Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Zbiornik Blithfield
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Zbiornik Blithfield

Sztuczny zbiornik powstały przed paroma lady w skutek działań mugoli, uzupełniający krajobraz o rozległe tafle wodne i przestrzeń doskonałą dla rozwoju dzikiej fauny i flory. Niegdyś urokliwy po rozgromieniu mugoli w tej okolicy pod koniec lat pięćdziesiątych XX wieku zaszedł gęstą niepokojącą mgłą, nieprzerwanie unoszącą się nad sztucznym jeziorem. Nocami we mgle pojawiają się duchy i błędne ognie, ponoć będące pamiątką tamtych zdarzeń. Wciąż zachwyca nieujarzmionym krajobrazem.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zbiornik Blithfield - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Wśród czarodziejów nad zbiornikiem Blithfield nie znalazła wielu takich, którym trzeba by było ratować całą kończynę; tak rozległy uraz musiałby powstać przy pomocy zaklęcia, wybuchu, być może przygniecenia walącymi się budynkami. Dla tych jednak, których mijała i pomagała w zawijaniu kikuta, miała historię, która po raz pierwszy w życiu okazała się przydatna.
- Też straciłam lewe przedramię. Na jesień, to była końcówka września. Mugolacy dopadli mnie w alejce, dziesięciu na mnie jedną. Znęcali się nade mną, bo chcieli wyciągnąć ze mnie informacje o zaklęciach, które strzegą szpital Świętego Munga. Tak, chcieli obrabować szpital - potwierdziła kobiecie bez nogi, która słuchała ją z szeroko otwartymi oczami, w których źrenicach odbijał się płomień ogniska. Zupełnie jakby opowiadały sobie historie o zjawach; byłoby w nich mniej więcej tyle samo prawdy, co teraz. - Na szczęście zostałam odratowana przez oddział magicznej policji. Dzięki pomocy znajomego alchemika udało mi się przywrócić sprawność po miesiącu. Musimy sobie pomagać, czyż nie? - wymruczała, poruszając wymownie lewą ręką. Och, doskonale potrafiła przypomnieć sobie dni świeżo po przeszczepie, gdy palce dłoni wydawały jej się obce, nieporadne i koślawe.
Ich praca dobiegła wreszcie końca, choć z początku wydawało się, że przy takiej ilości rannych będzie trwała do rana. Elvira pożegnała się z Wendy, ostatni raz zachęcając ją do rozwijania się w kierunku, w którym ewidentnie miała niebywały talent. Nie była przyzwyczajona do prawienia takiej ilości komplementów, ale widząc rumianą twarz, która jeszcze bardziej pokraśniała, czuła, że podjęła właściwe kroki.
Dopiero na uboczu mogła odetchnąć, pozwolić uśmiechowi spłynąć z twarzy, a brwiom ułożyć się w wyraz znudzonego oczekiwania. Zostaną tu jeszcze przez jakiś czas, na wypadek, gdyby któryś z magów chciał z nimi porozmawiać. Może załapią się na wspólną kolację, ale przynajmniej nie będą już musiały biegać i wspomagać tych, którzy sami zapracowali sobie na swój stan. Teraz trzeba było tylko wprowadzić ich na właściwie tory.
- Tylko czarna magia... - powtórzyła i uśmiechnęła się nieznacznie, nie odwracając głowy w kierunku Wren. Chciała powiedzieć jej, aby nie lekceważyła mrocznych sztuk. Że pewnego dnia może się obudzić i zdać sobie sprawę, że brak odpowiedniej woli przy używaniu tych zaklęć doprowadzi ją do omdlenia w środku bitwy. Że będzie mogła przypłacić to życiem.
Ale nie miała siły.
Nie odezwała się więc, tylko skinęła głową i pierwsza zajrzała do namiotu, aby upewnić się, że nikogo w nim nie ma.
- Pokaż, spojrzę, czy to nie pęknięte żebro. - wspomniała o pierwszej rzeczy, która przyszła jej na myśl, gdy usłyszała o kawałku szkła.
Pozwoliła Wren samej pozbyć się koszuli, a potem - ignorując szczupłą talię i perfekcyjnie wcięte obojczyki - przyjrzała się paskudnemu krwiakowi, który pokrył całe lewe podżebrze oraz kilka ostatnich żeber. Był wypukły, sinofioletowy, a kiedy delikatnie przesunęła po nim palcami, poczuła, że wciąż jest gorący.
- Poczekaj chwilę. Episkey Maxima - Oparła na ciele kraniec różdżki, obserwując jak krwiak wchłania się w błyskawicznym tempie, stopniowo zmniejsza, aż pozostał po nim jedynie poszarzały ślad. Jeszcze nie skończyła, teraz bowiem oparła dłoń mocniej pod piersią Wren, przesuwając nią powoli wzdłuż żeber, aby wyczuć ich ciągłość, jakiekolwiek możliwe zgrubienie. - Czujesz ból? - zapytała na wszelki wypadek, a gdy kobieta potwierdziła jego brak, skinęła głową. - Masz szczęście, żebro nie jest uszkodzone. Musiało pęknąć ci naczynie, całkiem spore, sądząc po rozmiarze krwiaka. Teraz już wszystko w porządku. - Chwilę jeszcze stała blisko, patrząc na dziewczynę z góry, w oczy przepełnione pragnieniem. Pragnieniem władzy, mocy i potęgi. Wiedziała, że w jej własnych oczach odbija się to samo. - Wracam do ogniska - szepnęła w końcu, odwróciła się, wyszła.
Nie miała nic więcej do powiedzenia.

/zt x2
[bylobrzydkobedzieladnie]


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Wciąż 05.01

Wren odeszła. Jakkolwiek dramatycznie by to nie brzmiało, odeszła po to, aby usiąść przy ognisku ramię w ramię z plebsem i zabawiać ich swoją mistrzowską grą aktorską i soczyście barwnymi kłamstwami. Przez pierwsza kilka minut Elvira również przechadzała się tam, szukając ostatnich niedobitków potrzebujących pomocy, a potem pożegnała swoich nowych uczniów i udała się, jak to stwierdziła, rozeznać straty dla sporządzenia raportu haniebnych czynów, jakich dopuszczali się na tych ziemiach zdrajcy spod sztandaru Longbottoma. Tak naprawdę weszła do namiotu i dokładnie zasunęła płócienny materiał, aby posiedzieć chwilę w ciszy, w ciemności i odpocząć od wyczerpujących wyjaśnień, pytań, szlochów, dziecinnego utyskiwania. Smród spalonego mięsa ciągnął się za nią aż tutaj, czuła go we własnych włosach, w tkaninie szaty, nawet ślina podchodząca jej do gardła smakowała duszną, cierpką spalenizną. Miała już dość tych ludzi, bo było ich zbyt dużo. Oczekiwali od niej uśmiechów, zapewnień o tym, że wszystko będzie dobrze, że przybyli tutaj dla nich. Wren sobie z tym radziła, dla Elviry długotrwałe utrzymywanie pozy łaskawej zbawczyni graniczyło z męką. Wiedziała, że gdy przyszło co do czego, była najlepszym wyborem - jej umiejętności uzdrowicielskie oraz rozległa wiedza szybko zaskarbiły sobie zaufanie, najobrzydliwsze rany nie stanowiły dla niej większego wyzwania. Skłamałaby jednak, gdyby powiedziała, że nie wolałaby być w tej chwili na pierwszej linii frontu i palić mugoli na stosach.
Westchnęła i wyciągnęła z torby bukłak z czarną, niesłodzoną herbatą, nalewając sobie trochę do polowego kubka i pijąc w milczeniu. Wolałaby Ognistą. Absynt. Pieprzone Czarne Ale. Ale do wieczornej egzekucji musiała pozostać trzeźwa, a nie miała przy sobie nawet cholernych papierosów. Rozpuściła włosy i mimo niskiej temperatury rozpięła dwa pierwsze guziki płaszcza. Gdzieś tam daleko szumiały głosy, trzaskały ogniska, dogasały zniszczone lasy. Wyklęła pod nosem, gdy dobiegły ją mocne kroki z każdą sekundą zbliżające się do namiotu. Odłożyła kubek i wstała, żeby odpalić świece od różdżki jeszcze zanim ktoś bezczelnie i bez pytania szarpnął za wejście do namiotu.
- W czym mogę pomóc? - zapytała monotonnie, na nowo wiążąc rozpuszczone włosy, a potem uniosła sceptycznie jedną brew, gdy w świetle płomyków znalazła się twarz Sigrun Rookwood. Spocona, zmęczona, szara, brzydka. Nie to przyciągało jednak największą uwagę, a metaliczny smród krwi z na szybko przyciśniętej do rany szmaty. Ale nawet ta szmata nie zakryła ostrej krawędzi kości wystającej ponad skórę. Gwizdnęła cicho, ni to ze współczuciem, ni z podziwem i sięgnęła po różdżkę. - Kto cię tak załatwił, Rookwood? - zapytała neutralnie, nie zdradzając oznak rozbawienia.
Bo nie była rozbawiona.
Ktokolwiek jej to zrobił, pewnie wisiał już na własnych jelitach.


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Na przestrzeni lat spotykało ją wiele różnych wypadków. Wspinając się po drzewach za braćmi spadała z gałęzi, ucząc się latać na miotle nie raz z niej zleciała, kilkukrotnie koń zrzucił ją ze swojego grzbietu, gdy Sigrun nie była dość ostrożna. Ciotka powtarzała, że jest z nią jak z braćmi - jako dziecko chodziła z poobijanymi kolanami, zdartymi łokciami i mnóstwem siniaków. Pan ojciec miał zaś ciężką rękę i nie stronił od wymierzania surowych kar fizycznych każdemu z nich. Już w młodości zaznawała bólu, dopiero później jednak przekonała się czym jest naprawdę, kiedy przyszła pora na naukę czarnej magii. Fascynowała ona Sigrun, choć za jej sprawą wiele wycierpiała. Bliskość tej magii, używanej przez Normunda Rookwooda, przyniosła konsekwencje w postaci plagi koszmarów, która na całe szczęście ustała wraz z objawieniem się magii w małej wiedźmie - pozostawiła jednak po sobie ślad w postaci wypaczonego umysłu. Może dlatego tak lgnęła do sztuk nieczystych, mimo że przynosiła tak wiele bólu. Szczególnie na początku. Nauka była trudna i bolesna. Pełna wpadek, wypadków i porażek. Rookwood była jednak w swej nauce wytrwała, nie poddawała się. Zapanowała nad tym. Ból pojawiał się coraz rzadziej, lecz nie zniknął całkiem. Wielka moc, po którą sięgnęła miała swoją cenę. Czarna magia odzywała się po nią nawet do jej mistrzów.
Nigdy nie była w stanie przewidzieć kiedy to się stanie. Los dziś okazał się zaś złośliwy i przewrotny. Ledwie poradziła Maghnusowi, aby wziął się w garść, a sama wyłamała sobie kość swoim zaklęciem. Oboje musieli przerwać działania w miasteczku, nie złapali tylu mugoli, ilu zamierzali, na całe szczęście udało im się ich skutecznie schwytać - mogli uznać swoją część misji za zakończoną. Sigrun i tak nie byłaby w stanie jej kontynuować bez możliwości rzucania czarów. Kość wystawała pod dziwnym kątem z prawego nadgarstka. Uwięziwszy mugoli, którzy mieli zostać spaleni jeszcze tego wieczora w Stoke-on-Trent, skierowała swoją miotłę na południe, ku jezioru Blithfield, gdzie stacjonować mieli ich uzdrowiciele. Leciała powoli, ostrożnie, trzymając trzonek miotły lewą ręką, prawą zaś trzymając wyciągniętą w bok. W każdej pozycji bolało podobnie. Mróz sprawiał, że cała kostniała i właściwie to Sigrun nie była pewna, czy boli bardziej czy mniej,
Wylądowawszy przy brzegu zamarzniętego jeziora rzeczywiście nie wyglądała najlepiej. Ściągnęła z twarzy maskę, odsłaniając blade, poszarzałe oblicze. Twarz kobiety, która dopiero co zwalczyła w sobie pradawnego demona i przeleciała kilka mil z kością na wierzchu. Straciła wiele krwi, sił i energii, a musiała je odzyskać do wieczora. Miała jeszcze sporo do zrobienia. Spodziewała się lorda Shafiq, miała nadzieję go spotkać, na jej wołanie odpowiedział jednak znienawidzony głos Multon. Sigrun poczuła się jakby znów stanęła w szpitalu świętego Munga i miała do czynienia z tą kretynką o nazwisku Blythe.
- Jesteś tutaj, żeby gadać, czy robić swoją robotę? - odparła szorstkim tonem Rookwood, ogniskując na twarzy Elviry zmęczone spojrzenie.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544

Powrót do góry Go down

Gdyby miała więcej czasu na zastanowienie, kontemplowałaby pewnie to, jakim sposobem Sigrun udało się przebyć tak długą drogę od miejsca, w którym miała stacjonować, do zbiornika Blithfield. W swoim stanie nie wyglądała na zdolną do teleportacji, chyba, że gdzieś na ciele skrywała jeszcze ślady po rozszczepieniu. Była pobladła i szara, jakby jedną nogą zahaczyła o grób, a gdy na ułamek sekundy Elvira spojrzała jej w oczy, dostrzegła w nich mgiełkę obłędu groźniejszą niż zwykle miało to miejsce podczas ich wątpliwie przyjemnych spotkań.
Machnęła głową w kierunku leżanki i nie tracąc czasu na więcej pytań zmoczyła dłonie w misce z zimną wodą, aby zmyć z nich pot i pozostałości sadzy z ciał pacjentów. Lewitacją zmusiła jedną ze świeczek do zawiśnięcia ponad głową Rookwood, aby umożliwić sobie dokładniejsze przyjrzenie się ranie. Była paskudna, mogła to ocenić jeszcze zanim odwinęła z niej szmatkę tak przesiąkniętą krwią, że po ostrożnym odwiązaniu wciąż skapywały z niej krople szkarłatu.
- Mhm - mruknęła do siebie, oglądając uraz. Kość rozerwała tkanki pod kątem około czterdziestu pięciu stopni, mięso i tkanka tłuszczowa rozlazły się na boki, skóra była zdarta, a część została na wystającym fragmencie kości niczym kawałki podartej chusteczki. Krew brodziła nadal, spływając rzeczkami w dół przedramienia i zbierając się w dole łokciowym. Dawniej pewnie skrzywiłaby usta na myśl o bólu, jaki musiała sprawiać, ale po wszystkim, co sama przeszła, jedynie uniosła brew. - Przynajmniej nie odpadła, z kością poradzimy sobie od ręki - szepnęła i złapała Sigrun za dłoń, splatając na moment ich palce. W przypadku ich dwójki mogło to zdawać się komicznie, ale potrzebowała lekko pociągnąć czarownicę za dłoń, aby rana poszerzyła się i ujawniła potencjalne odłamki kostne, które należałoby usunąć ręcznie. Nie mogła oczekiwać, że pacjentka zrobi to na jej polecenie, manewr bolał i musiała sama dopilnować, aby się nie cofnęła. - Wytrzymasz - powiedziała twardo, żeby się nie stawiała. Wiedziały przecież obie, że jest kurewsko silną wiedźmą. - Masz szczęście, kość nie rozkruszyła się na więcej odłamków. Wygląda na czyste złamanie. Będzie szczypać. Purus - W prawej ręce trzymała różdżkę, więc przesunęła nią wzdłuż rany, aby odkazić ją i oczyścić z wszelkich zanieczyszczeń. - A teraz... - cholernie zaboli, chciała rzec, lecz ostatecznie westchnęła i zdecydowała się skorzystać ze znieczulenia. Stała za blisko Rookwood, nie chciała później dostać w pysk. - Ignominia - szepnęła, muskając różdżką zmarszczkę złości między brwiami Sigrun. Brak charakterystycznego rozluźnienia na twarzy wskazywał, że zaklęcie należy powtórzyć. Za mało dobrej woli, Multon. - Ignominia - powtórzyła, ale Rookwood wciąż wyglądała na zdenerwowaną. Może ona po prostu ma taką twarz? Przemknęło Elvirze przez myśl, więc zrezygnowała z westchnieniem i skierowała różdżkę z powrotem na ranę. - Zaboli - ostrzegła łaskawie i profilaktycznie rzuciła Sigrun na kolana czysty ręcznik. Spodziewała się krwi. - Feniterio - powiedziała, czekając na to aż kość, wciąż złamana, z chrzęstem wróci na swoje miejsce wewnątrz przedramienia.
[bylobrzydkobedzieladnie]


You know I love the thrill of the rush




Ostatnio zmieniony przez Elvira Multon dnia 06.09.21 17:05, w całości zmieniany 1 raz
Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 74
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zbiornik Blithfield - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Jakim cudem dotarła aż z dość odległego miasteczka nieopodal doliny Downs Bank w okolice sztucznego, wykopanego przez mugoli zbiornika wodnego Blithfield ze otwartym złamaniem prawej ręki i to na miotle? Cóż, chyba po prostu jej ciało nabierało wytrzymałości na podobne urazy i coraz silniejszy ból. To nie pierwsza taka rana jaką otrzymała w tej wojnie. Ba! W ciągu całego swojego życia. Rookwood od zawsze miała ciągoty do tego, co niebezpieczne, nie bała się podejmować ryzyka nawet wtedy, kiedy szanse na powodzenie były bardzo małe i niemal na pewno miało skończyć się cholernym bólem. Uczyła się go wytrzymywać. Zaciskała zęby, brała się w garść, wstawała i szła dalej. Tylko w ten sposób można było osiągnąć sukces w jej przypadku. W przypadku kogoś, kto ból zadawał i zobowiązał się walczyć. Z nie jednej takiej sytuacji zdołała się już wykaraskać. Zakon Feniksa zdołał Sigrun, niestety, niejednokrotnie doprowadzić do stanu bliskiego utraty przytomności albo i gorzej. Zdrajca Percival wbił jej wiele noży w plecy, kilka tygodni wcześniej wyleciała w powietrze, nie zliczyłaby ilości innych zaklęć, którymi oberwała. Jedne bolały bardziej, inne mniej - Sigrun walczyła jednak dalej, do utraty tchu, pomimo wszystko. Rany, które zadawała sobie sama były większym bólem dla jej dumy, niż ciała. Tak jak teraz. Nie miała najmniejszego zamiaru przyznawać się Elvirze do tego jak do tego doszło i kto doprowadził do tego, że kość sterczała z jej ręki. Nie musiała zresztą. Nie musiała się z niczego jej tłumaczyć. Elvira miała obowiązek bez tego udzielić Sigrun niezbędnej pomocy uzdrowicielskiej. Na całe szczęście nie musiała tego blondynce powtarzać, wzięła się do roboty, gdy tylko dokonała oględzin ręki Sigrun.
- Aua - warknęła cicho, kiedy Multon złapała ją za dłoń i pociągnęła, aby rana się rozszerzyła. - Miałaś uśmierzyć ból, a nie go potęgować.
Cassandra była zdecydowanie delikatniejsza. Sigrun żałowała, ze nie ma jej tu dzisiaj. Vablatsky ufała po stokroć bardziej niż Multon. Nie odpowiedziała na kolejne słowa uzdrowicielki. Oczywiście, że kurwa wytrzyma. Nazywała się Sigrun Rookwood i zniosła już tak wiele, że otwarte złamanie kości to nic w porównaniu z bólem z jakim przyszło się mierzyć w przeszłości.
Nie była jednak w stanie ukryć prawdziwych emocji. Złości na siebie, na Multon, na tę przeklętą kość, która wciąż wystawała. Starała się jednak nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Ani mruknięcia, gdy rana oczyszczając się szczypała jak diabli, zaś kolejne zaklęcia nie przynosiły żadnego efektu.
- Potrafisz w ogóle to zrobić? - spytała z przekąsem.
Złapała za ręcznik i podstawiła go pod prawe przedramię lewą ręką. A może Multon rzuciła jej go w innym celu? Aby wsadziła go sobie do ust i zacisnęła zęby, skoro miało zaboleć? Wzięła głęboki oddech i starała się na to psychicznie przygotować - cóż, gorzej już dzisiaj chyba nie będzie. Na bladej twarzy malował się wciąż wyraz zmęczenia i złości, a do tego przemknął po niej cień bólu, kiedy zaklęcie Elviry nastawiało kość.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544

Powrót do góry Go down

Skłamałaby, gdyby powiedziała, że jest jej Rookwood szkoda. Wszystkie wiedziały, na co się pisały, gdy obrały drogę wojennego frontu, Sigrun zapewne po stokroć bardziej od Elviry, tkwiła w tym wszak dłużej i zdołała wspiąć się na sam szczyt hierarchii - szczyt, o którym marzyła także Elvira, niepewna jeszcze, czy kiedykolwiek uda jej się go osiągnąć. Nie, nie było jej szkoda wiedźmy, bo nawet mimo osobistej urazy, jej cierpienie stanowiło dowód tego, jak silna była i jak wiele była w stanie znieść, gdy dowlekła się do Blithfield na własnych nogach. Mówiono, że z bitwy wraca się z tarczą lub na tarczy, a Sigrun udowadniała na każdym kroku, że da się wrócić nawet trzymając tę tarczę - różdżkę - w pozbawionej kości ręce.
Na jej pełne niechęci spojrzenia Elvira jedynie pokręciła głową. Była ciekawa, cholernie ciekawa, jak doszło do tak spektakularnego złamania. Nie podejrzewała czarodziejów z okolic o znajomość czarnej magii, ale kto wie, może i nawet wśród wielce honorowych zwolenników starego porządku znajdowały się czarne owce, sięgające po potęgę, którą reszta tak idiotycznie pogardzała.
- Nie histeryzuj, mam zamiar wykonać swoją robotę dobrze, a nie po łebkach - ucięła pretensję. Może nie była tak czuła jak pielęgniarki z Munga, tak łagodnie opiekuńcza jak Cassandra, ale wiedziała, co robi i była swoich umiejętności cholernie pewna. Zawsze była uzdrowicielem pragmatycznym i pewnie dlatego rzadko zaskarbiała sobie sympatię któregokolwiek z pacjentów.
Gdy upewniła się, że złamanie jest czyste, prawie tak czyste, jakby ktoś złapał w dłonie suchą gałąź i z trzaskiem przygiął oba końce, rozluźniła uścisk na dłoni Sigrun, pozwalając jej przybrać bardziej komfortową pozycję ręki. Obie miały szczęście, że kość pękła przy nasadzie, a nie w okolicy stawu promieniowo-nadgarstkowego. Zarówno ilość roboty jak i rekonwalescencja byłyby wtedy bardziej uciążliwe. Rookwood znosiła ból dobrze, zapewne unosząc się dumą. Elvirze na dłuższą metę było obojętne, jak bardzo cierpi; miała bowiem zamiar wypuścić stąd czarownicę z doskonale zaopatrzoną raną, która w niedługim czasie przestanie o sobie przypominać.
- A jak myślisz? - mruknęła, instynktownie ignorując przytyki i pytania. Kiedy się skupiała, nie zależało jej na tym, by odpierać sarkazm sarkazmem. - Przyszłabyś do mnie, gdybym nie potrafiła?
Po wypowiedzeniu czaru kość wróciła na swoje miejsce z nieprzyjemnym dźwiękiem mlaśnięcia. Na ręcznik spłynęło więcej krwi, która wezbrała w ranie, jak w szklance, do której ktoś wrzucił wielką grudę lodu. Metaliczny zapach drażnił w nos i w oczy, ale Elvira dawno już przestała wstrzymywać oddech, czy przejmować się tym, że kilka kropel skapnęło jej na buty.
- Fractura Texta - powiedziała, dokładnie akcentując głoski. Przez rękę Rookwood mógł przebiec prąd, gdy tkanka kostna łączyła się na nowo i pokrywała cienką warstwą okostnej. - Kość nie jest już złamana, ale przez dwa tygodnie będziesz musiała oszczędzać tę rękę. Nie dźwigaj, nie wspinaj się, nie walcz na pięści, bo kość wciąż się regeneruje i może łatwo pęknąć - ostrzegła, a potem przymknęła na chwilę powieki, aby zebrać myśli przed trudniejszym zaklęciem. Tę rozbabraną ranę trzeba było jeszcze zamknąć. - Curatio Vulnera Horribilis.
[bylobrzydkobedzieladnie]


You know I love the thrill of the rush




Ostatnio zmieniony przez Elvira Multon dnia 07.09.21 13:40, w całości zmieniany 1 raz
Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 31

--------------------------------

#2 'k8' : 6, 8, 6, 5, 6, 5
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zbiornik Blithfield - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Sigrun nawet nie zastanawiała się nad tym, czy Elvirze jest jej szkoda. Dobre sobie. Nie potrzebowała niczyjego współczucia, niczyjej litości, a tym bardziej w wydaniu znienawidzonej Elviry Multon. Na podobny przejaw zareagowałaby złością i to niewiele powiedziane. Litość była dla osób słabych, uszkodzonych, niepotrafiących sobie radzić. Sigrun nie uważała siebie za taką - i nie była taka. Nikt nie musiał się nad nią użalać i sama też tego nie robiła. Przestała to robić jak młoda dziewczyna, kiedy tylko zrozumiała, że własny los leży wyłącznie w rękach jej samej. To było ważne, by nauczyć się przeć do przodu choćby nie wiadomo co, wstawać po każdym upadku i próbować od nowa. Wyciągać nauczki z porażki. Dzięki temu zaszła tak daleko, wspięła się na sam szczyt i zyskała moc o jakiej niegdyś nawet nie śniła.
- Jeszcze nie widziałaś mnie histeryzującej, Multon, módl się lepiej, żeby nigdy do tego nie doszło - odparowała Sigrun z przekąsem. Nie oczekiwała od niej litości i traktowania jej jak dziecko, lecz profesjonalizmu i odpowiedniego traktowania - przede wszystkim z szacunkiem. Nie była delikatną lalką, z którą trzeba było obchodzić się jak z jajkiem, lecz workiem na ziemniaki także nie i nie zamierzała pozwolić Elvirze, by robiła sobie z nią co jej się tylko podoba. Teraz rzeczywiście uniosła się dumą i zacisnęła zęby, znosząc wszelkie zabiegi blondynki.
- Chyba nie myślisz, ze przyszłam tutaj do ciebie. Mieli tu stacjonować uzdrowiciele. Wierz mi, że wolałabym, aby była tu Cassandra lub Zachary. Na ciebie jestem po prostu skazana - odpowiedziała Rookwood z brutalną szczerością. Nieszczególnie ją obchodziło, czy Elvira poczuje się urażona. Pewnie tak. Jak zawsze. Sigrun nie zważała na słowa w jej obecności i często i gęsto wbijała uzdrowicielce szpilki z czystej złośliwości. Zwłaszcza po tym jak przyprawiła Mulcibera o atak padaczki podczas jednego ze spotkań Rycerzy Walpurgii w Białej Wywernie. Wtedy nabrała większych wątpliwości co do umiejętności Multon. Teraz Sigrun nie miała jednak większego wyboru - naprawdę była na nią skazana. Do wieczora rękę musiała mieć na tyle sprawną, by móc rzucić zaklęcie, dlatego pozostała na swoim miejscu i czekała, aż kolejne czary Elviry ją poskładają.
Tak się jednak nie stało. Zaklęcie nie zadziałało.
- Mhm... Będę mogła jednak czarować, tak? - upewniła się, patrząc na blondynkę wyczekująco. To było dla niej najistotniejsze. Resztę rzeczywiście mogła sobie odpuścić, jeśli to będzie konieczne i ból nie pozwoli na aktywność.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544

Powrót do góry Go down

O szacunek Sigrun nie musiała się dopraszać, Elvira bowiem naprawdę go czuła; już nie tylko z konieczności, ironicznie i do cna fałszywie. Wiedźma zaskarbiła sobie jej uznanie czynami. Zapewne się tym nie przejmowała, nie zależało jej, oczekiwała szacunku bez względu na wszystko, choćby spełniała swoje obowiązki na opak i pokracznie. Gdyby jednak tak było, nie zostałaby śmierciożercą, co do tego Elvira nie miała najmniejszych wątpliwości. Widząc ją na polu walki nie raz i nie dwa, czuła przekonanie, że nawet największa zdzira może osiągnąć coś wielkiego, jeżeli przyłoży się do nauki, do zlecanych zadań. Z tego więc powodu ją szanowała. Bo była kobietą, która nie obawiała się sięgać po to, co do niej należy; która włożyła tak wiele, aby dotrzeć tam, gdzie zapragnęła.
- Myślałam, że powiesz, że nigdy nie histeryzujesz, ale... - urwała z westchnieniem, decydując się odpuścić sobie przekomarzanki słowne i nie skupiać na nich zbyt mocno, z obawy przed tym, że ciężej będzie powrócić jej do koncentracji na inkantowanych czarach. Magia lecznicza to nie przelewki, niewłaściwy ruch mógł mieć srogie konsekwencje tak dla Rookwood, jak dla niej, gdyby uszkodziła ją permanentnie. Nie chciała tego robić, nie tylko z powodu lęku, ale i z własnej dumy. Elvira Multon nie popełniała głupich błędów, nie czyniła pacjentów kalekami. Chyba, że by na to zasłużyli. Wtedy jednak ciężko byłoby mówić o leczeniu. - Cóż, jestem tu ja. Widać obie jesteśmy na siebie równie skazane. - Uśmiechnęła się ostro, nie unosząc spojrzenia ponad rękę Sigrun, nie szukając jej oczu. Zastanawiała się nad tym, jak we właściwy sposób zasklepić ranę, aby zminimalizować ryzyko długo regenerujących się blizn. Nie była to rzecz łatwa, wymagała znajomości anatomii ręki, łączenia różnych tkanek osobno, powięź za powięzią, mięśni we właściwych kompartmentach, naczyń, nerwów... - Bądź przez chwilę cicho, proszę - rzuciła, dodając prośbę dla formalności, licząc na to, że Rookwood będzie miała dość rozsądku, aby zrozumieć, że nie mówi tego złośliwie, ale z rzeczywistej potrzeby. Musiała się skupić, nie miała sił słuchać pretensji.
Najpierw połączyła kość, najważniejszy uraz, obserwując połyskującą okostną pokrywającą mozolnie zgrubiały zrost. Dopiero, gdy upewniła się, że proces zachodzi właściwie, odpowiedziała na pytanie.
- Będziesz mogła czarować. Regenerujące się złamanie nie powinno w żaden sposób wpływać na magię, jeśli jednak odczujesz, że coś jest nie tak, od razu udaj się do Cassandry - Nie próbowała nawet sugerować, że mogłaby przyjść do niej; z pewnością by tego nie zrobiła i bez łaski, Elvira również nie chciała jej we własnym mieszkaniu.
Zacisnęła zęby gdy tkanki, zamiast zareagować, pozostały złośliwie nieruchome, kpiąc sobie z jej nieprawidłowych wyliczeń. Źle zaczęła, musiała sięgnąć krańcem różdżki głębiej w ranę.
- Curatio Vulnera Horribilis - powiedziała szeptem, tym razem poprawnie. Rana zasklepiała się powoli, acz dokładnie, aż wreszcie, po kilku powtórzeniach, pozostała po niej jedynie cienka, biała blizna. - Blizna zniknie z czasem, za jakieś dwa, trzy tygodnie. Maści migdałowe czy nagietkowe dobrze na nią wpłyną - Wreszcie spojrzała Sigrun w te złośliwe oczy, z niemałą przyjemnością przykładając różdżkę do jej serca. Rzadko miała na to okazję. - Sango circum. Straciłaś dużo krwi, pobudzam krążenie, żebyś nie dostała zapaści.


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 18
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zbiornik Blithfield - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

- Kto wie. Lubię zaskakiwać - odparowała Rookwood, nie zamierzając zaprzeczać, ani też potwierdzać. Była emocjonalna. Zwłaszcza w chwilach manii, których ostatnimi czasy było niewiele - głównie przez to, że zbyt wiele dało jej w kość i próbowało wpędzić w niemoc, brak wiary w siebie i zwycięstwo, w melancholię. Elvira nie miała pojęcia jaką gamą emocji i zachować dysponowała Śmierciożerczyni.
Istniała spora różnica pomiędzy pogardą, a niechęcią. Przynajmniej w przypadku Sigrun. Gardziła takimi kobietami jak te, które poddawały się bezwolnie i bez przemyślenia patriarchalnemu systemowi. Nie miały ambicji i własnych pragnień. Po prostu przyjmowały swój los córki, a później żony i matki bez słowa, pozostając uległe i posłuszne. Takimi kobietami po prostu gardziła. Za to, że w pierwszej kolejności były zabawkami mężczyzn, ich klaczami rozpłodowymi, nie zaś czarownicami i kobietami. Historia pokazała przecież, że czarownice w niczym nie ustępowały czarodziejom, jeśli tylko miały odwagę, aby zawalczyć o siebie, swoje pragnienia, jeśli miały ciut większe ambicje niż wyplucie z siebie dziecka. Elvira Multon taką ambicję w sobie miała, a nawet więcej. Może i była pyskata, irytująca i trudna w obyciu, lecz nie była bezwolną gęsią - to na pewno. Sigrun mogła niekiedy wątpić w umiejętności uzdrowicielki, denerwować się przez jej osobowość, zbyt podobną do jej własnej, wyzłośliwiać się w stosunku do niej, wbijać bolesne szpilki w czułe miejsca i nieustannie ubliżać, lecz nie było to dyktowane akurat pogardą. Po prostu nie lubiła Elviry Multon, ale w jej oczach wciąż stała dużo wyżej niż większość czarownic. Przez to, że nie poddała się bezwolnie mężczyznom, za upartość i podnoszenie się po każdym upadku, za odwagę by stanąć do walki w wojnie - nawet na pierwszej linii frontu, choć wykształcenie miała zupełnie inne. Sigrun nie lekceważyła tego, zależało jej wszak na tym, aby jak najwięcej kobiet przysłużyło się Czarnemu Panu i liczyła, że dzięki temu ich sytuacja oraz pozycja w społeczeństwie ulegnie zmianie.
- Chyba tak. Dwie wyszczekane blondynki skazane na swoje towarzystwo, cóż za ironia losu - stwierdziła Sigrun, krzywiąc się lekko, lecz to wszystko. Nie lubiła pokazywać, że boli, nie lubiła pokazywać słabości, zwłaszcza przed kimś, kogo nie znosiła.
Zamilkła jednak. Nie przez wzgląd na szacunek do Multon, a potrzebę powrócenia do formy. Elvira musiała wyleczyć tę rękę, skoro już tu była. Sigrun musiała mieć zdolność czarowania jeszcze tego wieczoru. Dlatego jej także zależało na tym, by uzdrowicielka mogła się skupić i w pełni poprawny sposób ją wyleczyć. Kto wie, czy to dzięki temu, czy też Elvira włożyła w czar więcej mocy i zaangażowania, kość jednak zniknęła w przedramieniu, wracając na swoje miejsce, a rana zaczęła się zasklepiać.
- Nieźle to wygląda - mruknęła z zadowoleniem. To jedyna forma podziękowania i pochwały na jaką mogła liczyć Multon z jej strony. Śmierciożerczyni pokiwała głową ze zrozumieniem. Przywykła do blizn, nie przeszkadzałaby jej zbytnio, lecz jeśli miała możliwość się jej pozbyć, to zamierzała zeń skorzystać. - Masz te maści? Jeśli nie, wyślij mi je sową - wyrzekła. Nie prosiła, to było polecenie. - Czyli jutro wątróbka na obiad... - mruknęła na słowa o utracie krwi.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544

Powrót do góry Go down

Mając nie raz wątpliwą przyjemność obserwować Sigrun w stanach wściekłości i cierpienia, nie chciała wyobrażać sobie, jak wyglądałaby w rzeczywistej - w swoim mniemaniu - histerii. Choć wbijanie wiedźmie drobnych szpil tu i tam przy sprzyjających okazjach sprawiało Elvirze złośliwą przyjemność (w granicach rozsądku, rzecz jasna; wiedząc już, że Rookwood jest śmierciożercą, nie mogła przekraczać granicy), wcale nie chciała przekonywać się o gamie skrajnych emocji, które mogły kotłować się pod tą rozczochraną blond czupryną.
Na krótką chwilę uniosła spojrzenie, słysząc dziwaczną uwagę padającą z ust czarownicy, do tej pory uznawanej przez nią za... może nie za wroga, ale na pewno wyjątkowo drażniącą personę.
- Mmm, zabrzmiało prawie tak, jakbyśmy były dwoma obliczami tej samej karty - rzuciła bez skupienia, może nierozsądnie, nie patrząc już Sigrun w oczy, skupiając się wyłącznie na zrujnowanym przedramieniu.
W ciszy pracowało jej się lepiej. Szybko zapomniała o tym, kogo ma na końcu różdżki; kość była tylko kością, ścięgna ścięgnami. Trudne zaklęcie zawisło na krańcu języka, tkanki zaczęły zespalać się na ich oczach. Najpierw projektowała je w wyobraźni - nerw pośrodkowy, nerw łokciowy, tętnica promieniowa, zapewne źródło największego krwawienia, potem kolejne mięśnie, gładka powięź - łączyła ze sobą zerwane partie, rozkładała na właściwych miejscach na podstawie obrazów z pamięci, aż w końcu na wierzchu została tylko cienka warstwa tkanki tłuszczowej, podskórnej i skóra. Wciąż nie potrafiła zasklepiać ran wystarczająco doskonale, aby nie pozostawiły po sobie żadnej blizny. Westchnęła milcząco. Ta blizna przynajmniej zniknie.
Uśmiechnęła się, prawie szczerze, gdy Sigrun pochwaliła jej robotę. Słowa śmierciożerczyni z pewnością miały w sobie więcej egoistycznej ulgi niż zachwytu, ale cóż z tego, skoro na jej miejscu zachowałaby się dokładnie tak samo. Odeszła kawałek, aby w miednicy z chłodną wodą spłukać ręce z krwi, wcierając w nie trochę nieprzyjemnie pachnącego mydła. Zmycie krwi z ciała i ubrań pozostawiła Sigrun jako dobrowolność; może wolała pokazywać się ludziom cała usmarowana posoką, dla efektu? Po tej babie mogłaby się spodziewać wszystkiego.
- Mam migdał, mój własny. Proszę - Wyciągnęła z kieszeni niewielki słoiczek z kremową zawartością, rzucając go gładkim, powolnym ruchem do Rookwood. Wiedziała, że ta ma dość refleksu, by go złapać, przy okazji wypróbowując wyleczone przedramię. Nieznacznie zmarszczyła brwi w odpowiedzi na ostatni komentarz, a potem pokręciła głową i odwróciła się do Rookwood plecami, udając, że szuka czegoś w torbie i czekając, aż sobie pójdzie.

/zt <3


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Na drobne uszczypliwości i przytyki ze strony Elviry Multon przymykała oko. Uzdrowicielka nie zdawała sobie najwyraźniej sprawy, że zdecydowana większość słów i tych szpilek, jakie starała się łowczyni wilkołaków wbić, spływa po niej jak po kaczce i nie sięga celu. W przeciągu niespełna trzydziestu lat swego życia Sigrun zdażyła przywyknać do tego, że inni próbowali jej umniejszać - ona jednak dobrze znała swoja wartość. Nie pozwalała już nikomu na przekroczenie pewnej granicy. Wymagała, by zwracano się do niej z szacunkiem - była Śmierciożerczynia i potężna czarownica, lecz nikt nie włożył jej do tyłka kijka od miotły i nie zapomniała czym jest dystans do siebie. Dopóki Multon nie przekraczała granicy, to Sigrun grała z nią w tę gierkę, gdzie Rycerka sadziła, że ma z nią jakieś szanse.
- Nie schlebiaj sobie aż tak - odparła Sigrun, uśmiechając się jednak kącikiem ust.
Owszem, były do siebie bardziej podobne, niż Rookwood chciała przyznać. Z satysfakcja jednak myślała, że może stanowić przykład do naśladowania - szczególnie dla Elviry, która pewnie by tego nie przyznała na głos. Wydawała się jednak zdeterminowana w nauce czarnej magii i mocno angażowała się w walkę dla wspólnej sprawy tak jak potrafiła. Niekiedy to było za mało, lecz akurat tego Rookwood nie zamierzała uzdrowicielce utrudniać. Wprost przeciwnie,
Zamiast maści Elvira rzuciła w jej stronę pudełko z migdałami. Chyba z przyzwyczajenia, bez większego przemyślenia, uniosła ręce, by złapać pudełko i zmarszczyła brwi. Niesłychanie zabawne.
- Lepiej wyślij te maści - przestrzegła Multon, zanim zdążyła zniknąć, po czym wsunęła migdal do kieszeni. To nie są teraz tanie rzeczy, szkoda je marnować.
Chwilę jeszcze przyglądała się swojej ręce. Wyglądała nieźle. Wyszeptała Lumos, a cisowe drewno rozjarzyło się silnym blaskiem. Zaraz po tym rzuciła kilka innych prostych czarów - wszystkie zadziałały, mogła używać różdżki. Multon w końcu się spisała.
Sigrun dźwignęła się zatem z miejsca i podeszła do przygotowanej miednicy, w której obmyła ręce. Widok krwi bynajmniej czarownicy nie przeszkadzał, lecz nie mogła pojawić się w takim stanie w Stoke-on-Trent. Zaplanowana tam egzekucja miała mieć charakter bardziej oficjalny. Zmyła z siebie krew i popiół woda z mydłem oraz czarami. Odświeżyła się i wygładziła włosy - teraz pozostało jej jedynie odnaleźć Bulstrode'a, by wraz z nim doprowadzić mugoli na miejsce egzekucji.

| zt


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544

Powrót do góry Go down

[8 stycznia 1958]

Ostatnich kilka dni zlewało się ze sobą, przyprawiając go niemal o zawrót głowy.
Jeszcze na początku stycznia prowadził z Ronją hipotetyczne rozmowy na temat rozwoju sytuacji w przynależnych Greengrassom hrabstwach, a już dwa dni później ich ziemie zostały zaatakowane przez popleczników niewątpliwego szaleńca. Wciąż zaciskał w bezsilności pięści na samo wspomnienie wieści napływających niemal ze wszystkich terenów Staffordshire. Towarzyszyło mu chroniczne zmęczenie, które starał się skrywać pod nieprzeniknioną twarzą zastygłą w wyrazie głębokiego skupienia, wspomagając się małą dawkę eliksirów wzmacniających. W rodowym dworze panowało osobliwe poruszenie, on sam w zaoferowaniu najpierw spędził bezsenna noc na Smoczej Wieży omawiając ich aktualnie położenie, odpowiadał na groteskowy list Lorda Abraxa Malfoya, wykpiwający jego propozycję pojednania, w międzyczasie wraz z Elroyem przenosząc dzieci w bezpieczne miejsce, do dworu Prewettów. Nie mógł narażać ich na niebezpieczeństwo, boleśnie docierała do niego świadomość, że nawet mieszkańcom ich ziem nie potrafił zapewnić odpowiedniej ochrony.
Jeszcze przed paroma miesiącami obrót sytuacji wydałby mu się zapewne ponad jego siły, z trudem wyrwałby się z otumanienia przytłaczającej go rozpaczy. Dzisiaj jednak miał w sobie wolę walki, wzrastającą z każdą kolejną informacją docierającą do jego uszu, z każdym opisem tragicznej masakry, która dotknęła Staffordshire. Chociaż nie był to jeszcze czas na bezpośrednią konfrontację z osobami, którzy stali za tą parszywą zbrodnią, mimowolnie czekał na takie spotkanie. Wiedział jednak, że na nie przyjdzie czas później. Teraz musieli zająć się naprawą szkód wyrządzonych przez Rycerzy Walpurgii, niesieniem pomocy rannym, pozbawionym dachów nad głową, skrywających się w ciemnych zakamarkach lasów. Wytropieniem winnych mieli zająć się inni, w jego pieczy leżało zapewnienie opieki mieszkańców obdartym z godności. Musiał ich zapewnić, że los wszystkich poszkodowanych zawsze i wciąż leżał Greengrassom na sercach.
Liczył się z nieufnością czarodziei przebywających na terenach szpitala polowego w okolicach zbiornika Blithfield. Z informacji jakie otrzymał wynikało, że część z nich mogła znaleźć się pod wpływem manipulacji i kłamliwych słów osób, które dotarły tutaj podstępem tuż po akcjach z piątego stycznia. Pod płaszczykiem pomocy, posługując się grą pozorów nastawiali poszkodowanych przeciwko prawowitym panom tych ziem, którzy w twarzach tubylców od wieków dostrzegali pobratymców, nie wrogów. I tak ich traktowali. Pojawiał się tutaj także po to, aby im to udowodnić, okazać wsparcie i świadectwo w imieniu wszystkich członków swojego rodu.
- Bardzo dziękuję, że do mnie Państwo dzisiaj dołączyli. Panno Tonks, Panie Moore - zwrócił się do swoich towarzyszy, kłaniając się lekko, zanim jeszcze wkroczyli na teren szpitala polowego. - Mam nadzieję, że dotarła Pani tutaj bez problemu - zwrócił się do Kerstin, zaznajomiony z jej sytuacją. Znał w końcu doskonale jej starszego brata, a obrady w Smoczej Wieży spędził w towarzystwie jej siostry. Skinął także głową w stronę Cilliana, wdzięczny, że gotów był wspomóc ich swoją różdżką.
Przyniósł ze sobą odrobinę jedzenia, warzyw, kasz i chleba dla pacjentów przebywających na terenach szpitala. Zamierzał również sprawdzić zapas eliksirów i zweryfikować liczbę prowizorycznego personelu, aby zadbać następnie o odpowiednie zaopatrzenie i wsparcie.

| mam przy sobie różdżkę, jbc i odrobinę jedzenia (kategoria I głównie)[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Isaiah Greengrass dnia 20.10.21 14:01, w całości zmieniany 2 razy
Isaiah Greengrass
Isaiah Greengrass
Zawód : alchemik, lord, twórca malarskich barwników
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Znam nuty przekleństw, na wylot prawdę
aż urwie świt nas, każda z gwiazd zgaśnie.
W dłoniach rwę świat nasz tak bez pamięci
za wszystko co ból wziął na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 21
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10152-isaiah-greengrass https://www.morsmordre.net/t10368-kaszmir https://www.morsmordre.net/t10369-isaiah https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10463-skrytka-nr-2204 https://www.morsmordre.net/t10370-i-greengrass

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zbiornik Blithfield

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach