Wydarzenia


Ekipa forum
Uliczka w pobliżu portu
AutorWiadomość
Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]16.07.19 21:00

Uliczka w pobliżu portu

To jedna z wielu uliczek mieszczących się w pobliżu dzielnicy portowej, bardzo blisko miejsca, gdzie znajduje się czarodziejska część portu. Z tego powodu w przylegających do niej kamienicach mieszka kilka rodzin czarodziejów, można znaleźć też parę pubów, barów i kawiarni stworzonych biedniejszych przedstawicieli magicznej społeczności. Każdy z tych kilku lokali został starannie ukryty przed wzrokiem mugoli, którzy również tu żyją, nieświadomi tego, że niedaleko stąd tętni życiem czarodziejska część dzielnicy portowej. Mieści się tutaj też opuszczony budynek mugolskiej fabryki, wyższy i bardziej zaniedbany od budynków mieszkalnych. Jak na miejsce raczej ubogie i skromne jest tu znacznie spokojniej niż w pobliskich dokach, choć nadal należy zachować ostrożność po zmroku, zwłaszcza w tych czasach. Za dnia na zewnątrz najłatwiej spotkać osoby starsze, dzieci oraz ludzi podążających tędy na skróty w stronę czarodziejskiego portu. Po zmroku jest tu niemal pusto, na uliczkę wylegają za to koty, dlatego uliczka niekiedy potocznie jest nazywana kocią aleją, ponieważ kotów, zarówno bezpańskich jak i tych wypuszczanych na noc przez właścicieli, jest tu naprawdę sporo i nocami potrafią być naprawdę głośne. W nierównej, dawno nie remontowanej nawierzchni jest sporo dziur, które po intensywnych opadach wypełniają się kałużami.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Uliczka w pobliżu portu Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]25.07.19 15:20
| 28.12

Tej nocy nie spędzała w domu, a szwendała się po Londynie, załatwiając różne mniejsze i większe sprawki. W nocy działy się ciekawsze rzeczy, zwłaszcza z punktu widzenia osoby interesującej się różnymi rzadkimi i niekoniecznie legalnymi przedmiotami. W jednym z podrzędnych lokali w dzielnicy portowej sprzedała parę artefaktów pozyskanych w ostatnich miesiącach, otrzymując za to błyszczące galeony, które mogła wydać na inne niezbędne jej przedmioty.
Nie bała się przesiadywać w takich miejscach, przepełnionych głównie mężczyznami, bo grzeczne kobiety, wiotkie dziewczątka oraz praworządne obywatelki o tej porze spały we własnych łóżkach. Ale Lyanna nie była grzeczna ani praworządna, nawet jeśli jej śliczna buźka bywała zwodnicza, dlatego też często ukrywała ją pod głębokim kapturem. Być może przynależność do rycerzy i zgłębianie czarnej magii obdarowały ją większą pewnością siebie, sprawiającą że już nie była zerem, za jakie zawsze miał ją ojciec, a kimś więcej. Popierała wygraną (była tego pewna) sprawę, walczącą o ład, w którym to czysta czarodziejska krew zostałaby należycie doceniona, a szlamy znalazłyby się tam, gdzie ich miejsce i nie rościłyby sobie praw do uważania ich za równych prawdziwym czarodziejom. Równość, też coś! Równości nie było, nie ma i nie będzie. Obdarzona skazą na krwi Lyanna nie była kimś równym nawet w oczach rodziny, zawsze była gorsza dla wszystkich krewnych poza jej bratem, który jako jedyny ją akceptował nawet z zabrudzeniem na krwi zafundowanym jej przez matkę. Zawsze jednak identyfikowała się z konserwatywnymi wartościami, pogardzała tą brudną domieszką w swoich żyłach i wiedziała, że czysta, a zwłaszcza szlachetna krew są najlepsze i najcenniejsze, a wszystko co pochodzące od mugoli to brud.
W końcu jednak, gdy załatwiła wszystko co chciała, opuściła lokal. Poprawiła materiał kaptura zakrywającego bujne, długie włosy i zagłębiła się samotnie w plątaninie skąpanych w padającym deszczu uliczek, gdzie oprócz kilku wyleniałych, zmokłych kotów nie było żywej duszy; najwyraźniej tylko ona postanowiła skorzystać z tego skrótu. Prawdopodobnie zbliżał się już świt, co znaczyło, że rozmowy o interesach zajęły jej więcej czasu niż sądziła. Nie licząc stłumionego odgłosu jej kroków i niemal niesłyszalnego szelestu czarnego płaszcza omiatającego kostki było też zaskakująco cicho, nie słyszała już odgłosu grzmotów co nagle ją zdziwiło, bo przecież od listopada nieustannie towarzyszyły im dźwięki burzy, często słyszalne nawet w pomieszczeniach.
Uniosła głowę do góry, dostrzegając, że niebo było wyjątkowo jasne w porównaniu do tego, jak wyglądało w ostatnich tygodniach. Deszcz także był inny niż ten, który zalewał miasto od listopada, czasem zmieniając się w śnieżycę lub grad. Nie był lodowaty, nie kąsał każdego odsłoniętego fragmentu skóry. Czy to jakaś nowa anomalia? Przystanęła, zauważając, że oprócz niego z nieba padały też większe i mniejsze bryłki wyglądające na grad, choć upadając na bruk dziwnie się mieniły. Niemal machinalnie wyciągnęła rękę, by pochwycić kolejny spadający fragment i przyjrzeć mu się.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]29.07.19 19:14
Nie czuł się dobrze zamknięty w murach Ludlow. Mimo naturalnego chłodu w komnacie i uchylonego okna, powietrze zdawało się być nieprzyjemnie gęste, pełne napięcia. Zupełnie jak przed wielką burzą. Dorian nie był w stanie zasnąć, rozrzucając szkarłatną pościel na boki. Bez namysłu zdecydował ubrać się i pod skrzydlatą postacią, umknąć oknem. Prosto w  noc.
Deszcz nieustannie zacinał, utrudniając lot i rozmywając widok, który go otaczał. Wiedział ostatecznie tyle, że znajdował się w okolicy doków. Przez cały listopad, pomagając przy badaniach Dolohova, zdążył całkiem szczegółowo poznać śmierdzące zastała wodą uliczki i stęchliznę płynących kałuż, które nie raz ścigały się brudem z nokturnowymi ścieżkami. Zniżył lot, czując coraz silniejsze problemy z utrzymaniem lotu, ale - dopiero uderzenia piorunów, wzmagający się chłód i uderzenie, które wytrąciło go z równowagi. Zatoczył się w powietrzu, czując ból w lewym barku (skrzydle) i niemal na oślep zanurkował w dół, by wylądować na ziemi. Opadł krzywo. Podpierając się w pierwszej chwili, gwałtownie rozglądając się, czy jego upadkowi towarzyszyła czyjakolwiek obserwacja. A jednak, jeśli ktokolwiek był w pobliżu, tak jak on, wolał ze zdziwieniem patrzeć na opadający coraz intensywniej - śnieg. Bielące się plamy osiadały na jego podniesionej twarzy, gdy upewniając się, że nikt nie dostrzeże jego przemiany - wrócił do ludzkiej postaci. Ból w barku wciąż tlił się impulsami, ale nie zwracał na to uwagi. Jego wzrok bez końca śledził zjawisko i gwałtownie zmieniająca się pogodę. Śnieg powoli przeistaczał się w grad. Avery, wciąż podpierając się na kolanie, podniósł się, czując pod palcami mroźną wilgoć i coś jeszcze. Spojrzał w dół, na obleczoną w skórzaną rękawicę rękę, którą zarył w błocie i topiącym się śniegu. Na dłoni leżał migotliwy w barwie kryształ. Nie topniał jak lodowe odłamki, uderzające go w głowę. Podniósł się do pionu, nie zwracając uwagi na ślady upadku na wilgotnym płaszczu i kolanach. Przyglądał się znalezisku, które ostatecznie schował do kieszenie, powoli ruszając uliczką.
Wystarczyło przejść odrobinę dalej, by dostrzec samotną sylwetkę, prawdopodobnie równie zainteresowaną nowym zjawiskiem. Początkowa chęć zniknięcia z widoku, zmienił, gdy rozpoznał w nieznajomej jedną z Rycerzy, którą dostrzegł na ostatnim spotkaniu. Dopiero w tym momencie przypominając sobie, jak prawdopodobnie mógł wyglądać. Otrzepał się pospiesznie dostrzegać, że Lyanna? (jeśli dobrze pamiętał jak się nazywała) pochyla się, zbierając coś z ziemi - To bardzo nieoczekiwane okoliczności, ale witaj, Pani - zwrócił się do kobiety, ujawniając tym samym swoja obecność. Mimowolnie, wzrok wciąż uciekał do nocnego nieba i sypiącego coraz mocniej, grudniowego śniegu.
Dorian Avery
Dorian Avery
Zawód : Łowca magicznych stworzeń
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
And he'll brace for battle in the night
He'll fight because he knows he cannot hide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6775-dorian-avery#200339 https://www.morsmordre.net/t7352-anskari https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f230-shropshire-ludlow-castle https://www.morsmordre.net/t7353-skrytka-bankowa-1704#200792 https://www.morsmordre.net/t7351-dorian-avery#200786
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]30.07.19 1:15
Nie spodziewała się napotkania tu kogoś z rycerzy, a już na pewno nie kogoś wysoko urodzonego. Oni nie pasowali jej do krajobrazu portowych londyńskich uliczek, i raczej ich w takich miejscach nie spotykała. Prędzej na Nokturnie, gdzie wielu rycerzy pojawiało się, załatwiając swoje sprawy często zahaczające o czarną magię. Ewentualnie w jakichś elegantszych miejscach, ale w takich nie bywała zbyt często, bo jej sakiewka nie była równie zasobna co błękitnokrwistych.
Właściwie nikogo nie spodziewała się teraz ujrzeć, chyba że jakiegoś zbłąkanego mieszkańca tych okolic sprawdzającego co się dzieje, lub pijaczynę wracającego z dzielnicy portowej. I w tym i w tym przypadku jakoś by sobie poradziła, gdyby coś jej zagrażało, a liczyła się z taką opcją, była przecież samotną kobietą pałętającą się nocą w okolicy położonej stosunkowo blisko doków. Ale wierzyła w swoje umiejętności na tyle, że nie czuła faktycznego lęku, choć nie chciała też przebywać tu zbyt długo, spiesząc się do domu na upragniony spoczynek. Nie była jedną z tych słabych dziewczątek, które faktycznie mogłyby się bać przechodzenia tędy. Zgłębianie czarnej magii dawało jej pewne poczucie siły i mocy, której mogła użyć, choć nie nadużywała jej dla zabawy i bez potrzeby, zdając sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje ze sobą niosła, zwłaszcza w dobie anomalii. Żałowała jedynie, że nie potrafi się jeszcze zmieniać w mgłę, za pomocą której mogłaby się łatwiej i szybciej przemieszczać, a także uciekać gdyby sytuacja przybrała zły obrót.
Ale nie ulegało wątpliwości, że działo się coś dziwnego, co zaniepokoiło ją bardziej niż możliwość napotkania kogoś. W końcu to mogło być kolejne pogorszenie anomalii, zwiastujące rychły koniec ich świata. Przystanęła więc i wpatrywała się w to niebo, na którym nie było już błyskawic, choć nadal padał deszcz zmieszany ze śniegiem i gradem, ale był to deszcz różniący się od tego z minionych tygodni. Szczególnie zaintrygował ją grad, dlatego pochwyciła jeden ze spadających kryształów. A że Lyanna miała słabość do różnych ciekawych osobliwości, postanowiła go zachować i włożyć do kieszeni z zamiarem dokładniejszego zbadania w domowym zaciszu.
Zanim złapała kolejny, ktoś jej przerwał. Tak się zajęła obserwowaniem nietypowego zjawiska, że straciła czujność i dostrzegła przybysza dopiero gdy był blisko i się odezwał, najwyraźniej ją rozpoznając. Powiodła wzrokiem w jego stronę, na początku próbując określić, czy mógł w jakiś sposób jej zagrażać, ale po chwili zdała sobie sprawę, że już go widziała, w listopadzie w Białej Wywernie. Był jednym z nowych członków rycerzy, ale nie znała go wcześniej. Różnica wieku, pochodzenia i środowisk sprawiała, że przed tamtym dniem nigdy nie mieli ze sobą do czynienia, ale teraz łączyła ich wspólna sprawa.
Skinęła głową, przyglądając mu się spod kaptura. Jej piękna twarz była lekko widoczna w półmroku panującym w uliczce, reszta sylwetki spowita była czarnym płaszczem.
- Witaj – odpowiedziała, zastanawiając się, co też tutaj robił. Nie wyglądał na bywalca portowych spelun. – Interesy? – zagaiła, przypuszczając że to byłby bardziej prawdopodobny powód. Ona sama też wracała z interesów. – Rzeczywiście nieoczekiwane. I ten deszcz... To wyjątkowo dziwne, prawda? Ciekawe, czy to kolejna anomalia – zastanowiła się głośno, po czym wyciągnęła rękę, by schwytać kolejny kryształ. Jakby okoliczności nie były dostatecznie dziwaczne jak na przypadkowe spotkanie z młodym Averym.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]01.12.19 7:41
Francois Bouver zataczał się po portowej ulicy, ledwo trzymając się na nogach po całej nocy balangi. Zawijanie do portu było jego ulubioną częścią pracy marynarza. Poznawał wtedy lokalną kulturę, lokalne jedzenie, a przede wszystkim lokalne dziewczyny.
Był prostym chłopakiem i prostym mugolem. Pochodził z chłopskiej rodziny w okolicach Marsylii i zaciągnął się do portu w wieku szesnastu lat. Już cztery lata pływał po morzach, ale zwykle po tym Śródziemnym. W tym roku po raz pierwszy postawił nogę w Anglii i choć koledzy ostrzegali go, że Londyn jest dziwny, to nie spodziewał się jak bardzo! Najpierw burza, pioruny, śnieżyca, a teraz z nieba spadał nienormalny, biały deszcz. Francois był prawie pewien, że takie rzeczy nie działy się nigdzie indziej... ale nie był też pewien, czy nikt nie dosypał mu czegoś do alkoholu i czy nie widzi przypadkiem omamów.
Próbując znaleźć drogę do doków, błąkał się po portowych uliczkach, na których nie było żywego ducha. Większość osób chyba jeszcze spała, a on chciał tylko spędzić poranek w swojej walucie...
Nagle, ku swej uldze, dojrzał za rogiem dwójkę młodych ludzi - bladego bruneta i dziewczynę cudnej urody.
-Excusez-moi, mademoiselle et monsier...znaczy...psze...pszaszam bahdzo... - próbował się przywitać łamaną, a ponadto pijaną, angielszczyzną. -Vous sais... ou... gdzie są doki? Mer, morie, morze? - przynajmniej słowo "morze" znał w kilkunastu językach świata. Uśmiechnął się nieco naiwnie, wbijając w Lyannę proszące spojrzenie.
Stąpał chwiejnie, o mało nie zgniatając butem białego kryształka, który majaczył pod jego stopami - i którego nawet nie zauważył. Kręciło mu się w głowie i chciało mu się rzygać, ale ten dziwny deszcz napawał go dziwnym spokojem.
-To prawda...że wwfff...Anghlii ciąągle leje? Bo...mademoiselle też widzi ten deszcz, phawda? - upewnił się, gdy białe krople osiadały mu na rzęsach i dziewiczym wąsiku. Co za poranek, co za kraj! Sam nie wiedział, czy podoba mu się ten cały cyrk, czy też był już gotowy płynąć dalej.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Uliczka w pobliżu portu 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]01.12.19 19:52
Dorian Avery ją zaskoczył, ale najwyraźniej nie był w nastroju do rozmowy ani wymiany spostrzeżeń na temat dziwnego zjawiska, którego oboje byli świadkami. Z tego co słyszała Avery nie należeli do towarzyskich i otwartych, ale Lyanna też taka nie była. Niemniej jednak w tej właśnie chwili przydałby się obok ktoś, kto rozumiałby coś więcej z tego, co się działo i mógłby jej wyjaśnić, co to za zjawisko, czym były te kryształy zaścielające jedną z portowych uliczek. Ale kto wie, jaki był zasięg tego dziwnego opadu, czy w innych częściach Londynu też się pojawił?
Miała ponowić pytanie, ale zdała sobie sprawę, że może on też nie wiedział. Z tego co było jej wiadomo zajmował się magicznymi stworzeniami, nie był numerologiem ani nikim w tym rodzaju. Zmarszczyła brwi, uważnie oglądając złapany przed chwilą kryształ, ale gdy ich uszu mógł dobiec odgłos kroków, Avery mruknął coś niewyraźnie, spojrzał na przybysza i po chwili odszedł, zostawiając Zabini samą z obcym mężczyzną o wyraźnie francuskim akcencie.
Choć była w połowie Francuzką, nigdy nie uczyła się tego języka, nie chciała mieć zbyt wiele wspólnego z dziedzictwem znienawidzonej matki, która podarowała jej tylko zabrudzoną krew, skazując ją na życie wyrzutka i rodzinnej czarnej owcy. Jedynym obcym językiem który poznała był norweski, ponieważ spędziła trochę czasu w tym kraju i przydawał jej się też do czytania manuskryptów traktujących o runach pochodzących z tamtych rejonów. Na dźwięk francuskiego skrzywiła się więc, ale spojrzała na mężczyznę, który wyglądał dość młodo i zapewne był tu obcy, jednak w dzielnicy portowej i dokach często kręcili się obcokrajowcy, zazwyczaj członkowie załóg zawijających do portu statków.
Nie wiedziała, że mężczyzna był mugolem, równie dobrze mógł być dziwacznie ubranym czarodziejem próbującym wtopić się w tło. Ci Francuzi bywali naprawdę dziwni i wielu z nich miało wyraźny problem z angielskim. Niemniej jednak była to okolica na pograniczu, opuściła już typowo magiczną część dzielnicy portowej i była w takim miejscu, gdzie mógł pojawić się każdy, zarówno czarodziej, jak i mugol. Dlatego pozostała ostrożna i zdystansowana, nie wiedząc, czego się spodziewać, choć wstępnie nie zaklasyfikowała mężczyzny jako zagrożenie. Poza tym był sam, więc gdyby ją zaatakował mogłaby się obronić. Pewnie nie musiałaby nawet sięgać po różdżkę, nieznajomy był tak pijany, że wystarczyłoby go mocno pchnąć.
- Doki są w tamtą stronę – wskazała mu kierunek, licząc na to, że zaraz sobie pójdzie i pozwoli jej pozbierać jeszcze trochę kryształów, które zamierzała obejrzeć i zabrać ze sobą, a potem może znaleźć jakiegoś zaufanego numerologa, który powie jej, czym one są. – Dlaczego miałabym nie widzieć deszczu? Ale tak, w ostatnich tygodniach ciągle leje – dodała, przyglądając mu się z ukosa. No cóż, dla obcokrajowców ten deszcz i burza musiały być dziwne. Ale ten tutaj dodatkowo był pijany i wyglądał, jakby miał zaraz zwymiotować. – Tylko się na mnie nie porzygaj – zastrzegła, odsuwając się dwa kroki w tył. Z nieba wciąż spadały kryształy, jeden uderzył ją w czoło i odbił się od niego, niemal wpadając w jej dłonie. Złapała go i obejrzała z ciekawością.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]02.12.19 21:28
-Merci, mademoiselle! - skłonił się wdzięcznie i nieco teatralnie, ale natychmiast musiał powrócić do pionu, bo od zmiany pozycji zrobiło mu się niedobrze.
-Czemu miahłbym się...porzyhygać? - zaprotestował z oburzeniem, usiłując zwalczyć narastającą gulę w gardle. Fuj. Miał przed sobą piękną i pomocną mademoiselle, więc zamierzał zachować się jak gentleman.
-Leje, leje, w końcu to Anglia... - przytaknął, lekko nachmurzony. Co za okropny kraj, w którym nigdy nie ma słońca, a lato nie jest zbyt gorące! Nic dziwnego, że ludzie byli tutaj mniej wyrafinowani niż we Francji, a nawet w basenie Morza Śródziemnego. Można się załamać albo zwariować przez taką pogodę.
Ale ten deszcz, ten biały deszcz... był zupełnie inny niż jakiekolwiek zjawisko atmosferyczne, które widział Francois. A widział przecież całkiem wiele - tajfuny, monsuny, sztormy, burze, a nawet zorze polarne na dalekiej północy.
-Ale chodzi mi o ten deszcz, mademoiselle. Jest jakiś dziwny, co nie? Jakby...magiczny, hehe! - roześmiał się pijacko, uradowany porównaniem. Dziwny ton, jakim wypowiadał się o magii, mógł dać Lyannie do myślenia. Francois, jak to mugol, używał słowa "magiczny" jako synonim słowa "dziwny" lub "niezrozumiały". Nigdy nie widział takiego dziwnego deszczu i nie rozumiał, dlaczego krople budzą w nim mieszankę radości i spokoju.
Nie rozumiał też, jakim cudem woda może stać się kryształem.
-Wooow, co to się stało?! Mademoiselle, ta krhpola... stała się...kamieniem! - wydusił zszokowany, wlepiając wielkie oczy w dłoń Lyanny. Dla pewności, wyciągnął własną rekę i pozwolił kroplom opaść na swojej dłoni. Ale nic się nie stało - Francois nie był czarodziejem i jego energia w żaden sposób nie reagowała z magicznymi kroplami wody. Deszcz najwyraźniej krystalizował się tylko dla magicznych, i to nie zawsze.
Marynarz zmarszczył brwi, skonsternowany. Alkohol wietrzał mu z głowy, ale i tak czuł się pijany, nie będąc pewnym, co jest prawdą, a co nie. W normalnym świecie, deszcz nie jest biały i nie formuje się w kryształy na dłoniach pięknych kobiet. Co się tu wyprawia?!


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Uliczka w pobliżu portu 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]03.12.19 0:36
Zabini przekrzywiła głowę lekko na bok, wciąż taksując go wzrokiem. Dziwny był. W dodatku nie znający tego miejsca, może nawet nieświadomy sytuacji w Anglii, tego że dziwna pogoda nie była jedyną odbiegającą od normy rzeczą. Tak bardzo nieświadomy, że niezwykle łatwo byłoby go teraz zaatakować, a że był obcy, prawdopodobnie nikt by go nie szukał, gdyby tak nagle... zniknął. Zwłaszcza, gdyby okazał się mugolem. Kto szukałby jednego zagubionego mugola z Francji? Pewnie nikt.
- Nie wyglądasz najlepiej – rzekła, ale tak naprawdę nie przejmowała się ani trochę jego stanem, a co najwyżej tym, by nie zabrudził jej płaszcza. Nie lubiła towarzystwa pijanych mężczyzn, choć ten tutaj chociaż jej nie obłapiał. Na swoje szczęście.
- Magiczny? – zmarszczyła brwi. Czarodziej raczej nie użyłby takiego sformułowania, choć to zjawisko było dziwne nawet jak na standardy świata magii. Anomalie zaburzały jednak magiczne prawa, odbiegały od tego, co można było uznać za normalne. To, co widziała zapewne było kolejną anomalią, chociaż nie słyszała już odgłosów burzy. Niebo było znacznie spokojniejsze niż kiedykolwiek na przestrzeni minionych dwóch miesięcy, choć oprócz deszczu spadały z niego te dziwne kryształy. Ale nie mogła być pewna jak zachowuje się magia, czy anomalie przy rzucaniu zaklęć znowu uległy zmianie? Czy może, gdyby miotnęła czymś w tego jegomościa, coraz bardziej prawdopodobnego mugola, i tak poraziłby ją grom, stanęłaby w ogniu lub stałaby się jakaś inna nieprzyjemna rzecz?
Spojrzała z uwagą na kryształ, który złapała, a w jej głowie wciąż było więcej pytań niż odpowiedzi. Pytań bardziej nurtujących niż jedna męska sylwetka wciąż wyrzucająca z siebie kolejne zdania z tym dziwnym, francuskim akcentem.
- To tylko grad. Za dużo wypiłeś i masz omamy – mruknęła pod nosem, choć wiedziała, że trzymana przez nią bryłka nie jest do końca tym, była twardsza i nie topiła się od ciepła jej dłoni. Wyraz jej twarzy stał się bardziej nieprzychylny, z oczywistych względów gardziła mugolami. I gdyby nie to, że jej umysł był zajęty kwestią tej dziwnej anomalii, jaką są kryształy, a także miała pewne obawy odnośnie tego, co wyleci z jej różdżki, gdy spróbuje rzucić jakieś zaklęcie, młody mugol nie wyszedłby z tego spotkania w jednym kawałku. Ale były sprawy ważne i ważniejsze, to nie była pora na zabawę, choć korciło ją, by spróbować, co się wydarzy. Instynkt samozachowawczy kazał jednak powściągnąć to pragnienie. Działo się coś dziwnego, niewyjaśnionego i nierozsądnym było wywijać różdżką dopóki się nie upewni, że nie odniesie przy tym ciężkich obrażeń od anomalii. Skrzywdzenie głupiego mugola nie było tego warte.
- Muszę iść – mruknęła tylko, po czym odwróciła się na pięcie, uprzednio dyskretnie wrzucając ostatni kryształ do kieszeni, w którym spoczywały już te wcześniejsze. Ale naprawdę lepiej dla niego jak nie podąży za nią, wróci do swojego żałosnego żywota, póki Lyanna była dobra i zajęta innymi kwestiami.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]03.12.19 0:59
-Ech, no...trochę się pobafffiłem...fajne tu macie te...jak to się nazywa...puby! - wyznał mężczyzna pod wpływem taksującego spojrzenia ślicznotki. Ale to nie powód, by zaraz rzygać, umiał znosić duże ilości alkoholu! Tyle, że zwykle pił francuskie wino, a Anglicy dali mu jakieś dziwne piwo w ogromnych ilościach...
-No, dziwny, verruckt, exotique, nieprawdaż? - stwierdził niczym prawdziwy poliglota. Może użył słowa "magiczny" w jakimś złym kontekście, albo Anglicy go nie znają? Deszcz naprawdę wydawał się dziwny, dlatego Francois spojrzał na Lyannę z pewnym powątpiewaniem.
-Widziałem w życiu sporo gradu... sztormów... szkfffału... c'est n'est pas l'ordinaire grad... - skwitował, przyglądając się kroplom podejrzliwie. Czy to możliwe, że to zwykłe krople wody i lodu? Że ten kryształ na dłoni dziewczyny to tylko lód?
-Wypiłem dziwnego drinka... - pożalił się. Głowa mu pękała, a słowa kobiety podkopywały samoocenę i wiarę, że to, co widzi, jest prawdziwe. Anglia to kraj dziwadeł, deszczu i cudów. Może faktycznie takie zjawiska są u nich normalne?
Podparł się o ścianę, w głowie kręciło mu się coraz bardziej. Miał w sumie ochotę podążyć za nieznajomą ślicznotką, zagadać, albo nawet dowiedzieć się czegoś więcej o dziwnym gradzie. Do jego pijanej głowy docierało jednak, że dziewczyna jest może ładna, ale niesympatyczna. A poza tym w swoim stanie nie mógłby jej dogonić, chodził chwiejnie i co jakiś czas musiał robić sobie przerwy żeby się nie przewrócić.
-Uh... dzięki... to... pa? - wysapał, patrząc na oddalającą się sylwetkę. Zgodnie z jej słowami, skręcił w stronę doków, licząc na to, że szybko dojdzie do swojego okrętu i wtoczy się do kajuty. Chciał spać.
Dziwny deszcz wciąż zaprzątał jednak jego uwagę. Dlatego, gdy doszedł na statek, wcale nie udał się pod pokład. Po kilku godzinach koledzy znaleźli go na pokładzie, przysypiającego, z nieobecnym spojrzeniem. Wpatrywał się w krople na kei i wciąż mamrotał pod nosem, po francusku:
-To nienormalne, tak nie wygląda grad... - po południu biały deszcz wyglądał jednak trochę normalniej, a w dodatku nie krystalizował się przy mugolach. Dlatego marynarze wzruszyli tylko ramionami i zaciągnęli pijanego Francoise do kajuty, by nie przeszkadzał. Po kilku godzinach odcumowali statek i ruszyli w stronę swojej ojczyzny.

/zt


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Uliczka w pobliżu portu 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]03.12.19 1:32
Co kraj to obyczaj. Dla Lyanny to angielskie zwyczaje były normalne, choć miała okazję zwiedzić i kilka innych europejskich krajów, większość przejazdem, z dłuższym przystankiem w Norwegii, gdzie zresztą spodobało jej się najbardziej i to tam nauczyła się najwięcej, a także poznała podstawy czarnej magii i zaklinania. We Francji też była, niezbyt długo, ale mimo całej niechęci do swojej matki musiała ją odnaleźć. Chciała spojrzeć w twarz kobiecie, która zgotowała jej los czarnej owcy i wyrzutka, chciała powiedzieć jej, jak bardzo jej nienawidzi, ale zastała tam jedynie zimny grób. Potem zaś skupiła się na wyprawie z bratem i innymi klątwołamaczami, na intrygujących doznaniach i przygodach. Statkami też parokrotnie płynęła, choć nie był to jej ulubiony sposób podróżowania; wolała trzymać się lądu.
- Mhm – mruknęła, niezbyt jednak rozumiejąc większości francuskich wstawek. Jej matka zniknęła gdy miała może rok, więc nie nauczyła jej swojego ojczystego języka, później nigdy nie chciała się go uczyć, a podczas swojej wyprawy klątwołamaczy też nie poznała tego języka, bo zabawili w tym kraju może parę tygodni i ruszyli dalej. Nie było to jednak aż tak istotne. I tak zaraz miała to miejsce opuścić, skoro Avery’ego już tu nie było i nie istniał żaden powód, dla którego miałaby tu pozostawać i ciągnąć tę rozmowę. Kryształy czekały na należyte obejrzenie i próbę zrozumienia tego, czym były i skąd się wzięły.
- To widać – dodała.
Rzeczywiście nie należała do wylewnych i miłych. Nie wobec obcych, zwłaszcza takich, którzy z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa mogli być mugolami. Brrr, okropność. Ale biorąc to pod uwagę i tak była bardzo miła, bo przecież nie poczęstowała go żadną klątwą ani nie zostawiła wykrwawiającego się na chodniku, a mogłaby to zrobić. I pewnie by zrobiła gdyby nie to, że obecna anomalia wpędziła ją w niepewność i niepokój mimo tej pozornie dobrej aury niesionej przez deszcz. Coś tu było nie tak i ona dowie się, co to było, ale póki co instynkt samozachowawczy kazał jej zachować ostrożność i nie brać niczego za pewnik.
Nie pożegnała się. Odwróciła się na pięcie i odeszła, pozostawiając go tam, na ulicy. Nie obchodziło ją, co się z nim stanie dalej, myślami była już daleko i nie minęło wiele czasu, aż wyrzuciła to spotkanie z pamięci. Udało jej się dotrzeć do domu, a tam wysupłała z kieszeni kryształy, które się nie stopiły i zaczęła je oglądać przy blasku zapalonej świecy. Dziwne, naprawdę dziwne.

| zt.
Lyanna Zabini
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]23.01.20 13:26
29 Grudnia 1956 roku

Frances zawsze wstawała wcześnie. Naturalnie, zapewne z powodu wieloletniego przyzwyczajenia, zwykła budzić się już kilkanaście minut po wschodzie słońca. Dzisiejszy dzień był jednak trochę inny niż zwykle. Panna Burroughs otworzyła oczy jeszcze przed wschodem słońca, niemal pewna, że obudziło ją jakieś intensywne światło, po którym słuch wszelki zaniknął. W pierwszej chwili jeszcze zaspany umysł sprawił, że Frances nabrała przekonania, iż intensywne światło, było jedynie wyobrażeniem jej umysłu, bądź przelatującym koło okien samochodem. Wzruszyła ramionami sama do siebie, by rozpocząć swój standardowy, poranny rytuał. Ubrana w szlafrok przygotowała śniadanie, by zjeść je, jednocześnie czytając kolejny artykuł „Czarownicy” tym razem rozprawiający na temat noworocznych kreacji. Blondynka zagięła jeden z rogów gazety, by móc wrócić do zdjęcia jednej z sukienek, która wyjątkowo przypadła jej do gustu. Następnie udała się do łazienki gdzie ułożyła włosy, nałożyła delikatny makijaż i ubrała się w jeden z ulubionych kombinezonów w kolorze przegniłej zieleni. Swoją dzisiejszą prezencję dopełniała cienkim, skórzanym paskiem i zaczepnie wystającą z kieszeni, kolorową apaszką. Nim opuściła mieszkanie, poza podlaniem kwiatów, zdążyła całkiem zapomnieć o tym, co ją obudziło. Dzień ponownie pozostawał każdym innym, codziennym dniem w jej życiu.
Dopiero gdy owinięta w płaszczyk wyszła z kamienicy zauważyła, że coś się zmieniło. Powietrze zdawało się zmienić zapach. Nie wyczuwała woni ryb, moczu czy ogólnego smrodu roznoszącego się po porcie i dokach, jakże specyficznego dla tego miejsca. Zamiast tego, do jej nosa docierała słonawa woń morza, której mimo najszczerszych chęci nie potrafiła opisać oraz świeży, orzeźwiający zapach deszczu. Skryta pod czarną parasolką, powoli przemierzała uliczki w kierunku szpitalu świętego Munga i dopiero po dwóch skrzyżowaniach zauważyła, że opad nie należy do normalnych. Jej uwagę przykuły leżące na ulicy fragmenty czegoś, co wyglądało na lód, lecz mieniące się błękitnawym, niemal hipnotyzującym blaskiem. Poczuła… Ciepło. Przyjemny żar rozchodził się od jej dziewczęcego serduszka po całym ciele, przyprawiając młodą czarownicę o dobry humor i poczucie dziwnej nadziei.
Frances Burroughs nie potrafiła zignorować tego dziwnego zjawiska. Gdzieś w środku pojawiła się w niej chęć zbadania lodu, znalezienia tego, co w sobie skrywa. W końcu normalny lód nie wzbudza emocji i nie mieni się tym pięknym błękitem, prawda? Niczym zaczarowana przykucnęła, aby ostrożnie ująć palcami kawałek lodu, który najmocniej przykuł jej uwagę. Tak, jakby chciał, aby to właśnie jego podniosła z ziemi. Blondynka zacisnęła dłoń na kawałku lodu, który ku jej zdziwieniu nie był zimny. Dopiero po chwili, gdy wstała i rozprostowała palce ujrzała w nich… Kryształ. Och, z pewnością będzie miała o czym dzisiaj myśleć! Pewnym ruchem schowała zdobycz do kieszeni, by ruszyć w dalszą drogę do pracy. Niestety, wyjątkowo ciężko szło jej skupienie się, gdyż cały czas wracała myślami do kryształu, jednocześnie przekopując pamięć w poszukiwaniu księgi, która rozwiałaby tajemnice.

| zt.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]31.01.20 3:28
18 marca 1957 roku

Wieczorne zmiany wywoływały w panience Burroughs mieszane uczucia. Z jednej strony uwielbiała pracować późnymi godzinami, gdy szpital pustoszał a na korytarzach panowała przyjemna cisza, czasem przerywała stukotem obcasów którejś z pielęgniarek, bądź zmęczonymi krokami któregoś z uzdrowicieli. Wieczorami mogła odsłonić trochę ciężkie zasłony, sprawiające, że pracownię spowijał przyjemny półmrok i pracować, jednocześnie mogąc spoglądać na gwiazdy. Warzenie w blasku księżycowego światła wydawało jej się czymś… Jeszcze bardziej magicznym, w pewien sposób intymnym i posiadającym swoisty urok. Z drugiej jednak strony, nocne zmiany wiązały się z wracaniem do domu w późnych godzinach wieczornych. Czasem udawało jej się poprosić brata, by znalazł chwilę, przyszedł pod Munga i wrócił z nią do domu, czasem jednak, tak jak dzisiejszego wieczoru, była zdana jedynie na siebie.
Noc była przyjemna. Wyjątkowo ciepła, jak na tę porę roku, a w delikatnym wiaterku dało się wyczuć kuszącą zapowiedź zbliżającej się pełni wiosny. Na ustach blondynki pojawił się delikatny uśmiech, gdy większa porcja rześkiego powietrza znalazła się w jej płucach. Większa część drogi przebiegła jej spokojnie. Ulice były ciche, puste i zaskakująco przyjemne. Świeże powietrze trochę orzeźwiło pannę Burroughs, która szła przez ulice Londynu dość pewnie, pomimo strachu cały czas gdzieś obecnego z tyłu jej głowy. Dziewczyna wolała jednak nie chwalić nocy przed zachodem księżyca wiedząc, że najstraszliwszą drogę miała dopiero przed sobą.
Nim przekroczyła linię dzielnicy portowej, wzięła kolejny, głęboki oddech, mający dodać jej odwagi, by w końcu zrobić pierwszy krok. Plan był prosty: przejść uliczkami, które zdawały się być bezpieczne jak najszybciej by znaleźć się w okolicy Parszywego Pasażera która wydawała się jej wyjątkowo bezpieczna. W końcu przyszło kiedyś tam pracować, miała układ z własnym wujem, który prowadził ten przybytek i była pewna, że Boyle nie pozwoli, aby cokolwiek jej się stało. Niestety, nie całe doki jawiły się w tak pięknych kolorach.
Z sercem metaforycznie coraz bardziej zbliżającym się do jej ramienia, pośpiesznie przemierzała ulice, które zostały przedstawione jej jako bezpieczne. Była ledwie trzy, może cztery ulice od tej, przy której znajdował się Parszywy gdy sprawy przestały iść tak, jak powinny.
Panna Burroughs skręciła w znaną uliczkę, z przestrachem odkrywając, że pod jedną ze ścian, której minąć nie mogła stało kilka, co najmniej podejrzanych typów.
Spokojnie, nic się nie stanie, po prostu przejdziesz… - Recytowała w myślach niczym mantrę, mającą dodać jej odwagi, pewności siebie i magicznie sprawić, że faktycznie do niczego nie dojdzie. I z początku na to się zanosiło, ze spojrzeniem wbitym w koniec ulicy, blondynka wyminęła mężczyzn z nadzieją, że nie zwrócą na nią większej uwagi. Dopiero kilka chwil po ich minięciu, usłyszała podły rechot i ciężkie kroki które sprawiły, że panna Burroughs przyspieszyła, mając nadzieję jak najszybciej skręcić w kolejną uliczkę i schować się w jednym z ciemnych zakątków bądź mało znanych przejść na inną ulicę i… Na brodę Merlina! Obcas panienki Burroughs utknął w studzience! Serce dziewczyny przyspieszyło, przypominając w swojej pracy trzepotanie niewielkich skrzydełek kolibra. Frances spróbowała uwolnić obcas z zasadzki, ten jednak nie chciał drgnąć, a napastnik zdawał się być coraz bliżej.
Silne ramię zacisnęło się na wątłym ramieniu, a po ulicy rozległ się wysoki, kobiecy krzyk przepełniony przerażeniem. Frances, przez chwilę nie wiedziała co się dzieje. Serce jej waliło w piersi, oddech niebezpiecznie przyspieszył a ją samą zalała fala paniki. Czy tak miał wyglądać jej koniec? Czy miała pożegnać się z życiem ledwie w wieku dwudziestu jeden wiosen, nim zdążyła cokolwiek osiągnąć?
Mówił coś do niej, nie potrafiła jednak zrozumieć jego słów. Groził jej? Och, z pewnością! Doskonale pamiętała tamtą parszywą twarz, jeszcze z pierwszego dnia jej pracy w barze wujka. To okropne zderzenie z inną rzeczywistością, otaczającą wrażliwą i delikatną postać blondynki.
- Jeśli coś mi zrobisz Willy, Boyle Cię dorwie… - Rzuciła, starając się brzmieć hardo, strach jednak paraliżował jej działania, zachęcając potoki łez do nieświadomego wypływania z jej oczy. Odpowiedziała jej salwa śmiechu i kolejne słowa, które nie dotarły do jej ust. W szoku nie pomyślała nawet o wyciągnięciu różdżki czy jakiejkolwiek formie obrony.
Dłoń napastnika powędrowała w powietrze, kolejny, kobiecy krzyk przeciął powietrze (Panna Burroughs nawet nie zarejestrowała, że ten krzyk wyrywa się z jej piersi) a Frances miała cichą nadzieję, że znajdzie się ktoś, na tyle przyzwoity, że nie pozwoli jej zdechnąć na tej ulicy.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]01.02.20 20:21
18.03

Nocne zlecenia były jego codziennością. Od kilku dni szpiegował dyskretnie żonę pewnego zamożnego marynarza, który obawiał się, że pod jego nieobecność małżonka urządza sobie schadzki w porcie. Wroński zebrał wreszcie dość informacji, by przedstawić podejrzliwemu mężowi prawdę - jego żona owszem, wymykała się wieczorami z domu do podlejszej części doków. Nie odwiedzała jednak żadnego mężczyzny, a samotną kobietę z gromadką dzieci - sądząc po podobieństwie, własną siostrę, która wyszła za mąż mniej korzystnie.
Wracał właśnie do domu, zdobywszy potrzebne informacje i wykonawszy kilka zdjęć. Poszłoby mu szybciej, gdyby samym na początku śledztwa nie rozproszył się bezsensowną bójką z Keithem (a może Keatem). Krótka satysfakcja i bronienie własnego honoru nie były warte guza na czole, a guz nie był wart wizyty w Mungu ani u innego medyka. Daniel chciał być w końcu jak najdyskretniejszy, również w kręgach uzdrowicieli. Z czerwonym śladem na czole, musiał skrywać twarz pod kapturem i obserwować cudzą żonę jeszcze dyskretniej niż zwykle - wyglądał w końcu jak zbir, który przed chwilą się z kimś bił, a nie przypadkowy przechodzień w porcie. Spranie Keata na kwaśne jabłko nie wynagrodziło mu opóźnień w pracy, a gdy adrenalina opadła, satysfakcję zastąpiło dziwne ukłucie w sumieniu. Może pobił smarkacza nieproporcjonalnie do jego winy, może nie powinien był w ogóle mieszać się w tą głupią sytuację.
Niezdecydowany, zmierzał albo na drinka (nieświadom, że trafił na czarną listę klienteli „Parszywego”) albo do spokojnego miejsca, z którego mógłby teleportować się do domu. Noc była spokojna, a choć nie znał doków równie dobrze jak zaułków Nokturnu, to czuł się tu równie bezpiecznie. Dekada samodzielności z dala od dobrego domu rodziny Wrońskich wykształciła w nim umiejętność samoobrony, instynkt samozachowawczy i doskonałą intuicję.
Spokojną noc przerwał nagle kobiecy krzyk. Daniel przystanął, zirytowany niespodzianką w jego rutynie. Podchodził do życia cynicznie i wiedział, że zabawa w ulicznego bohatera nigdy się nie opłaca. Ba, rzadko można nawet liczyć na zasłużoną wdzięczność!
Korciło go, by przyjąć maskę obojętności i ruszyć do przodu, ale krzyk dźwięczał mu w uszach przenikliwie, zlewając się ze wspomnieniami. W damskim głosie słyszał ten rodzaj przestrachu, który wyczuwał u matki, zanim jeszcze padł pierwszy cios. Matylda Wrońska przywykła do życia z mężem tyranem i umiała rozpoznać jego gniew, zanim ten wybuchnął. Choć przy synach przybierała odważną minę, to nigdy nie miała w sobie siły, a stres kosztował ją przedwczesną śmierć.
Właśnie dlatego, Daniel nigdy nie umiałby uderzyć kobiety, choć (ku własnemu przerażeniu) dostrzegał w sobie tendencje do przemocy nawet wobec tych delikatnych istot. I właśnie dlatego nie mógł się teraz zdobyć na obojętność, a nogi same poniosły go w stronę bocznej uliczki.
Paplający podrywacz sam zagłuszył jego kroki swoimi słowami, skupiony na nadobnej ofierze. Podnosił dłoń, by chwycić Frances za włosy, odciągnąć jej głowę do tyłu i zapewne odsłonić jej dekolt, ale w tym momencie zatoczył się na przeciwległą ścianę, mocno odepchnięty przez inne męskie dłonie. Daniel również nie sięgnął po różdżkę, przechodząc do języka pięści, najlepiej znanego wszystkim w dokach i tym podobnych miejscach.
-Słyszałeś panienkę, Willy, idź do burdelu jak uczciwy człowiek! - zadrwił, przygważdżając Willy’ego (personalia poznał z krzyku dziewczyny) do ściany i wbijając mu kolano w przyrodzenie. Gdy chłopak zwinął się z bólu (jeśli miał gdzieś kolegów, to krzyk raczej ich odstraszy), Dan wymierzył mu jeszcze fangę w nos, na okładkę. Nie wyglądało to ładnie, ani szlachetnie, był to zamierzony pokaz brutalności przeznaczony dla Willy’ego, a nie dla delikatnych oczu Frances. Wroński spodziewał się zresztą, że dziewczyna zmądrzeje i ucieknie, ale nie zauważył, że sama zatoczyła się i omal nie upadła, potrącona przez odciąganego od niej Willy’ego. Frances zaś poczuła, że jest wyswobodzona od studzienki kanalizacyjnej - pod wpływem jej ciężaru, obcas złamał się z głuchym stuknięciem. Wyglądało na to, że dalszą drogę będzie musiała pokonać boso, albo skacząc na jednej nodze.


Self-made man


Daniel Wroński
Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]02.02.20 0:15
Próbowała się wyrwać.
W ostatnim zrywie dziwnego instynktu, zupełnie tego nieświadoma, spróbowała uwolnić swoje ramiona z żelaznego ucisku. Niestety, dłonie napastnika okazały się o wiele silniejsze, niż drobne, wątłe ciało blondynki. Panna Burroughs nigdy nie należała do osób odznaczających się wysoką siłą czy kondycją fizyczną, ponad nią przedkładając siłę umysłu. W jednej chwili poczęła żałować, że nie przykładała wielkiej uwagi, do jakiejkolwiek formy samoobrony. Może wtedy nauczyłaby się panować nad strachem i zamiast stać tak teraz, niczym zwierzę złapane w kłusowniczą pułapkę, wyciągnęła z kieszeni różdżkę, by móc zapewnić sobie chociaż chwilę na ucieczkę? Nie wiedziała.
Czuła jak palce wbijają się w jej delikatną skórę, nie pozwalając jej daleko uciec. Czy to naprawdę, miał być jej koniec? Po tych wszystkich wybrykach, kierowanych do niepotrafiącego uszanować barmanki klienta nie sądziła, aby ten najzwyczajniej w świecie pozwolił jej wyjść z tego żywej. Pisnęła z bólu, czując jak dłoń parszywego Willy’ego ciągnie jej jasne włosy. Odruchowo zacisnęła oczy, z których nadal wylewały się potoki łez. Och, nie chciała, aby ostatnie co ujrzy na tym świecie było paskudną twarzą podłego zbira! Szykowała się na duże ilości bólu, będącego zemstą za te wszystkie szczyny dolane do alkoholu, podtruwanie (o czym miała nadzieję, że Willy nie wie) czy w końcu składanie skarg wujowi, gdy mimo wszystko mężczyzna nie potrafił zachowywać się przyzwoicie. A wuj Boyle, jak podły potrafił być, tak doceniał wartość Frances i zdolności, jakie posiadała. Nic więc też dziwnego, że typ nabawił się wielu nieprzyjemności z powodu tej jednej, niepozornej blondynki. Nie zdziwiłoby ją, gdyby tę zemstę planował od dawna.
I gdy już myślała, że faktycznie pożegna się z życiem, coś sprawiło, że dłonie napastnika zniknęły z jej ciała, a ona sama poczuła, jak traci równowagę. I chyba tylko cudem nie wylądowała twarzą na brudnym bruku. Nadal przerażona, nie miała pojęcia, co się wydarzyło. Och, czyżby faktycznie pomoc nadeszła? W pierwszej chwili, panna Burroughs była pewna, że to jej brat, może któryś z ludzi wuja, gdyż nie byli daleko od Parszywego pognał jej na ratunek... Nie wiedziała jednak, co powinna dalej robić. Uciekać? Pozostać by upewnić się, że jej wybawcy nic się nie stało? Nieprzyjemne, bolesne ukłucie w okolicy serca sprawiło, że dziewczyna przyłożyła dłoń do piersi. Nie, pierwsze czym powinna zrobić, to się uspokoić. Powoli próbowała zapanować nad przerażeniem i przyspieszonym oddechem. Szaroniebieskie spojrzenie powędrowało w kierunku dwójki mężczyzn. Och, tego było za wiele, na jej niewinne, delikatne serduszko! Blondynka przymknęła oczy, próbując odciąć się od całej sytuacji. Wyciszyć. Odsunąć od siebie negatywne emocje i zapanować nad swoim ciałem.
A gdy otworzyła oczy, zauważyła jak Willy oddala się, zostawiając ją samą z jej wybawcą. Oddech dziewczęcia nadal był nienaturalnie przyspieszony, a po policzkach spływały ostatnie porcje łez. Frances wysunęła stopy z uszkodzonych butów, zbierając w dłonie ich kawałki, by móc zrobić trzy, bardzo niepewne kroki w kierunku mężczyzny, nie pewna czy i on nie ma złych zamiarów.
- Ja... Ja... Dziękuję... Z całego serca... - Mówiła cicho, przerywając zdania na wzięcie głębszych oddechów, nadal próbując zapanować nad emocjami. - Gdyby nie pan... Gdyby pan nie zareagował... - Och, nawet nie chciała myśleć o tym, do czego by doszło, gdyby los nie postawił na jej drodze kogoś, kto okazał się nie być obojętnym na cierpienie drugiego człowieka. Po jej policzku, spłynęło kilka, kolejnych łez. Z pewnością mogła stwierdzić, że zawdzięczała mężczyźnie życie, przynajmniej w jej, niezbyt doświadczonej w takich przypadkach opinii. Frances splotła w nerwowym geście palce swych dłoni, delikatnie przygryzając dolną wargę. Nie była w stanie wyrazić słowami swojej wdzięczności, nawet jeśli usilnie starała się odnaleźć odpowiednie słowa. - Czy... Czy mogłabym w jakiś sposób się panu odwdzięczyć, panie...? - Zapytała, w końcu odważając się przenieść szaroniebieskie spojrzenie na buzię mężczyzny. Panna Burroughs nie wybaczyłaby sobie, gdyby nie podziękowała odpowiednio za ten, jakże szlachetny czyn... I nie poznała imienia swojego wybawcy.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Uliczka w pobliżu portu [odnośnik]05.02.20 7:30
Willy jęknął głucho, zwijając się z bólu. Przed ciosem w nos, na dokładkę, nie próbował się nawet bronić. Tylko pisnął coś pod nosem i wziął nogi za pas, na co Daniel mu zresztą pozwolił. Przewrócił oczyma, spoglądając z pogardą za uciekającym mężczyzną. Może i był silniejszy i zaatakował go z zaskoczenia, ale marynarz i tak nie okazał się dla niego żadnym wyzwaniem. Nic dziwnego, że ten mięczak nie mógł sobie znaleźć kobiety i musiał uciekać się do prymitywnych zasadzek w ciemnych uliczkach!
Otarł pot z czoła, odgarnął sklejone włosy, złapał oddech i odwrócił się w stronę dziewczyny - która jego zdaniem już dawno powinna uciec. Nie spodziewał się na tym świecie wdzięczności od londyńskich liliji, nie po tym, jak kopnął kogoś w krocze na delikatnych, dziewczęcych oczach.
Uniósł więc lekko brwi, widząc że panienka nadal tu stoi. Była ranna? (Szybko oszacował wzrokiem, że nie). W szoku? Ku swojemu zaskoczeniu, natychmiast usłyszał podziękowanie, a ona sama spoglądała na niego ostrożnie, ale bez przerażenia.
Z nagłą tkliwością spojrzał na łzy na jej policzkach i bose stopy, dziwnie poruszony tym szczerym podziękowaniem. "Z całego serca", no proszę.
-Ja... um... nie ma za co, drobnostka. - odpowiedział pośpiesznie, bo interwencja naprawdę okazała się szybką sprawą. Może i trochę zmachał, ale Willy nawet go nie zadrapał, a przecież wchodząc do akcji liczył się z możliwością podbitego oka lub opuchniętego policzka. Nie wiedział, że chuligan kozaczył tylko przy drobnej dziewczynie, bezbronny i przestraszony wobec silniejszego od siebie mężczyzny.
-Wroński. Daniel Wroński. - przedstawił się, odruchowo podkręcając wąsa i szacując wzrokiem dziewczynę. Gdy już przestał zwracać uwagę na jej zalęknioną minkę, łzy i bose stopy, to wyglądała jak typowa panienka z dobrego domu, zbyt elegancka i porządna jak na tą dzielnicę. Jak niby miała mu się odwdzięczyć? Była ładniutka, wzorem Willy'ego chętnie przyciągnąłby ją bliżej do siebie, ale przecież był ponad takie prymitywne zachowania. Pozostawało mu zadowolić się platoniczną wdzięcznością.
-Nie trzeba. - wzruszył ramionami, znów powracając wzrokiem do jej gołych stóp i zaczerwienionych policzków. Tkliwość i zaskoczenie zaczęły mijać, zastąpione instynktem opiekuńczym, który u Daniela zawsze objawiał się szorstką irytacją.
-Czemu szwendasz w porcie po nocy, nie wiesz, że tu jest niebezpiecznie? - skorzystał z okazji aby się powymądrzać.
Nie miał w końcu pojęcia, że to mieszkanka doków i dawna barmanka z „Parszywego Pasażera”, wyglądała raczej jak elegancka panienka z dobrego domu, która zgubiła się w nieodpowiedniej dzielnicy.
-No i nie chodź tutaj boso, wejdziesz w jakąś potłuczoną butelkę albo coś gorszego. - dodał praktycznie. -Lepiej odprowadzę cię do Błędnego Rycerza... albo poniosę cię kawałek, jeśli się zgodzisz, wyglądasz na całkiem lekką. - postanowił praktycznie, bez swojej zwyczajowej szarmanckości. Chociaż była śliczna, jakoś nie wypadało podrywać dziewczyn po odratowaniu ich z próby gwałtu.


Self-made man


Daniel Wroński
Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176

Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next

Uliczka w pobliżu portu
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach