Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Przed domem
AutorWiadomość
Przed domem [odnośnik]10.07.20 23:54

Przed domem

Dom znajduje się na niewielkim wzgórzu porośniętym niebieskimi szafirkami, które dzięki magii rosną od początku marca aż do późnego października. Prowadzi do niego wąska dróżka, wijąca się pośród połaci niebieskich kwiatków, kończąca się kamiennym płotem oraz białą, drewnianą furtką. Przed samym domem znajduje się kilkanaście zadbanych rabatek kwiatowych, pełnych pachnących roślin. Cały dom, jeszcze za czasów poprzedniego właściciela, został ukryty przed wzrokiem mugoli.
Nałożone zabezpieczenia: Somniamortem, Cave Inicum, Zawierucha, Oczobłysk, Tenuistis (aportacja), Szklane Domy, Mała twierdza (przedpokój)

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Frances Wroński dnia 16.04.21 0:14, w całości zmieniany 3 razy
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Przed domem [odnośnik]27.07.20 1:50
3 czerwca 1957 roku

Ciepłe czerwcowe dni zdawały się same zachęcać do wyjścia. Opuszczenia zamkniętych czterech ścian oraz spędzenia odrobiny czasu na świeżym powietrzu, by móc zażyć odrobiny słonecznych promieni, które w tej części świata nie zdarzały się przecież aż nazbyt często. Panna Burroughs z chęcią skorzystała z tej możliwości, nadal pogrążona w przeprowadzkowym zamieszaniu. Nie sądziła, że posiada wiele rzeczy, gdy jednak przyszło do ich rozpakowywania miała wrażenie, że zabrała ze sobą ponad połowę dzielnicy portowej z szczególnym uwzględnieniem kamienicy wujostwa. Ciepła pogoda sprawiła, że alchemiczka porzuciła ściereczkę do kurzy oraz wszelkie, możliwe przedmioty by zająć się terenem przed domem - praca przyjemna, wyjątkowo prosta oraz pozwalająca jej zażyć słońca, którego niewiele widywała w pogrążonych w półmroku pracowniach alchemicznych, w których przyszło jej spędzać większość swojego czasu.
Ogród prezentował się idealnie, dokładnie tak jak wymarzyła oraz zaplanowała sobie w głowie. Frances nie sądziło, aby można było cokolwiek więcej w nim zrobić postanowiła więc zająć się terenem przed domem. I tam odnalazła miejsca, w których mogła zasadzić barwne kwiaty, by dom już z drogi prezentował się pięknie, a kolorowe płatki można było dostrzec z salonowego okna.
Wpierw rozpoczęła od uważnego rozstawienia najróżniejszych sadzonek w odpowiednie miejsca tak, aby tworzyły zgraną, ładną kompozycję kwiatową którą miała znaleźć się na przygotowanych przed domem klombach. Ostrożnie, uważając na nieśmiałka skaczącego z jednej doniczki na drugą, przekładała sadzonki do momentu, gdy nie była w pełni zadowolona z ich ułożenia oraz wszystkie, po za jedną, specjalną skrzyneczką znalazły się na swoim miejscu.
Z uśmiechem na ustach rozpoczęła sadzenie tych zwykłych sadzonek. Jedna po drugiej uważnie przenosiła roślinki z doniczek do ziemi w odpowiedniej kolejności, z tyłu sadząc rośliny wyższe, by z przodu, tuż przy ścieżce prowadzącej do domu zasadzić rośliny niższe, odrobinę płożące. Co jakiś czas zerkając na znalezione dzień wcześniej zwierzątko Frances skrupulatnie pracowała nad klombami, by po kilkudziesięciu minutach w ostatnim geście obficie podlać nowe roślinki wodą, zmieszaną z eliksirem wspomagającym kiełkowanie aby lepiej się przyjęły.
A gdy to było gotowe, panna Burroughs postanowiła przejść do sadzenia tych, specjalnych sadzonek. Jasnowłosa alchemiczka od kilku dni preparowała rośliny w mieszance eliksirów, według starej książki mającej na celu sprawić, że w przypadku pojawienia się nieproszonych bądź niezapowiedzianych gości kolorowe płatki zaczną wytwarzać eliksir nasenny, usypiając czarodziejów. Dziewczę nie było pewne, ile jest w tym prawdy wiedziała jednak, że musi jakoś zabezpieczyć swoje mieszkanie, przynajmniej do momentu gdy Daniel nie zjawi się z wizytą, podczas której nałoży również inne zabezpieczenia.
- Nie, nie dotykaj mały. - Rzuciła ciepło do nieśmiałka który kręcił się niebezpiecznie blisko fiolek z eliksirami, które miały aktywować działanie roślin. Czarne oczka zerknęły na pannę Burroughs z wyraźnym zaciekawieniem. Ach, czyżby powoli dochodzili do porozumienia? Miała wrażenie, że lody między nią a nakarmionym zwierzątkiem coraz mocnej się topią. - To specjalne rośliny, zmieniłam je za pomocą eliksirów, aby wydzielały środek uspiający. Jeśli ktoś, kogo nie chcemy wejdzie na nasze podwórko zostanie uśpiony. - Wyjaśniła ostrożnie przenosząc pierwszą roślinę oraz umieścić ją w ziemi. Entuzjastyczne spojrzenie nieśmiałka oraz kiwnięcia główką usatysfakcjonowały Frances jako odpowiedź. Co prawda nieśmiałek swoimi ostrymi pazurkami byłby w stanie o wiele lepiej się obronić, cieszyła się jednak, że powoli udaje im się porozumieć. W końcu w tak dużym domu przyda jej się towarzystwo, nawet jeśli istotka miała być równie nieśmiała, co ona.
Kolejne kilkadziesiąt minut panna Burroughs spędziła na sadzeniu roślin, podlewaniu ich odpowiednimi eliksirami oraz krótkich ruchach różdżką, mających na celu uaktywnienie pułapek. A gdy teren przed domem był zabezpieczony, z nieśmiałkiem na ramieniu Frances przeszła przez furtkę by i przed nią zasadzić kilka sadzonek w końcu… Przezorny zawsze będzie ubezpieczony, czyż nie? A ona nie miała najmniejszego pojęcia, czego mogła się spodziewać po obecnych czasach.

/zt.

| Nakładam pułapkę Somniamortem.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Przed domem [odnośnik]30.08.20 23:00
6 lipca

Cieszę, mąconą jedynie przez szum gałęzi poruszanych lekkim wiatrem i śpiew ptaków, przeszył głośny trzask, zawsze towarzyszący aportacji i deportacji. Moje świeżo wypastowane i wyczyszczone buty wylądowały na suchej, spękanej ścieżce na obrzeżach Redhill, wzniecając wokół obłok kurzu. Chyba od kilku dni tu nie padało. Z odległej Szkocji, z Hogsmeade, na którego krańcach się znalazłem, kiedy opuściłem Oazę, przeniosłem się na sam południowy-wschód Anglii, do Surrey, gdzie ponoć od kilku dni mieszkała panna Burroughs, którą poznałem kilka tygodni wcześniej, w Londynie. List od tej młodej, nieporadnej (jak mi się wtedy wydawało) blondynki trochę mnie zaskoczył, nie spodziewałem się, że jeszcze kiedyś przyjdzie nam się spotkać, jeśli posłucha mojej rady i wyniesie się z magicznych doków, lecz nie mógłbym odmówić jej prośbie, nawet gdyby nie oferowała za spełnienie jej kilku galeonów. Wciąż miałem w pamięci zapłakaną, smutną buzię alchemiczki, którą okradziono w środku nocy i czułbym wyrzuty sumienia, jeśli nie znalazłbym choć chwili, aby nałożyć kilku zabezpieczeń na jej dom. Londyn, czy nie - nigdzie nie było bezpiecznie. Dobrze, że o tym pomyślała.
Najpierw zapytałem w miasteczku, w najbliższym sklepie, gdzie mogę znaleźć Szafirowe Wzgórze, bo o nim wspominała panna Burrougs w swoim liście, po czym ruszyłem pieszo wskazaną drogą. Spojrzałem na zegarek, który nosiłem zawsze na lewym nadgarstku; niebezpiecznie zbliżała się godzina trzynasta, a na nią się zapowiedziałem, przyśpieszyłem więc kroku, by zjawić się o czasie. Nie miałem w zwyczaju się spóźniać, odkąd raz ojciec dał mi porządną nauczkę za duże spóźnieniem, przez które matka i on odchodzili od zmysłów, myśląc, że mnie i młodszej siostrze coś się stało...
Kamienna ścieżka na wzgórze wiła się pośród barwnych, intensywnie niebieskich kwiatów, których słodki zapach pieścił zmysły; poprowadziła mnie aż do kamiennego płotku i białej furtki, którą pokonałem bez problemu. Musiałem przyznać, że otoczenie było bardzo... Cóż, kobiece. Pasowało do wyrafinowanej, eleganckiej blondynki. Znacznie bardziej niż brudne doki.
Stanąwszy przed jej drzwiami zapukałem w nie głośno, a czekając aż mi otworzy, wygładziłem materiał białej koszuli.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Przed domem Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Przed domem [odnośnik]31.08.20 18:55
Frances nie była w stanie powiedzieć, co dokładnie podkusiło ją, aby napisać wiadomość do magipolicjanta. Sama, na własną rękę zabezpieczyła swój dom odpowiednią pułapką, będącą połączeniem wiedzy alchemicznej oraz zielarskiej, jednak chciała mieć pewność, że tym razem nikt nie włamie się jej do mieszkania. Zwłaszcza w momencie, gdy coraz mocniej angażowała się w pracę nad eliksirami. Co prawda miałaby kogo poprosić o pomoc, była jednak pewna, że pułapek nigdy nie będzie za wiele. Przezorny zawsze ubezpieczony, czyż nie?
Kilkanaście minut przed umówionym spotkaniem, panna Burroughs rozpoczęła przygotowania do spotkania. Poprawiła fryzurę oraz chabrową sukienkę tak, by prezentowała się tak, jak powinna oraz nastawiła swój zaczarowany zestaw do herbaty, ot tak, na wszelki wypadek nie chcąc wyjść na niegrzeczną.
Nie musiał długo czekać przed białymi drzwiami kamiennego domku. Już po chwili dało się słyszeć lekkie kroki alchemiczki, która po kolejnej chwili otworzyła drzwi. Szaroniebieskie tęczówki uważnie powiodły po męskiej twarzy, a kąciki ust uniosły się ku górze, w delikatnym, ciepłym uśmiechu.
- Dzień dobry! - Radośnie powitała pana Dearborn. Jasna twarz alchemiczki zmieniła się od czasu, gdy widzieli ją ostatnim razem, nadal gościło na niej zmęczenie zniknął jednak strach oraz troski, jakie widoczne były podczas ich ostatniego spotkania w dokach.
- Proszę, zapraszam. Naprawdę cieszy mnie, że znalazł pan dla mnie odrobinę czasu. - Dziewczę zrobiło kilka kroków w tył, by wpuścić mężczyznę do środka. Jeszcze nie była pewna, na które dokładnie miejsca winni nałożyć odpowiednie pułapki, miała jednak nadzieję, że tak doświadczony funkcjonariusz z pewnością jej pomoże. Spojrzenie dziewczęcia z zaciekawieniem wodziło po męskiej postaci, powoli przyzwyczajała się do męskiego towarzystwa, czując się w nim coraz to lepiej.
- Napije się pan herbaty, panie Deaborn? - Spytała, kierując ich kroki do kuchni, w której mogli omówić wszystkie szczegóły dotyczące niewielkiego zlecenia, jakie dla niego miała. Dłonią Frances wskazała mężczyźnie miejsce przy stole, gdzie naszykowany był już czajniczek oraz dwie filiżanki. Nicolas - niewielki, zielony nieśmiałek przeskoczył przez parapet by znaleźć się na blacie kuchennego stołu. Czarne oczka z zaciekawieniem zerknęły na mężczyznę, by po chwili zwierzątko pomknęło w kierunku właścicielki, chowając się za jej ramieniem.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.


Ostatnio zmieniony przez Frances Burroughs dnia 09.09.20 11:46, w całości zmieniany 1 raz
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Przed domem [odnośnik]06.09.20 11:52
Przed progiem drzwi wejściowych nie czekałem zbyt długo. Ledwie zapukałem, a usłyszałem zbliżające się kroki.
- Dzień dobry - odpowiedziałem na uprzejmie przywitanie, utkwiwszy w pannie Burroughs badawcze spojrzenie.
Wyglądała zdecydowanie lepiej, niż podczas naszego ostatniego spotkania. Już nie zapłakana i wystraszona, załamana włamaniem, do którego doszło pod jej nieobecność, a spokojna i radosna. Dobrze zrobiła, że wyniosła się nie tylko z parszywych doków, ale i z dala od Londynu. Angielska stolica nie była teraz bezpiecznym miejscem. Dla nikogo. Nawet jeśli panna Burroughs miała czystą krew, a przypuszczałem, że miała, bądź choćby półkrwi, a jej różdżka znalazła się w spisie zarejestrowanych, skoro tak długo pozostała w Londynie. Nie pytałem i nie zamierzałem tego robić. Status krwi dla mnie nie miał najmniejszego znaczenia. Nie świadczył w żaden sposób o człowieku.
Na podziękowania za znalezienie dla niej kilku chwil odpowiedziałem uprzejmym uśmiechem. Dziwnie czułem się z tym nadmiarem wolnego czasu, odkąd rozwiązano Biuro Aurorów, dlatego desperacko wyszukiwałem sobie innych zajęć. Wypełniałem go działalnością dla Zakonu Feniksa, biorąc na siebie więcej patroli w Londynie, niż mógłbym i szukaniem dorywczych prac. Nie mogłem wybrzydzać, bo nie miałem wyuczonego innego zawodu, niż auror. Trochę znałem się na klątwach i starożytnych runach, lecz teraz trudno było o podobne zlecenia. Potrafiłem nałożyć kilka zabezpieczeń-pułapek, co zaprezentowałem już pannie Burroughs kilka tygodni wcześniej, dlatego rozpuściłem wici, że mógłbym to zrobić za drobną opłatą. Oszczędności mogły przydać się na czarniejszą godzinę. Ja, moja matka i siostra mieliśmy dach nad głową, lecz jedzenia nie dało się wyczarować. Musiałem zarabiać.
- Cieszę się, że wyniosła się pani z doków. To piękna okolica, bardzo ładny dom - odpowiedziałem, przekraczając próg i rozglądając się z ciekawością po pomieszczeniu. Wnętrze było naprawdę miłe dla oka, choć powiedziałbym, że widać w nim brak mężczyzny. Po prostu było bardzo... kobieco. Nic jednak dziwnego. Panna Burroughs sprawiała wrażenie czarownicy eleganckiej i wytwornej, przywiązanej do detali, estetki.
- Tak, z miłą chęcią.
Tym razem zgodziłem się na filiżankę herbaty. Nigdzie nie było mi śpieszno, a filiżanka herbaty dla Anglika to niczym paliwo dla mugolskiego automobilu. Moją uwagę zwróciło coś zielonego, co początkowo wziąłem za gałązkę. Poruszało się jednak i zbliżyło do Frances, chowając za nią, jakby z lękiem.
- Co to za stworzenie? - spytałem z ciekawością. O magicznych stworzeniach miałem, niestety, bardzo nikłe pojęcie.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Przed domem Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Przed domem [odnośnik]10.09.20 0:55
Badawcze spojrzenie jakim obdarzył ją mężczyzna poskutkowało niewielkim rumieńcem, jaki pojawił się na jasnej skórze. Dopiero oswajała się z męskimi, ciekawymi spojrzeniami i niektóre z nich nadal potrafiły ją onieśmielić, zwłaszcza gdy pochodziły od czarodziejów, których do tej pory nie przyszło jej lepiej poznać.
Chwilę później do niewielkiego rumieńca dołączył pełen ulgi uśmiech. Żałowała, że wcześniej nie zebrała w sobie odwagi aby podjąć ten krok.
- Dziękuję. Mnie również to cieszy. Miłą odmianą jest wracanie z pracy bez lęku o własne życie. - Odpowiedziała, wyraźnie zadowolona z podjętej decyzji. Już nie musiała wyszukiwać przestraszonym spojrzeniem rzezimieszków czekających na jej sakiewkę bądź godność, gdy ci, którzy byli w stanie ją obronić nie mogli jej towarzyszyć. Co ważniejsze, udało jej się odsunąć od rodziny, wiecznie zarzucającej ją problemami oraz strofującej do porzucenia naukowych zapędów.
Gdy znaleźli się w kuchni, panna Burroughs ostrożnie rozlała gorący napar do dwóch, zdobionych kwiatowym wzorem filiżanek. Szaroniebieskie spojrzenie powędrowało w kierunku nieśmiałka, którego pojawienie się wywołało na jej buzi ciepły uśmiech. Niewielkie zwierzątko, nie licząc sowy, było jej jedynym towarzyszem w tym wielkim domu.
- Och, to nieśmiałek. Słyszał pan kiedyś o nich? - Brew alchemiczki z zaciekawieniem powędrowała ku górze. Po kilku tygodniach spędzonych w towarzystwie Nicolasa dochodziła do wniosku, że te stworzonka są z pewnością niedoceniane. - To naprawdę fascynujące stworzenia. Tego tutaj znalazłam przypadkiem w ogrodzie, był głodny i poturbowany więc postanowiłam się nim zająć. Od tamtej pory jakoś nie potrafimy się rozstać. - Wyraźnie zadowolona z towarzystwa streściła sposób, w jaki zwierzątko stało się jej towarzyszem. Zielony stworek wysunął się zza jej ramienia, by jeszcze raz spojrzeć w kierunku mężczyzny. Nadal jednak chował się za alchemiczką, uznając taki układ za najbezpieczniejszy.
- Przechodząc jednak do sedna, chciałabym zabezpieczyć jakoś dom. Tereny wokół udało mi się zabezpieczyć kwiatami wytwarzającymi środek nasenny gdy w okolicy pojawi się nieproszony gość. - Zaczęła, robiąc małą przerwę by unieść filiżankę do malinowych ust i upić z niej niewielki łyk gorącego naparu. - Chciałabym jednak mieć pewność, że nikt niepowołany nie dostanie się do domu, a zwłaszcza do mojej pracowni alchemicznej. Rozumie pan, przyjmuję prywatne zlecenia, więc posiadam w niej całkiem sporo eliksirów, w dodatku hobbystycznie tworzę nowe receptury i chciałabym, aby były bezpieczne. - Szaroniebieskie spojrzenie utkwiło w buzi mężczyzny, lustrując ją spokojnie oraz nienachalnie. - Nie mam jednak większego pojęcia o pułapkach i byłabym wdzięczna, za wprowadzenie mnie w temat. - Dodała jeszcze, by ponownie unieść filiżankę do ust. W tej kwestii musiała zaufać bardziej doświadczonemu magipolicjantowi. Bo panna Burroughs nadal była przekonana, że rozmawia z funkcjonariuszem działającym pod skrzydłami Ministerstwa Magii.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Przed domem [odnośnik]11.09.20 22:36
Jej rumieniec był tak uroczy jak mógł być tylko rumieniec młodej, niewinnej dziewczyny. Frances była chyba ode mnie dekadę młodsza, tak wyglądała, a jej jasne włosy i klasyczne rysy twarzy nadawały anielskiego wyglądu. Do twarzy było jej z lekkim rumieńcem, uśmiechnąłem się więc lekko.
- A gdzie pani pracuje? - spytałem z ciekawością.
Pamiętałem, że panna Frances wspominała o tym, że jest alchemiczką, sądziłem jednak, że przyjmuje prywatne zlecenia. Jeśli mówiła o konkretnej placówce, to wypadło mi to z głowy. Pomyślałem o tym, że w obecnej sytuacji takie myślenie jest błędne, musiała uważać na siebie nawet poza Londynem, bo nie tylko stolica była miejscem, gdzie toczyły się walki, gdzie grasowali Rycerze Walpurgii. Ta zaraza panoszyła się po całym kraju. Coś mnie jednak powstrzymało. Dziewczyna wydawała się taka zadowolona i szczęśliwa, że w końcu udało jej się spełnić marzenie, wynieść do naprawdę pięknego miejsca. Oby pozostała tu bezpieczna.
Pokręciłem głową w przeczącym geście. Nigdy nie słyszałem o nieśmiałkach. Być może dawno temu, w latach szkolnych, podczas lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami uczyłem się o nich, może nawet czytałem w podręczniku, lecz prędko o nich zapomniałem, pewnie zaraz po egzaminach. Po tylu latach nic już o nich nie pamiętałem, nie przypomniałbym sobie nawet nazwy, aby później coś o nich znaleźć. Panna Burroughs była jednak łaskawa powiedzieć mi o nich kilka zdań, których wysłuchałem z ciekawością. - To duża dobroć z pani strony, pewnie jest pani wdzięczny i czuje się tu bezpieczniej - powiedziałem, przyglądając się strachliwemu stworzeniu, które nadal trzymało się alchemiczki. Chyba zacząłem się domyślać skąd wzięła się nazwa tych zwierząt.
Uniosłem do ust filiżankę, skinąwszy głową w odpowiedzi na propozycje, by przejść do sedna. Przyjemna pogawędka musiała ustąpić obowiązkom. Miałem jeszcze sporo czasu, zostawiłem sobie zapas, na wypadek nieprzewidzianych trudności, lecz od razu z Surrey miałem przenieść się do Irlandii, gdzie Tonks zaplanował dla nas kilka ćwiczeń - tym razem z dziedziny magii ofensywnej.
- O. Bardzo dobrze to brzmi, muszę przyznać, słyszałem o tym, lecz mówiąc szczerze, to pozostaje to poza moim zasięgiem, nie umiem warzyć eliksirów. - Musiałem przyznać, że rośliny w okolicy, wytwarzające senne opary, naprawdę robiły wrażenie. - Jednak to nie wystarczy, jeśli ów nieproszony gość w porę rzuci Bąblogłowę, a to nie takie trudne zaklęcie - dodałem po chwili zastanowienia. Nie wiedziałem jak szybko działają te trujące opary, ile musi minąć, aby intruz osunął się pogrążony w niezdrowym śnie, lecz jeśli potrafił działać, mógł tę pułapkę oszukać. - Istnieje wiele różnych czarów, którymi można zabezpieczyć posesję, cały dom lub jedno pomieszczenie. Można korzystać z różnych dziedzin magicznych. Białej magii, transmutacji, uroków - wyjaśniłem alchemiczce, kiedy poprosiła o wprowadzenie ją w temat zabezpieczeń. Nie mogłem powiedzieć, abym był od nich specjalistą, bo znacznie częściej je przełamywałem, niż sam nakładałem, lecz teorie znałem raczej dobrze. - Na pewno zacznę od Cave Inicum, dzięki któremu zawsze będzie pani wiedziała, że ktoś nieproszony zjawił się na posesji. Mogę nałożyć także zaklęcie, które zatrzaśnie wszystkie drzwi, gdy ktoś wejdzie do środka. Zabezpieczy to pracownię, da więcej czasu. Mogę również na jej klamkę nałożyć zaklęcie Nierusz. Rozgrzeje się przy próbie dotknięcia przez włamywacza. Lepiej jednak nie dopuścić w ogóle do tego, by ktoś wszedł już do domu, dlatego cały ogród objąłbym działaniem Oczobłysku i Zawieruchy. Pierwszy czar oślepi intruza, drugi wytworzy iluzję bitwy magicznej. Nie odróżni prawdziwego czaru od iluzji - opowiedziałem Frances o możliwościach, jakie leżały w moim zasięgu; wciąż przede mną było spotkanie z Jaydenem, który miał przede mną rozwiać tajemnice numerologii, dzięki czemu otworzą się przede mną drzwi do nowych umiejętności. - Decyzja należy do pani. Co pani o tym sądzi? - spytałem, popijając herbatę.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Przed domem Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Przed domem [odnośnik]13.09.20 16:55
- W szpitalu świętego Munga jako alchemik. - Odpowiedziała na pytanie, jednak w jej głosie nie było słychać entuzjazmu. Im bardziej się rozwijała, tym bardziej praca na stanowisku szpitalnego alchemika jej nie odpowiadała. Od nieprzyjemnych współpracowników, przez uczucie utknięcia w jednym punkcie, aż na braku satysfakcji kończąc. Czuła w kościach, że jeśli praca nad nowym eliksirem nie zakończy się awansem, bez większego żalu pożegna się z pracą w szpitalnych murach, na rzecz… Cóż, jeszcze nie wiedziała, czego.
Jej poczucie bezpieczeństwa było niezachwiane polityką. Nie posiadała większego pojęcia o tym, czego dotyczyły działania Ministerstwa, naturę konfliktu znając jedynie powierzchownie z opowieści Drew oraz Sheridana. Tkwiło w niej więc przekonanie, że dom położony daleko od londyńskich uliczek zapewni jej odpowiednie bezpieczeństwo.
- Och, wydaje mi się, że zwyczajnie się polubiliśmy, te maluchy wiedzą, jak się bronić. - Odpowiedziała wzruszając delikatnie ramionami. Pamiętała, że te niewielkie stworzonka były w stanie wydłubać oczy, dlatego zawsze wykazywała się ostrożnością, zapuszczając się w te rejony ogrodu, gdzie kilka razy widziała pobratymców jej Thomasa.
Rumieniec ponownie pojawił się na buzi panny Burroughs, a zakłopotanie przez chwilę nawiedziło szaroniebieskie tęczówki. Nie była dobra, jeśli chodzi o zaklęcia. Pojedynki wywoływały w niej strach paraliżujący wątłe ciało oraz odbierający zdolność logicznego myślenia. W tym wszystkim, oraz niewielkiej znajomości zaklęć bojowych, nie pomyślała, że ktoś zwyczajnie może obejść jej zabezpieczenie.
- Ja znam się jedynie na eliksirach. Po wydarzeniach z poprzedniego domu, chciałam zrobić coś aby nie doszło do podobnego wydarzenia… - Wyznanie będące w poły tłumaczeniem wyrwało się z jej ust. W jednej chwili pomysł spreparowania odpowiednich sadzonek wydał jej się nie do końca wystarczający, ale przecież z jej wiedzą, nie była w stanie dokonać niczego innego.
Uważnie wsłuchiwała się w słowa, jakie padały z jego ust rozważając wszelkie za i przeciw zaproponowanych rozwiązań. I musiała przyznać, że tych drugich było zdecydowanie mniej.
-Przyznam, że to ciekawy wachlarz umiejętności. Zajmuje się pan czymś jeszcze, po za pracą w policji i nakładaniem zabezpieczeń? I czy te pułapki będą działały na wszystkich, czy jedynie tych niechcianych? Nie powiem, wolałabym uniknąć poparzenia gdy będę chciała popracować. Po za tym, wszystko brzmi naprawdę cudownie, sama nie byłabym w stanie nałożyć takich zabezpieczeń na dom. - Delikatny uśmiech pojawił się na malinowych ustach, a chwilę później panna Burroughs upiła kolejny łyk gorącego naparu ze swojej filiżanki. W ostatnim czasie jej fundusze, mimo kredytu, zdawały się miewać całkiem dobrze, była więc w stanie zapłacić, za odpowiednie zabezpieczenie mieszkania.
- Od czego chciałby pan zacząć? I czy potrzebuje pan czegoś, po za różdżką? - Spytała unosząc z zaciekawieniem brew ku górze, gotowa zaprowadzić mężczyznę w odpowiednie miejsca, aby nałożył odpowiednie pułapki.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Przed domem [odnośnik]16.09.20 21:29
Pokiwałem głową ze zrozumieniem, gdy wspomniała o szpitalu świętego Munga. Zatrudniali tam naprawdę dobrych alchemików, nie byle kogo, z obawy o zdrowie pacjentów, dlatego panna Burrougs musiała być naprawdę utalentowaną twórczynią eliksirów - zwłaszcza, że wydawała się naprawdę bardzo młoda. Byłem teraz pewien, że mamy wspólnych znajomych. Skoro pracowała w Mungu, z pewnością znała pannę Charlene Leighton, która miała takie samo stanowisko. Nazwisko znajomej alchemiczki nie cisnęło mi się jednak na usta. Tę myśl zachowałem jedynie dla siebie. Charlene miała nieszczęście znaleźć się na listach gończych, za jej głowę wyznaczono niemałą nagrodę, dlatego wspominanie tego nazwiska mogło zagrozić i samej alchemiczce, i mnie samemu. A należałem do ludzi ostrożnych i rozsądnych, nie paplałem co mi ślina na język przyniesie.
- Och, doprawdy? - spytałem lekko sceptycznie. Stworzonko nie wyglądało na szczególnie wojowniczce. Właściwie to wziąłbym je za niegroźne i bezbronne. Trudno było mi sobie wyobrazić jak to się bronić, ale biorąc pod uwagę, że to magiczna istota, mogła mieć umiejętności jakich nie byłem świadom. Magia zawsze potrafiła zadziwić. - Dobrze mieć wiernego towarzysza - podsumowałem, kończąc dyskusję o nieśmiałkach. Pomyślałem o tym jak trudno jest wracać do pustego domu, w którym nikt na człowieka nie czeka. Tylko cztery ściany i samotność. Nawet towarzystwo tak niewielkiego stworzenia przywodzącego na myśl patyk mogło być pociechą. Gdybym nie spędzał poza domem całych dni, to może sam pomyślałbym o psie albo psidwaku.
- Nie można znać się na wszystkim, droga pani. Eliksiry to niezwykle trudna sztuka, wymagająca wiele uwagi i umiejętności - odpowiedziałem, kręcąc głową, gdy Frances zaczęła się tłumaczyć. Nie powinna wszak czuć się zawstydzona tym, że nie mogła sama nałożyć odpowiednich zabezpieczeń, skoro zajmowała się zupełnie czym innym. Miała niewiele lat, a i tak musiała otrzymywać wiele zleceń, skoro stać ją było na zakup tego pięknego domu - a to o czymś świadczyło.
- Dziękuję, panno Burroughs - odpowiedziałem z lekkim uśmiechem, mile połechtany tym komplementem, lecz miałem jeszcze sporo do nadrobienia, jeśli chodziło o tego typu zabezpieczenia. Czasy jednak wymagały, aby je nadrobić. Zachowałem kamienną minę, gdy wspomniała o mojej pracy w policji - wciąż brała mnie za policjanta, a ja nie wyprowadzałem jej z błędu. - Starożytne runy mnie interesują, potrafię łamać też nietrudne klątwy. Gdyby znała pani kogoś, kto potrzebowałby takiej pomocy, może go pani do mnie skierować - odparłem po chwili zastanowienia. Zawsze mógłby mi do kieszeni wpaść jakiś knut. - Nie, proszę się nie obawiać, te zabezpieczenia nie działają na wszystkich. Na intruzów, niezapowiedzianych gości, włamywaczy. Pani, zaproszeni goście mogą czuć się bezpieczni - wyjaśniłem alchemiczce.
Napiwszy się jeszcze herbaty pokręciłem przecząco głową.
- Nie jest mi potrzebne nic poza różdżką, wymaga to jednak czasu, dlatego musi być pani cierpliwa. Zacznijmy może od ogrodu, skoro nie pada, nie zanosi się, ale kto wie? Najpierw największy obszar, później mniejsze - zdecydowałem, odkładając filiżankę na spodek, po czym wstałem z miejsca, aby panna Burroughs zaprowadziła mnie do ogrodu.
Tam, stanąwszy przed domem, uniosłem różdżkę i zacząłem mruczeć pod nosem inkantacje, czemu towarzyszyły odpowiednie ruchy drewienka, aby całą posesję objąć działaniem Cave Inicum, Zawieruchy i Oczobłysku. Trwało to dłużej, niż pół godziny, lecz nie odwracałem się nawet, sprawdzając, czy panna Burroughs wciąż mi się przygląda. Byłem skupiony na czarach.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Przed domem Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Przed domem [odnośnik]18.09.20 16:28
Osoba Charlene nie była jej dokładnie znana. Panna Burroughs lubiła pracować w samotności, bez ciekawskich spojrzeń oraz złośliwych komentarzy dotyczących jej wieku bądź ukończonego kursu. I mimo iż jej pewność siebie dopiero rozpoczynała się odbudowywać, młode dziewczę było pewne swojej wiedzy oraz umiejętności. Miała ledwie dwadzieścia jeden lat, potrafiła jednak przyrządzać mikstury skomplikowane i rzadkie, zatapiając się również w arkana tworzenia własnych eliksirów. Chętnie jednak porzuciła temat miejsca pracy, które powoli zaczynało być dla niej pozbawionym satysfakcji bądź zadowolenia płynącego z pracy. Chciała się rozwijać, zgłębiać naukowe tajniki jej dziedziny i osiągnąć rzeczy większe, niż bezmyślne odtwarzanie receptur.
Kiwnęła lekko głową, w potwierdzeniu swych słów, nie widziała nieśmiałków w akcji, kiedyś jednak przyszło jej czytać książkę opisującą atak tych niewielkich stworzonek. Sama nie chciała z nimi zadzierać, przyjaźń z niewielkim Nicolasem sprawiła, iż zaczęła darzyć te zwierzątka szacunkiem. - Tak, miło jest mieć do kogo się odezwać. - Potwierdziła słowa mężczyzny z delikatnym uśmiechem rysującym się na malinowych ustach. Samotnie mieszkanie w tak wielkim domu wiązało się ze sporadycznym poczuciem samotności. W takich momentach posiadanie całkiem rozumnej istotki do której można było mówić wydawało się faktem niemal zbawiennym.
Filiżanka powędrowała do ust panny Burroughs znów powędrowała do jej ust, które obdarzyły mężczyznę ciepłym uśmiechem. Czuła się źle, nie będąc w stanie samej zabezpieczyć swojego domu na tyle porządnie, aby uchronić się  przed kolejnym włamaniem, boleśnie uświadomiona przez mężczyznę, że same rośliny nasączone środkiem usypiającym nie będą wystarczyć. - Och tak są skomplikowane, chociaż mnie ich przyrządzanie odpręża. - Odpowiedziała wzruszając ramionami, chcąc odciągnąć uwagę od własnych braków w wiedzy. Doskonale znała się na gwiazdach oraz eliksirach, nie potrafiła jednak się bronić. Magia bojowa przerażała ją, świstające koło głowy zaklęcia wzbudzały strach.
Zainteresowanie błysnęło w szaroniebieskich tęczówkach, gdy mężczyzna wspomniał o sztuce czytania starożytnych run. Ta sztuka była jej nieznana, mimo iż miała wrażenie, że z czasem może okazać się przydatna. Rozwijała się w badaniach naukowych i przeczuwała, że kiedyś przyjdzie jej mierzyć się ze starożytnymi runami, by dokonać wielkich czynów o których marzyła.
- Polecę pana, jeśli coś usłyszę. - Zaczęła, z zaciekawieniem odrobinę przekręcając głowę. Jasne pukle spłynęły po bladym ramieniu. - Jeśli byłby pan zainteresowany podzieleniem się swoją wiedzą, również mogę znać kilka zainteresowanych osób. - Zaproponowała z delikatnym uśmiechem oraz wzruszeniem wątłego ramienia. Sama byłaby zainteresowana kilkoma lekcjami starożytnych run. Co prawda posiadała już jednego nauczyciela, który obiecał się jej pomóc… Nie posiadała jednak stuprocentowej pewności, że dotrzyma on danego słowa.
- Och, to wspaniale. W takim razie zapraszam. Ogród jest duży, z pewnością będzie pan miał tam trochę pracy. - Powiedziała, po czym wstała od stołu. Poprawiła sukienkę okrywającą jej ciało po czym swobodnym, lekkim krokiem poprowadziła mężczyznę do ogrodu, wprowadzając go w rozmieszczenie rabatek oraz wszelkie ścieżki, jakie się miedzy nimi znajdowały.
Nie przeszkadzała. Widząc, jak mężczyzna zabiera się do pracy wróciła na chwilę do domu. Odnalazła jedną z czytanych ostatnio książek, po czym wróciła przed dom. Zasiadła na jednej z niewielkich ławek, zakładając nogę na nogę by zatopić się w lekturze. Nie chciała rozpraszać mężczyzny, jednocześnie chcąc być w pobliżu. Ot tak, na wszelki wypadek, gdyby w zleceniu pojawiły się jakieś niejasności.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Przed domem [odnośnik]27.09.20 13:13
Mógłbym poniekąd zrozumieć preferencje panny Burroughs do pracy w samotności. Czasem to wiele ułatwiało, kiedy nikt nie wtrącał się w w twoje działania i wszystko można było poukładać wedle własnego widzimisię, postępować zgodnie z własnym planem i przeczuciem, jednakże specyfika pracy aurora nie do końca na to pozwalała. Potrzebowaliśmy się wzajemnie. Nasza praca nie polegała wszak na odtwarzaniu, dokładnym postępowaniu zgodnie z recepturą, jak w przypadku warzenia eliksiru. Czasami druga para oczu dostrzeże to, co przeoczyła pierwsza. Co dwie głowy, to nie jedna, jak mówiło stare ludowe porzekadło. Do tego działania w terenie - walka z czarnoksiężnikami w pojedynkę była przejawem skrajnej głupoty.
- Tak... Wracanie do pustych czterech ścian może dać się we znaki - mruknąłem, obserwując to stworzonko, które stało się towarzyszem alchemiczki. O tym jak taka samotność mogła doskwierać wiedziałem aż za dobrze. Zdążyłem się nawet do niej przyzwyczaić, bo przygarnięcie kota, czy psa nie wchodziło w grę z moimi godzinami pracy - a mojej sowy czasami dłużej nie było, niż była ze mną. Lubiła czas spędzać samotnie, instynktownie wyczuwając kiedy potrzebuję wysłać list i pojawiając się znienacka. Teraz musiałem się od tego odzwyczaić. Od czasu bezksiężycowej nocy miałem pod opieką córkę dawnego przyjaciela i wciąż nie mogłem się przyzwyczaić do tego, że wracając do Oazy czekała tam na mnie ośmiolatka.
- Jak to mówią - zajmuj się czymś co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia - odparłem z udawanym entuzjazmem, trochę ironicznie i z przekąsem, bo trochę zazdrościłem Frances tego, że pasją zarabiała na życie. Często zastanawiałem się jak wyglądałoby moje, gdybym i ja to robił. Gdybym zamiast ściganiem czarnoksiężników, zajmował się łamaniem klątw i pracą dla Banku Gringotta jak niegdyś zamierzałem. Teraz było już za późno. Nie planowałem zresztą zawrócenia ze ścieżki, którą obrałem. Drobnym zleceniem jakie mógłbym zdobyć dzięki poleceniom Frances nie powiedziałbym jednak nie. - Byłbym wdzięczny, panno Burroughs. Tym co wiem chętnie się podzielę, choć proszę nie myśleć, że jestem w tym zakresie Merlin wie jakim specjalistą - odparłem, odstawiając filiżankę. Sam miałem jeszcze wiele do nadrobienia, ale z całą pewnością wiedziałem więcej, niż przeciętny czarodziej, który wciąż miał w pamięci podstawową wiedzę szkolną o starożytnych runach.
Istniało zresztą wiele dziedzin o jakich pragnąłem dowiedzieć się więcej. Nauka numerologii wiele by mi ułatwiła. Pomogła zrozumieć transfigurację silniejszych zabezpieczeń i pułapek, a także - co czasami konieczne - proces przełamywania ich. Na posesję panny Burrughs na tę chwilę nakładałem zabezpieczenia, które już dobrze znałem i używałem ich niejednokrotnie, dlatego nie przysporzyło mi to większych trudności. Trwało jedynie dość długo, nie zdawałem sobie nawet sprawy z tego jak bardzo, nie zerkałem na zegarek, pochłonięty czarami. Gdy wreszcie opuściłem różdżkę, odwróciłem się w stronę domu, odnajdując spojrzeniem alchemiczkę, siedzącą na werandzie z książką.
- Gotowe. Zaprowadzi mnie pani do pracowni? Zabezpieczę wejście - poprosiłem ją, kierując się w stronę wejścia.
Do samej pracowni nie wchodziłem, do środka, gdzie panna Burroughs trzymała swoje najcenniejsze skarby. Stanąłem jedynie przed jej drzwiami, aby ich klamkę obłożyć czarem ochronnym Nierusz, a gdy mozolny proces dobiegł końca wymieniliśmy jeszcze kilka uprzejmości, odebrałem od niej zapłatę i pożegnaliśmy się.

[bylobrzydkobedzieladnie]


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty





Ostatnio zmieniony przez Cedric Dearborn dnia 08.10.20 20:45, w całości zmieniany 1 raz
Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Przed domem Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Przed domem [odnośnik]27.09.20 23:12
Uśmiech goszczący na malinowych ustach panny Burroughs poszerzył się, gdy usłyszała słowa magipolicjanta. Ścieżka eliksilarnych odkryć na którą wkroczyła sprawiała, że musiała pogłębić swoją wiedzę z najróżniejszych zakresów, by dojść do swojego celu - odkrycia wielkiego, które zapisałoby jej nazwisko na kartach historii. I udowodniło wszystkim, że posiada umysł bystry, zdolny do tworzenia mikstur, o których będzie się mówić jeszcze przez długie lata.
- W takim razie mogę mieć dla pana ofertę z miejsca. Poszukuję nauczyciela starożytnych run. Muszę zapoznać się z tym tematem, gdyż może mi być potrzebny w dalszych badaniach. Jeśli byłby pan chętny dać mi kilka lekcji, proszę posłać mi sowę. - Wypowiedziała swoją ofertę spokojnie, dając mężczyźnie czas na rozważenie propozycji. Domyślała się, że policyjne obowiązki zajmują lwią część męskiego czasu, nie chciała więc się narzucać.
Spokojnie oczekiwała, aż mężczyzna nałoży wszystkie zabezpieczenia, zaczytując się w kolejne stronice pożółkłej książki. Oczekiwała, aż mężczyzna zakończy pracę nad tym obszarem jej domostwa.
A gdy skończył wsunęła niewielką zakładkę między strony i odłożyła książkę. Smukłe palce poprawiły materiał sukienki, a uśmiech ponownie zagościł na jej ustach.
- Oczywiście, zapraszam. - Odparła na propozycję przejścia do kolejnego pomieszczenia. Poprowadziła mężczyznę krótkim przedpokojem oraz kilkoma schodkami w dół, aby doprowadzić go do piwnicznych drzwi, prowadzących do jej obszernej pracowni alchemicznej. - Potrzebuje pan wejść do środka? Jeśli tak, byłabym wdzięczna za ostrożność. -Spytała, unosząc z zaciekawieniem brew ku górze. Pełna fiolek, ingrediencji oraz map nieba pracowania w oczach alchemiczki przypominała skład porcelany.
I tym razem czekała spokojnie, aż mężczyzna zakończy nakładanie odpowiednich pułapek na jej mały raj na ziemi. Nie pospieszała go, nie patrzyła na dłonie, pozwalając mężczyźnie w spokoju skupić się na zadaniu.
A gdy skończył nakładać pułapki, panna Burroughs wymieniła z nim jeszcze kilka, uprzejmych zdań, zapłaciła za wykonaną usługę oraz pożegnała, nie chcąc zajmować cennego, męskiego czasu.

| zt.x2


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Przed domem [odnośnik]23.10.20 21:47
4 sierpnia 1957 roku

Nowy dom wiązał się z nowymi zobowiązaniami. Gdy postanowiła kupić dom nie sądziła, że będzie z tym się wiązało aż tyle pracy. Wiedziała jednak, że zrobienie pierwszego kroku wiązało się z dalszą wędrówką w tym kierunku. Nie chciała się cofać, nie chciała wracać do paskudnego portu i ponownie uzależniać się od toksycznej rodziny. Uprzątała więc pozostawione przez poprzedniego właściciela rzeczy, przestawiała meble w poszukiwaniu tego, najlepszego ustawienia oraz sadziła rośliny w ogrodzie, nie mogąc się powstrzymać przez zasypaniem go kwiatami we wszystkich możliwych kolorach. Nie wszystkie kwiaty dało się jednak hodować w angielskim klimacie, a zawód wymagał od niej dostępu do ingrediencji. I o ile dostawców ingrediencji pochodzenia zwierzęcego posiadała cudownych oraz niezawodnych, tak dostawcy ingrediencji roślinnych w ostatnim czasie nie spisywali się najlepiej. Pozostawało jej więc wziąć sprawy we własne dłonie i odnaleźć kogoś, kto byłby w stanie postawić jej niewielką szklarnię. Mogłaby poprosić o to Bojczuka, była jednak pewna, że kolejna jego dłuższa wizyta wiązałaby się z tym, iż już nie pozbyłaby się go z domu. Zaś Daniel w ostatnich dniach dziwnie unikał odwiedzin w tych stronach, woląc spotykać się między londyńskimi uliczkami.
Znalezienie odpowiedniego fachowca, który wiedziałby, jak postawić szklarnię oraz nie wywoływał u niej strachu. Finalnie zdecydowała się skontaktować z majstrem, poleconym przez jednego ze znajomych, uznając to za najbezpieczniejsze wyjście. Wysłała odpowiednią sowę z zaproszeniem, gdy tylko udało jej się uprosić profesora Lacework o kilka godzin wolnego. Zgodził się, pod warunkiem, że jeszcze w tym tygodniu nadrobi stracone godziny.
Ubrana w czarną suknię podkreślającą kobiece kształty siedziała na ławce przed domem, zaczytując się w podręcznik poświęcony numerologii. Aegis wymagał od niej stałego powiększania wiedzy, nie tylko z dziedziny warzenia eliksirów. I nie była w stanie tego przeskoczyć, sumiennie więc pracowała nad powiększeniem swojej wiedzy. Promienie słońca przyjemnie grzały jasną skórę, gdy oczekiwała pojawienia się zaproszonego gościa. Podczas tak pięknej pogody nie miała ochoty kisić się w domu. Wyspy Brytyjskie miały to do siebie, że pogoda zwykła zmieniać się tu niezwykle szybko.
Zaczytana w pożółkłe stronice nie zauważyła nawet, gdy mężczyzna podszedł do bielutkiej bramy. Potrzebowała chwili, by podnieść szaroniebieskie spojrzenie znad książki i dostrzec mężczyznę. Delikatny rumieniec pojawił się na jej twarzy, a sama panna Burroughs poderwała się z ławki, poprawiając palcami materię sukienki.
-Pan Moore? -Spytała, z zaciekawieniem unosząc brew ku górze. Z książką w jednej dłoni, zrobiła kilka kroków w kierunku mężczyzny. - Zapraszam, nazywam się Frances Burroughs, miło mi pana poznać. - Przywitała z budowlanym specjalistą, malinowe usta ułożyły się w przyjaznym uśmiechu, a szaroniebieskie tęczówki uważnie powiodły po męskiej twarzy. Była pewna, że wcześniej nie miała okazji spotkać go na swojej drodze. - Zapraszam do ogrodu. - Dodała, by poprowadzić mężczyznę wąską dróżką skrytą między kwiatowymi rabatami do ogrodu, w którym rabat znajdowało się jeszcze więcej. - Jak zapewne pan już wie, potrzebuję szklarni. Udało mi się zorganizować jakieś materiały, nie ukrywam jednak, że nie mam najmniejszego pojęcia o budowie podobnych rzeczy. - Mówiła spokojnie, wodząc spojrzeniem od miejsca w które zmierzała, do twarzy mężczyzny. - Myślałam, aby ustawić ją w tamtym rogu, przed wierzbą. Czasem pojawiają się na niej dzikie nieśmiałki, pomyślałam więc, że możnaby odrobinę odgrodzić to miejsce... Napije się pan czegoś, panie Moore? - Wskazała dłonią miejsce o którym myślała, po czym wróciła spojrzeniem do męskiej twarzy, mając nadzieję, że ten udzieli jej kilku rad. Wszak nie wyglądała na kogoś, kto mógłby znać się na fizycznej pracy.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Przed domem [odnośnik]26.12.20 21:40
Rzadko zdarzało mu się przyjmować zlecenia w tych okolicach. Redhill, niewielkie miasteczko, które z przezorności ominął szerokim łukiem, znajdowało się zaledwie rzut kaflem od Londynu – ogarniętego wojną, opanowanego przez wroga. Tutaj co prawda niewidocznego – lecąc na miotle ponad rozciągającymi się na przedmieściach polami, nie dostrzegł ani śladu po patrolach magicznej policji – ale znajdującego się wystarczająco blisko, by wzbudzić jego niepokój, zmusić do czujności; na tyle, że w pierwszej chwili odmówił – decydując się na podjęcie ryzyka dopiero, gdy uświadomił sobie, że naprawdę potrzebował tych pieniędzy. Jeśli nie teraz, to w niedalekiej przyszłości, malującej się przed nim w barwach niewyraźnych i niepewnych; chociaż Oaza póki co stanowiła względnie bezpieczne schronienie dla niego i córki, to trudno było w nieskończoność ignorować fakt, że była właśnie tym: kryjówką, czterema ścianami maleńkiej chaty, zapewniającej dach nad głową i chroniącej przed wiatrem, ale niewiele więcej. Choć sama Amelia nie narzekała, coraz częściej łapał się na tym, że chciał zapewnić jej coś trwalszego, stabilniejszego; pachnącego nie tylko bezpieczeństwem, ale też domem, prawdziwym – i trochę bardziej odsuniętym od tego wszystkiego, co każdego dnia przypominało o zalegających nad Anglią cieniach.
To dlatego pojawił się tutaj, lądując w niewielkim oddaleniu od porośniętego szafirowymi kwiatami wzgórza, nieco niechętnie rezygnując z przyjemnego wiatru, ochładzającego jego twarz w trakcie długiego lotu na miotle. Dzień był wyjątkowo ciepły, więc wspinając się piechotą w górę łagodnego zbocza zgrzał się trochę, ale po kilku minutach bez trudu trafił przed białą bramę zawieszoną na otaczającym kamienny dom ogrodzeniu. Zatrzymał się przed nią na moment, poświęcając kilka sekund na szybkie (i zupełnie bezcelowe) przygładzenie włosów i poprawienie rękawów jasnej koszuli, zanim wspiął się na palce, by zajrzeć na drugą stronę. – Przep-p-praszam? – zawołał, dostrzegając właścicielkę domu na ławce. Zdawało się, że go nie zauważyła, spoglądając w jego kierunku dopiero po chwili; uśmiechnął się z lekkim, charakterystycznym dla siebie zakłopotaniem, zastanawiając się, czy przypadkiem się nie pomylił – ale krótkotrwałe wątpliwości rozwiały się niedługo później, gdy kobieta zwróciła się do niego po nazwisku. – Tak, zgadza się. To zn-n-naczy, to ja. William Moore – przytaknął, popychając ostrożnie bramę, gdy w tonie i spojrzeniu Frances wychwycił przyzwolenie. Jej uśmiech wydawał się przyjazny, szczery, trochę przełamując początkową niezręczność – odwzajemnił go więc odruchowo, zastanawiając się, czy stojąca przed nim czarownica mogła być krewną Keatona. Zbieżność nazwisk wyłapał już w trakcie wymiany listów z przyjacielem, rzucanie imionami członków Zakonu Feniksa nie wydawało się jednak najrozsądniejszym pomysłem, a samego zainteresowanego zapytać nie miał okazji – nie widział go od czasu potyczki pod apteką na Pokątnej, w którą wspólnie się wdali.
Ruszył do ogrodu w ślad za Frances, rozglądając się z zaciekawieniem dookoła, a jednocześnie uważnie słuchając jej słów; o roślinach i ich potrzebach wiedział niewiele, potrzebował więc jak najdokładniejszych instrukcji dotyczących umiejscowienia i przeznaczenia budynku, żeby w ostatecznym kształcie mógł spełniać wszystkie swoje funkcje. – Nie szk-k-kodzi, proszę tylko powiedzieć, jakie warunki mają p-pa-panować w środku, i dobierzemy odpowiednie m-ma-materiały – odpowiedział, zerkając w stronę czarownicy, gdy kątem oka dostrzegł, że mu się przyglądała. Zaraz potem jednak przeniósł spojrzenie na wskazane przed nią miejsce. Wydawało się wystarczająco duże, a teren był względnie płaski; pewnie trzeba będzie go wyrównać, choć nieznacznie. – Tam? – upewnił się, wyciągając przed siebie rękę. Zmrużył oczy. – Cień wierzby nie będzie p-p-przeszkadzał? – zapytał. Rozłożyste i długie gałęzie przez przynajmniej część dnia musiały zasłaniać słońce. – Jak duża ma być szk-k-klarnia? – zadał kolejne z pytań, w międzyczasie zastanawiając się już, jaki kształt i ustawienie budynku byłoby na wskazanym terenie najlepsze.
Na uprzejme pytanie Frances nie odpowiedział od razu, nie mogąc zdecydować się, czy było szczere, czy zadane jedynie z grzeczności; sierpniowe słońce rzeczywiście dawało mu się odrobinę we znaki, sprawiając, że marzył o szklance wody, ale z drugiej strony – czy nie lepiej byłoby odmówić? Podrapał się bezwiednie po karku, wreszcie decydując, że brak odpowiedzi był jeszcze gorszy niż zła odpowiedź. – W-w-wody, dziękuję. Jeśli nie sprawi to kłopotu – dodał szybko, uśmiechając się. Zawieranie nowych znajomości nie było nigdy jego najmocniejszą stroną.


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Przed domem [odnośnik]28.12.20 15:37
- Fantastycznie! - Odpowiedziała, gdy mężczyzna potwierdził swoją tożsamość. Sama Frances nie posiadała najmniejszych zdolności jeśli chodzi o stawianie bądź choćby planowanie podobnych konstrukcji, przez co zadanie to wydawało jej się bardziej skomplikowanym, niż tworzenie nowych, alchemicznych receptur. Potrzebowała pomocy kogoś,  kto znał się na temacie, a nowa praca wiązała się dla niej ze stabilniejszymi funduszami. Z książką w dłoni zaprowadziła mężczyznę do odpowiedniej części ogrodu z nadzieją, że mężczyzna okaże się równie inteligentny jak w opowieściach i będzie  wstanie doradzić jej z niewielkimi detalami, powiązanymi z budową wymarzonej szklarni.
- Temperatura winna mieć między osiemnastoma a dwudziestoma pięcioma stopniami Celsjusza w najchłodniejszych okresach. - Odpowiedziała na pytanie, cytując słowa z jednej z książek, w której szukała odpowiednich informacji. Przed kupnem domu mogła jedynie hodować rośliny w niewielkich doniczkach, nic więc też dziwnego, że ambitna panna Burroughs starała się odnaleźć informacje, które mogłyby się przydać. Potrzebowała ingrediencji, a im więcej była w stanie wyhodować we własnym ogródku, tym lepiej było dla niej.
- Tak, tam. - Potwierdziła z uśmiechem wymalowanym na malinowych ustach. - Cień nie powinien przeszkadzać, raczej pomoże zapanować nad temperaturą w okresie letnim, nie chciałabym spalić hodowanych roślin. - Odpowiedziała ciepło, w lekkim zastanowieniu. Teoria zdawała się być dobra i panna Burroughs miała nadzieję, że sprawdzi się również w praktyce, zwłaszcza jeśli doda się do szklarni odrobinę magii.
Kolejne pytanie sprawiło, że eteryczna alchemiczka zamyśliła się na dłuższą chwilę. Miała spore wymagania, jeśli chodzi o szklarnię, nie była jednak w stanie dokładnie określić jej wymiarów.
- Och, nie jestem w stanie dokładnie tego określić. Jak mówiłam, nie mam o tym większego pojęcia. Zależy mi jednak, aby miała przedsionek oddzielony ścianką, aby ochronić trochę rośliny przed zimnym powietrzem. Myślałam również, aby sama szklarnia składała się z dwóch osobnych komór.  W pierwszej znajdowałyby się stoły oraz półki na rośliny z których pozyskuję ingrediencje alchemiczne. Planowałam hodować je w donicach, przydałby mi się również kawałek stołu, przy którym mogłabym je przesadzać bądź przygotowywać pod użycie. Druga część byłaby przeznaczona na warzywa bądź owoce, sadzone bezpośrednio do ziemi, a co za tym idzie zależałoby mi, aby oddzielona była drzwiami od części z ingrediencjami, a spełnieniem moich marzeń byłoby, gdyby w obu komorach dało się ustanowić inną temperaturę. - Uważnie wypowiadała wszystkie życzenia, jakie miała względem planowanej szklarni mając nadzieję, że to, co wymyśliła nie będzie zadaniem niemożliwym. Szaroniebieskie spojrzenie uważnie przesunęło po buzi pana Moore, próbując wyłapać jego reakcję na jej słowa. I już miała coś dodać, gdy mężczyzna zażyczył sobie czegoś do picia. - Zaraz wrócę. - Oznajmiła, po czym ruszyła w kierunku kamiennego domku. Frances pozostawiła książkę na tarasowym stole, by szybko udać się do kuchni. Przygotowała dzbanek zimnej wody z odrobiną świeżej mięty, ułożyła na kwiecistym talerzyku kawałki świeżo upieczonej szarlotki, naszykowała talerzyki, szklanki oraz dwa niewielkie widelczyki. Z tak przygotowaną tacą powróciła do ogrodu, po drodze zgarniając jeszcze książkę, z której czerpała inspirację do swojej szklarni. - Proszę, jeśli miałby Pan ochotę na kawałek świeżej szarlotki, proszę się częstować. - Zapowiedziała z ciepłym uśmiechem, chwilę później przenosząc spojrzenie na książkę trzymaną w dłoni. A gdy odnalazła odpowiednią rycinę, wraz z nią podeszła do mężczyzny.
- O tutaj… - Zaczęła, wskazując na rysunek szklarni. - Jest coś, czym się inspirowałam. Z przodu przedsionek, później część ze stołami oraz półkami i finalnie odgrodzona część na rośliny zasiane w ziemi… W tej księdze jest napisane, iż za pomocą magii można uzyskać różne temperatury w obu częściach szklarni… Sądzi pan, że będzie to do wykonania? A może jest coś, na co powinnam zwrócić uwagę, a wcześniej o tym nie pomyślałam? W teorii pomysł wydaje mi się dobry, nie wiem jednak, jak jest z praktyką. - Frances wręczyła księgę mężczyźnie, aby ten na spokojnie mógł zapoznać się zarówno z rysunkiem jak i z opisem. Zaciekawienie błysnęło w szaroniebieskim spojrzeniu a alchemiczka oczekiwała jego odpowiedzi. On z pewnością znał się na tym o wiele lepiej, niż ona sama.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Przed domem
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach