Wydarzenia


Ekipa forum
Zaplecze
AutorWiadomość
Zaplecze [odnośnik]08.08.15 19:11
First topic message reminder :

Zaplecze

★★★
Pomieszczenie to stanowczo odbiega od standardowego wyobrażenie sklepów, które znajdują się na Nokturnie. Mimo że jest utrzymane w mrocznych klimatach, a charakteru dodają mu ludzkie, i nie tylko, czaszki, skurczone głowy, podejrzana przedmioty, które roztaczają dookoła siebie złowieszczą oraz tajemniczą aurę, to jego wnętrze jest nadzwyczaj czyste. Wszystko wydaje się na swoim miejscu, na pewno nie jest to chaotyczne gratowisko, a we znaki daje się kompletny brak pajęczyn czy kurzu. Półmrok został ocieplony magiczny żyrandolem, który rozprasza światło produkowane przez zaklęte świece. Nawet uschnięta roślinka wstawiona w fikuśny wazon zdaje się ożywać, chociaż może on wcale nie jest taka martw... Czy mi się wydawało, czy ona się poruszyła? Przynajmniej masz dokąd uciec, ponieważ zaplecze jest całkiem duże.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zaplecze - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zaplecze [odnośnik]07.01.17 19:19
Quentin był chodzącą tajemnicą. Prawdziwy Burke - chciało się powiedzieć. Ale Inara wciąż pamiętała przyszywanego wuja, który do dziś kojarzył jej się z ciepłem i przygodą, tak barwnie opisywanymi przez ojca. I możliwość, że przekładała podobną zależność na innych przedstawicieli rodziny - był znacząca. Najbliżej była z Wynoną, to jasne, ale z Quentinem łączyła ją zupełnie inna zależność. Oboje trwali w alchemicznej pasji, chociaż każde prezentowało jej doskonałość w zupełnie innym pryzmacie. Czasem zastanawiała się, czemu z badaniami nie zgłosiła się prosto do niego? Jego wiedza, także ta należąca do...nokturnowego świata mogłaby wnieść pewien powiew wiedzy, niedostępnej dla większości czarodziei.
Inara nie panowała nad własnym "talentem", jak kiedyś usłyszała. I nawet nie chodziło o jej artystyczne zapędy, kiedy podążała natchnieniem za dostrzeżona muzą. Alchemiczka nie nauczyła się - chociaż guwernantki wbijały jej to do głowy - typowej dla szlachcianek powściągliwości. Czarnowłosa nie bała się patrzeć prosto w oczy rozmówcy, jednocześnie bez przeszkód oferowała to samo. Nie unikała spojrzeń. I tak, jak łatwo było odczytać, cóż takiego kryło się za ścianą jej emocji, tak samo przenikała lustra źrenic, nawet tych tajemniczych, zamglonych nieodgadnionym milczeniem warg. Widziała więc ciemne błyski w tęczówkach Quentina. Tak, miała kłopoty, chociaż te - potrafiła (jeśli w ogóle) rozwiązać tylko sama.
Obserwowała gest mężczyzny, westchnienie i zadumę. I nawet przez krótki, nieprzyjemny moment bała się, że po prostu odmówi, albo co gorsza - pogna ze skargą o jej niebezpiecznym zamiarze. Cienka szpilka niepokoju jednak nie odnalazła drogi do jej oblicza i tak pogrążonego w ciążącym na niej smutku. W końcu wiedziała coś co rzeczywiście mogło wywołać istną gradową burzę, a tę - Inara wolała zachować wyłącznie we własnym sercu, nie wypuszczając bolesnej prawdy poza jego ramy.
- Mniej więcej centrum. To kamienica mieszkalna - odpowiedziała bez krętactw. Mówiła prawdę. Tyle - ile mogła sobie pozwolić w tej chwili. I stawiała, że Burke mógłby rozpoznać nazwisko - jeśli takowe by podała. Nie wiedziała jednak czy mogła.
Zwarła usta mocniej, gdy w końcu padły niepokojące ją przewidywania - To, co chcę zrobić, nie zagrozi nikomu - prócz mnie - Muszę po prostu porozmawiać z kimś, kto tam mieszka. Nie wiem co o mnie myślisz Quentinie, ale nie jestem tak lekkomyślna, by szykować się na...rzeczy, które zapewne chodzą ci po głowie. A na pewno - nie planowałabym ich sama. Gdyby tak było rzeczywiście, prosiłabym cię nie o pomoc w dotarciu do miejsca a walkę. Tak nie jest - odetchnęła cicho, w końcu wchodząc głębiej do pomieszczenia - tym samym skracając dystans, jaki dzielił ją od szlachcica - Możesz mi po prostu zaufać? - dodała jeszcze mniej pewnie, ale wciąż patrzyła wprost w oczy, nie kryjąc się przed padającymi wyrazami - Proszę o pomoc ciebie. Nie szukam nikogo podejrzanego...a gdybym robiła coś...nieodpowiedniego, zapewne próbowałabym kogoś takiego znaleźć - zatrzymała się w półkroku. Czy jej słowa wystarczyły? Czy miało się skończyć wielką pogadanką na temat niebezpieczeństwa, na które chciała się pisać?



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Zaplecze - Page 4 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Zaplecze [odnośnik]13.01.17 13:12
Każdy ma jakąś tajemnicę. Mniej lub bardziej przerażającą. Niektóre sprawy chowa się głęboko w sobie nie chcąc dopuścić do ich uzewnętrzniania. Gdyby wszyscy o wszystkich wiedzieli, świat nie mógłby poprawnie funkcjonować. Najprawdopodobniej pozabijalibyśmy się nawzajem. Nie czuję się w tym względzie wyjątkowym, chociaż na pewno zależy mi na chowaniu wielu emocji przed światem zewnętrznym. Okrutnym, z premedytacją wykorzystującym cudze słabości - tak jest skonstruowany. Wychowani w arystokratycznej socjecie wiemy prawdopodobnie na ten temat więcej niż inni. Żałuję, że nie mogę pomóc bardziej niż przeprowadzenie po tych niebezpiecznych, krętych uliczkach. W badaniach raczej bym opóźniał całą grupę. Nie jestem tak świetnym alchemikiem jak próbuję to wszystkim przedstawiać. Najprostsze trucizny wychodzą bez zarzutu, ale kiedy przychodzi do tych bardziej skomplikowanych… tracę głowę. Może to lepiej, że więcej czasu spędzam na wyprawach po artefakty lub pomagając w sklepie. W tym pierwszym też mi się co prawda nie powodzi, ale wierzę, że jeszcze zdobędziemy wprawy. Tymczasem czuję, jak blizna znów się odzywa, jak nęci, jak denerwuje. Już jutro pozbędę się tego cholerstwa, ale jeszcze dziś, w tym momencie, ogarnia mnie zniecierpliwienie oraz rozdrażnienie. Odnoszę dziwne wrażenie, że szrama za uchem pulsuje żywym ogniem, a przecież to tylko złudzenie. Strach miesza się z czarną magią tłoczoną w sine żyły. Wpatruję się w ciebie Inaro z podenerwowaniem, ale to nie twoja wina. Tylko wiedzieć tego nie możesz, gdyż nie masz skąd.
Centrum. Centrum jest zawsze najgorsze. Najdłużej do któregokolwiek wyjścia, zewsząd otaczają cię równie obskurne kamienice co ta, w której jesteś. W centrum zbiera się cała śmietanka towarzyska, na obrzeżach ukrywają się szczury. W środku ci, którzy bardzo nie chcą zostać złapani. Najpaskudniejsze z miejsc. Nie wiem, nawet się nie domyślam co cię tam ciągnie. Potakuję słuchając twych słów, myślami będąc gdzie indziej. Pocieram dłonią brodę nie przestając opierać się o ladę. I dumam.
- Zaufanie to towar niezwykle drogi, w dodatku deficytowy - rzucam w zamyśleniu. Dostrzegam sens twoich słów, a jednak nadal się waham. To niebezpieczna misja. Niby wiem, że nas nie tkną, ale i tak czuję podskórnie pewne obawy. Wreszcie z moich warg wydobywa się ciche westchnięcie. - Dobrze, ale zaczekam tam na ciebie - dodaję w końcu. Nie jestem w ogóle pewien czy robię dobrze, ale nie mogę cię dłużej trzymać w niepewności. Widzę, że ci zależy i chociaż tego w ogóle nie rozumiem to i tak znalazłabyś kogoś innego. To już wolę mieć nad tym kontrolę.


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Re: Zaplecze [odnośnik]04.02.17 16:25
Wbrew pozorom, Inara nie żyła złudzeniami. Przypisywano jej wielokrotnie przymioty bajkowej beztroski, naiwności zamkniętej w ochronnej bańce niewiedzy. Prawda wyglądała inaczej. Alchemiczka wiedziała więcej, niż się niektórym zdawało, dużo więcej też dostrzegała i potrafiła wyciągnąć z milczącego spojrzenia źrenic. I nawet jeśli kryjące się w szlacheckich oczach cienie, tak bardzo potrafiły niepokoić, to czarnowłosa nie odwracała wzroku. Uparcie spoglądała w parę tęczówek szukając skrytego światła - bo był zawsze. Czasem zduszony, ledwie tlący, ale był. I ta wiara tak często odwracała sie do Carrow plecami, wytykając palcami, czy pobłażliwą kpiną. Czy i Ty Quentinie tak ją postrzegałeś? Czy dostrzegałeś coś więcej w iskrach ciemnych oczu?
Nie było inaczej i teraz. Z uniesionym wyżej podbródkiem, z twarzą przyobleczoną zaciętą pewnością, że wie co robi. I dlaczego. Zdawało się, że Burke ją rozumiał, a przynajmniej wyczuwał rację malującą każde wypowiadane słowo. Tak?
Odsłaniała się, tu nie było miejsca na wątpliwość. Ale nigdy nie była dobra w ukrywaniu prawdy. Manipulacja i kłamstwo, tak popularne i hołdowane w arystokratycznym savoir vivre relacji - opanowała na poziomie pozwalającym jej sprawnie poruszać się na salonach. Kiedy jednak przychodziło do osobistych spotkań, bliższych jej sercu, ciężko było utrzymać się w wyuczonych ryzach zasad. Słabość. Możliwe, ale taka, która potrafiła być siłą większą niż niektórzy przypuszczali.
Rysujący się na męskim obliczu wyraz rozdrażnienia, mieszanka umykających milcząco emocji, która znaczyły czarne źrenice - to wszystko zbliżało Inarę do odpowiedzi. Nie chciała wybierać inaczej i to Quentin mógł jej pomóc - Zależy komu ofiarowany. Ja go nigdy nie sprzedaję - jeśli raz oddała komuś swoją wiarę, jeśli ową deficytową wartość złożyła w czyjeś dłonie, nie tak łatwo było w niej zasiać wątpliwość.
Niemal równocześnie z westchnieniom mężczyzny, z ust Inara podobne, wymieszane z niewymowną ulgą. Nie chciała szukać pomocy gdzieś indziej, ale maleńki procent zakładał, że musiałby rzeczywiście zrobić to, o czym mu wspomniała - Dziękuję - odezwała się w końcu, pozwalając by spięte ramiona rozluźniły się nieco - Dobrze - potwierdziła jeszcze, zgadzając się na postawiony warunek. Nada nie była pewna zakończenia rozmowy, którą chciała przeprowadzić, a pewność, że Quentin będzie na nią czekał - pozwalał wierzyć, że...że Inara sobie poradzi.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Zaplecze - Page 4 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Zaplecze [odnośnik]06.02.17 20:37
Nie oceniam. Nie mam takich uprawnień - nie chcę mieć. To nic interesującego, to całe szufladkowanie ludzi, analizowanie ich charakterów. Niektórzy jawili się jako bardziej frapujący od reszty - takim ludziom poświęcam dłuższą chwilę, ostatecznie nie rozumiejąc ich pobudek. Reakcji, poglądów, decyzji, wszystkiego. Nie jestem stworzony do analizy zachowań innych osób. Zbyt mało przebywam w ich towarzystwie, żeby sprawnie poruszać się siatką gry pozorów oraz interpretacji. Rozkładania każdego jednego gestu na czynniki pierwsze. Podziwiam niezmiennie tych, którzy to potrafią lub posiedli trudną sztukę legilimencji. Mi osobiście szkoda na to życia. Z większością z tych osób i tak nie mam zbyt wiele do czynienia. Najbliżsi… albo występowała nić myślowego porozumienia, albo kończyło się na uprzejmościach oraz odpowiedniej tytulaturze pomimo dzielenia krwi. Nigdy nie ma nic pomiędzy. Sprowadzając wszystko do prostego wniosku, że… nie, nie rozumiem. To jednak nie twoja wina. Brakuje mi niezbędnego obycia względem twojego usposobienia. I chociaż przyglądam ci się intensywnie, nie potrafię w twoim obrazie odnaleźć niczego znajomego tak na pewno. Masz jakiś problem, o którym nie chcesz mówić. Staram się to uszanować, ale to nie znaczy, że niepokój krążący w żyłach mija. Wręcz przeciwnie - im więcej jest niedopowiedzeń, tym intensywniej narasta. Sprawiając, że zdenerwowanie pogłębia się z każdą sekundą niewiedzy. Znam cię jednak na tyle, żeby wiedzieć o twoim uporze. Gdybym się nie zgodził, z pewnością znalazłabyś inne rozwiązania. Co gorsza opiewające w plan nieuwzględniający mojej osoby - kto wie zatem czyjej? Czy nie żałowałbym tej decyzji nie widząc co się z tobą dzieje? Oraz najważniejsze - z kim.
Patrzę więc zarówno zrezygnowany, jak i rozdrażniony oraz pełen obaw. Zdaję się rozumieć twoje spojrzenie, chociaż wcale nie jestem go pewien. Kiwam lekko głową rozprostowując ręce, teraz opuszczone wzdłuż tułowia. Mówisz niewiele, co rodzi kolejne pytania - przede wszystkim takie, czy nie jesteśmy przypadkiem spokrewnieni. Uśmiecham się jedynie wewnętrznie, w myślach. Daję znać pracownikowi, że wrócę później. Zakładam obszerną, czarną szatę skrywającą tożsamość, po czym opuszczamy mury pracowni idąc wprost w paszczę wygłodniałego lwa.

zt. x2


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Re: Zaplecze [odnośnik]12.04.17 22:00
Odwlekałem sprawę. Może nie jakoś przesadnie, lecz mimo iż wypuścili na wolność wczoraj to dopiero dziś niechętnie zdałem sobie sprawę z tego, że dodatkowy dzień zwłoki mógłby mnie kosztować więcej niż tylko własne zdrowie. Niespiesznie przemieszczałem się więc brukowanymi, ciemnymi uliczkami Nokturnu. W głowie mi jeszcze szumiało po nocy spędzonej w Kotle i kilku innych przybytkach (wolność trzeba opijać, objadać i obijać). Ale to może i dobrze. Może na swój sposób sprawi to, że będzie trochę łatwiej przez to przebrnąć, na takim jakby znieczuleniu, prawda...?
- Cholera jasna - kogo ja oszukiwałem. Oczywiście, że nie będzie lekko. Nie mogło być przez sam fakt, że sprawa dotyczyła Burke'a. Niepocieszające było do tego to, że z jednym to przez całą godzinę dzieliłem celę. Jeszcze ten cały czarno-magiczny artefakt...teoretycznie sprawa nie skończyła się źle. Błyskotka wróciła wraz z Craigiem do sklepu ale to dopiero był wierzchołek góry lodowej.
Stałem tak pod sklepem i szczerze mówiąc, pomimo lejącego deszczu wcale nie miałem ochoty wchodzić do środka. Wypaliłem więc papierosa chroniąc się pod gzymsem kamienicy usytuowanej na przeciwko feralnego sklepu. Wypaliłem go co chwila rzucając w stronę sklepu jakieś niewybredne przekleństwa mające oddać beznadziejność sytuacji, a potem ruszyłem się z miejsca. Co ma być to będzie, prawda?
Wszedłem do sklepu, w którym to odchyliłem kaptur swojego płaszcza. Człowiek stojący za ladą wlepił swoje rozbiegane oczka w ścianę, gdy tylko na niego zerknąłem. A więc wiedział co się stało. Zresztą - nie zdziwiłbym się gdyby połowa Nokturnu nie słyszała pogłosek, a połowa z tej połowy już uważałaby mnie za martwego. Poezja.
Westchnąłem po czym skierowałem swe kroki w stronę zaplecza. Po raz pierwszy od dana, czułem autentyczną potrzebę trzymania w dłoni różdżki na wszelki wypadek. Sęk w tym, że było to raczej wyjątkowo niewskazane, jeśli zamierzałem wyjść ze sklepu o własnych silach.
- Cholera jasna... - wy-inkantowałem magiczne zaklęcie dodające mi otuchy i zagłębiłem się półmroku pomieszczenia. Czułem się obserwowany i to raczej nie przez wygotowane, skurczone głowy i czaszki z pustymi oczodołami - na ich spojrzenia zdołałem się już uodpornić.
- Burke - Był tu, prawda?


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 8+2
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 17+3
SPRAWNOŚĆ : 24+6
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Zaplecze [odnośnik]14.04.17 18:47
Edgar przyszedł dzisiaj do sklepu, chcąc zająć się paskudną klątwą nałożoną na pozłacany kielich. Wczorajszego dnia dostał zlecenie, ale nie znał szczegółów tej sprawy. Rzadko się nimi interesował, nigdy nie będąc typem plotkarza. Owszem, czasami poznanie niektórych informacji było jak posiadanie asa w rękawie, lecz Edgar, tak jak reszta Burke'ów, rzadko bawił się w polityczne gierki. Wolał trzymać się rodzinnego sklepu. Machnięciem różdżki sprawił, że wszystkie porozrzucane na stoliku dokumenty ułożyły się w estetyczny stosik i przysunął sobie wygodny fotel. Czuł, że spędzi nad tym przedmiotem resztę dnia, więc nic w pomieszczeniu nie mogło mu przeszkadzać. Usiadł, jednak zamiast wziąć się od razu do pracy, zawiesił wzrok na ususzonej roślinie. Odkąd pamiętał stała na starej komodzie, a teraz znajdowała się na jednej z wiszących półek. Zastanawiał się kto ją przestawił i dlaczego. Może to nieistotny szczegół, ale Edgara rozpraszał, więc wstał i przestawił doniczkę w poprzednie miejsce. Ta przeciągnęła się leniwie, dając niepodważalny dowód na to, że wbrew pozorom wciąż żyje. Dopiero wtedy usiadł przy drewnianym stole, chwycił za swoją różdżkę i rzucił scio na kielich. Powietrze w pomieszczeniu na moment zgęstniało, a odrobiny kurzu jakby uniosły się o parę centymetrów. Edgar pochylił się bliżej zaklętego przedmiotu. Wyglądał podejrzanie, jednak nie sprawiał wrażenia aż tak niebezpiecznego jakim okazał się być. Lecz nagle ktoś śmiał wtargnąć na zaplecze, przez co zaklęcie rzucone przez Edgara przestało działać. Powietrze powróciło do swojej naturalnej formy, odrobinki kurzu z powrotem opadły na meble, a Burke wyprostował się i odwrócił w kierunku niespodziewanego gościa. - Bott - powiedział, nie kryjąc rozdrażnienia. Zdejmując klątwy z siatki musiał być maksymalnie skupiony, więc nie lubił, kiedy ktoś mu przeszkadzał. Szczególnie, jeżeli tą osobą był ktoś taki jak Matthew Bott. - Przeszkadzasz - dodał, ponownie odwracając się i skupiając na kielichu. - Więc jeżeli to nie jest naprawdę nagląca sprawa to wyjdź - a przez naglącą miał na myśli każdą sytuację mogącą realnie zaszkodzić temu biznesowi co, jak sądził, w tym momencie nie miało miejsca.
Edgar Burke
Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Zaplecze [odnośnik]15.04.17 13:38
Nie pukałem, nawet przez myśl mi nie przeszło, że w jakiś sposób mógłbym w czymś przeszkodzić, zakłócić jakiś wymagany spokój, a jednak. Nie mogłem nie odczuć pękającej niczym mydlana bańka magicznej aury. Ta szybko rozpierzchła się po kątach sprawiając, że pomieszczenie na nowo stało się po prostu zwyczajne. Ja zaś byłem już bardziej niż pewny, że on tu jest i moje wywołanie jego nazwiska było czynnością najzwyklej zbędną. Właściwie poczułem się, jakbym pytał się czy woda jest mokra, a płomień faktycznie parzy - to było takie synonimiczne w tym momencie do - Czy właśnie ci w czymś przeszkodziłem, Burke?
Niemniej zdecydowałem postąpić krok na przód czując w powietrzu nieprzyjemnie piętrzące się napięcie. Nie wiedziałem, czego się spodziewać, jak i czy w ogóle nawiązywać jakoś do tamtego incydentu, zacząć się tłumaczyć, czy w ogóle powinienem? Czy tego oczekiwano? Cholera, ja po prostu nie chciałem mieć nieprzyjemności związanych z Burke'ami. Ale może przecież, Edgar wbrew pozorom był człowiekiem, wiedział, że czasem rzeczy się zdarzają i puścił mimo wszystko w niepamięć? Jakoś nie chciało mi się bowiem wierzyć, że echo nazwiska pobrzmiewającego w Tower wcale do niego nie doszło, że nie zauważył braku artefaktu oraz mojej trzy, a właściwie czterodniowej nieobecności i braku dawania jakiegokolwiek znaku życia. Stałem więc, oczekując jego słów w napięciu, zakładając, że jeżeli ma jakikolwiek żar lub pretensje to te zaraz na mnie spłynął. Niemniej...słowa którymi mnie zaszczycił wprawiły mnie w osłupienie i zmieszanie. Zamrugałem kilkukrotnie, mając wrażenie, że może się przesłyszałem. Jednak jego wzrok nawet nie uniósł się znad kielicha, traktując mnie tym samym jak coś zbędnego - co wcale mi nie przeszkadzało. Uśmiechnąłem się wymuszenie.
- Nie, nie jest...tak właściwie to mi się chyba wydawało że jest - chrząknąłem, odwróciłem i zacząłem się taktycznie wycofywać. Skoro szef nie widzi problemu to go nie ma, prawda?


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 8+2
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 17+3
SPRAWNOŚĆ : 24+6
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Zaplecze [odnośnik]18.04.17 23:03
Pochylił się nad kielichem, chcąc zlekceważyć wtargnięcie Botta i ponownie skupić się na swojej pracy. W tym momencie to było dla niego najważniejsze i nie zamierzał rezygnować z tych planów na rzecz podrzędnego półkrwiaka. Wycelował różdżką w zaklęty artefakt, jednak zawahał się i ostatecznie nie powtórzył wcześniej rzucanej inkantacji. - Poczekaj - powiedział, odkładając różdżkę na drewniany stół. Edgar postanowił zamienić z nim parę słów, skoro już śmiał zakłócić jego spokój. Biorąc pod uwagę pobrzmiewające echo ostatnich wydarzeń, powinien zwolnić go z pracy bez najmniejszego mrugnięcia powieką. Wypowiedzieć dwa proste słowa zwalniam cię i zapomnieć o problemie, lecz zdecydował tego nie robić. Wolał wykorzystać jego potknięcie do innych celów. - Dlaczego zabrałeś ze sklepu tamten artefakt? - Zapytał nad wyraz spokojnie, odwracając się w jego stronę. Spojrzał z powątpiewaniem na jego wyjątkowo nieszczery uśmiech, przenosząc spojrzenie wprost na szare tęczówki. Wymagał od swoich pracowników stuprocentowego posłuszeństwa - to był zbyt ryzykowany biznes, żeby zatrudniać byle kogo i pobłażać przy jakimkolwiek potknięciu. Znaczna większość produktów przeznaczonych do sprzedaży dość poważnie mijała się z prawem; niektórzy zapewne również sądzili, że kilka z nich jest skradzionych, ale to dalej nie był powód do akceptowania tego samego wśród pracowników. Oni byli na samym dole burkowej siatki interesów. Edgar na razie nie poruszał temat Craiga, niemniej Bott mógł być pewny, że i ten w końcu wypłynie. - Myślałeś, że nikt nie zauważył twojej nieobecności? - Zapytał jeszcze, choć podejrzewał, że otrzyma dość bogatą odpowiedź. Wsiąknięcie pod ziemię na pięć dni nie jest niczym korzystnym przy żadnym pracodawcy, a już szczególnie na Nokturnie, więc był ciekaw jakie dostanie wytłumaczenie. Jeżeli Bott choć trochę zdążył wybadać Edgara, powinien wiedzieć, żeby za bardzo nie kręcić.
Edgar Burke
Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Zaplecze [odnośnik]20.04.17 14:45
Od dłuższego czasu zbierały się rzeczy o których chciałem porozmawiać z Edgarem. Życie jednak jakoś się tak układało, że wiecznie to przekładałem. Nigdy nie było na to czasu, ciągle brakowało ku temu sposobności lub aury odpowiedniego humoru Burke'a. Z ulgą przyjąłem więc zarządzenie dotyczące nie zawracania głowy z którego zamierzałem skorzystać. Nie rozwiązywało to oczywiście problemu i jedynie jeszcze bardziej komplikowało przyszłą próbę rozmówienia się, jednak to było wygodne - odroczyć wyrok i nieznane konsekwencje; poczuć się lżejszym o jedno zmartwienie.
Zatrzymałem się jednak na komendę, przeklinając w myślach. Nie bylem taki głupi by wprost bagatelizować polecenie Burke'a. Nie podobało mi się to, wręcz odczuwałem z tego tytułu wręcz fizyczny ból, zupełnie jak gdyby wiercono mi dziurę w brzuchu tępym narzędziem. Powolnym, niechętnym ruchem wróciłem więc do pomieszczenia krzywiąc się z niezadowolenia. Zmarszczyłem gniewnie czoło słysząc zarzut. Dlaczego zabrałeś zupełnie tak, jakbym to planował.
- Nie zabrałem - niemalże splunąłem odpowiedzią. Męczyło mnie powtarzanie tego wszystkim dookoła - Słuchaj, Burke - to jest jedno wielkie nieporozumienie. Wszyscy się nakręcają całym wydarzeniem jak popierdoleni i zakłamują sprawę. Nie wiem, co doszło do twoich uszu i od jakiego idioty, lecz nie - niczego nie zabierałem, nie kradłem, nie zamierzałem tego robić i nie, nie jestem na tyle głupi by coś takiego odwalić w biały dzień - wiedziony frustracją zapominałem się pozwalając sobie na bezpośredniość, lecz miałem już po prostu dość słuchania tego samego w kółko - Był ruch, wszyscy o ten artefakt wypytywali więc miałem go przy sobie - pod ręką. Potem...potem gdy skończyłem zmianę po prostu o tym zapomniałem i stało się. Wielkie rzeczy - wzruszyłem ramionami bo przecież co takiego się stało? Że niby zatrzymała mnie policja...? Cóż...Miałem nadzieję, że temat po prostu zostanie zamknięty.
- Nie - poruszyłem w niezadowoleniu szczęką, uciekając spojrzeniem gdzieś w bok. Byłem doskonale świadom zauważenia mojej nieobecności. Liczyłem jednak na to, że tą nikt się nie przejmie.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 8+2
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 17+3
SPRAWNOŚĆ : 24+6
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Zaplecze [odnośnik]13.05.17 23:11
- Słuchaj, Bott - zaczął, krzywiąc się podczas wypowiadania jego nazwiska. Zawiesił na nim swój wzrok, wyobrażając sobie jak chwyta za różdżkę i rzuca w niego paskudną klątwą. Na przykład taką, która zmiażdży mu kości lub chociażby uszkodzi tą śliczną twarzyczkę. Takich czarnomagicznych zaklęć znał na pęczki, w końcu całe dorosłe życie poświęcił na ich zgłębianie, więc bez problemu wybrałby jedno z nich. Niestety szkodzenie Bottowi nie przyniosłoby mu absolutnie żadnych korzyści poza chwilową przyjemnością, tak więc przebudził się z tego chwilowego transu, odchylając nieco na krześle. Słuchał uważnie jego słów, od czasu do czasu kiwając nieznacznie głową. - Czyli go ukradłeś - skwitował ostatecznie, przyglądając mu się z pewną dozą wnikliwości. - Chyba nie muszę przypominać, że ten sklep to nie herbaciarnia na Pokątnej. Taka nieuwaga może nas dużo kosztować - doprawdy, że też w ogóle musi o tym mówić. Może faktycznie lepiej byłoby po prostu się go pozbyć i zatrudnić w jego miejsce kogoś bardziej rozgarniętego? Zapewne tak, ale Edgar nie lubił często zmieniać pracowników. Im mniej osób przewijało się przez te pomieszczenia tym lepiej, poza tym szkolenie nowych osób wymagało czasu i cierpliwości. Zresztą posiadanie haka na Botta zawsze mogło się przydać.
Przepraszam za opóźnienie i jeszcze w dodatku zjadło mi posta i musiałam coś skrobnąć od nowa #klątwa
Edgar Burke
Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Zaplecze [odnośnik]06.06.17 0:12
Nie należałem do grona osób, którzy potrafią słuchać poleceń, sugestii, dobrych rad. Rozumiałem jednak, że nie znajdowałem się w spelunie przy klejącym się barze, a moim rozmówcą nie był zirytowany barman tylko Edgar Burke. To dawało mi nieco do myślenia i sprawiało, że mimo wszystko starałem się wytężać swój słuch. W sumie to poczułem się trochę jak na przesłuchaniu u ciotki Bott z tą różnicą, że ona to nie za dobrze prezentowałaby się z zarostem na twarzy.
Słysząc ostateczne ostateczności ze strony Edgara - przymknąłem oczy, a moje usta ułożyły się w wąską kreskę.
- Nie - powiedziałem, niemalże szepnąłem z niespodziewanym spokojem. Odniosłem wrażenie, że tak się czuje chyba rodzic maglujący swojego pierworodnego pytaniem ile to jest 2+2 i w tym momencie po raz pięćdziesiąty słyszy w odpowiedzi "5". Westchnąłem opierając zaraz palce o nasadę nosa. Już miałem powiedzieć skup sie Burke, lecz jak na razie fraza ta rozległa się jedynie w moich myślach. Patrzyłem bowiem na Egdgara w ciszy zastanawiając się przez chwilę jak mu to wyłożyć - Kradzież musi być świadoma. To był wypadek przy pracy - powtórzyłem powoli dłońmi wskazując niewidzialną kolumnę kolejno po prawej i po lewej stronie, tak by z wizualizować potencjalną różnicę, którą Burke'owm łatwo umykała - Po prostu zapomniałem, że mam to cholerstwo przy sobie. Chyba nie myślisz, że gdybym ukradł to bym pozwolił podejść do siebie policji - W końcu nie nie z takimi sobie radziłem. Poza tym umiałem unikać mundurowych, jeśli mi zależało. Nie popełniłbym takiego błędu. A mając przy sobie błyskotkę o takiej wartości raczej by mi BARDZO zależało. Kolejną reprymendę przemilczałem wprawiając jednak głowę w potakujący gest.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 8+2
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 17+3
SPRAWNOŚĆ : 24+6
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Zaplecze [odnośnik]12.06.17 22:10
Od najmłodszych lat starał się wypełniać obowiązki stawiane mu przez ojca. Robił wszystko, żeby spełnić jego oczekiwania i nigdy mu się nie sprzeciwiał. Zawsze czuł na sobie brzemię bycia pierworodnym i żył ze świadomością, że kiedyś przyjdzie mu się zająć sklepem na Nokturnie, ale prawda była taka, że nigdy tego nie chciał. Udało mu się spełnić marzenie zostania łamaczem klątw, przez co zaczął się oddalać od Wielkiej Brytanii i czekającego na niego Nokturnu. Unikał objęcia tego stanowiska tak długo jak tylko mógł, lecz ostatecznie nadszedł czas ożenku a razem z nim ustatkowania się i zajęcia się sklepem. Z początku dusił się w tych ciasnych pomieszczeniach, marząc o kolejnych wojażach, ale z czasem pogodził się z tym, co przecież miał robić od samego początku. Dbać o dobro rodzinnego interesu, a więc i użerać się z ludźmi takimi jak Bott. Westchnął cicho, drapiąc się powoli po brodzie. Bott nie był w stanie wyprowadzić go z równowagi, niemniej mógł być pewny, że jego szczeniackie zachowanie zostanie zapamiętane i wyciągnięte w odpowiedniej chwili. - Tak czy inaczej - zaczął, kiedy Bott w końcu skończył swój wykład, wyjaśniający różnicę pomiędzy kradzieżą a wypadkiem przy pracy. Gdyby nie ona z pewnością dalej żyłby w błędzie. - Wyniosłeś coś ze sklepu. Nie obchodzi mnie czy to była kradzież czy wypadek przy pracy - zaczął, przyglądając się uważnie Bottowi.  Jego cholernego tyłka musiał bronić sam Merlin skoro jego głupota jeszcze go nie zabiła. - Dobrze wiesz jakie rzeczy tutaj sprzedajemy i nie możemy sobie na takie wypadki pozwalać - kontynuował, nie mogąc uwierzyć, że musi marnować czas na mówienie o takich rzeczach. - Także postaraj się, żeby już się nie powtórzyły - dodał, a Bott już musi sam sobie dopowiedzieć co takiego może się stać jeżeli jeszcze raz powinie mu się noga. Edgar spojrzał na niego wymownie - To wszystko - powiedział jednak po chwili, jaśniej dając mu do zrozumienia, że ta rozmowa jest zakończona. Nie miał nastroju do dłuższych pogawędek, chciał jak najszybciej wrócić do swojej pracy, a do tego potrzebował ciszy i samotności.
Edgar Burke
Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Zaplecze [odnośnik]05.07.17 23:22
Jeśli Edgarowi zależało na tym bym zrozumiał, że w nosie ma moje tłumaczenia to mu się to udało. Budziło to we mnie rozdrażnienie, które podjudzało do głupoty. Szarpało się ono na tym niewidzialnym łańcuchu w mojej duszy, a ja nawet przez moment pomyślałem, żeby je spuścić i pozwolić mu się wyszaleć. Byłoby to skrajnie głupie i właściwie chyba jedynie myśl o tym, że chcę z tym wszystkim skończyć trzymała mnie w ryzach. Nie potrzebowałem nowych kłopotów, przynajmniej do końca tego miesiąca - potem to wszystko utnę, skończę, wtedy być może rozjuszę coś czego teraz drażnić nie chciałem. Niechętnie giąłem kark pod ciężarem cedzącego się w jego słowach autorytetu. Nie puszczałem jego słów mim uszu - w spięciu i uwadze wyłapywałem przemycaną groźbę.
- Nie powtórzy - zapewniłem, a potem skinąłem mu głową i opuściłem gabinet. W ustach czułem suchość i szczerze mówiąc chętnie wybrałbym się w tym momencie do Wiwerny. Moja zmiana się jednak jeszcze nie skończyła.

|zt


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 8+2
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 17+3
SPRAWNOŚĆ : 24+6
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Zaplecze [odnośnik]16.07.17 15:08
Podejrzewał, że Bott gotuje się w środku ze złości, dlatego czekał na jakąś odpowiedź. Spodziewał się każdej, ale nie tak spokojnej jak ta, którą otrzymał. Zadowoliła go ta skrucha, nawet jeżeli wykrzesana resztkami sił. Odprowadził go wzrokiem i kiedy zniknął za rogiem, zamknął za pomocą różdżki drzwi i wrócił do pracy. Pochylił się nad kielichem, próbując wrócić do przerwanych rozmyślań, lecz nijak mu to wychodziło. Myślami wciąż błądził gdzieś daleko, również wokół Botta i jego wkładu w ten sklep. Zastanawiał się czy go po prostu nie zwolnić, choć wbrew pozorom zwolnienie człowieka nie wiązało się jedynie ze spokojem, a i kilkoma problemami, które niezwłocznie trzeba by było rozwiązać. I w tym momencie Edgar raczej nie miał czasu ani ochoty na zapełnianie dziury po ewentualnym zwolnieniu tego człowieka. Ostatecznie postanowił jeszcze mu się przyjrzeć i potrącić co nieco z wypłaty, żeby nie myślał, że po tej krótkiej wymianie zdań ta sprawa odeszła w zapomnienie. Edgar był pamiętliwy, zresztą jak większość członków jego rodziny. Nie zapominał o wyrządzonych krzywdach i zdradach, nie przechodził od nich od razu do porządku dziennego. Szczególnie w kwestii swoich pracowników, których potknięcia skrupulatnie zapisywał w pamięci, tak więc Bott jeszcze będzie miał okazję do przypomnienia sobie tamtego felernego dnia. Tymczasem Edgar ostatecznie zepchnął nieistotne myśli gdzieś w bok i kontynuował badanie kielicha.

|zt


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Zaplecze [odnośnik]30.12.17 18:13
|10 czerwca

Londyn schował się pod grubą warstwą białego puchu. Dzieci powybiegały z domów i lepiły bałwany z szerokim uśmiechem na ustach, podczas gdy Edgar nawet nie miał ochoty wychylać małego palca poza cztery ściany swojej rodzinnej posiadłości. Nie było w niej szczególnie ciepło - trudno było ogrzać tak grube mury, ale i tak było w niej cieplej niż na zewnątrz. Większość dni spędzał przy kominku z grzanym winem w ręce, zarzucając na plecy ciepły sweter. Zawsze był zmarzluchem, wyłamując się z rodzinnej tradycji zahartowanych mieszkańców północy. Zdecydowanie bardziej wolał lato i pot lejący się z czoła od szczękających zębów i drgawek. Zazwyczaj uciekał z kraju na zimę, ale teraz pogoda go zaskoczyła - poza tym od narodzin Mariusa zdecydowanie mniej podróżował. Musiał w pełni oddać się rodzinie. Nie żeby aż tak mu na tym zależało - odnosił wrażenie, że jego kilkutygodniowe wyjazdy z Durham wcale nie powodowały apokalipsy, ale nie miał odwagi kłócić się z nestorem. On był osobą, którą Edgar darzył ogromnym szacunkiem pomimo częstej różnicy zdań. Cenił sobie rodzinę, uważając ją za najwyższą wartość, i nie chciał jej zawieść dlatego podporządkowywał się jego rozkazom. To był jeden z nich - zaprzestanie wojaży po świecie na rzecz skupienia się na rodzinie (wszak w końcu urodził mu się syn!) i większego zaangażowania w życie sklepu.
Sklep. On też nigdy go szczególnie nie interesował - to tylko kilka ciasnych pomieszczeń na Nokturnie, podczas gdy poza nimi czekało go tyle przygód. Czasem czuł się jak kruk zamknięty w zakurzonej klatce, ale tu też nie mógł się sprzeciwić. Zdawał sobie sprawę, że już wystarczająco nadużył zaufania nestora. Poza tym wychowywał się ze świadomością przejęcia pieczy nad sklepem, kiedyś w odległej przyszłości, po prostu miał nadzieję na jeszcze odrobinę wolności. Chociaż musiał przyznać, że zaczynał się przyzwyczajać do tego osiadłego trybu życia, a żaden oprych z Nokturnu nie był już dla niego wyzwaniem. Może nawet zaczął to trochę... lubić? Odnalazł się w nowej roli pełnoprawnej głowy rodziny, może dzięki dołączeniu do Rycerzy. Czuł, że robi coś więcej, coś ważnego, co ma autentyczny wpływ na otaczający go świat. Dzisiejszego dnia jednak nie miał zamiaru robić niczego tak istotnego - ot, zwykły dzień w pracy. Odwlekał wyjście na zewnątrz tak długo jak tylko mógł. Przeniósł się na Nokturn za pomocą kominka i postał w środku kilka minut zanim wyściubił nos na zewnątrz. Momentalnie poczuł na twarzy małe drobinki śniegu, tworzące mu na włosach chwilową siwiznę. Opatulił się mocniej ciemnoczerwonym szalem, przywodzącym na myśl jego rodowy kwiat - mak, jednocześnie przyśpieszając kroku. Chciał jak najszybciej znaleźć się w karczmie, żeby równie sprawnie załatwić dzisiejsze sprawy i wrócić do zamku w Durham. Nie zamierzał dzisiaj robić niczego więcej.
Tylko przekroczył próg karczmy, a został ciasno owinięty ciężkim powietrzem przesiąkniętym zapachem tytoniu i spoconych ciał. Rozejrzał się po lokalu, nawet nie próbując wtopić się w tłum - dość często tutaj przychodził, stali klienci z pewnością potrafili go rozpoznać. Poza tym czuł się tutaj całkiem swobodnie i nie uważał, by to było konieczne. Skierował swoje kroki ku jednemu z wolnych stolików, schowanego w cieniu za filarem. Było tutaj niezwykle duszno, więc czym prędzej zdjął swój płaszcz i odwiesił go na krzesło, na którym zaraz potem usiadł. Zaplecione palce położył na okrągły blat stoliczka i czekał na swojego gościa.
Pojawił się dosłownie pięć minut później, siadając naprzeciwko. Wyglądał dość niepozornie: z pewnością był niższy od Edgara, a jego wątłe ciało jasno komunikowało, że rzadko ma do czynienia z wysiłkiem fizycznym. Cerę miał dość bladą, przez co nie wyglądał zdrowo, ale za to jego oczy pozostawały czujne i skupione na otoczeniu. Edgar przywitał się z nim silnym uściskiem dłoni, nie kontynuując żadnych innych konwenansów. Chciał odebrać towar i stąd wyjść - mężczyzna nie był nikim ważnym, żeby Edgar czuł potrzebę zamienienia z nim kilku słów. Spojrzał na niego wyczekująco, czując jak wzrasta w nim zniecierpliwienie, kiedy mężczyzna wybitnie powolnym ruchem (robił to specjalnie?) sięgnął do swojej kieszeni i wyjął z niej niewielki pakunek. Oczy Edgara zalśniły z podekscytowania, ale starał się nie pokazywać po sobie zniecierpliwienia. Mogła go zdradzić jedynie stopa powoli wybijająca rytm jazzowego utworu lecącego gdzieś w tle. - Lordzie Burke - mężczyzna zaczął z przekąsem jakby tytuł Edgara był dla niego co najmniej dobrym żartem. - Podczas transportu nastąpiło kilka nieprzewidzianych komplikacji dlatego zgłaszam podniesienie ceny usługi - dodał, a na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech. Edgar miał okazję z nim raz współpracować i już wtedy nie miał ochoty na powtórkę - okazało się jednak, że nikt inny nie posiadał tak prostego dostępu do najdziwniejszych miejsc jak on. Był jak szczur, który się wszędzie wciśnie. Musiał znać swoją wartość skoro tak się zachowywał, ale i tak mocno się przeceniał. Edgar zignorował jego słowa, wyciągając rękę po niewielki pakuneczek. Najpierw chciał przekonać się o jego wartości - dopiero potem mógł dyskutować o ewentualnej zmianie w cenie. Chudzielec wahał się przez chwilę, ale ostatecznie podał mu pakunek, wycierając rękawem nos. Edgar starał się nie zwracać na niego uwagi, skupiając się w całości na posiadanym pakunku. Delikatnie rozwiązał brudny materiał, odsłaniając przed sobą niewielką buteleczkę. Wewnątrz krążył szary gęsty dym. Ciężko było go do czegokolwiek porównać; może do czarnych chmur unoszących się nad płonącą Wywerną. - Niech lord nie otwiera, bo się lord zdziwi - dodał cicho, uważnie patrząc Edgarowi na ręce. Ten tylko posłał mu niezadowolone spojrzenie - przecież doskonale wiedział co zamawia. Czarnomagiczną zjawę zamkniętą w niewielkiej butelce - coś, czego dawno nie było w asortymencie jego rodzinnego sklepu. - Nie zapłacę ani knuta więcej - przemówił w końcu, chowając nową zdobycz do wewnętrznej kieszeni marynarki. Podał wątłemu mężczyźnie mieszek z wyliczoną ilością galeonów, z przyjemnością obserwując jak na jego bladym czole pojawia się zdenerwowana żyłka. Mógł kłapać ozorem bardzo długo, ale Edgar wiedział, że nie miał odwagi czegokolwiek faktycznie zrobić. - Cieszę się z owocnej współpracy - powiedział więc, szykując się do wyjścia, chociaż wychodząc z karczmy obiecał sobie, że do następnej transakcji znajdzie kogoś sensowniejszego. Upewniwszy się, że buteleczka nie wymsknie mu się i nie upadnie na zmarzniętą ziemię, ruszył z powrotem w kierunku sklepu.
W środku odnalazł zużytą już księgę, w której wpisał wszystkie podstawowe informacje odnośnie nowego produktu. Wyrzucił brudną szmatę do kosza i wyjął z szuflady czystą, żeby wypolerować buteleczkę. Przez noc i tak osiądzie się na niej kurz, ale Edgar czuł potrzebę zmycia z niej jakichkolwiek śladów po tamtym podejrzanym typku. Kiedy skończył, odstawił zjawę na jedną z ciężkich drewnianych półek. Postronnym mogłoby się wydawać, że w sklepie panuje chaos i nieporządek, ale nic bardziej mylnego. Edgar doskonale wiedział gdzie co znaleźć, a żaden z posiadanych artefaktów nie stał w aż tak przypadkowych miejscach jak można by sądzić. Jedne minerały nie stały obok drugich, z którymi mogłyby wejść w niechcianą reakcję - z kolei niektóre klątwy musiały znajdować się blisko siebie z tego samego powodu. Nawet pospolici pracownicy o tym wiedzieli, chociaż i tak zdarzały im się karygodne pomyłki - ale do tego trzeba było posiadać dużą wiedzę, a Burkowie wypijali ją z mlekiem matki.
Edgar jeszcze raz upewnił się, że butelka jest dobrze zasklepiona, po czym schował ciężką księgę do szafki i zamknął ją odpowiednim zaklęciem. Wydawało mu się, że zrobił wszystko co sobie wcześniej zaplanował. Wszedł więc do kominka i teleportował się za jego pomocą z powrotem do domu. W środku panowało przyjemne ciepło, co przywitał z ulgą, oddając skrzatowi płaszcz. Ale jeszcze nie zamierzał odpoczywać - zamiast tego udał się do gabinetu swojego ojca, zamierzając złożyć mu krótki raport. Nie lubił tego robić, ale czasem musiał - bądź co bądź to wciąż ojciec trzymał rękę na sklepie, wraz z nestorem, nawet jeżeli jego stopa nie stanęła tam już od dłuższego czasu.

|zt


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278

Strona 4 z 13 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11, 12, 13  Next

Zaplecze
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach