Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Jezioro dobrych chęci
AutorWiadomość
Jezioro dobrych chęci [odnośnik]13.02.20 19:45
First topic message reminder :

Jezioro dobrych chęci

Mugolskie powiedzenie mówi, że piekło wybrukowane jest dobrymi chęciami. Jednak w przypadku Jeziora Dobrych Chęci, sprawa wygląda całkowicie inaczej. Magiczne miejsce, zaklęte przed wiekami, zgodnie z przesądami mieszkających w okolicy ludzi posiada moc zdolną dopomóc w wypełnieniu własnych zamierzeń, o ile - jak nazwa jeziora mówi - posiadają one dobre znamiona. Co, w tłumaczeniu tych, którzy z mocy jeziora skorzystali, znaczy tyle, że nie powinny one być samolubne lub też z gruntu uważane za złe. Podobno obmycie się w jeziorze w negliżu dopomoże w sprawie - o ile wierzyć innym na słowo.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jezioro dobrych chęci - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Jezioro dobrych chęci [odnośnik]03.07.22 6:12
Uporczywie usiłował skupić wzrok na młodym czarodzieju z bojówki, ignorując to, co widział kątem oka - skok w dół jeszcze w locie, tak lekki i beztroski jakby Moore wciąż był przyrośniętym do miotły nastolatkiem, z idealnie wyhamowanym impetem. Mike wyczyniał czasem podobne (bez profesjonalnej wprawy i lekkości) rzeczy w szkolnej drużynie Quidditcha, kilka razy się niby udało, ale raz arogancja nabawiła go kontuzji i kosztowała mecz na ławce rezerwowych. Od ugryzienia wilkołaka nawet nie próbował.
Myśl, że Billy nie był już szesnastolatkiem i nigdy nie wydawał się arogancki, sama cisnęła się do głowy i jakoś nieprzyjemnie drażniła. Tak, jakby Moore uzurpował sobie miejsce - i kondycję - młodziutkich Gryfonów, samemu będąc już dorosłym.
Może nie byłby w myślach równie złośliwy, gdyby nie wrażenie, że William albo patrzy na niego jakoś niechętnie albo uporczywie omija wzrokiem. Powinien przywyknąć i nie mieć tego nikomu za złe podobnego dystansu. Odkąd dotknęło go piętno likantropii nie nawet potrzebował szczególnych dowodów aby wszędzie dopatrywać się niechęci, ale niechęć od adoratora Hannah była jakaś męcząca.
Nie powiedziałaby mu nic, obiecała, że nie, powiedziała tylko (aż?) Alexowi, ale same podejrzenia były strasznie męczące - jak poruszanie się w składzie porcelany albo rok mozolnej i nudnej pracy przed egzaminami z eliksirów. Tonks (przynajmniej dawniej, zanim jego bark naznaczyły kły i pazury) nigdy nie owijał nic w bawełnę, ani z wyboru ani z konieczności, nie potrafił odnaleźć się w niedopowiedzeniach - a musiał.
A im bardziej usiłował sobie wmówić, że to nic takiego i że tego się spodziewał, przyznając się do likantropii przed całym Zakonem Feniksa i że każdy ma prawo do uprzedzeń, też byłby uprzedzony gdyby chodziło o kogoś innego, tym bardziej poirytowany czuł się tuż przed pełnią. Emocje, do których nie dawał sobie prawa, szukały jakiegoś ujścia.
Nadmierna pokora też męczy, nie uważasz? - powiedział mu kiedyś Faolan, ale Michael uważał tylko, że magipsychiatra wcale nie znał się na aurorach.
-Moore. - mruknął (nie warknął, prawda?) na powitanie, z cichą satysfakcją obserwując, jak lotnik bierze oddech. Może gdyby nie skakał z miotły, łatwiej byłoby mu się wysłowić - pomyślał jadowicie i spontanicznie, nie zdając sobie nawet sprawy z okrucieństwa podobnego osądu względem kogoś, kto jąkał się przez całe życie. Z wrażenia zapomniał o tym jąkaniu, niecierpliwie czekając na wiadomość lotnika. Pojutrze pełnia, Michaela niemiłosiernie drażniły o wiele bardziej błahe sprawy niż William Moore łapiący oddech - i zgłoski - po szaleńczym locie.
Mimowolnie uniósł brew, naprawdę prosił teraz o dowódcę? Świetnie, niech wplecie jeszcze kilka form grzecznościowych. Gdyby William Moore był kursantem, Mike chyba by na niego huknął - jak Kieran Rineheart na zbyt powolnych aurorów - ale nie podlegał pod Biuro Aurorów, więc Tonks wymownie milczał. Przez jakąś sekundę, dopóki nie zorientował się, że Moore naprawdę jest zestresowany - i że to coś pilnego.
-Nie wiemy. - ponaglił, ale tylko wszedł Billy'emu w słowo - ten zreflektował się sam i już mówił.
Przełknął ślinę, pojmując w lot informacje.
To nie będzie spokojny patrol, tak jak myślał - ale to, że się tutaj spotkali, to szczęście w nieszczęściu.
-Szedłem tu pieszo, od południa - tam droga była czysta. Młody, pokaż tą mapę. - nachylali się nad nią, zanim przyleciał tu Billy. Teraz poruszony młodzieniec chyba chciał ją schować, ale Tonks go powstrzymał. -Moore, nie widziałeś nikogo po drodze? - upewnił się retorycznie, gdyby widział, to by im powiedział. O ile nie zapomniałby języka w gębie. -Bell, pokaż mi szlaki, którymi da się przejść. - gdy Billy streszczał wszystko dowódcy bojówki, Michael chwilę analizował mapę. -Jeśli szliby tą samą drogą co ja, macie jeszcze czas. - zwrócił się do dowódcy, gdy zapadła cisza. -Na ich miejscu uderzyłbym od północy, skoro tam nie trzeba omijać powalonych drzew. - tak powiedział mu Bell, że tam droga jest najczystsza. Czy policja bawiłaby się w finezję, ukrywała w lasach - czy uderzyła bezpośrednio, oczywistym szlakiem? Mike zerknął jeszcze pytająco na Moore'a, który widział wszystko z lotu ptaka. -Mogli najpierw wysłać zwiadowców, nie od razu cały oddział. - tak by zrobił, gdyby role się zamieniły, gdyby to on brał udział w obławie na kryjówkę czarnoksiężników w lesie. Czasami przypominał sobie, że niektórzy magiczni policjanci wciąż mogli wierzyć, że działają po stronie prawa - jak on przez całe życie - że szczerze mogą uważać ich za terrorystów. Przeważnie skupiał się jednak tylko na tym, że to ich nie usprawiedliwia, że widział już zbyt dużo okrucieństw by jakkolwiek je usprawiedliwić. I że nienawidzi tych po stronie wroga.
-Mogę to sprawdzić, kupić wam czas w razie potrzeby. Periculum, jeśli na nich trafię. Patronus, jeśli coś odkryję. Wracam za kwadrans. - zaproponował, gotów zostać, jeśli bojówka potrzebowałby go już, teraz - ale najskuteczniej mógł pomóc w walce, nie w paleniu dokumentów i ewakuacji; a walkę najlepiej trzymać z dala od kryjówki, jak najdłużej. Dać im czas i ostrzeżenie - szczególnie, że dzięki zbiegowi okoliczności i podróży pieszo oraz na miotle, zdążyli wraz z Moore'm zauważyć, skąd nie nadciąga magiczna policja.
No tak, Moore.
Spojrzał na niego z przelotnym wahaniem. Co właściwie należało teraz do obowiązków lotnika? Lecieć dalej? Pomóc organizować ewakuację? Mike wolałby działać dziś jako samotny wilk, tak byłoby spokojniej, byłby też spokojniejszy o Hannah (nie powinien o niej myśleć, ale ona i Billy natrętnie pojawili się w jego głowie, jak wyrzut sumienia) gdyby nie wyciągał Billy'ego na ryzykowny zwiad. Auror wiedział jednak, że bezpieczniej iść tam z kimś, że przyda mu się doświadczenie i szybkość Billy'ego, pamiętał też jak na spotkaniu Zakonu sam Moore rwał się do działań bojowych i prosił o to, by być w nich uwzględnionym. A męska duma nie znosi być pomijana (na przykład, gdy ktoś stoi przed aurorem i pyta o dowódcę bojówki zanim coś powie) - przewrotny honor kazał mu więc nie igrać z dumą Billy'ego.
-Idziesz ze mną? - zapytał (zaprosił?), usiłując brzmieć jak najbardziej naturalnie i nienachalnie, twój wybór, odpowiedzialność Billy'ego (moja - dźwięczało natrętnie w sumieniu).
Ruszyli. Na razie pieszo, by miotła nad koroną drzew nie zwróciła niczyjej uwagi. Billy był pewnie w stanie latać pod koronami drzew, dlatego Mike cieszył się w sumie, że ma go przy sobie - ostrzeże innych, gdyby cokolwiek poszło nie tak.
Po chwili marszu wiatr przyniósł smród - ohydny, słodki, nie do pomylenia z niczym innym. Nie dla wilkołaka, który czuł już zapach śmierci, nie tuż przed pełnią, gdy węch miał jeszcze bardziej nadwrażliwy niż zwykle. Nozdrza zadrgały, Tonks przełknął prędko ślinę by zwalczyć odruch obrzydzenia.
-Też to czujesz? - upewnił się, wydając się zakłopotany, czasem już sam nie wiedział, co czują normalni ludzie. Jednych zapachów nie dało się zignorować, inne drażniły tylko jego nozdrza. Jak papierosy - kiedyś je uwielbiał, teraz nie znosił. -Tam, sprawdźmy. - poprosił, nie mógł tego tak zostawić, nie trupów. Nie tropu. Wszedł między drzewa, a nawet jeśli Billy poczuł smród odrobię później, to po chwili nie dało się go już ignorować. Słodki zapach śmierci i zgnilizny, rój much, Mike chyba wiedział co zobaczą zanim jeszcze to zobaczył. Masowa masakra, jak w styczniu w Derbyshire, choć tym razem ktoś wrzucił ich chociaż do dołu - nie zadając sobie trudu, by go zasypać, dzieła musiał kiedyś dokonać śnieg.
Wziął wdech przez usta. Nie powiedział nic, brakowało mu słów. Wiedział, że Billy też rozpozna mugolskie ubrania - nie musiał mu chyba wyjaśniać, co tu się stało.
-Ciekawe kiedy... - wyrwało mu się na widok zniekształconej twarzy, ale urwał, pokręcił głową. Jak dawno umarli byłoby cennym tropem do śledzenia działalności morderców, ale nie było ważne gdy policja mogła zmierzać na kryjówkę bojówkarzy.
-Homenum Revelio. - westchnął wreszcie jakby z rezygnacją - czy to sprawka Ministerstwa czy szmalcowników? Czy znali ten szlak, tą polanę, skoro akurat tutaj zapędzili (transportowali?) mugoli i ukryli ciała? W pobliżu nie było śladu ludzkich osad, ale Mike pamiętał spaloną wioskę, którą odkrył po drodze - godzina marszu, okrutnego marszu, czy chcieli zabić ich tutaj, bawić się tym? Stłumił pulsujący w skroniach gniew, skupiając się na zaklęciu - trzeba zachować czujność. Czar nie miał w końcu pokazać martwych, a żywych - nie ofiary, a zbliżających się być może katów. Jeśli będzie czysto, muszą iść dalej. Rozglądając się wkoło, szukając śladów własnej magii, spuścił na moment z oczu Billy'ego.





You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Jezioro dobrych chęci - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Jezioro dobrych chęci [odnośnik]03.07.22 6:12
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 35
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jezioro dobrych chęci - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Jezioro dobrych chęci
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach