Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Klif Babbacombe

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Klif Babbacombe - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Klif Babbacombe - Page 2 Empty
PisanieTemat: Klif Babbacombe [odnośnikKlif Babbacombe - Page 2 I_icon_minitime17.02.21 1:13

First topic message reminder :

Klif Babbacombe

Babbacombe to jeden z potężnych klifów u wybrzeża Devon, u którego podnóża roztacza się urokliwa plaża Oddicombe. Z początku był nie do okiełznania, jednak ostatecznie mieszkańcom pobliskiego miasteczka Torquay udało się utworzyć na nim kolejkę z dwoma wagonikami, na zmianę kursującymi w górę i dół: miało to zapobiec tragicznym wypadkom przy próbach skrócenia sobie drogi ze szczytu klifu na roztaczającą się u jego podnóża plażę. W środku każdego z wagoników mieści się do czterdziestu osób w pozycji stojącej, jednak dziś trudno spotkać tu podróżnych. Ze względu na zawirowania lat 1956-57 kolejka popadła w zapomnienie i powoli niszczeje.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Klif Babbacombe - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Klif Babbacombe [odnośnikKlif Babbacombe - Page 2 I_icon_minitime02.05.21 15:06

Wszystko ulegało przemianie. Oni również. Ucząc parę lat w Hogwarcie, Jayden dostrzegał rozwój swoich uczniów nie tylko pod względem intelektualnym, lecz również czysto fizycznym. Jak mógłby zapomnieć, gdy mały chłopiec kryjący się w krużgankach płakał z tęsknoty za rodziną, stawał się równym mu wzrostem młodym mężczyzną? Gdy siedząca na ławie dziewczynka niesięgająca przy okazji nóżkami ziemi, opowiadała na ostatnim roku z dumą o zaręczynach i szykującym się dorosłym życiu po zakończeniu szkoły. Równocześnie jednak zostawali w jego pamięci tymi drobnymi pierwszorocznymi z wypisanym na twarzy przerażeniem zmieszaną z satysfakcją, zajmując miejsca przy stołach Wielkiej Sali. Wszyscy przez to przechodzili. Każdy był kiedyś na ich miejscu i wielu następnych miało przyjść po nich. Pytanie było tylko, jak wielu jeszcze? Jayden chciał, aby Hogwart pozostał na zawsze otwarty dla uczniów każdego pochodzenia, każdego statusu społecznego. Każdej kultury. Jaki sens leżał w zamykaniu swoich granic dla innych, skoro równało się to z ignorancją? Ignorancja wszak prowadziła do strachu, a strach do cierpienia i tragedii. Ich świat potrzebował ekspansywności, aby się rozwijać - nie zaś cofać do epoki kamienia łupanego, co na razie właśnie się działo. Zamknięte elity chciały jeszcze bardziej pozostać zamknięte, kisząc się we własnych, nieprzystępnych kręgach - nie rozumiały, że to też miało je zniszczyć, a nie wzmocnić? Niszczyli rzeczywistość, która ich otaczała, łaknąc większej władzy, większych terenów, lecz tak naprawdę koniec końców mieli być królami