Wydarzenia


Ekipa forum
Zaplecze
AutorWiadomość
Zaplecze [odnośnik]08.08.15 19:11
First topic message reminder :

Zaplecze

★★★
Pomieszczenie to stanowczo odbiega od standardowego wyobrażenie sklepów, które znajdują się na Nokturnie. Mimo że jest utrzymane w mrocznych klimatach, a charakteru dodają mu ludzkie, i nie tylko, czaszki, skurczone głowy, podejrzana przedmioty, które roztaczają dookoła siebie złowieszczą oraz tajemniczą aurę, to jego wnętrze jest nadzwyczaj czyste. Wszystko wydaje się na swoim miejscu, na pewno nie jest to chaotyczne gratowisko, a we znaki daje się kompletny brak pajęczyn czy kurzu. Półmrok został ocieplony magiczny żyrandolem, który rozprasza światło produkowane przez zaklęte świece. Nawet uschnięta roślinka wstawiona w fikuśny wazon zdaje się ożywać, chociaż może on wcale nie jest taka martw... Czy mi się wydawało, czy ona się poruszyła? Przynajmniej masz dokąd uciec, ponieważ zaplecze jest całkiem duże.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zaplecze - Page 13 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zaplecze [odnośnik]03.06.22 23:29
Obsługa klientów zjawiających się w lokalu było jednym, jednak obsługa gości była czymś zupełnie innym. Może powinien zacząć uznawać, że to przypadłość Multonów, że zamiast zjawiać się aby zrobić zakupy, starali się... właściwie co osiągnąć?
Nie było jednak w jego kompetencjach, aby zagłębiać się w interes panien, szczególnie jeśli po jednej z ich stron znajdywała się lady Burke. Nie pracował w końcu jako ich opiekun - a wierzył, że siostra lorda nestora wiedziała jak powinna się nosić i prezentować. Nie posądzałby lordów Burke o przekazywanie swoim córkom złego wychowania, wręcz przeciwnie. W końcu nie byli to ludzie, którym tradycje były obojętne.
- Nie zdaje mi się, aby zwracanie się odpowiednio do statusu było próbą obrazy - odpowiedział gładko, utrzymując na wargach delikatny i przekłamany uśmiech. Może testował jej wytrzymałość? Granice dziwnej prezencji? Może leżała gdzieś ich przyczyna? Zmiany w życiu, w podjęci pracy, a może i w mężczyźnie, który chciał zmienić status kobiety z panny na zamężną? Jeśli tak właśnie było to gdyby miał odrobinę serca i empatii do zupełnie obcych mu ludzi, poczułby nawet odrobinę współczucia dla nieszczęśliwego - lub nieświadomego - kawalera.
Jednak poza własnymi domysłami nie posiadał nawet jednej poszlaki. Mógł być pewny, że cała historia i powód tej przemiany mógł być niezwykle interesujący podczas popołudniowej herbaty, tak on nie miał najmniejszej chęci na wysłuchiwanie tej wątpliwie istotnej dla niego historii. Tym bardziej, jeśli miała zawierać jakieś informacje o mężczyznach. Jeśli panna Multon dojrzała do świadomości, że jej głównym zadaniem powinno być matką - mógłby wyłącznie pogratulować. Jednak czy to naprawdę mogło być rzeczywistością?
- Nie powinna panna podróżować w pierwszym miejscu samotnie poprzez ulice Londynu jednak zdaje mi się, że przestrzeganie podobnych zasad nigdy nie było panny mocną stroną, nieprawdaż? - zauważył, nawet nie maskując swojego niezadowolenia z potrzeby opieki nad kolejnym gościem w tym miejscu. Obserwował ostrożnie filiżankę w dłoniach Elviry. Nie był trucicielem, a gdyby miał zamiar wyrządzić jej krzywdę, w pierwszej kolejności sięgnąłby do doskonale znajomych sobie metod takich jak klątwy - nie do trucizn. A i z pewnością nie dopuszczałby się podobnych czynów w miejscu swojej pracy, w końcu trudno byłoby wyjaśniać wypadek Elviry, która przecież nie była gościem w Borgin & Burke pierwszy raz w życiu.
Przesunął wzrok na jej twarz. Oczy, wykrzywione w uśmiechu usta. Odwzajemnił ten uśmiech, równie szeroko.
- Siostra panny nie narzekała na moją gościnę, ani również nie odczuła zagrożenia, aby musieć sięgać w obronie po różdżkę. Niezwykle urocza panna, Maria, dobrze zapamiętałem imię, mam nadzieję. Chociaż może podróż bez odpowiedniej eskorty jest rodzinna? Przykro na to spoglądać - powiedział, wyłącznie na moment przerywając, może po to, aby nacieszyć się pewnego rodzaju satysfakcją. Oczywiście, że uwielbiał gry złośliwości i jadu. Może dlatego też tak gnębił doktora Vale, kiedy go spotkał? - Proszę się nie martwić, odpowiedzialnie podjąłem się roli jej eskorty, aby mogła bezpiecznie wrócić do domu.


I den skal Fienderne falde

Dalens sønner i skjiul ei krøb
Oyvind Borgin
Zawód : Pracownik Borgin and Burkes, specjalista od run nordyckich
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Hide away the proof that I had loved you
Never see the truth, that final breakthrough
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 9 +2
CZARNA MAGIA : 16 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11114-oyvind-borgin#342285 https://www.morsmordre.net/t11189-frode https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f419-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t11191-skrytka-bankowa-nr-2433#344452 https://www.morsmordre.net/t11190-oyvind-borgin#344451
Re: Zaplecze [odnośnik]04.06.22 21:47
Uniesienie jednej brwi w wyrazie prześmiewczego zaskoczenia zdołała na przestrzeni lat dopracować do perfekcji; blady, choć napięty uśmiech nie schodził z jej warg w towarzystwie tego irytującego człowieka, nie zamierzała też pochylać głowy, garbić się ani okazywać pokory. Byli w tym samym wieku, a w przeciwieństwie do lordów lub śmierciożerców nie posiadał statusu, który mógłby sprawić, że zaczęłaby darzyć go mniej lub bardziej wymuszonym szacunkiem. Nie musiała mu się tłumaczyć, nie musiała też udawać sympatii - była grzeczna, a to i tak więcej niż na to zasługiwał.
- Bynajmniej. Nie odczuwam z tego tytułu żadnego wstydu. Obrazą jest jednak dla mnie, że sugeruje pan, że nie potrafię zachować się w otoczeniu czarnomagicznych przedmiotów. Chyba zapomina pan z kim pan rozmawia - Wyzywająco oparła złożony parasol na ziemi obok siebie, a potem odwróciła się, pozornie niezainteresowana, poprawiając kołnierzyk eleganckiej koszuli. Czy Primrose nie mogła się pospieszyć? Konwersowanie z tym człowiekiem nie było satysfakcjonujące nawet wtedy, gdy miała okazję odpowiadać mu pięknym za nadobne - do niektórych gruboskórnych typów żadne słowo nie miało dojścia. Nie odwróciła się, gdy poważył się na żałosne domniemanie, a choć jej ramiona były spięte, krok pozostawał lekki. Nie sprowokuje jej. Nie taką błazenadą.
- Czarny Pan, zdaje się, uważał inaczej, gdy pozwolił mi wziąć udział w odbiciu zamku Warwick. Gdyby wiedział pan o miejscach, w których znalazłam się samotnie, zazdrość spaliłaby pana na wióry, oszczędzę więc szczegółów. - Krótkie prychnięcie umykające z ust zakrawało o chichot.
Gdy usiadła, spojrzała mu wprost w jasne oczy, powoli przesuwając językiem po zębach. Tknięte czernidłem powieki blondynki miały w sobie wyjątkową głębię, choć głównym celem makijażu było ukrycie zmęczenia. Miała ostatnio mnóstwo pracy, własny gabinet wymagał codziennej uwagi, wciąż też powracała do domu pogrzebowego na Pokątnej i udawała się na misje wszędzie tam, gdzie ją wysłano. Także czarna magia nie pozostawała bez wpływu na szczupłe ciało. Odnosiła wrażenie, że na przestrzeni roku jej skóra stawała się coraz cieńsza i bledsza.
- Nie musi mnie pan pilnować. Dziękuję za herbatę, na lady mogę poczekać samotnie. - W końcu uniosła filiżankę do ust, choć zaledwie musnęła wargami ciepły płyn. Zaraz też jednak odłożyła ją z powrotem, gdyż kolejne zdanie Borgina pochłonęło całą jej uwagę. - Nietrafione domniemanie. Nie mam siostry - odparła oschło, choć w jej głowie już szumiały zalążki zimnej wściekłości. Czy to mogła być Maria? Osiemnastoletnia Maria, na Nokturnie, sama? Trafiająca w towarzystwo starego wdowca o najobrzydliwszego rodzaju pewności siebie? Głupie dziewuszysko. - Obraził mnie pan wcześniej, teraz obraża pan moją rodzinę, przydając nam cech słabości i niesamodzielności. W ten sposób postępuje ekspedient przyjmujący gościa? - Nie omieszkała wypomnieć mu jego roli, ale postukujące o blat stołu palce wskazywały nerwowość, której prawdziwych powodów Borgin nie mógł się domyślać. Miała go serdecznie dosyć. Była wściekła na Marię. I na niego. Powolnym ruchem wsunęła dłoń do pokrowca przy pasie długiej spódnicy. Długą różdżką, nie tak piękną jak jej dawna, biała, przez chwilę bawiła się, kołysząc w dłoni. - Twierdzi pan, że nie powinnam podróżować samotnie, więc pozwolę sobie wykorzystać brak innych klientów na to, by udowodnić panu błąd. Nie jestem bowiem skłonna słuchać tego więcej. - Uśmiech spełznął z jej ust, pozostawiając martwy wyraz, który nijak się miał do płonącej nienawiści, którą odczuwała. Nie kryła się z inkantacją zaklęcia, które skierowała w jego kostkę. - Nervusio.
Ostrzegawczy strzał w ścięgno Achillesa. Niektórych trzeba było tak kiełznać.



everyone wants a strong woman
until she actually stands up
suddenly she is too much
she has forgotten her place
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
valar morghulis
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zaplecze [odnośnik]04.06.22 21:47
The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 50

--------------------------------

#2 'k10' : 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zaplecze - Page 13 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zaplecze [odnośnik]21.06.22 15:34
- Traktuję pannę jak każdego innego klienta Borgin & Burke, wypełniam jedynie swoje obowiązki - odpowiedział gładko i ze spokojem. Nie interesowało go doświadczenie prywatne - każdego poza pracownikami, a często również i tych mniej doświadczonych pracowników, nawykł upominać o ostrożność. Ci, którzy lekceważyli czarnomagiczne artefakty i przedmioty naznaczone tym rodzajem magii wyraźnie pokazywali jak niewiele się na nich znali. Obdarzył jednak kobietę znużonym spojrzeniem.
- Przechwalstwo i wspominanie tematów, których nie chce się kontynuować jest niekulturalnym nawykiem, panno Multon - odpowiedział spokojnie, zgodnie z zasadami, które wpajał mu niegdyś dziadek. Nie mógłby martwić się mniej o to, w jakich okolicznościach kobieta się znalazła - samemu nie dbał o odznaczenia i zaszczyty. Zależało mu głównie na spokojnym życiu, w miarę możliwości cichym z możliwościami rozwoju. Był oddany na rozkazy Czarnego Pana, Śmierciożerców czy Rycerzy Walpurgii - ale nigdy z radością nie udałby się w środek regularnej bitki.
Nie miał zamiaru spuszczać wzroku z kobiety, której nie ufał. Z wielu względów, a na samym szczycie najbliższych argumentów mógł postawić chociażby brak jakiejkolwiek ogłady. Ubiór nie świadczył o niczym, kiedy cudze zachowanie pozostawiało wiele do życzenia.
- Jako obecny pracownik, jestem odpowiedzialny za wizytujących w sklepie - odpowiedział ze spokojem, nie odwracając nawet na moment spojrzenia, pozwalając na tę wymianę z Elvirą. Wiedział, że jego spokój mógł denerwować - ale nie martwiło go to. Nie miał zamiaru pozwolić się sprowokować czy ugiąć.
- Uznaje panna, że Śmiertelny Nokturn to właściwe miejsce dla młodych, dobrze wychowanych panien? - odpowiedział na jej zarzuty. - W sklepie przyjmuję klientów.
Nie miał jednak zamiaru nie reagować, kiedy dostrzegł ruch kobiety - zaraz sięgnął i po swoją różdżkę. Czy doprawdy Elvira chciała atakować go w sklepie wypełnionym mniej i bardziej niebezpiecznymi przedmiotami?
Mogła się ubrać pięknie, mogła wystroić niczym najlepiej wychowana lady, ale pospólstwa nie da się w tak prosty sposób ukryć pod materiałami sukień i warstwami makijażu - chociażby chciała.
- Nie jest w dobrym guście, aby kobieta podróżowała sama - powtórzył spokojnie, z pewnością siebie. W końcu była to wiedza całkiem powszechna i podzielana. - Protego - odpowiedział zaraz na jej zaklęcie. - W taki sposób pokazuje mi panna, że wie jak zachować się wśród przedmiotów czarnomagicznych? W taki sposób pokazuje swoją kompetencję w przebywaniu z nimi, a także szacunek dla pracowników, ale również i lordów Durrham, którzy dbają i promują tutejszy sklep swoim nazwiskiem? Przypominam panno Multon, że to panna jest w gościach - odpowiedział, uważnie mierząc ją wzrokiem, kiedy jej udane zaklęcie zostało wchłonięte przez jego tarczę. - Zachęcam pannę do odłożenia różdzki już teraz, a rozważę przemilczenie dzisiejszego incydentu lordowi nestorowi odnośnie rzucania przypadkowych zaklęć i ataku na pracowników sklepu. Jeśli czuje się panna urażona faktem, że młoda Maria Multon znalazła się w tym miejscu, powinna panna swoją złość przekierować na Departament w Ministerstwie Magii odpowiedzialny za magiczny transport, lub sprawdzić umiejętności panny Marii w posługiwaniu się siecią Fiuu. Ulica Śmiertelnego Nokturnu wyraźnie nie jest miejscem, w którym ktoś pokroju krewnej panny powinien się tutaj znaleźć, broń Merlin aby znalazła się tutaj sama.


I den skal Fienderne falde

Dalens sønner i skjiul ei krøb
Oyvind Borgin
Zawód : Pracownik Borgin and Burkes, specjalista od run nordyckich
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Hide away the proof that I had loved you
Never see the truth, that final breakthrough
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 9 +2
CZARNA MAGIA : 16 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11114-oyvind-borgin#342285 https://www.morsmordre.net/t11189-frode https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f419-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t11191-skrytka-bankowa-nr-2433#344452 https://www.morsmordre.net/t11190-oyvind-borgin#344451
Re: Zaplecze [odnośnik]05.07.22 21:46
Człowiek bez ambicji, za to z wyjątkowo silnym przeświadczeniem o własnej niezbywalnej godności - ciężko było Elvirze zaakceptować rzecz tak w jej mniemaniu śmieszną, niemniej jednak spieranie się o to, na którym poziomie w istocie plasuje się grzeczność, a na którym siła, nie leżało już w zakresie jej działań. Dobitną lekcję otrzymała o tym, że pewne standardy utrzymywać musi, że czasami istotnie lepsze dla niej będzie zaniechanie polemiki i skupienie się na sobie. Była to bolesna konkluzja, która jeszcze długo zechce podążać za nią jak cień i wciskać swoje szpony w międzyżebrza za każdym razem, gdy płuca napełnią się powietrzem do kolejnej pełnej jadu odzywki.
Co oczywiste, dziś wypuściła to powietrze w milczącym, ponurym niemal westchnieniu, w ostentacyjny sposób odwracając się na czubku obcasa, by zmierzyć Oyvinda długim spojrzeniem. Nie obawiała się go, nie obawiała się spoglądać w jasne oczy i twarz, którą uważała za szpetną - bo piegowatą. W obcasach nie była od niego nawet dużo niższa.
- Jeżeli ubodło pana moje przerwanie tematu, winien mnie pan zaprosić na kawę. Dzisiaj bowiem nie mam ani czasu ani ochoty na rozmowę z panem, co chyba już dałam do zrozumienia - bez zastanowienia rzuciła mu wyzwanie, jeszcze głupszy nawyk, który wyłaniał się z mroku w najmniej odpowiednich momentach. Nie chciała przyjmować od niego żadnych zaproszeń, co to by było za marnowanie czasu!
Siadając na krześle i nieco dramatycznie chwytając poły własnej spódnicy, nie spodziewała się jeszcze, że przyjdzie jej sięgnąć po różdżkę. Nie dostrzegała w tym zresztą swojej winy - niewielu znała ludzi potrafiących zajść za skórę równie mocno co Oyvind Borgin. Reprezentował sobą wszystko czego nie cierpiała w mężczyznach, zawrzenia gęby nie nauczyło go nawet światłe kobiece grono wśród Rycerzy, co zwykle - przynajmniej gdy stali twarzą w twarz - uspokajało zapędy innych znanych jej czarodziejów. Co gadali na jej temat między sobą niewiele ją już interesowało. Od kogoś poziomu Borgina oczekiwała jednak szacunku.
- Jestem klientem lady Burke i tylko jej. I nie jestem młoda - Uniosła brew, uśmiechając się kątem ust, może zaczepnie, choć chciała, by wyglądało to na uśmiech swobody. Czekała, by ujrzeć na jego twarzy odrazę, może fałszywe współczucie staropanieństwa. Karmiła w ten sposób trawiący ją płomień, magię rozpalającą żyły lepiej niż najmocniejszy alkohol. Zmarszczyła brwi w niekrytym wcale wyrazie rozczarowania, gdy przechwycił jej zaklęcie nim zdążyło sięgnąć jego kostki. Co za szkoda. - Wydaje mi się, że jako uzdrowiciel i wprawny mag dość dobrze wycelowałam zaklęcie. W sklepie lordów Durham nie dostrzegłam artefaktów trzymanych na podłodze - zaoponowała cicho, choć jego uwagi trafiły do niej nieprzyjemnie, sprawiając, że sama się w duchu skarciła. Głównie go jednak wyklęła, z marszu zrzucając winę z własnych barków na jego; był prowodyrem, prowokatorem, liczył na to. A ona to miała w naturze, że koniec końców zwykle potrafiła obrócić kota ogonem. - Moje zaklęcie nie było również przypadkowe. Może się pan jednak skarżyć śmiało, że karę wymierzyła panu... - Ugryzła się w język do krwi, gdy prawie powiedziała Rycerka, zakuło ją w piersi, zmrużyła powieki. - ... kobieta. Elvira Multon, przypomnę łaskawie, znamy się wszak z lordem nestorem, jeśli będzie trzeba z najwyższą przyjemnością odwiedzę go w Durham. - Może i nie znali się tak dobrze jak próbowała udawać, niemniej jednak wątpiła w to, że słowa Borgina będą znaczyć więcej niż jej własne. Prawda? Na pewno nie u Primrose, pocieszyła się w duchu. Musiała spytać ją o tego człowieka, był nieznośny i nie wiedziała, jak z nim tu wytrzymuje. - Trafiła tutaj przypadkiem? Z tym dzieckiem... - mruknęła bardziej do siebie niż do niego, a potem odwróciła głowę i zapatrzyła się na jedną ze starych szaf zaplecza. Co miała teraz zrobić z tym faktem? Dlaczego Maria zaufała Borginowi i pozwoliła mu sobie pomóc, choć przecież wcale go nie znała? Naiwność tej dziewczyny przechodziła granice ludzkiego pojęcia.
W końcu Elvira schowała różdżkę do pokrowca na pasku i podparła dłonie na oparciu krzesła, by spojrzeć na mężczyznę z mieszaniną frustracji i uwagi. Wiedziała już, że się nie odczepi, był jak bahanka latem wciskająca się w szparę pod drzwiami sypialni.
- Panie Borgin, możemy się dalej licytować, możemy też obrzucać się zawoalowanymi obelgami i groźbami, niemniej jednak nuży mnie to i zapewne również nie przystoi damie. - Przesunęła językiem po wardze, jej złość powoli stygła, jak lawa zmieniająca się w obsydian. Uniosła brodę i uśmiechnęła się nieprzyjaźnie, makijaż wyostrzył jej dziewczęce rysy, nadając im surowszego wyrazu. - Wciąż czuję się zniesmaczona. Honor podszeptuje mi, by wyzwać pana na pojedynek do pierwszej krwi. W sytuacji przegranej przyznałby pan, że jestem panu równa i przysiągł zaprzestać uwag na temat moich samotnych podróży. Wydaje się sprawiedliwe. Wymagałoby to jednak ustalenia miejsca, czasu, arbitra... i pana warunków ewentualnego zwycięstwa. - Tyle dni, tygodni, spędziła już w duszących okowach spotkań, herbat i lekcji etykiety, że czasami w ogóle nie sypiała w nocy, przelewając rozpierającą ją energię na zwłoki na prosektoryjnych stołach. Na samo wyobrażenie pojedynku i - a jakże - zwycięstwa przyjemnie więc przyspieszało jej serce.
Zachowała jednak spokój w oczekiwaniu na odpowiedź - och, jak wiele zmieniło się od czasu, gdy na pojedynki wyzywała obelżywie, pijana i silniejszych od siebie.
[bylobrzydkobedzieladnie]



everyone wants a strong woman
until she actually stands up
suddenly she is too much
she has forgotten her place
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
valar morghulis
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zaplecze [odnośnik]07.07.22 1:34
Nie zależało mu na budzeniu grozy - choć zdawał sobie sprawę z tego, jak niektórzy mogli na niego reagować. Zachowywał spokój, wręcz nienaturalny i wielu drażniący, bo wierzył, że spokój był odpowiednią odpowiedzią. Czasem pomagał sprowokować drugą osobę do potknięć i błędów, które można było wykorzystać, dokładnie tak jak tu i teraz w wypadku Elviry.
- Winienem? - zapytał, unosząc delikatnie brew i spoglądając na kobietę. Zaraz się uśmiechnął delikatnie. - Nie byłoby wskazanym z mojej strony zapraszać pannę na kawę jeśli nie mam intencji do rozwijania bliższej relacji, do tego również nie odczuwam potrzeby wysłuchiwania historii z życia, o których ktoś wspomina, aby zaraz po chwili uciąć temat. Wymagam nieco innego poziomu rozmowy, kiedy zapraszam kogoś na kawę, panno Multon - stwierdził, zbywając ją.
Nie był zainteresowany w konfliktach - nie w tych otwartych, nie w takich które mogły eskalować w pojedynek, które tak źle wspominał z czasów szkolnych. Nie był wojownikiem, zazwyczaj nie walczył o zwycięstwo, a o przetrwanie, preferując w znacznym stopniu teorię magii i jej naukowe aspekty niż te bojowe. Potrafił sobie radzić, wyszukując odpowiednich klątw i przygotowując się do pojedynków. Mógłby tutaj dokonać podobnej rzeczy - spróbować przygotować się do spotkania z Elvirą na własnych zasadach. Jednak czy chciał spędzać na to energię? Czy była warta, aby w ogóle traktować ją na równi ze sobą? W końcu była tylko kobietą.
- Lady Burke obecnie nie przebywa w sklepie - odpowiedział, powstrzymując się przed dodaniem do wypowiedzi panny Multon ani dobrze wychowana. Jednak jedynie zmarszczył na krótki moment nos, zaraz znów z pewnego rodzaju nonszalancją spoglądając na kobietę. Niewzruszony jak skała, spokojny i panujący nad sobą, tak jak był wychowany. Powinien być stabilny, nie dawać ponosić się emocjom. - Oczywiście, że sklep jest odpowiednio zarządzany, jednak podjęła panna ryzyko, że za jednym zaklęciem mogą iść dalsze skutki. Lekceważenie podobnych świadczy o bardzo dużej krótkowzroczności. Jako uzdrowiciel i wprawny mag, powinna panna o tym wiedzieć - odpowiedział od razu, przywołując miły uśmiech, który mógł drażnić jeszcze bardziej, gdyby w otwarty sposób nią wzgardził i z niej szydził. - Trudno nie znać lorda nestora Burke, przebywając w sklepie, którym wszak osobiście się zajmuje - skomentował. - Ale przekażę lordowi nestorowi dokładnie zajście, proszę się tym nie martwić - dodał, choć w rzeczywistości nie odczuwał potrzeby, szczególnie że jego słowa przyniosły zamierzony przez niego efekt, deeskalując ryzyko wymiany kolejnych zaklęć. Nie widział sensu w trudzeniu się i stawianiu do pojedynków i walk, tym bardziej nie w wypadku czystokrwistych czarodziejów. W końcu były inne sprawy, którym korzystniej można było poświęcić uwagę.
- To prawdopodobnie szwank sieci fiuu lub błąd z jej strony podczas wymawiania adresu. Chciała trafić do pasmanterii Borgii, znajdującej się na Pokątnej 13. Widzę jak mogła znaleźć się tutaj zamiast w wybranym sklepie - wyjaśnił, bo w końcu nie było to tajemnicą - tym bardziej, że Maria sama sprostowała, gdzie próbowała się dostać. Rozsądnie chciała skorzystać z kominka, jednak coś poszło bardzo nie tak - a co dokładnie to już trudno było określić. W końcu minął już dłuższy czas, od kiedy transport kominkiem został utrudniony. - Koniec końców trafiła bezpiecznie do domu, zamiast próbować samotnie wyjść na ulicę. To mogłoby się skończyć dla niej o wiele gorzej - stwierdził oczywistość. Każdy, kto zjawiał się na Nokturnie wiedział, że nie było to miejsce na spacery - nie, jeśli nie posiadało się odpowiednich powodów do tego, aby się w tej dzielnicy znaleźć.
Odłożył różdżkę dopiero, kiedy i ta Elviry przestała znajdywać się w jej dłoni. Był przede wszystko człowiekiem spokojnym, nie przepadającym za bezpodstawną agresją. Może były to lata nauki w Durmstrangu, a może świadomość własnych mocnych i słabszych stron - może po trochu wszystko?
Nie opuścił jednak pomieszczenia, tym bardziej słysząc kolejne słowa kobiety.
- W obliczu wojny są ważniejsze kwestie niż przelewanie czystej krwi, tym bardziej czarodziejów i czarownic posiadających odpowiednie poglądy. Nie jestem zainteresowany - odpowiedział, choć w jego myślach pojawiło się kilka opcji na sabotaż pojedynku dla Elviry - przygotowanie odpowiedniego świstoklika czy klątwy zawczasu. Może nawet w jego głowie pojawiło się kilka warunków, które mogłyby skutecznie upokorzyć kobietę.
A jednak wciąż - nie przepadał za pojedynkami, za walką bezpośrednią. - I nie przypominam sobie, abym pannie zagroził choć raz. Uświadamianie konsekwencji podejmowanych czynów nie jest groźbą - powiedział spokojnie, zaraz marszcząc lekko brwi do środka. Coś wyraźnie świadczyło o... właśnie o czym? Co Multonka chciała osiągnąć swoim zachowaniem? - Chociaż widzę, że jest panna uparta w celu zajęcia mojego prywatnego czasu. Mogę przystać na zaproszenie panny do kawiarni, skoro wyraźnie panna do czegoś dąży w tej kwestii, usiłując doprowadzić do spotkania już dwukrotnie podczas tak krótkiej rozmowy. Mogę zaproponować Czekoladową Perłę w Magicznym Porcie jako neutralny grunt - zaproponował, zaraz dłonią sięgając do wieszaka stojącego gdzieś w kącie, aby wyciągnąć z kieszeni swojego czarnego płaszcza notes, który na prędce przewertował. - Wstępnie po siedemnastym kwietnia, jeśli pannie to odpowiada.


I den skal Fienderne falde

Dalens sønner i skjiul ei krøb
Oyvind Borgin
Zawód : Pracownik Borgin and Burkes, specjalista od run nordyckich
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Hide away the proof that I had loved you
Never see the truth, that final breakthrough
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 9 +2
CZARNA MAGIA : 16 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11114-oyvind-borgin#342285 https://www.morsmordre.net/t11189-frode https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f419-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t11191-skrytka-bankowa-nr-2433#344452 https://www.morsmordre.net/t11190-oyvind-borgin#344451
Re: Zaplecze [odnośnik]11.07.22 17:31
Jeszcze zaledwie przed rokiem nie pokusiłaby się o rozmowę z człowiekiem o tak skrajnie odmiennych od jej poglądach na społeczeństwo. Uznałaby to pewnie za płonny wysiłek i przyczynek dalszej frustracji; dziś jednak, choć wciąż nie opuszczało ją ponure przeświadczenie marnowanego czasu, miała świadomość, że nie w każdej sytuacji ucieczka w gniew i wulgarność zapewni jej spokój. Dostrzegała także drobne korzyści z podobnego ścierania się, stymulowało ją ono do błyskawicznego formułowania odpowiedzi na głupie pytania i obiekcje. Oyvind nie był zabawny, ale istniało coś rozkosznie żałosnego w jego upartym trzymaniu się starych prawideł.
- Nie tak szybko, panie Borgin - powiedziała cicho, unosząc brew i z trudem powstrzymując cisnący się na usta uśmieszek pogardy. Wyzywająco trzymała brodę wysoko, choć wcale nie musiała zadzierać jej, by spojrzeć mu w oczy. - Nie proponowałam panu bliższej relacji; kawa bynajmniej się z nią nie wiąże. Niewiele kobiet musiało wyrażać chęć spędzania z panem czasu, jeżeli w ten sposób zinterpretował pan moją sugestię. - Wydęła usta, a potem odwróciła się, nie dając mu szansy dostrzec blasku w spojrzeniu skupionym na tajemniczych przedmiotach upchniętych na regałach zaplecza.
Nie minęło dużo czasu między początkiem ich rozmowy a pierwszym świstem zaklęcia, niemniej jednak nie wydarzyło się nic groźnego, wychodziła więc z założenia, że Borgin szuka dziury w całym, by ją zdyskredytować, jak na mężczyznę przystało. Choć lekka nerwowość znalazła sobie drogę do jej serca, nie dała policzkom spąsowieć ani dłoniom zadrżeć, zachowując sylwetkę chłodnego dystansu. Spojrzenia, którymi go raczyła były kocie i nie miały w sobie nic z sympatii, kryła się w nich jednak chętka na rozrywkę.
- Może powinnam - ucięła z uniesioną brwią, w sposób typowy dla chwil, gdy nie miała nic więcej do powiedzenia, lecz nie zamierzała dawać za wygraną; wciąż żałowała, że jego ścięgno nie pękło z impetem, może zgięty w spazmie bólu nie byłby tak irytujący. - Niewątpliwie. Gdy następnym razem zaproszę lady Burke na herbatę, zapewne równie chętnie je przytoczę - zasugerowała z pewnością siebie wyraźnie wskazującą na to, że przebieg wydarzeń zostanie przedstawiony z jej perspektywy. W przeciwieństwie do Borgina, miała w sobie wystarczająco wiele tupetu i zawiści, by doprowadzić tę sprawę do końca po własnej myśli.
Z nieco przechyloną głową przysłuchiwała się sprawozdaniu z pobytu Marii na Nokturnie; palce zaciskała do białości na podłokietnikach krzesła, poza tym jednak milczała, nie oferując mężczyźnie nic poza niejasnym skinieniem. Nie były to podziękowania, bo i nie zamierzała ich oferować. Nie była nawet pewna, czy wierzy mu na słowo, zapewne nie wyrobi sobie zdania dopóki nie przesłucha w tej sprawie samej Marii.
Zauważyła, że schował różdżkę dopiero wówczas, gdy sama to zrobiła, ale zamiast przyznać, że jest to rzecz rozsądna, wolała pysznić się mniej lub bardziej sensowną świadomością, że uznawał ją za zagrożenie.
- W obliczu wojny dobrze jest być pewnym swojej różdżki, nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy przyjdzie jej użyć - skontrowała, wyrażając szczerą myśl. - Lepszej do tego okazji niż pojedynek z kimś, kto cię nie zabije, człowiek nie znajdzie. Rozumiem jednak, jeżeli poczuł się pan niepewnie, panie Borgin. Ostatecznie w tej materii zapewne mam bogatsze doświadczenie - Arogancja nie była w pełni zamierzona; naprawdę uważała się za kobietę, która w przebiegu ostatnich miesięcy poczyniła niezwykłe postępy w sztuce pojedynkowania się. Stanowiła godnego przeciwnika, co do tego była przekonana.
Choć odmowa pojedynku była rozczarowująca, wydarcie pierwszej krwi z Borgina przyniosłoby jej bowiem olbrzymią satysfakcję, nie spodziewała się, by mężczyzna mógł ją jeszcze czymś zaskoczyć. Dopóki nie wrócił nagle do urwanego tematu kawy.
Błękitna tęczówka zwęziła się, gdy szybko uniosła wzrok, pełne usta rozchyliły na krótką chwilę, zaraz jednak wzięła się w garść, by nie dawać więcej dowodów zaskoczenia.
- Jak proponujesz, tak będzie - powiedziała szorstko, nie zamierzając teraz wycofywać się i dawać za wygraną. Konsekwencje przemyśli później. - Panie Borgin - dodała o sekundę zbyt późno, poprawiając się w swoich wysiłkach utrzymania grzeczności.



everyone wants a strong woman
until she actually stands up
suddenly she is too much
she has forgotten her place
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
valar morghulis
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zaplecze [odnośnik]19.07.22 1:44
- Nie musi panna martwić się o moje towarzystwo, ale dziękuję za troskę. Nie na miejscu jednak jest oczekiwanie od wdowca, aby z radością podejmował okazje spotkań, szczególnie w miejscach, w których niegdyś zabierał żonę. W Londynie jest mnóstwo kawiarni i przybytków, w których moja zmarła żona lubiła przebywać - odpowiedział chłodno, upominając kobietę. Jego wargi nie drgnęły nawet o milimetr. Oczywiście, że jego związek nie był doskonały - zdarzało się, aby widywał inne kobiety jak chociażby panią Vale, żonę kaleki magipsychiatry, a jednak uwielbiał grać kartą, dopiero co kończącego żałobę wdowca. W końcu na jego dłoni nie widniała już obrączka świadcząca o żałobie - a jednak mógł być to znak, że stara się ruszyć dalej. Nie odbierało mu to wcale możliwości czy przyjemności z wyciągania karty pod tytułem wdowiec. Niewielu znało prawdziwy los Freyi, tak jak i jej pochodzenia. Niewielu wiedziało, że kobiety ojcem był mugol - że była żywym przykładem rozrzedzonej krwi. A jednak grał rolę tęskniącego i opłakującego jej śmierć męża, bo nawet jeśli sam był odpowiedzialny za jej zgon, rzeczywiście tęsknił za konceptem jej przy swoim boku; za konceptem, że mogłaby być dobrą, czystokrwistą czarownicą, spełniającą obowiązki żony.
Ale nie była.
- Naturalnie. Plotki bardzo do panny pasują - odpowiedział zupełnie spokojnie. W końcu on, jako pracownik sklepu, był w obowiązku raportować podobne zajścia, szczególnie ze strony klientów, którzy byli bardziej niż mniej regularnymi gośćmi. A może zwyczajnie w świecie chciał ponownie sprowokować kobietę?
Nie miał sobie niczego do zarzucenia w związku z obecnością Marii na Nokturnie. Wiedział w jaki sposób się zachował, w jaki ją potraktował - i zaczynał żałować, że młoda panna tak zlękniona, a jednocześnie posłuszna, posiadała najwyraźniej bliski kontakt, całe szczęście chociaż w tej jednej rzeczy, że nie siostrą, ze swoją kuzynka.
- Panno Multon, nie jestem żołnierzem, a naukowcem i badaczem. Potrafię wykorzystać swoją wiedzę do obrony i poradzić sobie w nagłe sytuacji - odpowiedział chłodno. - Mogę pannę również zapewnić, że Durmstrang przygotowuje swoich absolwentów pod podobne okazje, co mogła panna przed momentem dostrzec. Pojedynkowanie się jednak nie leży w zakresie moich ulubionych czynności i nie mam zamiaru w podobny sposób marnować czasu, jeśli mogę rozwinąć się w dziedzinie, do której zarówno posiadam talent i predyspozycje. Znać swoje miejsce nie jest niczym złym - mówił powoli i spokojnie, nie rozdrażniony, a może bardziej z predyspozycją chcąc jeszcze bardziej dopiec kobiecie.
Chociaż nigdy nie ukrywał faktu, że nie był chętny do walki. Nie był wojownikiem, nienawidził wręcz zajęć w szkole, które stawiały na tężyznę i sprawność fizyczną, zachęcając innych do walki i rywalizacji, do bycia lepszym od drugiego. Nienawidził tego - a może raczej nienawidził świadomości, że był słabszy od pozostałych studentów? Znał swoje ograniczenia i choć wcale w kwestii nauki, nawet jeśli jego umiejętności były podważane, wcale go to nie dotykało, tak w kwestii starć zawsze uwierał go brak wyraźnych umiejętności. Nie potrafił ich wyćwiczyć, nie był do tego idealną osobą i w pewnym momencie zwyczajnie w świecie się poddał - nie chcąc nawet prezentować tego, co posiadał.
Nie zareagował, podnosząc wzrok znad kalendarzyka, kiedy sprawdzał datę. Nie dał jej znaków, że dostrzegł jej zaskoczenie - tę satysfakcję zostawi dla siebie. W końcu warto było być kilka kroków przed innymi, prawda? Zapamiętywać podobne zachowania. Może wbrew jej słowom to właśnie jej brakowało towarzystwa?
Nie był żadnym ośrodkiem zapewnienia towarzystwa starym panną, ale tę okazję mógł wykorzystać dla własnej rozrywki.
- Dobrze, więc osiemnasty kwietnia. Proponuję, nawet mimo teraźniejszych czasów, na krótko przed lub krótko po czasie, w którym spożywa się lunch. Tak, aby przypadkiem nie być zaskoczonym tłumami - powiedział, zastanawiając się jeszcze moment. - Czekoladowa Perła w magicznym porcie powinna być odpowiednia. Wierzę, że nie potrzebuje panna eskorty pod sam lokal, więc spotykamy się już na miejscu - powiedział, nawet sobie nie wyobrażając przymusu udawania się pod same drzwi mieszkania, czy może domu, Elviry, tylko po to aby zaprowadzić ją do zaproponowanej kawiarni.
Po tym zamknął swój notes, chowając go z powrotem do kieszeni własnego płaszcza.
- I upominam o niesprawianie zamieszania oraz niedotykanie niczego, co nie jest panny własnością - dodał, mimo wszystko nie ufając kobiecie - już z samego faktu, że widział jej niezrównoważenie. Może to już histeria się jej trzymała? Kobiety w końcu nie powinny się bawić magią.

| Zt x2?


I den skal Fienderne falde

Dalens sønner i skjiul ei krøb
Oyvind Borgin
Zawód : Pracownik Borgin and Burkes, specjalista od run nordyckich
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Hide away the proof that I had loved you
Never see the truth, that final breakthrough
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 9 +2
CZARNA MAGIA : 16 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11114-oyvind-borgin#342285 https://www.morsmordre.net/t11189-frode https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f419-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t11191-skrytka-bankowa-nr-2433#344452 https://www.morsmordre.net/t11190-oyvind-borgin#344451

Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

Zaplecze
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach