Wydarzenia


Ekipa forum
Przed domem
AutorWiadomość
Przed domem [odnośnik]18.12.20 19:15
First topic message reminder :

Przed domem

Do Greengrove Farm można dostać się przechodząc przez furtkę drewnianego płotu, a następnie wprost przez trawnik do przeszklonych drzwi wejściowych. Postawiony na skraju lasu trzypiętrowy dom o drewnianej elewacji i wysłużonej dachówce został zbudowany na kształt luźnej bryły o licznych wystających elementach. Wyposażony w asymetryczny układ okien, gdzie przez największe z nich światło wpada wprost na krętą klatkę schodową nosił na sobie wiele znaków czasu, świadczących o tym, iż rodzina Grey’ów mieszkała w nim od wielu lat. W kryjącej się za drzewami wieży domownicy trzymają swoje najróżniejsze skarby - od starych zabawek, przez narzędzia ogrodowe, na książkach kończąc. Do położonych na tyłach domu szklarni można dostać się nie tylko przez przejście w kuchni, ale i obchodząc budynek dookoła.
Cave Inimicum, Lepkie ręce


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Halbert Grey dnia 25.03.21 10:00, w całości zmieniany 2 razy
Halbert Grey
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380

Re: Przed domem [odnośnik]08.09.21 22:03
Czuł podskórnie, że na nocnej, niespodziewanej wizycie się nie skończy. Nie im dłużej ten mężczyzna mówił i otwierał się przed braćmi Grey. Jeden z chłopców będąc opatulony kocem, napojony ciepłym mlekiem zaczął przysypiać na krześle. Zapewne zmęczenie oraz strach zrobiły swoje, w końcu nie wiedzieli jak wiele przeszli. Hattie ostrożnie wzięła chłopca na ręce, tak jak to kiedyś czyniła ze swoimi synami i zaniosła do salonu, by ułożyć dziecko na kanapie. Jego ojciec nie oponował widząc już, że ma do czynienia z dobrymi ludźmi. Bądź nie miał już siły aby oponować i walczyć.
Herbert wziął od Baxtera pergamin rozkładając go ostrożnie. Prowizoryczna mapa, narysowana zapewne pospiesznie na kolanie przedstawiała drogę, szlak do obozu.
-Co to za miejsce? - Zapytał Grey, choć domyślał się odpowiedzi.
-Obóz uchodźców… tam ponoć mamy się spotkać. Tam ma być trochę lepiej.
-I co dalej? - Rozumiał potrzebę ucieczki, ale była zima. Mieli zamiar koczować w lesie licząc na to, że jakoś przetrwają? Czy może Zakon szykował jakąś akcję, o której nie wiedział. Może powinien to sprawdzić?
-Nie wiem… - Mężczyźnie załamał się głos, a Herbert właśnie tego się obawiał. Uciekali na oślep, licząc, że gdzieś dalej będzie lepiej, że jakoś ułożą sobie życie. -Nie wiem co dalej, ale ponoć tam będzie pomoc.
W takich miejscach najczęściej aż roiło się od chorób, głodu, biedy i brudu. Nic co pomagało w przetrwaniu. Krążyło mu po głowie pytanie jak dużo było już tam ludzi. Od ilu dni, a może tygodni czekając na pomoc, a nikt nie wie, że tam są i umierają. Westchnął głośno i potarł oczy.
-To kawał drogi. Dzisiaj na pewno tam nie traficie. - Powiedział patrząc jak kolejne dziecko zasypia na siedząco. Baxter spojrzał na braci przepraszająco.
-Wybaczcie, nie chciałem tego…
-Nikt nie chciał. - Zapewnił go Herbert i spojrzał na brata, a potem na matkę.-Niech się prześpią i tak padają już na twarz.- Skinął zaś na Hala by odszedł z nim na bok; pokazał mu mapę gdy byli poza zasięgiem uszu Baxtera i jego dzieci. -To kawałek drogi. Z dwa dni, jak nie trzy wędrówki. W tym stanie nie dadzą rady. Zastanawiam się czy nie sprawdzić tego miejsca.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Przed domem [odnośnik]09.09.21 7:56
Stał w milczeniu ze wzrokiem wbitym w podłogę, słuchając kolejnych strzępków historii, jakie miały przybliżyć ich do rozwiązania sprawy. Wciąż nie mieli pewności, że tej czwórce można wierzyć, podłamujące się głosy mogły być tylko fortelem, sposobem na wyciągnięcie z nich informacji, wykorzystanie gościnności. Nienawykły do zakładania z góry, że ktoś może mieć nieszczere intencje, nie raz już potknął się i wiele stracił, ryzykując także własne życie, ale co zrobić, gdy w głębi duszy odzywał się głos, nakazujący zrozumieć i uwierzyć?
Odepchnął się od blatu i przeszedł kilka kroków na bok, by Baxter nie usłyszał ich naprędkich konsultacji. Spojrzał na prowizorycznie naszkicowaną mapę, Halbertowe brwi powędrowały ku górze w sceptycznym zastanowieniu.
- To może nie być bezpieczne. Zresztą skoro dla nas, to dla nich tym bardziej… - mruknął od razu w odpowiedzi samemu sobie. Uniósł dłoń w geście ostrzeżenia, chcąc stawiać warunki. - Sami tam nie pójdziemy, nie wiemy co nas tam czeka. Trzeba też napisać do Archibalda, pewnie chciałby wiedzieć co dzieje się na jego ziemiach. - O ile jeszcze o tym nie wiedział. Nie chciał zawracać mu głowy byle bzdurami, ale jeśli w tamtej okolicy naprawdę zaczął tworzyć się obóz uchodźców, musieli zrobić co tylko w ich mocy, by tym ludziom pomóc.
Stojąc w przejściu między kuchnią a salonem, spojrzał na ułożonego na kanapie chłopca, który zasnął natychmiast, gdy tylko jego głowa wylądowała na poduszce. Gdzie zmieszczą resztę przybyszy? Hattie zdawała się czytać w jego myślach, nie czekając na przyzwolenie ani plan synów, machnięciem różdżki przygotowywała już kolejne posłania w salonie. Sam przez moment zastanawiał się czy nie umieścić ich w wolnych pokojach na piętrze, ale w takiej chwili mogli rzeczywiście chcieć trzymać się razem.
- Nie mogą tu długo zostać, musimy zająć się tym od razu. Masz pomysł do kogo można się zwrócić? - W jego głowie momentalnie pojawiły się twarze Tonksów, choć i ich ręce były teraz pewnie pełne roboty. Należało podejść do tego mądrze.


may the flowers remind us
why the rain was necessary

Halbert Grey
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Przed domem [odnośnik]09.09.21 15:30
Na początku też był nieufny ale nie mógł uwierzyć, że mężczyzna był zdolny do wykorzystywania w tak okrutny sposób własnych dzieci. W zmęczonej i przerażonej twarzy widział oddanie rodzinie. Kiedy Hattie tworzyła miejsca do spania w salonie Herbert wpatrywał się w mapę rozumieją obiekcje brata.
-Kto wie co tam jest. Czy rzeczywiście obóz uchodźców czy nie pułapka. Należy to sprawdzić. – Jeżeli w na ziemiach Prewettów ktoś stworzył miejsce do wyłapywania uciekinierów i oddawania ich w ręce Śmierciożerców należało to ukrócić. Wszędzie czaili się szmalcownicy, szumowiny gotowe wydać niewinnych ludzi. Często sami wywodzili się z rodzin mugolskich, co nimi kierowało? Zazdrość, zawiść, czy zwyczajnie byli podłymi ludźmi i w czasie wojny ich prawdziwy charakter wyłaził na powierzchnię. –Archibald musi wiedzieć. – Zgodził się ze starszym bratem i złożył mapę, którą schował do kieszeni spodni. Czuł jak zmęczenie wdaje mu się we znaki, a ciało domagało się odpoczynku, podobnie jak oczy, które zaczęły piec nieprzyjemnie. –Justine powiedziała mi, że jeżeli będę czegoś potrzebować mam się do niej zgłosić. – Powiedział po chwili namysłu. –Myślę, że będzie w stanie kogoś polecić do pomocy.
Nie oczekiwał, ze Tonks sama się zjawi. Miała nad sobą list gończy i pełno innych obowiązków, ale ludzi walczących w jego szeregach nie brakowało, na pewno był ktoś kto mógłby im pomóc. Kątem oka dostrzegł jak matka kładzie do snu kolejne dzieciaki, a te jak tylko ułożyły się na materacach zasypiały twardym snem. Baxter zaś siedział w kuchni i czekał na wyrok jako wydadzą bracia Grey.
-Napiszę do niej i zapytam czy może kogoś do nas wysłać. W tym czasie porównam te zapiski z mapami okolic, które posiadamy, jeszcze od ojca. Być może to ułatwi nam znacznie dotarcie do obozu uchodźców. – Klepnął brata w ramię i wyminął go. Decyzję już podjął, wiedział, że należało sprawdzić ten trop. Nie zrobienie tego mogłoby im poważnie zaszkodzić. Jeżeli działają tam szmalcownicy to pokrzyżują im plany, jeżeli zaś byli tam ludzie potrzebujący pomocy będą musieli się zorganizować by umożliwić im przetrwanie w okresie zimowym.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Przed domem [odnośnik]14.09.21 8:23
Wodząc spojrzeniem po mapie, zastanawiał się jak wiele osób mogło gromadzić się już w obozie. Łapało go przerażenie na samą myśl ilu z nich zostało zmuszonych do ucieczki z domów, swoich bezpiecznych przystani, gdzie mieli spędzić resztę życia. Z ciężkim oddechem uniósł wzrok na ściany korytarza, zatrzymując go na zawieszonych nań rodzinnych zdjęciach. Nie wyobrażał sobie życia w innym miejscu, niż Greengrove Farm, z matką, bratem, ich coraz bardziej rozrastającą się rodziną. Czy w obliczu wiszącego nad nimi upiornego widma była wciąż na to szansa?
Na dźwięk jej imienia zacisnął usta, nie chcąc zgłaszać swoich obiekcji. Justine była rzeczywiście jedną z najbardziej doświadczonych osób, które mogłyby im pomóc, ale jej obecność tutaj byłaby zagrożeniem dla nich wszystkich. Nie dość, że pod jednym dachem znaleźliby się poszukiwany listem gończym zbieg, jak i uciekający przed rzezią uchodźcy, to jeszcze w szklarni rósł skradziony Ministerstwu Magii tojad. Ktokolwiek by na nich trafił, nie miałby skrupułów, by wyciągać konsekwencje. Odetchnął z ulgą, gdy Herbert podsunął sugerowanie pomocników, a nie jej przybycie na Greengrove Farm. Choć ich ostatnia rozmowa zakończyła się z względnie neutralnym wydźwiękiem, nie był pewien jak zareagować przy następnym spotkaniu.
- Niech tak będzie - mruknął tylko pod nosem, bo brat nie zamierzał czekać na jego odpowiedź. Mieli przed sobą sporo pracy, obaj potrzebowali odpoczynku. Powiódł tylko za nim wzrokiem, by następnie wrócić do gościa.
- Zajmiemy się tą sprawą, Baxter - zwrócił się ściszonym głosem do mężczyzny, który podniósł się z miejsca, mając dość ciągłego siedzenia i oczekiwania na decyzję. - Sprawdzimy miejsce z mapy i upewnimy się, że jest bezpieczne. Twoją żonę też znajdziemy. - Uniósł kącik ust w bladym pocieszeniu. Czuł się źle z myślą, że wcale nie musiała to być prawda, a znalezienie kobiety mogło graniczyć z cudem. Baxter potrzebował jednak nadziei, drobnego, tlącego się płomyka, który doda mu sił do dalszej walki.
Usiadł przy kuchennym stole z kubkiem herbaty, rozmyślając nad dalszymi działaniami, co jakiś czas zerkając do salonu, jakby chciał się upewnić, że przybysze wciąż tam są. Wiedział już, że przez resztę nocy nie zmruży oka.

| zt x2


may the flowers remind us
why the rain was necessary

Halbert Grey
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Przed domem [odnośnik]13.11.22 18:36
|25.06.1958

Czerwiec zawsze był w pełnym rozkwicie, był miesiącem kiedy przebywając w domu szykował się do kolejnej wyprawy, rozpakowując po tej, z której właśnie wrócił. Plecak pełen najróżniejszych skarbów, pachnący amazońską dżunglą stał w salonie, gdzie Grey opowiadał rodzinie o kolejnych swoich przygodach. Następnie w całym domu niósł się dźwięk maszyny do pisania kiedy spisywał luźne myśli lub przepisywał pamiętniki. Dopiero później schodził do szklarni, a matka wołała za nim aby coś zjadł, bo przecież nic nie wziął do ust od kiedy wrócił do domu.
Tym razem echem nie niósł się dźwięk maszyny do pisania, ani zapach kawy czy jedzenia. Hattie znów wyjechała do rodziny, coraz rzadziej bywając w Greengrove farm. Mówiła, że musi zająć się siostrą, ale chyba kierowały nią inne pobudki. Chciała dom zostawić synom, samej przenieść się gdzie indziej i nie wisieć nad nimi niczym nadopiekuńcza kwoka.
Herbert, siedział na ganku przed domem, ciesząc się jedną z nielicznych wolnych chwil jakie miał dla siebie. Życie go nie oszczędzało, z misji na misję, z akcji na akcję starał się choć trochę zrobić coś koło domu. Ten dzień przeznaczył na obejście gospodarstwa. Pół dnia spędził na naprawach, a to płotu, a to dachu, a to należało ogródek warzywny oporządzić, a to musiał zajść do szklarni i w części roślin tropikalnych zająć się rurami nawadniającymi. Na szczęście transmutacja pozwalała jeden przedmiot zamienić na inny, stworzyć części zamienne i praca szła o wiele szybciej.
W końcu, z kubkiem ziołowego naparu usiadł na schodach altanki i cieszył się ciszą, która była pełna dźwięków. Ptaki śpiewały w gałęziach drzew, krzak śliwek samosterowalnych co chwila poruszał swoimi liśćmi w przyjemnym szeleście. Pomiędzy drzewami, w cieniu drzew widział przemykające leśne stworzenia, zaś nad gankiem gniazdo uwiły sobie jaskółki, które właśnie wysiadywały swój lęg.
Przymknął na chwilę oczu, by wsłuchać się dokładnie w dźwięki natury wokół niego. Dopiero po chwili zrozumiał, że dołączył do nich jeszcze jeden. Ciche skrzypienie furtki, delikatne kroki na ścieżce do domu. Otworzył leniwie oczy aby dostrzec zbliżającą się Florkę. Nie był zaskoczony jej widokiem, bywała częstym gościem. Nadal gościem, bo regularnie namawiał ją aby zamieszkali razem, ale wciąż ją coś powstrzymywało przed zrobieniem tego kroku.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Przed domem [odnośnik]13.11.22 20:11
Starczyło że pogoda była ładna, i od razu żyło się jakoś lżej. Oczywiście, nie dało się zapomnieć o tym, że sytuacja w kraju wciąż była tragiczna, o mrocznych cieniach atakujących ludzi, o uciekinierach ryzykujących życia byle tylko zbiec z Wysp. Nie sposób było zapomnieć też o tym, że nie każdemu dało się pomóc. Wszystko wydawało się jednak nieco mniej szare, nieco mniej przygnębiające, gdy na skórze można było wyczuć delikatny dotyk promieni słońca, gdy las, który Florence regularnie przemierzała w drodze do Greengrove Farm, cały wręcz śpiewał i sycił oczy soczystą zielenią. A przemierzała go w ostatnich tygodniach bardzo często. Korzystała ze wszystkiego, co oferowały jej te podróże - zarówno z wypraw po dzikie jeżyny rosnące nieopodal utartych ścieżek, jednak przede wszystkim z poczucia bezpieczeństwa i ciepła, które działały na nią niczym kojący balsam, ilekroć tylko dostrzegała osobę Herberta.
Ktoś obserwujący ją z boku zapewne określiłby ją mianem nierozsądnej, może nawet głupiej. Czemu wciąż nie zdecydowała się przenieść na Greengrove Farm, skoro wszystko, co mogło zapewnić jej szczęście, znajdowało się właśnie tutaj? Florence wciąż czuła się jednak w obowiązku pomagać ludziom, którzy zamieszkiwali Oazę. Oni nie mieli tyle szczęścia. Czy więc miała prawo tak po prostu uciec? Chyba nie potrafiłaby spojrzeć sobie w oczy, gdyby porzuciła tych wszystkich ludzi, a także Floreana.
Tak przynajmniej sądziła do tej pory. Ostatnio pojawił się jednak jeszcze jeden aspekt, który Florence musiała wziąć pod uwagę. Coś, co mogło sprawić, że jej decyzja będzie musiała ulec zmianie. Przemierzając las, pogrążona we własnych myślach, kobieta nawet nie zorientowała się, jak szybko dotarła do znanej sobie granicy. Pchnięta lekko furtka łatwo ustąpiła z cichym skrzypnięciem - dość głośnym jednak, aby jej przybycie nie pozostało niezauważone. Widząc jak Herbert wypoczywa na ganku przed domem, po raz kolejny uśmiechnęła się sama do swoich myśli. Był wspaniałym mężczyzną. Odważnym, walecznym, skorym do poświęceń. Czułym i delikatnym, gdy trzeba było. Szczerym i oddanym. Był jak prawdziwy skarb pośrodku spalonych pustkowi.
Czy się bała? Odrobinę. Przede wszystkim jednak go znała. Wierzyła że zna. Że wszystkie jego prośby, aby zamieszkała razem z nim tutaj, w Greengrove Farm nie były słowami rzucanymi na wiatr. Że wesprze ją, nawet gdy zrzuci na niego nowinę, z którą tu przybyła.
- Dzień dobry - czy głos jej odrobinę zadrżał? Miała nadzieję że nie. Maskując obawy uśmiechem pochyliła się, aby złożyć delikatny pocałunek w kąciku jego ust, a gdy już Grey wstał ze schodów i wyprostował się - wtulić się w jego osobę.


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror
Look a little closer
Stare a little longer
OPCM : 2 +2
UROKI : 12 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Przed domem - Page 3 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: Przed domem [odnośnik]13.11.22 22:54
Z leniwym uśmiechem na twarzy obserwował jak Florka się zbliża. Zauważył pewną, drobną przemianę w jej osobie. Oczy jaśniały, a gdy się śmiała jej głos był dźwięczny. Choć samemu nie opływał w bogactwa tak starał się, aby za każdym razem wychodziła z jakimiś zapasami. Doskonale wiedział, że rozdawała je w Oazie, zwłaszcza po ostatnim trzęsieniu ziemi, które zniszczyło sporą ilość domostw. Dlatego też nim opuściła Greengrove Farm pilnował, aby zjadła pełen posiłek. Drobna rzecz, trywialna wręcz, można było rzecz, że praktycznie pozbawiona romantyczności, ale jakże konieczna w czasie wojny. Choć ta nie zapukała jeszcze do jego drzwi, tak wiedział, że jest tuż za progiem. Póki mógł, nie chciał w pełni sprowadzać jej do domu. Enklawa jaką udało się tu stworzyć była też jego ucieczką.
Poczekał aż podejdzie, a gdy złożyła delikatny pocałunek porwał ją w ramiona, tulił do siebie jakby nie widział jej od bardzo dawna.
-Dzień dobry. - Uśmiechnął się szeroko. -Co, Czerwony Kapturek, ma tym razem ze sobą? - Zapytał z rozbawieniem w głosie i zachęcił aby usiadła wraz z nim na ganku domostwa. -Jaskółki wczoraj złożyły kolejne jaja. - Wskazał na gniazdo tuż nad ich głową. Obserwował parę codziennie. Widział jak gniazdo, z każdym dniem stawało się coraz większe i lepsze. Potem zaś samica codziennie składała po jednym jajku. Teraz już wysiadywała je, a samiec co chwila przylatywał z posiłkiem dla niej i ulepszał oraz umacniał gniazdo. -Na polanę zaś sarny przychodzą codziennie. - Tym razem skierował wzrok czarownicy w kierunku strzelistych drzew, między którymi obserwował życie leśne. Ledwo parę dni wcześniej był na obchodzie terenów gdzie znajdowały się paśniki. Tak jak z ojcem, gdy był jeszcze dzieckiem oceniał ich stan i planował pracę na jesieni, kiedy paśniki należało naprawić i przygotować na zimę. -Zaraz wracam.
Z tymi słowami wstał ze swojego miejsca aby udać się do wnętrza domu i w kuchni przygotować też napar dla Florki. W tym czasie zerkał co jakiś czas przez okno, skąd widział, jak siedzi na ganku. Biorąc porcję landrynek wrócił i podał kubek kobiecie. Obok zaś postawił miskę ze słodkościami i sam usiadł upijając łyk swojego naparu. -Niedługo zacznie kwitnąć Funkie oraz Mikołajek Alpejski. - Wskazał tym razem rośliny niedaleko nich, których napęczniałe pęki świadczyły o tym, że lada dzień zaczną ukazywać światu swoje piękno. Pokazywał Florce swoje życie, to bez wojny, takie zwyczajne; pragnął by ona również jego doświadczyła.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Przed domem [odnośnik]16.11.22 1:32
Greengrove było prawdziwym rajem. Florence od lat po cichu marzyła o tym, aby zamieszkać na wsi - marzenie to jednak zawsze pozostawało niezwykle oddalone, szczególnie gdy kobieta żyła jeszcze w mieszkaniu w samym centrum magicznego Londynu. Już dalej od spokojnej wsi chyba nie dało się wylądować. To również dlatego farma rodziny Greyów była dla niej tak szczególna. Nie dość, że posiadała w sobie piękno i spokój, oferowała schronienie oraz kojące ramiona Herberta, była najbliższym, co Florence mogła określić do spełnienia tego jednego, konkretnego marzenia. Dziś, gdy kobieta próbowała wyobrazić sobie swój domek na wsi, widziała właśnie Greengrove Farm - nawet jeśli wciąż odmawiała faktycznego zamieszkania tu.
- Hej, połamiesz mi żebra, Wilku! - zawołała, kiedy Herbert pochwycił ją tak entuzjastycznie i mocno przytulił. W jej głosie próżno było jednak szukać złości, był raczej przepełniony rozbawieniem. Tak, nawet jeśli sam Grey także sprawiał jej nie raz i nie dwa mnóstwo zmartwień, był jednak przede wszystkim źródłem ciepła, miłości i poczucia bezpieczeństwa. - Znalazłam w lesie trochę malin. Zaczynają już dojrzewać - w jej koszyku były może dwie garści tych owoców, bo nie chciała zrywać tych niedojrzałych, ale hej, zawsze to coś!
Jej spojrzenie podążała w każdą ze stron, którą wskazywał jej Herbert. Z nieskrywaną ciekawością przyglądała się gniazdu, a także pojawiającemu się co jakiś czas samcowi, który krzątał się wokół swego domostwa oraz znajdującej się w środku samiczki. Saren co prawda żadnych nie dostrzegła, ale spodziewała się, że są częstymi gośćmi na polanach, o których wspominał mężczyzna. To była już pora narodzin młodych, chociaż akurat maluchy niełatwo było wypatrzeć, jako że zwykle siedziały w ukryciu podczas gdy matki się pożywiały.
Florence westchnęła cicho, nieco zamyślona, kiedy Herbert pognał szybko do kuchni, aby zaparzyć jej naparu. Przyroda już dawno obudziła się do życia i teraz wszystko kwitło, rozmnażało się, budowało gniazda i kopało nory. Spoglądając na jaskółki, kobieta pozazdrościła ptakom wolności i swobody. One mogły zakładać rodzinę bez żadnych przeszkód, jedzenia miały w bród. Jasne, one także musiały obawiać się drapieżników, ale ich życie było jednak zwyczajnie pod pewnymi względami łatwiejsze.
- Herbert, posłuchaj, musimy porozmawiać. - zaczęła, przyjmując od niego napitek, chociaż wstrzymała się z pierwszym łykiem, musiała najpierw odczekać aż napar nieco ostygnie. Po namyśle odstawiła kubek na jeden ze schodków, podnosząc się także na nogi. Nerwy znów dawały o sobie znać, a ona nie potrafiła usiedzieć w miejscu gdy targały nią takie emocje - Przyszłam, bo mam ci coś ważnego do powiedzenia. Bo widzisz... - zagryzła wargę. Znów zerknęła w górę, na gniazdo. Czemu musiała to tak strasznie owijać w bawełnę, czemu nie mogła tego po prostu powiedzieć prosto z mostu? - Widzisz, okazuje się, że teraz ja też jestem taką jaskółką. - zakończyła nerwowo i kulawo, zaciskając palce na swojej sukni, by zająć czymś ręce i odwracając się do Herberta. Ależ była głupia. Nie była nawet pewna, czy mężczyzna zrozumie, o co jej chodziło. Mimo wszystko jednak nie chciała mu zrzucać tych wieści na głowę, niczym kubła zimnej wody. Bo ich życie było zdecydowanie, zdecydowanie trudniejsze niż jakichś głupich jaskółek... a ona sama była rozdarta.


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror
Look a little closer
Stare a little longer
OPCM : 2 +2
UROKI : 12 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Przed domem - Page 3 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: Przed domem [odnośnik]16.11.22 10:50
Okolice Greengrove Farm kwitły, ociekały kolorami zbliżającego się wielkimi krokami lata. Przyroda, otaczała domostwo tworząc prawdziwą enklawę, w której można było się skryć, uciec od trudów codziennego życia. Pszczoły pracowicie latały wśród kwiatów, a zwierzęta śmiało sobie poczynały podchodząc bliżej, głównie o świcie lub późnym wieczorem, kiedy czuły się najbardziej bezpieczne.
-Wilku?! - Zapytał z oburzeniem w głosie. -Myślałem, że zasługuję na miano gajowego. - Zaśmiał się cicho, a gdy już siedzieli znów na ganku sięgnął po umyte wcześniej maliny, które wróciły wraz z landrynkami. Słodki smak owoców idealnie pasował do naparu z lipy. Choć oddałby wiele za smak kawy lub dobrej herbaty. Mimo to starał się doceniać każdą najmniejszą chwilę spokoju i wyciszenia w tym szalonym świecie. Dostrzegał piękno w każdym dniu, ktoś by rzekł, że stał się romantykiem, nie poważnym i pełnym naiwności, ale nie zwracał na to uwagę. Zaś dostrzegł, że Florka jest jakaś spięta, a nawet nie zaczął od nowa tematu jej przeprowadzki. Nie miał zamiaru odpuszczać.
-Co się stało? - Zapytał od razu kiedy zerwała się na nogi i zaczęła krążyć. Zmarszczył brwi odstawiając swój kubek. Zapowiadała się ciężka rozmowa albo informacja, która mogła go zwali z nóg. Tak podejrzewał, patrząc na jej poważną twarz. Przeniósł zaraz za nią spojrzenie na jaskółcze gniazdo. Na to jak samiec właśnie dokładał traw do jednej ze ścianek.
-Jaskółką? - Powtórzył za nią, nie rozumiał za bardzo co chciała mu przekazać. I dlaczego z tego powodu była tak zdenerwowana. Zaciśnięte dłonie, przygryziona warga, nerwowe chodzenie próbował połączyć z jaskółkami i tym co właśnie robiły, albo do czego się przygotowywały. Do wylęgu.
Myśl ta uderzyła w niego z ogromną mocną, co odmalowało się na twarzy mężczyzny. Uniósł w górę brwi, a następnie rozchylił usta w niemym zaskoczeniu. Jego wzrok powędrował w stronę brzucha kobiety. Podniósł się z pozycji siedzącej, tracił czucie w nogach.
-Florko… - Wydusił wreszcie z siebie i pochwycił jej drżące dłonie w swoje. -Czy my… czy ty… - Próbował z siebie wydusić jakieś słowo, ale nic nie przechodziło mu przez gardło; na ustach pojawił się szeroki uśmiech. Gwałtownie pochwycił ją w ramiona i obrócił wokół własnej osi. -Moja Jaskółko! Teraz musisz zamieszkać w Greengrove Farm! - Zawołał stawiając ją na ziemię. -Jesteś pewna? - Zapytał jeszcze kontrolnie, ponieważ nie docierało to do niego, tak do końca.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Przed domem [odnośnik]16.11.22 12:07
- A czy to nie wilk dopytywał się, co Kapturek niesie w koszyku? - parsknęła jeszcze cicho. Ale istotnie, Herbertowi znacznie bliżej było do gajowego. Prawdziwego strażnika, pilnującego życia - i to na wielu płaszczyznach. Dbał o zwierzęta wokół farmy, o rośliny we własnych szklarniach i w lesie, a także o wszystkich tych ludzi którzy próbowali zbiec przed wojną. Gajowy jak znalazł.
Florence była mocno spięta, mimo wszystko w końcu nie wiedziała, jak dokładnie mężczyzna mógł zareagować na te wieści. Ona sama, gdy tylko się zorientowała, odczuwała dwie skrajnie przeciwne emocje. Z jednej strony... zawsze chciała zostać matką. To była druga część jej marzenia, połączona z tą o posiadaniu chatki na wsi. Bo czy można było prawdziwie cieszyć się z domu, jeśli nie dzieliło się go z najbliższymi? Florence uwielbiała dzieci, maluchy w każdym wieku były jej ulubionymi klientami, kiedy lodziarnia Fortescue jeszcze stała. Zawsze wiedziała, że pragnie założyć rodzinę, los przez lata krzyżował jednak jej plany. Teraz natomiast? Czy to naprawdę był właściwy moment, aby w końcu realizować to marzenie? To była druga z emocji, które nią zawładnęły, kiedy kobieta zorientowała się o swojej ciąży - strach. Czy da radę zapewnić bezpieczeństwo sobie i dziecku? Czy będzie miała gdzie bezpiecznie urodzić, a potem wychowywać potomka? Na samą myśl była przerażona. Nie mogła zostać z tym sama, nie chciała. To dlatego tak liczyła na Herberta.
Jej nerwowość była bardzo wyraźna, również dlatego że kobieta zastanawiała się czy nie skomplikowała za bardzo swojego wyznania. Ale Grey był domyślny - i w następnej chwili Florence poczuła jakby ogromny głaz opadł z jej ramion. Zaskoczenie, a później autentyczna radość na twarzy Herba była dla niej najlepszą odpowiedzią. Teraz w myślach robiła sobie wyrzuty. Dlaczego w ogóle obawiała się mu to powiedzieć? Jak mogła w niego wątpić? Była zwyczajnie głupia.
Ulga, która odmalowała się na jej własnej twarzy także była bardzo wyraźna. Aż oczy jej lekko zawilgotniały, ale nie płakała. Uścisnęła jego dłonie w geście potwierdzenia - a gdy uniósł ją w powietrze, pisnęła cicho zaskoczona, ale zaraz roześmiała się wesoło.
- Tak, ja... - zaczęła, kiedy znów stanęła nogami na twardym gruncie. Nie krwawiła już dwa miesiące, a kilka innych testów tylko upewniło ją w jej podejrzeniach - Jestem pewna i... poważnie rozważam przeniesienie się tutaj. - gdzie indziej faktycznie znalazłaby schronienie dla siebie i ich dziecka? Gdzie indziej mogliby być prawdziwą rodziną? Dość było uciekania do Oazy. To tutaj było jej miejsce.


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror
Look a little closer
Stare a little longer
OPCM : 2 +2
UROKI : 12 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Przed domem - Page 3 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: Przed domem [odnośnik]16.11.22 23:45

Czy kiedyś myślał, że zostanie ojcem? Dopuszczał do siebie taką możliwość. Wiedział, że Greengrove zostało stworzone z myślą o sporej rodzinie. Nie brakowało tu licznych pokoi, a usytuowanie domu mówiło samo za siebie, a jednak dzieci nadal tu nie było. Herbert Grey zaś regularnie pakował plecach i wyruszał w dalszą podróż do Amazonii. Posiadanie rodziny jednocześnie było czymś naturalnym i oczywistym. Przebywał wśród plemion Indiańskich, gdzie rodzina była najważniejsza komórką społeczną, było czymś oczywistym, że każdy członek tej społeczności kiedyś stanie się rodzicem.
Nie spodziewał się, że sam tak szybko się nim stanie, a wieść o tym przyjmie z takim spokojem i radością jednocześnie. Ujął jasną twarz w dłonie i złożył ciepły, niespieszny pocałunek na miękkich, kobiecych ustach. W niebieskich oczach kotłowały się wszystkie możliwe emocje, jakie tylko był w stanie odczuwać człowiek w takim momencie. Była pewna. Nie miał powodów aby wątpić w jej zapewnienia. Nosiła pod sercem ich dziecko. Mógł się przecież tego spodziewać, a jednak wiadomość była lekkim zaskoczeniem. Nie zważał na to, że trwała wojna, że wokół nich świat całkowicie zwariował - ich świat przepełniała właśnie radość, taka w najczystszej postaci.
-Nie wyobrażam sobie, że mogłabyś mieszkać gdzie indziej. - Odparł poważniejąc na chwilę. -Tu niczego ci nie zabraknie. Będziesz mieć wszystkie wygody i miejsce, które możesz nazwać domem. - Zapewnił ją od razu. -Gdzie indziej miałaby mieszkać matka mojego dziecka?
Pogładził ją po policzku czułym gestem. Tu było jej miejsce. U jego boku, a jego obok niej. Od dawna wiedział, że żadna inna kobieta nie mogła trwać przy nim, tak jak panna Fortescue. Był w pełni gotów dać jej swoje nazwisko, sprawić, że zwiążą swoje życia razem i będą dalszą drogę pokonywać razem. Serce waliło mu w klatce piersiowej jak oszalałe, a jego wzrok mimowolnie ześlizgnął się znów na jej brzuch. Jakby jeszcze trochę nie dowierzał, że tam właśnie kształtowało się nowe życie.
-Czy twój brat wie? - To była dość ważna kwestia, nie chciał aby Florek miał mu za złe, aby żywił do Herberta urazę, choć botanik wierzył, że brat czarownicy raczej nie wpadnie do Greengrove Farm aby się z nim policzyć.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Przed domem [odnośnik]21.11.22 1:26
Rozedrgane serce, tak lękające się o jej los, tutaj uspokajało się. W objęciach mężczyzny, który tak radośnie przyjął wieści, które mu przyniosła, oddając jego czułe, łagodne pocałunki. To nadal była dla Florence totalnie abstrakcyjna myśl - miała zostać matką. Rozumiała to, wiedziała co to oznacza, ale jednocześnie wciąż jakby nie do końca docierało do niej, że to wszystko dzieje się naprawdę. Jakby za chwilę ktoś miał powiedzieć, że tak właściwie to wszystko nieprawda, to ktoś inny ma zostać rodzicem. Potrzebowała po prostu czasu - a rosnący brzuch na pewno jej w tym pomoże.
Powaga Herberta wywołała na jej twarzy delikatny uśmiech.
- Doczekałeś się w końcu - znów zaśmiała się krótko, mając na myśli jej przenosiny do Greengrove Farm. Nie była w stanie przypomnieć sobie jak długo Herbert już ją do tego namawiał. Choćby nadal chciała, nie była już jednak wstanie mu odmówić - Myślę, że tak będzie najlepiej. - spojrzała ponad jego ramieniem na dom. Był jej schronieniem już od dawna, ale teraz miała stać się pełnoprawną jego mieszkanką. Do tej myśli także będzie musiała przywyknąć. Bardzo nie lubiła naruszać czyjej przestrzeni prywatnej, a zapewne takie właśnie odczucie będzie jej towarzyszyć przez kilka pierwszych dni po przeprowadzce.
- Wie - odpowiedziała, ale na wspomnienie brata Florence wyraźnie oklapła. Wiedziała, że Florean także cieszy się jej szczęściem. W typ przypadku jednak o dziwo, zamienili się niejako rolami. Przez większość życia bliźniaków to Florka była zawsze tą rozsądniejszą. Tą, która kierowała się rozumem, analizowała wszystko na spokojnie, nawet gdy grunt palił jej się pod stopami. Florean zaś zwykle ulegał emocjom, panikował, zwracał się do młodszej siostry o poradę. Gdy jednak wyjawiła mu informację o swoim stanie, wciąż cała w emocjach, jednocześnie uradowana i przestraszona... to on zachował zdecydowanie bardziej zimną krew. Nie był co prawda wściekły na Herberta, szczęśliwy jednak także wyraźnie nie - Przejął się, oczywiście, ale jest raczej... zmartwiony. - nie, żeby go specjalnie winiła. Sama także gryzła się co powinna zrobić w swoim stanie. Póki co brzuch nie był jeszcze jakoś mocno widoczny, na konkretną wypukłość trzeba było jeszcze poczekać. Jej pierwszą decyzją było rzecz jasna powiedzenie o wszystkim Herbertowi. Bo miał prawo wiedzieć. Bo mógł pomóc. Bo wiedziała, że pomoże. - Z pewnością mu jednak ulży, jeśli nie wrócę już do Oazy.


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror
Look a little closer
Stare a little longer
OPCM : 2 +2
UROKI : 12 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Przed domem - Page 3 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: Przed domem [odnośnik]27.11.22 21:37
Florence pod dachem Greengrove Farm było jego marzeniem od jakiegoś czasu. Nie ważna była wojna, nie ważne było to, że świat na ich oczach płonął, ponieważ chciał tworzyć nowe. Chciał mieć rodzinę, pomimo zawieruchy, nieszczęść i nagonki z każdej strony - pragnął żyć dalej i mieć dla kogo i po co żyć. Florence dawała mu to poczucie, Despenser oraz inni, których widywał każdego dnia, z którymi chodził na misje, z którymi dzielił troski i ciężary życia codziennego.
Gdy spojrzała ponad jego ramieniem na dom, odwrócił się i stanął obok niej, obejmując kruchą postać ramieniem.
-Witaj w domu, Florence. - Powiedział miękko do kobiety patrząc w stronę wejścia, a potem wzrok przeniósł na gniazdo jaskółek, gdzie dwójka dorosłych mościła się do złożenia kolejnych jajek. Ucałował czubek głowy czarownicy, wciąż trochę nie dowierzając, że będzie ojcem, że razem powołali nowe życie. Prawdziwa wiosna zawitała w jego życiu. Taka jakiej się nie spodziewał. Znał Floreana, nie byli blisko, ale rozmawiali, nie kto inny jak właśnie on nałożył zabezpieczenia na Greengrove Farm, pomógł sprawić, że miejsce to stało się bezpieczne do życia. Spodziewał się, że mężczyzna nie przejdzie obojętnie obok całego zdarzenia. Istniała niemała szansa, że będzie chciał rozmówić się z Herbertem. Grey zaś był pewny swoich uczuć oraz zamiarów. - W takim razie, kiedy chcesz się przenieść?
Herbert jako człowiek czynu, nie zwykł mitrężyć czasu i zbytnio zwlekać kiedy należało działać. Im szybciej Florka się wprowadzi tym prędzej będzie mogła zadomowić się w nowym miejscu. Nie ukrywał, że należało też wybrać miejsce na dziecięcy pokój. Przede wszystkim powinien listownie matkę poinformować, że zostanie babcią. Hattie przeniosła się do siostry, którą wspierała i otaczała opieką. Pozwalając aby syn zajmował się swoimi sprawami. Znał Hattie, wiedział, że ta powoli opuszcza dom rodzinny by pozwolić synowi stworzyć w nim swoją własna rodzinę.
Jeżeli mógł mówić o przepełniającym szczęściu, to właśnie był ten moment. Radość i nieopisane dotąd emocje kotłowały się w mężczyźnie, który chciał wykrzyczeć całemu światu swoją radość. Zamiast tego, przytulił Florkę jeszcze raz do siebie.
-Nie potrafię powiedzieć, jak bardzo się cieszę.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Przed domem [odnośnik]30.11.22 1:31
To brzmiało tak naturalnie, a jednak... w kontekście Greengrove Farm tak obco. Zawsze potrzebowała chwili czasu aby przywyknąć do nowych miejsc. Z pierwszymi dniami po ucieczce do Oazy było tak samo. Nie było jednak sensu porównywać obu lokalizacji - bo gospodarstwo Herberta i tak wygrywało pod każdym możliwym względem. Było nie tylko schronieniem. Było czymś znacznie lepszym. Tak jak powiedział to sam Grey - była w domu.
- Myślę że... że dość już zwlekałam - odpowiedziała. Czyli właściwą przesłanką byłoby "jak najszybciej". Oaza naprawdę przestała być bezpieczna, już dawno nie była prawdziwym schronieniem dla uchodźców. Wpadali dosłownie z deszczu pod rynnę. Choć nadal się tam kryli, czasem trzeba było zmagać się z przeciwnościami losu i trudnościami niemniej zaciekle niż na polu bitwy. Na szczęście nie miała wcale wiele dobytku. Jedna podróż na Wyspę powinna w zupełności wystarczyć, aby zebrać wszystkie jej rzeczy. Żal jej było opuszczać Jamę, ten dom wiele dla niej znaczył. Spędziła tam zarówno dobre chwile, jak i te mniej radosne. Zżyła się z tymi ścianami, non stop wypełnionymi gwarem rozmów. Nie mogła się jednak oglądać na sentymenty.
Do prawdziwej pełni szczęścia brakowało jej tylko tego, aby i brat mógł zamieszkać tutaj razem z nią. I domyślała się, że Herbert nie miałby nic przeciwko, dom był przecież duży, a Florek nie należał do hałaśliwych typów. W przeszłości - owszem, zdarzało mu się. Ale już nie, niestety. Problemem było jednak to że jej brat miał po prostu inne plany. Nie znała ich, co tylko jeszcze bardziej ją martwiło, wiedziała jednak że nie ma sensu próbować przekonywać go do przeprowadzki. Dzielny, waleczny Florean.
Uśmiechnęła się, słysząc ekscytację w głosi Herberta. Choć na chwilę mogła odsunąć swoje troski na bok - i zamiast tego po prostu cieszyć się obecną chwilą. Korzystać z tego, co przyniósł jej los - nawet jeśli ciąża była niespodziewana, powinni przede wszystkim radować się z takiego obrotu sprawy. Przetrwają to wszystko. Razem, we trójkę. Jako rodzina.

zt x2


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror
Look a little closer
Stare a little longer
OPCM : 2 +2
UROKI : 12 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Przed domem - Page 3 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: Przed domem [odnośnik]21.02.23 14:14
9 lipiec

Florence doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Herbert nie będzie zadowolony. Przede wszystkim, nie omówiła z nim tego. Wciąż nie czuła się w pełni "jak u siebie", mieszkając w jego domu, tymczasem zamierzała mu się zrzucić na głowę z takim... problemem. Bo jak by nie patrzeć, dodatkowa gęba do wyżywienia - nawet taka która lubowała się głównie w trawie - była pewnym problemem.
Poppy nie była duża, co akurat przemawiało na jej korzyść. Była też bardzo grzeczna i wychowana, spokojnie podążając za Florence przez leśną ścieżkę, od czasu do czasu próbując tylko podskubywać wystającą, wysoką trawę. Pokryte szorstką sierścią ciało miało nieco zapadnięte boki, ale na to mogli bardzo szybko zaradzić. Gdy tylko kobieta przekroczyła furtkę i wkroczyła na podwórko przed domem, prowadząc za sobą nowego lokatora, odrobinę nerwowo przełknęła ślinę. Bo Poppy była kozą, a te, jak wiadomo potrafiły zeżreć właściwie wszystko i z pewnością nie stanowiły dobrego towarzystwa dla różnych egzotycznych roślin, które Grey próbował hodować na swojej farmie.
- Herbert! - Florence zawołała, mając nadzieję że mężczyzna pracuje gdzieś w pobliżu. Nie chciała póki co wchodzić głębiej w podwórko, aby faktycznie nie spowodować jakichś szkód. Nie zamierzała jednak pozbywać się zwierzaka, nawet jeśli Herbert miałby oponować. Przede wszystkim dlatego że obiecała, że się nim zaopiekuje. Na Greengrove farm było z resztą dużo miejsca, na pewno znajdą kozie jakiś kącik, w którym ani ona nie będzie stanowiła zagrożenia dla roślin, ani rośliny dla niej. No i Florence miała jeszcze parę innych argumentów, które przemawiały za tym, aby kozę zatrzymać.
- Herbert, mógłbyś na moment przyjść przed dom? - zawołała ponownie, mocno ściskając sznurek, którego drugi koniec uwiązany był na głowie Poppy w prowizoryczny kantar. Korzystając z okazji, zwierzak niemal od razu pochylił łeb i zaczął skubać trawę wokół nóg kobiety. Biedny rogacz, nawet on nie mógł się najeść do syta mieszkając w Oazie - bo to właśnie stamtąd Florence go przytargała. Nadal często odwiedzała to miejsce, pomimo zmartwionych spojrzeń Herberta, bo przecież nie mogła całkowicie porzucić pomagania innym i schować się na farmie. A ta koza... cóż, jej też mogła pomóc, więc dlaczego nie?


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror
Look a little closer
Stare a little longer
OPCM : 2 +2
UROKI : 12 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Przed domem - Page 3 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Przed domem
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach