Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Port Torquay
AutorWiadomość

Port Torquay

Urokliwa miejscowość Torquay jest jednym z najpiękniejszych brytyjskich wybrzeży i również popularnym celem turystów, kiedy na półwyspie kornwalijskim pogoda nieco się polepsza. Aktualnie miasto skupia się głównie na transporcie morskim. Do portu dobijają statki różnego z różnych zakątków świata, z różnymi interesami. Portowe miasto za dnia żyje wyładunkami, a w nocy można usłyszeć głośnych marynarzy, spędzających czas w karczmach na stałym lądzie często pierwszy raz od wielu tygodni. Jest to jednak idealne miejsce dla osób szukających szybkiego zarobku czy tych odważnych chcących porzucić życie szczurów lądowych i dołączyć do załogi jednego ze staktów.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Port Torquay Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

20 października 1957

Nie miała nic przeciwko ciężkiej pracy – zresztą, tym było ostatnie dziesięć lat. Pozwalało to odetchnąć na chwilę od wszystkich myśli, kłębiących się pod jej rudą czupryną. Jedną sprawą było samo poświęcanie się ignorowaniu otoczenia i klątwy jej towarzyszącej, chociaż nie miała co liczyć na to, że jej naturalna nieumiejętność usiedzenia w miejscu przez dłuższy czas nie sprawi, że chociaż kątem oka nie zacznie zerkać na to, co było dookoła niej. Tak, jakby te mroki, te udręczone dusze, te zmęczone istoty potrzebowały jej obecności. A przecież ona nic im nie miała do zaoferowania. Nie mogła powiedzieć nic, co by im pasowało, nie miała rzeczy na sumieniu które przywoływałyby do niej zmarłych. A jednak ich widziała, słyszała. Nie jako pełne postacie, raczej duchy przeszłości, ale ich obecność sprawiała, że momentami drżała, kuląc się odruchowo.
Inną sprawą było zachowanie jej załogi. Marzyła o tym, że pewnego dnia przestaną dostrzegać, że wartość człowieka to coś więcej niż to, co mają w spodniach. W końcu przez tyle lat z nią pływali i ten mistyczny „pech kobiety na pokładzie” nigdy się nie pokazał, więc dlaczego miałby teraz? Czemu upierali się dręczyć ją bardziej, zachowując się tak jakby te wszystkie lata znajomości były kłamstwem. Rozumiała, że nie dało się przemówić do wyobraźni każdego, zwłaszcza, że mimo wszystko ich niejako okłamywała, ale naprawdę, żadnego skojarzenia poza cichym wsparciem, okazywanym gdzieś z jednego miejsca na miejsce.
Praca pomagała się od tego oderwać, podobnie jak picie w barze. Ponieważ jednak to drugie wymagało posiadania pieniędzy, musiała się póki co skupić na tym pierwszym, tak więc obecnie siedziała, naprawiając wszystko co wymagało tego naprawienia. Miały przyjść nowe osoby, tymczasowo wynajęte do pracy, dlatego sama skupiała się na tym fragmencie. Raczej nie zauważą jej siedzenia z boku, bo mało było prawdopodobne, aby ktoś się nią zainteresował. Sama też zajęła się swoim fragmentem, przeklinając cicho kiedy z jej dłoni wyleciało narzędzie, koziołkując kawałek aby upaść gdzieś na boku, z dala pod jej zasięgiem i przy bucie jednego z ludzi, chłopaka niemal.
Uniosła spojrzenie, wpatrując się w niego z oczekiwaniem, wyciągając dłoń ostrożnie i mając nadzieję, że nie zacznie żadnej dziwacznej rozmowy na ten temat.
- Uwierz, że nie celowałam specjalnie. Mógłbyś mi podać? Możesz rzucić, jak trafi mnie w głowie, mała strata.
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Podróżując z miasta do miasta, pojawiały się różne okazje na zarobek - szczególnie, kiedy potencjalny pracodawca niewiele wiedział na twój temat. To było prawdą, że około roku Thomas pracował w stoczni, głównie przy budowie statków, ale to nie tak, że był jakimś ekspertem. Mimo wszystko, statek to statek, prawda? Są rzeczy, które trzeba na nim przypilnować, aby nie tonął - a jakieś drobne reparacje powinny być widoczne gołym okiem!
Chociaż przynajmniej tutaj miał możliwość uczciwej pracy. Na statku zawsze dodatkowe ręce do pracy to była zaleta, a to nie tak, że on nie wiedział dosłownie niczego odnośnie tego całego działania, prawda?
Stawił się grzecznie o wyznaczonej godzinie, wyznaczonego dnia i z uśmiechem
Przynajmniej tam zapewniał się w duchu czarodziej, kłamiąc jak z nut o kilkuletnim doświadczeniu ze statkami. Cóż, technicznie niekoniecznie miał to doświadczenie... Ale przez rok swojej pracy w stoczni nasłuchał się już tylu historii o statkach od ludzi pracujących przy nich od wielu lat, że w gruncie rzeczy to na jedno wychodziło, prawda?
Wchodząc na pokład, zaczął się rozglądać. Cóż, nie można było zaprzeczyć, że ten port był piękny i robił jeszcze lepsze wrażenie, kiedy znajdywało się na pokładzie jakiegoś statku - wszystko dookoła wydawało się wtedy jeszcze bardziej egzotyczne, mimo że nawet nie wyjechał z Anglii! Czy tak właśnie wyglądały niektóre wybrzeża u krajów, o których kiedyś opowiadała mu Jeanie? Albo te miejsca, o których czytał w pożyczanych od Steffen harlekinach?
Dostał od kapitana listę rzeczy do zrobienia skreślonych na jakimś kawałku papieru, jakieś upomnienia jak mają się zachowywać, warunki... Nie przykładał do tego aż tak dużej wagi, bo nie potrafił się skupić tak do końca. Wiedział, co miał robić. Raczej. A jak nie to zaimprowizuje, pod kogoś się podepnie. We dwójkę i tak było łatwiej pracować...
I kiedy szedł przez podkład, wyraźnie upadające mu pod nogi narzędzie było tą rzeczą decydującą w kwestii, z kim będzie dzisiaj pracował. A z pewnością kogo jak kogo, ale kobiet na pokładzie się nie spodziewał.
Spojrzał nieco zaskoczony na dziewczynę, zaraz posyłając jej uśmiech. Miał w nią rzucić, dlaczego?
Pochylił się po narzędzie, zaraz do niej podchodząc i podając jej, posyłając uśmiech.
- Jakieś dziwne nawyki na tym pokładzie, żeby w piękne panie rzucać narzędziami. Jesteś z załogi czy szukasz dorobku? - dopytał, zaraz dosiadając się obok dziewczyny, aby od razu zerknąć nad jakimi naprawami właśnie pracowała. Cóż, podobne awarie na statkach łatwiej było naprawiać we dwójkę, więc nic dziwnego, że Thomas od razu zabrał się do sięgania po narzędzia i udzielania jej pomocy.
- Szybciej pójdzie we dwójkę. Chyba, że się upierasz, żeby robić to sama - skomentował, zerkając znów na nieznajomą. Cóż, towarzystwem kobiet nigdy nie gardził, tym bardziej w momentach i miejscach, w których nie spodziewał się ich spotkać. Stanowczo była to miła niespodzianka.
Chociaż w międzyczasie też zetknął na swoją listę rzeczy do naprawy i z zadowoleniem zauważył, że najwyraźniej jedna z pierwszych rzeczy pokrywała się z zajęciem panny.


Never any good, I’m never any good,
and yet somehow I live on
Never living up to any expectation
Yet somehow I still live on
Thomas Doe
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, szmalcownik, konfident - od siedmiu boleści
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Port Torquay MxeJPhJ
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

Spodziewała się raczej, że w tym momencie uwaga jej załogi skupić się na wszystkich, którzy będą w okolicy, dlatego tym bardziej cieszyła się pojawieniem nowych ludzi. Będzie miała przez chwilę spokój i nie będzie przeszkadzało jej to ani trochę – w końcu na ten moment ktoś inny pozostanie obiektem żartów! Najlepiej jednak, aby nie czepiali się zbytnio pracowników, z jednej strony mogąc wystraszyć późniejszą pomoc, z drugiej po prostu ucząc się jak nie być kompletnymi chamami i troglodytami. Mając jednak nadzieję na chwilę spokoju, zajęła się pracą w ustronnym miejscu.
Uniosła spojrzenie i kierując je w stronę Thomasa, uniosła lekko brwi, podnosząc się z miejsca. Była nieco wyższa, niż kobiety które można było spotkać na ulicy, a oprócz tego wyróżniała się dwoma bliznami – jedną przecinającą pół twarzy, drugą zaś w kąciku ust. Spoglądała spokojnie i z zaciekawieniem na młodego Doe, łapiąc od niego narzędzie i podnosząc wzrok znad papierów i przechylając głowę z zaciekawieniem.
- Niewiele wiesz o życiu na morzu, co? Na lądzie mogę balować niczym królowa burdeli, ale wystarczy że wejdę na trzy zbite ze sobą deski kołyszące się na wodzie i nagle jestem największą plagą i utrapieniem. Jakby…zdecydowanie robię to już i na lądzie, dziękuję, ale skąd biorą się ludziom takie pomysły to ja nie wiem. – Zamyśliła się, odchylając się nieco aby dać my lepszy widok na fragment kadłuba, którym się właśnie zajmowała. Nie wiedziała, z jakim doświadczeniem przyszedł, więc głównie zależało jej na tym, aby jednak nic nie wysadził. I tyle.
- Chcesz robić za mnie moją pracę? Oooo, śmiało, nie będę cię powstrzymywać! – Wyszczerzyła zęby w jego kierunku, przesuwając się lekko aby zrobić mu miejsce. Uniosła nieco brwi, kiedy pomyślała nad tym i odchyliła głowę aby spojrzeniem jeszcze objąć morze, zanim znów nie zwróciła się do Thomasa.
- Nie wiem, czy powinieneś się ze mną kumplować jeżeli chcesz potem wyjść z chłopakami na piwo. Znaczy, ja też idę, ale oddzielnie? Tak jakby… - Wzruszyła lekko ramionami i tyle, a chociaż uspokoiła nieco uśmiech, odsunęła głowę i podnosząc wzrok na niego, odchyliła się do tyłu. Ostrożnie sięgnęła po kubek wody, podając mu go dla przełknięcia nieco zanim nie zaczną pracować.
- Ty nie jesteś z załogi, ale z Devon też nie jesteś. Nie mówisz jak tutejszy.
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

- Niewiele, ale to chyba nie jest niczym złym - stwierdził, wzruszając lekko ramionami i uśmiechając wesoło. Dużo więcej odnośnie życia na morzu zasłyszał czy od marynarzy, czy ze zwykłych plotek. Chociaż o tym, że kobieta na statku sprowadzała nieszczęścia to słyszał niejednokrotnie. Nigdy do końca tego nie rozumiał, nie zastanawiał się skąd pojawiała się taka awersja niektórych żeglarzy do pięknych dam, ale skoro wybierali takie życie i takie podejście, Thomas mógł być pewny że po prostu nie doceniali kobiet. To wyjaśniało wiele.
- Zawsze chętny do pomocy, a widzę że to jest tak czy siak na mojej liście - powiedział, wzruszając ramionami i zajmując miejsce przy dziewczynie. W końcu mieli zająć się pracą, a nie obijaniem… chociaż rozmawiać wciąż mogli, prawda? - Mogę wyjść z tobą na piwo. W grupie się lepiej pije - stwierdził, przyglądając się kadłubowi, nad którym mieli wspólnie pracować. Warto było wiedzieć na czym stali, co powinni zrobić za moment.
Podczas swoich podróży po Szkocji, pił z różnymi osobami, a chyba najmilej wspominał kilka wyjść do baru z Finley. Nie pojmował mężczyzn, którzy wykluczali panny z takich aktywności tylko dlatego, że były pannami! Czy w tym wszystko nie chodziło właśnie o towarzystwo kobiety? Zresztą, grupę znajomych mógł zawsze poznać kiedy indziej. I tak nie będzie z nimi utrzymywał kontaktu, nie żeby z tutejszą panną planował jakieś listy wymieniać. Ale jedna znajoma twarz czasem mogła dać więcej korzyści niż dziesięć, które ledwo się zapamiętało! Nie mówiąc nawet o zapamiętaniu imion, cudzej historii…
Przyjął kubek z uśmiechem, upijając nieco wody.
- Nie, nie jestem z Devon. Właściwie to ciężko powiedzieć, żebym był skądś konkretnie, raczej całe życie podróżuję. Jak z tobą? Raczej zgaduję, że nie urodziłaś się na statku - powiedział spokojnie, nie czując też potrzeby, żeby precyzować, że niby urodził się w Birmingham, ale później wraz z rodzeństwem był wychowywany w taborze… bo po co się tłumaczyć, gdzie ten cały tabor jest teraz? Było łatwiej nie wspominać zbyt wiele na ten temat, tym bardziej jeśli istniało ryzyko, że nigdy więcej się nie spotkają, prawda?
Odłożył kubek po chwili, sięgając po odpowiednie narzędzia po dłuższej inspekcji kadłuba. Wiedział odrobinę co powinni teraz zrobić, chociaż stanowczo całe dbanie o to, aby statki były zdatne do użytku nie było jego mocną stroną - przecież te statki w Szkocji budował, a nie na nich pływał.
- Wiecie już, gdzie będziecie płynąć dalej?- zapytał z uśmiechem, zerkając na dziewczynę. - Widzę, że nie było ostatnio dość spokojnie na wodach. Walka jakaś, zderzenie? Na lądzie, gdzie się nie ruszysz, widzisz skutki wojny… Na wodzie jest tak samo? - dopytał, zauważając ślady po jakiś starciu.


Never any good, I’m never any good,
and yet somehow I live on
Never living up to any expectation
Yet somehow I still live on
Thomas Doe
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, szmalcownik, konfident - od siedmiu boleści
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Port Torquay MxeJPhJ
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

- Hej, ja nie oceniam! Jak pierwszy raz wsiadłam na statek, to jedyne, co wiedziałam, to to, że pływa i że jak się wypadnie to eeee masz problem. – Machnęła ramionami, zaraz też wyszczerzając się w jego kierunku. Miała szczerą nadzieję, że te dzisiejsze prace zejdą w miarę szybko – potrafiła się na nich skupić, ale coś sprawiało, że jak raz miała ochotę wyrwać się z tego portu. Być może fakt leżał w tym, że była to miejscowość, w której się wychowała, a nawet jeżeli nie chciała…jej myśli automatycznie biegły w kierunku sierocińca wciśniętego pomiędzy dwie szare kamienice. Ciekawe, czy zmienili traktowanie dzieciaków, czy jednak wciąż wszystko po staremu.
- Długa ta twoja lista, czy jednak nie chcą ci płacić aż tyle? – Zaśmiała się lekko. Pozostawiła sprawdzanie drewna pod okiem Thomasa, bo chociaż ciężko było powiedzieć, aby mogła mu zaufać, tak wiedziała, że później na pewno rozpatrzy się jego pracę i dopiero wtedy wręczy mu zapłatę, a ubytki w barierce będą widoczne jeżeli się nie przyłoży. Thalia zaś zajęła się linami, oddzielając te poprzecierane od tych, które jeszcze się nadawały, dłuta i heble zostawiając w jego dłoniach. Uśmiechnęła się jeszcze, kiedy do jej rąk trafiły też koła ratunkowe – najpierw przejrzała, czy nie ma w nich żadnych ubytków, zaraz też jednak zakładając je na głowę i pozując przed Thomasem, przyjmując pozę dystyngowanej damy oraz minę, jaką jedna mogłaby mieć na widok wieśniaków albo żeglarzy – wyższości, kiedy spoglądała w stronę reszty, zaraz też mrugając teatralnie w stronę Doe.
- Wielcem rada szanownemu gentlemanowi iż mym towarzystwem pogardzać nie raczy, dlatego w ten dzień dla większej ochłody skonsumować możemy później alkoholowy napój! – Uniosła dłoń, podnosząc brodę, zaraz też parskając śmiechem i zdejmując koło z głowy. Ruda czupryna na powrót podskoczyła, podsycana jeszcze wilgocią, a ona sama ostrożnie ułożyła wszystkie koła w skrzyni przy burcie, zabezpieczając je jeszcze przed zwilgotnieniem odporną na wilgoć plandeką.
- Cóż…wolałabym nie, bo to kiepskie miejsce do urodzenia się. Ale nie powiem, abym mieszkała w lepszym…znaczy, wychowałam się w tym mieście, ale nie miałam rodziny. – Ot, tak delikatnie podsumowała, dając znać Thomasowi jak wyglądała sytuacja, jednocześnie nie zagłębiając się w detale. Cóż, jakby nie patrzeć, miała Weasleyów, których traktowała jak rodzinę – nigdy do końca nie byli nią jednak i o tym też wiedziała.
- Może…na razie jesteśmy na zimowaniu, jakie konkretne plany ma kapitan na później, tego nie wiem. Mam czym zagospodarować czas. – Błysk jakby zainteresowania błysnął w jej oczach, nie kontynuowała jednak tematu. Bycie przemytnikiem było dość burzliwym elementem życia który zabierał jej sporo czasu, nic więc dziwnego, że i na lądzie nie nudziła się dość szybko. Element utrzymania wszystkich swoich wcieleń był dla niej niemal jak zabawą w chowanego, tylko trzeba było ukryć się tak, aby dać się znaleźć odpowiednim osobom. – Trochę tak… - stwierdziła, ostrożnie przesuwając dłonią po drewnie pokładu zanim nie sięgnęła po szczotkę, by zacząć czyścić zabrudzenia i plamy. – Morze jest dość okrutne – fale, trytony…nic więc dziwnego, że częściej trzeba łatać statek.
Błękitne oczy wbiły się jeszcze spojrzeniem w Thomasa znad tafli brudnej wody którą Wellers bezpardonowo szorowała do krawędzi statku, tak by ściekała po zewnętrznej burcie.
- Wszędzie jest tak samo. Ludzie cierpią nawet jeżeli front jest daleko.
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Praca jak praca, czasem bardziej do niej ciągnęło, a czasem mniej - choć chęć wyrwania się i podróży gdzieś dalej, nie siedzenia w miejscu była czymś, z czym Thomas w pełni się zgadzał i rozumiał. Sam tak często miał, często zmiana otoczenia powodowała, że praca wydawała się iść jakoś tak sprawniej? Nowe zajęcie, nowe otoczenie, nowi ludzie.
- Lepiej nie wpadać, kiedyś tak rzuciłem brata do jeziora, bo zapomniałem, że nie potrafił pływać… Od razu mu pomogłem, ale mogło się skończyć niezbyt ciekawie - powiedział z uśmiechem, przypominając sobie o Jamesie. Cóż, miał nadzieję, że i on dobrze sobie radził, o ile w tych czasach dało się dobrze sobie radzić. Ale oboje byli zaradni, potrafili pracować i tak jak teraz, Thomas robił to całkiem sprawnie. Mógł się rozpraszać, mógł mieć braki w swojej wiedzy, ale przynajmniej był sumienny.
Zaraz też zabrał się do pracy, używając to dłuta, to hebla, a zaraz i sięgając po przygotowane wcześniej kawałki drewna, świetnie się nadające na wypełnienie większych ubytków i braków. Praca w takiej grupie kiedyś mu odpowiadała, jeszcze jakiś rok temu. Słuchanie, wygłupianie się tak jak teraz… Parsknął cicho ze śmiechu, widząc co też jego kompan do pracy wyprawiał z kołem ratunkowym, chociaż dostrzegając po chwili srogi wzrok kapitana, odwrócił spojrzenie od dziewczyny, wbijając je w drewno nad którym pracował. Ruch za ruchem, uderzenie za uderzeniem i pociągnięcie za pociągnięciem, zaraz były potrzebne jeszcze delikatne szlify… I jedno miejsce było załatane, a zaraz po tym i kolejne.
- Rozumiem… Żadna różnica czy na lądzie, czy na morzu? Chociaż na morzu chyba nie spotkacie dementora? Albo śmierciożercy… - rzucił nieco ciszej, tak aby nie doszły jego słowa do uszu kapitana, wzrok wbijając wciąż we fragment barierki nad którą pracował. Szlifowanie, pilnowanie się z drzazgami. To była prosta i uczciwa praca, z jednak strony sprawiała mu przyjemność, ale na dłuższą metę… ludzie byli oszustami i prędzej czy później oszukiwali podobnych jemu na tej uczciwej pracy. Chyba dlatego nie lubił gdzieś zostawać na stałe. Płacili coraz mniej, traktowali gorzej albo nagle zmieniali warunki pracy. Chociaż stanowczo było najgorzej w wypadkach, kiedy podróżowali wspólnie z taborem… Wykorzystanie i oszukiwanie na płacy było czymś na porządku dziennym. Tutaj mógł mieć chociaż minimalną nadzieję, że nie dzieje się to aż tak często.
Skrawki drewnianego materiału zaraz zrzucił do wiadra, nie chcąc zostawiać tego po prostu leżącego, a te i świetnie nadawały się chociażby na podpałkę, po chwili namysłu chowając kilka wiór do kieszeni. Nikt go chyba z tego nie rozliczy, prawda?
- A lista… średnio długa. Ważne, że w ogóle płacą. Czasem i o to często… - stwierdził, odwracając się do dziewczyny i posyłając jej wesoły uśmiech po to, aby już po chwili przemieścić się do kolejnej części barierki, kiedy ta szorowała pokład.


Never any good, I’m never any good,
and yet somehow I live on
Never living up to any expectation
Yet somehow I still live on
Thomas Doe
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, szmalcownik, konfident - od siedmiu boleści
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Port Torquay MxeJPhJ
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

Thalia kochała swoją pracę i nie zamieniłaby jej na nic innego. Mogłoby się wydawać, że podejście współpracowników zniechęci ją do postawienia chociaż stopy na pokładzie, ale nie umiała zrezygnować z tego delikatnego kołysania, z zapachu ryb świeżo złowionych i wylewających się na pokład, ze smaku okrętowej kuchni czy z tego wiatru, przenikającego wszystkie warstwy materiału, rozwiewającego jej rude loki i przynoszącego posmak morskiej bryzy do ust.
Zaśmiała się na tę opowieść z bratem, tak kiedy pomyślała o tym, podobnie zrobiła z Urienem. Tylko wtedy młody Weasley pociągnął ją za sobą i oboje wpadli do sadzawki, szamocząc się przez dobre pół minuty zanim nie zorientowali się, że poziom wody sięga im do kolan. Uśmiechnęła się również i do tego wspomnienia, zaraz też spoglądając na Thomasa kiedy wspomniał o rodzinie.
- Masz brata? – Powiedział że ma, dobrze słyszała, ale bardziej użyła tego jako możliwości pociągnięcia tematu. Zaraz też sama poświęciła się pracy, widząc spojrzenie Hansa, wywracając jedynie oczyma kiedy zauważyła jego minę, robiąc to jednak twarzą zwróconą w stronę Thomasa tak, aby nikt inny nie widział. Musiała poświęcić się pokładowi – mogła go dokładnie wyszorować, ale musiała też uważać, czy jakieś deski nie robiły się spróchniałe. Badała je dokładnie, szukając też ewentualnych przepaleń i innych słabych elementów. Pokłady najczęściej były zrobione dość dobrze, ale drewno narażone było na dużą ilość różnych elementów i jako osoba z pokładu musiała również pilnować bezpieczeństwa nie tylko swojego, ale również i innych, dlatego przypatrywała się teraz dokładnie, czy któreś miejsce nie powinno mieć wymienionego kawałka drewna.
Końcówką wykończeniową była jeszcze specjalna pasta, która pozwalała na lepsze zakonserwowanie pokładu – i z nią nie było większej filozofii, bo Thalia mogła po prostu wyciągnąć fragment i rozprowadzać ją szczotką, tak jak wcześniej kiedy myła pokład. Na zadane pytanie uniosła nieco głowę, marszcząc brwi jak mu na to odpowiedzieć. Tak, nie łatwo było spotkać olbrzyma na morzu, ale były w końcu inne niebezpieczeństwa.
- Nie, za to są krakeny, trytony i inne niebezpieczne istoty morskie, a jeżeli nie to, może cię zabrać inna załoga, ktoś może cię zatopić, albo po prostu podczas sztormu wypadniesz z pokładu. Wtedy toniesz samotnie. Dlatego żeglarze noszą to – odsłoniła swoje włosy aby pokazać jeden złoty kolczyk w uchu, pozostając tak chwilę gdyby Thomas chciał zerknąć dokładnie – bo kiedy ich zmiecie z pokładu i ciała wpadną do morza, gdyby wyrzuciło ich na brzeg, można tym zapłacić za trumnę dla nich.
Nie wiedziała, czy taka „ciekawostka” nie zepsuła dość humoru Thomasowi, sama jednak wróciła zaraz do pracy. Rzeczywiście, kiedy tak się zastanawiała, można było myśleć, że raczej na morzu było bezpiecznie, ale potem im więcej się człowiek dowiadywał, tym bardziej ponuro się robiło. Nie mogła go więc winić jeżeli chciałby się teraz skupić na pracy i nie myśleć o tym absolutnie.
Zerknęła kiedy brał parę wiór do kieszeni, uśmiechając się do niego lekko i kładąc palec na ustach, nie zamierzając zdradzać jego sekretu. Nic się nie stanie jak weźmie parę drewnianych wiór, a wyglądał…no trochę jakby ich potrzebował.
- Tak już bywa. Nie ma jednej pewnej stałej pracy. – Chyba, że byłeś bogatym, wypchanym kasą lordem, to wtedy mogłeś leżeć całe dnie i nic nie robić.
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Miał. Miał brata? Nie chciał myśleć o tym, że nie miał, mimo że minęło już tyle czasu od kiedy się z nim ostatni raz widział. Jeszcze musieli się wtedy pokłócić, tuż przed tym wszystkim… Oczywiście, że często się bili, ale nigdy w taki sposób jak wtedy, kiedy skoczyli sobie niemalże do gardeł i kuzyni jak i przyjaciele z taboru musieli ich rozdzierać, bo byli gotowi zrobić sobie większą krzywdę niż tylko podbicie oka.
Jednak nie patrzył teraz na dziewczynę, woląc nie wpaść w kłopoty z kapitanem. Chociaż mimo wszystko, uśmiechnął się lekko pod nosem. Wspomnienia rodziny były zawsze miłe.
- Młodszego. I siostrę, jest z nas najmłodsza - potwierdził, kiwając lekko głową, ściszając nieco głos podczas heblowania, chociaż charakterystyczny dźwięk suniętego ostrza po drewnie sprawiał, że jego słowa mogły być nieco cięższe do usłyszenia. Ale to dobrze, w końcu musiał brzmieć na takiego co pracuje, a nie się obija, chociaż wiedział, że po całym dniu tego typu napraw ręce mogą go boleć niemiłosiernie. Ale to nic, zje coś i odpocznie, i wszystko znów będzie w porządku. Tak jak zawsze, prawda?
Po krótkiej inspekcji jednego z fragmentów barierki, z westchnięciem zabrał się do do wycinania jednego z fragmentów bardziej uszkodzonego, jakby już niego podpróchniałego. W końcu powinien się dobrze na tym skupić, żeby nie było zażaleń do jego pracy.
Zajęło mu to dłuższy moment, wycięcie a także przygotowanie nowego fragmentu w drewnie, później odpowiednie wyprofilowanie go i na końcu podmiana desek. Cóż, na pewno było to czasochłonne, ale od tego tutaj był - każda praca była lepsza od żadnej.
A wiór potrzebował, chociażby na przyszłość. Miał wciąż w pamięci spotkanie z dementorem, kiedy to nagle potrzebowali ognia… to było prawdopodobnie niewiele dla kapitana, kilka wiór - a dla niego na początku października było to coś, co mogłoby zadecydować o jego byciu lub nie byciu. Lepiej było się zabezpieczyć na przyszłość.
Posłał dziewczynie uśmiech, zauważając że ta dostrzegła jego mały uczynek. Nikogo nie zaboli, te kilka wiór zawsze mogło zostać zwiane z pokładu, prawda?
- I legendy o dzielnych odkrywcach, o żeglarzach przemierzających wody i niektórych uwodzonych przez syreni śpiew… Chociaż słyszałem, że są całkiem niebezpieczne i raczej z nimi nie zadzierać - powiedział, wstając i kontrolując dobry fragment barierki. Uważnie, ostrożnie… Powinno być już w porządku.
Szedł powoli, dokładnie oglądając i kontrolując drewno od spodu, jak i z tyłu - w miejscach, których nie dało się ujrzeć tak łatwo. Kontrolował dotykiem, sprawdzając czy nie ma gdzieś większej dziury lub czy nie ma wyboju. W końcu natrafił na wyszczerbiony fragment. Przysiadł znów przy tym miejscu, przesuwając się też kiedy Thalia podeszła do niego z myciem pokładu. W końcu nie chciał jej przeszkadzać. Pamiętał jak to jest oberwać szczotą po głowie za czasów, kiedy próbował przeskoczyć nad Sheilą w wozie, kiedy ta dopiero wyszorowała podłogę…
- Dobrze to jest przemyślane w sumie… - stwierdził, zerkając na dziewczynę i jej kolczyk. No tak, na pewno było to mniejsze obciążenie… A ludzie umierali na porządku dziennym, szczególnie teraz podczas wojny. Ciekawe czy łodzie były również atakowane, bo w końcu niektóre na pewno były mugolskie. - Jak umierasz to i tak umierasz samotnie, więc to chyba niezbyt duża różnica? Czy na morzu, czy na lądzie. Nawet jak ktoś jest obok, nikt nie umiera z tobą - stwierdził wzruszając ramionami, swobodnie i z lekkim uśmiechem. Zupełnie jakby była to prawda, z którą był pogodzony, choć bolało go to, że Jeanie umarła w taki sposób. Niby był przy niej, ale umarła sama - jego przecież ta śmierć nie dotyczyła, nawet nie był w stanie pomóc, ukoić jej czy jakoś odciążyć. A on tutaj został, wycinając fragment barierki i próbując jakoś zarobić na kolejny posiłek, nie wiedząc czy będzie kiedyś w stanie spojrzeć znowu w znajome mu twarz. Przecież ciężko jest mu czasem spojrzeć w lustro, co dopiero gdyby miał spojrzeć w oczy Jamesa czy Sheili. Nie wspominając już o samej Eve.
Zaraz jednak odgonił te myśli.
- Dużo szkutników było lub jest żeglarzami, chyba naprawdę kochają wodę, morze… Znaczy, pomagałem trochę w stoczni, w Szkocji, to się nasłuchałem różnych historii - rzucił luźno, zauważając że kapitan na moment się oddalił.


Never any good, I’m never any good,
and yet somehow I live on
Never living up to any expectation
Yet somehow I still live on
Thomas Doe
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, szmalcownik, konfident - od siedmiu boleści
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Port Torquay MxeJPhJ
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

Rodzina. Koncept o tyle pusty, że chętnie go sobie wypełniała tak, jak mogła. Od czasu odnalezienia (spotkania? natknięcia się przypadkiem?) własnego ojca, czuła, że jeszcze wiele przed nią w kwestii zrozumienia tego, jak mocne potrafią być rodzinne więzi. A może po prostu dopóki była sierotą, nic nie miało znaczenia. Teraz chciała nieco, aby był z niej dumny, a jednocześnie…robiła wszystko, co robiły kobiety nie mające godności i nie chciała tego zmieniać. Może dlatego nie chciała przyjąć jego nazwiska? Bała się co córka o takiej opinii mogła zrobić jego własnej.
- Brzmi naprawdę miło! Sama miałam…mam w sumie dalej takiego jednego przyjaciela. Trzymaliśmy się ze sobą tak blisko, że jest dla mnie też jak brat! – Oczywiście, że miała na myśli Reggiego, bo przecież czy znalazłaby się inna osoba równie pokręcona, równie ruda, równie entuzjastycznie nastawiona do sprawdzenia, jak daleko można przepchnąć swoje zachowanie i kiedy nauczyciele wlepiają ci karę to w sumie na ile i jak długo to zajmuje.
Pasta została nałożona bardzo ostrożnie – statek co prawda stał na wodzie i nie zapowiadało się, aby nawiało na niego dużo bryzy morskiej, ale mimo to lepiej było nakładać szybko by potem dopiero dokładnie wklepać to wszystko w drewno. Jej palce powoli stawały się czarne, potem reszta dłoni, potem zaś brudziła się jeszcze na policzku czy czole kiedy odganiała rude kosmyki znad twarzy. Powinna może do prac zabierać się tak, jak to robiła do ćwiczeń walki i po prostu je skracać.
Praca jednak była skończona – ten fragmentu pokładu który był pod jej „opieką” był zakończony. Skoro tak, mogła pomóc Thomasowi i zebrać drewno od jego prac, oceniając, co może się przydać, a co szło do odpadków, a wszystkie narzędzia odkładając do skrzynek tak aby na koniec pracy wszystko było porządnie poukładane i potem, gdyby ktoś nagle potrzebował się do tego dostać, mógłby to zrobić bez większego problemu.
- Ludzie morza są całkiem mili, ale musisz ich szanować i najczęściej działać wedle ich „zasad” o ile jakieś w tym momencie mają. Trytoński umiem już od dłuższego czasu, więc jeżeli by cię to kiedyś interesowało, to mogłabym dać ci nieco lekcji. Ale chyba jak nie chcesz pływać, to nie ma po co. – Nie mówiła tego ostatniego przez złośliwość, po prostu regularne ćwiczenia w języku były kluczem, a skoro nie miałby jak spotykać trytonów ani z nimi rozmawiać, to chyba nie było sensu aby przyswajał sobie wiedzę, która ucieknie mu gdy tylko zakończy pracę.
- Może to łatwiej nie tylko dla nas, ale i dla innych. W końcu chyba łatwiej jest się móc pożegnać i zamknąć sprawy niż siedzieć i myśleć o tym, czy ktoś bliski żyje, zatopiły go fale, czy po prostu uciekł bez słowa i zastanawiać się, jaka opcja byłaby gorsza. – Nie wiedziała, czy podzielał ten pogląd, ale poklepała go po ramieniu…zaraz też je cofając, kiedy spojrzała na swoją dłoń, posyłając nieme „ups” w jego stronę.
- Myślę, że zawsze tak jest, bo ludzi tez ciągnie gdzieś tam, za horyzont. Mnie ciągnęło wszędzie, byle nie do tego miejsca. – A i tak tu wracała. Teraz byli tu ludzie, którzy jej potrzebowali, a to oznaczało, że i częściej musiała tu bywać. – Jak skończyłeś pracę to chodź, pójdziemy po twoją zapłatę. I możemy potem wyjść na miasto. – Słońce już zniżało się nad horyzontem, praca zajęła im parę dobrych godzin i zasługiwali na odpoczynek.
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Uśmiechnął się,lekko kiwając głową. Rodzina była czymś, bez czego nie wyobrażał sobie życia - nawet jeśli często w momentach kiedy ją jeszcze miał, zachowywał się różnie. Ale to nie tak, że ich nie kochał i mu na nich nie zależało! Po prostu zawsze miał tyle możliwości dookoła, szczególnie od czasów Hogwartu, że czasem zapominał zachować się jak brat i być przy rodzeństwu. No i zawiódł w najgorszym możliwym momencie… Jak mąż, i jako brat, jako wnuk, przyjaciel.
Prace nad barierkami były długie i monotonne, ale w pewien sposób praca pozwalała oderwać myśli od tego, co działo się nieprzyjemnego, a było związane z wojną. No i w miłym towarzystwie zawsze pracowało się lepiej. Nawet jeśli w ciągu tego dnia nie wymienili znowu aż tak wielu słów z dziewczyną, było to lepsze niż praca w zupełnej ciszy.
Kilka godzin, a on był całkiem zadowolony z tego jak praca poszła. Może powinien częściej pracować z drewnem? W gruncie rzeczy wydawało mu się, że stolarstwo było całkiem stabilną pracą… kto w końcu nie potrzebował stołów czy krzeseł? Albo innych napraw z drewna. Gorzej tylko zdobywać materiały w drodze i później je transportować. Średnio pasowało to do jego stylu życia aktualnego… chociaż gdyby zaczął rzeczywiście zajmować się drewnem, może mógłby pomyśleć o jakimś wozie? Nawet niewielkim, i wtedy spróbować ukraść chociaż jednego konia… Albo kupić. Chociaż wątpił, aby na tę opcję kiedykolwiek było go stać.
Wyprostował się i przeciągnął, zerkając że zrobił stanowczo więcej niż przypuszczał, a jego dłonie już miały wyraźne znamiona po pracy z drewnem. Kilka drzazg, zatarć i bąbli. Wyraźnie się przyłożył i miał nadzieję, że będzie to docenione przez kapitana - a nuż jutro będzie mógł przyjść po kolejną pracę, po kolejny zarobek.
Uśmiechnął się, widząc jak dziewczyna z załogi również odkłada narzędzia na miejsce. Cóż, sam nie bardzo wiedział, gdzie mógłby je odłożyć, a ona jednak dobrze znała statek i porządek, który na nim panował.
Zaczął się jeszcze schylać po co większe fragmenty drewna, które przeoczył a leżały na pokładzie i wrzucał je do wiadra z resztą większych ścinek. Nie można było marnować niczego w tych czasach, a przynajmniej sam miał takie przekonanie, nigdy nie wiedząc co i kiedy mogło się przydać.
- Obce języki są ciekawe… Ale chyba masz rację, nie bardzo miałbym jak go użyć… - stwierdził, żałując że i miał niewiele okazji do użytkowania romskiego, gaelickiego… Chyba można było powiedzieć, że jeśli do czegoś z nauki i książek miał smykałkę to do języków. Chciał się porozumiewać z innymi, a to wszystko przecież opierało się i na muzyce! Usłyszeć jak ktoś coś wypowiada i powtarzać, i powtarzać… i zapamiętać, a później używać. Było to tak proste!
Czy po prostu uciekł.
Żałował, że będąc w Birmingham nie sprawdził… czy ich rodzice żyli. Uciekli stamtąd? Zginęli? Ojca dopadła wojna czarodziejów? Jeśli za coś w ostatnich latach miałby być wdzięczy to za zamordowaniu tego skurwysyna z rąk innego czarodzieja. Choć na słowa dziewczyny pokiwał jedynie, odstawiając wiaderko na bok i posyłając jej uśmiech.
- Mnie ciągnie do miasta, w którym się urodziłem, a nawet ostatnio byłem w okolicy… Ale… Nie wstąpiłem. Coś mnie ciągnie, jednocześnie nie chcę tam wracać - rzucił, zerkając jeszcze czy na pewno wszystko odłożyli, a po tym na plamę na koszuli. Zmarszczył nos, ale już po chwili wzruszył ramionami, posyłając nowej znajomej uśmiech. Nie było co się przejmować plamą. Co zejdzie, to zejdzie, a zaraz najwyżej użyje różdżki i spróbuje się tego pozbyć… o ile nie zapomni.
- Absolutnie. To pokaż mi miejsce, gdzie można coś tanio dostać, co może nie przypomina kompletnych pomyj - rzucił z uśmiechem, wraz z dziewczyną pierw odmeldowując się do kapitana i odbierając ten skromny zarobek, żeby po tym już zejść z pokładu i rozejrzeć się bardziej po ulicach całkiem urokliwego Torquay.

Zt x2


Never any good, I’m never any good,
and yet somehow I live on
Never living up to any expectation
Yet somehow I still live on
Thomas Doe
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, szmalcownik, konfident - od siedmiu boleści
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Port Torquay MxeJPhJ
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

07.01.1958 r.

Wiele było osób schorowanych, mieszkających z dala od Londynu, których Ethan znał i doglądał od lat, lub miesięcy. Nie mógłby sobie wybaczyć pozostawienia jakiegokolwiek pacjenta samemu sobie, nawet jeżeli wiązało się to z podróżami poza obręb dobrze znanego mu miasta. W hrabstwie Devon bywał cyklicznie, średnio co drugi czwartek, choć jeżeli była potrzeba – zjawiał się najprędzej, jak tylko mógł, by nieść pomoc i ukojenie tym, o których inni już zapominali. Właśnie opuścił niewielki, zabiedzony dom Edgara, mężczyzny w bardzo podeszłym wieku, który mimo śmiertelnej choroby udowadniał, że nic nie jest w stanie zabić jego hartu ducha. Można było bez zawahania przyznać, że ten pacjent dawał mu wiarę i nadzieję, że jeszcze wszystko będzie dobrze, że wojna się skończy, a ludzie potrzebujący pomocy wreszcie będą mogli otrzymywać ją w odpowiednich miejscach, niezależnie od pochodzenia, krwi, strony, którą wybrali. Było to mało utopijne myślenie, biorąc pod uwagę obecnie obowiązujące reguły.
Okrył się szczelniej płaszczem i roztarł zziębnięte dłonie, podążając wolnym krokiem przez opustoszałe uliczki, zbliżając się niespiesznie do okolicznego portu. Miał tu jeszcze jedno zadanie, chciał zlokalizować młodego Iana, wnuka swojego pacjenta, który zwykł z zaciągania się na rejsy. Podobno młodzieniec miał problem z niepokojącymi zmianami skórnymi na dłoniach, które paliły do żywego, a Vane nie zamierzał zostawić tej informacji bez odpowiedniego sprawdzenia, o ile oczywiście odnajdzie właściwą osobę. Nikt nie powiedział też, że jego chęć pomocy nie zostanie odepchnięta, przecież młodzi wiekiem ludzie mieli zupełnie inne rozumowanie na temat swojego własnego zdrowia, często bagatelizując towarzyszące im dolegliwości i takie zachowanie nie byłoby to ani trochę szokujące dla uzdrowiciela. Nie miał też zamiaru pomagać na siłę, mógł jedynie spróbować, zaproponować wsparcie i dać czas na decyzję, zostawiając do siebie kontakt, nic więcej.
Wzrok uzdrowiciela spoczął na wysokim mężczyźnie wspierającym się o lasce i przemierzającym wyjątkowo opustoszałą, niewielką ulicę, rozciągającą się pomiędzy sypiącymi się ścianami budynków, które lata świetności miały już zdecydowanie za sobą. Zmarszczył brwi, próbując wytężyć wzrok, choć z pewnością nie dałoby to żadnego wyczekiwanego efektu, ciężko bowiem rozpoznać człowieka stojącego tyłem, nawet jeżeli wydawał się być niepokojąco znajomy. Ethan, może z racji swojego wieku, a może z wrodzonej ciekawości, nie potrafił machnąć ręką i przejść obojętnie dalej, kto wie, przecież mógłby to być jeden z jego dawnych pacjentów, może znajomych? Ruszył więc śmiało w stronę mężczyzny i gdy już pozostało mu zaledwie parę kroków, odetchnął głębiej, jakby zdając sobie sprawę z własnych wyrw w pamięci. Teraz już wszystko było jasne, a charakterystyczne cechy wybiły się na pierwszy plan. – Dzień dobry, Duncanie – przywitał się z lekkim, leniwym uśmiechem, zatrzymując się w odpowiedniej odległości, by nie narzucać swojej obecności staremu znajomemu. Zastanawiał się jedynie, co on tutaj robił, może również miał pacjenta na tym zapomnianym przez Merlina odludziu?
Ethan Vane
Ethan Vane
Zawód : uzdrowiciel na oddziale Chorób Wewnętrznych w św. Mungu
Wiek : 53
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9703-ethan-vane#294844 https://www.morsmordre.net/t9714-ophelia#295129 https://www.morsmordre.net/t9713-ethan#295128 https://www.morsmordre.net/f363-enfield-town-apple-grove-13 https://www.morsmordre.net/t9715-skrytka-bankowa-2222#295136 https://www.morsmordre.net/t9716-ethan-vane#295138

Powrót do góry Go down

14 lutego 1958

Nie wiedziała, czemu akurat tutaj musiała się udać, ale przyzwyczaiła się do tego, że nawet ona nie rozumiała w pełni swoich decyzji. Czasem jednak budziło się w niej pragnienie i najczęściej nad tym się nie zastanawiała, po prostu przemierzając Wielką Brytanie aby coś zrobić. Teraz wracała do Torquay, miejsca gdzie, jakkolwiek patetycznie to nie brzmiało, wszystko się zaczęło. Obiecała w końcu dzieciakom, że przyniesie im prawdziwy piracki kapelusz (który „pożyczyła” z opery w Blackpool, do czego miała nadzieję, nikt nigdy się nie przyzna i żaden czarodziej nie zwróci na to uwagi), jak również poopowiadać o nowych przygodach. Dzień wydawał się mroźny, ale nie przeszkadzało jej to absolutnie, bowiem wszelkie wzruszenia, smutki i roztargnienia mogła zrzucić na niesprzyjającą aurę pogodową. Tak było łatwiej.
Nie skierowała się jednak najpierw do sierocińca – a przynajmniej nie do obecnego miejsca, w którym się znajdował. Budynek podniszczał podczas jej nieobecności i przeniesiono go do niezagospodarowanej szkoły w sąsiedztwie. Zdziczały ogród, w którym Thalia (wtedy jeszcze Lavinia) chowała swoje sekrety, i siebie samą, gdy zachodziła potrzeba, zmienił się w kącik z ławką, gdzie przesiadywać można było pod czujnym okiem nauczycielki, dukając litery dwojące się przed oczyma, trudne słowa, o których nawet nie miała pojęcia. Obserwowała ten kącik z okna dawnej sypialni, zaciskając lekko usta.
Wznowiła wędrówkę po opustoszałym budynku, rozpoznając miejsca. Kuchnia, w której spędzała długie godziny na pomocy przy gotowaniu albo praniu pościeli. Salon, w którym siadała na uboczu, przysuwając się co raz bliżej okna, tak aby zobaczyć, czy zorientują się kiedy ucieknie. Korytarz, gdzie wywieszone były zdjęcia – wszystkim im dorobiła wąsy kiedy po raz pierwszy dostała węgiel na święta jako niegrzeczne dziecko. Potem już nie dostawała nic, ale zazwyczaj jej odpuszczali.
Budziła się w niej melancholia, gniew, radość, rozbawienie – jedno miejsce nosiło w sobie tyle ładunku emocjonalnego, że coraz bardziej miała przeczucie, że nie chciała tutaj dłużej przebywać. Kiedy jednak miała skierować się ku wyjściu, usłyszała hałas na tyłach budynku. Kierując się ostrożnie w stronę okna, wyjrzała przez nie, ciekawa, co to się zadziało.
Grupa dzieciaków obtaczała mężczyznę - portowe sieroty, które miała spotkać na „miejscu”, wydawały się obskakiwać…zaraz, czy to miał być Fernsby? Nie mogła powstrzymać parsknięcia, ostrożnie uchylając okno, tak aby żadne z nich jej nie usłyszało.
- …a był pan na Karaibach?
- A czy to prawda, że kobiety nie pływają, chyba że się obtoczy w soli?
- Czy może pan wyrzucić kogoś za pokład?
- Za burtę, nie pokład!
Wellers nie mogła powstrzymać uśmiechu, ostrożnie sięgając do torby aby wyjąć kapelusz. Nakładając go na głowę, stanęła na parapecie, łapiąc się rury i spoglądając na stojącego na dole mężczyzny.
- Cóż pan im zdążył poopowiadać do tej pory, panie Fernsby?



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Kiedy nie pływał, nie siedział w tawernach lub nie odpoczywał w miękkich ramionach kobiet pojawiał się w takim miejscu jak to. Pozbawionym luksusów i złudzeń, ale za to pełnym marzeń i radosnych okrzyków. Za pierwszym razem trafił tu przez czysty przypadek, szukał swojego człowieka, który miał dać mu namiary na handlarzy, ale zamiast tego natrafił na grupkę wścibskich dzieciaków, które za parę knutów były gotowe wyśpiewać mu wszystko, łącznie z tym co chciał usłyszeć, a o czym one nie miały zielonego pojęcia. Z czasem polubił ich śmiech, zaczepność i nie przeszkadzały mu krzyki, a z każdej wyprawy przynosił coś co powodowało wrzaski radości i szczęścia. Nie inaczej było tym razem, nie wiedział tylko, że ktoś będzie świadkiem tego zdarzenia.
-Byłem, Tobias, już o tym mówiłem. - Fernsby spojrzał na chudego chłopaka, który górował nad dzieciakami. -Całe powietrze pachnie tam przyprawami wymieszanymi z solą morską. - Potem spojrzał na dziewczynkę o płowych włosach.
-Jakiej soli! Obtacza się je w smole i pierzu. - Powiedział inny dzieciak z miną znawcy.
-Bzdura. - Kenneth machnął ręką. -Sam znam kobietę, która pływa. - Nachylił się w stronę chłopców. -Choć baba na pokładzie zawsze przynosi pecha. - Wyszeptał do nich konspiracyjnie, na co obruszyły się dziewczynki wydymając charakterystycznie policzki. -Oczywiście, że mogę kogoś wyrzucić, ale musi poważnie się narazić. - Puścił dzieciakom oczko kiedy zaczęły się śmiać. Jedne bawiły się jego kompasem, inne spoglądały przez lunetę, a jeszcze jedna dziewczynka była wybitnie zainteresowana listami jakie znalazła w jego torbie. -Aaaa, Lizzy, to nie jest do zabawy. - Ostrożnie wyjął z jej rąk listy, a usta dziewczynki wykrzywiły się w podkówkę zapowiadając istną katastrofę. Fernsby zamarł na pół sekundy po czym wyciągnął mapę, którą zaraz jej wcisnął. -Na tym możesz rysować. - Powiedział z pośpiechem. Niech stracę. Odetchnął z ulgą kiedy mała Lizzy pochwyciła mapę z zachwytem malującym się na jej pucołowatej buzi. Wtedy też usłyszał głos, którego nie spodziewał się usłyszeć, nie tutaj, nie dzisiaj. Odwrócił się by spojrzeć na stojącą dumnie Thalię, jakby stała na najwyższym maszcie swojej łajby.
-Panie i panowie, oto kobieta marynarz. - Powiedział głośno sprawiając, że dzieciaki wydały z siebie zbiorcze “wow”. -Na razie udzielam wywiadu. - Wcisnął dłonie w kieszenie i oparł się o drzewo patrząc na nią wyzywająco. -Chyba pora na ciebie. Piracie.
-Naprawdę jest piratem?!
-Najgroźniejszym na siedmiu morzach.
-Ma statek o czarnych żaglach i flagę ze skrzyżowanymi piszczelami?
-Biła się z innymi piratami?
-Przewodzi zgrają najbardziej krwawych piratów w całej Anglii?
-Cóż… - Kenneth zerknął na Thalię czekając na jej reakcję.
Kenneth Fernsby
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 18
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby

Powrót do góry Go down

Pamiętała komplementy, które nadawane były kobietom, kiedy wyłapywała je w dusznych bądź mroźnych wiatrach portowych – wiotka jak trzcina, gibka jak morskie prądy, o głosie syreny…komplementy lały się w kierunku każdej panny, tak by przekonać je do spłonienia się, do wspólnego wieczoru, pocałunku, późniejszych wydarzeń. Ale Thalia pamiętała jedynie, jak mała Elenka z maltańskiej wyspy nazwała ja orlicą. Nie tylko przez towarzystwo Kymopolei, ale przez całokształt – wzrost większy, niż u przeciętnej kobiety, postura wyrzeźbiona jak u każdego żeglarza, spojrzenie, które z łagodnego przechodziło w to uważne. A teraz wpatrywała się tak w Kennetha i dzieciaki, przybłędy takie jak ona, gotowa zlecieć w dół, być może próbując dopaść ofiarę, a może, być może ten jeden raz w przeciągu ostatnich dni po prostu nie oglądać się przez ramię, jakby cały czas obawiała się, że ktoś ją ścigał.
Figlarny uśmiech pojawił się na jej twarzy. Odległość z parapetu wydawała się o wiele mniejsza, a może to ona odrosła już od ziemi i nie musiała zamartwiać się, czy któraś z pielęgniarek bądź opiekunek zauważy rozdarcie w nocnej koszuli. Mimo to wiedziała bardzo dobrze, gdzie chce wylądować – odbijając się od parapetu skoczyła w stronę Kennetha, ciekawa bardzo, czy postanowi ją złapać, czy może jednak odsunie się w ostatniej chwili. Miała jak wylądować, mało zgrabnie jeżeli nie zamierzał wyciągać ramion w jej stronę, a mimo to wcale nie byłaby niezadowolona z takiego obrotu spraw. Jak zawsze lubiła bawić się w przeciąganie struny, obserwować, gdzie ktoś postawi linie, jak długo gra w kotka i myszkę będzie działać. Nigdy z tymi nad wyraz niebezpiecznymi, ale z Fernsbym raczej nie starali się stawać sobie na drodze bez większego powodu.
Spojrzała jeszcze z rozbawieniem na żeglarza, ściągając z głowy kapelusz i zakładając go na głowę Kennetha, naciągając ją jeszcze na jego oczy i parskając lekko śmiechem.
- A więc oto cena sławy? Powiedz, rozdawałeś już autografy, czy na razie wyciągają od ciebie fanty? – Jej ton był zaczepny, ale nie jadowity; wydawała się ciekawa, co w zasadzie robił Fernsby i czemu tutaj, mimo to najpierw jej uwagę zwróciły dzieciaki. Rozpromieniła się na ich widok, chociaż jednocześnie uważała na ich obecność przy swoim boku – zwinne dziecięce paluszki były w stanie rozsupłać sakiewkę ze złotem znacznie szybciej, niż komuś by się mogło wydawać. O zwinne palce Kennetha raczej nie wydawała się martwić.
- Prawda jest taka, że czarne żagle wyszły już z mody – mrugnęła do dzieciaków, skupionych na tę chwilę na niej, tak jakby nowa dawka ciekawych rzeczy w ich trudnym już na co dzień życiu sprawiała, ze przysuwały się, łaknąc więcej. Potargała ostrożnie włosy jednego z chłopców na co ten sapnął, odsuwając się zaraz. – A ponieważ wolę Karaiby, to zostałam tam królową piratów, tylko od czasu do czasu wracam przypilnować, jak naszemu dzielnemu żeglarzowi tutaj idzie. – Spojrzenie błękitnych tęczówek spoczęło na nowo na jej towarzyszu.
- I oczywiście, biję się nieustannie. Niektórzy panowie są tak uparci, że uważają, że kobiety przynoszą pecha, czyż nie? – Uśmiech znów pojawił się na jej twarzy, tym razem jednak błysnęła zębami w rozbawieniu. – A ja wam powiem, że kobiety sobie bardzo dobrze radzą na morzu! Tylko do bycia królową trzeba wiele odwagi i wytrzymałości.
- A walczyli państwo kiedyś z krakenem albo wężem morskim?
- Czy walczyła pani kiedyś z panem Fernsbym?
- Jedna pani mówiła, że płynęła na statku, a potem ją zostawili na brzegu!
Dzieciaki zbliżały się bardziej, niektóre w stronę Kennetha, inne w stronę Thalii. Billy przyczepił się do nogi Kennetha, próbując z ciekawością sięgnąć mu do torby, Mirabel za to przyciągnął widok kolczyka w uchu Thalii.
- W zasadzie, to z panem Fernsbym przy pierwszym spotkaniu pomogliśmy sobie przy walce z niecnymi i nieuczciwymi morskimi wilkami. – Było to prawdą, gdyby tylko naciągnąć te wydarzenia i przedstawić je pod odpowiednim kątem, ale to pozostawiała już swojemu towarzyszowi. Sama ostrożnie wyciągnęła z torby mandarynki – szeroki okrzyk zachwytu rozległ się dookoła i dziecięce dłonie wyciągnęły się, kiedy maluchy przepychały się w jej kierunku. Lecz ona spokojnie ustawiała je w miejscu, wręczając każdemu po jednym z owoców, dopiero wtedy spoglądając na swojego towarzysza kiedy w miarę względny spokój mógł pozwolić jej na zadanie pytania, które wybrzmiało w jej myślach w pierwszych chwilach tego spotkania.
- Co tu robisz? – Nie oskarżała go, nie brzmiała pretensjonalnie…ale była ciekawa.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Port Torquay

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach