Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Dziedziniec   10.03.12 23:20

First topic message reminder :

Dziedziniec

Dziedziniec w postaci placu z kamiennej klepki, będący ozdobą bocznego wyjścia z biblioteki, zbudowany jest na bazie całkiem sporego prostokąta. Utrzymany w jasnej kolorystyce, okolony z trzech stron kunsztownym murkiem z płaskorzeźbami, ozdobionymi szerokimi balkonami, pięknymi aniołkami i ornamentami roślinnymi. Na samym środku ustawiono kilka kamiennych ław, wygodnych i wysłużonych, które są niezwykle często odwiedzanym miejscem - zarówno z racji zarówno panującej tu atmosfery, jak i widoku na okazałą, bogatą, luksusową okolicę Royal Borough of Kensington and Chelsea. Czyż nie można wyobrazić sobie czegoś wspanialszego, niż lektura ulubionej książki w zacisznym, zielonym miejscu w samym centrum miasta?
Po lewej stronie placyku usytuowana jest prosta, ale przyjemna fontanna, pozwalająca ochłodzić się w lecie, zwyczajnie nacieszyć wzrok; studenci lubią przesiadywać na jej brzegu, powtarzając materiał, wiążąc buty. Po bokach ustawiono donice pełne przepięknych, bujnych roślinności wydzielających przyjemną dla nosa, balsamiczną woń.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   29.11.17 17:20

?? maja
Jayowi nie trzeba było dwa razy powtarzać, by pojawił się gdzieś, gdzie potrzebna była jego wiedza astronomiczna. Zaskakująco lekkim krokiem ruszył tego wczesnego, bardzo wczesnego, ranka do Biblioteki Londyńskiej, by zastać jej drzwi główne zamknięte. Oczywiście, że profesor nie patrzył na godzinę, chociaż cała reszta ludzkości już miała inne zdanie na ten temat. Dlatego też spędził sto dwadzieścia minut siedząc przed wejściem i obserwując ludzi przechodzących w tę i z powrotem, mając nadzieję, że to może kolejna z nich da mu dostęp do wielkiego literackiego bogactwa Anglii. Nie kontrolował nigdy odpowiednich pór dnia czy nocy, stawiając na wyczucie. Jednak czasem przydałby mu się zegarek... Nie oznaczało to jednak że się nudził. Ależ nie! Miał ze sobą swoją skórzaną torbę, w której posiadał pełno notatek, map, przyrządów astronomicznych. Gdzieś pewnie też by się znalazły listy, na które miał odpowiedzieć bądź wysłać. Jeden wielki artystyczny nieład, w którym nikt poza Jayem nie mógłby się odnaleźć. Niezależnie od pory dnia był chłonny wiedzy, dlatego też zaczął sprawdzać swoje obliczenia, które mogły zawierać lekkie odchylenia, jednak najwyraźniej wcale się nie pomylił o żadne z nich. Z ołówkiem za uchem i z miną myśliciela okupywał, wiec schody głównej biblioteki w stolicy, nie przejmując się faktem, że w swoim stroju mógł wyglądać tam nieco zabawnie. We włosach chyba nawet znajdowało się kilka kawałków papieru, a do tego były nieokrzesane zupełnie jakby Vane przeszedł przez huragan i zapomniał sprawdzić czy wszystko w porządku z jego wyglądem. Wiatr raz po raz jednak wywiewał z czupryny białe skrawki, nie wytrącając tym samym profesora z głębokiego zadumania nad dziennikiem. Dopiero jakaś miła pani dotknęła jego ramienia i powiedziała, że właśnie otwiera budynek. Jay nawet jej nie zauważył przez to astronomiczne naukowe uniesienie, ale a jej słowa zatrzasnął notes i wrzucił go do torby, przejeżdżając dłonią we włosach i tym sposobem nieświadomie pozbywając się ostatnich kawałków pergaminu. W końcu jednak mógł dostać się do upragnionego działu, gdzie czekało na niego kilka zamówionych książek, które musiał z dużym wyprzedzeniem zaklepać i gdyby nie list z biblioteki, że woluminy czekają na odbiór, zapewne by zapomniał. Jak to zwykle on. Miał jeszcze chwile czasu, by zamienić kilka słów z profesorem Moodym, który akurat miał jedną ze swoich prelekcji niedaleko, jednak jeszcze miał jakieś pół godziny przed rozpoczęciem. Mężczyzna był dość dobrym zielarzem i na pewno spodobałby się Pomonie, dlatego Jayden żałował, że nie było jej tutaj z nim. Niewątpliwie miałaby o wiele więcej tematów do rozmów niż on - w końcu ostatni kontakt z nauką tego przedmiotu miał w szkole. I to gdy sam się uczył, a nie teraz. Jedynie czasami słuchał opowieści Sprout, która mówiła mu o swojej pasji, a on jej o swojej. To chyba był między nimi naturalny porządek i nie miało się to już zmienić. Byli spaczeni pod tym względem, a praca nauczycieli jedynie to nasiliła. Pogawędka jednak nie miała trwać w nieskończoność, gdy obaj profesorowie uścisnęli sobie na pożegnanie dłonie i rozeszli się w obie, zupełnie inne strony. Jay kierował się na dziedziniec, pamiętając o liście od panny Parkinson, która prosiła go o spotkanie. Nie miał pojęcia dlaczego tak nagle do niego napisała, ale nie umniejszało to jego radości. W końcu pamiętał ją jako uważną studentkę, chociaż nie uczył jej wcale tak długo. Zawsze jednak miło było spotkać dawnych uczniów i dowiedzieć się jak sobie radzili. Bądź co bądź Vane miał jakiś ojcowski sentyment i dumę, gdy młodzi ludzie, których nauczał osiągali sukcesy i byli zadowoleni ze swojego życia. Ciekawiło go, co niosła mu Victoria, dlatego też siedząc przy jednym ze stolików zamawiał trzy razy tę samą herbatę, aż dziewczyna, która je przyjmowała, roześmiała się i powiedziała, że zaraz zamówienie się pojawi. Raz po raz również kontrolował wchodzących wyczekującym spojrzeniem, myśląc o co takiego chciała go spytać lady Parkinson. Miał nadzieję, że mógł rozwiązać jakiś zaistniały problem, jeśli takowy miała.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson http://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 http://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 http://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
20
Szlachetna
Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
10
10
21
0
0
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   03.12.17 12:20

Ostatnie wydarzenia sprawiły, że niemal całkowicie zapomniałam o umówionym spotkaniu. Gdyby nie przypomnienie ze strony służby, to mogłabym się nie pojawić. Oczywiście nic by się nie stało, w końcu to tylko profesor, umówiłabym się z nim na inny termin, ale skoro już mnie obudzono, to pójdę. Wczesna godzina była całkowicie zrozumiała, zważywszy na fakt, że profesor wieczory i noce miał raczej zajęte, dlatego też nie protestowałam. Nawet pogoda okazała się łaskawsza, co przyjęłam z delikatnym uśmiechem. Moja opiekunka pozostała w bibliotece, kiedy ja kierowałam swoje kroki w stronę dziedzińca tak, jak zaproponował profesor. To co działo się w środku niezbyt mnie interesowało, zresztą nie miałam do tego głowy absolutnie. Nawet przez chwilę musiałam zastanowić się co ja właściwie takiego od profesora chciałam, że aż poprosiłam go o spotkanie. Od momentu gdy na mojej dłoni pojawił się zaręczynowy pierścionek, ja jakoś nie mogłam się skupić, ciągle wracając do tamtego wieczora i tego co zaszło. Analizowałam wszystko krok po kroku, słowo po słowie sprawdzając, czy nie popełniłam żadnego błędu, czy nie powiedziałam nic głupiego w tych niewielu momentach, kiedy miałam prawo się odezwać. To rodzice rozmawiali, uzgadniali szczegóły, ja nie miałam potrzeby, aby się w to włączać. To było dwa dni temu, a ja nadal nie mogłam dojść do siebie. Za każdym razem gdy zerkałam na dłoń i piękny niebieski kryształ, uśmiechałam się radośnie.
Profesora poznałam z daleka. Chociaż przez ostatnie dwa lata w ogóle go nie widziałam, tak miałam wrażenie, że absolutnie nic się nie zmienił. Był to specyficzny człowiek, uczył mnie krótko, aczkolwiek dużo z jego zajęć wyniosłam. Lubiłam jego zajęcia, to w jaki sposób opowiadał o kosmosie, gwiazdach i planetach, oraz w jaki sposób próbował nam tę wiedzę przekazać. Zaciekawić nas. Mnie oczywiście interesował ten dział nauki ze względu na eliksiry, astronomia była ważną częścią tej dziedziny magii, ale z przyjemnością słuchałam też o innych kwestiach i z zaciekawieniem spoglądałam przez teleskopy w niebo starając się dostrzec to, o czym akurat profesor mówił. Tak, był bardzo ciekawą postacią w szkole, miłą odmianą dla dość trudnego okresu w tamtych czasach.
Słyszałam o zmianach w szkole, Marine już zdążyła mi o wszystkim, czy też prawie wszystkim, opowiedzieć. O tym co się działo z uczniami, jakie zmiany zaszły w nauczycielskim gronie, o zmianie dyrektora, co przyjęłam z nieukrywaną ulgą. Nigdy nie lubiłam dyrektora Grindelwalda, zresztą chyba nikt nie darzył go prawdziwym szacunkiem, a teraz nie wiadomo gdzie był, co było niezwykle interesujące. Ale, nieodpowiednie dla tak młodej damy jak ja, więc oprócz kilku chwil na wspomnienie jego osoby, nie poświęcałam, a przynajmniej starałam się nie poświęcać, temu zbyt wiele mojej uwagi.
Podeszłam do profesora Vane z delikatnym uśmiechem na twarzy. Dłonie splotłam przed sobą, niemalże dokładnie jak za czasów szkolnych, tyle że teraz byłam kobietą, która niedługo miała wyjść za mąż. Tyle się w ciągu ostatnich dwóch lat zmieniło, a profesor wyglądał tak, jakby stanął w miejscu. Może to jego księżyce tak na niego działały? Kiedyś mówił, że jak czarodziej poleci w kosmos, to wróci młodszy, czy coś w tym stylu, to może tak często odlatywał tam myślami, że może aż mu się udzieliło? Uśmiechnęłam się szerzej na tą myśl.
- Dzień dobry, panie profesorze - przywitałam go uprzejmym głosem.
Spojrzałam jeszcze raz na jego twarz, przyjrzałam się mu i z rozbawieniem zauważyłam, że za jego uchem sterczy ołówek. Zachichotałam zakrywając usta dłonią, bardzo mnie to rozbawiło, bo pozwoliło poczuć się znowu jak uczennica. Sięgnęłam za swoje ucha i wbiłam wzrok w ołówek. Musiałam mu powiedzieć, przecież nie będę rozmawiać teraz z osobą, która, chociaż posiada ogromną wiedzę i cieszy się szacunkiem, ale wygląda jak pomyleniec z Świętego Munga. Przecież muszę dbać o swoją reputację, znajdzie się jedna osoba, która nie zna profesora i plotka zaraz pójdzie w świat.
- Zapomniał pan profesor. Ołówek. O tutaj - dodałam lekko rozbawiona.





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   17.12.17 16:11

Gdyby oboje zapomnieli o spotkaniu, zapewne nawet nie przypomnieliby sobie o jego istnieniu, a na pewno Jay być może złapałby się za głowę po miesiącu i napisał szybki list z przeprosinami, chociaż czy to mogło zaistnieć? Ciężko powiedzieć, bo z jego chaotycznym stylem bycia można było się spodziewać wszystkiego. Nic nie mogło jednak wyrzucić mu z głowy tej wizyty w Bibliotece Londyńskiej, szczególnie że tak ukochał sobie pobyt z jakichkolwiek przyczyn w tym miejscu. Chociaż ostatnia zakończyła się znalezieniem świstoklika i przeniesieniem się wprost na palący się most. I to jeszcze obok mężczyzny, którego w ogóle nie znał i który był dziwnie na niego zły, mimo że Jayden nie miał pojęcia, co mogło być powodem do tego negatywnego nastawienia. Ta przygoda skończyła się równie szybko, co zaczęła dlatego nie zawracał sobie nią już więcej głowy, jednak wywoływała na jego twarzy pewien rodzaj uśmiechu i współczucia dla pogryzionego przez jakiegoś bagienne ryby człowieka, który nie chciał żadnej pomocy i tak skończył. Po powrocie profesor zastanawiał się, co stało się z ów czarodziejem i czy dotarł do celu swojej podróży. I czy nic go po drodze nie zjadło, bo najwidoczniej szczęście wcale mu nie dopisywało. W gazetach nie było żadnego wspomnienia o podobnym przypadku lub o zaginięciu, dlatego JJ wierzył w to, że nieznajomy poradził sobie z dziką puszczą i wrócił cały i zdrowy do swoich wcześniejszych zajęć. Teraz jednak Vane miał co innego na głowie niż zastanawianie się czy nieuważny podróżny znalazł to, czego szukał, bo czekał na swoją dawną uczennicę. Pamiętał pannę Parkinson jak większość zdolnych uczniów, którzy wykazywali się łatwością i ciekawością do astronomii. Oczywiście nigdy nie faworyzował nikogo, a jedynie starał się wspomóc umysły do myślenia każdego ze swoich studentów, choć, mało kiedy, zdarzały się uporczywe jednostki, które z pewnym smutkiem musiał żegnać na trzecim roku, by nigdy już się z nimi nie spotkać. Wiedza, nawet ta podstawowa, o pochodzeniu Ziemi czy ruchach w kosmosie była niezwykle cenna i wielu mogła się przydać. Nawet przy pracy aurora, brygadzisty, zielarza. O alchemiku czy wróżbicie, astrologu nie mówiąc. Nikogo jednak nie można było zmusić do głębszego zainteresowania się przedmiotem, dlatego te przypadki były osobistą porażką profesora. Na szczęście nie z nią się dziś spotykał i z pewnym ciepłem na sercu wypatrywał znajomej twarzy. Mimo że uczył ją tak krótko to jednak dla każdego ucznia miał pewną dumę spowodowaną faktem, że podopieczny wyruszył w dorosłe życie i radził sobie naprawdę świetnie. Nie podejrzewał, że Victoria mogła się zaręczyć. Wszak nawet sam fakt wyjawienia mu przez Lyrę faktu o swoim ślubie, nie sprawił, że zarejestrował zmianę nazwiska i wciąż myślał i mówił do niej panno Weasley. Jakaś jego część była dumna w ten ojcowski sposób z radzących sobie w świecie pociech, chociaż do rodzica było mu daleko. Ciepły uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy usłyszał delikatne kroki i zobaczył byłą Ślizgonkę zmierzającą w jego kierunku. Co prawda nie miała na sobie już czarnej szaty z odpowiednią tarczą, ale nie miało to żadnego znaczenia. Pamiętał ich wszystkich zupełnie jakby od ostatniego egzaminu minęło zaledwie parę dni.
- Witaj! - zawołał wesoło, wstając i czekając, aż dziewczyna usiądzie. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że wciąż brakowało mu wiedzy o tym co działo się z jego dawnymi podopiecznymi, którzy chyba nie mieli przestać nimi być, bo teraz patrzył na pannę Parkinson tak samo jakby przyszła między zajęciami po pytanie dotyczące swojej pracy do Wieży Astronomicznej. Widział przed sobą to ambitne spojrzenie i dążenie do celu, które w pewien sposób przypominało mu o kilku uczniach, którzy twardo szli przed siebie. I mimo że Victoria wyglądała jak prawdziwa lady to dalej nie bała się podchodzić do niego w sposób jak sprzed lat. Gdy się roześmiała, przyjrzał jej się uważnie, a gdy powiedziała o co chodziło, uniósł brwi. - Ołówek? - powtórzył za nią jakby nie rozumiał słowa, ale zaraz dostrzegł jej gest dłonią i się roześmiał. - Ah, ołówek! - zawołał, po czym sięgnął do przedmiotu, który wciąż trwał za jego uchem i był powodem, który tak rozbawił jego sąsiadkę. Gwizdnął delikatnie, a ołówek poszybował wprost do torby na swoje wyznaczone miejsce blisko oktantu i sekstantu. Gdy pozbył się rozpraszającej pannę Parkinson kwestii, uśmiechnął się ponownie i odszukał spojrzeniem kelnerkę, która przyszła odebrać zamówienie od Victorii. Dopiero po tym Jayden odetchnął, by skupić się w stu procentach na młodej rozmówczyni. - Cóż takiego cię gnębi, że postanowiłaś napisać do starego profesora? - spytał, nie pozwalając, by nieco żartobliwy ton tak prędko opuścił ich stolik. Był bardzo ciekaw, co skłoniło młodą panią alchemik do szukania u niego pomocy. Miał nadzieję jedynie, że będzie znał odpowiedź. Rozmowy wszak na tematy astronomiczne należały do jego ulubionych.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson http://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 http://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 http://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
20
Szlachetna
Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
10
10
21
0
0
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   30.12.17 12:17

Tak jak się spodziewałam, profesor nic a nic się nie zmienił. Jego radosny ton i przyjazne usposobienie potrafiło odegnać wszystkie ciemniejszy myśli i wprowadzić miły uśmiech na twarz. Ja również, przez krótką chwilę, miałam wrażenie, że znowu stałam się uczennicą, która przychodzi z pytaniem dotyczącym swojej pracy domowej. Profesor Vane był jedną z tych osób, do których przychodziło się chętnie. Czy to właśnie w sprawie pracy domowej, uzyskania pozwolenia na wejście do działu ksiąg zakazanych, czy po prostu na herbatkę w towarzystwie miliona gwiazd. Można było wtedy poradzić się w sprawie innych nauczycieli, poznać nieco informacji dotyczących życia szkoły albo po prostu poplotkować. Był jak ukochany wuj, do którego pierwszaki na pewno z chęcią wskoczyłyby na kolana. Mnie niestety nie uczył gdy rozpoczynałam swoją przygodę w Hogwarcie, a szkoda, bo jestem pewna, że gdyby tak właśnie było, to mury szkoły opuściłabym ze zdecydowanie większą wiedzą niż teraz posiadałam i być może nie musiałabym mu teraz zawracać głowy. Ale, był na tyle miły, że zgodził się mi pomóc. Zresztą, byłam szlachcianką, lady i nie wypadało mu mi odmówić. Z takiego założenia wyszłam, więc wyrzuty sumienia, że zabieram mu cenny czas nie pojawiły się nawet na moment.
Obserwowałam jak ołówek unosi się do góry, a następnie szybkim ruchem chowa się w jego torbie pełnej skarbów. Tak zdecydowanie lepiej. Mogłam się skupić na jego osobie i sprawie, która mnie ciekawiła. Oczywiście, mogłabym napisać do niego list z pytaniem i w ten sposób uzyskać odpowiedź, ale o wiele szybciej było się spotkać i zadawać dodatkowe pytania na bieżąco niż wymieniać między sobą dziesiątki listów. Profesor zawsze opowiadał tak ciekawe rzeczy, że byłam pewna, że właśnie na tym by się to skończyło. Nim jednak przeszłam do sprawy, którą chciałam zawrócić mu głowę podeszła do nas kelnerka chcąc odebrać ode mnie zamówienie. Początkowo chciałam poprosić o kawałek ciasta i herbatę, ale z tyłu głowy miałam ciągle myśl o zbliżającym się ślubie, że powinnam wyglądać idealnie i gdybym przytyła, to Marcel, mój kuzyn, na pewno napomknął by mi o tym wspominając coś, że musiał poszerzyć moją suknię ślubną w biodrach, więc wolałam tego uniknąć przez co już teraz, nie wiedząc nawet kiedy odbędzie się nasz ślub, przeszłam na dietę. Zamówiłam więc tylko herbatę. Musi wystarczyć. Gdy tylko kelnerka się oddaliła, to spojrzałam na profesora ponownie, słysząc jego pytanie radosny uśmieszek znów zagościł na moich ustach. Miałam ochotę zapytać go o tyle innych rzeczy, ale stwierdziłam, że najpierw to po co tu przyszłam, bo znając profesora, to pewnie popłynęlibyśmy w rozmowach w zupełnie innym kierunku niż zamierzałam i potem trudno byłoby nam wrócić do tematu, który najbardziej mnie interesował.
- Proszę tak nie mówić, panie profesorze - zaczęłam jednak od zaprzeczenia jego słowom. - Do kogo innego miałabym pisać jak nie do pana? Jest pan chyba najbardziej odpowiednią ku temu osobą.
Trzeba było go trochę po schlebiać, chociaż nie miałam wątpliwości, że i bez tego jest mi przychylny. Nie chciałam zadawać pytań dopóki nie otrzymam swojej herbaty i ku mojemu zadowoleniu po chwili pojawiła się kelnerka z zamówieniem. Dopiero wtedy zdecydowałam się przejść do sedna sprawy.
- Profesorze, znalazłam przepis na eliksir, który należy warzyć podczas takiego zjawiska jakim jest superksiężyc. Znaczy, nie do końca wiem, czy to aby na pewno można nazwać zjawiskiem - zmarszczyłam lekko nosek mając wrażenie, że być może coś pokręciłam, nie bardzo jednak wiedziałam co. - Chciałabym się dowiedzieć coś więcej na ten temat, kiedy to występuje i dlaczego. Wiele eliksirów trzeba warzyć w określonych warunkach, ale przyznam szczerze, że z superksiężycem spotykam się po raz pierwszy.
Dlatego też nie wiedząc o co dokładnie chodzi i nie bardzo nawet wiedząc gdzie szukać informacji na ten temat zdecydowałam się poprosić o pomoc w uzyskaniu informacji profesora. Być może trochę się nim wysłużyłam, być może samej udałoby mi się znaleźć co potrzeba w Londyńskiej Bibliotece, ale profesor zawsze mi coś wyjaśni, dopowie i uporządkuje wiedzę, abym nie miała mętliku w głowie.





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   11.01.18 11:17

Obawa przed zmianami dotykała każdego i nie chodziło jedynie o zmiany w stylu życia. Ostatnie wydarzenia wpływały na nawet najbardziej wytrwałego z czarodziejów. Nie można było uważać się za człowieka i nie czuć żadnego wpływu katastrofalnych zaburzeń w magicznym świecie. Jeszcze kilka tygodni temu nikt nie był w stanie przewidzieć katastrofalnych zdarzeń i nawet ci, którzy mianowali się jasnowidzami, milczeli, potwierdzając jedynie swój brak jakichkolwiek paranormalnych zdolności. Dlatego jeśli Victoria uważała, że Jayden się nie zmienił i wciąż był tym pogodnym nauczycielem co wcześniej, na pewno przyjąłby tę wiadomość z ciepłym uśmiechem. Bo bał się własnych wspomnień, które krążyły dokoła nieruchomego ciała małego chłopca, który zginął w wyniku wycieńczenia i braku odpowiedniej pomocy po wyszarpnięciu go z objęć szaleństwa. Vane nie udawał, że nie przeżył podobnego szoku, ale wciąż potrafił się cieszyć spotkaniami z żyjącymi. Odebranie wiadomości od panny Parkinson było tak samo zaskakujące jak i przyjemne, bo oznaczało, że jego dawni uczniowie, nawet ci z którymi nie mógł przejść całego ciągu edukacji w Hogwarcie, szukali w nim wsparcia pod względami naukowymi. Żywo interesował się późniejszymi dokonaniami każdego ze swoich podopiecznych, co niewątpliwie nie zdarzało się każdemu profesorowi. O niektórych było głośniej, innych mniej, ale starał się zawsze wiedzieć, co działo się w ich życiach. Jaką drogę obrali, czy nie potrzebowali pomocy, czy starali się czynić ten świat o wiele lepszym niż ten, który zastali? Na lekcjach starał się im przekazać nie tylko samą wiedzę astronomiczną, ale również i pewne aspekty egzystencji jak chociażby zwracanie uwagi na potrzeby innych. Nie robił tego inwazyjnie, a jedynie przez własny przykład, zdając sobie sprawę, że młodzi ludzie potrzebowali autorytetów. I nawet jeśli nie miał nim być to jego postępowanie nie miało pozostać jedynie głuchym wspomnieniem. Zgodził się na spotkanie z lady Parkinson ze względu na jej status społeczny, ale dlatego że pomógłby zarówno szlachcicowi jak i mugolowi, gdyby ten pomocy potrzebował.
Na pewno nie zwróciłby uwagi, gdyby ołówek miał zostać za uchem już do końca dnia i nie przeszkadzałoby to mu w żadnym razie. W końcu bywały straszniejsze rzeczy od czegoś tak błahego, prawda? Mimo wszystko posłał wdzięczne spojrzenie swojej młodej towarzyszce, którą niezwykle rozbawił ten mały detal. Miał nadzieję, że nie zniechęcił jej w żaden sposób do spotkania czy nie wywołał żalu za to, że do niego napisała. Każdy kto znał go chociaż odrobinę, mógł się przekonać, że był niezwykle roztrzepaną osobą, której myśli uciekały w każdą stronę, a jego uwaga mało kiedy była skupiona na jednej rzeczy. Oczywiście jeśli nie tyczyła się ukochanej astronomii. Obserwując znajomą buzię byłej uczennicy, nie dostrzegał żadnych większych zmian, które mogłyby w niej wystąpić, chociaż nawet jeśli Victoria miałaby trzydzieści lat i gromadkę dzieci, w oczach profesora wciąż byłaby tą samą dziewczynką, którą uczył w Hogwarcie. Dlatego jego spojrzenie na jej postać było bardzo nieadekwatne - bo przecież ona zawsze tak wyglądała, nieprawdaż? Gdy się odezwała, Jay uniósł dłonie, by rozłożyć je w geście niewiedzy. Ale bardziej od tej przyjemnej rozmowy wstępnej, ciekawiło go z czym też do niego przyszła. Pisała w liście, że zależałoby jej na tej prędkiej dacie spotkania, a więc sprawa była również i nagląca. Słysząc w końcu główny temat, uniósł brwi i uśmiechnął się szeroko. Doskonale. Doskonale! Musiała zauważyć ten grymas zadowolenia, bo znał odpowiedź i mógł jej wyjść naprzeciw z tłumaczeniem. I zrobił to z wielką ochotą i chęcią.
- Pamiętasz może pewne zjawisko związane z Księżycem, które obserwowaliśmy na przełomie starego i nowego roku? To nieco zabawne, ale dzięki złudzeniu optycznemu wydaje nam się, że Księżyc, ale również Słońce, po wschodzie i przed zachodem jest większy niż, gdy znajduje się najwyższym punkcie. To tylko wrażenie, ale każdy z nas może się zachwycić patrząc na ogromnego satelitę Ziemi. Czerwonawa, niemal krwista, barwa tarczy Księżyca zawsze przyciąga spojrzenia - mówił, starając się nie pędzić za szybko, by jego towarzyszka nie zgubiła się w ferworze słowotoku. - To zjawisko powtarzalne. Orbita Księżyca jest eliptyczna, czyli nasz naturalny satelita nie znajduje się w równej odległości od Ziemi. W związku z tym znajdować się może w apogeum – najdalszy punkt orbity. Najbliższy punkt orbity określa się z kolei mianem perygeum. W tym dokładnie miejscu Księżyc jest o piętnaście procent większy i dwa razy tyle jaśniejszy niż w apogeum. Niektórzy twierdzą, że może to prowadzić do poważnych katastrof jak trzęsienia ziemi, tsunami czy wybuchy wulkanów, ale nikt nie zdołał związać tych zjawisk. - Urwał, smakując swojej herbaty i będąc gotowym na ewentualne pytania lub prośby o powtórzenie.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Dziedziniec
» Krużganki
» Dziedziniec z wiaduktem
» Dziedziniec
» Dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: Royal Borough of Kensington and Chelsea :: Biblioteka Londyńska-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18