Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Zaplecze
AutorWiadomość
Zaplecze [odnośnik]08.08.15 19:11
First topic message reminder :

Zaplecze

★★★
Pomieszczenie to stanowczo odbiega od standardowego wyobrażenie sklepów, które znajdują się na Nokturnie. Mimo że jest utrzymane w mrocznych klimatach, a charakteru dodają mu ludzkie, i nie tylko, czaszki, skurczone głowy, podejrzana przedmioty, które roztaczają dookoła siebie złowieszczą oraz tajemniczą aurę, to jego wnętrze jest nadzwyczaj czyste. Wszystko wydaje się na swoim miejscu, na pewno nie jest to chaotyczne gratowisko, a we znaki daje się kompletny brak pajęczyn czy kurzu. Półmrok został ocieplony magiczny żyrandolem, który rozprasza światło produkowane przez zaklęte świece. Nawet uschnięta roślinka wstawiona w fikuśny wazon zdaje się ożywać, chociaż może on wcale nie jest taka martw... Czy mi się wydawało, czy ona się poruszyła? Przynajmniej masz dokąd uciec, ponieważ zaplecze jest całkiem duże.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zaplecze - Page 12 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zaplecze [odnośnik]15.06.21 11:54
| 6 listopada '57 |

Była to wielka szansa, wiedziałem o tym i dlatego też nie miałem zamiaru przejść obok obojętnie. Droga do potęgi zaczynała się właśnie w ten sposób, czułem to, dlatego ani myślałem odpuścić podczas nocy, kiedy Londyńska Biblioteka była zamknięta. Musiałem być w dobrej formie językowej, choć dobrze wiedziałem, że wypoczęty umysł potrafił o wiele więcej, to możliwość pracy w miejscu o tak dużej reputacji… wydawali się idealni. Tajemnice dodawały mi jedynie poczucia, że działo się tam coś nieprawdopodobnego, a nawet jeśli nie i tak chciałem się dowiedzieć wszystkiego. Moja młodość i witalność przejawiała się nie tylko w wyglądzie, ale również zapale, który zwykle skrywany był pod fasadą powagi i schludności, dokładnie tak jak chciałem.
Okoliczne towarzystwo nie pałało równie mocnym zapałem do odpowiedniego wyglądu, jak ja. Mrok spowijał ulice między ciemnymi kamienicami, choć słońce pięło się po niebie, zdając się nie docierać w ten skrawek Londynu. Pamiętałem drogę, którą wchodziłem wraz ze Zlatą. Pomimo jej wzrostu budziła respekt, widziałem to wtedy w oczach niektórych mętów społecznych, w których brudne łapska nie miałem zamiaru wpadać. Wiedziałem, że to było niebezpieczne, jednakże nie widziałem żadnego sprzeciwu przed próbą dotarcia do miejsca, które było dla mnie ważne. Dawało jakiś cel, możliwość zahaczenia się i rozwinięcia w świecie opuszczonym miesiąc temu, a może nawet trochę nieznanym, bo przecież nie wiedziałem jakimi prawami rządził się Londyński świat mroku. Pragnąłem dowiedzieć się więcej.
Odnalazłem kamienicę, była nieciekawa. Nie chodziło odpadające elementy ścian, a sam osad, jaki przytulał je niczym kołderka na wieczne 'dobranoc', któż wie, czy przechodząc obok, nie wciągną do swojego świata koszmarów, choć czy zawsze to, co ciemne oznaczało jakiś mrok? Nie nabierałem się na tę złudność umysłu, byłem ponad ten ludzki strach, musiałem być. Ktoś mnie zaczepił, niewzruszony szedłem dalej, powoli łapiąc się na tym, że było coraz bliżej 13B. Wypłowiały szyld był wystarczająco wyraźny, żebym mógł przeczytać złoty napis dwóch nazwisk. Wcześniej zaczepiający mnie mężczyzna wrócił się za mną, próbując złapać mnie za ramię, które na szczęście oprócz białej, lnianej, luźnej koszuli skrywał ciemny, długi płaszcz sięgający kostek. Czułem jego ciężar jego ręki, jednak przygotowany na wszystko odwróciłem się doń z różdżką wycelowaną w ni chudy, ni nadęty brzuch nieznajomego. Nie ze mną te numery. Byłem kilka kroków od wejścia. Nie zamierzałem się cofać.
Idę do Borgin&Burke – mruknąłem neutralnie, wręcz ostrzegawczo, nie mogłem sobie pozwolić na spóźnienie. Jeśli nieznajomy był rozsądny, to dobrze wiedział, że nie należało próbować mnie zatrzymać. Już dawno zorientowałem się, że nazwiska i słowa mogą wprawić człowieka w niemałe oniemienie, ten wydawał się mało wzruszony, a jednak jego ręka na moim ramieniu jakby zelżała. Wykorzystałem ten moment, żeby przestąpić kilka kroków i wejść do środka, po drodze zwracając uwagę na pajęczyny, które nie przepuszczały widoku ze środka. Nie zauważyłem niczego poza światłem lamp i rysami dziwnych przedmiotów. Przekroczyłem skrzypiący próg, irytujący wręcz dźwięk dotarł do moich uszu, przywołując jedynie moje wszystkie zmysły do szczególnej ostrożności. Wnętrze odzwierciedlało to samo zapomnienie, co ulice, było wspaniałe. Stęchlizna praktycznie od razu pozwoliła mi poczuć się w pomieszczeniu swobodnie, przymknąłem oczy, zaciągając się mieszanką duszącego zapachu, usłyszałem dźwięk kominka, który zlokalizowałem w trymiga. Bardzo dużo różnych śmieci, które mogły mieć ciekawe zastosowania, nie byłem pewien, czy były to moje wrażenia, czy też rzeczywistość, bo miejsce pulsowało własnym, jakimś uśpionym rytmem. Wyczuwalna była w tym moc, ta praca nie mogła być niczym innym niż marzeniem. Moje zwykle martwe i powściągliwe oczy zamigotały. Gdzie była ta rekrutacja? Mogę tu zostać na zawsze?
Szanowny Lordzie? – odezwałem się pewnie, choć niezbyt głośno nie chcąc zakłócać spokoju lokalu. Część wyuczonej formułki, która, nawet jeśli raziła mocnym, nieco ostrym i twardym akcentem, to była wystarczająco grzeczna, abym mógł wyjść z tej rozmowy zwycięsko. Trzymałem się zasad dobrego wychowania, trzymając ręce wzdłuż całego ciała. Nie chciałem wyjść na jednego z tych mętów zza witryny, choć ciężko byłoby mnie za takiego przyjąć, skoro byłem ubranych schludnie, bardzo po mieszczańsku. Buty naturalnie zostały wypastowane.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Kostya Kalashnikov dnia 20.07.21 13:12, w całości zmieniany 1 raz
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Zaplecze [odnośnik]17.06.21 14:54
Dzisiaj przyszedł wcześniej niż zwykle. Przeważnie pojawiał się w pracy dopiero około 9-10 godziny i siedział do 18, a nawet później czasami. Dzisiaj jednak przekroczył próg sklepu chwilę przed 8 i od razu skierował się na dół. W Palarni na dole miał swój mały gabinet, ale w planach miał całkowitą rozbudowę. Chciał przekształcić Palarnie z małego lokaliku w piwnicy sklepu, do porządnego klubu spotkań, w którym będzie można przy okazji zrelaksować się przy opium. Marzyła mu się renoma, marzył mu się lokal z najwyższej półki i wiedział, że jest w stanie to osiągnąć. Potrzebował tylko czasu, pieniędzy i ludzi. O ile z pieniędzmi nie było większego problemu, o tyle z ludźmi już nie koniecznie. Potrzebował kogoś zaufanego, kogoś, komu będzie mógł zlecić różne zadania. W dzisiejszych czasach kiedy wszystko było niepewne, znalezienie kogoś takiego było ciężkim zadaniem.
Nic więc dziwnego, że kiedy Edgar poinformował go, że zgłosił się chłopak chętny do pracy, był bardzo zadowolony. Jako osoba odpowiedzialna za personel, nie tylko w Palarni było oczywistością, że to on przeprowadzi rozmowę kwalifikacyjną. Przeprowadził już ich na tyle dużo, by nie musieć się do niej jakoś mocno przygotowywać, każdy z Burke’ów pracujących czy chociażby przebywających w sklepie czy w Palarni, doskonale wiedział czego wymaga się od pracownika tego przybytku. Wcześniej ustalił z Edgarem najbardziej istotne rzeczy, więc pozostało tylko poczekać na chłopaka. Nie wiedział o nim za dużo, nie licząc imienia i nazwiska tak naprawdę.
Wyjął z kieszeni marynarki zegarek by sprawdzić, która godzina. Nie tolerował spóźnień, sam nigdy się nie spóźniał na umawiane spotkania i tego samego wymagał od innych. Zwłaszcza jeśli ktoś chciał pracować u niego, musiał być punktualny. Było jeszcze 5 minut do umówionej godziny spotkania, kiedy Xavier przeglądając coś na zapleczu usłyszał charakterystyczny pisk drzwi wejściowych. Uśmiechnął się lekko pod nosem i pokiwał głową z zadowoleniem. Pierwszy plus, pojawił się przed czasem. Dał mu chwilę i już miał wyjść kiedy usłyszał jego głos. Od razu poznał ten akcent. Nie miał z nim wcześniej za dużo do czynienia, ale był zdecydowanie charakterystyczny i każdy by go poznał.
- Jak mniemam Pan Kalashnikov. – bardziej stwierdził fakt aniżeli zapytał wychodząc mu naprzeciw.
Zmierzył go spokojnie wzrokiem. Był ubrany schludnie, nie jakoś przesadnie elegancko, ale schludnie. Kolejny mały plusik w oczach Xaviera, który sam zawsze nosił się elegancko. Zawsze miał na sobie garnitur, Xavier Bukre bez garnituru to nie Xavier Burke. Dzisiaj miał na sobie na ten przykład idealnie skrojony, granatowy garnitur, z białą koszulą pod spodem i czerwony krawat do tego. Dlatego zawsze doceniał jak ktoś postarał się ubrał odpowiednio do okazji.
- Lord Xavier Burke, cieszę się, że Pan przyszedł. – odparł po chwili skinając do niego głową – Zapraszam. – dodał wskazując mu wejście za zaplecze, gdzie Xavier chciał z nim porozmawiać.
Zawsze lubił to miejsce, miało ten niesamowity klimat tajemnicy i mroku, który każdy Burke lubił i tak naprawdę posiadał w sobie. Poukładane wszędzie przedmioty czy też ludzkie i nie tylko czaszki wbrew pozorom nie były porozrzucane bez składu, każda rzecz miała swoje miejsce. Burke usiadł za biurkiem, na wygodnym fotelu i gestem dłoni wskazał krzesło po drugiej stronie blatu młodemu mężczyźnie.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Zaplecze [odnośnik]22.06.21 21:04
Nie czułem stresu, przecież dobrze znałem swoją wartość i choć niekoniecznie była ona obleczona w szczególne zdolności oraz obeznanie na poziomie starszych mi osób nie byłem czarodziejem gotowym sobą pomiatać. Mężczyzna, który przerwał moją wzrokową eksplorację po wnętrzu, również nie wyglądał na takiego. Ktoś na poziomie, ktoś z kim nie warto zadzierać, a tym bardziej dawać jakichkolwiek podstaw do poczucia zmarnowania jego czasu. Elegancki biznesmen, który stać za ladą mógł tylko jako klient, bo przecież tacy jak on nie byli godni obsługiwania. Miałem zamiar zostać taki sam, choć dobrze wiedziałem, że czeka mnie jeszcze wiele do nauki, to właśnie ją chciałem chłonąć niczym gąbka, bo przecież w jakimże innym celu ci nieliczni zostali stworzeni, jeśli nie dla wznoszenia się ponad resztę w dziedzinach nieznanych szarej masie? Jako adept musiałem mieć wiele pokory, a więc ją miałem zawsze, kiedy tylko należało nią zabłysnąć. Teraz był ten czas, choć odpowiedni moment miał się zjawić gdzieś w trakcie rozmowy, dobrze to wiedziałem, takim ludziom nie należało odmawiać, ale również nie przytakiwać niczym niemiecki żołdak. Odnalezienie balansu było podstawą, której nauczyłem się jeszcze w szkole, tego dnia byłem gotów zaprezentować tę zdolność.
Błyszczące oczy człowieka zafascynowanego – niechętnego dotknąć choćby jedną z tych rzeczy, znałem się przecież na szacunku zarówno do nieboszczyków, jak i poważnych artefaktów, a wiele z otaczających mnie przedmiotów pulsowało tą mocą – odnalazły twarz niższego ode mnie mężczyzny. Odpowiednio skłoniłem się lordowi, naturalnie spuszczając z niego wzrok przez ruch ciała, układając przy tym ręce w charakterystycznym skinięciu dla kogoś wyższego rangą. Dobrze wiedziałem, że nauka oferowana w szkole nie poszła w las, wręcz przeciwnie – mogłem pochwalić się nią na salonach, choć nie poznałem etykiety jak własnej kieszeni jej podstawy były mi bardzo bliskie. Wyraz twarzy dżentelmena pozostawał nieodgadniony, mnie z kolei jedynie zdradzał błysk w oczach oznaczający fascynację młodzieńca głodnego nauki.
- Nie myli się Lord. To zaszczyt Lorda poznać. – odpowiedziałem wyuczoną formułą, którą trenowałem porządne kilka dni, aby obyć się bez mocnego, wschodniego akcentu. Względny spokój pozwalał mi na trzeźwość myśli i odpowiednie intonacje, choć powoli wyczuwałem stres związany z faktem nieposiadania zbyt obszernej zdolności wysławiania się w języku angielskim. Jeszcze ten ich cholerny akcent… jednak nie było czasu na namyślanie się o czymkolwiek innym niż podążeniem wewnątrz drugiego pomieszczenia. Ciekaw byłem, jak wiele tajemnic skrywała kamienica. Aura sprzyjała eksploracji, nawet tylko tej wzrokowej, a jednak powstrzymywałem się przed podążaniem za czaszkami, których blask niemalże od razu przykuwał do siebie uwagę, dalej były skurczone głowy, które wręcz korciło zaczarować i przybliżyć do siebie w celach tylko i wyłącznie naukowych. Oglądałem przecież zwłoki, otwierałem je wraz z Żercą, jednak nigdy nie wykonywaliśmy tego od szyi w górę. Miejsce wydawało się więc być nie tylko nietuzinkowym zbiorowiskiem niespotykanych okazów, ale również być zasiedlane przez potężnych czarodziejów znających się na rzeczy z czarami. Chyba zrobiło mi się gorąco na myśl o mocy, jaką posiadali pracownicy, a pewnie nawet i właściciele tego przybytku, bo inaczej… nie zdołaliby utrzymać tej magii w ryzach, czyż nie? Długi płaszcz wydał się wyjątkowo niewygodny pobudzony tą nagłą świadomością, z jakimi czarodziejami mam do czynienia. Może pozwoliliby mi się tutaj przeprowadzić? Płonna myśl, ale wcale nie taka głupia. Widziałem wiele możliwości i kontaktów, które zdołałbym złapać, a jednak zanim przystąpiłem do dalszych głupstw umysłu, rozważnie ściągnąłem płaszcz, zawieszając go na wskazanym krześle, które zaraz zająłem. Powoli otoczenie zaczynało nabierać pewnej schludności, jakby dopiero po wejściu i zrozumieniu jego funkcjonowania zdołałem pojąć, że nic nie było tam ułożone przypadkiem, a może to tylko złudne wrażenie? Sztywno wyprostowany odnalazłem jego wzrok ani na chwilę nie pozwalałem sobie na zawahanie. Od tej rozmowy zależało zbyt wiele, dlatego postanowiłem być szczery, dość rzadko mi się to zdarzało, więc Kiro musiał przetrwać wiele z moich treningów.
Mój angielski jeszcze niezbyt dobry Szanowny Lordzie. – kolejna wyuczona formuła, którą należało szczerze ostrzec swojego rozmówcę, bo przecież marnowanie czasu byłoby niewskazane, a tak przynajmniej był świadom, że nie zawsze mogłem zrozumieć. – Nauczę się. – wytłumaczyłem stanowczo, jakby nie było co do tego sprzeczności, bo przecież mi zależało jak cholera! Co z tego, że wschodni akcent wyrwał się gdzieś w międzyczasie. – Lord może na mnie polegać. – powiedziałem z rozwagą, bo przecież ostatnim czego potrzebowałem, to opinii jakiegoś nastolatka, który nie wie, o czym mówi. Ja wiedziałem, zbyt długo ćwiczyłem te wersy, żeby nie dać plamy i dotychczas nawet jedno słowo rosyjskie nie wkradło się pośród tych wszystkich zdań! Pozostało mi tylko grzecznie czekać.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Zaplecze [odnośnik]28.06.21 21:23
Kiedy już oboje usiedli Xavier jeszcze przez moment przyglądał się młodemu mężczyźnie. Nie miał wcześniej okazji go poznać, dostał tylko informacje o nim i tyle. Sam lubił poznawać ludzi i wyrabiać sobie o nich zdanie.
Patrzył na młodego, zdecydowanie rządnego wiedzy, mężczyznę. Nie widział w jego oczach strachu czy stresu. Spojrzenie miał bystre. W pewnym sensie podobało mu się to co widział, miał wrażenie, że ma do czynienia z człowiekiem odpowiedzialnym i twardo stąpającym po ziemi, nawet jeśli był bardzo młody. Xavier doskonale pamiętał, że kiedy był w jego wieku uważał, że świat stoi przed nim otworem. Potem rozpoczął karierę poszukiwacza i badacza artefaktów, uwielbiał to. Godziny spędzone na wykopaliskach były najlepszym czasem w jego życiu. Tak uważał wtedy.
Już miał się odezwać, kiedy ten zrobił to pierwszy. Uniósł brew ku górze i lekko skinął głową. No i kolejny plus się pojawił na małej karteczce plusów do odhaczenia. Co prawda Xavier jakoś mimowolnie domyślał się, że chłopak może mieć problemy z angielskim, ale mimo wszystko było było, że ten postanowił go poinformować o tym fakcie.
- Rozumiem. - pokiwał lekko głową, po czym sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki by po chwili wyciągnąć z niej notes, który zawsze przy sobie nosi. - Postaram się w takim razie mówić spokojnie. Panie Kalashnikov domyślam się, że zdaje Pan sobie sprawę o jaką pracę się Pan ubiega? - uniósł brew ku górze, po czym zaczął mówić nie czekając na odpowiedź - Praca w naszym sklepie z pewnością nie jest nudna. Oferujemy porządne wynagrodzenie, możliwość nauki oraz z czasem, całkiem możliwe, że awanse. Jednak zanim o tym porozmawiamy, chciałbym aby opowiedział mi Pan coś o sobie. - spojrzał na niego uważnie lekko przy tym kiwając głową.
Zanim zaczną rozmawiać o interesach, Xavier chciał lepiej poznać swojego potencjalnego pracownika. Miał to być jednocześnie mały sprawdzian jego umiejętności językowych, Burke chciał się przekonać na własnych uszach jak dużo nauki potrzebuje młody mężczyzna siedzący przed nim. Musiał to wiedzieć, aby na przyszłość móc mu zlecać odpowiednie zadania do jego umiejętności. Kiedy nauczy się języka bardziej, wtedy będzie mógł wykonywać polecenia bardziej odpowiedzialne.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Zaplecze [odnośnik]05.07.21 23:13
Notes powinien mnie przerazić. Miałem przed sobą mężczyznę, który ewidentnie wiedział, w jaki sposób spoglądać i szukać wszystkich tych ciemności, które czaiły się w charakterze mojej postaci, tylko przecież ja byłem czysty. Z pewnością chodziło o intencje, to czym się interesuję, jakim jestem czarodziejem i chyba najważniejsze, czy będę posłuszny. Moje iskrzące z fascynacji oczy wskazywały raczej na młodzieńcze podniecenie tym, o czym tak niezbyt skrycie czytywałem. Na szczęście żaden z angielskich psów nie był w stanie zrozumieć naszego pięknego języka, toteż pozwalałem sobie robić to nawet publicznie. Cyrylica była dla nich niezrozumiała, ale czegóż się spodziewać po takim zadufaniu i kartoflanych zarówno umysłach, jak i zdolnościach oratorskich. Lord Burke wyłamywał się w tych oczywistościach, które dotyczyły ogółu mieszkańców Wysp Brytyjskich, przynajmniej tak to widziałem.
Skinąłem głową na jego słowa, bo zrozumiałem, że postara się mówić powoli, już to robił i choć uwielbiałem przywileje, wolałem, żeby ten szczegół nie wpłynął w pełni na rozmowę. Im więcej widziałem, tym bardziej chciałem więcej, więcej i więcej. W nauce nie było żadnych granic, jedynie ograniczenia umysłu. Kolejny raz skinąłem głową, nie chcąc przerywać Lordowskiej Mości. Pozwoliłem sobie na głębszy oddech dopiero po zadanym w moim kierunku pytaniu.
- Lordzie - skinąłem lekko głową, dziękując w ten sposób za uprzejmość, jaką mi wyświadczał, bo przecież nawiązywaliśmy kontakt. Nawet jeśli tylko i wyłącznie mnie badał, była to interakcja, w której zamierzałem posilać się wszystkimi poznanymi zwrotami, jakie wyczytałem w trakcie przygotowania. - jestem absolwentem Instytutu Magii Durmstrangu - zacząłem spokojnie kolejną wyuczoną sentencją, szukając pośród wszystkich tych dziwacznych słów. Mój akcent pozwalał na wyczucie słowiańskiego zaśpiewu, który powstrzymywałem dla klarowności odbioru. Musiałem być rozsądny, a to zwykle przychodziło mi przecież bardzo naturalnie. - w ZSRS pomagałem przy sklepie z książkami - określenie antykwariatu wypadło mi z głowy, jednakże w sposób nader zgrabny starałem się przekazać własne dotychczasowe doświadczenia możliwie precyzyjnie - stare książkami i sprzedawać eliksirów brata. - nie wszystkie odmiany były dla mnie zbyt proste, jednak nie zamierzałem za to przepraszać. Zrobiłem to raz, być może nie w sposób nader bezpośredni, ale zdecydowanie bardzo zrozumiały. Miałem przecież do czynienia z mężczyzną, który miał głowę, inaczej nie prowadzilibyśmy rozmowy, czyż nie? Byłem konkretny i skupiony, żeby tylko zadowolić mężczyznę nie tylko swoimi słowami, ale również postawą. Obserwowałem go równie bacznie, co on mnie, choć starałem się tego nie ukazywać w sposób nader gorliwy. Lewa ręka leżąca na oparciu krzesła przykleiła się do drewna. Byłem zestresowany? Dziwne, przecież nic specjalnego nie czułem, poza tym zabawnym wrażeniem pętla w brzuchu. Chyba mi zależało.
- Wspaniałe miejsce - skomentowałem krótko, oddając w ten sposób swoją przychylność do czegoś, co ktoś mógłby omylnie nazwać odchyleniem od normy, choć w moim środowisku wydawało się to zwyczajne. Wydawało mi się, że w pewien sposób chciałem być tego częścią i przebywać tu o wiele dłużej niż Kiro by chciał. - bardzo lubię naukę... - wyznałem, nie bez uśmiechu, można powiedzieć, że oprócz uniesionych kącików ust w oczach pojawiły się również promyki, jakby te słowa mnie zapalały od środka, bo tak też było. Niesiony chęcią zwrócenia uwagi na wszystkie te słoje, w których zawierały się bazy do klątw, obróciłem głowę na jeden z nich, spoglądając w naczynie.
- Проклятия... Klątwy - poprawiłem się szybko, tak proste, niewinne wręcz słowo, a właśnie przy nim zmieniła się nieco moja postawa, jakbym mówił o wybrance serca, nie dziedzinie magii. Były dla mnie tym samym. - uczę się. - skończyłem bez szczególnych ekscesów, bo przecież nie było to wstydem, każdy kiedyś zaczynał. Wiedziałem, że przy dużej praktyce nabywałem doświadczenia, a to przybliżało mnie do potęgi, która była prawdziwym rajem dla moich nieskończonych ambicji. Wróciłem wzrokiem do mężczyzny, jakoś niespecjalnie kryjąc się z tym, że powiedziałem mu o magii niekoniecznie przez wszystkich akceptowanej. - Na sucho. - dziwaczne określenie, a jednak zdołałem je zapamiętać, bo przecież mi zależało, byłem szczery i ciekaw tego, cóż był w stanie mi zaoferować. Widziałem wiele potencjału, na który starałem się spoglądać z chłodnym spojrzeniem i dystansem. Ostatnie czego potrzebowałem, to odrzucenie ze względu na niedojrzałość. Zawsze sądziłem, że posiadam jej bardzo dużo, bo przecież to ja doprowadziłem siebie z bliźniakiem do cholernej Brytanii. Wierzyłem, że to spotkanie zaaranżowane przez ciotkę zmieni dni nauki w bibliotece na faktyczną pracę, dzięki której zdołam złapać kolejne koneksje.
- Przyjemność nauczę się o artefaktach Lordów. - nie byłem głupi, zrobiłem badania na temat sklepu i działalności rodu. Na koniec skinąłem głową, jak na przykładnego i grzecznego młodzieńca przystało. Lubiłem odgrywać rolę, choć ta wydawała się moją drugą skórą. Pomimo mało perfekcyjnych wypowiedzi chciałem się mu przypodobać. Przygotowywałem się przecież dniami i nocami, aby wykazać się nie tylko rosyjskimi wtrąceniami, nad którymi panowałem w skupieniu, ale również zasobem nowych słów.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Zaplecze [odnośnik]07.07.21 15:34
Xavier słuchał go ze spokojem wymalowanym na twarzy. Notes odłożył na blat biurka, nie odrywając wzroku od młodzieńca. Analizował wszystko, to w jaki sposób się wypowiada oraz jego ewentualne ruchy. Co prawda to drugie nie było mu do niczego potrzebne, po prostu zwracał na to uwagę i tyle. Zanotował w głowie, że zdecydowanie młodzian potrzebuje porządnej lekcji angielskiego. Miał problemy z odmianami słów, ale na ogół dało się go zrozumieć. No i przede wszystkim starał się, a to było ważne i Xavier brał to bardzo pod uwagę. Sam zaczynał jako niedoświadczony badacz i dopiero z czasem nabrał doświadczenia, zdobył nową wiedzę, która sprawiła, że aktualnie stał w tym miejscu i był właśnie sobą.
Xavier uniósł brew lekko ku górze słysząc słowo w obcym mu języku, po czym lekko skinął głową, kiedy chłopak się poprawił.
Ciekawił go ten język. Nigdy co prawda nie zrobił nic w kierunku by się go nauczyć, jednak nie zmieniało to faktu, że często z chęcią słuchał gdy ludzie w nim rozmawiali. Sam mówił po grecku, nauczył się podczas swojej pierwszej wizyty w Grecji. Wtedy bardzo kaleczył ten starożytny język, jednak z czasem udało mu się go opanować w takim stopniu, że nie musiał się wstydzić w żaden sposób. Poniekąd też dlatego doceniał fakt, że młody Kalashnikov stara się mówić w jego ojczystym języku.
- Rozumiem. – odezwał się w końcu, kiedy ten zakończył swoją wypowiedź – Cieszę się, że lubi się Pan uczyć. Z pewnością u nas jest dużo do nauki. Pracował Pan w antykwariacie, to bardzo przydatne doświadczenie, zwłaszcza, że nasz sklep czasami można z takim przybytkiem porównać. – pokiwał lekko głową.
Starał się mówić nie za szybko, ale też nie za wolno, by chłopak sobie też za dużo nie wyobrażał. W końcu to on przyszedł tutaj starać się o pracę, musiał więc brać pod uwagę fakt, że będzie od niego wymagane i to nie mało. Sklep miał swoją renomę i należało ją utrzymać.
- Chcę aby był Pan świadomy, że jeśli nawiążemy współpracę, to czeka Pana dużo pracy. Z pewnością Pana obowiązki nie będą się jedynie ograniczały do sklepu. Osobiście zajmuję się sprawami Palarni, która znajduje się w piwnicy i z pewnością tam również będę potrzebował pomocy. Artefakty i klątwy mają ze sobą bardzo dużo wspólnego, zwłaszcza tutaj. Nie będę ukrywał, że fakt, że się Pan o nich uczy stawia Pana w dobrym świetle, gdyż to już daje Panu jakieś pole do manewru. – mówił dalej na spokojnie patrząc na młodzieńca przed sobą – Zanim stanąłby Pan ewentualnie za kontuarem sklepowym przede wszystkim należałoby podszkolić Pana angielski. Bardzo doceniam fakt, że Pan się uczy naszego języka, idzie Panu naprawdę całkiem nieźle, choć oczywiście są jeszcze niedociągnięcia. Do naszego sklepu przychodzą róże persony, więc komunikacja musi być płynna. – pokiwał lekko głową – Zanim przejdziemy dalej, proszę mi powiedzieć co Pan wie o artefaktach ogólnie oraz jakie jest Pana doświadczenie w temacie opium? – uniósł brew ku górze patrząc na niego uważnie.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Zaplecze [odnośnik]12.07.21 23:01
Wydawać się mogło, że mówiłem mało, a jednak sam dobrze wiedziałem o tym jak ważne przełożenie miała zawartość w stosunku do ilości. Nie musiałem przecież tworzyć peanów, bo wystarczyło tylko, że przekażę Lordowi wszystkie z najważniejszych informacji. Nie musiałem od razu zaczynać jako ktoś ważny, potrzebowałem jedynie, żeby pozwolili mi tu przebywać, bo z każdą mijającą sekundą czułem, że było to odpowiednie miejsce, jedno z nielicznych, gdzie faktycznie wszelaki potencjał mógł unieść się, aż po sam kraniec możliwości, choć wydawało mi się to niemożliwe.
Przytaknąłem gestem głowy na znak zrozumienia, choć wiązanka słów nie była dla mnie zbyt jasna w każdym słowie. Wiedziałem, że wciąż muszę popracować nad swoim językiem, choć wszystko potrzebowało czasu, jak i samo zapoznanie się z Nokturnowym rytmem i plugawością wędrujących tam parszywców. Wydawało mi się, że widywałem bardziej splugawione miejsca, choć miałem świadomość, że był to przedsmak wszystkiego. Powiedzenie najciemniej pod latarnią nie miało tutaj żadnego sensu.
Poprawiłem się na krześle, kiedy Lord zaczął swój monolog. Dobrze wiedziałem, że należało go bacznie słuchać i próbować zrozumieć, bo od tej rozmowy zależało zbyt dużo abym mógł przejść obok obojętnie. Czym była Podpalarnia? Budynek ewidentnie zawierał o wiele więcej tajemnic niż się wydawało. Nie oponowałem, wręcz przeciwnie. To samo tyczyło się języka, który ewidentnie musiałem kaleczyć słysząc uwagę biznesmena. Wyłapywałem poszczególne zwroty, które nakierowywały mnie do odpowiedniej interpretacji zdań, a przynajmniej takie miałem wrażenie. Pewność siebie mimo wszystko nie zmalała, bo przecież dobrze wiedziałem, że z czasem poznam wszystkie te zawiłości językowe, na przestrzeni ostatniego miesiąca widoczny był już duży progres. Nie oznaczało to, że zamierzałem osiąść na laurach, wręcz przeciwnie. Wydawało mi się, że Lord Xavier mnie skomplementował, jednakże jedynym co mogłem zrobić było kolejne kiwnięcie głową i lekkie uniesienie kącików ust. Ostatnie pytanie było tym na co wyczekiwałem najbardziej, a może i najmniej? Przecież nie spodziewałem się kwestii opium, choć nie zamierzałem poddać się bez walki. Byłem człowiekiem oczytanym, więc naprędce zacząłem przypominać sobie wszystkie informacje, którymi byłem w stanie się wykazać.
- Artefakty są połączone z klątwami - zacząłem niemal od razu, przypominając sobie o wszystkich tych magicznych przedmiotach, które znane były mi nie tylko z opowieści, ale również czarnego rynku, gdzie miałem okazję bywać w rodzimym kraju - to przedmioty stworzone nienaturalnie... - kontynuowałem dość płynnie zważywszy na moje zdolności językowe, ale przecież z pewnych tematów byłem porządnie przygotowany - magiczne właściwości przychodzą z runami, gdzie płynie magia - niezrażony praktycznie niczym starałem się wykazać przed Lordem - trzeba dużej wiedzy teoretycznej do poznania, na co działa - łatwo przychodziło mi mówić o dziedzinie, którą tak bardzo lubiłem. W Londynie dotychczas nie miałem miejsca, gdzie mógłbym tak śmiało opowiadać o czymś, co było znane tylko wtajemniczonym - Fuþark starszy jest bardzo ważny - oпределяет... oпределяет, jak to było po angielsku? - Determinuje działanie przedmiota - trudne słowo, a jednak poradziłem sobie dość szybko, zaraz łapiąc się na tym, że popełniłem gafę językową, bo przecież słyszałem jak kończę słowo - przedmiotu. - poprawiłem się zaraz niezrażony ani na sekundę mówieniem. Lubiłem błyszczeć, choć w przypadku opium nie potrafiłem odpowiednio dobrać słów w myślach. - Opium - powtórzyłem po nim słowo, starając się jakoś zangielszczyć formę Лауданум. Może było podobne? - W laudanium... uspokaja... - zastanowiłem się przez chwilę, ponownie próbując przewietrzyć całą swoją wiedzę na ten temat. Nie zamierzałem przecież nie odpowiedzieć na pytanie, które nawet zrozumiałem! Musiałem się wykazać. - uspanie... - dodałem po chwili, ponownie starając się jakoś nakreślić działanie opium, które było mi znane. Kiro, przecież miał wiedzę alchemiczną, opowiadał mi o różnych składnikach i rzeczach z dziedzin naukowych niejednokrotnie. Sam lubowałem się w używkach w porządnym towarzystwie, dlatego temat nie był mi tak obcy, a jednak pewna bariera językowa nie była na tyle niska bym mógł ją swobodnie przeskoczyć - tępiacz... otępiacz - nie miałem pojęcia, czy był to odpowiedni dobór słów. W najpiękniejszym języku na świecie nie posiadało to złego wydźwięku, więc wydawało się logicznym, że w tej kartoflanej mowie również. Przez cały ten czas starałem się powstrzymywać swój słowiański akcent, który nieco utwardzał poszczególne litery wychodzące z moich ust. Przez cały ten czas nie spuszczałem Lorda z oczu, a tym bardziej nie próbowałem się garbić. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego mówili, że jestem sztywny, kiedy zwyczajnie prostowałem się siedząc. W każdej sytuacji należało prezentować się dobrze.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Zaplecze [odnośnik]19.07.21 19:53
Słuchał młodzieńca ze spokojem wymalowanym na twarzy. Analizował każde jego słowo, czasami raz po raz kiwając lekko głową, by dać mu znak, że go słucha. Zastanawiał się jak dużą wiedzę posiada ten młodzieniec. Bariera językowa była z pewnością uciążliwa, ale Xavier był pewny, że gdyby chłopak tylko lepiej znał angielski z całą pewnością zacząłby mu tu opowiadać to co wie. Wiedza na temat klątw z pewnością mu się przyda, wiele przedmiotów w ich sklepie było zaklętych i należało wiedzieć jak się z nimi obchodzić by nie zaszkodzić sobie, a tym bardziej klientowi, który chciałby go nabyć i wykorzystać. Kiedy zaczął mówić o temacie, który Xaviera najbardziej interesował, lord uniósł brew ku górze. Po jego słowach niestety nie był w stanie za dużo wywnioskować. Podał mu informacje, które są powszechnie znane.
- W naszej Palarni nie stosujemy laudanum. – pokręcił głową ze spokojem, zapisując coś w swoim notatniku, po czym uniósł spojrzenie znów na młodzieńca.
Nie koniecznie wiedział co powinien z nim zrobić. Widział, że ma potencjał, że łaknie wiedzy. W jego oczach wyczytał już na samym początku, że sam sklep go zafascynował. Xav pamiętał jak sam pierwszy raz przekroczył próg sklepu w towarzystwie ojca i brata. Nie wiedział gdzie podziać oczy, chciał dotknąć wszystkiego i dowiedzieć się co z czym i po co. Miało to bardzo duży wpływ na to czym teraz się zajmował, poza Palarnią oczywiście. Dużo by oddał by móc znów wyruszyć na jedną ze swoich wypraw i móc spędzać całe dnie na przeszukiwaniu starych świątyń i innych miejsc w poszukiwaniu kolejnych, fascynujących artefaktów. Rodzina i obowiązki jednak na jakiś czas mu to uniemożliwiły, nie wykluczał jednak takich wyjazdów w przyszłości.
- Dobrze. Panie Kalashinikov… - zaczął spokojnie po chwili milczenia – Czego oczekuje Pan od pracy w naszym rodzinnym biznesie. Z pewnością praca będzie ciężka, będzie miał Pan dużo obowiązków, często do wykonania w krótkim czasie. Jednak chciałbym wiedzieć jakie ma Pan oczekiwania? – uniósł brew ku górze patrząc na niego uważnie.
Burke wiedział co może mu zaproponować jeśli chodzi o wynagrodzenie. Zakres obowiązków z pewnością będzie spory, potrzebowali kogoś typu „przynieś, wynieś, pozamiataj”. Nie zmieniało to jednak faktu, że on sam będzie potrzebował kogoś kto będzie wykonywał bardziej odpowiedzialne zadania. Musiał się upewnić, że ten młody i ambitny chłopak jest kimś, komu z czasem będzie w stanie zaufać.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Zaplecze [odnośnik]20.07.21 15:07
Przeklęta bariera językowa, gdyby nie ona, potrafiłbym oczarować kwiecistymi określeniami, które zdecydowanie posiadały urok, jakiego mi brakowało w dotychczas poznanych, podstawowych słowach obcego języka. Wiedziałem, że ciotka z pewnością przezornie wspomniała o moim braku płynności w komunikacji, ale spowodowanej obym pochodzeniem, a nie, niedomagającą głową. Byłem wręcz przekonany, że mężczyzna rozumie jak wiele pasji wkładałem w interesujące mnie dziedziny, potrafiłem pokazać to choćby samą mimiką twarzy. Teraz nawet nie zamierzałem się oszczędzać, bo wszystko miało znaczenie, nawet schludnie zapięte po samą szyję guziki i zawiązane sznurowadła butów.
Powolny dźwięk zapisywanej uwagi w notesie nie został przeze mnie niezauważony, jednak nie zraziło mnie ani na sekundę, bo wiedziałem, że zdołam nauczyć się wszystkiego. Robiłem już zauważalne postępy w tej brytyjskiej mowie, więc skoro potrafiłem opanować ich kluskowaty język - mogłem wszystko.
- Rozumiem - przytaknąłem jeszcze gestem głowy, bo znałem tę wiązankę słów. - nauczę się wszystkiego o opium, Lordzie. - poprzysiągłem wręcz w pełni świadom tego, że nie było to tak proste zadanie jak brzmiało, ale Kirill będzie coś wiedział, na pewno. Musiałem zostać w tym miejscu, praca marzeń nie mogła wymsknąć mi się tak po prostu! Ten potencjał, aż kipiał, a ja starałem się go jedynie odpowiednio uchwycić wzrokiem, choć dobrze wiedziałem, że muszę tu jeszcze wrócić, nawet jeśli efekty rozmowy nie będą tak oczywiste jak sądziłem. Tylko ani przez sekundę nie spodziewałem się, aby wynik był przeciwko moim dobrym chęcią, musiałem mieć tę pracę. Jedna z rąk zacisnęła się ponownie na oparciu, był to jedyny gest niezrozumiałego stresu, który obejmował moje ciało. Szkoda, że nie mogłem dojrzeć cóż takiego zostało zanotowane...
- Lordzie - odpowiedziałem, zaczynając tym również własną wypowiedź, musiała być ona pełna szacunku. Nie do końca byłem pewien, o co mnie pytał, bo przecież starałem się o pracę u niego, moim jedynym wymaganiem były - możliwości rozwoju i nauki, sir. - przyznałem po chwili zastanowienia, bo przecież nie miałem prawa dyktować warunków, choć spróbowałem nieco ugrać na własną rękę. - 182 godziny w miesiącu z sobotami i niedzielami, bez poniedziałków. - zaproponowałem całkiem ładnie wyuczoną formułą, dawało to siedem godzin dziennie - poza wspomnianymi poniedziałkami. Biegłość liczeniu nie była przypadkowa, od czasów szkolnych musieliśmy z bratem przejmować się własnymi zapasami galeonów, które zwykły przybywać co święta. Dodatkowe pomniejsze prace, których imaliśmy się po ukończeniu szkoły, dawały nam jedynie większej pewności przy obracaniu pieniądzem, więc szybkim sposobem przeliczyłem ilość godzin odpowiadającą mi w ciągu całego trybu pracy. Posiadając takie zaplecze godzinowe, mogłem pozwolić sobie jeszcze na własne interesy, które mogłem rozkręcić z bliźniakiem. Pytanie tylko, czy Lord Xavier się zgodzi, ale w końcu sam spytał o oczekiwania, prawda? - Oczywiście też na zawołanie. - zapewniłem na dokładkę prostym językiem, bo przecież głupio byłoby nie zapewnić wręcz tak podstawowego wyznacznika pracownika, jakim była jego dostępność. Mogłem stawić się na każdą sowę, nie miałem przecież zbyt wielu obowiązków poza tym jednym - utrzymać siebie i Kirilla z daleka od ZSRS, no dobrze w rzeczywistości to był drugi, bo pierwsze było zdobycie potęgi. Praca przy tak niesamowitych magicznych przedmiotach mogła mi to znacznie ułatwić. Czekałem jedynie na werdykt, a raczej pożegnanie ze strony Lorda Xaviera. Ręka już się rozluźniła, bo choć byłem w stanie powiedzieć więcej, przesyt nigdy zdawał się nie być dobrze widzianym elementem takich rozmów.
Ewidentnie z czasem mój język zaczynał wprawiać się w językowe zawiłości, choć nie chciałem nawet myśleć o tym, że był to efekt całodobowych przygotowań, które ułatwiłyby mi odpowiednią prezencję. Potrafiłem o siebie walczyć.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Zaplecze [odnośnik]27.07.21 10:54
W mniemaniu Xaviera nie było rzeczy, której nie dałoby się nauczyć. Dlatego też zdawał sobie sprawę, że jeśli chłopakowi zależało na tej pracy tak bardzo jak widział to na jego twarzy, to na pewno nauczenie się języka angielskiego nie będzie dla niego stanowiło problemu. Już teraz było wyraźnie widzieć, że pomimo aktualnie raczej ubogiego wokabularza, stara się wysławiać odpowiednio, a nawet sam wychwytuje swoje błędy. Burke to doceniał, a jakże. Zawsze doceniał ludzi, którzy się starali, robili wszystko by osiągnąć swoje cele. Sam był takim typem człowieka. Wiedział, że jeśli postanowi go zatrudnić, ten będzie, potocznie mówiąc, wypruwał falki, byleby tylko wywiązać się ze swoich obowiązków i zdobywać coraz to większą wiedzę, szacunek i posłuch.
Na spokojnie zapisał w swoim notatniku informacje, które przekazał mu chłopak. Siedem godzin dziennie to trochę za mało w jego przekonaniu, on sam pracował minimum osiem. To akurat był szczegół, którym można było zająć się potem. Wolny poniedziałek na pewno nie wchodził w grę, bo w poniedziałki mieli dostawy, był bardziej gotowy dać mu wolną niedzielę, bo przecież każdemu należy się dzień wolny. Chyba, że jest się pracoholikiem jak Xavier, którego jak się nie zmusi to wolnego nie weźmie.
- Z pewnością może Pan liczyć na to, że zdobędzie Pan u nas wiedzę i będzie mógł się rozwijać w różnych kierunkach. - odparł kiwając głową, po czym zamknął notatnik i schował go do wewnętrznej kieszeni marynarki - Jeśli wszystko potoczy się dobry torem, na początek zacznie Pan od pracy w Palarni. Mam w planie dość spory projekt związany z naszą Palarnią i wydaje mi się, że będzie Pan w stanie mi w nim pomóc. Z początkiem nie będą to skomplikowane zadania, z czasem jednak możliwe, że i takie będę zlecał. Jeśli sprawdzi się Pan w Palarni, możliwe, że z czasem będzie mógł Pan zacząć pomagać w sklepie, a wtedy z pewnością będzie od Pana wymagane jeszcze więcej, jednak będzie się to również wiązało z większą odpowiedzialnością. - wyjaśnił pokrótce patrząc na młodzieńca ze spokojem wymalowanym na twarzy. - Co do dni pracujących i godzin będę musiał się jeszcze zastanowić i wszystko przeanalizować. - dodał ze spokojem, po czym na spokojnie podniósł się z krzesła - Proszę oczekiwać ode mnie listu w najbliższych dniach Panie Kalashikov. Bardzo dziękuję za dzisiejsze spotkanie, cieszę się, że się Pan u nas pojawił. - powiedział spokojnie, w ten sposób również żegnając się ze swoim potencjalnie nowym pracownikiem.

ztx2


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.


Ostatnio zmieniony przez Xavier Burke dnia 20.08.21 14:03, w całości zmieniany 1 raz
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Zaplecze [odnośnik]11.08.21 16:51
20 stycznia

Włożyła okrągłe kolczyki o czarnym kolorze, długie i bardzo dobrze widoczne, nawet za kaskadą fal ciemnych włosów. Uśmiechnęła się łagodnie do swojego odbicia w białej toaletce. Prezencja - to było ważniejsze niż się wydawało. W wielkich poematach o miłości próbowano przemycić myśl, że to wnętrze się liczy, nie zaś aparycja, jednak ta mogła tyle zmienić. Tyle dróg otworzyć. Kobieta, gdy wygląda na schludną i zadbaną, otwierają się przed nią drzwi wcześniej zamknięte. Gdy potrafi ułożyć usta na kształt propozycji, nawet nie musi uczyć się wypowiadać pięknych słów. Jej ciało będzie mówiło samo za siebie.
Koszula, biżuteria, płaszcz. Nie poszalała dzisiaj z ceną swojego ubioru, nie chcąc ściągać zbyt wielu spojrzeń Nokturnowych zbirów. Choć w dzisiejszych czasach po przyzwoitych chodnikach potrafili chodzić więksi zbrodniarze, to wolała nie bagatelizować możliwości tych przyziemnych. Kolczyki bez, nawet sztucznych, kamieni szlachetnych, płaszcz zwyczajny, czarny, kloszowany, mocno podkreślający talię, do niego zaś szalik. Włosy lekko okalały jej twarz, jednak trudno było nie poznać, kim jest ta kobieta.
Spotkała swojego dzisiejszego towarzysza tuż na skraju ulicy Pokątnej. Jak nakazywała kultura osobista, grzecznie skłoniła się mężczyźnie o wyższym statusie społecznym, by na koniec, wyprostowując się obdarować go uśmiechem lekkim i tajemniczym, taki jak przystoił osobie z jej reputacją, będącą bardzo prostą. Mówiono, że jest śliczna i utalentowana, mówiono też kilka nieprzychylnych rzeczy, jednak ona nie zwracała uwagi na takie plotki. Z resztą - one tylko sprawiały, że jej persona z teatru była bardziej rozchwytywana.
- Dobrze widzieć Cię w pełni sił, seigneur. - powiedziała, spoglądając na niego tak, jak na dawno nie widzianego przyjaciela. Jej spojrzenia i niepewne gesty wyglądały tak naturalnie, a wychodziły ze wspaniałej umiejętności pokazywania ich niezależnie od tego, z kim miała teraz do czynienia. Trzymała jednak spokojny dystans, wiedząc, że choć kropla troski w zachowaniu zawsze była mile widziana, to zbytnia poufałość już nie. Przede wszystkim chciała załatwić tutaj swoje sprawy, a nie dociekać kim pod płaszczem swojej postawy jest lord Burke.
Weszła do sklepu pewnym krokiem, z należytą elegancją stawiając kroki w stronę wskazaną przez mężczyznę. Minęła młodego sprzedawcę stojącego za ladą, posyłając mu rozkoszny uśmiech na malinowych wargach i zostawiając za sobą przebijającą się przez zapach kurzu, starego drewna i niepokoju, niewielką woń kwiatów pomarańczy. Choć pomieszczenie zdecydowanie nie było w jej guście, to rozumiała, że da im odpowiednią prywatność.
Leanne Spencer-Moon
Zawód : aktorka
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We are the reckless
We are the wild youth
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10366-lettice-anne-spencer-moon https://www.morsmordre.net/t10372-eurypides https://www.morsmordre.net/t10373-zycie-to-jest-teatr https://www.morsmordre.net/f389-ramillies-place-10-2 https://www.morsmordre.net/t10447-skrytka-bankowa-nr-2307#315761 https://www.morsmordre.net/t10379-leanne-spencer-moon
Re: Zaplecze [odnośnik]01.09.21 1:31
Zima na Nokturnie była wyjątkowo nieprzyjemna. Śnieg od razu przybierał szare barwy i nie przypominał białego puchu, który nadawał pozostałym przestrzeniom bajkowej malowniczości. Tutaj zapychał zardzewiałe rynny i zasłaniał nierówny chodnik, czasem swoim ciężarem niszczył dachy obskurnych kamienic. Jeżeli się uprzeć, jedyną pozytywną cechą zimy na Nokturnie był mniejszy smród – chłód zatrzymywał wszelkie procesy gnilne, a denerwujące muchy wraz z innymi robalami czekały na nadejście wiosny. Nie było to najlepsze miejsce do pracy, nie kiedy sieć fiuu przestała działać, zmuszając klientów Borgin&Burke na wątpliwie przyjemny spacer przez wąskie uliczki najniebezpieczniejszej części Londynu. Eskortowanie klientów dodawało niepotrzebnej pracy, ale w obecnej sytuacji nie mieli innego wyjścia – mało kto czuł się tutaj wystarczająco pewnie, żeby pozwolić sobie na samotne przejście.
Edgar czekał na Leanne tuż przy wejściu na Śmiertelny Nokturn, odznaczając się swoim ubiorem na tle jasnych elewacji. Przywidział ciemnoszare spodnie zaprasowane w kant i czarną koszulę ukrytą pod równie ciemnym płaszczem. Zimowy kapelusz nieznacznie osłaniał go przed wiatrem, ale i tak nie mógł przestać myśleć o ciepłym lecie, które miało nadejść dopiero za pół roku. Ubrany był dość skromnie, ale elegancko – wprawione oko z pewnością doceni jakość użytych materiałów. Nie obwieszał się złotem, nie musiał nikomu udowadniać swojego statusu, nawet w tym miejscu, choć ostatnimi czasy pojawiał się na Nokturnie coraz rzadziej. Większość czasu zaprzątały mu obowiązki nestora, a praca w sklepie stopniowo stawała się jego odskocznią od bardziej złożonych problemów, swego rodzaju aktywnym wypoczynkiem. Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatnio obsługiwał takiego klienta jak Leanne – od dłuższego czasu tą częścią rodzinnego biznesu zajmował się Craig, ale miło było do tego na chwilę wrócić.
Pannę również – odpowiedział, pochyliwszy lekko głowę, zdając się nie zauważać hipokryzji w tych słowach. Jeżeli Leanne Spencer-Moon miała zamiar dobrze wykorzystać dzisiejszy zakup, ta pełnia sił mogła szybko z niej ulecieć. Puścił kobietę przodem, szybko stając u jej boku, ale na szczęście nie napotkali na Nokturnie żadnych nieprzyjemności. Mało kto podnosił na niego różdżkę w tym miejscu, być może mieszkańcy zdawali sobie sprawę, że więcej na tym stracą niż zyskają.
Po wejściu do sklepu Edgara uderzyła fala ciepła. To on kazał mocniej rozpalić w kominkach, skoro i tak żadne z nich nie nadawało się do transportu; być może trochę przesadził. Zaprowadził gościa na zaplecze, od razu zdejmując z siebie płaszcz i kapelusz, które z pomocą różdżki pofrunęły na wieszak nieopodal. Wskazał kobiecie wolny fotel przy biurku, samemu zajmując miejsce po drugiej stronie. Na blacie leżało kilka dokumentów, czysta popielniczka, pusty kieliszek do brandy i szklana miska z bakaliami, ponieważ Edgar lubił podgryzać coś w pracy. – W takim razie co dokładnie was tutaj sprowadza, panno Moon? – Podejrzewał jaką usłyszy odpowiedź, ale jeszcze mogła go zaskoczyć.


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 31
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Zaplecze [odnośnik]27.05.22 18:19
Data

Glory and gore go hand in hand
That's why we're makin' headlines


Powroty na Nokturn przychodziły jej z trudem. Zdawało się jakby każda uliczka, każdy cień skrywały sekrety wydarzeń dawno minionych, do których nie mogła, nie powinna wracać. Nie każdy problem dało się rozwiązać morderstwem, zaskakująca konkluzja, do której musiała dotrzeć, biorąc na priorytet swoją pozycję i - przede wszystkim - własne życie. Nie poświęci się dla ponurej miłości, nie po raz kolejny. Spotykając się z murem, z nienawiścią do tego co mieć chciała, a co znajdowało się poza jej zasięgiem, musiała sięgnąć głęboko do nieznanych wcześniej pokładów cierpliwości i chłodu.
Z fantazji o zemście wyrastała świadomość własnych potknięć. I to przejmujące pragnienie zamykające się w dwóch prostych słowach - nigdy więcej.
W długiej czarnej spódnicy sięgającej nieco ponad lekko podwyższone obcasy zapinanych na klamry butów, przemykała się ulicami Nokturnu wczesnym wieczorem, gdy niebo wciąż jeszcze pozostawało jasne, ale już dość ponure, by zwiastować nadchodzącą noc. Zapinana na perłowe guziki biała koszula wetknięta za pasek spódnicy przezierała przez rozpięty płaszcz. Dłońmi okrytymi czarnymi rękawiczkami z czasów protezy przedramienia ściskała rączkę eleganckiego parasola, który deszczowej angielskiej wiosny służył jej za regularnego towarzysza wypraw. Różowe usta i blade, zapadnięte policzki wiedźmy nie zdradzały prawdziwego wieku, podobnie warkocz, długi, lecz w większej części wetknięty pod opuszczony kaptur.
Drogę do sklepu z artefaktami znalazła bez trudu, na oślep prawie, gromiąc spojrzeniem przechodniów, którzy zdawali się chętni podejść bliżej. Była znana w tej okolicy, a choć wyglądała zupełnie inaczej niż zwykle, błękitne spojrzenie pozostawało nie do pomylenia.
Dzwonek zadźwięczał, gdy weszła do środka, składając parasol i rozglądając się z wysoko uniesioną brodą. Nie dostrzegając nikogo za kontuarem, sama znalazła sobie drogę do zaplecza, okazyjnie zatrzymując się przed czymś, co przykuło uwagę. Nie była tutaj jednak w celu nabycia czegokolwiek. Pragnęła rozmowy.
Słysząc ruch za swoimi plecami, odwróciła się, składając czubki palców na wysokości talii.
- Pan Borgin - powiedziała monotonnie na widok wysokiego mężczyzny. Nie dla niego tutaj przyszła. - Czy zastałam może lady Primrose? W tych godzinach zwykła bywać w sklepie. - Uniosła lekko jedną brew, nie uśmiechając się jednak nawet najdrobniejszym z uśmiechów. Była ciekawa, ale też podirytowana.
Nie lubiła tego bęcwała.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zaplecze [odnośnik]30.05.22 1:22
Korzystając z niewielkiego ruchu, zajmował się dodatkowymi obowiązkami i ułożeniem odpowiednio eksponatów. Zasada dla przebywających w sklepie była jedna - aby niczego nie dotykali. Szkodą by było, gdyby coś przykrego wydarzyło się tutaj na terenie lokalu przez wzgląd na to, że ktoś nie potrafił powstrzymać swojej własnej ciekawości.
Rękawiczki ze skóry widłowęża były już dość wysłużone - a jednak sprawowały się doskonale, kiedy ostrożnie układał na jednej z półek nowe czarnomagiczne przedmioty, starając się odczytać zapisane na nich runy przez zaklinacza. Rzadko spotykali się z przedmiotami aż tak nadgryzionymi zębem czasu, których klątwa zapewniła przetrwanie przez setki lat - ale to wyłącznie sprawiało, że podobny przedmiot był jeszcze bardziej fascynujący. Grzebień tak prosty, a jednak niezwykły. Wielu nawet nie spojrzałoby na ten codzienny przedmiot - ale w Oyvind chciał móc zgłębić bliżej nałożoną na niego klątwę, i gdyby nie dźwięk dzwonka, z pewnością zająłby się właśnie tym.
Nie śpiesząc się, odłożył przedmiot na swoje miejsce, ruszając powolnym krokiem z powrotem do kontuaru, obserwując pannę Multon zza półek i regałów. Nie musiał się śpieszyć, wszak kobieta powinna mieć wystarczająco rozumu, aby nie dotykać eksponatów - choć to było nad wyraz wysokie założenie względem kobiet z jego strony.
Nie odezwał się jednak, kiedy dostrzegł jak kobieta zachodzi na zaplecze, a kiedy ta zorientowała się w końcu z jego obecności, delikatnie się uśmiechnął. Nieco oschle, ironicznie, nie tym bardziej przyjaznym uśmiechem, który kierował w stronę innych klientów.
- Panna Multon - odwdzięczył się zaraz, nie omieszkując wypomnienia jej stanu. Mimo, że sam aktualnie był wdowcem, przynajmniej kiedyś był rzeczywiście żonaty. Choć z drugiej strony czy mógł się dziwić, że mężczyzna nie chciał ryzykować stanu, w jakim ta kobieta mogła wydać jego dzieci na świat? - Lady Burke nie przebywa aktualnie w sklepie. Mogę przekazać wiadomość - odpowiedział spokojnie, powolnie zdejmując rękawiczki, w których pracował chwilę wcześniej. Po tym skierował się do półki, odkładając je do jednego z pudełek i sięgając po różdżkę. Jednym ruchem przywołał herbatę oraz filiżanki.
- Herbaty jeśli chcesz poczekać na lady? - zaproponował, nie mając zamiaru upominać kobiety, że przede wszystkim nie powinna nawet znaleźć się na zapleczu. Jego lodowe spojrzenie wbite w nią, wyraźnie sugerowało, że nie pochwalał samodzielnego zachodzenie w te rejony sklepu nie bez powodu odgrodzonego od przestrzeni dla zwykłej klienteli. - Mam nadzieję, że nie muszę przypominać, żebyś niczego nie dotykała bez uprzedniego zezwolenia - dodał, odkładając różdżkę, kiedy poczęstunek herbaciany był już gotowy. Cóż, samej herbaty ostatnio nie miał zbyt wiele, chociaż nie dostrzegał tego - w końcu na zapleczu zawsze był dostęp do choć odrobiny suszonych liści na nią, a i tak większość czasu spędzał w sklepie. - Proszę się częstować.


I den skal Fienderne falde

Dalens sønner i skjiul ei krøb
Oyvind Borgin
Zawód : Pracownik Borgin and Burkes, specjalista od run nordyckich
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Hide away the proof that I had loved you
Never see the truth, that final breakthrough
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 16
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11114-oyvind-borgin#342285 https://www.morsmordre.net/t11189-frode https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f419-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t11191-skrytka-bankowa-nr-2433#344452 https://www.morsmordre.net/t11190-oyvind-borgin#344451
Re: Zaplecze [odnośnik]03.06.22 19:19
Kojarzyła Borgina nie tylko z dni, podczas których odwiedzała na Nokturnie Primrose, Cassandrę lub Drew (o odwiedzinach u tego ostatniego nie mogła dziś myśleć, nie mogła), ale również z okazjonalnych spotkań i narad wśród towarzystwa Rycerzy. On także znał ją, kobietę, która niegdyś znajdowała się ponad nim, obecnie natomiast została zrównana do poziomu zaledwie sojusznika wyższej sprawy. Wzmagało to jej antypatię, zdawała sobie bowiem sprawę, że zupełnie inaczej wyglądało to w oczach mężczyzn niż kobiet. Nie żeby kiedykolwiek wcześniej darzyła Oyvinda cieplejszym uczuciem. Choć elegancki, utalentowany, był też zarozumiały i pełen jakiejś prześmiewczej w jej mniemaniu opiekuńczości wobec płci pięknej. Nie wierzyła w czystość jego intencji, tak jak nie wierzyła w to, by mogła znaleźć z nim wspólny język w sprawach innych niż biznesowe.
Poza tym, był rudy.
Rudzi ludzie wzbudzali jej podejrzliwość.
- Poczekam - wcięła się, zanim jeszcze zaproponował herbatę. Nie chciała wracać w te okolice Londynu częściej niż to konieczne, nie wiązała z tym dobrych wspomnień. Przygryzła wnętrze policzka nim z jej ust mogłoby spłynąć coś jeszcze, coś mniej grzecznego i kompletnie niepasującego do spiętej prezencji, jaką przyjęła w ostatnim czasie. Minęły dni rozchełstanych płaszczy, powiewających na wietrze włosów, butów o twardych podeszwach i spodni. Teraz używała ich tylko i wyłącznie na misjach na trudnym terenie. A Borgin nie musiał wiedzieć, że wszystko to przychodziło jej z trudem. - Proszę uważać, panie Borgin. Jeszcze chwila, a przyjdzie mi sądzić, że chce mnie pan obrazić - odparła równie zimno, gdy zwrócił jej uwagę na oczywistość.
Kim myślał, że była? Miała dyplom uzdrowiciela i nie najmniejsze już doświadczenie w obcowaniu z czarną magią.
Zauważyła, że nie był zadowolony z tego, że rozgościła się w sklepie z dużą swobodą, ale uprzejmie nie poruszyła tego tematu. Nie musiała się tłumaczyć; znała Primrose i ten sklep na tyle, by wiedzieć, że lady ufała jej rozsądkowi. Nigdy nie sięgała po coś, czego działania nie była pewna.
- Z najwyższą przyjemnością - odparła lekko, sięgając po filiżankę i przyglądając jej się krytycznie. Jej ton był uprzejmiejszy, lecz wciąż zachowywała dystans, nie była też w pełni przekonana, czy powinna pić coś, co zostało jej wręczone przez tego człowieka. Co savoir-vivre mówił o odmawianiu herbaty na tyłach sklepu przesyconego skomplikowaną magią? Zapewne nic choć trochę przydatnego. - Nie zamierza pan zwrócić mi uwagi na to, by nie przyjmować poczęstunku od obcych mężczyzn, gdy wkoło brak innych kobiet? To chyba niebezpieczne. Kto wie co może się stać. Merlinie broń, bym była zmuszona do podniesienia na pana różdżki - zasugerowała miękko, napawając się zapachem herbaty i smakiem własnej krwi z ranki na wewnętrznej stronie policzka. W kolejnym uśmiechu, poniekąd ironicznym, obnażyła białe zęby, zajmując pierwsze wolne miejsce i godnie krzyżując nogi w kolanach.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Strona 12 z 13 Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next

Zaplecze
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach