Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Klif Babbacombe

Go down 
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Klif Babbacombe Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Klif Babbacombe Empty
PisanieTemat: Klif Babbacombe [odnośnikKlif Babbacombe I_icon_minitime17.02.21 1:13

Klif Babbacombe

Babbacombe to jeden z potężnych klifów u wybrzeża Devon, u którego podnóża roztacza się urokliwa plaża Oddicombe. Z początku był nie do okiełznania, jednak ostatecznie mieszkańcom pobliskiego miasteczka Torquay udało się utworzyć na nim kolejkę z dwoma wagonikami, na zmianę kursującymi w górę i dół: miało to zapobiec tragicznym wypadkom przy próbach skrócenia sobie drogi ze szczytu klifu na roztaczającą się u jego podnóża plażę. W środku każdego z wagoników mieści się do czterdziestu osób w pozycji stojącej, jednak dziś trudno spotkać tu podróżnych. Ze względu na zawirowania lat 1956-57 kolejka popadła w zapomnienie i powoli niszczeje.


Powrót do góry Go down
Marcella Figg
Marcella Figg

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Zawód : by walczyć i chronić
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Klif Babbacombe Empty
PisanieTemat: Re: Klif Babbacombe [odnośnikKlif Babbacombe I_icon_minitime04.03.21 16:59

12 października

Skraj klifu wydawał się nie istnieć, gdy szło się w jego stronę. Jeden nieopatrzny krok za daleko i właściwie nie miało się nawet czasu, by pomyśleć o powrocie na górę, bo spadało się zbyt szybko. Wiatr wiał z południa, uderzając o twarz, wypełniając płuca świeżym, mocnym zapachem, przede wszystkim słonej wody. Miała wrażenie, że jakoś od razu lepiej się jej oddychało, tylko dlatego, że gdy tutaj usiadła, kilka fal uderzyło o klif, wzbijając wodę w górę, przez co powietrze stawało się wilgotne i przyjemne dla oddychania. Pojawiła się wcześniej na miejscu, swoją pozycję zajmując z tego, dla niej, bezpieczniejszego miejsca - od strony morza. Towarzyszyła jej miotła, ułożona na ziemi tak, by witkami szturchać udo swojej pani, która założyła wygodnie nogę na nogę, układając splecione w koszyk palce na kolanie. Wokół rozciągały się złotawe witki światła, sunące od niej niczym korzenie od drzewa i kończące się w obrębie kilkunastu metrów od niej po równym okręgu. Nie dostrzegłoby ich jednak żadne inne wprawne oko jakiekolwiek czarodzieja, jeśli by się tego nie spodziewał lub po prostu nie wiedział, że powinien bardziej zwrócić uwagę na otoczenie. Nie bez powodu pojawiła się tutaj wcześniej, zajęło jej prawie dwadzieścia minut, by rozłożyć wokół siebie przezorne Cave Inimicum. Wierzyła, że mężczyzna, który został na tyle zaufaną osobą, by być ich sojusznikiem z pewnością nie przygotował na nią zasadzki i nie przyjdzie tutaj z konwojem policyjnym. Skąd mogła jednak wiedzieć czy z Londynu nie przyciągnie za sobą ogona? Nabrała potężnego wyczulenia na spotkania z zupełnie nowymi osobami, nowymi w jej życiu, ale daleko jeszcze jej było do aż tak aspołecznej i przewrażliwionej, by takich rzeczy odmawiać sobie w ogóle. Poza tym miała plany. I to poważne, a potrzebowała do nich pomocy.
Czasami gdy się zastanawiała, dochodziła do wniosku, że jest w Zakonie Feniksa dlatego, że sama nie osiągnęłaby tego co chciała. Do tego potrzeba było wielu umiejętności i wielu różnych znajomości. To brzmiało jak klucz tego... tego wszystkiego. Tego, czego nie umiała już ogarnąć umysłem.
Drgnęła lekko, wyczuwając, że jedna osoba weszła na teren działania zaklęcia.




nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Powrót do góry Go down
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
zepsuty
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Klif Babbacombe Empty
PisanieTemat: Re: Klif Babbacombe [odnośnikKlif Babbacombe I_icon_minitime05.03.21 13:04

Nie miał pojęcia, dlaczego w ogóle zgodził się na spotkanie, może przekonała go ta naiwność tytułowania go jako jednego z Weasleyów? Już dawno zdawał się odejść od wszelkich cech godnych przedstawiciela rudej rodziny z Ottery, którym niegdyś był. Teraz nijak poczuwał się za jednego z nich, jednocześnie starając się z całych sił być właśnie takim, jak należało. Odpowiedzialność stała się jego zmorą, która przy pijańskich libacjach stawała się drugorzędna względem chęci skroplenia otoczenia własną krwią. Pozbywał się nurtujących potrzeb ciała, które nie były mu znane, może czasem nawet umyślnie spychane gdzieś w kąt tylko po to, aby zapomnieć, że było się dojrzałym mężczyzną z krwi i kości. Wieczór wcześniej wszelkie problemy codzienności zniknęły gdzieś pomiędzy łykami bursztynowego płynu, którym zapijał ból w rozwalonych kostkach ponownie rozwalonych na kafelkach we własnej łazience w Londynie. Bał się spotkać kogoś, kto mógłby spojrzeć na niego z taką samą pogardą, jak on spoglądał we własne odbicie. List o spotkaniu z nieznajomym w pewnym sensie go rozbawił, był to śmiech przez łzy, choć wszystkie zdołał wylać we własnym kącie po spotkaniu z Michaelem. Starał się jak mógł, żeby powiązać koniec z końcem w sposób, jaki znał i potrafił, a po raz kolejny czuł, że przyczynia się do staczania świata w odmęty ciemności, której nikt nie powinien oglądać. Był zbyt zaangażowany w życie gdzieś w małym kącie, aż zapomniał, jak mogło ono wpływać na ważne i bliskie mu osoby. Nie mógł pozwolić na tak przerażający bieg wydarzeń, co jeśli nie była to jedyna sytuacja, a tylko Mike zdołał się przyznać? Potworne rzeczy pojawiały się w głowie rudowłosego, który wraz z przetransportowaniem się do Devon nie był w stanie choćby pomyśleć o wstąpieniu do rodzinnej posiadłości. Był przekonany, że jego wręcz wisielczy humor mógłby zostać zauważony, a tego dnia nie miał wystarczająco dużo siły na tłumaczenia. Odpowiadały mu zapowiedziane wizyty, podczas których czuł się bardzo nieswojo, jakby rzeczywiście ktoś inny siedział w jego skórze i próbował udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy nie było. Zniknął na niemal dwa lata, trzymał w rękach umierającego mentora, a potem zaszył się w obrzydliwym świecie, udając, że niepamiętne wieczory i noce były czymś normalnym, co zdarza się każdemu.
Od razu wskoczył na miotłę, pozwalając wiatru uderzyć w sprężynowe, rude włosy, które pojawiły się dopiero w momencie dotknięcia stopami ziem Devon. Wzbił się w górę, obserwując zielone tereny. Było mu zimno, bo zamiast pomyśleć, ruszył od razu do akcji, próbując przyjemnie wykorzystać czas i oczywiście dostać się w umówione miejsce. Był ciekaw tego spotkania, bo co gdyby okazała się to jedna z mend przeszłości albo i teraźniejszości? Rzadko przebywając we własnym ciele, nawet nie był w stanie sobie przypomnieć, kogóż mógłby urazić lub zdenerwować swoim zachowaniem…chyba że nieobecność traktowana jest jako jeden z przytyków…
Nie zwracał uwagi na bicze powietrza smagające jego zabandażowane ręce. Nikt przecież nie musiał wiedzieć jakim głupcem był, wierząc, że jego bliscy są rozsądniejsi. Wciąż nie potrafił przyjąć myśli, że Tonks zrobił to, co powiedział, wydawało się to zbyt wielką abstrakcją. Nie wiedział, kiedy miotła zaczęła pikować w dół, prosto w strumień wody. Starał się nie myśleć o tym, że być może faktycznie tego pragnął, zamiast tego mocno wygiął się do góry, próbując nakierować trzon miotły gdzieś wyżej. Klify były już widoczne, a więc i jego niezamierzone popisy również. Bez zawahania się podleciał bliżej, lądując z rozbiegiem i miotłą w ręku; tego świetnego triku nauczyli go już w szkole, bo przecież wiadomo, że mecze Quidditcha należało wygrywać i przegrywać z klasą. Rozejrzał się po klifie, dostrzegając nieopodal niszczejący wagonik. Urokliwie jak zwykle.
- Ym…dzień dobry. – zaczął grzecznie, nie wiedząc do końca jak się zachować; przedstawić się? Ukłonić się? Pocałować w rękę? Obrócił się twarzą w jej kierunku i czekał na jakieś dalsze wyjaśnienia. Na trzeźwo nie wychodziły mu rozmowy z kobietami, których nie znał przed wyjazdem, nic więc dziwnego, że jedyne, na co był w stanie sobie pozwolić to stanie i obserwowanie jej niczym słup soli. Wiedziała, kim jest, spotykali się w Devon, więc pewnie była jedną z postaci od Zakonu, z którą Michael miał go spiknąć…był szybki, to trzeba przyznać. Myślenie o byłym aurorze przyprawiała go o przerażające uściski w żołądku, dlatego ograniczył myślenie, po prostu próbując jakoś złapać kontakt z nieznajomą. – To dla mnie dosyć niespotykana sytuacja…przepraszam, kim jesteś? – wypalił mało taktownie. Nie potrafił określić, czy znał ją z Hogartu, a może meczów Quidditcha? W końcu pewnie grała, skoro mieli oboje zabrać ze sobą miotły, a to już była druga zagadka.




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Powrót do góry Go down
Marcella Figg
Marcella Figg

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Zawód : by walczyć i chronić
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Klif Babbacombe Empty
PisanieTemat: Re: Klif Babbacombe [odnośnikKlif Babbacombe I_icon_minitime07.03.21 20:49

Jeszcze nie opadł kurz po tym co stało się przez nieopatrzność jednego z Zakonników. Akcja ewakuacyjna na szczęście przebiegła bardzo sprawnie, ale za to uświadomiła Figg kilka ważnych rzeczy - po pierwsze, ostatnio dostrzegła, że stała się jedną z bardziej doświadczonych w swej błękitnej roli osób, a jednocześnie, którzy byli w tejże dużo krócej, potrzebowali pewnych wskazówek co powinno się robić, a co wykracza już poza pewne przyjęte normy. Poczuła też odpowiedzialność, przez co stwierdziła, że powinna lepiej poznawać swoich nowych towarzyszy broni. Nie miała zarzutów do nikogo będącego po tej stronie barykady. Nie uważała, że ktokolwiek mógłby się nie nadawać na ich sojusznika. Każdy, kto chciał chwycić różdżkę w ich sprawie był równie ważny. Domyślała się, że w przypadku tego rudowłosego, miotlarskiego akrobaty samo nazwisko już wzbudzało pewne zaufanie. Popytała również tu i tam - okazało się bowiem, że ten mężczyzna jest również bratem Rii, a Marcella zajmowała się przecież bezpieczeństwem zarówno pani Macmillan jak i kuzynki Anthony'ego - Ginny. Świat to po prostu małe miejsce.
Po przyjrzeniu się jak biednie wygląda sytuacja we wszystkich szpitalach polowych i punktach pomocy z całej Wielkiej Brytanii z bliska, wiedziała, że coś musi zdziałać. Doraźna pomoc była średnim wyjściem - przyniesienie chleba raz na jakiś czas to zwyczajnie rozwiązanie zupełnie fantomowe. Będą się przez chwilę czuli lepiej, ale później wszystko wróci do dawnego stanu. Dlatego potrzebny był plan. Działający plan, który poruszy wszystkie sprawy i nakręci koło - tak, jak powinien działać dobry biznes. Ostatnie sprawy, które rozegrały się w jej życiu, poukładały jej w głowie. Marcella stała się o wiele bardziej analityczna w działaniach, konkretniejsza, a myśli płynęły strumieniem, a nie wirowały jak tornado. Spojrzenie też miała bardzo spokojne, przyglądała się jego piruetowi, wsuwając ręce w kieszenie, a w myślach powoli zaczynała uciekać w odmęty tęsknoty za tytoniowym dymem. I stanął przed nią mężczyzna, który został jej nakreślony jako dostawczy specjalista, a teraz miał postawę chłopca z pierwszego roku szkoły, który po raz pierwszy dosiada się do kogoś w Ekspresie Hogwart. To dzień dobry. Ani ono mocne, ani z żadną intencją. Próbowała coś wyczytać z tego więcej, jednak nie za bardzo umiała się skupić. Mężczyzna jak mężczyzna... Znajdowała w jego twarzy cechy podobne do Rii, podobne piegi, podobny kolor oczu, podobny skręt włosów, choć twarze mieli prawie zupełnie różne. - Kim jestem? Wydawało mi się, że już całkiem większość czarodziejów kojarzy taką sławę... Może w ten sposób będzie łatwiej? - Powiedziała, z lekkim uśmiechem, a tonem raczej żartobliwym i zaczepnym. Przekręciła najpierw głowę, by prawie dotknąć swym podbródkiem ramienia, a następnie obrócić się raptownie, wprawiając jasnorude włosy w ruch, robiąc przy tym bardzo dramatyczną minę, tak by sparodiować swój wygląd na każdym plakacie, który głosił, że za tę czarownicę jest wysoka nagroda w galeonach. Może to przez okulary nie było jej tak łatwo poznać? Akurat Ministerstwo się postarało i wybrali naprawdę jedno z jej ładniejszych zdjęć! Może powinna wysłać list z podziękowaniami?
Zrezygnowała jednak z podchodów, chrząknęła pod nosem. - Jestem Marcella Figg, współpracuję z Twoim szwagrem jako ochroniarz jego kuzynki oraz Twojej siostry. Mi, jak i z resztą wszystkim, którym teraz pomagasz zostało przekazane, że zajmujesz się... Dystrybucją szeroko pojętą, tak? I to w Londynie... Imponujące. Dlatego mam dla Ciebie propozycję.




nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Powrót do góry Go down
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
zepsuty
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Klif Babbacombe Empty
PisanieTemat: Re: Klif Babbacombe [odnośnikKlif Babbacombe I_icon_minitime10.03.21 16:28

Może znał, może tylko sprawdzał, a może zwyczajnie chciał zagaić, żeby powiedziała coś jako pierwsza. Test na początek zdawał się dosyć dobrym pomysłem, w końcu mógł trafić na kogoś o podobnych zdolnościach, kogo zamiary nie były zbyt czyste, a bezpieczne miejsce było wyłącznie przykrywką. Słysząc jej pierwsze słowa, na szczęście główne uczucie niepokoju minęło, choć nic nie uśpiło jego czujności. Obserwował ją, kiedy imitowała swój portret z Londynu. Wychodziło dosyć zabawnie, choć nie było mu do śmiechu, zbyt dużo nienawiści przelewało się przez wszystkie te listy, a pośród nich także ten z licem jego szwagra. Zdecydowanie nie było mu do śmiechu, choć miała całkiem niezły występ nadający się do podrzędnego kabaretu. Zaraz wytłumaczyła swoją rolę, zapuszczając kolejne sidła zainteresowania jego uwagi, która wydawała się nie mieć żadnych granic. Swoją dosyć zagubioną minę zastąpił mocnym spojrzeniem i zaciśniętymi zębami uwypuklającymi zewnętrzne rysy szczęki. Dotknęła tematu bardzo delikatnego, a on, jak zwykle dał się ponieść emocjom. Rodzina była mu zbyt droga, a Macmillan zbyt lekkomyślny. Łatwo było mu go oceniać z daleka, kiedy nie widział większości rzeczy, jakie tamten robił dla społeczności.
- Faktycznie, mój s z w a g i e r zdecydowanie potrzebuje jakiegoś ochroniarza. – stwierdził płynnie, przypominając sobie ich pierwsze spotkanie po długim czasie jego nieobecności. Chyba nie poszło zbyt dobrze, ale grunt, że się starali…unikać. – Mam nadzieję, że jesteś skuteczna w bronieniu ludzi, bo jeśli coś się stanie mojej siostrze i Gin… – nie zagroził jej, choć między jego słowami była wyczuwalna złość, którą wystarczyło jedynie uwolnić na powietrze. Nikt nie mógł skrzywdzić jego familii, nikt. Między brwiami pojawiła się zmarszczka od ściągniętych brwi. W żaden sposób nie próbował umniejszyć jej, że była kobietą i uznawała się za ochroniarza, już dawno zdołał pojąć, że jedną z większych mocy nie tylko przekonywania, są właśnie kobiety. Ich siła widoczna nie tylko w jego rodzinnych progach, lecz także w szerokim świecie. Szanował je na równi z mężczyznami, dlatego wszelkie głupawe zasady uznawane przez konserwatywnych szlachciców były przez niego nie tylko nierespektowane, lecz także wyśmiewane. Gdyby kiedyś zostali w sytuacji, kiedy ich życie zależy od kobiety, bardzo szybko przekonaliby się, że ich rola jest wręcz kluczowa.
- Owszem, właśnie… - zaczął bezmyślnie, zaraz zatrzymując się w pół słowa. Przecież nie będzie jej mówił, jak duże mają plany na obrabowanie jednego ze statków, byłoby to co najmniej nierozważne! – czego potrzeba? – zirytował się lekko na własną głupotę, która mogła wypłynąć bez żadnych śledztw, czy tortur. Jasnowłosa dawała mu żmudne poczucie bezpieczeństwa w rozmowie, a samo prześliczne miejsce, które kiedyś nazywał domem, sprawiało, że nie był w stanie cały czas utrzymywać gardy. Sentymentalizm powoli obniżał mury budowane na potrzeby Londyńskiego życia, o którym tak żywo Zakonniczka chciała porozmawiać. Chyba powinien być bardziej entuzjastyczny, ale jakoś nie był w nastroju do robienia interesów tam, gdzie wszystko miało być takie nietykalne i czyste. Czuł, że plugawi tę ziemię nawet wtedy, kiedy zwyczajnie oddychał, a myśli odpływały gdzieś pomiędzy znajome uliczki, które stały się teraz całym jego życiem. – Jaka ta propozycja? – mruknął poprawnie już, nie jak naburmuszone dziecko, a zwyczajny obywatel, taki byle kto, bo przecież właśnie taki był. Wzrok ulokował w jej oczach, niech przedstawi swoją ofertę, w końcu są tu w sprawach biznesowych, czyż nie?




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Powrót do góry Go down
Marcella Figg
Marcella Figg

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Zawód : by walczyć i chronić
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Klif Babbacombe Empty
PisanieTemat: Re: Klif Babbacombe [odnośnikKlif Babbacombe I_icon_minitime12.03.21 9:04

Chociaż w maju, gdy jej zdjęcie pojawiło się na plakatach w Londynie, w ogóle nie było jej do śmiechu, to dzisiaj nabrała już do tej sytuacji dystansu. Musiała, bo to było tragikomiczne, a przecież nie zedrze każdego napotkanego na drodze plakatu, nie zabierze swojej twarzy z oczu ludzi. Dlatego postanowiła to wyśmiać, robiła to na każdym kroku. Bo przecież to brzmi komicznie - Ministerstwo uznające kobietę o zastraszającym wzroście metr sześćdziesiąt, z rudymi włosami z okularami na nosie za niebezpieczną terrorystkę i wysyła za nią pełen pościg. I jeszcze od pół roku nie mogli jej złapać. To dopiero profesjonaliści. Policja zeszła na psy od kiedy jej tam nie było, pewnie zupełnie wszystko się posypało. Skinner dawał z siebie zawsze wszystko, by to funkcjonowało jak trzeba, nawet jak miał zespół złożony z kretynów jedzących ciągle pączki. Był podziwiany przez Marcellę... A teraz, po odejściu z Ministerstwa. Nawet bardziej, bo miał serce po właściwej stronie.
Wyczuła od razu tutaj pewien konflikt z Anthonym, który w tej chwili był jednym z najbliższych przyjaciół czarownicy. Dlatego, gdy usłyszała przytyk, dosyć wyraźny, przymknęła lekko oczy, obserwując teraz rudowłosego czarodzieja trochę jak drapieżnik przyczajający się do skoku. Nie śmiała jednak wtrącać się w sprawy rodzinne między nimi. To nie jej sprawa. - Rozumiem Twoje zmartwienie, ale jest bezzasadne. Niech dowodem tego, co umiem będzie to, że właśnie stoisz w mojej pułapce. - Nawet jeśli chciałby rzucić z tej chwili komentarze o jej płci, Marcella już dawno była odporna na takie przytyki. Wybierała sobie męskie zawody, musiała być przygotowana na to, że będzie traktowana pobłażliwie i będzie musiała znaleźć swój sposób na swoje miejsce w tym wszystkim. Nie przeszkadzała jej atmosfera kobiecości, a swoją skuteczność oceniała przy porównaniu się do człowieka, nie do mężczyzny. Ale trzeba było przyznać - kobiety walczyły inaczej. A szereg pozytywów przechylających szalę na korzyść jej zamiast wielkiego i umięśnionego bydlaka był ogromny. Choćby, przykładowo, bez strachu, wstydu czy oskarżenia o brak szacunku, mogła wejść wszędzie. Do łazienki, toalety, do sypialni. - Spokojnie, nie jest groźna.
Miała straszną ochotę zapalić...
- Czytasz Proroka Codziennego? Chodzi dokładnie o punkty pomocy dla osób pokrzywdzonych wojną. Jest tam wielu czarodziejów, którzy przymierają głodem lub brakuje im eliksirów leczniczych. Pomyślałam, że... Będziesz znał dobre drogi, by takie rzeczy zdobywać. Przy odrobinie pomocy, mogą oni stworzyć własne społeczności, a później pomagać nam w naszych sprawach. W zamian... od siebie mogę zaoferować transporty i zabezpieczenia. - Nie brzmiała jakby to co proponowała było bardziej rozbudowaną akcją, ale po jej dobrych relacjach z Ministerstwem Magii (aż się kaszel na usta cisnął), że nie będzie czuła wielkich oporów nawet do najbardziej rozbudowanych akcji. - Jeśli trzeba będzie przez to bogatszym uszczuplić trochę ich bogactwa... Mugole mają taką bajkę o Monsieur Hoodzie. - Jej próba wypowiedzenia francuskiego słowa z wyraźnym, szkockim akcentem brzmiała komicznie.




nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Powrót do góry Go down
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
zepsuty
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Klif Babbacombe Empty
PisanieTemat: Re: Klif Babbacombe [odnośnikKlif Babbacombe I_icon_minitime20.03.21 11:09

Powędrował wzrokiem po otoczeniu, starając się wyłapać to, co niewidoczne. Blefowała albo mówiła prawdę, dziś mógł uwierzyć w blef, innym razem niekoniecznie, bo przecież przynależność do zorganizowanego buntu nie oznaczała, że byli w stanie zawierzać swoje życia... w sumie to rudzielec mógł i to jeszcze jak! Głównym kłopotem było nienarażanie innych, a w tym wypadku zdawało się, że nikt poza ich dwójka nie ucierpi, co oznaczało tylko jedno - świetny plan, który de facto on zaczął już tworzyć od spotkania z Nealą. Przez głowę jednak przebijały mu się całkiem inne myśli związane z handlem narkotykami, które tak niefortunnie trafiły do Michaela... gdyby miał kontrolę nad wszystkimi używkami, może zdołałby powstrzymać tych niewinnych, którzy... cholera, idiota jeden, sam to na siebie sprowadził...
- Od jakiegoś czasu interesuję się tym tematem... i z przyjemnością przyjmę na zabezpieczenie pleców, tym bardziej, jeśli słynie ze swoich czarodziejskich zdolności. - przytaknął z uznaniem, pozbywając się w pełni swojej niepewności i zagubienia, mówili o interesach, a to należało do strefy pełni skupienia i precyzji. - Robin miał chyba na imię. - przytaknął z nagłym uśmiechem na twarzy, mogli się nie znać, ale dogadywali się we własnym języku, nawet jeśli jej zwrot był mu totalnie obcy i być może nawet wydawał się oryginalnym - w końcu dowiedział się o Robin Hoodzie w Oslo, gdzie norweskim akcentem jeszcze mocniej przemieniano słowa na zabawniejsze. Dobra bajka. Myśli zaczęły pędzić do przodu, rozważając nad sposobami wykorzystania sytuacji; kiedy odbędzie się następna dostawa do Ministerstwa i w sumie co najważniejsze, jak utrzymać dobry przepływ dóbr...
- Sytuacja nie jest stabilna, wiadomo... zajmuję się teraz jedną z takich... dostaw, co wcale nie wyklucza angażu w innych... - zamyślił się na chwilę, próbując przywołać jakieś informacje związane z dostawami, czy też dobrami, które mogliby odbić. Zaraz jednak w głowie zaświtała mu myśl, którą miał od pierwszego listu, powinni mieć to hyż dawno za sobą! - Urien Weasley jestem, mów mi Reginald, jeśli mamy kontynuować korespondencję należałoby zapewnić jej bezpieczeństwo. - zaproponował, wyciągając w jej kierunku rękę jak na pokwitowanie umowy, czy w ten sposób plamił wspaniałe ziemie Devon? - Czy masz jakiś konkretny plan? - spytał z powagą, obserwując jej twarz.




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Powrót do góry Go down
 

Klif Babbacombe

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Devon-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21