Wydarzenia


Ekipa forum
Kents Cavern
AutorWiadomość
Kents Cavern [odnośnik]17.02.21 2:10
First topic message reminder :

Kents Cavern

Kents Cavern to potężny system jaskiń, który zajmuje szczególne miejsce na mapach badaczy. Po raz pierwszy zostały odkryte pod koniec szesnastego wieku, kiedy przez dziurę w ziemi wpadł do nich chłopiec z okolicznej wioski: choć jego krzyki słychać było przez trzy dni nim ustały, nigdy nie odnaleziono ani jego, ani jego ciała. Podziemne komory i korytarze ciągną się kilometrami, sięgając daleko wgłąb ziemi. Nie wiadomo, co dokładnie skrywają otchłanie: światło dzienne dociera tylko do pierwszego poziomu jaskiń, które zachwycają monumentalnymi formacjami skalnymi. Śmiałkowie mogą spróbować przedostać się głębiej wąskimi i krętymi korytarzami, jednak historia nie słyszała jeszcze o nikim, kto przedostałby się głębiej niż na następny w kolejności poziom.

Aby przedostać się na kolejne poziomy jaskiń należy wykonać test na sprawność (k100+S). Przedostanie się na drugi poziom wymaga osiągnięcia ST równego 65, można podejść do niego tylko raz na wątek. Dodatkowo należy wykonać rzut k3, który jest rozpatrywany tylko w przypadku osiągnięcia ST:
1 - udaje ci się przedostać na niższy poziom jaskiń, jednak utykasz w pierwszej napotkanej komorze: nie jesteś w stanie odnaleźć następnego przejścia, musisz zawrócić;
2 - przedostajesz się na niższy poziom jaskiń, trafiasz do przestronnej groty. Dookoła słychać cichy szum wody z podziemnej rzeki, od której bije delikatny, niebieskawy blask. Jeżeli zdecydujesz się z niej napić sam zaczynasz świecić w ciemności tym samym światłem, co ułatwia dalszą eksplorację jaskiń. Efekt utrzymuje się do kolejnego wschodu słońca. Przy próbie wyniesienia wody z jaskiń traci ona swoje właściwości.
3 - korytarz, którym schodzisz z chwili na chwilę jest coraz bardziej stromy, schodzenie nim jest niezwykle długie i męczące. Kiedy jednak docierasz do kolejnej jaskini natrafiasz na spektakularny widok: jej sufit błyszczy tysiącem lśniących minerałów, wyglądając jak upstrzone milionem gwiazd nocne niebo. Jeden z kamieni znajdujesz u swoich stóp, po przyjrzeniu mu się bliżej stwierdzasz, że jest to halit (dopisanie do ekwipunku należy zgłosić w aktualizacjach).

ST przedostania się na trzeci poziom jaskiń wynosi 120 (k100+S), można podejść to niego tylko po przedostaniu się na poziom drugi, na osiągnięcie ST jest jedna szansa w wątku. Dodatkowo należy wykonać rzut k3, który jest rozpatrywany tylko w przypadku osiągnięcia ST:
1 - udaje ci się przedostać na jeszcze niższy poziom jaskiń, jednak trafiasz prosto do podziemnego zbiornika wodnego. ST utrzymania się na powierzchni i dotarcia wpław do brzegu, z którego będziesz w stanie wrócić na wyższy poziom wynosi 30 (biegłość pływania).
2 - po wymagającym zejściu w dół podążasz korytarzami. W pewnej chwili trafiasz do rozległej jaskini o wielu powykrzywianych formacjach skalnych. Przejmuje cię przeczucie, że ktoś już w niej jest. Grota ma nierówne ściany, nie ważne jak mocno próbujesz ją rozświetlić to zawsze pozostaje w niej skryty w kątach cień. Nie ważne czy idziesz dalej, czy zawracasz, masz przeczucie, że ktoś cię obserwuje. Wydaje ci się, że słyszysz kroki i szmery, a czasem i chrapliwe posapywanie: nikogo jednak nie widać. Uczucie to będzie towarzyszyć ci nieustannie przez najbliższy tydzień, a po zapadnięciu zmroku będziesz mieć wrażenie, że katem oka widzisz cień dziecięcej sylwetki.
3 - po przedostaniu się do niższego poziomu jaskiń przechodzisz przez kolejne groty. Wędrówka nie jest łatwa, nie wiesz ile czasu minęło, lecz w pewnej chwili trafiasz do komory, której ściany zdają się delikatnie skrzyć. Okazuje się, że jaskinia to tak naprawdę pogrzebana pod ziemią, ogromna, wydrążona wewnątrz skała księżycowa (jeżeli zdecydujesz się zabrać jej kawałek należy zgłosić do aktualizacji dopisanie porcji pyłu księżycowego).
Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kents Cavern - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kents Cavern [odnośnik]13.04.21 1:30
Wypowiedziane słowa wlały w moje serce coś w rodzaju nadziei. Wierzyłam, że mam dość ładną duszę, ale charakter miałam trudny, a co do własnej urody wolałam się raczej nie wypowiadać. Nadzieja jedyna pozostawała w tym, że może jak dorosnę, to tak piękna się stanę jak siostrzyczka Rii. Choć sądziłam, że dość płonna to nadzieja.
- Możemy chyba zakląć coś, żeby nam grało. - zastanowiłam się na głos, unosząc rękę, żeby przesunąć włosy, które wpadały mi na twarz. Założyłam je za uszy. - Musimy znaleźć kogoś, kto nas nauczy, skoro obie nie umiemy. - zawyrokowałam jeszcze, by zaraz roześmiać się łagodnie. - Oczywiście, kolejnych nie wyobrażam sobie bez ciebie. - obiecałam solennie odwracając głowę gwałtownie, włosy podwiał wiatr znów przesuwając je na moją twarz na której pojawił się szeroki uśmiech.
Uderzyłam piętami w boki Bibi, by i ona przyspieszyła w ślad za Montygonem i Sheilą. Zaśmiałam się, odrzucając głowę do tyłu, nie za mocno, żeby nie spaść przypadkiem czy coś. Kiedy zwolniliśmy rozpoczynając kolejny z tematów spojrzałam ku niej.
- Nic specjalnego, on parę kroków od domu jest. Mały dość, ale urokliwy. Nie ma jakiejś szczególnej nazwy, ale ja nazywam go Zalewem Kaczeńców. Pięknie jest tam na wiosnę. - wytłumaczyłam ze spokojem. - Oh! To idealne miejsce, jest tam dość płytko. Mnie najwyżej za głowę woda sięga. - dodałam jeszcze od razu przechodząc do pozytywnych aspektów jakie mógł sprezentować niewielki wodny zbiornik.
- Oh, inne zjednoczyły się nie tylko w sobie, ale i ze sobą wzajemnie. Na Półwyspie Kornwalijskim jest najbezpieczniej, bo łączy nas przymierze - wujaszek mówił, że to kuzyn Archie je zainicjował, ale nie miałam z nim okazji pomówić ostatnio - a ziemie kilku rodów graniczą ze sobą. Najtrudniej jest na ziemiach otoczonych przez te wrogie i na granicach tych, które z wrogimi graniczą. Ale nie byłam tam, najgorszego nie widziałam i może to dobrze, bo nie wiem, czy przez łzy umiałabym coś dostrzec. - zawyrokowałam na pozór spokojnie, ale minę miałam poważną już całkiem. Strapioną, zamyśloną. - Cioteczka mówi, że nigdzie tak naprawdę, nie jest już bezpiecznie.- powtórzyłam to, co kładła mi do głowy ciocia. - Masz mnóstwo własnych problemów, kochana, prawda? Ale jeśli ktoś kiedy potrzebować będzie pomocy, nie wahaj się kierować go do nas. - zamyśliła się na chwilę spoglądając na dłonie na wodzach. Milczeliśmy chwilę, a kiedy Sheila odezwała się ponownie uniosłam na nią spojrzenie, zadzierając też brodę.
- Jestem. - bo byłam, naprawdę dumna z historii, która opowiadała o moich przodkach. Na kolejne wyznanie znów się zaśmiałam łagodnie. - Mogę cię zrobić honorowym Weasleyem ze względu na piegi i czystość duszy. - zaproponowałam żartobliwie szczerząc zęby gdy spoglądałam w jej stronę.
- Cioteczka zawsze mówi, że najpierw gadam a potem myślę. Ale to ulga, przez chwilę bałam się. I nie wiem po prostu… - zawahałam się. -... czy byłabym na tyle odważna. To taki moment w którym decydujesz o całym swoim życiu… - zmarszczyłam brwi spoglądając na niebo, czując jak sama myśl o tym jest przerażająca. - Co jeśli popełniłabym błąd? Jeśli wydawałoby mi się, że chce z kimś spędzić życie, ale myliłabym się? Czy nie byłoby to tragiczne, gdybym wzięła ślub sądząc, że biorę go z miłości, a później znalazła drugą miłość, inną, pełniejszą, prawdziwą? To w ogóle stać się może? Przecież nic o niej nie wiem. - uświadomiłam sobie nagle przerażona. - O miłości w sensie. - zacięłam się na krótką chwilę łapiąc oddech, wypluwając w rozemocjonowaniu słowa jedne za drugim. - Znaczy tej takiej, między mężczyzną a kobietą. Bo co ja o niej wiem, tak naprawdę? - przerażona spojrzałam na Sheilę. - Skąd mam wiedzieć, że to, to to. W książkach piszą, że oni po prostu wiedzą. Czują. Dostrzegają z czasem, albo od razu. A ja co? Nic. - wypowiedziałam już teraz z frustracją, czując jak oczy mi się szklą. - Pan Lis mi się kiedyś podobał strasznie - wiesz, auror, przystojny taki, och jakże rumieniłam się przy nim strasznie. Ale to nie miłość była, bo minęła i przeszła. Co jakbym wtedy za niego wyszła?! - uniosłam rękę żeby przyłożyć ją do klatki na chwilę. - Nie to, żeby taka opcja w ogóle była, bo on był z dwa razy ode mnie starszy. Ale rozumiesz? Albo co jeśli byłabym w miarę znośną panną młodą, ale okropną - okropną żoną? Oszaleć można ze swoim umysłem własnym! - wyrzuciłam z siebie widocznie zirytowana już na samą siebie marszcząc nos. Wzięłam wdech w usta zaciskając wargi. Kolejne z pytań sprawiło że uniosłam na nią oczy i rozszerzyłam je, a później zmarszczyłam nos w zastanowieniu w końcu wzruszając ramionami.
- W sumie to ich nie znam. Bawiła ich moja niewiedza i brak doświadczenia. - mruknęłam, mimowolnie unosząc nos i brodę ku górze. - A jednego spotkałam wcześniej w Blackpool i jak mi wszystkie drzewa świadkami miałam nadzieję, że więcej nie stanie na mojej drodze. Oh, Sheilo, los kpi sobie ze mnie okrutnie czasami i wtedy właśnie tak było, ze wstydu zapaść się pod ziemię chciałam, a potem nagle w Lynmouth go spotykam. Rozumiesz? - zerknęłam na nią, mając nadzieję, że rozumiała. - Dlatego na tą wojnę z przeznaczeniem się szykuję. - dodałam jeszcze słowem wyjaśnienia wzdychając ciężko, cierpiętniczo prawie. -  Muszę jednak oddać im szlachetność, którą noszą w sercu. Może i afera wyszła straszna, ale zastanawiałam się jak poradzilibyśmy sobie same. Bo jak Walter mnie o rękę poprosił, to jakiś pacan co słowa nie nie zna, naprzykrzał się Anne. - wyjaśniłam pokrótce zaraz wzdychając raz jeszcze na Waltera. - To dureń, wiesz co on krzyczał podczas tej bójki? Że tak wywalczy drogę do mojego serca, albo że to dla mnie się tłucze. Ale na nic pomogło krzyczenie, że jak dla mnie, to żeby przestał. A jak próbowałam go odciągnąć, to mnie Andy w pasie złapał i ruszyć się nie dał. - jeszcze raz westchnęłam, by kącik ust drgnął na jej słowa. Zaśmiałam się krótko zaraz potem - Powiem, ale raczej już nie będzie…. Chyba… - w sumie nie wiedziałam sama. Ale obiecałam. Trochę miałam nadzieję, że sprawa Waltera jest już za mną całkiem.
- Tym bardziej nie mogę się doczekać, aż pokażesz mi swój taniec! - podjęłam podekscytowana, ale uśmiech zszedł mi trochę kiedy przeszła do negatywów. - Banialuki, jeszcze nie widziałam, żebyś zaniedbana chodziła. - mruknęłam widocznie urażona w imieniu przyjaciółki.
- Oh, ale właśnie o to mi chodzi, co słowami ubrałaś tak pięknie. Ale najpierw to i tak, kogoś znaleźć muszę co serce mi poruszy i duszę. A co do dobrych - to widzę jedną obok siebie. Nie rzecz, a duszę. - dodałam wyciągając do niej rękę, żeby złapać ją na chwilę ze swojej pozycji. - To wszystko z tej listy. - pochyliłam się, żeby sprawdzić jeszcze czy w jukach nie zostało coś jeszcze, przesunęłam spojrzeniem po liście. - Możemy się przejechać kawałek jeszcze zanim wrócimy na obiad. - zaproponowałam uśmiechając się promiennie.


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela, pomocnica w Sanatorium
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kents Cavern [odnośnik]14.04.21 1:03
Nie czuła potrzeby, aby Nealę z innymi osobami przyrównywać, chyba, że mowa o jakiś pięknościach. Wolała jednak w drugiej osobie wychwalać nie tylko urodę, ale również mądrość, wielkość i inteligencję. W końcu to dobre serce najlepiej świadczyło o człowieku, nie to, czy jego włosy były lśniące a oczy miały niezwykłą barwę.
- Oooo, takie zaklęcie to dobry pomysł! Można wtedy nawet mieć całą orkiestrę, która nie potrzebuje odpoczynku. – Chociaż wtedy na pewno same zainteresowane potrzebowały chwili oddechu. – Jeżeli tylko spotkam kogoś, kto mógłby nas nauczyć, to na pewno zaciągnę i ciebie na tę lekcję. W końcu trzeba spędzać jak najwięcej czasu z ukochaną przyjaciółką. – Słowa te Sheila skwitowała jeszcze machnięciem głowy i odrzuceniem włosów z twarzy, pozwalając sobie na cieszenie się takimi ostatnimi promieniami słońca.
- Musi to być naprawdę urokliwe miejsce. No i łatwiej będzie nas wyławiać, tak na wszelki wypadek – zaśmiała się lekko, ale potrafiła sobie wyobrazić jak macha bezradnie w wodzie ramionami, wolała więc, aby jednak ktoś pilnował tych wszystkich nastolatków taplających się w wodzie. Spoważniała jednak na tematy wojenne, słuchając tak w skrócie co do powiedzenia ma o obecnej sytuacji Neala, samej martwiąc się coraz bardziej.
- Też myślę, że nigdzie nie jest bezpiecznie, ale może u was jest nieco lepiej, w sensie, nie grozi wam nic niepokojącego, nagłego. Mam nadzieję, że nie spotkają was przykrości, ani ciebie, ani kogoś tobie bliskiego. A ja? Wiesz, Londyn jest niebezpieczny jak każde inne miejsce… Ale będę pamiętać! W razie czego wyślę tę osobę tutaj. – Zdecydowanie byłoby to pierwsze miejsce do którego posłałaby kogoś, gdyby ta osoba miała kłopoty.
- To bardzo miła propozycja – zaśmiała się jeszcze, kiedy tak wspominano o mianowaniu jej honorowym członkiem rodziny. – Ale może na wszelki wypadek odmówię? Wiesz, może kiedyś w moich drzwiach stanie jakiś przystojny Weasley? Muszę się szykować na taką ewentualność!
Słuchała rozmów na temat miłości, oglądała pomniejsze parki w Hogwarcie czy małżeństwa w jej taborze. Kiedy więc Neala zaczęła przedstawiać swoje obawy odnośnie miłości, słowa odnośnie poglądów młodej Doe przyszły dość szybko.
- Nelko, myślę, że to normalne obawy każdej osoby. Co się stanie, jeżeli druga osoba nie czuje tego samego? Co się stanie, jeżeli mi odmówi? Niestety, nasze zranienia są prawdziwe i nic nie może zmienić tego, że czasem przez to przechodzimy. – Przykre ale prawdziwe, bo nie było innej możliwości i mało kto trafiał na uczucia tak łatwe i proste, że nigdy nie powodowały bólu. – Ale miłość nie jest jak w powieściach. Tam wszystko jest łatwiejsze i po prostu wiesz, ale w życiu..w życiu to wygląda zupełnie inaczej. Często musisz spędzić z kimś czas, porozmawiać, zrozumieć się nawzajem, poznać drugą osobę. Może ci się ktoś podobać fizycznie, to się nie wyklucza, ale miłość, Nelciu, wymaga pracy. Nikt nie jest od początku idealnym partnerem, zarówno narzeczoną jak i żoną. – Posłała przyjaciółce delikatny uśmiech, mając nadzieję, że to ją jakoś pocieszy i uspokoi. – Dlatego ważne, aby znaleźć kogoś, kto chce być dla ciebie partnerem, a nie stawia się nad tobą. Bo wtedy oboje się uczycie razem, rozumiecie siebie nieco lepiej i korzystacie z własnych doświadczeń. Jesteście w tym razem i razem wspieracie się, kiedy napotykacie problemy. To o to właśnie chodzi, wspólne brnięcie przez życie.
Przez chwilę jeszcze zamilkła, spoglądając dookoła na małe zabudowania, na zieleń, na jasne niebo, po którym przesuwały się powolnie białe chmury.
- Więc twoje uczucie do pana Lisa by umarło prędzej czy później. Bo miłość nie jest taka, że raz ją zdobędziesz i nie musisz się starać. To ciężka praca, ale zawsze jest to warte, bo odkrywasz lepszą stronę siebie i kogoś. Nie jest to jednak też wymaganiem, więc nie daj sobie wmówić, że jesteś kimś gorszym bez drugiej osoby. No i miłość też może być do kogoś, kogo szanujemy, w takim…wiesz, naturalnym wymiarze. Rodziny czy przyjaciół. Nie kocha się ich tak romantycznie, ale tak z podziwem i szacunkiem. Jestem pewna, że żoną czy narzeczoną będziesz cudowną, bo widzę, że ciężka praca ci nie jest obca i na pewno postarasz się abyście ty i twój partner mieli dobre życie.
Nie wiedziała, czy taki rodzaj wsparcia będzie w ogóle cenny dla Nelki, czy w jakikolwiek sposób ją to wspomoże i upewni, że nie ma się czym martwić. Nie wiedziała, kiedy w życiu jej przyjaciółki pojawi się ten wybrany jeden, ale jeżeli miałaby możliwość go poznać, na pewno spodziewała się kogoś dobrego i dobrego dla panny Weasley. Teraz jednak marszczyła brwi na te jej kolejne słowa, tak jakby miała już plan ganiania tych nieznośnych chłopców ze szmatą w ręce, tak jak jej babka kiedy dzieciaki szalały za bardzo.
- Nie martw się, jeżeli kiedyś jeszcze go spotkasz to daj mi po prostu znać, to ja go pogonię. Nie wiem, postraszę go jakimiś ciekawymi klątwami od moich przodków i pewnie wtedy się odczepi. Moja babka czasem tak przeganiała niektórych nieznośnych chłopców – najczęściej się tym nie interesowała, ale jak jacyś obcy za mocno zaczepiali nasze dziewczęta, to patrzyła im w oczy i mówiła rzeczy w romskim, a oni uciekali, że aż niemal się za nimi kurzyło. Zrobię tak samo i już nie przyjdą i nie będą się z ciebie śmiać. Jak tak w ogóle można. – Parsknęła, gotowa przejechać koniem każdego takiego jednego, który by nawet spojrzał krzywo na Nealę, o innych rzeczach nawet nie wspominając. – Chociaż tyle dobrze, że cię wsparli. Ale nic ci się nie stało, prawda? – Zmartwiła się jeszcze szybko, również śmiejąc się na ten słodki śmiech Neali.
- Cieszę się, że tak mówisz, postaram się, aby taniec wypadł jak najlepiej. Co do zaś tych negatywów…staram się po prostu o nich nie myśleć. Zresztą, zawsze miałam obok siebie brata, więc nikt nie zrobił mi nic złego. – Teraz jednak nie było Jamesa, który chroniłby ją przed każdym krzywym spojrzeniem, każdym kamieniem rzuconym w jej stronę. Musiała więc pogodzić się z tym brakiem i sama przyjmować rzeczy na siebie. Wyciągnęła jeszcze dłoń, łapiąc tę, którą Nelka wyciągnęła w jej stronę i splatając ich palce razem, zanim uniosła je w górę, tak jakby właśnie obydwie coś wygrały.
- Oczywiście, Montygon to taka dobra dusza – zażartowała jeszcze, puszczając dłoń i zerkając na swoją kopię listy, czy czasem czegoś nie opuściły. Kiedy jednak doszła do wniosku że nie, w jej oczach pojawiły się błyski podekscytowania.
- Drobny wyścig może? Nic szybkiego, ale tak dla lekkiej ekscytacji przed obiadem? – Zrozumiałaby odmowę kiedy nastąpiła, ale czuła, że musiała to zaproponować.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Kents Cavern [odnośnik]16.04.21 23:59
- Chyba trzeba też mieć instrumenty. - zaśmiałam się spoglądając rozjaśnionymi uśmiechem oczami w jej kierunku. - A ja jestem dumną posiadaczką żadnego. - uściśliłam jeszcze, już nie dodając, że na niczym nie umiem grać. Czasem sobie coś pod nosem uczyłam, ale w nuty że trafiałam to raczej wątpliwe było. - Trzeba. - zgodziłam się skwapliwie potakując głową. - To najważniejsza prawie powinność. - dodałam jeszcze sama wystawiając głowę do nieśmiałego słońca, które raz po raz chowało się za chmurami. Nie grzało już z bardzo, a i czuć było, że zbliża się zima, ale w sumie i zimę lubiłam.
- Wyłowie cię, gdyby zaszła potrzeba, ale jestem pewna że szybko zrozumiesz co i jak. - nie miałam co do tego wątpliwości. Obiecałam więc spokojnie z błąkającym się po ustach uśmiechem. Brendan - z każdym mijającym sobie czasem - zadbał o to, żebym mogła sobie poradzić w różnych warunkach. I choć kondycję miałam żadną, to potrafiłam i pływać i na koniu się poruszać czy miotle. Teraz rozumiałam już, że nie była to tylko rozrywka, spędzanie czasu razem.
- Nagłe, chyba grozi każdemu i zawsze właśnie dlatego, że nikt się go nie… spodziewa? - zaryzykowałam stwierdzeniem, nie do końca pewna, ale cioteczka nie bez powodu powtarzała mi, że nigdzie nie jest już bezpiecznie. Właśnie dlatego, żebym nawet w Devon nie sądziła, że jest całkowicie bezpiecznie. Nigdy, nigdzie nie było - ale teraz, jeszcze bardziej i jeszcze okrutniej można było się o tym przekonać. Zasępiłam się na krótką chwilę i pokręciłam lekko głową. - Londyn jest najniebezpieczniejszy. To mnie martwi najmocniej, to że codziennie tam jesteś, Paprotko. - powiedziałam poważnie, unosząc na nią strapione spojrzenie. Martwiłam się - o nią, o Uriena, o Anne, nawet o tych dwóch poznanych przypadkiem chłopców, bo nie byli już całkiem obcy - mimo, że byli całkowicie okropni momentami - a przyznali, że mieszkają w Londynie.
- Myślę, że bycie honorowym Weasleyem niczego nie wyklucza. - powiedziałam poważnie, zaraz jednak parsknęłam śmiechem nie potrafiąc długo zachowywać powagi. Zaraz jednak odchyliłam się trochę w siodle spoglądając w niebo. - Miło byłby dzielić z tobą nazwisko. - przyznałam z błąkającym się po ustach uśmiechem.
- Oh! Oh! Jeszcze w tym wszystkim ktoś mi może odmówić. Odrzucić na bok jak nic nie warty kawałek papieru. Nawet o tym nie pomyślałam wcześniej! - teraz byłam już całkowicie zdruzgotana, bo możliwość usłyszenia odmowy w moim wyobrażeniu, wcale nie była aż tak mała. Właściwie, była większa niż usłyszenie potwierdzenia. Słuchałam dalej, co jakiś czas zerkając w kierunku Sheili.
- Tą drugą miłość znam dobrze. Tej pierwszej się obawiam. - wyznałam bo przecież czym była ogólnie, ta w domu, ta do Brendana, mamy, wujostwa i kuzynów, wiedziałam dokładnie. Słowa zapewnienia wcale ale to wcale mnie nie przekonały. Panną młodą co najwyżej mogłam być prawie dobrą, choć wszystko miały popsuć rude włosy. Ale żoną? ŻONĄ? W to wątpiłam aż za nadto, szczerze wątpiłam, że zdolność do pracy jest jakąś pomocą w tym względzie. - Postanowiłam. - powiedziałam po chwili milczenia i marszczenia brwi w komplecie z nosem. - Po prostu się nie zakocham. - kiwnęłam głową do samej siebie. Tak, to była zdecydowanie najlepsza droga. Moja własna. Nie będę się martwić, po prostu się nie zakocham. Takie łatwe i proste. Nie będę się musiała bać, że ktoś nie pokocha mnie. Tak, to zdecydowanie będzie najlepsze wyjście z tej sytuacji całej. Byłam tego więcej niż pewna.
Spojrzałam znów ku przyjaciółce, bratniej duszy, kiedy temat zmienił się na wydarzenia, które ostatnio mnie spotkały. Najpierw skinęłam głową, dobrze, idealnie, skoro mi samej - jak to ujął - nie szło za dobrze spławianie (cokolwiek to znaczyło) to może Sheila da radę, jeśli weźmie w swoje dłonie sprawę. Ale oczy zaraz rozszerzyły mi się w zdumieniu i strachu trochę.
- Klą-klątwę? - powtórzyłam po niej, widocznie blednąc. Klątwy nie były dobre. A ja przyrzekłam, obok nich nie stanąć. Słuchałam dalej, jak mówiła o babci, która przeganiała chłopców, ale moje myśli kierowały się tylko w jedną stronę. - Żadnych klątw, Sheila, nigdy. Obiecaj mi. - poprosiłam ją, nie bardzo wiedząc jak wyglądają dokładnie te klątwy i czy to te o których kiedyś wspomniał Brendan. Ale klątwy nie mogły być dobre. Nawet jeśli ta o której mówiła Sheila nie brzmiała nad wyraz podle. Złożyłam przysięgę. I nie chciałam nikogo ranić. - Nie chcę, żeby mu się coś stało. Przeżyję to upokorzenie… jakoś. - dodałam jeszcze widocznie wytrącona z równowagi. Przygryzłam dolną wargę, spoglądając na drogę przed sobą zatopiona w myślach, słowach, które wróciły do mnie z mocą. Nie mogłam go zawieść. Pytanie uniosło moje jeszcze nieobecne spojrzenie. Pokręciłam głową. - Tylko strachu się najadłam, nic więcej. - przyznałam spokojniej, bo taka też była prawda. Strachu, wstydu, ale też skłamałabym, gdybym powiedziała, że ich towarzystwo nie było pomocne.
- Cieszę się, że żyję w świecie w którym jest tyle zachwycająco różnych ludzi. - stwierdziłam po słowach Sheila, odnośnie tego jaka była. - Martwi mnie tylko, że niektórzy sięgnąć wzrokiem dalej niż poza czubek własnego nosa sięgnąć nie potrafią. - Jestem wdzięczna, że jesteś moją przyjaciółką od serca, mimo różnic, które nigdy nie zdawały się przeszkodą. - powiedziałam zwracając ku niej jasne tęczówki, obdarowując ją uśmiechem. Wywróciłam oczami, kiedy przesunęła komplement w stronę Montygona.
- Dobrze wiesz, że o tobie mówię. - prychnęłam, rozciągając usta w uśmiechu. Propozycja sprawiła, że uniosłam lekko brwi i wydęłam usta.
- To raczej nie będzie odkrycie, ale obawiam się, że szybko zostawisz mnie w tyle. Mimo to, przyjmuję rękawicę! - wypowiedziałam teatralnie schylając się w dziwacznym skłonie nadal pozostając na Bibi. Złapałam za wodzę poprawiając uścisk, obracając Bibi w drugą stronę. - Do tamtych drzew? - zapytałam, wskazując brodę na las rozpoczynający się kawałek za polaną na której byłyśmy. - Gotowa? - zapytałam zerkając na nią. - Na trzy cztery start. - zapowiedziałam jej poprawiając się w siodle. - Trzzzzy czteeee-ry. Teraz! - krzyknęłam, uderzając Bibi w boki.

| idziemy na szafkę - zaczynasz!


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela, pomocnica w Sanatorium
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kents Cavern [odnośnik]17.04.21 23:24
- Mam harfę, to niewiele, ale już początek! A jeszcze jak znajdziemy mojego brata…nie wiem, czy znalazł jakieś skrzypce, ale grał tak dobrze, że pewnie próbował do tego wrócić albo próbuje. A chociaż nie będę mogła ci zapewnić jakiegoś, ale mogę cię kiedyś pouczyć gry na mojej harfie celtyckiej. – Pasowałoby to w sumie do korzeni i przodków Neali, chociaż sama Sheila nie trzymała się ściśle tradycji samego instrumentu. Gdyby tak było, nie mogłaby na nim grać nie będąc ślepą. – Wiem, że to zabrzmieć może nieco patetycznie, ale cieszę się, że cię poznałam, bo bez ciebie moje życie byłoby smutniejsze. – W jej oczach była to prawda, bo nie robiłaby nic ciekawego poza snuciem się po Londynie i realizowaniu tych marnych prób szukania jej własnego brata. Zostawał jeszcze Aidan, z którym Sheilę łączyła głęboka przyjaźń, ale sytuacja polityczna w kraju wcale nie ułatwiała im spotkań i wymiany wiadomości. Jayden był dla niej bardziej jak ojciec, więc ciężko było liczyć go w kategoriach przyjaciół.
- Dziękuję! Pewniej się będę czuć kiedy ktoś będzie mnie trzymał. Wiem, że to nieco naiwne, ale jakoś nigdy nie przyszło mi na myśl, aby nauczyć się pływać. Jamie wciąż biegał nad wodę, ale ja się zawsze jakoś bałam zanurzać, zresztą głównie też siedziałam i zajmowałam się pracami domowymi. – Podobnie nigdy też nie przekonała się tak zupełnie do latania na miotle, a może jednak powinna. Kolejna umiejętność na liście, o co musiała kiedyś kogoś poprosić. Skąd miałaby w środku wojny wziąć miotłę do latania, nie miała żadnego pojęcia. Myśli jednak powróciły do rozmowy kiedy wspomniała Neala o Londynie. – To miasto wydaje się takie...takie ponure. – To nie było słowo, którego chciała użyć, ale o wiele gorsze myśli wolała zepchnąć gdzieś na bok. – Wiem, że nie jest bezpiecznie, ale…chcę tylko znaleźć Jamiego. Albo Thomasa. Poproszę wtedy, abyśmy od razu wyjechali z Londynu, ale nie wiem gdzie. Musimy pewnie zarobić na odbudowę taboru.
Sama wolałaby już być w ruchu, zmieniać miejsca, obserwując w drodze zmieniające się pory roku. Mieć swój wóz, który mogłaby udekorować a w którym mieszkałaby najpierw z bratem i jego żoną, potem zaś ze swoim mężem i dziećmi. Miała już nawet dla nich wybrane imiona, na pewno mieliby też psa. Sielski obrazek, który najpewniej nigdy nie spełni się przez tę całą wojnę. O ile ją przeżyją, będą musieli dużo czasu spędzić na ciężkiej pracy aby mieć chociaż ułamek tego co przed latem 1955 roku.
- Dobrze więc, Nealo Weasley. Przyjmuję w takim razie bycie honorowym Weasleyem, zastrzegając, że nie zamierzam powstrzymywać się przed przyjęciem jakichkolwiek oświadczyn od przystojnego Weasleya. Ale wtedy musiałabym ci go ukraść aby został cyganem. – Zaśmiała się również, próbując wyobrazić sobie lorda z tych dziwacznych opowieści, które znała, w tych wyjątkowo wymyślnych strojach, który razem z innymi czyści kopyta koniom. Weasleyowie się wydawali jednak nieco inni, więc może ktoś taki odnalazłby się o wiele bardziej w życiu wędrownika.
Słuchała poważnie obaw przyjaciółki, nie uważając jej obaw za bezpodstawne albo niegodne uwagi – w końcu wszystko, nawet jeżeli mogło być nieco idiotyczne w oczach społeczeństwa, dla młodych dziewczyn było poważnym zmartwieniem. Kiedy tylko więc wspomniała Neala o strachu przed odrzuceniem, Sheila lekko zamyśliła się, odwracając się w jej stronę i spoglądając poważnie w oczy.
- Tak, jest takie ryzyko. Ale nie sądzę, aby ktoś, kogo obdarzysz uczuciem na tyle, abyś mogła je przedstawić tej osobie, miał nagle ciebie odtrącać. Pomyśl też, że mężczyźni często będą ci chcieli zaimponować specjalnie tylko po to, aby potem cię odrzucić, ale ten jeden, ten wybrany – on nie odmówi ci, bo dla niego jesteś całym światem. – Naprawdę nie chciała zniechęcać panny Weasley przed zakochaniem się i późniejszym zamążpójściem, miała więc nadzieję, że to nie było to, co Neala wyniosła z tej rozmowy. W momencie więc, gdy usłyszała o tym, że postanowiła się Neala nie zakochiwać, Sheila westchnęła głośno.
- Skowronku najdroższy, to nie coś, nad czym mamy kontrolę. Nie myśl o miłości jak o czymś strasznym i bolesnym, to jest raczej…to jest jak zakopana skrzynia skarbów. Możesz natrafić na nią całkiem niespodziewanie, możesz zawsze wiedzieć, że tam była. Musisz się namęczyć z jej wykopaniem, z otworzeniem jej, oczyszczeniem zawartości, ale kiedy to zrobisz, jesteś w posiadaniu najpiękniejszych klejnotów. Trzeba o nie dbać, ale kiedy już błyszczą się w słońcu, upiękniają cię tylko. Ale i bez ciebie nie byłyby wiele warte.
Nie wiedziała, czy to miałoby trafić do przyjaciółki, miała jednak nadzieję, że te rzeczy przekonają chociaż ją do przemyślenia tego całego postanowienia odnośnie miłości. Na wspomnienie klątw Sheila potrząsnęła głową, wzdychając lekko.
- Neala, najdroższa, nigdy nie będę rzucać klątw! To tylko słowa będą po romsku, równie dobrze mogłabym opowiadać pogodę. Ale, że ludzie nie rozumieją, to myślą, że to coś groźnego. Nie skrzywdzę nikogo nigdy, o ile nie będzie to moja obrona albo nie będę bronić kogoś innego. – Mimo zapewnień, nie umiała jednoznacznie złożyć przysięgi albo obietnicy na ten temat. Mieszkała w końcu w jednym z najniebezpieczniejszych miejsc w Wielkiej Brytanii, nie wiedziała więc, co przyniesie jej życie. Równie dobrze mogła zostać do czegoś zmuszona, a o tym wolała nie myśleć. – Dobrze, że nic ci się nie stało. Ja nikomu krzywdy nie zrobię, ale nagadać na takie zachowanie na pewno nagadam. Tak się nie wypada zachowywać wobec żadnej dziewczyny.
- Różnorodność powinna pozwalać nam doceniać się nawzajem, niestety nie zawsze tak jest. Mimo to, mam szczerą nadzieję, że nasza przyjaźń będzie jedynie kwitnąć i damy radę wspierać się nawzajem, nie ważne, co będzie się działo. Tak przykro by mi było, gdybym nie mogła ci pomóc w jakikolwiek sposób. Już i tak przykro mi jest, że nie było mnie na tych tańcach żeby się bić przestali. – Nie, żeby Neala miała z nią nagle na tańce się udawać zawsze i wszędzie, Sheila raczej martwiła się o to, aby nikt nie prześladował jej przyjaciółki, niezależnie od tego, jakie miał intencje i nawet jeżeli ktoś o nią dbał.
- W takim razie, ścigamy się moja droga! Wygrana zabiera Montygona na romantyczną randkę! – Zaśmiała się jeszcze, zanim przygotowała się, przyjmując postawę taką, jak na wyścigi. Zaraz też na sygnał ruszyła przed siebie, wybijając się z ogierem tak lekko, jakby urodzona była w siodle. Roześmiała się lekko, poganiając dalej Montygona, który gnał teraz jak strzała, pozwalając, aby wiatr i jego pęd rozwiewał jej włosy. Zaśmiała się lekko, czując się jak dawniej kiedy mogła popędzać konia i gnać przez puste łąki.
- Dalej Neala! – zawołała jeszcze do przyjaciółki, mając nadzieję, że ta nie zostanie zbyt daleko w tyle. Kiedy jednak usłyszała rżenie konia, obejrzała się przez ramię, patrząc z niepokojem czy wszystko było w porządku. Zawracając zaraz Montygona, podjechała czym prędzej do panny Weasley, patrząc jeszcze na tego dziwnego mężczyznę, który się tu pojawił.
- Wszystko w porządku?!


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Kents Cavern [odnośnik]18.04.21 17:20
- Trochę wam zazdroszczę, potraficie tworzyć coś ledwie muśnięciem palców. - rozmarzyłam się trochę przymykając powieki. Ja nie umiałam. Nigdy nie chciałam w sumie nawet chyba - nigdy wcześniej, bo teraz uznałam, że całkowicie fenomenalnie byłoby gdybym potrafiła na czymś grać i nucić w miarę czysto melodie. Rozszerzyłam oczy w zdumieniu spoglądając znów ku niej. - Naprawdę? A to nie jest… jakieś strasznie trudne? - zapytałam odnośnie tej harfy. Kolejne ze słów rozciągnęły moje wargi w uśmiechu. - Cieszy mnie, że obie czujemy tak samo. - zgodziłam się, potakując krótko głową. Spotkałyśmy się trochę przez przypadek, ale to - jak zwykła mawiać babcia - lubiły chadzać po ludziach. A ten konkretny był dla mnie prawdziwym darem, który odkrywałam niezmiennie mimo upływającego czasu, bo Sheila nadal potrafiła mnie zaskoczyć.
- Brendan nauczył mnie wszystkiego co ważne. - odpowiedziałam na jej tłumaczenia potakując krótko głową. - A może bardziej przydatne? - zastanawiałam się głośno, żeby zaraz zaśmiać się krótko wzruszając ramionami. Dbał o mnie zawsze, tak jak ja starałam się dbać o niego jak najbardziej, kiedy jeszcze byliśmy razem. Spojrzałam na dom przed nami, czując jak ściska mi się trochę serce z tej tęsknoty, którą czułam. Chciałabym chociaż wiedzieć, że wszystko z nim jest w porządku.
- Devon jest piękne. - zachęciłam, ukazując zęby w uśmiechu. - Wcale nie mówię o nim dlatego, że chciałabym cię mieć bliżej. - dodałam jeszcze nie przestając się szczerzyć. Usta mi opadły kiedy zmarszczyłam lekko brwi. - Wiesz, wuja mógłby pomóc w znalezieniu jakiegoś zajęcia. On zna trochę ludzi. Albo kuzyn Anthony, albo kuzyn Archibald. Wystarczy że powiesz, zapytam. - złożyłam obietnicę. A te składałam zawsze i całkowicie na poważnie. Wierzyłam, że ktoś z moich bliskich będzie w stanie pomóc, jeśli zajdzie taka potrzeba. Jeśli się znajdą - nie, nie jeśli, KIEDY - kiedy się znajdą, na pewno razem postanowią, co zrobią.
- Ale CONAJMNIEJ - zaznaczyłam wyraźnie - raz na kwartał, będziecie zjawiać się w Ottery. - wystosowałam własne wymagania spoglądając na nią rozbawiona. - Inaczej sobie tego nie wyobrażam. - powiedziałam, wskazując na nią palcem w geście poważnej groźby, którą psuł uśmiech błąkający się po moich ustach.
A potem pojawiła się kwestia miłości, którą wyciągnęłam sama i teraz trochę żałowałam tego rozmyślania. Bo im dłużej rozmawiałyśmy tym mocniej już wiedziałam, że od miłości, to zamierzam się trzymać jak najdalej się da tylko. Jeszcze tego mi brakowało - zmartwień kolejnych w których grałam główną rolę.
- Nie sądzisz? - zapytałam za nią nadal strapiona. - A ja sądzę, że właśnie dokładnie tak będzie najpewniej. - zaparłam się w swojej własnej myśli i słuchałam dalej rozwierając oczy i usta na kolejne słowa. - TO MA MNIE POCIESZYĆ?! - zapytałam płaczliwie unosząc jedną z dłoni do twarzy, by przeciągnąć ją w dół zahaczając o skórę. Bibi poruszyła niespokojnie uszami na mój krzyk, ale wcale się nie przejmowałam. Bez sensu to wszystko było jakiegokolwiek. Imponować mi, ściągać uwagę, czekać, aż nie zainteresuje się bardziej, żeby potem zostawić brutalnie. Całkowicie bezdusznie. Nie zamierzałam bawić się w taką zabawę. Wpatrywałam się w sierść Bibi kiedy zwróciła się znów do mnie. Uniosłam głowę spoglądając na nią.
- Ja zamierzam mieć. - odpowiedziałam jej, dalej zapierając się w swoim, unosząc dumnie brodę ku górze. - Nie zależy mi na żadnych skrzyniach pełnych skarbów, Sheila. Postanowiłam. Nie. Zakocham. Się. - uparłam się i nic nie miało zmienić mojego zdania w tej chwili. A o tym świadczyło to same zawzięcie, które odbijały się na twarzy. Wzięłam wdech zerkając na nią, trochę zła na tą miłość całą. - Nie zmienisz mojego zdania. - uprzedziłam ją jeszcze, wzrok złagodniał po chwili. - Chociaż mówisz pięknie. Skąd tyle wiesz? - zapytałam ją, bo wydawała się wiedzieć o wiele - wiele, wiele, wiele, wiele - więcej, niż ja.
- To dobrze. - odetchnęłam, a zmartwienie zaczęło zanikać. Przygryzłam dolną wargę, marszcząc odrobinę nos. Spróbowałam się uśmiechnąć, ale marnie mi to jeszcze wyszło. Słuchałam dalej tych tłumaczeń w końcu skinając głową krótko. Dobrze, wierzyłam, że jest dokładnie tak, jak mówiła - nie było przecież powodów, by sądzić, że jest inaczej. - Nagadać możesz. - pozwoliłam dochodząc do siebie po tym krótkim szoku. Słuchałam kolejnych słów, potakując głową.
- Na zawsze będziesz bratnią mi duszą. - obiecałam jej solennie rozkładając usta w szerokim uśmiechu. Przecież przysięgały, a ona dotrzymywała raz danych słów. - Oh, ich się nie dało chyba zatrzymać. - powiedziałam cicho marszcząc brwi, przypominając sobie tą sytuację, widok cieknącej z nosa Jamesa krwi i boku Marcela. Od tamtych wydarzeń moje myśli odciągnęła propozycja po skończonej pracy. Przystałam na nią, chociaż wiedziałam, że z Sheilą to raczej nie mam co równać się w takiej walce. Wystartowałam później.
- Staram się! - odkrzyknęłam, śmiejąc się mimo tego, że przegrywałam. Prosząc Bibi, żeby przyśpieszyła trochę. W końcu mnie posłuchała ruszając tak, jak chciałam, próbując dogonić Montygona i Sheilą skupiona tylko na tym z opóźnieniem zauważyłam jakieś szaleńca, który aportował się prosto przed nami. Bibi stanęła dęba, a ja przypomniałam sobie sytuację w której już byłam. W której nie zadziałałam poprawnie. Dostałam wtedy radę, radę która gdzieś w tej mojej głowie była. Musiałam ją tylko znaleźć w ułamku tej sekundy. Pod żadnym pozorem do siebie przypomniał mi chłopięcy głos. Zacisnęłam wargi hamując pierwszy odruch. Ale na niewiele się to zdało bo sytuacja też całkiem inna była. Zbyt nieprzewidywalna i zbyt gwałtowna. Poczułam tylko, jak tracę grunt jakikolwiek w postaci grzbietu konia, a grawitacja cięgnie mnie ku sobie swobodnie.

wychodzimy z szafki


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela, pomocnica w Sanatorium
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kents Cavern [odnośnik]03.05.21 19:50
Pracował przy zbiórce jedzenia, ale w zasadzie kończyli pracować, jego ostatnim obowiązkiem, który wykonywał praktycznie w drodze do domu, było upewnić się, że towary na drodze, którą transportowano je aż do Salcombe, były odpowiednio zabezpieczone. Nie tylko do samego transportu, ale i przed ewentualnymi przeszkodami natrafionymi na drodze: pan Brendan pokazywał mu, jak to robić, wiele miesięcy temu, kiedy jeszcze tylko pomagał. Jak wielkie było jego zdziwienie, kiedy po aportowaniu się na drogę, którą powinien jechać wóz, prosto na niego szaleńczo kłusował rumak - a z tyłu chyba kolejny, lecz za plecami słyszał tylko tętent kopyt. Na jego widok wierzchowiec przeraził się co nie miara, co zasadniczo nie powinno dziwić; wspiął się na tyle nogi, a sam Walter dopadł do niego błyskawicznie, obawiając się, że rozhisteryzowany koń zrzuci jeźdźca - i zrani, bez zawahania chwycił wodze od boku, wolną dłonią sięgając jego szyi, którą przyklepał, raz, drugi, trzeci.
- Hej, spokojnie - zwrócił się do wierzchowca z zadziwiającym opanowaniem, rumak wierzgnął szyją, rozsypał jedwabistą krzywę i zarył kopytami o ziemię, ale uspokoił się pod stanowczym dotykiem: opadł, a on przytrzymał wodze, nie dając mu wyrwać się zbyt mocno w przód ni w tył. Dopiero teraz obejrzał się na dziewczynę, która upadła z siodła, a jego oczy rozszerzyły się jak dwa błyszczące galeony. Ona, tutaj? Jak to możliwe? - Pani - Obrzucił konia uważnym spojrzeniem, by nabrać pewności, że jest już spokojny - po czym dopadł do Neali, wyciągając ku niej dłoń, by pomóc jej wstać. - Nic ci nie jest? Dlaczego gnałaś tak szybko, ktoś cię goni? - Czujnie obrzucił tyły ścieżki, ostatnie zdarzenia poruszyły jego dumę, nie tylko odrzuciła jego oświadczyny, ale jeszcze nasłała na niego zbója, który złamał mu nos. I stała po ich stronie, stronie agresorów, co przyjął z potwornym zawodem. Chyba był na nią trochę zły, ale w obliczu zagrożenia - ważniejsze było co innego. - Ktoś was goni? - zapytał, odnajdując spojrzeniem drugą dziewczynę - nie znał jej, ale skoro była tutaj z Nealą, potrzebowała jego opieki tak samo jak panna Weasley. - Szybko, w drogę! - popędził ją, zaciskając dłoń na jej ręce mocniej, gotów podsadzić ją do siodła, jeżeli rzeczywiście zbliżało się niebezpieczeństwo. Nie przyszłoby mu do głowy, że urządziły sobie zawody rajdowe w tak poważnym miejscu.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kents Cavern - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kents Cavern [odnośnik]07.05.21 22:06
- To tylko wygląda łatwo, tak naprawdę, za tym trochę stoi pracy. Jednak zależy też w sumie od instrumentu. Niektóre są bardziej wymagające, inne mniej. – Nawet jeżeli mogła powiedzieć nieco więcej pod względem instrumentów, bo przecież James grywał na skrzypcach, a Thomas poświęcał czas harmonijce. Mimo to, wciąż było wiele instrumentów, o których nawet nie wiedziała, czy istnieją czy nie, a co dopiero wypowiadać by się mogła o grę na nich. W sumie zawsze bawiło ją to, w jak różne instrumenty poszła wraz z rodzeństwem i jak to odzwierciedlało ich charaktery i podejścia. Elegancka, ale poręczna harfa, brzmiąca kojąco, skrzypce, żywiołowe i pomocne do tańca, ale i dla miłosnych ballad i harmonijka, na której szybko można było wygrać skoczną melodię i który to instrument schować można było nawet i w rękawie.
- Trudność chyba zależy od tego, jaki instrument wybierasz. Do harfy zdecydowanie idzie się przyzwyczaić, a i zależy to od melodii, niektóre są całkiem powtarzalne. Dlatego musisz zobaczyć, czy to w ogóle dla ciebie. – Może jednak w ogóle nie było nic dla niej? To przecież też nie problem, kiedy ktoś po prostu nie czuł, aby gra na instrumentach była mu przeznaczona. Neala mogła się tym nie fascynować, ale interesować mógł ją taniec, czy jeszcze jakaś inna aktywność. Była niemal zawsze pewna, że każdy miał coś u siebie, a Nelka…była młoda. Miała szesnaście lat i mogła jeszcze zadecydować o swojej przyszłości.
- To dobrze. Cudownie, że miałaś w bracie oparcie i był dla ciebie nauczycielem i przyjacielem. Szkoda, że go nie poznałam, brzmi jak bardzo miła osoba. – Nie wiedziała nawet, że nie wszyscy podzielają taką pasję do osób przychodnich, a nawet nie myślała o tym, że brat Neali mógłby podchodzić do niej inaczej. W końcu wujkowie jej przyjaciółki czy kuzyn wydawali się ludźmi ciepłymi i nawet nie spodziewała się, aby z Brendanem było inaczej. Z drugiej strony, niewiele o nim wiedziała.
- Kochana jesteś, wiesz? Na ten moment muszę podziękować za to, bo jednak póki co odnaleźć chcę rodzinę. Ja pracować mogę gdziekolwiek, ale jeżeli moja rodzina jeszcze żyje…nie możemy się zostawić i rozjechać po różnych miejscach. – Jej umysł całkowicie nie pojmował, jak można by było chcieć zostawić własną rodzinę. Zwłaszcza, że jednak mieliby rozdzielić po tej nieobecności, gdzie Sheila zaczynała wierzyć, że powoli mogliby nie żyć? Te myśli przyciągały ją do ponurych rozważań, dlatego też dość szybko skupiła się na następnych słowach, uśmiechając się lekko na to zaproszenie.
- Obiecuję, że na pewno dopilnuję wszystkich terminów. Ale może jednak opowiedz o tym swojej cioci i swojemu wujkowi. Dziwacznie by było, gdybym tak zjawiała się w ich domu niezapraszana a oni akurat nie czuliby się na siłach. – Niezależnie od tego, co powiedzieć chciał o tym jakiś niepisany kodeks Weasleyów, aby wszystkie dusze zagubione przygarniać, tak Sheila nie chciała żerować na kimkolwiek. Miała szczerą nadzieję, że już i tak nikt teraz będzie mieć jej za złe tego, że zostaje na parę dni i korzysta z gościnności. Może mogła jeszcze coś innego zrobić w ramach pomocy? W takim gospodarstwie na pewno nie brakowało obowiązków i jeżeli tylko jakoś ułatwić mogła życie mieszkańców Ottery, to tak właśnie zamierzała zrobić.
- Nie o to mi chodziło, Nealko! – W ogóle nie zrozumiała tego, co ta chciała jej przekazać. Albo właśnie zrozumiała i to ją przeraziło. Mała szczerą nadzieję, że jednak panna Weasley nie zamknie się na możliwość uczucia, zwłaszcza że była dobrą i ciepłą osobą, której należało się, aby miała obok siebie kogoś, kogo mogła wspierać, a kto mógłby wesprzeć ją. Sama w końcu była skarbem, takim, który chciało się podziwiać. Może i Weasleyowie nie mieli pieniędzy, ale zdecydowanie mieli to ciepło na duszy, które człowiek chciał mieć zawsze obok siebie.
- To dzięki babci, nauczyła mnie dużo mądrych rzeczy! – Cieszyła się zawsze, że miała ją obok siebie, bo dzięki temu odebrała parę cennych lekcji. Jak taka, aby nie rzucać się na mężczyznę, tylko dlatego, że zaprezentował ci parę komplementów.
Wyścig działał bardzo dobrze, niestety koń Neali niezbyt poczuwał się do jazdy. Kiedy jednak Bibi stanęła dęba, Sheili serce podeszło do gardła, a ona sama natychmiast zawróciła Montygona, spowalniając jeszcze po drodze, aby nie wpaść na mężczyznę, który uspokoił konia. Kiedy jednak złapał Nealę, krzyknęła cicho, niemal zeskakując z konia.
- Hej hej hej, kim jesteś? Nikt nigdzie nie ucieka, miałyśmy wyścig! Nealo, wszystko dobrze? Jak coś się stało to od razu mów, zaleczę! Coś mogę zrobić? – Jej troska o przyjaciółkę mieszała się z niepewnością co do mężczyzny, który właśnie się tu pojawił. Ale musiała zachować spokój.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Kents Cavern [odnośnik]13.05.21 0:43
- Oh! W to nie wątpię. Choć wygląda zazwyczaj lekko. - zgodziłam się spokojnie, w ogóle, ale to wcale nie próbując w tym względzie przyjmować czy posiadać innego zdania. Bo w sumie może i na niczym nie grałam, ale wiedziałam, że perfekcja wymaga - niestety - czasu. To co wyglądało u kogoś na łatwe prawdopodobnie takim było dlatego, że wiedział idealnie jak coś poprawnie i dobrze wykonać. - Pokażesz i się okaże - innej drogi chyba nie ma. - zdecydowałam z uśmiechem, który posłałam jadącej obok przyjaciółce. Nie miałam nigdy okazji nawet dotknąć harfy - to mogło być całkowicie zdumiewające przeżycie i doświadczenie! I nie zamierzałam w ogóle - ale to w ogóle - z niego zrezygnować, nawet jak się okaże że harfa jednak nie była dla mnie ani trochę, ani wcale.
- Miła, to chyba niekoniecznie trafne określenie. - zastanowiłam się, spoglądając na ścieżkę, która prowadziła przede mnie. Zmarszczyłam odrobinę brwi. - Brendan po prostu dobry jest i opiekuńczy… na swój sposób. - nie przestawałam się uśmiechać, wzruszając przy tym lekko ramionami. Brendan był miły, dla mnie - ale też nie zawsze. Potrafił być surowy, kiedy coś nie tak zrobiłam. Ale wiedziałam, ze to dlatego, że się o mnie martwi. Rzadko kiedy pozwalał sobie na chwilę rozluźnienia i miałam szczęście, że czasem w tych rzadkich momentach robił to obok mnie. Kochałam go takim, jakim był. I byłam wdzięczna, za to, że dane było było być mi jego siostrą.
- Roz.... -  zaczęłam cicho, ale urwałam; uśmiech zszedł mi z ust. Nie rozumiałam, nie dokładnie. - Wiem, że jesteś dzielna. Ale… - urwałam przygryzając dolną wargę. Zamilkłam na krótką chwilę biorąc ciężki wdech. Rozmowa z Reggiem nadal była we mnie żywa. Wiedziałam, co w Londynie ją trzyma. I wątpiłam, że jakieś moje słowa mogły przekonać ją do opuszczenia miasta. Tak jak mówiłam Reggiemu i ona pewnie była świadoma tego, że pozostawała w nim na własną odpowiedzialność. Ale mimo to zdecydowała się tam zostać. Nie umiałam odpowiedzieć, co zrobiłabym na jej miejscu. Bardzo prawdopodobne, że dokładnie to samo. - Martwię się, She. Wolałabym żebyś nie tkwiła w tym mieście po prostu. - uniosłam na nią spojrzenie. - Nie zostawaj tam dłużej, niż to konieczne, dobrze? - chociaż tyle, albo aż. Trudno było założyć ile to miało być czasu, jak długo, czy w ogóle. Ale miałam nadzieję, że ich znajdzie, a potem wyniesie się z tego miasta potworów i zła.
- Dla rodziny zawsze jest się na siłach, She. Albo stara się być. Jeśli zostaniesz kiedyś Weasleyem, to nic im tłumaczyć dodatkowo nie trzeba będzie. - zapewniłam ją spokojnie, dźwigając znów usta do uśmiechu, ale te nie pozostały w górze długo, kiedy temat przeszedł na to całe zakochiwanie i chłopców. Z każdą chwilą upewniałam się tylko w przekonaniu, że nigdy - ale to nigdy - zakochiwać się nie będę. Dlatego postanowiłam. Bo na co mi to wszystko? To imponowanie, to zwracania uwagi o tak, bez powodu. To zwyczajne bawienie się moim własnym kosztem. Sama sobie kierunkiem i partnerem będę. Samej siebie nie zawiodę tak bardzo jak ktoś inny może mnie.
- A o co jak nie o to? - chciała wiedzieć, ale swoje zdanie już miałam i przekonać się wcale nie zamierzałam dać, że jest inaczej niż myślę. Prosta sprawa, nie zakochać się i tyle. Kontrolę po prostu wziąć i do siebie przyciągnąć. Wtedy nikt nie odrzuci moich uczuć i nikt się bawić moim sercem nie będzie. Klarowne, rozsądne i jasne - jedyne wyjście.
Kogoś na ścieżce nie spodziewałam się wcale - Bibi zresztą też nie. Tak samo, jak nie spodziewałam się tego, że z niej spadnę. Mistrzem jeździectwa nie byłam, ale w siodle przeważnie potrafiłam się utrzymać. Dziś jednak nie był to mój dzień. Upadłam obijając sobie plecy i trochę to, na czym zazwyczaj siadałam, ale nie było jeszcze tak tragicznie strasznie. Bolało, a jakże, ale wiedziałam, że gorzej być mogło całkiem.
- Panie. - odpowiedziałam w podobnym tonie. Obtłuczona, oboła, uniosłam głowę nie musząc się długo zastanawiać, do kogo należał głos. Pozwoliłam sobie pomóc, bo jednak trochę głupio mi było przez ten złamany nos, ale jednak i tak trochę zła byłam, bo w ogóle nie słuchał wtedy co do niego mówię. - Żyć będę. - stwierdziłam odrobinę marudnie, poprawiając sukienkę kilkoma ruchami. Jeden z kwiatów, które wetknęła mi we włosy Sheila wypadł w czasie upadku. Drugi sterczał jakoś nieporadnie. Poprawiłam trochę włosy, zadzierając brodę do góry. Ale zadane pytanie sprawiło, że przygryzłam dolną wargę, szczęśliwie - albo i nie - uratowana przez Sheilę. Zaciskająca się mocniej dłoń na mojej sprawiła, że uniosłam brwi do góry, robiąc krok w jego stronę. - Naprawdę, skończyłyśmy rozwozić koce po okolicy Nic nam nie grozi. Groziło? - zapytałam marszcząc lekko brwi. - Obiłam się tylko trochę, miałam szczęście. - przyznałam wzruszając łagodnie ramionami. Wiedziałam, że tak - mogło się skończyć zdecydowanie gorzej. - To Sheila, moja droga przyjaciółka. A to Walter. - przedstawiłam ich sobie, spoglądając na przyjaciółkę, spojrzeniem przekazując jej że wszystko w porządku jest i dobrze. Zmarszczyłam brwi zaraz wracając spojrzeniem do chłopaka. - Skąd się tu wziąłeś? - zapytałam zamiast tego, mając nadzieję, że Sheila jednak nie mówiła do końca poważnie z tym nagadywaniem. No i zastanawiałam się nad tym, chyba nie chodził za mną czy coś. Walter trochę mi zaręczanie zepsuł, ale ogólnie zazwyczaj chciał dobrze. No i nie mogłam unikać go całe życie. Uniosłam rękę, żeby odgarnąć z twarzy pojedynczy kosmyk włosów.


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela, pomocnica w Sanatorium
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kents Cavern [odnośnik]21.06.21 1:28
Walter spojrzał na Sheilę ze szczerym niezrozumieniem w oczach, otwierając je szeroko, mięsnie żuchwy spięły się wpół z obruszeniem, wpół ze spięciem, wzrok wodził od jednej dziewczyny do drugiej. Druga wydawała się panować nad koniem znacznie lepiej od Neali, ale - wyścigi?
- Urządzacie sobie wyścigi handlowym traktem? - zapytał, z niedowierzaniem; wciąż nie wypuścił z uścisku końskiej wodzy, choć rumak lady Weasley już dawno odnalazł wewnętrzny spokój. - Czy wy w ogóle macie wyobraźnię? - zapytał, unosząc gniewne spojrzenie na Nealę. Wciąż był na nią zły za tamte wydarzenia, publiczne obśmianie jego uczuć nie obruszyło go równie mocno, co fakt, że wolała trzymać się z tamtą trójką. Nie winił towarzyszącej jej dziewczyny, ale tamten Cygan i jego dziwny kumpel nie dość, że wydawali się lepem na kłopoty, to jeszcze wyraźnie prowokowali całe towarzystwo i, co najgorsze, wzniecili burdę, w której ktoś mógł zostać poważnie ranny. Cygan rzucił się na niego jak zwierzę, kiedy tylko potknął się o nogi drugiego durnia. Byli w samym oku cyklonu beznadziejnej karczemnej bijatyki. Miał o Neali lepsze zdanie. Nie sądził, że ktoś taki jej zaimponuje. - Rozprowadzamy tędy towary dla potrzebujących. Możecie bezmyślnie stratować posłańców albo wytrącić wozy z produktami i zniszczyć to, co jest przewożone. To nie jest najlepsze miejsce na zabawę - oświadczył dobitnie, choć chyba zaczynał się przyzwyczajać, że panienka Weasley pozmieniała sobie trochę priorytety. Teraz ważniejsza jest dla niej zabawa, przecież to pokazała. Co pomyślałby o tym pan Brendan? Obiecał mu, że będzie miał na nią oko, ale przecież nie zwiąże tej dziewczyny w piwnicy. Żyć będzie, tylko tyle miała mu do powiedzenia?
- Też przyjaciel lady - uzupełnił jej wypowiedź, z nutą goryczy na języku. Już się do niego nie przyznawała? Miała nowych lepszych znajomych? - Przyjaciel rodziny - Nim był z pewnością. Co do tego pierwszego już jej mieć nie mógł. - Miło mi cię poznać, Sheilo - zwrócił się do dziewczyny, kiedy Neala ich sobie przedstawiła, nie wyciągając ręki jako pierwszy - byłby to przecież bardzo niedżentelmeński gest. - Z Salcombe - odparł na pytanie Neali. - Pracuję tam nad zbiórką żywności, ostatnie zapasy miały zostac przerzucone tą drogą. Widziałyście je po drodze? - kontynuował, z zaparciem zamierzając udać się ich tropem. - Mam nadzieję, że tych wozów nie rozkradli twoi nowi agresywni przyjaciele, pani - prychnął pod nosem, wciąż rozdrażniony tamtymi wydarzeniami.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kents Cavern - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kents Cavern [odnośnik]21.06.21 9:05
- Mam wrażenie, że wiele rzeczy wydaje się dość proste, zwłaszcza jeżeli jest to coś, na czym się nie znamy. W końcu w takich wypadkach możemy opierać się jedynie na tym, co widzimy. – A w końcu delikatne pociąganie strun nie wyglądało na zbyt skomplikowane. Oczywiście, mało kogo w takich wypadkach obchodziło to, ile prób stało za tą osobą, by wydobyć z siebie chociaż jeden czysty dźwięk. Zastanawiała się, jak to mogło to wyglądać kiedy ktoś rzeczywiście odbierał edukację muzyczną, w pełnym tego słowa znaczeniu. W wypadku cyganów było to głównie nauka ze wzroku i ze słuchu. Powtarzało się to, co się dostrzegało, mając po prostu nadzieję, że kopiuje się dobrze.
- Do ciebie, mam wrażenie, że pasowałoby ci coś z fletów albo fletni. Nie mówię jako specjalista, po prostu jakoś mi to pasuje… - Wydawało się jej, że delikatne ale żywiołowe dźwięki całkiem pasowały do panny Weasley. Nie mówiąc już o tym, że taki instrument można było zabrać ze sobą, dlatego Nelka w przerwach w pracy mogłaby ćwiczyć i doskonalić swoją sztukę. Oczywiście te skojarzenia od razu przyniosły jej wrażenia z Thomasa, dlatego delikatny uśmiech przebił się przez jej zamyśloną postawę, zaraz też znikając kiedy spojrzała na drogę.
- Rozumiem, Brendan to taki typowy starszy brat? Kochasz go, ale to on zawsze uważa, że wie, co jest dla ciebie najlepsze, więc często nawet nie podąża twoimi sugestiami, tylko kieruje się własnymi pojęciami. – Oczywiście, bracia robili to z troski, nie z chęci ustawiania siostrze życia. A może z Brendanem wcale nie było takiej sytuacji? Może jednak potrzebował podejść do tego nieco inaczej? W końcu rodzina Weasleyów była w wielu wypadkach osobiście zaangażowana w czarodziejskie konflikty. Tego z doświadczenia nie znała, więc też oceniać jej brata Nelki było ciężko. Szkoda jednak, że pozostawił ją samą.
Uśmiechnęła się spokojnie, wyciągając dłoń aby złapać ją za rękę i pozwalając sobie na chwilę milczącego zrozumienia. Wiedziała, że jej przyjaciółka się o nią martwi. Sama nie chciała spędzać w tym mieście więcej, niż było to konieczne. Miała jednak nadzieję, że po spotkaniu rodziny będą mogli znów zamieszkać gdzieś w poza tym szarym, brudnym miastem.
- Dziękuję, że tak mówisz. Sama się martwię o to miejsce, dlatego mam szczerą nadzieję, że braci, dziadków albo inne osoby z taboru odnajdę i będziemy już mogli mieszkać razem w innym miejscu. – Miasto ją stresowało, a już nie było co mówić o takim mieście jak Londyn, gdzie dodatkowo niebezpieczeństwo czaiło się na każdym roku. Sama Sheila wiedziała, że gdyby przyszło do problemów, łatwo by było przypisać jej jakąś winę za coś, czego nawet nie zrobiła. Bez bliskich, bez koneksji, łatwy cel dla ludzi.
- Nie wiem, czy kiedyś w pełni będę Weasleyem, bo wiem, że przyjmowanie do rodziny cyganek jest dość…problematyczne. Wiem jednak, że doceniam wasze ciepło i wspieranie tych w potrzebie, nawet jeżeli są wam obcy. – A ona sama przecież wiedziała, że jej stosunek do obcych pozostawiał wiele do życzenia. Nie wiedziała, czym więc sobie zasłużyła w życiu, że zdołała napotkać ludzi, którzy pomagali tak, jakby los jednak się do niej uśmiechał. Komu miała być za to wdzięczna? Cóż, mogła jedynie wspierać tych, którzy dawali jej dach nad głową i przychodzili z pomocą. Uważała, że każdy posiłek u Weasleyów powinna odpracować.
- Neala. Chodzi o to, że miłość nie przychodzi prosto. Nic w życiu nie przychodzi. Książki opowiadają o tym jak o mitach, ale prawda jest taka, że każdy z nas staje przed innymi wyzwaniami i problemami. Dlatego nie da się porównać jednej sytuacji do drugiej. Ale warto pamiętać, że są rzeczy na tym świecie, które nawet mimo problemów sprawiają, że warto się o nie starać. Rodzina. Przyjaciele. Miłość. Nie możesz odrzucać zakochania, to tak nie działa, a bicie się wbrew temu jeszcze nikomu nie przyniosło nic dobrego. – Nie chciała, aby właśnie do takich wniosków doszła jej przyjaciółka, więc chyba nie powinna się już w takich wypadkach odzywać. Oczywiście, że teraz panna Weasley zawsze będzie wiedzieć lepiej.
Kamień spadł jej z serca kiedy usłyszała, że z przyjaciółką wszystko w porządku. Trochę po prawdzie obwiniała się, że tak naprawdę to jej wina. Mogła tak nie forsować do przodu, mogła nie obstawiać na wyścig. Czy była zbyt negatywnie nastawiona do siebie. Dlatego cieszyła się, że jej przyjaciółka wydawała się być cała, chociaż brwi jej ściągnęły się mocno kiedy usłyszała, z kim właśnie miały do czynienia. Nie chciała robić burd w obecności Neali, ciśnienie jej jednak podniosło się kiedy ten od razu wyskoczył do przyjaciółki z pretensjami.
- Wiemy, właśnie skończyłyśmy rozprowadzać koce dla potrzebujących – stwierdziła dość sucho, znów delikatnie łapiąc dłoń Neali. – I to był tylko krótki wyścig, nikt przecież nie chciał nic złego! – Niemal fuknęła. Fakt, przed chwilą prawnie Weasley na klaczy wpadła na Waltera, przecież jednak nie zrobiła tego umyślnie.
- Nie, nie widziałyśmy żadnych wozów po drodze. Ale myślę, że powinnyśmy już wrócić. Ktoś powinien cię obejrzeć na wszelki wypadek, Nelciu. – Sama nie wyciągnęła dłoni na powitanie w stronę Waltera, nie zamierzając mu prezentować jakiejkolwiek ogłady i kultury. To on powinien się jej nauczyć! – Chodź, czas na nas.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Kents Cavern [odnośnik]08.07.21 12:02
Zaśmiałam się łagodnie, na stwierdzenie o tych fletach całych, ale w końcu skinęłam tylko głową godząc się ze stwierdzeniem. Na muzyce to się za bardzo nie znałam. Nie znałam też się na gromie tych instrumentów wszystkich. Czym był flet wiedziałam. On się łatwy wydawał. Ale pewnie znów to jedynie pozory były.
- Typowy? - powtórzyła po niej słuchając kolejnych słów by zaraz powrócić głową. - Brendan zawsze bierze pod uwagę moje zdanie. - wzruszyłam ramionami spoglądając w niebo nad nami. - I chyba nie tyle co uważa że wie, a po prostu wie. Ma dekadę więcej. Więcej widział i więcej rozumie. Okazuje uczucia na swój sposób, ważne, że ja je rozumiem. - inni mogli go uważać za gbura, czy gruboskórnego. Ale ona widziała ogniki kiedy śmiał się z niej w kuchni i troskę, kiedy tłumaczył coś ważnego do zapamiętania.
- Oby jak najszybciej. - wypowiedziałam cichą prośbę, naprawdę nie chcąc, żeby Sheila pozostawała w Londynie dłużej, niż było to konieczne. - Weasley, to nie tylko nazwisko. - dodałam unosząc kąciki ust ku górze.
- Oczywiście, że mogę. - odpowiedziałam po tym, jak wysłuchał jej kolejnego tłumaczenia. Mogłam co chciałam a ja postanowiłam, że się nie zakocham. Taka byłam, tak miałam, swoich postanowień się trzymałam. - Mam inne rzeczy do robienia, niż boksowanie się z trudami miłości, której mi nie trzeba. - zawyrokowałam dla potwierdzenia potakując jeszcze głową chwilę przed tym, jak świat zawirował mi przed oczami, a ja poleciałam w stronę podłoża, wiedząc, że spotkanie z nim będzie nieuniknione.
Nie było dobrze. Zrozumiałam to, kiedy dostrzegłam, jak Walter spina mięśnie żuchwy. Już znałam ten gest już go wcześniej widziałam. Wykrzywiłam z ostrożnością usta marszcząc odrobinę brwi. Czekałam, bo wiedziałam, że na coś czekam kiedy tak patrzył od jednej do drugiej, ale na co dokładnie czekałam, to jeszcze nie wiedziałam. Ale w końcu się doczekałam, bo padające pytanie sprawiło, że czerwień, którą wyraźnie już czułam na szyi weszła jeszcze wyżej. Bo w momencie w którym wziął i powiedział to na głos, zabrzmiało to jeszcze jeszcze gorzej niż w moich wyobrażeniach.
- Em… - zaczęłam niepewnie, a zaraz cofnęłam się kiedy kolejne z gniewnych pytań wypadło na przestrzeń. Bo w sumie to wyobraźnie niby miałam, ale byłam prawie całkowicie pewna, że niedokładnie o to Walterowi chodziło. Spojrzałam więc w bok, trochę speszona, ale nadal uniosłam dumnie brodę, mimo wszystko. Trochę milcząco przyznawałam Sheili rację - nikt nie chciał nic złego. A trochę Walteroiwi - najrozsądniejsze to to nie było.
- Musisz Walter z tą lady? - zapytałam wracając do niego tęczówkami nadal zadzierając nos. Nie skorygowałam wypowiedzianych przez niego słów. Ani pierwszych, ani kolejnych. Bo w sumie sama nie wiedziałam jak i gdzie nas to wszystko stawiało. - Moi… - powtórzyłam po nim unosząc brwi. - Sam się z nimi biłeś! Mówiłam, żebyś przestał. - oskarżycielsko wyrzuciłam w jego kierunku, zakładając dłonie na piersi. Zamrugałam kilka razy, kiedy Sheila zwróciła się wprost do mnie. - Em, tak. - zgodziłam się, jeszcze trochę obolała. Rzeczywiście, czas był już wracać, wujostwo może zacząć się niepokoić, jeśli zejdzie nam dłużej niż powinno.

| zt?


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela, pomocnica w Sanatorium
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kents Cavern [odnośnik]13.07.21 12:34
Chyba sobie żartowały. Były kompletnie nieodpowiedzalne: kompletnie! Nie pomyślały o Neali w ten sposób nigdy wcześniej, ale minione wydarzenia wstrząsnęły jego światopoglądem - a może po prostu przykro było powitać myśl, że lepiej bawiła się z kimś innym, niż on? Nie dopuszczał do siebie myśli, że to ukłucie zazdrości kierowało jego gniewem, zazdrości i wstydu po odrzuceniu, choć wydawało mu się, że oświadczyny wobec tak ogromnej publiki będą niesamowicie romantyczne. A ona przecież taką była - prawda? Pokochał ją za to, za marzycielstwo wypisane na twarzy i w słowach, tak oderwane od szarej i burej codzienności. Była jak promień słońca, śliczny kwiat na polu pełnym pięknego, ale jednolitego zboża. Ale teraz, kiedy w jej oczach widział tylko obcość i wrogość, nie potrafił się z tym wszystkim pogodzić. Brendan nie chciałby, żeby odpuścił, może powinien porozmawiać z jej rodziną. Dla jej dobra, odkładając na bok te wszystkie uczucia, bo przecież nie zrobiłby tego z zawiści. Martwił się o nią - o to, z kim się prowadziła. Jeden z nich był śniady, obcy, drugi dziwny, ale oboje mieli wypisane na twarzy to, skąd pochodzili. Brendan nie chciałby, żeby Neala obrała się w takim towarzystwie, tego był pewien. Powinien porozmawiać z jej ciocią?
- Wiesz, do czego prowadzą chęci?! - odpowiedział gniewnie Sheili, bo sam wiedział - donikąd. Neala pokazała mu w ostatnim czasie dosadnie - a teraz dalej stroiła fochy. Przewrócił oczami, oczywiście, że musiał tytułować ją lady. To był jej tytuł, jej rodzina niegdyś panowała nad tymi ziemiami - i za to ich tutaj kochano. Bo pośród nielicznych panów Anglii, ci jedni mieli wielkie serce. Byli ich dumą - dumą całego Devon. Zawsze darzył ich rodzinę największym szacunkiem, choć Brendan też dziwnie wywracał oczami, kiedy tytułował go lordem lub panem.
- Miałem przestać przed czy zanim złamał mi nos? - Cygan był nie do zatrzymania, wściekły jak pies, nie dało się go powstrzymać. Zraniona duma szybko odeszla w cień, kiedy musiał mierzyć się z tym człowiekiem. Buchał agresją, której nie potrafił nazwac. Która przerażała.
- Odprowadzę was   - zapowiedział, chwytając wodze rumaka prowadzonego przez Naelę, raz już ją zrzucił, jeśli zrobi to po raz drugi, mogła zranić się mocniej. - Masz rację, ktoś powinien ją zobaczyć. Ale musi tam dotrzeć bezpiecznie - oznajmił, nie czekając na ich potwierdzenie lub zaprzeczenie zawracając jej konia; chwycił wodze blisko pyska, tak, by odebrać sprawczość Wealseyównie. Nie jeździła na tyle dobrze, by przejąć dominację. - Idziemy - zarządził, wychodząc na prowadzenie...

zt wszyscy?


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kents Cavern - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kents Cavern [odnośnik]05.08.21 19:35
17 stycznia 1958

HEP! Och, doprawy, jakby tego wszystkiego mało - pomimo wcześniejszych przygód cały czas nie była w stanie bezpiecznie dotrzeć na rynek z żywnością przez płatającą figle magię i czkawkę towarzyszącą procesowi charakterystycznego zakołysania się żołądka przy rozpoczynającej się teleportacji. Gdzie tym razem posłał ją Merlin? Najpierw do nozdrzy dotarł ciężki, lepki zapach wilgoci, później nogi zakołysały się na śliskim podłożu, a Beckettówna z krzykiem dezorientacji poczuła, jak znów traci równowagę - ledwie po jej odzyskaniu. To miejsce było dziwne. Ciemne, pełne odgłosów kropel uderzających o kamień, pełne też echa jej głosu, które poniosło się daleko, chyba jedynie dzięki dobrotliwości przeznaczenia unikając wzniecenia katastrofy poruszonego stropu. Była... w jaskini, zrozumiała to po chwili, półleżąca na twardym podłożu. Upadek sprawił, że obiła łokieć. Pulsowała też kość ogonowa, a w ciemności nie widziała dosłownie niczego, po omacku szukając wokół siebie opuszczonej przy upadku różdżki. Gdzieś tu przecież musiała być! Wszechobecna wilgoć mieszała się także z odorem zgnilizny - coś szmerało w oddali, szurało, może nietoperze? Och, Merlinie, żeby to były te przeklęte nietoperze. Albo jeszcze lepiej: ekipa grotołazów, która odnajdzie ją w niedoli i poprowadzi do wyjścia?
- Szlag by to trafił... - wymruczała obolała Trixie, a pełne ulgi aha! wyrwało się spomiędzy warg, gdy w końcu zacisnęła dłoń na trzonku różdżki. Już stanowczo zbyt długo tkwiła tu w ciemności, w niemocy, wreszcie odzyskując z kolei jakieś poczucie kontroli. - Lumos - powiedziała cicho, a szpic dzikiego bzu rozbłysnął zbawiennym światłem. I wtedy to do niej dotarło - była gdzieś w dziurze wydrążonej naturalnym biegiem czasu w jaskiniowym królestwie krętych, głębokich korytarzy, zaś wokół niej pełno było kości mniejszych i większych zwierząt.
Czekoladowe oczy rozwarły się w niedowierzaniu; jakim cudem magia rzuciła ją akurat tutaj? Trixie obróciła się na kolana i rozejrzała dookoła uważniej. Wśród szkieletów nie dostrzegła żadnego ludzkiego, przynajmniej tyle dobrego, ale zadarłszy głowę ku górze zrozumiała, że przy swoim miernym wzroście nie miała szansy dosięgnąć krawędzi swojego kamiennego więzienia, nie samodzielnie. Chyba że spróbowałaby się znów teleportować? Przez moment rozważała tę opcję, jednak była zbyt poobijana i skołowana, by próbować. To nie był najlepszy dzień na głupie, niebezpieczne pomysły, nie z magią grającą jej na nosie...


and the lust for life
keeps us alive, 'cause we're the masters of our own fate, we're the captains of our own souls, there's no way for us to come away, 'cause boy we're gold, boy we're gold.
Trixie Beckett
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911
Re: Kents Cavern [odnośnik]05.08.21 20:24
HEP!
Jeszcze chwilę temu stała w rodowej bibliotece, wertując jeden z cięższych tomów prawiących o zapomnianych przez los legendach. Ledwo przed momentem była bezpieczna w otchłani księgozbioru, gdzie czekało ją tylko ciepło i światło, a teraz...? Co to za potworna magia, która sprawiła, że wbrew własnej woli znalazła się nagle gdzieś, gdzie wcale nie planowała być? Czy ktoś rzucił na nią klątwę i zabawić chciał się losem młodej damy? Przecież nie było to wcale takie niemożliwe, ostatnie miesiące udowadniały, jak okropny był to świat, nastawiony przeciwko niej, tylko i wyłącznie ze względu na urodzenie. Oczy miała zamknięte, gdy upadała na coś twardego, co obiło jej pośladki i może nawet rozdarło sukienkę. Jeszcze nie wiedziała... Trzymany w dłoniach podręcznik ścisnęła mocniej, wyczuwając, jak koniec różdżki wbija jej się w udo. W tle słychać było szmery, a potworny odór dobijał się do jej nozdrzy. Miała na sobie zaledwie elegancką suknię, zbyt cienką jak na styczeń, ale przecież nie planowała opuszczać domu! W oddali zasyczał głos. Na ten cichy pomruk zatrzymała powietrze w płucach, usiłując nie dopuścić do tego, aby ktokolwiek, kto tam był, ją usłyszał. To mógł być morderca! Okropny jaskiniowiec, pustelnik żywiący się ludzkim mięsem. Otworzyła w końcu oczy, zwabiona łuną światła. Nie chciała umierać... Nie w tym smrodzie. Dookoła była zaś ciemność. Skały, którymi była otoczona, wydawały się zimne, przerażająco wilgotne, jednak twarz, którą dostrzegła w świetle różdżki... Czy to była... - Beckett? - zapytała z niedowierzaniem w glosie, kompletnie wybita z rytmu. Nie dość, że była w zupełnie obcym miejscu, to jeszcze z nią. Gryfonka, z którą łączyły ją zaledwie waśnie, niewiele zmieniła się z twarzy. Dalej była tak samo paskudna, tak samo mocno przypominała o porażkach, o czasach, gdy ataki od uczniów w czerwonych krawatach nie ustawały, czasach, gdy nie miała jeszcze tyle pewności siebie, co dzisiaj. Nie... Co wczoraj. Księgi wciąż nie wypuściła z rąk, usiłując zrobić sobie z niej dosłowną tarczę, gdy przyciśnięta do piersi okładka mogła chronić przemarznięte ciało. Nie chwyciła nawet za różdżkę. - Co ty tu robisz? Co JA tu robię? - przecież to drugie pytanie było znacznie ważniejsze. Jak mogłaby je pominąć? Ten plugawy mieszaniec na pewno wiedział, co się stało. A może nawet to była jej sprawka? Może ściągnęła ją tutaj, aby zaatakować i odpłacić się za wszelkie krzywdy. Ale przecież niemożliwym było, by stara rywalka teraz bratała się ze zorganizowanymi w Zakonie Feniksa złoczyńcami. Czy to mógł być przypadek, że obydwie znalazły się w tym samym miejscu, o tej samej porze? - Mieszkasz tu...? - spytała zupełnie na poważnie.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Kents Cavern [odnośnik]05.08.21 20:43
Kiedy tylko do uszu dotarł dźwięk niespodziewanego towarzystwa, Trixie nie mogła powstrzymać westchnienia pełnego ulgi. To znaczyło, że nie była już sama w tym podejrzanie potwornym miejscu, miała u swojego boku kompana niedoli, wraz z którym mogłaby poszukać drogi prowadzącej do wyjścia z jaskiniowych korytarzy - i wydostać się najlepiej wciąż w jednym kawałku. Och, już miała otwierać usta, już miała witać się z tym, kto dołączył do niej w kamiennym dole pełnym kości - a wtedy łuna zaklęcia rzuciła światło na przebrzydłą twarz prosięcia, którego w najśmielszych snach nie oczekiwałaby tu dziś zobaczyć. W jaki jeszcze sposób magia zamierzała z niej zadrwić? Co jeszcze planowała uczynić, by zagrać Beckett na nosie? Nie wystarczyło, że dochodziła do granicy swojej wytrzymałości, gotowa w każdym momencie ciskać z siebie gromy?
- Ty... - sapnęła ze współmiernym niedowierzaniem. Chyba tylko zdziwienie powstrzymało ją od tego, żeby od razu rzuciła się na Blackównę i wyrwała jej kudły z głowy. Niewiele zmieniło się od szkolnych lat: one wciąż były podobne do siebie z okresu adolescencji, a dawna niechęć płonęła tym samym, znajomym ogniem, który wśród obcego miejsca o dość ponurej aurze wydawał się wręcz bezpieczny. - To twoja sprawka? Ty mnie tu ściągnęłaś? Co ci znowu wpadło do tego wiadra pełnego gumochłonów, które masz za głowę, Black? - uniosła się w złości, machinalnie odsuwając się od arystokratki na tyle, na ile pozwoliła im ciasnota wspólnego więzienia. Nie pomagały kości i kosteczki, jakimi usłane było podłoże. Od kamienia biło zimno, od środka natomiast rozgrzewała wyłącznie wściekłość spotęgowana jeszcze durnym pytaniem padającym z ust Ślizgonki. Na jego dźwięk Trixie wymownie przewróciła ciemnymi oczami. - No tak, oczywiście. Uwiłam sobie tu miłe gniazdko, a szkielety, na których obecnie siedzimy to efekt moich polowań na głupie i puste panienki z zatęchłych kamieniczek. Uważaj, idealnie wpasowujesz się w te kryteria - rzuciła od niechcenia, a potem spróbowała podnieść się na śliskiej posadzce, podtrzymując się ściany wolną dłonią. Lumos cały czas nie gasło. Aquila nie była przydatna, trzymała przed sobą podręcznik jak tarczę, zamiast pomóc jej oświetlić otoczenie i poznać więcej jego szczegółów - ale czy ten szlachecki pomiot kiedykolwiek umiał coś zrobić samodzielnie? - Wiesz gdzie... - już zamierzała pytać, ale w oddali rozległo się dziwne warknięcie - a potem coś, co na myśl mogło przywodzić ptasi odgłos. I to coś stawało się coraz głośniejsze.


and the lust for life
keeps us alive, 'cause we're the masters of our own fate, we're the captains of our own souls, there's no way for us to come away, 'cause boy we're gold, boy we're gold.
Trixie Beckett
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911

Strona 2 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Kents Cavern
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach