Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Tytan

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tytan Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Tytan Empty
PisanieTemat: Tytan   Tytan I_icon_minitime13.02.20 20:13

Tytan

Tytana ożywiono w czasie I wojny czarodziejów jako ukrytą broń jednej ze stron, mocarnego, nieugiętego sojusznika, który będzie w stanie zmieść przeciwników w pył. Okazał się jednak niewypałem, ponieważ biała glina, z której go stworzono, rzadki kruszec, okazała się zbyt słaba przy nadmiarze mocy, jaką ją napełniono. W rezultacie rzeźba skruszyła się pod naporem wrogich zaklęć i pogrzebana została przez osuwający się teren. Jako magiczne społeczeństwo zapomnieliśmy o niej aż do dnia, w którym mokra od deszczu ziemia nie odsłoniła resztek jego ciała. Gliniane kończyny i tors były w opłakanym stanie, ale jego głowa została nawet nienaruszona, na jej powierzchni nie było ani jednej rysy. Naukowcy potwierdzili, że jest ona w ogromnym stopniu źródłem magii i przez wiele lat zdołała połączyć się z sieciami energetycznymi tworzonymi przez stare drzewa rosnące dookoła niej, dlatego ruszanie jej z miejsca było posunięciem bardzo niebezpiecznym.


Powrót do góry Go down
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Tytan Empty
PisanieTemat: Re: Tytan   Tytan I_icon_minitime24.10.20 19:44

9 września

Wybrała dla Deirdre śliczną dziewczynę.
Złotowłosą, o głęboko brązowych oczach i rumianych policzkach. O delikatnych dłoniach zwieńczonych smukłymi, długimi palcami. O szczupłym ciele obdarzonym idealną proporcją. I liczyła, że ta piękna, mugolska gęś zginie dziś w długich męczarniach.
Od spowitych mgłą zmęczenia wydarzeń zapomnianych w głębi lasu minęło zaledwie kilka dni, a złość nie osłabła jeszcze widocznie; oczy wciąż zabarwiały się czerwienią a gorąc rozgrzewał mięśnie od środka, za każdym razem, gdy tylko przypomniała sobie ich impertynencję. Ich egoistyczną potrzebę zachorowania na niezidentyfikowaną zarazę, wzbudzenia krótkotrwałej chęci zapewnienia im ulgi - tylko po to, by finalnie zdradzić ją klątwą. Bo te klacze musiały coś na nią rzucić. Wykrzesały ze swoich żył jeden z nieznanych dotychczas mugolskich wynalazków i jakimś cudem sprawiły, że magia w jej dłoniach obróciła się przeciwko władającej nią czarownicy, wybuchła w karmazynie złośliwej krwi, jaką pluły liczne, głębokie rany. Wszystkie musiały za to zapłacić. Prędzej czy później - zrobią to, na każdą z nich w ciemnościach czaiło się już ostrze gotowe otworzyć fizyczną powłokę i wypruć z niej wnętrzności; dziś przyszła pora na Anabelle. Dziewczyna podążała za nią w lekkim już przestrachu, niepewna, dlaczego ciemnowłosa towarzyszka milczała za każdym razem, gdy z dużych, malinowych ust ulatywało pytanie. Dokąd idziemy, dokąd mnie zabierasz? Dlaczego tu jesteśmy? Wren ciągnęła ją za nadgarstek, mimo utrzymującego się zmęczenia organizmu szła szybko, nie pozwalała mugolce wziąć ni jednego oddechu wytchnienia. Zbliżała się ich godzina.
Zieloną sukienką młódki raz po raz szarpały ostre gałęzie. Stopy nikły nieznacznie w posłaniu utkanym z rozmiękłego niedawnym deszczem mchu, a jesienne spojrzenie skrzyło się coraz okrutniejszym niezrozumieniem; spróbowała się zatrzymać - lecz nadaremnie, bo zaciśnięta wokół jej dłoni w żelaznym uścisku ręka pchnęła ją dalej, zmuszając do dalszej podróży. To nie była już ta sama Wren. Nie była utkaną z kłamstw przyjaciółką, nie była oparciem ani przyjaznym ramieniem wiecznie służącym upragnionym wsparciem dla porzuconej przez los sieroty w wojennej zawierusze; coś zadrżało w piersi młodego, zaledwie siedemnastoletniego dziewczątka, gdy w końcu - mimo niechętnego niedowierzania - zdała sobie sprawę, że jest w niebezpieczeństwie.
- Nie rozumiem... Co to? - zlęknione pytanie wyrwało się spomiędzy suchych warg, gdy za ramieniem prowadzącej ją Azjatki dostrzegła zamrożoną w ziemi figurę. Ogromną głowę wzniesioną z jasnej gliny, niby nietkniętą przez czas, nieporośniętą żadnym śladem leśnej zieleni, niezniszczonej przez trawiący wszystko dokoła czas. Spoczywał tu tytan. To, co z niego zostało; dumne, spoglądające w nicość popiersie potężnego sojusznika, który zawiódł - w najczarniejszej godzinie. Wren przystanęła w pół kroku, przechyliła głowę do tyłu, gołębio, i przyjrzała się posągowi; odnalazła go pośród chaszczy i wszechobecnej ciszy, podążając nieistniejącą do niego drogą, lawirowała wokół drzew tak długo, aż w końcu objawił się przed nimi w całej swej zapomnianej okazałości, niemy świadek pierwszej z magicznych wojen. Doskonale zadbany, pomimo reżimu towarzyszącej mu natury. Nie potrzebowała zegarka, by wiedzieć, że podróż zajęła dłużej niż przewidywała - lecz z podobnym przeświadczeniem sprowadziła tu Anabelle o wiele wcześniej niż instruowała Mericourt, nieskora spóźnić się przez opieszałość ruchów adolescencyjnego, niby tak zwinnego ciała skrywającego w sobie bezdennie tandetną duszę.
- Jesteśmy na miejscu - zapowiedziała enigmatycznie, zwróciła się ni to do złotowłosej, ni do tańczących wokół nich cieni; rzucały je rozległe korony górujących wysoko drzew, sprawiały, że miejsce to, pomimo izolacji, wydawało się tętnić życiem. Brutalny uścisk rozluźnił się w końcu, pozwolił Anabelle unieść zaczerwienioną dłoń do piersi i przycisnąć ją do siebie w przestraszonym zdumieniu, zaś palce musnęły glinę formującą wyżłobioną część hełmu. Metaforycznie - miejsce piękne, miała jednak nadzieję, że nigdy nie podzieli losu przeznaczonego do wielkości tytana. Że nie okaże się zawodem, beznadziejnym i dennym, godnym jedynie zakopania w zimnej ziemi i zapomnienia na wieki. - Deserpes - wskazała nagle krańcem kasztanowego drewna na gotową znów odezwać się mugolkę; różdżkę wysunęła uprzednio z rękawa cienkiego, grafitowego płaszcza, mimo własnego osłabienia stworzyła pod i wokół stóp dziewczęcia ruchome piaski uniemożliwiające jej ucieczkę. Podjęłaby próbę wcześniej czy później - a Azjatka nie zamierzała gonić jej wśród okolicznej gęstwiny, ryzykować zagubieniem. Co zrobiłaś, jak to zrobiłaś, nic nie rozumiem, Anabelle pisnęła w pochłaniającym umysł przerażeniu, próbowała wyswobodzić się z transmutacyjnych więzów, lecz nie miała ani wystarczająco siły, ani jakiegokolwiek talentu. - Obscuro - zaintonowała rychle Wren. Chciała pozbawić ją możliwie najważniejszego zmysłu, sprawić, by w ciemności oczekiwała uderzenia, lecz wiązka zaklęcia ledwie drasnęła wątłe, zmagające się z podłożem ciało. Nie mogła sobie na to pozwolić. Nie dziś - szósty września był jedynym dniem, w którym magia okazała jej nieposłuszeństwo. Tak miało pozostać. - Obscuro - spróbowała ponownie, tym razem nazwę zaklęcia wypowiadając twardo, zimno, pewnie. I udało się - czarna opaska oplotła głowę Anabelle, pozbawiając ją wzroku, wyrywając z gardła zaś coraz głośniejszą prośbę o pomoc. Wznosiła ją do nieba, do nieistniejącego wybawcy, bo przecież nikt nie zauważy nawet jej zniknięcia. Była nikim - dla świata i dla Wren, a tym bardziej już dla Deirdre. Azjatka oparła się ramieniem o bok ułożonej wśród zieleni głowy, wpatrując się w ten specyficzny taniec oferowany jej uciesze przez dziewczynę; wiła się, próbując zarówno zerwać ze swej twarzy przysłaniającą oczy ciemność, jak i wznieść stopy ponad przytwierdzające ją do podłoża piaski. Głupia.




if there is one thing i still demand, it's that i don't want to see their reason for opposing me be simply the fact that i am a woman.

Powrót do góry Go down
 

Tytan

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest :: Las-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20