Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ogród
AutorWiadomość
Ogród [odnośnik]04.08.21 16:11
First topic message reminder :

Ogród na tyłach

Drzwi tuż przy schodach, na końcu korytarza prawadzą prosto do dużego, dziko porośniętego ogrodu. Niegdyś pielęgnowany, pełen kwiatów, pięknych roślin i owocowych drzew, teraz jest zupełnie dziki i pełen magii. W małej, niedziałającej już fontannie, w której zalega deszczówka często odpoczywają mniejsze i większe ptaki, a na wielkich krzewach można spotkać od czasu do czasu nieśmiałka.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogród - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ogród [odnośnik]31.12.21 11:18
Z rodzeństwem, choć teraz powinien poprawić się i powiedzieć, że rodziną, w końcu Eve pamiętał jeszcze jako Vause, a James w trakcie sylwestra wbił mu, że jest jego żoną, był pewien delikatny problem; z jednej strony zewsząd pragnęli rozumienia dla swych tradycji, z drugiej jednak nie kwapili się nawet trochę wytłumaczyć ich ludziom spoza swego kręgu. Castor z kolei lubił rozumieć, w dziedzinie wiedzy nic nie irytowało go bardziej niż konieczność poruszania się we mgle, bez wyznaczonego drogowskazu i celu, jaki miał obrać. Nie był zbyt społeczną osobą — całe życie spędzając wśród roślin, książek, teraz też talizmanów i eliksirów — a takie zamykanie się, zrozumiałe w latach wojny, nie wpływało dobrze na tworzenie się takiej czy innej relacji. Żyli w czasach, w których wszyscy trzymali sekrety i nie był tą osobą, która nakazywała ich wyplucie tu i teraz.
— Gdybym wiedział, powiedziałbym ci od razu — odparł zupełnie poważnie; miał świadomość tego, jak sytuacja mogła być poważna i właśnie przez to, gdy tylko zauważył brak Kerstin, musiał odnaleźć Justine. Wojna nigdy nie była zabawą w kotka i myszkę i choć chciał wierzyć w szczerość intencji Thomasa, w końcu serce nie wybiera, w kim się zakocha, nawet będąc żonatym mężczyzną, zachowanie odpowiednich środków ostrożności było konieczne. Czy to miał na myśli Michael, mówiąc mu, że Somerset też nie było w stu procentach bezpieczne? Zniżył głos do szeptu, nachylając się nad uchem Justine tak, by nikt ich nie dosłyszał. — Ale ich legilimentowali. Ostatnio, będzie już prawie miesiąc. Był tam Sallow, ten... rzecznik ministerstwa. Czy tam ministra, no nieważne teraz — ale typ był znaną personą, dzieciaki legilimentowane, Castor wylewał wszystkie informacje, które uznał za istotne. — Coś zrobili na jarmarku chyba, nie wiem dokładnie co, ale to ten ostatni raz. O wcześniejszych nie wiem nic poza tym, że w listopadzie przesiedział też kilka dni...
I im dłużej się nad tym zastanawiał, tym bardziej mu się to nie podobało.
Potem przeszli do tematu potencjalnie lżejszego, choć też nie do końca. Dom profesor Bagshot wydawał mu się być zbyt oczywistym miejscem, by ktokolwiek chciał zwracać na niego uwagę. Gdyby był Rycerzem Walpurgii, sprawdziłby to miejsce od razu po tym, jak ucichły wieści o pani Bathildzie. Minęło już trochę czasu i chciał wierzyć, że po obu stronach konfliktu stoją rozsądni ludzie, a nie nieskoordynowana banda. Brak szacunku względem przeciwnika karmił pychę, a pycha, jak lubił sobie często przypominać, kroczyła przed upadkiem.
— To tylko na chwilę, do stopnienia śniegów — mruknął, próbując jakoś się wytłumaczyć, lecz słowa Justine były... słuszne. Może powiedziałby im o tym, gdyby po sylwestrze nie miał względem nich mieszanych uczuć; z jednej strony dalej był śmiertelnie obrażony na Jamesa, z drugiej strony żal Finley stał się jego żalem i żałował losu Marcela, z trzeciej jeszcze byli Sheila i Thomas, a manewrowanie między wszystkimi tymi relacjami stało się zbyt skomplikowane, by móc to rozplątać. Jedynym wyjściem, jakie widział z tej sytuacji, było rozcięcie węzła.
Ufam ci przecież, Castor. Zaproponowałem ci miejsce w moim domu, pod jednym dachem z dochodzącą do siebie Justine, charłaczką i kolejnym eks-aurorem.
Spokojny głos Michaela rozbrzmiał w jego głowie, rozmowa z szopy nabierała coraz więcej sensu. Przełknął głośno ślinę, mknął przez wspomnienia dalej, a głos Michaela robił się coraz to bardziej charkliwy, im ciężej oddychał Sprout.
Gdzie były te dzieciaki, gdy pisałeś do mnie po ugryzieniu, g d z i e?! Co oni dla ciebie zrobią, umówią na randkę? Oddadzą ci swój dom, swoje sumienie, swoją...
Język przesunął się po ostrej krawędzi zębów.
Nie pozwolisz, bym stanął komu na drodze? Wojsku? Szczeniaku, jeśli staniesz mi na drodze, gdy będę bronił moich sióstr przed armią w Dolinie Godryka, to gorzko pożałujesz i faktycznie cię zagryzę. Przestań traktować dwudziestolatków jak dzieci, Sprout. Mam nadzieję, że faktycznie nauczyłeś ich czytać, to przeczytają kogo unikać.
Miał rację. Cholera, miał rację od samego początku. Powracające słowa Michaela nie wzbudziły w nim strachu; przełożyły się wprost na poczucie obowiązku, wyklarowanie się prostej linii zależności i lojalności. Nie zauważył nawet kiedy dotarli pod dom, wybudzony z transu dopiero po słowach Justine.
Pokiwał przecząco głową. Jeszcze nie zdarzyło mu się zdejmować pułapek, zawsze miał przy sobie kogoś bardziej doświadczonego. Albo nie było takiej potrzeby. Obserwował to, co robiła Tonks, trochę bez namysłu próbując ją naśladować.
Carpienepodciągnięcie do góry, opuszczenie, a potem po łuku w prawo; problem w tym, że magia wydawała się nie płynąć przez jego różdżkę, co skwitował sfrapowanym ściągnięciem brwi do środka. Carpienepowtórzył raz jeszcze, tak inkantację, jak i ruchy, ale wciąż nic. Justine kazała przyspieszyć, ostatnia szansa.Carpienewreszcie coś drgnęło, poza jego ręką. Ale przecież Steffen mówił mu o trzech pułapkach, a widział tylko jedną? W dodatku tę najbliższą, którą było Cave Inimicum. Zmarszczył brwi jeszcze mocniej, coś dalej było nie tak, ale Justine przechodziła do następnego etapu, przyglądał się więc przez dłuższy moment, starając się analizować to, co działo się przed jego oczami.
Mógł chociaż spróbować pozbyć się tego, co widział. O tyle, o ile pamiętał, Steffen zabezpieczył dom tak, by pułapki nie uruchamiały się na żadnego z sylwestrowiczów, więc Castorowi krzywdy zrobić nie miały. Wierzył też w przyjaciela i to, że nawet jeżeli dowie się, że trzech Tonksów wprosiło się do domu profesor Bagshot uzna, że nie stanowili zagrożenia.
Uniósł więc różdżkę, w pewien sposób mimikując gesty Justine. Znał numerologię jako—tako, choć wciąż uważał, że mógłby być w tej dziedzinie lepszy. Z runami szło mu już znacznie lepiej i jak znał Steffena, to właśnie one będą najlepszym kluczem do zrozumienia działania pułapki, a przez to — może, gdyby szczęście mu dopisało — także odpowiedniego wyciszenia. Chciał przywołać do siebie białą magię, użyć jej w dobrym celu. Przecież mieli pomóc, prawda?

| staram się wyciszyć Cave Inimicum


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Ogród [odnośnik]31.12.21 11:18
The member 'Castor Sprout' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 99
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogród - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogród [odnośnik]01.01.22 20:59
Przytaknęła spokojnie głową, na stwierdzenie wypowiedziane przez Castora. Nie podobało jej się to. Nie rozumiała co się stało, Kerstin przepłakała jej w rękaw cały wieczór, kiedy wspomniany chłopak nie pojawił się w umówionym terminie. Jak doszło do tego, że zniknęła z domu bez słowa, stawiając ich wszystkich w stan gotowości? Nie była pewna. Miała zbyt mało informacji, żeby zrozumieć dokładnie co tak naprawdę się stało. I działo w tej chwili. Zmarszczyła brwi słuchając o legilimencji którą im sprezentowano. Nie należała ona do przyjemnych. Sama miała okazję jej doświadczyć. Uczucie wdzierającego się intruza do umysłu, przeszukującego wspomnienia miało przynosić jej dreszcze z każdym wspomnieniem tego zdarzenia. Słuchała więc w milczeniu. Kolejnych rewelacji, powstrzymując chęć westchnienia. Sprawa wydawała się i tak już skomplikowana. Teraz jeszcze dodatkowo.
- Na dzień. Dwa. Tydzień. Do stopienia śniegów. Znalezienia czegoś innego. Jeden rok. - wymieniła kolejno po sobie, rozglądając się po okolicy chcąc sprawdzić, czy ktoś ich nie obserwuje. Nie dostrzegła jednak nic, co zwróciłoby jej uwagę na mocniej. Do czegoś łatwo było się przyzwyczaić. A plany czy postanowienia, wygodniej odłożyć. Wiedziała sama po sobie. Na razie nie nie powiedziała w tym temacie nic więcej. Nie widziała chwilowo potrzeby. Zaraz i tak sama miała skonfrontować się z tym całym Thomasem. Wystarczyło tylko zdjąć zabezpieczenia. Ściągnęła jedno z nich, kolejnymi nie zamierzała się zajmować. Nie robiło jej różnicy, czy ten chłopak i jego rodzina dowiedzą się o jej obecności. Ważne było, by miała możliwość dostrzec ich od razu po wejściu. Ale ledwie skończyła a przed nią pojawiła się sylwetka patronusa. Poznała go od razu. Opuściła różdżkę spoglądając na niego.
Znalazłem Kerrie, jest bezpieczna, nie musisz jej już szukać, spotkamy was w domu..
Tym razem westchnęła. Musiał wyruszyć przed nią. Ale to, co zrobiła dzisiaj jej siostra było niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Wydęła lekko usta spoglądając na dom przed sobą. Lubiła doprowadzać rzeczy do końca i zajmować się nimi sama. Właściwie była już na miejscu. Ale ufała swojemu bratu i komunikatowi, który przesłał. Skoro nie potrzebował wsparcia nie zamierzała dalej interweniować. Uniosła różdżkę, żeby machnąć nią i odwołać swojego patronusa.
- Wracam. - powiedziała do Castora. Odwracając się na pięcie. Kerstin przekaże później swoim znajomym że ściągnęli im większość pułapek. I nie wiedziała które z nich, ale któreś powinno ich uświadomić, że wybór tego domu, nie należał do rozsądniejszy. Przynajmniej w jej mniemaniu. Była paranoiczką? Możliwe. Odwróciła się na pięcie ruszając w stronę wyjścia z terenu na którym stał dom Bathildy Bagshot. - Zobaczę się z nimi w domu. Możesz zostać. - dodała jeszcze wiedząc, że zna osoby zamieszkujące to miejsce.

| zt? idziemy na chatę?



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58
UROKI : 37
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Ogród - Page 2 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Ogród [odnośnik]02.01.22 11:08
Ciężko było rozumieć, co właściwie dzisiaj miało miejsce. Castor, jak na złość, dopiero teraz dostrzegał wszystkie luki planu, wszystkie krzywe ściegi siatki powiązań i znajomości. Jego własna łatwowierność i płonne nadzieje zostały teraz wyciągnięte na światło dzienne, a przyjrzenie się temu wszystkiemu z boku — w chłodnej perspektywie osoby trzeciej, którą miała Justine — zasiało olbrzymie ziarno żalu. Żalu do Thomasa, że tylko brał, nigdy nie dawał. Żalu do reszty tego zgromadzenia, które mógł zastać w domu pani profesor, bo chciał dać im szansę, dawał je przez długie lata, a teraz stawiali pod znakiem zapytania bezpieczeństwo jego bliskich. Czy ciosy wyprowadzane ciężkimi pięściami były podziękowaniem za wszystkie lata, w których starał się wyprowadzić ich na ludzi? Czy krew zmieszana z wymiocinami miała pozostać mu w pamięci jako symbol głupiego, łatwowiernego Castora? Nie odmawiał im pomocy. Gdy dowiedział się, że zostali aresztowani, od razu zaczął zbierać wszystkie odpowiednie środki, by wyciągnąć ich z tarapatów. Nie chciał, by szli na pewną śmierć w nowopowstałych ministerialnych wojskach, prawie położył na szali własną przyjaźń z człowiekiem, który zrobił dla niego wszystko, co było po ludzku możliwe, który przecież duszę mu oddał. Za każdym razem, gdy go o coś prosili, oddawał im wszystko, co tylko miał. Cholera, Marcelowi powinien przecież przywalić za to, co zrobił jego siostrze, za maślane oczy, jakie kierował nie tylko do Sheili, ale też do tej Anne o białej bluzeczce w ostatnich chwilach nowego roku, a zamiast tego, chciał pomóc, nie zgadzał się z surową karą, z drżącym sercem i rękoma przygotowywał eliksir odtworzenia, wysłał go jego ojcu. Nie oczekiwał poklasku, nie oczekiwał zapłaty.
Chciał tylko, by kiedyś sobie o tym przypomnieli.
Może nie wtedy, gdy już go nie będzie.
Ale niewdzięczność bolała, niewdzięczność skrzypiała pod zębami jak ziarenka piasku, rozlewała się na języku gorzką falą, bo Castor wreszcie dojrzał to, czego dojrzeć nigdy nie chciał.
Chyba tylko dlatego opuścił głowę w milczeniu, nie protestując na słowa Justine. Byli nierozsądni. Wszyscy naraz. A Sprout miał jeszcze swoje zawiedzione oczekiwania i złamane fałszywymi przyjaźniami serce. Ręce zaciśnięte w pięści, pobielałe knykcie i zmrużone oczy skupione na konstrukcji domu.
Nabrał głębszy oddech. Musiał ściągnąć myśli w innym kierunku.
Z pomocą przyszło wyciszanie pułapki. W trakcie przywoływania białej magii (zupełnie tak, jak w tej książce, którą dostał na Wigilię od Justine! Wreszcie lektury przynosiły skutek) skupił się również na pojawiających się mu przed oczami starożytnych runach. Odczytywał je spokojnie, unosząc delikatnie brwi do góry, bo choć pułapka miała być dość prosta, do jej wyciszenia konieczne było użycie skomplikowanych zestawów run. Zwykła Othala czy Kenaz, choć zazwyczaj umieszczenie ich w odpowiednich miejscach gwarantowało odpowiedni, zgodny z tradycyjną mocą runiczną skutek, nie były wystarczające. Wciąż poruszając się w granicach wyznaczanych przez białą magię i przy jej pomocy, dobierał we własnym umyśle pozostałe ciągi sekwencji runicznej, aż wreszcie...
Poszło. Puściło.
Tak i on opuścił różdżkę, posyłając Justine ostatnie spojrzenie, gotów do wejścia do środka, nie ważne, co mieliby zastać.
Nie spodziewał się dojrzeć patronusa. Serce zgubiło rytm, przegapiło trzy bicia, przyglądał się wilkowi, wilkowi, którego dobrze znał. Który przemówił głosem przywołującym go do porządku, ruszającego sercem, Kerrie jest bezpieczna, chyba z nim, na pewno z nim.
To tłumaczyłoby również jego nieobecność we Wrzosowej Przystani. Blondyn ściągnął brwi w irytacji, dlaczego nie poczekałeś, wszystko bym ci powiedział, ale prędko przez skorupę świadomości przebiła się wdzięczność, że tego nie zrobił. Do czego mogłoby dojść, gdyby nie jego prędka reakcja? Tego nie mogli przewidzieć.
— Idę z tobą — powiedział wreszcie, samemu opuszczając swoją różdżkę. Na moment zawiesił spojrzenie w jednym z okien, z niemym oskarżeniem.
Coście najlepszego zrobili.
Ale Justine już zawracała, już zmierzała w stronę furtki. Musiał się pospieszyć i dołączyć do niej prędzej, niż w domu.

| z/t[bylobrzydkobedzieladnie]


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Ogród [odnośnik]28.01.22 20:10
| 1 stycznia

Cały ten czas chodził bez celu, aby ostatecznie skończyć na granicy lasu, siadając na śniegu pod martwym drzewem wsłuchując się w trzepotanie skrzydełek elfów nad swoją głową nie przejmując się zimnem, czy byciem przemoczonym do ostatniej nitki. Z kieszeni kurtki wyjął skrzętnie złożoną apaszkę wczoraj będącą przywiązaną wokół jego nadgarstka, aby palcem móc sunąć i śledzić na niej delikatny haft. Było mu wstyd. Nie miał pojęcia jak miałby teraz spojrzeć w oczy Sheili. Co on w ogóle myślał? Powinien był od razu pójść do niej, a nie... Naprawdę chciał przeprosić. Naprawdę. Ale wciąż kotłujący się w nim gniew, słowa Marcela będące precyzyjniejsze w zadawaniu bólu niż jakikolwiek cios, który starszy chłopak mógłby mu wymierzyć (choć tego ostatecznie nie zrobił), spowodowały, że stracił nad sobą panowanie. Najgorsze było to, że Marcel mógł mieć nieco racji. Na pewno nie udawał, że się o nią troszczy. Stanął w jej obronie, ale miał i swoje powódki... Zasłaniał się nią? Teraz sam już nie wiedział. Nie chciał tego robić, nie czuł jakby to zrobił, ale może jednak... Nic o niej nie wiedział? Znał ją. Wiedział  jak brzmi jej głos, gdy nuciła romskie kołysanki, jak lśniły jej oczy, gdy była szczęśliwa, jak zaciskała wargi w wąską linię, gdy się złościła, jak bezwiednie porusza nogą, gdy siedziała za długo w miejscu, jak dźwięcznie potrafi się śmiać podczas wspólnych wygłupów. Znał jej charakter. To jaka była dobroduszna, zatroskana o najbliższych, bystra i to nie tylko dzięki książką, jej mądrość pochodziła z tego co miała w głowie, w sercu, z życia, które ją nie oszczędzało, to jaka była odważna i silna, nawet jeśli do końca nie zdawała sobie z tego sprawy. Wiedział czego pragnęła, czego się bała. A jednak. Ufała Marcelowi bardziej niż jemu? Wszystko byłoby dobrze gdyby to był on? Obraził ją? Słowa Marcela wracały do niego niczym echo. Zamiast jednak cichnąć nabierały one na sile. Nie chciał taki być. Nie dla niej. Nie w ogóle. A jednak wciąż przepełniała go złość i ta przeklęta zazdrość, a ponad to wszystko rozczarowanie samym sobą i strach przed konfrontacją. Żadnego szmalcownika tak się nie boi jak smutku, czy gniewu Sheili.
Stracił rachubę czasu wracając do domu pani Bagshot, gdy słońce było już wysoko na niebie, a policzki szczypały go z zimna. Czuł jak ściska go w żołądku. Nie był to jednak głód, a nerwy. Wysuszył się zaklęciem, a następnie zaczepił Nelkę pytając się gdzie znajdzie Paprotkę. Nie miał dużo czasu. Za niedługo miał się tu zjawić Billy, a on nie mógł tego tak po prostu zostawić. Pytań bez odpowiedzi. Niewypowiedzianych słów. Musiał ją przeprosić. Wyjaśnić to co miało miejsce w nocy, siebie. Przyznać się do tego co zaszło rano. Nie chciał między nimi żadnych sekretów. A jednak miał jeden, od lat. Sekret, który wszystko tylko komplikował, a to dlatego, że nie potrafił znaleźć w sobie pieprzonej krzty odwagi by go w końcu wyznać.
-Dalej szukasz nieśmiałków? - Zapytał wchodząc do ogrodu widząc ciemnowłosą dziewczynę przechadzającą się po ogrodzie, lawirującą pomiędzy zaniedbanymi krzewami jak wróżka. Podszedł bliżej, powoli, niepewnie, jak do dzikiej łani bojąc się, że ją spłoszy. To jednak on tu był łanią, a ona wilczycą, bo serce biło mu jak szalone chcąc wypaść z jego klatki piersiowej. Tchórz. - Wyglądasz na zmęczoną. - Stwierdził zmartwiony widząc bladość jej skóry, cienie pod oczami, wcale się jej nie dziwiąc. Ta noc nie przebiegła po niczyjej myśli. No może Steff i Leon bawili się nie najgorzej. Nie tak mieli przywitać nowy ponoć rok. Tego sobie właśnie życzyli, aby ta noc była nowym początkiem czegoś lepszego. W takim razie już się bał jutra. - Ja... - Nie wiedział od czego zacząć. Tak wiele miał jej do powiedzenia, do wytłumaczenia, a nie wiedział nawet jak poprawnie swoje myśli ubrać w słowa. Zawsze tak miał. A przy niej było to wyłącznie intensywniejsze. - Nie wyszło mi to przepraszanie Marcela. - Przyznał nie chcąc niczego przed nią ukrywać. Niech wie z jakim durniem ma do czynienia. - Pobiliśmy się. Znaczy, ja... ja go uderzyłem. - Uciekł od niej wzrokiem obawiając się co zobaczy w jej spojrzeniu. Złość? Strach? Niechęć? Obrzydzenie?
Aidan Moore
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The only way to deal with
an unfree world is to become
so absolutely free that your very existence is an act of rebellion.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9575-aidan-moore#291411 https://www.morsmordre.net/t9693-bazyl#294574 https://www.morsmordre.net/t9692-zabie-udko#294568 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9923-skrytka-bankowa-nr-2197#299908 https://www.morsmordre.net/t9696-aidan-moore#294585
Re: Ogród [odnośnik]13.02.22 14:01
Nie miała nadziei na to, że w tym wypadku ktokolwiek zrozumie, co zadziało się poprzedniego dnia i że jakkolwiek da się to wytłumaczyć. Oczywiście tak się kończyło, kiedy każdy z nich popił i nie było już nawet szansy na zrozumienie. Teraz zaś odetchnęła, gotowa na to aby przyjąć ten nowy dzień z wieloma rzeczami – od bólu głowy rozpoczynając, kończąc zdecydowanie na próbie zrozumienia, co dokładnie się działo. Najpierw się pobili, potem się pokłócili, potem skakali z dachu…wszystko nawet działo się niespodziewanie, a ona teraz czuła, jakby wszystko było dodatkowym problemem. Ostrożnie wyszła na poranny spacer, zabierając ze sobą Marsa i wychodząc z Marcelem, nie spodziewając się nawet, że mogłaby odnaleźć tam Thomasa który nagle znajdzie się nad stawem w towarzystwie dziewczyny. Nawet nie wiedziała, co się działo, ani czemu później nagle Marcel wyszedł – ledwie pomogła wszystkim w zejściu na sam dół, ostatecznie nagle znajdując się w ogrodzie i szukając, gdzie nagle zniknęła część towarzystwa.
Słysząc kroki, odwróciła się w ich stronę, spoglądając na Aidana. Złość z poprzedniego wieczora jakoś w niej ucichła, ale wciąż nie mogła powiedzieć, aby była zachwycona, podnosząc brodę i przyglądając się jak podchodzi w jej kierunku. Westchnęła cicho, kiedy spoglądała, jak się kajał, zastanawiała się tak, jakby teraz nagle miała powiedzieć mu, co myśli, to nie powiedziałaby nic, dalej nie rozumiejąc, co w zasadzie się wydarzyło, ani też tego, czemu nagle miała w głowie pustkę.
- Nie, nie szukam nieśmiałków. Świeciorki były prześliczne, prawda? – Neutralny temat, tak, to było coś, od czego warto było zacząć. Ostrożnie też zaczęła przyglądać się mu samemu, tak jakby chciała dowiedzieć się, co myśli, ale chyba po prostu był smutny. Nigdy nie spodziewałaby się, aby miał w sobie złośliwość. Ale może się myliła.
- Co się stało, Aidan. Szczerze, powiedz mi, co się stało wczoraj? – Chciała poznać i zrozumieć jego perspektywę. Czym ona była, co się stało, w co wierzył, chciała to zrozumieć. Jak tylko mogła. Kiedy wspomniał o Marcelu, spojrzała na niego w szoku, tym bardziej nie umiejąc tego zrozumieć.
- Czemu uderzyłeś Marcela?!


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Ogród [odnośnik]15.02.22 18:09
Czuł jak skręca go w żołądku i to nie z głodu, a z czystych nerwów. Bał się tej rozmowy, reakcji dziewczyny. Sam nie wiedział na jakie słowa dokładnie się zdobędzie. Nie wiedział od czego zacząć, jak ubrać kotłujące i nieskładne myśli w jakikolwiek zlepek logicznych słów. Nigdy nie był w tym dobry. Nie przy niej. Nie w takiej sytuacji. Sheila mogła wyczytać wszystkie targające nim emocje jak z otwartej księgi. Żałował, że nie działało to w obie strony. Najwidoczniej za mało czytał. Nie uśmiechnęła się na jego widok jak zwykle, ale w ogóle się jej nie dziwił. Raczej takiej reakcji właśnie się spodziewał po tym co wydarzyło się w nocy. Wstyd i poczucie winy zwiększały się z każdym jego krokiem, który zmniejszał dystans między nimi. Westchnęła. Ma przechlapane. W głowie już spisał się na straty. Czy kiedykolwiek była na niego zła? Tak naprawdę zła? W szkole ją zranił odpychając ją od siebie. Wczoraj też ją zranił... zaraz miał ją zranić ponownie... Nie zasługiwał na nią. Nie jako swoją przyjaciółkę, a już w szczególności nie jako kogoś więcej, ale na litość Merlina pragnął i jednego i drugiego wciąż tak samo. Egoistycznie i samolubnie. Nie wyobrażał sobie gdyby miało jej nagle zabraknąć w jego życiu. Z tego właśnie powodu przez te wszystkie lata nie chciał wyznać jej prawdy. Bał się odrzucenia nie tylko swoich uczuć, ale i jego całego. Miała do tego prawo. Nie uszanował jej zdania, popłakała się przez niego, skrzywdził ją i osobę dla niej ważną. Kto tak robi? Tak chciał jej pokazać, że mu zależy? Że ją kocha? Że chce o nią zadbać?
- Były... - Niemal wyszeptał kiwając lekko głową czekając na kolejne słowa wiszące między nimi w powietrzu. Co się stało? Wiele. Ale jak to wyjaśnić? - Zobaczyłem was. Stał tak blisko ciebie. Dotykał cię. - Przerwał na chwilę wiedząc, że strzępki jego wypowiedzi nie mają większego sensu, ale jak miał to opisać? To co widział? To co poczuł? To co później z tym zrobił? Nie uciekał już wzrokiem. Przeniósł go wciąż tak samo niepewnie na jej piwno-zielone oczy szukając w nich podpory. - Nie wiem w końcu czy faktycznie to tak źle wyglądało, czy to po prostu ja, ale nie powinien był Sheila. Wciąż myślę, że nie powinien był cię tak dotykać, nawet jeśli mu na to wtedy pozwoliłaś. - Pozwoliłaś? Chciałaś tego? Podobało ci się? Było tak jak Marcel mówił? Jak ty mówiłaś w nocy, o tym, że wcale nie było ci źle? - Był pijany, więc pomyślałem, że nie do końca wie co robi. Wtedy po prostu was rozdzieliłem. - Kontynuował próbując samemu jakoś uporządkować to sobie w swojej głowie. - Ale później jak was zobaczyłem razem... - Przerwał na chwilę wzrok kierując na moment w górę, biorąc głęboki wdech i wydech, aby znów odszukać jej spojrzenie. - Nie chciałem go obok ciebie. Nie w taki sposób. Nie tak blisko. - Byłem zazdrosny. - Martwiłem się, że znów cię tak dotknie, że może, nie wiem, wykorzysta jakoś tą sytuacje. Po pijaku robi się durne rzeczy. - Ale to nie była wina alkoholu. Marcel sam mu to powiedział. - Chciałem cię bronić. - To właśnie myślał, że robi. - Nie chciałem cię zranić. - Ale i tak to zrobił. Głupi kasztan. Zasługiwała na więcej. Na wszystko co najlepsze. On... nie był tym czymś. Tym kimś.
Zszokowane pytanie dziewczyny sprawiło, że miał najszczerszą ochotę walić głową w drzewo. - Wiem, wiem, wiem, że nie powinienem był. - Powtarzał zamykając na chwilę oczy w czystej bezradności by znów spojrzeć na dziewczynę skruszonym wzrokiem, bo naprawdę nie powinien był. Marcel wyprowadził go z równowagi. On sam siebie wyprowadził z równowagi, ale to nie było usprawiedliwieniem, aby na kogokolwiek podnieść rękę. Mógł po prostu powiedzieć mu co myślał i odejść, albo lepiej by było, gdyby w ogóle do niego nie poszedł. Nie przed spotkaniem z Sheilą. - Naprawdę chciałem z nim to wszystko sobie wyjaśnić, ale od słowa do słowa i jakoś tak... wyszło. - Jakoś. Tak. Wyszło. No co ty nie powiesz geniuszu?


The power of touch, a smile, a kind word, a listening ear, an honest compliment or the smallest act of caring, all of which have the potential to
turn the life around
Aidan Moore
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The only way to deal with
an unfree world is to become
so absolutely free that your very existence is an act of rebellion.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9575-aidan-moore#291411 https://www.morsmordre.net/t9693-bazyl#294574 https://www.morsmordre.net/t9692-zabie-udko#294568 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9923-skrytka-bankowa-nr-2197#299908 https://www.morsmordre.net/t9696-aidan-moore#294585
Re: Ogród [odnośnik]22.02.22 1:15
Ile to lat się już znali? Nigdy nie liczyła tego dokładnie, nigdy nie sprawdzała, ile dni minęło odkąd pierwszy raz zetknęli się na korytarzu, kiedy spotkała go w szkole. Zagubiony jak ona, szykanowany za pochodzenie. Nic dziwnego, że tak od razu złapali kontakt, że tak łatwo im było rozmawiać ze sobą i spędzać wspólnie czas. Zamiłowanie do przyrody pozwalało im spędzać ze sobą długie godziny czy to w przyrodzie, czy to poza nią, w milczeniu, w rozmowach, w czymkolwiek, co mogłoby pozwolić im na nawiązywanie więzi. Nigdy nie czuła się przy nim obco, zawsze był jakąś częścią jej życia, nawet jeżeli pozostała część Doe wydawała się to zupełnie ignorować. Nie wyobrażała sobie, że nagle miałaby go stracić, jakkolwiek, ale teraz…teraz musiała przyznać, że trochę się tego obawiała. Jego cierpliwość nie była zupełnie niewyczerpana, a jego duszy i serca nie chciała absolutnie ranić. Ale musiała zrozumieć, a wielu rzeczy nie rozumiała.
- Z Marcelem znam się podobny czas, co z tobą. James ufa mu całkowicie, będąc w stanie powierzyć mu swoje życie, tak jakby był jego bratem z krwi i kości. Znam Marcela, ufam mu, wiem, że nigdy ale to nigdy nie zrobiłby mi krzywdy, pewnie narażając siebie bardziej niż pozwalając na to, aby cokolwiek zrobić mi. Cokolwiek się zdarzyło, po prostu nie zdążyliśmy sobie tego wyjaśnić. – Ani nie zdążyła mu powiedzieć, jak się zapatruje na tę sytuację. Wiedziała, że czuła się tamtego wieczoru nieswojo, ale wszystko było…nie takie. Wiedziała, że inni bardzo dobrze bawili się na Sylwestrze (no, z wyjątkami) ale dla niej…dla niej to wszystko było męczące. Nie chciała tak, nie chciała kłótni, bójek, wzajemnego krzyczenia po sobie. Osób, które miałyby o nią walczyć.
- Aidan, dziękuję. Wiesz, że zawsze doceniam, jak mnie bronisz. Wiem, że zawsze będziesz dla mnie, czegokolwiek bym nie potrzebowała. Ale czasem też potrzebuję móc załatwić sprawy w inny sposób samodzielnie. – Bo potem znowu wychodzi kłótnia. Nie miała już serca do tego, aby ludzie się przekrzykiwali między sobą, aby obrażali się. Bo czuła się, jakby nagle musiała ich wychowywać.
- Wtedy byłam zła, teraz już nie jestem. Po prostu…nie możesz reagować tak negatywnie, prawda, że poczułeś się niemiło i podejrzewałeś, że wszystko jest nie tak, ale też…nie chcę potem was obydwu uspokajać, bo każdy był obrażony, niepewny, złośliwy albo po prostu nagle uznał, że nikt go nie chce. – Pokręciła lekko głową.
Patrzyła na niego trochę bez wyrazu, nie do końca wciąż rozumieją. Czemu, ale czemu? Co nim zadecydowało, że poszedł aż po takie rozwiązanie? Chciałaby usiąść, ale nie miała nawet na czym, dlatego ostrożnie przetarła twarz, spoglądając na niego.
- Proszę…czy możesz mi obiecać, że postarasz się już więcej nie bić z Marcelem? O co w zasadzie teraz dokładnie poszło? Przecież nie obraziłby się na ciebie za przeprosiny.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Ogród [odnośnik]22.02.22 5:27
Znał ją od zawsze. A przynajmniej takie właśnie miał wrażenie. W Hogwarcie cały jego świat kręcił się wokół niej, później... później nie za wiele się zmieniło. Ma kilka przyjaciółek, ale to z Sheilą był zawsze najbliżej, to ją znał najlepiej, to w niej był zakochany. To jej uśmiech sprawiał, że podobny mimowoli pojawiał się i na jego twarzy. To jej dłonie koiły, dodawały mu otuchy. To jej słowa były tymi najważniejszymi. Kiwnął kilkukrotnie głową słuchając stosunku jej i Jamesa względem Marcela. Według niej nie zrobiłby jej nigdy krzywdy. Słowa Marcela go nie przekonały, ale wierzył jej osądowi. Byli blisko. Ufała mu. Może tak jak Marcel twierdził, bardziej niż jemu. - Nie dziękuj, proszę. Nie masz za co. Nie zrobiłem nic, a jedynie wszystko pogorszyłem. - Ta noc była jednym wielkim pasmem porażek, ale największą z nich było to, że ją zawiódł. Chciał, aby mogła na nim zawsze polegać, być jej podporą w najtrudniejszym czasie, a on zamiast tego sam dodawał jej problemów. - Wiem. Przepraszam, że się tak zachowałem. Powinienem był z tobą najpierw porozmawiać, ale po prostu na wasz widok, ja nie mogłem... - Zagryzł wargę przerywając swą wypowiedź, aby znów poszukać odpowiednich słów. W głowie zawsze brzmiały inaczej, a samych uczuć nijak nie wiedział jak zamieniać w słowa. - Później jak was zobaczyłem, jak znów chciał gdzieś z tobą pójść pomyślałem, że znów mógłby... chciałem cię chronić, ale to nie wszystko. Byłem też zazdrosny. Nie chciałem, żeby to on był tak blisko ciebie. Tylko ja. - Przyznał w końcu błądząc w jej piwno-zielonych oczach. A raczej, próbując się w nich odnaleźć. Marcel miał rację. Gdyby to był on na jego miejscu  inaczej widziałby tą sytuację. 
Oddychał miarowo, ale czuł jak szybko bije mu serce, tak mocno, że niemal to bolało. Miał ochotę podejść bliżej. Przełamać tą niewidzialną barierę między nimi. Wziąć ją w objęcia jak wtedy w Sowim Borze, znów poczuć jej ciepło, włosy muskające jego twarz, dotyk ust na policzku. Wtedy patrzyła na niego inaczej, ale sam był w końcu sobie winien.
- To nie tak, że chciałem go uderzyć. Wiesz, że ja nigdy wcześniej się nie biłem. Że to nie ja?  Zamknął na chwilę oczy w bezsilności, ze wstydu, aby po chwili znów spojrzeć na nią. Znała go przecież. Wiedziała o wszystkim. Nie miał przed nią żadnych sekretów, prócz tej jednej rzeczy, prócz niej samej. Nigdy jakoś szczególnie nie bronił siebie. Gdy był starszy zaczął bronić ją, ale nigdy nie podniósł na kogokolwiek ręki. Przemoc nigdy nie była rozwiązaniem. Nie tak mama go nauczyła. Nie ufała mu? Dał jej ku temu powód. On sam. - Czy kiedykolwiek miałaś wrażenie, że cię nie szanuje? Albo twojego zdania? Że cię obrażam? - Zapytał cicho. Nie była to jednak bezpośrednia odpowiedź na jej pytanie. Nie chciał takiej udzielać. Choć nie powiedział tego na głos, to była część ze słów Marcela, ale nie cała rozmowa, nie jej kontekst, nie złość, żal i gniew, który poczuł słysząc co chłopak mówił. Miał rację? Naprawdę tak myślała? Naprawdę był taki? Chciał zapytać o coś jeszcze. O to samo co spytał Marcela, ale bał się odpowiedzi. Tak cholernie bał się jej odpowiedzi. Jeśli coś czuła do drugiego blondyna...
Odetchnął głęboko w końcu nie wytrzymując i stawiając krok do przodu, tak jakby grawitacja nie przyciągała go do ziemi, a do niej. Niepewnie uniósł dłoń, aby nieśmiało dotknąć jej palców, by później ująć całą jej dłoń kładąc ją na swojej piersi, nie zabierając jednak tej należącej do niego. Ze złączonych dłoni wzrok przeniósł znów na nią stawiając kolejny krok do przodu, tym samym nie zostawiając za wiele wolnej przestrzeni między nimi. Nie trzymał jej mocno. Mogła wyrwać się bez trudu. Odwrócić się napięcie i odejść. Pozwoliłby jej. Patrzyłby za nią, chciałby pobiec, błagać, mógłby przysiąść, że słyszałby jak pęka mu serce, ale dałby jej odejść. Sam Merlin tylko wie jednak jak bardzo chciał, aby została. - Nie chcę być taki. Nie chcę być taki dla ciebie. Nie chcę cię krzywdzić She. Nigdy. Tyle dla mnie zrobiłaś, tyle dla mnie znaczysz. Będę lepszy. Nigdy więcej nikogo nie zranię. Nie zranię ciebie. - Druga ręka drgnęła chcąc również odnaleźć dziewczynę. Złapać ją w talii i przyciągnąć do siebie, ująć jej twarz, bądź odgarnąć pieszczotliwie jej włosy. Pochylił głowę mogąc policzyć każdy pieg na jej skórze. Chciał oprzeć swoje czoło na tym jej, ale jednoczeście nie chciał zabierać od niej swoich oczu. Był blisko. Czuł na skórze ich mieszające się ze sobą oddechy. Chciał być jeszcze bliżej. Czekał jednak dając jej wybór, licząc, że zrozumie co miał na myśli. - Jesteś najważniejsza, jesteś wszystkim i nie potrafię sobie wyobrazić, gdybym miał cię stracić. - Niemal wyszeptał przelewając w to co mówił wszystko to co czuł, ale przede wszystkim to jedno uczucie. To najbardziej do tej pory skrywane, ale jednocześnie, najbardziej oczywiste.


The power of touch, a smile, a kind word, a listening ear, an honest compliment or the smallest act of caring, all of which have the potential to
turn the life around
Aidan Moore
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The only way to deal with
an unfree world is to become
so absolutely free that your very existence is an act of rebellion.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9575-aidan-moore#291411 https://www.morsmordre.net/t9693-bazyl#294574 https://www.morsmordre.net/t9692-zabie-udko#294568 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9923-skrytka-bankowa-nr-2197#299908 https://www.morsmordre.net/t9696-aidan-moore#294585
Re: Ogród [odnośnik]03.04.22 20:22
Nie była pewna, co myśleć o tym wszystkim, od października czując się jakby posadzono ją na huśtawce, którą każdy kołysał to w górę to w dół, nie patrząc na to, czy czuje się dobrze czy jednak ma ochotę zemdleć tu i teraz. Spoglądała na Aidana, wzdychając lekko, bo przecież go znała. Wiedziała kim był, a przynajmniej tak sobie lubiła mówić. Nie wiedziała, co w szkole podkusiło ją, aby wyszła bronić tego niewinnego, blondwłosego chłopca, ale właśnie to zrobiła, a potem…jakoś tak samo się zadziało. Gdyby nie on, na pewno o wiele ciężej przeżyłaby te dwa lata, w których nadzieja kołysała się na jednym koniu ze zwątpieniem. Czy chciała też zrozumieć, co chodziło mu po głowie? Chyba raczej wszystkim im, którzy się tutaj znajdowali poprzedniego wieczoru. Gdyby można było wbić chłopcom rozum drewnianą łyżką, zrobiłaby to już dawno.
- Powiedz mi, czemu się tak nie lubicie z Marcelem. Albo znielubiliście, nie wiem, przyznam że zupełnie nie rozumiem ani waszego zachowania, ani tego, co dokładnie robicie. Może jestem głupią dziewczynką, nie wykluczam tego, ale nie odniosłam aby coś złego się zadziało wcześniej. – Dopiero wczoraj. Miała do tego tyle niechęci, że najpewniej po prostu trzepnęłaby każdego w głowę i by sobie pojechała. A jednak musiała jakoś wytrzymać, dać sobie rade i przetrwać, aby jej nerwy przetrwały w jednym kawałku.
Ostrożnie zaczęła spacerować po ogrodzie, nie spoglądając nawet na to, jak jej kroki odbijały się na śniegu ani na to, jak ona zaczęła przyglądać się śladom w śniegu. Słuchała jego słów, marszcząc lekko brwi, oddychając lekko kiedy się do niej zbliżył i dopiero wtedy zatrzymując swoje kroki. Jej piwne tęczówki spojrzały na jego własne, a Sheila przez długą chwilę zastanawiała się, co zrobić.
- Jeżeli chcesz zdobyć moje serce, to nie przez agresję. Wiesz o tym i widzę, że tego żałujesz. Mam nadzieję, że kolejne problemy już nie będą się za tobą ciągnęły. Oczywiście, nie chcę abyś nie mógł się bronić, ale nie chcę, abyś inicjował jakiekolwiek takie sytuacje. – Odetchnęła głęboko, nawet nie wiedziała, jak długo wstrzymywała powietrze, musiała być to jednak chwila. Stał blisko, bardzo blisko, a jej serce biło tak szybko, że chyba każdy mógł je usłyszeć z daleka.
- Nigdy nie zrobiłeś nic, aby mnie skrzywdzić. Nigdy nic, co bym w taki sposób odczuła. – Pogładziła go lekko po twarzy, pozwalając mu na ten drobny dotyk, pomagając mu aby czuł się o wiele pewniej. Spoglądała na niego, chcąc teraz ukoić jego troski, umożliwić mu odpoczynek, albo dodać pewności siebie. Coś, co pomoże mu na nerwy. Wiedziała co to mogło być, ale chciała aby wiedział, że to wymaga aby zrozumiał swoje zachowanie. I chyba zrozumiał.
- Spójrz na mnie, Aidan… - uniosła lekko jego twarz, ostrożnie składając pocałunek na jego ustach. Bardzo krótki, bardzo przelotny, ale jednak obdarzony pewnym uczuciem, tak aby dać mu jakąś nadzieję i wszystko żeby się uspokoiło. I żeby wiedział, że wcale nie skreśliła go ze swojego życia.
- Porozmawiamy o tym później w miesiącu, dobrze? Uspokoję Marcela, porozmawiam z nim. Na pewno zrozumie, że nie miałeś nic złego na myśli. Ale proszę, do tego czasu daj mi chwilę, dobrze? – Chciała mieć chwilę spokoju od wszystkich problemów i zapracować też na lepszą wypłatę u Adeli.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Ogród [odnośnik]17.04.22 21:19
Nie chciał nigdy stać się jednym z jej zmartwień. Wiedział dobrze jak wiele miała na głowie, jak dużo przeszła i dalej przechodziła. Z jakim stresem, trudnościami i strachem się mierzyła niemal każdego dnia. Nie chciał sprawiać jej przykrości. Nigdy. Nie chciał być kolejną cegiełką dołożoną do jej nieszczęścia. Pragnął być tym, który zburzy ten mur, rozwieje ciemne chmury. Będzie przy niej, wesprze, pomoże.
- Nie jesteś głupia. Jesteś jedną z najmądrzejszych osób jakie znam. - Gdyby nie ona jego edukacja zatrzymałaby się pewnie na pierwszym roku. Znała się na tak wielu rzeczach, tak dużo potrafiła. Ale była też mądra po prostu życiowo. Tak jak mało kto. Podziwiał ją. Nie tylko jej piękno, ale i umysł, serce, duszę. - To nie tak, że go nie lubię. Nie znam go dobrze, ale wydawał mi się być w porządku. Po po prostu wciąż myślę, że to co zrobił nie było w porządku, a ja nie okazałem się być od niego lepszy. - Nie wiedział jak inaczej jej to wytłumaczyć. Przed tym incydentem o północy między nimi było wszystko w porządku. Nie spodziewał się, że Marcel mógłby tak potraktować dziewczynę. Wtedy zwalił winę na alkohol i te całe kadzidełka, ale jego słowa z rana dały mu do zrozumienia, że nie do końca tak to wyglądało. I że on sam też święty nie był.
Obserwował każdy jej ruch, to jak zmęczone ciało poruszało się z lekkością po ogrodzie, prawie jakby tańczyła. Zbliżył się do niej nie do końca świadomie, jakby przyciągany niewidzialną siłą. Zdobyć jej serce... tego właśnie pragnął. Sprawić żeby poczuła to samo co on. Żeby go pokochała równie mocno. Nie wiedział jak miałby tego dokonać, czy w ogóle było to możliwe. Ją łatwo było kochać. Wszystko było w niej doskonałe, nawet to co nie. On jednak daleki był od bycia ideałem. Nie był ani najprzystojniejszy, ani najbystrzejszy. Nie był tak pewny siebie i wygadany. Może gdyby był bardziej jak Marcel byłoby łatwiej? Ale nie był nim. Sheili też zmusić nie mógł do niczego, ani jej serca. Jeśli nie byłaby w stanie go pokochać zrozumiałby. Jedyne czego pragnął to jej szczęścia nawet jeśli to nie on miał być osobą, która miałaby go jej dać.- Wiem. Naprawdę przepraszam. To był pierwszy i ostatni raz. Obiecuję. - Naprawdę miał to na myśli. Starał się nie rzucać słów na wiatr i faktycznie obietnic dotrzymywać. Ta złożona jej była jak największa świętość. Zrobi wszystko, aby jej nie złamać.
Jak zahipnotyzowany wpatrywał się w jej piwno-zielone tęczówki słuchając jej słów z nieukrywaną ulgą. Naprawdę się martwił, że faktycznie mogła tak się czuć, że faktycznie mógłby ją tak skrzywdzić nawet o tym nie wiedząc. Przymknął oczy czując dotyk jej dłoni na policzku. Kojący, ciepły i delikatny. Jak ona cała. Odpowiedział na jej żądanie od razu znów utknąwszy wzrok w jej oczach. - Sheila. - Był jeszcze bliżej niż przedtem sam nie wiedząc kiedy do tego doszło. Kiedy był w stanie policzyć piegi na jej policzkach? Kiedy mógł poczuć jej ciepły oddech na swojej twarzy? Kiedy mógł poczuć jej usta na tych należących do niego. Znów zamknął oczy niepewnie podążając za nią w krótkim, ale jak znaczącym dla niego pocałunku. Jego dłonie w końcu odnalazły miejsce za jej plecami przyciągając ją jeszcze bliżej, niwelując każdą możliwą granicę między nimi. Serce zabiło w jego piersi jeszcze mocniej, w tym samym rytmie co jej własne. On zaś spijał jej słodycz, jej uczucia, nadzieję, którą w nim na nowo rozbudziła. Krótka chwila, zbyt krótka, jednocześnie wydawała się być zaklęta w wieczności. Tak długo na to czekał. Merlin tylko wie jak bardzo było warto. Przelotny pocałunek skończył się tak szybko jak się zaczął, ich usta już się nie stykały, ale on wydawał się nie mieć najmniejszego zamiaru ją puścić, opuścić dłonie wzdłuż swojego ciała, postawić krok do tyłu, znów poczuć ogarniające go styczniowy chłód. Nie gdy był tu z nią. Wzdychając cicho przytulił ją kładąc czoło na tym jej. - Powinienem był już ci dawno o tym powiedzieć. - Niemal wyszeptał jakby zdradzał jej sekret. - Chciałem zrobić to dziś, w nocy, ale... - Urwał nie chcąc niszczyć chwili, nie chcąc znów jej zasmucić. Nie teraz. Nie kiedykolwiek. - Poczekam. Tyle ile będziesz potrzebować. - Na nią było warto czekać, choćby miała być to cała wieczność. Poczeka. Był cierpliwy. Odsunął od niej swoją głowę, aby móc na nią spojrzeć wciąż jednak nie wypuszczając ją z objęć.- Będę musiał z nim porozmawiać sam. Nie ominie nas to, ale najpierw oboje musimy się uspokoić. - Wyjaśnił zrezygnowany z nadzieją, że zrozumie. Bał się konfrontacji z Marcelem. Nie teraz, gdy wciąż był wściekły. Nie kiedy obawiał się, że przez targające nim emocje nie będzie w stanie dotrzymać danej dziewczynie obietnicy.


The power of touch, a smile, a kind word, a listening ear, an honest compliment or the smallest act of caring, all of which have the potential to
turn the life around
Aidan Moore
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The only way to deal with
an unfree world is to become
so absolutely free that your very existence is an act of rebellion.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9575-aidan-moore#291411 https://www.morsmordre.net/t9693-bazyl#294574 https://www.morsmordre.net/t9692-zabie-udko#294568 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9923-skrytka-bankowa-nr-2197#299908 https://www.morsmordre.net/t9696-aidan-moore#294585
Re: Ogród [odnośnik]07.05.22 23:24
Nigdy nie był jej ciężarem ani zmartwieniem. Bywały dni kiedy była na niego zła, bo zrobił coś, tak jak wczoraj, ale to nie oznaczało, że pozostawała taka. Dość szybko jej mijało, wiedząc, jak bardzo była dla niej cenna ich relacja i jak wiele dla niej znaczyło to, że był tuż obok. Lubiła wyciągać swoją dłoń i wiedzieć, że był tuż obok. Nie chciała aby był jedynie dla niej, tylko żeby był przy niej. Nie chciała sama zabierać mu jakiś marzeń, wyobrażeń, fantazji czy w sumie czegokolwiek, co czyniło go bardziej Aidanem, bo po prostu właśnie takiego go poznała i taki był idealny.
- Cóż…sporo mam jeszcze do nauczenia się, ale chyba to można powiedzieć o każdym. – W końcu wiedza była przydatna, już na zawsze. Złagodniała kiedy dokładniej wytłumaczył co miał na myśli, wiedząc, że to właśnie był ten moment, kiedy złość mijała i znikała, pozwalając jej na lepsze zrozumienie sytuacji a także inne emocje. Tym razem lekkie zmartwienie, czy Aidan za bardzo się o to nie obwiniał. Delikatnie poprawiła jasny kosmyk jego włosów, wzdychając cicho ale nie mówiła nic złego. Już wystarczająco dużo się za wszystko obwiniał.
- Rozumiem. Dziękuję, że jesteś gotowy na to, aby mnie bronić. Nie mam ci nic za złe, sytuacja po prostu wyszła jak wyszła. Ale pamiętaj, że jesteś mi bardzo drogi i nie chcę, aby coś się stało, dobrze? – Uśmiechnęła się w jego stronę, chcąc jakoś cieplej dać mu znać, że nie jest już zła i że wszystko jest w porządku. I że nie ma co się wstydzić, a cokolwiek się nie stanie, wcale nie będzie dla niej problemem. Bo był przy niej, był jej bliski i był dla niej równie ważny co rodzina. I że nigdy nie zrezygnuje z niego, nieważne, co miałoby się dziać. Albo jak bardzo źle do tego miałaby być nastawiona jego rodzina.
- Dobrze, od teraz wszystko będzie lepiej. – Może tak, może nie. Ale między nimi miało już być dobrze, to wszystko już miało być o wiele lepiej. Ich serca, jedno obok drugiego, biły tak głośno że chyba słyszała je cała Dolina. Wymieniane spojrzenia wydawały się ciągnąć w nieskończoność nawet jeżeli były to tylko ułamki sekund. Delikatne zmarznięte drobinki wody osiadały na ich włosach i rzęsach wraz z każdym oddechem, ale żadne nie cofnęło się, żadne nie uciekło. Teraz był czas na coś innego niż uciekanie, teraz byli tutaj razem, sami, bez zbędnych słów. Nie odsunęła się kiedy ją przyciągnął, ciesząc się tą bliskością, pozwalając sobie i jemu na trwanie we wspólnych objęciach. Kiedy zaczął się tłumaczyć, delikatnie położyła palec na jego ustach, tak aby wiedział że nie musi tłumaczyć się więcej.
- Shh, najważniejsze że teraz już wiadomo. Spotkamy się potem i porozmawiamy, jak będzie spokojniej. Ale wiedz…cieszę się, że wiem. Powinniśmy wrócić do środka, robi się zimno. I będą nas szukać. – Wiedziała, że nie chciał wejść, ona też nie, w tym miejscu było dobrze i nie musieli się wszystkim martwić. Ale rzeczywistość się upominała.
- Idziemy? – Uśmiechnęła się lekko, delikatnie składając pocałunek na jego policzku.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Ogród [odnośnik]17.05.22 18:43
Szukał jej. Zawsze. Wzrokiem wodził za ciemnymi puklami włosów, dotykiem starał się odnaleźć ciepłą skórę, słuchem delikatną barwę głosu, węchem zapach kwiatów i ziół. A gdy w końcu ją odnajdywał cała reszta nie miała już dla niego najmniejszego znaczenia. Nie wyobrażał sobie, że przez swój własny błąd mógłby ją stracić. I to nie tylko szansę na coś więcej między nimi, ale po prostu ją. Aż ją. Podążył za dłonią poprawiającą kosmyk jego włosów pochylając głowę w kierunku dziewczyny chcąc ułatwić jej zadanie, chcąc być bliżej ciepła jej dotyku, komfortu, który niosła czynem i słowem. - Nie musisz się o mnie martwić. - Wyszeptał nie chcąc być kolejnym ciężarem na jej ramionach. Chciał być tą osobą, która brzemię to z niej zrzuci, bądź uniesie go z nią razem. Rozumiała. Był jej drogi. Wszystko będzie lepiej. Słodkie słowa rozlały się po sercu niczym miód. Otuliły spokojem i nadzieją, dodały odwagi. Wszystko będzie dobrze, lepiej, tak długo jak ona będzie obok. Chciał żeby myślała tak samo o nim. Postara się by tak właśnie było. Zrobi wszystko by być, by stać się kimś takim dla niej. Da jej czas. tyle ile będzie tylko potrzebować, ale nie odpuści. Nie teraz. Nie gdy był tak blisko, nie gdy spijał słodycz wypowiedzianych przez nią słów z jej warg. Było to zaledwie muśnięcie, ale mówiło więcej niż jakiekolwiek słowa. Było to ciche zapewnienie, może nawet obietnica. Przyciągnął ją jeszcze bliżej nie pozostawiając między nimi żadnej przestrzeni, chcąc oddać się w pełni tej chwili, jej. Był cały jej. Teraz. Zawsze. Wargi na jego ustach zastąpił jej palec, który ucałował równie czule. Ujął go, a następnie całą jej dłoń w tą swoją, aby spleść i palce razem i położyć je na swojej piersi wciąż tkwiąc w tej samej pozycji, odmawiając poruszenia się w obawie, że czar nałożony na ogród i nich samych zaraz pryśnie. - W porządku. Ja też... cieszę się, że wiesz, po prostu chciałem, żeby to wyglądało inaczej.- Czując ciepło jej warg na swoim policzku odwrócił głowę, aby nie pozostać jej dłużnym i samemu móc złożyć podobny na jej skroni. Wciąż zarumieniony, wciąż z szaleńczo bijącym sercem czuł się pewniej, był śmielszy. Na ten krótki moment, na tą krótką chwilę, gdy wciąż tkwili w swojej bańce, gdy jej obecność, czyny i słowa dodawały mu odwagi. Zamknął oczy biorąc głęboki oddech zanim w końcu się od niej odsunął. - Idziemy. - Zgodził się niechętnie odsuwając się o krok czując otaczający go na nowo chłód styczniowego poranka. Prócz zimna jednak wciąż czuć mógł jej wargi na swoich, te na policzku, dotyk jej palców we włosach. Nie puścił jednak jej dłoni. Jeszcze chwilę. Jeszcze jedną, krótką chwilę. - Jest już późno. Niedługo będziemy razem z Nelką wracać, powinienem sprawdzić czy jest już gotowa i jak się czuje. - Powinien był zrobić to od razu, ale najpierw Marcel, później Sheila... ścisnął wargi w wąską kreskę czując ukucie poczucia wina. To uparcie miało mu jeszcze długo towarzyszyć. Zanim jeszcze ruszyli przeniósł swój wzrok z powrotem na nią z lekkim uśmiechem na ustach, ze szczerym uczuciem w jasnych oczach. - Jesteś... - Zaczął nie potrafiąc jednak odnaleźć odpowiednich słów. Tego co czuł, teraz i zawsze. - Nie zasłużyłem sobie na ciebie. - Nie jako przyjaciółkę, nie jako kogoś więcej. Była za dobra, zbyt wyrozumiała, za odważna i mądra, zbyt piękna, a jednak wciąż tu była, wciąż trwała u jego boku wybaczywszy mu, nie odwracając się od niego plecami choć oboje dobrze wiedzieli, że popełnił błąd. Była... wszystkim.


The power of touch, a smile, a kind word, a listening ear, an honest compliment or the smallest act of caring, all of which have the potential to
turn the life around
Aidan Moore
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The only way to deal with
an unfree world is to become
so absolutely free that your very existence is an act of rebellion.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9575-aidan-moore#291411 https://www.morsmordre.net/t9693-bazyl#294574 https://www.morsmordre.net/t9692-zabie-udko#294568 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9923-skrytka-bankowa-nr-2197#299908 https://www.morsmordre.net/t9696-aidan-moore#294585
Re: Ogród [odnośnik]19.05.22 18:46
Przyglądała się Aidanowi – spokojnemu, ale zmartwionemu, niepewnemu, a jednak zdecydowanemu. Cieszyła się, że w tym momencie mogła wydobyć z niego to co najlepsze, że był tak spokojny i tak delikatny, że robił co tylko mógł, ale jednocześnie nie planował zrobić czegokolwiek, co zrani jej uczucia, rozumiejąc swoje błędy. Gdy wyciągnęła dłoń, przesunęła nią po jego policzku, czując niesamowitą bliskość. Tak jakby w każdym momencie, gdy do tej pory byli obok siebie, było to dla nich nowością. Uśmiechnęła się jeszcze kiedy wspomniał, że nie musi się o niego martwić, lekko szczypiąc go w policzek kiedy zaręczał że wszystko było w porządku.
- Nie martw się, jesteś takim…dobrym rodzajem zmartwienia. Bo w końcu jak o kogoś się troszczysz, to bardzo chcesz, aby był obok ciebie i żeby wszystko było w porządku. – Mimo wszystko, to, czego teraz tu doświadczali, to wszystko było jakby nowe. W końcu nawet ich wcześniejsze spotkania wydawały się teraz blednąć w obliczu tej nowej świeżości, informacji które wyszły dziś na jaw, tej atmosfery, w której można by mieszać łyżką. Ale przez którą czuła się tak wybitnie, jakby właśnie miała tańczyć w gwiazdach.
- Zawsze możemy stworzyć nowe wspomnienia. Milsze. Bo będą razem. – Wydawała się mieć do tego jakby niezwykle idealistyczne podejście, ale prawda była taka, że najbardziej zależało jej na tym, aby sprawy się uspokoiły a oni mogli porozmawiać później. Już w spokojniejszym, bardziej cichym gronie, gdzie nikt nie będzie nagle na nich nachodził i będą mogli porozmawiać. Sami we dwoje. James w końcu nie musiał jeszcze o wszystkim wiedzieć, za to może podpyta Eve co mogłaby założyć. Wybór nie był wielki ale zawsze mogła się postarać, prawda?
- Wracamy. Wszystko w swoim czasie, Aidan. – Ścisnęła jego dłoń, może nie tak mocno, jakby w pełni chciała, czując jakby fakt, że jej serce biło tak szybko, oznaczało że nawet do końca nie wiedziała, jak łatwo złapać czyjąś dłoń kiedy myśli się o przyszłości i czuje, jak policzki się czerwienią.


ztx2


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Ogród
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach