Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ogród   03.05.15 2:10

First topic message reminder :

Ogród

Obszerny, rozległy ogród znajdujący się przy dworze rodzinnym Rosierów jest niezwykle zadbany; skrzat domowy, zgodnie z tradycją, więcej czasu poświęca na jego pielęgnację, niż konserwację wnętrz. Poprzecinany wieloma dróżkami, mniej lub bardziej krętymi, mocniej lub słabiej usypanymi kamieniami, otaczają zieleń przewrotnymi serpentynami. Otoczony żywopłotami pozostaje niewidoczny dla osób z zewnątrz; i choć roślinny płot odchodzący w elegancki labirynt nadaje całości francuskiego charakteru, to sam ogród stworzony jest raczej w angielskim, dzikim stylu. W głębi znajduje się niewielki staw rozświetlony wielobarwnymi egzotycznymi rybkami, otoczony gęstą, tajemniczą zaroślą; tuż przy niej wznosi się najpiękniejsza rzeźba ogrodów - przedstawiająca śliczną nimfę. Wewnętrzna altana znajduje się na brzegu klifu; z jej wnętrza nocą czasem widać smoki z pobliskiego rezerwatu, tańczące na niebie. Szum morza koi, a roślinne werdiury nadają cienia i intymności. Najpiękniejszą ozdobą tych ogrodów są krzewy dojrzałych róż.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   01.12.16 23:04

The member 'Lucinda Selwyn' has done the following action : rzut kością


'k6' : 3


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ogród   02.12.16 0:58

Pewnie i dla Lyry przyjdzie kiedyś taki czas, kiedy tego typu wyjścia spowszednieją jej i przestaną budzić większe emocje. Wtedy będzie już się martwić tylko wyborem sukni czy odpowiedniego prezentu. Ale czy kiedykolwiek nadejdzie moment, że będzie czuła się w tym świecie całkowicie pewnie, tak, jakby należała do niego od urodzenia? Póki co trudno było jej sobie to wyobrazić. W pewnym sensie wciąż stała na granicy dwóch światów, zafascynowana tym nowym, ale świadoma tego, jak wiele jej brakowało, żeby prawdziwie poczuć się jego częścią. Glaucus był wśród swoich, był tutaj mile widziany, a ona? Musiała przynajmniej starać się uwierzyć w to, że również uda jej się odnaleźć w świecie salonów.
Kiedy się oddalili, skupiła się głównie na towarzystwie męża. Przy nim czuła się pewniej, zresztą, teraz już z czystym sumieniem mogli rozmawiać. Lyra zadała mu jeszcze całe mnóstwo pytań na temat innych członków rodziny, żeby w razie jakiegoś spotkania z kimś nie wyjść na zupełną ignorantkę. Byli w końcu małżeństwem, powinna się interesować jego rodziną i tym, jakie relacje miał z poszczególnymi osobami. Zresztą, naprawdę ją to interesowało niezależnie od tego, co wypadało. Te pierwsze miesiące po ślubie wciąż były dla nich obojga takim czasem, kiedy poznawali się wzajemnie.
Ogród zrobił na niej spore wrażenie; mimo wczesnej pory roku i tutaj kwitło mnóstwo przepięknych róż. Gdzie nie spojrzała, widniały piękne, dobrze wybarwione pąki, a dookoła roztaczała się ich słodka woń.
- Chętnie bym je namalowała. Są piękne – powiedziała tęsknie. Zapewne nie będzie mieć takiej okazji; nie zabrała ze sobą szkicownika, raczej też nieprędko znajdzie się tu ponownie, jeśli w ogóle. Mogła jedynie zapamiętać urok tego miejsca. – Może wejdziemy do środka? – zaproponowała, kiedy dotarli do labiryntu. Budził on również zainteresowanie innych gości, bo już kilka innych par również wybrało się na wędrówkę tajemniczymi alejkami. – Jak myślisz, co znajduje się wewnątrz?
Rozglądała się z ciekawością, zerkając to na męża, to na labirynt, to na innych czarodziejów zainteresowanych atrakcją zapewnioną im przez Rosierów. Gdzieś w pobliżu mignęła jej kobieta, którą w styczniu spotkała na korytarzach Munga i z którą zamieniła wtedy parę słów. Towarzyszącego jej mężczyznę mogła kiedyś gdzieś widzieć, ale w tej chwili nie pamiętała, gdzie dokładnie. Kiedy jednak weszli do labiryntu, mocniej ścisnęła rękę Glaucusa. Oczywiście, że miała zamiar zwiedzać go razem z nim, w nadziei, że się nie zgubią. A nawet jeśli... gubienie się w towarzystwie małżonka chyba nie byłoby takie złe, zresztą, ufała jego dobremu wyczuciu. Podczas swoich wypraw w odległe zakątki świata pewnie już miał styczność z labiryntami.
- W którą stronę powinniśmy teraz pójść? – zapytała go, gdy dotarli do pierwszego rozwidlenia.

Para:
Lyra i Glaucus Travers

[bylobrzydkobedzieladnie]






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance


Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 02.12.16 1:01, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   02.12.16 0:58

The member 'Lyra Travers' has done the following action : rzut kością


'k6' : 3


Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
10
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   02.12.16 13:08

Ostatnio wcale nie byłem taki mile widziany, ale nie przejmowałem się tym już w ogóle. Nie jestem człowiekiem, który rozpamiętuje. Coraz mniej też mi zależy. Największej akceptacji potrzebuję od ojca, od rodziny. Reszta mnie ani nie grzeje, ani ziębi. Nie interesują mnie obce opinie, osądy. Każdy i tak mierzy drugiego swoją miarą. Która nie jest moją. Dlatego odłożyłem wszystkie niesnaski na bok i cieszyłem się tym ślubem, tym weselem. Tym, że mogę tu być z żoną oraz krewnymi, że mogę podziwiać piękne widoki Dover oraz wspaniałe dekoracje przygotowane przez Rosierów. Którzy mieli mnie zaskoczyć kolejną atrakcją; labiryntem w ogrodzie pełnym czerwonych róż. O ostrych kolcach. Miałem nadzieję, że unikniemy jakiegoś niefortunnego wypadku, szkoda byłoby opuścić tak urokliwe miejsce przed czasem. Uśmiechałem się, a kiedy kogoś mijaliśmy, witałem się z nim kiwnięciem głową, bez zbędnych słów i rozmyślania, czy tę osobę znam czy nie. Wszyscy wszystko widzą, dlatego wolałem zachować przynajmniej pozory.
Ścisnąłem rękę Lyry prowadząc ją do bramy, a potem wprost przed labirynt. Byłem ciekaw jak wygląda w środku.
- To jak wygramy, będziesz mogła namalować cały bukiet – stwierdziłem lekko. Nie wiedziałem, czy wygramy czy nie, ale może i tak chociaż jeden kwiat będziemy mogli zabrać do Norfolk? Trzeba byłoby się tego dowiedzieć, zawsze to coś, nawet, jeśli nie całe naręcze pąków; póki co rozglądałem się po różnych wejściach.
- No pewnie, że wchodzimy! – rzuciłem trochę podekscytowany. Odzywała się we mnie dusza podróżnika, ta ciekawska natura. – Nie wiem, może stoliki skąpane w szkarłatnych płatkach oraz światłach lampionów? – odparłem, przez chwilę faktycznie analizując co takiego mogłoby być w środku. Nie wiedziałem, ale to było pierwszym, co przyszło mi na myśl.
Zgarnąłem jeszcze dwa kieliszki szampana z lewitującej tacy i jeden z nich podałem rudzielcowi, a następnie wkroczyłem w wejście po lewej stronie. Niestety, nie wiedziałem, że to zupełnie odwrotny kierunek niż potrzebujemy. Widocznie mam słabe wyczucie.
- I jak ci się dotąd podoba uroczystość? – zagaiłem, upijając kilka łyków alkoholu oraz pokonując kilka metrów labiryntu.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Ogród   02.12.16 13:38

Wraz z Cynericiem przyszliśmy tutaj z uroczyska. Z miłym zaskoczeniem stwierdziłam, że tu, w ogrodzie, o wiele mniej wiał wiatr, dzięki czemu przyjemna woń, chociaż jeszcze bardzo delikatna, wydzielana przez róże od razu trafiła do moich nozdrzy. Pamiętałam jak wiele czasu spędziłam w Rosierowych ogrodach czy na plaży w tej okolicy, gdy byłam jeszcze małym podlotkiem i w głowie miałam bardziej zabawę niż rozmyślanie o dorosłym życiu. Widok tych pięknych kwiatów, które przywodziły tyle cudownych wspomnień, ponownie wprowadziło mnie w lekko melancholijny stan i nawet nie zauważyłam, gdy wraz z kuzynem przystanęliśmy przy wejściu do ogrodu.
Te ogrody które znałam z domu Darcy były niezwykle podobne do tych. Równie piękne, z tymi samymi gatunkami kwiatów, chociaż z francuskimi akcentami, to zdecydowanie przeważał styl angielski. Wiele tajemniczych zakątek, ślepych zaułków, fontann czy ławeczek, na których mogliśmy usiąść.
Cyneric wydawałbyć się delikatnie spięty całą tą sytuacją. Wciśnięcie się w elegancki strój, dotrzymywanie mi towarzystwa, reprezentowanie rodziny u boku mego ojca i Morgotha, musiało być to dla niego stresujące, tym bardziej, że podobnie jak mój ojciec, zdecydowanie wolał towarzystwo swoich trolli niż prawdziwych ludzi. Nie było w tym nic złego, a przynajmniej nie było nic w tym złego dla mnie, taka była Yaxley’owa natura i nie można było z nią walczyć. Gdyby nie ciotka Rosier, która dbała o to, abym odebrała wraz z Lilianą odpowiednie nauczanie, prawdopodobnie my również spędzałybyśmy czas tylko na bagnach, doceniając naszą bezpieczną okolicę i oddalenie od wszelkiego rodzaju plotek, skandali.
- Wejdziemy do środka? - zapytałam niepewnie.
Nie chciałam narzucać mu swojego zdania, ani zabierać też zbyt dużo czasu. Wiedziałam bowiem, że niedługo będzie odbywać się polowanie, czyli to co wilki… czy też w tym przypadku Yaxley’e lubią najbardziej i nie miałam zamiaru zabraniać mu wzięcia udziału w ciekawym wydarzeniu. Sądziłam, że Cyneric może poczuć się dobrze, mogąc porobić to, co lubi. A nóż upoluje tego lisa i będzie mógł pochwalić mi się nagrodą. Mi, chyba mi.
Cyneric zgodził się jednak na to, aby zagłębić się w głąb ogrodu i po chwili podążaliśmy już ścieżką. Zwróciłam się lekko w jego stronę i nim rozpoczęłam rozmowę, lekko się uśmiechnęłam.
- Tristan jest tylko dwa lata starszy od ciebie, tylko czekać aż ty również staniesz na ślubnym kobiercu u boku swojej narzeczonej - zaczęłam.
Prawdę mówiąc, to nie mogłam sobie go wyobrazić, gdy stoi przyodziany w elegancką szatę w naszych ogrodach, a obok niego pojawia się jakaś panna w białej sukni. Prędzej postawiłabym na to, że Morgoth znajdzie swoją partnerkę niż na to, że Cyneric odważy się jakąś poprosić o rękę. Chociaż, to jest pewne, i na niego przyjdzie w końcu pora, tak miałam wrażenie, że będzie zwlekał z tym niesamowicie długo, byleby nie narażać się na nieprzyjemności.
- Bardzo mocno liczę na to, że wykorzystałam już zapas nieszczęść, jakie los przygotował dla naszej rodziny i że ty oraz Liliana nie będziecie musieli przechodzić przez różne nieprzyjemności - dokończyłam.
W moim głosie nie było słychać smutku, żalu czy złości. Już jakiś czas temu zaczęły przechodzić mi te emocje, najwyraźniej leczenie zaproponowane przez Avery’ego przynosiło skutki. Cyneric mógł jedynie zwrócić uwagę na ciepło i zmartwienie, jakie biło od mojej osoby. Naprawdę zależało mi na tym, aby ani on, ani moja siostra, ani moja kochana kuzynka Darcy nie musieli nigdy przechodzić przez nieszczęśliwe miłości, straty bliskich sobie osób czy innego rodzaju przeciwności losu.
- Teraz… tędy? - zapytałam.
Nasza ścieżka uległa rozwidleniu na kilka mniejszych, odchodzących w różne strony.


Para: Rosalie i Cyneric





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli


Ostatnio zmieniony przez Rosalie Yaxley dnia 02.12.16 13:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   02.12.16 13:38

The member 'Rosalie Yaxley' has done the following action : rzut kością


'k6' : 6


Powrót do góry Go down
Mortimer Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1830-mortimer-flint http://www.morsmordre.net/t2260-blodeuwedd#34252 http://www.morsmordre.net/t3032-wspolna-jazn-interplanetarna#49666 http://www.morsmordre.net/f132-leicestershire-dworek-w-lesie-charnwood http://www.morsmordre.net/t4072-m-i-flint#78986
niebieski ptak, kolekcjoner wspomnień
25
Szlachetna
Zaręczony
les monstres aussi
tombent amoureux.
0
5
0
22
0
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   02.12.16 16:00

po uroczysku, przed polowaniem

Zadziwiające, jak niewiele marcowy ogród Rosierów różni się od tego przepełnionego pełnym dostojeństwem lata. Aczkolwiek z całą pewnością brakowało mi w nim elementu stanowiącego ukoronowanie doskonale wyselekcjonowanych pęków - w mojej pamięci na płatkach rosierowskich róż kwitną najpiękniejsze motyle; boleję nad tym, że teraz widzę tylko ich namiastkę w postaci czerwonego kapelusika przyszpilonego do srebrzystego koka mijającej mnie wiekowej damy. Trudno mi wytłumaczyć sięgający przeżyć z dzieciństwa zachwyt nad postacią tegoż niezwykłego owada; już jako chłopiec - choć nie potrafiłem tego jeszcze wtedy nazwać - widziałem w nim metafizyczną proweniencję, gdy u boku towarzyszącego mi Morpheusa z oczarowaniem i zapalczywością przekłuwałem ich istnienia. Okazy wyzbyte z płochliwości pozwalały nam podejść wystarczająco blisko, byśmy mogli podziwiać barwną harmonię pluszowych skrzydeł.
Kiedy starsza dama zdążyła się oddalić, chwilo zostaję sam, choć słyszę strzępki rozmów przedzierających się przez roślinną ścianę. Przystaję przy wejściu do żywopłotowego labiryntu i pochylam się nad jedną z najdorodniejszych róż, muskając jej płatki czubkiem nosa. Rzadko kiedy natrafia się na kwiaty wydzielające tak intensywną woń. Sprawdziłyby się bez wątpienia w herbarium mojej Eurydice. Szkoda, że z powodu choroby nie mogła się tu dzisiaj znaleźć. Lubię słuchać, gdy opowiada o najpiękniejszych zapachach zaklętych w jej ukochanych kwiatach. O zawstydzonych stokrotkach, właściwościach solarnych, kolorze kaprifolium, kobiecym szeregu brzóz. Podczas przechadzek po szklarniach Flintów zawsze emanuje dziwną emocją, która sprawia, że Eurydice wewnętrznie rozkwita. Tristan zwykł mawiać, że jego siostry to najpiękniejsze róże Rosierów, a dla mnie Eurydice zawsze będzie najcudowniejszym okazem wśród leśnych odmętów - czymś tak wyjątkowym, jak skryty przed oczami świata, mistyczny perunowy kwiat. Ona cała utkana jest z zielarskich pierwiastków, pachnie nimi od korytarzy słońca we włosach aż po czubki zroszonych tajemnicami kniei stóp.

trio - Inara, Nonna, Mort
drogie panie, rzucajcie kostkami pierwsze <3


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
5
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   02.12.16 16:22

Kiwaniom nie ma końca. Jedno, drugie, trzecie, tracę rachubę. Intensywniej zatrzymuję się przy Alastairze oraz… Lucy. Czuję szarpnięcie w klatce piersiowej i chwilowy brak tchu. Gdybym zwykł się uśmiechać, uśmiechnąłbym się sztucznie. Jestem chwilowo we własnym świecie stworzonym z mroku, bólu oraz wspomnień. Nie dostrzegam twojej irytacji, nie widzę nawet, że to Samael jest winowajcą. Jest trochę duszno, a trochę mi za zimno wraz z kolejnym porywem wiatru, chłodem rozprzestrzeniającym się po każdym zakamarku ciała. Dostrzegam kolory oraz kształty, nie dostrzegając w nich żadnej głębi. Serce przyspiesza nagle jak spłoszony koń wpędzony w wystraszony galop, liczę kolejne oddechy między jedną wizją a drugą. Idę, chociaż nie wiem gdzie, żyję, chociaż nie wiem właściwie dlaczego. Ściskam mocno nóżkę kieliszka wypełnionego szampanem - nietkniętego nawet odrobiny. Dudni mi w uszach, a i tak kiwam głową do kolejnych przechodniów. Część znam, część szanuję, części nie lubię, ale pozostaję neutralny.
Słysząc o kolcach budzę się z letargu, wpatruję się nieprzytomnie w twoją twarz. Rozglądam się jeszcze wokół domyślając się (!!), że coś ci nie pasuje - nie wiem co. Winę odnajduję w sobie, tylko słowa przeprosin nie opuszczają mojego gardła. Nie wiem co powiedzieć. Zbyt długo milczę? Tak, to na pewno to. Rozpaczliwie poszukuję w umyśle słów, którymi mógłbym cię uraczyć, a żeby przynajmniej minimalnie zniwelować twój gniew.
- To fascynująca historia lady Rosier - komentuję, wbrew temu, że żadnej historii nie było. Opowiastka o kolcach jest przecież zbyt krótka i zbyt sucha, żeby tak ją właśnie nazywać - bagatelizuję to, dla czystej potrzeby mówienia. Koncentruję się na krokach, na rzeczywistości, spychając przewrotne myśli jak najdalej od siebie. Nie chcę pamiętać, w końcu było już tak dobrze…
- Tak, tak - potwierdzam nie chcąc się narażać. Strofuję samego siebie, w duchu. Nie powinienem się tak zachowywać, od uległości zaczynając, na uległości kończąc. Wzdycham ostatni raz, zbieram się w sobie. Dumniej unoszę głowę, wyostrzam wzrok, przekładam z tobą kieliszki i chwytam twoje dłonie - przyjemnie ciepłe. Ogarnia mnie nowy wymiar uczuć, te złe odchodzą w chwilowe zapomnienie, teraz czuję coś na kształt eskcytacji.
- W prawo - komenderuję, lekko sugerując twojemu ciału, że to właśnie tam ma podążać. Staram się tak manewrować, byś nie wpadła przypadkiem w te różane krzewy. - Ponoć potem ma się odbyć polowanie - zagaduję, mając wewnętrzne wrażenie, że chcesz, żebym coś mówił. Mówię więc nie wiedząc o co zaczepić.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ogród   02.12.16 19:48

Lyra, co może nie było zbyt zdrowe, przejmowała się tym, co myśleli o niej inni, szczególnie, kiedy w grę wchodziła sztuka. Choć była utalentowana, brakowało jej wiary w siebie i potrzebowała aprobaty innych, żeby wierzyć, że ma jakieś szanse. Zresztą, już w Hogwarcie brała do siebie te wszystkie docinki na temat biedy i pochodzenia, i nie potrafiła podchodzić do tego wszystkiego z taką nonszalancją, jak jej mąż. Nawet dzisiaj, patrząc na inne szlachcianki, była pełna kompleksów (mimo że przecież, przynajmniej teoretycznie, już niczym im nie ustępowała), ale te stawały się mniej uciążliwe, kiedy znajdowała się u boku Traversa. Jego akceptacja była dla niej ważniejsza, niż akceptacja innych obecnych tu ludzi, był w końcu jej mężem.
Glaucus wyglądał na bardzo podekscytowanego labiryntem. Zapewne była to dla niego przyjemna przygoda, urozmaicenie sztywnego, szlacheckiego ślubu. Kto jak kto, ale Glaucus z pewnością uwielbiał przygody, ale już za kilka dni wyruszał na kolejną wyprawę, na której zapewne miał ich trochę przeżyć. Lyra z jednej strony troszkę mu zazdrościła, ale z drugiej, bała się o niego.
- Wierzę, że przygotowali coś ładnego. Jestem taka ciekawa – powiedziała. Kto jak kto, ale tacy Rosierowie z pewnością bardzo dbali o swoją opinię w towarzystwie, więc pewnie dołożyli starań, żeby zadowolić swoich gości. Dla Lyry ważniejsze było jednak to, z kim miała odkrywać zakamarki labiryntu.
Kiedy Glaucus podał jej kieliszek szampana, zacisnęła palce na jego nóżce i upiła łyk, smakując napój. Niestety, idąc, niechcący zboczyli w zupełnie złą stronę, ale jeszcze o tym nie wiedzieli.
- Bardzo mi się podoba. Jest... pięknie. Momentami aż im zazdrościłam tego ślubu na świeżym powietrzu, w tej cudownej scenerii – powiedziała. Ale ich ślubowi chyba też niczego nie brakowało, pobrali się w pięknie urządzonej sali balowej, na której potem przeżyli swój pierwszy taniec jako małżeństwo, a następnego ranka obudziła się u boku swojego świeżo upieczonego małżonka. Dla niej, biednej Weasleyówny, był to ślub z bajki, coś, o czym nawet nie miałaby odwagi marzyć, pewna, że życie nie szykuje dla niej czegoś tak miłego. Oczywiście, doceniła to dopiero po czasie, kiedy minęło największe napięcie i stres, a wspomnienia, podsycone późniejszymi relacjami z mężem, nabrały innego wydźwięku. I łatwiej było już nie rozpamiętywać cieni, a skupić się tylko na blaskach.
Nawet w środku labiryntu wciąż otaczały ich róże. Ich słodki zapach unosił się w powietrzu, a pędy uginały się pod ciężarem kwiatów.
- Jak wyglądał najpiękniejszy ślub, w którym uczestniczyłeś? – zapytała po chwili męża. Czy był to ich własny ślub, czy może jakiś inny? – I jak zwykle bawią się szlacheckie rody? Ten ślub jest raczej typowy, czy może odbiega od tego, co już widziałeś? A może widziałeś też kiedyś jakieś magiczne śluby w innych krajach? – Lyra i te jej ciekawskie pytania, którymi lubiła zarzucać swojego męża.
Znowu skręcili w jakiś zaułek. Ciekawe, czy w ogóle przybliżali się do wyjścia, czy może byli bliscy całkowitego zgubienia się?






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   02.12.16 19:48

The member 'Lyra Travers' has done the following action : rzut kością


'k6' : 1


Powrót do góry Go down
Wynonna Burke
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3517-wynonna-persephone-burke http://www.morsmordre.net/t3530-tryton#61808 http://www.morsmordre.net/t3529-lady-burke-na-salonach#61753 http://www.morsmordre.net/t3531-wynonna-burke#61812
Łowca rzadkich ingrediencj, ex alchemik
24
Szlachetna
Zaręczona
Im difficult, but I promise
I'm worth it.
7
7
10
0
2
1
4
8
Czarownica
Snow Queen

PisanieTemat: Re: Ogród   03.12.16 9:06

Właściwie choć nie chciałam tego przyznać podobał mi się ten dzień. Mimo wiążącej obecności Sorena jak zawsze była ona nienachalnie przyjemna. Jakoś w dziwny sposób potrafił zrozumieć że nader wszystko jestem jednostką oddzielną, niezależną i potrafiącą samodzielnie myśleć. Fakt, że nie spędzaliśmy całej wizyty w Dover u swojego boku tylko utwierdzał mnie w przekonaniu że ślepy los naprawdę mi sprzyjał - przynajmniej w tym jednym aspekcie. Nie mogłam jednak nie zduszać w sobie chęci skrzywienia się na samą myśl o małżeństwie. Wewnętrznie zapierałam się przed myślą zostania żoną odkąd pamiętam. Wiedziałam, że nie pasuje do niej. A co więcej, cholernie się jej bałam. Ja, Wynonna Burke, nieustraszona władczyni własnego losu i życia drgałam na myśl o pozostaniu żoną, a później matką.
Byłam pewna, że moje myśli z pewnością rozbawiły by nie jedną jednostkę szlachecką. Dlatego wszystkie przemyślenia skrywałam skrzętnie w swojej głowie - tak samo jak robiłam z wieloma innymi myślami. Niewiele osób miało tą przyjemność by przeprowadzić ze mną rozmowę która nie polegała na monologu mojego towarzysza. Stanowczo odmawiałam brania udziału w dyskusjach które nie spełniały moich oczekiwań. Mierząc wtedy spojrzeniem delikwenta i zastanawiając się jak wiele razy jedna z guwernantek upuściła go na głowę.
A jednak dostrzeżenie na sali pewnej znajomej mi osoby wzbudziło wiele wspomnień. Ile to już czasu minęło odkąd ostatnio było dane nam się spotkać? Dostrzegając jak opuszcza miejsce tańców i rozmów postanowiłam i ja - jak za dawnych czasów - wymknąć się razem z nim. Teraz jednak nie uciekaliśmy razem, każde maszerowała osobno. Położyłam dłoń na ramieniu Sorena i gdy na mnie spojrzał krótkim spojrzeniem poinformowałam go o swoim zamiarze wyjścia. Kilka kroków później opuściłam salę i pozwoliłam sobie na głęboki wdech. Choć uroczystość i cały dzień skupiał się na Rosierach to i jak nie uniknęłam kilku pytań ze strony lady Nott.
W końcu docieram od ogrodów wzrokiem odszukując mężczyznę za którym tu szłam. Czasem chciałabym wrócić do beztroskich lat, kiedy zupełnie niewinnie wymykaliśmy się z bali by ciszę móc zapełnić milczeniem. Czy też pozwolić by poza wzrokiem natrętnych lady pozwolić się porwać do koślawego tańca w których to mój partner uczynnie przemilczał fakt notorycznego deptania go po palcach. W końcu staję przed nim i nagle czuję jak wewnątrz rozlewa się dziwne, irracjonalne uczucie że może mnie nie poznać - przecież mimo że powierzchownie żadne z nas nie zmieniło się wiele, to w środku każdego dokonywała się zmiana. Czy była ona na tyle duża by -mogłaby się zdawać - nierozerwalna nić porozumienia która między nami zaistniała, miała odejść w niepamięć.  I czy był tym samym człowiekiem co wcześniej?
Szybko przeganiam jednak natrętne uczucia przypominając sobie że jestem przecież lady Burke - nie obawiam się niczego i nikogo. Moja postawa jednak zdaje się tego nie przypominać- przynajmniej nie dzisiaj. W jakiś dziwny sposób niepewność która mną targa wyrażana jest poprzez uścisk który zakładam na zgięciu drugiej z dłoni - na wpół przypominającym jakbym obejmowała samą siebie. Fakt, że nie rozumiem uczuć i odczuć które mną targają powoduję że mam ochotę odwrócić się na pięcie i odejść. Ale jednocześnie też tęsknota za dziecięcymi czasami sprawia że postanawiam zostać.
-Mortimer Flint. - mówię w końcu, nawet nie próbując pohamować momentu w którym kącik moich ust sam - prawie niezauważalnie - unosi się do góry. - Czyżbyś zatęsknił za deszczową pogodą rodzimej Anglii? - pytam spokojnie pozwalając sobie na ominięcie tytułów szlacheckich, od zawsze drażniący mnie nutą fałszu która w nich przebrzmiewała. Od niedawana zaś powodująca jeszcze większą złość przez aranżowane małżeństwa. Ale to nie troski na teraz, nieprawdaż?




You say

"I can fix the broken in your heart You're worth saving darling".
But I don't know why you're shooting in the dark I got faith in nothing.


Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 http://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 http://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow http://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   03.12.16 12:22

Darcy nie była do końca zła. Zdążyła już zapomnieć o Samaelu. Swoją uwagę poświęcila Quentinowi. Gdyby on skupiał się na niej w podobnym stopniu, być może zauważyłby, że wyłapując ostatnią fazę jego rozproszenia, uchyliła wargi, wypuszczając z rezygnacją powietrze z płuc. Taki sam poziom niezainteresowania pokazywał jej lord Bulstrode. Dlatego Darcy nie zamierzała być na Burke’a zła. Nie chciała ponawiać starych błędów. Chwytając jego dłonie, chciała odnaleźć jego uwagę. Nie było nic fascynującego w tym, co powiedziała. Wpatrywała się w jego oczy, zastanawiając się, czy on jej w ogóle słuchał? Udała, że tego nie widziała, uśmiechając się grzecznie.
Tak myślisz? Być może kiedyś sam się przekonasz.
Darcy wykorzystała fakt, że mężczyzna zupełnie jej nie słuchał. Róże Rosierów mają kolce, a lady Rosier ma ich wyjątkowo wiele. Chociaż teraz wydaje się zaskakująco łagodna, ma też bardzo dobrą pamięć i nie zamierzała zapomnieć Quentinowi nawet tak drobnej zniewagi, chociaż jeszcze nigdy wcześniej niczym jej się nie naraził. Mężczyzna jest tak samo ugodowy jak zawsze, ale teraz, z jakiegoś powodu, Darcy wydawała się tym rozdrażniona. Wewnętrznie, zewnętrznie nie dala nic po sobie poznać. Rozplotła na chwilę dłonie, żeby móc przyłożyć kieliszek do ust, zamoczyć je w szampanie i umilić sobie jakoś to przejście przez krzewy. Za szkłem ukryła swój chwilowy zawód nad jego osobą. Jedynie, co, tylko w spojrzeniu można było wyczytać błysk frustracji. Dlatego nie patrzyła na niego. Wzrok spuściła na wnętrze kieliszka. Wróciła z nim do jego dłoni, kiedy już całkiem ulżyła swojej frustracji. W ten sposób, kiedy na niego spojrzała, była już całkiem spokojna.
Bierzesz w nim udział? — spytała o polowanie, skoro poruszyłeś już ten temat, chociaż nie był on nawet ciekawy. Polowania zawsze były chyba tematem bardziej interesującym dla mężczyzn. Dlatego kobieta subtelnie zmienia temat.
Odbywa się na wybrzeżu, niedaleko klifów. Miałeś okazję kiedyś się tam znaleźć? Rozciąga się stamtąd najlepszy widok w całym hrabstwie Kent.
Darcy jest niemal zazdrosna, że te tereny będzie teraz zajmować lady Lestrange. Zazdrość ustępuje jednak miejsca zadowoleniu, kiedy oswaja się z myślą, że lady Lestrange jest już Lady Rosier, a to czyni ją członkiem rodziny.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Harriett Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 http://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 http://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 http://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill http://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
spadająca gwiazda, ponurak
27
Czysta
Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
0
18
12
5
0
0
10
0
Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Ogród   03.12.16 19:45

Malinowa satyna zbyt krzykliwa, liliowy muślin zbyt mdły, złoty jedwab zbyt rosierowy. Stojąc przed ogromnym lustrem w garderobie, zmieniała kreacje w nieskończoność, pozornie dając upust swojej wrodzonej próżności, którą maskowała narastające poczucie niepewności. Starannie kaligrafowane zaproszenie paliło ją w opuszki za każdym razem, gdy chwytała je w palce, by przebiec spojrzeniem po dacie i sprawdzić po raz kolejny czy to na pewno już dziś. Koniec lutego spędzała spacerując w chmurach, czas jednak pędził nieubłaganie, a kalendarz odmawiał bycia w błędzie. Przeczesując srebrzyste loki po raz osiemnasty, grymasiła nad wysokością obcasa wybranych pantofli, zastanawiając się jednocześnie nad tym, czy niepojawienie się na uroczystości po uprzednim potwierdzeniu obecności będzie straszliwym faux pas. Ale przecież nie miała w zwyczaju się wycofywać - wsuwając na ciało suknię w barwie chłodnego błękitu z głębokim dekoltem na plecach obszytym drobnymi, mieniącymi się subtelnie perłami, przywdziewała jednocześnie swój najbardziej ujmujący uśmiech, szykując się na odegranie po prostu kolejnej roli. Najlepiej jak potrafiła.
Ale to wciąż nie wystarczało. W trakcie trwania ceremonii odcinała od siebie wszystkie natrętne myśli, powracające wspomnienia zamierzchłe - i te najświeższe, usta wciąż wyginała w pełną łagodnego zadowolenia linię, chociaż gesty, jakimi poprawiała etolę z króliczego futra barwionego na kolor jasnego nieba w bezchmurny dzień, zdradzały swoistego rodzaju nerwowość, która tylko się wzmogła, gdy pierwsi z weselników ruszyli składać życzenia młodej parze. Ściskając w dłoni podarunek przewiązany złocistą wstążką, odczekała, nim wyprzedzą ją poważni lordowie i eleganckie lady, po czym dołączyła do kolejki. Im dłużej w niej tkwiła, im więcej słów pełnych ekscytacji do niej dobiegało, tym bardziej musiała walczyć sama ze sobą, by zmusić się do przestąpienia o kolejny krok wprzód. Im bliżej celu była, tym dotkliwiej dopadało ją uczucie wyobcowania. To nie było jej miejsce, nie pasowała do tych ludzi. Nie potrafiła spojrzeć świeżo upieczonej lady Rosier w oczy i życzyć jej szczęścia bez mrugnięcia okiem, bez okrutnego ukłucia zazdrości gdzieś pomiędzy czwartym a piątym żebrem. Wycofała się, ignorując zdziwione spojrzenia obcych jej osób, odłożyła prezent na stos paczek nieopodal i wmawiając sobie, że zadośćuczyni swojej nieuprzejmości później, że teraz i tak nikt nie zauważy, skoro kolejka nie rozejdzie się jeszcze przez bardzo długi czas, ruszyła w przeciwnym kierunku, by dopiero po parunastu jardach przyspieszyć kroku i czym prędzej znaleźć się pośród zawiłych alejek różanych ścian - pachnących słodko i pozwalających złapać głębszy oddech przed konfrontacją z tym, co nieuniknione, lecz tak skutecznie odkładane na później.

para: Harriett Lovegood, Ramsey Mulciber
[bylobrzydkobedzieladnie]




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home



Ostatnio zmieniony przez Harriett Lovegood dnia 10.12.16 17:57, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   03.12.16 19:45

The member 'Harriett Lovegood' has done the following action : rzut kością


'k6' : 6


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ogród   04.12.16 1:03

Kiedy ten czas tak zleciał, kiedy przeciekł mu przez palce? Uciekł mu, nim zdążył się zorientować. Dopiero ślub Tristana przypomniał mu o tym, że pomimo wielu prób i starań nie udało się go zatrzymać. Lata spędzone w Dover na beztroskich zabawach minęły bezpowrotnie, będąc dziś zaledwie mglistym wspomnieniem. Były jednak postawą do tego, by w tym istotnym dniu służył mu radą, dobrym samopoczuciem i oparciem, gdyby tylko tego potrzebował. Dał o to, by strzepnąć pyłki z jego ramion, aby wyglądał nienagannie, podać złote obręcze w odpowiedniej chwili, zapewniając najlepsze tło, na jakie było go stać. Nie nawiedzało go juz ukłucie zazdrości. Patrzył z dumą i satysfakcją na to, jak otrzymuje to, czego pragnął, jak sięga po rzeczy, których się domagał. Bo kiedyś, dawniej, wiele lat temu, był dla niego jak rodzina.
Ze znudzeniem obserwował twarze gości zmierzających z podarunkami w stronę nowożeńców. Pełnymi zamyślenia z domieszką paniki, jakby nagle stwierdzili, że zaplanowane w głowie życzenia są zbyt pospolite i muszą wymyślić coś oryginalniejszego. Nie byli wcale odosobnieni w swoich odczuciach. Wśród wielu gości dostrzegał to samo. Zmieniały się jedynie imiona, twarze prezentujące nazwiska wielkich rodów. Jedna przykuła jego uwagę. Nie było na niej uroczystego uśmiechu i wyrazów uszanowania dla gwiazd wieczoru. Mimo, że niezwykle piękna, nieskazitelna i oszałamiająca, skażona była frasunkiem i smutkiem, który trudno było przeoczyć. Był jak przykra skaza na jej wizerunku; zmarszczka, która mieniła się na zbyt młodej skórze. Obserwował ją póki jej srebrzyste włosy nie znikły z horyzontu, a błękitna suknia nie rozmyła się wśród szat innych gości.
Dopełniwszy wszystkich swoich obowiązków wolnym krokiem ruszył do ogrodu, chcąc zaznać nieco spokoju i odetchnąć świeżym powietrzem, z dala od zgiełku. Przy ostatnim takim wydarzeniu sam zastanawiał się jak wyglądać będzie jego wielki dzień. Czuł ciężar presji i ciążącą na ramionach odpowiedzialność, która rozmyła się tygodnie po tym. Nie czuł się lżejszy, gdy było po wszystkim. I choć od wielu dni nie napotkał na swojej drodze swej wybranki, marnował chwilę lub dwie od czasu do czasu, by o tym pomyśleć.
Cisza zawsze była mu przyjazna, w jej akompaniamencie myślało się najlepiej. Obdarzył uprzejmym uśmiechem mijaną parę, bo tak należało w jego sytuacji postąpić, nawet jeśli ich twarze niczego mu nie mówiły; z nonszalancją rozejrzał się dookoła, czerpał przyjemność ze spaceru wśród niezwykłych roślinnych korytarzy. Suknia w kolorze subtelnego błękitu mignęła mu przed oczami, a słodki zapach zmieszał się z aromatem magicznych róż. Przymknął powieki na moment, nie martwiąc się, że zniknie mu z oczu. Jej woń była wskazówką, za która mógł podążyć. Napawał się nią przez chwilę, po czym ujął dwa kielichy z krwistym winem gronowym w obie dłonie. Podążył za nią, krocząc potajemnie jej śladami, niczym cichy łowca. Deptał jej po piętach w skupieniu, nie próbując zmącić jej spokoju, a sam bynajmniej nie nudził się tą cichą wędrówką, w której powoli zbliżał się do celu.
— Hariett — wypowiedział jej imię miękko, informując ją o swojej obecności jednocześnie. Skinął głową w powitaniu, gdy przystanął obok i uśmiechnął się subtelnie, proponując jej kielich z kriwtsym trunkiem. — Zgodzisz się, bym ci towarzyszył w tym spacerze? Tam — spojrzał w stronę głównego miejsca zamieszania — sporo się dzieje.Chętnie spędzę chwilę w twoim towarzystwie.




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
 

Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Kwiecisty Ogród
» Hamaki na drzewach
» Wiśniowy ogród
» Ogródek różany
» Ogród Królowej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Dover, Château Rose-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17