Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Wyke Regis

Go down 
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wyke Regis Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Wyke Regis Empty
PisanieTemat: Wyke Regis [odnośnikWyke Regis I_icon_minitime16.02.21 23:44

Wyke Regis

Wioska Wyke Regis, niegdyś zamieszkiwana przez niemagiczną część brytyjskiego społeczeństwa, po wojnie mugoli całkowicie opustoszała i pozostała niezamieszkałe jeszcze na kilka lat po zakończeniu konfliktu.
Wtedy pojawili się pierwsi czarodzieje, zajmując puste domostwa. Być może wielu z nich miało już dość tłocznego Londynu gdzie spokój zaburzały coraz to nowe ekscesy władzy. Wybrali życie w spokojnym Wyke Regis z dala od ferworu wielkich miast, parając się hodowlą i uprawą. Kilkanaście lat później pojawiło się tu zaledwie kilka nowych budynków, a zamieszkujący wioskę czarodzieje stworzyli tu harmonijną, zamkniętą społeczność, która wiodła spokojny tryb życia, nienaruszony niepokojącymi donosami nadchodzącymi ze stolicy. Przynajmniej do czasu.
Budynki skupiają się wokół głównej drogi, prowadzącej na szczyt urwiska, a wokół niej rozpierzchło się kilka gospodarstw, do których prowadzą ubite, polne ścieżki. Jest tu tylko jedna karczma, a nowoprzybyli traktowani są tam z dużą rezerwą. Mieszkańcy wioski wyczuwają ich na mile i niezbyt ufnie przyjmują ich obecność. Wyke Regis żyje swoim własnym tempem dyktowany zmianami kolejnych pór roku. Z dala od wielkich konfliktów, pokojowo traktując mugoli zamieszkujących sąsiednie miejscowości.


Powrót do góry Go down
Roselyn Wright
Roselyn Wright

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514
Zawód : uzdrawiam w Leśnej Lecznicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Isn't all that rage so ugly?
And isn't it mine still?
Good god, isn't it mine?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?

Wyke Regis Empty
PisanieTemat: Re: Wyke Regis [odnośnikWyke Regis I_icon_minitime25.02.21 22:45


15 XI

Niech nie gada, tylko szyje.
Wąskie wargi szwacki wygięły się w krótkim wyrazie niezadowolenia. Pani Riggs zdawała się być czarownicą, która nie lubi niezobowiązujących rozmów, jakiegokolwiek szumu utrudniającego jej prace. Spośród tak wielu czarodziejów zamieszkujących Wyke Regis jednak to ona już od kilku dobrych godzin pochylała się nad nierównym ściegiem uzdrowicielki, próbując nadać kształtu połączonym skrawkom materiału. Budziła tym szacunek przeszyty irracjonalnym lękiem, jakby kobieta miała zaraz wyciągnąć leszczynową rózgę i zdzielić ją po palcach. Mildred była jednak cierpliwą nauczycielką, co prawda niezbyt przebierającą w słowa, cierpką. Mimo wszystko przyjęła na swoje barki te zobowiązanie bez niczego w zamian. Ścieżka do niej wiła się od siostrzenicy starej Millie, która była jednym z uchodźców zamieszkujących oazę. Ta miała skontaktować się z ciotką i tak udało im się do niej dotrzeć.
Nadchodziła zima. Najsroższa, z tych które dane było im przeżyć. Spotęgowana mrożącymi krew w żyłach wydarzeniami, przeszywająca kości strachem o przyszłość.  W Oazie brakowało nie tylko artykułów pierwszej potrzeby, ale brakło też ubrań na zimę, wystarczającej ilości koców. I to nie tylko dla tych, którzy zamieszkiwali ponurą wyspę, ale też tych, którzy kryli się w zakamarkach całej Wielkiej Brytanii, próbując przetrwać każdy kolejny dzień. Nie łatwo było znaleźć kogoś kto zdecyduje się im pomóc, ale Mildred w tej kwestii pozostawała milcząca. Zamiast tego zagnała dwie czarownice do pracy, bo sędziwe, drżące dłonie nie znały już dawnej precyzji. W szarych oczach kryła się jednak bystrość. Przed jej spojrzeniem nie ukryła się żadna niedoskonałość.
Mimo wszystko jej obecność była osaczająca, gdy wsparta o drewnianą kulę chybotliwym krokiem, zatrzasnęła za sobą drzwi pracowni, Rose odetchnęła z ulgą. Spojrzenie zabarwione rozbawieniem, odnalazło te Hannah - Trochę mnie przeraża - zaczepiła ją, wyginając kącik ust. Nitka podążyła śladem srebrnej nitki, przebijając materiał, a palec w ostatniej chwili uciekł przed ostrym czubkiem igły.
Zdała sobie sprawę z tego, że dopiero teraz, pierwszy raz od długich godzin były same. Właściwie to pierwszy raz od dość dawna. Czas pędził nieopamiętanie, dni zlewały się ze sobą, wyznaczane rytmem pracy w lecznicy. Momenty przyjemności zamykały się w pustych, samotnych wieczorach w Killarney gdzie towarzyszyły jej tylko tomiszcza biblioteczki Vane’ów czy też w krótkich chwilach uśmiechu, gdy pędząc śladem Mel próbowały skraść ostatnie promienie jesiennego słońca. Nie mogła narzekać, niewdzięcznym było niedocenianie normalności, którą miała. Niewielu miało chociaż to. Śmierć okryła cieniem Upper Cottage. Egocentrycznym było skupianie się na tak błahych emocjach, ale  te towarzyszyły jej każdego dnia. Potrzeba bliskości rozlewająca się po umyśle. Potrzeba, która od bardzo dawna spychała na brzeg świadomości. Teraz wyraźniejsza. Sama nie potrafiła określić czy po prostu miękła, wariowała czy zostawiła już przeszłość za sobą, wyleczyła jej rany, by spojrzeć na wszystko z innej perspektywy.
Czasami po prostu tęskniła za beztroską rozmowę, za iluzjoniczną ucieczką od ciężaru rzeczywistości. Za byciem sobą, kimkolwiek się stała. Za ciężarem emocji kogoś bliskiego, za dzieleniem się z nim swoim światem i skradaniem skrawków tego należącego nie do niej. - Jak ci idzie? - zapytała, przyglądając się pracy kuzynki zza jej ramienia. - Znalazłam trochę starych tkanin na strychu u taty, stare projekty, pewnie jeszcze babci. Pomyślałam, że spróbuje uszyć coś Melanie na jej urodziny, ale chyba mnie to jeszcze przerasta. Przynajmniej jak patrzę na to - powiedziała, unosząc materiał z lekkim zrezygnowaniem. Kiedyś w Londynie, po prostu nie miała na to czasu. Pracowała, zajmowała się Melanie, czasami wykonywała zlecenia prywatne, łatwiej było zanieść jej ubrania do krawcowej niż poświęcać czas na coś co ostatnimi czasy stało się niezbędne. Wysłużone ubrania domagały się naprawy, spódnice i sukienki stały się za szerokie, a nierówny szew, którym je zwężała po prostu irytował - nie lubiła bylejakości. Mel rosła z kolei jak na drożdżach, potrzebowała nowych, większych ubrań, a wynajmowanie krawcowej było luksusem, na który już nie mogła sobie pozwolić.




there's a storm in my head
and it's killing all the flowers
Powrót do góry Go down
 

Wyke Regis

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21