niczego. Którzy mieli wybić się nawzajem, widząc wrogów w swych braciach, ojcach, matkach. Niczym zagłodzone szczury na skraju wykończenia, które stawały się kanibalami. Czy miało się to wydarzyć za jego życia, czy może wiele lat po śmierci? Czy jego synowie mieli być obciążeni niezniszczalną prawdą po kres swoich dni, czy konflikt mógł rozwiązać się, by dać im szansę na przynajmniej chwilę spokoju? Pytania, które można było zweryfikować jedynie przyszłością, a nikt nie znał przyszłości. Nieważne, jakimi czarami się posługiwał, prawdziwe ścieżki pozostawały poza ludzkim zasięgiem.
Za to zapytać muszę jak kariera?
Tak samo było z teraźniejszością, której nie spodziewał się, udając się na spotkanie z handlarzem. Bo patrząc na Eris, wciąż widział dziecko - chociaż przecież stała przed nim teraz, nie zaś kiedyś. A jednak tak właśnie było. Widział dziewczynkę wystawiającą w jego stronę dłonie w geście, którego znaczenia nie rozumiał. Małą dorosłą pragnącą znać najskrytsze tajemnice świata, wertując kolejne stronice atlasów. Może i miała ciało kobiety, ale nie dla niego. Nie zamierzał jej lekceważyć ani nie zamierzał też brać na poważnie. Jakżeby mógł - z tym uśmiechem, lekkością w słowie? Które sprawiały, że czuł na plecach nieprzyjemny dreszcz sztuczności. Nie. Eris Rookwood nie była typem osoby, przy której czuł się swobodnie i której zawierzyłby swoje przemyślenia. Jakie zresztą mogły mieć dla niej znaczenie? Żadne, a on nie był w nastroju do zwierzeń. - Dobrze. Dziękuję. - Nie miał siły ani ochoty brnąć w to głębiej. Szczególnie że sytuacja Hogwartu winna była pozostać w granicach zamku. Chwalenie się nie było też dla niego niczym potrzebnym, bo co miało jej przyjść z wieści, iż ostatnio zajął posadę opiekuna Krukonów? Jeśli naprawdę była ciekawa i jeśli czytała gazety, za jakiś czas mogła w jednej z nich napotkać cały artykuł poświęcony jego badaniom i zapoznać się z najnowszymi osiągnięciami. O ile doprawdy ją to interesowało... - A twoja? - Nie miał pojęcia, czym się zajmowała, ale chyba lubiła mówić. Jakakolwiek miała być odpowiedź, miał ją przyjąć. Mniej więcej w tym samym czasie podniósł też spojrzenie, kontrolując słońce i obliczając czas, jaki mieli. W zależności wszak od godziny mógł być potrzebny w wielu miejscach - chociażby we własnym domu. Przeniósł uwagę na czarownicę, odszukując jej spojrzenia. - Wybacz. Muszę udać się gdzie indziej. - Czy naprawdę ją przepraszał, czy chodziło o wychowanie oraz dbałość o zapewnienie szacunku drugiej osoby? Chyba wszystko razem. Skinął jej krótko głową na pożegnanie, po czym skumulował magię, balansując na charakterystycznej granicy znanej każdemu, kto nauczył się teleportacji. Zanim zniknął w trzasku, stojąca przed nim kobieta mogła usłyszeć swoje imię dopełniające spotkania. Dziwnego spotkania.

|zt






the world was on fire
No one could save me but you. I never dreamed that I'd meet somebody like you. And I never dreamed that I'd lose somebody like you...
Powrót do góry Go down
Eris Rookwood
Eris Rookwood

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9762-eris-rookwood#296235 https://www.morsmordre.net/t9788-ludio#296929 https://www.morsmordre.net/t9772-watch-me-play-the-devil#296437 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9795-skrytka-bankowa-nr-1337#297089 https://www.morsmordre.net/t9816-e-rookwood#297747
Zawód : Przestępca
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Show me how you move
Cause when you break
I'll get a new one
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Półwila

Klif Babbacombe - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Klif Babbacombe [odnośnikKlif Babbacombe - Page 2 I_icon_minitime04.05.21 13:57

Dobrze. Dziękuję. Możnaby pomyśleć, że jako belfer powinien operować nieco bardziej rozbudowanym słownictwem. Podobna lakoniczność była doprawdy rozczarowujące, ale nie pozwoliła by smęcenie przeszło i na nią zupełnie, choćby przez wzgląd jak bardzo nie do twarzy było jej ze smutkiem. I tak, ładnemu mogło być ładnie we wszystkim, ale niektóre z emocjonalnych kreacji zwyczajnie mniej pasowały do jej skrupulatnie utkanego wizerunku, zakłócając przy czym niby wiecznie doskonałe samopoczucie. Nikt nie powinien mieć podobnej mocy, takiego wpływu, zwłaszcza zaś przedstawiciel rodzaju, który nawet własnymi uczuciami nieraz gospodarował mało umiejętnie. I tak zamiast pochylać się wobec jego aktualnej sytuacji pozwoliła sobie pokrótce udzielić odpowiedzieć na zadane, zapewne raczej przez grzeczność, pytanie o jej własne powodzenie w życiu profesjonalnym.
- Długo by opowiadać, ale jeśli kiedyś będziesz w okolicy Southbury Road daj znać. Zadbam byś dostał kolejkę na koszt firmy - i nie oberwał zaklęciem w plecy.
To ostatnie bowiem, niestety, zdarzało się sporadycznie w jej upatrzonej na działalność okolicy, zwłaszcza wobec czarodziejów niezaznajomionych z niepisanymi regułami rządzącymi dzielnicami na północy Londynu. Miejsca, gdzie mało znaczyły cudze tytuły czy szacunek zaskarbiony sobie w kontekście całości społeczeństwa, więcej zaś posiadane umiejętności do obrony nietykalności cielesnej czy znajomość odpowiednich nazwisk, przemykających z ust do ust wraz ze skrzypieniem koślawych domów i krzykami ulicznych sprzedawców.
O dziwo nie rozgadywała się zbytnio, chociaż przecież o szczegółach swojego portfolio mogłaby rozmawiać godzinami, zachwalając szeroką gamę usług. Z drugiej jednak strony potrafiła wyczuć moment, zrozumieć kiedy słuchacz jednym uchem wpuściłby a drugim wypuścił złożone na jego ręce informacje. Wolał milczeć, oddać się rozrywkom innym niż toczona z dawną znajomą konwersacja i chociaż mogła się nieco o to boczyć, to nie zamierzała pozwolić sobie na zbędne emocje wobec podobnego głupstwa. Gdyby przejmować się miała każdym jednym czarodziejem, dla którego okazywała się jedynie wyblakłym wspomnieniem z przeszłości, bez znaczenia dla teraźniejszego życia, musiałaby zapewne usiąść i płakać przez całe doby. Na to zaś nie miała ani czasu, ani ochoty, preferując odwdzięczenie się raczej podobnym poziomem beznamiętności.
- Oczywiście, panie Vane. Do zobaczenia - bo zapewne nie było to ostatnie spotkanie.
Może znów wpadną na siebie przypadkiem, stroskany czarodziej zajdzie do jej baru lub też co najwyżej ujrzą się w tym czy innym periodyku, gdzie z uśmiechniętą gębą towarzyszyć będą któremuś z artykułów. Teraz grymas ten zniknął z twarzy, gdy pozostawiona sama sobie jeszcze przez chwilę tkwiła w miejscu, ze spojrzeniem omiatającym przestrzeń po jego zniknięciu. W innych okolicznościach zapewne wyjęłaby z kieszeni płaszcza papierosy i odpaliła jednego z nich, teraz jednak poły ubrania świeciły pustkami a jej pozostało zająć dłonie poprawiając chwyt na własnym pakunku.
Na nim, a konkretnie jego zawartości, skupiała swoje myśli miast oddać się wcale pozbawionym produktywności rozważaniom o niezwykle przygnębionym profesorze. Bez sensu było też wystawać zbyt długo, patrząc na morskie fale, gdy wzywały kolejne sprawunki, ostatecznie skłaniające ją do ruszenia z miejsca i pozostawienia klifów za sobą, razem ze wspomnieniem nietypowej schadzki.

zt





And that world about to be a witness


To the limitlessness of how I kill business


Powrót do góry Go down
Finley Jones
Finley Jones

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Zawód : tancerka ognia; lep na kłopoty
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

let's light this up anyway
And live to dance in the flames

OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Klif Babbacombe - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Klif Babbacombe [odnośnikKlif Babbacombe - Page 2 I_icon_minitime13.05.21 17:34


4 XI 1957


It's a world of laughter, a world of tears,
A world of hopes and a world of fears

Na początku zawsze jest oddech, wypuszczany z cichym świstem spomiędzy pełnych warg, niby modlitwa, ulatująca ku niebu. Wyprostowane wąskie ramiona, uniesiona na sztywno głowa nim wykona pierwszy krok, nim obce oczy przylgną do sylwetki w niemym oczekiwaniu. Lęk, początkowa obawa zanika wraz z pierwszym brzmieniem skrzypiec, uderzeniem dłoni o powierzchnię niewielkiego bębenka baskijskiego, delikatnym brzęku dzwoneczków wprawionych w ruch. Spojrzenia lepkie, łaknące, czekające na najdrobniejsze potknięcie, kiedy zaczęła spychać je na same krańce świadomości? Kiedy to muzyka dyktowała każdym ułożeniem ciała? Czy zaczęło się to, odkąd wstąpiła na uklepaną ziemię cyrku, czy może jeszcze wcześniej, w życiu, którego nie było, gdzie umysł uciszał każde niewygodne spojrzenie wywołujące ścisk serca? Nieistotne. Odrzucała przeszłość, choć przecież ta przylegała do skóry niczym cienkie nicie babiego lata, szepcąc mglistymi obrazami wspomnień, ciężarem na duszy osiadając. Odrzucała przeszłość, a mimo to unosiła prosząco dłonie w stronę minionych miesięcy, kiedy strach przeszywał równie mocno co teraz, kiedy magia odmawiała posłuszeństwa nawet najzdolniejszym, kiedy zadana krzywda wyciągnęła ją poza granice znanego świata. Miała tutaj swój początek, pośród obcych ulic, pośród przypadkowych grajków, kuglarzy przydrożnych przyjmujących ją do swojego grona z nieufnością, przeradzającą się stopniowo w litość dla nieopierzonego pisklęcia rzuconego w przepaść, póki bystre oko nie wyłapało jej, wciągając w przestrzeń pełną barw oraz dziwów wykraczających ponad przyjęte normy niezwykłości. Czy spodziewała się do nich wrócić, teraz, po takim czasie? Ponownie wystąpić, zebrać wokół niewielkiego placu równie niewielki tłum ludzi, gotowy sypnąć, chociaż parę knutów za chwilę zapomnienia o pochmurnej rzeczywistości? W zasadzie, to tak. Zamykanie rozdziałów swego życia nie wychodziło jej najlepiej, ich dalsze spisywanie na kartach losu również wyglądało dosyć marnie, tak też nie zakładała z góry, że tutaj, będąc kimś innym, niż winna być, nie będzie w stanie zrobić czegokolwiek. Acz przyznać musiała, że nie przypuszczała, iż powodem nie będzie zwykła chęć na pląsy, utrata obecnej posady, czy potrzeba prędkiego ulotnienia się z Londynu, a zwykły...cóż, przekręt. W zasadzie przekręt to było bardzo brzydkie i duże słowo, delikatne naginanie prawdy brzmiało zdecydowanie lepiej, nawet jeśli wskazywało na jedno - zwierciadło musi zniknąć. Wyrzucić było trochę szkoda, ramę miało ładną, taką zrobioną pierwsza klasa, nie żeby Finnie znała się na lustrzanych oprawach, ale pośród widzianych ta zasługiwała na mocne dziewięć na dziesięć. To z taflą był problem, kiedy odbicie ożywało, posyłając wiązankę przekleństw pod adresem swego właściciela. I chociaż na początku było to zabawne, Smith sam parskał śmiechem, zakładając się, ile lustro wytrzyma tak gdacząc, tak po czasie zaczynało męczyć, jeśli nie nudzić. Więc było jasne, że zwierciadło musi zniknąć. W stolicy nikt tego szajsu nie kupi, zaczarowane zostało nader trefnie, kto chciałby mieć zresztą coś takiego w domu? Ale artefakt, zaginione lustro z legend, może nie pokroju tego należącego do Parkinsonów, ale mające w sobie historię mogło przykuć uwagę kogoś naiwnego, kto gotowy jest wyciągnąć sakiewkę sykli, może nawet poratować galeonem, za takie cudo ze trzy powinny być jak nic. John próbował wcisnąć je jako pierwsze, tylko zagadane panny były bardziej zainteresowane jego uśmiechem i potencjalnymi darmowymi drinkami, niż szczerym zakupem. Zresztą czego się spodziewał, próbując sprzedać swój niesamowity prezent w pubie? Jones czasem brakowało na niego słów, siła w przewracaniu oczami, jaką zawarła, niemalże przeniosła ją do innego wymiaru, gdzie rzekomy przyjaciel z pewnością miał więcej rozumu w tej swojej pustej łepetynie. Trudno, ona to naprawi, zarobią, będzie w porządeczku. Czyżby? Coś złośliwego tli się, niebywale sceptycznego, gotowego wyciągnąć wszelkie błędy w wysnutym planie, lecz żart obróci się przeciwko tobie wewnętrzny złośliwcze, albowiem Finley nie miała planu żadnego. Przynajmniej nie na nadchodzące minuty. Pełne wargi wyginają się w uśmiechu, kocim, nie do końca szczęśliwym, nie do końca figlarnym, jakby w kącikach ust tlił się jakiś sekret, który dotąd na języku tańczył. Ostatni oddech, ostatnia modlitwa. Słońce chyli się ku zachodowi, promienie słońca żegnając się z ziemią Devon, nadają urokliwego nastroju, kiedy różdżką podpala grot przytwierdzony do bawełnianej liny łańcuchem. Zaczynaj, woła chłodny wiatr poruszający barwionymi na blond i róż włosami, zaczynaj, mówią zgromadzone na bezpieczną odległość sylwetki. Wygina się na bok, pozwalając płomieniom zawisnąć nad podłożem, nogi krzyżuje w kostkach, odchylając kolano, nim wykona krok, nim w ruch wprawi kulę ognia, płynnie przechodząc w obrót na śródstopiu, piruet pozbawiony sztywnej gracji baleriny, albowiem żywioł żył własnym życiem, a sztywne ramy technik nie mogły go spętać. Wykonuje kilka kroków, świetlista kula okrąża jej ciało w bezpiecznej odległości, zmieniając się w smugę, nad którą po zniżeniu wykonuje podskok, okrążenie, opada na kolana, pozwalając linie oplątać się wokół szyi, nim odpowiednim ruchem nadgarstka zmieni jej bieg, nim powstanie w kolejnym piruecie, rozstawiając dłonie szerzej, zyskując tym samym większy dystans od wyrzuconego przed siebie grotu. Skrzypce cichną, są ledwie tłem podsycanym przez miarowe uderzenia dzwoneczków, jakby oczekiwały, nawoływały do tego, co miało właśnie nastąpić.
- Jest legenda, na kartach historii niespisana, powtarzana z ust do ust, jak sekret, jak tajemnica - nie mówi aż tak głośno, dzięki czemu wszelki szmer zamiera poddany magii płomienia oraz głosu, który wprawiony w arkana śpiewu łatwo nader zdobywał posłuch. Obraca się raz jeszcze, a grot poddaje się jej woli, gdy snuje dalej swą opowieść - O magadh sgàthan, tym który kpi i tym, który głosi prawdę. Mówią, że zrodziło się z bólu przeszywające serce wzgardzone, wieki temu, z niewiasty, która odrzucona przez swego wybranka na rzecz innej, próbowała zrozumieć, w czym gorsza jest od swej rywalki, co sprawiło, iż nie ona była w stanie go poruszyć, wzniecić uczucie gorączkowe - poruszała się powoli, kontrolując całkowicie ruch płomieni, ubarwiając je wyskokiem, próbując wprawić swą widownię w odpowiedni nastrój - Jedni szepcą, iż w rozpaczy tańcząc pod poświatą księżyca, wyprosiła wróżki o pomoc, że z wód pobliskiego jeziora wyłoniło się zwierciadło zroszone ich łzami litującymi się nad dziewką. Ale czy to mogła być prawda? - pytanie brzmi niemal jak koci pomruk, zadowolony, z lekka rozbawiony, gdzieś słyszy nawet pojedyncze chichoty - Inni w pogardzie mając swych poprzedników, twierdzą, iż była wiedźmą, odtrąconą przez tego, na którego osiadło jej spojrzenie, lecz niebywale zdolną. Magią oraz kunsztem rzemieślniczym, tkając uroki, zdołała zakląć stworzone przez siebie lustro, żądając prawdy wobec swych niedoskonałości. Jeśli jestem potężna, zdolna ze wszystkich pań, a młodość wciąż drzemie w mym ciele, to czego mi brak? Pytała, pytała żądając odpowiedzi - milknie, odchylając głowę i śmiejąc się, kiedy jeden obserwatorów wykrzyknął `pewnie urody ci brak`, mocniejsze szarpnięcie liną podczas okrężnych ruchów ramienia sprawia, iż grot styka się z ziemią, wywołując snop iskier zmieniających swój kształt na drobne motylki, niknące w ostatnich promieniach słońca - Jej odbicie niewzruszone dotąd, ożyło, odzywając się gromko: jam jest magadh sgàthan, prawda i kpina. A kiedy odbicie ponownie się odezwało, z ust jego popłynęła prawdziwie okrutna wiązanka, uderzająca w każdy czuły punkt wiedźmy, każdą wadę wnosząc do rozmiarów Ben Nevis. Obrażało ją w dzień, obrażało ją w nocy, wywołując tysiące łez na jej policzkach. Och, jaką straszną musiała być potworą, z którą nikt losu związać nie pragnął! Zasłuchana w lustrzane słowa, nie słyszała głosów rodziny ni przyjaciół, zaprzeczających złośliwemu zwierciadłu gorączkowo. A kiedy dna już zdawała się sięgnąć, jakaś skra zadrgała w jej wnętrzu - piruet, kilka kroków, zwiększyć dystans, niech płomienie ciągną się ku bladej skórze, niech uszy nastawiają się na dalszą część historii - Mogę być najgorszą istotą, jaka stąpa po tym świecie, najbrzydszą i najgłupszą, lecz nigdy nie będę równie straszna, jak magadh sgàthan. I zwierciadło zamilkło, odbicie uśmiechnęło się łagodnie, przemawiając po raz ostatni: jam jest magadh sgàthan, prawda i kpina. Co prawdą, a co kpiną? Prawd szukasz w innych, lecz nie patrzysz po sobie. Miast być najgorszą dla tego, którego wzrok niesie kpinę, znajdź tego, kto dostrzeże prawdę, jaka drzemie w tobie, zaakceptuje i przyjmie jak swoją. A potem tafla mgłą zaszła, by zostawić po sobie zwykłe odbicie wiedźmy, więcej już nie odzywając się doń, póki jedna z jej cór zapłakana, za radą swej matki nie odkryła dotąd schowanego zwierciadła, z bólem serca słuchając: jam jest magadh sgàthan, prawda i kpina - tony schodziły coraz niżej, a gdy historia dobiegła końca, tak grot uderzył o podłoże, jarząc się światłem, na kształt drapieżnego kota płomienie opuściły swe miejsce, przebiegając nad tłumem wysoko w powietrzu, zawracając zaraz w stronę artystki, by ogniste kocie mogło nad nią przeskoczyć i rozpłynąć się nad przedmiotem ustawionym na rozpadającym się krześle. Wiatr chustą poruszył, w jaką był owinięty pakunek, a gdy materiał się zsunął, tak zebrani ujrzeć mogli misterną ramę oraz niewielki lustrzany fragment. Finley ukłoniła się pięknie, tak, jak robiła to tysiące razy, a muzyka skrzypiec na nowo rozbrzmiała radością, kiedy artystka zbliżyła się do pakunku, odchodząc nieco na bok. Złapią przynętę, czy nie? Zastanawiała się, mając nadzieję, że mieszkańcy Torquay lubili tego typu głupoty i nawet jeśli nie będą skłonni kupić ferelnego lustra, to chociaż zapłacą, by móc w nie spojrzeć.

| kłamstwo II, trochę kokietuje tłum




I'm living in an age
That calls darkness light
Powrót do góry Go down
Neala Weasley
Neala Weasley

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : 16!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Klif Babbacombe - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Klif Babbacombe [odnośnikKlif Babbacombe - Page 2 I_icon_minitime23.05.21 23:32

Torquay nie znajdowało się daleko. Może dlatego cioteczka pozwalała mi czasem pojechać do niego samej. No, może nie całkowicie samej, zazwyczaj niby przypadkiem akurat w nim do zrobienia miał też ktoś, coś jeszcze, ale trudno jej się było dziwić, że się martwiła. Czasy nieprzychylne się stały. I mimo, że Devon było bezpieczniejsze, to nie całkowicie bezpiecznie. Chociaż wujaszek starał się nas nie martwić, to nie umknęło moim uszom jak czasem mówił o napaściach, które jednak - mimo wszystko - w Devon się zdarzały. To napawało mnie smutkiem, bo nie chciałam niczego więcej, niźli bezpieczeństwa do ludzi, którzy wybrali by życie swoje prowadzić na naszych ziemiach. Ale niewiele byłam w stanie zrobić. Zło czaiło się wszędzie, tak jak i dobro wszędzie dało się odnaleźć. Tego jednego byłam pewna całkowicie. To jedno zostało we mnie zakorzeni poważnie, za sprawą i mamy i brata. Ojca również, ale bardziej przez opowieści, które o nim słyszałam, niż samą jego znajomość. Zdawało mi się, że udało mi się stworzyć w głowie jego obraz na podobieństwo z opowieści, które usłyszałam od wujaszka i brata. Ale nigdy tak naprawdę nie dane było mi go poznać. Tęskniłam, choć dziwna to była tęsknota. Za kimś, kogo nigdy tak naprawdę nie miałam. Ale w jakiś sposób, mimo że ta znajomość nigdy nie rozwinęła się, jego krew gorąca płynęła i we mnie - a ostatnie czego chciałam, to ty by zawód mu sprawić. Tego najmocniej nie chciałam.
Miasteczko nie było jakoś nad wyraz duże, ale posiadało tutaj handlarza magicznymi specyfikami, kilka z nich dzisiaj właśnie miałam załatwić, zanim w podróż powrotną udać się miałam. Najpierw jednak odwiedziłam panią Blank z którą przy ciepłej herbacie porozmawiałam, wymieniając się tym, co działo się u mnie i u niej. Była miła dla mnie zawsze, a ciocia chciała żebym do niej weszła, przekazać jej pakunek, którego nie otwierałam, chociaż ciekawość mnie okrutnie zżerała. Miałam trochę nadzieję, że może otworzy go zaraz przy mnie, ale to się nie stało. Niecałą godzinę później z uśmiechem pożegnałam ją, ruszając w kierunku targu na którym miałam odnaleźć to, czego potrzebowałam nim ruszę w powrotną drogę. Przesuwałam się między kolejnymi jednostkami z początku zainteresowana jedynie tym, by do celu obranego wcześniej dotrzeć. Ale coś przyciągnęło moje spojrzenie. Nie coś, żywioł najprawdziwszy z prawdziwych. Moje oczy rozszerzyły się, a nogi same zmieniły tor. Nie powinnam - wiedziałam, że nie. Ale ogień nęcił mnie i zapraszał. Kusił tak strasznie, że aż oprzeć mu się nie umiałam. Nie chciałam nawet.
I wtedy ją zobaczyłam. Pośród tego ognia. Nimfę najprawdziwszą. Najpiękniejszą nawet. Smukłą, o twarzy jakby ciosana była przez najznamienitszych rzeźbiarzy. Ogień rzucał na nią światło, jedynie uwydatniając to, co piękne było też w słońcu. Ciepła czerwień odbijała się w moich tęczówkach, kiedy podekscytowanie zaróżowiło policzki ponad piegami. Jeśli ktoś coś kiedyś pięknym chciał nazywać naprawdę, to jej obraz wraz z tym ogniem wokół powinien pierwszym być, który na myśl przychodził. Och, jakże chciałam być tak niewadliwie kusząca. Oszałamiająco piękna. Niby cioteczka mówiła, że nie ważna jest uroda. Ale cóż mi po mądrości było, kiedy lustro krótko jasno i rzeczowo weryfikowało moją powierzchowność. Ta niezmiennie, nie była zadowalająca. Nie tak zachwycająca, jak dziewczyny stojącej niedaleko. A kiedy się odezwała, kiedy słowa zaczęły spływać z jej malinowych warg stworzonych wręcz chyba do tego by je mężczyzna mógł brać i całować, moja warga opadła trochę. Słuchałam z zapartym tchem historii o magadh sgàthan nie odrywając spojrzenie od kolejnych ruchów. Jak zahipnotyzowana słuchając i patrząc, karmiąc się tym widokiem. Widokiem jej samej i ognia migoczącego obok. Wszystko składało się w jedność tak ładnie, tak poprawnie, tak dokładnie, rzekłabym nawet. Byłam za-chwy-co-na. I niby wiedziałam, że czasu tracić nie powinnam, na stanie i słuchanie opowieści jakiś, ale nóg w żaden sposób zmusić nie mogłam do dalszej wędrówki. Chciałam usłyszeć całość. Ba! MUSIAŁAM całość usłyszeć. Inaczej sobie tego nawet nie wyobrażałam, nawet, jeśli złość cioteczki miało to na mnie ściągnąć. Więc słuchałam dalej, o losach kobiety i zwierciadła. Historii splecionej z wypowiadanych słów, podlewanej płomykami ognistego żywiołu. Uniosłam dłonie, żeby energicznie zaklaskać z całkowitym zachwytem wymalowanym na twarzy. Kiedy wiatr uniósł kawałek materiały uniosłam rękę, żeby zasłonić rozwierające się w ustach. Niemożliwe. NIEMOŻLIWE. Żeby to było ono. Może bym mogła… Tak tylko raz, na chwileczkę. Wziąć i zerknąć. Prawdy zaznacz jedynej?
Ludzie zaczynali się rozchodzić. A ja a w niezdecydowaniu odbiłam się kilka razy na piętach, zastanawiając się czy powinnam, czy też wcale nie. W końcu wypuszczając z ust powietrze ruszyłam do przodu, ku niej, przybierając poważną minę. Podeszłam bliżej i bliżej, jeszcze mocniej przekonując się, że piękna była naprawdę. Stanęłam obok.
- Cześć. - powiedziałam a kiedy zwróciłam się w jej kierunku podchodząc jeszcze bliżej. Łapiąc za jej dłonie. - Oh, historia z twych ust tak piękna była, jak piękna cała jest twoja jednostka. Powiedz mi proszę, to prawda, czy jedynie legenda? - moje oczy mimowolnie pomknęły w kierunku zawiniętego pakunku. - Myślisz, że może mogłabym… - nie wypowiedziałam myśli do końca, czując jak serce mi staje w oczekiwaniu na odpowiedź.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
 

Klif Babbacombe

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Devon-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21