakości. Uczucie komfortu, które zawsze dotykało serce gdy tylko była z Evandrą było silne też dzisiaj, więc bez wahania ugryzła pieczywo, rozkoszując się jego smakiem. Zupa w jednej z restauracji w Staffordshire była oczywiście formą spotkania towarzyskiego przy okazji wspaniałego wydarzenia, ale jakość produktów pozostawała wiele do życzenia, tak więc ten drobny posiłek zaspokajał wszystkie kulinarne potrzeby lady Black. Wykonała różdżką podobny gest do przyjaciółki, gdy okazało się, że pod futrzanym płaszczem śnieg zdążył osadzić się na przodzie spódnicy, teraz skraplając swą postać. Zaraz po tym rozsiadła się wygodnie na kanapie, zsuwając z nóg pantofle i podkurczając kolana do góry, siadając niczym uczennica. Gdy ostatnim razem były same w ten sposób rzeczywiście były studentkami Hogwartu, ozdobionymi zielonymi krawatami i roześmianymi ustami. - Nie wyjdę z wanny przez dzień - zgodziła się z Evandrą, przeczesując palcami włosy, które nabrały specyficznego zapachu, nieco gryzącego w noc. Odbierając szklankę pełną ginu od przyjaciółki, zawahała się nieco, obiecała sobie, że ograniczenie tego typu trunków będzie pomysłem o wiele lepszym niż pogrążanie się w rozpaczy. Czerń strojów przytłaczała, ale trwała w tej żałobie wciąż dumnie reprezentując własny ród i historię Alpharda. - Gdyby nie twoja obecność, to nie zdecydowałabym się - wzruszyła spokojnie ramionami. Pomoc biednym nie była już jej powołaniem, wydarzenia Connaught Square wystarczająco uświadomiły młodą dziewczynę, że nie są oni warci pomocy, a wszystko to, co robi, powinno służyć jedynie propagandzie. Zimne czarne serce nie rozpalało się już na myśl o niesieniu pomocy, znacznie wygodniej było trwać we własnych przyzwyczajeniach. - Przez pewien czas bałam się, że nastąpi atak, ale gdy zjawił się Czarny Pan... - wzięła głęboki oddech, kąciki ust unosząc w górę w stronę przyjaciółki. - To było wspaniałe wydarzenie, niezapomniane - dodała dumna, chwytając za dłoń Wandy. - Podobało ci się, droga Evandro? - pierwszy łyk ginu przeleciał przez gardło, gryzącym smakiem przedzierając się do żołądka, a ciepło alkoholu zapiekło w przełyk. Spoglądała w jej oczy, wspominając mimowolnie ostatnie rozmowy, gdy były całkowicie same. Piękna to wieża.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]20.09.21 7:04
Słuchając Aquili odpowiadała jej uśmiechem, ciesząc się że przyjaciółka odnalazła podczas dzisiejszych wydarzeń satysfakcjonujące ją elementy. Obecność Czarnego Pana zawsze wprawiała w onieśmielenie oraz zachwyt, zwłaszcza tych, którym zdarzało się wyobrażać sobie ogrom jego siły.
- Nie wiem czy podobało się, to odpowiednie określenie - odparła po krótkiej chwili zastanowienia, kiedy do upity łyk ginu podrapał jej gardło. - Bardzo cieszy mnie kolejny sukces, świadomość szerzenia idei jest dla mnie bardzo ważna. - Odpowiedziała na ciepły gest, nieco mocniej zaciskając palce na jej dłoni. - I choć nigdy nie byłam zwolenniczką przemocy, dobrze wiem że kolejne podobne wydarzenia są słuszne. - Odwróciła na bok wzrok, prosty odruch, chęć ucieczki. Nie zamierzała się dziś smucić, ale obraz wykrzywionej w bólu twarzy umierającego brata wciąż rozrywał jej serce i tłumił radość, stale przypominając o tragicznym wydarzeniu. Z pewnym wstydem powróciła znów spojrzeniem do twarzy przyjaciółki, obnażając przed nią chwilową słabość. Skrupulatnie dopracowana maska miała pewne wady, czasem opadając na kilka krótkich sekund, nim znów przesłoni zmęczone lico. Tak jak i Aquila obiecała sobie nie pogrążać się w rozpaczy, a szukać siły w innych miejscach. Także z tego powodu to właśnie ją poprosiła o pomoc przy rozdawaniu ciepłej odzieży dla mieszkańców Staffordshire. Wcale nie dziwiła się zachowaniu lady Black i jej niechęci względem biedoty, po zamieszkach na Connaught Square sama zastanawiała się czy nie zająć się przyjemniejszym zajęciem. Zawsze jednak wracała do niej myśl o przykładnym reprezentowaniu rodziny, ale i daniu kolejnej szansy. Gwałtowna, półwila część natury Evandry zestawiona była z jej ciepłą stroną, pełną wyrozumiałości i skłonności do wybaczania. Złość przychodziła prędko - na zepsutą zabawkę, odmówienie drugiej porcji deseru, niezadowalającą ocenę z zajęć, pozostawienie bez słowa na pastwę losu - płonęła prawdziwie żywym ogniem, by zaraz struchleć pod wyrzutami sumienia czy złamaną etykietą. Na wyrządzone krzywdy reagowała brakiem zrozumienia, jaki zaraz spalał się, ustępując potrzebie przebaczenia. - Ale także wierzę, że w ten sposób mogę wziąć odwet za Francisa. - Uniosła spojrzenie błękitnych oczu z powrotem na lady Black. - Gdyby tylko nie dał im się oszukać i omamić, pewnie byłby tu dzisiaj z nami. - Starała się nieczęsto doprowadzać do takich przemyśleń, wszak to nie życie przeszłością i ciągłe rozdrapywanie ran leżało w planach na najbliższą przyszłość. Podczas ich ostatniej prywatnej rozmowy w ogrodzie przy Grimmauld Place 12 wątpliwości powiodły je do względnego zrozumienia, jakie obie zdawały się akceptować, uznając za wystarczające. W odczuciu Evandry pozostał wciąż posmak niedosytu i braku pewności, ale z biegiem rozmyślań i analizowania słów Aquili doszła do wniosku, że ta przytłoczona jest ogromem zmian i zwyczajnie potrzebuje stabilności, jaką niegdyś niosła im ich przyjaźń. Kim byłaby, niszcząc podtrzymującą resztki normalności więź. Kolejny łyk ginu niemal zaparł dech w półwilich piersiach, nienawykłych do tak mocnego alkoholu. Nie był to kir royal, lecz wystarczyły dwa niewielkie łyki, by błyskawicznie rozgrzać drobne ciało lady Rosier.
- Masz jednak rację, to wydarzenie pozostanie niezapomniane. Wygrywana pieśń, niezwykle podnoszące na duchu przemowy. Choć ufam, że bardziej nie można mnie już przekonać, a żadne z padających dziś słów nie było zaskoczeniem, tak uroczystość podobnych chwil dodaje sił na każdy kolejny dzień. - Uparcie ignorowała fakt, że była światkiem śmierci kolejnych osób, których to swąd palonych ciał wdarł się w jasne włosy. Przeszywające ją dreszcze i nachodzące fale mdłości były jednak niczym wobec wyższości celu, jaki im przyświecał. - Chciałabym powiedzieć, że niepotrzebne obawiałaś się ataku, ale przyznam, że i mnie było momentami nieswojo. Rebelianci są skrajnie nierozsądni, do ich umysłów wdarło się szaleństwo, popychające do ryzykownych zachowań. Wolałabym, by nigdy więcej nie stawali już na naszej drodze. - Zgrabnie przemilczała fakt, że ryzyko ataku nie było jedynym z powodów do niepokoju Evandry. Przysłużyła się temu także i obecność Deirdre, której spojrzenie wyłapała podczas odpoczynku w restauracji, a która stała później na podeście wśród Rycerzy. Do tej pory sądziła, że jej bliskość z Tristanem nie jest aż tak skomplikowana, dzisiejsze wydarzenia pozwoliły uświadomić w jak wielkim była błędzie. Zwłaszcza że tuż po zakończeniu przemów szanowny małżonek odszedł w ciemną noc, na pewno z nią. Wśród zgromadzonych na środku placu osób znalazła jeszcze jedną twarz, jakiej nie spodziewała się odnaleźć już nigdy więcej. Poznany przed dwoma miesiącami Cillian Macnair miał rozpłynąć się w przeszłości, niczym sen o niezrozumiałym znaczeniu, a mimo to pojawił się znów i z pewnością dostrzegł ją pośród tłumu.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]23.03.22 15:45
Mroczny znak nad Staffordshire, usłyszała siedząc jeszcze w Durham. Na początku jedynie zmarszczyła lekko brwi, a kuzyni się ożywili na tę wieść. Dopiero po paru sekundach dotarło do lady Burke, że to dokładnie to samo miejsce, w którym miała przebywać Evandra i pomagać potrzebującym. Nie było czasu na pisanie i wysyłanie słów aby upewnić się, że nic jej nie jest. Mroczny Znak mógł świadczyć o tym, że doszło do czegoś strasznego albo wydarzyło się coś niesamowitego; niezależnie co to było musiało odbić się na przyjaciółce. Będąc żoną Tristana Rosiera nosiła na swoich barkach odpowiedzialność za całą rodzinę i stała u boku człowieka, który był oddany Czarnemu Panu. Od początku było wiadomo, że nie będzie to łatwe życie.
Porwała płaszcz i pomimo sprzeciwu rodziny poprosiła Maczka aby przeniósł ją do Kent. Wylądowała w śniegu tuż przed posiadłością rodu Rosier. Po powrocie będzie czekać na nią ponure spojrzenie Edgara, ale nie dbała o to teraz. Wkroczyła do środka budynku oznajmiając zdumionej służbie, że przybyła zobaczyć się z lady doyenne. Wzrok miała gromiący więc służący zaniechał stawiania oporu i jedynie wskazał czarownicy kierunek w jakim powinna się udać. Podała mu pospiesznie płaszcz, z krótkim i iście żołnierskim “dziękuję”, po czym udała się do komnat przyjaciółki.
-Evandra? - Zapytała pukając w tym samym czasie i po chwili w progu stanęła lady Burke ubrana w prostą, ciemną, suknię, która pomimo swej skromności pozostawała niezwykle elegancka. -Wszystko w porządku? Aquilo? Jak się czujecie? Dotarły do nas wieści, że pojawił się Mroczny Znak na niebie w Staffordshire. - Od razu wyjawiła powód swojej wizyty i każdej przyjrzała się uważnie szukając jakichkolwiek oznak skaleczenia czy urazów. -Przepraszam za najście. - Po chwili się zreflektowała, że wparowała do środka nie zaproszona, kierując się egoistyczną potrzebą upewnienia się, że przyjaciółkom nic nie jest. Nadal bywała dzikim dzieckiem Durham, które najpierw robi, a potem zbiera myśli. Szybki rzut oka upewnił ją, że czarownice wyglądają na zmęczone, ale nie ranne czy w niebezpieczeństwie. Zresztą w tej posiadłości nic im nie groziło, a ród Rosier nie pozwoliłby na to aby włos spadł z głowy lady doyenne i jej gości.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, Dama
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Komnaty Evandry - Page 4 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]24.03.22 20:47
Dzisiejszy wieczór poświęcony miał być świętowaniu, bo oto na placu Stoke-on-Trent otrzymali potwierdzenie, że działają w słusznym celu. Evandrze nawet przez myśl nie przeszło, że zawisły na niebie mroczny znak może sprawić, by ktokolwiek powziął ich sukces w wątpliwość. Dla niej był wszak symbolem radości, zwieńczeniem sukcesu i tym też powinien być dla każdego, kto miał na celu dobro czarodziejskiej społeczności.
Pospieszne pukanie do drzwi zwróciło wzrok półwili w kierunku szerokich drzwi, lecz nie od razu podniosła się z miejsca ze zmarszczonymi brwiami. Spotkanie miało być kameralne, a powód przerwania prywatnej rozmowy musiał być wysoce poważny, skoro służba zdecydowała się zakłócić ich spokój.
- Prim? - zdziwiła się na widok przyjaciółki i odstawiła na moment swój kielich, by w kilku krokach pokonać odległość dzielącą ją od twórczyni talizmanów. - Nie spodziewałam się tu dziś ciebie. - Lady Burke nie była obecna podczas wydarzenia w Staffordshire, była zajęta innymi obowiązkami i sama półwila miała w planach podzielić się z nią wrażeniami w ciągu następnych dni. Widząc jak ta zbliża się z malującym się na twarzy strachem, uśmiechnęła się łagodnie i podeszła doń bliżej, ujmując jej chłodne od podróży dłonie w swoje własne. - Nic nam nie jest. Poza wielką radością, oczywiście - zaśmiała się krótko, od razu przyjmując łagodniejszy ton i zaprosiła przyjaciółkę gestem w głąb własnych komnat. - Głosiliśmy dziś wśród ludności Stoke-on-Trent nadzieję na lepsze jutro. Wspominałam ci, że zajmujemy się zbiórką funduszy na zakup ciepłej odzieży? Wszystko przebiegło zgodnie z planem, a nawet i lepiej. - Doyenne nie kryła uśmiechu, kiedy wręczała szlachciance kielich pełen wytrawnego trunku. - Świętujemy dziś, bo Czarny Pan zaszczycił nas swoją obecnością. Mówiłam właśnie Aquili, jak bardzo cieszę się, że z każdym dniem udaje nam się coraz bardziej wyprzeć siły rebeliantów. - Szeroki uśmiech przygasł nieznacznie, więc i sama sięgnęła po swój kielich, by zamoczyć w nim usta. Wracanie myślami do sylwetki brata, który mógłby wciąż być tu wraz z nimi, gdyby nie niszczycielski charakter promugolskich zbrodniarzy było bolesne, ale też potrzebne, aby nigdy nie zapomnieć co tak naprawdę motywowało ją do dalszego działania.
- A ty, jak się czujesz, Prim? Czy twoje zmartwienie wywołane było wyłącznie troską o nasze bezpieczeństwo? - zapytała, przysiadając na skraju obitego aksamitem szezlongu. To bardzo miłe i dobroduszne z jej strony, że tak przejęła się tą sytuacją. Na jej miejscu zapewne zareagowałaby podobnie, lecz zamiast zjawiać się w Durham osobiście, posłałaby sowę bądź zleciła służbie, by czym prędzej zdobyła dla niej potrzebne informacje.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]27.03.22 1:13
Widząc, że przyjaciółkom nic nie jest odetchnęła z ulgą. Mroczny Znak najczęściej oznaczał, że wydarzył się bunt i Rycerze musieli szybko działać aby go stłumić. Zaniepokojona o obydwie czarownice rzuciła się w drogę nie zastanawiając się za wiele. Przyjęła kielich z trunkiem uważnie słuchając relacji przyjaciółki. Przysiadła obok lady doyenne i już uspokojona upiła łyk z naczynia.
-Pamiętam jak wspominałaś o tych działaniach. - Potwierdziła, że nie były jej obce czyny Evandry. Ta aktywnie wspierała swojego męża oraz innych członków Rycerzy Walpurgii i świeciła przykładem dla innych kobiet z ich otoczenia. Niewiele jednak dam podejmowało jakiekolwiek działania, co samą Primrose mocno dziwiło. Wszystkie były przecież wychowywane w podobny sposób: kobieta ma się angażować społecznie i pochylać nad tymi, którzy potrzebują pomocy. Niestety, spora grupa szlachetnych kobiet wolała siedzieć w ciepłych pieleszach domów i udawać, że to ich kompletnie nie dotyczy. Pogłębiły tym samym krzywdzący obraz czarownic wśród arystokratycznej części społeczeństwa. Utwierdzały przekonanie, że kobieta szlachetnego pochodzenia nie jest zdolna do wyższych działań i podejmowania ich samodzielnie. Ileż to razy lady Burke chciała tym pannom wytknąć ich zachowanie, ale obawiała się, że po całej tyradzie zostanie pożegnana chłodnym wzrokiem. Czasami nie było warto strzępić język. -Czarny Pan? - Wydukała unosząc brwi w niemałym zdumieniu. -Musiało to zrobić ogromne wrażenie na mieszkańcach. - Gdyby ją samą spotkał taki zaszczyt nie wiedziałaby gdzie wzrok podziać. -Co za przeżycie! - Ponownie skosztowała alkoholu czując przyjemne pieczenie w gardle i na języku. Poczuła ulgę, że jej obawy okazały się bezpodstawne, wolała w ten sposób niż gdyby realnie teraz musiała się mierzyć z ranami kobiet. -Obawiałam się, że pojawili się jacyś rebelianci, którzy na was napadli. - Przyznała po chwili podstawę swojego strachu o ich los. -U mnie wszystko w porządku. - Uśmiechnęła się delikatnie. Ostatnie dni spędziła w Durham robiąc paczki noworoczne dla zaufanych osób; takich które warto było wesprzeć w ciężkich czasach.





May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, Dama
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Komnaty Evandry - Page 4 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]06.04.22 14:42
Swojego czasu lady Rosier starała się naprowadzać niechętne zmianom kobiety, nakłaniając je do otwarcia się na nowe, do głośniejszego mówienia o swoich pragnieniach czy do sięgania po zainteresowania, jakie nie są zwyczajowo przypisane kobiecej płci, o szlachetnie urodzonych damach nie wspominając. Zderzyła się jednak z tyloma spojrzeniami niezrozumienia, iż plan uszczęśliwiania ich na siłę musiała porzucić i odłożyć na półkę, zwracając się z poradami wyłącznie do tych, które naprawdę tego chciały.
- Wrażenie było piorunujące! Zapadła przejmująca cisza i tylko jego głos niósł się echem ścianami kamienic otaczających plac. Choć osobiście nie do końca zgadzam się z praktyką siłowych rozwiązań, to nie trzeba mnie przekonywać o słuszności podejmowanych działań. - Westchnęła cicho, zaglądając do środka swojego kielicha. Uśmiech na jej twarzy przygasł nieznacznie, kiedy jej wspomnienia ponownie pognały w kierunku zmarłego brata. - Zdaję sobie przecież sprawę, że niektóre słabsze umysły nie są w stanie pojąć ogromu potencjału ani wagi zachodzących zmian. Przykre jest, że w taki sposób uszczupla się także czarodziejskie społeczeństwo, lecz nie wszyscy potrafią zrozumieć, iż czegoś wielkiego możemy dokonać wyłącznie poprzez mówienie wspólnym głosem. - Uniosła na powrót wzrok na przyjaciółkę, szczerze wierząc w swoje słowa. - Dziś możesz już odetchnąć, Prim, bo nic nam tutaj nie grozi. Powiedz mi za to jak przygotować się do naszego spotkania w Durham - ożywiła się nagle, a na jasnej, choć zmęczonej wydarzeniami dnia twarzy pojawił się szeroki uśmiech, mając już teraz w poważaniu temat nadciągających rebeliantów. Dopóki nie stali w realnym zagrożeniu dla czarodziejskiej ludności, mogły zająć się czymś innym i zdecydowanie bardziej przyjemnym. Planowane od dłuższego czasu spotkanie w zamku rodu Burke miało odbyć się w kameralnym, znanym im gronie, a powód tej wizyty miał być wyłącznie prywatny. Nie każde z nich zaznajomione było z niezwykle hipnotyczną mocą opium, a wedle Primrose miała ona właściwości, jakie z pewnością przydadzą się ich bliskim przyjaciołom w ośmieleniu się do otwarcia. Każde z nich ze zdziwieniem zauważyło jak w wieku dorosłym coraz większą trudność sprawia znalezienie dogodnego dla wszystkich terminu, tak więc tym mocniej ogarnęła Evandrę radość związana z trafieniem na odpowiednią porę, przypadającą na za dwa dni.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]11.04.22 9:10

Popijała drink słuchając z zafascynowaniem opowieści przyjaciółki. Czarnego Pana widziała w swoim życiu ledwie raz i to na pogrzebie Alpharda, gdzie sytuacja była zgoła inna i bardzo przygnębiająca. Nie dało się zaprzeczyć, że czarnoksiężnik ten potrafił jednym spojrzeniem, słowem uciszyć całe tłumy, sprawić, że będą go słuchać. Podobnie jak lady Rosier nie zgadzała się ze wszystkimi metodami, ale za to wiedziała jaki im przyświeca cel i w jakim kierunku zmierzają.
Delikatnie ujęła dłoń przyjaciółki chcąc tym gestem wyrazić swoje wsparcie dla jej osoby. Doskonale wiedziała co się stało z bratem Evandry, jak to mocno się odbiło na niej. Na nich wszystkich, chociaż nie każdy mówił o tym otwarcie.
-Mamy w sobie siłę i ogromne wsparcie za sobą. - Uśmiechnęła się pokrzepiająco do czarownicy. -Będziemy dalej parły na przód.
Chociażby świat miał się skończyć, miałby się walić pod ich stopami była przekonana, że pokonają wszelkie przeciwności i w końcu ujrzą promienie lepszego jutra na horyzoncie. Na razie zakrywał je tuman kurzu wzniecony przez wojenną zawieruchę, ale kiedyś opadnie. Tego była pewna.
-Nic specjalnego. - Zapewniła przyjaciółkę. -Wygodne ubrania, których nie żal pognieść. Będziemy leżeć na pufach, miękkich fotelach wśród wielu poduszek. - Uśmiechnęła się dość tajemniczo i spojrzała na obydwie kobiety. -Zarezerwujcie sobie prawie cały dzień, ponieważ szybko was nie wypuszczę. Zwłaszcza jak nie jesteście przyzwyczajone do działania opium.
Ona sama też nie była ekspertką, ale mając dostęp do tego środka zdarzało się jej w wolnych chwilach podpalać opium dla zrelaksowania i oczyszczenia umysłu. Nic więc dziwnego, że była bardziej odporna a na pewno zaznajomiona z jego działaniem. Ważne dla niej było aby zapewnić bezpieczeństwo swoim gościom, ale przede wszystkim komfort spożywania opium. Wszyscy byli ostatnio zestresowani oraz wiecznie zajęci, uważała, że jeden dzień oderwania się od rzeczywistości dobrze im zrobi. W murach Durham zaś byli bezpieczni i mogli się oddać błogości na paręnaście godzin. Ucieczka była wskazana, zwłaszcza wtedy kiedy miała dać ukojenie.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, Dama
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Komnaty Evandry - Page 4 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]13.04.22 10:36
Zamarła na krótką chwilę, czując dotyk na wierzchu dłoni, zaraz odpowiadając jej uśmiechem. Primrose była jedną z pierwszych osób, które usłyszały o śmierci Francisa w żywej relacji. Półwila poddała się szlochom i płynącym z oczu łzom, kiedy siedząc u podnóża fotela lady Burke pozwoliła sobie na słabość i odsłonięcie zranionego serca. Tamtej tragicznej nocy Primrose stała się jej bliższa, niż dotychczas, jak prawdziwa, rodzona siostra, której nigdy nie miała. Przełamana bariera pozwoliła jej wniknąć bardziej, niż ktokolwiek wcześniej miał okazję i bardziej, niż ktokolwiek w przyszłości otrzyma taką szansę. Słowa pokrzepienia przynosiły ukojenie, nawet jeśli stale powtarzane w niezmienionej formie, musiały wybrzmieć, aby mocniej utrwalić się w pamięci, aby otoczyć je wiarą i z niezachwianą pewnością kroczyć dalej przed siebie.
- Pufy, miękkie fotele i poduszki brzmią jak idealny sposób na spędzenie wtorkowego wieczoru - stwierdziła, kiwając głową z miną znawcy i odstawiwszy na stolik własny kielich, podeszła z powrotem do lustra przy toaletce, by odłożyć naszyjnik oraz zdjąć kolczyki. We własnych komnatach lubiła czuć się swobodnie, a w towarzystwie lady Burke i Black miała pewność, że może sobie na to pozwolić. - Masz rację, Prim, czeka nas pracowity rok, przyda się chwila oddechu. - Spoglądając na przyjaciółkę w odbiciu lustra, posłała jej perskie oczko.
Kreślące się na horyzoncie nadchodzące wydarzenia były jednak niczym w porównaniu z mnogością nagłych, niespodziewanych wypadków, które zaburzyć miały ustalony porządek. Mimo wielkiego zamiłowania do organizacji i planowania, Evandra uwielbiała wyzwania, które wymagałyby od niej wysiłku oraz dostosowywania się do zmian. Elastyczność, zwinność, transmutacja, wszystko to wiązało się z wykorzystaniem dostępnej wiedzy i możliwości, zmuszając do kreatywnego wybrnięcia z sytuacji. Choć nie każda z nich wywoływała uśmiech na półwilej twarzy, to satysfakcja z doprowadzenia do stanu porządku zdawała się wynagradzać dostatecznie wiele.
Dalsza część nocy upłynęła pod sztandarem swobodnych pogaduszek, a przesłane do Durham Castle i na Grimmauld Place 12 listy miały uspokoić rodziny w kwestii nieobecności młodych panien pod dachami własnych domostw. Nie przystoi wszak nadużywać gościnności bliskich znajomych, lecz w przypadku tego trio więź między czarownicami silniejsza była, niż zwykłe, hogwarckie sentymenty.

| zt wszyscy



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]02.06.22 9:30
7 kwietnia 1958 roku
Otrzymany od Primrose list wyrażał zaniepokojenie zamieszczonymi na łamach Czarownicy plotkami, które Rigel zdawał się dodatkowo rozdmuchiwać. Każdego innego dnia odpisałaby od razu, chwyciła za kryształowe pióro i bielony pergamin, by pospiesznie odpisać najbliższym, uspokajając ich gnające w wątpliwości domysły. Tym razem siedziała przy toaletce, po raz kolejny czytając treść listu zaciekawionej lady Burke. Nie tylko oni poczuli się zaalarmowani. Przez ciało półwili przeszedł dreszcz, gdy po otrzymaniu wiadomości sięgnęła do gazety, chcąc zapoznać się ze źródłem. Redaktor Czarownicy sypał pod adresem doyenne samymi komplementami, wychwalając zarówno krój, jak i kolor kreacji, ale to dwa umieszczone w nawiasie słowa sprawiły, że oczy czarownicy powiększyły się do rozmiarów spodeczków filiżanek. Czy to możliwe, by miał rację? Skąd w ogóle wziął się ten pomysł? Tamtego dnia spędziła dłuższą chwilę przed lustrem o ciężkiej, bogato zdobionej ramie, przyglądając się sobie czujnie, jednocześnie nie dostrzegając nic, co mogłoby potwierdzić plotki. Chciała zignorować domysły, pozwolić sobie żyć dalej, niezaprzątając umysłu niespokojnymi myślami, jednak zwyciężyła chęć poznania prawdy.
O pannie Blythe słyszała już wcześniej, gdy przed paroma miesiącami lady Black zdradziła nazwisko swojej uzdrowicielki. Evandra nie miała wtedy potrzeby interesowania się tą czarownicą, zresztą zbyt zajęta ignorowaniem wszelkich niepokojących objawów i maskowaniem ich szerokimi uśmiechami oraz kolejnymi obowiązkami, wszak zajęty umysł nie miał czasu, by zorientować się, że coś może być nie tak. Nazwisko uzdrowicielki padło także z ust Tristana, gdy na pytanie o polecanych magomedyków wskazał ją jako tą, która zyskała zaufanie Rycerzy Walpurgii. Naturalnie, mogła zgłosić się z tą kwestią do Zacharego, który był wszak tym, który towarzyszył jej we wszelkich dolegliwościach, począwszy od ciąży z Evanem, na niespodziewanej teleportacyjnej czkawce kończąc. Tym razem miała to być wyłącznie rutynowa wizyta, upewnienie się, że nie ma najmniejszych powodów do obaw, a powstałe w umysłach czytelników Czarownicy domysły dalekie są od prawdy. Nie było potrzeby niepokoić lorda Shafiq.
Każdy, kto miał szansę, by zobaczyć lady Rosier w miejscu publicznym zastanawia się pewnie, czy elegancję przybiera okazjonalnie, wyłącznie ze względu na towarzystwo. Czy przy codziennych czynnościach, pracy z księgami, zabawie z dzieckiem, strofowaniu służby, znajduje miejsce na eteryczną piękność, jaka zdaje się odbierać mowę najpewniejszym siebie czarodziejom?
Słysząc pukanie do drzwi odpowiedziała zaproszeniem i podniosła się z miejsca, pospiesznie składając list i wsuwając go do jednej z szuflad toaletki. Falbany zwiewnej, długością sięgającej połowy łydek sukienki opadły miękko granatową kaskadą. Prosta bluzka o lekko bufiastych rękawach zwężanych ozdobnymi mankietami w nadgarstkach, zapinana była rzędem drobnych guzików i wsunięta za brzeg paska spódnicy w wąskiej talii. Szczupła dłoń odgarnęła z twarzy złoty kosmyk włosów, jaki wymsknął się spod romantycznie upiętego na karku koka, a sam gest swą lekkością zdawał się być tanecznym ruchem.
- Mademoiselle Blythe, dzień dobry - uśmiechnęła się szeroko do przekraczającej próg komnat czarownicy. - Dziękuję za szybką odpowiedź i chęć spotkania. Wiele to dla mnie znaczy. - Nawet jeśli słowa te kierowane były do Belviny ze względów grzecznościowych, to naprawdę cieszyła się z możliwości rozwiania swoich (a także innych) wątpliwości. - Proszę zasiąść. Może herbaty? - zaproponowała uprzejmie, przetrzymując jeszcze stojącą w drzwiach służącą, by wydać stosowne polecenie w zależności od decyzji uzdrowicielki. Wskazała Belvinie stojące u podnóża łóżka szezlong oraz misternie zdobiony fotel, pozwalając czarownicy wybrać sobie miejsce. Własne komnaty wydały jej się najlepszym z możliwych miejsc do spotkania, gdyby metody pracy panny Blythe okazały się wymagać wysokiego komfortu oraz prywatności.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]12.06.22 22:02
Przywykła już do próśb o pomoc, gdzieś poza szpitalem. Nie każdy chciał przekraczać progi Munga, lecz każdy czasami potrzebował uzdrowiciela, który nie zada wielu wścibskich pytań i zapomni o spotkaniu zaraz po. Tak robiła od długiego czasu, kiedy mogła wyrwać ze zbyt krótkiej doby parę, cennych godzin. Zdarzały się jednak momenty, takie jak wczoraj, gdy musiała dwukrotnie przemknąć spojrzeniem po zapisanym pergaminie, aby zrozumieć, kto prosił o pomoc. Miała już nie raz do czynienia z arystokratami, nadal uważając ich za najtrudniejszych pacjentów. Wymagali więcej, chociaż niczym nie różnili się w oczach uzdrowicieli od każdego innego czarodzieja. Pracując przez pewien czas dla Blacków, zrozumiała tą przesadną potrzebę posiadania magomedyka na wyłączność. Pewne informacje musiały pozostawać między dwiema osobami, nie wypływając dalej. Nie wiedziała, czy i tak miało być tym razem, gdy list lady Rosier nie wyjaśniał zbyt wiele. Krótki i bardzo grzecznościowy, skłaniał by pojawić się w rodowej rezydencji, bez nawet odrobiny domysłów o co mogło chodzić. Takie sytuacje po części były codziennością, ale w pewnym stopniu budziły cień nerwowości. To nie będzie przeciętny pacjent, przypadkowa osoba. Ktokolwiek z rodu Rosier potrzebował pomocy, musiała zachować maksimum profesjonalizmu i nie zawieść swoją wiedzą. Odpowiedź na list wysłała jeszcze poprzedniego wieczora, mając nadzieję, że dotrze na czas. Senu nigdy jej nie zawodził, nawet jeśli czasami był humorzasty, aż do przesady. Miał jednak swój wiek i chyba z tego powodu pełne prawo do niechęci wobec długich lotów.
W Chateau Rose pojawiła się ledwie chwilę przed umówioną godziną i wystarczająco, aby próg komnat lady doyenne przekroczyć punktualnie. Zsunęła z ramienia torbę z kilkoma podstawowymi rzeczami, bez jakich nie potrafił obyć się żaden uzdrowiciel.- Dzień dobry, madame Rosier.- podjęła z uśmiechem w kontrze do słów kobiety.- List nie pozostawił złudzeń, że problem jest pilny, dlatego nie zaryzykowałabym zwlekania.- odparła ze spokojem, przyglądając się półwili.
Podążyła ku wskazanemu miejscu, ledwie chwilę wahając się, gdzie usiąść. Pozostawiła jednak fotel dla tej, która byłą tu Panią, a samej przysiadła na szezlongu. Domyślała się, że rozmowa minie szybko, wraz z nadchodzącymi konkretami.- Poproszę.- przytaknęła na propozycję herbaty. Nie wypadało odmówić ze zwykłego taktu. Odczekała chwilę aż Evandra zajmie fotel, pozostawiając ten czas dla ciszy, jaka zapadła w pomieszczeniu. Ciemne tęczówki skupiały się na smukłej wilej sylwetce, nie uciekając ani na moment ku wnętrzu, które jedynie w progu omiotła wzrokiem, by odnaleźć tą na której prośbę była tu dziś.
- Mogę poznać szczegóły stanu, który zaniepokoił, lady? – spytała bez nawet odrobiny nacisku. To kobieta decydowała, co jej powie i kiedy. Przywykła do tego, chociaż na pacjentów w Mungu potrafiła naciskać zdecydowanie bardziej, chcąc poznać wszelkie problemy z jakimi się borykali i zaradzić temu najszybciej, jak się da.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f447-kent-obrzeza-swanley-cobble-cottage https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]05.07.22 12:05
Omiotła spojrzeniem sylwetkę czarownicy, niewiele od siebie wyższą, jak i niewiele od siebie starszą. Zdążyła już przywyknąć do myśli, że młody wiek w niczym nie przeszkadzał, by sięgać po poważne ścieżki kariery, sama także zachęcała swoje rówieśniczki, by nie bały się marzeń. Panna Blythe sprawiała wrażenie profesjonalnej i oddanej swojej pracy uzdrowicielki, zresztą nie bez powodu została jej polecona. Krótkim skinieniem odpowiedziała na uprzejmości, bez jakich nie mogło obejść się żadne spotkanie, ni to towarzyskie, ani biznesowe.
Nawet nie musiała spoglądać na służącą, starsza czarownica opuściła komnaty Evandry, zamykając za sobą drzwi, by przekazać kuchni polecenie zaparzenia herbaty. Chwila ciszy nie należała do krępujących, choć w głowie półwili kłębiło się mnóstwo niepokojących myśli. Chciała czym prędzej uzyskać pewność, że nic jej nie dolega i będzie mogła kontynuować swoją pracę. Niepewność była uporczywa i wzmagała irytację. Zajmując miejsce w fotelu odczekała jeszcze chwilę, zbierając się w sobie, kiedy do porządku przywołał ją głos Belviny. Półwila niemal machinalnie uniosła nań błękit spojrzenia i przywołała na twarz uprzejmy uśmiech.
- Mam pewne wątpliwości czy aby mój stan można określić pełnią sił - zaczęła bez wahania, już kilkakrotnie wcześniej ćwicząc dobór słów, który najlepiej opisałby wstęp do sprawy. Zamierzała zataić informację, jakoby podejrzenia wzbudził w niej list przyjaciółki i zawarte na łamach szmatławca plotki, a nie własny stan. - Ostatnie miesiące były trudne dla nas wszystkich, łatwo podupaść na zdrowiu. Niepokoi mnie jednak fakt, że w poprzednich tygodniach szczególnie wzmogły się duszności oraz zawroty głowy. - Nawet teraz mierzyła się z uporczywą suchością w gardle, starając się ukryć zmęczenie oraz powstałe trudności. Z lekkim uśmiechem przyjęła pojawiającą się na stoliku tacę z parującym imbrykiem zielonej herbaty, dwoma filiżankami oraz talerzykiem z ciastkami z żurawiną. Cały serwis był z kremowobiałej porcelany, ozdobiony misternymi, różanymi wzorami. Naczynia same uzupełniły się naparem, a Evandra do swojej filiżanki wmieszała kostkę cukru. Wielu uznałoby to za profanację, lecz lady doyenne nie przejmowała się ich opinią. Gorący napój nie parzył ust, pozwolił natomiast zwilżyć spierzchnięte wargi i kontynuować wywiad. - Z początkiem listopada dopadła mnie czkawka teleportacyjna, która dość mocno zaburzyła moją codzienność. Na szczęście dzięki pomocy lorda Shafiq udało się powstrzymać jej efekty. - W późniejszym czasie nie było jednak okazji, by upewnić się czy nie wprowadziła ona żadnych nieodwracalnych zmian. - Natomiast przez wzgląd na przyjmowane przeze mnie eliksiry, chciałabym wykluczyć u siebie ciążę - postawiła sprawę jasno, nadal nie dopuszczając do siebie myśli, że mogłaby to być prawda. Choć znała swoje ciało i uważała, że jest w stanie odczytać jego sygnały, tak nie raz płatało jej figle, dając do zrozumienia że jest wręcz przeciwnie.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]31.07.22 21:00
Cierpliwie czekała, aż lady Rosier nakreśli jej sytuację, wyjaśni dlaczego tutaj była i kto potrzebował uzdrowiciela. Chociaż czas zawsze był cenny i w murach szpitala działała szybko, wiedząc, że na salach jest wielu pacjentów, tak poza pracą miała w sobie tylko więcej spokoju. Tutaj nic jej nie goniło, dlatego z łagodnym uśmiechem spoglądała ku kobiecie. Minimalnie przechyliła głowę, gdy okazało się, że to jednak sama Evandra chciała upewnić się, co do swojego stanu zdrowia. Skinęła lekko z wyraźnym zrozumieniem. Każdy czasami odczuwał niepokój, coś sprawiało, że zaczynał zastanawiać się nad swoim samopoczuciem. To nic złego. Nie przerywała kobiecie, sięgając do torby, by wyjąć dziennik i pióro. Przewróciła strony, by na jednej z pustych zapisać objawy na które uskarżała się niespodziewana pacjentka.
- Cierpi, lady, na jakąś chorobę przewlekłą? – spytała, specjalnie unikając określenia genetyczną. Mając do czynienia z przedstawicielami szlachty, wiedziała, że podobne bezpośrednie pytanie mogło nie być przyjęte zbyt dobrze. Duszności i zawroty głowy, nie dawały jej odpowiedzi, dlatego potrzebowała usłyszeć to z jej ust. Nie była biegła w genetycznych obciążeniach, lecz podczas stażu oraz wczytywaniu się w różne tomiszcze, znała większość z chorób. A przynajmniej ich powszechne objawy.
Spojrzała w kierunku imbryka z herbatą i filiżanek, które za chwilę napełniły się ciepłym naparem. Kiedy jedna z filiżanek trafiła w jej dłonie, upiła nieduży łyk. Nie słodziła herbat od pewnego czasu, zbyt mocno doceniając ich faktyczny smak. Zapisała kolejną informację, tym razem o czkawce. W ostatnich miesiącach zrobił się z tego poważniejszy problem i nie pierwszy raz słyszała, że coś podobnego miało miejsce. Zaczynała zastanawiać się, czy to tylko zbieg okoliczności, że czarodzieje uskarżali się na to, czy coś się działo. Odsunęła jednak tę kwestię na bok, nie chcąc teraz skupiać się na tym.
- Długo zajęło, lady, otrząśnięcie się ze skutków czkawki teleportacyjnej? – pytanie, jak bardzo obciążyło to organizm Evandry, było w tej chwili istotniejsze niż w innej sytuacji. Kreśląc kolejne słowa na kartce, unosiła co chwilę wzrok na kobietę, utwierdzając ją w tym, że nadal jej słuchała. Jednak słysząc o wykluczeniu ciąży i przyjmowanych eliksirach, zatrzymała dłoń tuż nad stroną.
- Jakie są to eliksiry? – spytała. Musiała dokładnie wiedzieć, co było jej przepisane przez uzdrowiciela. Było wiele mikstur, które mogły okazać się szkodliwe, przez wzgląd na to, że były po prostu silne.- Pojawiły się jakiekolwiek objawy sugerujące ciążę? – dodała zaraz. Zamierzała i tak sprawdzić wszelkie ewentualności, ale jeśli cokolwiek sprawiło, że lady Rosier pomyślała o ciąży, wolała to wiedzieć już. Zdarzało się, że kobiety myliły objawy lub denerwowały się na zapas, a finalnie była to tylko choroba, jakieś ostrzejsze zatrucie.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f447-kent-obrzeza-swanley-cobble-cottage https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]11.08.22 10:02
Powiodła dyskretnym wzrokiem za dłonią Belviny, jaką sięgała do torby po dziennik i pióro. Jakie hasła były dlań kluczowe, które uważała za godne zwrócenia uwagi? Powędrowała wzrokiem wyżej ku twarzy czarownicy, nie chcąc się bezczelnie przypatrywać notatkom.
- Tak, na serpentynę. - Choroba nie była w oczach Evandry powodem do wstydu, miała świadomość, że zawładnęła jej ciałem przez wzgląd na przodków, tylko potwierdzając wielopokoleniową czystość krwi. Spodziewała się, że panna Blythe będzie zaznajomiona z teorią choroby, nawet jeśli nie miała okazji jej badać. Czarownic z serpentyną nie było wiele, większość i tak umierała wraz z powiciem pierwszego dziecka i właśnie to martwiło lady Rosier najbardziej.
- Lord Shafiq przygotował dla mnie ziołowe mieszanki łagodzące objawy choroby. Uznał, że biorąc pod uwagę moją przypadłość, zazwyczaj stosowany eliksir osłabiający czkawkę może ten stan tylko pogorszyć. - Przygotowana do rozmowy nie musiała zbyt długo zastanawiać się nad kolejnymi odpowiedziami. - Dzięki naparom można ją było szybko wyciszyć, w ciągu następnych dwóch tygodni udało mi się zwiedzić całe Kent, lecz nic ponad to - uśmiechnęła się blado, pokuszając o drobny żart. Gdyby nie lord Shafiq nie wiadomo gdzie znalazłaby się podczas następnej teleportacji. Tamtego dnia miała wiele szczęścia trafiając na wybrzeże Kornwalii i samego lorda Macmillana, który mimo wyraźnej rozbieżności poglądów nie podniósł na nią różdżki, wyłącznie psując krew. Półwila spuściła wzrok na filiżankę, zamyślając się na moment. Wprawdzie same teleportacje ustały po upływie dwóch tygodni, ale pochmurny nastrój trzymał ją jeszcze długie miesiące. Każdemu, kto zwrócił na to uwagę, powtarzała iż problem leży w chorobie, jednak prawda leżała zgoła w innym miejscu.
- Nie znam ich składu, to eliksiry na wzmocnienie ciała, wobec skutków serpentyny. Aż dziw, że biorąc pod uwagę przekonania niektórych naukowców, nie działają osłabiająco na potencjał magiczny. - Nie mogła powstrzymać się przed ironiczną nutą, kiedy na myśl przywołała nieszczęsny tekst Mulcibera. Im dłużej wpatrywała się w przytoczone w artykule argumenty, tym większą budziły w niej irytację. Nawet jeśli nie stawiała czarownic każdej krwi w jednym rzędzie, to nie potrafiła odeprzeć wrażenia, że gdyby tylko śmielej wyjawiła swe poglądy mężowi, spojrzałby nań bez zrozumienia.
- Objawy? - powtórzyła zaraz za nią, jakby nie do końca przygotowana na to pytanie. Od razu uniosła wzrok na ciemnowłosą czarownicę. Czasem odnosiła wrażenie, że przy serpentynie wszystko może wydawać się objawem, ale nie można dać się zwariować i na każdy, najdrobniejszy nawet szczegół zwracać uwagę. - W moim przypadku mdłości pojawiają się niemal każdego dnia, krwawienie z nosa średnio raz w tygodniu, a krwawy kaszel czasem rzadziej niż raz na miesiąc - tłumaczyła beznamiętnym tonem, przyzwyczajona do takiego obrotu spraw. Już od wczesnego dzieciństwa zmuszona była do ograniczania się podczas zabaw czy nadmiernego przebywania na świeżym powietrzu. Przez długi czas odbijała się nań brak biegłości w pływaniu czy jeździectwie, wywołując niechęć i irytację wobec prowadzących ją uzdrowicieli. Dziś przecież świetnie utrzymywała się już w siodle i coraz dłużej wytrzymywała w terenie bez trudności w złapaniu tchu. Gdyby tylko zabrała się za naukę oraz ćwiczenia wcześniej, teraz pewnie obyłoby się bez większości problemów. - To zwykłe przeczucie. - Nie mogła jej powiedzieć o artykule w Czarownicy, jakież pozostawiłaby po sobie wrażenie, wprost wskazując, że sugeruje się szmatławcem, nie zaś własną intuicją? Mogła tylko wierzyć, że panna Blythe się w niej nie zaczytywała i nie skojarzy zbieżności.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]26.09.22 21:18
Chociaż pytała o choroby, które wśród szlachty nie były nowością, tak na moment dłoń z piórem zatrzymała się nad kartką. Serpentynę. Chyba najmniej spodziewała się takiej odpowiedzi, tej konkretnej choroby. Uniosła spojrzenie na kobietę, ale wątpiła, aby musiała uświadamiać ją, jak niebezpieczna była ciąża przy tej chorobie. Żyjąc z tą wadą genetyczną, musiała być świadoma konsekwencji i ryzyka. Pamiętała, że któraś z gazet wspominała o pierworodnym nestora Rosier. Kolejna ciąża Evandry była więc znów podjęciem ryzyka, ale i sprawdzeniem, jak silny był organizm kobiety.
- Lord Shafiq miał rację, że osłabiając czkawkę w tradycyjny sposób, mógł lady zaszkodzić i to poważnie. Mieszanki ziołowe oraz eliksiry wzmacniające organizm, to w tej sytuacji najlepsze rozwiązanie, które w przypadku ciąży może być dodatkowym wsparciem dla ciała.- najpewniej wcale nie musiała zapewniać o dobrze podjętej decyzji ze strony uzdrowiciela, ale była przyzwyczajona, że czarodzieje czasami chcieli usłyszeć potwierdzenie od kolejnego magomedyka.- Byłoby nawet wskazane, aby lady przyjmowała nadal eliksiry wzmacniające.- dodała zaraz. Kobieta musiała się wzmocnić zarówno przez wzgląd na chorobę, jak i prawdopodobną ciążę, którą zamierzała potwierdzić dziś po szybkim badaniu.
Kącik jej ust uniósł się minimalnie, kiedy usłyszała ironiczny komentarz do teorii, jaka niedawno wzburzyła najpewniej duże grono kobiet.- Zaskakujące, czyżby więc te przekonania były błędne? – uniosła lekko brew, wcale nie wątpiąc, że były stekiem bzdur.- Na szczęście nie musimy przejmować się, że eliksiry będą miały jakikolwiek negatywny wpływ, zwłaszcza brane w odpowiednich dawkach i pod ścisnął kontrolą uzdrowiciela.- dodała już poważniej, powstrzymując się przed przewróceniem oczami. Mimo że kusiło, nie zamierzała poddać się odruchom.
Przywykła, że pewne pytanie zaskakują pacjentów, że mimo najlepszego przygotowania do rozmowy, dotrze do jakiegoś szczegółu, który wytrąci ze skupienia. Skinęła lekko głowa, czekając, aż Evandra wymieni, co ją zaniepokoiło i doprowadziło do podobnych wniosków. Kobiety znały siebie najlepiej, wiedziały, co było normalne, a co martwiło. Czasami na tym polegała, by mieć jakiś zarys, lecz zawsze i tak sprawdzając, co dolegało naprawdę. Objawy, jakie wymieniała lady Rosier, mogły być po części towarzyszącymi prawdopodobnemu stanowi, lecz równie mocno wskazywały na niedogodności typowe dla serpentyny. Uśmiechnęła się lekko na wspomnienie o przeczuciu.
- Dobrze, w takim razie pozostaje nam badanie, które rozwieje wszelkie wątpliwości.- wyjaśniła, odkładając na bok trzymane w dłoniach przedmioty. Nie był potrzebny jej już dziennik ani pióro. Kilka spostrzeżeń pozostało na kartkach do jedynie jej wiadomości.- Wie, lady na czym ono polega? – spytała odruchowo, będąc gotowej przybliżyć kobiecie wszystko, co zamierzała zrobić krok po kroku, ale fakt, że była to kolejna ciąża, była pewna, że Rosier jest już zaznajomiona z podobnym badaniem.- Musi się, lady położyć.- podpowiedziała łagodnie, podnosząc się samej z miejsca.- Postaram się, by badanie przebiegło, jak najszybciej.- dodała, może trochę pocieszająco. Nie był to pierwszy raz ani nie ostatni, kiedy miała sprawdzić brzemienność jakiejś czarownicy.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f447-kent-obrzeza-swanley-cobble-cottage https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Komnaty Evandry [odnośnik]27.09.22 12:20
Wychwyciła zawahanie na twarzy uzdrowicielki, zawieszone nad notatnikiem pióro świadczyło o wewnętrznej walce i wątpliwościach rodzących się w głowie panny Blythe. Musiała być świadoma specyfiki choroby i wiedzieć o szerokim wachlarzu potencjalnych tragicznych skutków. Evandrze również były one nieobce; przez lata nauczyła się o serpentynie sporo i zdawała sobie sprawę z tego, jak kruchy był jej żywot, jak daleko stąpa po kruchym lodzie stale ryzykując, zwłaszcza brzemiennym stanem. Jak jednak inaczej wykonywać swój prawowity obowiązek przedłużania rodu Rosier? Evan wciąż był jeszcze młody, a dzieci jeszcze do wieku wczesnoszkolnego narażone były na liczne zagrożenia, nie tak wiele z nich dorastało do ukończenia szkoły.
- W czasie pierwszej ciąży nakazano mi ograniczyć eliksir wzmacniający, szkodzi dziecku. - Poinformowano ją o ryzyku oraz zwiększonym prawdopodobieństwie poronienia, jak i utraty własnego życia. O tym jak mocno wzrasta częstotliwość i siła ataków serpentyny dowiedziała się już na własnej skórze, kiedy przez kolejne miesiące musiała się borykać z nagłym cierpieniem, jakiego nie sposób porównać do żadnego innego. Świadomość rozpadu i rozsypywania się ciała od środka znacznie wpłynęła na emocjonalny stan lady doyenne, dziś już względnie pogodzonej ze swym potencjalnie rychłym zgonem. Tego zaś wolała nie przyspieszać. - Sądzę, że tym razem nie będzie takiej potrzeby. Lecz o tym zaraz się przekonamy. - Przybrała na twarz blady uśmiech, świadczący o ciągłym przekonaniu co do braku rosnącej pod sercem istoty. Miała przed sobą wiele wyzwań, których plan nie mógł zostać pogrzebany.
- Tak, wiem - przytaknęła i odstawiła filiżankę z powrotem na blat stolika. Podnosząc się z miejsca obeszła łoże i przysiadła na skraju, by następnie ułożyć się na pościeli. Ogarnęło ją zdenerwowanie, zdecydowanie silniejsze od lekkiego ścisku w żołądku związanego z wizytą gościa. Jeszcze przed momentem była niemalże pewna, że spotkanie to będzie wyłącznie formalnością. Znała przecież własne ciało, świadoma była jego ograniczeń, wyłapywała płynące z niego sygnały. Tyle że podobnie sądziła w kwestii swojego umysłu. Przekonana do znajomości jego ograniczeń i płatanych przezeń figli, uznawała się za osobę, która wie czego chce od życia, zna swoje cele czy umiejętności oraz słabości. Tymczasem w ostatnich miesiącach okazało się, iż niewiadomych jest znacznie więcej, niż sądziła. Nauczyła się chodzić z otwartym umysłem, pozytywnie nastawiona wobec niespodziewanych wydarzeń. Chętnie angażowała się w kolejne projekty, z determinacją uczestniczyła w spotkaniach mających na celu omówienie stanu finansowego Rezerwatu czy serię wydarzeń kulturalnych w Czarodziejskiej Operze w Hampshire. Pozytywnie też wspominała pierwszokwietniową noc w towarzystwie Tristana i Deirdre spędzoną w na tyłach Wenus. Za każdym razem gdy wracała myślami do tamtych chwil, na półwilą twarz spływał delikatny rumieniec, nawet jeśli (a może zwłaszcza dlatego?) propozycja specyficznego spędzenia czasu wyszła od niej.
- Miejmy już to za sobą - mruknęła tylko, nie tyle obawiając się dyskomfortu podczas badania, co diagnozy uzdrowicielki.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Komnaty Evandry
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach