Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Uliczka w pobliżu portu

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime16.07.19 21:00

First topic message reminder :

Uliczka w pobliżu portu

To jedna z wielu uliczek mieszczących się w pobliżu dzielnicy portowej, bardzo blisko miejsca, gdzie znajduje się czarodziejska część portu. Z tego powodu w przylegających do niej kamienicach mieszka kilka rodzin czarodziejów, można znaleźć też parę pubów, barów i kawiarni stworzonych biedniejszych przedstawicieli magicznej społeczności. Każdy z tych kilku lokali został starannie ukryty przed wzrokiem mugoli, którzy również tu żyją, nieświadomi tego, że niedaleko stąd tętni życiem czarodziejska część dzielnicy portowej. Mieści się tutaj też opuszczony budynek mugolskiej fabryki, wyższy i bardziej zaniedbany od budynków mieszkalnych. Jak na miejsce raczej ubogie i skromne jest tu znacznie spokojniej niż w pobliskich dokach, choć nadal należy zachować ostrożność po zmroku, zwłaszcza w tych czasach. Za dnia na zewnątrz najłatwiej spotkać osoby starsze, dzieci oraz ludzi podążających tędy na skróty w stronę czarodziejskiego portu. Po zmroku jest tu niemal pusto, na uliczkę wylegają za to koty, dlatego uliczka niekiedy potocznie jest nazywana kocią aleją, ponieważ kotów, zarówno bezpańskich jak i tych wypuszczanych na noc przez właścicieli, jest tu naprawdę sporo i nocami potrafią być naprawdę głośne. W nierównej, dawno nie remontowanej nawierzchni jest sporo dziur, które po intensywnych opadach wypełniają się kałużami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Frances Wroński
Frances Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka, prawa ręka profesora
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Beauty may be dangerous, but intelligence is lethal.
OPCM : 8
UROKI : 0
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime05.02.20 18:46

Och, z pewnością była w szoku!
Do tej pory panna Burroughs żyła w swego rodzaju bańce. Owszem, miała świadomość jak niebezpieczne bywają doki, była jednak pewna, że opieka wujka i brata z pewnością wystarczy, aby zapewnić jej bezpieczeństwo… Żyła również w przeświadczeniu, że sposoby Philippy na “wymuszenie szacunku” wobec klientów również są skuteczne. Jak się dziś okazało, wcale tak nie było, a panna Burroughs poczuła się w jakiś sposób oszukana. Na szczęście napastnik postanowił się wycofać, pozostawiając dziewczynę bezpieczną w towarzystwie swojego obrońcy… Ale czy na pewno?
- On… On by nie puścił mnie żywej… Nie powinien pan sobie umniejszać, to było bardzo szlachetne z pana strony… - Nieśmiało zaprzeczyła jego słowom, nie do końca pewna, czy powinna sobie na to pozwalać. Przez tę chwilę jednak, mężczyzna urósł w jej oczach do rangi bohatera. Miała świadomość, jak źle zakończyłby się ten wieczór, gdyby nie interwencja mężczyzny.
A może nadal miał okazję źle się skończyć? Szaroniebieskie spojrzenie uważnie zlustrowało twarz mężczyzny, gdy tylko się przedstawił. Och, niedobrze! Zgadzało się nie tylko nazwisko ale i twarz, którą jakiś czas temu pokazał jej brat przez kuchenne okno. Twarz blondynki pobladła, a sama kobieta zrobiła pół kroku w tył, jakby chcąc zachować bezpieczną odległość. Nawet jeśli nie wydawał się jej zagrażać, w głowie nadal brzmiały jej słowa brata. Panna Burroughs wzięła głęboki wdech, próbując zapanować nad strachem, jaki wkradał się do jej serca.
- Wiem, że jest tu niebezpiecznie. Ja… Ja wracam z pracy,miałam wieczorną zmianę, a  mieszkam w okolicach Parszywego Pasażera. Mój brat miał mnie odebrać… Ale chyba ma ciekawsze rzeczy do roboty… - odruchowo wyjaśniła, nie przestając uważnie przyglądać się mężczyźnie. Ach, dlaczego Keat musiał ją wystawiać w dniach, kiedy z pewnością nie powinien tego zrobić? Wystarczyło, żeby chociaż raz ruszył leniwy tyłek wtedy, kiedy powinien i oszczędził jej tych wszystkich, nieprzyjemnych sytuacji. Oddech Frances znów zaczął przyspieszać, mimo iż dziewczyna naprawdę starała się panować nad nerwami.
- Nie chcesz mnie skrzywdzić, prawda? - Zapytała unosząc z zaciekawieniem brew, a szaroniebieskie spojrzenie zjechało ponownie na bruk, jakby obawiała się spojrzeć mężczyźnie w oczy. - Mój brat Keat często bywa w Parszywym wiem, że Ty również… Ostatnio pokazywał mi Cię przez okno i mówił, że mam na Ciebie uważać… Nie wiem, co mu zrobiłeś.. Naprawdę jestem wdzięczna, za Twoją pomoc, ale... -... Chciała mieć pewność, że za chwilę znów nie będzie obawiać się o swoje życie. Och, jakże źle to wszystko brzmiało! Frances nie widziała innego sposobu, aby upewnić się czy jest bezpieczna w towarzystwie mężczyzny. Była niemal pewna, że gdyby Keat nie miał ku temu powodu, z pewnością by jej przed nim nie ostrzegał… Ale może mężczyzna nie był aż taki zły? Nie wiedziała. Emocje, strach i abstrakcyjna sytuacja, do jakiej doszło wydawała się jej zaburzać jej logiczne postrzeganie świata. Panna Burroughs miała wrażenie, jak uderza ją nieprzyjemna fala gorąca a nogi zaczynają jej mięknąć. Frances przyłożyła dłoń do skroni, czując jak organizm zaczyna odreagowywać nerwy.




Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Powrót do góry Go down
Daniel Wroński
Daniel Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Zawód : samozatrudniony: przysługi dyskretne i brutalne
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime05.02.20 20:41

Szlachetne?
Wzdrygnął się lekko, przypomniawszy sobie nieśmiałe marzenia ojca, by wżenić syna w bogatą rodzinę, najlepiej taką z arystokratycznymi korzeniami (choćby wyklętą szlachciankę). Oczywiście młodszego syna, bo Daniel w jego opinii do niczego się nie nadawał. Odgonił szybko myśli o swojej popapranej rodzinie i skupił się na dziewczynie, nie mogąc oprzeć się wrażeniu, że panienka trochę dramatyzuje.
-Zhańbił, owszem. - przytaknął, nie kryjąc brutalnej prawdy. -Ale wyglądał na tchórza, wątpię, by miał w sobie dość brawury, by nie puścić kogoś żywym. - wzruszył ramionami, licząc, że jego diagnoza sytuacji uspokoi trochę kobietę (sic!). Willy nie umiał się nawet bić, nie wyglądał na mordercę... chyba, że na zabójcę z przypadku, który zbyt mocno trzaśnie delikatną główką o twardy krawężnik.
Zauważył przerażoną reakcję na dźwięk jego nazwiska i zmarszczył brwi, wyraźnie zaskoczony. Czyżby jego reputacja sięgała tak daleko? Do panien z dobrych domów, w innych dzielnicach? Nie mógł w końcu skojarzyć Frances z tym chłystkiem, którego pobił kilka dni temu, nie pamiętał jej też z "Pasażera". Była o wiele ładniejsza, bardziej elegancka, niewinna... wydawała się też, bez urazy dla Keata, sporo inteligentniejsza. Przecież nie łamałby młodzianowi nosa, gdyby ten go głupio nie sprowokował!
-Mieszkasz w dokach? - wychrypiał z niedowierzaniem. -Pracujesz też tutaj? I chodzisz w nocy sama, ubrana tak... elegancko? - nie żeby prosiła się swoim strojem o gwałt, nigdy nie wierzył w takie bzdury. Ale z pewnością zwracała na siebie uwagę jako osoba spoza tych plebejskich kręgów i prosiła się o kradzież lub rozbój. Dlaczego udawała kogoś innego, elegantszego, skoro była stąd?
-Świetny z niego brat. - prychnął, przewracając oczami. -On też urwał się z choinki i nie wie, czym grożą doki po zmroku? - westchnął, choć nie miał na razie pojęcia, że chodzi o młodego Burroughsa, stałego bywalca Parszywego. Po prostu, sam w życiu nie pozwoliłby chodzić siostrze po takich miejscach całkiem samej. Na szczęście nie miał siostry.
Skrzyżował ramiona na torsie, usiłując ukryć rozczarowany wyraz twarzy. Skrzywdzić? Proszę, proszę. Wracamy do standardu takich sytuacji. Spodziewał się właśnie takiego, przerażonego podejścia i chyba był głupi, że od razu uwierzył w szczerą wdzięczność dziewczyny. Nie spodziewał się jednak, że nie chodzi o obecną sytuację, ale o...
-Keat? - wypalił, zdumiony, dopiero teraz dopasowując Burroughsa do tej całej układanki. -Burroughs?! Jesteś jego siostrą?
Do tej pory chował ją pod kloszem? Ha, też pilnowałbym takiego skarbu, tyle, że Burroughs najwyraźniej robi to nieregularnie... - pomyślał Wroński, mierząc Frances wzrokiem i na próżno usiłując odnaleźć podobieństwa pomiędzy rodzeństwem.
-A ty jak masz na imię? - zagaił, grając na czasie i usiłując wymyślić dyplomatyczną odpowiedź na jej pytanie. Już wcześniej było mu nieco głupio z powodu niedawnej bójki, a teraz, ku swojemu przerażeniu, zaczął odczuwać coś na kształt wyrzutów sumienia. O nie, co to, to nie! Wroński niczego nie żałuje - już dawno nauczył się praktycznego podejścia do życia i nieroztrząsania przeszłości. Nawet jeśli pobił Keata zbyt brutalnie, to właśnie wynagrodził mu krzywdę, ratując cnotę i być może życie jego siostry.
-Nie bój się... - nie biję kobiet. -Zaszło pewne nieporozumienie między mną a Keatem, ale nie między mną, a jego rodziną. No i wszystko już wyjaśnione. - wzruszył ramionami, gotów cofnąć się o krok i dać dziewczynie trochę przestrzeni na uspokojenie się, ale właśnie wtedy zaczęła chwiać się na nogach.
-Spokojnie, bo zaraz zemdlejesz. - pouczył, z zadziwiającą łagodnością podtrzymując ją za ramiona - na tyle pewnie, by nie upadła, ale na tyle delikatnie, by się nie przestraszyła.
-Mieszkasz niedaleko Pasażera? Lepiej cię odprowadzę, jeśli pozwolisz.




Self-made man


Powrót do góry Go down
Frances Wroński
Frances Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka, prawa ręka profesora
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Beauty may be dangerous, but intelligence is lethal.
OPCM : 8
UROKI : 0
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime05.02.20 23:59

Kąciki ust panny Burroughs uniosły się delikatnie ku górze.
- Nawet tchórze są zdolni do zemsty, a on ma za się na mnie mścić. - Odpowiedziała, wzruszając delikatnie wątłymi ramionami. Wolała z miejsca nie przyznawać się do tych wszystkich trucizn, jakie nie raz, ani nie dwa znalazły się w jego kuflu. Pomińmy te inne, jeszcze mniej przyjemne rzeczy od trucizn, jakie znalajdowały się w kuflu obleśnego Willa. To jednak, nie wydawało jej się teraz istotne, w końcu napastnik zwiał, a ona pozostała w innym, trochę niepewnym i bardziej zajmującym towarzystwie.
Panna Burroughs nigdy nie należała do osób odznaczających się wysoką odwagą, co skutecznie można było zauważyć dzisiejszego wieczoru. Nie broniła się. Sparaliżowana strachem nie potrafiła logicznie myśleć czy podjąć jakichkolwiek działań, które mogłyby ochronić jej życie, bądź zdrowie. Nic więc też dziwnego, że nazwisko którego miała się wyrzekać, wzbudziło w niej tak silną reakcję.
Blondynka kiwnęła delikatnie głową, nadal nie spuszczając zaniepokojonego spojrzenia z twarzy Daniela.
- Nie z własnej woli ale tak, tak wyszło, że tu mieszkam. - Odpowiedziała, dość mętnie. Gdyby to od niej zależało, już dawno uciekła by z doków do jakiejś bezpieczniejszej i spokojniejszej dzielnicy. Gdzieś, gdzie nie byłaby tak wyobcowana. - Pracuję w Świętym Mungu, zwykle nie wracam po nocach, dziś jednak musiałam zostać trochę dłużej… - I już miała dodać, że nie rozumie, co jest nie tak z jej strojem, odpuściła jednak, przypominając sobie, że większość kobiet w dokach ubiera się w zupełnie inny sposób. Frances nie była stąd, jedynie mieszkała w tej okolicy, do której zupełnie nie pasowała, nie posiadając odpowiedniej sumy pieniędzy, aby móc się stąd wynieść. Symultanicznie, tak jak nie pasowała do doków, tak zdawała się też nie pasować do swojej rodziny, która odnajdywała się w dokach całkiem nieźle.
- Szczerze mówiąc, dla niego chyba doki nie wydają się groźne… Albo znów znajomi okazali się dla niego ważniejsi. Odważyłabym się o stwierdzenie, że rodziny się nie wybiera. - Och, może nie powinna tego mówić, sama jednak czuła się rozczarowana postępowaniem brata. Najwidoczniej rodzeństwo które sobie wybrał, było o wiele ważniejsze niż jego prawdziwe rodzeństwo posiadające tę samą krew w żyłach. Przez zmęczoną buzię blondynki przemknął cień rozczarowania.
Kolejny raz kiwnęła głową, gdy padło imię jej brata. Była trochę… zaskoczona, że mężczyzna tego nie wiedział. Miała wrażenie, że jej powiązania z Keatem i wujkiem Boyle (będącym właścicielem Parszywego) są dla bywalców tawerny wręcz oczywiste. Zwłaszcza tych, których powinna, w ich mniemaniu, bać. Ponoć miało to zapewnić jej bezpieczeństwo na tych ulicach, panna Burroughs nie była jednak co do tego przekonana, starając się odcinać od szemranych interesów wuja. Nawet jeśli w jakiś sposób, były częścią jej dochodów.
- Tak, ale nie jesteśmy do siebie podobni. - Dodała, jakby jej gest nie wydawał się zbyt oczywisty. Doskonale wiedziała, że nie dzielą wielu podobnych cech. Keat zdawał się być skórą ściągniętą z ojca w czasie gdy Frances bardziej przypominała matkę. I tak, jak nie byli podobni wyglądem, tak również posiadali dwa, różne charaktery. W czasie gdy Keat był odważny i działał impulsywnie, tak panna Burroughs nie odznaczała się odwagą i preferowała przemyślane, zaplanowane działania. Nie jedna osoba znająca rodzeństwo dziwiła się, że są w ogóle w jakikolwiek sposób ze sobą spokrewnieni.
- Frances. Przykro mi, że przyszło nam się poznać w takich okolicznościach. - Przedstawiła się, dodając kilka uprzejmych, acz szczerych słów. Jej usta rozciągnęły się w niepewnym, delikatnym uśmiechu.
Ach, kamień zleciał jej z serca, gdy usłyszała odpowiedź mężczyzny. Było w nim coś, co wzbudzało w dziewczynie dziwne zaufanie w stosunku do Wrońskiego, nawet jeśli pewnie nie miała ku temu podstaw. A może to wszystko przez tę całą, dziwną sytuację? Nie wiedziała, miała jednak wrażenie, że mężczyzna nie kłamie.
- Jesteś pewien, że wszystko jest wyjaśnione? Jak go znam, raczej nie ostrzegałby mnie przed Tobą, gdyby tak było. - Och, Frances nie była głupia! Mimo iż brat, nie raz karmił ją bajeczkami, sądząc, że wszystko kupi i nie domyśli się, że znów wpakował się w kłopoty. Ale Frances widziała więcej niż mu się wydawało.
- Och, kręci mi się w głowie. - Wyznała, kątem oka zerkając na twarz trzymającego ją mężczyzny. Panna Burroughs wzięła głębszy oddech, próbując się uspokoić i zapanować nad reakcjami organizmu. - Mieszkam naprzeciwko Pasażera… Naprawdę, mógłbyś mnie odprowadzić? Byłabym naprawdę bardzo wdzięczna. - Och, w obecnym momencie była pewna, że Keat przesadził z tymi ostrzeżeniami. Pan Wroński sprawił na dziewczynie naprawdę dobre wrażenie, a Frances z pewnością czuła się bezpieczniej z kimś, kto przed chwilą uratował ją z plugawych łapsk. Och, jak ona się mu odwdzięczy?




Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Powrót do góry Go down
Daniel Wroński
Daniel Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Zawód : samozatrudniony: przysługi dyskretne i brutalne
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime06.02.20 6:20

-Mścić? - uniósł brwi, coraz bardziej zaintrygowany zagadkową dziewczyną. Najpierw zaskoczyła go mieszkaniem w dokach i swoimi koneksjami rodzinnymi, a teraz okazywało się, że nie była przypadkową ofiarą i już wcześniej miała do czynienia z tamtym tchórzem? Ciekawe, ciekawe... Wydawała się słodka i delikatna, ale nawet najsłodszy kot może przecież podrapać.
-Nie z własnej woli? Jesteś dorosła, słyszę, że masz dobrą pracę... - zdziwił się, wyliczając zarazem Frances powody, które umożliwiłyby jej przeprowadzkę. Z własnego doświadczenia wiedział, że żaden moment nigdy nie wydaje się dostatecznie dobry - zawsze jest za wcześnie, zawsze pieniędzy jest za mało... Był kiedyś w takim położeniu jak panna Burroughs, uwięziony w murach zimnego domu, zamartwiający się swoją pracą i pensją... Ale po wyprowadzce na Nokturn zrozumiał, że mógł rzucić to wszystko jeszcze wcześniej, że jedynym co ograniczało był...
-Strach potrafi paraliżować. - uśmiechnął się blado do Frances, ze zrozumieniem. Bali się wszyscy, i wiotkie niewiasty i muskularni zbóje. I obiektywnych zagrożeń i własnego bagażu doświadczeń i traum. -Ale jeśli nie zdobędziesz się na odwagę, będzie cię trzymał w sidłach jeszcze długie lata i zostaniesz w dokach nawet, jeśli stuknie ci czterdziestka, a konto w Gringottcie będzie pełne. Czasem najtrudniejszy jest pierwszy krok, by wyrwać się z nory. Przechodziłem to. - zwierzył się niespodziewanie, chociaż jego rodzinny dom nie był norą, a pokaźnym dworkiem. Było tam jednak posępniej, chłodniej i o wiele straszniej, niż w najnędzniejszych zakamarkach Śmiertelnego Nokturnu, a wspomnienie ojcowskiego pasa przerażało bardziej, niż napotkani w dorosłości przestępcy.
Gdy wspomniała Keata, na twarzy Daniela pojawiło się jeszcze większe zrozumienie. Też miał głupawego brata... kiedyś. Czy w ogóle powinien nazywać go jeszcze rodziną? Łączyło ich tylko nazwisko i osoba zmarłej matki. Czy wraz z nią zniknęła ich jedyna więź?
-Ależ owszem, wybiera się. - zaprzeczył, myśląc o Pandorze Rowle, o pierwszych współlokatorach z Nokturnu, o dzieciakach, którym zlecał drobne kradzieże... o zabitym przez aurorów Tomie, którego opłakiwał tak, jakby żałował własnego młodszego brata i który był równie wielkim głupkiem...
-Więzy krwi to tylko pojęcie ukute przez szlachtę, by usprawiedliwiać małżeńskie sojusze. - wzruszył ramionami. Choć wierzył w ideę czystości krwi, to bawiło go arystokratyczne przywiązanie do rodowych tradycji, traktowanie kuzynów jak rodzeństwa i tym podobne. -Rodzina to ci, których kochamy i o których się troszczymy. Którzy nie zostawiają nas w potrzebie. Ktoś obcy może być dla ciebie większym bratem niż ten biologiczny. - pofilozofował, choć sam musiał wmówić sobie te przekonania by zagłuszyć pustkę i gorycz po tym, jak matka wyznała mu, że jest bękartem, ale nie raczyła zdradzić nazwiska jego biologicznego ojca.
-Nie jesteście. - przytaknął, ale na jego twarzy pojawił się cień uznania. Spojrzał na Frances jakoś ciepło, dziwiąc się, że nie zauważył jej w Parszywym. Może bywał tam rzadziej, niż mu się wydawało. Wydawała się o wiele rozsądniejsza od swojego brata - nie działała impulsywnie, a chociaż najpierw lękała się Wrońskiego, to przecież właśnie pozwoliła mu przedstawić jego punkt widzenia zamiast rzucać się do ucieczki (lub bójki, jak Keat, hehe).
-Z mojej strony wszystko, nie wiem, jak długo urazy chowa twój brat. Ale to jego problem, nieprawdaż? - wzruszył ramionami. Ktoś bardziej interesowny albo poczciwszy poprosiłby Frances, by przekazała Keatowi wiadomość o swoim wybawicielu, licząc na to, że bezinteresowny ratunek wyrówna rachunki za bezsensowną bójkę. Wroński miał jednak swój honor i postanowił nie zważać na to, co myśli o nim jakiś dzieciak z portu, zbyt tchórzliwy by brać udział w prawdziwych bójkach na pieniądze i intratnych interesach, a zarazem zbyt niedojrzały, by opiekować się własną siostrą.
Nawet jeśli przychylność Keata miałaby mu zagwarantować przychylność tej ślicznej i intrygującej dziewczyny - trudno! Był za stary, by uciekać się do rodzinnych gierek.
-Nic dziwnego, nieźle się zestresowałaś. - zdiagnozował, stawiając się w roli samozwańczego uzdrowiciela.
-Jasne, nigdzie mi się nie śpieszy. - jej towarzystwo było w końcu o wiele milsze, niż pustka w jego mieszkaniu. -Trzymaj mocno swoje buty. - uśmiechnął się pod wąsem, a potem objął Frances w talii (uważając, by nie zjechać dłonią za nisko ani za daleko - miał w końcu do czynienia z panienką z Munga, a nie z portową dziewką. Coś w jej delikatności przypominało mu zresztą o ostatniej dziewczynie, którą chwytał w talii, radząc sobie z pokusą zjechania na pośladki. Ale o tamej akurat nie miał zamiaru myśleć, nie po tym, jak upił się do nieprzytomności w Sylwestra) i sprawnie wziął ją na ręce, jakby była lekka niczym piórko.
-Chyba pamiętam trasę, ale jak coś, to mnie pilnuj. - nie tylko odnośnie trasy, hehe.




Self-made man


Powrót do góry Go down
Frances Wroński
Frances Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka, prawa ręka profesora
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Beauty may be dangerous, but intelligence is lethal.
OPCM : 8
UROKI : 0
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime06.02.20 15:15

Frances kiwnęła jedynie głową, jeszcze nie pewna czy może podzielić się z mężczyzną swoim niewielkim sekretem. Nabierała pewności powoli, stopniowo oswajając się z jego osobą.
Przez usta blondynki przemknął delikatny, trochę pobłażliwy uśmiech.
- To dlaczego się tu przenieśliśmy jest skomplikowane, a poza pracą mam chorowitą mamę i młodsze rodzeństwo. Póki mieszkam piętro niżej, mogę się nimi zająć.- Stwierdziła, ponownie wzruszając ramionami. W przeciwieństwie do brata, odnosiła silne poczucie obowiązku. Nie raz, nie dwa musiała rzucić swoje plany i marzenia aby zająć się chorą matką, w czasie gdy Keat szlajał się po dokach. I jak on wsiąkł w to towarzystwo, tak panna Burroughs nie chciała tego samego dla młodszego brata, uczącego się jeszcze w Hogwarcie. Ktoś musiał nie myśleć tylko o sobie… I padło niestety na nią.
Panna Burroughs uważnie przyglądała się twarzy swojego wybawcy, gdy ten opowiadał o strachu. I wiedziała, że ma rację - najtrudniejszy zawsze był pierwszy krok. Pierwsze poderwanie się do działania i utrzymanie postanowienia, aż będzie za późno aby się cofnąć. Tylko jak można było przełamać ten strach, aby zmusić się do kroku? Blondynka nigdy nie należała do odważnych, woląc kryć się za alchemicznym stołem.
- Też się kiedyś bałeś? - Zapytała unosząc z zaciekawieniem brew. Nie wyglądał na kogoś, kto znałby paraliżujące uczucie strachu, wręcz przeciwnie sprawiał wrażenie kogoś, komu to uczucie było obce. Kogoś śmiałego, sięgającego po swoje… I wyjątkowo interesującego.
Cień smutku przemknął przez buzię panny Burroughs, a z jej piersi wyrwało się ciche westchnienie. -Tak… Keat dokładnie tak zrobił. - Och, w jej pojęciu Philippa czy kumple z Parszywego są od dawna dla niego ważniejsi niż ona, mama czy młodsze rodzeństwo. Dziewczyna nie odrywała uważnego acz nienachalnego spojrzenia od twarzy mężczyzny, by w końcu w onieśmieleniu przenieść spojrzenie na swoje bose stopy. W końcu, panny takie jak ona, nie powinny tak długo wpatrywać się w mężczyzn, czyż nie? - Musiałeś dużo przejść. Pewnie więcej, niż mogłoby się zdawać. - Stwierdziła, nieśmiało zerkając w jego kierunku. Wbrew pozorom niie drążyła tematu. Nie prosiła, aby zdradził jej jaką przeszedł drogę rozumiejąc, że są sprawy, o których nie przychodzi łatwo rozmawiać, zwłaszcza z dopiero co poznanymi osobami. Nawet jeśli gwieździste niebo i świat spowity mrokiem sprawiały złudne wrażenie konfidecjonalności, tak, jakby o tej porze dnia wyznania miały przychodzić łatwiej, a głębokie rozmowy zdawały się czymś odpowiednim.
Coś w tym ciepłym spojrzeniu sprawiło, że Frances poczuła się trochę pewniej w jego towarzystwie. Mięśnie dziewczyny mimowolnie trochę się rozluźniły, pozwalając organizmowi powoli dojść do siebie, po nieprzyjemnym napięciu. Zaciekawienie błysnęło z szaroniebieskich oczach z kolejnymi słowami, jakie opuściły jego usta.
- Przez najbliższy czas lepiej uważaj co i u kogo zamawiasz w Parszywym. Te które się z nim przyjaźnią, będą dolewać Ci świństw do alkoholu. - Ostrzegła, chociaż w taki sposób mogąc odrobinę odwdzięczyć się za ratunek z opresji. Byłoby szkoda, gdyby nawet po tak szlachetnym czynie w jej kierunku Daniel został wystawiony na złośliwości ze strony Philippy bądź jej brata. A skoro mogła podzielić się z nim czymś, co sprawi, że będzie trzymał się na baczności, czemu miałaby tego nie zrobić?
Dziewczyna kiwnęła głową, na potwierdzenie jego słów. Nie była odważna, wystarczyło zerknąć na nią by wiedzieć, że nie odnajduje się w takich sytuacjach a strach prawdziwie ją paraliżował.
- Ale… - Już miała coś powiedzieć, zapytać czemu powinna trzymać swoje buty gdy dłonie Daniela znalazły się na jej talii, przyprawiając dziewczynę o delikatny dreszcz. Och, w swej niewinności nie przywykła do dotyku męskich dłoni. Nim jednak zdążyła chociażby się zarumienić, znalazła się w ramionach mężczyzny. W pierwszym odruchu, kierowana strachem przed spotkaniem się z zimnym brukiem mocno przylgnęła ciałem do klatki Daniela, owijając się mocno ramionami wokół jego szyi, by z zamkniętymi oczami przycisnąć czoło do jego policzka, jakby to miało zapewnić jej dodatkową stabilność.
- Nie upuścisz mnie, prawda? - Wyszeptała wprost do jego ucha, czując potrzebę upewnienia się, że nie grozi jej upadek. Nawet jeśli jego ramiona sprawiały wrażenie solidnych i wyjątkowo bezpiecznych. Panna Burroughs potrzebowała krótkiej chwili, by przyzwyczaić się do obecnej sytuacji, nadal jednak uparcie nie otwierała oczu.
- Kiedyś pracowałam przez rok w Pasażerze, żeby zarobić na kurs alchemiczny… - Zaczęła, przypominając sobie, że nie odpowiedziała na wcześniejsze pytanie. - Willy był jednym z tych paskudnych klientów, którym kleją się ręce. Nie działały groźby wuja, więc żeby dał mi spokój, za każdym razem gdy próbował mnie dotykać dolewałam mu trucizn do drinków. Paskudnych trucizn. - Usta blondynki ułożyły się w niewinny i trochę psotny uśmiech. Och, nie trudno było stwierdzić, że mężczyzna teraz próbował się na niej mścić. Frances otworzyła oczy, następnie odsunęła trochę głowę by zerknąć na swojego wybawcę i… Och, nie sądziła, że znajdzie się tak blisko. Dziewczęce serduszko przyspieszyło, zaskoczone nową sytuacją, w jakiej się znalazła. Frances zacisnęła palce mocniej na ramieniu mężczyzny aby, wiedziona jakimś niezrozumiałym dla niej impulsem, unieść delikatnie drżącą dłoń i ostrożnie przesunąć palcami kosmyki włosów mężczyzny, przysłaniające zieleń jego oczu. W końcu... Musiał widzieć gdzie idzie, prawda? Zapewne oboje nie chcieli skończyć w brudnej, zimnej toni portowych wód.
- Jest Pan fascynujący, panie Wroński.- Wyrwało się jej z ust, eterycznym pół szeptem, a zawstydzona dziewczyna spłonęła rumieńcem, odwracając wzrok gdzieś na bok.




Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Powrót do góry Go down
Daniel Wroński
Daniel Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Zawód : samozatrudniony: przysługi dyskretne i brutalne
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime10.02.20 3:41

Zająć. Spojrzał na Frances z mieszaniną podziwu dla jej empatii i współczucia dla jej sytuacji.
-No tak, staroświeccy czarodzieje wciąż uważają, że zajęcie się krewnymi to rola kobiety. - przygryzł lekko wąsa, a jego ton mógł dać Frances do zrozumienia, że sam uważa te poglądy za przebrzmiałe. Sam wychował się w bardzo tradycyjnej rodzinie, ale piekło jakie tam przeżył sprawiło, że w teorii pogardzał podobnymi wartościami (choć nigdy nie zakładał rodziny w praktyce, więc nie było wiadomo, czy pozwoliłby własnej żonie pracować czy podświadomie oczekiwał zupełnego oddania). Jego matka trafiła do Wielkiej Brytanii tylko dlatego, że jej przyszły mąż i daleki kuzyn zobowiązał się do wspomagania polskich krewnych finansowo. Przed zaręczynami nie spotkali się nawet osobiście, a zdławione pragnienia Matyldy pchnęły ją w ramiona jakiegoś anonimowego czarodzieja, który odszedł bez słowa i podarował jej tylko Daniela. Romans i ciąża odebrały Matyldzie resztki niezależności, uniemożliwiając jej dalszą pracę w sklepiku na Pokątnej i zarabianie własnych pieniędzy. Reszta jej życia była podporządkowana znoszeniu przemocy męża i opiece nad dziećmi. Chociaż panna Frances była o wiele bardziej niezależna od pani Wrońskiej i jej życie malowało się w jaśniejszych barwach, to Daniel i tak zauważył w jej sytuacji coś smutnego. Cała postać Frances krzyczała "nie pasuję do doków", jej profesja udowadniała, że mogłaby się stąd wyrwać, ale to rodzina trzymała ją w miejscu - jak drzewo, które miało pecha wyrosnąć na górskiej grani, a nie w lesie.
-Choć twój brat mógłby się przecież zajmować nimi równie dobrze? A już na pewno zapewnić im bezpieczeństwo? - zauważył, podkręcając wąsa. Wspomożenie rodziny częścią pensji i odwiedziny za dnia mogłyby w pełni wystarczyć, gdyby wszyscy nie przywykli do traktowania Frances jak służącej.
Ale cóż on mógł wiedzieć, diagnozując całą sytuację Burroughsów na podstawie kilku interakcji z Keatem i Frances.
Uśmiechnął się blado i nieco smutno, na moment powracając pamięcią do dni, w których strach towarzyszył mu codziennie. Sam nie wiedział, czy czuje teraz pogardę czy litość dla tamtego zagubionego dzieciaka, którym kiedyś był. Zapewne powiedziałby sobie samemu, żeby wyparować z domu rodzinnego jeszcze wcześniej i nigdy nie oglądać się za siebie.
-Każdy się kiedyś boi. - nawet teraz często pchał się w ryzykowne sytuacje, a lęk przed utratą życia lub zdrowia jest przecież zupełnie naturalny. Tyle, że teraz miał poczucie kontroli nad własnym życiem i spokój w ścianach własnego mieszkania. -Pytanie tylko, co robimy z tym strachem.
Gdy uśmiechnęła się smutno, delikatnie odgarnął kosmyk włosów z jej czoła, muskając dłonią jej policzek.
-Hej, nie smuć się. Ludzie są tylko ludźmi, nawet gdy dzielimy z nimi tę samą krew. To nie twoja wina, że ktoś jest nieodpowiedzialny albo bardziej ceni sobie znajomych niż ciebie. - zapewnił łagodnie, wpadając w filozoficzny nastrój. Zabawa w portowego rycerza na białym koniu wyrwała go z mrukliwej rzeczywistości Nokturnu, w której musiał ważyć na każde słowo aby podtrzymać swoją reputację twardego drania.
-Ja... - urwał zdziwiony tym, że nagle zwróciła uwagę na niego. -Mi też się w domu nie układało. (też? Frances miała przecież o wiele bardziej kochającą rodzinę niż on) -Ale zostawiłem to za sobą. - wzruszył ramionami, nie chcąc zdradzać więcej szczegółów. Dość, że w ogóle to z siebie wydusił - w Hogwarcie utrzymywał iluzję chłopca z dobrego domu, ze znamienitej rodziny. Chyba nigdy nie przyznał się nikomu, że między rodzicami się nie układało, a przemoc była na porządku dziennym. Frances nie znała jednak jego pochodzenia, przed nią mógł zgrywać chłopaka z doków albo z innego dna.
Po ostrzeżeniu Frances roześmiał się chrapliwie, serdecznie, niespodziewanie.
-Będę się pilnował. Ale bez obaw, panno Burroughs, potrafię rozpoznać smak dobrej i nierozwodnionej wódki. - uśmiechnął się wilczo, maskując wesołością dziwne wzruszenie jej troską.
Wziął ją na ręce jakby nic nie ważyła, ale i tak nie spodziewał się niezwykłej naturalności, z jaką dziewczyna przyjmie pomoc - słodkiego zapachu damskich perfum, ciepłego czoła na swoim zarośniętym policzku, gorącego oddechu przy uchu.
-Czy wyglądam na kogoś, kto ratuje śliczną dziewczynę tylko po to, by ją wypuścić? - odszepnął, trzymając ją pewniej w swoich ramionach. Zważał na każdy krok, by dziewczyna czuła się bezpiecznie podczas ich spaceru, a zarazem ciekawsko zezował na jej ładną twarzyczkę i zagadkowy uśmiech. No proszę, nocne wyznania.
-Uzdrowicielka znająca się na truciznach? Zaskakujesz mnie, Frances. - mruknął, uśmiechając się. -Gdybyś szukała kiedyś okazji do łatwego zarobku, pozwalającego zachować pełną anonimowość, wyślij mi sowę. Znam ludzi, którzy chętnie i szczodrze zapłacą za to, co darmowo dolewałaś do napojów Willy'ego. - zachęcił, pozostawiając to Frances do rozważenia. Oferował jej pomoc finansową wspaniałomyślnie - może zgarnąłby dla siebie niewielką prowizję, a może nie. Potrafił robić sporo wyjątków dla ładnych dziewczyn.
Gdy odgarnęła mu włosy, spojrzał na nią zaskoczony - i jakby nieco zawstydzony: wcześniejszą biznesową propozycją, praktyczną ale nieco niegodną damy, pobiciem jej brata, zbyt gorącymi myślami które zaprzątały mu obecnie głowę, oraz chęcią pocałowania Frances w jej różowe usta.
Zamiast tego, wziął głęboki wdech dla uspokojenia, a potem delikatnie postawił dziewczynę na ziemię. Przybyli na miejsce, stali pod drzwiami Parszywego - a on powinien się szybko stąd ewakuować, skoro faktycznie trafił na czarną listę Keata Burroughsa.
Nie puścił jeszcze ręki dziewczyny - niespodziewanie, na pewno dla niej i być może dla siebie samego, uniósł w górę jej dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek, staropolskim obyczajem.
-Niezmiernie miło cię poznać, panno Frances, bo to ty jesteś fascynująca. - mówił szczerze, zaintrygowany elegancką trucicielką z doków.  -Szkoda tylko, że w stresujących dla ciebie okolicznościach. Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się w milszym otoczeniu, nie ukrywam, że bardziej pasujesz do Fantasmagorie lub Zacisza Kirke niż do portowych uliczek. - uśmiechnął się ciepło, dyskretnie roztaczając przed nią wizję ewentualnej randki albo miejsca do omówienia propozycji biznesowych. Szarmancko skłonił się pannie Burroughs, gotów odejść gdy dziewczyna wejdzie już do środka. Zamierzał dopilnować, by bezpiecznie zamknęły się za nią drzwi, licząc, że pomimo dzisiejszych nieprzyjemności będzie śnić niewinnie i spokojnie. Nie to, co on.

/zt x 2 :pwease:




Self-made man


Powrót do góry Go down
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime30.04.20 14:28

Trzynaście gwiazd lśniło jeszcze na niebie, kiedy wracała do domu. Po tym, jak dowiedziała się że jednak była czarownicą czystej krwi, wypełniało ją wielkie szczęście. Spełniło się jej największe marzenie, więc i jej nastrój był dobry. Tak pomyślne wieści zasługiwały na uczczenie, więc wczorajszy wieczór spędziła w jednym z czarodziejskich pubów. Możliwe, że trochę przesadziła i rano obudziła się skacowana, ale i tak opuściła dom; rankiem czekały na nią pewne umówione wcześniej sprawy w dzielnicy portowej, których nie chciała przekładać na inny dzień, w końcu wiązało się to z zarobkiem dla niej.
Do picia wybrała herbatę, licząc że gorący, ożywczy napój postawi ją na nogi. Niestety, napój okazał się gorący nie tylko pod względem temperatury, choć początkowo Lyanna myślała, że to przez nadmierną ciepłotę miała wrażenie, jakby jej gardło zaczęło piec. Herbata zamiast ugasić pragnienie tylko je wzmogła i uczucie to nie ustąpiło do końca spotkania. Czy to możliwe, że ten, kto zrobił herbatę, dolał jej do niej jakiegoś eliksiru? Może nawet trucizny? Może pozornie życzliwy gest wcale miał taki nie być i klient postanowił ją otruć, by nie musieć jej płacić za wykonaną usługę? Ludzie bywali naprawdę różni, a Lyanna, nawykła do nieprzychylnego traktowania przez większość rodziny oraz konserwatywnego społeczeństwa, nie wierzyła w bezinteresowną dobroć i troskę. Wszystko miało swoje drugie dno; a choć już wiedziała, że żyła w kłamstwie i tak naprawdę nigdy nie była w niczym gorsza od swojej rodziny i czarodziejów czystej krwi, sposobu myślenia i nawyków nie dało się zmienić ot tak, poza tym nie miała wypisanego nowego statusu na czole i czekało ją dopiero mozolne zadanie budowania pozycji i szacunku wśród tych, którzy do tej pory myśleli, że była półkrwi. Na pewno nie w tak krótkim czasie, więc nie było szans, że jej stosunek do ludzi ulegnie diametralnym zmianom jak za pstryknięciem palca.
Mimo starań, przez kolejne godziny nie udało jej się pozbyć owego uczucia, więc zasięgnęła rady znajomej zielarki, której czasem sprzedawała rośliny znalezione przy okazji wypraw związanych z klątwami i poszukiwaniem artefaktów. Nie były blisko, bo Zabini praktycznie z nikim nie była blisko, ale jej własna wiedza nie była na tyle biegła, by wiedzieć, co powodowało palący dyskomfort w gardle i jak można go było uleczyć, dlatego była zmuszona zwrócić się po radę do kogoś, kto znał się lepiej. Bo o ile pamiętała co nieco z zielarstwa, tak w eliksirach nigdy nie była dobra.
Zielarka powiedziała jej, że to nie przypomina działania żadnej znanej jej trucizny, a raczej dodatek pewnej rośliny, zwanej „papryką peperoni”. Lyanna od razu zapytała, co powinna zażyć, żeby to ustało, niestety okazało się, że remedium miało być naprawdę nietypowe. Zabini aż myślała że zielarka robi sobie z niej żarty, ale ta zapewniła, że nie, i że rzeczywiście powinna wypić wodę ze łzami dziewicy.
A Lyanna dziewicą już nie była, więc nie mogła sama zapłakać do tej nieszczęsnej wody. Nie pozostało nic innego jak poszukanie jakiegoś młodego dziewczęcia i zastanowienie się, jak ją nakłonić do oddania łzy. Prośbą, czy raczej groźbą? Samo znalezienie młódki nie powinno być bardzo trudne, choć mimo wszystko trochę uliczek musiała przejść, zanim jej spostrzegawcze oczy wypatrzyły drobną blondynkę, młodą i ładną. Czy dziewicę, tego nie wiedziała, ale postanowiła ruszyć za nią i wymyślić jakiś sposób na zdobycie jej łzy. Nie byłoby to przesadnie trudne, na większość delikatnych panienek pomogłaby pierwsza lepsza czarnomagiczna klątwa lub sama groźba użycia jakiejś, ale zawsze istniała jakaś szansa, że napotkana dziewczyna mogła być krewną kogoś ważnego, może nawet kogoś z grona rycerzy, a wtedy niedobrze byłoby ją ot tak uszkodzić. Żadna szlama nie miałaby odwagi wynurzyć się na ulicę tak krótko po masakrze w mieście, więc różnie to mogło być z pochodzeniem tej panny.


Powrót do góry Go down
Frances Wroński
Frances Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka, prawa ręka profesora
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Beauty may be dangerous, but intelligence is lethal.
OPCM : 8
UROKI : 0
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime02.05.20 18:12

Panna Burroughs trochę niepewnie kroczyła portową ulicą. Piętnaście długich lat spędziła w tych okolicach, nadal jednak nie potrafiła się tu odnaleźć, gdyż już na pierwszy rzut oka nie pasowała do podłego otoczenia. Delikatna, ubrana w białą koszulę z kołnierzykiem oraz granatową spódnicę do połowy łydki w niewielkie kropki; z idealnie ułożonymi włosami z pewnością nie przypominała większości portowych kobiet. Wyróżniała się, traktując mieszkanie w tej dzielnicy niczym przekleństwo - wszak trucizny nie zawsze były w stanie zapewnić jej bezpieczeństwo… Którego brakowało jej między portowymi budynkami.
Dzisiejszego dnia nie planowała wychodzić z domu. Nieplanowany wybuch kociołka sprawił, że miała ochotę zamknąć się z domu i nie wyściubiać z niego nosa chociażby na jedną krótką chwilę. Ponoć gdy chce się rozśmieszyć siły wyższe, należy powiedzieć im o swoich planach - tak też było tym razem. Wystarczyła jedna sowa od mieszkającej piętro wyżej matki, by panna Burroughs była zmuszona do wyjścia w jakże prostej i przyziemnej sprawie, jaką były zakupy.
Duży, wiklinowy koszyczek przewieszony był przez jej ramię, od sklepu do sklepu zapełniając się kolejnymi produktami, których obecnie brakowało jej matce. Zdawać by się mogło, że wydarzenia z ledwie kilkudziesięciu godzin wcześniej, nie wywarły większego wrażenia na większości portowych mieszkańców. Frances, przechadzając się ulicami miała wrażenie, że port zdaje się żyć swoim życiem. Jedynie kilka sklepów które chciała odwiedzić było zamkniętych. Marynarze zdawali się być tacy sami, uliczki również i nawet patrole magipolicji nie zrobiły na niej większego wrażenia. Wszak w porcie potrafiło dziać się wiele niedobrych rzeczy. Nie widziała nic, co nie pasowałoby do standardowej wizji portu, jaką miała w głowie. Nie widziała, bądź nie chciała widzieć.
Nie zauważyła również, że ktoś zaczął za nią podążać. Wybuch Smoczej Łzy sprawił, że z jej oczu coraz wypływały wielkie łzy, których nijak nie potrafiła zahamować i które co chwilę ocierała z jasnych policzków haftowaną w kwieciste wzory. Nie sądziła, aby istniał jakiś sposób na zatrzymanie łez, pozostawało jej czekać, aż konsekwencje wybuchu kociołka przeminą samoistnie.
Zatrzymała się ledwie na chwilę, aby przyjrzeć się produktom, jakie znajdowały się w jej koszyczku sprawdzając je z listą, jaka zapisała jej matka. I już, już miała ruszyć w kierunku swojego domu gdy nagle, jakiś dzieciak wpadł wprost na nią sprawiając, że dziewczyna zachwiała się upuszczając koszyczek i ledwo łapiąc równowagę. Ledwie kilka sekund sprawiło, że jej zakupy znalazły się na ziemi, a nieostrożny chłopiec zniknął gdzieś, między kolejnymi sklepikami i uliczkami.
Jeszcze trochę, Frances… - Powtarzała sobie w myślach, za każdym razem gdy podobne sytuacje sprawiały, że żałowała pomocy schorowanej matce i dalszego tkwienia w tej, zapomnianej przez wszystkich części miasta. Z cichym westchnieniem rezygnacji, zaczęła jedną ręką zbierać zakupy z ziemi, drugą co chwilę ocierając soczyste łzy, wypływające z jej oczu.
Fatalne zwieńczenie, jeszcze gorszego dnia.




Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Powrót do góry Go down
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime03.05.20 23:33

Pieczenie w gardle nie dawało jej spokoju. Gdyby nie ono, na pewno nie podjęłaby się tak idiotycznego przedsięwzięcia, jak poszukiwanie dziewicy. Miała nadzieję, że zielarka wcale sobie nie żartowała i ta nietypowa rada rzeczywiście odniesie skutek, bo jak Zabini tylko zrobi z siebie idiotkę a nic jej to nie da, to będzie bardzo zła i na zerwaniu współpracy mogło się wcale nie skończyć. Teraz Lyanna na pewno miała większe możliwości uprzykrzenia komuś życia niż kiedykolwiek wcześniej.
Wypatrzona dziewczyna była śliczna i zupełnie niepasująca do portowego krajobrazu. Gdyby przebrać ją w staromodną suknię, mogłaby nawet udawać szlachciankę. Ciekawe, kim była i co tu robiła? Portowa biedota raczej tak nie wyglądała, szlamy też nie. I szlamy raczej uciekły stąd gdzie pieprz rośnie lub pochowały się w mysich dziurach. Niewielu miało odwagę się tędy przechadzać, a już na pewno nie w ostatnich dniach. Uliczki były zauważalnie bardziej puste, ale było to naturalną konsekwencją wypędzenia mugoli. Cały Londyn się wyludnił, ale Lyannie to odpowiadało, bo nie znosiła tłumów oraz mugolskiej technologii. Oby Londyn już na zawsze pozostał wyłącznie czarodziejski.
Podążała za nią cicho, niemal bezszelestnie, jeśli nie liczyć cichego szmeru czarnej peleryny. Jak zwykle była ubrana od stóp do głów na czarno, i choć zawahała się nad założeniem kaptura, ostatecznie tego nie zrobiła, decydując się na początek zacząć łagodnie, a do tego kaptur nie był potrzebny. Mogła wykorzystać swoją urodę, sprawiać wrażenie osoby niegroźnej i nieszkodliwej. Może nawet miłej? Wcielanie się w różne role wychodziło jej coraz lepiej, choć zastraszać nadal niespecjalnie umiała. To był dodatkowy powód, dla którego postanowiła zacząć od ścieżki pokojowej, bo z tą piękną twarzyczką porcelanowej lalki mogła uchodzić za straszną i groźną tylko wtedy, kiedy rzucała czarnomagiczne zaklęcia, a te nie były na ten moment wskazane, chyba że pannica okazałaby się jednak szlamą.
W pewnym momencie dostrzegła, że ktoś, chyba jakiś dzieciak, wpadł na śledzoną przez nią dziewczynę, która zachwiała się i upuściła niesiony na ramieniu koszyk. To mogła być dobra okazja, by podejść, bo nieznajoma przystanęła, by pozbierać rozsypane zakupy, a Zabini mogła zmniejszyć dystans dzielący ją od niej.
I wtedy zobaczyła, że dziewczyna… płakała. Z jej oczu lały się rzęsiste łzy nawet bez żadnej formy magii czy straszenia.
- Może potrzebujesz pomocy? To chyba nietypowe miejsce na spacer, doki nie są bezpieczne – zapytała, udając empatię i troskę. Zabini nigdy nie była zbyt wrażliwa na krzywdy innych, na co zapewne miał wpływ brak matki i oschłe wychowanie ojca. Nikt nie uczył jej współczucia wobec innych, jej też go nie okazywano. Ojciec jej nie kochał, a skoro już był zmuszony ją wychowywać, to chciał, by przynajmniej wyrosła na silną czarownicę, nie na słabeusza. Ale kłamała na tyle dobrze, że jej ton głosu, w połączeniu z nieszkodliwą powierzchownością (pomijając może tę nieco złowieszczą czerń jej staromodnej sukni i peleryny), powinien zabrzmieć przekonująco, choć przez to palenie w gardle musiała się naprawdę wytężyć, żeby się nie krzywić ani nie drapać po szyi. Każde wypowiadane słowo było jak papier ścierny podrażniający piekące gardło, było to o wiele gorsze niż jakikolwiek kac. Zaś w myślach zastanawiała się już, jak sprawić, by łzy tej dziewczyny znalazły się w wodzie, którą miała wypić. Póki co starała się wypaść w miarę przyjaźnie (co też było trudne dla takiej aspołecznej osoby jak ona, ale się starała), i w zależności od reakcji dziewczyny mogła zmodyfikować tę strategię, wymyślaną na bieżąco i spontanicznie, mimo że zazwyczaj była osobą lubiącą planować posunięcia z wyprzedzeniem. Jednocześnie chciała się dowiedzieć, kim była nieznajoma i czy na pewno powinna się tu znajdować. W końcu doki nie były typowym miejscem bywania młodych, delikatnych panienek.


Powrót do góry Go down
Frances Wroński
Frances Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka, prawa ręka profesora
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Beauty may be dangerous, but intelligence is lethal.
OPCM : 8
UROKI : 0
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime04.05.20 23:30

Szaroniebieskie spojrzenie załzawionych oczu przeniosło się na postać przed nią, gdy do uszu panny Burroughs doleciał głos nieznajomej. Na pierwszy rzut oka przypominała jej posąg. Wyjętą z innego świata, będącą dziełem czarodziejskich rąk oraz ludzkiego talentu statuę, którą ktoś przypadkiem postawił na jej drodze. Wrażenie to było potęgowane przez ubiór dziewczyny - staroświecki, trochę mityczny i z pewnością zupełnie inny do tego, jaki nosiła na sobie jasnowłosa alchemiczka. Nieznajoma zdawała się być w zbliżonym do niej wieku, jak ona nie wyglądała również na kogoś, kto pochodził z portowych uliczek. Mieszkańcy doków mieli w sobie coś, co niemal od razu rzucało się w oczy pannie Burroughs, nie była jednak jasno stwierdzić, co to takiego. Tę samą rzecz widziała w oczach wuja, ciotki, Philippy czy swojego starszego brata… Nie widziała jej jednak w oczach nieznajomej czarownicy, samej również tego czegoś nie posiadając. od długich lat była asertywna względem zmian, jakie chciał wymóc na niej ten paskudny port.
Delikatny uśmiech będący oznaką niezręczności pojawił się na ustach młodej alchemiczki, nie przyglądała się jednak dziewczynie długo, już po krótkiej chwili musząc otrzeć łzy haftowaną chusteczką. Powinna w końcu zainwestować w porządniejszy kociołek.
- Och, dziękuję lecz muszę tylko pozbierać swoje zakupy… - Zaczęła, posyłając kolejny, trochę bardziej śmiały uśmiech w kierunku nieznanej jej czarownicy. Włożyła ledwie dwa czerwone jabłka do koszyka, gdy znów zmuszona była do otarcia wypływających z jej oczu łez. Czarownica pociągnęła leciutko nosem, jakby ten wyczuwał spływające po jej policzkach łzy. Panna Burroughs rugała się w myślach za to, ze zdecydowała się wyjść dzisiaj z domu. Z pewnością nie prezentowała się teraz najlepiej, z czym nie czuła się dobrze. - Przepraszam, nie mogę przestać dziś płakać. - Po raz kolejny zmuszona była otrzeć łzy, nie mieszczące się w jej szaroniebieskich oczach sprawiając, że myśli blondynki na chwilę pomknęły w kierunku zainwestowania w jakąś ochronę na twarz… Chociaż pewnie i to, nie byłoby w stanie uchronić ją przed skutkami wybuchu magicznej mikstury. - Niefortunne owszem, niesprzyjające również, niebezpieczne z pewnością, nie dla każdego jednak nietypowe. - Zaczęła, przez chwilę wodząc spojrzeniem między koszykiem, a rozrzuconymi zakupami, by w końcu wstać. - Dla niektórych nie da się ominąć spacerów po dokach… - Chusteczka po raz kolejny powędrowała do jasnej buzi dziewczęcia, by otrzeć ściekające po jej policzkach łzy, gdy dziewczyna zrobiła dwa kroki w bok, by przykucnąć przy leżących dalej zakupach. - Mieszkam w okolicy, nie sposób więc abym omijała portowe ulice. - Cień uśmiechu zamajaczył na jej ustach, nawet jeśli miejsce zamieszkania znacznie odbiegało od takiego, które by do niej pasowało. Takiego, w którym nie bałaby się wychodzić wieczorem z domu i nie zwracała na siebie zbytniej uwagi plugawych marynarzy, których kiedyś przyszło jej nagminnie podtruwać w Parszywym.
Ciekawość błysnęła w dziewczęcych oczach, gdy ponownie powędrowały w kierunku nieznanej jej czarownicy. - A Ty? Nie wyglądasz na zagubioną. Zaoferowałaś mi jednak pomoc, co nie często się tu zdarza. - Zapytała, przenosząc spojrzenie ponownie na zbierane zakupy, nie chcąc wywrzeć nachalnego wrażenia. Nigdy nie była wścibska jeśli chodzi o innych ludzi, jednak rzeczy znacznie odbiegające od otoczenia, zdawały się zawsze przyciągać uwagę nawet takich panien, jaki panna Burroughs.




Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Powrót do góry Go down
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime07.05.20 23:04

Wychowana w konserwatywnej rodzinie Zabini zawsze była nieco staromodna, co przejawiało się choćby w ubiorze, który jednak nie mógł się równać z modą szlachecką. Było widać, że jej suknie, peleryny czy płaszcze nie były tak drogie, że uszyto je z tańszych, ale bardziej funkcjonalnych materiałów. Bardziej odpowiednich dla łamaczki klątw i zaklinaczki chadzającej po dokach, Nokturnie czy innych miejscach, które grzeczne panienki omijały, i gdzie można się było pobrudzić. Jej ubrania musiały być wygodne, choć pozostawały przy tym odpowiednio czarodziejskie i kobiece. I niemal wszystko w jej szafie było czarne, bowiem uwielbiała ubierać się w ten kolor. Jej uroda zdawała się jednak nie pasować do tych miejsc. Podobnie jak jej matka (której nigdy nie poznała, więc słyszała o jej urodzie tylko z opowieści), była nieprzeciętnie piękna, a jej podobno uderzające podobieństwo do Elaine Bellefleur tylko potęgowało niechęć ojca do córki, która, jak zawsze myślał, była półkrwi. A tymczasem okazało się, że przed laty niesłusznie ją oskarżył i równie niesłusznie traktował Lyannę jak kogoś gorszej kategorii.
Bycie atrakcyjną czasem ułatwiało życie, a czasem je komplikowało, bowiem w niektórych miejscach musiała się postarać, by zasłużyć na szacunek, tym bardziej, że trudniła się zawodem zwykle stereotypowo uważanym za męski.
Nie była tutejsza i było to widać. A jednak nie bała się tu być; kogoś, kto bywał na Nokturnie, trudno było przestraszyć lub zaskoczyć. Zdawała sobie sprawę, że w zakamarkach Nokturnu czaiły się znacznie gorsze męty niż tutaj, co nie znaczyło, że nie zachowywała ostrożności. Zawsze należało być czujną. Nawet wtedy, gdy gardło wściekle ją piekło i zmuszało do podjęcia się czegoś, co normalnie uznałaby za szaleństwo.
Gdyby nie potrzebowała tych łez, ominęłaby dziewczynę obojętnie, nie interesując się nią zbytnio. Przesunęłaby po niej wzrokiem, zapewne zauważyłaby urodę i poszłaby dalej, jedynie zastanawiając się w duchu, co taka ślicznotka robiła w dokach. Choć gdy znalazła się bliżej, to odniosła wrażenie, że gdzieś już mignęła jej ta twarz. Bywała w końcu w Parszywym Pasażerze, ale jeszcze nie powiązała młódki z akurat tym miejscem.
Ale potrzebowała jej, tak jej się przynajmniej wydawało, choć mogło się okazać, że panienka mimo młodego wieku wcale dziewicą nie jest. Spostrzegawcze oko nie widziało na palcach obrączki, ale ona sama oddała swój kwiat nieślubnie będąc w podobnym do niej wieku, wiedząc, że jako półkrwi (jak myślała) i tak nigdy nie wyjdzie za mąż, więc dlaczego miałaby odmawiać sobie przyjemności? Jej moralność zawsze była dość elastyczna. Ale nie była jakąś kompletną dzikuską, i nawet jeśli w większości przypadków miała gdzieś postronne, obce i nieznaczące dla niej osoby, potrafiła udawać miłą i przejętą, by osiągnąć swój cel.
Dziewczyna z nieznanego jej powodu płakała, a Lyanna czuła, że żadne dodatkowe środki wymuszające płacz nie były potrzebne. Nie musiała szukać innej ofiary, by zmusić ją do zapłakania (jakkolwiek idiotycznie to brzmiało), może wystarczyło odpowiednio podejść tę pannę… Nie mogła więc wypadać z roli. Miała tylko nadzieję, że nie jest miła dla jakiejś zakochanej w mugolach szlamy.
- Och, mam nadzieję, że wszystko w porządku – powiedziała; w rzeczywistości nie obchodziły jej cudze problemy, ale wiedziała, że mili ludzie mówią takie rzeczy.  – Jeśli panienka tu mieszka, to rzeczywiście trudno uniknąć tych uliczek. Przyznaję jednak, że nie przypominasz typowych bywalców tych okolic.
Bywając tu dość często w ostatnich miesiącach trochę się napatrzyła na cały przekrój bywalców portu. Potrafiła jednak docenić znajdowane tu zlecenia, a także ciekawe towary przybywające na różnych statkach. Czasem za odpowiednią opłatą można było zakupić coś interesującego. Przyciągały ją miejsca i przedmioty interesujące.
- Rzeczywiście nie jestem zagubiona, bo już trochę znam te okolice. Nie mieszkam tu, ale często bywam – powiedziała, uchylając rąbka tajemnicy na tyle, na ile uznała to za konieczne, by dalej uchodzić za w gruncie rzeczy porządną czarownicę, a w każdym razie taką, która nie ma złych zamiarów. Och, gdyby tylko ta dziewczyna wiedziała, że ma do czynienia z adeptką czarnej magii i bywalczynią Nokturnu… ale nie wiedziała i na pierwszy rzut oka nie sposób byłoby się tego domyślić.
- Więc rzadko kto tutaj pomaga kobietom w potrzebie? – zapytała, a jej usta wygięły się w subtelnym uśmiechu. Ani trochę nie wyglądała jak ktoś, kto tydzień temu próbował rzucić niewybaczalne zaklęcie. Nieudane, ale zawsze.
- Właściwie to chyba jest coś, w czym i ty mogłabyś pomóc mi, jeśli oczywiście masz wolną maleńką chwilę – odezwała się po chwili, powoli przybliżając się do tej zasadniczej kwestii, która sprawiła, że odstawiała tę szopkę. Ale czego się nie robiło dla uwolnienia się od nieprzyjemnych doznań zafundowanych jej podstępnie w herbacie? Liczyła na to, że dziewczyna odwdzięczy się za jej miłe zachowanie. Jeśli nie, to wtedy zawsze pozostawała opcja druga, mniej pokojowa, czyli przestanie być taką miłą i wymuszenie na niej odpowiedniego zachowania. Ale może wcale nie będzie to konieczne.


Powrót do góry Go down
Frances Wroński
Frances Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka, prawa ręka profesora
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Beauty may be dangerous, but intelligence is lethal.
OPCM : 8
UROKI : 0
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime12.05.20 1:58

Frances trochę uważniej przyjrzała się stojącej przed nią kobiecie. Zainteresowanie cudzymi problemami nie musiało iść w parze z byciem uprzejmym. Ona sama wolała nie wnikać w życia tych, którzy nie byli jej bliscy bądź w jakiś sposób dla niej znaczący, nie przeszkadzało jej to jednak w wymienianiu uprzejmości z osobami, które zwykła mijać. Dobre wychowanie zdawało się coraz bardziej odchodzić w dal, co nie do końca podobało się pannie Burroughs. Wychowana w chamstwie portowych ludzi ceniła tych, których stać było na coś więcej niż chamskie zaczepki bądź sugestie. Sama zdawała się być odporna na paskudne wpływy doków, które dotknęły jej brata nadal pozostając niezmienną.
- To tylko nieprzychylny wypadek podczas pracy. - Odpowiedziała zdawkowo, nie czując się na tyle pewnie w jej towarzystwie aby wchodzić w szczegóły. Była alchemiczką i to piekielnie zdolną, nie przyjmowała jednak zleceń od pierwszych lepszych osób, mając od tego odpowiednich pośredników, gwarantujących jej bezpieczeństwo. Wbrew pozorom wywoływanych przez jasny odcień krótkich pukli panna Burroughs z pewnością nie należała do głupich.
- Mieszkanie nie bywa równoznaczne z bywaniem, uznam jednak te słowa za komplement. - Odpowiedziała, delikatnie unosząc kąciki ust do góry. Nigdy nie chciała przypominać ludzi pochodzących z portu doskonale wiedząc, że ona sama z pewnością tam nie pasuje. Portowe doki miały być jedynie etapem przejściowym, wynikłym z niezbyt chlubnej historii jej rodziny, a alchemiczka dążyła do tego, aby szybko ten etap zamknąć. Finanse były jednak sprawą, wymagającą odpowiedniej liczby starań oraz, przede wszystkim, odpowiedniej ilości czasu, by wspinać się po szczeblach kariery.
Kolejne słowa, jakie padły z ust nieznajomej sprawiły, że Frances zerknęła na nią z zaciekawieniem. Nie czuła zaufania ani sympatii do osób, które z własnej woli odwiedzały często port, nie widząc w tym miejscu nic, co mogłoby zainteresować porządnych obywateli tego miasta. Owszem, statki nie raz przywodziły interesujące przedmioty, by się z nimi zapoznać (przynajmniej w jej odczuciu) nie trzeba było pojawiać się tu często. Doświadczenia dziewczyny z częstymi bywalcami tego miejsca nigdy nie należały do pozytywnych. Zapewne z tego powodu pannie Burroughs przyszło na myśl, by jak najsprawniej zebrać zakupy i jak najszybciej udać się w kierunku swojego niewielkiego mieszkanka.
Chusteczka ponownie powędrowała do jej buzi, aby zetrzeć lejące się z jej oczu łzy.
- Skoro jest pani częstą bywalczynią tego miejsca, raczej powinna pani wiedzieć, jak to wygląda. - Ostrożnie nabrała słownego dystansu, zbierając ostatnie ze swoich zakupów z ziemi do wiklinowego koszyczka. Równie ostrożnie wyprostowała się, tym samym będąc pewną, że to spotkanie dobiegnie końca. Nieznajoma czarownica spłoszyła pannę Burroughs, zasiewając w niej ziarenko niepewności oraz nieufności.
I już miała uprzejmie się pożegnać by ruszyć dłuższą trasą do swojego domu, gdy kolejne słowa padły z ust czarownicy. Och, wszystko nabrało dla niej sensu, były przecież w dokach gdzie nikt nie zwracał na nikogo uwagi bez ukrytych za tym większych celów. Nie miała dobrych przeczuć chociaż… Może nie chodziło o nic złego? Może mylnie oceniała kobietę? Nie wiedziała.
- O co chodzi? - Spytała, zachowując między nimi dystans. Kto wie, może nie miała złych zamiarów? Z pewnością nie szukała informacji, to wydawało jej się być jasne - w końcu, sama nie była osobą, która mogła jakiekolwiek informacje posiadać.




Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Powrót do góry Go down
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime12.05.20 14:05

Ciekawe, kim byłaby Zabini, gdyby wychowała się w takim miejscu. Ale wychowywała się na Pokątnej, później na obrzeżach Londynu, w miejscu stosunkowo odludnym i sprzyjającym izolacji. Teoretycznie była porządną czarownicą, z dobrej, czystokrwistej rodziny, ale w praktyce… no cóż, znała czarną magię, co chyba wykluczało możliwość nazwania jej dobrą i porządną. Może nawet robiła dużo gorsze rzeczy niż niejeden portowy obwieś i stanowiła dla dziewczyny większe zagrożenie niż byle pijaczyna. Ale ten fakt nie był wypisany na jej czole, więc młoda pannica nie mogła wiedzieć, że stojąca naprzeciw kobieta posiadała takie umiejętności.  Póki co nie zdradzała się z niczym i postanowiła wypróbować ścieżkę pokojową, w końcu nie zawsze trzeba było załatwiać sprawy różdżką, zwłaszcza gdy nie miało się pewności, kim jest druga strona i czy czasem też nie jest po tej słusznej stronie barykady.
- Rozumiem, tak się czasem zdarza – przytaknęła. Coś wiedziała o wypadkach przy pracy jako łamaczka i nakładaczka klątw. Nie zamierzała jednak dopytywać dziewczyny o szczegóły, nie była wścibska, poza tym niespecjalnie ją to w tym momencie interesowało. Nie sądziła, by w życiu tej młodej panny było coś, co mogłoby jej się realnie przydać. Sama też nie przepadała za zwierzaniem się obcym, ale czasem należało dawkować umiejętnie pewne informacje, by zdobyć czyjeś zaufanie. Dziś potrzebowała dziewczyny w konkretnym celu i tylko to ją w tym momencie interesowało. Zdobyć te cholerne łzy w nadziei, że zielarka jej nie oszukała i rzeczywiście pomoże jej to pozbyć się paskudnej dolegliwości palącej gardło.
- Trochę wiem. I wiem, że to specyficzne miejsce. Ale niezwykły świat Camden Market rekompensuje pewne… niedogodności. Wciąż można tu kupić wiele rzeczy niedostępnych choćby na Pokątnej. I poczuć się jak w innym kraju bez konieczności opuszczania Anglii – powiedziała; miała wrażenie, jakby dziewczyna nieco się zdystansowała na wzmiankę o tym, że Lyanna bywa w porcie, więc postanowiła nieco zmienić ton i zasugerować, że była przede wszystkim osobą zafascynowaną tym, co można było kupić na straganach Camden Market pełnych niezwykłych przedmiotów z różnych stron świata. Dzielnica portowa nie ograniczała się tylko do zaniedbanych doków a Zabini mogła być bywalczynią różnych jej miejsc, niekoniecznie tych szemranych, choć naturalnie bywała i w takich, ale o tym dziewczyna wiedzieć nie musiała. Póki co nie chciała przecież budować obrazu osoby niebezpiecznej ani podejrzanej, raczej takiej, która zbacza tu z powodu ciekawości świata i chęci nabycia produktów niedostępnych poza dzielnicą portową. Mogła przecież być handlarką ingrediencjami lub w zasadzie kimkolwiek. – Prawdę mówiąc, planowałam się wybrać właśnie tam – skłamała. – Ale po drodze… cóż, miałam okazję spotkać się z tym gorszym obliczem tej okolicy. – Potarła dłonią gardło. To akurat już było bardziej prawdziwe, rzeczywiście ktoś niecnie spłatał jej kiepski żart z tą „papryką peperoni”. – Ale bez obaw, nie chcę od ciebie niczego złego. Nic cię to nie będzie kosztowało i po wszystkim nasze ścieżki rozejdą się równie szybko, jak się przecięły – zapewniła. – Ktoś dolał mi do napoju jakiegoś paskudztwa. Dowiedziałam się, że remedium na nie to… woda ze łzami. – Konkretniej łzy dziewicy, ale to zabrzmiałoby jak szaleństwo i dziewczyna pewnikiem uciekłaby gdzie pieprz rośnie, myśląc że ma do czynienia z kompletnie pokręconą wariatką. – Wystarczy, że ofiarujesz mi kilka łez. Wiem, że to brzmi jak szaleństwo, ale znajoma zielarka powiedziała, że właśnie tego potrzebuję. – A łzy i tak w wielkiej obfitości płynęły z jej oczu, więc nawet nie musiała się wysilać, by je wypłakać. Zaś Lyanna miała w torebce szklaną butelkę z wodą, gdzie wcześniej ją przelała przed wyruszeniem na ulice w poszukiwaniu dziewicy. Mogła ją w każdej chwili wyciągnąć, by dodać do niej łzy. Oby tylko dziewczyna nie robiła problemów bo Lyanna nie chciała musieć sięgać po różdżkę. Im szybvciej dostanie łzy, tym szybciej pozbędzie się pieczenia. A przynajmniej na to liczyła. W końcu nie chciała żadnych pieniędzy ani innych tego typu korzyści.


Powrót do góry Go down
Frances Wroński
Frances Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka, prawa ręka profesora
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Beauty may be dangerous, but intelligence is lethal.
OPCM : 8
UROKI : 0
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime13.05.20 20:38

Nawet Camden Marker nie był w stanie wynagrodzić pannie Borrughs nieprzyjemnego otoczenia. Nie była kobietą która powinna dorastać w dokach. Nawet jeśli przez te wszystkie lata mocno opierała się ich pływom, nienawidziła tego miejsca z całego serca, gdyż było ono dla niej alegorią wszystkich, wyrządzonych przez rodzinę krzywd, jakich doświadczyła w ciągu swojego życia. Niezależnie czy chodziło o same doki, czy portowe uliczki - niechęć Frances do tych miejsc zdawała się być równie wysoka.
- Och tak, przy okazji można jeszcze zostać naciągniętym przez kantujących handlarzy, usłyszeć niewybredne komentarze i ubrudzić sobie pantofle. Raj na ziemi. - Odpowiedziała z wyraźną ironią w głosie, na dobrą sprawę nie wiedząc, skąd to wszystko się w niej brało. Delikatnie uniosła kąciki ust w przepraszającym uśmiechu wiedząc, że pewnie nie powinna. Zmęczenie okolicą od dawna jednak dawało się jej we znaki, coraz mocnej naciskając, by pomyślała o nowym miejscu zamieszkania.
Jasnowłosa alchemiczka uniosła z zaciekawieniem brew ku górze, gdy kobieta tłumaczyła, czego od niej potrzebuje. Tak, z pewnością w tym parszywym porcie nie dało się liczyć na jakiekolwiek zainteresowanie, nie powiązane z żadnymi interesami. Szkoda, naprawdę szkoda, że w przyszło jej żyć w tak szorstkich, nieczułych i z pewnością nieprzyjaznych czasach, zwłaszcza dla takich osób, jak panna Burroughs. Delikatnych, wrażliwych, pozornie nieszkodliwych i niewinnych.
- Woda ze łzami? - Zapytała, unosząc z zaciekawieniem brew ku górze. Nie słyszała o eliksirze, którego działanie powstrzymują łzy, była również niemal pewna, że same łzy nie posiadają w sobie żadnych zdolności magicznych… A może nieznajoma chciała to wykorzystać przeciw niej? Wszak panna Burroughs nie do końca celowo, miała okazję narazić się paru stałym bywalcom Parszywego, regularnie ich podtruwając, by trzymali swoje paskudne łapska z dala od jej delikatnego ciała.
- Faktycznie brzmi to jak szaleństwo… bądź jakiś dziwny podstęp. Wie pani, czego pani dolano do napoju? I skąd pewność, że to moja łza pomoże w sytuacji? - Nie była przekonana, co do niewinności prośby. Wszak kilka razy słyszała o paskudnych klątwach które można nakładać na czarodziejów, nie była jednak pewna, czy łzy również do tego służą, nie posiadając o tym większego pojęcia. Chociaż… może nieznajoma nie miała wcale złych zamiarów, a Frances powoli zaczynała dostawać jakiejś dziwnej paranoi? Nie wiedziała.
Ciche westchnienie wyrwało się z ust blondynki, gdy uważnie lustrowała spojrzeniem twarz nieznajomej kobiety. Obie czegoś potrzebowały i była niemal pewna, że obie będą w stanie sobie pomóc.
- Nie ufam pani. To wszystko brzmi dość podejrzanie i nie wzbudza mojego zaufania. - Zaczęła, mając nadzieję, że rozwiązanie, jakie pojawiło się w jej głowie, będzie satysfakcjonujące dla nich obu. - Jeśli więc faktycznie pani potrzebuje łez, mamy dwa rozwiązania. Albo będzie pani próbowała zmusić mnie siłą do oddania łez, co zabierze pani cenny czas. A chyba czas jest w tym momencie ważny, czyż nie? - Wszak mogła udawać, że ma przy sobie poważne mikstury, czyż nie? Kilka fiolek z dziwnymi płynami z pewnością było w jej koszyczku. - Albo zapłaci mi pani, co uznamy za mój… bufor bezpieczeństwa, tak na wszelki wypadek. A ja oddam pani tyle łez, ile potrzeba do ukojenia skutków dodanego specyfiku. - Zaproponowała, uważając to za całkiem dobrą i korzystną opcję. Pół minuty i będzie po całej sprawie. – Osobiście uważam, że drugie rozwiązanie jest rozsądniejsze, zwłaszcza przy tych wszystkich patrolach, na które można się natknąć. - Dodała jeszcze, posyłając dziewczynie delikatny uśmiech. Pozostawało jej mieć nadzieję, że ta również nie chce marnować czasu, a z tego co mówiła, cierpiała przez nieprzyjazne dolegliwości.




Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Powrót do góry Go down
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Uliczka w pobliżu portu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnikUliczka w pobliżu portu - Page 2 I_icon_minitime15.05.20 21:30

Gdyby Lyanna znała jej myśli i gdyby była bardziej uczynną osobą, pewnie doradziłaby jej, żeby stąd uciekła, porzuciła życie, którego nie akceptowała i zawalczyła o siebie. Ona sama całe życie musiała o siebie walczyć, bo spędziła dwadzieścia sześć lat w przekonaniu, że jest półkrwi, i nikt niczego nie podawał jej na tacy. Nawet rodzina nie ułatwiała jej niczego, a wręcz rzucała kłody pod nogi.
Ale nie była legilimentką, więc nie mogła znać rozterek targających młódką, która zapewne inne rzeczy uważała za fascynujące i ciekawe. Wątpliwym było, by świat Lyanny coraz bardziej pełen mroku, klątw, czarnej magii i podejrzanych ludzi oraz miejsc przypadł do gustu jakiemukolwiek ułożonemu, porządnemu obywatelowi. A już na pewno nie młodym dziewczętom.
- Oczywiście, że można, dlatego trzeba uważać. I wiedzieć jak sobie radzić, jeśli ktoś próbuje pogrywać nieczysto – powiedziała, a kącik jej ust drgnął. Nie musiała bać się pospolitych opryszków, a kantującym handlarzom wracał zdrowy rozsądek gdy realna stawała się wizja posmakowania jakiegoś nieprzyjemnego zaklęcia. Lub klątwy, a Lyanna znała swoje sposoby, by podrzucić przeklęty przedmiot komuś, kto by jej się naraził. Teraz, gdy rycerze przejęli władzę, mogła czuć się pewniej i jeszcze bardziej bezkarnie.
- Tak, to brzmi dziwacznie i sama to powiedziałam osobie, która zaleciła mi to remedium. Środek, który podstępnie mi podano, nosi nazwę papryki peperoni, cokolwiek to jest – wyjaśniła. Ale na szczęście dla dziewczyny, łez nie dałoby się wykorzystać do żadnej klątwy. – Cóż, akurat ty się napatoczyłaś. Samotna i zapłakana. Nie wiem, czy zadziała, bo nigdy nie próbowałam tak pokręconej metody leczenia, ale nie zaszkodzi spróbować – wzruszyła ramionami, mając nadzieję, że dziewczyna jest dziewicą. – Gdybyś mi ufała, nieznajomej w dokach, pomyślałabym, że jesteś nieskończenie naiwna i prosisz się o kłopoty. I oczywiście mogłabym cię zmusić siłą, ale uwierz mi, że tego nie chcesz.
Gdyby nie to, że mimo palącego gardła wciąż miała tak dobry nastrój z powodu wczorajszych wspaniałych wieści, pewnie szybciej straciłaby cierpliwość i nawet nie przystąpiłaby do pertraktacji po tym, jak młódka zaczęła jej stawiać warunki. Ale była dziś wspaniałomyślna. Poza tym jaką miałaby korzyść z dręczenia tego dziewczęcia? Nie sprawiało jej przyjemności używanie przemocy dla zabawy. Zawsze robiła to w konkretnym celu.
- Nie boję się patroli. Ale nie wiem, czy ty możesz powiedzieć o sobie to samo – odezwała się. Nie musiała bać się wysłanników ministerstwa, którzy przecież stali po tej samej stronie co ona. W razie jakichś problemów mogłaby się powołać na rycerzy Walpurgii, mogłaby też narobić kłopotów dziewczynie. Ale może nie będzie to konieczne. Sięgnęła dłonią do kieszeni, wyciągając parę monet.
- Niech ci będzie, czy tyle wystarczy? – zapytała. Nie miała przy sobie dużo, bo większość posiadanej gotówki wydała wczoraj wieczorem na napitki z wyższej półki niż zwykle. Ale kilka galeonów i tak jak dla niej było wysoką ceną za łzy, które wcale nie musiały jej pomóc. I wielką łaską z jej strony, bo zapewne nie sprawiłoby jej problemu danie dziewczynie nauczki.


Powrót do góry Go down
 

Uliczka w pobliżu portu

Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21