Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Rezerwat testrali

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rezerwat testrali - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Rezerwat testrali - Page 5 Empty
PisanieTemat: Rezerwat testrali [odnośnikRezerwat testrali - Page 5 I_icon_minitime11.05.18 22:35

First topic message reminder :

Rezerwat testrali

Niezbyt rozległe tereny leśne przechodzące we wrzosowiska, które zostały objęte ochroną ze względu na licznie przebywające w tym miejscu stada testrali. Nie każdy czarodziej może je zobaczyć, co dopiero mugol; zdecydowano się jednak na zachowanie wszelkich środków ostrożności i przypilnowanie, by nikt niepowołany nie zaplątał się w tamte lasy. Testrale w dużej mierze same potrafią o siebie zadbać, czasem konieczna jest jednak kontrola ich stanu i zachowań oraz upewnienie się, że nie oddalają się poza granice rezerwatu. Fauna i flora niewiele różni się od typowej dla kornwalijskich terenów. W gęstwinie można natrafić na niewielką chatę, chronioną przed wzrokiem niemagicznych zaklęciami, gdzie mogą zatrzymać się czarodzieje odpowiedzialni za utrzymanie tego miejsca w porządku.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
This is not a threat, I promise
I promise
This is not a threat, I promise
It's a warning baby
I just want you to know
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Rezerwat testrali - Page 5 29dcd797e08c26682d2d5e08269b2561

Rezerwat testrali - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Rezerwat testrali [odnośnikRezerwat testrali - Page 5 I_icon_minitime21.01.21 14:12

Alkohole miały tyle możliwości! Istniało tyle sposobów, żeby je wykonać! Oczy Macmillana zabłyszczały na usłyszane pytanie. Tyle czekał na to, żeby ktoś go pytał o produkcję! Ale chwila, nie! Musiał uważać! William otwierał niebezpieczną drogę w postaci długich wywodów Macmillana dotyczących destylacji! Blondyn jednak szybko wyczuł niebezpieczeństwo zagrażające towarzyszowi. Nie był wielkim znawcą, właściwie wiedział tylko trochę, żeby opowiadać w nieskończoność o napojach wyskokowych! Chwilę później poczuł więc wstyd, obawiając się własnej ograniczonej wiedzy.
Są alkohole zrobione z trujących roślin albo zwierząt, na przykład żmij. Zależy jak cię poniesie pomysłowość! Ale chyba czarne ale jest najbardziej specyficzne – odpowiedział krótko. Za tym zaczął rozmyślać. Nie wiedział jak do końca wyglądała produkcja alkoholi z trującymi dodatkami, ale miał nadzieję, że wkrótce miał je poznać. – Wiesz, to nie jest tak, że w tej branży istnieją ograniczenia! Masz też takie alkohole, które nie są aż tak szokujące jak… to piwo… Ale masz też i inne. Miałem kuzyna, który na przykład próbował zrobić whisky z dodatkiem ziół, które miały działać po przekroczeniu odpowiedniej ilości alkoholu we krwi, ale nigdy nie dokończył jej produkcji. To było dla niego zbyt trudne. Byłoby zabawnie! – Zauważył. No może nie do końca byłoby zabawnie. Zbyt często by zasypiał. – Sedno jest w dodatkach! Alkohol sam w sobie łatwo zrobić, ale dodatki są najważniejsze! – Właściwie nie wiedział już czy odpowiedział na pytanie mężczyzny czy nie. Przyjmował jednak, że chyba tak.
Uśmiechnął się, kiedy Moore dodał mu otuchy. Gdyby tylko mogli szybko zakończyć wojnę! Ile by dał, żeby zabrać ze sobą żonę i poświęcić się alkoholowej podróży po świecie! Szybko jednak przypomniał sobie, że trzeba było wrócić do pracy. Beczki same swojej wagi nie mogły zmniejszyć. Nie mówiąc o tym nawozie, który musiał zostać przeniesiony na wóz (choć właściwie już został).
Wiesz, że nie wiem? Ale chyba trzeba samemu je zdjąć – odpowiedział po chwili rozmyślania na pytanie dotyczące zaklęcia. Nie znał się na transmutacji. Nigdy nie była jego ulubioną dziedziną, bo była strasznie wymagająca. Wiedział o niej naprawdę niewiele. Właściwie tylko to, co było mu potrzebne do pracy i ułatwienia życia koniom i innym stworzeniom lub osobom. Nic specjalnego.
Jedna beczka z kolei upornie nie chciała zmniejszyć swojej wagi, więc ponownie rzucił zaklęciem: – Libramuto.
Nie był zły na Moore’a za to, co się stało. Po prostu… każdy mógł się zamyślić. Pech chciał, że William zrobił to akurat wtedy, kiedy w powietrzu znajdował się nawóz. To była naprawdę gówniana sytuacja. Blondyn potrzebował chwili, żeby uspokoić swój kaszel spowodowany obrzydzeniem. Na całe szczęście szybko się oczyścił. Poza tym rozumiał gniew czarodzieja. Sam był wściekły, kiedy dowiedział się, co się stało. Najpierw nie potrafił uwierzyć w aresztowanie Jastrzębi podczas meczu. Później czekało go gorsze zaskoczenie, kiedy dokonano egzekucji na nieszczęsnym pałkarzu Jastrzębi. Co miał mu odpowiedzieć?
Rozumiem – westchnął ciężko. – Gdybym tylko mógł, to odciąłbym tym gnidom ręce lub głowy – dodał, dając upust swoim emocjom. Ile razy śnił o pokonaniu Cronusa Malfoya i ścięciu mu głowy. – Ludzie dosyć się przed nich nacierpieli. A Roderick nie był niczemu winien – dodał przez zęby. – Tak samo chciałbym się odegrać na gnojku, który aresztował Justine.
Martwił się o Moore’a. Może nie powinien zabierać go do pracy w takim stanie? Mógł dać mu czas do ochłonięcia. A może właśnie William powinien robić cokolwiek, żeby tylko nie myśleć o tym, co się stało? Sam już nie wiedział.
Jasne – odpowiedział mu na pytanie o poprawę. Cieszył się, że czarodziej szybko się uspokoił. Choć strata bolała, powinien zająć się czymś innym niż zjadać własne nerwy. Temat pracy i sama praca wydawały się najlepszym rozwiązaniem. – Możemy je związać, a potem zabezpieczyć magią – wyjaśnił. Natychmiast chwycił za linę, którą rzucił Moore’owi znajdującemu się w wozie. – Rzucę na nie Praesieptę, jak skończysz. – Uśmiechnął się radośnie. Dobry był w niego człowiek. – Moore, wciąż jesteś w formie? Mam na myśli… jako gracz Quidditcha? – Zapytał go nagle. Po głowie ciągle chodził mu pewien niecny plan.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rezerwat testrali - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Rezerwat testrali - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Rezerwat testrali [odnośnikRezerwat testrali - Page 5 I_icon_minitime21.01.21 14:12

The member 'Anthony Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 51


Powrót do góry Go down
William Moore
William Moore

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f181-oaza-chata-nr-27 https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Zawód : buntownik; złota rączka
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 25
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

Rezerwat testrali - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Rezerwat testrali [odnośnikRezerwat testrali - Page 5 I_icon_minitime21.01.21 17:31

Słuchanie wykładów na temat alkoholi – nawet długich – wcale mu nie przeszkadzało; chociaż sam nie znał się na tym ani trochę, produkcję wysokoprocentowych napojów uznając za leżącą niebezpiecznie blisko alchemii, to Anthony potrafił mówić żywo i ciekawie, sprawiając, że kolejne pytania same nasuwały się Billy’emu na myśl. Może niezbyt wyszukane – podejrzewał, że większość z nich musiała wpadać w kategorię tych oczywistych – ale nie przejmował się tym zbytnio, gdzieś między jedną porcją nawozu a drugą gubiąc początkowe zakłopotanie związane z brakami we własnej wiedzy. Kiedy Zakonnik wspomniał o truciznach, które najwidoczniej również czasami znajdowały drogę do alkoholi, zmarszczył z konsternacją brwi. – I to nie jest n-n-niebezpieczne? – zapytał, zerkając w stronę Anthony’ego. – Alkohol jakoś zabija tę t-t-truciznę? Czy coś innego ją neutralizuje? – zgadywał na ślepo, nie mając pojęcia, czy pytaniami trafiał przynajmniej w pobliże prawdy. – Ty też eksperyment-t-tujesz? – zagadnął po chwili, zastanawiając się, kiedy znajdował na to wszystko czas; wiedział już, że potrafił bez problemu posłać silną bombardę, był w końcu jej świadkiem zaledwie parę dni temu, a teraz okazywało się, że zajmował się też rodzinnym biznesem. A do tego wszystkiego był lordem – Billy nie miał co prawda pojęcia, jakie obowiązki niosło ze sobą posiadanie tytułu, ale mgliste wizje, które snuł w wyobraźni, zakładały konieczność brania udziału w ogromnej ilości śmiertelnie nudnych balów, o których później rozpisywała się Czarownica. Nie żeby kiedykolwiek ją czytał.
Przyglądał się przez moment procesowi magicznego zmniejszania wagi beczek, póki co nie mając jeszcze pojęcia, że niedługo i jemu samemu przyjdzie użyć tego zaklęcia – i to w okolicznościach zdecydowanie bardziej ponurych niż te dzisiejsze. – Będę musiał p-p-później poćwiczyć, o wiele łatwiej byłoby nosić d-d-drewno w Oazie, gdyby nic nie ważyło. A niedługo chciałbym r-r-ruszyć z budową boiska, dzieciaki nie mogą się doczekać – powiedział mimochodem, wracając do pracy. Poprawił rękawy koszuli, podwijając je nieco wyżej, i jednocześnie cofając się o krok – i całe szczęście, że to zrobił, bo w innym wypadku osobliwa łajnobomba, którą sam przez przypadek zrzucił, rozbiłaby się nie przed jego butami, a prosto na głowie.
Zdusił kolejne cisnące mu się na usta przeprosiny, zamiast tego poświęcając chwilę na pozbycie się resztek mało estetycznej substancji i w milczeniu wysłuchując słów Anthony’ego. Chociaż Zakonnik wykazał się zrozumieniem, wciąż było mu głupio; zwłaszcza, że na ogół nie było go łatwo wytrącić z równowagi, nawet jeśli odrobinę zbyt często zdarzało mu się poddać emocjom. Z cierpieniem odkąd pamiętał najlepiej radził sobie działaniem, przekuwając gniew i żal na pracę, i w ten sposób zużywając szarpiącą zakończeniami nerwowymi energię. W większości przypadków to działało, śmierć Rodericka zdawała się jednak uwierać go uparcie jak cierń w boku – może ze względu na to, jak bardzo była niepotrzebna. I jak nieskończenie niesprawiedliwa. – Nie, nie był. Ani on, ani Justine – odpowiedział na wydechu, zaprzestając prób usunięcia ostatniej brunatnej plamy z rękawa. – Ale jeszcze za to zap-p-płacą – dodał. Był tego pewien jak mało czego.
Skupienie się na zabezpieczeniu ułożonych na wozie beczek pomogło mu oderwać myśli od świeżych wspomnień, a także pozbyć się z policzków szkarłatnego rumieńca zażenowania. – Dobra – przytaknął w odpowiedzi na słowa Anthony’ego, łapiąc w locie rzuconą w jego stronę linę, a później schylając się, żeby zahaczyć jej koniec o otaczającą platformę barierkę. Przeciągnął ją pod spodem, a później w swoją stronę, jak najmocniej zaciskając; nie chciał, żeby pozostał luz pomiędzy nią a drewnianą powierzchnią, żeby beczki nie wysunęły się w transporcie. Wykonawszy jeszcze jedną pętlę, odrzucił wolny koniec liny w stronę Anthony’ego. – Zaczepisz ją p-p-po swojej stronie? Potem obwiążę ją jeszcze raz tutaj – zaproponował, w międzyczasie przesuwając jeszcze ostatnie z beczek. – Praesieptę? – upewnił się, unosząc wyżej brwi. – Sp-p-podziewasz się, że Irlandczycy posuną się aż do k-k-kradzieży? – zapytał, przypominając sobie wcześniejsze opowieści Zakonnika.
Niespodziewane pytanie o jego formę zaskoczyło go na tyle, że w pierwszej chwili nie odpowiedział, niepewny, czy dobrze zrozumiał. Anthony jednak nie poprawił się w żaden sposób, więc wziąwszy od niego ponownie linę i raz jeszcze zahaczywszy ją o barierkę, wychylił się, żeby odnaleźć mężczyznę spojrzeniem. – A co, chcesz się p-p-pościgać? – zapytał żartobliwie, nie mając pojęcia, do czego zmierzał. Skrócił linę, przyciągając ją do siebie mocno, a potem przywiązując solidnym węzłem. – Będziemy rzucać b-b-butelkami? – zgadywał dalej; Irlandczycy mogli mieć różne obyczaje. – Muszę w końcu p-p-podejść do Charlene, jestem ciekawy, czym ten parszywiec w nas cisnął – wtrącił mimochodem, przypominając sobie o fiolce, którą złapał w locie na cmentarzu; wolał nie zastanawiać się, co by się stało, gdyby tego nie zrobił.
Skończywszy wiązać linę, odbił się od platformy, żeby przeskoczyć przez piramidę z beczek i wylądować bliżej Anthony’ego. Otrzepał dłonie. – A tak na p-p-poważnie – podjął znów, orientując się, że właściwie nie odpowiedział na jego pytanie – to nie trenuję już tyle co d-d-dawniej, ale staram się latać, kiedy mogę. Trochę pomagam dzieciakom w Oazie, z-z-założyły tam własną drużynę – tylko potrzebują kogoś, kto nimi p-p-pokieruje – dodał, uśmiechając się ciepło na wspomnienie Płazów; zaledwie dzisiaj rano Timowi udało się wznieść aż do prowizorycznych pętli – był z niego niesamowicie dumny. – Czemu p-p-pytasz? – zapytał z zainteresowaniem. – I co dalej? Rzucać tę p-p-praesieptę? Na każdą beczkę z osobna? – Przystanął, z wyciągniętą różdżką czekając na dalsze instrukcje.




but I will hold as long as you like

just promise me we'll be alright
Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
This is not a threat, I promise
I promise
This is not a threat, I promise
It's a warning baby
I just want you to know
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Rezerwat testrali - Page 5 29dcd797e08c26682d2d5e08269b2561

Rezerwat testrali - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Rezerwat testrali [odnośnikRezerwat testrali - Page 5 I_icon_minitime22.01.21 12:53

Właściwie nie wiedział czy to alkohol neutralizował truciznę. Pech chciał, że na przykład o toujours pur nie wiedział wiele. Być może dlatego, że zawsze kojarzyła mu się z szlacheckimi balami, które niezbyt uwielbiał. Te bowiem kojarzyły mu się z niepotrzebnymi zasadami i sztywną atmosferą. Szczególnie, jeżeli bale wyprawiane były przez nieodpowiednie rody. A szkoda, bo taka wiedza mogłaby okazać się pomocna w przyszłości. Miał jednak nadzieję, że kiedyś dowie się jak było produkowane. Teraz bardziej kłopotało go to, że nie wiedział jak odpowiedzieć na pytanie Moore’a, a przy tym nie wyjść przy tym na zupełnego idiotę.
Pewnie jakiś alchemik przygotowuje odpowiednio węża albo jad z węża – odpowiedział wyraźnie niepewnie, chwytając się za tym za brodę. Zamyślił się na dość długo, rozmyślając czy tak rzeczywiście było. – Muszę przyznać, tylko się nie śmiej, że nie nigdy nie widziałem jak wygląda tworzenie takiego alkoholu. Ale wiem, że wykorzystują właśnie jadowite węże. Mówię o toujours pur, rzecz jasna.
Na kolejne pytanie ponownie poczerwieniał. Chciał eksperymentować, ale każdy eksperyment kończył się fiaskiem. Brak wiedzy był jego najgorszym wrogiem. Jeżeli już zdobywał jakąś informację o alkoholach, to starał się ją wykorzystywać… ale czasem było to za mało. Szczególnie jeżeli ktoś go oszukiwał i zatajał jakiś ważny składnik lub sposób obróbki surowców. Co zrobić! Musiał ćwiczyć, żeby polepszyć swoje umiejętności!
Trochę, ale niezbyt mi idzie – wyjaśnił.
Na całe szczęście, teraz miał na to więcej czasu, bo nikt nie chciał go na wspomniane wcześniej szlacheckie bale zapraszać. Zaczynając od Adelajdy Nott, która potrafiła napisać wyjątkowo nieprzyjemny list, a kończąc na Malfoyach, którzy wysłali za nim list gończy. Nie mniej, obowiązki wokół Zakonu sprawiały, że ostatnimi miesiącami słabo spał, a dzień wydawał mu się zbyt krótki.
Aha – przyznał mu rację. Transmutacja, choć była okropnie trudna, strasznie się przydawała. Żałował jedynie, że nie przywiązywał do niej wcześniej takiej wagi jakiej powinien. Mógłby sobie ułatwić życie przy pracy. I to znacznie! – Choć noszenie drewna dobrze działa na ręce – dodał, klepiąc się po lewym ramieniu. Nie miał może imponujących mięśni tak jak William… ale przez ostatnie miesiące ćwiczył coraz częściej i regularniej, a jego sprawność odrobinę się poprawiła. Powoli wracał do formy sprzed lat.
Na wieść o boisku przerwał zajmowanie się beczkami. Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie i zadowolenie. Sorphon obiecywał w liście, że wesprze budowę boiska. To była dobra okazja, żeby zadziałać. Może i sam mógłby z tego boiska skorzystać?
To super pomysł! Mógłbym ci pomóc – zaproponował bardzo ochoczo. – Sorphon… to jest nasz lord nestor obiecał pomoc, jeżeli pamiętasz. Gdybyś czegoś potrzebował, daj znać.
I nawet incydent z nawozem nie był w stanie zmienić jego zdania i chęci. A on w końcu opanował swój kaszel. Pochłonęła go myśl o boisku, które Moore mógł zbudować! Dzieciaki miałyby odrobinę radości w tych okropnych czasach! A może i starsi!
Z nieschodzącym z twarzy uśmiechem zauważył, że jednak beczka cały czas się buntowała i nie chciała poddać się woli urokowi zmniejszającemu wagę. Wywrócił oczami. Czy naprawdę był tak zły w transmutacji?
Libramuto! – rzucił ponownie, całkiem ostro, ale nic to nie zdziałało. Poddał się. Miał dosyć. Jeżeli chciała być ciężka, niech będzie. – Wingardium Leviosa – rzucił na trzecią beczkę, żeby przenieść ją na wóz. Być może rozmowa o Justine i Rodericku sprawiła, że nie potrafił się skupić. – Jeżeli spadnie jej włos z głowy, to odetnę dłoń każdemu, kto ją dotknął. Bez względu na płeć – odpowiedział jedynie przez zęby, choć starał się brzmieć normalnie. Wierzył w to. Pewnego dnia wszystko wróci do porządku, a on nauczy czarnoksiężników porządnego zachowania. Bał się jedynie o to czy byli w stanie pomóc przyjaciółce i to tak, żeby nie stała jej się krzywda.
Praca pozwalała mu ograniczyć złość. Kiedy już znalazł się w wozie, kiwnął głową Moore’owi. Za tym złapał koniec liny, którą mężczyzna mu rzucił. Pętlę zahaczył po drugiej stronie. Dla pewności pociągnął ją kilka razy, jak gdyby sprawdzając jej wytrzymałość. Wszystko trzymało się w należytym porządku.
Nie Irlandczycy – odpowiedział Williamowi natychmiast. Niedawno stracił jeden transport zapotrzebowania do alkoholi i jeszcze nie dowiedział się kto stał za jego zatopieniem. Nie mówiąc o tym, że sowa, którą wysłał do osoby mającej pilnować transportu dotarła do kogoś innego. – Ktokolwiek, kto chciałby sprawić problemy Macmillanom. Czasami nie wiem czy mogę ufać osobom z przedsiębiorstwa, a już straciłem jeden statek – wyjaśnił wzdychając.
Zaśmiał się głośno, kiedy usłyszał kolejne pytania towarzysza. Nie, nikt nie zamierzał rzucać w nich butelkami. Macmillan pytał o bycie w formie nie ze względu na ten transport. Planował zapytać później kapitana Zjednoczonych o kolejną przysługę. Tym razem za Moore’a.
Zapytaj – polecił, choć nie popędzał go. I on chciał wiedzieć w czym rzucał ich ten przeklęty czarodziej wtedy na cmentarzu. – I ja jestem ciekawy.
Potem znów wrócił do pracy i rozmyślania nad swoją propozycją. Nie był pewien czy lepiej byłoby zachować swój szalony pomysł w tajemnicy. Z drugiej strony… nie mógł pisać do kapitana bez zgody Williama. Nabrał powietrza, jak gdyby miał za chwilę zaproponować skok na Gringotta, a nie coś, co być może zainteresowałoby przyjaciela. Raz kozie śmierć.
Widzisz – zaczął, poprawiając jeszcze beczki. Ta jedna, nie zmniejszona była najcięższa do uporządkowania. Właściwie nie mógł jej ruszyć. – Znam kapitana Zjednoczonych. Nie jakoś… wiesz.. super dobrze, ale… Zjednoczeni są pod patronatem mojej rodziny. Mógłbym poprosić go, żebyś dołączył do drużyny… albo chociaż pomógł im w treningu. Gdybyś chciał, rzecz jasna – wyjaśnił. Nie wiedział czego oczekiwać ze strony czarodzieja, choć miał nadzieję, że nie zamierzał się na niego zezłościć za taką myśl. Uważnie obserwował jego reakcję przed chwilę.
A potem odwrócił wzrok, odszedł na kilka kroków i postanowił rzucić urok zabezpieczający na każdą z trzech wielkich beczek:
Praesiepta! Praesiepta! Praesiepta!




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rezerwat testrali - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Rezerwat testrali - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Rezerwat testrali [odnośnikRezerwat testrali - Page 5 I_icon_minitime22.01.21 12:53

The member 'Anthony Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 89, 73, 28, 13


Powrót do góry Go down
William Moore
William Moore

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f181-oaza-chata-nr-27 https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Zawód : buntownik; złota rączka
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 25
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

Rezerwat testrali - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Rezerwat testrali [odnośnikRezerwat testrali - Page 5 I_icon_minitime23.01.21 1:15

Tużo… Co? – powtórzył z wyraźną konsternacją, nie mając bladego pojęcia, co mógł oznaczać francuski zlepek liter. Nazwę alkoholu? Kraju? Miasta? Producenta? Zmarszczył brwi, podczas gdy na jego czole pojawiła się pionowa zmarszczka, ale ostatecznie machnął ręką, nie chcąc męczyć Anthony’ego dłużej; miał wrażenie, że Zakonnik z jakiegoś powodu stracił część pewności siebie. – Pewnie nie masz czego ż-ża-żałować. Alkohol z wężem brzmi jak coś, co piją p-p-parszywi Ślizgoni – podsumował lekko, wzruszając ramionami. A później skrzywił się, gdy jego myśli w jakiś naturalny sposób pobiegły od wychowanków Slythierinu do Rycerzy Walpurgii. – Może któregoś dnia będą mieć p-p-pecha i otrują się naprawdę – dodał ciszej, nieco mocniej niż było to konieczne zaciskając palce na różdżce i energicznie opuszczając porcję nawozu na przygotowane wcześniej miejsce – z jakąś mściwą satysfakcją wyobrażając sobie, że leży tam jeden z tchórzy, którzy uciekli przed nimi parę dni temu spod londyńskiego cmentarza.
Dostrzegając na twarzy Anthony’ego zmieszanie, klepnął go pokrzepiająco w ramię – gubiąc gdzieś towarzyszące mu wcześniej zakłopotanie związane z lordowskim tytułem. Może nie powinien, ale nic nie mógł poradzić na fakt, że mężczyzna zachowywał się po prostu w porządku, budząc instynktowną i niewymuszoną sympatię. – Jeszcze wszystko p-p-przed tobą – powiedział, posyłając mu szczery uśmiech. I naprawdę tak sądził; chociaż nie znał Anthony’ego zbyt dobrze, to jego zaangażowanie musiało się przecież kiedyś w końcu zwrócić – podejrzewał, że mało który przedstawiciel magicznej arystokracji zdecydowałby się na pobrudzenie sobie rąk fizyczną pracą, zwłaszcza przy czymś, co z pewnością bez problemu mógłby zlecić innym.
A Anhtony, jak mu się wydawało, wcale od pracy nie stronił. – Nie tylko na r-r-ręce – zgodził się z nim, oddalając się o parę kroków. Przebywanie na świeżym powietrzu, wykonywanie prostych z pozoru zadań i wznoszenie czegoś z niczego zawsze sprawiało, że czuł się lepiej – pozwalając mu na oderwanie myśli od ponurej rzeczywistości i nie zastanawianie się tak obsesyjnie nad niepewną przyszłością. Kiedyś tę rolę pełnił w jego życiu Quidditch, bo to na boisku, w otoczeniu drużyny, potrafił zapomnieć o całym świecie, zostawić go daleko – na dole, tam, gdzie wydawał się nieistotny. Gdy wojna zmusiła go do porzucenia gry, początkowo czuł się przerażająco wręcz zagubiony; spokój odnalazł dopiero w Oazie, najpierw pomagając we wznoszeniu domów, później – w wielu innych rzeczach. Dzisiaj, w towarzystwie Anthony’ego, również czuł się po prostu dobrze – na parę momentów zapominając o tym, że kiedy widział go po raz ostatni, stawali oko w oko z Rycerzami Walpurgii – i że zapewne zrobią to jeszcze niejednokrotnie. – Wingardium leviosa – powtórzył po raz kolejny, ostrożnie unosząc koniec różdżki w górę. Jego wargi rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. – No jasne, że p-p-pamiętam, inaczej ten pomysł w ogóle nie miałby p-p-prawa bytu – odpowiedział, zerkając na stojącego niedaleko Zakonnika. Nie potrafiłby w słowach opisać, jak bardzo był wdzięczny – jemu i nestorowi Macmillanów, za to, że nie pozostał obojętny na to, z czym codziennie musieli się zmagać ukrywający się w Oazie ludzie. – Chciałbym mu jakoś p-p-podziękować, ale nie mam pojęcia, co mógłbym mu zaoferować – przyznał, drapiąc się po karku z zakłopotaniem. Wszystko, co przychodziło mu do głowy, wydawało się głupie albo nieodpowiednie. Albo głupie i nieodpowiednie. – Tobie też zresztą, Anthony. Nie p-p-prosiłem cię o pomoc, bo już i tak tyle zrobiłeś, ale jeśli tylko masz ochotę, to każda p-p-para rąk się przyda. I każda różdżka – dodał, posyłając czarodziejowi ciepły uśmiech, a później po raz ostatni szarpiąc nadgarstkiem. – P-p-pomyślałem, że jak skończymy, to można by zorganizować jakiś towarzyski mecz. Może udałoby mi się zrobić drobne up-p-pominki dla zwycięskiej drużyny – dodał w zamyśleniu; dzieci mieszkające w Oazie nie miały wiele – i był pewien, że ucieszyłyby się nawet z drobnostki.
Nieprzyjemny wypadek ze spadającym nawozem skutecznie przywrócił go do rzeczywistości, ściągając jego myśli z podniebnych przestworzy na ziemię – po prowizorycznym oczyszczeniu ubrań i twarzy udało mu się jednak względnie szybko odzyskać rezon, choć jeszcze przez dłuższą chwilę zerkał ukradkiem na Anthony’ego, jakby spodziewał się dostrzec w jego rysach zgrabnie skrywaną złość. Dostrzegając nieudane próby zaczarowania jednej z ostatnich beczek, w pierwszym odruchu wyrwał się do przodu, chcąc zaoferować pomoc, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie, uświadamiając sobie, że i tak nie miał pojęcia, jak rzucić transmutacyjne zaklęcie – więc mógłby przy tym narobić więcej szkody niż pożytku. Zamiast tego sprawnie wskoczył na wóz, żeby razem z Anthonym zabezpieczyć beczki przed podróżą. Gdy wspomniał o Justine, uniósł na niego spojrzenie, ale nic już nie powiedział, dokładając starań, żeby utrzymać własny gniew na wodzy; nie mógł mu tutaj w niczym pomóc.
Myślisz, że zatop-p-pili go celowo? – zapytał, przyciągając mocniej linę do siebie, ale zanim Anthony zdążyłby mu odpowiedzieć, zrobił to we własnych myślach sam: oczywiście, że zatopili go celowo. Tak właśnie działali – niszczyli, równali z ziemią; czy nie to samo stało się z lodziarnią Floreana? – Gnojki. Niech tylko sp-p-próbują czegoś tym razem – dodał butnie, w złości nieco zbyt mocno szarpiąc za linę; napięła się niebezpiecznie, drewno skrzypnęło pod naciskiem, ale nic więcej się nie stało.
Dokończywszy wiązanie węzła, wrócił do Anthony’ego, żeby pomóc mu w przesunięciu ostatniej beczki; ciężka, nie dawała się ruszyć z miejsca, ale uchwycił ją z drugiej strony, jednocześnie zapierając się nogami o ziemię; we dwóch powinni dać radę. Jednym uchem słuchał słów Zakonnika z zainteresowaniem, w pierwszej chwili nie potrafiąc jednak wysnuć z nich sensu; ten dotarł do niego po paru sekundach, sprawiając, że Billy najpierw znieruchomiał, zapominając całkowicie o beczce, a później wyprostował się, żeby spojrzeć z zaskoczeniem na Anthony’ego – przez moment milcząc i zwyczajnie mu się przyglądając, jakby czekał na puentę opowiedzianego właśnie żartu. Tylko że to nie był żart. Otworzył usta, po czym ponownie je zamknął, nie odnalazłszy na języku odpowiednich zdań; co mógłby powiedzieć? Zrobiło mu się gorąco, a zaraz potem zimno; słowa Zjednoczeni i dołączyć do drużyny, postawione obok siebie, brzmiały tak nierealnie, że przez chwilę miał ochotę parsknąć śmiechem – ale zamiast tego oparł się ciężko o bok wozu, wypuszczając ze świstem powietrze z płuc. – Nie wiem, co p-p-powiedzieć – odezwał się w końcu, decydując się na szczerość. – To znaczy – podjął po sekundzie, nasadę dłoni opierając o skroń, jakby miało mu to pomóc w poukładaniu tego, co właśnie usłyszał – rety, Anthony, p-p-pytasz, czy bym chciał? No j-j-jasne, że bym chciał tylko… Na co ja wam… im… się p-p-przydam? Nie będę mógł wyjść na boisko w p-p-pierwszym składzie, wiesz, że nie. – I to nie tylko dlatego, że potrzebował paru miesięcy, żeby dojść do formy, która by mu to umożliwiała; nie miał zarejestrowanej różdżki – i nigdy nie miał jej otrzymać, a fakt, że był byłym Jastrzębiem, tylko malował na jego plecach dodatkowy cel. Ale może mógłby?.. – Ale może m-m-mógłbym – wypowiedział własne myśli na głos – t-t-trenować z chłopakami w rezerwie? Dop-p-póki sytuacja się nie ust-t-tabilizuje, i dop-p-póki nie będę się nadawał? – Przełknął ślinę. – Od-d-drobiłbym wam to jakoś, p-p-potrafię dużo rzeczy – mógłbym przychodzić wcześniej albo zostawać d-d-dłużej, i nie wiem… Sp-p-przątać, dbać o boisko, jeśli cokolwiek będzie wymagać nap-p-prawy, to trochę się na tym znam – mówił dalej, nieświadomy, że każde kolejne słowo wypowiada szybciej, zlepiając je w jeden długi ciąg głosek. – Myślisz, że Dimitri by na to p-p-poszedł? – Czy naprawdę to rozważał? Od samej perspektywy kręciło mu się w głowie, Quidditch był czymś, co właściwie już pogrzebał, choć brakowało mu go każdego dnia – nie związanej z nim sławy, nie okrzyków na trybunach, a zwyczajnej adrenaliny i radości płynącej z gry.
Gdy Anthony odwrócił spojrzenie, odchodząc kawałek dalej, przez moment stał jeszcze nieruchomo, jakby właśnie uderzyło w niego potężne fulgoro, a później się ocknął – choć kiedy dołączył do Zakonnika, czuł się jeszcze odrobinę skonfundowany. – Pomogę ci – zaproponował, widząc, jak czarodziej rzuca zabezpieczające zaklęcie na beczki. – Praesiepta – wypowiedział, kierując różdżkę na jedną z nich. – Praesiepta – zrobił to samo z drugą. Później przeniósł spojrzenie na Anthony’ego. – To co, z-z-zostało nam je przewieźć? – upewnił się; z jakiegoś powodu nie potrafił powstrzymać szerokiego uśmiechu, który sam z siebie wypłynął na jego usta.
[bylobrzydkobedzieladnie]




but I will hold as long as you like

just promise me we'll be alright


Ostatnio zmieniony przez William Moore dnia 23.01.21 1:19, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rezerwat testrali - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Rezerwat testrali - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Rezerwat testrali [odnośnikRezerwat testrali - Page 5 I_icon_minitime23.01.21 1:15

The member 'William Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 40, 90, 27


Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
This is not a threat, I promise
I promise
This is not a threat, I promise
It's a warning baby
I just want you to know
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Rezerwat testrali - Page 5 29dcd797e08c26682d2d5e08269b2561

Rezerwat testrali - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Rezerwat testrali [odnośnikRezerwat testrali - Page 5 I_icon_minitime23.01.21 19:26

Nie miał pojęcia co dokładnie znaczyło toujours pur. Wiedział jedynie, że to alkohol i z czego był zrobiony. Francuskiego natomiast zupełnie nie znał i nie zamierzał poznawać. Machnął dłonią na próbę ponowienia nazwy przez Moore’a. Kto wie, może sam Macmillan źle to wymawiał, więc lepiej, żeby i on nie próbował. No i nie było ważne jak się to nazywało! Chciał tylko dać przykład, że do alkoholu można było dodać wiele składników! Nawet tych, których nikt by nie oczekiwał, tak jak nawóz testrala czy jad węża. Mężczyzna miał jednak rację – nie miał czego żałować! Wspomniany alkohol uwielbiały rody, które obecnie nienawidziły Macmillanów. A ten kto znał się na alkoholach i tak wybrałby ognistą!
Miejmy nadzieję – zaśmiał się na jego niezbyt miłe życzenie dla Ślizgonów (choć podejrzewał, że było ono skierowane także do konserwatywnej szlachty). Rozbawiło go to, bo w sumie… chciałby żeby tak się stało. Choć może bez ofiar w postaci dam. Przynajmniej nie tych niewinnych, a takie na pewno istniały nawet po tej „złej” stronie.
Pokrzepiający gest Williama sprawił, że Macmillan nabrał czerwonej barwy na polikach. Marzył o tym, żeby zostać najlepszym wynalazcą magicznych alkoholi, ale… obawiał się, że jego marzenie nie mogło zostać spełnione. Był w zbyt niekorzystnej sytuacji. Właściwie wróżył sobie przedwczesną śmierć z rąk czarnoksiężników, może nawet w tym roku, a jeżeli było mu dane przeżyć tę wojnę, to mógł zgnić w jakiś lochach. Gdyby jednak miał żyć normalnie, to kto wie, może ten parszywiec sir Calvin miał go prześcignąć w staraniach. Zwyczajnie był pesymistą.
Uśmiechnął się przyjemnie, bo nie spodziewał się otrzymać wsparcia ze strony Williama. Nie znali się w końcu zbyt dobrze, ale odczuwał dobrą aurę z jego strony. I Macmillan życzył mu wszystkiego, co najlepsze. Tym szerzej, gdy zdawało się, że oboje rozumieli się na wielu płaszczyznach, w tym i co do aktywności fizycznej.
Nie uwierzysz, ale kiedyś byłem przystojniejszy i miałem więcej mięśni – zaśmiał się, rzucając (jak mu się zdawało) zabawnym faktem ze swojej historii. Pech chciał, że potem przyszła smutna rzeczywistość, nieszczęścia, depresja i alkoholizm, do którego się nie przyznawał. – Gdybyś chciał kiedyś poćwiczyć, daj mi znać – zaproponował, bo chciał wrócić do starej formy.
Uśmiechnął się szeroko, kiedy wspomniał o byciu wdzięcznym. Nie miał za co. Musieli się wspierać. Sorphon choć zachowywał odrobinę dystancji, wydawał się wspierać ich cel. Nie musiał mu za to dziękować, przynajmniej nie w mniemaniu Macmillana. Wystarczyło, żeby Oaza zaczęła dobrze funkcjonować, a Anglia wracała powoli do normalności.
Skleć jakiś list, ale myślę, że nestor byłby bardziej zadowolony, gdyby mógł na własne oczy zobaczyć to boisko, a jeszcze bardziej, gdyby zobaczył na nim jakiś mecz – odpowiedział mu i poklepał go po plecach. Pomógł mu przy ostatniej Wingardzie, na tyle na ile potrafił. – Zawsze jestem chętny do działania – bo wbrew temu, co mówił William uważał, że robił zbyt mało. Nie chciał być niepotrzebnym Zakonnikiem. Chciał walczyć, ale i działać tam, gdzie tylko wydawało się to potrzebne. – Pod warunkiem, że nie powiesz mojej matce, że pracowałem jak zwykli czarodzieje – dodał. Lady Macmillan przywiązywała wagę do swojego tytułu, choć nie tak jak inne lady.
Westchnął ciężko, kiedy już zaczęli rozmawiać o zatopionym transporcie. I on był wściekły, ale starał sobie powtarzać, że mógł się jeszcze odbić i nadrobić stracone beczki czymś innym. Właściwie, że cała destylarnia mogła zyskać na innym miejscu. Na przykład w Irlandii, w browarni z którą chciał nawiązać kontakt.
Yhm – odpowiedział mu. – Ale jeżeli ten transport się uda, a ja mógłbym zdobyć ich przepis na ale to może mógłbym zyskać i więcej, choć po dłuższym czasie – dodał. Zdobycie przepisu to jedno, ale wykorzystanie go do własnych celów było czymś innym. – Pod warunkiem, że wszystko dobrze pójdzie. Listy gończe mi nie pomagają, ale miejmy nadzieję, że i tam pracują czarodzieje mugolskiego pochodzenia. Rozumiesz, żeby ich wziąć pod włos. – Nie wiedział czego oczekiwać, dlatego propozycja Moore’a, żeby pójść razem wydawała mu się całkiem dobra.
William pomógł mu z ostatnią beczką przy pomocy własnych mięśni. Gdyby nie on, pewnie w ogóle by nie drgnęła. Macmillan naprawdę zaczął zastanawiać się nad bardziej intensywnym treningiem. Wyraźnie czuł, że się pocił, a to go niepokoiło.
Po tym transport był gotowy. Beczki stały w odpowiednim miejscu. Liny powinny wytrzymać i utrzymać je na niebezpiecznych wybojach. Taką miał nadzieję.
Jego pytanie było poważne, a jednak udało mu się zaskoczyć przyjaciela swoją propozycją.
Co tak na mnie patrzysz jakbyś spadł z gwiazdki? – Zapytał, bo nie wiedział czy może powiedział coś złego albo niezrozumiałego. Owszem, żartował sobie kiedyś z Jastrzębi, ale teraz nie miał po co. Właściwie żałował swoich wieloletnich żartów. No i Moore pokazał, że nieźle szybował na miotle.
Wysłuchał czarodzieja uważnie, podpierając się przy tym na beczce, żeby chwilę odpocząć. Okropnie śmierdział nawozem i potem, co trochę go brzydziło. Musiał dobrze pomyśleć nad tym jak ukryć się przed matką i rodziną, bo pewnie wyklęliby go za fizyczną pracę albo stwierdzili, że już zupełnie zwariował.
Widzisz, załatwione. Pogadam z Dimitrim, żeby wziął cię choćby do rezerwy. Chłopacy i tak nie chcą grać ze względu na Ministerstwo – odpowiedział z uśmiechem. Rozumiał zakłopotanie Moore’a. W końcu był skromnym chłopakiem, o czym zdołał się przekonać. – Do tego czasu możesz mi pomóc przy transporcie  – zaproponował, bo nie oczekiwał szybkiej odpowiedzi.– Na dniach powinniśmy ruszyć, chyba że Ministerstwo znowu coś wymyśli. A o Dimitriego się nie martw. Za poprzednią flaszkę powinien mi pomóc. No i… mógłby mi zrobić przysługę, bo kto wie może na świat przyjdzie kolejny gracz Zjednoczonych – zaśmiał się, wtrącając w to informację o ciąży swojej żony.
Cieszył się, że William postanowił go wyręczyć i rzucić za niego urok zabezpieczający na dwie ostatnie beczki.
Praesiepta – rzucił w tę, która nie chciała zostać zabezpieczona pomimo wszelkich ich starań. – Libramuto – rzucił w tę, która była zbyt ciężka. Chciał zwyczajnie spróbować raz jeszcze. Mimo wszystko martwił się o konie.
Teraz pozostawało im tylko przewieźć wszystko do Irlandii. Poklepał Moore’a po plecach. Odwalili dobry kawał roboty. Prawdziwej roboty. Z kieszeni wyciągnął swoją piersiówkę i podetknął ją pod jego nos.
Żeby nam się udało – rzucił w ramach toastu. – Zasłużyliśmy.

|zt x2?
i dziękuję za wątek :pwease:




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rezerwat testrali - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Rezerwat testrali - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Rezerwat testrali [odnośnikRezerwat testrali - Page 5 I_icon_minitime23.01.21 19:26

The member 'Anthony Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 49, 8


Powrót do góry Go down
 

Rezerwat testrali

Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kornwalia-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21