Wydarzenia


Ekipa forum
Rosarium
AutorWiadomość
Rosarium [odnośnik]22.07.19 1:23
First topic message reminder :

Rosarium

Wyodrębniona reprezentacyjna część ogrodu pełni funkcję rosarium, przeróżne gatunki czerwonych róż ozdabiają rabaty oraz szklarnie, zachwycając aksamitnymi płatkami, przestrzegając ostrymi jak brzytwa kolcami i obezwładniając intensywnym kwiatowym zapachem. Rosarium mieściło się w ogrodach Chaetau Rose już przy pierwszym projekcie dworu w 1345 r. i od tamtej pory pozostało w praktycznie niezmienionym - choć znacznie powiększonym - kształcie. Dziś pomiędzy kamiennymi ścieżkami rośnie na rabatach rośnie około 300 gatunków róż, a wewnątrz szklarni - kolejne 100. Oprócz urokliwych spacerów i odpoczynku na trawie, czas można spędzać tak wewnątrz szklarni - raczej zimą z uwagi na podwyższoną temperaturę - gdzie znajdują się stoliki kawkowe wraz z krzesłami, jak i w urokliwej, obrośniętej pnącymi się różami białej altanie, wewnątrz której można przysiąść na kamiennych ławach i z której rozciąga się zachwycający widok na morze. Przy różach zwykle gnieździ się dużo zapylających owadów - zwłaszcza trzmieli i wielobarwnych motyli.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Rosarium - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Rosarium [odnośnik]17.06.24 15:52
| 2 września
Nie wiedziała, czego spodziewać się po enigmatycznym zaproszeniu, wystosowanym przez Cedrinę. Brzmiącym raczej jak rozkaz niż prośba, wezwanie na audiencję lub raczej ścięcie; wiedziała, że pani tego zamku nie darzy nowej gościni sympatią, Deirdre przewidywała wiec chłodną obojętność i brak kontaktu jako trwały sposób ich koegzystencji w Chateau Rose. Zorganizowanie spotkania zaniepokoiło ją, w unikaniu była doskonała - a przynajmniej tak sądziła, goszcząc w swych komnatach Tristana lub odwiedzając go w małżeńskim łożu, zawsze zachowując pełną dyskrecję. Czy mężczyzna powiadomił matkę o zaproszeniu madame Mericourt do ich posiadłości? Czy wiedziała, co ich łączyło - i do kogo należała dwójka nieco dziwnych dzieci o ciemnych oczach i rozmytych w trzecim już pokoleniu egzotycznych rysach? Nigdy nie pytała o to Tristana, nie sądziła bowiem, by kiedykolwiek musiała rozmawiać bezpośrednio z jego matką, los wybrał jednak inaczej. Stawiając przed Śmierciożerczynią jedno z trudniejszych wyzwań, niemal równających się poskramianiu czarnej magii i odbudowie zrujnowanego Londynu.
Bez problemu dotrzymywała służce kroku, z każdym coraz bardziej zdziwiona. Nie kierowały się do saloniku, bawialni czy herbacianych komnat, a do ogrodów. Do rosarium, tajemniczego serca tych terenów; miejsca, w którym nigdy nie była i do którego nie śmiała się zapuścić. Od progu w nozdrza uderzyło ją ciepłe, słodkie powietrze; nigdy wcześniej nie czuła tak intensywnego różanego aromatu, niejednoznacznego, nieco przytłaczającego swym bogactwem. Rozejrzała się powoli dookoła, splatając ręce na podołku czarnej sukni. Prostej w porównaniu z kreacjami dam na dworze, ale wykonanej z drogiego materiału; delikatny złoty haft sunął wśród rozkloszowanych rękawów i zabudowanego pod szyję dekoltu. Nieprzesłoniętego włosami, w Chateau Rose spinała je wysoko i ściśle, jak na wdowę przystało, jedynie w zaciszu sypialni - swojej, Tristana, Evandry? - pozwalając spłynąć na plecy jedwabiście czarnej fali.
Gdy służąca podprowadziła ją do pielęgnującej krzew róży arystokratki, dygnęła uprzejmie na jej widok. Z szacunkiem, ale bez służalczości. Śmiało spoglądając na pochyloną nad kwiatami kobietę. Wciąż piękną, choć doświadczoną życiem. Nie muszącą podkreślać swej mocy w tym miejscu - czyniła to drobnymi gestami, władza emanowała z jej aury, zdającej się dosłownie rozświetlać złote włosy. Tak inne od tych należących do Tristana czy Melisande.
- Lady Rosier - powitała ją spokojnie, wiedząc, że brak podobnego odwzajemnienia jest częścią gry. Nie była naiwna, Cedrina nie przywołała jej tu po to, by prawić komplementy lub dyskutować o kwiatach. Wezwała ją tu, bo chciała, traktując ją tylko odrobinę lepiej od rozstawianych po kątach służek. Miała swoje obowiązki, czekała na nią sterta listów i kosztorys odbudowy skrzydła londyńskiego muzeum, nie mogła jednak odmówić spotkania. Niewypowiedziana groźna wibrowała w powietrzu razem z trzepotem motylich skrzydeł, już nieco ospałych, lecz ciągle wirujących nieopodal nad ciągnącymi się wzdłuż rosarium rabatami. - Nigdy nie widziałam podobnego miejsca. Jest zachwycające - odparła szczerze, nie serwowała czczych pochlebstw; rozejrzała się raz jeszcze, różnorodna czerwień kwiatów mogła przyprawić o zawrót głowy. Podobnie jak słowa Cedriny, nie obdarzającej jej nawet krótkim spojrzeniem. Jakby była jednym z filarów budowli albo kolejną dziewczyną z gminu, zawodzącą damę swą niewystarczającą posługą.
Mogłaby się zirytować. Pochwycić temat przekwitającego kwiatu, obrócić go przeciwko matce rodu, która oficjalnie schodziła na dalszy plan, spychana w cień przez lady doyenne. Nie zrobiła jednak tego, zachowując spokój. Prowokowano ją w gorsze sposoby, upokarzano dosadniej i boleśniej, nie zmieniła więc wyrazu twarzy. Uprzejmego zainteresowania, bez uśmiechu, ale i bez wyniosłości. Cierpliwe oczekiwanie na dotarcie do sedna ich spotkania.
- Na szczęście łatwo taki kwiat wyrwać, prawda? A nie wątpię, że rabaty są pod stałą kontrolą najwprawniejszej znawczyni ich piękna - odpowiedziała miękko, nie próbując pogłębiać metafory. Cedrina mogła uznać Deirdre za zbyt głupią, by ją pojąć, lecz szczerze w to wątpiła - lady Rosier wiedziała zbyt wiele o świecie, by nie docenić Śmierciożerczyni. Na razie ostrożnie poruszającej się po zupełnie nowym terenie. Czujnie, swobodnie, ignorując drugie dno każdego wypowiedzianego przez arystokratkę słowa. - To szczególnie umiłowany przez lady szczep? - dodała spokojnie, przyglądając się z uwagą drobiazgowości, z jaką Cedrina przekładała i wybierała kolejne róże. Mogła rozmawiać w ten sposób w nieskończoność, przywykła do prowadzenia dyskusji ledwie ślizgających się po powierzchni prawdy, nawet, gdy stawała przed rozmówcą nago. Teraz jeszcze się tak nie czuła, może dlatego, że spojrzenie zielonych oczu lady Rosier nie zaszczyciło ją nawet sekundą kontaktu.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : namiestniczka Londynu, metresa nestora
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +8
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t12147-deirdre-mericourt https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Rosarium [odnośnik]09.07.24 15:57
Przyglądała się kwiatom, rozwiniętym pąkom. Musiały mieć odpowiednią wielkość i intensywność koloru, ich zapach powinien roztaczać się już od progu, by nikt nie miał wątpliwości, gdzie się znalazł tuż po tym, gdy wielkie drzwi Chateau Rose się zatrzasną. Selekcjonowała je starannie, początkowo nie obdarzając swojego gościa szczególną uwagą. Uważnym spojrzeniem przemykała po kolcach. Czy Deirdre zdawała sobie sprawę, jakim zaszczytem było wejście do tych ogrodów? Jaką łaską obdarzyła ją gospodyni, pozwalając jej delektować się zapachem? Nie lubiła go wiele lat. Mdliło ją od słodyczy zawartej w kwietnym aromacie, ale zdążyła się przyzwyczaić. Zaadaptować do otoczenia, warunków, jakich przyszło jej żyć. Zdążyła się im poświęcić znacznie bardziej niż dzieciom, które powiła, ale nie może było podważyć jej oddania. Były jej życiem i nigdy nie zamierzała przestać o nie dbać, pomimo wieku dorosłego. Dbaie o Tristana było priorytetem odkąd tylko zobaczyła jego okrągłą twarz. Nic nie mogło się równać z matczyną miłością do pierworodnego. I nic nie mogło jej stanąć na przeszkodzie. Nawet Deirdre.
— Nie zawsze tak wyglądało — odparła powoli, dając znak Bernadette, że może zabrać ścięte kwiaty. Zsunęła z dłoni rękawiczki i wyprostowała się, w końcu spoglądając na kobietę. Jej włosy były niemalże czarne, podobnie jak oczy — dwa egzotyczne migdały przypominające spojrzenie krokodyla czuwającego w mętnej wodzie. Zmierzyła ją wzrokiem, oceniając jej skromną wdowią szatę, kontrastującą z jej bogato obszytą i wytworną suknią. Zawsze uważała, że w prostocie lubować się mogą miejscowe prostaczki. Ich pozycja i rola wymagała od nich znacznie więcej, niezależnie od gustu i preferencji zmieniających się z czasem. Deirdre wydawała się prosta, a gdyby nie wyraźnie nieangielska uroda, byłaby całkiem zwyczajna. Ale może dobrze, że nosiła się tak skromnie — czy francuska elegancja nie uczyniłaby z tej kobiety kogoś na wzór trefnisia? — Nietrafione okazy należy ściąć, najlepiej tuż przy ziemi, by nie dręczyły swoim widokiem innych. Nie zabierały ani wody, ani pokarmu i miejsca w rabacie kwiatom, które zasługiwały na to, by przetrwać i być podziwiane z zapartym tchem. Jest szansa, że jeszcze kiedyś wypuszczą nowe , piękniejsze łodygi, ale jeśli przerosną je nie kwiaty i ograniczą dostęp do światła... Umrą. Powoli i bez szkody dla innych. Zmieniając się w ziemi w składniki, które nakarmią kwiaty wokół. Czy nie z pożytkiem dla wszystkich? — spytała, uśmiechając się uprzejmie, po czym wskazała ruchem dłoni miejsce na ławce wśród kwiatów. Sama zajęła je z boku, przysiadając ledwie na skraju, mimo to ze swobodą i miękkością, której nie miały jeszcze podlotki uczące się manier, dwornej gracji poruszania się i bycia w zgodzie ze sobą, jako największą ozdobą każdego miejsca. Obróciła głowę w kierunku kwiatów ostrożnie zbieranych przez swoją służącą, a jej uśmiech odrobinę się poszerzył. — Nieszczególnie. Nie ścianam kwiatów, które wielbię, tylko te, które przeszkadzają im we właściwym wzroście i rozwoju. Są przeszkodą w osiągnięciu doskonałości. I oczywiście wszystkie pozostałe, które wymagają drastyczniejszych kroków — dodała już naprędce i spojrzała przelotnie na Prymulkę, która pojawiła się wraz z tacą i herbatą w małym, zdobionym czajniczku. Lekkim ruchem dłoni sięgającej do niego odprawiła skrzatkę i rozlała herbaty do dwóch zdobionych filiżanek. Wpierw Deirdre, a następnie sobie. — Miałam przyjemność poznać twoje dzieci. Pani Mericourt — dodała zaraz, spoglądając na jej twarz. — Urocze pociechy. Trochę mało rezolutne, jak na ich wiek, ale mają jeszcze czas, by wszystkiego się nauczyć. Są podobne do ojca? Musiał być wyjątkowo przystojnym mężczyzną. Mają w swoich spojrzeniach coś... — Wyjątkowo znajomego, pomyślała. Nabrała powietrza w płuca, a pierś uniosła się prędko. Błądząc wzrokiem po tacy w nieco przeciągającej się zadumie. — Wyjątkowego — odparła w końcu. — Słodzisz? — Spytała, samej sobie wrzucając rozrzutnie dwie kostki cukru.
Cedrina Rosier
Cedrina Rosier
Zawód : Królowa matka
Wiek : 51
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Sens au coeur de la nuit
L'onde d'espoir
Ardeur de la vie
Sentier de gloire
OPCM : 1
UROKI : 1 +1
ALCHEMIA : 20 +2
UZDRAWIANIE : 0 +2
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose
Re: Rosarium [odnośnik]09.07.24 18:13
Z każdego gestu Cedriny emanowała władcza elegancja - nie wątpiła, że mężczyźni nie byli w stanie oderwać wzroku od sposobu, w jakim pozbywała się z drobnej dłoni rękawiczki, zwłaszcza, gdy czyniła to na salonach. Sama śledziła rękę rozmówczyni kątem oka, doceniając grację każdego jej ruchu. Nigdy nie przypuszczała, że zajmowanie się martwą naturą może mieć w sobie tyle uroku. Powoli powróciła jednak wzrokiem do twarzy lady Rosier, ze spokojem wytrzymując jej pierwsze, intensywne, oceniajace spojrzenie. Bez nerwowych mrugnięć, ale i bez wyzywającej wyniosłości. To nie był czas na podejmowanie wyzwań, nawet, jeśli każde z wypowiedzianych przez arystokratkę słów wwiercało się w nią niczym srebrzyste ostrze.
- Och, zgadzam się całkowicie - przyznała zamiast tego poważnie, dalej uprzejma i opanowana. - Właściwie wyznaję tożsame poglądy, choć na nieco większą skalę. Czarny Pan wskazał nam, Śmierciożercom, podobną drogę. Oczyszczenia, ale i budowy nowego porządku. Na żyznych popiołach tych, którzy okazali się słabi i szkodliwi. Zadziwiające, jak wiele natura ma wspólnego z polityką- mówiła miękko, melodyjnie, choć dalej bez uśmiechu, subtelnie podkreślając swą rolę. Cedrina nie miała przed sobą byle kurewki, jednej z dziesiątek kochanek Tristana - Deirdre dosłownie ścinała zbędnym ludziom głowy. Nie mówiła tego z zamiarem groźby ani czczej przechwałki, może jedynie - przypomnienia.
Skinieniem podziękowała za zaproszenie do wspólnego stołu, zajmując miejsce po drugiej stronie ławy. Poprawiła drobiazgowo przód szaty, po czym splotła dłonie na podołku, ponownie przyglądając się ruchom Cedriny: nalewała herbatę z prawdziwą wprawą, na pewno doskonale poradziłaby sobie w Wenus jako Miu - ta krótka myśl przemknęła przez jej głowę, nie wywołując jednak uśmiechu. Ten pojawił się dopiero, gdy lady Rosier wytoczyła ostateczne działa, bezpośrednio nawiązując do jej dzieci.
Urocze pociechy. Gdyby tylko mogła, na te słowa Cedriny pokazałaby z warkotem kły, opanowała jednak atawistyczne reakcje, pozornie całkowicie niewzruszona - pomijając lekko uniesione kąciki ust, jakby przemiłe określenie jej potomstwa sprawiło jej prawdziwą przyjemność. Potrafiła przywdziewać na twarzy zachwyt, gdy tak naprawdę targało nią skrajne obrzydzenie; miłość, gdy jedyne o czym myślała to wymioty; fascynację, kiedy niemal umierała z nudów, słuchając w kółko tej samej idiotycznej historii jednego z klientów. Zadziwiające, jak wiele przydatnych lekcji wyciągnęła z Wenus. - Dziękuję, lady. Faktycznie, są urocze. Mam nadzieję, że tę cechę zawdzięczają po części także moim genom - odparła, płynnie podążając w wir kłamstw krok za krokiem, już z lekkim uśmiechem na ustach - bliźnięta nie były słodkie, bynajmniej: uznawano je głównie za niepokojące, trochę dzikie i nazbyt poważne.
Zamilkła na dłuższą chwilę, niby w zastanowieniu nad pytaniem Cedriny. Jeśli miała wątpliwości co do celu tego spotkania, poruszenie wprost tematu Bastiena Mericourta całkowicie je rozwiało. - O tak, niezwykle przystojnym. Wielu czarownicom złamał serce, gdy to właśnie mnie obdarzył specjalnymi względami - wyznała ciszej, nieco bardziej poufale, chociaż jej oczy pozostały beznamiętnie puste. - Ale wyjątkowość odziedziczyły sprawiedliwie, po obojgu rodzicach. I po swych dziadkach. Kumulację silnej, magicznej krwi trudno ukryć, nieprawdaż? - zastanowiła się na głos, miękko, w końcu rozglądając się dookoła, nieco swobodniej. Rozmawiały prawie wprost, mogła się względnie rozluźnić; pierwszy cios padł i zdołała go wytrzymać. - Bez wątpienia szybko nauczą się wszystkiego, co będzie im niezbędne w życiu. Muszą. Wie lady, że okazały już swój magiczny talent? Jeszcze przed ukończeniem drugiego roku życia - łagodny uśmiech ciągle błąkał się na jej wargach, gdy wygodniej opierała plecy o kamienną ławę. - Proszę wybaczyć tę potrzebę chwalenia swego potomstwa - znów zwróciła się przodem do czarownicy, przyglądając się jej ponad parującymi naczyniami. Ciekawa, czy matka rodu choć przez sekundę uznawała Myssleine i Marcusa za część swojego krzewu róży.
- Dziękuję, nie słodzę - odpowiedziała w końcu, nie sięgając jednak po filiżankę. Nie była spragniona, ale przede wszystkim - nie była głupia. Melisande przestrzegała ją nie tylko przed intensywnością swej matki, ale także przed tym miejscem. Dyskretnym, będącym pod całkowitym panowaniem Królowej Róż. Nie istniały lepsze okoliczności do subtelnego otrucia bądź zakopania żywcem wśród gęstych krzewów.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : namiestniczka Londynu, metresa nestora
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +8
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t12147-deirdre-mericourt https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Rosarium
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach