Wydarzenia


Ekipa forum
Klif Babbacombe
AutorWiadomość
Klif Babbacombe [odnośnik]17.02.21 1:13
First topic message reminder :

Klif Babbacombe

Babbacombe to jeden z potężnych klifów u wybrzeża Devon, u którego podnóża roztacza się urokliwa plaża Oddicombe. Z początku był nie do okiełznania, jednak ostatecznie mieszkańcom pobliskiego miasteczka Torquay udało się utworzyć na nim kolejkę z dwoma wagonikami, na zmianę kursującymi w górę i dół: miało to zapobiec tragicznym wypadkom przy próbach skrócenia sobie drogi ze szczytu klifu na roztaczającą się u jego podnóża plażę. W środku każdego z wagoników mieści się do czterdziestu osób w pozycji stojącej, jednak dziś trudno spotkać tu podróżnych. Ze względu na zawirowania lat 1956-57 kolejka popadła w zapomnienie i powoli niszczeje.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Klif Babbacombe - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Klif Babbacombe [odnośnik]18.09.23 16:43
18 VII 1958


Niebo przybierało barwę słodyczy.
Zawsze chciała przeczytać w którejś ze swych książek podobny opis zachodzącego słońca. Obeznanie w literaturze pozwalało jej wszak bardzo prędko dostrzec pewne utarte frazy, które pojawiały się w tych aspektach życia, które dziać się musiały cyklicznie. Na ileż sposobów można było opisać sposób, w jaki wiatr targa rozwieszonym na sznurku praniem, jak brzmi pieśń świerszczy pochowanych w wysokich trawach niedalekich pól, jaką kołysankę śpiewa morze, gdy falami gładziło piaszczysty brzeg plaży? Była ich pewnie ograniczona ilość, ale ze wszystkich powtarzających się opisów, Marii najbardziej brakowało porównania kolorów nieba w trakcie zachodu słońca do kolorów słodyczy.
Dziś, stojąc na szczycie klifu, w jednej ręce trzymając drążek miotły, na której przyleciała na miejsce, przypominała sobie wszystkie słodycze, jakie miała okazję zjeść w swym życiu.
Zdecydowana ich większość nosiła francuskie nazwy — jadła je w szkole, często ukrywając się przed nauczycielką latania i opiekunką Smoków. Prędko okazało się bowiem, że gdy miała dostęp do pożywnego jedzenia, jej ciało poczęło rosnąć według wszystkich znanych zasad. Z chudego patyczaka stała się polotkiem bardziej podobnym do kobiety, a pełnia kształtów dotrwała z nią do dnia dzisiejszego — wzmacniana tylko wysiłkiem fizycznym, którego nigdy sobie nie odmawiała. Odeszła jednak słodycz różnokolorowych macaron, malinowych eklerków, długich guimauves i innych. Ostatnimi czasy miała niezwykłą ochotę na pâte de fruits, ale wciąż nie mogła dostać cukru. Musiała więc próbować działać z tym, co miała pod ręką, samodzielnie próbując dopasować słodycze do koloru nieba przy zachodzie słońca.
Dzisiaj więc rozciągająca się przy horyzoncie pomarańczowa barwa stała się jednością z dwiema brzoskwiniami, które spoczywały w wiklinowym koszyku trzymanym w prawej dłoni Marii. Obok nich znalazło się jeszcze miejsce na dwie kanapki z odratowanym w piecu suchym chlebem i własnoręcznie przygotowaną konfiturą bananową. Obok nich znajdowała się jedna, jedyna butelka wypełniona zielonym płynem. Maria mgliście pamiętała podobną butelkę z przyjęcia swej kuzynki, nawet wróżka narysowana na etykiecie wyglądała podobnie, ale nic innego — poza tym, że był to jakiś alkohol — nie przychodziło jej do głowy. Trudno, najwyżej to wypluje i wyleje, jeżeli nie będzie smakować.
Okolice klifu były dziś szczególnie ciche — dzień przecież się kończył, noc stąpała powoli po piętach osób takich, jak Maria. Korzystających z samotności i ciepłoty oddawanej przez nagrzane w trakcie dnia skały. Ale blondynka nie chciała się bać; chciała wierzyć, że mając przy sobie miotłę mogła prędko uciec, jeżeli komuś przyszłoby do głowy chcieć ją nastraszyć. Nie byłby to zresztą pierwszy taki przypadek w jej życiu. Codziennie powtarzała sobie, nieprzerwanie i nieznużenie, że nie może spędzić całego życia w strachu. Że musi podejmować ryzyko i być odpowiedzialna za swoje błędy. A może to nie był jej głos, tylko głos Elviry albo pani Cassandry? Nieistotne — jeżeli splatały się w jej podświadomości w jedno, zostały już przez nią wchłonięte jako własne.
Krok po kroku, każdy samotny piknik po kawałku.
Zasiadła więc niedaleko skraju klifu, kładąc ostrożnie koszyk przed sobą, a miotłę po swej prawej stronie tak, aby mieć ją od razu pod ręką. Nie wyciągała jeszcze jedzenia, skupiona bardziej na obserwowaniu otaczającej ją natury. Drzewa za nią szumiały cicho, blaszki liści poruszały się od wiatru. Słoneczna smuga rozpościerała się po raczej spokojnej tafli morza, lecz nie ona jedyna górowała tak nad wodą, jak i na niebie. Zaraz obok widniała przecież kometa, przypatrująca się Marii zewsząd, o każdej porze dnia i nocy. Podświadomie Maria wybrała przecież na swe miejsce odpoczynku Devon dlatego, że chciała uciec od komety w Gloucestershire, a ta i tak przybyła zaraz za nią.
Dziewczyna podniosła dłoń w górę, rozczesując palcami kosmyki gęstych, intensywnie kręconych włosów. Chwyciła zębami białą wstążkę — służącą jej zazwyczaj do ozdoby, ale będącą również świstoklikiem — po czym ostrożnie zaczęła zaplatać długi, gruby warkocz, który ostatecznie miała związać ów wstążką. Nie musiała się wstydzić. Nie było przecież nikogo, kto mógłby wyśmiać jej odstające uszy.


Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia. Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni.
Maria Multon
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You poor thing
sweet, mourning lamb
there's nothing you can do
OPCM : 12 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t12111-maria-multon https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#360683
Re: Klif Babbacombe [odnośnik]18.06.24 14:49
stąd

Miotła mnie zaskoczyła. Więc jej nie złapałam oczywiście. Trzonek uderzył mnie w twarz, gdzieś po krótkiej lawiracji i obijania się między rękami. Padające pytanie uniosło mi trochę brwi.
- Nie bardzo. - odpowiedziałam zgodnie z prawdę, bo jakoś nie chciało mi się wierzyć, że nie wiedział. Brendan zawsze wiedział, dlatego też zazwyczaj bez sensu było kłamstwo. A kwadrans na przygotowanie prawdopodobnie kwadransem bez powodu nie był. Straszliwie okrutne, młodej dziewczynie dać ledwie 15 minut, kiedy tyle, to czasem ciężko nawet wybrać fryzurę. Ale nie powiedziałam nic o tym. Wsiadłam na miotłę powstrzymując westchnienie, kiedy od tak stwierdził, że trochę będziemy lecieć. Umrę, umrę dzisiaj gdzieś po drodze. Zlecę z tej miotły bo usnę. Może to i lepiej, wtedy serce mnie tak mocno nie będzie. Bo albo złamie coś co zaboli mocniej, albo nic już czuć nie będę.
Strasznie ponuro Neala, dzień nowy początek też i inne takie jak to tam szło. Ale nie, to wcale nie zmieniało niczego więcej. Milczałam więc, tępo wpatrując się w plecy Brendana i za nim lęcąc. Rzucając ostatnie spojrzenie na dół, na stajnie, na padok.
- Oh. - powiedziałam w końcu. Panią Becker poznałam już wcześniej. Była znajomą cioteczki choć miała od niej zdecydowanie więcej dzieci. Na słowo dzieci mimowolnie ścisnęło mi się mocniej serce. Ale nie dlatego, że nie lubiłam ich czy strach we mnie budziły, ale pomyślałam o Gilly. - Wiesz co im dolega? - zapytałam Brendana skupiając się na tym co mówił, choć głowa okropnie mnie ćmiła i czułam się okropnie, wyglądałam wcale nie najlepiej. Ale danego słowa nie można było zaniedbać. Lot był długi - tak jak zapowiedział, ale jak wiedziałam gdzie się wybieram wiedziałam ile będzie trwać. Było mi niedobrze, powietrze wcale nie działało jako wyzwalająco, myśli krążyły wokół tego, co nie miało być nigdy moje.
Zostałam sama z panią Becker i jej dziećmi - ogólnie to całkiem miła i wesoła gromadka. Pani Becker nawet zapytała czy coś się stało, bo wyglądam markotnie, ale powiedziałam jej że tylko serce trochę mnie boli, ale to przejdzie w końcu i żeby usiadła a ja się zajmę wszystkim. Ale nie tylko serce mnie bolało - ale głowa i ciało, nastrój miałam podły, chociaż próbowałam się jakoś trzymać. Zajmując siebie i się najmłodszymi z których jedno chyba w podobnym do mnie humorze było, bo płakało igiełkami wbijając się w moją głowę dość długo. Ale potem zaczęłam im opowiadać, historię o dzielnym skrzypku, który muzyką pokonał siły potworne skupiając na nich swoją uwagę na dłużej, jakoś - ledwo całkowicie docierając do momentu w którym Brendan w końcu znalazł się w domu w którym czas dzisiaj wyjątkowo zdawał się stać w miejscu. - Gdyby była potrzeba proszę pisać, pani Becker. - powiedziałam do niej grzecznie na pożegnanie. Wychodząc z domu razem z Brendanem w ręce ściskając miotłę. Zapatrując się - a może bardziej zawieszając - na krajobrazie przed sobą. Było mi wszystko jedno dzisiaj, co i dokąd dalej. Musiałam przetrwać, ten dzień, potem następny aż w końcu rzeczy zaczną być... jakieś?


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela, pomocnica w Sanatorium
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Klif Babbacombe [odnośnik]18.06.24 15:51
Nie wiedział, co dolegało dzieciom, coś zaraźliwego, choroba, były głośne, marudne i nieszczęśliwe, tak małe dzieci sygnalizowały wszystko płaczem, a pani Becker musiała sobie z tym wszystkim poradzić sama, choć też wydawała się osłabiona; zostawiwszy siostrę w jej gospodarstwie, w istocie odleciał w kierunku Plymouth i powrócił - jak zapowiedział - jakieś trzy godziny później, od progu rozmawiając się jeszcze z czarownicą.
- Pani Becker była bardzo zadowolona z twojej pomocy - napomknął, razem z nią oddalając się od jej posiadłości, pieszo, z miotłą przewieszoną przez ramię, kierował się ścieżką - zdawało się - prowadzącą w żadne konkretne miejsce. Tylko pozornie, droga, na którą wkroczyli, była w istocie szlakiem turystycznym, bardzo zresztą malowniczym, ale i bardzo długim, wiodącym na szczyt majaczącego w oddali klifu. Momentami był to szlak trudny, na pewno wymagający. W ostatnim czasie na podobne wędrówki poświęcał więcej czasu - powoli przyzwyczajając swoje ciało do wysiłku. Mocno się zasiedziało przez miniony rok, a dziś dzień był ładny i jeszcze młody, bo wcześnie wyszli z domu. I wszystko wskazywało na to, że na resztę dnia zaplanował krajoznawczą wycieczkę po klifach. Neala wyglądała na zmęczoną, widział to, ale nie zwracał na to większej uwagi, bo gdyby nocą spała, dziś miałaby więcej energii. Krok miał szybki, energiczny.
- Jak się wczoraj bawiłaś, Neala? - spytał w końcu wprost, list Tonksa był co najmniej niepokojący. Był, ale Brendan mu nie odpisał, bo winien był siostrze zaufanie. Neala była mądrą i porządną dziewczyną, chciał jej zaufać zanim spotka się z nim na umówione spotkanie. - Wcześnie - skorygował cisnące się na usta późno - wróciłaś - Miała przecież spać u Steffena i Belli, nie musiała być w domu tak wcześnie rano. Zamiast tego przyszła z Jamesem. Nie o nim pisał Tonks, bo pisał, że towarzystwem już się zajął, o kim więc? Spojrzał na nią z ukosa, badając bladość twarzy, szukając oznak braku snu na twarzy. Nigdy nie widział jej takiej, ale wrócił do domu całkiem niedawno. Jak wiele się zmieniło, kiedy nie było go w domu?


we penetrated deeper and deeper into the heart of darkness
Brendan Weasley
Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
don't you ever tame your demons, always keep them on a leash
OPCM : 30 +8
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 30 +3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t12222-brendan-weasley#376277 https://www.morsmordre.net/f171-devon-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Re: Klif Babbacombe [odnośnik]18.06.24 18:10
Uniosłam tęczówki na Brendana idąc obok niego. Kilka kosmyków ucieło z luźnego związania wstążką z tyłu głowy. Była? To dobrze, chyba. W sumie.
- Lubią historie. Dzieciaki. - odpowiedziałam, jakby to cokolwiek wyjaśniało, nie mając siły nawet udawać, że nie jestem zmęczona. Byłam; zmęczona, senna, winna, zła, zrozpaczona. Ale pewne rzeczy zwyczajnie zrobić trzeba było, albo należało. W gardle mnie suszyło, głowa pulsowała nieprzyjemnym bólem wzmocnionym płaczej jednego z najmłodszych dzieci. Z każdym krokiem uświadamiajac sobie coraz mocniej, że znałam tą drogę. Z każdą chwilą uświadamiają sobie coraz bardziej też, że mieliśmy dojść na sam jego koniec. Tempo Brendana było szybkie, niemal zabójcze dla osób w stanie i o nogach tak krótkich jak moje. Ale nie miałam nawet czasu na to, by zapłakać pod nosem, bo chwila nie skupienia się na drodze mogła otłuc mnie pożądnie, albo zrobić dystan, który musiałabym potem niwelować znajdując siły nie wiem skąd. Drgnęłam kiedy padło pytanie, czując zbierające się łzy pod powiekami. Odwróciłam tęczówki mrugając kilka razy żeby je odgonić.
- Poza kilkoma momentami raczej marnie. Nie poradziłam sobie ze swoimi emocjami i poczyniłam kilka nieodpowiednich wyborów, przyniosłam problemów. - przyznałam zgodnie z prawdą, kłamstwo nie miało sensu. Wyglądałam źle, nie dotrzymałam słowa o spaniu u Steffena i Belli, mój wczesny powrót z pewnością nie przeszedł niezauważony, bo nawet jeśli wszyscy spali, kiedy do niego wchodziłam, to moje buty zdradziły moją obecność a Brendan wstawał zawsze prędko. Uniosłam rękę, żeby podrapać się po policzku. Poza tym, było mi już wszystko jedno, gorzej czuć się nie mogłam - ani na ciele, ani duszy. Wybielać, nie potrafiłam. Wstyd mi było ale on schodził na dalszy plan, kiedy cierpiało całe moje jestestwo. Wzięłam wdech w płuca, kiedy stwierdził, że wróciłam wcześnie przez chwilę milcząc. Przymknęłam oczu wypuszczając je, właśnie wtedy butem trafiając w jakiś kamień. Poleciałam kilka kroków do przodu próbując utrzymać jakoś pion. Po co w sumie? Nic nie miało sensu.
- Przepraszam. - powiedziałam tylko. Na chwilę stając, żeby złapać kilka oddechów. Zaczynałam się pocić, rumieńce weszły na policzki. Wyprostowałam się. - Nie mogłam zostać u Belli. - nie po tym, co powiedział Steffen, nie po tym jak wyszli a ja zostałam, sercem czując że nie zgadzam się z tym co powiedział. Co miałam zrobić? Biec za nim, wrócić sama później? Za późno zaczęłam w ogóle nad tym myśleć, wielu rzeczy nie powinnam i wiele zrobiłam. Ruszyłam dalej, przed siebie. Na górę i w dół, to będzie piekło, im szybciej to lepiej.
Tylko nie płacz, Neala. Sobie możesz dziękować dosłownie za wszystko.


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela, pomocnica w Sanatorium
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Klif Babbacombe [odnośnik]18.06.24 21:53
- Mhm - przytaknął bez większego zaangażowania, kiedy wspomniała o dzieciakach, o historiach. Cieszył się, że się zaangażowała i że pozostała czujną, że nie drzemała, tylko pozostawała pomocą. Spojrzał na nią przy tym z ukosa, gdy przyznała, że nie bawiła się dobrze. Marnie. Emocje, nieodpowiednie problemy, złe wybory, na tle listu Tonksa nie brzmiało to dobrze.
- Problemów? - powtórzył po niej ze zdumieniem. - Ty? - Skrajnie nieodpowiedzialne towarzystwo, pisał Tonks, nawet podkreślił te słowa. Nie pisał jednak o Neali, nie ona była tam problemem. - Trudno mi to sobie wyobrazić - przyznał, była pomocna i otwarta, zawsze grzeczna. Podobno wszyscy podejmowali czasem złe wybory, ale Neala nie powinna. Była inna. - Jak bardzo... nieodpowiednie były te wybory? - spytał, jej stan świadczył o co najmniej jednym, ale mówiła o kilku. Przystanął, słysząc, że się potknęła, wyciągnął rękę, chwytając ją za ramię, żeby nie opadła. Już? Miała dość? Do szczytu został im jeszcze kawałek, zatrzymał się razem z nią - na kilka spokojnych wdechów - nie dłużej, powoli zbierając się w dalszą drogę nieznacznie wolniejszym tempem. Obrzucił ją krótkim spojrzeniem, upewniając się, że wszystko było w porządku - czekała ich wąska stroma ścieżka wiodąca pod górę, stanął, przepuszczając ją przodem. Jeśli spadnie, to na niego. Widział po niej, jaka była zmęczona, z podręcznej sakwy wyjął skórzany bukłak wypełniony wodą i podał jej go do rąk bez słowa.
- Mówiłaś, że się umówiłyście. Jednak się nie zgodziła? - Zmarszczył brew, zrezygnowała? Pokłóciły się? Wyjaśniałoby to, dlaczego wróciła tak wcześnie, ale rezygnacja z bezpiecznego noclegu i wybór podróży w trakcie godziny policyjnej wydawało mu się właśnie tym, o czym Tonks pisał w liście, skrajną nieodpowiedzialnością. - Dlaczego nie mogłaś? - spytał, powstrzymując komentarze i kazania, które cisnęły się na usta od razu. Była jego siostrą, powinien jej wysłuchać. Nie okłamałaby go, tyle przecież wiedział. Nie była tez tak głupia, żeby uznać urazę za ważniejszą od swojego bezpieczeństwa. - Jak wróciłaś? - spytał, choć widział, że szła z Jamesem.


we penetrated deeper and deeper into the heart of darkness
Brendan Weasley
Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
don't you ever tame your demons, always keep them on a leash
OPCM : 30 +8
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 30 +3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t12222-brendan-weasley#376277 https://www.morsmordre.net/f171-devon-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Re: Klif Babbacombe [odnośnik]18.06.24 23:46
- Ja. - potwierdziłam ponuro, czując jak pot zaczyna coraz mocniej rozgaszczać się na mojej skórze. Nie patrzyłam na brata, patrzyłam przed siebie stawiając kolejny krok za krokiem. - Ostatnio gdzie się nie znajdę, to coś się psuje, a jak nie coś, to ja psuje to sama. - powiedziałam nie potrafiąc nie pomyśleć, że fatum nade mną ciążyło jakieś na pewno. Uśmiechnęłam się krzywo. Trudno było mu to sobie wyobrazić - mnie łatwo właściwie. Jakby dramat to było moje drugie imię. Zacisnęłam wargi kiedy padło kolejne pytanie. - Na tyle by moje sumienie nie przeszło obok nich obojętnie, a dusza postanowiła nie dokonywać takich więcej niezależenie od tego jak bardzo mnie boleć będzie serce. - odpowiedziałam wzdychając ciężko, na tyle, że na chwilę przymknęła oczy prawie zaliczając upadek, podtrzymana przez Brendana za rękę. Nie spotkałam się z podłożem. A szkoda, ono dzisiaj jakoś bardziej zdawało się na moim poziomie. Bez sensu, daleko jeszcze? Zapytałam samą siebie, ale znałam odpowiedź, nie musiałam nawet spoglądać do góry - wieczność. Tak, to zajmie tyle. Głónie trwającą w milczeniu przetykanym chwilami rozmowy. Jak nigdy nie miałam na nią ochoty. Normalnie opowiedziałabym coś Brendanowi, coś o tym jak go nie było, co się działo, gdzie byłam, co przeżyłam. Teraz było mi to obojętne, bo to co przeżyłam wczoraj a może kilka godzin temu było ciężkie. Zrozumiałam że kocham a ledwie skundę później pękło mi serce. Później dobiliśmy je wspólnie ze świadomością że zalezy nam na sobie wspólnie.
Pokręciłam przecząco głową chwilę po tym jak odebrałam bukłak z którego sie trochę napiłam. Łyk, drugi, trzeci - wystarczy Neala nie jesteś sama.
- Serce mi nie pozwoliło. - powiedziałam w końcu kiedy zapytał dlaczego nie mogłam. - Kilka rzeczy się na siebie nałożyło. - przyznałam biorąc wdech. - Nim się obejrzałam Belli i Steffena już nie było. Oni nic nie powiedzieli, ja nie sądziłam że Steffen ma rację... - rozłożyłam ręce bezradnie nie kończąc zdania całkiem. Ruszając znów w drogę. Odwróciłam głowę na Brendana. - Z Jimem. - powiedziałam krótko. - Nie była to najlepsza opcja, wiem, ale Jim oddałby za mnie życie, gdyby była potrzeba, czego nie pochwalam osobiście. To nie czcze gadanie - uzupełniłam od razu - raz już to zrobił prawie. - wtedy w Brenyn, gdyby nie on, dzisiaj bym nie żyła.


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela, pomocnica w Sanatorium
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Klif Babbacombe [odnośnik]19.06.24 14:25
Pokiwał głową ostrożnie, słysząc słowa niosące znamiona rozterek dorastania, na które gotowy nie był i na które nie wiedział, co odpowiedzieć. Oczywiście, że nie było jej winą to, co działo się wokół niej, ale jeśli zamierzała obwiniać się nawet o deszcz meteorytów, to proste słowa zmienić tego nie mogły. Mówiła o duszy, sumieniu i sercu, co mogło znaczyć wszystko i nic, od rozterek uczuciowych, przez kłótnie z przyjaciółką, na rzeczywistym dramacie skończywszy. Nie chciał wchodzić w jej prywatne sprawy, nie powinien - Neala zawsze była bardzo otwarta, inna, nie był pewien, na ile jej milczenie dziś było wynikiem zmęczenia, na ile zdarzeń, a na ile samego faktu dystansu spowodowanego rozłąką w ważnym dla niej okresie. Wewnętrzne rozterki nie były łatwe, dobrze o tym wiedział.
- Żal i postanowienie poprawy to właściwy kierunek w drodze do odkupienia winy - stwierdził, nie pytając, co miała na myśli. Było między nimi dużo ciszy, miała czas i przestrzeń otworzyć się, jeśli tego chciała - ścieżka ciągnęła się jeszcze daleko. - Na końcu jest zadośćuczynienie - podjął, nie widział jej, spojrzenie natrafiło na jej plecy, kiedy pokonywali bardziej stromy odcinek - kawałek dalej ścieżka stawała się już łagodniejsza i mógł z nią wyrównać krok. Zadośćuczynienie pozwalało przełknąć winę temu, kto został pokrzywdzony, a to koiło sumienie. Nie zawsze się dało, ale ona nie dokonywała czynów niewybaczalnych - czymkolwiek mógł być ten nastoletni dramat, z pewnością nie był tym.
- Pij - mruknął, kiedy wzięła tylko parę łyków wody. Droga wiodła jeszcze kawałek, musiała trochę zostawić, ale on sobie poradzi. - Pokłóciłaś się z Bellą? - spytał, bez przekonania, gdy stwierdziło, że serce nie pozwoliło jej zostać. Zmarszczył brew. - Wyszli i cię zostawili? - upewnił się, czy dobrze ją zrozumiał. Cattermole nie był młodym człowiekiem, który postępował tak nieodpowiedzialnie, ale ostatecznie wciąż nie wiedział, o kim ani dlaczego Tonks pisał we wzburzonym liście. Jego spojrzenie zastygło na jej twarzy na dłużej, kiedy mówiła dalej, jeszcze mocniej pozbawione zrozumienia, ale szukające prawdy. - Co masz na myśli? - Stajenny był Cyganem wygnanym z taboru, nie lubił widzieć go w jej towarzystwie. Czy naprawdę miała podstawy sądzić, że był jej tak oddany? Nie uspokajało go to wcale. Niedawno urodziło mu się dziecko, a tego ranka widział ich razem.


we penetrated deeper and deeper into the heart of darkness
Brendan Weasley
Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
don't you ever tame your demons, always keep them on a leash
OPCM : 30 +8
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 30 +3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t12222-brendan-weasley#376277 https://www.morsmordre.net/f171-devon-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Re: Klif Babbacombe [odnośnik]19.06.24 16:08
Brendan nie wiedział i nie mógł wiedzieć, ale ja dostrzegałam schematy tego, że gdzie byłam tam nie działo się dobrze. Od upadku komety po zwykłą imprezę. Nie zastanawiałam się wiele nad słowami które mówiłam, ale cierpienie w jakiś sposób kierowało mnie w melancholijno metaforyczny nastrój. Nie próbowałam nic ukrywać jakoś szczególnie, ale równie szczególnie nie miałam ochoty o tym mówić. Było jeszcze zbyt wcześnie bym mogła wyliczyć każdy z błędów które popełniłam wczoraj. Nie by je wyliczyć, by faktycznie stawić im czoła. Przez chwilę milczałam po padających słowach. Pokiwałam krótko głową. Zadość uczynienie? Nie byłam pewna czy istniał sposób bym mogła to zrobić. Nie byłam pewna czy za to, czemu byłam inna istniała jakaś pokuta. Żaden z nas tego nie chciał, a jednocześnie egoistycznie nie umiałam tego oddać. Nawet jeśli miałabym dalej cierpieć. Nawet jeśli cierpiałam teraz. Reszta cała zdawała sie przy tym mała i niewielka, równie niewiele znaczącą.
- Niektórym winom chyba nie da się zadośćuczynić. Pękniętych rzeczy na nowo złożyć. Pozostają już takie właśnie, na wieczność. - zauważyłam więc, czując jak ściska mnie serce.
Wzięłam jeszcze kilka łyków kiedy kazał mi pić, opuszczając bukłak, kiedy dalej zapytał. Pokręciłam przecząco głową by później zatrzymać gest.
- Nie wiem. Nie, raczej nie. - orzekłam w końcu. - Steffen był wzburzony, nie zrobił tego z rozmysłem. A ja za nimi nie poszłam. - przypomniałam bratu. To nie była wina Steffena, powinnam się pilnować i wyjść razem z nimi wiedziałam, że tak. Ale jego słowa zatrzymały mnie wtedy w miejscu bo nie zgadzałam się do końca z tym co krzyczał. Ruszyłam dalej, czując jak Brendan na mnie spogląda, unosząc wzrok kiedy zadał pytanie krzyżując z nim tęczówki.
- To co mówię. - powiedziałam wzruszając bez emocji ramionami, stawiając kolejny krok czując rumieńce na policzkach od wysiłku. - To w Brenyn było. - zaczęłam spoglądając przed siebie. - Wybraliśmy się na Festyn, znaczy ja i kuzyn Reggie, rozdzieliliśmy się. W mgnieniu oka wszystko się zmieniło, cienie zdemolowały wszystko, przyniosły śmierć razem ze swym panem - Panem Lasu, Panem Śmierci. Wyglądał jak jeleń, spotkałam go wcześniej, nie mogłam się ruszyć. - relacjonowałam monotonnie. - Jim mnie ocalił. Zabrał stamtąd, a potem - przynajmniej chce w to wierzyć - zdołaliśmy też przegnać te cienie razem. Nie uznał mnie za wariatkę, kiedy duch Brenyn zaczął do mnie mówić i pomógł mi dotrzeć do jej chaty ściągając na siebie uwagę cienistego niedźwiedzia. Nie starczy mi czasu do góry, żeby to dokładnie streścić, ale możemy zostać jak chciał będziesz, ale prawie umarł przez to. - powiedziałam patrząc przed siebie. - Przeze mnie. - poprawiłam się. Powinniśmy uciekać. Chciał to zrobić, a jednak zaufał mnie i temu co było we mnie. - Gdyby nie kryształ… - pokręciłam głową. Biorąc wdech. - Dlatego wiem, Brenadan. - że nic mi się przy nim nie stanie.


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela, pomocnica w Sanatorium
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Klif Babbacombe [odnośnik]07.07.24 22:43
Pokiwał głową, nie dało się zaprzeczyć, że winy, o których mówiła Neala, istniały. Takie, którym zadośćuczynić się nie dało. Widywał ludzi, którzy je popełniali, walczył z nimi, na tym polegała jego praca. Ale Neala takich win na swoich barkach nie niosła i nie musiała zdradzać mu szczegółów, żeby był tego pewien. Ale czy mógł ją do tego przekonać? Wątpił, nie wydawało się to zresztą wychowawcze, bo gdyby nie tamte winy, nie byliby tu w tym momencie razem. Pokiwał głową, Steffen był wzburzony, zostawił ją, nie poczekał na nią, nie zabrał jej ze sobą sam. Nie miał obowiązku otaczać jej opieką, ale zawiódł tym jego zaufanie. Słuchał jej w ciszy, słuchał w milczeniu, historii o tym, jak ich romski parobek ocalił Neali życie, bohatersko narażając dla niej samego siebie. Nie sprawiał wrażenia takiego, nie pierwszego, choć przecież w obronie wierzchowców ciotki gotów był się na niego rzucić z gołymi pięściami - mimo, że w tym starciu nie miał żadnych szans.
- Zostaniemy - przytaknął jej, chciał usłyszeć tę historię całą. Chciał usłyszeć o wszystkim, co zrobił James, bo to zmieniało wszystko. Bo jego rodzina miała u niego dług - dług wdzięczności. Nie podważał słów Neali, była mądrą dziewczyną i wiedział, że by go nie okłamała. Może i naiwną, ale przeżyć takich jak te, o których mówiła, oszukać się nie dało. Nie było go wtedy przy niej. Nikogo nie było, nikogo oprócz tego parobka. Nie robił tego z szacunku dla jej nazwiska, nie robił pewnie też z pobudek szlachetnego serca. Nie chciał myśleć o tym, dlaczego to robił. Opowieść brzmiała jak baśń, lecz na własne oczy baśni widział zbyt wiele, by im nie dowierzać. Cieszył się, że wyszła z tego cało.
- Jaki kryształ? - pociągnął temat, maszerując dalej po stromym zejściu. Szczyt zdawał się majaczyć już w oddali. - Szlachetnie postąpił - skwitował krótko, w zamyśleniu. Mógł przecież, uciec i nie oglądać się za siebie, na nią. Nie zdawał sobie nawet z tego sprawy, że otarła się o śmierć więcej niż raz, gdy tkwił w niewoli. Nie był z tego dumny, zawiódł, jako starszy brat, jako opiekun, zawiódł ją samą, zawiódł ich zmarłego ojca. - Weź ze sobą Lidyę albo Maisie następnym razem - polecił równie powściągliwie, nie powinna była przebywać z nim sama, nie o takiej porze, nie w takim stanie i tym bardziej nie wobec tego, o czym słuchał teraz. Ale nie potrafił winić go za to, że pośpieszył jej z pomocą, kiedy tej pomocy potrzebowała. Nie mógł nie docenić tego, że gotów był ją chronić, gdy tej ochrony potrzebowała. Czasy były trudne, a jej rodzinna spuścizna jeszcze trudniejsza. Nigdy o nią nie prosiła.
- Mieliście gościa na przyjęciu - podjął, zastanawiał się, czy Neala powie mu o tym sama z siebie. Ale nie powiedziała. Czy słusznie ufał jej prawdomówności? - Zostawił mi list w nocy - mówił dalej, zerkając na nią kątem oka. - Zaniepokojony - dookreślił z zastanowieniem. - Mówił, że byli tam... skrajnie nieodpowiedzialni ludzie. Chodziło o Jamesa? - pytał dalej, Tonks nie zdradził mu w liście więcej. Mieli się spotkać i porozmawiać.


we penetrated deeper and deeper into the heart of darkness
Brendan Weasley
Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
don't you ever tame your demons, always keep them on a leash
OPCM : 30 +8
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 30 +3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t12222-brendan-weasley#376277 https://www.morsmordre.net/f171-devon-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Klif Babbacombe
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach