Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pracownia
AutorWiadomość
Pracownia [odnośnik]25.12.20 16:30

Pracownia

Połączona bezpośrednio z kuchnią i pomieszczeniem gospodarczym, ma osobne wyjście do ogrodu. Rzędy półek zastawione są doniczkami, nasionami i alchemicznymi przyrządami. To tutaj powstają tworzone przez Grey’ów lecznicze maści i eliksiry, a także trwają tu badania nad powstaniem nowych odmian roślin. Pracownia została zaprojektowana tak, by wszystko było na wyciągnięcie ręki: próbki glebowe, atlasy chorób i szkodników czy zielniki. Na przytwierdzonych do ścian hakach zawieszone są robocze stroje, jak i narzędzia, w tym motyki, grabie oraz noże i pikowniki.
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Pracownia [odnośnik]08.01.21 18:58
3.09.1957

O tym, że świat jest mały, wiedział od zawsze, ale o tym, że po tylu latach będą się wciąż do niego odzywać starzy znajomi, nigdy by nie przypuszczał. Sądził, że w dorosłym życiu najwięcej czasu spędza się z rodziną i współpracownikami, niekoniecznie z poznanymi przed laty znajomymi, o byłych pacjentach nie wspominając. Zawsze jednak cieszył się z tych przypadkowych spotkań i możliwości nadrobienia straconego czasu. Dobrze było przecież wiedzieć, że niegdyś bliskie mu są bezpieczne, zwłaszcza w tak trudnych czasach.
Wiadomością od Michaela także był zdziwiony, bo choć pracował u Archibalda od dłuższego już czasu i wcale specjalnie się z tym nie krył, wciąż słyszał zaskoczone głosy, że ”jak to się dotychczas nie spotkaliśmy?”, “pracujesz w ogrodzie? miałeś być uzdrowicielem!”.  
Na chwilę przed umówioną godziną krążył jeszcze na piętrze w poszukiwaniu pewnej koszuli, o której był święcie przekonany, że zostawił ją na krześle przy stoliku nocnym poprzedniego dnia, a ta - puf! - zniknęła! Czyżby mieli w domu złodzieja, tkanina dostała nóg, a może zwyczajnie Hattie wciąż nie umie się przyzwyczaić, że jej dorośli synowie sami potrafią zająć się własnym praniem? Słysząc pukanie do drzwi w jednej chwili zapomniał o zagubionym przedmiocie i zbiegł po stopniach w dżinsowych, roboczych spodniach i szarej koszuli o drobnych guzikach. Kolorowe skarpetki schowane dziś były w skórzanych butach z cholewą sięgającą ponad kostkę, tym samym kryjąc się przed wszelkim wścibskim spojrzeniem.
- Wejdź, proszę! - zawołał w progu z uśmiechem, wpuszczając Michaela do środka i od razu kierując swe kroki w stronę pracowni. - Dobrze cię widzieć, trafiłeś bez problemu? - Nie pamiętał, by Tonks kiedykolwiek odwiedzał go na Greengrove Farm, ale Herbert wspominał, że utrzymują kontakt, może widywali się i tutaj? - Przyznam, że mogę mieć do ciebie spraw, ale najpierw zajmiemy się twoją! - oświadczył pogodnie, rzucając ponad ramieniem przelotne spojrzenie na mężczyznę.
Poprowadził go wąskim korytarzem, wymijając kręte, prowadzące na kolejne piętra schody. Z zamkniętych w drewnianych ramkach fotografii spoglądały na nich uchwycone na przestrzeni lat sylwetki domowników. Zawieszone na ścianach, jak i ustawione na komodzie wśród licznych bibelotów dodawały przytulnego nastroju. Stukot butów przeniósł się do kuchni, a następnie do graniczącej z nią pracowni. W powietrzu unosił się zapach będący mieszaniną ziemi i zielonych roślin, przez barwione szkło szyb do środka wpadało ciepłe, choć blade światło. Halbert wskazał Michaelowi jedno z krzeseł, a sam ruszył wzdłuż regału zastawionego pod sufit buteleczkami o różnym kształcie i rozmiarze.
- W czym ci mogę dzisiaj służyć? Wnykopieńka, lipa, ciemiernik? - rzucał nazwami kolejnych składników, będąc święcie przekonanym, że jedyna kwestia, z jaką Tonks mógł się do niego zwrócić, były eliksiry lecznicze. Doskonale jednak pamiętał, jak zaznaczył w wysłanym przez siebie liście, iż jest to sprawa wymagająca dyskrecji, więc podstawowe specyfiki nie wchodziły w grę. Ciekawość zżerała już go od środka, ale nie zamierzał niczego wyprzedać, a wyłącznie lekko ośmielić. - A może gryfonia? - Oparł się bokiem o blat stołu i zawiesił wyczekujący wzrok na jasnowłosym mężczyźnie. Nie widzieli się zaledwie kilka lat, ale te zdecydowanie odcisnęły na Michaelu swoje piętno. Popularny składnik poprawiający nastrój i dodający energii mógłby mu się przydać.
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Pracownia [odnośnik]19.01.21 15:42
3.09

Niegdyś jego świat był normalny, a potem - pomimo zdruzgotanych perspektyw - pozostał stabilny. Przed rokiem depresja spowiła wilkołacze instynkty mgłą otumanienia, a później zapewniany przez Ministerstwo eliksir tojadowy pomógł utrzymywać nad sobą kontrolę. Tracąc raz w miesiącu własne ciało, chciał zachować kontrolę nad wszystkim, co mógł - umysłem, domem i otoczeniem, obowiązkami w pracy, i tak dalej. Tyle, że w międzyczasie świat zaczął pogrążać się w chaosie, stopniowo rabując Michaela ze wszystkiego, co dotychczas było stałą w jego życiu. Stracił dostęp do eliksiru tojadowego, pracę w Ministerstwie i status wilkołaka stosującego się do rejestru. Aresztowanie siostry, strata rodziny, było zaś impulsem, który do reszty zrujnował jego świat. Otóż Tonks obiecał sobie niedługo po ugryzieniu, że nigdy, przenigdy nie straci nad sobą panowania w świetle dnia, tak jakby było to ostatnią granicą strzegącą jego człowieczeństwa. Granicą, którą przekroczył niecałe dziesięć dni temu.

Nie byłby sobą, gdyby nie próbował znaleźć rozwiązania - a to nasuwało się samo, uparcie, kojarząc gorzki posmak akonitu z lepszymi i spokojniejszymi dniami. Pamiętał, jak Vincent Rineheart opowiadał mu, że potwora da się kontrolować również na inne sposoby, że praca nad własną psychiką i systemem wsparcia są równie ważne. Ale Vincent Rineheart uciekł jak tchórz z Connaught Square, gdy arsztowano tam Justine, a Michael nieco przekornie postanowił zwrócić się ku alchemii. Z nutą wyrzutów sumienia uświadomił sobie, że wizytę u braci Grey odwlekał już chyba cały sierpień - na początku miesiąca był zawalony patrolami w Londynie, zaś potem... cóż. Nie wiedział, co się stało z ostatnim tygodniem. Nie wiedział też, że znowu udaje się do jednego z Greyów w nienajlepszej kondycji psychicznej. Myślał o składnikach, które chciał zdobyć i o pułapkach, które miał nałożyć w ich domu, a konkretne zadania do wykonania dodawały mu sił. Faktem było zaś, że od aresztowania siostry nie przespał całej nocy, a przerażenie z powodu przemiany przy Hannah nie pozwalało mu nawet patrzeć w lustro. Przypadkowe spotkanie z Herbertem postawiło go na nogi po tym, jak oberwał Zaklęciem Niewybaczalnym, ale teraz czuł się obiektywnie jeszcze gorzej.

To jednak nie problem jego znajomych, podświadomie chciał ich zresztą trzymać z daleka od spraw wojny i Zakonu. Ostatnio nawiedzały go koszmary, w których ginęli wszyscy jego bliscy - przez niego - i choć przyczyną śmierci były tam wilkołacze pazury, to wojennej rzeczywistości (i ryzyka z nią związanego) nie dało się ignorować. Dlatego ubrał się w wyprasowaną przez Kerstin koszulę, ogolił się starannie i liczył na to, że nie widać jego bladej cery i cieni pod oczyma. Zresztą, podobne fizyczne objawy towarzyszyły mu po każdej pełni, więc chyba przyzwyczaił się już do niezdrowej aparycji. Zapowiedział się do Halberta jako klient, nie będąc pewien, czy Herbert ustalił już z nim sprawę pułapek. Po cichu liczył też na to, że będzie mógł zaproponować je w ramach swoistego barteru - oszczędności topniały w zastraszającym tempie i trochę przerażało go to, że musiałby ograniczyć zapasy w spiżarni żeby kupić tojad.
-Dzień dobry! Dobrze cię widzieć. - przywitał się ze szczerym (choć bladym) uśmiechem. Ostatni raz spotkali się chyba w Mungu, w innych czasach, ale zawsze z sympatią wspominał miłego zielarza. Rozejrzał się po przytulnym domu, a potem zajął wskazane miejsce. -Takie składniki zawsze się przydadzą... - zaczął ostrożnie, w odpowiedzi na propozycje gospodarza. Dzięki znajomości anatomii mgliście kojarzył, że Halbert mówi chyba o eliksirach leczniczych, ale z identyfikacją nazw samych ingrediencji radził sobie o wiele, wiele gorzej. -Ale prawdę mówiąc, sprowadza mnie tylko jeden konkretny składnik. Zastanawiam się, czy masz dostęp do akonitu? - zapytał prosto z mostu, z dumą określając tojad jego bardziej naukową nazwą. A więc oto chwila prawdy - pomyślał speszony, podejrzewając, że Halbert pewnie domyśli się zaraz jego... problemu. Tojad kojarzył mu się w końcu z likantropią, pełnią księżyca, i jeszcze raz likantropią, a nieobeznany w alchemii Tonks zapomniał zupełnie, że akonit ma jeszcze inne, jeszcze mroczniejsze zastosowania.



