Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Pod Raptuśnikiem

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pod Raptuśnikiem Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Pod Raptuśnikiem Empty
PisanieTemat: Pod Raptuśnikiem   Pod Raptuśnikiem I_icon_minitime16.07.19 21:28

Pod Raptuśnikiem

Czarodziejski pub, zlokalizowany na obrzeżach Londynu, swoją nazwę zawdzięcza porastającym prowadzącą do niego drogę drzewom raptuśnika (obwieszonym ostrzeżeniami, przestrzegającymi przed zjadaniem charakterystycznych, kropkowanych listków); schowany za ścianą zieleni tak dokładnie, że z głównej ulicy jest niemal niewidoczny, mimo to od lat przyciąga do siebie liczną, stałą klientelę, lubującą się w serwowanych tutaj, tradycyjnych czarodziejskich trunkach – głównie piwie. Wnętrze budynku składa się z kilku kameralnych pomieszczeń, w których porozstawiano okrągłe, drewniane stoliki o wypolerowanych blatach, otoczone krzesłami i stołkami pochodzącymi z różnych kompletów. W każdej z sal znajduje się niewielki kominek (niepodłączony do sieci Fiuu), a kamienne ściany przyozdobione są fotografiami i portretami sławnych czarodziejów i czarownic, którzy odwiedzili pub.
Niewielu z odwiedzających wie, że właściciele Raptuśnika (starsze małżeństwo, które na skutek działań obecnego rządu utraciło obu dorosłych już synów – aurorów) zajmują się w tajemnicy dystrybucją nielegalnego już Proroka Codziennego. Najnowsze wydanie gazety można przeczytać na miejscu: wystarczy, że przy składaniu zamówienia użyje się tajnego hasła, prosząc o podanie karty duńskich alkoholi. Wszystkie egzemplarze w istocie wyglądają dla postronnego obserwatora jak piwne menu, ale gdy czytający weźmie je do rąk, ujawnia się ukryty pod zaklęciami tekst artykułów. Otrzymanej gazety nie wolno wynieść poza lokal, a po przeczytaniu powinno się zwrócić ją właścicielom – lub spalić, wrzucając do jednego z zawsze płonących kominków.

W lokacji można przeczytać najnowszego Proroka Codziennego.


Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f232-aldermanbury-5-15 https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
I can feel the flames on my skin
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
They say I did something bad then why is it feel so good?

Pod Raptuśnikiem Empty
PisanieTemat: Re: Pod Raptuśnikiem   Pod Raptuśnikiem I_icon_minitime19.07.19 22:54

| 2 stycznia

Miała po prostu wyjątkowo dobry nastrój. Poranny spacer z Betty sprawił, że cały dzień minął Gwen wyjątkowo przyjemnie. Może dość samotnie, ale jednak… do tego po prostu przywykła. Przez większą część dnia tworzyła szkice, zastanawiając się, jaki poważny projekt powinna zacząć w nowym roku. Miała naprawdę wiele pomysłów i na żaden nie potrafiła się zdecydować. Wypisała więc wszystkie w zeszycie, mając nadzieję, że gdy wróci do nich za kilka dni, wyłonią się z nich te naprawdę najciekawsze i wyjątkowe.
Wieczorem zaś postanowiła, że pójdzie na spacer. Znów weźmie Betty i po prostu pochodzą po zimowej, ciemnej okolicy, ciesząc się brakiem anomalii i swoim własnym towarzystwem. Pies jednak odmówił posłuszeństwa. Choć rankiem podopieczna Gwen miała wiele energii, teraz stwierdziła, że ona w zimno i mróz wychodzić nie będzie.
Malarka jednak naprawdę miała ochotę na spacer. Wzdychając więc tylko po prostu ubrała na siebie kurtkę i wyszła, zostawiając psa i sowę w mieszkaniu. A potem zaczęła krążyć. Po Londynie, tym magicznym i niemagicznym. Przyglądała się ludziom: nie było ich wielu, jednak wydawali się bardziej zadowoleni, bardziej szczęśliwi niż jeszcze kilka dni temu. Burza dobiegła końca, tak jak i wariująca magia; wszyscy chyba odczuli z tego powodu ulgę.
Wędrując, dotarła do gorzej znanej sobie części Londynu. Nie odwiedzała tej dzielnicy szczególnie często, więc nie znała znajdujących się przy ulicach lokali. Gdy za pozbawioną liści, naturalną ścianą, dostrzegła „Pod Raptuśnikiem”, zorientowała się, że to miejsce raczej należy do świata magii (mugole raczej nie używali świec, prawda?). Jednocześnie zdała sobie sprawę z tego, że jest jej po prostu zimno, a nie było jeszcze zbyt późno. Nie wahając się długo, weszła więc do środka, chcąc po prostu ogrzać.
Wewnątrz nie było zbyt tłoczno. Gwen prędko spodobał się lokal: kameralny i przyjemny dla oka, z trzaskającym ogniem w kominku, kojarzył jej się z domem.
Wybrała jedną z sal, zamawiając mocną, zimową herbatę. Alkohol nie był raczej dobrym wyjściem, skoro planowała wracać pieszo, a ona sama nigdy nie była przecież jego wielką miłośniczką. Poza tym już raz próbowała pić sama i cóż, nie skończyło się to najlepiej. Gdyby nie obecna w „Parszywym Pasażerze” aurorka wieczór Gwen mógłby okazać się katastrofalny w skutkach.
Siedząc przy stoliku, przymknęła na chwilę oczy. Czuła się naprawdę… przyjemnie. Brak anomalii ściągnął z jej serca olbrzymi ciężar. Te towarzyszyły jej, odkąd wróciła w maju do Londynu i właściwie nie pamiętała już, jak to jest móc po prostu swobodnie czarować. Najpierw była szkoła ze swoimi własnymi zasadami, potem wyjazd i życie w mugolskim otoczeniu. Gwen czuła, że właściwie dopiero teraz będzie mogła się w pełni rozwijać jako czarownica.
Nie to było jednak kluczowe. Brak anomalii oznaczał bezpieczniejszy świat. I mugoli, którym na każdym kroku nie groziły anomalie. To było… ważne. Kluczowe. Nawet zastanawiała się, czy by nie napisać o tym do matki, ale czy ta by w ogóle to zrozumiała? Gwen nie kontaktowała się z nią od miesięcy. Czy jej rodzicielka miała w ogóle pojęcie, że panujące w Anglii kataklizmy mają związek z magią? Malarka nie była pewna, czy odpowiedź na to pytanie brzmiała „tak”. I chyba chwilowo wolała tego nie sprawdzać.
Zanurzona w dobrych myślach, prawą ręką popijała herbatę, lewą bawiąc się różdżką. Obracała ją w dłoni i przyglądała się jej detalom. Dopiero teraz zauważyła, że posiadany od lat przedmiot jest naprawdę… ładny. Ktoś zwrócił uwagę na detale, rzeźbiąc niewidoczne na pierwszy rzut oka elementy, sprawiając, że ten kawałek drewna zyskał swój własny, odrębny charakter. Uśmiechnęła się pod nosem. Czy odpowiadał za to Ulysses? Chyba nie. Ale może jego ojciec? Przecież różdżkę kupowała w tym samym sklepie, w którym teraz pracował różdżkarz.
W tej samej chwili uświadomiła sobie również, że… właściwie nie potrzebuje już pomocy, by uczyć się magii. Spotkanie z Arturem w parku, to sprzed kilku miesięcy, pomogło jej zdobyć trochę pewności siebie, bo samotnie bałaby się rzucać tak wiele czarów w obliczu anomalii. Ale teraz anomalii nie było: mogła czarować, swobodnie i bez ograniczeń. Nie potrzebowała drugiej osoby, która pilnowałaby, by nic się jej nie stało.
A gdyby tak…?
Od miesięcy marzyła przecież o patronusie. Ale anomalie i śledzące ją czarne myśli sprawiały, że bezustannie odkładała to na później. Zmarszczyła brwi.
Jak szła ta teoria? Musiała wybrać szczęśliwe wspomnienie. Najszczęśliwsze. Myślała nad nim wielokrotnie, nie potrafiąc jednak wybrać jednego. Może ten dzień, gdy wróciła po raz pierwszy na wakacje do domu? Albo gdy odwiedzała z rodziną zoo? Ta chwila, gdy z Jenny plotkowały na podwórku o chłopakach, też była całkiem szczęśliwa. I beztroska. Tak beztroska, jak… jak tamto spotkanie.
Mimowolnie przymknęła oczy. Pamiętała tę scenę z detalami. Kozy wystawiały łby, szukając źdźbeł trawy. Jej ręce… i nie tylko jej, wyciągały w ich stronę zielony pokarm, a zwierzęta pochłaniały je w mgnieniu oka. Słyszała śmiech. Swój i nie tylko swój. To był dobry dzień. Może i z anomaliami, ale wtedy Gwen nie myślała jeszcze o trawiącej magiczny świat wojnie. Nie zastanawiała się nad powinnościami i skupiała się na tym, by po prostu być. Tamtego dnia nie czuła jeszcze ciężaru bycia dorosłą czarownicą. Teraz… teraz już tak.
Czy to było najszczęśliwsze ze wspomnień? Nie miała pojęcia. Jej dłoń jednak wręcz mimowolnie wykonała ruch, a usta poruszyły się, wydając z siebie dwa słowa:
Expecto Patronum.
Nie czuła potrzeby krzyczenia. Jeśli wspomnienie było trafione, patronus i tak powinien się pojawić, czyż nie?




They got their
pitchforks and proof
Their receipts and reasons
They're burning
all the witches,
even if you aren't one
So light me up
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pod Raptuśnikiem Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Pod Raptuśnikiem Empty
PisanieTemat: Re: Pod Raptuśnikiem   Pod Raptuśnikiem I_icon_minitime19.07.19 22:54

The member 'Gwendolyn Grey' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 33


Powrót do góry Go down
Oliver Wilde
Oliver Wilde

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7975-oliver-wilde https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7997-isohel#228566 https://www.morsmordre.net/
Zawód : portowy uzdrowiciel
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
i'm mixing poisons and expecting a cure
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej
 full of faint sadness

Pod Raptuśnikiem Empty
PisanieTemat: Re: Pod Raptuśnikiem   Pod Raptuśnikiem I_icon_minitime03.02.20 23:08

Słowa to całkiem śmieszna sprawa. Składają się z liter, których jest przecież bardzo ograniczona ilość, a mimo to można konstruować z nich nieskończoną ilość wyrazów. Postawione obok siebie tworzą zdania, z którymi można zrobić wszystko. Można prowadzić niezliczone rozmowy i dysputy na wszystkie możliwe tematy, od tych trywialnych po te naprawdę istotne, można pisać artykuły do gazet, krótkie opowiadania, wpisy w pamiętniku, a nawet całe książki. Za pomocą zdań zdarza się też ranić nawet silniej i celniej niż nóż czy zaklęcia. Oliver nie był stuprocentowo przekonany, ale w jego głowie od dawien dawna wiła się teoria, że słowa posiadają moc równą magii, którą się posługiwał.
Słowa towarzyszą wszystkim, od dnia narodzin aż do śmierci. Zarówno przez wypowiadanie ich samemu, jak i słyszenie ich z ust innych. Wilde’a również nie opuszczają. Czasami są odległymi szeptami nieznajomych, którzy myślę, że zupełnie niezauważalnie dla niego, komentują jego wygląd. Są też bezczelne bluzgi wypowiedziane mu prosto w twarz, obrażające jego korzenie, urodę, krew, a nawet sam fakt, że miał czelność się urodzić. Zdarzają się też miłe słowa. Kojący głos matki, który woła go na zupę, a jemu wcale nie przeszkadza, że jedzą ją czwarty dzień z rzędu. Zachrypnięty marynarz nieśmiało dziękując mu za pomoc przy załataniu mu paru paskudnych ran. Głośny śmiech jego przyjaciół, gdy razem wychylają kolejne kremowe piwo, a świat poza ścianami Parszywego Pasażera zupełnie nie ma znaczenia. Te ostatnie są mu wyjątkowo miłe i całkiem często wybiera ich towarzystwo. Klientela doków jest już całkiem przyzwyczajona do widoku marynarzy ze wszystkich stron świata, wielu z nich nauczyło się także, że nie warto mieć za wroga jednego z niewielu uzdrowicieli w porcie. W zimowy wieczór, gdy zostawała mu chwila wolnego czasu, byłoby to idealne miejsce na wypoczynek, ale nie dzisiaj.
W sakiewce udało mu się zebrać kilka galeonów po owocnym dniu uzdrawiania. Czasami zdarzała się posucha, kiedy port był wyjątkowo spokojny, ale ten dzień nie dał mu w ogóle wytchnienia. Zmęczenie dawało mu się we znaki i wyjątkowo nie czuł ochoty na głośne towarzystwo. Zupełnie nie miał tego za złe swoim przyjaciołom, których styl życia zazwyczaj świetnie uzupełniał jego niezbyt społeczną osobę. Kochał ich wszystkich za to, że akceptowali go takim jaki jest. Dziś jednak potrzebował odrobiny więcej przestrzeni niż zwykle. Trochę więcej ciszy, w której można zatonąć przymykając powieki nad kuflem piwa i zgubić się we własnych myślach. Zwłaszcza po zawirowaniach ostatnich wydarzeń, kiedy to świat uporczywie starał się stanąć na głowie.
Niezbyt często opuszczał teren doków, który był uciążliwym i irytującym, ale mimo wszystko jego podwórkiem. Jednak, gdy już to robił, o wiele częściej wybierał przedmieścia Londynu niż jego centrum. Serce miasta zbyt mocno przypominało mu o jego przymusowej przerwie w robieniu kariery magomedyka. Wcale nie żałował tego, jak wszystko się potoczyło, ale mimo wszystko nie przepadał za dobijaniem samego siebie. Dlatego wybrał umieszczony z dala od tłumów pub, skryty przed większością wścibskich oczu. Był już tu wcześniej kilka razy, zupełnie nie pamiętał pierwszego, ale mógłby dać uciąć sobie rękę, że przyprowadził go tutaj Keat. Zdecydowanie cieszył się, że odkrył to miejsce. Większość pubów oznaczała dużą koncentrację ludności, magicznej bądź nie, ale to zawsze oznaczało dużą liczbę spojrzeń i szeptów wycelowaną w jego stronę. Oczywiście, w pewnym stopniu już dawno się przyzwyczaił do nieprzyjemnego szumu, który wywoływał swoją nieprzeciętną aparycją, ale zawsze wolał, gdy tłum gapiów był jak najmniejszy. Pod Raptuśnikiem nie można było narzekać na pustki, jednak klientela wydawała się mniej zainteresowana pozostałymi gośćmi, a właściciela nie wyglądali na chętnych do splunięcia mu do kufla.
Z zadowoleniem zamówił więc piwo, jedno z najbardziej popularnych wśród klienteli, i z kuflem w ręce zaczął przemierzać wnętrze w celu odnalezienia miejsca. Zdecydowanie nie zamierzał szukać żadnego towarzystwa, przybył tu w końcu szukając odrobiny samotności, ale nie mógł nie zatrzymać się słysząc wypowiedziane miękkim głosem słowa zaklęcia, którego sam nigdy nie rzucał. Mimowolnie podążył wzorkiem za dźwiękiem, aby zobaczyć kogo właśnie mija. Z jednej strony dziewczyna, która ujrzał wydawała mu się kompletnie nieznajoma, a z drugiej był przekonany, że musiał już ją gdzieś widzieć. Czy to możliwe, aby spotkał ją w dokach? Czy jakimś cudem taka młoda dziewczyna, wyglądająca na zupełnie niedoświadczoną przez trudy tamtejszego życia, mogła się tam znaleźć? Czy ktoś przyprowadził ją do Pasażera? A może minął ją kiedyś w drzwiach? Na ulicach Londynu, w Mungu, w Hogwarcie? Możliwości było bardzo wiele, a Oliver nie przepadał za niewiedzą. Wyglądało na to, że nieznajoma jest sama, przynajmniej na razie, postanowił więc sprawdzić, czy może ona będzie kojarzyć jego. Co jest w sumie dużo bardziej możliwe, bo raczej zapada ludziom w pamięć.
- To raczej trudne zaklęcie – rzucił niezobowiązująco. Z końca różdżki nie wyskoczyło żadne mgliste zwierzę, a patronusy raczej nie były niewidzialne, więc założył, że nie oczekiwała takiego efektu. – Mogę się przysiąść? – Trzymanym w ręce kuflu zatoczył delikatny łuk dookoła wnętrza. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście nie dostrzegał pustego stolika. Jeśli nie dostanie pozwolenia prawdopodobnie będzie musiał szukać szczęścia w dalszej części pubu.





seems like time has stopped
oh that would be my first death
i been always afraid of
Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f232-aldermanbury-5-15 https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
I can feel the flames on my skin
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
They say I did something bad then why is it feel so good?

Pod Raptuśnikiem Empty
PisanieTemat: Re: Pod Raptuśnikiem   Pod Raptuśnikiem I_icon_minitime04.02.20 0:47

Parszywego Pasażera odwiedziła raz, w chwili słabości, upijając się przy tym niemal do nieprzytomności. Od tamtego czasu unikała nadmiaru alkoholu, nie chcąc, aby historia się znów powtórzyła. Gdyby nie spotkała wtedy aurorki, która zaprowadziła ją praktycznie pod dom, ta historia mogłaby skończyć się co najmniej tragicznie. W dokach raczej po prostu nie bywała, a przynajmniej nie sama z siebie. Odwiedzała czasem klientów, bywała tam z Johnatanem, ale starała się nie zapuszczać w te rejony sama. Samotna dziewczyna, wyglądająca często na mniej lat, niż miała w rzeczywistości, nie powinna plątać się po tamtych rejonach. Z takiego nastawienia wychodziła i jak na razie jej się sprawdzało.
Jeśli więc Oliver ją kojarzył to ze szkoły, choć różnica wieku i inne domy sprawiały, że prawdopodobnie co najwyżej mijali się na korytarzu. Gwen zaś najzwyczajniej w świecie unikała kontaktu ze starszymi chłopcami i nawet jeśli zwróciła kiedyś na niego uwagę to po kilku latach z dala od szkoły wspomnienia zatarły się na tyle, że twarzy młodego mężczyzny nawet nie była w stanie sobie przypomnieć.
Podskoczyła nerwowo, gdy Oliver się do niej odezwał. Nie zakładała, że ktokolwiek ją zaczepi. Miała dobry nastrój i właściwie nie miała nic przeciwko towarzystwie, ale było przecież dość późno, a sama nie szukała wzrokiem spojrzeń innych. Nie spodziewała się, tak po prostu.
Podniosła nieco nerwowo wzrok, natychmiast chowając różdżkę do kieszeni. Jej pierwsza myśl była taka, że to ktoś z obsługi przyszedł, aby ją upomnieć. To przecież było miejsce publiczne, a pomysł z rzucaniem czarów lekkomyślny. Anomalie teoretycznie ustąpiły, ale kto wie, czy na pewno? Chwilowa poprawa nie oznaczała eliminacji długotrwałego problemu. Gwen wprawdzie miała głęboką nadzieję, że anomalie nie powrócą, ale była ostatnią osobą, która mogłaby wyrokować na ten temat.
Potrzebowała chwili, aby odpowiedzieć. Omiotła spojrzeniem Olivera, który naprawdę wyglądał nietypowo. Gwen nie podróżowała wiele i w gruncie rzeczy niewiele w życiu widziała, chociaż podczas pracy w muzeum obsługiwała różnych gości. Mimo wszystko wiedziała więc dość dobrze, czym jest azjatycka rasa, choć brakowało jej konkretnej wiedzy na ten temat. To po prostu byli ludzie, którzy zwykle mówili w innym języku i pochodzili z dalekich krajów – tyle wiedziała. Dlatego zdziwiło ją, że Wilde odzywa się do niej nienagannym angielskim.
Och, dobry wieczór – odparła w pierwszej chwili, zaskoczona, uznając podświadomie, że chyba jednak warto byłoby się przywitać, skoro od kilku sekund po prostu się na niego gapiła. – Ja… niby tak, ale podobno kluczem jest znalezienie wspomnienia. Szukam swojego… ale to chyba trudniejsze, niż brzmi – przyznała, z nieco nerwowym uśmiechem, sprawdzając, czy dobrze schowała różdżkę.
Pokiwała głową.
T… tak, oczywiście, proszę bardzo – odpowiedziała, poprawiając rudy kosmyk. – Kontynuuje pan świętowanie Nowego Roku? – zapytała, spoglądając na kufel z uniesioną brwią. Nerwowość dziewczyny zaczynała powoli mijać, a tym samym powracał jej naprawdę dobry nastrój. Chociaż wciąż nie potrafiła pozbyć się z głowy pytania: skoro wygląda, jak wygląda, to jakim cudem tak dobrze mówi w jej języku? Żyjąc w swojej ograniczonej, społecznej bańce, raczej nie spotykała ludzi innego pochodzenia.




They got their
pitchforks and proof
Their receipts and reasons
They're burning
all the witches,
even if you aren't one
So light me up
Powrót do góry Go down
Oliver Wilde
Oliver Wilde

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7975-oliver-wilde https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7997-isohel#228566 https://www.morsmordre.net/
Zawód : portowy uzdrowiciel
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
i'm mixing poisons and expecting a cure
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej
 full of faint sadness

Pod Raptuśnikiem Empty
PisanieTemat: Re: Pod Raptuśnikiem   Pod Raptuśnikiem I_icon_minitime14.02.20 0:55

Zapamiętywanie twarzy nie było jego mocną stroną. Jeśli ktoś był jego pacjentem to prawdopodobnie pierwsze kilka tygodni po wizycie był w stanie skojarzyć osobę z imieniem. Później był w stanie powiedzieć, że miał do czynienia z tym i tym człowiekiem, czasem niektórzy marynarze witali go skinieniem głowy, co pozwalało mu potwierdzić jego przypuszczenia. Wkrótce jednak zapamiętane wizerunku wypierane były z jego pamięci przez kolejne, nowsze. Ten krąg zdarzeń był nieunikniony, niezmienny. Dlatego też nie miał pewności, że dziewczyna, na którą właśnie patrzył, nie mignęła mu gdzieś w tłumie już wcześniej. Mogła być wtedy nawet w towarzystwie któregoś z jego przyjaciół, a jej sylwetka i tak zawieruszyłaby się w jego pamięci. Taki już był. Nie chciał tym nigdy nikogo urazić. Zresztą, zazwyczaj nie musiał pamiętać ludzi. To oni pamiętali jego. Należał przecież do osób wyjątkowo charakterystycznych i przykuwających uwagę. Często to inni zaczepiali go sami. Niektórzy klepali po plecach dziękując za szybkie zreperowanie paskudnej rany na nodze, drudzy klepiąc go o wiele mocniej, rechocząc, gdy tracił równowagę. Do tego wszystkiego poniekąd się przyzwyczaił, ale doskonale wiedział, że tak naprawdę nigdy do końca się z tym nie pogodzi.
Czując na sobie zaskoczone spojrzenie dziewczyny, które jak w wielu podobnych sytuacjach, zastygło na nim odrobinę dłużej niż normalnie, uśmiechnął się do niej pogodnie. Daleki był od oceniania ludzi, ale po prostu umiał już powiedzieć, że nieznajoma nie ma złych intencji. Oraz, że na pewno jest nieznajomą, albo ma przynajmniej tak złą pamięć do twarzy jak on i mogli już kiedyś minąć się przez wspólnych znajomych, ale nic poza tym. Zresztą dziewczyna wyglądała na bardzo młodą, pewnie nie mieli wielu okazji, aby przeciąć sobie drogę.
- Dobry wieczór – odparł, nie ukrywając pobrzmiewającego w jego słowach rozbawienia. – Wspomnienia to śliska sprawa, przynajmniej moim zdaniem. Zacierają się z czasem i ciężko być obiektywnym w wyborze. – Wzruszył ramionami. – Niestety nie miałam okazji próbować tego zaklęcia, więc nie umiem pomóc.
- Dziękuję, ale jeśli poczuje się panna niekomfortowo, proszę mnie pogonić. -  Spojrzał na nią z poważnym wyrazem twarzy, chociaż jego oczy błyszczały w rozbawieniu. Nie mógł się powstrzymać, widząc jak dziewczyna nie do końca wie, jak zachować się w jego towarzystwie. Była to przyjemna odmiana wśród morza reakcji jakie się za nim ciągnęło. Usiadł naprzeciwko nieznajomej, stawiając kufel ostrożnie na blacie. – W czasie Nowego Roku musiałem być tym nieco bardziej odpowiedzialnym, więc na dobrą sprawę dopiero teraz mam chwilę oddechu, aby poświętować. – I nie żaden pan, wbrew pozorom nie jestem w ogóle stary. Oliver. – Przedstawił się niezobowiązująco, nie chcąc bawić się w niepotrzebne konwenanse. Następnie uniósł swój kufel i zanim upił pierwszy łyk piwa, skinął nim z stronę dziewczyny. – Szczęśliwego Nowego Roku.


Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f232-aldermanbury-5-15 https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
I can feel the flames on my skin
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
They say I did something bad then why is it feel so good?

Pod Raptuśnikiem Empty
PisanieTemat: Re: Pod Raptuśnikiem   Pod Raptuśnikiem I_icon_minitime14.02.20 11:00

Sięgnęła po filiżankę z ciepłym napojem, upijając odrobinkę, gdy Oliver się odezwał. Uśmiechnęła się delikatnie, nim ponownie otworzyła usta.
Tak… to prawda – powiedziała. – Szczególnie, gdy mieszają się z tymi nieprzyjemnymi…  Nie wiem jak w pana przypadku, ale w moim takie sytuacje chyba idą w parze. – Zaśmiała się nieco gorzko.
W końcu chociażby było tak z tym, które próbowała przywołać. Sama wycieczka z Arturem do muzeum była wspomnieniem niezwykle przyjemnym i ciepłym, ale już to, co stało się później… Wolała o tym nawet nie myśleć. Chociaż czasem nie była w stanie zignorować TAMTYCH wspomnień, szczególnie że wciąż były całkiem świeże. Gwen na moment posmutniała, ale już chwilę później wróciła do swojego poprzedniego, rozluźnionego i uśmiechniętego stanu. To nie był czas na smutki! W końcu przyszedł koniec anomalii, trzeba było się tylko radować.
Machnęła ręką. Naprawdę nie oczekiwała pomocy od obcego człowieka. Przynajmniej nie w tej chwili.
Po prostu będę próbować, aż się uda. – Wzruszyła ramionami z uśmiechem. – Chociaż… może lepiej nie tutaj. Mimo wszystko.
Uniosła brew. Jej oczy zawtórowały Oliverowi
A ma pan jakieś niecne plany? Aby sprawić, bym poczuła się nietorfowo? Jeśli nie, to chyba nie ma się pan czego obawiać – wyjaśniła, ponownie sięgając po filiżankę. Ten napar był naprawdę niczego sobie. Musi chyba częściej odwiedzać to miejsce. Nie dość, że było naprawdę całkiem sympatyczne to jeszcze herbata była niczego sobie. Ciekawe jak piwo? Chociaż… chyba naprawdę wolała unikać alkoholu.
Zaśmiała się cicho.
Skoro tak uważasz – powiedziała, aby po chwili wyciągnąć rękę w stronę mężczyzny. – Gwen – przedstawiła mu się po prostu.
Oliver wcale nie było obco brzmiącym imieniem, choć Gwen nie do końca pasowało do aparycji mężczyzny. Miała ochotę zapytać go o pochodzenie, ale czuła, że to byłoby nie na miejscu. Ona sama była zwykle oceniana właśnie przez jego pryzmat, zwłaszcza w trakcie nauki w Hogwarcie, i raczej nie chciała, aby ktokolwiek czuł się tak, jak ona wtedy. Zwłaszcza, że skoro Oliver wyróżniał się wizualnie to pewnie zawsze po prostu traktowano go gorzej. Niestety, dzieciaki potrafiły być okrutne.
Dziękuję i nawzajem! – powiedziała ze śmiechem. – Chyba mamy na to szansę, skoro odeszły anomalie, prawda?




They got their
pitchforks and proof
Their receipts and reasons
They're burning
all the witches,
even if you aren't one
So light me up
Powrót do góry Go down
Oliver Wilde
Oliver Wilde

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7975-oliver-wilde https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7997-isohel#228566 https://www.morsmordre.net/
Zawód : portowy uzdrowiciel
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
i'm mixing poisons and expecting a cure
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej
 full of faint sadness

Pod Raptuśnikiem Empty
PisanieTemat: Re: Pod Raptuśnikiem   Pod Raptuśnikiem I_icon_minitimeYesterday at 1:13

Jeśli głębiej się nad tym zastanowić, to Oliver nie był ostatnią zakałą z dziedziny obrony przed czarną magią. Owszem, najwięcej czasu w Hogwarcie poświęcił nauce przedmiotów dających możliwość zostania uzdrowicielem, ale w jakimś stopniu obrona również była wymagana. W trakcie swojej praktyki przekonał się, że rzeczywiście zdarza się być przydatna. Nie było mu jednak nigdy dane uczyć się czy używać tak zaawansowanej magii jak patronus. To zdecydowanie nie był jego poziom wtajemniczenia. Jednak teraz, gdy usłyszał inkantację z ust tej drobnej, niepozornej dziewczyny, małe trybiki ukryte w tyle jego głowy zaczęły się mozolnie kręcić. Wspomnienia to dziwna rzecz. Jeśli się tak głębiej zastanowić to rzeczywiście, dziewczyna miała rację. Dobre i złe potrafiły następować jedne po drugich, bez przerwy na dwa czy nawet pojedynczy oddech. Śmieszna sprawa jak perspektywa czasu zmieniała pogląd na własną historię.
- Przyznam, że nie zastanawiałem się nad tym wcześniej, ale już po krótkim namyślę muszę się z tym zgodzić. – Odparł po krótkiej chwili. – Proszę próbować do skutku, na pewno się uda. I na pewno bezpieczniej będzie w domowym zaciszu. – Uśmiechnął się do niej potakując jej słowom. Być może anomalie już ustały, ale nie oznaczało to, że świat z powrotem stał się idealnie spokojnym i dobrym miejscem. Zresztą, nigdy przecież nim nie był.
Doszedł do wniosku, że czuje się całkiem komfortowo w towarzystwie swojej nieplanowanej kompanki. Nie znał jej w żadnym wypadku, ale mimo to jej taktowna i sympatyczna osoba sprawiała, że nie czuł potrzeby odgradzania się od niej murem. Był wszak gotowy odwrócić się na pięcie i zniknąć w tłumie już po swoich pierwszych słowach. Ludzie zwykli oceniać go, a w szczególności skreślać, już w sekundzie, w której wchodził w ich pole widzenia. Mógł odczuć zdziwienie w nieznajomej, nie mógł jej zresztą za to winić, jednak nie odczuł wrogości, a to była przyjemna odmiana.
- Moim jedynym planem na dziś jest odpocząć ile się da. Podobno jaki pierwszy miesiąc, taki cały rok, czy jakoś tak? – Uśmiechnął się do niej. – A w miłym towarzystwie zawsze lepiej się wypoczywa. – Nie był szlachcicem, ale według drobnych lekcji, które udzielała mu kiedyś matka, wstał ze swojego miejsca i uścisnął rękę Gwen. Nie zamierzał używać tego, taniego już w jego mniemaniu, gestu muskania ustami wierzchu dłoni, bo wyglądałoby to wręcz komicznie w prostej scenerii pubu, w którym się znajdowali.
- Tak mi się wydaje, chociaż z drugiej strony, jako uzdrowiciel trochę zarabiam na problematycznej pogodzie – powiedział z półuśmiechem na ustach. – Rozumiem, że świętujesz dziś koniec anomalii? Może czekasz na współtowarzysza świętowania? – To był moment, w którym ociężały całym dniem pracy mózg Olivera, uświadomił mu, że Gwen mogła tu na kogoś czekać, a on się zwyczajnie wprosił.


Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f232-aldermanbury-5-15 https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
I can feel the flames on my skin
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
They say I did something bad then why is it feel so good?

Pod Raptuśnikiem Empty
PisanieTemat: Re: Pod Raptuśnikiem   Pod Raptuśnikiem I_icon_minitimeYesterday at 11:35

Uśmiechnęła się pod nosem.
Tak, kiedyś na pewno – powiedziała, choć w jej słowach brakowało przekonania. W końcu próbowała poprawić swoje umiejętności nie od dziś, a różdżka i tak regularnie odmawiała jej posłuszeństwa. To nie było wcale miłe uczucie. Czasem wydawało jej się, że zdobyła już wystarczające umiejętności, by chwilę później drewno pod jej palcami trzeszczało i odmawiało wykonania najprostszych czarów. Wiedziała, że to zdarza się nawet mistrzom, że magia po prostu potrafi być zawodna, ale jednocześnie nie potrafiła się czasem pozbyć myśli, że to wszystko dzieje się przez całe to jej pochodzenie. Może popierający Lorda Voldemorta mieli odrobinę racji? Może krew niemagicznych osłabiała jej moce?
Nie, nie mogła tak myśleć. Sama wpływała na własne umiejętności i własny rozwój. Nie krew, nie pochodzenie. Oczywiście, z niektórymi rzeczami człowiek po prostu się rodzi, ale skoro już miała magiczny talent to przecież nie mógł być z definicji mniejszy lub większy o innych. Tak przynajmniej jej się wydawało. Nie znalazła nigdy książki, która powiedziałaby inaczej, choć z drugiej strony nie była w tym temacie specjalistką. Daleko jej było do literaturoznawcy.
Och, tak, odpoczynek chyba nam wszystkim się przyda. – Uśmiechnęła się. – Ten cały Sylwester w Dolinie Godryka… był pan tam? To był prawdziwy chaos. A wcześniej anomalie… Przydałoby nam się jakieś pół roku spokoju na odespanie tego wszystkiego. – Westchnęła.
Wstała, nieco zdziwiona zachowaniem Oliviera i pozwoliła mu uścisnąć swoją dłoń.
Emm…. miło mi – powiedziała nieco nerwowym tonem. Nie spodziewała się tego i choć gest pana Wilde był miły to Gwen raczej po prostu nie była w ten sposób traktowana. A na pewno nie przez losowych, poznanych w pubie, uzdrowicieli.
Po chwili usiadła ponownie, sięgając po herbatę, aby zamaskować nieco swoją nerwowość, która pod wpływem ciepła naparu powoli zaczynała znikać.
A więc pan z tych, co życzą źle swoim klientom, by na nich zarobić? – powiedziała, żartobliwym tonem, unosząc brew. – Teraz, skoro nie ma anomalii, chyba będziesz musiał znaleźć jakieś inne źródła zarobku. One chyba porządnie napędzały biznes – zauważyła, cały czas ze śmiechem w głosie, mając świadomość, że sprawa nie była taka prosta. Anomalie dotyczyły też rzucania czarów leczniczych i pechowy uzdrowiciel mógł przypadkiem skrzywdzić pacjenta, zamiast mu pomóc.
Pokręciła głową.
Nie, nie, właściwie to nie – powiedziała, wzruszając ramionami. – Po prostu… byłam na spacerze… i przyszłam się rozgrzać. Miałam trochę szalony dzień – przyznała. – Dobry, ale szalony. Rano pomagałam jakiemuś dziwnemu czarodziejowi… Człowiek słaniał się na nogach, mruczał pod nosem. Nie było z nim najlepszego kontaktu. Wysłałam go do Munga, ale bardzo… bardzo nie chciał tam iść – wspomniała wydarzenie sprzed kilku godzin.




They got their
pitchforks and proof
Their receipts and reasons
They're burning
all the witches,
even if you aren't one
So light me up
Powrót do góry Go down
 

Pod Raptuśnikiem

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20