Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wyke Regis
AutorWiadomość
Wyke Regis [odnośnik]16.02.21 23:44
First topic message reminder :

Wyke Regis

Wioska Wyke Regis, niegdyś zamieszkiwana przez niemagiczną część brytyjskiego społeczeństwa, po wojnie mugoli całkowicie opustoszała i pozostała niezamieszkałe jeszcze na kilka lat po zakończeniu konfliktu.
Wtedy pojawili się pierwsi czarodzieje, zajmując puste domostwa. Być może wielu z nich miało już dość tłocznego Londynu gdzie spokój zaburzały coraz to nowe ekscesy władzy. Wybrali życie w spokojnym Wyke Regis z dala od ferworu wielkich miast, parając się hodowlą i uprawą. Kilkanaście lat później pojawiło się tu zaledwie kilka nowych budynków, a zamieszkujący wioskę czarodzieje stworzyli tu harmonijną, zamkniętą społeczność, która wiodła spokojny tryb życia, nienaruszony niepokojącymi donosami nadchodzącymi ze stolicy. Przynajmniej do czasu.
Budynki skupiają się wokół głównej drogi, prowadzącej na szczyt urwiska, a wokół niej rozpierzchło się kilka gospodarstw, do których prowadzą ubite, polne ścieżki. Jest tu tylko jedna karczma, a nowoprzybyli traktowani są tam z dużą rezerwą. Mieszkańcy wioski wyczuwają ich na mile i niezbyt ufnie przyjmują ich obecność. Wyke Regis żyje swoim własnym tempem dyktowany zmianami kolejnych pór roku. Z dala od wielkich konfliktów, pokojowo traktując mugoli zamieszkujących sąsiednie miejscowości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wyke Regis - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wyke Regis [odnośnik]11.03.22 20:50
Jeżeli ktoś chciałby spytać się Castora, czy spodziewał się natknąć w Wyke Regis na osobę pokroju pani Apolloni, powiedziałby z pełnym przekonaniem i szczerością, że nie. Staruszka zrobiła na nim piorunujące wręcz wrażenie — nie wiedział tylko, czy bardziej darzył ją szacunkiem, czy podświadomie bał. Z jednej strony była bowiem tylko staruszką. Kobieciną o pewnie niewielkiej mocy wyrządzenia mu fizycznej krzywdy w razie ewentualnej ucieczki (w końcu poruszała się o lasce). Z drugiej jednak strony Sprout przekonany był, że gdyby faktycznie naraził się tej kobiecie, gotowa była go zlać nie tylko słowem, czy właśnie tą laską, ale zdzielić zaklęciem, o którego mocy nie chciał nawet myśleć. Przeszedł więc do trybu skupienia, który miał go w domyśle uchronić przed rozgniewaniem staruszki. Im bardziej jej jednak słuchał, tym bardziej miał wrażenie, że cokolwiek nie powie, zostanie to obrócone przeciwko niemu. Mógł się więc tylko przepraszająco uśmiechać i starać nienachalnie zerkać w jej kierunku, skupiając się na rytmicznym stukaniu laski o bruk.
Stuk, stuk, stuk.
Przez moment zastanawiał się, czy pani Mitten nie zmarznie, siedząc tak na ławce w środku zimy stulecia, ale coś podpowiadało mu, że złego diabli nie biorą, a staruszka przeżyła w swoim życiu pewnie większe okropności niż trochę poważnie minusowych temperatur. Skupił się więc na uchylających się drzwiach i wychylającej się zza nich postaci. Pani w średnim wieku, więc zapewne również pani domu. Skłonił się kobiecie grzecznie, płynniej jakoś i mniej sztywno niż wcześniej robił to względem Apolloni, jednak starając się przekazać jej tak samo duży szacunek.
— Gdy pani mąż wróci, proszę przekazać mu najserdeczniejsze życzenia — powiedział z uśmiechem, a gdy kobieta postanowiła przepuścić ich w drzwiach, skorzystał z zaproszenia bez zawahania. Mimo wszystko zawsze lepiej było schować się we względnie ciepłych czterech ścianach niż trząść się z zimna na zewnątrz.
Gdy dostrzegł sylwetkę kolejnej osoby w środku, uśmiechnął się ciepło i skinął głową także do Magdalene, nie wdając się z nią jednak w dyskusję. Kątem oka zauważył, że Jenny chciała chyba zamienić kilka słów z córką gospodyni, nie zamierzał im przeszkadzać, skupiając się przede wszystkim na zadaniu, które miał dzisiaj wypełnić. Słuchał więc pani Evans uważnie, a wiadomość o tym, że była ostatnio na grzybach z mężem sprawiła, że aż zatrzymał się w miejscu, próbując samemu dojrzeć słoiki z przetworami, jeszcze przed wskazaniem ich przez gospodynię.
— Nie jedliście ich jeszcze, prawda? — dopytał cicho, kierując się przede wszystkim względami ostrożności. Pozwolił się zaprowadzić do spiżarki, po czym poświęcił kilka minut na przyglądanie się wszystkim słoikom z partii z zieloną nakrętką. Wydawało się, że szczęśliwie wszystkie z przygotowanych w ten sposób grzybów były jadalne, do czasu aż zostały mu tylko dwa słoiki do inspekcji. Przedostatni wydał mu się nieco podejrzany. Grzyby miały co prawda kształt borowika, dokładniej borowika ceglastoporowego, ale coś nie grało mu z barwą.
— Przeproszę panią na moment... — szepnął, wychodząc ze spiżarki do kuchni. Tam podsunął słoik pod okno i wpadające przez nie słońce, mamrocząc coś niewyraźnie pod nosem. Brwi miał ściągnięte do środka, minę naprawdę nietęgą, aż wreszcie, po kilkunastu sekundach uważnej egzaminacji westchnął ciężko, odwracając się na pięcie w kierunku przejętej pani Evans. — Całe szczęście, że nie zdążyliście państwo tego zjeść — i choć wciąż mówił miękko, robił to zdecydowanie ciszej niż na początku ich spotkania. Odstawił słoik na stolik z drobnym szczęknięciem, choć nie zdejmował dłoni z zielonej zakrętki. — Grzyby, które państwo zebrali, te konkretne, są niestety trujące. To borowiki, ale nawet wśród nich zdarzają się gatunki, których zjedzenie nie kończy się dla nas dobrze... — nawet dla czarodziei, co dopiero dla mugoli — Borowiki z czerwonym trzonem ą jadalne tylko wtedy, gdy mają brązowy kapelusz, niech pani zobaczy — sam podszedł do kobiety, chcąc pokazać jej, gdzie leżał problem. Zauważył, że była dość przejęta, możliwe, że Apollonia zwracała jej już kiedyś uwagę w swój sposób. Sam pewnie nabawiłby się przez to kompleksów i reagowałby dokładnie tak samo. — Te tutaj mają trzon czerwony, tak, ale tylko do połowy. No i zupełnie biały kapelusz. Prawidłowa nazwa tych grzybów to borowiki grubotrzonowy, a jadalny jest ceglastopory. Pozwoli pani, że zabiorę ten słoik? Nie chcę, żeby kusił kogoś mniej majętnego, jeszcze wyszłaby z tego jaka tragedia...
Po upewnieniu się, że pozostałe słoiki nie stanowiły zagrożenia, powrócił do Jenny (chyba) rozmawiającej z Magdalene, dając jej znać, że powinni już się zbierać. Skłonił się jeszcze raz przed panią i panną Evans.
— Dziękuję za zaufanie i gościnę. Gdyby miały panie, no i oczywiście pan Evans, jakieś wątpliwości odnośnie grzybów w przyszłości, proszę do mnie napisać. Pan Edwards ma do mnie kontakt.
Po pożegnaniu nie chciał tracić ani sekundy. Czekająca na ławce Apollonia pewnie i tak zrobi mu niedługo wykład o tym, że ile to czasu można sprawdzać jedną spiżarkę, ale Castor czuł przynajmniej, że wykonał jakąś część swojego planu, spełnił obywatelski obowiązek.
— Miała pani rację, proszę pani — odezwał się, gdy wraz z Jenny i Archibaldem zatrzymali się na powrót przy staruszce. — Trujące grzyby, ale żeby być sprawiedliwym, pomylenie borowika z borowikiem zdarzyć się może nawet doświadczonym grzybiarzom — dodał po chwili, pokazując Apolloni zabrany przez siebie słoik. — Mówiła pani jeszcze o państwie... Benjamin i Franklin?


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Wyke Regis [odnośnik]12.03.22 19:12
Pani Evans obserwowała Castora z niepokojem, kiedy ten przyglądał się słoikom, a gdy pochwycił jeden z nich i udał się do lepiej oświetlonego pokoju, pomknęła za nim jak nieodłączny cień, niepewna jakie paskudztwo mogło dostać się do jej przetworów... Szczęśliwie - lub nie - kurtyna opadła na ziemię już niebawem, odsłaniając tajemnicę, która wyrwała z piersi kobiety głośniejszy wydech. Co by było, gdyby podała domownikom te grzyby do obiadu? Byłaby odpowiedzialna za chorobę męża i córki, w najgorszym wypadku nawet też za śmierć, ale o tym nie chciała myśleć, nie mogła, próbując przed młodzieńcem udawać, że cała sprawa nie poruszyła jej aż tak dogłębnie - choć wyobraźnia szalała chaotycznie, a policzki pokryły się zażenowanym rumieńcem. Kolana zadrżały delikatnie. Najchętniej usiadłaby z nerwów, przez moment pooddychała spokojnie, dopiero później wysłuchawszy Zakonnika, lecz nie miała ku temu sposobności, zdeterminowana, by nie robić z siebie ofiary, przed czym zawsze ostrzegała ją pani Mitten.
- O matko, nie miałam pojęcia... - przyznała, nawet jeśli nie było to potrzebne. Kilka kroków zbliżyło ją w kierunku Castora, przyjrzała się grzybom umieszczonym w słoiku i wzrokiem podążała za wskazówkami odnośnie kolorów, zdradliwych i wcześniej zlekceważonych, jednocześnie lekko kiwając głową w zrozumieniu. Jej myśli prędko zaczęły obracać się wokół kwestii niedługo wracającego do domu Evansa; powinna mu o tym wszystkim powiedzieć? Wyznać, że przez swoje niedopatrzenie mogła narazić ich rodzinę na niebezpieczeństwo? Z pewnością zrozumiałby, powiedział, że to nie jej wina, był przecież do bólu dobrym człowiekiem, lecz zahukana przez lata niskiej samooceny kobieta nie mogła odsunąć od siebie świdrującej świadomości o tym, że prawie doprowadziła do kolejnej tragedii w Wyke Regis. - Bardzo panu dziękuję, mieliśmy tu kiedyś atlas grzybów, ale moja mama musiała go zabrać, a ja sama to nie bardzo się znam... Dziękuję. Czy mogę jakoś się panu odwdzięczyć? - spytała z nadzieją, jednak czas naglił, a tym bardziej nagliła myśl o Apolonii pozostawionej na zewnątrz, na ławce, która oczekiwała powrotu Castora i Jenny zapewne wciąż stukając laską o chodnik, jakby dźwięk ten miał co najmniej nieść się echem do ich uszu. Pani Evans naturalnie zrozumiała; sama nigdy nie pozwoliłaby Apolonii na siebie czekać. Skinęła młodemu mężczyźnie w momencie opuszczania kuchni przez Jenny i Magdalene. - Och, to takie miłe. Napiszę jeśli jeszcze kiedyś postawię nogę w lesie po... po tym, ale obiecuję nie nadwyrężać pana życzliwości. No i wiedzy. A gdybyście mieli kiedyś trochę czasu, albo czegokolwiek potrzebowali, nasze drzwi też są dla was otwarte. Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję - powtórzyła z zakłopotanym uśmiechem i pomachała za nimi spomiędzy uchylonych frontowych drzwi; czarodzieje w towarzystwie małego chłopca i zatrutego słoika wrócili wtedy do zarumienionej od chłodu pani Mitten, która na ich widok wymruczała coś niezrozumiałego - coś o tym, jakoby guzdrali się gorzej niż jej syn przy niedzielnym sprzątaniu - i podniosła się z miejsca.
- Benjamin i Franklin - przytaknęła równie surowo, co wcześniej. - A jeśli tam też zejdzie wam tak długo, to przy ostatnim przystanku możecie się spodziewać moich kości, nie mnie. Umrę i zgniję. Odgońcie wtedy chociaż te psy, które tu samopas wypuszczają jacyś durnie - nakazała w dość makabrycznym humorze i, znów nie czekając na wyrażenie gotowości, poprowadziła Castora i Jenny w kierunku kolejnych domów. Ostatecznie wyszło ich więcej, niż pierwotnie zakładali; Benjaminowie wspomnieli jeszcze o Bigginsach co rusz wędrujących do lasu po darmowe dobra, a Franklinowie pokierowali ich w stronę Sleazle'ów i Abernathych, na których zakończyła się trzyosobowa krucjata. Trzyosobowa, ponieważ Apolonia oczywiście towarzyszyła im do końca.
- Wstąpicie do mnie na herbatę - poinformowała ich, zanim młodzież zdążyłaby wymówić się brakiem czasu czy innymi naglącymi obowiązkami, po których nadeszłoby pożegnanie. - A potem pójdziecie sobie precz. Ja już wszystko opowiem Edwardsowi - i mogli być pewni, że Mitten podkoloryzuje opowieść tak, by okazało się, że w historii to on był odpowiedzialny za wszystkie trujące rzeczy odnalezione przez Zakonników.

zt x2


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Wyke Regis - Page 3 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Wyke Regis
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach