Wydarzenia


Ekipa forum
Pracownia
AutorWiadomość
Pracownia [odnośnik]25.12.20 15:30
First topic message reminder :

Pracownia

Połączona bezpośrednio z kuchnią i pomieszczeniem gospodarczym, ma osobne wyjście do ogrodu. Rzędy półek zastawione są doniczkami, nasionami i alchemicznymi przyrządami. To tutaj powstają tworzone przez Grey’ów lecznicze maści i eliksiry, a także trwają tu badania nad powstaniem nowych odmian roślin. Pracownia została zaprojektowana tak, by wszystko było na wyciągnięcie ręki: próbki glebowe, atlasy chorób i szkodników czy zielniki. Na przytwierdzonych do ścian hakach zawieszone są robocze stroje, jak i narzędzia, w tym motyki, grabie oraz noże i pikowniki.
Halbert Grey
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380

Re: Pracownia [odnośnik]08.01.24 19:55
27 sierpnia 1958
Wyrwała ze szkicownika kolejną stronę, spoglądając na nią tak, jakby to ona zrobiła jej coś złego. Jakby kolejny krzywy szkic nie był wcale dziełem jej dłoni, a jakby po prostu zrodził się na kartce niczym niechciane dziecko. I to kolejne, biorąc pod uwagę, że na podłodze pracowni znajdowała się już całkiem spora sterta w całości wykorzystanych kartek.
W pomieszczeniu, poza kartkami, znajdowała się też całkiem sporych rozmiarów sztaluga, z płótnem przygotowanym do malowania, a także krzesło, na którym leżało rozłożone białe prześcieradło. Fragmenty szkiców mogły sugerować, że Gwen usilnie próbuje stworzyć coś związanego własnie z nim, choć maziaje nie były na tyle dokończone, aby można było określić, co dokładnie.
Miała ochotę krzyknąć ze zdenerwowania na swoje własne umiejętności. Jak długo mogła próbować i próbować? Wizja w jej głowie była klarowna, ale nie potrafiła oddać jej tak, jakby chciała, a nim rozpocznie pracę na płótnie, musiała być jej przecież pewna. Dostęp do farb był przecież dość ograniczony, nie mogła ich zmarnować, zwłaszcza że wciąż przede wszystkim żerowała na dobrodziejstwie Herberta. Pomagała mu, ile mogła, oczywiście, ale w końcu miała szansę na zarobek, a obecnie czuła, że po prostu go marnuje.
Wzięła głęboki oddech, próbując oczyścić trochę głowe, dopiero wówczas orientując się, jak duży chaos zrobiła w pracowni. Odsunięte na boki meble, pozakrywane czym się dało, rozlana czerwona farba na podłodze i pędzle, które rozsypały się na posadzkę sprawiały, że wnętrze pomieszczenia wyglądało jak pobojowisko. Jakby wilkołak tędy przeszedł… A może przeszedł? Wciąż nie była pewna przecież, czy Herbert przypadkiem nim nie był, nawet jeśli zaprzeczał. W końcu nie widziała go w noc w czasie pełni księżyca, a biorąc pod uwagę, że słońce zachodziło wciąż na dość krótki czas, nie miała zamiaru przecież zaglądać mu do sypialni, na Boga, jak mogłaby mu tak przeszkadzać.
Ledwo dotarło do niej odległe pukanie do drzwi. Do Herberta często ktoś przychodził, zwłaszcza ostatnio. Przywykła, Greengrove Farm wbrew pozorom rzadko kiedy było zupełnie puste, zwłaszcza ostatnio. Po chwili wahania przypomniała sobie jednak, że kuzyna przecież nie ma, wyszedł w nagłej sprawie.
Podeszła więc do drzwi, z palcami brudnymi od grafitu i z fartuszkiem poplamionym czerwoną farbą, tą samą, która wylądowała na podłodze. Włosy związała wcześniej, ale brązowa wstążka też zdążyła wylądować już na podłodze, toteż loki rozsypały się wokół głowy, układając się w jeden wielki gąszcz, którego przeraziłby się niejeden grzebień. Widząc na ganku nieznajomą kobietę, otworzyła ostrożnie drzwi.
Tak? — spytała, a w jej głosie pojawiła się nutka ostrożności. Być może powinna od razu sprawdzić kobietę, tak samo, jak zrobiła to wtedy, z tą inną rudą, Thalią, ale w ogólnym chaosie, który właśnie panował zarówno w pracowni, jak i w głowie panny Grey, kompletnie o tym nie pomyślała. Poza tym nawet nie była pewna, czy ma przy sobie różdżkę. Nie zostawiła jej przypadkiem w pomieszczeniu, obok sztalugi? Ręka malarki odruchowo sięgnęła do kieszeni sukienki, ukrytej pod fartuszkiem. Nie, nie, wciąż tam była, nie musiała się martwić o jej brak.


But I would lay my armor down if you said you’d rather
love than fight
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka
Wiek : 22
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Does it feel like everything’s just, like, second best after that meteor strike?
OPCM : 15 +1
UROKI : 15 +5
ALCHEMIA : 15 +1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
They are the hunters, we are the foxes
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t12139-gwendolyn-grey#373392 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-g-grey#374042
Re: Pracownia [odnośnik]13.01.24 1:38
W chaosie ostatnich zdarzeń, amoku i szoku godnego doznania końca świata, nie dała rady odpisać na naręcze spływających korespondencji, a przynajmniej nie od razu, wszak Włóczykij potrafił nieść ograniczoną liczbę listów. Widziała jednak ten od Herberta i choć nie zdążyła wysłać mu jeszcze odpowiedzi, tak była pewna, że ma coś, co może wspomóc jego zapotrzebowanie, dotyczące gorejącej prośby. Wreszcie mogła zabrać stosy ubrań po rodzicach i bracie, znajdując dla nich odpowiednie miejsce, które wykorzysta ten dar w odpowiedni sposób, ratując niejako potrzebujących doświadczonych ostatnią katastrofą płonącego nieba i rozstępującej się ziemi. Nie zastanawiała się długo, nie mogąc wytrzymać czasu oczekiwania na swą sowę, która gwarantowałaby jej zapowiedź, lecz przecież to nie był pierwszy raz, gdy znalazła się pod domem Greya bez zapowiedzi i choć teraz zdarzało jej się to już znacznie rzadziej, tak kiedyś tego typu wizyty serwowała mu niemal nagminnie, przybierając postać opiekuńczej matki kwoki.
Odczuła dokuczliwe palenie w mięśniach ramion, gdy odstawiła nielekkie skrzynki pełne ubrań i wszelakich tkanin tuż pod drzwiami domostwa. Zapukała w nierówną strukturę, witając się ze znanym drewnem, by zaraz nazbyt drżącą dłonią sięgnąć do przepasanej przez ramię torby po swą fajkę. Wzdrygnęła się z grymaśnym wykrzywieniem warg pod nagłym, choć chwilowym bólem, palenie w mięśniach ramion świadczyło o tym, że znów przeceniła swoją siłę, targając tu zbyt duży bagaż, lecz była to żadna niedogodność w obliczu skali okropieństw, którą mogła w ten sposób choć trochę uśmierzyć. Rozżarzyła tytoń, zasysając pierwszy, chciwy wdech relaksująco działającego dymu wprost do płuc. Stopą wybijała melodię, tupiąc w charakterystycznym rytmie utworu, który ostatnio wygrywała wieczorami na swych skrzypcach, zawdzięczając strunom boleść opuszków lewej dłoni. Osobliwą czułością witała powrót znanych niegdyś pasji, przełamując nimi granice swych barier, łamiąc charakterystyczne, lodowe góry swego zamkniętego skrzętnie świata.
Drzwi poczęły się otwierać, co przyjęła z niemałym zdumieniem, toż nie była nawet w połowie porcji tytoniu, który machinalnie wyliczyła na zwyczajowy czas okazywania, nigdy nie myląc się w jego ilości, a przynajmniej nie w stronę nadwyżkową. Owszem, zdarzało jej się czekać, ale zwykle oczekiwanie trwało albo jedno palenie, ewentualnie kapkę dłużej, nigdy mniej. Zmarszczyła brwi, podnosząc stalowoniebieskie spojrzenie wprost w rozszerzającą się szczelinę, na znajomą wysokość męskiej twarzy i już po chwili jej zdziwienie przybrało na sile. Zamiast Herberta, czy innego, znanego jej Greya, w drzwiach pojawiło się rudowłose dziewczę, wyraźnie zaniepokojone niespodziewaną wizytą i ewidentnie nie kojarzące personaliów nagłego gościa. Przyjrzała się wpierw charakterystycznie ubarwionym oczom, by zaraz pospiesznie zlustrować również i rysy twarzy.
A wtedy jej się przypomniało.
Herbert wspominał w poprzednich listach, że jego kuzynka się odnalazła. Czyżby ów enigmatyczna kobieta była właśnie nią, czy to może zbieg zdarzeń i okoliczności? Nie chciała zakładać żadnej krzywdzącej wersji, wszak już wystarczająco ostatnio doświadczyła Herberta swą protekcjonalną postawą. Przekrzywiła nieznacznie głowę, spojrzeniem machinalnie podążając za nagłym ruchem kobiecej dłoni, wywracając niemal oczami, gdy zdała sobie, co też ta czyni.
- Dzień dobry – zaczęła obojętnie, starając się nie brzmieć na podirytowaną, lecz już z drobnych gestów czerpała uprzedzenia, co podyktowane było wilkołaczą naturą i wyrzutami sumienia, jakoby każdy wiedział, czym jest, co oczywiście prawdą nie było. – Nazywam się Evelyn. Evelyn Despenser – przedstawiła się, by uspokoić czarownicę, starając się zaprzepaścić jej ewentualne zagrywki podyktowane lękiem, niezrozumieniem, obawą, czy czymkolwiek, co przyświecało teraz w rudowłosej głowie. – Jestem znajomą Herberta, dostałam od niego list i przyszłam, by coś od siebie podarować – doprecyzowała cel swej wizyty, sugestywnie spoglądając w stronę skrzynek stojących tuż przy progu, przecież to one były dowodem na prawdziwość jej słów. Zaciągnęła się dymem, na powrót zawieszając spojrzenie na kobiecie. – Zastałam go, czy może jednak gdzieś wybył? Mam zjawić się później? – słowa wydobywały się spomiędzy warg, przypominając bardziej mruknięcia zniekształcone szkockim akcentem, niżeli pełnoprawne słowa w rozumieniu wielu, jak nie większości, anglików. Wypuściła dym przez nos, gasząc swą fajkę w oczekiwaniu na podjęcie decyzji przez nieznajomą. Wybierz mądrze, bo nie zamierzam tego tałatajstwa targać z powrotem, mruknęła w myślach, nie ważąc się na wypowiedzenie tych słów, przynajmniej jeszcze nie teraz.


I survived because the fire inside me burned brighter than the fire around me
Evelyn Despenser
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów, opiekun magicznych zwierząt
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
it scares me sometimes, the emptiness i see in my eyes
OPCM : 11 +2
UROKI : 5 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Pracownia - Page 5 F88ebccab0a04b40d8c867d646227475
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t12156-evelyn-despenser#374148 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Pracownia [odnośnik]18.02.24 18:40
Widząc fajkę w ręku kobiety w oczach Gwen pojawił się drobny błysk, który jednak szybko został przez nią opanowany. Gdyby nie znajoma była Johnatanem, pewnie dostałaby po głowie, a zaraz potem usłyszałaby wykład malarki na temat tego, jak nieprzyjemnie oddycha się w pomieszczeniu z dymem, niezależnie od tego, że paliła przecież na dworze. Panna Grey nie przyznałaby się nigdy, że tak po prawdzie, palenie miało w sobie coś zaskakująco eleganckiego i coś w głębi duszy mówiło jej, by spróbowała. Silna wola i trudne czasy skutecznie ją jednak od tego powstrzymywały. Lepiej było nie wydawać galeonów na głupoty; nigdy nie wiadomo, kiedy ich zabraknie. A fajki, bądź co bądź, głupotami w jej oczach były.
Na całe szczęście kobieta po powitaniu i przedstawieniu się szybko ją zgasiła, nie pozostawiając Gwen możliwości dyskusji na jej temat. Może i dobrze, takie tematy nie były najmilszymi, a w obecnej sytuacji mieli przecież na głowie ważniejsze sprawy, niż palenie lub niepalenie nieznanych jej osób.
Tak, tak, dzień dobry — odpowiedziała na powitanie, nakładając grzecznościowo miły wyraz twarzy. Evelyn wprawdzie nie powinna niczego zauważyć, poza może drobnym spięciem wciąż obecnym w ciele dziewczyny (zrozumiałym, zważywszy na sytuację w kraju), ale panna Grey wciąż była nieco poirytowana swoją pracą, tym, że ta tego dnia wyjątkowo jej nie wychodziła i tym, że musiała ją przerwać przez kogoś, kto zapukał do drzwi. Oczywiście, żadnej winy Evelyn w tym nie było. Gwen rozdrażniła bardziej sytuacja sama w sobie niż kobieta personalnie.
Gdy jednak Despenser podała swój powód wizyty, twarz malarki złagodniała, a drzwi natychmiast otworzyły się szerzej.
Och, tak, oczywiście. Herbert mi o tobie mówił. — To znaczy, tak jej się wydawało. Mówił o wielu ludziach, których Gwen nie znała, część imion wypadła jej z pamięci. Ale Evelyn musiała być gdzieś wśród osób, które wspominał, prawda? Chociaż chyba pamiętałaby, gdyby mówił o jakiejś znajomej Szkotce, a szczerze mówiąc, nie pamiętała. — Jestem Gwen, jego kuzynka. Wejdź, Herberta nie ma, ale możesz na niego zaczekać… — Albo i nie, nie będzie nieznajomej przecież zmuszać. — Byłaś już tutaj? — zapytała, kierując się powoli do wnętrza domu i gestem zapraszając kobietę do środka. — Możesz zostawić rzeczy w kuchni, przejrzymy je później, jak Herbert wróci, na pewno się przydadzą. Chcesz herbaty? — spytała, podchodząc do czajnika.
Z kuchni zaś jawił się widok na pracownię i bałagan, który Gwen przed chwilą z nim zrobiła. Co prawda ona określiłaby raczej stan pomieszczenia mianem artystycznego nieładu, ale tylko dlatego, że sama potrafiła się w nim odnaleźć i wiedziała do czego są jej potrzebne poszczególne elementy.
Przepraszam za bałagan, próbuje zacząć znów pracować… Maluję trochę — wyjaśniła pokrótce, nie chcąc przecież, aby Evelyn wzięła ją za jakąś zupełną bałaganiarę. Johnatan taki był, to prawda, ale nie ona. No, przynajmniej nie zawsze i nie wszędzie. Twórczy chaos panował w jej twórczej sferze, zwłaszcza jeśli zaangażowała się za bardzo w pracę. Poza tym jednak przestrzeń wokół siebie zostawiała raczej schludną. Matka dopilnowała, by córka zawsze odkładała swoje rzeczy na miejsce i nauka sprzed lat przynosiła rezultaty do dziś. Poza tym Gwen już dawno nauczyła się, że ogólny porządek pomaga też w zachowaniu czystości umysłu. I w tym, żeby mniej gubiły się jej rzeczy, a to przecież zdarzało się regularnie.


But I would lay my armor down if you said you’d rather
love than fight
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka
Wiek : 22
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Does it feel like everything’s just, like, second best after that meteor strike?
OPCM : 15 +1
UROKI : 15 +5
ALCHEMIA : 15 +1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
They are the hunters, we are the foxes
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t12139-gwendolyn-grey#373392 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-g-grey#374042

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Pracownia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach