Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Steall Falls

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Steall Falls Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Steall Falls Empty
PisanieTemat: Steall Falls   Steall Falls I_icon_minitime04.05.19 23:55

Steall Falls

Steall Falls (a właściwie An Steall Bàn) to wysoki na 120 metrów, drugi co do wielkości wodospad w Wielkiej Brytanii, wśród szkockich czarodziejów znany głównie dzięki niezwykłej historii dotyczącej jego powstania. Górzyste tereny wokół wodospadu były kiedyś ponoć domem dla pary czarnych hebrydzkich, groźnego gatunku smoków pochodzącego właśnie ze Szkocji, a w XV wieku siejącego spustoszenie w okolicznych miasteczkach. Agresywne smoki, w naturze mające bronienie swojego terytorium, paliły mugolskie i czarodziejskie osady tak długo, aż mieszkańcy zdecydowali się zareagować. Organizowano sławne na całą okolicę smocze wyprawy nie przynosiły większych sukcesów przez ponad trzydzieści lat, aż wreszcie jednego ze smoków udało się zestrzelić: potężna bestia runęła w dół, uderzając w górskie zbocze, a spod oberwanej skały wytrysnęła woda, tworząc wodospad. Pogromcy smoka nie przeżyli - zostali spopieleni przez partnerkę czarnego hebrydzkiego, która następnie opuściła dolinę, by nigdy więcej już do niej nie powrócić. Wśród czarodziejów do dzisiaj krążą jednak legendy o smoczych jajach, porzuconych rzekomo w grocie za wodospadem - do tej pory nikt ich jednak nie odnalazł.

U podnóży wodospadu rozpościera się połać kwitnących przez cały rok kwiatów, wśród których można czasami wypatrzeć fioletowe płatki mordownika. Aby go rozpoznać, konieczne jest posiadanie biegłości zielarstwa, a w celu odnalezienia rośliny należy wykonać rzut kością k10. W przypadku posiadania biegłości zielarstwa na I lub II poziomie, postaci przysługuje jeden rzut kością, na III lub IV - dwa rzuty. Wynik (lub wyniki) należy zinterpretować zgodnie z poniższą rozpiską:
1 - odnajdujesz kwiat mordownika, możesz zgłosić się w aktualizacjach po dopisanie go do ekwipunku;
2 - 9 - nie odnajdujesz poszukiwanej rośliny, udaje ci się jedynie zebrać naręcze kwiatów; jeżeli włożysz je do wody, nie zwiędną ani nie przekwitną;
10 - kiedy schylasz się w poszukiwaniu kwiatów, z zarośli wylatuje niewielkie stadko bahanek, które dotkliwie gryzą cię w dłonie i przedramiona; tracisz 20 PŻ, a swędzące, gojące się ugryzienia będą dokuczać ci przez kolejne dwa tygodnie fabularne.

Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Smoczy łowca w Peak District
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 20/35*
SPRAWNOŚĆ : 30/50
Genetyka : Wilkołak

Steall Falls Empty
PisanieTemat: Re: Steall Falls   Steall Falls I_icon_minitime02.06.19 20:33

2 grudnia

Burze nękające Anglię przeobraziły się w śnieżyce przez co podróż w stronę Szkocji była męcząca. Potem nieco męczące było użeranie się ze wzniesieniem magicznych barier ochronnych. Postawienie namiotów było najmniejszym z tego wszystkiego wyzwaniem. Te były w końcu magiczne i wymagały jedynie porządnego przytwierdzenia do zmrożonej, górskiej ziemi. Nie stawiały się mocno pod pieszczotą mojego pierdyknięcia toteż całkiem szybko się uwinąłem oddając się zaraz dalszej krzątaninie między namiotami pomagając innym się jakoś przeorganizować. Nie czułem się wyobcowany czy też jak sierota która nie wie co ze sobą zrobić. Pracowałem już trochę z ludźmi z rezerwatu, można powiedzieć że przyswoiłem swoją rolę, a i dawne dorywcze roboty związane a to rozładunkiem w magicznym porcie sprawiały, że wcale nie peszył mnie chwilowy rozgrabiasz towarzyszący tworzeniem się obozowiska. Korzystając z resztek dnia przeprowadzono jeszcze szybki rekonesans okolicy, a potem wraz z nadejściem zmierzchu rumor opadł. Większość siedziała już w namiotach. Po obozie krzątały się jakieś pojedyncze fenomeny. Wodziłem za nimi od niechcenia spojrzeniem siedząc na skrzyni wypełnionej opałem do ogniska roznieconego tuż przede mną. W zasadzie chciałem wyjść jedynie przed namiot na fajka ale wciąż tlące się w palenisku płomienie mnie przyciągnęły. Aura wokół niego kontrastowała z mrozem dookoła. Rozpiąłem kurtkę i szarpnąłem szalik by nieco poluźnić, rozsupłać zwoje owiniętego wokół szyi materiału.
- Jo - skinąłem głową powitalnie w stronę zbliżającej się sylwetki, która z każdym kolejnym krokiem była coraz bardziej rozpoznawalna - fajka, szefie? - zaproponowałem poczęstunek, po tym jak wygrzebałem zza pazuchy nieco zmiętą paczkę - Mugolskie. Trzeba je odpalać od ognia, jak coś. Skurwiele są nieco tańsze od momentu tych anomalii - dodaję tak, żeby jak miał ochotę to by nie stał jak debil i nie ścierał ich palcem myśląc co jest nie tak. Trochę się też tłumaczę bo w sumie nie do końca wiem jakie ma zdanie o mugolach. Niby jak mu mówiłem na tej rozmowie to wspominałem, że się trochę na tym mugolskim świecie znam, lecz chyba zdrowo było nie emanować nadmiernym sympatyzowaniem z niemagicznym światem w czasie takich politycznych niepokojów.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
anyone: percy no
percy: no one tells me what to do
ben: percy no
percy: ok
OPCM : 24
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Steall Falls Empty
PisanieTemat: Re: Steall Falls   Steall Falls I_icon_minitime09.06.19 0:22

Chaotyczna, nieco nerwowa krzątanina w rozbitym na skraju wzniesienia obozowisku powoli dobiegała końca, wieńcząc tym samym ich przybycie do Szkocji – ale choć cichnąca okolica stanowiła jasny przekaz, że wszystko było już gotowe, to wypełniony setką przekrzykujących się wzajemnie głosów umysł Percivala wcale nie ucichł razem z nią. Wprost przeciwnie; teraz, gdy nie było już niczego, co mógłby sprawdzić lub przeorganizować, a przezorni stażyści pochowali się przed nim po kątach, byle tylko nie wyznaczył im żadnego pozbawionego głębszego sensu zadania, nic nie odciągało jego myśli od snucia niekończących się, alternatywnych scenariuszy jutrzejszego dnia, z których każdy kolejny był dziwniejszy i bardziej nieprawdopodobny od poprzedniego, a niemal wszystkie posiadały jakieś odniesienie do jego poprzedniej wyprawy. Feralnej, tragicznej w skutkach, tej, której miał nigdy nie zapomnieć; nie miał pojęcia, dlaczego przypominało mu o niej niemal wszystko, mimo że okoliczności były przecież zupełnie inne – trzaskający mróz i grzmiąca nad ich głowami burza w niczym nie przypominały zalanych słońcem, peruwiańskich pustkowi, a jednak mimowolnie wciąż do nich wracał, zastanawiając się do upadłego, co jeszcze może zrobić, by nie powtórzyć po raz drugi tych samych błędów.
Zanim spotkał grzejącego się przy ognisku Matta, snuł się wokół obozowiska trochę jak upierdliwa mucha, która nie potrafi znaleźć sobie żadnego konstruktywnego zajęcia. Miał ochotę się napić, napełniona ognistą whisky piersiówka kusiła wyjątkowo mocno – ale jednocześnie wiedział, że czekała go okrutna pobudka przed świtem; zadowolił się więc nieco wydłużonym spacerem wzdłuż granic wytyczonych przez ochronne zaklęcia, zbaczając z okrężnej ścieżki dopiero, gdy dostrzegł sylwetkę Botta – a chociaż nie do końca zrozumiał, co oznaczało rzucone przez niego jo, to potraktował je jako zaproszenie do rozmowy. – Hej – odpowiedział, kiwając głową na propozycję papierosa. Mugolskiego, łudząco podobnego do tych, które sam od lat ze sobą nosił; uśmiechnął się, podciągając wyżej jeden kącik ust, po czym nogą przysunął sobie skrzynię, siadając obok czarodzieja i biorąc od niego papierosa. Wsunął go do ust, bez większego zastanowienia wyciągając z kieszeni równie niemagiczną zapalniczkę, należącą chyba do Bena. – Wiem – odpowiedział z lekkim zdziwieniem, zerkając na Matta z ukosa. – W sensie, wiem, jak się je odpala – dodał. Z drugiej strony, może na fakt niższej ceny też powinien zwrócić uwagę, odkąd stracił dostęp do rodowej skrytki. Odpalił papierosa, po czym wyciągnął zapalniczkę w stronę mężczyzny. – Trzymaj. Nie podpalisz sobie przez przypadek brody – rzucił, choć nie był pewien, czy Bott rzeczywiście planował posłużyć się płonącym przed nimi ogniskiem. Zaciągnął się dymem, wydmuchując go powoli; w przeciwieństwie do całej reszty, wydawał mu się przyjemnie wręcz znajomy. – Jak nastawienie? – zapytał, zerkając na czarodzieja z ukosa. Wiedział, że przez całe popołudnie uwijał się, pomagając w rozstawieniu obozowiska, ale wiedział też, że jego doświadczenie ze smokami ograniczało się do krótkiej stażem pracy w rezerwacie; był ciekaw, jak zapatrywał się na pogoń za bestią w warunkach dzikich i niekontrolowanych, w których to oni stanowili intruzów na zajętym przez smoczycę terytorium.





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Smoczy łowca w Peak District
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 20/35*
SPRAWNOŚĆ : 30/50
Genetyka : Wilkołak

Steall Falls Empty
PisanieTemat: Re: Steall Falls   Steall Falls I_icon_minitime10.06.19 6:13

- Uuuuuu - przeciągnąłem z uznaniem nie szczędząc przy tym również obniesienia się z wybudzoną do życia ciekawością - To mnie zaskoczyłeś. Interesujesz sam z siebie czy masz jakaś rodzinę lub znajomków po tamtej stronie? - przyznałem wprost kiedy to oceniałem go poprzez zmrużone powieki mającymi wyłapać w półmroku szczegóły - Nie powiedziałbym, że wyglądasz na takiego co mógłby wiedzieć. Przynajmniej wtedy, na Festiwalu Lata wywarłeś na mnie takie wrażenie - gościa który prędzej żonglowałby wściekłymi kucharami ubranymi w smokingi niż pyknął mugolskiego fajka. Swoją drogą fajna żona. Gratuluję gustu - uśmiechnąłem się żartobliwie przymykając jedno oko starając się utkać lekką aurę żartobliwości. Nie wiedziałem czy sobie przypomniał skąd mnie kojarzył, lecz prędzej czy później zapewne to zrobił. To była okazja by przekuć to w śmieszną historyjkę spotkania wspominaną przy ognisku. Taki przynajmniej miałem zamiar. pracowałem na tyle już długo by to nie mogło raczej zaważyć na moim być lub nie być. A przynajmniej na pewno nie odesłałby m,nie teraz do Londynu nawet jeżeli faktycznie bym go zdenerwował - Pozory jednak mylą, co - dodałem bardziej stwierdzając kiedy odbierałem paczkę papierosów. Uniosłem nieco wyżej brwi słysząc jego obawę o brodzie i w ogóle. Parsknąłem głośno
- Haha, nie, nie, nie próbowałbym. Kiedyś tak na obozie próbowałem zaszpanować przed laskami to może nie przypłaciłem tego brodą ale lewa brew i trochę włosów to poszła się jebać. Nigdy więcej - wyjawiłem mu i pomimo żartobliwości ostatnie dwa słowa wypowiedziałem z wyjątkową powagą. Przytaknąłem sobie samemu jeszcze głową na znak, ze to jedna ze słuszniejszych decyzji jakie w życiu podjąłem.
Zaciągnąłem się papierosem po tym jak oddał mi zapalniczkę. Niespiesznie wypuściłem tytoniowy obłok z ust który podrapał mnie po płucach tak, jak ręka zaraz potem po brodzie. Patrzyłem gdzieś w dal, w ciemność, zupełnie jakbym starał się dostrzec odpowiedź na ostatnie pytanie właśnie gdzieś tam. Nic jednak nie spostrzegłem. Wzruszyłem ramionami i skrzywiłem się trochę mając wrażenie, że odpowiedź nie koniecznie go usatysfakcjonuje ale jakoś nie chciało mi się pajacować.
- Będzie dziwnie, jak powiem, że nie mam żadnego szczególnego nastawienia...? - spojrzałem na niego starając ogarnąć czy go to cieszy czy nie - Ogólnie słaby jestem w myśleniu co będzie. To u mnie chyba rodzinne - zaśmiałem się - Nim mnie zatrudniłeś to robiłem prawie wszystko więc się tez tak może oswoiłem z ekscytacją. W sensie....nie zrozum mnie źle, szefie: bieganie po szkockich górach zimą w poszukiwaniu smoka, jaj oraz ludzi brzmi jak taka trochę hardcorowa zabawa w chowanego ale przykładowo jeszcze w październiku to robiłem zlecenie dla gościa co se wynalazł magiczne drzwi do jakiegoś tajemniczego zamku. Oczywiście ogarnął w mig ekspedycje na którą się zaciągnąłem. I powiem tak: ludzie pod siebie i wszędzie srali z różdżek anomaliami, wszędzie pułapki, klątwy, chodzące po sufitach upiory, próbujące zjeść cie rośliny, próbujące zabić cie meble, pyskujące obrazy, a na koniec wszystko i tak poszło w gruz - przerwałem wspomnienie by się zaciągnąć i sprawić tą pauzą by to wszystko jakoś wybrzmiało tak z efektem wow. Nie powiem, całe moje życie było mozaiką powalonych, niebezpiecznych akcji. Wyprawa w góry po przerośniętą jaszczurkę wydawała się na ich tle spokojnie mieścić w granicach normalności - Kiedy lazłem na tę ekspedycję też nie byłem na nic nastawiony ale teraz, kiedy jestem już po to powiem, że było zajebiście ale drugi raz to bym nie poszedł za tą samą stawkę, jeśli wiedziałbym, że idę z tymi samymi ludźmi - wspomnieniami uciekłem do wydarzeń z Loch Monar co zmusiło mnie do echniecia i pokiwania z niedowierzaniem głową - Tak więc nie pytaj mnie o nastawienie, a o wrażenia gdy będziemy już po. Najlepiej przy kuflu piwa. Jeszcze lepiej takiego piwa policzonego w koszta wyprawy, hehe




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
anyone: percy no
percy: no one tells me what to do
ben: percy no
percy: ok
OPCM : 24
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Steall Falls Empty
PisanieTemat: Re: Steall Falls   Steall Falls I_icon_minitime15.06.19 16:30

Z jakiegoś powodu nie spodziewał się, że jego odpowiedź doczeka się reakcji pełnej zaskoczenia, choć właściwie – pewnie powinien był; on momentu, w którym po raz pierwszy niemrawo zaciągał się mugolskimi papierosami przeszmuglowanymi z domu przez Bena, minęło jednak prawie dwadzieścia lat, później zabierał je ze sobą na każdą wyprawę i wypalał paczkami w trakcie jednoosobowych festiwali użalania się nad własnymi błędami, i gdzieś w międzyczasie przestał postrzegać ten typowo niemagiczny wynalazek jako część innego świata. Początkowo obdarzył więc Matta spojrzeniem przesiąkniętym lekką dezorientacją, dopiero po chwili pojmując sens pytania; zmarszczył brwi, żadna odpowiedź, która przychodziła mu do głowy, nie wydawała się jednak odpowiednia. – To długa historia – powiedział w końcu, gdy przeciągające się milczenie zaczynało wypadać raczej dziwnie. – To znaczy, niewiele wiem o mugolach tak poza tym – dodał, obracając w palcach tlącego się już papierosa. Nie było sensu udawać specjalisty w dziedzinie, o której tak naprawdę nie miał bladego pojęcia, jego niewiedza na pewno błyskawicznie zostałaby zdemaskowana.
Dokładnie tak, jak teraz; zamrugał szybko, gdy dotarły do niego następne słowa Botta, wciągając gwałtownie powietrze do płuc i z trudem unikając zakrztuszenia się dymem. Stłumił odruchowe kaszlnięcie, w pierwszej chwili zupełnie nie rozumiejąc, dlaczego jego rozmówca w ogóle porusza temat festiwalu, nie mówiąc już o Isabelle – ale wspomnienia, schowane za otaczającą jego dawne życie mgiełką, wypłynęły wreszcie na powierzchnię, scalając się z twarzą siedzącego naprzeciwko niego czarodzieja. W jego spojrzeniu błysnęło zrozumienie, choć zaprawione dosyć mocno zmieszaniem; Matt najwidoczniej pozostawał nieświadomy turbulencji, które pozbawiły go tytułu i nazwiska, co z jednej strony było całkiem orzeźwiające, a z drugiej – sprawiało, że każda ewentualna odpowiedź brzmiała dosyć niezręcznie. – No… Miałeś w tym trochę racji – odparł wymijająco, decydując, że nie było to miejsce na opowiadanie mężczyźnie o unieważnionym małżeństwie; pominął więc fakt, że jego żona oficjalnie nie była już jego żoną. Nie tylko ze względów oczywistych – historia o wydziedziczeniu leżała niebezpiecznie blisko tej, według której na jego życie dybała grupa zgromadzona wokół najniebezpieczniejszego czarnoksiężnika, jakiego znała Anglia. – Ale dzięki. Chyba – dodał niepewnie, ostatecznie przyjmując gratulacje. Pamiętał, że jeszcze w sierpniu miał ochotę posłać w jego plecy jakąś paskudną klątwę, rezygnując z tego tylko ze względu na możliwość trafienia Isabelle, ale od tamtego czasu zmieniło się wszystko – i dzisiaj wściekanie się o wyłowiony wianek wydawało mu się więcej niż idiotyczne. Odchrząknął głośno. – Dlatego od jakiegoś czasu staram się nie zwracać na nie uwagi – przytaknął w odpowiedzi na to nieco filozoficzne spostrzeżenie.
Zaśmiał się, słysząc historię o spopielonej brwi, odruchowo wolną dłonią sięgając do własnej i pocierając bezwiednie łuk brwiowy. – Też kiedyś podpaliłem sobie brew. Nic przyjemnego – wzdrygnął się, sięgając pamięcią do przeklętego, naszpikowanego pułapkami pola, otaczającego dom Bryata; z tamtej wyprawy do dzisiaj pozostał mu jaśniejszy ślad na skórze, na mrozie czerwieniejący intensywnie.
Właściwie nie oczekiwał od Matta żadnej konkretnej odpowiedzi, nie bawił się w przesłuchania, nie starał się podstawić mu fantomowej nogi; kierowała nim bardziej ciekawość niż podejrzliwość, ale nie wymagał jej zaspokojenia, dlatego przez chwilę palił w milczeniu, przemykając spojrzeniem po obozie, zamiast wpatrywać się wyczekująco w czarodzieja. Odwrócił się ku niemu dopiero, gdy w powietrzu rozbrzmiało pytanie, chyba retoryczne – w każdym razie nie zdążył odpowiedzieć, błyskawicznie zbity z tropu dalszą opowieścią, pozostawiającą go z rozchylonymi lekko ustami, zmarszczonymi brwiami i wydłużającą się niebezpiecznie końcówką zapomnianego papierosa, z którego popiół spadł wreszcie samoistnie w dół, tylko cudem nie wypalając dziury w jego spodniach. – Co było w tym zamku? – zapytał z autentycznym zainteresowaniem, ciekaw, jakie skarby były w stanie pchnąć kogoś do zorganizowania całej wyprawy.
Może i Bott miał trochę racji z tym niezawracaniem sobie głowy potencjalnie mogącymi rozegrać się scenariuszami, ale osobiście nigdy chyba nie rzuciłby się na tak karkołomną misję na ślepo; lubił mieć plan uwzględniający wszystkie możliwe opcje, a najlepiej – więcej niż jeden, i chociaż niejednokrotnie wytykano mu, że za dużo myślał, to takie podejście na ogół się dla niego sprawdzało. – Myślę, że da się zrobić – odpowiedział, wypuszczając z ust chmurę dymu i podciągając wyżej jeden kącik ust. Perspektywa wychylonego po zakończonej sukcesem wyprawie piwa w jakiś sposób sprawiła, że poczuł się spokojniej.





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Smoczy łowca w Peak District
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 20/35*
SPRAWNOŚĆ : 30/50
Genetyka : Wilkołak

Steall Falls Empty
PisanieTemat: Re: Steall Falls   Steall Falls I_icon_minitime20.06.19 5:36

Uniosłem nieco brwi w zainteresowaniu. Długa historia, heh. Brzmiało to, jak dobry początek do czegoś przy czym można wypalić  kilka fajków nad ogniskiem. Blake jednak nie rozwijał myśli, a ja nie byłem od tego by ciągnąć za język. Życie miało okazje nie raz nauczyć mnie drążenie na siłę jest mało opłacalne. No, chyba, że jednak ktoś trzeci sprawia, że jednak jest. Tak jednak nie było.
- Kumam - skinąłem lekko głową - W sumie jak je wolisz albo chciałbyś przyciąć parę sykli na wagonie to mogę cie zaopatrywać, jakbyś chciał, szefie. Sam się przyzwyczaiłem więc i tak regularnie dylam na stronkę - w domyśle oczywiście mam tą niemagiczną. W sumie nic mnie to specjalnie zachodu nie kosztowało, a jakieś chody u szefa dobrze jest sobie wypracować. Fajnie byłoby mieć w sumie dla odmiany łatkę tego dobrego robola. Tak dla odmiany. Dlatego też, kiedy pojawiła się okazja postanowiłem sprostować drobne nieścisłości coby te się nie odbiły mi w przyszłości czkawką. Sytuacja temu sprzyjała. W końcu jak by się wkurwił to do powrotu do rezerwatu by mu zdążyło nieco ciśnienia zejść, a jak nie to tylko na plus. Taktycznie, co nie? Koniec końców po fakcie szef wydawał się co najmniej zmieszany i w zasadzie mu się nie dziwie. Nieco drewnianie się zachowywał więc uznałem, że te tematy to coś od czego trzeba raczej uciec by się nie porobiło dziwnie. Chciałem se w końcu pogadać, a nie bawić się w wymijanki i stawać na głowie dumając, czy czy coś znów zjebię, jak powiem słowo za dużo. W tym w końcu byłem mistrzem. Tak jak w gadaniu o bzdurach. Głupie wypadki, głupie przygody. Nie koniecznie ze sobą powiązane. Nie rozwodziłem się też nad odpowiedzią, a właściwie tym wszystkim dlatego, że czułem powinność czy też chciałem jak jakiś kujon zabłyszczeć wyczerpującą wypowiedzią przed gościem, który zlecał przelewy wypłat na moją skrytkę (chociaż może trochę). Zwyczajnie lubiłem gadać. Blake jeżeli jeszcze nie to na pewno niedługo na bank ogarnie, że ciężko mi usiedzieć w ciszy.  Zwłaszcza teraz: ognisko, posiadanie słuchacza, fajka. Eh, brakowało tylko piwa i kiełbasek. Mógłbym tak cały dzień. Albo noc. Albo dopóki nie wypali się ognisko. Tym bardziej, że no lubiłem być w centrum, a kupiona ciekawość Percivala wymalowała na mojej twarzy zadowolenie oraz satysfakcję.
- I to jest najlepsze... - zacząłem pochylając się nieznacznie po tym jak strzepałem popiół z fajka w stronę szefa i ściszając głos do konspiracyjnego szepty chcąc przybliżyć mu tajemniczą zawartość murów owianego tajemnicą zamczyska - ...może się to wydać nieprawdopodobne, lecz po przejściu przez wszystkie komnaty, korytarze i schody lądowało się w wielkiej komnacie wielkości mniej więcej stadionu do Qudditcha, która od podłogi po sufit wypełniona była trollami. Tak, dobrze słyszysz - pieprzonymi trollami - pokiwałem głową niedowierzająco, tak, jakbym samym wspomnieniem ożywiał plejadę emocji która po dziś dzień nie wygasła - Każdy jeden leżał na drugim. Jak ręczniki w szafce lub kromki chleba w piętrowej kanapce. Wszystkie były jakieś śnięte i niemrawe. Wyciągnęliśmy trzy nim wszystko zaczęło się walić. Gdyby chwile przed tym, jak wybierałem się na chatę jeden się nie poruszył pomyślałbym, że wyciągnęliśmy trzy kolumny o dziwnym kształcie, a nie zwierzeta - tak nie było. Zmyślałem. Patrząc na Percivala starałem się go jednak przekonać, że to prawda i tylko prawda. Prawdopodobnie wybuchnę śmiechem jak bombarda, jeżeli się okaże, że udało mi się z niego zażartować. Trochę mniejszym jeżeli zostanę zdemaskowanym.

|Rzut k100 na kłamstewko




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
anyone: percy no
percy: no one tells me what to do
ben: percy no
percy: ok
OPCM : 24
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Steall Falls Empty
PisanieTemat: Re: Steall Falls   Steall Falls I_icon_minitime22.07.19 20:39

Nie umknęło mu zainteresowanie malujące się na oświetlonej światłem ogniska twarzy Matta, strategicznie udał jednak, że go nie zauważył. Nie żeby nie miał o czym opowiadać – wprost przeciwnie, poruszona kwestia stanowiła temat-rzekę, rozległą i podstępną jak sama Tamiza – ale musiałby być w sztok pijany, by bez asekuracji rzucić się do niej na główkę. Chwycił się więc zamiast tego pierwszego lepszego koła ratunkowego, starając się nie dać po sobie poznać, że nie do końca zrozumiał, co właściwie Bott do niego powiedział. Właściwie bardzo chętnie kupiłby od niego papierosy, zaopatrywanie się u kogoś, kogo stale miał pod ręką, na pewno byłoby znacznie wygodniejsze – ale czy naprawdę musiał brać od razu cały wagon? Był pewien, że miałby problem z upchnięciem takiej ilości w niewielkim domu Bena, nie mówiąc już o konieczności tłumaczenia się z tego stanu rzeczy. Postanowił jednak póki co nie dopytywać – szczegóły mogli przecież ustalić później. – Hm, poważnie? Nie chcę robić kłopotu – odpowiedział, spoglądając na niego pytająco, starając się ocenić, czy czarodziej na pewno nie pytał tylko z grzeczności; chociaż minęło już kilka miesięcy, nie do końca jeszcze przyzwyczaił się do porzucenia wyuczonych na salonach prób odruchowego odnalezienia drugiego dna, z pewnością czającego się w każdym zdaniu.
Gryzący dym mugolskich papierosów nieco mu w tym pomagał; pomagało również słuchanie ciągniętej przez Matta historii, z każdą minutą dziwniejszej. Chwytał jego słowa z niesłabnącym zainteresowaniem, również się nachylając, kiedy mężczyzna przybliżył się konspiracyjnie, ale chociaż nie starał się świadomie złapać go na kłamstwie, to wspomnienie o wypełnionej trollami komnacie wywołało odruchowe zmarszczenie brwi, rozbudzając automatycznie tę bardziej dociekliwą część jego natury fascynata magicznych stworzeń. Zadumał się na moment, starając się wyobrazić sobie skalę zjawiska, w myślach własnoręcznie układając na pełnowymiarowym stadionie do Quidditcha niekończące się morze trolli. Czy w całej Wielkiej Brytanii w ogóle żyło tyle osobników? Spojrzał na Botta z powątpiewaniem, przez moment jednak nic nie mówił, zaciągając się papierosem i powoli wydmuchując w ciemne powietrze dym; strzepnął popiół na ziemię, odkasłując lekko. – A ten przyspieszony kurs bajkopisarstwa – zaczął, z powagą przemieszaną z rozbawieniem – to zrobiłeś przed, czy po ucieczce z tego zamku? – zapytał. Jego ton sugerował, że rzeczywiście dopytywał o brakującą część historii, choć w oczach błyskały mu wesołe ogniki. Nie podejrzewał, że cała historia była zmyślona – ale był niemal pewien, że niektóre jej elementy zostały pociągnięte barwniejszym niż realny kolorem. – No to co tak naprawdę było w tej komnacie? – zapytał, unosząc wyżej brew, w wyrazie autentycznej ciekawości; zawsze lubił opowieści, podobne skłoniły go zresztą w przeszłości do rozpoczęcia kariery łowcy smoków – gdy przestało mu wystarczać już jedynie o nich czytanie.
Musiał przyznać, że odprężała go ta rozmowa, po chwili postanowił więc sam zagadnąć Matta. – Jak już przy nieprawdopodobnych historiach jesteśmy – zaczął, zerkając na mężczyznę z ukosa – słyszałeś, że w maju złapaliśmy wymarły tysiąc lat temu gatunek smoka, którego do życia pobudziły anomalie? – Był pewien, że nie słyszał; z pierwszej przeprowadzonej z nim rozmowy wywnioskował w końcu, że Bott niewiele miał wcześniej wspólnego ze smokami. – Miał niematerialną postać, przelatywały przez niego wszystkie zaklęcia. Musieliśmy obezwładnić go gołymi rękami – dodał, obserwując przy tym reakcję czarodzieja. Był dumny ze swojego udziału w tamtej wyprawie i lubił o niej opowiadać – choć ostatnio mniej; świadomość, że najprawdopodobniej nigdy więcej nie będzie mu już dane zobaczyć wyspiarki, uwięzionej za ścianami rezerwatu Rosierów, zatruwała całość trudnym do usunięcia posmakiem goryczy.

| a tutaj rzuciłem sobie na spostrzegawczość





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Smoczy łowca w Peak District
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 20/35*
SPRAWNOŚĆ : 30/50
Genetyka : Wilkołak

Steall Falls Empty
PisanieTemat: Re: Steall Falls   Steall Falls I_icon_minitime26.07.19 4:09

- Daj spokój - uniosłem rękę wyciszając - Mowie, że sam se i tak załatwiam. Prosić coś razy dwa, a nie jeden to nie problem. Nie róbmy z tego jakiejś przysługi i nie wiadomo czego - wzruszyłem ramionami drapiąc się kciukiem nad brwią uważając jednak by spomiędzy palców nie wyleciał mi szlug. Może i nie byłem typem osoby, która spontanicznie, bezpłatnie oferowała swój czas, lecz to nawet tego nie wymagało. To było coś co mogłem zrobić przy okazji, a przy tym wywrzeć jeszcze kawałek dobrego wrażenia na pracodawcy z którym jak na razie dogadywałem się nieporównywalnie lepiej niż z Burke. Ten co prawda też niewiele mówił ale przynajmniej skory był słuchać. Mówiłem więc i wcale prosić mnie o to nie trzeba było. W końcu byłem barowym zawadiaką, wodzirejem zabawy, poskramiaczem krepującej ciszy. Nie było mowy bym siedział z kimś przy ognisku i gapił się w ciszy w ogień. Oczywiście miałem o czym. O to nie musiałem się martwić. Życie nieustannie wpychało mnie w ramiona niespodzianek. Wyprawa do ukrytego zamczyska była z kategorii tych fascynujących, wartych zapamiętania, godnych opowiedzenia. wiedziałem, że nie o wszystkim mogę mówić. Rzucałem więc ogólnikami nie szastając żadnymi nazwiskami czy konkretnymi nazwami. Nieco koloryzowałem po części dlatego, ze lubiłem robić wrażenie, a po drugie jakaś część mnie nie mogła sobie nie pozwolić na żart podobnego kalibru. Może i moja próba była dziecinna i jeszcze bardziej dziecinne było to, że w myślach zacierałem ręce śmiejąc na myśl, że mi się uda wkręcić Percivala w nowe, podrasowane zakończenie. Bezskutecznie.
- W trakcie - puściłem cwaniackie oczko tak, jak na wesołka mojego kalibru przystało. Czerpałem przyjemność z tej rozmowy, z tego jak lekko oderwałem się od chłodnego, górskiego pustkowia i wilkołaczej skóry - Złoto - powiedziałem po tym, jak zaciągnąłem się mocniej odnajdując nieco wyciszenia - Rozlewało się od posadzki po sufit. Robiło wrażenie. Przynajmniej dopóki nie okazało się goblińskie. Na twoje szczęście. W innym przypadku nie miałbyś okazji zatrudnić tak fantastycznego pracownika jak ja - zauważyłem na wpół żartobliwie, na wpół skromnie, na wpół mimo wszystko rozżalony. Kto w końcu nie marzył o tym by znaleźć górę złota i ustawić się na dziesięć pokoleń wprzód? O jednym jedynym krysztale który wówczas znaleźliśmy nie wspominałem. Mimo wszystko zapłacono mi za dyskrecję.
Gdy domęczyłem papierosa na całej jego użytkowej długości przydusiłem go do okucia wielgachnej skrzyni na której sobie przysiadłem. Niedopałek odrzuciłem do ogniska wracając z uwaga do swojego szefa. Pokiwałem przecząco głową. Zmarszczyłem czoło próbując to wszystko jakoś przetrawić.
- Czyli czekaj, czekaj...to był żywy, przezroczysty smok? Coś jak duch? Dalej taki jest...? W sensie, czy coś takiego da się jakkolwiek zamknąć - mieszkałem przez jakiś czas z duchem więc byłem dość żywo zainteresowany szczegółami tym bardziej, jeżeli istniała możliwość, że za ich pomocą będę mógł odwiedzając czasem Bertiego organizować Lanie szlaban, jak będzie niegrzeczna.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
anyone: percy no
percy: no one tells me what to do
ben: percy no
percy: ok
OPCM : 24
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Steall Falls Empty
PisanieTemat: Re: Steall Falls   Steall Falls I_icon_minitime27.07.19 21:52

Pokiwał głową, słysząc zapewnienie Matta. Nie miał w zwyczaju nadużywać ludzkiej dobrej woli, wyglądało jednak na to, że tym razem wcale nie o to chodziło – nie zapierał się więc dalej, nie potrzebując drugiego potwierdzenia. – No, to w takim razie świetnie się składa, dzięki – powiedział szczerze; bez płaszczenia się, ale i nie bez wdzięczności, bo rzeczywiście, czy tego chciał czy nie, musiał zacząć myśleć o pieniądzach w kategoriach poważniejszych niż spełnienie kolejnej arystokratycznej zachcianki. Zajmowało mu to trochę czasu, ale przekonywał się – momentami dosyć nieprzyjemnie – że galeony mimo wszystko nie mnożyły się w skrytce same, i jeżeli chciał je stamtąd wyjąć, musiał je najpierw również włożyć.
Albo znaleźć komnatę wypełnioną złotem; parsknął śmiechem, gdy Bott – nie do końca wprost – przyznał się do nieszkodliwego kłamstwa, zaraz potem uzupełniając opowiadaną historię. Gwizdnął przeciągle, widok skarbca pełnego bogactw musiał należeć do tych niezwykłych, nawet jeżeli większość z nich okazała się bezużyteczna. – I co byś zrobił z całym tym złotem, gdybyś napchał nim kieszenie? – zapytał, wydmuchując z płuc dym z papierosa; trochę żartował, a trochę przyglądał się Mattowi z ukosa, autentycznie zaintrygowany. Co on sam by zrobił? Ucieczka z kraju i wykupienie jakiejś obłożonej setką zaklęć ochronnych wyspy, na której mógłby ukryć zarówno siebie, jak i rodzinę, wydawała się oczywistą odpowiedzią, ale im dłużej nad tym myślał, tym bardziej dochodził do wniosku, że raczej by się na to nie zdobył – i to nie tylko dlatego, że od dwóch miesięcy był związany wieczystą przysięgą z tajną organizacją. Tego, czego chciał tak naprawdę, nie mógł z kolei kupić za pieniądze. – Tak fantastycznie wygadanego – na pewno nie. Wiem już, kogo wyznaczymy, jak przyjdzie kolej na pochwalenie się innym, jak wspaniale nam poszło – powiedział, odchylając się nieco do tyłu, już niemal całkowicie odprężony; stres związany z jutrzejszym wyruszeniem w góry jakoś chwilowo zelżał.
Ożywił się jeszcze bardziej, dostrzegając zainteresowanie Matta. – No, nie do końca – odpowiedział, zastanawiając się przez moment, jak najlepiej ubrać w słowa istotę tego, co właściwie stało się z wyspiarką. Nie było to proste. – Anomalia wróciła jej życie, ale kiedy ją znaleźliśmy, była wciąż… Podzielona na dwie jaźnie, które trzeba było ze sobą połączyć, a później nadać im postać materialną. Nie każ mi tłumaczyć, jak – to była zaawansowana transmutacja, o której nie mam pojęcia – ale w każdym razie teraz jest jak najbardziej namacalna. I jedyna w swoim rodzaju – wyjaśnił, nie do końca skutecznie ukrywając odległą, przebijającą się przez sylaby tęsknotę. Tak wiele by dał, żeby móc obserwować na bieżąco proces asymilacji smoczycy, monitorować zachowanie, przeprowadzić badania; fakt, że tak niepowtarzalna okazja przemykała obok niego, daleko poza jego zasięgiem, był mu solą w oku – póki co mógł jednak tylko z frustracją zgrzytać zębami. – Miejmy nadzieję, że złapanie naszej żmijoząbki okaże się mniej problematyczne. – I że tym razem Rosier nie dostanie jej w swoje ręce.





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Smoczy łowca w Peak District
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 20/35*
SPRAWNOŚĆ : 30/50
Genetyka : Wilkołak

Steall Falls Empty
PisanieTemat: Re: Steall Falls   Steall Falls I_icon_minitime28.07.19 21:09

Kiedy tylko zechcesz - powiedziałem niemo poprzez sugestywne spojrzenie i gest dłoni sugerujący, że może na mnie liczyć. Naturalnie nie zbrakło żartobliwej otoczki, której aura roztoczyła się dookoła tak jak ciepło bijące z paleniska.
- O rety... - zaciągnąłem się powietrzem pozwalając by myśl posiadania tego całego złota zaparła mi dech w piersi. Co bym zrobił gdyby to całe złoto tam odnalezione faktycznie posiadało jakąś wartość, a ja mógłbym je całe dla siebie zagarnąć? - Zacząłbym od świętowania tego wydarzenia. Hucznie. Otwarty rachunek, kapela, rodzina, przyjaciele oraz znajomi, a na stołach rarytasy i tak do białego rana lub dłużej - bo szczęście należało świętować nawet jeśli dotyczyło spraw błahych, a ja do tego byłem z tych którzy pierwsi rwali się do hulanki. Na pewno bym wykorzystał taką okazję - wybudowałbym dom tak duży jak tylko będę chciał, w miejscu którym tylko sobie bym wymarzył ale gdzieś w granicach Anglii - bo ten kraj, ta ziemia jest moją. Ale gdzie...widziałem tyle różnych miejsc, że trudno teraz byłoby mi wybrać. W głowie zakołysała mi się niemrawo myśl o Nokturnie ale to jedynie jakby nie było przy mnie Lily - Kupiłbym warsztat. Taki z prawdziwego zdarzenia - zawsze lepiej mi szło z manualnymi zadaniami niż magią samą w sobie. Fajnie byłoby mieć własne miejsce w którym wszystkie narzędzia miałby swoje miejsce, zamiast kitrać je po kątach kamienicy lub czyichś garażach - Na tygodniu wpadałbym do rezerwatu pozbawiać ulubionego szefa - łypnąłem wesoło na Blake'a - Pracę traktowałbym jak hobby - dobrze mi się robiło na duchu od wyobrażania sobie takiego życia - a to co by mi zostało dałbym swojej kobiecie do rozporządzania nim wpadłby mi do głowy pomysł ciągnięcie świętowania dzień za dniem - zaśmiałem się półgębkiem przyciągając wspomnienie Lily która narzekała na mój styl życia i to jak lekko potrafiły mi się przelewać między palcami galeony - A ty? - odbiłem piłeczkę - Co byś zrobił jakbyś miał do dyspozycji skrytkę wypchaną po brzegi szczerym złotym?
Słuchałem o pojmaniu smoka sugerując mimiką że nawet jakby chciał to nie zamierzałem wyciągać z niego jak dokładnie miałoby to przebiegać. Trudno było to przyznać przed samym sobą ale nie należałem do bystrzejszym, a nie bardzo lubiłem kiwać głową z głupkowatym wyrazem twarzy. Tak poza tym widać było, że to co robił było dla niego pasją czego mu zazdrościłem. Byłem w końcu typem człowieka który mógł robić wszystko w niczym się jednak nie odnajdywałem na dłużnej tak na prawdę.
- Czyli można powiedzieć, że złapaliście dwa smoki w cenie jednego, co? - podsumowałem żartobliwie. Wymieniłem jeszcze kilka lekkich zdań dopalając drugiego papierosa po czym pożegnałem się. Mimo wszystko jutro należało wstać skoro świt, a ja nie należałem do rannych ptaszków.

|zt




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
 

Steall Falls

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja :: Ben Nevis-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19