You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Pracownia 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Pracownia [odnośnik]23.01.21 22:48
Herbert rzeczywiście napomknął bratu w kilku słowach o spotkanym znajomym. Pewnie rzuciłby dodatkowymi anegdotami, gdyby nie został zarzucony innymi informacjami. Starszy Grey zwykle starał się być dobrym słuchaczem, ale starania i oczekiwania nie zawsze szły w parze w rzeczywistością i realnymi możliwościami. Halberta trudno było zainteresować na dłużej niż dwie minuty, więc przekazywane od wejścia rewelacje musiały być na tyle intrygujące, by złapać jego uwagę, nim powędruje w inne, odległe tematy. Omówienie zabezpieczeń i pułapek miało zaczekać na bardziej dogodny termin, ten jednak nigdy nie nastąpił.
W czasach, gdy się poznali, Michael trafiał do szpitala w stanie pozostawiającym wiele do życzenia. Posiniaczona skóra, poprzestawiane kości, urazy pozaklęciowe, nie było do tej pory żadnych obrażeń, jakie zrobiłyby na Halbercie piorunujące wrażenie, choć z na początku jego kariery wszystkie rany były wstrząsające. Dziś obdarowujący go bladym uśmiechem Tonks wyglądał niczym okaz zdrowia, jeśli porównać go z widokiem, jakim raczył go przed laty. Grey nie dostrzegał żadnego zdenerwowania, nie wyczuwał ostrożności w dobieranych przez niego słowach. Cieszył się z możliwości goszczenia starego znajomego i okazji do zamienienia kilku słów z kimś innym, niż widywani codziennie domownicy czy pracownicy szklarni Prewettów.
Musiał przyznać, że Tonks zaskoczył go swoim pytaniem, jego brew natychmiast powędrowała ku górze, ale z ust nie wydobył się żaden dźwięk. Rozchylił tylko wargi, mając komentarz na końcu języka i zaraz zamknął je z powrotem, przestępując z nogi na nogę.  Uniósł ręce, splatając je na piersiach w odruchu obronnym i przyglądając swojemu rozmówcy. Starał się nie przeciągać tej chwili w nieskończoność, zresztą im szybciej dowie się o prawdziwym celu wizyty Michaela, tym prędzej będzie mógł odetchnąć z ulgą z nieporozumienia bądź zatrzasnąć za nim drzwi wejściowe.
- I mówiłeś, że… do czego ci ten akonit? - Silił się na neutralny ton, ale że kłamca był z niego żaden, w jego głosie bezsprzecznie można było usłyszeć wątpliwości. - Kto tak zalazł ci za skórę, że zamierzasz go otruć? - spytał już bez ogródek, wierząc, że skoro Michael zapukał do jego drzwi, to będzie bardziej skory podzielić się skrywanym przez siebie tajemnicami, niż z zupełnie obcym człowiekiem. Mógł swoim starym zwyczajem sięgnąć do żartobliwego tonu, ale głos w głębi duszy podpowiadał mu, że dowcipkowanie może nie wyjść mu dziś na dobre.
- Rozumiem, że czasy nieciekawe i trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność, ale… na pewno uważasz, że to najlepsze rozwiązanie? - Starał się choć trochę wpłynąć na jego decyzję, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że może chodzić o inną, niezwiązaną z uprzykrzaniem innym życia kwestię. Likantropia, pełnia księżyca - kto normalny brałby pod uwagę magiczne istoty ścigane przez specjalnie wyznaczone do tego brygady?
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Pracownia [odnośnik]26.01.21 20:13
Zauważył nieco gwałtowną reakcję Halberta, był w końcu wprawiony w czytaniu mowy ciała. A ten czemu tak nagle skrzyżował ramiona, czemu patrzył na niego tak... podejrzliwie?
Wyjaśnienie nasunęło się samo, od razu. Akonit był drogi i rzadki. To między innymi z powodu utrudnionej dostępności, jak i trudności warzenia samego eliksiru, likantropom tak ciężko było zdobyć regularne dawki potrzebnego wywaru. A Tonks... cóż, powiedział Herbertowi, że stracił pracę, że nakłada teraz pułapki na zlecenie. Przełknął ślinę.
-Zapłacę. Odłożyłem na to pieniądze. - wtrącił pośpiesznie, chcąc uspokoić Halberta. Grey chyba nie myślał, że Mike uwikła się w jakiś skomplikowany barter, usiłując wymienić usługę (nakładanie pułapek) na cenny towar? Nie, nie. Chętnie nałoży kolegom pułapki, tak czy siak, ale za tojad chciał zapłacić uczciwie. Dość, że wilkołakiem i mugolakiem, zepchniętym na margines nowego, tworzonego przez Ministra Malfoya społeczeństwa. Nie będzie wilkołakiem-żebrakiem. Liczył na to, że obietnica zapłaty uspokoi zielarza, ale Halbert nadal patrzył na niego jakoś dziwnie i...
Otruć?
Wybałuszył oczy.
-Otruć? - powtórzył tępo. Jeśli już kogoś, to siebie. Długoterminowych skutków przyjmowania eliksiru tojadowego jeszcze chyba nie przepadano, w końcu wywar wynaleziono dopiero w 1956 roku. -Nie, to... nie po to. - zaprzeczył pośpiesznie. -Nie będę nikogo truł, od tego mam różdżkę. - zażartował, nieudolnie chcąc rozładować atmosferę. Był aurorem i mężczyzną, walczył za pomocą Lamino, a nie jakiś... trucizn. To broń dla kobiet. No, nieważne. Wiedział, co powinien powiedzieć zamiast głupich uwag. Prawdę. Czarno na białym. Słowa jednak więzły mu w gardle, jak zawsze, gdy musiał tłumaczyć się ze swojej przypadłości. Gdy zrzucał przed dawnymi znajomymi maskę Michaela Tonksa, ich normalnego kolegi, gdy wiedział, że lada moment zaczął go postrzegać jako kogoś innego. Wyrzutka, potwora, nieszczęśnika, kalekę godnego współczucia. Reakcje się różniły, ale inność pozostawała, a on czuł się wtedy jak zwierzę w potrzasku.
-To masz dostęp do tojadu, czy nie? - wykrztusił, nieudolnie odwlekając prawdziwą przyczynę swojego zainteresowania tym składnikiem.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Pracownia 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Pracownia [odnośnik]27.01.21 17:41
”Odłożyłem na to pieniądze”, czy tak mówi ktoś, kto chce pozbyć się niewygodnego rywala? W żadnym momencie nie pomyślał, że Michael mógłby chcieć wykręcać się od zapłaty, bo choć tojad nie był najłatwiejszym w zdobyciu składnikiem, to dobrze wiedział, że czasy panującego konfliktu dociskają ich wszystkich - tylko dlaczego akurat tojad?!
Halbert nie był typem człowieka, który wykorzystywał słabości innych, zwłaszcza jeśli mowa o jego znajomych, bo Michaela nie traktował jak obcego. Teraz jednak coś mu nie pasowało. Nie coś, ale i wszystko. Jak taki dojrzały, rosły facet, piastujący niegdyś odpowiedzialne stanowisko, stał się nagle zagubiony i zmieszany. Coś go gryzło, co było widać jak na dłoni, nie tylko teraz, gdy stał przed nim prosząc o pomoc, ale i wysłanym wcześniej liście. Słuchał jego pospiesznych zapewnień, nie wiedząc czy mu wierzyć. Wahał się przez dłuższy moment, zawieszony w ciszy.
Wziął głęboki oddech, powoli wypuszczając powietrze z płuc. Zupełnie nieświadomie zamienił się nagle we własnego ojca, który zwykł przyglądać się swoim synom w milczeniu, czekając aż ci przyznają się do popełnionych przewinień. Nie unosił się i nie osądzał, cierpliwie czekając aż delikwent zdecyduje się wreszcie wyznać prawdę. Nie miał zamiaru na niego naciskać, choć wiedział, że także i jego sumienie nie będzie z tego powodu czyste.
- Tak, mam - powiedział spokojnym tonem, odciągając wzrok od Michaela i odwrócił się w kierunku zastawionych szkłem półek w poszukiwaniu konkretnej fiolki. Nie był to składnik, jakiego zwykle używał, ale wychodził z założenia, że każdy szanujący się toksykolog powinien być dobrze zaopatrzony. - Napellus, vulparia i cammarum zdążyły już przekwitnąć, ta te trzeba będzie zaczekać do przyszłego roku, chyba że ktoś zajmuje się ich całoroczną, szklarniową uprawą. Na stanie mam carmichaelii, niewiele, ale mam nadzieję, że wystarczy. Na tę odmianę dopiero zaczął się sezon kwitnienia, będzie można go zdobyć do końca października - poinformował go sucho, sięgając do najwyższej z półek, skąd wydobył zastawiony innymi słoik zawierający okazałą roślinę o kilku fioletiowoniebieskich kwiatach i skórzastych, postrzępionych liściach. - Ostrożnie z nim, najlepiej unikać kontaktu z gołą skórą, a jeśli już musisz, to dokładnie umyj ręce. - Bez większego zawahania zwrócił się z powrotem do Tonksa, wręczając mu wyczekiwaną roślinę. ’Proszę bardzo, Mike, zadowolony?’
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Pracownia [odnośnik]27.01.21 23:54
Słuchał Hala jednym uchem, niewiele rozumiejąc z wyliczanych po kolei nazw odmian. To istniał więcej niż jeden tojad? I dlaczego z takim uporem nazywano rodzime (bo chyba rodzime, skoro rosły na angielskiej ziemi?) odmiany łacińskimi nazwami? Po to, by zwykli obywatele za nic nie mogli się połapać, by sami już nie wiedzieli, jakiej odmiany szukają?
-Dziękuję... - wymamrotał, wbijając chciwe spojrzenie w zademonstrowaną przez Halberta roślinę. Przepustkę do kontroli, do wolności, do normalności.
Gorzkie, niedobre... - zaprotestowawał nieśmiało warczący głos w jego wnętrzu.
Dobre, potrzebne, ucisza cię, a kiedyś uciszy cię na zawsze. - odparował z nienawistną satysfakcją Michael, zduszając własne myśli. Nie mógł sobie pozwolić na wilcze podszepty, nie przy koledze.
Jeśli Grey dziwił się przed chwilą niepewnością Tonksa, to teraz mógł dostrzec jakiś zdecydowany, zacięty wyraz na jego twarzy. Przez krótki moment wydawało się, że Michael jest w jakimś własnym świecie - a w centrum tego świata znajduje się tojad.
Potem zamrugał. Wziął głębszy wdech, spojrzał szybko na gospodarza i wychwycił jego podejrzliwą minę. Raptownie uświadomił sobie, że w dziwnie suchej recytacji gatunków tojadu kryło się więcej pytań niż odpowiedzi.
-A to ważne, jaki gatunek...? - westchnął, usiłując zdławić własny wstyd. Nie wyszło, zażenowanie wciąż czaiło się pod skórą, wpełzało podstępnie na policzki. Przełknął ślinę - chciał przecież robić interesy z tym człowiekiem. Długoterminowe interesy. Będzie potrzebował eliksiru przez całe życie, a zaufanych handlarzy coraz trudniej znaleźć w tych czasach. Transakcje powinny opierać się na zaufaniu... więc dlaczego przychodziło mu z takim trudem?
-...jaki gatunek użyć do eliksiru tojadowego? - wydusił wreszcie, spoglądając gdzieś w bok. Nie sięgnął jeszcze po zbawienną roślinę, ręce splótł na torsie w obronnym geście. Pozwolił słowom wybrzmieć w powietrzu i uściślił:
-Mówisz, że są jakieś... sezony, a całoroczne szklarnie są rzadkie. A ja będę potrzebował eliksiru cały rok. - proszę, przyznał to. On, eliksir tojadowy, cały rok, klątwa na zawsze. Bardziej wprost się chyba nie da. Rozumiesz już, Hal? Zadowolony?


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Pracownia 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Pracownia [odnośnik]28.01.21 13:14
Trochę zdziwił się chłodem Michaela, ale nie mógł go winić, sam potraktował go właśnie zbyt oschle. Słowa Tonksa były jasne i Halbert szybko zorientował się co ma na myśli. Momentalnie poczuł ścisk w gardle, a jego oczy powiększyły się do rozmiarów złotych galeonów. Wybałuszył je w milczeniu, tracąc zdolność jakiejkolwiek innej reakcji. Nigdy przedtem nie miał do czynienia z żadnym wilkołakiem, nie przypuszczał też, że kiedykolwiek to się zmieni. Teraz zamarł, wstrzymując oddech, nie bardzo wiedząc co stanie się dalej.
Herbert wspominał, że widzieli się całkiem niedawno, czy nie wiedział jeszcze wtedy o przypadłości Tonksa? Jeśli wiedział, to dlaczego go nie uprzedził?! O ileż łatwiej byłoby przeprowadzić tę rozmowę i to bez zbędnych uprzedzeń czy niedomówień, gdyby od razu wiedział w czym tkwi rzecz. Nie mógł jednak narzekać czy wieszać psów na bracie, nie miał przecież pewności, że to on zataił przed nim tę informację.
- Przy warzeniu eliksirów używa się jego kwiatów i korzeni - wydusił wreszcie, siląc się na spokojny i neutralny ton. - Akonityna występuje w każdej z odmian, nie miałem okazji przyrządzać eliksiru, o którym wspominasz, ale myślę, że receptura mówi o zalecanym stężeniu, jakie można wyliczyć. - Pobladł jeszcze bardziej, słuchając własnego głosu, gdy zorientował się, że na ten krótki moment podświadomość przejęła kontrolę nad jego ciałem. - Nie znam nikogo, kto uprawiałby go w przez cały rok, ale mogę popytać. - Proponował mu dalszą pomoc, lecz nie do końca zdawał sobie sprawę z konsekwencji takiego układu. Słyszał o prowadzonych w zeszłym roku badaniach, że okazały się być sukcesem, ale receptura jest zbyt skomplikowana, by eliksir można było dostać ot tak w każdej aptece. Stał tak wciąż z wyciągniętym w rękach słoikiem, nie drgnąwszy ani o cal.
Opamiętanie się zajęło mu dłuższą chwilę, ale odzyskał wreszcie zimną krew. Michael, choćby nawet żartobliwie, nie nazywałby siebie ulubionym pacjentem i nie zwróciłby się do niego z dyskretną sprawą, gdyby mu nie ufał i nie wierzył, że zrozumie. - Na pewno jest na to rozwiązanie. Bulwę można zasuszyć, zmienia się wprawdzie stężenie, ale… - urwał w pół zdania, dochodząc do wniosku, że te szczegóły niekoniecznie muszą go teraz interesować. - Ja… przepraszam, nie wiedziałem… - Czuł się strasznie głupio ze swoją reakcją. Michael przyszedł do niego z prośbą o pomoc, a ten potraktował go jak truciciela, od razu zakładając, że zna jego intencje. Jakże daleko był wtedy od prawdy i jakże pluł sobie w brodę za własny nietakt!
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Pracownia [odnośnik]28.01.21 15:51
Czasami nie wiedział, czy od dwóch lat cierpiał na paranoję związaną z tym, że jego nazwisko było publicznie w rejestrze - czy to dlatego spodziewał się od wszystkich uprzedzeń? A może to nie ludzka podejrzliwość, tylko pradawny, zwierzęcy instynkt, wyczulił go na objawy cudzego strachu? Zmierzył Halberta czujnym spojrzeniem, dopatrując się w jego postawie głównie lęku, a nie zaskoczenia bądź zażenowania.
Przecież nic ci nie zrobię - chciał wtrącić, ale słowa stanęły mu w gardle, gdy przypomniał sobie przyczynę dzisiejszej wizyty. Do niedawna mógł tak uspokajać ludzi, ale czy teraz zapewnienia nie byłyby kłamstwem? Przemienił się już w świetle dnia, pod własnym domem, przy kobiecie, na której mu zależało. Skoro dopuścił się takiej wpadki, to jak mógł jeszcze sobie ufać, jak inni mogli...? - pomyślał z goryczą, zwracając całą złość w kierunku wewnętrznego wilka.
Wilk milczał, czując rezerwę Ziołowego Pana i irytację Nudziarza. Skulił się i zniknął w odmętach psychiki Michaela, próbując schować się we wspomnieniach z lasów albo ze śnieżnej Norwegii.
Tonks odruchowo cofnął się o krok, naśladując odruch ucieczki swojego niechcianego współlokatora i dając Halbertowi trochę przestrzeni. Nagle poczuł, że wilcza obecność już nie pulsuje mu pod skroniami, że ma w głowie... ciszę.
Dawno się tak nie czuł. Odetchnął z ulgą, teraz dyplomacja przyjdzie mu łatwiej. Może jakoś uda się załagodzić straty. Potrzebował tego tojadu, potrzebował... przyjaciół. Powrót Herberta do kraju tak szczerze go ucieszył, nie chciał zrujnować tej znajomości poprzez nieporozumienie z jego bratem. Nieco nieobecnie słuchał informacji o akonicie, choć starał się wszystkie zapamiętać. Miał wrażenie, że są wymówką do skrycia się za murem profesjonalizmu - sam zresztą podobnie wycofywał się z niekomfortowych sytuacji, nakładając maskę aurora.
Nie spodziewał się przeprosin. Raczej sam się do nich gotował. Rozluźnił nieco mięśnie, orientując się, że od kilku minut stał nienaturalnie wyprostowany i że omal nie wlazł tyłem w ścianę.
-Nie, Hal, to ja... przepraszam. Powinienem był cię uprzedzić. - w liście, albo coś. Dać mu możliwość oswojenia się z sytuacją albo wycofania się z gracją. Był jednak zbyt zdesperowany, nie chciał ryzykować odmowy - i postawił dawnego znajomego pod ścianą. -Nie wiedziałem, że to trucizna. - spróbował uśmiechnąć się pojednawczo, z rozbawieniem, ale nadal czuł się skrępowany. -Dziękuję, to... wiele dla mnie znaczy. - nie tylko dla mnie, ale o wilkołakach, które jeden za drugim opowiadały się po stronie Zakonu, nie mógł mu powiedzieć.
Zapadła niezręczna cisza, a Michael wciąż czuł, że jest Greyowi winien jakieś wyjaśnienia, coś poza eliksirowymi aluzjami.
-Miałem wypadek w Norwegii w pięćdziesiątym piątym. - wydusił w końcu. Nie, nie byłem taki, gdy mnie poznałeś. -Nigdy nie wiem, jak mówić starym znajomym. - dodał, przepraszająco.
-Jak najlepiej go przechować? - zerknął na tojad, który musiał teraz jakoś przetransportować do alchemików w Oazie. -I... Herbert mówił, że potrzebujecie pułapek? W jakich miejscach, poza samym wejściem do domu?


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Pracownia 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Pracownia [odnośnik]28.01.21 22:24
Wciąż był jeszcze trochę zszokowany przedstawionym faktem, zupełnie nie wiedział co powiedzieć. Słuchał przeprosin, widział malującą się na jego twarzy determinację. Napięcie było wyraźnie wyczuwalne, a Halbert wiedział, że nie może go teraz zawieść.
- Najbardziej znany jest jako składnik trucizn, ledwie kilka kropel zadaje letalne obrażenia, doprowadza do odrętwienia i paraliżu, uniewrażliwia na bodźce bólowe. Skurcze, drgawki, niezdolność do oddychania, a to wszystko przy zachowaniu pełnej świadomości do momentu śmierci. - Nie mówił tego tylko po to, by zagadać nerwy, a po to, by na przyszłość wiedział dlaczego ktoś może zareagować sceptycznie na wspomnienie nazwy akonitu.
Znów się zawahał, tym razem przed zrobieniem kroku, wreszcie jednak decydując się na zmniejszenie dystansu, by położyć dłoń na jego ramieniu.
- W porządku, rozumiem. Dziękuję, że mi powiedziałeś. - Czuł, że wsparcie było w tym momencie najcenniejszym, co mógł mu okazać. Chciał, by Michael wiedział, że może mu zaufać, że wyniesione i powtarzane przez siebie ideały nie są wyłącznie pustymi hasłami. - Czy Herbert… Czy on też wie? - Nie doszukiwał się u brata celowo zaplanowanego kłamstwa, a lojalności wobec przyjaciela. Rozumiał, że Michael mógł nie chcieć, by Halbert dowiedział się z drugiej ręki, mógł chcieć powiedzieć mu o tym sam. Przywołał na twarz uśmiech, wciąż blady, ale z całą pewnością szczery.
Na pytanie o tojad przeniósł wzrok na słoik wypełniony kwiatami i pociętymi gałązkami. Miał w planach, by ją zasuszyć i trzymać w pogotowiu w razie braku innych roślin leczniczych. Niewielu wiedziało, że odpowiednio długo gotowany tracił swoją śmiertelną moc i mógł być przyjmowany w formie mikstur łagodzących ból, jak i spożywany w codziennym posiłku. O tym, że tojad gości na talerzach u ludu z dalekich Chin dowiedział się od brata, gdy ten zarzucał go zdobywanymi podczas wypraw ciekawostkami. Sam trochę obawiał się tych przepisów, ale dopuszczał do siebie myśl, by wykorzystać akonit także do własnych badań.
- Mogę go przepakować, by był wygodniejszy w transporcie - zaproponował, odstawiając słoik na blat stołu. - Mamy jedno wejście frontowe, jedno od strony lasu oraz przejście przy szklarniach. Chodź, oprowadzę cię, to zdecydujesz najlepiej. - Poprowadził tylnym wyjściem do ogrodu i dalej do szklarni, dając mu czas na przygotowanie do nałożenia zabezpieczeń, w międzyczasie przygotowując akonit do transportu. Nie dawał mu go w formie jałmużny, a w podzięce za pomoc i okazane zaufanie.

| zt dla Halberta
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Pracownia [odnośnik]28.01.21 23:51
Pomimo zakłopotania, zmusił się do uważnego wysłuchania słów Halberta. Podczas testów eliksiru tojadowego nikt nie opowiedział mu o akonicie tak... obrazowo. Domyślał się, że zachowanie pełnej świadomości było efektem, o który chodziło alchemikom. Po dawce eliksiru zachowywał własną tożsamość w trakcie pełni. Podczas męki przemiany, ludzka świadomość nie uciekała w ciemność, nie znikała, nie poddawała się obronnej reakcji na ból. Wręcz przeciwnie - po nieludzkim cierpieniu wszystko pamiętał, a potem pozostawał sobą. Czyżby wywar faktycznie uniewrażliwiał go na bodźce bólowe, czyżby mniej świadoma przemiana była jeszcze gorsza? Przełknął ślinę.
-W wywarze tojadowym pomaga na ból i umożliwia zachowanie świadomości przez całą noc... - powiedział cicho. -Myślisz, że regularne przyjmowanie może powodować... skutki uboczne? Albo może powinienem spytać alchemika. - mruknął. Eliksir był już dostępny od ponad roku, na pewno był bezpieczny do doraźnego użytku, ale... co po latach?
I czy w ogóle powinienem się tym przejmować? - przemknęło mu pesymistycznie przez myśl. Był wyklętym aurorem, mugolakiem w wojnie przeciw brudnej krwi. Czy naprawdę sądził, że czekało go długie i szczęśliwe życie? Pewnie powolne skutki uboczne akonitu to najmniejszy z jego problemów.
W porządku - spojrzał z lekkim niedowierzaniem na Halberta, ale zmusił usta do bladego uśmiechu.
-To ja dziękuję. - wymamrotał, czując, jak bardzo kolega chce okazać mu wsparcie. Pokręcił lekko głową na pytanie o Herbercie. -Nie miałem okazji mu powiedzieć. Ale to nie tajemnica. W Ministerstwie wszyscy wiedzieli. - zapewnił. Ufał obojgu braciom, Halbert nie musiał ukrywać... nowości przed Bertem. Może tak będzie nawet łatwiej, oszczędzi to Michaelowi zażenowania.
-Dziękuję. Pokaż te wejścia, zaraz nałożę coś odpowiedniego. - skinął głową, sięgając do sakiewki. Może i nakładanie pułapek też było pracą, ale z pewnością nie tak kosztowną jak cenny składnik - uparł się więc zapłacić Halbertowi, godząc się co najwyżej na zniżkę.

Został u Greyów jeszcze dłuższy czas, nakładając kolejne pułapki.
Najpierw, skupiony, obszedł całą posesję aby nałożyć na nią  Cave Inimicum. Potem powrócił do gospodarza, do szklarni - aby uważnie przyjrzeć się Halbertowi i za pomocą białej magii stworzyć iluzję gospodarza, nakładając pułapkę Widzimisię. Z tymi pułapkami poradził sobie w kwadrans na każdą, kolejne miały zająć o wiele dłużej. Pewnie nawet kilka godzin. Zaczął od przejścia przy szklarniach, gdzie skupił się na swojej wiedzy z zakresu anatomii aby poprawnie nałozyć Błyskotka i Cicho-Sza. Potem został aż do wieczora przy wszystkich drzwiach wejściowych, w skupieniu nakładając na każde Lepkie Ręce.. To powinno ochronić zarówno mieszkańców, jak i rośliny.

/zt :pwease:


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him



Ostatnio zmieniony przez Michael Tonks dnia 25.03.21 14:48, w całości zmieniany 1 raz
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Pracownia 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Pracownia [odnośnik]24.02.21 11:15
06.10

Wczorajsze spotkanie z Lordem Carrow nie najlepiej wpłynęło na pannę Sprout. Zwykle jej dni zaczynały się niemalże skoro świt i pełne były swoistej budzącej się wraz z nią energii, która rosła z każdym łykiem zielonej, osłodzonej miodem herbaty, czy też jedzonym w biegu jabłkiem. Oj udały się w tym roku Sproutom jabłka — jesienne gałęzie już złociły się w słońcu, gdy przyszło do zbioru antonówek i rubinoli — nic tylko sięgać do gałęzi i zrywać.
Później spacery z Cu, studiowanie własnych notatek, szukanie możliwości zarobku. Apteka Sprouta, która stała obecnie porzucona i zamknięta na cztery spusty, wciąż powracała do jej myśli, jak powracający sen. Wiedziała, że miała problem z kompulsywnością pewnych zachowań i przerwanie pewnego ciągu nie wpływało na nią dobrze, ale akurat myśl o tym, że pewnego dnia przywita pierwszych klientów, nie miała w sobie nic z tych obsesyjnych zachowań. To była myśl przyjemna, kojąca, że aż niemal ciepła i to do tego stopnia, że w jakimś sensie tylko ona motywowała Aurorę do codziennego wstawania.
Jednak wczoraj nastąpiło zaburzenie w postaci wstawionego lorda Carrowa, gdy spotkała go w hodowli testrali. Mieli się więcej nie spotykać, zerwanie miało być definitywne, a Aurora była na tyle dumna, żeby trzymać się tego postanowienia ponad wszystko. A, że wyszło, jak wyszło, to tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że musi unikać spotkań z Aresem ponad wszelką cenę.
A jednak całe przedpołudnie wybita była z rytmu — niemal oparzyła się wodą na herbatę, jabłko, które ugryzła, było robaczywe, a pies stanowczo odmówił wyjścia dalej niż na ogródek. Jedyną jasną myślą tego dnia było to, że spotka dziś Halberta. Pozytywną duszą, dającą światło w tych mrocznych czasach. Nawet oczami wyobraźni widziała, jak śmieje się (wbrew zapewnieniom) z jej listu i nieudolnych żartów. Czyż nie był on bowiem tym, który zawsze namawiał ją i inne kuzynostwo na psoty i wybryki, a oni grzeczni podążali za jego wskazówkami. Ale nie tylko to — Aurora ceniła go, bo nigdy nie śmiał się z jej dziwnych nawyków, a nawet kilka razy wskazał, że przecież dzięki ciągłemu powtarzaniu z łatwością zapamięta nawet najdłuższe przepisy na eliksiry, czy maści. Być może to właśnie po części, dzięki niemu została uzdrowicielem?
To nic, że nie pracowała w zawodzie — może wróci? A może właśnie zdecyduje się na aptekę, wszystko było możliwe, jeśli tylko skupi się wreszcie na przyszłości, a nie będzie myśleć o jasnobrązowych oczach Aresa.
Skoro nie wyszedł jej poranny spacer, zdecydowała się wziąć za coś, co niemal nie miało prawa nie wyjść — dyniowe placki i szarlotka. Pozbierała rano świeżych jabłek — specjalne zaklęcia chroniły je przed tym, by czasem zaglądający do Doliny złodzieje nie połasili się na owoce ich pracy. Podobnie było z dyniami, które spod ręki pana Sprouta wychodziły zawsze najlepsze i największe. Podczas gdy jej tata zajmował się wydrążaniem dla niej miąższu, ona strała jabłka i zagniotła ciasta na 4 placki. Dwa miały zostać na Wrzosowisku, a dwa wybrać się z nią do Bockhampton.
Podczas gdy placki kolejno lądowały w dochówce, Aurora poszła spakować swoją torbę, w pracowni kuzyna zawsze najlepiej jej się myślało, bo chociaż kochała swój dom, ciągle ktoś ją rozpraszał lub czegoś od niej chciał.
Wybrała podróż świstoklikiem, bo dla niej i dla Cu była to najwygodniejsza forma podróżowania. Pies spięty zwykłą smyczą przyczepioną do kolorowej bandamy, stał przy jej nodze, wąchając z zainteresowaniem. O wyznaczonej godzinie poczuła charakterystyczne, acz niezbyt przyjemne szarpnięcie w okolicę pępka. Przycisnęła do siebie psa i torbę z ciastami i zamknęła oczy. Nie przepadała za tą formą transportu, ale musiała przyznać, że niezwykle rzadko zawodziła, więc już po chwili poczuła grunt pod nogami. Świstoklik ukryła w miejscu, skąd najpewniej odbierze go ktoś z ministerstwa.
Resztę drogi pokonała spacerem, pozwalając psu węszyć w nowej okolicy i oznaczać je jako w jakimś stopniu swój teren. Z daleka już widziała dom Halberta i poczuła lekkie wyrzuty sumienia, że tyle czasu zwlekła z przybyciem tutaj, a jak się już wybrała, to poprzedni wieczór spędziła przypadkiem ze swoim byłym kochankiem. Nie chciała zamartwiać się kuzyna, więc przybrała swój najbardziej nieobecny uśmiech, taki co to mówił, że jestem stuknięta, ale zdecydowanie niegroźna. Nie wiedziała, czy kierować się prosto do pracowni, czy może najpierw zaprowadzić Cu do Hattie, bo jednak obecność psa w niezbyt dużym pomieszczeniu mogła stanowić sporą przeszkodę.
Puk, puk, puk
Do trzech puknięć mogły ewentualnie dojść trzy kolejne, ale wtedy usłyszała jakiś ruch za drzwiami pracowni, bo to właśnie tam zdecydowała się zajrzeć najpierw. Wiedziała, że czwartek to wieczór Scrabble, więc może właśnie tam grali, korzystając z ostatnich znośnie ciepłych wieczorów?
- Dzień dobry wieczór! - Przywitała się, gdy znajoma twarz wychyliła się ze środka. - Zamawiał pan może 2 placki i psa? - Uśmiechnęła się w ten swój sposób, gdy opowiadała kolejnego sucharka. Może ten dzień będzie jeszcze do uratowania?


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Pracownia D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Pracownia [odnośnik]05.03.21 15:24
Minęło zaledwie parę dni od kiedy po Anglii przetoczyły się kolejne otwarte ataki na mieszkańców wysp. Prasa była przepełniona okrutnymi kłamstwami i wstrętną propagandą, której wprost nie dało się czytać, o zaufaniu wiadomościom nie wspominając. Pewne było jedno - jak do tej pory można było czuć się względnie bezpiecznym, tak z dnia na dzień sytuacja diametralnie się pogarszała. Nagłych wezwań było coraz więcej, nie tylko z dalekich regionów kraju, ale i okolicznych hrabstw. Grey chciał być przygotowany, nigdy nie wiadomo kiedy zajdzie potrzeba wykorzystania umiejętności leczniczych. Czasem łapał się na wielokrotnym sprawdzaniu zawartości swojej torby, by mieć pewność, że w razie wypadku będzie mieć wszystko pod ręką. Nie przyznawał się do tych nowych nawyków matce. Była w pełni świadoma panującej w kraju sytuacji, ale Halbert nie chciał jej dodatkowo niepokoić.
Tego dnia wszelkie troski choć na moment miały zostać odegnane. Niektórzy mówią, że rodzinę ma się tylko jedną, bo dwóch nikt by nie zniósł, lecz dla Grey’ów była ona oparciem w życiu oparciem, czymś co chroni i daje siłę. Tylne drzwi domostwa otworzyły się z cichym skrzypieniem, zza framugi wychyliła się brodata twarz.
- Rory! - przywitał ją szerokim uśmiechem, a jego twarz rozjaśniała radosnym blaskiem. - Chodź w me objęcia! Wyrosłaś?! - Wyciągnął ręce i ignorując wszelkie ewentualne słowa sprzeciwu pochwycił ją w ramiona w niedźwiedzim uścisku. Musiał przyznać, że zdążył już mocno zatęsknić za obecnością kuzynki. Jedynym minusem posiadania tak zażyłych stosunków z rodziną jest rozłąka z najbliższymi. Nie było jej zaledwie kilka lat, ale w Halbertowej perspektywie zmieniło się o wiele więcej, niż mogłoby się zdawać. Wypuścił ją z objęć i przeniósł wzrok na dopraszającego się atencji psa. Kiedy Hattie wspominała, że Aurora ma zwierzaka, spodziewał się nieco mniejszych rozmiarów czworonoga.
- To twoja mała, słodka psinka? - Na powitanie wplątał palce w gęstą sierść potężnego Cu. - Mamo, mamy gości! - zawołał do wnętrza domu, nie bacząc na osiągane decybele. - Od rana wciąż o tobie mówi, nie mogła się doczekać. Wejdź prędko, zanim wprosi się wiatr.
Wprowadził tę dwójkę do środka, zatrzaskując za nimi drzwi. Pokój był przygotowany do pracy. Na blacie stołu prócz desek, nożyków i fiolek umieszczonych w kilku rzędach drewnianej skrzynki, stał także niewielki kociołek. Z ustawionego w kącie radia ustawionego na zaledwie połowę głośności płynęła skoczna muzyka rozrywkowa o niskim, acz melodyjnym wokalu. W powietrzu unosił się charakterystyczny dla pracowni zapach świeżych oraz suszonych ziół. Halbert pomógł kuzynce pozbyć się płaszcza i gestem zaprosił do rozgoszczenia się w dobrze znanym jej miejscu.
W drzwiach prowadzących do kuchni pojawiła się drobna kobieta o jasnych włosach poprzetykanych siwymi pasmami. Uśmiechnięta twarz naznaczona była zaledwie kilkoma zmarszczkami, zupełnie jakby czas się dla niej zatrzymał. Wytarła pokryte mąką dłonie o brzeg zielonego fartuszka i podobnie jak jej syn, wyciągnęła ręce w geście powitania.
- Kochana, nareszcie jesteś! Irlandia jest piękna, ale to w domu przecież najlepiej. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej, dzisiaj gramy w Scrabble - przywitała ją ciepło potokiem słów. - Co słychać u twojego brata? Seamus zapomniał chyba o moim istnieniu, całe szczęście że z Cassie się widujemy. Wspominała, że masz… o, jaki duży piesek! Mówiłaś, że jak wymawia się jego imię? - Hattie mogłaby mówić długimi godzinami, ale to pies zdobył całą jej uwagę. Zostawiła Aurorę i Halberta w pracowni, zabierając futrzastego alaskana ze sobą, mówiąc pod nosem coś o psich smakołykach.
- Zdawało mi się, czy wspominałaś coś o plackach? - odezwał się na powrót Grey, z pobłażliwym uśmiechem odprowadzając znikającą za drzwiami matkę.
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Pracownia [odnośnik]10.03.21 13:52
Jakkolwiek samolubnie to nie brzmiało, Aurora starała się nie wnikać zbyt głęboko w sprawy zaginięć, morderstw i masakr. Powrót z Irlandii, gdzie miało się wrażenie, że wojna nie dosięgnęła jeszcze swoimi trupimi palcami, był sporym szokiem dla kogoś takiego jak Aurora. A na dodatek jeszcze poprzedni wieczór dostarczył jej, jej własnych trosk. Spotkanie z Lordem Carrow, jak uparła się go nazywać nawet w myślach, nie przebiegło najlepiej. Chciał znaleźć jej męża po tym, jak nazwał ją gorszą od tysięcy innych czarownic. A czemu tak właśnie jawiła się w jego oczach, po czterech latach związku? Bo odebrał jej niewinność. Sam osobiście to zrobił i teraz śmiał ją z tego powodu szkalować.
Nie powiedziała mu wtedy nic, chociaż niewiele brakowało, a zdzieliłaby tego pajaca po jego lordowskiej gębie.
Jednak brodata twarz kuzyna była jak cień… Nie, nie zły cień, a ten przynoszący ulgę w upalny dzień, ten kojący gdzieś nad strumieniem, gdzie dochodzą pojedyncze powiewy wiatru. Aurora zdecydowanie wolała cień od pełnego słońca, stąd właśnie dość nietypowe być może porównania kuzyna.
- Halbercie… - Powiedziała, wpadając w szeroki, niedźwiedzi uścisk i przywarła tak, jakby właśnie odnalazła chwilowy spokój. - Oczywiście, że urosłam. Jestem już wyższa niż skrzat domowy. - Powiedziała, gdy wreszcie odzyskała oddech, który na moment jej zaparło z tej nieoczekiwanej bliskości, przynoszącej ulgę w ciężkim czasie. - A jeśli nie, to muszę cię zmartwić, ale ty się skurczyłeś w takim razie. - Naprawdę chciała zrobić dobrą minę, co by ich pierwsze od lat spotkanie przebiegło w jak najbardziej przyjemnej atmosferze.
Mieli robić eliksiry, a więc coś, co przynosiło im skupienie i satysfakcję. Nie mogła przecież myśleć o byłym kochanku i jednocześnie szykować eliksiry na poprawę fali perystaltycznej.
Gdy powiedział, że jej psinka jest “mała”, miała ochotę odparować, że faceci nie mówią o niczym innym jak rozmiary, ale jednak przy kuzynie nie mogła być pewna, że nie zrozumie jej źle. Nie chciała go gorszyć. Anglia to jednak nie Irlandia, gdzie wszyscy klęli równo, kobiety z mężczyznami, dzieci z dorosłymi. Musiała na nowo przywyknąć do nieco wycofanej Angielskiej natury. Tak będzie lepiej i dla niej i dla jej otoczenia.
W tym samym momencie zjawiła się cioteczka, której widok uratował serce Aurory — rzeczywiście, upływ czasu się jej nie imał, nie to, co pani Sprout — ta zmartwiona nieobecnością obojga dzieci osiwiała dość szybko, a najwięcej zmarszczek miała na czole od ciągłego marszczenia go, gdy próbowała wieczorami wypatrzeć ich z kuchennego okna. Aurora już wróciła do Doliny. Jej brat nadal nie.
- Witaj cioteczko! - Powiedziała, szukając podobnego ciepła, jak przed chwilą od kuzyna. Była jak małe dziecko, które na całkiem niedługo oddzieliło się od rodziców, a jednak potrzebowało dużo bliskości, gdy już wróciła do najbliższych. - Tata próbuje zdobyć pozwolenie na powiększenie pola pod dynie. Już w tym roku chyba się nie uda, ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, to może na wiosnę… A brat… nadal gdzieś działa. Nie chce powiedzieć, gdzie teraz jest. Podobno dla naszego dobra - Wstyd się przyznać, ale Aurora nie chyba sprawiła pewien kłopot, o którym nie mówili jej rodzice wprost. Nie sądzili, że wróci tej zimy, bo w zasadzie się nie zapowiadała. Oczywiście nie było tak, że głodowali, ale Aurora żałowała, że nie poinformowała ich wcześniej. Z drugiej strony… skąd mogła wiedzieć. - Zobaczę, do której zostanę, wolę nie wracać zbyt późno, a nie chce też robić kłopotu. - Pogłaskała ramię cioteczki. Tak dobrze było ich wszystkich widzieć. - A ten brzdąc. - Tu rzuciła szybkie, nieco rozbawione spojrzenie kuzynowi. - Nazywa się Cú (Ku). To skrót od irlandzkiego słowa pies. Mało oryginalne, ale jak go znaleźliśmy… znaczy się, jak go znalazłam, to wydało mi się to bardzo zabawne. - Poprawiła nerwowym gestem kosmyk włosów, licząc, że pani Grey nie zwróci uwagę na jej słowa. I chyba tak było, bo zaraz razem z Cu, zniknęli, a ona tylko słyszała, jak ciężki, psi ogon obija się o meble na słowo “przysmaczki”.
- Ach tak! Mam placki! Oczywiście, że mam! - Powiedziała, sięgając do torby, na którą zostało rzucone zaklęcie zwiększająco-zmniejszające, tak, żeby wszystko zmieściła się bez problemu. - Nie wiem, czy dasz radę zjeść wszystko, bo mama uznała, że na pewno tutaj głodujecie. - Powiedziała i wyciągnęła wszystko z torby, rozglądając się przy okazji po pracowni. - Dziękuje za zaproszenie, tak właściwie. Dobrze jest wyrwać się czasem z Doliny. - Powiedziała, wracając spojrzeniem do Hala. - Mam nadzieję, że u was wszystko dobrze i wojna nie dotknęła was za bardzo… - Uśmiechnęła się łagodnie, bo w idealnym świecie według Aurory, dobrych ludzi, nie powinny spotykać złe rzeczy.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Pracownia D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Pracownia [odnośnik]16.03.21 11:38
Od przyjaznej atmosfery Halbert bardziej cenił sobie jej szczerość. Ileż można było się uśmiechać, mając w świadomości istniejące przykrości? Oczywiście zawsze preferował najpierw rozbawić swoje towarzystwa oraz w celu rozluźnienia i przetarcia granic, ale przecież nic nie stało na przeszkodzie, by poruszyli dziś i trudniejsze tematy.
- Mogło tak być - przytaknął w udawanym zastanowieniu na sugestię jakoby to on miał zmaleć. - Choć nie pamiętam, bym wpadł do kociołka z eliksirem skurczającym. - Przywykł do swobodnego języka kuzynki, ale teraz rozmawiał z nią przecież po raz pierwszy od momentu powrotu. Jak bardzo się zmieniła, jak bardzo będzie testować jego cierpliwość, szokując bezpośredniością? Czy obraziłby się na komentarz o męskiej tendencji do nawiązywania do rozmiarów czy też udałoby mu się podejść nań z dystansem?
Nie zdziwiło go, gdy Aurora poprawiła się co do okoliczności znalezienia psa, uznając to za zwykłe przejęzyczenie bądź mało istotny fakt. Oczami wyobraźni widział już jak matka przychodzi do niego po wyjściu panny Sprout i wierci mu w brzuchu dziurę, namawiając na przygarnięcie psa. Na ten moment nie był do końca przekonany do tego pomysłu, wiedząc że to dodatkowy obowiązek, który spadnie także na niego. Wystarczało mu, że już musiał zaglądać do zagrody jeży, sprawdzając czy nie przedostały do którejś z magicznych roślin, nieświadomej tego, że sięgając cienką łodygą w kierunku stworzeń, może nabawić się niespodziewanych urazów. I kto będzie musiał zająć się wtedy ranną rośliną?
Zaczekał aż drzwi do pracowni zamknęły się za Hattie, zawahał się nad odpowiedzią - czy wojna nie dotknęła ich za bardzo? Halbert każdego dnia dziękował Bogu za możliwość dalszego chodzenia po tym świecie, bo choć do tej pory rzeczywiście udawało im się prześlizgiwać do kolejnych miesięcy, tak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ten stan nie będzie trwał wiecznie. - Tak, wszyscy święci muszą nad nami czuwać, skoro wciąż tu jesteśmy - Uniósł kącik w uśmiechu, zaglądając na przyniesione przez Aurorę ciasta. Kiedy zapach dyniowo-jabłkowych placków dotarł do jego nozdrzy, rozpłynął się marzycielsko, gotów pochłonąć każdą ilość ciasta na raz, jednak dobrze wiedział, że nie będzie później w stanie się ruszyć, a przecież wciąż miał sporo do roboty. - Świetnie pachną! Będą idealne do herbaty - przyznał, kiwając głową z uznaniem. Ich rodziny wspierały się od zawsze, gotowe do odebrania posiłku od własnych ust, byleby ich bliskim niczego nie zabrakło.
- Bywam czasem w Dolinie Godryka, choć jakoś… nigdy mi do was nie po drodze. - Czy powinien był się przyznawać? Był gotów na wyrzuty, jak i na złożenie obietnicy częstszych wizyt, choć nie miał pewności czy będzie w stanie ją wypełnić. Nagłe wezwania, na które odpowiadał mimo innych obowiązków skutecznie wypierały go z sił. Wracał wtedy do domu, by ze zmęczonym uśmiechem życzyć matce dobrych snów. Gdyby będąc w takim stanie miał jeszcze odwiedzać Sproutów, musieliby wybaczyć mu niedyspozycję i to, że zaanektuje im kanapę, wprowadzając w drżenie fasady ich domu swoim chrapaniem. - Mam więc nadzieję, że i u was wszystko w porządku. Hattie często streszcza mi swoje listy, ale niestety nie zawsze mam głowę do tych wieści - wyznał szczerze nieco ściszonym głosem, choć płynąca z radia muzyka z pewnością ich zagłuszała. Słuchając opowieści kiwał zwykle głową, nie potrafiąc skupić się na jej słowach. Nie umiał odegnać wszystkich trapiących go myśli, ale przecież nie będzie nimi zarzucał matki.
Zdjął z regału słój z ognistymi nasionami i przesypał je na szalkę, odmierzając porcję przy użyciu mosiężnych odważników. Płatki suszonego rumianku wciąż były miękkie, kruszyły się pod naciskiem palców, gdy wyjmował kilka główek z lnianego worka wprost do metalowej misy. - Nawiązując do twojego listu, moja głowa nie jest jeszcze tak stara, jak mogłoby się zdawać. - Zajął miejsce przy stole i sięgnął do rzędu noży o drewnianych, własnoręcznie zdobionych rękojeściach. Posłał kuzynce przelotne spojrzenie, przywołując na twarz lekki uśmiech. - Wspomniałaś, że wróciłaś w średnim stanie, ale widzę, że jesteś w jednym kawałku. Jak rozumiem musiało stać się coś, co cię tu ściągnęło. Mam nadzieję, że bez tragicznych skutków. - W korespondencji nie naciskał na rozwijanie tematu, o troski wolał pytać bezpośrednio, choć sam także miał opory przed opowiadaniem o własnych problemach. Kilka lat wcześniej uzewnętrzniał się przecież wyłącznie listownie zupełnie nieznanej sobie osobie w nadziei, że w taki sposób nie obarczy nikogo swoim emocjonalnym bagażem, jednak dość prędko zorientował się w jak wielkim był wtedy błędzie. Wziął w dłoń przygotowaną wcześniej łodygę aloesu i przekroił ją wzdłuż, wykrawając zeń śliski miąższ. Zaraz połączył go w misie z resztą składników i ucierał do uzyskania porządanej konsystencji.

| próbuję zrobić pastę na oparzenia (ST 50); astronomia II, więc I porcja
używam cztery ingrediencje roślinne: ogniste nasiona, mięta, aloes, rumianek
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Pracownia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach